/Archiwum_002_06_079_0001.djvu

			London, 27th March, 1966 


ReglSt:ered at the G. P. o , as a newspaper 
I Cena 6s. 6d. I I Dziś 12 stron I 
Rok XXI nr 13 (I043) 
LONDYN 27 marca 1966 


Redakcja i admin.Lstracja: 67 Oreat RUMe1l 
Street. London, W.C.1, teIl. CHA 3644. - Pre- 
numerata kwart8l1na 35s., w Sta.na.ch Zjed- 
noozonych 
 Kamadzie $5.25. w BelgIIi 250 fr. 
belg., we Francji 24 fr., w Niemczech 21 DM, 
w Szwajear1:i 24 fr. szw., we Włoszech 2900 
liTów, w innych krajach rawnowarto6l $5.25. 
- Zmiana adresu 1s. - Czeki należy wy- 
staWIać na "Wiadomości". - Ogłoszenia: ad- 
ministracja "Wiadomości".' Cena za 1 cal X 
l szpalta 30s. 


'1' Y G_ O D N I K 


==- 



11111111111111 uuu:u UUUUttttlllllllllll
IIIIIIII:::11111111111111111111111111111111' 


Wojna w Vietnamie, 
rewolucja w Ghanie, 
wybory w Anglii, 
to nie nasze spraW;}'. 


Pilnujmy własnych interesów 
i lłłaćmy w porę prenumeratę 
:-ł5/- albo 5.25 dolarów za 


KWARTAL 


II 1966 


Admini<;tracja: 
WIADOMOśCI, 67 Great Russell Street, London. W.C.I. 


muuunnnnnmttttmmmttnmmttttmnmttntttttt 
STEFANIA KOSSOWSKA 


KOMEDIAN
I*) 


N IE PAM
TAM czy jakakolwiek 
ksiąŻka była w Wielkiej Brytanii 
OCzekiwana z większym zaintereso- 
waniem i niecierpliWlOŚcią niż ostat- 
ma powtieść Grahama Greene'a p.t. 
..Komedianci"*). Od chwili ukazania 
się przez wiele tygodni jest na pierw- 
Szym miejscu listy najbardziej czy- 
tanych książek. 
Zainteresowanie to jest zrozumiałe, 
61-letni Greene. od kilku lat kandy- 
dat do nagrody Nobla, j,est dziś chy- 
ba najwY'bitniejszym pisarzem angiel- 
skim. Obecna książka jest pierwszą 
jego powieścią od pięciu 18lt i to 
również przyczyniło ,się do .zrobienia 
z niej literackiej sensacji. zwłaszcza 
że sarn Greene po ostatniej sweJ 
książce. "Burnt-out Case", uważał że 
już nigdy więcej nie (Zdobędzie się na 
powieść, że się "wypisał". Dowiódł 
I30bie i czytelnikom że to nieprawda. 
Jeg.o obecna powieść, "The Come- 
dians" jest jedną. z najlepszych, o ile 
nie najlep.szą jego książką. Jest IJ1J- 
strzowska - co nie znaczy by można 
ją było przyjąć bez zastrzeżeń. Ale 
są to zastrzeżenia polityczno-moral- 
ne, na które nie tylko my, Polacy, 
możemy ,być szczególnie wrażliwi. Co 
nie znaczy by UlIUsialy przyjść do 
głowy wielu angielskim czytelnikom. 
Zalety książki - jej fabularne na- 
pięcie jak u najlepszego Simenona 
i dramat moralnych zagadnień w eg- 

tycznych okolioznośC1ach, narzuca- 
Jący porównanie IZ Conradem, zasła- 
niają w czasie czyta.ni& książki i 
jeszcze 'PO Jej skończeniu praktycz;ne 
wmoski autora, rz. którYIJ1J trudno się 
zgodzić. 
Akcja ..Komediantów" odbywa się 
współcześnie na Haiti. 12 lat temu 
Greene wybrał ,się tam ze znanym 
reżyserem Peter Brookiem, który 
sZUkał materiału do inscenizacji ko- 
medii muzycznej. z czego zresztą 
n..ic nie wyszło. Od tego czasu Greene 
jeszcze trzy razy jeździł na Haiti, 
ostatni raz dwa lata temu. W czasie 
tej ostatniej wizyty znalazł kraj 
Zmieniony nie do poznania, !Zrujno- 
wany, pod terrorem krwawej dyl!:ta- 
tury. Zmieniło to też akcję zaIJ1Je- 
rzonej 
sią.żki i dodało jej jeszcze 
więcej' dramatycznego napięcia. 
Greene - realista, którego ,interesuje 
człowiek w zestawieniu !Ze światem. 
W jakim żyje a nie zawieszony w 
abstrakcji, ma jak,by instynkt wy- 
najdywania zapalnych miejsc. egzo- 
tycznych krajów w stanie wrzenia 
nieraz jeszcze przed ostatecznym wy- 
buchem namiętności. .Jak belgijskie 
Kongo w "Trądzie" (..Burnt-out 
CaSt,"), Kuba w "Naszym człowieku 
z Hawany", Meksyk w czasie rewo- 
luCji z ..Władzy i chwały", południo- 
wo-wschodnia Azja ze "Spokojnego 
.Amerykanina" czy Zach.odma Afryka 
z ..,Sedna .sprawy". 
Słusznie jeden z krytyków zauwa- 
Żył że "K.omedianci" są. książką, któ- 
rą musi się przeczytać dwa razy. Raz 
jak powieść sensacyjną, w podniece- 
niu, nie mogąc jej odłożyć, z jedy- 
nym zainteresowaniem - co stanie 
się dalej. Dopiero oChłonąwszy po 
dojściu do ostatniej strony, wraca .się 
do poozątku żeby już spokojnie sma- 
kować jej drugą treść - dramat 
moralny -1 jej znakomitość arty,styoz- 
ną. Charakterystykę ludzi, nastrój, 
WSpaniałą znajomość realiów, dialog, 
celność i oszczędność .słów, z których 
każde, na przeszło trzystu stronach 
książki jest konieozne, niezbędne li 
niezastQ.pLOne. 
Obok sensacyjnej treści ksią.żkj, jej 
głównym motywem jest, jak zawsze 
u Greene'a, zagadnienie moralnej wi- 
ny i odpowiedzialności. I sprawa wia- 
ry, jakiejkolwiek, niekoniecznie re- 
ligijnej, która angażuje człowieka. 
która jest jego motorem działania, 

a której żyje i dla której gotów 
Jest umrzeć. "Komedianci" z tytułu 
kSiążki, to ci, którzy w nic me wie- 
rząc, ani zimni ani gorący, nie biorą 
Czynnego udziału w tym co się ,koł:o 
nich dzieje. tylko jakby półżywi, od- 
grywają w życiu obrane iJrzez siebie 
role. 
Przeciwstawienie ludzi .zaanga.iJo- 
W
nych i życiowych aktorów, mogące 
uJŚĆ niepostrzeżenie w normalnych 
Warunkach, nabiera ostrośc,i w dra- 
matycznych okolicznościach, w któ- 
rych waży się życie i śmierć, które 
WYmagają działania a żądają wybo- 
ru. Rządy krwawej dyktatury na 
Haiti, terror tajnej policj,i, morder- 
stwa. okrucieństwa, nędz:>, strach. 
obnażają w ludziach co w nich praw- 
dZiwe, .istotne i ukryte. 
Wszyscy biali w powieści Greene'a 
należą. do ..komewantów". Na na- 
Czeln
m miejscu Brown. który wy- 
stępuJe w pierwszej osobie jako nar- 
rato
 powieści. Człowiek bez przy- 
nalezności, niepewny pochodzenia, u- 
r<;Jdzony w Monte Carlo ,z nieznanego 
oJca i lekkomyślnej matkI. wychowa- 
ny przez jezuitów i nie wierzący, bez 


*) The Comedians. Graham Greene. 

ondyn, The Bod1ey Head, 1965; str. 
.>13 i 7nl. 


wielkich skrupułów, raz na wozie. raz 
pod wozem. teraz właściciel hotelu, 
niespodziewame odziedziczonego po 
matce w Port - au - Prince, stolicy 
Haiti. .Jego kochanka. N,iemka, żona 
południowoamerykańskiego dyploma- 
ty, córka naz1Bty powieszonego za 
zbrodnie wojenne; major .Jones, bla- 
gier, oszust i awanturnik, mimo to 
sympatyczniejszy od tamtej pary bo 
św,iadomy swojej małości, którą w 
końcu okupuje poświęcemem za cu- 
dzą sprawę; wreszcie para starszych 
Amerykanów, szlachetnych i naiw- 
nych apostołów wegetarianizmu, któ- 
rym własny idealizm nie pozwala u- 
wierzyć w zło ludzi i świata. 
Przeciwstawiony życiowym ..kome- 
diantom" jest czarny dr Magiot, wy- 
kształcony u sławnego profesora w 
Paryżu. mądry ,i uczciwy, katolik i 
marxlJSta, i młody intelektualiBta. 
Mulat Philipot, członek ruchu oporu. 
ponadto kilku innych Haitańczyków. 
odgrywających mniejszą rolę. 
Książka Greene'-a jest namiętnym 
oskarżeniem przeciwko dyktaturze, 
która rządzi terrorem. Tontons Ma- 
coute, tajna policja, niczym rue różni 
się od Gestapo i N.K.W.iD. Ta sama 
groza niespodziewanych D:0cn
ch. wi- 
zyt, bezprawia, tortur, śmIerCi. Ciem- 
ne okulary, Jakie Tontons Macoute 
noszą we dnie i w IWCY. .stają iSię 
na wyspie symbolem grozy jak były 
nim czarne mundury Gestapo. Podo- 
bieństwQ tym większe że dyktatura 
czarnego lekarza Duvalier szuka u- 
.sprawledliwIenia w rzekomej obro- 
nie przed komunizmem. Gdyby Greene 
wybrał jako tło swej powieści kraj 
pod dyktaturą komunistyczną, md.ał- 
by trudniejsze zadanie. Mając do 
czynienia z t.zw. dyktaturą faszy- 
stowską. ma gotową receptę prze- 
ciwko złu: rz.bawić Haiti i podQbne 
kraje może tylko komunizm, najle- 
piej razem z Kościołem katolickim. 
Dr Magiot w 1iśoie do Browna na 
końcu ksiąŻki pi.sze że cokolwiek złe- 
go katolicy ,i komuniści mają na 
SWOIm sumieniu, można o nich po- 
wiedzieć że nigdy nie stoją na ubo- 
czu. nie są obojętni. że biorą udmał. 
"Wolę mieć na swych rękach krew- 
pisze dr Magiot - niż w.odę jak 
Piłat" . 
W wyw,iadzie. jaki ukazał się w 
prasie, Greene rozszemył tę swoją 
receptę na uszczęśliwienie ludzkości. 
Naturalnie nie ma na myśli całej 
ludzkośoi, tylko tę część do której 
on sam nie należy. "Nie mogę sobie 
wyobra
ć - powiedział - by ludzie 
na Wschodzie mogli odnaleźć siebie 
w inny .sposób niż za pomocą. komu- 
nizmu. Albo jeszcze lepiej - jakie- 
goś porozumienia między komuniz- 
mem a chrześcijaństwem". Nie wia- 
domo gdzie dla Greene'a zaczyna się 
Wschód na Odrze, na Uralu czy od 
muru 
hińskiego. W każdym razie 
daleko od świata, w którym on żyje. 
Choć wierzący katolik od 40 lat, 
Greene przY!ZI1aje się do lewico'!VYch 
sympatii, które ,sprawiały mu DJer
 
kłQPot. jak w ,cza.sie wojny domowej 
w Hiszpanii. Te lewicowe sympatle 
zmalały w okresie stałiniJzmu, ale te- 
raz, gdy - jak mówi - "okres sta- 
linizmu się skończył", znowu czuje 
tak jak za młodu. stąd ta jego ra- 
da unii katolicko-komunlstycznej o- 
partej na podobieństwie techniki, ja- 
ką według Greene'a oba systemy u- 
żywają by lud
om ,zapewnić szczę- 
ście. W nie wymienionych przez 
Greene'a "wschodnich" krajach tylko 
ksiądz katoI.icki ,i bolszewicki komi- 
sarz traktują dobrze ludzi, wobec 
czego tylko w kościele li nawet na 
TIajnudniejszych pogadankach komu- 
ni.stycznych, obecni nareszcie majlł 
poczucie ludzkiej godności.. 
Nie trzeba być katolikiem 1 nale- 
żeć do jednego z QWYch wschodnich 
narodów. o których Greene mówi, źc- 
by mieć inne zdanie. .Jeden z najpo- 
ważniejszych krytyków angielskich, 
protestant, wypQmniał mu łagodnie 
że trudno uważać za możliwy sojusz 
wiary, opartej na mdłości i m1fosier- 
dziu z sy,gtemem sprawiedliwości eko- 
nomicznej. Z Greene'a, bojowego ka- 
tolika, p.ostępowca i kosmopolity, na- 
gle wyjrzał niespodziewanie trady- 
cyjny Anglik z czasów, zdawałoby 
się, już doszczętnie pogrzebanych, 
kiedy to przedstawiciele Imperium 
Brytyjskiego dyktowali zacofanym 
narodom rodzaj odpowiedniego dla 
nich szczęścia, oczywiście całkiem 
innego niż to, które by .samd wy- 
brali dla siebie. Trudno pogodzić 
Greene'a, który wierzy w rózowe ży- 
cie pod okiem komunistycznego ko- 
misarza, jakie mu pokazano w czasie 
krótkiej wizyty w luksusowym hotelu 
dla specjalnych turystów w jednym 
czy drugim kraju komunistycznym, 
rL .inteligentnym i spostrzegawczym 
autorem tylu znakomHych powieści.. 
Zapomniawszy o tych poLity=ych 
zalotach. trzeba powiedzieć że "Ko- 
medianci" są ksią.żką. która mało ma 
I30bie równych w dzisiej.szej świato- 
wej beletrystyce. 
Stefa.rua Kossowska.. 


STANISŁAW SOBOTKIEWICZ 


NA 


ZDJĘCIE 


MATKI 


PATRZĄC 


M AM w Kraju siostrę. pisujemy 
do siebie listy. Ona. jak zwykle 
kobieta, pisze więcej i częściej. O 
pogod
e. O zdrowiu. O bHższych i 
dalszych krewnych. O znajomych. O 
wszystkim. Ja plSZę mniej: o wysła- 
nych paczkach, pieniądzach lub le- 
karstwach (
 pośredn,ictwem "Ta- 
zaba"). Tr.ochę o swym zdrowiu. I 
nieodmiennie pytam o zdrowie sio- 
stry, choć wiem na ogół, jakie ono 
jest. Więcej nic. Ale czasami odzywa 
się we mnie coś rzewniejszego, "ro- 
dzinnego". Wtedy chcę się dowiedzieć 
o jakiJnś szczególe z naszego prze- 
szłeg.o życia. Siostra jest starsza I 
lepiej pamięta. A niedawno, !Z jakIejś 
przyczyny, (Zaintrygowało mnie naraz 
poch.odzenie rodziców. Poprosiłem 
siostrę o ich metryki. jeśLi Silę za- 
chowały. Metrykę ojca otrzymałem. 
Natomiast matki - DJle. Za to do- 
stałem jej ..Dowód osobisty". Ze zdję- 
ciem. Olśniło mDJ.e ono. Fotografia 
matki. Mojej! Nie miałem dotychczas 
żadnej. Tak się złożyło. Po raz ostat- 
ni widziałem matkę przed 23 laty. 
Zdjęoie pochodzi z r. 1932,. Tak mówi 
"Dowód...... podpisany przez burmi- 
strza Weisnichta. Szkoda że nie przez 
meg.o byłego dyrektora Gimnazjum 
Drugiego w Tarnopolu, Włodzimierza 
Ipohorskiego-Lenkiewicza, który był 
przed nim burmistrzem. .Jakaż byłaby 
pamiątka! (Niedawno zmarł w Lon- 
dynie. W wieku bardzo sędziwr m . 
Niezapomniany dyrektor. Pętakiem 
jeszcze byłp-m). 


MATKA 
Nazwisko Sobotkiewicz - opiewa 
"D
wód osobisty" - lm1ę Maria (z 
domu Argasińska) - Miejsce rLa- 
m,ieszkama Tarnopol - Wzrost śred- 
ni - Twarz owalna - Włosy c. bl()lI1d 
- Oczy niebieskie". 
Patrzą w tej chwili te same oczy 
na mnie. Skupione, poważne, pełne 
troski, prawie lęku. Choć był to r. 
1932. Najświetniejsze jej bodaj cza- 
sy. Córka wyszła za mąż. Syn zdał 
maturę. Cóż więcej może żą.dać? A 
jednak te oczy nie patrzą spokojnie... 
..Dowód osobisty" daje ogólny, krót- 
ki opis. Twarz mówi o wyglądzie. 
A w oczach tych zawiera się cały 
dramat, cała tragedia życiowa - 
jednej matki. Matki, której naj.szczyt- 
niejszym celem było wykarmić. wy- 
chować dzieci i ..wykierować" je 
na ludzi. I ostatnie lata swego cięż- 
kiego życia spędzić przy nich. w spo- 
koJu. I wreszcie skłonić głowę 1 spo- 
cząć na zawsze, na cmentarzu - w 
Drohobyczu. 
- Dzieci, - pamiętam, jak w 
chwilach redurny mówiła niekiedy do 
nas, - jakże bym chciała być jesz- 
cze w Drohobyczu. Tam lata panień- 
skie spędziłam... Choćby na rok 
przed śmiercią... I tam się położyć. 
Na cmentarzu drohobyckim. Koło 
brata, Jasia... 
- Wszystko j,eszcze być mOże - 
odpowiadłem zazwyczaj filozoficznie 
- ale żeby akurat jechać tam po 
śmierć. 
- Tak bym chciała... żebyś tam 
może dostał jakąś posadę. 
- Tak. Chciałaby mama. Właśnie 
tam. 
- Kto wie. Szukaj tylko lepiej... 
posady. 
Szukałem. Zawadziłem nawet o 
bezpłatną praktykę u lekarza powtia- 
towego, dr. Zielińskiego (gdzie na 
wspaniałym arkuszu statystycznym 
nie mogąc go nadto .oszpecić wycie- 
raniem, przez pomyłkę zanotowałem 
wypadki tyfusu pod wścieklizną). .po- 
magałem w obliczeniach poffiJ1arów 
inżyrueryjnych, potrzebnych do ro- 
bienia umocnień obronnych na na- 
szych terenach, na wypadek w.ojny. 
(Nie wiem gdzie one były ,i czy ode- 
grały jakl}kolwiek rolę). Poza tym 
rozpisywałem całe tuziny podań do 
różnych urzędów ,i ministerstw, z mi- 
nisterstwem .sprawiedLiwości włącz- 
nie, do którego choćby z racji samej 
nazwy miałem największe zaufanie. 
..Syn szuka posady" - wyjaśniała 
matka ciekawskim sąsiadom. którzy 
dziwili się. dlaczego ten syn po .ośmiu 
czy dziewięciu nawet latach spędzo- 
nych w gimnazjum nadal siedzi w 
domu, ani nie mają.c żadnego zaję- 
cia ani nie ,idąc na studia. Ale o pra- 
cę było trudno. A o dalszych stu- 
diach nawet nie myślałem. :Miałem 
dosyć nauki. Przejadłem się nią. w 
gimnazjum. Zresztą na to trzeba by- 
ło pieniędzy: na uniwerek we Lwo- 
wie. I cóż mi on ostatecznde da? Sko- 
ro już w tej chwili tylu be2JPlatnyc
 
praktykantów filozoni, magistrów a 
doktorów czeka na posady. A pra- 
wo? Za suche. Medycyna - za cięż- 
ka. Dosyć już tej nauki! 
Zatęskniłem za nią. dopiero trochę 
później. Na raZle - czekałem i od- 
poczywałem, spędzając czas na węd- 
rówkach. wyoieczkach i dyskusjach. 
Na bujaruu między niebem a ziemią. 
Na marzeniu do księżyca ,t wsłuchi- 
waniu się w dżwięki orkiestry, która 
w parku miejskim, w pawilonie, IX>': 
rywala mnie aksamitnymi ton8JIll 
stłumionych skrzypiec, spiŻowymi li 
srebrnymi akordami harmonii, łka- 
niem gitar hawajskich. A były to 
czasy wciąż jeszcze granego ..Tanga 
Milonga" , ..Dzisiajl już jest za póź- 
no" . ",NInon" , "Jesiennych róŻ"... I 
naj rzewniejszego ze wszys
ich: ..To 
tango jest dla mojej matld..... 


SPELNIONE MARZENIA? 
Wreszcie otrzymałem odpowiedź. Z 
ministerstwa sprawiedliwości.. Pozy- 
tywną. Otrzymuję praktykę płatną.. 
Od zaraz. Termin zgłoszenia - do- 
słownie: trzy dni. l grudnia. miałem 
się zjawdć przed naczelnikiem sądu 
grodzkiego. Gdzie? Gd2Jie?! W po- 
śpiechu jakiś skryba dopisał na for- 
mularzu miejscowość tak niewyraź- 
nie że nie mogłem odczytać. Chyba 
w Dr,ohowyżu. Czy w Drohobyczu? 
Tak wygląda. Nie mogłem uwierzyć 
w pierwszej chwili że to właśnie tam, 
gdZIe matka tak pragnęła. A jednak 
los spłatał figla. Pomyślnego tym ra- 
zem. To był - Drohobycz. 
Ostatn,iego Ustopada 1938, pM;ną 
nocą, stanąłem przed głuchlł tallą 
.szyby okiennej jednego z dQmów na 
ul. Błonie, doką.d z odległej stacji 
przywiózł mnie dorożkarz. Tu mialZ- 


kała wujenka. Po długim stukaniu tern znów rozprawy. I znów do póź- scu. żeby po taki.ch bombach nawet 
odezwał się jej głos: nego wieczora. wierzby nie chciały rosnąć? W dniu 
- Kto tam? - Pame sędzio, pan swego "sekre- bombardowania innym całk,lem echem 
- SobotkIewi.cz odpowiedzia- tarza" do suchot doprowadzi - uj- odbił Się w mej duszy jego głos. A 
łem. mował się nieraz za mną świetny dziś - po Hirosimi-e l Ql;lratnlch do- 
- .Józio! - ze strachem niemal adwokat. Friedmann. śWładczewach szataństwa nuklearne- 
zabrzmiał głos z głębi mieszkan.ia. - Panie mecenasie, moje sumienie go - zaISte prorocze wydają się te 
To było imię .ojca. nie żyjącego już sędziowskie nie pozwala mi na wy- słowa. 
od 14 lat. słuchiwanie tylu spraw w tak krót- W dwa lata później sypnęły się 
- N.ie. Syn, Stanisław. kim czasie - odpowiadał wybladły na nasz dom bomby sowieckie. 
 roz- 
Stasiu! - usłyszałem okrJ:yk i przemęczony sędzia Gruda. trzęsionego, rozwalOnego gmazda, jak 
J:dumienia. Zaraz, zaraz otworzę. Tak panie sędZIO, ale ten mł.o- spłoszone ptaki, musieLismy uCiekać 
Kilka chwil cZl'kama przemosło dy ozłowiek nie możt> płacić taką. cenę Już podczas nowej, niemieckieJ oku- 
lUnie nagle o 18 lat wstecJ:. Jako ma- za pańskie "sumienie" wstaWilał pacjl, zamieszk,ahśmy lila ulicy 11 Ll- 
ły chłopaczek z matką i siostrą sta- się dzielnie za mną ten glosny, przez stopada, dawnej Rychcdckiej, prowa- 
lem przed oknem domu tej samej wszystkich lubiany obronca, który dzą.cej z miasta do wioski o tej na- 
wujenki. I wuja, który j€>SZcze wtedy najtwardlSzych sędziów potrafił roz- ZWIe. W domu, który QPUŚClm. (dla 
żył. Jasia, brata matki. LImy był tyl- broić, ugłaskać jednym jakimś slo- większego bezpieczenstwa) rodzlDa 
ko dom. I inna ulica. I pora roku: wem czy wybiegiem: "Wysoki Sądzie zydowska, 1Z0stawuają.o lIlawet meble 
letnia. Po rZęsistym deszczu było - wpadał nieraz w rozwianej todze i fortep18.D. Zamieszka11.śmy po.sp6l- 
rzezwo i cicho. Z rynny skapywały na salę - mój klient przyznaje się me z paDlą. M. i jej .siostrzeńcem. I 
rytmicznie krople dŻdŻu. Dźwięk ten całkowicie do winy i wnoSl o najniż- jeszcze z kIimś. Obecnym, a I11ewi- 
pamiętam do dziś. I nigdy nie zapom- szy wymiar kary..... dziaJnym. żyje cym, ale we... .i.stnie- 
nę. Lecz w moim wypadku nawet i Jącym. 
- Kto to? - pytał głos wujenki jego pośrednictwo nie pomogło. Bez- Był to dzIwny dom. 1ZarZQ.dzał nim 
za oknem. radnie sędzia rozkładał ręce - i da- wówczas p. Pełczyński, dyrektor tar- 
- Tatarzy - odparła matka... lej przesłuchiwał. Nie miałem nawet taku na Hyrawce, pod Drohobyczem, 
Uciekaliśmy wtedy przed zawieru- czasu, ani smaku, na drugie śniada- Ukrainiec, ale najczęściej "wujkiem 
chą. wojenną 20-g.o roku. Wysłał nas nia. Te tak przeczołowicie przez mat- żydowskim" zwany. Brat Jego. . Czułem matką inŻyniera. Czy nawet żoną Je- 
żył. Ze sprzedanej "realności" w Tar- SIę jak arab najpełniejszej krwi za- g.o, a przyjaciółką pani M.? 
 I 
nopolu kupiLiśmy w Drohobyczu przężony przez pomyłkę do wozu z tak 8Zeptano. Przebywała - w zam- 
schludny domek. Na ul. Krętej. Za gnojem. .Jak orzeł ze złamanym knięcIu. W ,IZdebce narożnej służącej 
5000 zł. Kuchenka, dwa pokoje. Po- skrzydłem, co runął nagle na ziemlę, za spiżarnię. Tam tylko pani M. mia- 
dwórko. Ogród. I trochę drzew wi- nie mogąc wraz z innymi "nad po- ła dostęp. 
ŚI1iowych. I jedna grusza. PIękna, ziomy" wylecieć. O Mickiewiczu, jak- Był to dziwny dom. A dla nas tra- 
choć młoda. Obrodziła nadzwyczaj- żeś nas zbałamucił! Więcej miałeś giczny. Zaczęło się od choroby mat- 
nie. Jakby na dobry - na początek sh!Szności w swym krótkim cztero- ki. Od zwykłego prZCZlębienia _ 
- znak... Siostra była zachwycona. wieI'6Zu. Ale to nie "górna". ale przez te ustaWllC2IDe wyczekiwanIa 
Matka - szczęśliwa. Po raz pierw- chmurna i durna młodość... Wtedy w "ogonkach". Z niewinnego kaszlu 
szy może w życiu. Tego pragnęła. zatęskniłem do studiów. Do dalszeJ doszło do zapalenia. Wezwałem le- 
MleĆ własny dach nad głową. Syna 
auki - a co najmniej do czegoś karza. żyda. Nie zapomnę tej chwui, 
"na posadzie". I być w swoim Dro- mnego. Do jakiejś drastycznej zmia- gdy go wiozłem do matki. Droga wy_ 
hobyczu, gdzie spędzała paI1leństwo. ny. Choćby lZ8. cenę zniszczema, zbu- padła o
k cmentarza żydowsKiego. 
Zadowolenie swe .okazywała po swo- rzenia starego porządku. GłUpi! To NaprawIano tę drogę. żydzi w roż- 
jemu. Rano - serdecznIejszym niż szło. ,Spadło. :J?ym wieku, obszarpani, zbiedzeni, 
zwykle wyśpiewywaniem godzinek. Jak potępieńcy krZQ.tal1 .się IZ taczka- 
W dzień - nierównie mozolniej.szą JAK GROM Z JASNEGO NIEBA mi, łopatami, kJilofamj,. I roz.bijah ka- 
pracą koło domu li w ogrodzie. Wie- Dopiero teraz lęk wielki spadł na mienie... RozbIjali pomruk,i 1 nagrob- 
cz6r - jeszcze dłuższymi dziękczyn- ludzi. Choć należało spodziewać się ki swych najbliższych. Tłukli Je jak 
nymi modłami. Na klęczkach. W ta- tego. Choć wszystkie znaki na niebie szaleńcy. I mościli nil11il drogę, Dla 
kiej pozie staje mi przed orzami naJ- i ziemi wskazywały na to. Nawet i przyszłych panów śwJata. 
częścieJ. Klęcząca. ,przed biało-nie- u nas. Drzewko wIŚniowe nam uschło. "żaden lud starożytności nie wy- 
bieską figurką Matki Boskiej Niepo- A potem ta piękna, co tak zarodziła, kazał takiej dbałości Q budowę i funk- 
kalanej. grusza zwiędła i obumarła. cjonowanie życiodajnej sieci dróg 
Ja natomiast z każdym dniem po- - Dzieci, Maniu, StaSIu, to coś [jak Rzymianie] - i żaden nie stwo- 
sępniałem. Po trzech pierwszych sie- nie dobrego wróży - zatrwożyła Się rzył tak wielkiego i tak ŚWiietnego 
lankowych miesiącach w "tabuli" i matka. państwa" - pi.sze Krawczuk w swej 
w "KPS" (Karna Pomoc Sądowa), Nie na próżno. W dziesięć dni po ksią.żce "Cesarz August". W.sza.k czy 
dostałem się do "KG" (Karny Grodz- rozpoczęciu wojny. w medZlelę, gruch- za. taką cenę również i 0111 budowali 

i). ..Do prawdziwego sądu", jak nęły n
 Drohobycz, i na nasz cichy swe imperium? O władcy ówcześni, 
kpili ze mnie koledzy. I odtąd spoza dom, pIerwsze bomby D1emieckie. Nic jakże staniecie w DoliDłe Józefata 
aktów, spoza stosów papieru nie wy- nie pomogło legendarnych "SIedem obok tych Żydów przed Sądem Osta- 
chyliłem nosa. Na tym większe nie- pierścieni': armat przeciwlotniczych, tecznym? 
szczęście dostałem się pod rękę .sę- które - Jak głoszono - dniem 1 no- Wartość życia ludzkiego była wte- 
dziego Grudy, który swą dokładno- cą mJ1ały pilnować zagłębia naftowe- dy tak marna że nawet ten uprzejmy 
ścią i sumiennością dobijał .i siebie go. Gdy najpierw zleciały bomby na l współczujący żyd-lekarz me mógł 
i protokólanta. Prowadzenie rQzpraw "Polmin" (fabrykę olejów mineral- się zdobyć na słowo pociechy po zba- 
zabierał.o mu dwukrotnie więcej czasu nych). nie wyglądało to jeszcze tak daniu matki. Strzepną.ł tylko ręka- 
niż kolegom. Inni sęcI:ziowie, pp. Czy- strasznie. mi, powiedział coś o odżywiamu i 
rek i Sand1g, przesłuchiwali strony - O nasze piersi rozbiją się ich odszedł w głuchym m
lczeniu. Do 
najpóźniej do godZIny drug.iej, pół do bomby - zapewruał pleczysty woźny 
miertelnej choroby dołączyła się 
trzeciej. Protokólanci ich do godziny są.dowy, który wprawdzie już zakoń- Jeszcze trwoga o mój wyjazd do Nie- 
trzeciej mdeli jeszcze cza.s rozpisać czył swój debiut wojenny, ale rezonu miec. Na cIężką, przymusową. nie- 
trochę wezwań do świadków i oskar- nie tracił. wolniczą robotę. .Jej najukochańsze- 
żonych. Ja nie. Mój sędzia kończył Kiedy zaś te bomby niemal runęły go syna. Jej największej nadziei. .Jej 
swe sprawy dopiero o godzinie sz6- na głowę, duch ten nawet u mnie całej ostoi, na której- budowała spo- 
stej, siódmej, a czasem nawet i póź- haniebnie podupadł. Te bomby jednak kojną przyszłość i starość. Matko! 
niej. Wtedy biegłem do domu z tecz- są. straszne... "Bogdajby wierzby na jakże wówczas okrutnie musiałaś 
ką wypchaną aktami, na gwalt zja- t
m n
iejscu wyrosły" - przypom- cierpieć. Straszne było pożegnanie. 
dałem kolację i co najmniej do pół- mał 
i .Slę fragment z długiego prze- Leżała.li na łóŻku. Łzy ciekły ci po 
nocy rozpisywałem dziesiątki wezwań mówlerua mojego nauczyciela mate- twarzy. WYOlą.gnęła.li spod pod
 
lub "nakazów karnych". Na drugi matyki i f

yki, p. żerebeckiego. któ- r6ża.ni.ec - swego żywota... I da.ła.li 
dzień, nie wyspany, pędziłem do sądu ry z okazJI tygodnia lotniczeg.o wy- mi go na drogę. Mam g.o do dziś. I 
i nawet już przed ósmą (aby zdążyć głaszał je do tłumów. zgromadzonych pożegnała.li ostatnimi słowami: 
przed rozprawami) rozpoczynałem na placu koło pomnika MickiewIcza. - Synu, ,i ja cię więcej nie zoba- 
koncert odbijania na wezwaniach pie- W T8: rno polu. Przed wojną. Wieczór czę? 
częci sądowych. "Firmowej" - u był ciepły. Letn.i. Stałem wśród in- Si t szl bała. 
góry. okrągłej - po środku, na wpół nych 
raz z matką. Przytuliła się W Y k
t
lć oc I dł ja że nie m ócę Qgłem 
P rze g i ę te J ' P ierwsze J . kartki we zwa- do mDle C ł . . u. przez gar o . wr . że 
. t . zu em Jej drżenie. Dlacze- Jeszcze wrócę... Odszedłem. Długa 
nia. W tempie z.awro nym. Nabrałem go!. Z chłodu? Było ciepło. I spo- była dr.oga. Ta sama, którą. przed 
już wprawy. Ram-ta-ta, ram-ta-ta... kOJnl
. Nic nie groziło. Stojący koło czterema niemal laty jechałem _ 
Dwaj współprotokólanci. mój krew- pomnika model samolotu i kukła . 
niak , Ada.li Ar g asiński (.,S tasiu , kie- wielkie J b b b . nocą. - na .swą plerwszą posadę. 
b . ... om. Y. zro lona ze zwykłej Szedłem z próŻI1Ją w sercu l prze- 
dy my się o robi-imy?") i weteran dykty, w
ęceJ do śmiechu .niż do obaw I'8.Źllwie błahymi, wQbec tego, co mnie 
Chochłakiewicz ("W sądzie grodzkim pobudzały. A uderzający patos i wy- czekało, w trzeszczą.cej głowie my- 
jak to ładnie.....), sekundowali mi na soki ton głosu profesora żerebeckIe g o śla IJ1J . . O tej dr dze d 
. si dni h toł h I d ł . o prze e wszyst- 
zmianę na są e c s ac. po- wy awa Się sztuczny i nie na miej- kim i tak odległej stacji, pono przez 
................................................................................ 
Najbliższy 12-strorncowy obficie ilustrowany numer "Wiadomości" (świą.teczny) będzie poświęcony pamięci 
RAFAŁA MALCZEWSKIEGO 
Na nUmer złożą się następujące prace: 
RAFAL MALCZEWSKI 
\Vspomnlenla z pobytu w Polsce w lecie 1959 - Z notatnika _ Myśll o "odwilży" _ 
Dorobek malarski 
MARIA D
ROWSKA i JAN LECHOIQ" 
Listy do Rafała I\lalczewskiego 
KAZIMIERZ WIERZ\.'NSKI 
Rafał I\lalczewski 
JóZEF WITTLIN 
Z Rafałem o Rafale 
ALEKSA1'VDER JANTA 
Rafał którego nie znamy 
GEORtiE SCOTT 
\Vspomnienie o Rafale 
FELICJA KRANCOWA 
Wsponmlenia o Rafale Mal('Zewskim 
HALIN A RODZINSKA 
Rafał Malczewsld w Lake Placld 
STEFAN KORBONSKI 
Ostatnie lata Rafała I\lalczewskiego w świetle jego listów 
MARIA BOCHDAN-NIEDENTIIAL 
Rafał w Brazylii 
JóZEFA SZCZEPANSKA-NIEDENTHAL 
Czarka I\lalczewskiego 
GEORGE HERBERT LASH 
Pożegnanie z Rafałem I\lalczewsklm 
ROBERT A\.'RE 
Krajobraz kanadyjski w interpretacji Malczewskiego 
ZDZISLAW CZ
IANNSKI 
Głowa 
1a.lczewsk1ego (ryswIek) 
Działy bieżące 


zbytnią ostrożność rajców miejskich 
Drohobycza tak daleko wybudowa- 
nej za ówczesnym IJ1Jastem. Aby od 
Iskier maszyn parowych zbyt często 
dQmy nie chciały 81ę zapalać. '.rak 
to tłumaczył prof. Mściw.ojewski w 
swojej skromnej monQgrafii rodzin- 
nego grodu. I mDłe akurat wtedy 
musialo to przyjsć na myśl. I. po- 
wstanie tego miasta - w zamIerzch- 
łej przeszłośCi. I jego nazwa jakIOby 
pochodząca .od drogich (dorohych) 
t:uczy, jakie tam sprzedawano. A jak 
kto wolał - od: Drugiego B)"CZB.. 
który. po zniszczeniu pierwSZegO 
przez Tatarów, wkrótce opodal tam 
powstał... I że jadę "za granicę", 
dokąd zazwyczaj wybierało Się na 
studia... , 
Na dworcu kolejowym czekał już 
tłum ludzi. Tych, co odjeżdża..bi. I 
odprowadzających. Każdego tygod- 
nia, w piątki, odchodziły transporty 
z n.ową siłą roboczą. do "Wełykoji 
Hermanj
", jak to z podziwem. ale 
zarazem i z coraz mniejszym en- 
tuzjazmem nazywali Ukraińcy. Po- 
wszechny płacz zagłuszał wszystko 
inne. I matek. I żon. I sióstr. Nawet 
dzieci. Bo to przeOle odjeżdżają - 
gorzej niŻ na wojnę. Bo 'l na Olężklł 
robotę. I na głód. I pod bomby. Na 
zawsze może. Na przepadłe. W ryk 
niesamowity zaIJ1JeD1ły Się ostatnie 
chwile pożegnania, kiedy na dworcu 
zadudnił p<>C1ąg, zaryczał ten nowo- 
czesny żelazny moloch-smok, co DJe- 
bawem uwiezie swoje ofIary. 
- Chłopcy, na nas już czas... - 
wy'darło się ze wzruszonych piersi 
oajeżdżają.cych. Na nutę "La Palo- 
mail. 
I jeszcze strasz.niej huknęld Ukrail'!.- 
cy: 
- ChłopCl, na nas wże czas!... 
.Jękiem zawtórowały matki, żony, 
dzieci. To już nIe był płacz. To już 
me był ryk. Ale nieludzkie rewodze- 
nie. Lament potępieńców, których się 
łamały - nie kości, których się roz- 
dzierały - we olała, ale !ich dusze 
l resztki drgają.cych serc. Rzekłibyś 
nie tylko to sklepienie budynku, ale 
i niebo samo runie na te spłakane, 
rozżalone gromady i wraz z prze- 
kleństwaIJ1J na cały porządek świata 
strąOl w bezdeDDlł .otchłań. 


W NIE..'W<-'ZECH 
W przepiękny wieczór maJOwy pro- 
wadził rnIlle "mój" Bauer, Herr Som- 
mer, do swego majątku. Do Schma- 
lental. Tak SIę pLSało. Majątek wraz 
z dworem leżał pomiędzy !I1Jlastecz- 
kIem Barntrup a w
oską AlverdLsse.n. 
W Westfalii. Lippeland. Wokół było 
cicho. Ciepło. Przepiękme. Pachniało 
wiosną. Czarowało Zielenią. Tchnęło 
poezją Goethego, Schillera. Grało 
muzyką Bacha, Beethovena... Lecz 
co najbardziej uderzało? Brak mło- 
dych mężczyzn. Nie ,i.stweLI. Przecho- 
dzące pośpJ.esz.nie kobiety w czerni 
tłumaczyły 
ch nieobecność. żałobne 
Ich odzienie mówiło najlepIej że 
gdzieś na odległych wti	
			

/Archiwum_002_06_080_0001.djvu

			2 


Nr 1043, 27th March, 1966 


ST ANISŁAW VINCENZ 


Polityk 


D OZNAŁEM na własnej osobie au- 
tentycznej i bezpośredniej ser- 
deczności, czyl1 ..SChietezw,", miesz- 
kańców Marche i Urbino i to za- 
równo ze strony znajomych jak i 
nieznajomych. Bez żadnych zasług 
z naszej strony i po niedługim po- 
byCie cała uliczka wybiegła do samo- 
chodu na nasze 'Pożegnanie. Przy- 
pomniał mi się Lwów i pewien niemal 
pokazowy konduktor tramwaju, któ- 
ry w wagonie id/łcym z dworca ku 
miastu wysiadał niemal z każdym 
pasażerem, aby mu wskazać jak ma 
znaleźć adres którego .szukał. P.o- 
dobnej gościnności doświadczali we 
LwoWIe obcy i cudzoziemcy. W r. 
1922 lub w r. 1923 odwiedził mnie 
we Lwowie mÓJ znajomy Frank Sa- 
very, który był wówczas i przez dłu- 
gie lata kQnsulem generalnym Wiel- 
kiej Brytami w Warszawie. Zaznajo- 
miłem g.o zniektórymi ludżmi, oglą- 
daliśmy razem niejedno, m.in. zWle- 
dzahśmy katedrę .ormiańską. Niemło- 
dy już dozorca czy kościelny z praw- 
dziwie lwowską gościnnością opro- 
wadzał nas, objaśniajlłc żywo .1 z WI- 
doCZDQ. sympatIą dla gości. Wówczas 
to już, a także kilkakrotnie później, 
Frank Savery powiedział mi, ze na 
całym obszarze Polski nie czuje się 
tak dobrze jak we Lwowie, a takie 
spotkania i takie typy jak ów do- 
zorca pozostawiają niewątpliwie naj- 
bardziej trwałe, bo ujmujące ludzkie 
wrażenia. Dodatkowo m.ogłem stwier- 
dzić, że dozorca nie był ani Polakiem 
ani Ukraińcem tylko OrmIaninem z 
Kut. ReprezentujlłC tak godnie Lwów 
nie miał żadnych aspiracji politycz- 
nych. 
"NajbardzIej trwałe, bo ujmujące 
ludzkie wrażenie". Poczucie tajemni- 
czości zwilj.zków !przyczyn lub celów 
jest podnietą. niezmiernie cenną, o 
Ile zachęca do wysiłku, do wY8zuka- 
nia lub co najmniej do odgadywania 
zw.ią.zków. Jest fatalnie, gdy ktoś 
kładąc palec na ustach powie nam: 
"Cicho, nie ruszajcie tego, bo to ta- 
jemnicze". .Jest jeszcze gorzej, bo 
banalnie, gdy nam powiedzą.: ..Zo- 
stawcie, to i tak wszystk.o wIadQmo, 
to naturalne". 
Myśli się że istnieją. kraje i mia- 
sta, które spełniają zbawienne ..za- 
danie" kiedy zbliżają i łączą a za- 
wodzą. i marnują kiedy dzielą i róŻ- 
nią. Tak jak !Marche, jak niegdyś 
Lwów. Czy to może ma Ibyć wyja- 
śnienie starego zawołania: ..Le.opolis 
semper fidelis" , t.j. w!erny sobie i 
temu co lud
e, co łączy? 
To że kogoś nurtowały takie czy 
inne rojenia, nie jest żadnym dowo- 
dem czy argumentem. Co najwyżej 
wspommeniem. RozstrzygnięCla dzie- 
jowe są faktami nieproszonymi, ale 
rojenIa należą do wspomnień, przeto 
do dZlejów także .l do możliw.ości, 
takich zresztą., które stały się nie- 
możliwe, a1bo takich, które ziszczą 
się całkiem .maczej. To co nazywamy 
"zadaniem" jest optImum które jed- 
ni dostrzegają a Inni - nie. W mmm 
przekonan1U wierność ludzka Lwowa 
polegała na tym, że w małym i w 
wielkim łączył, zbliŻał i jednoczył. 
Aby wejść z miejsca "in medlas 
res": w konsekwencji moich przesta- 
rzałych "poglądów z Pipidówki", jak 
szydził pewien mój kolega-narodo- 
wiec w chwil1, jak się zdawało, de- 
cydującej dziejowo, w przekonaniu, 
ba, z uporu trzeba powiedzieć, me 
wziąłem udziału ani w .obronie Lwo- 
wa ani później w polsko-ukraińskiej 
wojme domowej, ni w jej fazach go- 
rą.cych ni w zimnych. Z natury rze- 
czy jednak nadal przestawałem, na- 
wet przyjaźniłem się z ludżmi z obu 
stron ..frontu", gdyż byli to moi ko- 
ledzy, czasem krewm, nieraz ludzie 
bLiscy. 
Wynuenię na wstępie dwóch naj- 
bardziej lwowskich lw.owiaków spo- 
śród moich znajomych. Różniąc się 
niemało zbliżałem się do nich coraz 
bardziej w cilłgu lat. Właśnie z prof. 
Bartlem nasz stosunek um.ocnił 8lę 
przez pośrednictwo Wł.och północ- 
nych. .Już jako d.obrzy znajomi spot- 
kaliśmy się po jego rezygnacji ze 
stanowiska premiera w r. 1928 w 
Wenecji. Po zejściu z pobytu "na da- 
chu", czym bywają wysokIe stano- 
wiska państwowe, w których dostrze- 
ga się tylko jeden widnokrlłg, i po 
powr.ocie do swych rozległych stu- 
diów nad perspektywą., a także d.o 
świata bezimiennego nie tak jedno- 
znacznego jak z "dachu", prof. Bar- 
tel robił wrażenIe człowieka, który 
przez czas ja.k.1ś żył w stanie pod- 
niecenia prawIe narkotycznego, a po 


"') por. ..Z perspektywy podróży" 
w nr. 1032 ..WiadomoścI". 


WIADOM OS CI 


niepoli tyezny') 


wyjściu z niego dziwi się przyjemnie, 
że świat ma jeszcze .1nny smak, 
trwalszy a przeoie ponętny. 
Miałem wówcza.s rzadką spoEK>b- 
ność popisywania się znajomoś
ią 
Wenecji, dającą sprzed trzydzie- 
stu lat, kIedy oczekując na pie- 
niądze z domu, wypełniałem nadmiar 
czasu przechadzkami po zawikłanych 
uliczkach i nad laguny i to dmem 
i nocą. Prof. Bartel wyśmiewał się 
przyjaźnie że nie jestem widocznie 
czlowiekiem nowQczesnym, jeśli mogę 
mieć upod.obania w takim labiryncie 
uLiczek i w ogóle je pamiętać. Lecz 
i ów człowiek nowoczesny mimo rze- 
komo prostolijną fantazję, zgadzał 
się ze mną w krytyce przewodnika 
po włoszech pióra historyka Burck- 
hardta. Ten bowiem nie doceniał cza- 
ru kościoła św. Marka, uważając go 
niesłusznie za nieorganiczną miesza- 
ninę stylów. A dla nas, mieszkańców 
W,sch.odu takie mieszanlDY nie były 
niczym 
ezwykłym i wcale nas nie 
raziły. 
Zauważyłem wówczas u prof. Bar- 
tla O5Obliwą świeżość a nawet pa- 
sję w przeżywaniu licznych dzieł 
sztuki. Znalazła ona póżniej swóJ wy- 
raz w niezliczonych 
 świetnych foto- 
grafiach, przygotow
ych dla j
g? 
dzieła o perspektywIe malal'\skleJ. 
Może iZ tej pr,zyczyny jego zaintere- 
sowania krą.żyły nIe tyle wokół ca- 
łości: dzieł i nawet nie wokół barw 
wenecjańskich, ale wokół osilłgnięć 
perspektywicznych 
 technicznych. 
Pamiętam np. jak Wf!kazał mi w 
pałacu DoŻÓw wspaniały skrót per- 
spektywiczny VerIł

C 
że to wystarczy dla rywalizacJI z 
Michałem Aniołem. 
Koniec końców, nasze wędrówki po 
galeriach, kościołach, budynkach i 
placach weneckich należą 
o I?oic
 
n-ajmilszych wspomnIeń z teJ dziedzI- 
ny .obok nIezapomnianych wystaw 
Rembrandta i El Greca, które WI- 
działem nieco później w Niemczech. 
Nieraz powracaliśmy z prof. Bartlem 
do naszy.ch wspomnień i on zawsze 
znajdował czas aby mi pokazać tę lub 
ową fotografię. 
Powróćmy do lwowskiego widno- 
kręgu. Prof. Bartel bez żadnych za- 
strzeżeń brał w swoim czasie żywy 
udział w obronie Lw.owa i w wynika- 
jących z tego akcja.ch tak jak się 
nadarzały. W związku z tym wypły- 
nął nieco później na widownię poli- 
tyczDlł. Mimo to por.ozumiewaliŚmy 
się coraz lepiej w sprawach zasadn1- 
czych. Poniższe wspomnienie jest pra- 
WIe symboliczne. 
Pp. Bartlowie mieszkali przez jakiś 
czas przy ul. Nabielaka, dokąd nie- 
raz zachodziłem. W pewne jesienne 
popołudnie profesor zaproponował mi 
przechadzkę nieco dalszą, poza mia- 
sto. Kvajobraz był już pozbawiony 
zieleni, trawy zmierzwione, wszystko 
obdarte I przeraźLiwie trzeźwe, jakby 
odarte ze złudzeń, jedynie drzewa 
parkowe wokół uprzywilejowanych 
nieraz miłych will tej dzielnicy za- 
chowały jeszcze tu i ówdzie zieleń. 
Szliśmy przed siebie ulicą 29 Listo- 
pada i dalej aż ku ulicy Dunin-Bor- 
kowskich, i w pewnej chwUi natr: a - 
filiśmy na nie duży rów, który oddzłe- 
lał ulicę od najbli:iJszych pól wiej- 
skich. Przeskoczyliśmy go bez trudu 
i znależ1iśmy się na wsi. Znałem oko- 
licę wiejską z dawniejszych lat. Była 
ona bądź mieszana ,pod względem ję- 
zykowym, bądź czysto ukraińska. W 
tym wypadku usłyszeIiśmy rozmowę 
ukraińską.. Popatrzyłem na profeso- 
ra, a on, może wspominając dawniej- 
sze nasze rozmowy, powiedział z wła- 
ściwą mu bezpośredniością: 
- Tak, Lwów jest wyspą, my Iwo- 
wiacy jesteśmy z wyspy, lecz za,po- 
minamy o tym. .Ja także mim.o wszy- 
stko. Tak, to jest, to wraca. 
Bezpośredniość zawdzięczał .oczywi- 
ście swej naturze, ale warto przy- 
pomnieć, co nieraz sarn podkreślał, 
że był samoukiem 
 zdaje się egza- 
miny gimnazjalne zdawał mejako 
hurtownie jako eksternista. Blłdź co 
blłdź nie potrafiono mu wbić wielu 
rzeczy w głowę w ciągu lat na ła- 
wach szkolnych, które u innych w 
miarę wbijania stawały się niejako 
zrozumiałymi same przez się, jak to 
się mówiło, ..wyssanymi z mlekiem". 





 


BORII BERTOYA" CO. LTD. 


122 SOUTHW ARK STREET, S.E.1 
radzi, aby przy zakupie włoskich produktów mięsnych pamiętać, 
że wyroby 


,
 
...:.,
 
łłłlUST !lALU"ł 


są. jednymi z najlepszych 


MALETTIMORTADELLA 
MORTADELLINA 
SALAMI, 
SZYNKA PARMA - cała 
SZYNKA PARMA - w płatkach 
(puS7Ju po 6 i 12 uncji) 
oraz inne produkty firmy "MALETTI" rozprowadzane są. po skłe- 
pach przez polsloe hurtownie lub bezp08redmo przez importera 




 


Ostatecznie sytuacja językowa nie 
była całkiem i wszędzie jednoznaczna 
i najbardziej przemawiała do mnie 
diagnoza Piotra Duruna-Borkowskie- 
g.o, nie podejrzanego chyba o nacjo- 
nalizm, że Galicja jest krajem mie- 
szanym Q większości ukraińskiej, cho- 
ciaż ja sam byłem rodem z okolic, 
gdzie język i obyczaj ukraiński nie 
tylko przeważały, ale nawet krze- 
wiły się spontanicznie, bujnie i wy- 
łącznie. Ale nie w tym rzecz. Wspom- 
nienie tego co dwóch panów, jeden 
profesor a drugi nawet nie profesor, 
mówIło SQbie na jesiennej przechadz- 
ce, nie byłoby osobliwe, a tym mniej 
ważne,. gdyby nie to, że według moich 
doświadczeń przynajmniej, nikt z 
lwowIan w podobny sposób się nie 
odzywał, co najważniejsze, że nikt 
prawdopodobnie "nie odzywał" się 
tak właśnie przed samym .sobą. Na- 
wet Żydzi, z czasem i syjoniści, byli 
spolszczeni językowo i przez to do- 
statecznie insularni. Niechętnie pa- 
trzyli na tamtą stronę medalu. Za- 
ryzykowałbym nawet powiedzenie, 
że niemało Ukraińców ze sfer inte- 
ligencj,i, mimo znane i słuszne po- 
stulaty narodowe, o ile byli przede 
wszystkim lwowianami, ulegali po- 
dobnej sugestii, z wyjątkiem tych, 
którzy mieli stały kontakt ze wsią 
i z krajem, więc bezsprzecznie du- 
chowm grecko-katoIiccy. 
Inm ulegali mimo woli, nawet wbrew 
woli, przestrzeni wewnętrznolwQw- 
ski ej i czasowi w którym żyli. Może 
na tym właśnie polegała tajemnica 
metropolity Szeptyckieg.o, chociaż był 
Polakiem z pochodzenia l wychowa- 
nia, że sam otw.orzył sobie widno- 
krąg inny, sięgający, także za po- 
mocą koncepcji kośoielnej, daleko po- 
za przestrzeń i czas w którym żył, 
poza obecność współczesneg.o mu 
Lwowa. Takie zjawisko insularnoścl 
nie jest zresztą .odosobnione. Co do 
Warszawy, zwłaszcza w okresie cen- 
tralizmu państwowego, m.i.ało się nie- 
raz wrażenie, że jest społecznie in- 
sularna i że jej .sfery "miarodajne" 
żyją jak gdyby na dachu. Z moich 
skromnych doświadczeń przytoczę że 
na darmo szukałem w Warszawie 
ucznia gimnazjalnego pochodzenia 
bezpośredni.o chłQpskiego. .Już w Kra- 
kowie albo w Kielcach sprawy te wy- 
glądały całkiem .inaczej. 
Gdzież jest przeznaczenie człowie- 
ka? Czy w tym do czego jest "po- 
wołany", czy w tym do czego po- 
wołują go okoliczności i przypadki? 
Prof. Bartel nie był z wykształcenia 
ani ze skłonności ani z temperamen- 
tu, a zatem z "powołania" polity- 
kiem. Można wątpić czy by mu coś 
takiego przyszł.o do głowy bez obrony 
Lwowa, bez kontaktu z Pimud.ski.m, 
bez zawodowej przyjaźni z prof. Mo- 
ścickim. Nie wIadomo mi aby przed- 
tem kiedykolwiek należał lub był 
zbliźony do jakiejś partii poU-tycznej 
i do ruchu politycznego. Ponadto 
miał dwie cechyantypolityczne i to 
spojone ze sobą niekoniecznie fortun- 
nie: rzeczowość technika i uczonegoO, 
a impulsywność nerwowca aż do wy- 
buchowości. W rezultacie był za 
szczery, jak twierdzono nie.ostrożny, 
w oczach niektórych prawdZiwe "en- 
fant terrible", był najbardziej ludzki 
wówczas kiedy kogoś brał na rogi. 
Czasem nazywał sam siebie dyletan- 
tem politycznym. I jegQ .odruchy nie 
były wtłoczone ani w nakazy, ani w 
doktryny, ani w nałogi i tricki par- 
tyjne. Może dlatego należał do naj- 
uczciW\Szych i najrzetelniejszych po- 
lityków, aż dQ teg.o stopnia jak owo 
dziecko z bajki, które samo jedno 
dostrzegło, że król jest nagi. 
Naturalnie nikt nie będzie twier- 
dził jakoby styl prof. Bartla, wraz 
z jego sławnymi .odezwaniami się był 
w jakimś stopniu dziecinny; twIer- 
dzono przeciwnie, że jest cierpki, Że 
jest narwany, a słynna postać lwow- 
ska ś.p. Hipolit śliwIński przemawiał 
do prof. Bartla jako do ministra z 
osobliwym kpiarskim nama.azczeniem: 
..Ekscelencj.o Batiaru". ,,zawracanie 
głowy", "mam t.o" i t.d. takie po- 
wiedzenia prof. Bartla i inne pod.obne 
lwowskie odruchy, czasem jeszcze 
gorsze lecz zawsze rzetelne, były od- 
ruchami jego trzeźwej uczciwości. 
Ilekroć jednak nawet w największym 
porywie niecierpliwości natrafiał na 
kontratak humoru, choćby także 
cierpkiego, ostygał niezwłQcznie. Pani 
Bartlowa którą znalem i doceniałem, 
a podziwIałem jako umiejętną wy- 
chowawczynię profesora, prawdziwy 
anioł pokoju I rozwagi, nawet ona, 
koniec końców, nie potrafiła go roz- 
broić tak skuteczme jak dowcip, na- 
wet batiarski dowcip. Z tym wszyst- 
kim, bez tak dawnego przygotowania 
poLityczneg.o, bez żadnej deklamacji 
odziedziczonej w spadku całego na- 
szego półwiecza politycznego, nawet 
właściwie bez obeznania z 'Parlamen- 
taryzmym austriackim, ten cwwiek 
"nowy", rzeczowy choć niezrównowa- 
żony, potrafił się wznieść wyżej, t.zn. 
autentyczniej niŻ którykolwiek ze 
znanych mi osobiście polityków z wy- 
jątkiem prof. Narutowicza. 
Mam na myśli, jeśli chodzi o Bar- 
tla, jego namiętną mowę w senacie 
zwróconą przeciw żyletkom i prze- 
ciw podstępnym napadom morder- 
czym kolegów na kolegów - studen- 
tów na politechnice. W mowie tej 
zjawiły Się akcenty prorocze jakich 
nie pamiętam u żadneg.o z polityków 
eur.opej.skiej. Na dnie zrozuffilałej 
bezradności i zakłopotania z powodu 
tego co się dzialo, odkrył.o się twar- 
de dno moralne Bartla, gdy przewi- 
dywał że widocznie idą straszne cza- 
sy, trudne do wYQbrażenia sobie, bo 
zapowiadają je takie trudne do wy- 
obrażenia sobie zbrodnie, jak te które 
popełniali z lekkim sercem ił bez cie- 
nia a raczej bez promienia ihonoru 
koledzy na kolegach na ławach szkol- 
nych. Te i inne odezwania przyniosły 
Bartl0w:i ni
 tylko ataki :zgniłych jaj, 
ale zdaJe tnę nawet trwałą niepopu- 
larność wśród studentów, jak mnie 
zapewmali ci co byli mu oddani. 
Do pewnego stopnia sam przekona- 
łem .się .o tym bezpośrednio w rOZmo- 
wach ze studentami lwowskimI na 
Węgrzech, którzy przybyli tam już 
dość późno, t.j. !po zamordowaniu 
Bartla przez Niemców. WyrażaLi się 
mniej więcej w ten sposób: "Dobrze 
mu tak, bo podkopywał polskość". 
Którą polskość i gdzie podkopywał, 
na to nie otrzymałem odpowiedzi. Czy 
ludzie ci pozostali nadal tak sam.o 
zaczadzedni nawet wobec ówczesnych 
i póżniejszych ciosów po głowie, czy 
może zastą.p.lli jeden czad drugim, 


czy może w końcu ochłonęli? Praw- 
dę mówiąc chciałbym to wiedżieć 
aby jakoś się pocie.szyć, że to nie 
było ostateczne stanowisko pewnej 
części młQdzieży. Trudno powiedzieć 
coś na Ich usprawiedliwienie, co naj- 
wyżej można by zauważyć że wycho- 
wawca polityczny nie powinien by 
..brnąć" niejako w słuszności i zry- 
wać mosty, nawet jeśli ma głęboką 
rację, lecz starać .się aby kontakt z 
wychowankami pozostał, a z tym 
możność jak,iego takiego wpływu. 
Lecz Bartel nigdy o żadne względy 
nie zabiegał, zabiegać nie umiał i nie 
chciał, był Jiliesamowicie twardy i w 
tym sensie właściwie nie był poLity- 
kiem swej epoki. Co prawda tez ta- 
kiej twardości nie potępiłby tak jed- 
noznacznie, bezwzględnie i bezkom- 
promisowo antyżydowskich ekscesÓw, 
a przez to całegQ żydożerczego sta- 
nowiska, jego wystąpienie zamiast 
surowości mogłoby się ześlizgnąć ku 
krętym drogQm, a jego mocna mowa 
ku nieja.snym t.onom, w rodzaju zna- 
nego w swym czasie ..bojkot ale. wy- 
łącznie tylko gospodarczy". To było 
dla Bartla nie do przyjęcia. Ponadto 
trzeba pamiętać, że chociaź był oby- 
watelem kraju o mieszanej ludności 
:z więk.szością ukraińską i synem 
miasta. które p.osiadało znaczny odse- 
tek ludności żydowskiej, o jakości 
tak ważnej dla rozwoju miasta I je- 
go p.olskości, jako minister, jako 
premier Rzeczypospolitej i jako par- 
lamentarzysta, żadnych politycznych 
koncepcji nar.odowościowych ani nie 
wyznawał, ani prawdę mówiąc rue 
szukał. Jego mowa w senacie jest 
oparta wyłącznie na skalnym zrębie 
moralnym. Ufajmy że taką zasadni- 
czą koncepcję pozostawiła przedwo- 
jenna Polska przez usta Bartla. 
Należy wszelako wspomnieć, że 
prof. Bartel jako człowiek rzeczowy 
.okazyjnie ukuł orientację dobrze po- 
myślaną, zdawałoby się obiecującą: 
".Rzeczywistość rzeczywista - prze- 
ciw rzeczywistości uroj.onej". Wkro- 
czył zdecydowanie w dziedzinę fHozo- 
fil praktycznej, jakby zabrał się do 
przecięcia węzła gordyjskiegQ w ten 
mniej więcej sposób: "Dość zawra- 
cania głowy! Troszczmy się o to co 
naprawdę rzeczywiJSte, zatem co cen- 
ne, pożyteczne, bo tylko taka rze- 
czywistość przetrwa próby, podobme 
jak w laboratorium". 
CÓŻ bardziej pociągająceg,o dla czło- 
wieka rzeczowego i dla ludzi rzeczo- 
wych? Niestety tej koncepcji zabrak- 
ło nie tylko pogłębienia spinozystycz- 
negoO, ale widocznie aturowi samemil 
zabrakło takich elementów przeko- 
nania, które sprawiają, że pomysły 
zapuszczają korzenie i stają się prze- 
konywające dla innych. To widoczne 
już w mowie senackiej, w obliczu pa- 
lącej rzeczywistości na pewna rzeczy- 
wistej, choć opartej na gr,oźnych uro- 
jeniach nienawiśc.i, że nie stosował 
owej orientacji, tylko apelował do 
człowieka. 
A przecież we wspomnieniach to 
powiedzenie Bartla o rzeczywisto- 
śoiach nabiera barw. .Jakaż była .owa 
rzeczywistość lwowska, w której tak 
tkwił, że nie ruszył się ze Lwowa, 
ani wobec przemIan przez nikogo nie 
przewidzianych, ani nawet wobec nie- 
bezpieczeństw, które dosięgły go w 
końcu, tak iż za cenę życia na zawsze 
pozostał we Lwow.ie? Jeśli uważał 
swój Lwów za rzeczywistość rzeczy- 
wistą, t.zn. dz,ielnie padł ofiarą swej 
koncepcji. Nie byłoby nic bardziej 
banalnego niż sadzić się teraz: "Dzi- 
siaj my wiemy, że była to rzeczywI- 
stość urojona, ale wówcza.s I t.d.... 
Tak można ględzić bez końca, i po- 
dobne gadanie nie świadczy wcale że 
ktoś myśli, tylko że potakuje wszyst- 
kiemu cokolwiek się zdarzy. Nie ma 
sensu także procesując .się z tym co 
nieprzewidzIane, przytaczać ówcze- 
sne statystyki na usprawiedIiwienie 
pomyłek lub złych kalkulacjL Raczej 
warto zastanowić się nad tym wcale 
rzadkim aspektem dziejów, jak rze- 
czywistość rzeczywista staje się wid- 
mem i upiorem. 
Pamiętając o mowie w senacie, wy- 
głoszonej w chwili gdy do tych co 
gQtowi byli słuchać dochodziłQ jedy- 
nie milczenie lub co najwyżej trwożne 
szeptanie, proponuję starożytne me- 
mento żydowskie: "Pamięć sprawied- 
liwego stanie się błogosławiefu3twem". 


JANINA SURYNOW A-WYCZóŁKOWSKA 


o zazdrości, Kafce i 
z goździków*) 


O OZYWIŚCIE że nasze wady, wy- 
łaziły po kolei jak szydło z worka. 
Ale wady Jose były interesujące, nie- 
pokQiły, czasem irytowały. To znów 
zmuszały do myślenia na inny ład. 
Albo z innego punktu widzenia uka- 
zywały nowe aspekty naszych wzru- 
szeń ,i myśli. .Jeżeli te wady były 
nieraz nawet męczące - męczyły 
w sposób podniecający. Czasem na- 
wet im nie przeczyłam ale wtóro- 
wałam w mił.osnym otumanieniu. 
.Jose Maria był zazdrosny. Chorob- 
liwie i przesadnie. O wszystko i o 
wszystkich. O moje polskie rozmowy 
z majorem Jankowskim. O malarza 
Valenzuelę! O don Gervacia! O mój 
.ogród! O moje książki, których nie 
mógł czytać. O moje listy do ciotki 
Fafy. Zazdrosny o dzieci. Potem na- 
wet o Katarzynę! 
Cierpiał na poczucie samotnQści. I 
walczył o miłość, która mu tę ,samQt- 
ność wypełniała. Więc ja nieraz jak 
z chorym dzieckiem. Po dobremu i 
czule. Kocham cię. Ale nie zawsze 
umiałam zapomnieć o sWQjej prze- 
kornej naturze. BudziłQ się we mnie 
moje nieznQśne usposobienie nieświa- 
dome 'bólu jaki sprawia. Z całą pasją 
byłam pogrą.żona w swojej zalotnośd 
i próżności - ja córka Pepiczka. 
Na 'Przykład na weselu Inez de Vil- 
lagomez! Pokazałam dQ czego jestem 
zdolna. Wszystkiemu była winna mo- 
ja suknia. Bardzo udana, rozwiewa- 
jąca się i tęczowa. Kapeluszowi mo- 
jemu też 'l1ic nie mogłam zarzucić. 
Wobec czego zaraz w hallu zapew- 
niłam Jose Marlę że nie mam naj- 
mniejszego zamiaru siedzieć w kącie 
i nudzić się. Na widok ibłyszc'zących 
spojrzeń wszystkich Villagomezów, 
Laciarów i Navarrów zaczęłam poru- 
szać czubkiem nosa i uś'mie'chać się 
dołkiem w policzku. Potem tańczy- 
łam z Manolem. Nie pamiętam co 
to wtedy było w modzie? Czy "sam- 
ba" ? Ozy "madison"? W każdym 
razie tańczyło się nam ze sobą pierw- 
szorzędnie. Ale nie na tym koniec. 
Tańcząc słuchałam z wielkim zado- 
woleniem jego zapewnień, że przed 
laty cierpiał przeze mnie. 
- T.o była miłość, Gringa - szep- 
tał mi nad uchem. - To była mIłość 
- powtarzał. - Wyrzą.dziłaś m1 
krzywdę. Nikt mi takiej krzywdy nie 
wyrządził jak ty. 
Słuchałam tego szeptu z rozkQszą. 
Nie wierzyłam w jego zapewnienie, 
ale coś w tym szepcie było z uroku 
zakazanego owocu. COŚ z męskiego 
pożądania. Bawiłam się świetnie. 
Tym lepiej że żona Manola wściekła 
się, a "mamita" nie spuszczała nas 
z .oczu. Wreszcie podeszła d.o mnie. 
Poruszała niespokojnie wachlarzem. 
Chociaż nie tańczyła i wyziębioną 
miała już krew - robiła wrażenie 
jak,by dusHa się .od gorąca! 
- Teresa, - powiedziała rozkazu- 
jąco, - 'Proszę cię, wyjdziemy na 
chwilę do patia. 
- Proszę... Słucham. Czemu nie? 
A w patiQ: 
- Zapominasz się, moje serdusz- 
ko... 
- Przeciwnie, 'bardzo dobrze pa- 
miętam o radach pani. Aby nigdy nie 
psuć zabawy Manolowi. Bawimy się 
bardzo dobrze. 
- Czy nie za dobrze? - pogroziła 
mi wachlarzem. 
- Zawsze gQ lubię - zapewniłam. 
Przy kolacji posadzono mnie na 
wprost don Ant.onia, obok Leo i Ni- 
ka. Flirtowałam po warszawsku. Ko- 
kietowałam. Mój śmiech i moje po- 
wiedzonka budziły ogólną wesołość. 
Sądziłam że .J.ose Maria jest zachwy- 
cony i dumny z powodzenia żony. Raz 
i drugi zwróciłam się do meg.o, ale 
mi nie odpowiedział. "Och, - pomy- 
ślałam, - zazdrosny. Trzeba być 
taktowną". Już po kolacji nie tań- 
czyłam z Manolem. Już ,byłam grzecz- 
na. Rozmawiałam z Weroniką.; pi- 
łam "clarico" (szampan na owocach) 
w towarzystwie naj nudniejszych sta- 
ruszków; paliłam papierosy i uważa- 
łam siedząc, aby mi nie było widać 
kolan. Powinni byli ocenić moje dob- 
re chęci. 


"') Fragment powieści 'P.t. "Te'resa, 
na emigracji", która ukaże się nakła- 
Stanisław Vincenz. dem Polskiej Fundacji iKulturalnej. 


W nastęa:>nych numerach "Wiadomości" uikażą. się m.in.: wiersze D. I. Bień- 
kowskiej, Andrzeja Chcillka, \Vawrzyńca Cwreśnlewskiego, Mariana Czuch- 
nowskiego, Jacka Głażewskiego, l\larii llłowieckiej, Józefa Jennego, Zyg- 
mWlta Karskiego, J. Z. Kę(}zierskiego. Bolesława Kobrzyńskiego, l\liecz
'- 
sława Lurczyńskiego, X. Bonifacego l\liązka, Jerzego Niemojowskiego, Ta- 
deusza Olaska, Mariana Ośniałowskiego, Barbary Pakulskiej, Janin
' Pia- 
skowskiej-Humińskiej, Floriana Smieji, W. K. Włodkowskie,go, Lidii Za- 
krzewskiej, Weroniki Zamszańskiej: Rosy BaiJly "Pięćdziesięciolecie", 
Andrzeja Chciuka "Coraz dalej, coraz dalej" , Kajetana Czarkowskiego- 
Golejewskiego "Die gnadige Frau", Marii Danilewiczowej "V .otre camarade- 
deserteur Zbyszewski", Czesława Dobka ".Jesienne zabawy", Stanisława 
Eleszkiewicza "Fragmenty pamiętnika", Stanisława Frenkla "tGauguin w 
Pont-Aven", Jacka GłRŻewskiego ..Konfrontacja i milczenie", Fryderyka 
Goldschlaga "Les "vows" et les "tu", Stanisława Gostkowskiego "iPrzeminęło 
z wiatrem", Władysława Giinthera "Listy X. JełQwic.k.iego do iKsaweryny 
ChQdkiewiczowej", Aleksandra Janty "W przedmiocie tkankI łącznej", 
Aleksandra Karola Kęd:riora "Nominacja", Bolesława Kobrzyńskiego ,IEle- 
gia cieniom .Jana Bielatowicza", Stanisława Kopańskiego "Bielatowicz jako 
żołniern", Zofii Kozarynowej "Mat
i żydówki" oraz "Z ostrogami i bez", 
Ludwika Kruszelni{'kiego "Makówka" I "Sekunda przed katastrofą", Ka- 
roliny Lanckorońskiej ..Wyspy", Włodzimieu..a Ledóchowskiego "Spacerem 
po .Johannesburgu", Tadeusza Lisickiego "Spacerem po oślej' łące", Mie- 
czysława LurcLyńskiego "Marginesy włóczęgi" (e; rysunkami autora) i 
"Kolombina Gwadalkwiwiru" (z rysunkami autora), Aleksandra Laszeza 
"Wskrzeszony trocki,zm", ThIerry'ego Maulnier ".Joanna ,i sędziowie" (w 
przekładzie l\larii Czapskiej), Tadeusza Nowakowskiego "Człowiek Q ja- 
snym spojJ'zeniu", Leona Orłowskiego "Polowanie na tygrysy w Assamle", 
Pandory "Trzy kontynenty", Jerzego Pietrklewicza "Profil dusży", Anny 
Pilawy-J'liagórskiej "Wiersze, uwagi refle
sje", Bolesława Pomiana ..iKrzyże 
Arizony", Aleksandra Porembińskiego "Prosit", ..Zawrotna karIera", ..Na- 
rzeczeni" i "Napad", Sydora Reya "Lekcja historii", Jana Rostworowskiego 
"Główny .ołtarz", Tadeusza Skowrońskiego "Osiemnasty rzyms
 obelisk", 
Jakub:!. Sobieskiego "Odwiecznie niemieckie", Wiesława Strzałkowskiegogo 
,,'W hQtelu ..Regina", Stanisława Vincenza "Rzeczywistość urojona?", Igna- 
cego Wieniewskiego "Lwowska młodość Leopolda Staffa", Tadeusza Wittlina 
"IW oazie boga wojny", Józefa Wulfa "Laudatio Heinricha Probsta Grube- 
ra", Franciszka Wysłoucha "Tajemnice puszczy", Lidii Zakrrewskiej "Dwa 
listy do miłośników teatru", \V. A. Zb
'szewskiego "BielatQwicz", Tadeusza 
żelenskiego (Boya) ..Wiersze do Jadwig.i Mrozowskiej". 


Ale cóż? "Mamita" niestrudzenie 
krą.żyła koło mnie, a Jose Maria 
wcią.ż ,był wściekły. I już o czwartej 
ranQ chciał wracać, a o 'Piątej ka- 
tegorycznie zabrał mnie do domu. W 
samochodzie zrobił mi "un teatro", 
to 00 .się w Polsce nazywało "scenę". 
Zdaj.e się że tej nocy musiał w ogóle 
żałować :że się ze mną ożenił. Spra- 
wiłam mu dużo kłopotu i cierpienia. 
Przez kilka następnych dni nasze ży- 
cie stało się trudne. .Jose Maria był 
po prostu dziecinny. Wszystko brał 
na serio. Wymagał abym na weselu 
siedzi'ała z założonymi na kolanach 
rękami i wygłaszała oklepane ba- 
nały. 
Broniłam się zawzięcie. Mówiłam: 
- Czego chcesz ode mnie? Prze- 
cież w domu jestem dobrą żoną i dob- 
rą matką. W kuchni dobrą gospody- 
nią. W kościele dobrą chrześcijanką. 
Dleczego więc na ,balu nie mogłam 
być dobrą tancerką? 
- Powinnaś być, - powiedZiał 
brutalnie zrzucając z biurka jakieś 
papiery, powinnaś być dobrą 
chrześcijanką nie tylko w kościele, 
ale i w domu, i w kuchni, i na balu! 
- Nie chwytaj mnie za słowa - 
popatrzyłam na niego; wzruszyłam 
ramionami i odeszłam. 
Na drugi dzień rzucił mi w twarz 
że odziedziczyłam po swoim zmarłym 
ojcu chęć do zabawy i zmienność na- 
strojów. 
Temu nie mogłam zaprzeczyć. Zro- 
biło mi się niezwykle przykro. 
- Może chcesz abym ci zaparzyła 
matę?? - zapytałam pojednawczo. 
- Dziękuję. Zrobi to za ciebie bab- 
ka o wiele lepiej. 
Ale najgorsze, kiedy na trzeci dzień 
krzyknął że mi nie można ufać! Tego 
to już mi było za dużo. W rezultacie 
nie byłam ani taka zepsuta, ani taka 
zła, jak mi przypisywał. 
Popłakując wyszłam do sypialm. 
Tej nocy pogodziliśmy się. Zakochani 
przecież w sobie jesteśmy do szaleń- 
stwa. 
Ale od tego wieczoru zaczęłam z 
Jose Marią być mniej szczera, wedle 
powiedzenia Jules iRenarda że "być 
na,.zbyt szczerym, tQ spacerować - 
ale po cudzych n.ogach". 
"' "' "' 
Drugą wadą .Jose Marii jest zaro- 
zumiałoŚĆ. 
On wiedział wszystko najlepiej. I 
na wszystkim znał się pierwszorzęd- 
nie! Na budowie domów lepIej od 
inżyniera Palm ero. Umiałby lepiej le- 
czyć od doktora Meislera! Robił lep- 
sze interesy od Fredianiego! Goto- 
wałby zapewne smaczniej od DOlI 
Gervazia. Wypowiadałby kazania z 
większą swadą od iPadre Blanco. I 
umiał chować dzieci lepiej ode mnie 
(w tym wypadku przyznawałam mu 
rację). Poza tym nikt 1IJiie rbył tak 
gorącym patriotlł, jak on! 
Trzeba przyznać że wszystkie re- 
wolucje, które wstrząsały Argentyną., 
miały w nim entuzjastę, lub zawzię- 
teg.o przeciwnika. Pisał do gazet. 
Przemawiał w radio. Narażał sobie 
poszczególnych ludzi i całe partie. 
A mme jego zawzięty nacjQnalizm 
draźnił sw.oją emfazą.. 
Poza tym .Jose Maria po prostu nie 
mógł swojej żonie 'Przebaczyć że ta 
nie brała czynnego udziału w walce 
z okupantem w swoim własnym kra- 
ju. W Polonii. U boku sw.ojej matki- 
bohaterki! 
Broniłam się. 
- Zrozum że to było bezcelowe! 
Mój kraj walczył przeciwko wielkiej 
sile przeciwnika. Bez broni! Bez czoł- 
gów! Bez poparcia z zewnątrz! Wal- 
czył z góry skazany na tragiczne 
zakończenie. Ludzi wywożono! Tor- 
tur.owano! Rozstrzeliwano! A ich bo- 
haterstwo nie było ani ocenione, ani 
nagr.odzone 'Przez !Świat. Nienawidzę 
tego ofiarneg.o romantyzmu! Tego 
cierpiętnictwa! Rozumiesz? 
Ale on nie rozumiał. Nie mógł zgo- 
dzić się aby młoda dz,iewczyna była 
aż tak trzeźwa i rozsądna. 
- Nie chciałali z siebie zrQbić żad- 
nego poświęcenia! - wołał. - Nie 
chciałaś ponieść żadnego ryzyka ani 
materialneg.o ani patriotycznego! 
Szlag mnie trafiał. 
- Nie znasz sytuacji naszego kra- 
ju! .Ja tych wszystkich ludzi tak bar- 
dzo kochałam! Nie chciałam ich 'l1ie- 
potrzebnie narażać. Nie chciałam aby 
ginęli. Zrozum! 
Ale on? On uważał że zna sytuację 
naszego kraju lepiej ode mnie! Za- 
chwycało go bohaterstwo ,polaków. 
To szarżowanie konno na czołgi! 
- Mówisz jak ślepy o kolorach! - 
wołałam. 
On jednak nie lubił alby mu żona 
zaprzeczała, lub zwracała uwagę: 
- Nie jestem dziecko, żebyś mi 
dawała nauki! - trzaskał drzwiami 
i biegł przez podwórze do bodegi. 
"' . "' 
Trzecią wad/ł .Jose Marii jest za- 
wzięty nacjonalizm i prowincjonalne 
zacofanie. ,Dzieliło nas zawsze to jego 
zacieśnienie. Nie dziw że w dyskusji 
diabli mnie brali. A on egzaltował się 
zupełnie po k.obiecemu i wybuchał. 
Zimą kładziemy się do łóżek wcze- 
śniej; nakrywamy kocami i czytamy. 
Oboje lubimy czytać wspólnie jaką;ś 
ksilj.żkę, a potem rozmawiać Q niej. 
Lampy (pod prowansalskimi abażu- 
rami w kWiatki) zaciemniają pokój 
i skupiają światło na ksią.żce. Dysku- 
sja miota nami !po sypialni. Nakłada- 
my szlafroki, łazimy, krzyczymy. 'Raz 
nawet me wytrzymałam i rzuciłam 
w Jose jalikiem. 
Czytamy na przykład Moravię. 
.Jose Marię drażni smutek i -tra- 
gizm; niskie instynkty wyrosłe na 
wojennej glebie; grzech i świństwo. 
.Jest obrażony w swojej, wznlosłoSCl. 
- Co za .ohyda! - woła. - Cho- 
dzi .o to, aby książka dała pewne po- 
uczenie. Aby lu<1zie byli lepsi a we 
gorsi po jej przeczytaniu! 
Zgasiłem .Jose Marię zachwytem 
nad Moravią. 
- Wła.linie tak pisać trzeba, jak 
on to robi! O grzechu! O krzywdzie! 
Rozdrapywać zasklepione hipokryzją 
zło! Otwierać ludziom .oczy! Szcze- 
gólnie .takim, którzy odgrodzeni Kor- 
dylierami od całego świata, brną w 
swoim zacofaniu i uprzedzemach. 
- Teresita, - syknął. - przestań, 
bo .stracę cierpliwość! Dałabyś Mora- 
vię do czytania córce? Powiedz szcze- 
rze? 
- Pewno że tak! Niechby dow!e- 


o sercu 


działa się jakie uczucia mi.otały tymi 
zgwałconymi kobietami w kościele 
włoskim. Podobnie, jak uczuciami in- 
nych kobiet zgwałconych w poiskiej 
stodole. Między którymi była jej mat- 
ka. 
.Jose Maria ręką przesunął po czO- 
le, a potem zaczął do mnie przema- 
wiać jak do małego, skrzywdzonego 
dziecka. 
A ja szukam gwałtownie chustki 
pod poduszką i wołam: 
- N 
e mów o litości .i współczu- 
CIU! Czuję do tych uczuć obrzydzenie! 
Czytamy Kafkę. 
- Co za głęboka znajomość czło- 
wieka - zachwyca się Jose i ręce 
podkłada pod głowę. .Jaka odwaga 
powiedzenia prawdy o swoim ojcu! 
Poruszam czubkiem nosa z pełną 
satysfakcją protestu. 
- Otóż. mylisz s;ę, bo Kafka, po- 
dobno, m
ał bardzo dobreg.o ojca i 
tylko pomosla go fantazja literacka. 
Chy,ba nie - mówi i czyni gest 
protestu. - To jego głębokie roz- 
czarowanie do ojca jest przedsta- 
wione bardzo realistycznie. 
- Rozczarowanie i nienawiść! - 
dopowiadam z oburzeniem. 
Naraz nasze oczy spotykają się i 
wołam: 
- Taki antychrześcijański brak 
przebaczenia podobny jak twój dla 
Cataliny! 
- Lepiej nie ruszaj tegQ tematu! 
'-. ostrzega, blednie i połyskuje ocza- 
mi. 

atrzymy przez chwilę na siebie. 
Milczymy. 
- Gdybyś nie była w tej chwili 
taka ładna jak jesteś, to bym cię 
zbił - mruczy. 
- Bardzo to wszystko kulturalnie 
i konsekwentnie - mówię. 
Poprawiam i wygładzam przeście- 
radIo. A on posapuje z udręczenia, 
z .sil!1ych i strasznych wspomnień 
dZlecl.n
twa;. z ogarniającego coraz 
mocmej rozzalema. Wreszcie wybu- 
cha: 
- Co ty możesz wiedzieć o cier- 
pieniu. jakie mi przyszło znieść jako 
synowI? 
Siedzi na łóżku twarzą zwrócony 
do mnie i przetrawia po raz tysiąez- 
ny te swoje nieszczęścia i upokorze- 
nia. P,owtarza w kółko: 
- Co ty możesz wiedzieć? 
Zrobiło. się. na.raz zimno w pokoju 
od tego CIerplema. Skuliłam się i na- 
kryłam kocem: 
- A może i wiem? - odpowiadam 
i patrzę w światło lampy. Ale - do- 
d
j
 
o chwili - czasem miłość jest 
sIlmeJsza niż cierpienia i rozczaro- 
wania. 
Chwyta mnie za rękę w niezwykle 
szorstki sposób. 
- O kim myślisz tak mówiąc? _ 
krzyczy. - O czym myślisz? Co 
ukrywasz? Kogo kochałali tak silnie, 
ponad cierpienie i rozczarowanie? 
Mów! _ 
A ja milczę i perfidnie się uśmie- 
cham dołkiem w policzku. 
- . K.Qgełn:ej patetycznych gestów 
I 
rący.ch pIosenek. Ale nie pozwa- 
laJą sobie na kpiny. Sterroryzowani 

 trochę przez obraźliwość .Jose Ma- 
rn, . a 
 drl!gi.ej. strony ujęci jego 
pociągaJącą ZYCZliW08Cią, jego uśmie- 

he
, ser:de
zną uczynnością, żyWIł 
lI
teligencJą I przewrażliwioną intui- 
cJą.. Zapewne uważają g.o za duże 
dZlec
o, a równocześnie za pełnego 

złQwleka. Za coś tak !Zupełnie świe- 
zego 
obec europejskieg.o zdegene- 
rowanIa przez wieki kultury. Para- 
doks ? 


,Janina Surynowa-Wyczółkowska..
		

/Archiwum_002_06_081_0001.djvu

			N 


MtesiQCZnik "Na Antenie" zawiera. w każdym numerze 
WYbór audycji nadanych przez Rozgłośnię Polsk
 
Radia Wolna Europa. 
Redaktor' Zygmunt M. Jabłoński. 


mówi 


.,. 


N 


, 


Rozgłośnia 


Polska 


Rok IV 


27 marca 1966 


Nr 36 


EN 


Radia 


Wolna 


Adres redakcji: 
..Na Antenie'" Rozgłośnia Polska RWE. 
l, Englischer Garten, Miinchen, Germany. 
tel.: 229921. 
Rekopisów niezamówionych redakcja nie zwraca. 


Europa 


D 


A 


w 


N 


Jeden 


y 


s 


p 


, 
O 


. 
wIersze", 
Narrator - Zofia - Aleksander - Seweryn - Cześnik 


Marianu He",a,.a 
Papki n - Łatka - Głos 


GŁOSY: 


WSTĘ,P MUL.YCZNY 
NARRATOR 
Rok mamy tysiąc osiemset 
Siedemdziesiąty szósty. 
Ranek pięknej pogody 
Która w powietrzu łowi 
Nitki jesiennej siwizny. 
Ciepłe słońce różowi 
Srebrem omszałe gonty, 
Czerwieni się IW dzikim winie 
I błyszczy na kominie 
Ma/ego dworku we Lwowie, 
Przy cichej teraz i pustej 
Ulicy Chorążczyzny. 
W narożnym saloniku, 
Przez drzwi weneckie, które 
Wychodzą na ogród, widać 
Stół pięknie zastawiony 
Srebrem i porcelaną, 
Do śniadania. 
Przy stole, 
T ak jak codziennie rano, 
Pan- 
dawno już nie mlody, 
Siwy jak gołąb, ale 
Słuszny, prosty jak świeca. 
Dziś, zasępiony na czole, 
Czyta jakieś żurnale, 
Czy listy. 
Przy nim, naprzeciw, 
Drobna postać kobieca, 
Widać że kiedyś była 
Panią wielkiej urody. 
Jej jest na imif ZQjia, 
A jemu 
Aleksander. 
. 


ZOFIA 
Te papiery! Te papiery! 
'riesz, Olesiu, rzeczywiście, 
Ze tu już się kończą żarty. 
Coraz gorsze masz maniery. 


ALEKSANDER nie bardzo obecny 
Proszę? 


ZOFIA 
Pytam po raz czwarty. 


ALEKSANDER 
O co? 


ZOFIA 
Czyś chciał jeszcze kawy? 
ALEKSANDER 
Nie, dziękuję. 
ZOFIA 
Jednak przecie 
Choć raczyłeś odpowiedzieć. 
DObre i to. 
Nie wiem po co 
Z żonq przy śniadaniu siedzieć 
By Z nią nie zamienić zdania? 
Rano, wieczór, dniem i nocą, 
Jak zagłębisz nos w gazecie 
Lub jak teraz, ,JW jakim liście, 
To świat umarł. 
.. Zawsze przecie 
Pijesz drugą filiżankę? 
Mleko wolisz, czy śmietankę? 
C s zyta j , czytaj, rzeczywiście, 
koroś taki zaczytany 
A to takie ważne sprawy, 
To ja przejdę do altany 
A ty nie mów ani slowa! 


ALEKSANDER 
Zosiu _ 


ZOFIA 


No? 


ALEKSANDER 
. T o list z Tarnawa. 
Pisze do mnie Ania - 


ZOFIA 


Która Ania znów? 


Ama? 


ALEKSANDER 
Lanckorońska. 
ZOFIA 
Ta nudziara! 
O Czym ona dziurę wierci? 
ALEKSANDER 
Ania pisze mi o śmierci - 
ZOFIA 
CZyjej? 


Hrabina 


ALEKSANDER 
Pana Seweryna 
Goszczyńskiego - 


/OFlA 


Nie! Sen mara 
Pan Bóg wiara! Wczaraj w nocy 
Śnił mi się! 
A to nowina! 
śnił mi się - był w tym pokoju - 
Przyszedł tutaj na rovnowę - 


ALEKSANDER 
Umarł - 


ZOFIA 


Widzisz! 


ALEKSANDER 
W jakim względzie? 


ZOFIA 
Nie, nie powiem co przez chwilę 
Przeleciało mi przez głowę - 


ALEKSANDER 
Umarł - - 


ZOFIA 


Powiem tylko tyle: 
Niech mu ziemia lekką będzie, 
Ale- 


ALEKSANDER 
Umarl - - 


ZOFIA 


Był już stary 


ALEKSANDER 
Bój się Boga, co ty pleciesz? 
Młodszy osiem lat ode mnie! 
T o mnie kladziesz już na mary? 


ZOFIA 
Siedem tylko... ale przecież 
Spójrz do lustra - ly wigorem 
Młodszy - duchem i humorem! 
Z oka Żywy blask uderza - 
Cera gładka, nie do wiary! 
Każdy dalby ci najwyżej 
Siedemdziesiąt! 


ALEKSANDER 
Co ty pleciesz! 


ZOFIA 
Wypij kawy, póki świeża. 


AlEKSANDER 
Gorzka jakaś - 


ZOFIA 


Dodam mleka 


ALEKSANDER 
Umarł - 


ZOFIA 


Proszę, proszę! Może 
Teraz, gdy na tamJym świecie - 
Zresztą - już nie mówmy o tem. 
Niech mu ziemia będzie lekka. 


ALEKSANDER 
Nie, już nie chcę kawy. Ale 
Daj mi fajkę, dziś zapalę. 
ZOFIA 
Tu? - no, zapal - to otworzę 
Drzwi i okno od ogrodu, 
Bo mi dymem. twoim przejdą 
Lambrekiny i firanki. 
Patrz - jak ladnie dziś na dworze. 
Ani chmurki jednej w górze. 
Patrz, jak świecą twoje róże. 
Siądź w fotelu - o, tu - w slońcu. 
Przysuń się do okna - bliżej - 
A ja ład na stole zrobię 
I uprzątnę filiżanki. 
Jesień srebrne nitki przędzie, 
Widzisz? 
Teraz siedzisz sobie 
Tak wygodnie i tak mile - 
Fajkę palisz - siedzisz w slońcu. 
W twoich oczach blasku tyle, 
Na twej twarzy taka żywość- 
A on umarł. 


ALEKSANDER 
Zosiu - - 


ZOFIA 


W końcu - 
Niech mu ziemia lekka będzie - 
Jest na świecie s prawi ed liwofć... 


MUZYKA - POTEM CICHNIE 
ALEKSANDER 
Wiesz co, Zosiu mila? Może - 
Nie wiem - tylko zdaje mi się, 
Że przy biurku dziś usiędę 
I poszukam czegoś - w jednym 
Dawnym moim rękopisie - 


Może nawet pisać będę - 
Jeszcze nie wiem sam - 


akt 


ZOFIA 


W sztambuchu? 


ALEKSANDER 
Nie, coś więcej - czuję w duchu 
Pewien zamysł komediowy - 


ZOFIA 
Jakżeż to by było cudnie! 


ALEKSANDER 
Wczoraj wrócił mi do głowy 
Cały akt komedii - pierwszy - 
Dawno w głowie był gotowy - 


ZOFIA 
Jakżeż to by było ładnie 
Dla teatru i dla świata! 


ALEKSANDER 
Czasem coś do głowy wpadnie, 
Nie wiadomo skąd przylata 
I od razu - 


ZOFIA 


Ach, Olesiu! 
Jakżeż to by było ladnie! 
T o ja już ci nie przeszkodzę - 
Siedź i myśl - 
a ja odchodzę. 


* 


MUZYKA 
ALEKSANDER 
Wiem, że ktoś tam za mnq stoi 
I nie spuszcza wzroku ze mnie, 
Ale nie odwrócę oczu. 


pauza 


Nie myJI, że ja nie wiem kto tu. 


pauza 


CZego chcesz z samego rana? 


SEWERYN 
Pan mnie wolal, nie ja pana. 


ALEKSANDER 
Jesteś tutaj nadaremnie. 
Odejdź, bo na służbę klasnę. 


SEWERYN 
Dmuchnij jeno, sam ci zgasnę. 
Dmuchnij, hrabio... świeczka zgaśnie. 
czemu pan nie klaśnie. Jaśnie 
Panie hrabio - pozwól sobie. 


ALEKSANDER 
Już nie warto. Już pan w grobie. 


SEWERYN 
Teraz siadajże \Przy biurku. 
Pisz francuską krotochwilę 
W polskiej niby maskaradzie! 
Bo nam tylko tego trzeba, 
Żeby nieszczęśliwych ludzi 
Od ojczystej melankolii 
Wybawiły twe chichoty, 
Twoje żarty, twoje psoty - 


ALEKSANDER 
Jaki palos, jaka nuda! 
Spoza grobu jeszcze nudzi! 
Ratujcież mnie, wielkie nieba... 


SEWERYN 
Piszże nową krotochwilę, 
Może ci się znowu uda 
Romans Gucia i Anieli, 
Może znów nas rozweseli 
Jakiś Papkin, jakiś Łatka - 
Może śmiechem, zamiast chleba 
Głodne gęby I u d u zatka! 
ALEKSANDER 
Jak kto głodny, cZYjaż wina? 
Może moja, czy Papkina? 


SEWERYN 
Piszże nową krotochwilę, 
Tylko tego nam potrzeba. 
Noc się cieniem na nas kładzie 
Noc rozpaczy. noc niewoli, 
I wyrzutóW! i niesnasek, 
O tej klęsce, o tej zdradzie, 
Każde przypomnienie boli. 


ALEKSANDER 
W kółko znÓW to samo plecie. 


SEWERYN 
W ciebie wsiąkła krew, jak w piasek. 
Łzy splynęły po twym grzbiecie. 
Piszże nowe krotochwile. 
Byle karabela, byle 
Złote guzy, słuckie pasy - 
Wiwat! Wiwat dawne czasy! 
Te magnackie, te szlacheckie, 
Zlote, bo liberum-weckie' 
Wiwat, krzywdy pańszczyźniane! 


ALEKSANDER 
Dosyć! Przestań' 


SEWERYN 


Nie przestanę. 


ALEKSANDER 
Wiesz, co ci odpowiem na to? 
Wiesz, kim jesteś? Demokratą! 


SEWERYN 
la się tą obelgą szczycę, 
Choć mi słowo rzucasz drwiące! 
Spoza grobu dłon twą chwycę, 
Jeszcze pióro z niej wytrącę, 
Co błazeńskie zna lansady 
Tylko i fanfaronady 
Na wzór Scribe'ów i Mussetów! 


W Polsce nam ich nie potrzeba! 


Po !to trzeba nam poetów, 
By kontusze zdzierać Z grzbietów 
Łamać Z trzaskiem o kolano 
Targowicką karabelę 
Z rękojeścią posrebrzanq! 
Nam potrzebne wyższe cele: 
Polskę trzeba uczyć srructku. 
Dosyć żartów balan1lltnych! 
Smiech nas gubi. 


ALEKSANDER 
Obłąkaniec! 


SEWERYN 
Nam potrzeba wieszczów smutnych. 
Nam, na przYszJą trzeba dobę 
ODRODZENIA - przez ŻAŁOBĘ,. 


Polska dziś na krzYŻu. 


ALEKSANDER 


Znowu 
Ta okropna towiańszczyzna 
MickiewiczoWoskiego chowu! 


SEWERYN 
Polska na żalobie rosnie, 
Jak na drożdżach wielkanocna 
Baba - nam żałoba sprzyja. 
Smutek ducha w nas rozwija. 
Polska żalem stoi - w żalu 
Jej '!Il'1jestat i potęga. 
żalem silna, bólem mocna. 
Śmiech gorzałką ją rozpija. 
Śmiech nas zwodzi i rozprzęga, 
Blekot śmiechu truje głowy, 
Chichot ciągły, rechot straszny 
W czerep zmienia nas r u b as Z ny. 


Śmiech nas gubi! 


ALEKSANDER 
Mnie nie zgubil... 
Jam przez cale życie lubil 
śmiać się... 


SEWERYN 
Boś nie narodowy! 
Boś nie nasz! Nie polski! Ja to 
Mówię panu. 


ALEKSANDER 
Demokrato! 
W czyim ty upoważnieniu 
Krzyczysz tutaj "naród!" "naród!" 
..Narodowy!" "dla narodu!"? 
Maszże dowód, strzęp dowodu, 
Żeś narodu namiestnikiem? 
W czyim tyś się tu imieniu 
Wybral do mnie Z takim krzykiem: 
"Naród nie chce! Naród woli! 
Nie pozwoli, czy pozwoli!"? 


Naród? Jaki jego rejestr? 
Gdzie ta linia która dzieli 
Kto nim jest, a kto nim nie jest? 


SEWERYN 
Naród to jest I u d! Rozumiesz? 
L u d! Ot cala tajemnica. 


ALEKSANDER 
Lud Szymona Klonowica, 
Czy też lud Jakuba Szeli? 


SEWERYN 
Wyście winni tej rabacji! 


ALEKSANDER 
Lud? A może lud zHumania? 


Dość mi waszej demokracji 
Głodnej, głośnej, miejskiej, wiejskiej! 
Ona pisać mi zabrania, 
Że się nie w czas roześmialem? 


Nie wystarcza wam Ujejski 
Ze swym płaczem i choralem? 
Nie mam, ani nie chcę rady, 
Drogi do was, ni obrony. 
Weźcie sobie wasze "Dziady", 


R 


z daleka 


W szy
t kie WtLSze "Irydiony" - 
Niech się cieszą dJugim zdrowiem 
Bohaterów swych męczeńskich - 
A ja dziś do biurka siędę 
Krotochwilę pisać będę! 
I pierwszemu tobie powiem: 
"Ślubów" dalS7;y ciąg ,J'anieńskich"! 


SEWERYN d
 
O twym Guciu? 


ALEKSANDER 
O mym Guciu. 


SEWERYN 
I Anieli? 


ALEKSANDER 
I Anieli. 


SEWERYN 
Może z Guciem się ocieli? 


ALEKSANDER 
Dobry pomysł. Tak im każę. 
O Albinie i o Klarze. 
I o wszystkim, jak sam zechcę 
I jak sobie sam wymarzę, 
Jaki mi sie pomysl zJowi. 


A ty powtórz ,,narodowi": 
CZy pozwala, czy Ylbrania - 
Nic mi nie ma do gadania. 
żadne krzYki mnie nie zwabią. 
W olnosć Tomku w swoim domku! 


SEWERYN 
T ak mu powiem, panie hrabio. 


Na nic twoje pisaniny, 
Twe Cześniki i Papkiny, 
Na nic wszystkie twe Geldhaby, 
Podstoliny i Rejenty. 
Po to tylko piszesz, aby 
Naród cię zapomniaJ. Aby 
Być wzgardzony i wyklęty, 
Poniechany, obcy - słyszysz? 


ALEKSANDER 
Odejdź. 
SEWERYN 
Polo tylko piszesz. 


Mnie już nie ma. Już umarłem. 
Ja twych kartek nie podarłem. 
Nie ja pióro Z twojej dloni 
Wytrąciłem ci. To o n i. - 


T o rodacy cię odtrącą 
I zapomną i ukarzą 
I ze scen i Z serc WY11UJżą 
I z pamięci polskiej - za to, 
Żeś był dla nich obcym, mogąc 
Swoim być. 


ALEKSANDER 
Precz, Demokrato! 


Bywaj tu, Cześniku! Łatko! 
Bywaj tu kto żyw! Papkinie! 
Bywaj tutaj, kto tam z braci - 
Niechże mu nie ujdzie gładko, 
Za zniewagi niech zapłaci! 


CZEśNIK 
Hrabio - jestem. Daj gwintówkę, 
Zaraz zdmuchnę tę makówkę! 


Karabelą go wystraszę - - 
Co Z nim zrobić? Wielki Boże - 
Wszak gdy wstąpil w progi nasze, 
Włos mu z głowy spaść nie może? 


PA PKIN 
Jestem, hrabio, na usługi - 
Z Artemizą - oto ona - 
Szach mach - szach mach - raz 
[drugi - 
Furczy tylko - wyostrzona - 
W kogo wbić ten grot żelazny? 


SEWERYN 
Precz ode mnie, nędzne błazny! 


ŁATKA 
Jeszcze krzyczy! Glos jak Z truchła... 
Znikaj, maro - czyś ogłuchła? 
Stoi - jeszcze się odgryza - 
A bodaj ci nóżka spuchla! 


PA PKIN 
Szach mach - szach mach - Artemiza 


CZEśNIK 
Odejdź - ja mu stawię czola - 


MUZYKA 
GIDS Z DALEKA 
Aleksandrze! Aleksandrze! 


WSZYSCY 
Co to? Kto to? 


ALEKSANDER 


Ktoś nmie wola 


GŁOS Z DALEKA 
Aleksandrze! Aleksandrze! 


ALEKSANDER 
To nie Zosia - - to z oddali - 
Jakby stąd i stamJąd naraz - 
Jakby z wszystkich stron wolali - 
Spoza nocy - spoza świtu - 


Gros Z DALEKA 
Aleksandrze! Aleksandrze! 


ALEKSANDER 
Pójdę i zobaczę - wy tu 
Poczekajcie - wrócę zaraz. 


NA MUZYCE 


CZEsN I K 
Wyszedł - idzie ścieżką - slyszę - 


PAPKIN 
Idzie żwirem - chrzęszczą kroki - 


ŁATKA 
Wolno idzie - już otwiera 
Furtkę - 


CZEsNIK 
Furtka się kolysze 
Na zawiasach - 


PA PKIN 


Idzie prosty - 


CZEśNIK 
Idzie siwy i wysoki - 
Przez ulicę C horążczyzny - 


ŁATKA 
Skręcił w bok - 


PAPKIN 


W Akademicką - 


ŁATKA 
Idzje w górę - na placyku 
Cicho wokół - pusto wokół - 


PA PKIN 
Na placyku głaz Z granitu - 
Kamień duży - 


CZEśNIK 


Niby cokół - 


PA PKIN 
W chodzi nań - 


ŁATKA 


I na cokole 


Usiadł - 


CZE!}NIK 
Siedzi na pomniku - 
Nad nim, w górze - wkolo glowy - 
światło drżące - 


PA PKIN 


Blask różawy - 


CZEsNIK 
Jakby wieniec światla - 


SEWERYN 


. Co to? 


ŁATKA 
Jakby srebro! Jakby zloto! 
Takie jasne - 


PA PKIN 


Takie czyste - 


CZEŚNIK 
Patrzcie! Patrzcie! Ludzie biegą' 
Ludzie tłumem w kolo niego! 


PA PKIN 
Kwiaty wkolo! Kwiaty wszędzie! 


ŁATKA 
Twarze - oczy - łzy ogniste - 


CZEśNIK 
Ileż tego tłumu będzie! 
On pośrodku - 


chwila ciszy 


SEWERYN 


Jezu Chryste - 
Przebacz, jeśli bylem w blędzie. 


MUZYKA 


70FlA 
No, Olesiu - jak Z pisaniem? 
Przerwiesz chyba do wieczora? 


Co to? Milczy - twarz pobladła - 
Fajka Z ręki mu wypadła - 
Ludzie! Ludzie! Po doktora!!!! 


MUZYKA 


Marian Bemar.
		

/Archiwum_002_06_082_0001.djvu

			fi 


NA ANTENffi (WIADOMOśCI) 


Nr 1043, 27th March, 1966 


KANAŁ 
KTÓRA 


WODA 


Mówil p-rorok Pański, Izajasz, syn 
Amosa, mówił o k1'ółu asyryjsk
m 
8ennacherybie i wojownikach j
go: . 
8trzały jego ostre i wszystk
e 
uk
 
jego naciq.gnione. Kopyta koni 1ego 
jako krzemień, a koła jego - Jako 
nawałność burzy. 
I przestrzegał 'Proruk k1'óla Judy, 
Ezechiasza, izby lipoliobil Jeruzale1u 
ku obrome, a ufnosć pokladal w l'a- 
nu, Hogu Wiecznym. Co gdy się sta- 
nie - Pan P'l'ęd.ko wysłucha glosu 
ludu swego 'I. uratuje go a wojska 
asyryjlikte porazi. 
£blLw
enie z góry Syjon: żarliwość 
Pana Zastępów uczyni to. Prze toż 
mówi l'an o królu asyryjskim: drogq" 
którq, przyszedl, tą Stę wróci, a do J e- 
ruzatem me wnijctzie. 


Z drugiej Księgi Kronil{. 
Widząc Ezechiasz iż w8zystka 
moc w01ny obrócila się na .Jeruzale'l1'!-> 
zebrał w'l.elki lud i zatkal'l. wszY8tk'l.e 
źródła za miastem i strugę, kióra 
płynfła w puśrudku ziemi. l'obudowal 
tez, z pilnoscią czyniq,c, wszystek mU1', 
który był obałony, a wieże z
udował 
na wierzchu i zew1Ułtrz drug'l. mur... 
i nasprawial wszelakiiego oręża i 
tarcz" . 


Z księgi EkleĄjasty. 
Ezechiasz obronne uczynil miasto 
swe i przywiódł wodę wpo
ród niego 
i wykował żelazem skałf 'I. zbudował 
studnif dla wody. 
Z miejscem akcji sprawa jest pr
 
sta: jest nim JerozolIma. Czas akcJI 
- to już jedn.ak rzecz złożona: ro
 
ciągnięty poprzez wieki. Mowa będzi-: 
o r. 701 przed Chrystusem, ale są też 
sprawy r. 1965 po 
hrystusi
: 
Wielka WystąpI roznorodnosc cha- 
rakterów i elementów składowych. 
Wolać będzie Izajasz, prorok Pański: 
I obronię to miasto, ab.ym je zC!'cho- 
wal dla mnie i dla Daw

a 
luR
 me- 
go - mówi !,a7ł:- I w.r6
 s
f S
'fU!r 
chery b do z
em
 8We.1 'I..8pra.W'l.ę, ze 
zgin'l.e od miecza w z
em'l. swe1. A co- 
kolwiek zostanie z domu Judy - pu- 
lici korze'ń w dól i uczyni owoc ku 
gÓ1"Ze. 


Mieszkańców oblężonej Jerozolimy 
zagrzewać będzie do obrony przeciw 
AByryjczykom król Judy mądry Eze- 
chiasz" 


. I 
Mężnie czyńcie, a wzmacniajcie 8
ę; 
nie bójcie się ani się nie lękajcie kró- 
la asyryjskiego, ani w8zystkiego m1l: ó - 
stwa, które z nim jest, bo daleko w'l.g- 
cej z nami je8
 n
li z nim. Z ni
 bo- 
w
em jest ram
ę c
elesne, z nam'l. Pan, 
Bóg naBZ. 
l mówić będzie do Ezechiasza S
- 
herib czyli Sennacheryb, kroI asyrYJ- 
ski, ustami iSlWego posła: 


Co to za ufanie, na kt6rym się 
wspierasz? Podobnoś uradzil
 
ebyś 
się ku bit
ie g,!towałl W kfmze u-o 
fasz, że Stę Ś/mesz bunto
ac? pzyl
 
masz nadzieję w lasce trzc
nowe1 zła- 
manej, w Egipcie? 
A do żydów na murach Jerozolimy 
zwróci się Sanher1b w te słowa: 
Nireh was nie zwodzi Ezechiasz, bo 
was nie będzie mógł wydrzeć z ręki 
mojej. I niech wam nie dodaje. ufno- 
ści w Panu, mówi/łc... nie będz
e c!-ane 
miasto to w rękę króla asyry1sk
ego. 
Wystąpią żydzi i ;Asyryjczy<:y 
sprzed 26 wiekow, a takż«; Arab
le 
współcześni. Wystąpi Amoł Bozy z 
mieczem ognistym - i pewien p
 
wodn.ik i pewien niedowiarek i PI- 
szący te słowa. Ale prawdziwym bo- 
haterem jest kanał wykuty w skale 
.i woda nim płynąca, woda żywa, c
yli 
świeża, źródlana, która zrządzemem 
Pana, Boga wiecznego, uratowała na- 
ród od zupełnej zagłady. 
Qstatni element - !to muzyka 
Brucknera : scherzo z jego czwartej 
symfonii i fragmenty siódmej. 
(muzyka) 
Zawsze mi się ta muzyka kojarzyła 
z oblężeniem, z obroną grodu 
przeciw napastnikom, z wrzawą 
bitewną, z chrapliwym głosem .rogów 
najeźdźcy, wzywając
ch oblęzo?y
h 
do poddania się, i z Jasnym dźwIę- 
kiem trąb, odpowaadających 
 murów 
że miasto trwa, że nie 'lllegme. . 
Ta muzyka nie ods
powała m
le 
w Jerozolimie - od 
J1erwszych słow 
mego przewodnika, kiedy przyrzekł 
przeprowadzić lIIJJlie i mego towarzy- 
sza przez tunel wodny! ka
ł 
ze- 
chiasza - aż do ostatmch słow Jego 
opowiadania: "l odpoczęła ziemia od 
wojny". .' . 
(zgielk ulicy w obecne) Jerozohm
e) 
CHŁOPIEC ARABSKI Haariu 
serr, haariu. Ba.kszisz!? 
DZIEWCZYNKA ARABSKA Haa- 
riu, hallo, bakszisz? Bakszisz! 
NIEDQWIAREK Odczepcie się, 
małe żebraki. 
DZIEWCZYNKA Bakszisz, serr, 
bakszisz. 
AUTQR Jesteśmy, proszę państwa, 
w Jerozolimie, przy sadzawce Siloe. 
Kąpiące się tu dzieci arahskie ob- 
skoczyły nas i żądają, j
 to zwykle, 
baksziszu, czyli napiwku za nic. Ale 
nasz przewodnik już znika za skałą, 
w otworze tunelu, daje znaki, żeby 
się pośpieszyć, więc idziemy: idziemy 
pod ziemię, a wyjdziemy znów na 
światło dzienne o pół kHometra dalej, 
przy źródle Gihon. 
PRZEWQDNIK Teraz się tu, pa- 
nowie, za mną zsuńcie. Proszę się 
nie bać. Tylko jeszcze ;podwińcie tro- 
chę spodenki, bo woda czasem sięga 
powyżej kolan. 
AUTOR Śli,slde te ikamienie. 
NIEDOWIAREK A nie pokaleczy- 
my sobie nóg? 
PRZEWQDNIK Nie ma obawy. Na 
dnie kanału jest piasek, albo drobny 
żwir. No... hop! 
DZIECI Gud baj serr, gud baj. Q 
kej? Q kej? 
NIEDQWIAREK Ależ ta woda 
zimna! Po cośmy tu przyleźli? 
AUTOR Qdkryć podziemną Jero- 
zolimę. Kto jak kto, ale Polacy po- 
wilUli znać wszędzie wszystkie kana- 
ły. 
PRZEWQDNIK Tym bardziej ta,.. 


kie, które - jak ten kanał Ezechia- 
sza - uratowały faktycznie cały na- 
ród od zupełnej zagłady. 
AUTQR J
 to? 
PRZEWQDNIK Ja to panom wy- 
jaśnię, to Illloja teza... 
NIEDOWIAREK Ale nie teraz, ta 
teza. Nie teraz. Nie myślałem że tu 
będzie tak ciemno. Niech pan .poświe- 
ci trochę, panie 'Przewodniku, bo so- 
bie głowy porozbIjamy o te głazy. 
AUTOR Trzeba ściany i strop wy- 
czuwać rękami. 
PRZEWODNIK Ale idźmy prędzej. 
Kanał ma przeszło pół kilometra dłu- 
gości. Róbcie długie kroki. 
AUTOR Stańmy na chwilę. 
NIEDOWIAREK Po co? Lepiej 
idi.my już dalej. 
(Chlupot kroków w wodzie) 
PRZEWODNIK Chwileczkę. Po- 
patrzcie pano\We tutaj, tu, gdzie świe- 
cę. Widzicie te jakby zakosy tunelu? 
Tu górnicy próbowali kuć dalej, po- 
tem rezygnowali i szli w innym kie- 
runku, o, w tym... 
NIEDOWIAREK I co z tego wy- 
ni'ka? 
AUTOR Pewnie to, że tu się ze- 
szły dwa zespoły idące z obu wy lo- 
tów tune1u, od zródła Gihon i od ila- 
dzawki Siloe. 
PRZEWODNIK Właśnie. Słyszeli 
poprzez skałę ki-Iofy drugiej grupy, 
ale nie od razu trafili na dobry kie- 
runek. A tu - była ta słynna in- 
skrypcja hebrajska, ten WYKuty na- 
pis. Jeszcze są znaiki na tej ścianie, 
skąd wycięto kawał bloku skalnego. 
NIEDo.WIAREK Był napis - i 
nie ma. Albo go nie było i nie ma. 
Więc po co o tym mówić 
PRZEWODNIK No, jest o czym 
mówić. Ta tablica z wykutym napi- 
sem, częściowo czytelnym, zabrana 
stąd - znajduje Się dziś w muzeum 
w Stambule. W alfabecie starohebraj- 
skim napisano że tu zeszły się dwie 
grupy robotników, którzy zaczęli pra- 
cę nad budową tunelu z dwu stron. 
Archaiczne li.tery wskazu
 ą, według 
jednych 'badaczy - na okres pano- 
wania króla Ezechiasza, według in- 
nych - na czasy jeszcze wczesniej- 
sze. W każdym razie - w czasie 
oblężenia Jerozolimy 'Przez Asyryj- 
czyków, 'Przez tego krwawego Sanhe- 
riba, ten kanał .istniał i uratował ży- 
dów. 
NIEDOWIAREK Bez względu na 
to czy prawda czy nie - idźmy dalej, 
do końca tunelu jeszcze pewno da- 
leko. Opowie (pan potem tę bajkę o 
tunelu. 
PRZEWODNIK Bajkę - nie. O- 
powieść o .tunelu, który uratował na- 
ród. 
AUTOR Tak:, jakby ta ciemnoŚĆ 
już była mniej ciemna. 
PRZEWODNIK Bo jest! Zbliżamy 
się do ostatniego zakrętu, zaraz bę- 
dziemy widzieć wlot tunelu. O, ju<ż 
widzimy. 
NIEnOWlAREK N o, nareszcie ko- 
niec tym ciemnościom i tej lodowatej 
wodzie. 
DZJECI Haariu, serr. Haariu. Ha- 
lo, halo, halo! Bakszisz! 
NIEDOWIAREK JIUŻ są te szcze- 
niak.i! Już czekają ci specj aliści od 
wypróiniania turystom kieszeni. Bak- 
szisz i bakszisz! 
PRZEWODNIK Na schodkach pro- 
szę uważać, bo ślisko. To jest właśnie 
źródło Gihon, zwane też źródłem Dzie- 
wicy. 
CHŁOPIEC Halo, .serr, haariu. 
Maj fazer bring ti, hot ti, o kej? 
NIEDQWIAREK Właściw.ie przy- 
dałaby się gorąca herbata. 
PRZEWODNIK O key. Your fa- 
ther may bring us BOrne tea. 
CHŁOPIE,C Q kejo O kejo 
AUTOR A my sobie usiądźmy w 
slońcu i pogadajmy o tych da;wnych 
czasach. 
PRZEWODNIK Więc... Trzeba za- 
cząć od śmierci króla Salomona, w 
r. 926 przed Chrystusem. Skończył się 
wtedy okres świetności królestwa ży- 
dowskiego, skończyła się też jedność 
dziesięciu .północnych 'Plemion J aku- 
bowych z dwoma poludniowymi. Roz- 
.padło się państwo na dwa królestwa: 
Izraela ze stolicą w Samarii - J udy 
z Jerozolimą. l to było początkiem 
wielowiekowej tragedii żydów. 
Nienaw.iść i zacietrzewienie obu 
krajów, bratobójcze walki, naJazdy- 
znaczyły hi,storię Izraela i J udy w 
ciągu następnych dwustu lat. W r. 
721 przed Chrysbusem Izrael przestał 
istnieć. Walnie przyczynił się do tego 
król Judy, Achaz, który naciskany 
przez sprzymierzone wojska izraelskie 
i syryjsJcie, wbrew przestrogom pro- 
roka Izajasza, zwrocił się o pomoc 
do Niniwy, do króla AByrii, Tiglata 
Pilezara III. Ten zjawił się jak pio- 
run. Rozbił Syryjczyków i zburzył 
Damaszek, po czym wtargnął do Iz- 
raela i w najbardziej okrutny sposób 
spustoszył kraj .i wymordował lud- 
ność. Resztę mieszkańców uprowadził 
i wysiedlił w głąb Mezopotamii, a Jla 
jej miejsce ,przysłał mieszaninę rÓŻ- 
nych podbitych plemion azjatyckich. 
Broniła się tylko stolica Izraela Sa- 
mar,ia. Broniła się długo. Zdobył ją 
i zburzył dopiero następny ikról asy- 
ryjski, Sargon II. Ludność miasta 
skazał na wygnanie. W ten sposób 
zginęło dziesięć pokoleń Jakubowych, 
ogromna większość narodu żydowskie- 
go rozpłynęła się bez śladu i bez wie- 
ści, historia przestała o nich mówić. 
AUTOR Czyl
 że da1sze dzieje ży- 
dów, to dzieje tylko tych dwóch po- 
koleń z królestwa J udy? 
PRZEWODNIK Ta:k. 
NIEDQWIAREK Ale czy my o 
tym wiemy tylko z Biblii? 
PRZEWODNIK Nie, nie tylko. Jest 
wiele dokumentów nieżydowskich, któ- 
re tę kartę histor,ii w pełni potwier- 
dzaj ą. 
AUTOR Ale słuchajmy dalej. Ja- 
sne że to są nie tylko opowiastki bib- 
lijne, ale i faMy historyczne. Co się 
stało z królestwem J udy po upadku 
Izraela? 
PRZEWODNIK Samaria padła gdy 
w Jerozolimie panował Ezechiasz. 
NIEDOWIAREK A, ten od tego 
kanału? 
PRZEWODNIK Tak. Tragedia pół- 
nocnych pokoleń była wstrząsem dla 
żydów z Judy. Dawna wrogość za- 
mieniła 'się w żal i skruchę i... obawę 
że Judea podzieli los Izraela. 
AUTOR Ale Asyryjczycy, którzy 
zniszczyli Izraela, zrobili to w obronie 
Judei. 


EZECHIASZA 


URATOWAI..A 


, 
NAROD 


PRZEWODNIK To byli typowi ra- PRZEWODNIK Właśnie. O nim to Jedna Biblia, to za mało jako dowód 
bUiSie, typowi zaborcy, bez żadnych mówi druga księga kronik. Przeczy- historyczny. 
skrupułów. Wprawdzie niektórzy ży- tam panom: "Ten to jest Ezechiasz, PRZEWODNIK No, Biblii też war- 
dzi wciąż się łudzili że Sargon nie który zatkał wyższe źródło wód Giho- to wierzyć na słowo. Np. ten kanał. 
ruszy na Judę, wszelako dla co 1'0- nu, a odwrócił je dołem na zachód Przez całe wieki uczeni zastanawiali 
zumniejszych jasne było, że Asyria słońca miasta Dawidowego". się, czy to prawda, co Biblia pisze 
jest niebezpieczeństwem dla całego AUTOR Czyli kazał wykuć w skale o "wykuciu skały" przez Ezechiasza. 
ówczesnego świata. Prorok Izajasz ten kanał podziemny. Bo nigdzie nie było śladu takiego ka- 
osbzegał lud pIzed tym niebezpie- PRZEWODNIK Tak. Ten, którym, nału. Dopiero przypadek sprawił, oko- 
czeilstwem, starał się budzić jego jak panowie widzicie, woda ze źródła ło r. 1800, że kąpiący się w sadzawce 
czujność. Wolał: "Strzały ostre i Gihon spływa wprost do sadzawki Si- Siloe chłopcy arabscy odkryli tunel. 
wszystkie łuki jego naciągnione. Ko- loe. W wiele lat później zbadano go dok- 
pyta koni jego jako krzemień, a kola AUTOR Acha. 
ródło zamurowali ładnie, znaleziono napis hebrajski _ 
jego jako nawałność burzy... A bę- i uczynili je z zewnątrz niewidoczne, o tym, jak to robotnicy przebijali 
dzie łup trzymał i pochwyci, a nie a sadzawka była już w obrębie no- się przez skałę z dwóch stron i jak 
będzie nikogo, kto by wyrwał". wych murów. się cieszyli, kiedy udało się im spot- 
NIEDOWIAREK Ładnie im ten PRZEWODNIK Tak jest. l dzięki kać pod ziemią. 
Izajasz dodawał otuchy. "Nie będzie temu miasto miało wodę, najważniej- NIEDOWIAREK To już pan mó- 
nikogo kto by wyrwał". To znaczy szy element obronny, zwłaszcza w tym wił w tunelu. 
- wszy,stko na nic. klimacie. PRZEWODNIK Chcę pana przeko- 
PRZEWODNIK Nie. Izajasz chciał NIEDOWIAREK I ten Ezechiasz nać że i samej B
blii warto wierzyć 
.przez to powiedzieć że nie wolno się tak sobie spokojnie umacniał mury na słowo. Jeśli nawet nie ma doku- 
dać uśpić sojlllszowi Judy z państew- i kopał tunele, a Asyryjczycy na to mentów na jej potwierdzenie, może 
kami fenickimi i filistyńskmi, z księ- nic? Nie do wiary! się okazać że się po jakimś czasie 
ciem babilońskim i z faraonem egip- PRZEWODNIK Zaraz to wytłuma- znajdą. 
skim. Wszystkie te państwa, wraz czę. Król Niniwy, Sargon II, dosko- AUTQR Tak. Np. w naszym ju
 
z J udą, stworzyły ligę antyasyryjską. nale był poinformowany przez swoich wieku archeologia zrobiła pod tym 
Izajasz był człowiekiem światłym, ob- szpiegów że Ezechiasz stworzył ligę względem ogromny krok naprzód. 
serwatorem bystrym, więc więdział że antyasyryjską i że gorączkowo przy- PRZEWQDNIK M..in. odkryła wła- 
filar ligi, Egipt, myśli .tyliko o sobie, gotowuje się do obrony. Wynika to śnie dokumenty dotyczące najazdu 
jest zresztą osłabiony weJW11ętrznymi jasno z odkry.tych niedawno doku- asyryjskiego na królestwo Judy. Są 
zamieszkami. Toteż ostrzegał króla mentów asyryjskich z tego okresu. to napisy odkopane w różnych rui- 
Ezechiasza: "Bo Eg1pt daremnie i Sargon gotował się już do ukarania nach. Król asyryjski Sanherib przy- 
próżno pomagać będzie". Na pomniej- spiskowców, którzy byli przecież jego znaje w jednym z takich napisów-kro- 
sze państewka tym bardziej nie moż- wasalami, ale... przeszkodziła mu nik że nie zdobył .Jerozolimy. Chełpi 
na było liczyć. To właśnie znaczyły własna śmierć: został zamordowany się, że otrzymał od Ezechiasza okup, 
słowa: "Nie będzie nikogo kto by w r. 705 przed Chrystusem. W Ni- że zniszczył całą Judę, ale króla Ju- 
wyrwał" A,syryjczykom łup z ręki. niwie zamieszanie, okres przejściowy, dy zamknął tylko "jak ptaka w klat- 
NIEDOWIAREK Więc kto mógł i to był właśnie czas, który wyzyskał ce". Czyli że Jerozolimy nie zdobył. 
się im przeciwstaw.ić? Nikt. Ezechiasz i Izajasz.. Tym się pochwalić nie mógł. 
PRZEWQDNIK Lud Judy, jeśli NIEDOWIAREK A następca Sar- AUTOR Jak Szwedzi pod Często- 
poloży ufność w Bogu, wypleni bał- gona? chową, tak Asyryjczycy stanęli pod 
wochwalstwo, nawróci się do Jehowy, PRZEWODNIK Następcą był San- Jerozolimą, opanowawszy uprzednio 
a równocześnie umocni Jerozolimę i herib, zwany przez Biblię Sennache- cały kraj. 
zrobi z niej miasto niezdobyte. rybem. l ten wkrótce runął z całą PRZEWODNIK Tak. O, na tym 
AUTOR I król Ezechiasz posłuchał siłą na spiskowców. Błyskawicznie miejscu, gdzie panowie widzicie te 
proroka. zdobył Babilon, zajął całą Fenicję i mury - tureckie wprawdzie, później- 
PRZEWODNIK Tak. Rozpoczął kolo Ekronu rozbił armię egipską. sze - były owe wieże Ezechiasza, 
wielką akcję odrodzenia wiary w jed- Egipcjanie bili się słabo, uciekli szyb- owe umocnione pozycje tej garstki 
nego Boga, kazał niszczyć na wzgó- ko i opuścili swoich sojuszników. obrońców, tej resztki potomkow Ja- 
rzach oltarze różnych bo
ków, wyci- AUTOR Czyli że sprawdziły się kuba. A stąd - od Dol.iny Cedronu, 
nać pogańskie drzewa święte. Ale przepowiednie proroka Izajasza. następowały niezliczone oddziały asy- 
równocześnie Ezechiasz wiedział że PRZEWODNIK Jak najbardziej. ryjskie, zamykające Jerozolimę żelaz- 
musi dojść do rozprawy z Asyryj- Potem Sanherib zdobywał jedno mia- nym pierścieniem. 
czykarni, dlatego gromadził w arse- sto warowne po drugim, podbił w Nie wiem, jak wy, panowie, ale 
nałach broń, cwiczył nowe oddziały pełni Filistynów i zdobył fortecę La- ja po prostu widzę tę scenę, tak pla- 
wojska i umocnił Jerozolimę. Popra- kisz. W krótkim czasie całe królestwo stycznie opisaną w Biblii: słyszę 
wił stare mury i wybudował zewnętrz- Judy, cała judzka kraina, było spu- wrzawę annii asyryjskiej, słyszę rog,i 
ny pas murów obronnych, postawił stoszone i zniszczone. Została jedna, oznajmujące Żydom przybycie posłów 
wieże narożne a co najwatŻniejsze... jedyna Jerozolima. Sanheriba... 
AUTOR ...zaopatrzył miasto w NIEDOWIAREK Ale skąd pan to (Muzyka, potem gwar tłumu) 
wodę. może z taką pewnością twierdzić? RABSAK żydzi z Jeruzalem! Słu- 
. 
 


PROSPEKT ROZGŁOśNI POLSKIEJ 


RADIA WOLNA EUROPA 


zaWIerający dokładny 'tygodniowy rozkład programów oraz 


informacje dotyczące długości fal i ważniejszych audycji Rozgło- 


śnia przesyła na żądanie po£ztą. 








 


Cyganeria 


. 
I 


polityka 


Za.powiedź umjeszozona na obw.o- twierdzi jakoby stowarzyszenia, w 
lucie tej książki informuje, że "Cy: których działali, miały "ciągotki" do 
ganeria i polityka" jest "drugą z koleI komunizmu. Każdej z tych organizacji 
pozycją cyklu, poświęconego lewico- zdarzało się wszakże że demagogicz- 
wemu nurtowi kultury w latach mię- ni ich pr'zeciwni,cy, różni pisemko- 
dzywojennych". Składają się na nią w,icze, nawet uCiZciwi ale ignoranci, 
wspomnienia pisarzy, plastyków, lu- rzeczywiście im od komunistów wy- 
dzi teatru muzyków i działaczy poli- myślali. Cytując teraz - i słusznie - 
tycznych. ' owe głosy autorzy wspomnień nie 
Miło mi stwierdzić że w ramach kwapią się dodać, jaka była (WÓW- 
właściwego każdemu' z nich "widz e- czas) ich własna na te pokrzyki reak- 
nia" - przytaczają oni szczegóły cja: że był to mianowicie. ,,
aprzód 
prawdziwe. W przeciwieństWie do śmiech pusty, a potem litosć I trwo- 
praktyki, uprawianej w innych wy- ga". W rezultacie, to co uważaliśmy 
dawnictwach krajowych, nie stosuJą wtedy za materiał do ponurej "Ca- 
także metody przemilczania nazwisk mera obscura" umożliwia teraz zdo- 
bieżąco zakazanych. Wszystkie te po- bywanie czerWonych lampasów, zło- 
chwały dotyczą większości wspom- tych gwiazdek i szkarłatnych wyło- 
nień objętych książką, pod warunkiem gów. 
że każde z nich bierze się oddzielnie Tej karykaturalnej wykładni dopeł- 
jako barwny, decz oderwany element nia specjalny rozdział "Ze wspomnień 
mozaiki. Zapowiedz na obwolucie za- kapepowca". .Jego autor opowiada 
pewnia wszelako, że całość "dobrze między innymi Q imprezach, urządza- 
oddaje barwę i klimat ówczesnego nych na Uniwersytecie .Jagiellońskim 
Krakowa". Czy ma rację? "przez ugrupowania i organizacje 
Pytanie jest mylnie postawione. związane z partią" (komunistyczną). 
SkorOo wydawcy ograniczają się do PI'tZeczytawszy to zdanie, są.dzUem 
nurtów lewi,cowych 11 skoro wyraźnie zrazu że chodzi o nie znane mi impre- 
o tym uprzedzaJą, rzecz sprowadza zy "ży'cia" lub "Orki". Z następnego 
się do kwestii, czy w istocie tak (jak już zdania oraz z wymienionych w 
ją tam maluJą) wyglądała krakow- nim prelegentów okazuje się jednak 
ska lewica. Pod tym względem czeka że autor ma niewątpliwie na myśli 
nas zawód. ni mniej ni więcej, lecz Akademicki 
Podczas gdy np. innym związkom Związek Pacyfistów, Koło Miłośników 
akadeffilckiej lewicy poświęcono po Dramatu i Litart. 
jednym tylko artykule, grupom ko- Przecieram więc oczy ze zdumie- 
munistycznym poświęcono ich pięć niem i (jako były wiceprzewodniczący 
(nie mówiąc o licznych dygresjach i dwóch .pierwszych stowarzyszeń oraz 
nawrotach w innych rozdziałach!), były członek kilkuosobowego zespołu 
dwa samemu "Życiu", trzeci parako- trzeciego) rad bym przygodnego auto- 
munizującej "Orce", czwarty "Gru- ra zapytać, który to z tych trzech 
pie Krakowskiej" na akademii sztuk związków był kiedykolwiek i w jaki- 
pięknych i - oddzielnie, więc już pią- kolwiek sposób związany z partią ko- 
ty - "środowisku lewicy" na tejże munistyczną? Mówię "przygodnego", 
akademii. gdyż autor tej "rewelacji" nigdy prze- 
Szczegół aż frapujący: Związkowi cież do żadnego z wymJienionych sto- 
Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej warzyszeń nie należał. 
(Z.N.M.S.) nie poświęcono żadnego Rezerwując osobny rozdział 
systematycznego wspomnienia. Zastą- "Wspomnieniom kapepowca", redak- 
piono je pracą "Trzy pokoje w do- torzy zbioru nie uznali za stosowne 
mu robotniczym na iDunajew.skJego umieścić dla równowagi (choćby 
Pięć", której autor wybrał formę luź- chwiejnej, choćby takiej "na niby") 
nych impresji osobistych. Pozwala wspomnień... pepeesowca. Wynikają z 
mu to ominąć fakty żle widziane przez tego istne cuda dysproporcji. Ot, dla 
obecny reżym, ukazać członków przykładu. 
Z.N.M.S. w towarzystwie T.U.R.- Nie sądzę, by można było sobie wy- 
owców, ale nigdy w ich dyskusji z obrazić krakowską. lewicę bez Adama 
komunistami. Znam autora i jego ucz- Ciołkosza. O Ciołkoszu w całym tym 
ciwość. Kwituję z przyjemnością że zbiorze nie ma jednak żadnego (nie 
- zgodme z prawdą - nie sugeruje, powiem nawet rozdziali
u, ale bodaj 
jakoby wewnętrznopartyjneopozycyj- osobnego) ustępu. Sposród czterech 
ki w P.IP.S. miały tendencje ko- wzmianeczek o nim między wierszami, 
munistyczne. dwj,e wtrącili komuniści by d()lW;ieść 
Ten sam autor nie wzmiankuje jed- swojej WYlŻszości nad P.P.S. Były 
nak bohaterskich działaczy związków "orkarz-życiowiec" wspomina np. 
zawodowych (których rwał dobrze!). jak to (jeszcze w trzecim dziesięcio- 
m.in. krakowskiego komendanta O.W. leciu), w dyskusjach z ZN.M.S. 
i O.B. P.P.S. Mariana Bomby czy ("ekspozytura P.P.S."), komuniści 
aresztowanych w walce i zamordowa- "często przypierali - według niego! 
nych przez Gestapo, lecz do końca - do ściany Ciołkoszów, Dyderków 
niezłomnych - Batora, Ciekiery oraz i Malinowskich". 
legionu innych. A oto dalsza cecha tego zbiJOru. 
Chociaż zestaw zbioru dowodzi bar- Gdy P.RZEWODNIK Tego oczywiście 
n.ie przyznały. Ale opisany przez illib- 
hę cud wcale nie był niemożliwy. 
Nl.i!,DOWIAl{.EK Dlaczego? 
AUTO
 Ależ z ciebie medowiarek. 
Posliuchaj najpierw, a potem sobie 
ustalisz czy wierzyć, czy nie. 
PHZEWuDNIK uczeni zawsze byli 
zdanaa że za tym cudem, jak za WIe- 
loma innymi, .kryła się jakaś... no... 
rzeczywistośc. Zdaje SIę, że wyjaśnie- 
nia tej zagadki dostarcza "ojciec lu- 
st,orii", grecki Herodot z .łlalikar- 
nasu. A wyjaśnieniem tym jest... 
mysz. 
AUTOR Mysz? 
NIEDOWI.tdtEK Pan żartuje chy- 
ba: jaka mysz'! 
PHZEWODNIK No, myszy, gryzo- 
nie. Pewien kapłan egipski opowie- 
dział Herodotowi, jak to ze źrodeł e- 
gipskich wynika, że kiedy Sanherib 
walczył przeciw EgipcJanom, na obóz 
asyrYJski napadły głodne myszy pol- 
ne i tak pogryzły cięciwy łUków i 
wszystkie SKorzane części uzbrojenia 
(np. uchwyty do tarcz), że żołnierze 
musieli przerwać walKę i odejŚĆ. 
NIEDuWIAREK No dobrze. l pan 
to uważa za wYJaśnienie wytępienia 
Asyryjczyków pod Jerozolimą? 
PR
EWODlIIIK Zaraz, jeszcze nie 
skończyłem. Opowiadame Herodota 
jest tylko dowodem że mysz mogła 
z całą siłą zagłębić swoje zęby w... 
histonę. Mogło tak być i pod J erozo- 
limą - z tym że tu chodziło nie tyl- 
ko o pogryzienie cięciw. Mysz w ni- 
storii staroży-tnej, także i na kartach 
Biblii to widać, jest tym czy w wie- 
kach średnich był szczur: symbolem 
i sprawcą... zarazy. 
NIEDOWIAREK I akurat zaraza 
wy,stąpiła pod Jerozolimą - i jedy- 
nym swiadectwem jest Biblia! 
PRZEWODNIK Nie jedynym. l nie 
tylko pod J el'ozolimą. Przed oblęże- 
niem .Jerozolimy Sanherib oblegał 
miasto Lachi-s. 
'orteca padła, stam- 
tąd Asyryjczycy podeszli pod J ero- 
zolimę. 
NIEDOWIAREK To co z tego? 
PRZEWODNIK To że zaraza ciąg- 
nęła już za nimi. Archeolog angielski 
Starkey odkrył tuż kolo miasta La- 
chis, czyli dZIsiejszego Lakisz, maso- 
wy grób, w którym znalazł szkielety 
2000 mężczyzn, szkielety wrzucone do 
dolu w wielkim pośpiechu. Nic innego 
- tylko zaraza. Szła w trop za Asy- 
ryjczykami, bo ciągnęły za nimi my- 
szy. 
NIEDOWIAREK Dlaczego? 
PRZEWODNIK Bo Asyryjczycy 
tak gruntownie niszczyli wszystko że 
myszy mogły znaleźć pożywienie tyl- 
ko w obozie wojennym. Zarażały też 
to pożywienie, zarażały wodę w zbior- 
nikach. l przynosiły śmierć. A ży- 
dom w oblężonej Jerozolimie przynio- 
sły równocześnie wybawienie. 
AUTOR Jasne jest więc że Jerozo- 
lima wytrzymała oblężenie a równo- 
cześnie nie uległa zarazie, tylko dla- 
tego że miała świeżą, zdrową wodę, 
do której nie dobrali się ani Asyryj- 
czycy, ani... myszy. 
PRZEWODNIK Tak. Tę wodę, 
przez którą panowie brodzili w t'Jl1De- 
lu. Ta woda uratowała cały naród. 
Asyryjczycy odeszli, myszy za nimi... 
l można zamknąć ten epizod histo- 
rii n
ro-<;lu. 
ydowskiego pIęknymi sło- 
wanu BIblll: "I odpoczęła ziemia od 
wojny". 
NIEDOWIAREK Hm, tak, może 
<;oś w tym jest. Ale potem przyszli 
Jednak Babilończycy i zburzyli Jero- 
zolimę. 
PRZEWODNIK To prawda. W sto 
kilka lat później Nabuchodonozor 
podbił królestwo Judy a ludność w du- 
żej części uprowadził do Babilonu. 
NIEDOWIAREK No widzi pan. 
PRZEWODNIK Ale ta niewola nie 
trwała długo, a co więcej - nie moż- 
na jej porównać z uprowadzeniem 
plemion północnych przez Asyryjczy- 
ków. Dziesięć plemion północnych zgi- 
nęło bez śladu. Dwa pozostałe ple- 
miona żyły w niewoli babilońskiej, w 
dużej swobodzie, w gromadzie, nawet 
dorabiali się sporych majątków, od- 
krywszy w sobie zdolności do handlu 
i bankowości. Kiedy Cyrus, król Per- 
sów, pozwolił później Żydom wrócić 
do Jerozolimy - miał kto wracać i 
Źydzi mieli z czym wracać. Można by- 
ło życie narodu odbudawać. "I odpo- 
częła [znów] ziemia od wojny". 
AU'!QR Tak. Całe losy narodu ży- 
dawsk.lego pełne są wielkich dziwów. 
Historia kanału Ezechiasza jest na 
pewno jednym z nich. Oto po bez- 
spornych władcach ówczesnego świa- 
ta nie ma dziś śladu, tylko ruiny Ni- 
niwy o nich mówią, tylko :rzadkie do- 

umenty wspominają o bru,talności, z 
Jaką podbijali kraj po kraju. żydzi 
byli przy nich nkzym, zwłaszcza po 
zniszczeniu Izraela. A jednak dziś ży- 
dzi istnieją, odbudowali po tysiącach 
lat stracone państwo, żyją i pracu- 
ją w kraju ojców. Tak, woda z tego 
kanału Ezechiasza uraJtawała ten na- 
ród. 
CHŁOPIEC Halo, serr - maj si- 
ster bring ti. 
DZIEWCZYNKA Hir iz ti, hot ti. 
Gud ti. Serr. 
NIEDOWIAREK Tym razem za- 
służyłyście na bakszisz. Macie tu po 
sto filsów. O kej? 
CHŁOPIEC O key, serr. 
:PZIEWCZYNKA Tenkju .serr, gud 
baJ serr. 
Michał La8ota.
		

/Archiwum_002_06_083_0001.djvu

			lU 


NA ANTENIE (WIAOOMOSCI) 


Nr 1043, 27th March, 1966 


, 
WIS LANEJ 


SKARPI E 


NA 


AMEK 


Rezydujący na zamku Pasklewlcz, 
potem Hurko wydzierajl} z mur6w 
komlDki, lusb"a, zrywają posadzki, 
zdejmują nawet klamki po to by zdo- 
bić nimi pMniej własne dwory. W 
ogołoconej ze wszystkiego bibliotece, 
pięknej bibliotece króla Stasia urzą- 
dzono koszary dla Kozaków kubań- 
skich. Cokolwiek się jednak zdołało 
wtedy ostać rozbojowi - wywOŻ/ł 
Rosjanie uciekając w r. 1915. 


wnętrz, król, nie zawsze licząc się 
z możliwośclam.i swojej kiesy, sku- 
puje dzieła sztuki w całeJ Europie 
i zasypuje warsztaty jej rzemieślni- 
ków nieskończoną ilością zamówień 
na meble, żyrandole, okucia, zegary, 
albo jak się wówczas móW1ło, pan- 
dulety i inne kosztowne cacka. Nie- 
które z tych napływających nieprze- 
rwanym strulTl1eniem przedmiotów 
przybędą na zamek już w miesią.- 
cach, w których jego dawny królew- 
ski lokator, teraz po
bawiony koro- 
ny przebywać będzIe na przypomina- 
jącym więzienie wygnaniu, w Grod- 
nie. 
Na razie jednak z najbardziej wy- 
kwintnym smakiem nowo urządzone 
apartamenty królewskie rozbrzmie- 
wają śmiechem i wesołością. Są to 
jedne z najpiękniejszych apartamen- 
tów w Polsce. Król jest niewątpliwie 
genialnym dekoratorem. Podczas gdy 
nogi ślizgają się po wywoskowanych 
pawimentach - oczy zaproszonych 
na pierwszą wielką galę w nowych 
salonach gości doznają olBnienla od 
biało-złotego kolorytu obić, żółtych 
stiuków, nieskazitelnych, czystych 
marmurów, na widok rz
b, luster, 


zamek upodobała i miała tam jeszcze 
ni-ejednokrotnie powracać ze swoim 
ogromnym dworem. -Spędzi też w 
jego murach wiele lat swojeg.o wdo- 
wleń.stwa. Częstym gościem będzie tu 
Zygmunt August. 
.Jemu też będzie zawdzięczał za- 
mek, największy ud czasów .Jan_sza 
Mazowieckiego rozwój. Kiedy w r. 
1569, wIelki sejm lubelski, który przy- 
pieczętował Unię, obiera Warszawę 
za miejsce przyszłych sejmÓ'ov wal- 
nych obydwu zespolonych pań6tw - 
Zygmunt August zleca świetnemu ar- 
chitektowi .Janowi Chrzcicielowi 
Quadro powiększenie l uświetnienie 
zamku warszawskiego. Nowy gmach 
zamknie w swych murach dawny dwór 
książąt mazowieckich. Mury zamku 
pokryją się polichromiami, z któ- 
rych Jedna nosić będzie czerwoną tar- 
czę z orłem polskim na piersiach i z 
monogramami Zygmunta Augusta. 
Zamek składa się teraz z dwóch 
skrzydeł, rozchodzących się pod ką- 
tem otwartym tak jak szło załama- 
nie skarpy. 
W z8J11larach królewskiego archi- 
tekta było dobudowanie dwóch dal- 
szych skrzydeł, które zamknęłyby ca- 


Wi%a sunęła wtetly poo samą skar- 
pą. U szczytu skarpa przechodziła 
w wał ziemny. Zza wału ponad 
zmierzwioną, skudłaczoną. zieleń roz- 
ciągających się dokoła borów - 
wznosiły się czerwonę wieże i mury 
zamku mazowieckiego księcia. Do 
zamku cisnęło się drewniane, poczer- 
niałe od deszczu podgrodzie. 
Na zamku siedział kasztelan. Ksią- 
żę, chociaż na jego to rozkaz gro- 
dziszcze wystawiono, rzadkim tu by- 
wał gościem. Ale i w stołecznym 
Czersku, bywało, miesiącami go nie 
oglądano. Bo książę był z tych, co 
chętniej na koniu niż w zamku .sie- 
dzieli. Najwięcej czasu zajmowały 
mu wojny, które prowadził o tron 
krakowski - najpierw dług.o z Lesz- 
kiem Czarnym, a później z Innym 
księciem krakowskim, dla małości 
wzrostu Lokietkiem zwanym. Z Lit- 
wą i .Jadżwingami przeciwko tym 
dwóm się pokumał, ale po jakimś 
czasie musiał z kolei na swoich po- 

ańSkioh sojuszników mnichów krzy- 
ZQwych t>prowadzać 1 tychże ziemia- 
mi nadzielić. Z mnichami też nIe dłu- 
go było spokoju. I tak czas mu na 
ciągłych upływał wyprawach. 


... 



' 


.. 
i , 'I 
'Ii ,. '" t.. 
. 
\ I r i , , 

 . 
'"""....., l, 
.. 
, 
'J .. 1. ' 
I I . 
,'t 


SIEDZffiA PREZYDENTA 
Wskrzeszona Rzeczpospolita, na 
mocy traktatu ryskiego odzyskała z 
bolszewickiej Rosji część mebli, ar- 
rasów, rzeźb i płócien pochodzących 
z zamku. Niemal niezwłocznie przy- 
stąpiono do restauracji starej slędzi- 
by królewskiej. W młarę możliwości 
przywrócono dawny wyglą.d aparta- 
mentom stanisławowskim, które za- 
mieniono w muzeum.. Z czasem połud- 
niowe skrzydło zamku stało się me- 
dzibą prezydenta Rzeczypospolltej. 
Bombardowanie Warszawy we 
wrześniu 1939 nie wyrzQ.dZlło zam- 
kowi dotkliwszych szkód, Spłonęły 
tylko dachy, i zapadł się strop sal1 
balowej. Ale los zamku był już zde- 


.it' 


,. 
f 

 - 


J' 


. 
- 


nliu "je 
nU 
r. 


. 


J I 


- :t , -y,I..ł 


.-J. 


-- 


(', 


,- . 


ł]E 1 



 


," 


," 


" 


Tak mial wyglądać Zamek Królewski w r. 1955 (według rysunku z książki 
"pięcioletni plan odbudowy warszawy" wydanej w r. 1949) 
drogocennych tkanin. Labourer, Inny entuzjasta teatru na zamku, Sporadycznie wystawia teatr, któ- 
Francuz który towarzyszył w podró- nuncjusz papieski Visconti, w ten rego maszyneria poniszczona przez 
ży do Polski Marii Ludwice, napi- sposób wspomma przedstawienie ope- Szwedów nie pozwala już na wydo- 
sał później: ry "Porwanie Heleny": bycie efektów, które kiedyś olśnie- 
"Piękniejszych tkanin niż te któ
e ..Wszystko udało się znakomicie, waly nuncjusza papieskiego i fran- 
król polski u siebie zgromadził, me w szczególności uderzała olbrzymia cuską księżniczkę. Nie było już też 
masz w Europie całej ani Azyjej". ilość machin, zmiana scen i dekoracji, stałej trupy aktorskiej. Niemniej, 
Któraś z sal cała obita miała być zwłaszcza pewnego ogrodu z liczny- wystawione ..na teatrze" w r. 1661 
złotogłowiem. Zamek zawierał ponad- mi fontannami tryskajl}cymi wodą. w obecności pary królewskiej ..Cyd.. 
to świetną galerię obrazów. Obok 'Rada bogów i inne sceny najplęk- Cornellle'a w pięknym przekladzie 
wjelkich historycznych płócien Do- niejsze przedstawiały widoki!". wielkiego poety Morsztyna będzie 
labelli, przedstawiających koronację Gdy chodzi o samą bryłę zamku, wydarzeniem w dziejach sceny naro- 
Zygmunta III, wspomnianą już pre- niewielkie w niej za czasów Włady- dowej. Ciekawe, co odczuwały serca 
zentację Szujskich oraz zwycięstwa sława IV Z8f!uy zmiany. Od strony polskie - po potopie i po niezbyt 
pod Byczyną i Smoleńskiem znajdo- Wisły dobudowano galerię ..wjdowi- szczęśliwym pokoju oliwskim - wy- 
wały się tam liczne obrazy mistrzów skową" i dodano zamkowi również od słuchując wyniosłych tyrad o odwa- 
włoskich, które skupywali dla króla strony Wisły nIewysoką wieżę zakoń- dze, niezlomności, honorze, wierno- 
jego agenci handlowi. Władysław IV czoną hełmem. Od razu przyjęto na- ści... 
wzbogaci później zbiory serią wspa- zywać ją ..władysławowską... 
niałych Rubensów. Tyle gdy chodzi o sam zamek. Ale 
Stosunkowo naj skromniej wygląda- na terenie ówczesnego placu stajen- 
ły same pokoje królewskie a zwłasz- nego, który miał później stać się pla- 


--ł 


........ 
... tW 


... 


- 


., 'I .łł. 
- 
 _
 ..;-' -
 1 ': '-Ł
 ,- 

...' "'
"" ,.,
. " 
... r .< 
 .., .. . 
.. -" .....- 
, -,.,ił _', .....' 'f:C 
 ;,.------ '-. 
. """Ii 
 -.,jI 
 --:,. '
I' "- 
,
 ł.;. . - ....... ..
 
-'- - - .
. . . 

_''''' . 
L _' :";::.. ": . \ 
- \:':' '-.,

 -Ił'. ..........-.... 
..,j I ... 
- -\ {- -.j 


.. 
. 


....
). 


ł 


- 


,,
 


.
 


ZA ELEKTORóW SASKICH 
Zamek stoi często opustoszały. Ża- 
łosny Michał Korybut rezyduje we 


" .. 


',. 


, .. 
'-... 


.... 


"Mamy ważniejsze rzeczy do załatwienia"... 


Tak wyglądał Zamek w r. 1960 


.. "'" 
I ł 
.....
,
 l 
\. 
ł " .';4. 
.. 
l' 


cydowany. Przygotowujący się do rol.1 
oprawcy Polskl generał-gubernator 
Frank zapisał w swoim dzienniku 
jeszcze pod datą. 4 października 1939: 
..FU.hrer omówił z generalnym gu- 
bernatorem ogólną sytuację i zaapro- 
bował jego poczynania w Polsce a vi 
\SZczególności z.burzenie zamku war- 
szawskiego". 
W tydzień później zwiedzajl}c za- 
mek Frank własnoręcznie zrywa 
srebrne orły z sali tronowej zachę- 
cając swą świtę do naśladowania. 
Pod koniec paźdZiernika saperzy nie- 
mieccy zaczynajl} przyg.otowywać za- 
mek do wysadzenia w powietrze. Ze- 
spół polskich pracowników Muzeum 
Narodowego, który próbował ratować 
co się dało, został z terenu zamko- 
wego wypędzony. 
Zamek zacznie ziać oczodołami po- 
zbawionych już nawet ram okien. 
Wylatywać będą przez nie, roztrza- 
skując się o bruk belki, boazerie, 
marmury. Bez przerwy będą waliły 
siekiery i kilofy. Niemieccy histo- 
rycy sztuki wybl.orl} to co ma być 
wywiezione. Wskazywano na styczeń 
czy luty 1940 jako ostateczny ter- 
mm wysadzenia zamku. Przystępu- 
jąc do śCieranIa stolicy Polski z ma- 
py Europy wróg zaczynał od znisz- 
czenia gmachu, który był symbolem 
Rzeczyp.ospolitej. 
Ale podczas gdy dokoła padały 
pomniki, kiedy wysadzano dynami- 
tem Chopina w ogrodzie Ujazdow- 
skim i zwlekano z cokołu MickiewI- 
cza, oczekiwany ze ściśniętym ser- 
cem wybuch, który miał znieść za- 
mek z powierzchni ziemi, nie nastę- 
pował. 
Pozbawione dachu, a często i stro- 
pów patetyczne ruiny zamku nuały 
się doczekać powstaDla warszawskie- 
go. 
W świetle pożaru, kapral podcho- 
rąży Wicher doskonale widzi grupę 
około osiemdziesięciu grenadierów, 
kryjlj.cych się pod filarami wiaduktu 
Pancera. Wicher, potykajec się o 
gruz i skacząc przez wyrwy w scho- 
dach, opuszcza się na pierwsze piętro. 
Z kapralem podchorQ.Żym Nałęczem 
docierają do wieży zegarowej. Zza 
rogu Nowego Zjazdu wyjeMża. wła- 
śnie pancerka, a za nią zgięci po- 
stępują grenadierzy. Młodzi po- 
wstańcy otwIerają ogień. Po czym 
biegną w kierunku wieży by stamtQ.d 
po schodach dostać się znowu na 
drugie piętro, iBkIłd butelki i granaty 
doniOSQ. dalej. W tej chwlll wybucha 
pocisk. Wicher jest ranny. Na dzie- 
dzińcu rozpętuje się prawd
j.we piek- 
ło wybuchów rozdzierane .ser.iami 
peemów... Nad za.mk.l.em, nad całQ. 
Starówką bije potężna łuna... 
Ruiny zamku przetrwały również 
powstanie. Tragiczny wrak trzymał 
się nadal wśród morza rumowisk, 
Przyszła zima a wraz z nlQ. rozpacz- 
liwie ,przed kilkoma miesiącami wy- 
patrywana ofensywa sowiecka z Pra- 
gi. Na kilka dni przed wkroczeniem 
Rosjan w styczniu 1946 nastą.plł 0- 
statni akt tragedii. Niemcy wysadzili 
wypalone mury zamku. Obok leżącej 
na bruku zatopionej w zaspach ko- 
lumny Zygmunta, wyr06ła nowa ster- 
ta gruzów. W powIetrzu wirował 
śnIeg. 
MAJ'tY W AżNI.EJSZE RZECZY 
DO ZROBIENIA... 
Uchwałą 2 lipca 1949 sejm usta- 
wodawczy zatwierdził odbudowę zam- 
ku królewskiego w Warszawie. 
W 16 lat p6żn1ej pierwszy sekre- 
tarz K.C. P.Z.P.R. nagabywany o 
odbudowę zamku odparł gwałtownie: 
- Mamy ważniejsze rzeczy do zro- 
bienia! 
Na przeciwko odbudowanej kolum- 
ny Zygmunta, tam gdzie stał zamek, 
można dziś oglądać obszerDQ. beto- 
nową płytę leżącą tutaj jak wieko 
olbrzymiego grobowca. Spoczywa pod 
nim siedem wieków historii Polski. 
Jest r. 1966, rok Millennium Pol- 
ski, w którym.... 
. ..M

y ważniejsze rzeczy do zro. 
bienia .n 


odbijających się w nich kryształów, 
złoconych ,br/łZÓw, nad którymj gó- 
rują wspaniałe kłębiące się od chmur 
i alegorii plafony Bacciarellego. Sa- 
la balowa jarzy się od blasków. 
Dziwna epoka... dziwni ludzie... 
Przecież nawet sejm, czteroletnim 
zwany, później wielklln, nazywał się 
najpierw sejmem tanczącym. Zakoń- 
czyło go uchwalenIe konstytucJi trze- 
ciego maja. W czasie sejmu podwó- 
rzec zamkowy wypełniały karoce, 
muzyka grała przynajmniej raz 
dziennie, a wielkie damy prześcigały 
się w zabiegach o zaszczyt trzymania 
w kuluarach bufetu dla panów po- 
słów i senatorów. Aż pewnego dnia 
zgoła inna publiczność - szlachta 
szaraczkowa, mJ.eszczanie, nawet 
chłopi, J. cały gmach łącznie ze ską- 
panym w majowym słońcu, placem, 
zabrzmiał, zahuczał okrzykiem: 
- iKról z narodem - naród z kró- 
lem! 
Ale była to - jak wkrótce się 
pokazało - przedwczesna radość. 
Straszne widmo, które rozwiało się, 
zniknęło owego majowego poranka, 
zaczęło wracać. I ten, na czyją czeŚĆ 
wznoszono rozg.orączkowane okrzyki, 
stanął któregoś listopadowego poran- 
ka z widmem twarzą w twarz. 
Było to już w czasie iIl.'lurekcji ko- 
ściuszkowskiej, w na poły opustosza- 
łym, wyziębionym zamku. Skołatany 
król próbował zażyć na ulubionym 
szezlongu drzemki popołudniowej. 
Nagle w pobliżu gdzieś huknął wy- 
strzał armatni, i w oknach sypialni 
zadrżały szyby. RosjanIe zbliżali się 
do Pragi. Król spojrzał ku oknu 
i zobaczył w nim rz;jawę tej samej 
"Białej Pani", która straszyła jego 
dzieciństwo i która się ukazała jego 
ojcu pod Połtawą. Zapowiadała ko- 
niec panowania, wygnanie, ostatni 
ro
blór . 


łość w masywny imponujl}cy czworo- 
bok. Przedwczesna smierć ostatniego 
z Jag!ellon6w przerwała urzeczy- 
wistnienie tego projektu. 


- 4 
... 


Tymczasem życie w kasztelu na 
skarpie płynęło spokojnym i jedno- 
stajnym trybem, który jedynie na- 
jazd nieprzyjaciela mógłby zakłócić. 
Ale D1kt me najeżdżał kasztelu na 
Wiślanej skarpie. Kupcy tylko przy- 
bywali dość często, bo szlak tędy 
prOWadził. O zachodzie słońca dzwo- 
nIOno z wieży na zamykame bram. 
Strażnicy obchodzili te bramy z gru- 
bych nieciosanych głazów, przecho- 
dzące nad rowami w tunele, o po- 
dWójnych wierzejach. Po zamknięciu 
klucze zanoszono do kasztelana. Co 
nocy po środku dziedzińca rozpalane 
ogmsko rozświetlało murowany dwór, 
kaplicę, chaty drużyny i służby, staj- 
me, wozownie. Gdzieś od wałów do- 
biegało od czasu do czasu wołanie 
straży. 
KSiążę Konrad - jak się rzekło - 
umarł sterany wojnami, inni po nim 
książęta poumierali. Umierali kaszte- 
lanowie i woje i smerdy na podgro- 
dziu, mijały lata, i wiek cały Uipły- 
nął a w grodziszczu na skarpie małe 
tylko zaszły w tym czasie zmiany. 
Szopy nowe postawiono. Na podgro- 
dziu - domów trochę przybyło - 
dalej, lasu trochę wykarczowano. Po- 
Wstała mała osada, Warszawą ją 
zWano. 


, 


..... 
f 


. 
I" fi! "' 


. 


l 
. 
\ł. 

 
ł 


ZA CZAS()W BATOREGO 
Za czasów zbyt zajętego wojnami 
Batorego na zamku wc Się właściWIe 
nie dzmło, jeżeli się pominie sławny 
sąd nad Zborowskiml, który był je- 
dynym chyba w naszych dziejach 
przykładem tryumfu władzy królew- 
skiej nad wielmożami. 


'. 


'. " 
.' . 


. 


. 
I ł.f i 
'I, ... 
" 


. 11 . 
. . 
'" I . 


i 


.,
 


I 
.. . 
. . 
I 


ROK 1611 
-Wybrany na polach wolskich kró- 
lem PolBkj królewicz szwedzki Zyg- 
munt Waza, od początku swojego pa- 
nowania upatrzył sobie Warszawę za 
stolicę a zamek za siedzibę monar- 
sZlł. Bliżej mu stQ.d było D1Ż z Kra- 
kowa do Szwecji ku której WCiąż 
nostalgicznie spoglądał 1 z której re- 
zygnować nie mlał zamiaru. A i 
punkt ciężkości po
tyki Rzeczy
o
 
spolitej przesuwał Się coraz bardzieJ 
na północo-wschód. Kiedy na domiar 
wszystkiego, w r. 1595 pożar strawił 
sporl} część Wawelu, król powziął o- 
stateczną. decyzję. Na terenie daw- 
nego zamku ks1lłŻ1łt mazowieckich 
Zygmunt m każe postawić nową 
okazałą rezydencję królewską. 
Głównym budowniczym z06taD1e 
Andrzej Hegner-Abramowicz. Robo- 
ty będą trwały 22 lata i po ich za- 
kończeniu zamek uzyska charaktery- 
styczny kształt pięcioqtu, w której 
to postaci przetrwa aż do zagłady 
jaką mu zgotowali Niemcy w r. 1945. 
Nie zdąży jeszcze królewskich ar- 
chitekt doprowadzić swego dZleł
 
o 
końca, a już Zygmunt III obeJmIe 
w posiadanie swoją. świeżą jeszczt' 
zapraWI} murarską. pachnącą siedzi- 
.bę w której nadal się uwijają kamie- 
niarze i cieśle. NastQ.pI to w r. 1611. 
Pamiętna to data 'w dziejach na- 
szego narodu i w dziejach zamku. 
Rok zdobycia Smoleńska i Moskw
, 
rok usadowienia lSię na zamku naJ- 
wyższej władzy państwowej. 
iPowracajecym ze zwycięskiej wy- 
prawy smoleńskiej królowi, jego świ- 
cie i w.ojsku ukazała się budowla oka- 
zała na wzgórzu jak korona oSiadła, 
wieżami ozdobna! Górowała nad 
wszystkim Wieża Zegarowa, której 
miedziany hełm lśnIł w słońcu. 
zed 
zamkiem 50lidne mury ze strzelDlca- 
mJ., potężne bramy dopełniały impo- 
nujecego widoku. Drogę do zamku 
zalegał odświętny tłum wydający 
okrzyki na cze8ć króla. Cechy stały z 
chorl}gwiami. 
W niecałklem jeszcze dokończo- 
nych wnętrzach zamku znalazło się 
zaledwie siedem pokoi na komnaty 
królewskie. Apartamenta monarsze 
nigdy zresztą nie będą poszerzone. 
Raz, ze względu na przyrod.zoDQ. Zyg- 
munta III surowość, dwa, ze względu 
na to, że zamek .stanie się niebawem 
nie samlł tylko rezydencją króla i 
dworu, ale .i siedz1be naczelnych in- 
stytucji i urzędów Rzeczypospolitej. 
Zamek pomieści niebawem urzędy: 
kanclerski, podskarbiński i marszał- 
kowski oraz obie 12Jby sejmowe, z 
których w pamięci potomnych na 
zawsze pozostanie wspaniała dwupię- 
trowa sala senatorska, gdzie w tym- 
że 1611 roku hetman wielki koronny 
żółkiewski zaprezentuje królow.l, se- 
natorom, biskupom d posłom - wZię- 
tych do niewoli, cara rosyjskieg,o Wa- 
syla Szujskiego i jego brata. 
Usadowiony na galerii scenę tQ. 
szkicował nadworny malarz królew- 
ski Tomasz Dolabella. 1P0wstałe pM- 
niej z tych .szkiców ogromne malo- 
widlo umieszczone zostanie w stropie 
tejże lSali Senatorskiej. Imponujące 
malowidło Dolabelli nie tylko przeka- 
zuje nam jeden z tych momentów w 
których potęga Rzeczypospolitej sta- 
ła wysoko jak slońce w południe. 
Uważne przyjrzenie się płótnu odkry- 
wa nam również szczegóły arcł11tek- 
tury i dekoracjj sali. W przerwach 
między wysokimi oknamj, podobnie 
jak po obu stronach tronu królew- 
skiego, zwisają wspaniałe arrasy. 
Zamek królewskisłyDQ.ł ze swoich 


'f' 
.- 
.. II 
, 


.. 



. 
.. 


. 


... 


\. 


". 


.. 


Zamek w r. 1938 
cem Zamkowym, wzniósl Władysław 
IV pomnik, który na zawsze miał się 
zrosnlłć z Warszawą i zamkiem - 
kolumnę Zygmunta. 
Ze śmierciQ. Władysława IV kończy 
się bezpieczeń8two Rzeczypospolitej 
a wraz z nim okres stałej ro
budowy 
i upiększania zamku. 


Lwowie, Sobieski upiększa dziedzicz- 
ne rezydencje albo buduje sobie nowe, 
nie kwapiąc się z wydawaniem gro- 
sza na roboty w gmachu publicznym. 
Dwór włóczy- się z jednego krańca 
Polski na drugi, niczym cygański ta- 
bor. Ambasadorowje obcych państw 
i kurierzy musZQ. wyruszać za nim w 
pościg. Brak etykiety, brak jakiego- 
kolwiek ceremoniału, idący w parze 
z brakiem stałej rezydencji, ogrom- 
nie nadszarpnęły rprest1ge królewski 
w oczach cudzoziemców. 
Zapatrzony we wzór wersalski Au- 
gust II Sas, zaledwie wprowadziw- 
szy się w r. 1698, od razu każe swe- 
mu nadwornemu architektowi Pop- 
pelmannowi opracować plany prze- 
budowy I rozszerzenia zamku królew- 
skiego. Wiele czynników złoży się na 
to że z gigantycznego, monumental- 
nego projektu Poppelmanna, podob- 
nie jak z planów jego następców u- 
rzeczywistniona zostanie dopiero za 
Augusta III, tylko skromna część: 
przebudowa wschodmej, wychodzącej 
na Wisłę fasady zamku. Harmonijnie 
porozmieszczane ryzality czyli wystę- 
py fasady rz;wieńczono tympanonami, 
na których piętrzyły się hełmy i tar- 
cze z herbami w kartuszach (wszyst- 
kie podtrzymywane przez pulchne 
aniołki), w połączeniu z podwójną 
linią kolumnady i arkad dawały ca- 
łość, która czyniła z tej fasady je- 
den z najpiękniejszych pomników pol- 
skiej architektury barokowej. Z cza- 
sów saskich datuje się również do- 
budowany początkow.o jako skrzydło 
zamkowe pałac pod Blachlł. 
Za obydwu elektorów saskich za- 
mek jest nadal miejscem burzliwych 
obrad st'jmowych, którym wtórują 
huczne bale i przyjęcia królewskie. 
Na jednym z tych przyjęć zjawił się 
pewnego dnia niepokojący gość, zwia- 
stun czasów które nadchodziły: Piotr 
I, ..aliant Augusta Mocnego", "A- 
liant" zażądał od króla wydania mu 
z zamku drażniących jego uczucia 
patriotyczne, płócien DolabellI. 


cza gabinet króla, cały czarny, w 
draperiach z klęcznikiem przed og- 
romnym krucyfiksem na śoian.ie, z 
dużym stołem, nakrytym spadającym 
do ziemi, kończącym się frędzlami 
obrusem meodmiennie z czarnego 
sukna. Na .stole drugi krucyfiks i 
egzemplarz Pisma BW., z którym ten 
pobożny król nigdy się me rozstawał. 
podłoga z ciemnego dębu, framugi 
drzwi i okien z ciosanego granitu, 
kominek z rudo-brązowych marmu- 
rów chęcińsklch. 
.Jako całość, za pierwszego Wazy 
zamek warszawski, mimo nagroma- 
dzonych w nim dzieł ISZtuki, urZlł- 
dzony i wyposażony był raczej skrom
 
nie, przynajmniej w porównaniu z 
takimi słynącymi z przepychu rezy- 
dencjami jak Tęczyn, Baranów, albo 
Krzyżtopór. Ale też nie na przepy- 
chu zasadzał się prestige rezydencji 
królewskiej. .Już w tych bowiem cza- 
sach zamek stał się czymś więcej niż 
siedZ1be króla: gmachem-symbolem, 
i jak to trafnie po wiekach jeszcze 
ocemł wróg - ..widomym znakiem 
państwowości polskiej". RozUffilał to 
także pewien Francuz kiedy pisał: 
"Posiada Warszawa zamek z cegły 
dość dobrze zbudowany, chociaż po- 
spolitej architektury. Jest to właścI- 
wie Palu. Rzeczypospolitej zamiesz- 
kały przez króla... Całkiem jak w 
Wenecji, gdzie doża ma mieszkanie 
w pałacu rady, jako głowa republi- 
ki". 


ZA PANOWANIA JANUSZA 
Na początku XV w. Wisła odstą- 
piła nagle od dumnych murów Czer- 

ka, skazując miasto na zamieranie, 
I panujący wówczas książę .Janusz 
lIlusiał się rozejrzeć za nową dla księ- 
stwa stolicą. Wybór jego padł na 
Płock i Warszawę naraz. Zaroiło się 
Wtedy na skarpie wiślanej od cieśli, 
murarzy, kowali. 
Książę sam wszystkiego dogll}dał. 
lJ krzyżaków sztuce budowniczej 
miał czas się napatrzyć. Po dwakroć 
krzyżacy księcia z ziem jego pory- 
wali, i za każdym razem .Jagielle po- 
Wrót zawdzięczał. Z siostrą .Jagiełły 
?ył ożeniony, z .Jag>iełlą na śmierć i 
zycie związany i w ogóle, inaczej niż 
dziadowie jego, zamiast z Krakowem 
za łby Się wodzić, władze jego 
zwierzchnią nad BObą uznał i hołd 
lenny królom polskim składał. .Ja- 
giełło bardziej mu niż braciom rodzo- 
nym ufał. 
Był też .Jagiełło pierwszl} korono- 
Waną głową, którą zamek warszaw- 
ski gościł. Ale to już nie skromny 
garmzonowy kasztel z czasów Konra- 
da II przywitał króla polskiego - 
tylko warownia krzyżackim nie ustę- 
PUjąca. .Janusz kazał na skarpie na 
lIliejscu wałów ziemnych mury ceg- 
lane podźwignąć a i samo dworzysz- 
cze znacznie powiększył, piętro mu 
dOdając i skrzydło całe, czym w god- 
ną .siedzibę książęcą je przekształcił. 
Zarysowały się nad Wisłą piękne o- 
strołuki gotyckie, a wnętrze zamku 
OZdobiły sale kolumnowe .o wznio- 
słYCh, wachlarzowych sklepienIach. 
Budowa ta jeszcze większe przy- 
brała rozmiary po zwycięstwie grun- 
Waldzkim, w którym to książę .Ja- 
nusz z chorągwią mazowiecką uczest. 
n
czYł i po którym raz jeszcze .Ja- 
giełłę u siebie podejmował. Sam .Ja- 
nusz nigdy już na dłużej zamku nie 
oPuszczał i tam też umarł 8 grudnia 
1429. Pochowano go w założonej 
przez niego kolegiacie św. .Jana. 


POTOP 
Tragedia potopu: klęska, z której 
Polska nigdy na dobre się nie pod- 
mesie. Warszawa po raz pierwszy 
w dziejach w ręku nieprzyjaciela. 
Zamek królewski zhańbiony, obdarty, 
złupiony - zamieniony na koszary i 
stajnie. 
Rok 1656: zwycięska kontrofensy- 
wa polska dociera do murów War- 
szawy, ale każdy pałac stolicy, każdy 
dom prawie, zamieniane są w ziejl}ce 
ogniem meprzyjacielskie fortece. 
Szturmująca mury czerń. potr
jąc 
wszelką. możliwą bronią. z wyciem, 
falami rzuca się na mury, wlewa się 
przez najmniejszy wyłom jak skotło- 
wana czarna ciecz. Regularny żoł- 
nierz szwedzki nie wytrzymuje tego 
naporu, załamuje się, ucieka w po- 
płochu. W tumanach ceglanego pyłu 
zaczyna się potworna rzeź. Na zam- 
ku trwa sam Wittemberg. Działobit- 
nie polskie kierują cały swój ogień 
na mury. Masywna budowla drży w 
posadach. Wewną.trz, podłogi, schody, 
zasłane trupami. iPrzebywające na 
zamku damy szwedzkie podnoszą nie- 
ludzki pisk. Z napo1y zamurowanych 
okien widZI} oblężeni od strony Wisły 
amarantową chorągiew królewską. 
Raz po raz salwy dział zasnuwają 
ją armatnim dymem. Nowe uderze- 
nia wstrZl}sają murami. Na głowy 
oblężonych Szwedów sypie się tynk. 
Wreszcie WIttemberg krzyczy do trę- 
bacza, żeby oznajmił:, iż chce roko- 
wać. 
Widok jaki otworzył .się przed 
wracającym do zamku na czele swo- 
ich żołnierzy królewsklm lokatorem, 
był rozpaczliwy. Jeden z dworzan tak 
opisuje wy,gląd zamku zaraz po wyj- 
ściu Szwedów: 
"Zamek jest obecnie nie do za- 
mieszkania. Szwedzi trzymaIl konie 
aż do drugiego piętra. Pełno tu teraz 
gnoju, i trupów ich żołnierzy". 
Ani śladu nie pozostało ze wspa- 
niałych obić, draperLi mebli czy plk- 
tur, Jak to wtedy naz
o obrazy: 
pustka, ruina, zniszczenie. Powoli jed- 
nak życie zaczyna powracać na za- 
mek. Mimo, że .Jan Kazimierz nigdy 
już w nim nie zamjeszka woląc od 
jego surowych murów bardziej przy- 
tulny pałac, który niebawem będzie 
powszechnie nazywany iKazimierzow- 
skim. 
Nie znaczy to jednak, że zamek 
wypadł tym samym ze swojej roli 
"gmachu Rzeczypospolitej". Sprawu- 
ją w nim nadal władzę urzędy kró- 
lewskie, obradują coraz rozpaczliw- 
szy niestety widok przedlBtawiajl}ce 
sejmy. 


NAPOLEON I INNI 
Napoleon, który przybył na za- 
mek w nocy 18 na 19 grudnia 1806, 
oznajmił że nie chce spać w sypialni 
zdetronizowantgo króla. Wybrał so- 
bie na ten cel jego biuro. Zresztą., ca- 
ły zamek, pusty i lodowaty, złupLOny 
przez bawiących tu jeszcze niedaw- 
no Prusaków, robił na cesarzu Fran- 
cuzów przygnębiajl}ce wrażenie. W 
najlepiej ze wszystkich zachowanej 
sali rycerskiej odbyła się prezentacja 
polskich dam KorsykanInowi. Na salę 
wszedł utykając Talleyrand, i pewny 
swojego efektu zawołał: 
- Cesarz! 
RzQ.d dam zastygł w bezruchu pod 
ciężkimi płótnami Bacciarellego, 
przedstawiającymi sceny bitewne. Na 
sali zjawiła się nagle krępa, mała po- 
stać w szarym surduCIe z rękI} za 
klapą.. . 
Potem jedynymi cesarzamj odwie- 
dzającymi zamek warszawski będą 
już tylko carowie r06yjscy. .Jeden z 
nich Mikołaj I Romanow koronuje się 
własnoręcznie w sali senatorskiej 
(innej jednak niż ta która pamiętała 
upokorzenie Szujskich) , po czym 
zdejmuje koronę z głowy 1 wieńczy 
nią klęczącą przed nim .imperatoro- 
wą. 
W r. 1831, w styczniu, ta sama 
sala napełniona jest wrzawą pod- 
nieconych głosów. Odbywa się tu se- 
sja sejmu, dyskutuje prawowitość 
Romanowów. Ponad wrzawę wzbija 
się głos mówcy: 
- Dziś jeszcze, w obliczu Europy 
wyrzekamy że Mikołaj I przestał nad 
nami panować! 
Zemsta Rosjan nie da na siebie dłu- 
go czekać. Po zdobyciu Warszawy 
prawdziwe karawany wyładowane 
dziełami sztuki, meblami, arrasami, 
wyruszają. z zamku do Moskwy i Pe- 
tersburga. Zamek zostaje .oficjalnie 
przemianowany na ".były królewski 
zamek". Jest on metodycznie grabio- 
ny i oszpecany. Znika po pewnym 
czasie piękny stromy dach, kryty ho- 
lenderską dachówką, z8f!tąpiony przez 
niską blaszaną "kryszę". Znikają też 
dwie narożne wieże. Zbudowany w 
r. 1844 w.iadukt, przecina ogrody 
zamkowe. 


ZA CZASóW WŁADYSŁAWA IV 
Następca Zygmunta m Władysław 
IV wprowadza na zamku inowację, 
zarazem zgodną z duchem epo
 i 
dajl}cą. upust jego zadawn10nej pa- 
sji: zakłada teatr. Sala teatralna na 
zamku, jedna z największych wów- 
CZaJil w Europie o głębokiej scenie, 
zaopatrzona była w bardzo przemyll!.- 
DQ. maszynerię pozwalajece na po- 
kazywanie -błyskawic, statków pły- 
wających po wzburzonym ,morzu, po- 
staci unoszonych w powietrze lub też 
zapadających się pod ziemię. Opery 
tam wystawIane nie musiały być naj- 
gorsze, skoro wychowana na spek- 
taklach wersalskich Mada Ludwika 
pisała o nich w takich pełnych za- 
chwytu słowach: 
..Umysł mój jest tak pełny kome- 
dii, 
tórą świeżo widziałam... Nie 
widziałam nigdy rzeczy równie pięk- 
nej. Muzyka była tak doskonała, a 
maszyneria tak sprawna, że dopraw- 
dy jestem zachwycona!". 
Ta właśnie maszyneria była przed- 
miotem największych zachwytów ze 
strony łasych niezwykłości i wielkich 
efektów ludzi baroku. Dochował się 
do naszych czasów następujący za- 
pisek, któregoś z widzów opery, w 
której zjaw.la się Pluto na rydwanIe 
cil}gmonym przez węże. Przebija 
przezeń szczery zachvvyt: 
..Jechał na tym wozie I węte były 
kręCQ.Ce się .i ciągnące jako żywe 
wóz". 


POOAR I ODBUDOWA 
ZAl\lliU 
Którejś nocy w r. 1766, w drugim 
roku panowania Stanisława Augusta. 
potężna łuna wystrzeliła nagle nad 
dachem zamku. Złowieszczy jej blask 
odbijał się w Wiśle. Zły znak dla 
niezbyt szczęśliwie zapowiadającego 
się panowania. Pożar straw.ił skrzyd- 
ło wschodnie, dopiero co wykoilczone 
przez architektów saskich, i skrzydło 
południowe. 
Ale gardzący tradycją i żądny wy- 
życia swoich ambicji artystycznych 
król Staś widzi w tej katastrofie 
przede wszystkim świetną okazję do 
przerobienia zamku we własnym sty- 
lu. Angażuje w tym celu .Istną chma- 
rę architektów i artystów, zastrze- 
gając sobie jednak przy tym prawo 
wglądu do najmniejszych szczegółów. 
Równolegle do odbudowy zamku, 
który ograniczy ISlę właściwie do 


ZA CZAS()W 
ZYGl\IUNTA AUGUSTA 

e śmiercią .Janusza I, zamek by- 
naJmniej nie pustoszeje, a Warsza- 
Wa obok Płocka pozostaje stolicą Ma- 
ZOWSza. Obecność książąt na zamku 
przyczynia się do rychłego rozrostu 
miasta 
50-le'tni .okres panowania Konrada 
Ur Rudego kończy dzieje samodziel- 
nego Mazowsza. Synowie księcia u- 
mierają, za życia ojca, bezpotomnie. 
Mazowsze staje się własnością króla 
Polskiego. W r. 1529 zjeżdża na za- 
m
k Zygmunt Stary, by objąć dzie- 
dZictwo Piastów. Zaraz też zwołuje 
sejm walny - pierwszy walny .sejm 
w dziejach zamku. Zygmuntow.l to- 

arzyszą królowa Bona, królewicz 
ygmunt August. Bona bardzo sobie 


Tadeusz l\lleleszko.
		

/Archiwum_002_06_084_0001.djvu

			IV 


NA ANIENIE (WIADOM
CI) 


SZCZEŚLIWE 
;:» 


Najmlodsza córka Boleslawa Le- 
b-miana, Wanda, wyjechała z kraju na 

tudia przed drugą wojną światową. 
Za granicą WYSZła za mąz i mieszka 
obecnie z mężem, p. Hills, w Kana- 
dzie. W jes
eni ub.r. pani Wanda z 
Lesmianów Hills przYJechała do Lon- 
dynu, przywożq;c z sobą kilkadziesiąt 
stron rnaszynopisu wspomnień o ojcu, 
zatytułowanycn "Szczęśliwe godziny z 
moim ojcem". Wspomnienia te, napi- 

ane przez ukochaną córkę alttorll 
,,Łąki", nigdzie dotychczas nie były 
drukowane. 
Miłośnicy i znawcy poezji Leśmia- 
na .będą mieli okazJę spojrzenia na 
osobę w
elkiego poety od strony rado- 
ści jego życia rodzinnego i trosk pow- 
szednich. 


Kupiliśmy zaraz całą masę książek 
i map Wenezueli. Przez dwa tygodnie 
studiowaliśmy to wszystko z zapałem. 
W rozmowach z ojcem przen1eśliśmy 
się duchowo do \V enezueli. W końcu 
j,uż nie jesteśmy w Polsce - żyjemy 
w Wenezueli i oddychamy powietrzem 
tego kraju. Po dwoch tygodniach czu- 
jemy jakbyśmy przeżyli wielką przy- 
godę. 
To ojciec swoim niesłychanym da- 
rem opowiadania potrafił nas prze- 
nieść na drugą półkulę. Zostaliśmy 
jednak w Warszawie, ale przeiyl
śmy 
wielką podróż, nie ruszając się z miej- 
sca. W ten sposób podróżowaliśmy 
wiele razy, 5 muszę przyznać, że były 
to naj piękniejsze wyprawy, jakie kie- 
dykolwiek odbyłam w życiu. 
Czasami jednak naprawdę wyjeż- 
dżaliśmy. Wyjechaliśmy do Alassio .i 
spędziliśmy tam bal'dzo szczęśliwe 
tJ'zy miesiące. Ponieważ Monte Carlo 
było bardzo blisko, ojciec postanowił 
pewnego dnia tam pojechać. Wypra- 
cował własny system, który miał mu 
zapewnić wygranie wielkiej sumy pie- 
dzy. Z matką i siostrą czekałyśmy !!la 
ojca całą noc. N ad ranem byłyśmy 
chore z niepokoju. Nagle otworzyły 
się drzwi, i wszedł ojciec z miną wi- 
nowajcy. Wszystko przegrał. Ale my- 
śmy się cieszyły że wrócił zdrów i ca- 
ło. Tego samego wieczoru wyjecha- 
liśmy z powrotem do naszego małego 
miasteczka w Polsce. 
Nie na długo jedna:k, bo wkrótce 
przenieśliśmy się do Warszawy, gdyż 
ojciec został członkiem Akademii Li- 
teratury. 
Ojciec miał wielu przyjaciół w św5e- 
cie literackim i w dyplomacji. Chodzi- 
liśmy razem z !!lim do Prezydenta i 
do ambasad na wspaniałe przyjęcia. 
J a zaś często robiłam honory domu w 
Akademii razem z ZOO,ią Nałkowską. 
Na wielkie przyjęcia ojciec wkładał 
nowy frak, sliczne modne buty a ja 
suknię z białej tafty z czarną Ol'chi- 
deją, którą ojciec przywiózł mi z Pa- 
ryża. Raz dostaliśmy zaproszenie z 
ambasady francuskiej na przyjęcie, 
na którym miał być Paul Valery. Był 
to cudowny wieczór. Oboje z ojcem 
byliśmy szczęśliwi i podnieceni. Pa- 
miętam to jak dzisiaj. PrzedstawioolO- 
no mnie !pięknemu starszemu panu. 
To właśnie był Valery. Czułam się 
ogromn1e zażenowana obecnością wi
l- 
ki{lgo poety, 'ale ku mojemu wielkiemu 
zdziwieniu odkryłam że VaIery był 
jeszcze bardziej onieśmielony ode 
mnie. Ten wielki poeta był bardzo 
skromny. 
Ojciec i matka byli kochającym się 
małżeństwem. Dla matki ojciec przy- 
woził zawsze naj piękniejsze prezenty. 
Kupił jej raz wspaniałą bibliotekę ma- 
larską, gdyż matka była malarką. 
Farby dla niej sprowadzał z Paryża. 
Sam też zorganizował wystawę jej 
obrazów, która miała duże powodze.- 
nie. Z Paryżem łączyło ich dużo 
wspomnień. Spotkali się tam bowiem 
jako młodzi ludzie 
 tam się pobrali. 
Kiedy moi rodzice byli młodym mał- 
żeństwem, mieszkali w Paryżu. Ojciec 
zdecydował, że nie może już przyjmo- 
wać pieniędzy od swoich rodziców. 
Postanowił sam zarabiać na młodą żo- 
nę. Czasami strasznie było krucho z 
pieniędzmi. Przyszło upalne lato. Pa- 
ryż był nie do zniesienia. Było dusz- 
no i gorąco. Mój ojciec powiedział 
wtedy do mojej matki: 
- Zabiorę cię Z.osiu do pięknego 
parku, pełnego kwiatórw i drzew. 
Przygotuj się na długoi spacer. 
Za ostatnie franiki biorą dorożkę. 


Nr 1043, 27th March, 1966 


GODZINY 


z 


MOIM 


O.JtJEM 


Po długiej jeździe dorożką, ojciec na- sztowania ulubionych słodyczy. Mój do Warszawy. Pamiętam że minister 
gle powiada: ojciec wyobraził sobie, że wpadnę w komunikacji dał nam do rozporządze- 
- To tutaj. suchoty i umrę, jeżeli będę kont y- nia wagon, żebyśmy mogli przewieŹĆ 
A gdy wysiedli, matka pyta: nuowała dietę. Wtedy zrozumiałam, wszystkie nasze meble. W War- 
- No dobrze, a gdzie jest ten park? jak bardzo mnie kochał, bo nagle szaNie mieliśmy duże mieszkanie na 
Okazało się, że tam, gdzie mój ojciec ;, ukląkł przede mną na obydwa kolana czwartym pięt.rze, z pięknym wido- 
widział wspaniały pal'k z w1ekowymi .. i pocałował mnie w rękę, prosząc bła- k,iem. A nasza kochana Feliksowa mia- 
dębami, które rzucały chłodny cień, galnym głosem: ła nowoczesną kuchnię. Ojciec czuł 
i tysiące kwiatów, był mały, za- - Proszę cię, Duniu, - (tak mnie się na;prawdę szczęśliwy w Warszawie. 
niedbany ogródek z kilkoma na wpół f nazywał, chociaż mam na imię Wan- Wszyscy jego przyjaciele - pisarze, 
uschniętymi drzewami. Matka moja da), - proszę cię, Duniu, jedz, nie malarze, rzeźbiarze - zbierali się w 
usiadła na ławce i zaczęła płakać. Wy- głodź się więcej. Ziemiańskiej. Mój ojciec chodził tam 
dali ostatnie pien5ądze, żeby uciec ":.. ., Boże mój, nagle uczułam, że mi każdego dnia i często mnie tam z so- 
od dusznych ulic miasta i skryć się w _._ .." serce zamarło z żałości. Teraz ja klę- bą zabierał. 
cieniu, gdzie - jak ojciec mówił - czałam przed nim i szlochałam na je- W tym fragmencie wspomnień wró- 
wiał lekki wietrzyk od skoszonej tra- go ramieniu. W rezultacie tego wie- cę jeszcze do naszego życia w 
ałym 
wy. czora zjadłam wspaniałą kolację. mieście. Mieliśmy tam ładne mIeszka- 
Ojciec pracował wtedy nad tomem Kiedy zima 'Przyszła, mój ojciec nie z widokiem na kościół i na łąki. 
poezji. Każdego popołudnia jeździł do kładł się wcześnie do łóżka. W łóżku W jednym z pokojów miał ojoiec 
tego ogródka i tam pisał. W jego wy- czytał. Tylko w cieple mógł dobrze wszystkie swoje iksiążki i najbardziej 
obraźni na wpół zeschłe drzewa wyra- pracować. W zimie zawsze nosił futro ukochane ze wlSzystkich słowniki. Ho- 
stały w wiekowe dęby a trawniki peł- -<, i buty wykładane angorą. że ileż on miał słowników! Małe 5 
ne były kwiatów, na których drżały Ojciec miał bardzo piękne ręce, o d
że, i bardzo grube, w których były 
krople rosy. Ojciec, gdy pisał, odrywał Bolesław Leśmian długich, smukłych 
alcach. Swoje naj- tysiące słów drukowanych małym 
się od ziemskich spraw i codzienności. u schyłku życia piękniejsze wiersze napisał zielonym drukiem. 
Nie zdawał sobie Wltedy sprawy co się wiecznym piórem ze stalówką ze szcze- - Słowa - mówił mój ojciem 
koło niego dzieje. nie pił. Wódka była wyłącznie dla rego złota. Henryk Kuna, rzeźbiarz i są niezmiernie silne i piękne. Pan Bóg 
Później, po Iatach, gdy pisał ostatni gości. plzyjaciel mojego ojca, wziął odcisk słowami stworzył nasz świat i 1nne 
swój 
biór poezji, mieszkając w ma- Jak już wspomniałam, ojciec i ja jego pięknej ręki, która napisała "Łą- światy. Słowa pulsują, słowa na- 
łym miast.eczku polskim, gdzie był re- byliśmy nierozłączni. Niczego mi nie kę", a moja matka położyła piękne brzmiewają, słowa żyją. Zroz
cie :- 
jentem, jego dependent, do którego mógł odmówić. Chodził ze mną do zielone pióro obok tego odcisku. mówił :nam - że słowa to historIa 
miał wielkie zaufanie, przywłaszczył krawcowej i wybierał mi sukienki. Przyznam się,- że nigdy nie myśla- świata, to historia życia. Oczy nie 
sobie dużą sumę pieniędzy. Ojciec był Był ze mnie dumny, bo byłam ładna. łam o tym, ile ojciec miał lat albo widzą tego, co słowa wypowiedzą. 
tym wstrząśnięty. I trudno mu było Pamiętam, że pewnego dnia postano- ile lat miał,a matka. Byliśmy wtedy Teraz, gdy to mów5ę, słowa przy- 
zrozumieć rże ktoś komu ufał mógł go wiłam schudnąć, więc zaczęłam mniej wszyscy młodzi, szczęśliwi i weseli. wiodły mnie znów do naszego dawnego 
tak zawieść. Rodzice natychmiast od- jeść. Ojciec wpadł w rozpacz. Ponie- Nie wiem dlaczego, ale nawet wtedy domu, do mojego dzieciństwa, do me- 
dali wszystko co posiadali żeby po- waż wiedział, że byłam łakoma, przy- gdy mieliśmy dużo pieniędzy, ojciec go ojca. 
kryć nadużycie. Ale fakt ten był po- mój nigdy nie kupił domu ani sa- Ojciec miał duże poczucie humoru i 
czątkiem sercowej choroby mojego mochodu. Pieniądze nie miały dla nie- był bardzo dowcipny. Miał też zaraźli- 
ojca. Znaleźliśmy się wtedy w ciągu go najmniejszego znaczenia. Matka wy śmiech. Czasami jednak, gdy był 
ki1ku dni w bal
dzo ciężk,iej sytuacji ",.!.
 jednak pewnego dnia powiedziała że czymś zmartwiony, miał zwyczaj gła- 
finansowej. powinniśmy pomyśleć o przyszłości. dzenia wąsów dłonią. Kiedy mowa o 
Ale nawet wtedy, kiedy mieliśmy Mój ojciec kupił wtedy mały zamszo- wąsach, przypomina mi się dzień, w 
dużo pieniędzy, ojciec ich nigdy nie wy woreczek, do którego moja matka którym ojciec postanowił je zgolić. 
oddawał do banku. Matka trzymała .......-'
. ' każdego tygodnia wkładała kilka zło- Ileż to było śmiechu. Przede wszyst- 
je w dużej szafie obok olbrzymiego
: tych monet. kim nie poznała go Feli
sowa, kiedy 
dzbana z miodem. Klucz od szafy był A także zdecydował się kupić plac mu otworzyła drzwi, i nie chciała go 
b ch l w Warszawie. W P uścić do domu. O J 'ciec pod nosem 
do rze owa!!lY, a e czasami matka ,. 
zostawiała go na stole lub na biurku - Dziś pokażę wam nasz plac - miał białą plamę tam, gdzie były 
mojego ojca. Wtedy z siostrą otwiera- "powiedział mój ojciec. przedtem leśmianow
ie wąsy, z któ- 
łyśmy szafę żeby dostać się do miodu. ,Wsiedliśmy do taksówki, bo było to rych był taki dumny. Teraz siedział 
A kiedy wyjeżdżaliśmy, pieniądze zo- 11L dość daleko od Marszałkowskiej. Ja w fotelu, taki mały i zmartwiony, z 
stawialiśmy pod opieką Feliksowej, , , już sobie wyobrażałam nasz 01- białą plamą pod lLOSem. Ale kiedy sam 
naszej kucharki. Biedna Feliksowa w brzymi, 'WSpaniały plac. Po dość dłu- zobaczył się w lustrze, wybuchnął 
dzień sied
i'ała na powłoczce z pie- gim błądzeniu wreszcie zajechaliśmy śmiechem. Wyglądał jak jakiś obcy 
niędzmi, a w nocy spała na nich jak na miejsce. Cała masa małych pla- pan. Myśmy nawet myślały o kupie- 
na poduszce. Była to niezwykle uczci- ców. Wszystkie jednakowe. Który jest niu mu sztucznych wąsów, ale ojciec 
k b . . nasz? - pytamy. Ojciec na to: 'P owiedział że bzdur y i że musim y P o- 
wa o leta i swietna kucharka, a przy ,,;. N' 
tym ubóstwiała mojego ojca. Pamię- - le mogę znieść widoku tych czekać aż same odrosną. 
tam,. jak przygotowywała dla niego Leśmian w dzieciństwie wszystki
h :{>laców. I 'Proszę żeby nikt Gdy myślę o rękach ojca, widzę 
ulubIOne P otraw y : blin y i :uikraińskie ., ł d d . przy mme me wymawiał słowa plac" zawsze na jego lewym ręku złoty pier- 
. . któ h . mos o omu masę rozmaitych sma- Ale . ten plac i te złote monet y ' bar
 ścionek z br y lantem i rubinem, któ- 
pierOgI, ryc :nazwy me pamiętam, kołyków. I porozstawiał je wszędzie. d d ł 
O;ciec nazywał J ' ą ,,kro ' lową kucha - N . t lk k d l 
 Się przy a y, bo dzięki nim mój rego nigdy nie zdejmował. Nawet 
· le y o na re ensie, a e na stołach, O J CIec ' ł kt '. ted d dł b l . k 
rek". Na sWI ' ęta r Boz ' ego Narodzenl ' a k h dł d T . zwroci sumę, orą Jego nie- w y g y wypa ryancI, nie 
na o nac a nawet na po o ze. ę- uc c W y d d t .. h . ł odd . B ł t . 
P iekła W spanl ' ałe baby, cI ' ast 
 l . pączkI ' . k . l d ł z 
 ł;pen en sprzemewlerzył, c Cia go ac. y o Jego zaręczy- 
'" s me spog ą a am na te smakoł y ki, N Ie l ub ł t ł . ,. k 
Ojciec był wielkim smakoszem. Szcze- l . k . I am ego ma ego mlastecz- nowy piersclOne . 
'l' l b. b '. a e mimo o ropneJ pokusy powstrzy- ka, w którym mieszkaliśmy Bard W Warszawie wieczorami siadał w 
go me u ił do re przekąski, ale mgdy mywałam się z całą siłą woli od slw- się cieszyłam kiedy przenieśiiśmy s

 swoim pokoju ze swoją olbrzymią bi- 
:............................................................................... blioteką i wśród swoich drogich ksią- 
. . żek i słowników. Najbardziej lubił 
· . siedzieć w bujającym fotelu. Bujał się 
· . wtedy gdy wypadł brylancik, nie 
: p R O G R A M P O L S K I C H S T A L I N I S T ÓW: sposób. A gdy rprzychodziJ.i znajomi, 
· . ojciec zawsze ich witał zwracając się 
: : do każdego z nich w drugiej osobie: 
· W N . "Jak się macie, moi drodzy, co u was 
· nr. 22" a Antenie" ogłosiliśmy obszerne wyjątki l omówienie . słychać?". Była w tym zwrocie nuta 
: : ciepłej 'Przyjaźni. Ojciec był n5esły- 
· . chamie czysty, codziennie zmieniał ko- 
· TAJNEJ BROSZURY . szulę, a za każdym razem, gdy wra- 
: p. t. : cał do dOlInu, mył ręce jak chirurg 
· . przed operaoją i naciel'al je wodą ko- 
· . łońską. Palił po sto papierosów dzien- 
: W walce ZWYCięstWO B. - ernos ' c ' I - ml - Iczenl - e to zguba " : nie. Gdy serce zaczęło mu dokuczać, 
· " -. . doktór zabronił mu palić. Przeniósł się 
: . wtedy:na cukierki. Wielcy palacze są 
· : zawsze bal1dzo nel'lWowi 
 rozdrażnieni, 
: . gdy przestają palić. Ale ojciec się nie 
. zmienił, mimo że bardzo mu brakło 
................................................................................papierosów. 


.Piel wsze wspomnienie o moim ojcu 
sięga czasu gdy miałam pięć lat. 
MIeszkaliśmy wtedy w Warszawie. 
Ojciec mus1ał być bardzo zajęty, bo go 
wIdywałam tylko wieczorami. Czeka- 
łam zawsze na niego gdy mnie poło- 
żono do łó:żJka. Taka byłam niecierpli- 
wa, żeby go zobaczyć. Ojciec otwie- 
rał drzwi i pytał: "Czy byłaś grzeczna 
dzisiaj ?". Potem mnie .calował w oby- 
dwa policzki (bardzo kłujące pocałun- 
ki, bo miał wąsy). Siadał koło moje- 
go łÓŻka i trzymając mnie za rękę ,py- 
tał: ,,J aką bajkę ci opowiedzieć dzi- 
siaj?". Moja odpowiedż była zawsze 
ta sama: "Proszę tatusiu bajkę o 
obrazie". !>lad moim łóżkiem wisial 
obraz. Pamiętam tak jak dzisiaj - 
był to ogród owocowy. W głębi był 
bIały dom z zielonymi żaLu.zjami. lYloj 
ojdec spoglądał na obraz 
 zaczynał 
opowiadać. :Słuchałam z zapartym od- 
dechem. Obraz się ożywiał. W1atr po- 
ruszał liśćnu owocowych drzew. Ź,le- 
lone żaluzje otwierały się. Postacie z 
bajki napełniały moj pokój. Piękne 
panie, całe srebrne i. złote, cwało
ały 
bezszelestn.ie na baJkowych komach, 
ktore były zielone, różowe albo kolo- 
ru bzów. Boże, jak. ja słuchałam! A.ż 
w końcu zamykałam oczy ze szc'Zęscla 
i śniłam bajkę mojego oJca do sam
o 
rana. 
yłam wtedy małą dziewczy.nką, 
ale teraz jeszcze pamiętam te cudow- 
ne bajki i ten zaklęty obraz. 
W tym czasie OjC1ec pi
ał "Klechdy 
sezamowe". Ojdec wał tak mesłycha- 
ny dar opowiadania że dla mnie i dla 
mojej siostry najw5ększą nagrodą by- 
ło móc go słuchac. l'óŹD1ej, kiedy 
mieszkalismy w małym mieścle, rodzi- 
ce często dawali przyjęcia dla swoich 
przyjaciół. Razem z siost.rą chowa- 
łyśmy się pod stołem w nocnych ko- 
szuł..a.ch (miałam wtedy OSIem lat), że- 
by móc słuchać mego ojca. Boże, jak 
on p1ęknie mówił. .Nagle śW1at rósl i 
nie było horyzontów. Zdawało się nam 
że wszystko mogłyśmy widzieć l zro- 
zumieć tyle pięknych rzeczy. Tam na 
górze pIZy stole była cisza jak w 
kościele. Wszyscy słuchali ojca z za- 
partym oddechem. 
Ojciec pracowal do czwartej rano 
codziennie. Jeśli przeczytał coś nie- 
zwykłego, budził moją matkę, żeby się 
z nią podzielić wrażeniami, po czym 
razem dyskutowali często do białego 
rana. Ojciec szczęśliwy i podniecony 
jak dziecko. Zawsze nam mówił, że 
poezja objawia się wtedy gdy spoty- 
kają się dwa słowa, które się nigdy 
przedt.em nie spotkały. Tworzą wtedy 
zaklęcie dla Pana Boga. 
W domu pasjonowaliśmy się Mi- 
ckiewiczem, Yeatsem, Shelleyem albo 
Słowackim. Ojciec miał doskonały po- 
mysł, by cała rodzina czytała naraz 
biografie wielkich poetów, pisarzy, 
kompozytorów, napisane przez roż- 
nych autorów. A potem przy śniada- 
niu porownywaliśmy nasze wrażenia 
z lektury i mieliśmy pełniejszy obraz 
osobowości wielkiego człowieka. 
Przypominam sobie okres, kiedy oj- 
dec pisał "Łąkę". Zamykał się wtedy 
w swoim pokoju i był gŁuchy na cały 
świat. Poisał dzień i noc. żeby nie mo- O
 czasu. 
o czas
 zja
ają się w dium Leopolda Łabędzia w "Survey", fundamentalnej jedności świata ko- wy czytelnik pisma cod.z1ennego cza- 
ja matka, która go zmuszała do zje- prasIe p?lskleJ n
 emIgracJi art
kuły, ogłoszonego też w przekładzie na ła- munistycznego, której w rzeczywisto- sem "nie lubi" artykułu, który jego 
dzenia trzech soczystych befsztyków krytYk
J
e" sowletologI
 za to ze nIe mach paryskiej "Kultury". W tym ści dziś nie ma. zdan1em wchodzi w "zbyteczne szcze- 
dziennie, rbyŁby nic nie jadł. Wmusza- "pr.ze
duJe ona. rOiZWOJU "':Ypadków iZnakomitym studium autor wykazuje Ale wróćmy do sprawy upadku g6ły", jest "zbyt .specjalny". nie 
ła w niego jedzenie. w sWlecie .komum
ty<:znym l stwarza ;że wywody Deutschera SIł absolutnym Chruszczowa. Na podstawie setek ar- mniej jednak prawdziwa wartość ta- 
Pamiętam że gdy pisał, najpierw w cZY'teln
u wraze.me 
byt optyml: !Zaprzeczeniem prawdy. Oczywiście ta- tykulów, drukowanych w "Guar- kiego artykułu jest większa niŻ in- 
nucił melodię z bardzo mocno zazna- styczne, o Ile chodzI o da!szy. rozwóJ ki "sowietolog" musi być zdyskwali- dian"ie o zagadnieniach Kremla, moż- neg.o, który daje łatwiej strawne 
czonym rytmem. Później przychodziły st?s
ków Zachodu ze ZW1ązkiem So- fikowan:y. Ale Deutscher, to przecież n.a był
 u
ormować. sobie 
rażną o- uogóln,ienia. Wszystko to powinno 
słowa. Nowe sło m a, J 'Ac:r O własne. Cała W1ecklm. . w gruncIe rzecz y nie żaden zachodni nentacJę ze opozycJa przecIw Chrusz- . kł . ć t l . k . t . 
'n ..... p l d t nl ł kIlku waęc s om czy e m a, an eresuJące- 
masa sło ' w, kto ' re Sl . ę ukł a. dały W Wl ' er - og I} y e SIł. es uszne z . sowietolog, to tvrr. um y słowości czowowi rośnie, można było zrozu-. .. k . . d . 

 l dó P dl t g o ze oT'" ki go Slę sprawamI SOWlec ,1Il11, o unl- 
sze. A gdy poemat był już napisany, 'W'zg ę W. o 
erwsze a e , . wschodniego polityka-trocki.sty. An- mieć jej przyczyny i .erunek oraz kania pochopnych sądów o wartoścI 
ojciec nad nim jeszcze dużo pracował. 
onkretne .przeW1d
anie..w ogóle n
e tystalinizm Deutschera nie czyni go zmieniające się jej natężenle. AnalIza . t l .. M . t t 
Często mo ' wl ' ł Z ' e na wykonc ' zenl ' e Wl . er - Jest zadamem soW1etolog'll. Po drugie .sowietologiem, chyba w oczach ludzi ta była tak wnikliwa że można było B bal'<;lzo zenowało. Mi- jaźni z Niemcami po wojnIe. Przed tywizmowi. Sowietolog nie powlnien woju, ale nawet nie są wyrazem wy- studiowanie, gdziekolwiek w świecie, 
mo Wle!	
			

/Archiwum_002_06_085_0001.djvu

			Nr 1043, 27th March, 1966 


NA ANfENIE (WIADOMOśCI) 


v 


Wilno w uścisku 
cmentarzy 


Jedna z naj barwniejszych postwci 
publicystyki polskiej zeszła ze sceny. 
Stanisław Cat-MackiewVcz nie żyje. 
W dniu pogrzebu Mackiewicza, z 
którym niejednokrotnie krzyżowali- 
śmy polityczne szpady i którego po- 
gf4dy polityczne często wzbudzały 
nasz spl'zeciw - rozgłośnia nasza 
przekazała słuchaczom fragment pro- 
zy pamiętnikal'skiej wyjętej z jego 
pośmiertnej teki. 
Fragment ten, nigdzie dotychczas 
nie ogłoszony, nosi znamienny tytuł: 
"Wilno w uŚ'Cisku cmentarzy". 


Nazwano Wilno m.iłym miastem. 
Na Po.czątku XX w. odwiedziło Wilno 
kilku obcych historyków sztuki. Za- 
chwycili się Wilnem, ..odkryli" je. Zza 
brudnych rynsztoków, 
 brudnych 
uliczek dostrzegli arcydzieła, klejno- 
ty, diamenty \Sztuk.i. Ukazały .się wy- 
dawnictwa: "Ni,eznanemIasto sdu- 
ki", "Miasto pięknych JwśoiJołów" i 
in. 
Mówiąc o skarbach naszej archi- 
tektury, myśli się zwykle o Krako- 
wie. Kraków jest piękny, gotycki, ale 
Q ileż piękniejsze, a raczej oryginal- 
niejsze jest Wilno w swoim nie do- 
ścignionym w lekkości i subtelności 
baroku. Takie wieżyce 00. Misjona- 
rzy, takie wnętrze świętego Piotra! 
Ten Jrościół jest oczywiście najpięk- 
niej,szy w Wilnie j, jede:n z naj:pięk- 
niejszych w Europie. 
Ale od nazwy "miasta pięknych 
kościołów" bardziej, jeszcze słuszna 
bYłaby dla Wilna nazwa "miasta 
przepięknych cmentarzy". W tym 
dziwnym ooeście ogrodami najbar- 
dziej czarują.cymi są cmentarze. 
W Anglii stosunek do śmierci jest 
zimny, powścilłgliwy, .intymny. Nikt 
nie wynosi .swego żalu na zewnątI'iZ, 
o.dwozi się nieboszczyka czarnym sa- 
mQchodem prędko., bez zgiełku i tłumu. 
Człowiek umierający czuje się jak 
sardynka, którą wpakują do meta- 
lowej puszki. W krajach katoJickLch 
jest inaczej. Umiera się wśród pod- 
niosłego obrzędu. Po. uLicach Wilna 
Chodziły pogrzeby żydowskie w towa- 
rzystwie "płaczek", które głośno rLa- 
wodzą. Ale i pogrzeby katolickie ma- 
ją swój długi ceremoniał, pienia, mu- 
zYkę, która oddz,iaływa na serce, po- 
tęguje w człowieku strach śmierci, 
pomnaża żal za umarłym, utrwala i 

ementuje mistyczny strach wobec 
zycia zagrobowego. Największe prze- 
życie osobiste dziecka polskiego, ka- 
tolickiego, to pierwszy pogrzeb ro- 
dzinny. 
Miasto Wilno jest objęte uścI
iem 
cmentarzy, które otaczają go kołem, 
Z Rossy widać cmentarz bernardyń- 
ski, z bernardyńskiego antokolJSki, z 
antokolskiego. protestancki na Pohu- 
lance i za nim wielki, wojenny na Za- 
kre,cie. A z tego. rpraJWosławny na 
Lipówce, a z Lipówki widać znów 
Ross ę i dopiero wśród tego śmier- 
telnego koła, wśród tego koła do- 
stojnych i rozszumianych drzew 


entarnych i nagrobków, leży śc.ie- 
Slllone Wilno. Mickiewicz pisał że 
Wilno leży wśród lasów, ale czasy 
jego minęły i teraz Wilno leży wśród 
swoich ogromnych i przepięknych 
cmentarzy. 
Cmentarze polskie są. w ogóle ład- 
niejsze od zachodnioeuropejskich, bo 
mają drzewa. Ale ,i cmentarz kra- 
kowski .i warszawskie Powązki, to 
składnice w porównaniu do wileń- 
skich zielonych świątyń śmierci. Gó- 
rzysty charakter Wilna podnosi nie- 
słychanie urok tych cmentarzy. Ros- 

 składa się z szeregu pagórków 
1 parowów, jarów, pokrytych ogrom- 
nYmi, smutno szumiącymi drzewami. 
TYSiące nagrobków daje czasami 
schronienie zakochanym parom, ale 
to. wiQsną. i latem, natomiast na 
Dzień Zaduszny wypada zwykle 
pierwszy śnieg i wtedy te przeogrom- 
ne parowy I pagórki są PQkryte 

zczelną gęstwiną świeczek - każdy 
Je przynosi na groby swoich bliskich, 
a dzieci szukają zapomnianych gro- 
bów, by na nich także świeczk,i po- 
stawić. Mimo Wo.li powstaje miste- 
rium obecnr>Ści iOdczuwan.ia leżą.cych 
w tych zimnych, zaśnieżonych gro- 
bach, i pomału robi się dzieciom stra- 
Sznie. Wieczorem łuna wielka od 
światła, od świeczek na 'Rossie i in- 
nych cmentarzach pali się nad całym 
Wilnem, m,iastem dławlOnym przez 
cmentarze. 
Rossa jest dost.ojna i ogromna i ma 
dużo pomników bardzo udanych, ale 
cmentarz bernardyński, położony na 
zboczach góry, z wstęgą Wilejki pod 
n?gami, jest jeszcze piękniejszy, tak 
Piękny że aż pąsowy. To jest zresztą 
starszy jeszcze cmentarz, więcej tu 
klasycyzmu, więcej herbów na pły- 
tach cmentarnych. Na cmentarzu an- 
t
kolskim najładniej śpiewają mowa- 
k
, które zresztą śpiewają na wszyst- 
kich cmentarzach wileńskich, nawet 
na protestanckim, którzy był naj- 
brzydszy, bo płaski, lecz także za- 

zewiony i za to schJudniejszy, ulu- 
bione miejsce randek zako.chanych. 
Cmentarz wojenny, to ślad stopy 
Olbrzyma, który .się nazywał "Wielka 
Wojna Europejska 1914 roku". Ten 
cmentarz, ma znów !Zupełnie mny 
charakter. Widok z niego obszerny 
na duży zakręt Wilid, na góry i lasy 


- 


pozawileńskie. W dokładnym. spraw- 
nym ordynku stoją. setki, tysiące 
krzyży jednakowych, równych, z
- 
standaryzowanych. Całe 
marłl? wOJ: 
sko niemieckie, z małymI oddZlałaffi1 
austriackimi, jeńcy ros
jscy! kilku- 
nastu żołnierzy tureckich l pewna 
ilość póżniej poległych żołnierzy pol- 
skich. 
Słowiki w Wilnie śpiewają nie ty 1- 
Jw na cmentarzach. Na Litwie naj- 
ładniejsza pora roku, to jesi
ń; 
 
W.ilnie, gdzie góry i lasy, rzeki, dol1- 
ny i amfiteatry p
g?r
ó:v wchodzą 
do środka ooasta, Jemen Jest cudow- 
na, gdy Góra Zamkowa 
czyn8: s.y- 
pać jaskrawożółtymi. li¥
' Uez Je- 
sieni pam.iętam w Walme, Jes
cze. od 
czasów, gdy w rosyjskiej bluZie gim- 
nazjalnej biegałem na tę Górę Zam- 
kową, aby zobaczy
 jak sołdat na 
dwunastą .... południe str
la z. 8: r - 
maty. Był taka zwycz
j w WILnie, 
podobnie jak w Wen
JI, .
kasowany 
z chwilą wybuchu wOJny w r. 1914 
i potem nie wskrzeszony. 
.Jesień w tamtych czasach pach- 
niała .mi nie tylko mgłą i st;rgnąc!l 
ziemią, ale także zapachem 
slęgarn, 
tłoku przy kupnie podręc
ników, za- 
pachem zeszytów, ołówkow, skórrLa- 
nym zapachem tornistra, do któreg? 
to wszystko się wkładało, nudny
 
bardzo nudnymi lekcjami po rosYJ- 
sku. . 
Ze Słomianką poznałem się także 
za lat szkolnych. .Jeżdziłem do We
ek 
łódką aLbo parostatkiem z rodziną. 
lub ze znajomymi. W Werkach na 
górze jest pałac, wi?ok na..zakręt 
Wilii, pola rozległe l daleJue laSy, 
a u stóp tej gó
y - 
arczm
 drew: 
niana z dreWThlanymJ, emplro

 
filarkami. Sale duże w drewmaneJ 
karczmie, piece przysadziste, grube 
o niezlicwny.ch kaflach, karczma ta 
pamięta Napoleona i te empiro
e 
kolumienki .są. autentyczne, t.zn.. z
 
budowane były wtedy, gdy ,,,empIre 
,był ostatnią. :nowością. Karczma ta, 
kiedyś była kry,ta słomą, stąd Sło- 
mianka. W dzień, zwłaszcza w cza- 
sach około Zielonych świątek służyła 
publiczności, która przyjeżdżała tu 
parostatkiem i spożywała kurczęta, 
sałatę i piwo. 
Mój poprzednik na. sto1c':l szefa 
ziemiańskiej gazety wIleńskiej, re- 
daktor Kurjera Litewskiego", p6ź- 
niej1szy 'kolega ze ..s
owa", wielki, 
znakomity i nie doceD1Ony w Polsce 
pisarz .i felietonista, Czesław .Jankow- 
ski, przyjechał tu kiedyś na cał
 n
 
z dwiema paniami z teatru. poruewaz 
wydawcą "Kurjera Litewskiego" był 
wówczas X. biskup Edward bar,on von 
der Ropp, który był jedn
śnie po- 
słem do Dumy panstwoweJ w Pe- 
tersburgu, więc kareta X. biskupa 
służyła podczas jego. nieobe:cnOŚCl re- 
daktorowi ziemiańsko-katohcko-anty- 
endeckiego pisma. Otc:>ż karet
 
ego 
Ekscelencji z herbami blskuplml na 
drzwiczkach i z drzem,iącym ze zg,or- 
szenia furmanem na koźle, stała noc 
całą przed karczmą Słomianką, za 
której szybami łyskały 
ear
we 
świece i dyskretnie cl:zwomły kielisz- 
ki szampana. Ludzie idący ran
, w 
brzasku, piaszczystą drogą z Zielo- 
nych Jezior do. kościoła w TrynoP:Olu
 
widzieli jeszcze i zmęczone koru.e I 
karetę .j herby. Bisi:tup Ropp ca
y 
ten incydent tak wZiął do serca ze 
stało się to przyczyną rozs
a.n
a się 
jego z przemiłym .Jankowsklm l r
z- 
stania się Jankowskiego z "KurJe- 
rem Litewskim". 
Za mego redaktorstwa nie było jui: 
ani karet z herbami, ani hojnych l 
koleżeńskich biskupów, ani szamp
a 
w Słomiance. A i panie z teatru 
e 
patrzyły na mnie, brzydala, tak ml- 
łym okiem, jak na uroczego .ro kr?l :Tagiełło, 
gdy miał już lat OSlemdzlesląt, słu- 
chał ich całymi nocami d umarł na- 
wet no.cą, słuchając śpiewu słowii:ta. 
Swoje m.inuty w Słomiance z kslęzy- 
cem i slowikami zaliczam do naj- 
przyjemniejszych w całym swym 
grzesznym życiu. 


Stan.i8ła.w Cat-Ma«'Jdewicz. 


Jan Librach 


The Rise ol 


the Soviet Empire 


A STUDY OF SOVIET FOREIGN POLICY 


Frederick A. Praeger, Publishers 
NEv... YORK WABHINGTON 
1.14 


- 


Sokolnicki 


w 


Ankarze 


i przyjaźń turecka 


_. 


.. 
, 


,v 


": 


\'-"' 
" . 
. . 


....,. 


t .. 


41 


'.1 


. 
.. 


Gen. Michał Sokolnicki, stryjeczny pradziad ambasadora 
(portret w posiadaniu rodziny) 


Ambasador Michał Sokolnicki, stry- 
jeczny prawnuk znakomitego genera- 
ła-napoleończyka, tegoż imienia 
 na- 
zwiska, i jego historyk, dziś wygna- 
niec w Ankarze poza Europą, z dala 
od współwygnańców, ma za sobą nie- 
pospolitą przeszłość. Wybitny badacz 
dziejów porozbiorowych był czynnym 
członkiem P.P.S. w zaborze rosyjskim, 


.. 


kompromis, gdy zawiodła akcja pow- 
stańcza. Orientował się raczej na 
Niemcy nłż na Austrię. Po akcie li- 
stopadowym r. 1916 
 rewolucji mar- 
cowej w Ro.sji, przechodził wraz z 
obozem Piłsudskiego na tory walki o 
Polskę całą i niepodległą przeciw mo- 
carstwom okupacyjnym. Gdy Piłsud- 
skiego uwięziono, wszedł do zastępcze- 


'" 


Ambasador Micbal SokoWcki w mundurze dyplomatycznym 


odgrywał dużą rolę za rewolucji, nale- 
żał do skrzydła niepodległościowego, 
do tych którzy rewolucję pojmowali 
jako wojnę z caratem. Był potem jed- 
nym z czołowych przywódców Frakcji 
Rewolucyjnej partii. Orędownikiem 
sprawy wskrzeszenia armii polskiej, 
narzędzia siły wyzwoleńczej. Orędow- 
nikiem dyktatury rewolucyjnej wodza, 


go "Konwentu", mającego walkę przy- 
gotować i poprowadzić. Przez cały ten 
okres - od rewolucji do końca pierw- 
szej wojny - należał do ludzi Piłsud- 
skiemu najbliższych, współtwórców 
jego pol,ityki. 
Stale w służbie dyplomatycznej 
na placówkach czy w centrali - nie 
miał czynnego udziału w rządach, 


l 
" 
.ł; \ 
;, 


,'
"." , 


- 



 


""'ł". 


, I 


l' 
\ 


Ambasada RZe<'zypospolitej Polskiej w Ankarze 


który byłby królem-duchem narodu. 
Wczas dopatrywał się go w Piłsud- 
skim. U progu pierwszej wojny świa- 
towej był głosicielem i obrońcą polity- 
ki faktów dokonanych przez wystąpie- 
nie zbrojne przeciw Rosji, możliwie 
niezależne od innych mocarstw rozbio- 
rowych. Legiony przyjął jako bolesny 


odpowiedzialności za nie nie ponosi. W 
Ankarze, gdzie był od r. 1936, doko- 
nał wiele. Ugruntował tradycyjną w 
ostatnich stuleciach przyjaźń Turków 
dla Polski, która przetrwała wszelkie 
przemiany w losach obu naszych na- 
rodów, a okazała się szczególnie gorą- 
cą w lata naszego zagrożenia, podwój- 


nego najazdu na Polskę, naszej klę- 
ski, ratowania szczątków by
u pan: 
stwowego i mienia, ratowama ludzI 
dla sił zbrojnych odrastających na 
obczyźnie. Ogromny jego diariusz 
Dziennik ankarski" staje się od wrze- 
Śnia kroniką wysiłków Tur<;ji, by po- 
móc gdzie można, by 
atw
ac, !JY yv 
naj gorszym wypa
u me WI<;!Zlec, me 
przeszkadzać. Od zadnego I

gO . z 
państw związanych neutra0
s
lą. me 
doznaliśmy może tyle przYJazm. Jaw- 
nie okazywanej, z. n
razaD1em s
ę obu 
najeźdźcom Polski, Jak w spra.
le zIo- 
ta polskiego i jego ewakuacJI 
rzez 
Istambuł ewakJUacji całymi oddziała- 
mi naszych żołnierzy uchodzą.cy
 z 
Rumunii i Węgier poprzez tery

um 
tureckie do .Hrygady KarpackIeJ. A 
niepokojące wiadomości, które ot!Zy- 
maliśmy w styczniu 19.4
 v: Paryzu o 
traktowaniu naszych Jencow stłoczo- 
nych w Szepetówce przez wł8:dze so- 
wleclde i obawach o dalszy Lch los, 
odbiły się w Ankarze prosł>,ą o 
interwencję turecką. w M

e, z 
propozycją roztoczema nad mIDI po- 
mocy. Propozycję 
rzu<:ono: władze 
sowieckie same dbaJą o Ich potrzeby. 
Los ich był tam już przesądzony 
kula w tył czaszki i masowa zama- 
skowana mogiła. ,. 
Turcja była neutr
lna! choc z Dl
 
ukrywanymi sYn:-patla
 po. 
tron
e 
Zachodu i Polsl{l. Ostrozna JeJ po.li- 
tyka nie zapobiegła n
ja
owi włoskie- 
mu a później i nie;weckiemu, na Gre- 
cję i opanowywanlU Bałkanow .przez 
Rzeszę. Ale od tej chwili czuła Slę 
- 
grożoną na swym skrawku e.u
opeJ- 
skim u Cieśnin i we wschodmeJ czę- 
ści 
orza śródziemnego. . 
A gdy Hitler uderzal na Ros.Ję, zna- 
lazła się na flance i tyłach Jego. ol- 
brzymiej armii. Była teraz potencJal- 
nym sojusznikiem mocarstw zachod- 
nich i naszym. W Ankarze p
a
owała 
dyplomacja obu stron wOJuJących. 
Kontakty Sokolnickiego były bardzo 
żywe, zaufanie. Turków ogromn
, 
punkt obserwacyJny w Ankarze bal- 
dzo cenny. Jego zapiski. z I'?Z1?ów. z 
mężami stanu i wodzalT':1 rQzswletlaJą 
raz po razu kulisy polityczne t?C zą : 
cej się wo
ny. Ciekayve są w
mlankl 
o Papen,ie, Jego sondazach J?okoJoW;Yc:h! 
aluzjach do Polski.. Im zas. wyrazrueJ 
narzucała się kwestIa dr;u.glego frontu 
i którędy się wedrzeć do ł:
ropy, tym 
większego nabierał znaczema posteru- 
nek w Ankarze i ten człowiek tak 
o- 
cno zakorzeniony na nim i myślą SIę- 
g
ącydalek
. . 
Od objęcia polskieJ wł
dzy lZą?oweJ 
na obczYŻTIie przez ludzI d

ne.J p
o- 
zycj.i - wśród których. byli l wI
n
o- 
w.ie brzescy - iJozycJa So!'olnlckle- 
go, tak związanego ze Sławk
em, Pry- 
storem i Beckiem, była zagrozona. D?," 
brze się stało że Tuł:,cy mocno SIę 
sprzeciwiali zmianie, ktora wymagała- 
by ostentacyjnego. aktu .dypl
matyc:z- 
nego, tym bardzieJ że wld
ae
i w mm 
pewnego i mądrego przYJaCl
la. On, 
słusznie rozżalony parokrotme zapo- 
wiadaną mu dymisją, nie doceniał ml?- 
że koncepcji o którą szło: o osadzeme 
w Ankarze gen. Sosnkowskiego, łą- 
czącego ze swą polityczną powa¥'ą 
autorytet wojskowy, w tym punkcie, 
w którym rozstrzygać si
. mogly los
 
Polski i Europy. W ChWIli, gdy. zap
- 
sywał w Ankarze w swym .'!I?Zlenm- 
ku" jak się waży sprawa weJscla T
r- 
cji do wojny a tym samym Wy
tąPle- 
Dia tu armii polskiej, Sikorski o
a: 
wiał z Rooseveltem tę ewentualnosc l 
ten kierunek ofensywy sprzymierzo- 
nych. Sokolnicki gorzko przeżywa
 at- 
mosferę podejrzeń i niechęci ku mem.u 
w polskich kołach !ząd?wych. Z 
I- 
korskim od dawna me mIał stosunkowo 
a nigdy nie były zażyłe. Ale. dowia- 
dywał się że generał traktuJe go z 
szacunkiem. Jesienią zaś pierwszego 
roku wojny mówił mu Weygand: "Si- 
korski to wielka zdolność wojskowa: 
wykazał to w r. 1920. Gdyby nie jego 
bitwa na północy, cały maJlewr nie 
byłby się udał". 
Nie od razu pogodził się Sokolnick,i 
z lipcowym układem polsko-sowieckim 
r. 1941; nie doceniał ani znaczenia 
wylonienia się nowej siły polskiej na 
Wschodzie, ani obowiązku ratowania 
miliona naszych więźniów i zesłańców. 
ani grożącej zupełnie izolacji naszej, 
gdybyśmy układu nie zawarli. Zacho- 
wał się jednak jak lojalny sługa Rze- 
czypospolitej. 
Osobiście zetknęli się z Sikorskim w 
grudniu t.r. gdy wracał on z Rosji. 
Rozmowy ich w Kairze, po przeła- 
maniu pierwszych lodów coraz żyw- 
sze, zawierały myśli, uwagi, spostrze- 
żenia rozświetlające jaskrawo wypalI- 
ki. Zapisuje Sokolnicki: "Na Sikor- 
skim znać, na całym jego zachowaniu, 
w mowie, w wyrazie, w oczach, to na- 
rosłe poczucie odpowiedzialności, cię- 
żar jaki niesie i rolę historyczną jaką 
gra. Stężał i zmienił się"... "Ale jest 
to dzisiaj człowiek wytrzymały, bar- 
dzo opanowany, spokojny, wiedzący 
czego chce. Bije z niego zdecydowanie, 
spokój, powa
a - i poczucie godno- 
ści własnej. Wie co reprezentuje i wy- 
soko się nosi... Umie milczeć i nic nie 
okazywać". 
Ale mówili ze sobą dużo i w dni na- 
stępne - i później, w jakże zmienio- 
nej sytuacji, gdy gen. Sikorski wra- 
cal od armii z Iraku i spotkali się 
znowu w Bejrucie. A były to już roz- 
mowy dwu mężów stanu zgodnych co 
do celów i dążeń, poglądami bardzo 
sobie bLiskich, pracujących z zaufa- 
niem obopólnym, zgodnych co do środ- 
ków umocnienia jedności narodowej. A 
po kilku dniach 5 lipca wiadomość ża- 
łobna. Jeszcze ze słów ministra Rome- 
ra zapisany tu epizod "że gdy ze stro- 
ny angielskiej komunikowano Sikor- 
sk.iemu żądanie sowieckie usunięcia z 
rządu polskiego trzech ministrów, od- 
powiedział: "Uczynię to wtedy, gdy 
Stalin usu.nie ze swego rządu komisa- 
rza Mołotowa, wiceko.misarzy Wyszyń- 
skiego i Korniejczuka. Była to odpo- 
wiedź zgodna z dostojeństwem Pol- 
ski". 
I wreszcie uroczysta msza żałobna 
w Ankarze: ambasador Rauf Orbay 
m6wi mu o szlachetności reakcji S.i- 

orskiego, którego poznał w Londynie, 
Jego patriotyzmie, nienaruszonej na- 
rodowej godności - i dodaje z wy- 
mownym uściskiem dłoni: - "Re- 
member you can look at me as at a 
brother of your nation. Pomnij, że 
możesz we mnie widzieć brata twojego 
narodu I". 


MarIan Kukiel. 


Pożegnanie przyjaciela 



 


"lo. 


.. 


. 


Jerzy Kropiwnickl 


Koncertowy Steinway, ustawiony artysta, zawsze Y'" kłopo
ach.mat
rlal- 
w studio Rozgłośni Polskiej Radia nych, nie UffileJący ZWll}Zac k
nca z 
Wolnej Europy, mLl'Czy już od kilku Jwńcem, pracę 
n
wał właściwIe tyl- 
tygodni, nakryty grubym pokrowcem. ko pI'iZY: fortepIa.me. Dawał niezllczo- 
Przy otwarciu hermetycznych drzwi ne lekcJe, fortepIanu i śpiewu.. 
om- 
studia nie rozbiegają się po kory ta- paniował pieśniarzom do naJ.lżeJszych 
rzach i biurach perllste dźwiękl pa- modnych przebojów, ale pociągała &O 
saży fortepianowych, jak to bywało tylko 
ażna. klasyc
 muzyka. 
niemal każdego dnia przez ostatnich Był namlętnym mHoŚl1.iklem opery, 
dziesięć lat... To Jurek Kropiwnicki uwielbiał. głosy 0J>t;row
, z kt6
i 
ćwiczył, by ręka 'była giętka, by palce mógł ĆWlCZYĆ gOel2i.namI. Niecierpll- 
nie zatracały biegłości, by fortepian wił się tylko gdy śpiewak zara- 
pod jego ręką wyśpiewał wszystko co dzał niemuzykalność. Wówczas potra- 
kompozytor w kropkach 
rnych nu- fił być przyKry, wręcz brutalIlY. 
u- 
tek zamieścił. zyka nie znosi kłamstwa - mówił. 
Duszą i ośrodkiem wszystkich na- Trudno objlłć ilość koncertów, akB:: 
szych audycji muzycznych z Londy- demii, obchodów, .świąt orgaruzacJ'1 
nu był .Jerzy Kropiwnicki. Piosenki, cywilnych czy wojsk
y.ch, na któ- 
rewie, konkursy muzyczne, recitale rych zjawiał się wy,ŚWJ.czony, lekko u- 
śpiewacze, ilustracja muzyczna słu- śmiechnięty .Jurek l 
Iadał do forte- 
chowisk, wszystko to opierało się na pianu. Miał zwyczaJ uśmiechnlłć się 
nim, na Jego głębokiej kulturze mu- przed koncertem do śpIew
a, doda- 
zycznej i na wprost wirtuozerskim Jąc mu tym odwagi, podnoSlł głowę 
opanowaniu fortepianu. Przez lata był do góry czekając na iZDak rozpo- 
także współautorem formy mu- częcla i odwzajemniał potem ten znak 
zycznej tygodniowych "Kabaretów opuszczeniem wzroku na nuty. Kro- 
Hemara". Słowa zapowiedzi: "Przy plwnlckiemu zawdzięczaliśmy wysoki, 
fortepianie Jerzy Kropiwnicki" znane prawdziwie zawodowy poZIom mu- 
były doskonale naszym słuchaczom w zycznych występ6w na emigracJi. 
Polsce. Odejście jego, to wielka, niepoweto- 
.Jurek był oddany całkowicie mu- wana strata dla kultury muzycz- 
zyce. .Jako planista był niezmiernie nej osrodka polskiego w Londynie. 
popularny od dziesiątków lat. Przed Urodzony w r. 

08 
a Podol
, Vł1- 
wybuchem wojny w Warszawie okla- chowany w dZ1ecmstwle w KIJowIe, 
skiwano go w popularnym ,;Simie", uwazał się za wilmanma, bo w ty,m 
a poprzednio w Wilnie, gdzie iJodczas miłym mieście koń
zył ł:łaukl, stu<1io- 
studiów uniwersyteckich grał i akom- wał w konserw
tonum I na 
ydziaie 
paniował na \Studenckich wieczorach, prawa \Y'szechmcy BatoroweJ. Z \Y'il- 
m.in. d swemu koledze z wydziału nem zWiązały go sentY
1enty,. był Jed- 
prawa, pÓŻDiejszemu znanemu art y- nym ze stałych org8-D:lzatorow !!Ka- 
ście dramatycznemu w kraju i na ziuka" i br
 
dzlał w mauguracJI ro- 
emigracji, Zygmuntowi Rewkowskie- ku akademlckiego Umwersytetu .St
- 
mu. fana Batorego, uroczysto.ŚCl wlleł:ł- 
Gdy w czasie wojny lZI1alazł się w skich, kultywowanych na emigracJi. 
sowieckim obozJ.e w Griazowcu i tam · 
_ jak wspominają współtowarzysze Ciężka, nieuleczalna choroba drą.ży- 
niewoli - odnalazł w drewnianym ba- ła jego organizm od ostatniego lata. 
raku pianino, grał kolegom Chopina W jesieni wyjechał jeszcze na krótki 
czy rzewne polskie melodie ludowe i urlop do Hisz>panil. Wrócił opalony, 
żołnierskie. A potem szlakiem wę- ale juŻ bez sił. Przerwał występy pu- 
drówki żołnierza polskiego, od Buzu- bliczne. Grał tylko u nas w studio ra. 
łuku, gdzie został pierwszym kie- dlowym, brał nadal udział w tygodnio- 
rownikiem sekcji widowiskowo-tea- wych programach Hemara, pracował 
tralnej armii polskiej w Z.S.R.S. - uciekającymi siłami w naszeJ Rozgło- 
grał i akompaniował piosence żoł- śni, która była przez ostatnich dzie- 
nierskiej w drodze przez Iran, Irak, się(: lat jego własciwym domem. Na 
Palestynę, Egipt, aż po Wł<>chy. Tam urzędnika Jurek się nie nadawał. 
idąc wraz z Teatrem ŻOłnierskim 2-go Pun
tualność uznawał tylko wtedy 
Korpusu w ślad za walczącymi od- gdy miała zwil}Zek z występami mu- 
działami bojowymi, zdobył Srebrny zycznymi. Wymierzony, określony 
Krzyż Zasługi z Mieczami i ten naj- czas istniał dlań tylko w obrębie mu- 
piękniejszy - KrzyiŻ Monte Ca.ssi- zycznego taktu. Praca w radiu dawała 
no. mu jednak oparcie materialne. Skoń- 
Na wyspie brytyjsklej nie było od czyły się nękające go troski, mógł ko- 
lat żadnej akademii uchodżczeJ, uro- rzystać z urlop6w i prowadzić bar- 
czystości narodowej, wieczoru mu- dziej uregulowany tryb życia. A:le i 
zycznego, czy widowiska rewioV{ego w te małe, regularne obowią.zk.i znosił 
kto rym Kropiwnicki nie obrałby ud
- ro.gaty niepodległy duch .Jurka z 
łu. Różni byli śpiewacy, ale przy for- trudnokiIł. Za to miał możność gry 
tepianie siedział zawsze ten sam na wspaniałym, koncertowym Stein- 
.Jurek, spokojny, opanowany, nieomyl- wayu, który Rozgłośnia dla londyń- 
ny, wnoszący spokój i pewnoŚĆ w skiego studia zakupiła i który był 
rozedrgane nerwy występujlłCYch ko- właściwie tylko Jurka dziedziną. Na 
legów. .Jakże łatwy był dla niego ten mm grał, ćwiczył nleratZ do póżnych 
trudny fach akompaniatora! Miał on godzin nocy. I na nim zagrał po raz 
dar z Bożej łaskl, dar niezmiernie ostatn1 w okresie śW1ą.t Bożego Naro- 
rzadki nawet wśród największej mia- dzenia - kolędę. Przez kIlka tygodni 
ry pianistów, zdolność przystosowy- nie miał już siły zasiąść do fortepia- 
wania się do śpiewaka, podtrzymywa- nu. Chciał jednak wzilłć udział w 
nla go w trudnych chwilach niepew- programie świątecznym. Usiadł przy 
ności, umiejętność prowadzenia go sil- klawiaturze i ze skupioną twarz.ą za- 
ną, męską ręką, utrzymywania go czął dobierać odpowiednie klawisze do 
we właś01wym rytmie, a przy tym jednej z najpiękniejszych naszych ko- 
dar poddawania się jego tempu, jego lęd. I wreszcie zagrał "Podnieś rączkę 
improwizacjom i nawet jego omył- Boże dziecię"... 
kom. Gdy Jurek akompaniował, moż- Taśma magnetofonowa utrwaliła 
na było nie mieć tremy. Nie czuło tę kolędę jakby ostatnią tkJliwq. mo- 
się osamotnienia na wielkiej, pustej dlltwę do 'Boga, pełną dziecięcej poko- 
przestrzeni estrady. Akompaniator ry i niezmierzonej ufności. Wychudłe 
szedł za śpiewakiem - jak to spo- ręce, bezsilne palce lekko dotykały 
strzegł pieśniarz gość z kraju - niby klawiszy. RzadkIe łzy wzruszenia zja- 
pies przy nodze. wiły się w jego oczach... Zamknął 
Jurek miał za sobą. poważne studia klapę klawiatury i zaczął gwałtownie 
pianistyczne w konserwatorium wi- czyścić szkła okularów. 
leńskim i w szkole muzycznej w War_ Tą kolędą pożegnał się z nami, z 
szawIe. Ale będąc perfekcjonistą, jak radiem ze swymi słuchaczami w Pol- 
każdy prawdziwy artysta, odżegnywał sce... i' z muzyką na ziemi. Teraz już 
się od występów solowych. Na to ako.mpaniuje chórom anieLskim w 
trzeba by ćwiczyć po dobrych kilka Niebiosach. 
godzin dziennie, a trudne życie emi- żegnamy Ciebie, drogi nasz Jurku! 
granta nie stwarzało mu odpowied- 
nich warunków. Z usposobienia cygan- 


Leopold Kielanowski. 


'
.

 


ROZGLOSNIA POLSKA RADIA. WOLNA EUROPA 


W DNI POWSZEDNIE nadaje 8w6J progra.rn 04 4.G5 rano do 11.40 
wieczorem czasu i:rodkowoeoropejsldego na falach kr6tk1ch w pas- 
m.a.ch 13, 16, 19, 25, SI, 41, 49 180m a od 20-eJ do 2S.40 r6wnlm na 
fali średniej 417 ID. 


W NIEDZIELI:;' program rozpoczyna się o godzinę pótnlej. 




.-
		

/Archiwum_002_06_086_0001.djvu

			VI 


NA ANI'BN1E (WIADOMO$CI) 


Nr 1043, 27th March, 1966 


deszcze 


orędziu 


biskupów 


Antyemigracyjna 


ofensywa *) 


o 


.A2Jeby zrozumieć i ooą.dzlć trwają- 
cą .od grudnia. ub.r. kampanię anty- 
kośClelną, trzeba OdpowIedzieć na 
dwa pytania: po pierwsze - dlacze- 
go wszczęto nagonkę przeciw1w Ko- 
scLOłowi 1 jego hlerarchu i po dru- 
gIe - JakImi metoda.rn1 posługuje 
Się w teJ walce propaga.nda partYJ- 
na. 
P,owody, dla Których ro
pę
o 
kampaD1ę o takim natężenlu, Jakiego 
nie pamiętamy od r. 1953, t.j. od 
okresu UWięZienia kardynała Wyszyń- 
skiego - SIł oczywIste. Zbliżają się 
przeciez obchody mlllenljne. Według 
planów kIeroWI1lctwa partyjno-pań- 
stwowego Millennium ma być wyzy- 
skane dla próby sekularyzacji hlSto- 
ril PolskI, ale również dla DaJ'lZuce- 
ma poglQ.du, że .obecne władze są 
jedynYm1 dziedzicami tej historii i! 
mają absolutny monopol reprezento- 
wania Polski dzisiejszej. Kościół ze 
swym 1000-leClem chrześcijaństwa ił 
ze swym .słusznym tytułem do przed- 
stawICielstwa katolickiego narodu - 
psuje szyki partyjnym .szt
bowcom: 
Ustalono zatem że trrzeba uzyć w teJ 
właśnie chwilI wszelkich środków, 
aby podważyć autorytet Kościoła. 
Ataki propagandy .skierowane są 
przede wszystk1m prze.clwko pryma- 
SOWi! Pols.k.i. .za.m.iarom podwarenia 
wpływów duchowIeństwa, a zwłaBz- 
cza hlerarc:hi1 kościelnej, stał i stOI na 
przeszkodZie osobisty autorytet kar- 
dynała Wyszyńsluego, jego popular- 
n.o8ć w masach, jego zdoJ.ność utrzy- 
manla w najCięższych warunkach 
jedności KoścLOła i wreszcie uzna- 
we i .miłość, jaką darzył go pa- 
pież .Jan xx.m i darzy obecnie Pa- 
weł VI. Władoom zależy więc na 
ZD1szczemu symbolu, jaklm stał mę 
Prymas dla wierZQ.cych mas. Trafnie 
oceD1ł cel ataków na kardynała Wy- 
szyńakiego komentator francUBk.iego 
dZ1enruka ,,Le tMonde", plsZQ.c że 
oskarżenia, które określił jako całko- 
WICie nonsensowne, nawet iZ punktu 
widzewa tych, co je głoszą - SIł 
zapewne pomyślane Jako próba stwo- 
rzenia przeClwwagl dla nastrojów 
gorl1wości religijnej, jakle og8.rI1lają 
kraj wraz ze iZbl.1żan1em się obcho- 
dów 1000-1eCla chrztu Polski. 
X. pryII1&9 .ma udać Się w maju 
na wielkIe obchody 1000-lecia w Rzy- 
mie, a następme zaproszony jest do 
Stanów ZJed.noczonych na tamtejsrze 
uroczystości millenIjne. .Jest bardzo 
prawdopodobne, że osz<::zercza kam- 
pania przeciwko Prymasowi ,ma Bta- 
nowdć pretek.st do zakazarua mu wy- 
jalZdu na Zachód. 
KAZANIE X. PRYMASA 
O swej bezbronności w 'Obliczu lIla- 
paśCI mówIł prymas WyszyńskJ. 19 
grudnia ub.r., w kazanIu wygłoszo- 
nym w kośoiele Niepokalanego Ser- 
ca Marii w Warszawie. To kazanie, 
a raczej szCZQ.tki tego kaza.n:ia, rze- 
1wmo według stenogramu prasowego, 
- wydrukowano w propagandowej 
broozurrŁe na temat orędzia episko- 
patu, która wyszła nakładem wy- 
- dawnictwa "Pi01owa" . Otóż tekst, 
który znalazł się w broszurze, jest 
właśnie alustracją metod stQ80wanych 
przez propagandę. WIadomo że słowo 
mówione różni Się od srowa pLS8.nego 
i przelane na papIer jest czasem 
wręcz niezrozumiałe. iPodame tek.stu 
nie-autoryzowanego, ,b
 styl1styczne- 
go retuszu, tekstu, który jaki,ś urzęd- 
nik bezpieczeństwa spisał czy nagrał 
w kościele na taśmę - miało na 
celu skomproInitowame Prymasa, u- 
kazanle jego bezradnoścI w obliczu 
zarzutów. Ale przede wszystkJm w 
broszurze pominięto umyślme naj- 
istotniejsze fragmenty tego kazania. 
Oto co powiedział X. Prymas: 
W roku przyszłym będzie dwadzie- 
ścia lat, gdy jestem biskupem kato- 
lickim. Jeszcze o sobie w prasie pol- 
skiej z tego okresu nic dobrego nie 
wyczytałem... Gdy w Olsztynie, w 
cze'l'WCU b.r. wygłosilem przem6wie- 
nie z okazji iW-leda zorganizowania 
pracy Kościoła na ziemiach zachod- 
nich, to moje przem6wienie tak po- 
kreślono że to już nie bylo "moje" 
przem6wienie. A przecież przemówie- 
nie w Olsztynie dobrze slużylo "pol- 
skiej racji stanu", ale widocznie jed- 
nak za dobrze bym w nim wyszedl. 
Trzeba więc je bylo pokreślić. Już 
tyle naczytałem się o sobie najroz- 
maitszych oszczerstw w ciq,gu lat 20, 
tyle przeżyłem zorganizowanych prze- 
ciwko łJObie kampanii, jakie toczy się 
z 'Czlowiekiem, który nie chce walki. 
Uważają za wroga czlcywieka, który 
nie ma wrogów i ktOry nie chce uwl!'" 
żac się za niczyjego wroga. Ale robUl 
ze mnie wroga, bo taki jest program 
i tak musi byM I co na to poradzić? 
Pozostaje tylko... milczenie. Na tym 
polega nieszczęście że nie ma r6w- 
ności. Jedni mogq, wszystko napisać, 
nawet nieprawdę, falsz, wszystkie 
oszczerstwa i brudy, a napadnięci nie 
mogą się bronić, nawet twarzy nie 
wolno sobie otrzeć. Tak niestety wy- 
gląda prawda/... 


Tego ustępu kazania X. Prymasa 
z 19 grudma trudno szukać w pro- 
pagandowej broszurze "Polonii". Ma- 
my tu do czynienia z charakterystycz- 
ną metodą opuszczeń w tekście, sto- 
sowaną konsekwentnie, gdy tylko ja- 
kaś wypoWledź nie odpowiada lini..i 
propagandowej 
ZNIEKSZTAŁCANIE TEKSTóW 
Możemy tytułellIl ,przykładu przyto- 
czyć inny wypadek takiego umyśJne- 
go opuszczema. Radio warszawskie 
l "Sztandar Młodych" powołały si
 
z tryumfem na artykul zamieszczony 
w zachodniomemieckim miesi
zniku 
"Aussenpolit.lk" na dowód, jakie to 
szkody miało wyrządzić Polsce. orę- 
dzie episkopatu polskiego do blsJm- 
pów memieckich. Jak wIadomo, reak- 
cje prasy w N.R.F. były różne.. Nde- 
którzy komentatorzy mterpretuJą 0- 
rędzIe zgodnie z jego duchem i in- 
tencjami. l'rasa ugrupowań skrajmie 
nacjonalistycznych daje natomIast 
interpretaCJę fałszywą, tendencyjną, 
atakując zresztą episkopat polskI. Są 
wreszcie publicYścI, ktorzy odczytali 
orędzie w spooob błędny, dopatrując 
się tego czego w n.im me ma i być 
me mogło. Do wj kategorii nal
y 
artykuł w lutowym numerze "Aussen- 
polityk". Do twierdzeń zawartych w 
tym artykule trzeba si
 odnieść wy- 
soce krytycznie. Ale znalazła się w 
mm również taka wypowiedź, ten- 
dencyjnie pominięta przez krajowe 
organy propagandy: 
Ton i zawwrtość wymienionych 
przez Episkopaty list6w były niejako 
przygotowane przez memoriał Kościo- 
la ewangehckiego, przyniosły w każ- 
dym razie jedrw: pcywstala lepsza 
atmosfera, nowy wzajemny stosunek, 
który moze WY1SĆ na dobre obu part- 
nerom rozm6w. I oto pomimo że b'pi- 
skopat polski nie naruszył podstawo- 
wel zasady polskiej polityki zagra- 
nicznej, iż Odra i Nysa sq. już dziś 
z mocy prawa granicami Polski 
(podkr. własne). Na tym polegu: 
wszak od dawna baza dla pewnel 
wspólnoty między Kościołem i kie- 
rownictwem państwowym w Polsce, 
że żądania i poglądy w zakresie poli- 
tyki zagrankznej są tu i tam jed- 
nakowe (podk.r. własne). 
Dlaczego ten fragment artykulu 
"Aussenpolitik" pominięto? Jasne, po- 
mimęto go, bo nie zgadza się z tezą 
propagandową że polscy biskupi w 
JakIŚ t.a.m sposób mieli narazić na 
szwank "podstawowe zasady polskiej 
polityki zagranicznej". 
Obok opuszczeń w tekstach doku- 
mentów, propaganda stosuje też me- 
todę przemilczeń. Społeczeństwo nie 
jest informowane ani o głosach opinii 
światowej, przychylnych inicjatywie 
polskiego Episkopatu, ani o tych wy- 
powiedziach prasy zachodmoniemie- 
ckiej, które zawier8.Iją trafną egzege- 
zę orędzia biskupów. 
PRZEMaCZANE WYWIADY 
ARCYBISKUPA KOMINKA 
Co ważniejsze: nie podaje się do 
wiadomości społeczeństwa, tak za- 
sadniczych tekstów, jak iWywiad arcy- 
biskupa Bolesława Kominka dla tele- 
wizji zachodnioniemieckiej. Wpraw- 
dzie Gomułka 'polemizował z arcybi- 
skupem Wrocławia na posiedzeniu 
Frontu Jedności Narodu, ale parę 
wybranych cytat "z drugiej ręki", 0- 
patrzonych stronniczym komentarzem 
'PIerwszego sekretarza partii, nie za- 
stąpi w zadnym razie rzetelnej infor- 
macji. Oto ważniejsze fragmenty te- 
go wywiadu. Zapytany przez redak- 
tora H. J. Stehle, czy użycie w orę- 
dziu słowa "dialog" można rozwnieć 
w ten sposób że granica na Odrze i 
N ysie może być przedmiotem rozmów 
czy rokowań, arcybiskup Kominek po- 
wiedział : 
W żadnym wypadku. Co się tyczy 
bastionu granicznego na Odrze i Ny- 
sie, to od 20 lat jest on - żeby tak 
powiedzieć - wsp61nym dobrem całe- 
go polskiego narodu. Każdy myśli t.ak 
jak ja to w tej chwili m6w
ę: gramt;>U 
na Odrze i Nysie nie może być zrme- 
niona, bo stanowi dla polskiego naro- 
du problem egzystencji. I tego zd.a- 
nia są, :zarówno komumści jak katobc- 
cy biskupi polscy, jak katolicy w ofl.6- 
Le, jak również polska emigmcla. 
P'I'Zeciwko takiemu stanowisku nie 
istnieje żadna "kontra". To samo od- 
nosi się do Poczdam
 Układ; .pocz- 
damski był dla Polsk
 całkaw
C'te po- 
zytywnym ukladem pokojcywym. 
Sprawę przebaczenia wyjaśnił arcy- 
biskup Kominek w następujący spo- 
sób: 


Kominka. Psułoby mu to polemiczny 
wą.tek. 
Calikowicie przemilczano w Polsce 
inne wywiady arcybiskupa Kominka, 
udzielone austriackiemu tygodnikowi 
"Die Furche". W wywiadzie tym roz- 
wija on myśl, że główne nieporozu- 
mien
e polega na interpretowaniu orę- 
dzia biskupów polskich w sensie do- 
kumentu politycznego. Hasło do ta- 
kiej wykładni dała część prasy nie- 
mieckiej - stwierdził arcybiskup. 
Negatywna reakcja w Polsce - 
oświadczyl - zrodziła się przecież 
dopiero w6wczas, gdy część prasy nie- 
mieckiej IUlICzęła interpretować różne 
myśli listu w ten sposób, jak gdyby 
polscy biskupi chcieli ingerować w 
bieżq,ce problemy polityczne i usilowa: 
li na własnq, rękę podją,ć pr6bę nowel 
polityki w sprawie niemieckiej... Każ- 
dy kierunek polityczny usiłcywał na 
sw6j 8pos6b - jeśli tak mozna po- 
wiedzieć - zdyskontcywać jakoś wy- 
mianę listów. 
Na pytanie redaktora "Die Fur- 
che" Kurta Skalnika, j
kie myśli, 
wyr
one w orędziu, fałszywie zrozu- 
mieli niektórzy NiellIlcy, arcybiskup 
odpowiedział : 
::;prawa najważniejsza ze wszyst- 
kich, problem zasadniczy, dotyczący 
ostatecznego 'Charakteru granicy na 
Odrze i Nysie wyjaśniony już został 
jednoznacznie przez publiczne oświad- 
czenia polskiego Episkopatu i kardy- 
nała Wyszyńskiego. Obok tej sprawy 
najgO'l'sze - co. moim zdan
em -:- 
można bylo zrobić z t/ł wymmnq, b- 
stów, - to próba dorobienia jej ja- 
kichś postaw politycznych, skierowa- 
nych swym ostrzem przeciwko komu- 
kolwiek. A więc że ta inicjatywa jes.t 
jakoby "zdecydowanie antykomun
- 
styczna i antyrosyjska", że zwrwcu się 
przeciwko polityce Moskwy, a popiera 
poarednio bońską, albo amerykańską 
politykę w Europie, że skiercywana 
jest pośrednio przeciwko rządowi pol- 
skiemu i kiercywnictwu partii i t.p. 
Wlaśnie przez tego rodzaju interpre- 
tacje oddarw niedźwiedzią przysługę 
wymianie list6w między polskimi i 
niemieckimi biskupa;mi. Zepchnięto ją, 
w ten spos6b z religijnego kręgu 
atmosfery soborowej i przez to r6u:- 
nież m.in. wywolarw niezmiern
e 
ostrą polemikę ze strony Polski. Z 
dokumentu sobO'l'cywego zrobiono do- 
kument polityczny. 
Następnie arcybiskup Kominek mó- 
wił o duchu soborowym, o tym, że 
wszelka polemika i wszelka wrogość 
sprzeczna jest z tym duchem. Nie był 
to Sobór ekskomunik, lecz dialogu. 
Nawet tak ważnego zagadnienia jak 
ateizm nie załatwiono drogą potępie- 
nia, lecz dąży się do nawiązania dia- 
logu z ateizmem, jaikkolwiek można 
by go dziś uwa7;ać za głównego prze- 
ciwnika chrześcijaństwa. Wracając do 
polemiki na temat orędzia, arcybiskllP 
Kominek powiedział że nie chce potę- 
piać tych, co na ten temat mają in- 
ne zdanie, i wyxaził pogląd, że w 
tych wszystkich napięciach dostrzega 
swoistą teologię doczesnej rzeczywi- 
stości. Czy sądzi, że dobro w tej spra- 
wie zwycięży? - zapytał arc}'1bisku- 
pa redaktor Skalnik. Odpowiedź 
brzmiała: 


Przechodnie, którzy mijają Mini- 
sterstwo Spraw Wewnętrznych przy 
ul. Rakowieckiej w warszawie, wi- 
dzą tylko Imponujący, wielopiętrowy 
fronton wielkJego gmachu, który, po- 
dobnie jak sama nazwa tego resortu 
j€st tylko fasadą. Aby się o tym 
przekonać wystarczy wejść w głąb 
podwórza. Ciągnie się tam oLbrzymie 
skrzydło budynku, którego dalsze od- 
gałęzienia rozchodzą. się na boki. W 
budynku tym ffileswZQ. się blUra służ- 
by bezpieczefu3twa czyli po pr.ostu 
Bezpieki, przerastającej swymi r.oz- 
miarami wszystkie Inne mmisterstwa 
razem wzięte. Tu również skupiają 
się sieci wielkiej akcji, której obiektem 
jest emigracja. Tu urzęduje szef wy- 
wiadu Bezpi€ki Henryk Sokolak. .Je- 
mu to podlegają t.IZW. "rezydenci" 
służby bezpieczeństwa, którzy pod 
pokrywką funkcji dyplomatycznych 
urzędują w ambasadach li poselstwach 
Polslciej Rzeczypospolitej Ludowej. 
Do zadań rezydentów U.B. należą 
m.in. sprawy emigracji d poloni.i. 
Przed "październikiem" nie tylko 
sieć "rezydentów" U.B. była niezwy- 
kle szeroko ro
budowa.na, ale wpływ 
ich na placówkach był przemożny i 
decydujący. Podlegali oni i podlegają 
nadal bezpośrednio Bezpiece. Przed r. 
1966 mogli jednak narzucać swe de- 
cyzje SlZefOWI placówki. 
Po Październiku limba etatowych 
rezydentów została zmniejszona do 
66 a Ich władza d wpływy poważnie 
ograniczone. Obecnie toczy .się walka 
o przywrócenie ich dawnej pozycjd 
a si'CĆ funkcjonariuszy U.B. ulega 
znowu .stopniowej rozbudowie. 
Skąd biorą się "rezydenci" służby 
bezpieczeństwa na placówkach zagra- 
nicznych? Dawna Szkoła Główna 
Służby zagranicznej wypuszczała 
rocznie około 50 absolwentów. Do te- 
go dochodZIli jeszcze wychowankowie 
studium zaocznego. Ministerstwo 
Spraw Zagranicznych zatrudniało 
spośród nich najwyżej do 20. Pozo- 
stałych wel'bowały inne instytucje a 
w pierwszym rzędzie Bezpieka. 
Wśród osób 
erbowanych do służ- 
by zagranicznej przez Mln,isterstwo 
Spraw Wewnętrznych !Znajdują się 
także ludzie, którzy nie ukończyli 
Szkoły Głównej Służby Zagranioznej, 
ale wszyscy b
 wyją.tku przejść mu- 
szą specjalne dodatkowe przeszkole- 
nie, przygotowują.ce :Lch do pI1ZysZ- 
łych zadań. Dopiero po ,odpowiednim 
przygotowaniu "d'aclwwym" wysyła 
się Ich na placówki, gdzie zdobyLi 80- 
We nazwę "sputników", jako że zja- 
w,laJą się .t znikają b
 śladu, często 
iZaś występują pod fa1:szywymd na- 
zwiskami. 
tMieczysław Moozar jako IDlnister 
spraw wewnętrznych kieruje akcją 
wyw.!adowczą i dywersyjną. przeciw 
emigracji przede wszystkim przy po- 
mocy podlegającej mu sieci "rezy- 
dentów". Obok niej dodatkowymi dn- 
strumentamJ w jego dyspozycji jest 
Z.B.O.W.iD.u i biuro podróży "Orbis". 
Unia personalna polegajlłca na połą- 
czeniu w jednych rękach funkcj,i sze- 
fa służby bezpieczeństwa .1 prezesa 
Z.B.W.iDJU nie ograndcza się zresztą 
'bynajmniej do szczebla najwyższego. 
Wspomniany już Henryk Sok.olak, 
szef sieci zagranicznej, "rezydentów" 
UJB. jest równocześnie d'lJiałaczem 
Z.B.O.W.lD.u i w tym charakterze 
jako przewodniozą.cy delegacji 
Z.B.O.W.aD.u brał udział w uroczy- 
stościach 20-ej rocznicy uwołnaen.ia 0- 
bozu koncentracyjnego w Buchenwal- 
dzie. Podobnie, Marian JaIliW, .za.sI:ęp- 
ca ezefa gabinetu ministra spraw we- 
wnętrznych i jeden z "part}'1ZaIltów" 
występował w Paryżu d w LondyD1e 
jako przedstawicd€l ,z.B.O.W.ID.u us!- 
łując nawią-zR.Ć tam kontakty z kom- 
batanckimi organizacjami emigracyj- 
nymi. 
Nie wszystkie organiozacje zajmu- 
jące się sprawami p.olonii i emigracJI. 
, podlegają Moczarowi i Bez;piece. Nie- 
. . które, jak Tow. Łą.czności iZ Polonią 
. W hitlerowskifh N
emczech" to. czy Zagraniczną, albo Tow. Rozwoju 
s
ę walka ,o. PCfnst-u;o ."totalne ; l es t Ziem Zachodnich, zależą. od Min:ister- 
to - w!astnw

 mo?VUlc.- wal
a z stwa Spraw Zagranicznych. Na tym 
prawam
 czlow
eka lako jednosth. tle zarysowuje się brak koordynacji 
i rywalizacja. W mła.rę jak rosną 
Nieco dalej obecny Prymas Polski wpływy Moczara w MInisterstwie 
pisze: Spraw Zagranicznych (Departament 
Łączności Ministerstwa podlega bez- 
pośrednio M.inJ.stemtwu .spraw We- 
wnętrznych) i w mmrę jak pod wpły- 
wem choroby lSła.bną wpływy Adama 
Rapackiego - minister !Spraw we- 
wnętrznych stara się podporZQ.dkować 
soWe całość tej akcji, by sprowadzić 
ją do funkcji wyw.ładu wojskowego 
lub też wywiadu BezopieJcl. 
Do niedawna brakowało poważnej 
oceny roli jaką odgrywają ośrodkI 
emigracyjne i bliżej sprecyzowanego 
programu. Dopiero w roku uWegłym 
": Sejmowej Komtsj,i .spraw Zagra- 
mcznych powołano do życia podko- 
misję, której !Zlecono przygotowanie 
tej oceny i przedłożenie wniosków. 
W skład jej weszli m.m. iLeon Chajn, 
Jan Izydorczyk i prof. RemJgiusz 
Bierzanek. 
PlO dłuższych deUberacjach komisja 
zakończyła swe prace i przedstawiła 
wnioski w połow!e ub.r. 
Ocena objęła około 20 skupisk pol- 
skich za granicą. Przeprowadzona by- 
ła pod kIłtern w.1dzenia ewentualnej 
przydatności polskiego elementu na 
obczyźnie dla celów bl.oku komuni- 
stycznego d polityki P.R.L. Wycho- 
dZl}c z tego zaJożeni.a uznano, że po- 
litycznie najważniejsze są te środo- 
wiska i grupy, które podlegają asy- 
milacji i wywierają. większy lub 
mniejszy wpływ na opinię pub1icznlł 
w kraju swego zam1eszkania. Na 
pierwszym Iniejscu postawiono więc 
polonię w Stanach Zjednoczonych a 
wśród niej jednost
 na wyższych 
stanowiskach. Sprawozdanie obejmu- 
je listę ponad 70 nazw:!sk wybLtnych 
Amerykanów polskiego. pochodzenia, 
biorlłcych udział w amerykaJlskJm 
życiu publicznym, w Kongresie, w 
adm1nlstracji, na Ulllwersytetach i 
t.d. 
Na drugim miejscu według tej oce- 
ny znajduje się Anglia, gcl:zie według 
sprawozdania podkomj,sjl wielu Pola- 
ków, zwłaszcza oZ mł:odszego pokole- 
nia, posiada bllskJe :I szerokie sto- 
sunki we wpływowych kołach angiel- 
skich. 
We wnioskach zaproponowano zna- 
czne wzmożenie akcji na środowlBka 
intelektualne i młod2Jież akademicką.. 
Dotychczasowa Komisja Polonii Za- 
granicznej przy Polskiej AkademQJ 
Nauk ma być przek.ształcona w In- 
stytut Badawczy POlOM. Zadania In- 
stytutu ujęte zostały w na.stępują.- 
cych pięciu punktach: 


dzieć nie mogą, powtarza się w rytmie 
manometru. Ukuwa si
 z tego nowe 
oskarżenie, dorzucając je do rejestru 
biskupich "zbrodni" sąsiadujących 
bUsko z rzekomą zdradą stanu. Jakim 
prawem pomawia się Episkopat o mil- 
czenie, jeśli są dokumenty świadczące 
o czymś przeciwnym? Oczywiście pra- 
wem silniejszego, któI y może scho- 
wać odpowiedź pod sukno i zakazać 
jej ujawnienia. 
Obok opuszczeń i przemilczeń pro- 
paganda posluguje Się falszem. Jest 
to albo zwyikłe przeinaczanie tekstu, 
albo fałsz intel
tualny. Ujawnimy 
naprzód zwykły fałsz. 
MAŁE SU>WKO 
A DU
Y FAŁSZ 
Jaik wiadomo krajowe pismo "Fo- 
rum" ogłosiło tekst orędzia biskupów 
polskich oraz odpowiedź biskupów 
niemieckich. W o.bu tekstach są pew- 
ne nieścisłości i opuszczenia. Jedno z 
nich tendencyjnie wypacza sens do- 
kumentu i to w nader istotnym, draŻ- 
liwym punkcie. W autentycznym tek- 
ście odpowiedzi, episkopatu niemiec- 
kiego, gdy mowa o t.ZW. ,JPrawie do 
stron ojczystych" znajduJemy nastę- 
pujący ustęp: 


a) zaprowadzenie stałej ewidencji 
intelektualistów polskich zagranicą. z 
dokładnymi danymi personalnym:i, 
które zawierać mają również infor- 
macje na temat nałogów, słabostek, 
życia rodzinnego i t.p.; 
b) 
praszanie naukowców do Pol- 
ski na "staże środoWIIskowe" , a więc 
na praktyki, wykłady i tury w obrę- 
bie specjalnOŚCI uczonego, na warun- 
kach uprzywilejowa.nych i z za
- 
pieczeniem wszelkich honorów odpo- 
WIadających pozycji i zasługom za- 
wodowym uczonego; 
c) zapraszanie do Polski ludzi kul- 
tury i sztUkI, stwarzanie im tam "od- 
powiednich warUi1ków", urzą.dzanie 
wystaw i zakupywanie ich dZieł do 
muzeów i galeru w Polsce (komisja 
uznała, że żaden artysta nie da się 
przekonać, iż jego obraz lub rzeźbę 
zakupiono ze względów politycznych 
a nie w uznaniu artystycznych wa- 
lorów jego dzieła); 
d) nawiązywanie kontaktów z u- 
czonymi za gr anicą. za pośrednictwem 
wysłanników, którzy korzystać będą. 
ze specjalnej Licencjd, jeśli chodzi o 
krytyczną ocenę rzeczywis
 w 
Polsce w rozmowach indywidual- 
nych. 
W sprawozdal1J.u uwzględll1ono rów- 
meż polskie "gh€Łta" czyli ŚrodOWI- 
ska emigracyjlIle lub polonijne izolo- 
wane od społeczeństwa krajów osied- 
lenia i żyjące wł.a.snym, zamkniętym 
żyC1em. Wysunięto zalecenie, że miej- 
scowe kOl16ulaty P.R:L. willny starać 
się o nawiązywanie kontaktów z pol- 
S
lmi organizacjami nie pról:n1jąc 
mieszać się do ich działalności. Na- 
cisk ma być położony na wspólny 
interes narodowy a więc na wycho- 
wanie dzieci w polskim duchu, do- 
starczanie podręczników i materIa- 
łów .szkolnych i t.d. Postanow.1ono 
również rozszerzyć akcję prowadzoną 
przez towarzystwo "P.olonla" w poro- 
zumieniu z Ministerstwem Spraw za- 
granicznych, a polegającą na "bez- 
płatnych urlopach" w Polsce dla wy- 
branych działaczy polonijnych. 
W ramach tej samej akcj,i m1e.śC1 
sIę ujawniony przez Moczara na ra- 
dZie naczelnej Z.,B.O.W.iD.u plan "za- 
praszania" na bezpłatne studia w 
Polsce synów i córek działaczy emi- 
gracyjnych. 
W sprawozdaniu swoim Podkoro!- 
sja zajęła się osobno akcją wzajem- 
nego odwiedzania rodzin Początkowo 
władze traktowały ułatwieJ1lia dla 
odw.iedzających kraj emigrantów 
oraz Polaków wyj.eżdżających na Za- 
chód jako pewnego rodzaju ustępstwo 
wymuszone w okresie Październi- 
ka. Z czasem dopiero !ZOrJentowano 
się że udzielanie wiz i paszportów 
stanowi poważny instrument politycz- 
ny. 
Według sprawozdania przez umie- 
jętne utrudnianie albo ułatw!anie 
wiz dla emigrantów można oddzia- 
ływać jeśli nie na przekonania, to 
przynajmniej na stopień politycznej 
aktywności, i zaangażowania :znacz- 
nej części emigracji i Polonii. Jeśli 
sam emigrant D1e wyjeżdża do Polski, 
to często oczekuje odwiedzin oZ Pol- 
ski. Swiadomie więc albo półśWla- 
domIe reguluje swlOje postępowanie 
w taki sposób, by nie utrudmać zdo- 
bycia paszportu albo w.i,zy komuś ze 
swych naj,bliższych. Sprawozdanie 
Komisji zaleca szersze wyzyskiwanie 
podróży do Polski i z !Polski jako 
środka nacisku. 
Nacisk ten wywierany jest zresztą 
już obecnie. Znaczna część PolakóW 
odwiedzająjcych Polskę jest w Kraju 
przesłuchiwana przez U.B. - bez 
w'lJględu na ,ich obecne obywatelstwo 
chociaż większo'ść nigdy się dlO tego 
me przYlZiIlaje. W Min18terstwle 
Spraw Wewnętrznych iZIlajduje się 
specjalne biuro nadzoru nad em1- 
grantami przyjeżdżającymi do Kraju. 
Szefem tej komórki jest ,l)dejaki Wła- 
dysław Roclek. Prawie w każdvm 
konsulacie ma on swego pracownika, 
który podlega mu bezpośrednio i jest 
całkoWlicie niezależny od kQDsula lub 
szefa placówki dyplomatycznej. 
Rozmowy z przyjezdnymi bardzo 
rzadko maJą f.ormę brutalnego, poli- 
cyjnego przesłucłuwania. Przeciwnie 
- funkcjonariusze U.B. usiłują stwo- 
rzyć atmosferę przyjaznej, kurtuazyj- 
nej pogawędki. Prawie z reguły roz- 
mowy odbywają się poza budynk1em 
MlDlsterstwa Spraw Wewnętrznych 
- przewaŻI1J.e w kawiarnl wbo w 
specjaln'ie zarezerwowanych do tego 
celu po1wjach hotelowych. W trak- 
cie rozmowy agent U.B. IZwraca się 
do przyjezdnegQ z apelem do jego 
patriotyzmu i poczucia "W18pó1nych 
polskich interesów" niezależnych od 
przekonań politycznych. Pomimo tej 
przyjaznej f.ormy sam fakt spotka- 
nia z przedstawicielem służby bezpie- 
czeństwa 
wiera w sobie element 
groźby i szantażu. W bardziej lub 
mniej zakamuflowanej formie argu- 
menty o charakterze nacisku zja- 
wiają się w toku rozmowy. Dalszy 
ciąg zależy już tylko od reakcji przy- 
jezdnego. Jeśli agent U.B. wyczuje, 
że znalazł grunt podatny i że roz- 
mówca reaguje na groźby - nastę- 
pują dalsze spotkania, a końcowym 
ich rezultatem bywa wcilłgnięcie do 
współpracy z wyw,iadem służby bez- 
pieczeństwa. 
W wypadku, gdy zaWegi biura nad- 
zoru nad przyjezdnymi uWlieńczy po_ 
wodzenie - obowi/łZuje zasada że ze 
zwel1bowanym na emigracJi agentem 
nie wolno spotykać elę poza budyn- 
kiem konsulatu, poselstwa lub amba- 
sady. Ma on utrzymywać kontakt d 
przekazywać :i.nf,ormacje wyłą.cznie 
agentowi U.B. w miejscowym konsu- 
lacie a sama w.Lzyta w konsulacie 
musi mieć za każdym razem swoje 
całkowiole legalne wytłumaczenie. 
Szkodliwość tej ak,cji z punktu wi- 
dzenJa polskich Interesów narodo- 
wych jest podwójna. Łączność polo- 
nii i emigracji z krajem ,ojczystym, 
zwłaszcza gdy chocl:zi o .m}ode poko- 
lenie urodzone i wychowane lIla ob- 
czyźnie miałaby wiele stron pozytyw- 
nych zatrzymując cllIOciaiJby nieunik- 
niony proces wyn.aradawiania. Lącze- 
nie tych spraw z działalnością orga- 
nów wywiadu 1 bezpieczeństwa całko- 
Wlioie te dodatnie aspekty przekre- 
śla. 
Założenia tej roboty są ISZIoodliwe 
również z innego punktu widzenia i 
to niezależnie od jej wyników. .Jest 
faktem, że wielu emigrantów, zwłasz- 
cza młodszych, zajmuje dziś stanow:!- 
ska w kraju swego ,osiedlenia, które 
pozwalają im wywierać pewien 
wpływ w obronie polskich spraw. Pró- 
by narzucenia działaczom emigracyj- 
nym i polonijnym roli piątej kolWIll- 
ny, rzucając podejrzenia na dobre 
imię polskiej emigracji, wpływy te iZ 
natury rzeczy mU8iałyby podważyć. 


skich, aby nie pogO'l'szyć zaostrzonej 
sytuacji, wytworzonej przez orędzie 
i antysocjalistyczną, postawę kardy- 
nała Wyszyńskiego. 


A jak w rzeczywistości brzmi cy- 
tata z "Civita Catholica"? Przyta- 
czamy ją w wiernym przekładzie: 


Te polemiki stanowią z pewn
ści.ą 
niebezpieczny moment w konfhkC'le 
między Kościolem i państwem w Pol- 
sce. Miejmy nadzieję, że niezaprze- 
czalny zdrowy rozsądek, jaki pie'l'W- 
szy sekretarz partii wykazal przy m- 
nych okazjach [podkr. własne) i dob- 
ra wola polskich katolików w dąże- 
niu do zapobieżenia dalszemu pogor- 
szeniu trudnej sytuacji - zdołl!'j'ł 
wyjaśnić niepO'l'ozumienia i zmmel- 
szyć różnicę poglq,d6w. 


Nie ma zatem w artykule "Ci vi ta 
Catholica" - jak wyni'kałoby z ko- 
respondencji w ,,:2:yciu Warszawy" 
an
 krytyki X. Prymasa, ani prze- 
ciwstawienia postawy wiernych po- 
stawie kardynała, ani 'Pochwały sta- 
nowiska Gomulki czy innych przy- 
wódców partyjnych w obecnym k
- 
flikcie. Wyrażono natomiast nadz
el
 
że Gomulka osobi'ście wykaże w teJ 
sprawie tyle zdrowego rozsądku ile 
potra£ił wykazać przy innych oka- 
zjach. Podkreślono również dobrą wolę 
polskich katolików - wszystkich ka: 
tolików - by nie .pogarszać trudneJ 
sytuacji. Przez wyrwanie jednego 
zdania z wielostronicowego ar.tykulu, 
przez przytoczenie go w formie "ora- 
tio obliqua" i to w sposób wypacza- 
jący całkowicie jego sens - propa- 
ganda osiągnęła zamierzony cel. Kto 
z czyteln1k:ów ,,:2:ycia Warszawy" ma 
możność porównania korespondencję 
w tym dzienniku z włoslkim tekstem 
"Civita Catholica"'l 


Nasi ślązacy, Pomorzanie i miesz- 
kańcy Prus W schodnwh pragn/ł przez 
to wyrazić, że w swoich starych stro- 
nach rodzinnych mieszkali prawnie i 
nadal pozostajq, z nillti zwiq,zani. Przy 
tym są, świadomi, że dO'l'asta tam 
Lpodkr. własne] teraz mloda genera- 
cja, która ziemie przekazane ich oj- 
com także za swoje rodzinne strony 
uważa. 


Tak brzmi tekst listu niemieckiego. 
A jakiej to operacji dokonał na tym 
tekście urząd propagandy? Cytujemy 
ostatnie zdanie tego ust.ępu, tak jak 
je wydrukowano w rpiśmie "Forum": 
Przy tym są, świadomi, że dorasta 
teraz młoda generacja, kt6ra ziemie 
przekazane ojcom za swoje rodzinne 
strony uważa. 
Czego w tej cytacie brak? ,Brak 
maleńkiego słówka "tam". Ale brak 
tego słówka zmienia kompletnie sens 
wypowiedzi. Bo proszę zważyć: przy 
opuszczeniu słowa TAM, t.zn. na pol- 
skich ziemiach zachodnich, zdanie 
można jedynie zrozumieć w ten spo- 
sób, że biskupom niemieckim chodzi- 
ło o młode pokolenie niemieokich wy- 
siedleńców, które zgłasza jakoby rosz- 
czenia do tych ziem. Tymczasem epi- 
skopat niemiecki miał na myśli młode 
pokolenie Polaków mieszkających 
"tam", czyli na ziemiach zachodnich, 
które te ziemie traktuje oczywiście 
jako swoją ojczyznę. 
Jakiekolwiek można mieć zastrzeże- 
nia na temat odpowiedzi biskupów 
niemieckich - Episkopat polski dał 
wyraz tym zastrzea:eniom - t.rzeba 
obiektywnie stwierdzić że znalazł się 
w tej odpowiedzi passus dotyczący 
t.zw. "prawa do stron ojczystych" Po- 
laków urodzonych na ziemiach nad 
Odrą i Nysą. Sfałszowanie tekstu li- 
stu Episkopatu miemieckiego na ła- 
mach "Forum" daje się zresztą wy- 
kryć gołym okiem. Proszę sprawdzić: 
str. 24, drugi łam, wiersz 20 od dołu. 
Każdy łatwo stwierdzi że przy skła- 
daniu coś z tego wiersza ru.sunięto. 
Usunięto właśnie owe tJ'zy literki, 
które tworzą ważne słowo "tam". 
Sfałszowany tekst posłużył jako 
atut w kampanii antykościelnej impu- 
tującej naszym biskupom że akceptu- 
ją rewizjonistyczne poglądy Niemców. 
Tak np. prof. Bohdan Suc.hodolski w 
artykule ogłoszonym 21 grudnia ub.r. 
w "Trybunie Ludu", przeinaczając 
jeszcze bardziej to co napisali Iloie- 
mieccy biskupi, przypisuje im nastę- 
pujące twierdzenie: 
Ślq,zacy, Pomorzanie i mieszkańcy 
Prus W schodnwh... z tymi stronami 
pozostają, nadal związani", ponieważ 
[podkr. red.] "mloda generacja zie- 
mie przekazane ich ojcom za swoje 
rodzinne strony uważa. 
Opuszczając słowo "tam", a doda- 
jąc od siebie słowo "ponieważ" prof. 
Suchodoiski wykonał na celująco za- 
danie propagandowe. 
KTO TO SPRAWDZI? 
Innym rodzajem fałszu jest powo- 
ływanie się na przeinaczone treści 
pewnych dokumentów, które są dla 
zwykłego obywatela nieosiągalne. 
Propaganda posługuje si
 często w 
tych wypadkach metodą wyrywania 
zdań z kontekstu. Oto przykład : 
rzymski korespondent "tycia War- 
szawy" doniósł 24 lutego b.r. że wło- 
ski organ jezuitów "Civita Catholica" 
zamieścił ar.tykuł, który odcina się od 
pozycji zajętych przez kardynała Wy- 
szyńskiego. Tymczasem jezuicki dwu- 
tygodnik nie tylko nie odcina się od 
pozycji Prymasa i episkopatu polskie- 
go, ale je w stu procentach popiera. 
Z najwyższym uznaniem wyraża się 
o inicjatywie biskupów polskich, prze- 
ciwstawiając cnotę ewangelicznego 
przebaczenia marxistowskiemu dąże- 
niu do ujarzmianiu narodów. Refe- 
ruje rzeczowo przebieg obecnego kon- 
fl1k:tu i rzutuje go na szerokie tło 
historyczne. Mowa w artykule "Ci vi- 
ta Catholica" o położeniu geograficz- 
nym Polski i jej komunistycznym 
okrą.żeniu, o zaborze ziem wschodnich 
przez Rosję, o stałym szantażu, jaki 
wobec Polski uprawia Związek S0- 
wiooki. Włoskie pismo podkreśla da- 
lej, że społeczeństwo polskie jest w 
dziewięćdziesięciu procentach katolic- 
kie, że pisarze, !11aukowcy i artyści 
wykazują nami
tne przywiązanie do 
swobód intelektualnych. Walka komu- 
nistów o polską duszę - stwierdza 
dwutygodnik - natrafia na trud- 
ności nie do przezwyci
enia. Ani mo- 
nopol władzy, ani czołgi nie mogą 
tych trudności pokonać. Walka od- 
żywa przy lada Okazji. Katolicy bro- 
nią się otwarcie, mimo że rząd poz- 
bawił ich środków działania, ograni- 
czając przydział papieru dla prasy 
katolickiej, zakazując używania mik- 
rofonów, stosując bezwzględną cen- 
zurę, by nie wspomnieć o ogromnych 
ograniczeniach w zakresie religijnego 
nauczania. I dopiero po tych rozwa- 
żaniach pada w artykule ..Civita Ca- 
tholica" zdanie zupelnie opacznie 
streszczone przez prasę krajową. Ko- 
respondent ,,:2:ycia Warszawy" podaje 
to zdanie w następującej formie: 
"Civita Catholica" omawiajq,c poło- 
żenie Kościoła w Polsce po O'l'ędziu 
podkreśla wcywy rozsq,dek Władysła- 
wa Gomułki i przyw6dców polskwh, 
a także dobrq. wolę katolików pol- 


JAK W "l\DNIONYM OKRESIE" 
Organizatorzy kampanii slderowa- 
nej przeciwko X. Prymasow.i nie gar- 
dzą żadnym oszczerstwem. Jednego 
dnia, jak na komendę, prasa oskar- 
żyła Prymasa, że w okresie przed- 
wojennym sprzyjał hitleryzmowi. Po- 
wołując się 'na redagowane przez ów- 
czesnego księdza Stefana Wyszyńskie- 
go pisma dla duchowieństwa "Athe- 
neu.m kapłańskie", Kazimierz Rusinek 
stwierdza 19 lutego na łamach ,,:2:y- 
cia Warszawy", że kardynał pochwa- 
lał walkę Hitlera z komunizmem. 
A "Trybuna Ludu" pisze w tym sa- 
mym dniu: 


Zaślepienie anty-socjalistyczne dyk- 
towało też redagowanemu przez księ- 
dza doktora Wyszyńskiego pismu sta- 
nowisko wobec hitlerowskiej Trzeciej 
Rzeszy. StanCYWisko laskawe wobec 
brunatnego faszyzmu - mimo wielu 
wq,tpliwości natury doktrynalnej czy 
zastrzeżeń wobec postawy Hitlera w 
stosunku do Kościola niemirekiego. 


Rozumiemy że prymas Wyszyński 
nie chce polemizować na takim pozio- 
mie, ale sądzimy, że w imię .prawdy 
pewne rzeczy muszą być ujawnione 
wobec opinii, która nie ma dostępu 
do źródeł. 
X. dr Wyszyński redagował "Athe- 
neum Kapłańskie" w c
artym dzie- 
sięcioleciu i pisywał w tym czasopiś- 
mie bądź pod własnym nazw.iskiem, 
bądź pod znanymi czytelnikom pseu- 
donimami. W zeszycie grudniowym 
z r. 1935 ukazał się artykuł podpisa- 
ny pseudonimem "Dr. Zuzelski", iktó- 
rego autorem był X. Wyszy
i a 
ktory dotyczył stosunku hitleryzmu 
do religii. Autor wykroczył jednak 
poza dziedzinę teologiczno-religijną, 
ukazując hitleryzm jako system wro- 
gi człowiekowi i prawom. Pierwsze 
zdanie artykułu, zatytułowanego 
"Walka religijna w Niemczech", 
brzmi : 


Dobro zwycięża ostatecznie zawsze 
poprzez wszystkie trudności. Dotyczy 
to tylko tych, kt6rzy ożywieni są, 
dobrą wolą,. Zawsze też będq. i tacy, 
którzy wskutek własnej zlej woli po- 
zostaną, poza tym kręgiem. "National 
und Soldaten Zeitung" i niektóre inne 
organy przesiedleńców nie znalazly 
dotychczas ani jednego dobrego slowa 
dla życicywych potrzeb i konirezności 
naszego polskiego narodu. Ani dla na- 
rodu, ani dla biskup6w i księży, ani 
dla pokojcywych starań i wysiłków na- 
szych rządzq,cych wsp6łziomków, wraz 
z którymi - jak mówi przyslcywie - 
"siedzimy na lednej gałęzi". W oczach 
tego rodzaju 1.:"'I"ytyk6w, w Polsce są, 
tylko zloczyńcy oraz mniej lub bwr- 
dziej komunistyczni "agenci". Jakże 
często w ostatnich czasach czy talem 
wlaśnie to określenie, skierowane pod 
moim wlasnym adresem. Jest to jed- 
nak nie tylko punkt widzenia nie- 
chrześcijański i nacjonalistyczny, ale 
również sprzeczny z zasadami huma- 
nizmu i niezgodny z duchem czasu. 
Lecz - jak powiedzialem - tego ro- 
dzaju postawa nie ma najmniejszej 
przyszlości wlaśnie w naszej epoce... 
Przyszlość majq, wysiłki tych, kt6rzy 
sq. ożywieni dobrą wolą, ktwzy milu- 
ją, pok6j, o kt6rych Zbawiciel mówi: 
"Albowiem oni posiądą. ziemię". 
Przytoczyliśmy obszerne wyjątk.i z 
wywiadu arcybiskupa Kominka w 
wiedeńskim tyg(j(bJiku "Die Furche". 
O tym w
-wiadzie nie było w prasie 
krajowej nawet wzmianki. 
NIEZNANA ODPOWIED
 
BlSKłJPOW 
Oto inny przykład karygodnego 
przemilczenia ważnego dokumentu. 7 
stycznia urząd rady ministrów skie- 
rował do Episkopatu polskiego pismo 
uzasadniające odmowę udzielenia 
paszportu prymasowi Wyszyńskiemu, 
który miał wyjechać do Rzymu na 
otwarcie obchodów Tysiąclecia. Pismo 
adresowane do sekretarza episkopatu, 
biskupa Choromańskiego, ogłoszono w 
całej prasie i przez radio. Natomiast 
nigdy i nigdzie nie ogłoszono odpowie- 
dzi Episkopatu na zarzuty postawio- 
ne w tym piśmie. 
Taka odpowiedź była. Jej tekstu 
nie zna społeczeństwo. My go również 
nie posiadamy. Ale o istnieniu tego 
dokumentll donieśli z Warszawy za- 
chodm korespondenci i zachodnie 
agencje prasowe. List biskupów pod- 
pisany przez sekretarza Episkopatu 
Choromańskiego, adresowany jest do 
premiera Cyrankiewicza. Odpiera on 
- jak mówią zagraniczne źródła - 
w rzeczowym tonie oskarżenia zawar- 
te w piśmie rady ministrów z 7 stycz- 
nia. Podkreśla raz jeszcze stanowi- 
sko Episkopatu w sprawie '.Polskich 
int.eresów narodowych, intencJe jakie 
przyświecały orędziu i cele moralne 
jakie tą dro.gI}, biskupi .pragnęli 0- 
siągnąć. 
Ilf;ż to razy propaganda oskarżała 
kardynała i episkopat, że nie odpowia- 
dają na zarzuty! Wystarczy choćby 
sięgnąć pamięcią do artykułu ,,:2:ycia 
Warszawy" ze stycznia t.r. p.t. "Py- 
tania do autorów orędzia", w którym 
zestawiono długą listę pytań, twier- 
dząc, że episkopat od dawna dłużny 
jest odpowiedź na te pytania. Motyw 
propagandowy, że biskupi "zasłaniają 
si
 dymem kadzidel", bo odpowie- 


W dążeniu do zniwelowania różnw 
ideowych hitleryzm usiluje w opra- 
cowane przez się ramy ideowe wlo- 
czyć cale spoleczeństwo, i dlatego nie 
może spokojnie patrzeć na O'l'ganiza- 
cje i dążenia spoleczne ktwe inaczej 
rozumieją, swe zadania. To "inaczej" 
równa się "anty-państwcywo". Należy 
wydać wyrok śmierci na tych co pod- 
trzymujq, ducha "anty-państwcywego", 
z jakilchkolwiek pobudek to czynią. 


X. dr Wyszyński rozprawia się z 
rasistowskimi i neopogańskimi teza- 
mi Rosenberga, z próbą poddania 
ruchu robotniczego t.zw. "Niemiec- 
kiemu Frontowi Pracy", z usiłowa- 
niem oddania całej młodzieży pod ko- 
mendę Hitlerjugend. Piętnuje z naj- 
wyższym oburzeniem 'bluźniercze ha- 
sła Baldura von Schiracha: "Nasze 
dusze diabłu, nasze serca dziewczętom, 
nasze ciała Adolfowi Hitlerowi. A- 
men". Całą. tę dru2gocącą krytykę 
hitleryzmu nazywa "Trybuna Ludu" 
"łaskawością wobec brUiIlatnego fa
 
szyzmu". Dodaje jedynie małą 'Po- 
prawkę, że redakcja "Ateneum" mie- 
wała wątpliwości natury doktrynal- 
nej"... oczywiście że kardynał wycho- 
dzi z założeń katolicyzmu. Z jakich 
innych założeń miałby wychodzić? 
Toteż pisze: 


P'I'Zebaczenie, pojednanie, - to są, 
chrześcijańskie pojęcia. W te poję- 
cia trzeba wprcywadzać jak najmniej 
matematyki i politalki. Przebaczenie i 
pojednanie wiążq, się z winq,. Oczywi- 
ście wina niemiecka w stosunku do 
narodu polskiego jest gigantyczna, i 
nie może być p0'l'6wnywana z poczu- 
ciem winy Polak6w. 
Ale nie należy - jak powiedziałem 
- przeprCYWadzać takiej rachunkowo- 
ści. Zbawiciel na krzyżu w jednej 
chwili wybQ,Czyl łotrowi wszystkie 
zbrodnie. Rzecz jasna - przebaczen;ie 
odnosi się - jeśli można tak pow
e- 
dzieć - tylko do tych, kt.órzy są go.- 
towi do pokuty, ktwzy s
ę rzeczyw
- 
ście poczuwajq, 1-0 
ny. T,arm gdz
e 
nie ma przyznanw. tnę do w
ny - nU 
ma też i przebaczenia". 


Pominięto również w broszurze wy- 
dawn.ictwa ,'polonia" ten zasadniczy 
fragment kazania Prymasa z 19 gru- 
dnia, w którym mowa o patriotycznej 
postaw.ie episkopatu: 
Nie raz i nie dwa mówiliBmy wy- 
raźnie - za co bylem napadany przez 
prasę niemiecką na przestrzeni tylu 
lat - że w poglądwch na granicę za- 
chodniq, Polski nie ma r6żnic m
ędzy 
tymi, co rzq,dzq., obywatelami i bisku- 
pami. Jasrw, wyraźnie to m6wię i 
m6wiłem wiele razy, przez co bylem 
napastcywany przez prasę niemieckq.. 
Dzisiaj za to samo jestem napasto- 
wany przez prasę krajCYWq,. Dlaczego 
- tego nie 'rozumiem. 
Nie spodziewalem się, najmilsi, dla 
siebie niczego dobrego. Was proszę 
o jedrw: miejcie trochę zaufania do 
swojego biskupa, kt6ry umial wal- 
czyc, gdy było potrzeba w obronie 
ojczyzny. Jestem także żołnierzem. 
Bralem udzial w powstaniu. Nosiłem 
na swoich ramionach rannych żol- 
nie'l'ZY, czyniłem wszystko co bylo 
trzeba i co sumienie PolakCYWi robić 
kazało. I jestem przekonany że na 
to co dziś przeżywam nie zaslużylem 
sobie w mojej ojczyźnie. Ale jeżeli 
się tak dzieje, to w Imię Boże wszy- 
stkiTlt swoim oszczercom - bo ina- 
czej nazwać nie mogę ich - prze- 
baczam/- Niech oni to wiedzq" że 
im przebaczam, jak przebaczam wszy- 
stk
1n, którzy usiłują moją prawdę 
na sw6j sposób przedstawić. Tak czy- 
ni chrześcijanin, a ja chcę być chrze- 
ścijaninem. Mam być dla was wzo- 
rem, jak postępuje chrześcijanin. To 
w8zystko, dzieci najmilsze. 


IV dotychczascywej walce hitleryzm 
odslonil swe dotycroczascywe oblicze. 
Katolicy wiedzą, czego mogq. się odeń 
spodziewać. 


O kwestionowanym przez propagan- 
dę poj
iu "przedmurza chrześcijań- 
stwa", arcybiskup Kominek powie- 
dział, że należy ono całkowicie do 
histori.i i w dzisiejszym Kościele nie 
istnieje. Kościół chce promieniować 
pokojem na wschód i na zachód, chce 
być budowniczym pomostów, nie chce 
być przedmurzem, lecz pragnie po- 
średniczyć. W zakończeniu wywiadu 
arcybiskup tak mówił o stosunku Po- 
laków do Niemców: 
Jako Polacy nie odczuwamy nacjo- 
nalistycznej nienawiści. Natomiast 
ciągle jeszcze boimy się Niemiec, bo 
nie wiemy co właściwie kipi w duszy 
niemieckiego narodu, czy znów nie 
wybuchnie jak wulkan. I dlatego ma- 
my pewne obawy, a nawet nie tylko 
"pewne" obawy... Boimy się takich 
rzeczy jak ponowne zbrojenia, jak wy- 
posażenie atomcywe i t.d. I prosimy 
nar6d niemiecki, by zechcial zrozu- 
mieć politykę polską w tym zakresie. 
Łatwo się domyśleć, dlaczego G0- 
mułka nie wspomniał Q tym końco- 
wym ustępie wywiadu arcybiskupa 


Z doktryny Hitlera wynikła prak- 
tyka, która już wówczas, w r. 1935, 
była potwornością .i którą X. dr Wy- 
szyński dokładnie widział. Widział i 
napiętnował z rzadko spotykaną w 
tamtych latach mocą. 
Przytoczyliśmy szereg fałszów, 
przemilczeń i wypaczeń, których do- 
puszcza się 'Propaganda komunistycz- 
na w obecnej kampanii przeciwko 
polskiemu Kościołowi i jego hierar- 
chii. Oczywiście nie jest to rejestr 
pełny. Ale st.arczy tych przykładów 
by w¥dać sąd o metodzie wypraco- 
waneJ przez Urząd do Spraw Wy- 
znań pospołu z wydziałem propagan- 
dy P.Z.P.R. Czymże się różni ta me- 
toda od potępionych przed dziesi
io- 
ma laty stalinowskich chwytów? Tym, 
że się biskupów nie sadza za kratę? 
A czyż usankcjonowana publiczna po- 
twarz rzucona na bezbronnych nie 
stanowi zbrodni? 


..) ArtYkuł nadesłany przez wyż- 
Materiały .zebrała szego urzędnika jednego z mIDi- 
AłeJuiandra StJ'PUlkowska. sterBtw.
		

/Archiwum_002_06_087_0001.djvu

			Nr 1043, 27th March, 1966 


NA ANTENIE (WIAOOMO
 


vn 


A KULISAMI 


SPORY W RODZINIE 
Wizyta w Warszawie Luigi Longo, 
sekretarza generalnego Włoskiej Par- 
tii Komunistycznej, przypada w chwi- 
li, gdy stOSUDki między iObiema par- 
tiami polską i włoską uległy wyraź- 
nemu ochłodzeniu. 
Czytelnik prasy krajowej musiał 
zauważyć, jak niewiele miejsca or- 
gany partyjne poświęciły kongresowi 
Włoskiej Partii Komunistycznej. Czo- 
łowy .spraw{)zd8IWca polskiego Radia 
i "Życia Warszawy" Ignacy Krasicki 
akurat w tym czasie pTzebywał nie 
w Rzymie, lecz w Warszawie, gdzie 
zajęty był wykańczaniem i korektą 
noweglO paszkwilu przeciwko kardy- 
nałowI Wyszyńskiemu. Tylko "Try- 
buna Ludu" miała na sali kongre- 
sowej, swego własnego korespondenta 
w osobie Bolesława Wójcickiego. In- 
ne dZiermiki, jak również Polskie Ra- 
dio, powtarzały doniesienia P.IA.P. 
Dopiero w marcowym numerze "No- 
wych Dróg" ukazało się sprawozda- 
nie Andrzeja Werblana z obrad partii 
włoSkiej. 
W kołach partyjnych to zlekcewa- 
żenie w prasie i w radio kongresu 
tłumaczy się napiętymi stosunkami 
między obiema "bratnimi" partiami. 
Najostrzej występuje różnica poglą- 
dów w sprawie stosunku do Kościoła. 
"Towarzysz Longo - mówi się w 
Warszawie - szuka dialogu z Ko- 
śc1ołem, a u nas jest akurat odwrot- 
nie" . Niezapomnianą. zadrą pozostał 
fakt że włoska "Unita" pośpieszyła 
Się z pozytywną oceną listów pol- 
skich bi,skupów do episkopatu nie- 
mieckiego bez uprzedniego porozu- 
mienia się z polskimi towarzy.szamł. 
We wspomnianym sprawozdaniu Wer- 
blana w marcowym numerze "No- 
wych Dróg" znalazła Slę następują- 
ca oględna wzmianka, która zdaje 
Się potwierdzać te pogłoski: 
Koncepcja dialogu z katolikami, 
wysuwana przez Włoską Partię Ko- 
munistyczną, jest niewątpliwie inte- 
-ł:esująca, chociaż dyskusyjna. Można 
Ją prawidłuwu zrozumieć jedynie na 
gruncie włoskiej rzeczywistości spo- 
łeczno-politycznej i włoskich tradycji 
historycznych. Vlatego jednakże nie 
byłoby uzasadnione nadawanie tej 
koncepcji "dialogu" bardziej uniwer- 
salnego znaczenia, czego zresztą ko- 
muniści włoscy nie czynią. 
Warto nadmienić, że dziermik wa- 
tykański "Osservatore Romano" za- 
przeczył kategorycznie" jakoby Lon- 
go miał w Warszawie wystąpić w 
roli pośrednika między Watykanem a 
P,Z.P.R. w sprawie pielgrzymki pa- 
pieża. Istotnie wątpić należy, ,by pa- 
pież mógł prosić, albo nawet zgodzić 
się na jakiekolwiek pośrednictwo 
przywódcy parW komunistycznej. 
Można natomiast przypuszczać że 
Longo temat ten podjął w Warsza- 
wie z własnej .i.ni.cjatywy. Latwo bo- 
wiem przewidzieć że atak! na Ko- 
ściół w Polsce i ewentualne storpe- 
dowanie papie8kiej pielgrzymki mogą 
mieć jak najgorsze odgłosy dla partii 
komunistycznej w następnych wybo- 
rach we Włoszech. 


REFORMA CENZURY LISTóW 
Cenzura listów zagranicznych od- 
bywała się do niedawna w jednym 
Punkcie centralnym. Rezultatem te- 
go były opóźnienia w przesyłce listów 
wahające się od siedmiu do dziesię- 
ciu dni. Odbijały się one szkodliwie 
na korespondencji handlowej, utrud- 
niając tym samym obroty z zagra- 
nicą. Na skutek interwencj,i mini- 
sterstwa handlu zagranicznego sy- 
stem ten ma ulec zmianie. Kontrola 
poczty będzie przeprowadzana we 
Wszystkich miaBtach wojewódzkich, 
gdzie specjalnie w tym celu .zorga- 
nizowane zostały oddziały kontl'iOlne 
przy wojewódzkich komendach mi- 
licji obywatelskiej. 
Zaostrzenie cenzury listyw z zagra- 

icy jest tylko jednym z wielu O?- 
Jawów nieustannego rozszerzaDla 
służby bezpieczeństwa. Niedawno w 
ostatnich czasach rprzy centralnej 
szkole podoficerskiej mi1icjd. obywa- 
telskiej w Słupsku powstała nowa 
kompania służby specjalnej. Ma ona 
wykształcić pracowników podsłuchu 
telefonicznego i kontroli przesyłek 
pocztowych. Okres szkolenia trwa je- 
den rok. Uczniów zapoznaje się 
 ob- 
sługą specjalnych aparatów do kon- 
trolowania zawartości paczek wysy- 
łanych z Polski i przychodzących z 
Zagranicy. Kursantów uczy się rów- 
nież jak otwierać li.'3ty bez powsta- 
wiania śladów i zaprawia ich .się w 
obsłudze aparatów podlSłuchu telefo- 
niczenego. 
. Niezależnie .od szkoły w Słupsku 
Istnieje odrębna szkoła podoficerów 
milicji obywatelskiej, która podlega 
bezpośrednio ministerstwu spraw we- 
Wnętrznych ,j ma na celu wyk.ształ- 
cenie fachowców do "specjalnych" 
zadań. "Wykłady" odbywają się w 
prywatnych willach rozrzuconych w 
Okolicy Radości i iMiedzeszyna pod 

arszawą. ,Szkolenie prowacl:zone jest 
Indywidualnie albo w małych, kilku- 
OOObowych grupach. 
WALKA Z EMIGRACYJN
 
K.S
K
 
W ministerstwie spraw wewnętrz- 
nych zastanawiają się w jaki sposób 

pobiec przedostawaniu się do Kra- 
JU książek polskich ukazujących się 
na emigracji. 
Na wewnętrznej konferencji urzęd- 
ników ministerstwa doradzono by nie 
stosować zbyt ostrych sankcji kar- 
nych wobec kolporterów i unikać na- 
dawania rozgłosu akcjI zapobiegaw- 
Czej, która musiałaby ujawnić zaJn- 
teresowanie tą czy iDDlł k.sią.żką, a 
tym samym zwrócić uwagę na wiel- 
kie powoooenie, jakim literatura emi- 
gracyjna cieszy się wśród <:2ytelni- 
ków krajowych. Z drugiej strony u- 
znano że sama konfiskata przez służ- 
bę celną nie wystarcza. Jako właści- 
wy środek zaradczy rpostanOWlOILO 
nakładanie w przyszłości drakońskich 
opłat celnych za przywożone książki. 
..ALEJA ZASLU:tONYCH" 
Kandydat Mieczysława Moczara na 
St;anow.isko ministra 8craw zagra- 
n
cznych po chorym Adamie Rapac- 
kim, Kazimierz Sidor, .odwołany zo- 
.stał ze .stanowiska ambasadora 
P.R.L. w Kairze i umieszczony na 
razie w t.ZiW. "Alei Zasłużonych". Tą 
nazwą obdarzono biuro studiów ffil- 
nisterstwa na drugim piętrze w 
gmachu przy al. Szucha. Pracują tu 
różni byli ambasadorowie, którym 


trzeba płacić pensję, a nie bardzo 
wiadomo co z nimi zrobić. 
Dla wielu dygnitarzy przedmiotem 
marzeń jest ambasada w Paryżu, 
która ma wkrótce wakować po po- 
wrocie do Warszawy .Jana Druty. 
O następstw.o po nim ubiegają się 
Przemysław Ogrodziński i Henryk 
Korotyński, dotychczasowy redaktor 
"życia Warszawy". Atak Korotyń- 
skiego na kardynała WyszyńskiegiO 
i list biskupów zamieszczony w "Le 
Monde diplomatique", pomyślany był 
przez Korotyńskiego jako manewr 
mający zapewnić mu nominację. 
Wysłanie Korotyńskiego za grani- 
cę byłoby mile widziane wśród "mo- 
czarowców" , którzy ,od dawna mają 
apetyty na opanowanie redakcji "ży- 
cia Warszawy". 
Warto przy okazji odnotować jesz- 
cze jedni} zmianę w ministemtwi.e. 
Pewne poruszenie, zwłaszcza wśród 
korespondentów !Zagranicznych, wy- 
wołało "ustąpienie" .Józefa Cywiaka 
ze stanowiska wicedyrektora depar- 
tamentu prasy i informacjli. Z tytułu 
.obowiązków służbowych CywiakoWil 
przypadła w udziale rola każdorazo- 
wego zawiadamiania o wydaleru.u z 
Polski siedmiu korespondentów prasy 
zachodniej. 
Funkcje Cywiaka objął Ryszard 
Frąckiewicz, który jeszcze przed kil- 
koma laty pełnił skromne funkcje in- 
struktora w biurze prasowym Komi- 
tetu Centralnego Partii. Późniejsza 
nominacja Frąckiewicza na stanowi- 
sko attache prasowego w Waszyng- 
tonie wywołała powszechne zdziwie- 
nie. Uwaźano że nie posiada on żad- 
nych kwalifikacji na to stanowisko. 
Z jeszcze większym zdumieniem po- 
witano obecne objęcie przez Frącki'e- 
wicza stanowiska naczelnika wydZiia- 
łu do .spraw korespondentów zagra- 
nicznych. 


PIELGRZYl\IKA PAPIEżA 
Pomimo rosnącego napięcia w ,sto- 
sunkach między Kościołem a pań- 
stwem w Polsce Paweł VI me wy- 
rzekł się zamiaru odbycia pielgrzym- 
ki do Częstochowy na uroczystości 
millennijne. Jak informuje korespon- 
dent N..c.W.C. przy Watykanie, Pat- 
rick Riley, Ojciec św. uczy się nadal 
wytrwale języka polskiego, a w koń- 
cu lutego zaproszono do iPałacu Wa- 
tykańskiego przedstawicieli włoskiej 
linii lotniczej "Alitalia" . W kołach 
watykańskich przypuszczają że te- 
matem rozmowy były przygotowania 
do ewentualnego lotu papieża do Czę- 
stochowy. 


ANONIMY 
Artykuł w "życiu Warszawy" z 
10 grudnIa 1965 p.t. "W czyim imie- 
niu", który otworzył kampanię prze- 
ciwko Prymasowi i biskupom, nie był 
podpi8a.ny. W rzeczywistości autorem 
był redaktor naczelny tego pisma 
Henryk Korotyński, który w podob- 
nych wypadkach nie lubi występować 
pod własnym nazwiskiem. 
Artykuł "Trybuny Ludu" "W spra- 
wie orędzia biskupów", ogłoszony 12 
grudnia, nie był napisany w redakcji, 
lecz przesłany "Trybunie Ludu" przez 
Komitet Centralny. Przy redagowa- 
niu tego artykułu mieli współpraco- 
wać Andrzej Werblan, Artur Stare- 
wicz oraz stefan Arski. 
podobnie, umieszczony w "życiu 
Warsazwy" z 18 stycznia artykuł 
"Między Polską a Niemcami",. podpi- 
sany "D. Z., był pracą zbIorową. 
W redagowaniu tego artykułu, który 
uznania przez państwa zachodnie re- 
żymu ULbrichta domagał się na równi 
z uznaniem granicy lila Odrze i Ny- 
sie, brało udział kilku ludzi.. Artykuł 
przerabiano i poprawiano przez dwa 
tygodnie zanim zjawił się wreszcie 
w druku. 
W kołach politycznych w Warsza- 
wie uznano że był on napisany "pod 
gust" GomułkI i odpowiada całkowi- 
cie jego wyobraźeniom politycznym. 


WYl\IOWNE POMINIĘCIE" 
" W toku kampanii przeciwko bisku- 
pom prasa, radio i telewizja w Pol- 
sce wystąpiły między 8 a 10 luteg.o 
z rzekomą rewelacją jakoby episko- 
pat ,polski ze wzgędów politycznych 
pominął w swych zaproszeniach mil- 
lennijnych biskupów Czechosłowacji j 
Węgier. 
Artykuł p.t. ..Godni i niegodni, czy- 
li wymowne pominięcia" zamieścił w 
Trybunie Robotniczej" t.zw. religi.o- 

nawca Urzędu do Spraw Wyznań, 
Wiesław My.słek. Radio Warezawa 
rozgłosiło ten artykuł w audycji dla 
młodzieży "Popołudnie z Młodością", 
a szef Urzędu do Spraw Wyznań 
Aleksander 'Skarżyński .stał w tym 
celu przed kameramI telewizji powta- 
rzając zarzut rzekomej dyskrymi- 
nacji biskupów czeskich i węgier- 
skich. 
'Prawda wygląda inaczej. .Jeśli cho- 
dzi o biskupów Czechosłowacji - bi- 
skup Pragi Frantisek TiOmasek za- 
proszony 'był już na zjazd wrocł8IW.ski 
episkopatu we wrześniu ub.r. Rezul- 
tat był ten że władze czechosłowackie 
nie tylko odmówiły mu pa.szportu, ale 
w konsekwencji zaproszenia bskup 


Humor 


W Związku .sowieckim przed skle- 
pem z mięsem powstał długi ogonek. 
Po godzinie czekania kierownik skle- 
pu wyszedł i oznajmił czekają.cym: 
- Obywatele, dowiedzieliśmy się 
właśnie, że ilość mięsa jaką. mają 
nam dostarczyć bęooie mniejsza .od 
oczekiwanej. NIe wystarczy dla wszy- 
stkich, wobec tego wzywam osoby 
pochodzenia żydowskiego do opusz- 
czenia ogonka. 
Po godzinie wyszedł zn.owu kie- 
rownik sklepu 1 oznajmił: 
- Okazało się że ilość mięsa, jaką 
przywiozą, będzie mniejsza niż prze- 
widywałem. Dlatego proszę wszyst- 
kich niepracujących o opuszczenie 
ogonka. 
Minęła znowu godzina, i kierownik 
sklepu ,oznajmił po raz trzeci: 
- Oczekiwany transport mięsa bę- 
dzie znikomy. Wobec tego w ogonku 
mogą zostać tylko członkowie partii. 
Kiedy zostali sami partyjni, kie- 
rownik poprosił ich do sklepu, zamk- 
nął drzwI i szepnął: 
- Towarzysze! Jako partyjni po- 
winniście to zrozumieć: mięsa w ogó- 
le ;nie będzie. 
Na to jeden z partyjnych wykrzyk- 
nął: 
- Znowu nas .Jewrej.e wykołowali, 
najkrócej stali w ogonku! 
. . . 
Gomułka na zebraniu KoC. partii: 
_ Towarzy
e! Nasza gospodarka 
odnosi wielkie sukcesy. Nawet papież 
poświęcił jej uwagę w BWIOim prze- 
mówieniu w O.N.Z. w Nowym .Jorku. 
Ktoś z obecnych: 
- A co powiedział? 
- Jezus Marla! 
. . 


. 


krajowy 


Na przemówieniu GomułkJ. pam 
Malinowska trąca łokciem męża, pa- 
na Malinowskiego. 
- Popatrz, ten z lewej strony w 
rzędzie przed nami. Api s:7elma w 
najlepsze. 
- Owszem widzę, ale to jeszcze 
nie powód żebyś mnie budziła. 
. .. .. 
DlaczegiO policjanci albańscy z re- 
guły udają .się na nocny patrol w trzy 
osoby? 
Całkiem proste. .Jeden rz ruch wnie 
czytać, ale nie umie pisać. Drugi zaś 
umie pisać, ale nie Uffile czytać. A 
ten trzeci przydzielony jest aby uwa- 
żać na tych dwóch webezpiecznych 
lntelektuahstów. 
.. 


. 


.. 


Dwóch Polaków przy kieliszku w 
knajpie warszawskiej. .Jeden z nich 
mówi: 
- Jak było, tak było, ale był:o. 
Na to drugi: 
- Jak jest, tak je8t, ale nie ma. 
.. . .. 
Wysłany na Zachód dyplomata de- 
peszuje do centrali: 
- Wybrałem wolność. Cześć! 
powstaje konsternacja i wielu gor- 
liwych twierdzi, że oni dawno go już 
podejrzewali. Po pewnym czasie jed- 
nak dyplomata powraca do kraju. 
Zdurnieni koledzy zapytują: 
- Przecież wybrałeś wolność, co 
tu robisz? 
On odpowiada BpiOkojnie: 
- A jak wy sobie tę wolność wy- 
obrażacie? 


.. 


.. 


. 


Co to jest ZBOWiD? 
Związek Bojowników o WYGODY 
i DOCHODY. 


Sprosto-wania 


Do redaktora "Na Antenie" 


Wywiad ma magię prawdy - cu- 
dzysłowy zapewniają o dokumentalnej 
wartoścl i służą. cytator.om. Mało kto 
wie że i wywiad 'bywa "redagowany". 
A w "świecie sztuki" gaffa słowna 
jest groźniej,gza niż w notach dyp- 
lomatycznych. 
Muszę więc dla samoobrony ustalić 
czarno na białym, że wydruJrował 
Pan w nr. 34 .,Na Antenie" tekst zre- 
dagowany" stylem i skrótami nie 
moimi i że wiele se:ntencjonalnych 
naiwności nie wyszło z moich ust. 


Fehks Topolski. 


. 
Feliks Topolski zakwestIOnował 
tekst wywiadu i wobec tego złlOżono 
nową wersję uwzględniającą jego po- 
prawki. Przez niedopatrzenie włama- 
no do numeru właśnie wersję pier- 
wotną, zakwestionowaną. Stąd niepo- 
rozumienie, za które przepraszamy. 


Rooakcja "Na Antenie". 


W artykule Kazimierza Wierzyń- 
skieg.o p.t. ,,966-1966 ("Na Antenie", 
nr 34) w trzecim ustępie od końca 
powinno być "bohaterstwo", a nie 
"braterstwo". Przepraszamy autora 
za ten chochlik drukarski. 


..................................................... 
- . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
= Rozgłoinia Polska R. W. E. poszukuje = 
. . 
. . 
. . 
: relacji naocznych iwiadków I uczestników akcji = 
. . 
. . 
. . 
: bojowych A. K. do swego stałego programu = 
. . 
. . 
., . 
5 "z DZIEJOW POLSKIEGO PODZIEMIA" 5 
. . 
. . 
: Wyzyskane materiały będą honorowane : 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. - 
..................................................... 


Tomasek był molestowany przez cze- 
ską służbę bezpieczeństwa. 
Jak twierdzą dobrze pOlnfiOrmowa- 
ne koła w Rzymie - episkopat pol- 
ski, nauczony tym smutnym doświad- 
czeniem, zapytywał swoich konfrat- 
rów z Czechosłowacji, Węgier i Buł- 
garD, czy wystosowanie do nich za- 
proszenia millennijnego nie stanie się 
dla adresatów źródłem trudności i 
kłopotów. . 
Episkopat Węgier oraz bISkup ka- 
tolicki Bułgarii orzekli że w sytuacji 
politycznej w jakiej się znajdują, za- 
proszenie mogłoby postawić ich w 
sytuacji kłopotliwej. Podobne 'zdanie 
wyraził biskup bułgarski. Te a nie 
inne względy zadecydowały, że nie 
wystosowano pisemnych zaproszeń do 
hierarchii katolickiej WęgIer i Buł- 
garii. Natomiast oooby zgromadzone 
na peronie dworca w WiednJu w 
chwili przybycia tam prymasa Polski 
w drodze powrotnej z Rzymu były 
świadkami niezmiernie serdecznego, 
ustnego zaproszenia, które kardynał 
Wyszyński skierował pod adresem 
obecnych biskupów węgierskich. 
Bi.skup PragI X. Tomasek pOmlffiO 
niedawnych przykrych doświadczeń 
nie wyraził zastrzeżeń przeciwk.o li- 
stownemu zaproszeniu j, zaproszenie 
to następnie wysłano. 
Sprawę tę podniósł 'Gomułka w cza- 
sie spotkama polsko-czechosłowaokie- 
go 24 i 25 stycznia w Wiśle. Gomuł- 
ka domagał S1ę od Nowotnego i Le- 
narta by nie dopuścili do wyjazdu 
biskupów czeskich i sł:owackich na 
uroczystości w Częstochowie, albo 
przynajmniej by przyjechał tam tylko 
garnitur drugorzędny. 
Dopiero na tym tle moźna ocenić 
nowy atak na biskupów polskich w 
dniach 8-10 lutego, zarzucający im 
że pominęI.i ze względów polItycz- 
nych czeskich pobratymców, z który- 
mi rocznica tysilłclecia chrztu Polski 
jest historycznie ściśle związana. 
Prawdopodobnie zarzut rzekomej 
"dyskrymmacji", zastosowany przez 
episkopat polski wobec biskupów 
Czechosłowacji i Węgier, posłuży ja- 
ko pretekst do odmówienia wiz do 
Polski przedstawicielom hierarchii 
katolickiej na Zachodzie pragnącym 
uczestni.czyć w uroczystościach 3 ma- 
ja w Częstochowie. 


OPINIA PUBLICZNA I LIST 
Po ochłonięciu z pierwszego wstrzą- 
su, jaki nastąpił pod wpływem zarzu- 
tów partyjnych propagandy przecwko 
,orędziu biskupów polskich do episko- 
patu niemieckiego, doszło do stopnio- 
wej zmiany nastrojów w społeczeń- 
stwie. Stało się to w głównej mierze 
pod wpływem absurdalności niektó- 
rych argumentów wytoczonych w 
kampanil prasowej, jak również prze- 
milczeń i fałszów, a przede wszyst- 
kim pod wpływem zmuszania ludno- 
ści do masowych protestów i rezolu- 
cji metodaffil przypominającymi naj- 
gorszy okres sta1inowski. .Już w lu- 
tym księża w parafiach zauwaźyli 
znaczny wzrost ofiar na tacę i frek- 
wencj-i w kościołach. .Jedno i drugie 
objaśniano jako formę manifestacyj- 
nego poparcia dla biskupów i ducho- 
wieństwa znajdujących się pod ob- 
strzałem. 
Krakowski "Tygodnik iPowszech- 
ny" po zamieszczeniu rezolucji klubu 
poselskiego ..Znak" otrzymał sporą 
ilość listów, zwłaszcza z P.oznańskie- 
go, wypowiadających prenumeratę pi- 
sma. Dopiero odważne wystąpienie 
redaktora Turowicza w obrome bi- 
skupów na posiedzeniu Frontu Jed- 
ności Narodu 14 stycznia b.r. przer- 
wało zapowiadający ,się bojkot tygod- 
nika. 


NAJ GORLIWSZY 
Z GORLIWYCH 
W prasowych atakach na ł?iskupów 
wusunął się na pierwsze mIeJsc
 Jako 
naj gorliwszy z gorLlwy.ch KaZllllCrz 
Kąkol, redaktor tygodnika "l!awo i 
życie". Kąkol dwoił się 1 trOlł. Wy- 
stępował w telewizji jako przewod- 
niCZQ.cy zespołu ludzi, którzy wygła- 
szali kolejno antykościelne diał';ryby. 
Wypowiadał się w radIo. P{)(ruewaz 
łamy własnego tygodnika "Prawo i 
Życie" okazały się dla niego za wą- 
skie, więc artykuły atakujące bisku- 
pów, podpisane jego nazw
kiem, 
ja- 
wiły się również w prasie codzien- 
nej. 
Gorliwość ta ma głębokie uzasad- 
nienie. Kąkol jest - jak twierdzą 
w Warszawie - kandydatem upa- 
trzonym przez Mieczysława Moczara 
na stanowisko dyrektora Urzędu do 
Spraw Wyznań. ,Gorączkowa aktyw- 
.l1OŚĆ ma na celu wykazanie zawcza- 
su wszyst
ch zalet potrzebnych na 
tym stanowisku. 
W artykule zamieszczonym w "Gło- 
sie Pracy" p.t. "Kl8.90we oblicze Ko- 
ścioła" - Kąkol domaga się zasto- 
sowania wobec hierarchii sankcji i 
represji. W zakończeniu jego wywo- 
dów czytamy: 


Wobec określonej postawy hierar- 
chii kościelnej - możemy i powinni- 
śmy czynniej niż dotąd wykorzysty- 
wać nasze środki i umiejętności w 
zwalczaniu wszelkich prób siania za- 
mttu i podważania porządku praw- 
nego w naszym ludowym państwie. 
W ten sposób Kąkol demonstruje 
jak energicznie zabrabby się do ro- 
boty, gayby jego kandydatura na 
dyrektora Urzędu do Spraw Wyznań 
znalazła uznanie i aprobatę najwyż- 
szych czynników partyjnych. "Czyn- 
niej niż dotąd" - powiada. .Jest w 
tym nuta krytyki pod adresem obe- 
cnego kierownictwa walki z Kościo- 
łem. On - Kąkol - wn.iałby to zro- 
bić lepiej. 


ZŁOTE WESELE 
8 lutego odbyło się w kościele Wi- 
zytek w Warszawie uroczyste nabo- 
żeństwo z okazji 5O-lecia ślubu Mel- 
chiorów Wańkowiczów. Ka.zanie wy- 
głosił X. Ziej a, składając w zakoń- 
czeniu gratulacje jubilatom. Kośoiół 
wypełniony był po brzegi. 
W dwa dni później, 10 lutego, w lo- 
kalu S.A.RP.u odbyło się przyjęcie 
na 200 osób. Przemówiena wygłosili 
m.in. płk. Radosł8IW-MlłizurkIewicz, 
dawny dowódca ś.p. Krysi Wańkowl- 
czówny, córki pLsarza, poległej w 
powstaniu warszawsktm, oraz Paweł 
Jasienica. Wielu obecnych wicl:ziało 
wówczas po raz ostatni Stanisława 
Mackiewicza, który zmarł nagle w ty- 
dzień później. Jarosław IWa8,zkiewicz 
nie był zaproszony. 


:Bid ty rio rerlaRtora 


W\:RAZ\ 


WDZI
CZNOSCI 


Do redaktora "Na Antenie" 


Przeczytaliśmy w Waszym czasopi- 
śmie "Na Antenie (nr 34) artykuł p. 
Jana Tokarskiego o metropolicie 
Szeptyckim. Ten właśnie artykuł skło- 
nił nas do napisania niniejszego li. 
stu i przekazania wam (a !Za Wa- 
szym pośrednictwem i autorowi) wy- 
razów wdzięczności. 
Artykuł p. Tokarskiego oaznacza 
się nie tylko dobrą znajomością te- 
matu i sytuacji, maksymalną obiek- 
tywnością, ale także głęboko chrześci- 
jańskim podejściem i osobistą szcze- 
rością. Metropolita Andrzej wyrósł na 
dwóch różnych tradycjach, staroru- 
skiej Szeptyckich i polskiej Fredrów. 
Był przez dłuższy czas nie rozumiany 
ani przez świat łacińsko-katolicki, ani 
przez prawosławny. Spotykał się z po- 
dejrzliwością z ukraińskiej i polskiej 
strony. Powołany został jednak do te- 
go, żeby stać się (według słów na- 
szego teologa O. Griniocha) "twórcą 
pokoju i budowniczym mostów". Daj 
Boże. żeby ta postać i w stosunkach 
między naszymi sąsiedzkimi i histo- 
rycznym losem tak ściśle powiązany- 
mi narodami stała się nie przyczyną 
niezadowolenia i nieporozumień, lecz 
przyczyniła się do zbliżenia, lepszego 
poznania się i zgody. 
Artykuł p. Tokarskiego jest warto- 
ściowym przyczynkiem do oceny oso- 
by i działalnoścI metropolity Andrze- 
ja. Napisany jest w duchu drugiego 
soboru watykańskiego. 
Ukraiński Ruch Chrześcijański, 
Oddział w l\lonachium, 
prof. H. Martiniec, prezes, 
1\1. Zając, sekreta
 


GEST W DUCHU EKUJ\IENICZNYM 


Do redaktora "Na AntenIe" 


.Jako Ukrainiec pragnę wyrazIć 
uczucia szczerej wdzięczności Polskiej 
Reda'kcji R.W.E. za tak wspaniałe 
uszanowanie pamięci metropolity 
Szeptyckiego. .Jest to jedna z tych po- 
staci, która wyrasta daleko poza gra- 
nice własnej ojczyzny i staje się po- 
mostem łączącym narody i religie. W 
każdym' narodzie słowiańskim są ta- 
kie postacie, a krzewienie i populary- 
zowanie ich ideałów stało się dzis.i.aj 
paląco aktualne. Bo tyTho wspólnym 
wysiłkiem narody słowiańskie potra- 
fią uratować własne ideały i tradycje, 
zachować cywilizację europejsą i za- 
bezpieczyć swoją państwowość. 
Fakt, że taki ładny program o me- 
tropolicie Szeptyckim przesłano do 
Polski na antenie R.W.E., ma duże 
znaczenie dla zbliżenia dwóch naszych 
narodów. I każdy - czy Ukrainiec 
czy Polak - pragnący tego zbliżenia, 
powinien podziękować Polskiej Re- 
dakcji R.W.E. za ten gest. Więcej: 
jest to gest zaiste w duchu ekume- 
nicznym! 
Czytając stud!um Jana Tokarskiego 
o metropolicie Szeptycłdm (nr 34), by- 
łem naprawdę wzruszony. Bo już daw- 
no nie spotykałem rzeczy o tym wiel- 
kim człowieku tak głęboko przemyśla- 
nej, z taką znajomością tematu i z 
takim taktem napisanej. 
Ponadto w osobie Tokarskiego spo- 
tykamy szczerego przyjaciela Kościo- 
ła Rusko-UkraIńskiego, co jest tym 
cenniejsze, że od czasów X. Waleria- 
na Kalinki i biskupa Edwarda Likow- 
skiego mija już prawie sto lat. 
Michał Dobriański 
( M o n a c h i u m ). 
WYRAZY ZDZIWIENIA 
I OBURZENIA 


Do rezeptyckim, w 
nr. 34 "Na Antenie". W obronie świę- 
tobliwej postaci Metropolity zabiera- 
łem swego czasu głos na łamach "Kul- 
tury" (nr 6 z r. 1960) w zWlą.zku z 
jego procesem kanonizacyjnym. Po- 
stać tego wielkiego apostOła i prekur- 
sora wysiłków ostatniego soooru w 
kIerunku ponownego zbliżeI1la z Ko- 
ściołami wschodnimi i oczyszczaniem 
Kościołów umjnych IZ naleciałości 
łacińskich, jest mi szczególnie bliska z 
uwagi zarówno na osobistą znajomość 
z Metropolltą z moich czasów rzym- 
skich jaK i na dawne tradycje w mo- 
jej rodzinie, związane z unią i hierar- 
chLą. grecko
katolicką. 
Jedynie zaślepIenie nacjonalistyczne 
tłumaczy robieme 'Z niego polityka, a 
czynienie mu zarzutu że zawsze szedł 
ze swymi wiernymi, wynika z mezro- 
zumienia obowiązków pasterza i nie- 
znajomości struktury Kościoła. Zn1e- 
wazanie jego pamięci obraża uczucia 
chrześcijanskIe i niegodne jest trady- 
cji Rzeczpospolitej obojga Narodów. 
IJziś gdy wszelkie namiętności powin- 
ny były już wygasnąć nadszeał czas 
na oDiektywną ocenę' roli odegranej 
przez metropolitę Andrzeja, i tutaj 
głos należy przede wszystkim do Po- 
laków. Przecież Szeptyccy wyrośll z 
tej wspaniałeJ symDlOZY pOlsko-ru- 
skiej, która wydała w latach naszej 
chwały tylu mężów stanu wIeikich 
hetmanów i dostojników kóścielnych. 
Uwazam artykuł p. Tokarskiego za 
pierwszy krok na drodze do zadość- 
uczynienia z naszeJ strony za błędy 
popełnione przez nas w ciągu 20-lecia 
naszej niepodległości. 
Tytus Komarnicki 
( L o n d y n ). 
NALEżY ROZDRAPYWAC RANY 


Do redaktora "N a Antenie" 
Arty'kuł JdI1a Tokarskiego o metro- 
polICie Szeptyckim ("Na Antenie", nr 
0
), . wydał Się wielu, jak sądzę, wystą- 
plemem kontrowersyjnym. Władyka 
cerkwi unickiej nie miał dobrej prasy 
u Polakó",: ani w ,kraju przed wOJną, 
ani na emIgracji. Zresztą traktowano 

awsze ten temat raczej wstydllwie, 
ze niby "po co rozdrapywać ŚWIeże 
r
ny"? KUka artykułów zdecydowa- 
me wrogich Metropolicie ukazało się 
w różnym czasie w czasopiśmie "Ho- 
ryzonty", ale większego echa nie wy- 
wołały. Może dlatego że pismo nie na- 
leży do zbyt rozpowszechnionych a w 
wielu środowiskach emigracyjnYCh 
chyba w ogóle nie jest znane i czy- 
tane. 
Tokarski pisze o metropollcie Szep- 
tyck
m z wielkim uznaniem, a więc u- 
czymł ,wyłom w dotychczasowej tra- 
dycji. Stało się barcl:zo dobrze, choć 
pewnie i protestów nie zabraknie, a 
b
łoby jeszcze lepiej gdyby wystąpie- 
me Tokarskiego miało dalszy cilłg nie 
pozostało jednorazowym fajerWer- 
kiem. Tokarski nie wyczerpał zagad- 
ni
nia, ustawił je tylko w jaskrawym 
ŚWI
tle, 
t6re zapewne niejednemu po- 
razI. wrazIlwy wzrok. Innych zadziwi, 
gdyz ukazał materiały me znane ol- 
brzymiej większości Pol8ików. 
DZIałalność Szeptyckiego obfitowała 
w aspekty polityczne, mimo ze ich nie 

zukał. N\e mogło być iJlaczej, zwa- 
zyw&z.y charakter epoki ówczesnych 
stosunków pOlsko-ukralnskich. Tokar- 
sk.i raczej odsunQ.ł je na bok, świado- 
mie czy me; położyi naCIsk na sprawy 
czysto rellgijne. Niestety, w tym wy_ 
padku trudno jedno od drugIego od- 
dzielić, gdyż taka właśnJ.e była rze- 
cZywIstość. 
W stosunkach dwóch sąsiadujących 
narodów, 'których wzajemne dzieje 
sĘ>lątały się w nierozwiązalny i tra- 
glCzny węzeł, postać Szeptyckiego 
mogłRł?y stał się kluczowa. W innych 
układzIe I?ogłaby przeciąć ów węzeł, 
prawdziwIe gordyjski. Czyja wina że 
tak się nie stało? Na pewnonle metro- 
polity. Aby na to pytanie oopowieooieć 
obiektywnie, a nie łagodzl}c i nie prze- 
milczając niczego, trzeba by rozsze- 
rzyć płaszczyznę, na jakiej całą spra- 
wę postawił 'ł:0karski. Bez uprzedzef1, 
bez fa16zyweJ nacjonalistycznej py_ 
Chy,. ale i bez poddawama Się terro- 
rOWI wygodnego hasła: "Nie rozdra- 
Ę>Ywać świezych ran". Właśnie należy 
Je 
ozdrapywać, gdyż w przeciwnym 
razie znowu "Za.1'iOSI1Ił błonQ. podłości". 
J6zef Lobodowski 
( M a d r y t ).
		

/Archiwum_002_06_088_0001.djvu

			VllI 


Nr 1043, 27th March, 1966 


NA ANTENIE (WIAOOMOśCI) 


Wykaz utworów umieszczonych 


Ada.mpol - polska wyspa. 957. 
Afera mIęsna. 967. 
Ankieta o powstamu Btyczwowym. 
Zygmunt BerewwsJu. Adam C1ołk08Z. 
Tadeusz Pełczyński. Edward Raczyń- 
ski. .Marian Kukiel. Bolesław SuI1k. 
888. 
Ankieta ,,P.olityki" . 994/995. 
AntyemIgracyjna ofensywa. 1043. 
Atak. Sartre'a. 920. 
Baczynski Krzysztof. Uderz. 002. 
Bal1ń!>ki Stanisław ob. 70-lecie Anto- 
mego Słonimskiego. 1026. 
Bellwar Jan ob. OPOWIadania naiTo- 
dzone na konkursie lm. Cze.sława 
Straszewicza. 987. 
Ben Filip. Jak to było? Naoczny 
świaaek o poLskim Październiku. 
894. 898. 903. - Chruszczow z bll- 
ska. 916. 
Białoruski turysta w oJ'czyŹDie. 1026. 
Bie1atowicz Jan. "Słońce dziesi
u 
linu" . 894. - Szkice mlck:iewJczow- 
Bkle. 907/908. - PoezJe Jana Ro- 
stworowskJego. 916. - Gdy statek 
"Batory" był domem dzieci brytyj- 
skich. 920. - .Jubileuszowy tom Wie- 
I'IZyńs1uego. 969. - "LLsty rz; pustego 
domu". 974. - Wiloze doły beletry- 
stykI. 983. - Beletrystyka egz,otycz- 
na. 987. - - Z!1.m.knięta k&ęga. 1000. 
Bleli.ński E. Wiesław ob. 0POWld.da- 
J1la nagrodzone na konkursie im. Cze- 
sława Straszewicza. 994/995. 
Błaszczak stanISław. Pielgrzymka 
młodych planistóW. 969. 
BlIłd taktyczny. 990. 
Borwicz .Michał. Czarna róża. 903. 
- W kręgu wielkIch wygnańców. 
931. - Zocha. 1017. - Cyganeria i 
polityka. 1043. 
Bregma.n Aleksander. Sprawa Tu.cha- 
czewskiego. 939/940. - Rozwój im- 
perium sowieckiego. 977/978. - O- 
statni tydzień pokoJu. 1013. - Dzieje 
pewnego reportaJm telewjzyj:nego. 
1039. 
Br) LYJska miBja wojBkowa w Polsce 
1944-1945. 987. 
Budzyński Wiktor. PodwIeczorek 
przy ffilkrofODtie. SpowIedź satyryka. 
903. - - Klub piosenek. 969. - Kon- 
kurs młodych talentów. 1013. 
Bukiet bJ.ało-czerw.onyctl kwiatów. 
948. 
Burks RIChard V. Sprawa Rumun.lJ; 
czyli porażka bIegłych. 1017. 
Byłem więźniem Moczara. 1000. 
Celt Marek. Na falach "awitu" _ 916. 
Cenara Krzysztof. a.p. .J6
 Wina- 
wer. 990. 
Chcluk AndrzeJ ob. OpoWiadania. na- 
grodzone na konkursie :lm.. strasze.. 
WJ.OZa. 987. 
Cłun1elowiec Michał ob. 0p0w;iadan1a 
nagrodzone na km1ku
sie uno StraSZ&- 
wicza. 990. - ChrzeAmja.n.in w dzi- 
.viejszym świecie. 1017. 
Chodacki Marian. Gdańsk 1939. 969. 
Chomsowa Władysława. Powracam z 
Izraela. 916. 
Chudzyilskl Edward. DZień wielkiej 
przygody. 983. - Zwycięstwo bez 
dzwonów. 1000. 
CIołkosz Adam. '. Narodziny iDrugliej 
Rizeczypospolitej". 920. - Zgon Teo- 
dora. 957. - Tajemnice Oświęcimia. 
969. - PIerwsza Międzynarodówka. 
974. - Walka W.R N. okręgu kra- 
kowskiego. 983. 
Co .się kojarzy ze słowem Pol6ka? 
Krótka 
Leta. 903. 
Cud w Zabłudowte. 1013. 
UwoJdziński Antom. Cud w drug- 
storze. 934. 
Cybulski MaCiej. Abstrakcja i czary. 
920. - "Grek Zorba". Nowy f11m Ca- 
coya.nnisa. 1006. 
Czajkowski Ja.n. Dzieje j-ednej "tzan- 
tzy". 907/908. 
Czapski Józef. .....pamiętaj ile od cie- 
bie zależy". O Gustawie Herlingu- 
Grudzińskim. 1000. 
Czarnecki Marian. ściana Elgeru. 
916. - Czy Petain zostawe pośnuert- 
me rehabilitowany? 957. - ob. Noce 
wigilijne. 977/978. 
Czarny lipiec. 912. 
Czerniawski Adam. P.olski dom w 
brytyj'skim środowisku. 962. - El10t 
- twórca i krytyk. 987. - iMiłość 
mlekiem i wodlł płyną.ca. 1022. 
Ozłowiek który wytropił Eichmanna. 
Rozmowa Tadeusza Nowakowskiego 
z lDŻ. Szymonem WU
enthalem. 948. 
Czwarty zjazd. 957. 
Czy .i jakie Istniały możl1woścl oca- 
lenia państwowości polskiej, w (]O,bie 
Stanisława Augusta. Tadeusz Piszcz.. 
kowski. Ma.rla.n KokieL Kajetan Mo- 
rawski. Edward Raczyński. Adam 
Sawczyńskl. Tadeusz Koźlakowskl. 
1039. 
Czy Kalkstetn ;na wolności? 1017. 
Ozy konflikt oBOw.iecko-chiński jest 
faktem Dleodwracalnym? Rozmowa 
Jana N owaka ! Michała Góreckiego 
z prof. Zbigniewem Brzezińskim. 
907/908. 
Czy możliwy jest powrót do staliniz- 
mu w ZwdąZku Sowieckun? 983. 
Czy ktoś mówił o braku papIeru? 
974. 
Czy Polska może pójść śladami Ru- 
mUnli? 962, 
Ozy przeżytek? Dyskusja o Brytyj- 
skIej Wspólnocie Narodów. 994/900. 
Czy a;mierzch aztuk.i abBtrakcyjnej ? 
952. 
Danllewiczowa Maria. iPrzegląd cza- 
sopism krajowych. 912. 916. 920. 925/ 
926. 931. 934. 939/940. 944. 952. 974. 
Dialog z ojczyzną.. 952. 
DIalog rz; przec1WIliooem. Rozmowa 
Jana Nowaka rz; dz1enDlkaI1Zem 'z Kra- 
ju. 903. 
Dlaczego tak było? 944. 
Dobek Czesław ob. Noce WtigHijne. 
977 /978. 
Dwa wjelkie plany. 898. 944. 
Dwadzieścia lat temu w Mumau. 
1006. 
Dwie metody 1nformowa.nda slucha- 
czy. 931. 
Dw.le or.lentacje polskie w czasie 
pierwszej wojny światowej. Dysk\1JSja. 
898. 
Działacz żydowski o Soborze. 925/926. 
Dzieci polskie w Monachium. 912. 
Dzisiaj w Betlejem... 977/978. 
Eksperyment nowosą.decld. 1017 
Effilgracja w oczach Ang.ielki. 934. 
EVaIls KJara ob. Opowiadania na- 
grodzone na konkursie ,im. Strasze- 
wicza. 1006. 
Fakty i cyfry. 987. 990. 994/995.1006. 
1013. 1022. 1026. 1035. 1039. 
Fakty J wydarzenia. 888. 
Freud! LudwIk. "Dwa dwudziesto- 
lecia". 1035. 
Fryllng Jan. Na scenie amerykań- 
skiej. 894. - ob. Kornel Makuszyń- 
ski. 962. - "Wuj Mieczysław". 1035. 
Gacki Stefan . Trzy "n1ezł,omne" sta- 
.) Dla ułatwienia orIentacji poda- 
jemy numery porządkowe" W.ladomo- 
ści", a nie numery dołączonych do 
nich dodatków "Na Antenie". 


ny. 894. - Uboga Ameryka. 912. 
Galantiere Lewls. Zagadnienie mu- 
rzyńskie w Stanach Zjednoczonych. 
Połudme. 939/940. Północ. 944. Katelbach Tadeusz. Afera, o której 
Garlińskl Józef. Akcja .Jula. 948. - nie wolno pisać prawdy. 931. - O 
Z historii walk ArDll1d Krajowej. Zwlą- powrót Polaków z Rosji. 987. - Po- 
zek odwetu. 002. lacy w Rosji. Rozmowa z repatrlan- 
Gdzie powiIlitm spoczywać ostatnI tern z .sowieckiego łagru Hans
m 
król polskI? Bogusław Miedzlński. Bergmannem. 1000. 
Wacla.w Jędrzejewicz. Kazimierz KatyńskI panuętnik. 962. 
SosnkoW!SkI. Edward Raczyński. Ka- Kie
owski Leopold. Teatr Narodo- 
zimierz Papee. Marian Kukiel. Cze- wy w Paryżu. 952. - Cw1kła. 987. - 
sław Chowaniec. Oskar HaI
ki. Leon Gawędy pana Zygmunta. 1029/1030. 
Koczy. Wiktor Wełotraub. KamIl - PożegnanIe przyjaciela. 1043. 
DZlewanowski. Władysław Wielhor- Komitet P.Z.P.ł{. o radiostacjach za- 
ski. 920. AdalIn Pragier. Wojciech chodnich. 907/908. 
\Vasiutyilski. Zygmunt Nowakowskl. Kumła KazimierL. Grobowjec POI1ia- 
Jozef Wittlin. Wacław Gmbi:ński. Mi- towskiego w T06kanii. 944. - Karie- 
chał Sambor. Tadeusz Nowakowski. ra pana Litrico. 1000. 
Juliusz Mieroszewski, W. A. Zby- Kornel Makuszyński. Trypty,k w 10-ą 
szewski. Tymon Terlecki. Maria Da- rocznicę zgonu. KazimIerz Wierzyń- 
nilewicwwa. Konstanty Jeleńskl. ski. Jan :I<'ryling. \Vładysław Marth. 
926/926. Marła Ozapska. Juliusz Sa- 962. 
kowski. Paweł Za.remba. Andrzej Po- Kossowska Danuta. Powieść Elii Ka- 
mian. Aleksander Janta. Wiesław zana. 894. 
Wohnout. Jan Fryling. Marian Cza.r- Kossowska Stefania. Od Glełgudzi- 
necki. Witold NowoHad. Tadeusz szek do Stratd'.ordu 939/940. 
Piszczkowski. Mieczysław Paszkle- Kowalski Jan. ,,
YCle raz jeszcze". 
włcz. Emeryk Czapski. Karol Poznati- 1013. 
ski. Zygmunt Nagórski, sen. Wanda. Kozłowska Henryka. CzarlOWIlicy d 
Pełczyfu>ka. Stanisław Paprocki. Leo- czary. 977/978. 
pold KIelanowski. Eugeruusz Weese. Krok-Paszk()wski Jan. RzemiosłQ 6łu- 
931. ży społeczeństwu. 898. - Niech się 
Generał SikorskJ. jako człowiek i po- "OrbLs" uśmiechnie. 939/940. - Aleja 
lityk. Dyskusja okrągłego stołu. 920. Radosnego Wjazdu. 944. - Gatt i 
Gwrgie1ewicz Mieczysław. Jak "Quo sprawa polska. 948. - Między Bruk- 
vadis" podbiło Amerykę. 944. selą a Moskwą. 962. - Wliatraki. 
Głos wuejskiego probo6zoza. 939/940. Słuchowisko z czasów wojny i okupa- 
Głos wołajQ.Cych na puszczy. Zwoje cji. 983. - Gruzy ,i cegły Warszawy. 
znad morza Martwego i pochodze- 987. - Kryzys czy p<>wQdzeIlle? Za- 
nie chrze8cijaństwa. Rozmowa z X. gadn1enia architektów polski.ch. 990. 
Józefem Milikiem. 916. Kruszelmcki Ludwik. List z Austra- 
Głos z Kraju. 894. Iii. 907/908. - Niespłacony dług. 969. 
GniatczyńSki Wojciech. Znajome twa- Kryzys filmu polskiego w oczach 
rze. 944. - Proces <>ŚWaęoimski. 990. Norwega. 962. 
Gospodraka. 939/940. Kuklel .l\'larian. PI'lZed św1tem. 934. - 
Górecki MIChał. Walka o model go- Ze wspomnień. Bur
 od Wschodu. 
spodarczy. 888. - "ProsperIty" trwa. 962,. - Wspomnleinie o T. T. .Jeżu. 
907/908. - Plan Chruszczowa w śle- 974. - Ignacy Daszyńs
i. 990. _ 
pym zaułku. 925/926. - Dorobek Ra- Władysław Mickiiewlcz. 1022. - Pa- 
dy Ekonomicznej. 944. - Dialog Go- miętniki Kopańskiego, 1029/1030. _ 
mułki z Gomułką.. 948. - Dwa 20- Pożary wstają z popiołów. 1039. _ 
leCla. 952. - Ozy maszyny do licze- Sokolnic
 w AnkaI1Ze .I przyja.źiJ. 
nie przezwyCI꯹. dogmatyrz;m? 009. turec
. 1043. 
- Nieunikniony prOCeB historyczny. Labourzysta i konserwatysta pmed 
977/978. - Nowy jugosłoW1iański. ko- mikrIOfonem Radia Wolnej Europy. 
deklS partyjny. 983. - Stacje benzy.- 916. 
nowe. 987. - Ceny rynkowe w Cze- Lasocki WIesław A. Krechowiak. 
chosłowacji. 990. - Polski cukier 1013. - Kiwu .skrzydlaty. 1029/1030. 
krzepi Fidela Castro. 1000. - Po- Lasota Michał. Humlikon we może 
kłosie IV plenwn. 1013. - Kto płaci umrzeć. 939/940, - WspomnJ.enie po- 
za błędy komunistycznego plan.owa- śmiertne. 1000. - Kanał Ezachiasza. 
nia? 1017. 1043. 
Gra o wy.soq stawkę. 907/908. Leonhard Wolfgang ob. Jabłoński 
Grudziński Antoni. Kapitulacja W,il- Zygmunt Mo 934. 
helm.shaven. 1000. J..eśm.ian Wanda. Szczęśliwe godziny 
Grydzewski MIeczysław ob. 70-lecie z moim oj,cem. 1043. 
Antoniego Słonim6kiego. 1026. Lewln Leopold. Przyjdzie poeta. 894. 
naDer Józef ob. Noce wigilijne. 977/ Lipowłecka Ewa. Rozmowa z laurea- 
978. tern. 888. - Ludzie ;i. sprawy nowego 
Hemar M.a.rJan. Utopia. 888. - 0- śwjata. 931. - Balet klasyczny w 
statni tren. .Jeden akt WleI\SZem na Amery.ce. 934. 
podniesienie kurtyny. 912. - Sumie- List biskupów. -Głosy stą.d ;i. stamtąd. 
nie Anglli. 916. - Ballady i wariacje. 1035. 
925/926. - Do żak1iny. 931. - Ko- List do Rozgłośni. 994/995. 
smopo1!ta. 939/940. -Podróże kształ- List otwarty z Kraju oi nasza. odpo- 
cą.. 952. - Wojtek Wojtecki. 957. - wiedź. 888. 
Afera. 962. - "Wró2Jba Wernyhory". Listy do redaktora. Michał Sokolni- 
969. - Pogłoska.. 974. - ,,(Pa- cki. Józef Wittlin. 007/908. Aleksan- 
W1em na.rod6w byłaś i papugą". 997/ der Bregman. 912. Max Nomad. Jan 
978. - Dosiego nasłuchu. Informacje Bielatowicz. Jacek Maclmiewicz. 920. 
z pierwszej ręki. 983. - A Farewell. Jędrzej Gil!>rtych. Michał Sokolmcki. 
987. - W najciekawszym momencie. 926/926. Aleksander Majewski. E. J. 
994/995. - Pr.otest intelektualistów. Czemiawski. Stanisław Nowacki. Ka- 
1006. - Mikrofony. 1022,. - KsilłŻę. zimierz Trębicki. Henryk Przyborow- 
1026. - 100 dni m1lczenia. 1039. - ski. Irena Sokolnicka. Jadwiga. Be- 
Dawny iSpór. 1043. ckowa. Edward Ra.d.wan-PfelUer. Ty_ 
Herling-Grudziilskl Gustaw. "Rozra- mon Terlecki. 931. Stanisław Zanlew- 
chunek" Tibora Dery. 888. - żyzna ski. Karol Wędz1agolski. Ta.deosz 
samotność. 907/908. - "Telemach w Machalskl. Marian KukleL 939/940. 
labiryncie Bwiata". 934. - "Barba- Zygmunt Markiewicz. Bohdan O. Je- 
rzyńca w ogrodzie" 
bigniewa Her- żewski F. Strzałko. Marian Ośn.ia- 
berta. 944. - Mechanizm cenzury łowski. 948. Edward iRadwan-Pfetffer. 
komunistycznej. 952. - Głosy z Ro- 957. Jędrzej G1ertych. 962. Jan Ble- 
.sji podziemnej. Rosyjski Lucyfer. latowicz. 974. Mieczysław Szuma.ii- 
Konformistyczne .odkupienie. 962. - ski, płk. googr. Konstanty Czecho- 
ob. Pani Maria odeszła. 1006. - O wicz. Tadeusz Saryusz-Blelski. 983. 
DostojewskJ.m. Stulecie "iPodpolja". MarJall Kukieł. 987. Sabin Popkie- 
1035. - ob. 70-lecie Antoniego Slo- wlcz. Kazimiera SlWska. 994/995. 
nimskiego. 1026. Zofia Kozarynowa. Zofia KaBprzycka, 
Herlmg-Grudziński Gustaw i włady- 1000. Józef Garliński. Maria Kowal- 
sław Tański. 8
 podzlelone pmez 2. ska. 1006. J6zef Poniatowski. 1013. 
Dwugłos o nowym fllm!e Felliniego. Zygmunt Wieliczka. Kajetan Moraw- 
912. ski. 1022,. Adam Czerniawskl. Rudolf 
Hostowiec Paweł. "Cyrll, gdzie je- S. FalkowskI. Barbara Bobkowska. 
steli'. 888. - ..Matnia". 894. - Czte- 1029/1030. Zofia Scheuring. Aleksa.n- 
ry ksil}Żkl Andrzeja Brychta. 898. - dra Stypułkowska. Zygmunt Wielicz- 
"E1cipa Antygona". Debiut 26-letnie- ka. 1035. UkraJński Ruch Chrze- 
go pisarza. 912. - "Zwpiski z mart- ścljański. Oddział w Monachium. Mi- 
wego miasta". 934. - "Dzień oszu- chał Dobria.iiskL Henryk Komar- 
sta". 939/940. - O żyClOrysie.Marl.i L J. J. MllUl8ZeWSki - Kazimierz 
Kalergis. 962. - Nagrody dla debiu- Biłyk. Stanisław J. PaprockJ,. Kazi- 
tantów. 977/978. - Pośmiertna po- mien Tręblcki. Tytus Komarnicki. 
wieść Piętaka. 1000. - iSzla.check,ie Józef Lobodowski 1043. 
dz.1edziotwo. 1022. Listy z Kraju. 888. 894. 898. 907/ 
Humor krajowy. 898. 903. 931. 934. 908. 912. 916. 920. 926/926. 931. 934. 
939/940. 944. 948. 007. 962. 969. 974. .944. 948. 962. 969. 974. 977/978. 987. 
983. 987. 990. 994/99!i. 1000. 1006. 990. 1000.1006. 1013.1017.. 1035.1039. 
1013. 1017. 1022. 1026. 1029/1030. LitwIn. Wilno w oczach Litwina. 
1039. 1043. 10209/1030. 
Humor którego nie będzie. 907/908. Losy dowódcy Armii Krajowej gen. 
I co dalej? 939/940. Roweckiego. Rozmowa Tadeusza za.- 
Ignazlo Silone o włoskich komun!- wadzkiego z redaktorem Wołodymi- 
stach i demokracjach ludowych. 962. rem Stachlwem. 907/908. 
Inkwl!zycja.974. Lada Jan. Promień życia czy iŚmier- 
Iwanowski Jerzy ob. Noce wig.ll1jne. ci? 1017. 
977/978. Mackiewicz Stanisław. W.l1in.o w uśc1- 
Jabłoński ZygmWlt M. List polecony. sku cmentarzy. 1043. 
898. - "Cicero jestem. do usług!". Majewski Aleksander. Na szlaku ka- 
9!i7. - Mały kapral na małej ,Elbie. raibsklch huraganów. 926/926. 
969. - V 1874-1965. 987. - 00 by Marth Władysław. Nieznany list Ko- 
było gdyby... Zabawa radLOwa. 990. lIciuszki. 948. - ob. Kornel Maku- 
- Weselisko nad wese11skami. 1013. szyń,skl. 962. 
Jabłoński Zygmunt M. (opracował) Marxizm d studenci. 1000. 
według pomysłu Wolfganga. Leon- 
harda. Trzej mędrcy z Zachodu. 934. .

 
Jacewlcz-Kożuchowski Alfons. Mek- 
syk - 
emia wulkanów. 952, 
.Jak doszło do decyrz;ji powst;a.Irla. Re- 
lacje świadków historU. 962. 
.Jak Polacy żyją na Białorusi. 948. 
Jaksińskl Józef Piotr. Młodzi poeci 
w Kraju. 1022. 
.Jan Nepomucen !Miller przed SQ.dem. 
102.2. 
Jedllcki Witołd, Terror meldunkowy. 
903. 
Jeleńskl K. A. iDWtie szkla:n.e kule. 
969. - Aktualność ma.lal1stwa Józefa 
Czapskiego. 974. 
.Jeszcze o sprawie 34. 957. 
.John Strachey przed mikrofonem na- 
szej rQzgłOŚIll. 894. 
Jordan Zbigniew. Losy polskiej BO- 
cjolog1i. 920. - Ewolucjonizm. 1000. 
Jot. W,spomnJ.enie 
 OświęcunJia.. 1006. 
Julicki Stanisław. Rozm.owa 
 Mar- 
kiem Hłaską. 888. - Dno. 894. _ 
Wszystko o BlUesach. 948. - Młodzi 
na Zachodzie o konflikcie pokoleń. 
969. - Rozmowa. 977/978. - Maeada 
- orle gruazdo Heroda. 1017. 
Kariera zaczęła się w Polsce. 916 
Karykatury ze ,,'szpilek". 962. 
Kasperski Bolesław. "lMinUJteman". 
894. - Wojna przez Ipl'zypadek. 912. 
- Oczy 1 uszy lotnictwa NATO. 920. 
- Chiny i ich potencjał wojskowy. 
974. - Polaris. 1017. 


w nr. nr. 


1-36 


Opracowała Róża Orlik-Riłckemannowa 


.l\'lenhard Aleksander. Polowanie na Odkrycie grobu św. Piotra. 994/995. 
diźwJ.ęk. 888. - ł....owy na dźwięki. "Ogruste ptaki" w Klubie P.losenek. 
894. - Kiedy Panu Bogu za
ra.K.ło 
3!i/940. 
czarnej farby... 944. - Most na Du- ..Operation Heartbreak". Słuchow;!- 
naju złmdowany w cilj.gu 18 minut. sko. 925/926. 
- Ludzie są dobrzy. 983. OpowIadania nagrodzone na konkur- 
Meyer Leszek. W domu sąsiada. Sle im. Czesława Stra.szewicza. Jan 
Czechosłowacja. Rumunia. 903. Wę- Beliwar. Niebo wyżej. Andrzej 
gry. Rumunia. 912,. - Bllans popaź- Chciuk. Bal olimpijski. 987. Michał 
<1ZIernikowych zmian. 925/926. Cbmiel()wiec. Pożegnanie. Jan Nieza- 
Miasta nieda1ek1ej przyszłości. Roz- budek. Zaślubiny. 990. Wiesław E. 
mowa Leopolda. Kielanowsk1ego z Bieliński. Woda w fiordzie jest sŁona. 
pl'Olf. JanulSZelln Kolbuszewskim.. 9,57. 994/995. Klara EVaIls. Ręce. Aleksan- 
l\1ieleszko Tadeusz. Zamek na ISkar- der Porembiński. Cześć pra,cy. 1006. 
ple wJślanej. 1043. OSad('zuk Bohdan. Głos protestu Wa- 
IffieroszewsKi JulIusz. Odra-Nysa: syla Symonenki. 994/995. 
my i oni. 1006. IOstatme lata marszałka Edwarda 
Mieszaniny. 898. 907/908. sffilgłego-Rydza. 912.. 916. 
Milik Jóut X. ob. Głos wołaJą.Cych Palester Barbara. Na marginesie kon- 
na puszczy. 916. kursów muzycznych. 969. 
Młodzi wooec systemu. Ankieta. 934. Pale ster Barbara (ankietę opracowa- 
Monte Cassino. 948. ła): Konkursy chopinowskie. Za czy 
Morawski Kajetan. O Jarue xxm ,i przeciw? 1006. 
jego poprzednikach. Wsponuuenie ł'alester Roman. Witkacy i iMici:ć..skJi. 
osobiste. 
07/908. - Polity.ka g06po- 888. - GW1RZdy opery po1Bkiej,l900- 
darcza 1936-1939. 962. - Generał 1939. 894. - XXIV D1Jlędzynarodowy 
Maxime Weygand. 990. - Pamiętni- festi'Val filmowy w Wenecji. 916. - 
karz zupełn1e pneciętny. 1000. - Polska opera w zachodn1ej Europi.e. 
Dziedzictwo Dmowskwgo. 1006. - 952. - Muzyk klasyoZlllej jasności. 
H.ozważania o emigracji. 1013. 994/995. StulOOle ,,!Straaznego 
Możliwości polskIego Paźdrz;jernika. Dworu". 1022. - 200-lecie narodowej 
Dyskusja .o artykULe Witolda Jedl1- sceny. 1029/1030. 
c.k,iego. 888. Pamiętne dni PaźdzIernika. 1026. 
Morrison Cressy Abrahaln. -Dlaczego Pan Henryk w naszych wspomnie- 
wierzę. 1017. mach. Bracia Jan Jundziłł i: Stanisław 
Muszą informować. 962. BabńScy. Janma z Puttkamerów-żół- 
Na ręce prokuratora generalnego. towska. Konrad Libicki. Róża. z Wi- 
1013. śniowskich Blomfield. ZdZIsław 
Naganka. 994/995. Szczerbiński. Jan Fryling. 1000. ... 
Nagorskl ZYgIQUl1t. Pamiętniki Wi- Pan Zygmunt - mistrz radioweJ ga- 
tosa. 987. wędy. 920. 
Nagórski ZygD1Wlt, jr. Pomalowany Pani Maria odeszła. .KazimI.erz Wie- 
ptak. 1035. rzyński. Gustaw Uerlmg-Gmdziński. 
Najlepsza kraj,owa kaiq,żka roku. Tadeusz Nowakowski 1006. 
Symboliczne przyznarne nagrody 11- Panna Maria w Tex8.Sle. 939/940. 
terackiej. 903. Panorama. 903. 907/908. 912. 916. 
Najlepsza k.sią.żka krajowa roku 1963. 920, 931. 934. 944. 948. 962. 
Fragmenty stenogramu dyskusj.i w Pełczyńska Wanda. Odbioi,e w!ęźn1ów 
której udział wZlęli: Marla Danlle- w Wilnie w czerwcu 194L 1006. 
wiczowa. Gustaw Herling-Gmdziń- Petardy, aresztowania i nakazy pra- 
skl. Tadeusz NowakowskI. Roman cy. 903. 
Paiester. Tymon Terlecki (przewod- "Plan Brzezińsk1ego".. W dyskusj1 
niozący). 931. wj7)ięli udział: Aleksander Bregman, 
Najlepsza książka pols
 wydana po- Adam Ciołkosz, .j\.dam Pragier d Pa- 
za Krajem w roku 1963. 939/940. weł Zaremba. Przewodiniczył Jan No- 
Najlepsza książka roku 1964. wydana wak. 1013. 
w .P01sCe. 990. Poeta-wojaźer. 894. 
iNajle
a .k.sią.żka krajowa roku 1965. Poezja młodych RosJan w przekła- 
Stenogram d)'lSkusJi w której udział dzie Józefa Lobodowsk1ego. 926/926. 
w.zię1!: Marła Danilewiczowa, Kon- Poezja Paździerolka. Julian Przyboś, 
stanty Je.leński. Tadeusz Nowakow- Tadeusz Vhrzanowsk1, Stanisław Sko- 
ski. Kazimierz Wierzyński i Roman necZ1lY, Mieczysław JMtnm, Ana- 
Pale ster (przewodniczący). 1035. tol Stern, Bohdan Drozdowski, Wan- 
NajpilnLej,si słuchacze. 894. da Karczewska, Jerzy Jesionowski, 
Nasz Pa.ździerlllk. W Bpolnnienia Pierre-Jea.n de Beranger (przeł. An- 
świadków l uozestników pamiętnych drzej Nowicki), Juliusz żuławski 
wydarzeń roku 1966. - 1026. 1022. 
Nawratowicz Barbara. P.iWlllka. Pod Pokłosie dyskusjd. 957. 
Baranami. 1026.. 1029/1030, Pokłosie wyborów. 1006. 
Nie rozdzieli nas żadna kurtyna. 912. Polacy w Rosji. 1013. 
Nieoczekiwany rerz;ultat. 912. Polemika z Gomułką.. 898. 
Nieukochani kmiotkowie. 969. Polemika z "Tr
buną. Ludu". 903. 
Niezabudek Jan ob. Opow18.dania na- Polityka .Józefa Becka. Dyskusja 0- 
grodzone na konkursie jm. strasze- krągłego stołu. 925/926. 
wicza. 990 Polonia -Semper F'lde1iB. 898. 
Nieznane kulisy powstanJa wojska Polska i Europa w oczach !Studenta 
polskieg.o w RosjI. 931. z Wa,rszawy. 888. 
Nina .Polan. Rozm.owa z aktorką. Polska w oczach Austrjaka. 916. 
969. Pomian Andrzej. Amerykański model 
"Noc mozolnego dnia". 952. gospodarczy. 907/908. - Jak. zapa- 
Noce w1gilijne. Marian Czarnecki. dają decyzje w Białym Domu. 925/ 
W Kabylil. Czesław Dobek. W łagrze. 926. - W i.mien.iu Polski walczącej. 
Jerzy Iwanowski. W taJdze. Józef 957. - Plany 'Stalina a =yw iStolicy. 
Haller. W Londynie. 977/978. 962. - Polska między WlSchodem d 
Nowa forma haraczu. 948. Zachodem. 990. - Zbiór poetów pol- 
Nowa taktyka. 894. skich XIX wieku.. 1013. - Oztery po- 
Nowak Jan. Do czytelnika. 888. wstania narodowe. 1017. - Dwa kry- 
Płyta-wudmo. 939/940. - Ostrzega- zysy. kubańskie w świetle ostatnich 
my. 1022. - StrategolR Prymasa. artykułów.l ksią.żek. 1039. 
1035. Pomnik 'bohaterów War.szawy. 912. 
Nowakowski Tadeusz. Zmarnowano -Pomoc z Zachodu dla Polski podziean- 
człow.i.eka. 888. - .ob. Wracamy z nej. ..Intonacja" - "Riposta" - "Od- 
Oberhausen. 888. - iRekOlllwa1escen- wet". 1017. 
cja z przeszkodami. 898. - !Polacy Pomorza.nin. "WalClZl}cy Gryf" Wań- 
w Erlangen czyli "Nie e
sperymen- kowicza. 974. 
tuj!". 912. - Czesio. 916. - "Sennik Poremblński Aleksander ob. Opowia- 
współczesny" Tadeusza Konwi.ckjego.. dania nagrodzone na konkursie im. 
944. - W poszukIwaDJU ostatnJ.ego Czesława Straszewicza. 1006. 
towiańczyka 990. - ob. Pani iMama Powrót neoBtali!llowców. 894. 
odeszła. 1006. - ob. 70-leoie Antonie- Prapremiera opery Romana Palestra.. 
go Słonimskiego. 1026. - Alicja w 994/995. 
piśmie biegła. 1029/1030. Pragier Adam. Polityka zagranLczna 
Nowakowski Tadeusz (opracował): Stalina. 962. 
"Wierna I'IZeka" Stefana 
romskle- Prawda i legenda. 1000. 
go czyli kartki z ;nienapisanego pa- ,/Prawdziwa ,cnota kry-tyk się me 
miętIllka Salomei Bryniokiej. Adap- boi". 1039. 
tacja radiowa. 903. Protest robotników ze Swarzędza. 
Nowakowski Tadeusz (rozmowę prze- 987. 
prowadził). Rozmowa IZ J6zefem WUI- PrzedaWDienie .zbrodn1 hitlerowskich. 
fem. 1013. 977/978. 
Nowakowski Zygmunt. ,>Kropla m1e- Przyczyny klęski wrześniowej. Ta- 
ka". 888. - Wielkanoc pod Wawe- deusz Bielecki. Adam Ciołkosz. Sta- 
lem. 994/995. - Bóg się rodzi. 1029/ nisław Kopański. Bognsław Mledziń- 
1030. ski. Stanisław Mikołajczyk. Sławoj 
Nowe wcielenie pana iPiszczka czy- Składkowski. 1017. 
li łapcie agenta! 912. Przyjemna rozmowa. 1013. 
Nowojorska wystawa światowa. 948. Przyłuski Bronisław. 'Stefan iKnapp. 
Nożycam! po prasie krajowej. 974. 888. - Kwuełki Bożonarodzeniowe. 
977/978. 977/978. - Zam.ek w KufBteinle. 
O co pytają. ludzie w PoI.sce? 948. 994/995. 
O Michaile Szołochow.le. Dyskusja Płaczek Józef. Przykry zgrzyt. 907/ 
okrągłeg.o oStołu. 1026. 908. 
O młodzieży w Kraju. 944. Pytania przedwyborcze. 1000. 
O pomnik ofJ,ar Katynia. 987. Reakcja w Polsce :na. IZ8.bój,gtwo Ken- 
O powrót Polaków rz; Rosji. !Listy z nedy'ego. 1026. 
Kraju i zagranicy. 994/995. Redaktor "lPreuves" o Gzechosłowa- 
O twórcZOŚCI MarU DąbrowBkl.ej. 903. cji. 1013. 
O Związku MłodY'Ch Demokratów. Rendez-voUfl o szóstej dziesięć czyli 
920. "Big-Beat" na gorąco. 102g/1030. 
Obertyńska Beata. Pośmieciuszek. Robert iKennedy w Polsce. 957. 
1006. Rola opozycji w ustroju demokra- 


ROZGŁOŚNIA POLSKA RADIA WOLNA EUROPA NADAJE SWOJE 


PROGRAMY OD GODZINY PI
TEJ RANO DO DWUNASTEJ DZIE- 


SIĘ:C (W SOBOTY DO DWUNASTEJ), W NOCY I W NIEDZIELE OD 


SIóDMEJ DO JEDENASTEJ PIĘ:CDZIESI
 T 


W 


NOCY 


NA 


FALACH 


KRÓTKICH, W PASMACH 16 m, 19 m, 2S m, 31 m, 41 m, 49 m, 80 m, 


ORAZ NA FALACH ŚREDNICH W PAśMIE 417 m. 




 


"Na 


Antenie".) 


tycznym. Rozmowa Adama Clołkosza 
z posłem Patrickiem Gordonem Wal- 
kerem. 912. 
Rola R.W.,E. w dobie "pokojowego 
wsp6ł1stn1enia". Rozmowa IZ Janem 
Nowakiem. 957. 
Rorna.nowski Jan. Curiosum. 907/908. 
- Togliatti przeciw Gomułce. 912. - 
Niezwykła powdeść sowiecka. 916. - 
śmierć w kosmoSle. 920, - Komuni- 
ści włoscy o literaturze sowieckiej. 
939/940. - Komunista włoski .o lik- 
widacji Komunistycznej Partii Pol- 
ski. 948. - Komuniści włoscy o upad- 
ku Chruszczowa. 974. - LU!ty do pa- 
pieża. 1029/1030. - Przewrót w Wa- 
tykanie. 1035. 
Romiszewski Eugeniusz. 10 lat temu. 
Uwięzienie kardynała Wyszyńskiego. 
916. - Waterloo 1816-1965. 1013. 
Romiszewski Eugeulusz (adaptacja 
radiowa). Prorocza proza Zygmunta 
Krasifukiego. Niedokończony poemat. 
1022. 
Rostworowski Jan. iKolchida. 931. - 
Duma o rłldaktorze. Rozmowa Gawła 
z Pawłem. 952. - Prowincja pani 
Zofii. 1039. 
Rozczarowany Piotr. Spokojna cIcha 
stajenka licha. Stoisko książki pol- 
skiej we Frankfurcie. 920. 
Rozgłośnia Polska Radia Wolna Eu- 
ropa w zwierciadle karyJulJtury kra- 
jowej. 903. 
Rozmowa z Feliksem Topol.8kbn. 
1013. 
Rozmowa z li.tewskim dziennikarzem. 
1006. 
Rozmowa z rodakiem. Uwagi przy- 
jezdnego z Kraju. 903. 
Rycene Polski Ludowej. 962. 
Sakowski Juliusz ob. 70-lecie Anto- 
niego Słonimski.ego. 1026- 
Samotny archeolog na ślada.ch Moj- 
żesza. 952- 
Siedem polsklch grzecMw głównych. 
Dyskusja o książce Zbigruiewa Zału- 
skiego. 894. 
Sierzowa Krystyna (rozmowę prze- 
prowadziła). .Joseph Conrad we wspo- 
.mni.eniach syna. 1035. 
Sikorski Roman. 'MItra ksiQ.żęca za 
akt dobroci. 931. - Kartka z maga- 
zynu filmowego. 002. - "CzłOWiek 
naszych czasów". 974. - Filmy cze- 
sIcie li duńskie. 983. - Festlval krót- 
kometrażówek... 994/900. - Wątpli- 
wości festivalowe. 1022. 
Skrzydła Lotu. 934. 
Słowa prawdy. 1035. 
Solecki Marian. Dom Przyjaźni. 920. 
Sosabowski. Stanisław. Gen. Kukiel 
jako dowódca. 1013. 
Sowieckie trudności gOspodaroze w 
świetle cyfr. 962. 
Sowiński KaziJn1erz. Tadeusz Sułkow- 
ski - poeta niepożegna.ny. 1017. _ 
"Opisane z pamięci". 1039. 
Spór o ".Popioły". 1029/1030. 
Sprawa stosunków dyrplomaty.oznych 
z Watykanem.. Dwugłos katolików. 
925/926. 
Sprawa ograniozenia przyrostu na- 
turalnego. 898. 
stefan Żeromski 
 perspektywy lat. 
Ankieta. Maria iDa.n1lewiczowa. Wi- 
told Gombrowicz. Gustaw Herllng- 
GmdZIński. Paweł Hostowiec. Kon- 
stanty Jeleński. Tadeusz Nowakow- 
ski. Bronisław Przyłuski. Zofia Ro- 
ma.nowiczowa. Kazimierz Sowiński. 
Tymon Terlecki Kazimierz Wierzyń- 
ski. Józef Wittlin. 974. 
"Stężejem w płaskorzeźbę". 962. 
Stra.szewicz Czesław. Bitwa. war- 
,szawska 1920. 907/908. - Zamek We- 
toperzy czyLi królowa Bona umarła. 
1006. 
Stroiński Zdzisław. Trzeba. 962. 
Strzałko Franciszek. Ikony i kwiaty. 
1017. 
Stypułkowska Aleksandra. iPod ob- 
strzałem. Proj.ekt nowego kodeksu 
karnego i opinia publiczna. 888. _ 
Vevey: ostatni rp	
			

/Archiwum_002_06_089_0001.djvu

			Nr 1043, 27th March, ..l966 


WIADOMO
CI 


3 


.. 


ł--...Jua 


Człowiek który zniknął 


DZiennikarka amerykań.ska Flora CZiaSle Allen Dulies, szef Office of 
Lewis przypomniała pr'zedztiwną hi- strategie Serv1ces (O;S.S.). Sowiety 
t>torię Noela Fielda i trzech innych były wówczas sojusznikiem Ameryki! 
osób, które na kilka lat "zniknęły" więc współdziałanie z komunistamI 
w Sowietach i potem znowu niespo- uważał za rzecz całkiem naturalnI}. 
dziewanie się .zjawiły. Książka jej Co więcej, DulIes, podobIllie jak Noel 
p.t. "The Mam. Who Disappeared"*) FIeld, wier.zył że Sowietom trzeba 
Omawia wiele szczegółów tej sprawy, ufać jako naj wierniejszej przeciwwa- 
a raczej czterech różnych spraw ze dze faszyzmu. Prosiło się po prostu 
BObą związanych, bo szło przecie o by ci dwaj ludzie zetknęli się i ze 
cztery osoby. Zbieranie materiałów sobą współpracowali. Noel Field stał 
zabrało jej, kilka lat czasu, a i tak się łąCZlJJooem Dullesa z emigracyj- 
Wiele luk pozostało niewypełnionych. nymi odłamkami rÓŻl!lych partii ko- 
Bo nikt kto z Fieldem i bliskimi mu munistycznych, we Francji, w Szwaj- 
Osobami m1ał do .czynienia, nie chciał carii, a nawet w Niemczech. Dla 
mówić. Że zaś sprawy ich nie zawa- Sowietów było to nierównie Wa7..niej- 
dziły o żadne sądy, więc i z aktów sze niż wiadomości jakie N.oel Field 
nie można było lrorzystać. Flora Le- mógł im dostarczać. Bo gdy zbliŻał 
wis umiała jednak w znacznej mie- się koniec wojny, nadchodził rówruez 
rze pokonać przeszkody i odtworzyła czas gdy Sowiety przygotowywały 
dość wyrażnie sylwetkę głównej po- zespoły rządzące dla krajów, które 
staci epizodu, Noela Fielda, a ponad- zamierzały opanować. W taki spo6Ób 
to nakreśliła szerokie tło historyczne "pomoc dla zbiegów" pr.owadwna pod 
na którym rzeczy się r
rywały. patronatem uni.tarianow, przeobmża- 
Zaczęło się od tego że WIOsnI} 1949 ła .się w wIelkI} operację polityczną 
Amerykanin Noel Field przybył do w skali europejsk.i,ej. 
Pragi i tam po tygodniu zniknął. W Trudno powiedzieć, kto kogo przy 
trzy miesiące później brat jego Her- tym nabrał. Bo choć Dulles przez 
man zniknął w Warszawie. W cztery Noela Fielda opiekował się komun1- 
dni potem zniknęła żona Noela F.ielda stami, to jednak .nie trzeba sądzić, 
Berta w Budapeszcie, wreszcie w rok by ich świadomie przygotowywał na 
później zniknęła w Berlinie ich przy- przyszłych rządców Europy. Nie jest 
brana córka Erika. Skończyło się zaś także całkiem pewne by Noel Field 
na tym, że troje z nich ,znowu zja- zdawał sobie sprawę, jakimi kry te- 
wiło .się w r. 1954, a ostatnia, Erika, riami kierują się jego instruktorzy 
w roku następnym. sowieccy, gdy każą mu ratować, czy 
Ale co było w pośrodku? Tutaj wyctiągać z obozów, jakąś grupę ko- 
otwi-era .się historia diz,iwnJejsza niż munistów raczej niż inną. Trzeba więc 
Wszystkie jakie dotl}d ujawniono z stQ.d wnosić, że Dulles ,i Field nabie- 
fantastycznego świata wywiadu, rali się nawzajem, a ponadto sowiecy 
kontrwywiadu, dywersji li. czystek 50- "rezydenci" wywiadowczy nabierali 
wieckich. ich obu. 
Noel Field, kwakier amerykański, Pod koniec wojny, gdy nastroj:e 
Urodzony w Londynie a wychO'wany prosowieckie w Ameryce zaczęły IIie- 
w ZUrichu, należał do typu ludzi, ja- co opadać, unitarianie spostrzegli się 
kich w Ameryce określa S1ę słowem że Noel Field w .swoich .operacjach 
"do-gooder", t.j. takich cO' pragną miłosiernych zbyt jednostronnie po- 
wi,e.ść świat ku dobremu i udzielać piera komunistów, a nawet niektóre 
h
dziom dobrodziejstw. iPo ukończe- przez niego tworwne zakłady mają 
Illu studiów wrócił do Amerykli i tam charakter otwarcie komunistyczny. 
wnet wszedł do Departamentu Sta- Noel Field rozstał się przeto z uni- 
nu, gdzie zajmował się sprawami tarianami j począł szukać innej pra- 
europejlsk.imi. Był tam początkują- cy. Nie było to łatwe d ciągnęło się 
cym urzędnikiem be,z wpływów, ale długo. Właśnie w toku tak'ich po- 
przez jego ręce przechodziło mnóstwo sz
wać znalazł się w Pradze, gdzie 
dOkumentów, które dawały mu wgląd chciał zająć się jakąś pracą na uni- 
w to ,co 6ię działo w całej Europie. wersyteoie, i tam zniknął. 
!'>- działo się podówczas złe. Włochy Dlaczego? Nie od razu S1ę to wy- 

 Niemcy były opanowane -przez fa- Jaśniło. Dopiero seria proceOOw po- 
szyzm, w Hiszpanii toczyła się wojna, kazowych w krajach sate1icklch, Raj- 
Muss01ini podbił Abisynię, Liga Na- ka w Budapeszcie, SIansky'ego w 
rodów była bezradna. Któż zdoła sta- Pradze i Kostowa w Sofii, rzuciła 
w
ć tamę zwycięskdemu złu? Noel światło na .sprawę. StaHn postanowił 
F'leld, jak wielu podobnych jemu, do- pozbyć się tych przywódców, więc u- 
Szedł do przekonanja, że ostatnia na- rządził wielkie procesy pokazowe. 
dzieja leży w Sowietach. One jedynie Oskarżeni mIeli być ska.z.ani jako 
będą. zdolne do odparcia naporu fa- szpiedzy amerykańscy i dywersanci, 
Szyzmu. Wtedy właśnie począł się nasłani przez Amerykę dla przeszka.- 
przyznawać do komunizmu, choć tego dzania w ",budowie socjaliz1nu". I tu- 
głośno nie mówił. Szukał jednak dro- taj właśnie kluczowe miejsce miało 
gi jak pomóc Sowietom, np. przez przypadać misjI berneńskiej Dullesa. 
dostarczanie im wiadomośoi o ich nie- Każdy z oskarżonych przyznawał się 
przyjaciołach. do tego, że do .służby wrogiej ludowej 
Nie od razu się na to zdecydował. ojczyźnie odkomender.ował go Dulle.s. 
!:leda Massing, komunistka niemiecka Ogniwem łączącym był Noel Field. 
l agentka .sow,iecka, wtedy właśnie Oała jego organizacja unitariańska, 
rozglądała się w Ameryce w poszu- która w praktyce przez kilka lat słu- 
kiwaniu za kandydatami na szpie- żyła -interesom .sowdeckLIn, z wiedzą. 
gów. Field, kwakier d "antyfaszysta", Noela Fielda całkow
tą czy może nie- 
wydał jej się odpowiedni. Ale gdy pełną, została teraz przedstawiona 
po zaprzyjaźnieniu się z nIm i z jego jako ,zamaskowana placówka amery- 
żoną, próbowała go do tego namówić, kańskiej O.S.S. 
.okazał niespodziewany opór. Powie- Z tej też właśnie racjd, gdy Noel 
d,z'Lał że gdyby jako urzędnik Depar- Field znalazł się ni-eba=ie w za- 
tamentu Stanu dostarozał Sowietom sięgu Sowietów, 'został przychwyco- 
Wiadomości, byłaby to zdrada oraz ny, a wnet potem jego br3;t,. żona 
zawiedzenie zaufania jakie w nim po- i przybrana córka. To własrue, że 
ł.ożono. Heda Massing znalazła wyj- tak ślepo i bezwiednie sami włazili 
Scie. Za jej nam owI} Field wystąpił w piekło, świadczy nie tylko o braku 
z Departamentu St,anu, co przerwało wyobraźni, ale chyba także ,i o tym, 
dObrze zapowiadającą się karierę, i że musieli sobie pr
ynajmniej w ja- 
objął urząd w Lidze Narodów w Ge- kimś stopniu przypisywać dobrą wia- 
newie. Zajmował się tam sprawami rę. :2:e więc sami czuli .się bliscy So- 
rOZbrojenia, co odpowiadało jego pa- wietom a nie wywiadowi amerykań- 
Cyfizmowi, a ponadto wobec Ligii nie skiernu. .Jest cudem pr.ocedury są- 
miał skrupułów patriotycznych, więc dowej w krajach satel1ck>ich, że cl1O- 
mógł dawać inf.ormacje SowIetom bez ciaż wszyscy Fieldowie byli przez 
wyrzutów sumienia. całe lata więzieni i przesłuchiwani 
. Może nie całkiem tak zresztą było i wielokrotnie powoływano się na ich 
Jak wynika z książki Flory Lewis, zeznania na rozprawach przeciwko 
gdyż Heda Massing na drugiej roz- wielu oskarżonym, nikogo z nich nie 
prawie sądowej przeciwko szpiegowi pokazano ani razu na sali sądowej. 
sOwieckiemu Algerowi Hissowi zezna- Nie ujawniono, gdzie przebywają. 
łe że Noel Field brał udział w jego Nie było to wIadome aż do chwili 
zespole wywiadowczym. Dalej tej gdy znowu zjawili się na powierzch- 

prawy nie badano, więc, rzecz nie ni. Ale cóż sprawiło że 6ię tak stało? 
Jest .ostatecznie ustalona. Przede wszystkim szczęśliwy zbieg 
W Genewie Noel F,Ield mIał już ok01iczności że nie zginęli od udręk 
bezpośrednie kontakty z agentami 50- więziennych. A po wtóre - że obr6- 
"':'ieckimi, choć jak się wydaje, mate- ciło się koło historii. śmierć Stalina 

Iały, jakie im dawał, nie były z,byt przerwała zapoc
ątkowaną przez nie- 
Interesujące. Wstąpił w tym czasie go monumentalną. czystkę, której 
P<>d fałszywym nazwiskiem do szwaj- pierwszym ,etapem był t.zw. spisek 
Carskiej partii komUDlstycznej. Jego lekarzy na Kremlu. Jego następców, 
tl!-jna działalność przybrała jednak którzy sami byH zagrożeni tą czyst- 
ll1ebawem niespodziewane formy o ką, ogarnęło przerażenie. Chcieli za- 
ogromnym znaczeniu, z czeg.o on sam pobiec na przyszłość powtórzeniu się 
Zdaje się niezbyt dobr
e zdawał so- czegoś podobnego, więc rychła potę- 
bie sprawę. Było to już po upadku pili "kult j,ednostki" li. przystąpili do 
FrancjI i po zajęciu ;niemal całego rehabi1itacjli. ofiar. W ten !Sposób zo- 
lądu europejskiego przez Trzecią stali zrehabHitowani także Rajk, 
Rzeszę. Field przeniósł się wówczas Sla.n.sky i Kostow. A skoro oni w 
z Ligi Narodów, która przerwała w oczach Sowietów byU niewinni, to 
tYm czasie swoje rozpamiętywania jakaż mogła być wina Fielda, jeg.o 
rozbrojeniowe, do amerykańskiej or- brata, żony d przybranej córki? 
ganizacj,i utworzonej przez sektę uni- Gdy przeto rząd amerykańskizwró- 
tarianów, dla ratowania tinternowa- cił się o ,ich zwolnieni,e, Sowiety prze- 
nY
h i zbiegów z obozów hitlerow- stały twierdzić, że nic o nich nie 
sklch. Jego .siedzibą była wtedy Mar- wiedzą, i zwolniono ich. Herman 
sYlia, w nieokupowanej Francji. wte- Field i Erika wrócili do Ameryki. 

Y właśnie dokonało się główne dzi,eło Dziwne było, że Noel Field i jego 
Jeg.o życtia. żona Herta postanowili pozostać w 
Na wysepce .szwajcarskiej, otocw- Budapeszcie. Długo nie wierzono by 
nej zewsząd płomieniami wojny, w to postanowienie było dobrowolne. 
stołecznym Bernie, przebywał w tym Ale tak ,istotnie było. Ubocznie za- 
- wiera się w tym potwierdzeni,e p.odej- 
F'*) The Strange History of Noel rzenia że Noel Field brał udział w 
Bleld. F'lora Lewis. Londyn, Arthur szpiegowsk:ich działaniach Algera 
. arker, 1965; str. 4nl. i 283 i 1nl. Hissa, czemu przeczył. 
l tab!. 1. Pandora. 
:.................................................... 
. \V jednym z najbliżs.zych numerów "Wiadomości" : 
: "Kropki nad i \\" dialogu polsko-żydowskim" : 
: stawiają: : 
. Józef Bujnowski, Andrzej Chciuk, Jadwiga Maurer, : 
: Józef Pawlikowski, Michał K. Pawlikowski, Włodzi- : 
: mierz Srokowski, Anna Winczakiewiczowa, Andrzej : 
. W ołodkowicz, Bogdan Zaporlowski. : 
..................................................... 
- 


p AMIE
I 
:I 


JANA 


LE
HONIA 


"itron 88 


:s y 1\1 P o Z J o 
 
NA OKLADCE RYSUNEK ZDZISLAWA CZERMAŃSKIEGO 


ZAMóWIENIA PRZY.JMUJ4- "w I A D o M o S c r', 67 GREAT RUSSELL 


STRETT, 


Cena 6... 

















 


LO:\DON, 


W.("I. 


NAJSZYBCIEJ 
PIENIĄDZE 
201 złotych za £ HASKO BA Ln». 


Paczki do wyboru 
WOLNE OD CŁA 


81 CROMWELL ROAD, LONDON, S. W. 7. 


Tel. FRE 7888 


Biuro podróży: ANGLOPOL TRA VEL LTD. 
38 TlH.RLOE PLACE LONDON, S. W. 7 Tel. KEN 3223 


- 


Temat 


.". 


i 


" 



 


.' 


li 


TYCJAN: 
\Vniebowzlęcie 


Gdyby z portretu Dofty Jeronimy 
de las Cuevas pędzla El Greca wy- 
łączyć motywy m.ocno załamane, ży- 
we i niespokojne przezroczystej za- 
rzutki, mogłyby one stw.orzyć obraz 
abstrakcyjny. Wśród niepokoju form 
welonu jest jednak coś więcej. Jest 
głowa. Z delwracyjnej osłonki wy- 
gląda człowiek. Patrzy spokojnie 
mocnymi oczami Hiszpanki. Trzyma 
na uwięzi .i cięcia lwnturów welonu 
i faliste linijki haftu w obrzeżu. W 
zdobinę całości i dekoracyjnych .szcze- 
gółów włożono temat. Obraz stał się 
realny i zyskał na zwięzłości. 


, 


" \ 
L 


w 


malarst,vie 


., 


żej formę półkolistą i prostą pochy- 
łą i każda z nich zawiera postaci. 
Trudności zespolenia tak urozmaico- 
nej kompozycji Tycj'Ul dokonał dzia- 
łając treścią na układ. TreŚĆ prze- 
chodząc poprzez obraz wzwyż nawią- 
zała stosunki pomiędzy tymi różnymi 
formami i zharmonizowała składowe 
części kompozycji. Treść jak w cho- 
rale muzycznym przesuwa przed na- 
szymi oczami poszczególne grupy po- 
staci. Ludzi na dole wiąże podziw i 
uniesienie. Gdy jeden z apostołow 
podnosi w zachwycie rękę do góry, 
przenosi zbiorowe poruszerue całej 



 


. \ 

 


; 


j 


,> 


, 


" 


..... 


" 
fi' 


ił: 


RENOIR: 
Przy huśtawce 


wiązać w całość kompozycyjną zde- 
rzeniem dwóch różnych odczuć, emo- 
cji, jak to się dzieje we fresku Giotta 
w Assyżu, gdy św. Franciszek spo- 
tyka swego ojca. Dwie potężne masy 
z obu stron, złożone z architektury 
u góry d ludzi na dole, cl:zi.ałają na 
siebie dynamicznie i wiążą, uderzając 
jak uczucia tego dramatycznego spot- 
kania. W obrazie cezanne'a "Grają- 
cy w karty" nie ma w treści drama- 
tu, ale podobny układ działających 
na siebie dwóch postaci !Sprawia że 
łączy ich w całość kompozycyjną nie 
tylko stół do gry, ale rytm ich głów 


gruPY w górę do półkola z chmur. 
Napięcie wzwyż dolnej i śr,odkowej 
części jest śoiszone dzIałaniem trze- 
ciej najwyższej. Treść nie tylko prze- 
łączyła swojl} myślą i uczuciem a- 
le będąc warunkiem ładu stała .się 
.siłą żywotną tej muzycznej organi- 
zacji. 
Treść w malarstwie, tak jak w 
poezji, poszukuje formy, harmonizu- 
je, rozwija kompozycję a uładzona 
nią forma przenosi wartości ze świa- 
ta nas otaczającego do sztuki. Pięk- 


, 


- 


... 


":' 


)-' 


:2:eby wyrazić swoją treść poeta 
rzuca na ekran swych wierszy .obra- 
zy. Obrazowość poezji jest jej pięk- 
nem i zrozumieniem. Poszukiwanie 
treści przez obrazy mówi o solidności 
postawy poetów. Gdy w poe-zj.i przez 
obrazy przen09imy się wraz z poetą 
w jego świat myśli i uczuć, malarz 
abstraktu chciał nam ten świat zam- 
knąć. Uchylić. Dla poszukiwań tylko 
dekoracji. tylko ornamentu i zdobin. 
Jak narkotykiem chctiał on podziałać 
ideą uwolnienia się od treścI obrazu, 
oddzielenia się od jądra rzeczywisto- 
ści. Obsesja rytmu w nieskończoność 


, 


.... 


liniałem i cyrklem zanarchizowała 
pojęcie malarstwa stalugowego jako 
sztuki. Kubizm Picassa i kolaże jako 
wpływ na rozwoj plakatu, rytmy ab- 
straktu wyzyskane przez fabryki 
włókiennicze przy druku materiałów 
i geometryzacja Mondriana, lansowa- 
na do mody kobiecej, jako wynik 
użytkowy okazały się słuszne. Nato- 
miast malarstwo stalugowe zawieszo- 
ne w prożni stało Się tylko wirtuo- 
zerią, a malarz nie mając poczucia 
tematu nie wie co ma dalej robić. 


-- 


\ 


(.EZANNE: 
Grający w karty 


r 
\ 


no wówczas prześwieca przez mate- 
rię malarską dając spokój w portre- 
cie El Greca, zdobiny melonów i sos- 
ny, rytm zderzeń, muzyczność chora- 
łu Tycjana. Treść uładza formę a 
harmonijna forma oddaje patrzącemu 
swoje piękno, swoją poetyczną za- 
wartość. 
"Widzieć jasno w zachwyceniu" 
(Proust) jest sensem nade wszystko 
malarstwa. Majestat przyrody u ce- 
zanne'a czy Con.stable'a, dramat u- 
czuciowy u El Greca lub Giotta, doj- 


o 


\.... 



 


1; 


EL GRECO: 
portret Doiły Jeromina de las Cuevas 


Temat nie tylko przyczynia realno- 
ści w obrazie, ale może rozwinąć się 
swym własnym jak najbardziej na- 
turalnym ruchem w zdobinę ryt- 
miczną, jak to widzimy w "Jesien- 
nych melonach" malarza z czasów 
dynastii Sung. Nawet ich ciężkość 
przezwyciężono rytmem ruchu wło- 
żonych między nie li. przechodzących 
po całości w górę obłych form liści. 
W obrazie Cezanne'a z muzeum Sao 
Paulo zdobina kompozycyjna "Sosny" 
płynie rdzawą zielenią po kobalto- 
wym fiolecie nieba poprzez zgięte ga- 
łęzie odchylone wiatrem, ujawniając 
piękno naturalne drzewa. 
Treść w malarstwie nie tylko bu- 
duje w sposób jak najbardziej poe- 
tyczny charakter obiektu, ale może 


... :
 ł 


i rąk do siebie. W słonecznej scenie 
Renoira "Przy huśtawce", chociaż po- 
staci są. rozłożone naprzeciw, treść 
przechodzi w nastrój liryczny i zde- 
rzenie jest słabe. Postać kobiety wią- 
że się z grupą na lew.o wyciągniętą 
ręką na sznurze, deseczką huśtawki 
i odbijając bielą sukni od ciemnej 
grupy odchyla zderzwe w lekki 
wir na prawo. 
Treść łączy kompozycję w różny 
sposób, uczuciem, ruchem natural- 
nym. Może też .zharmonizować uczu- 
ciem muzycznym, jak to zrobił Ty- 
cjan w obrazie "Wniebowzięcie" 'z ko- 
ścioła Santa Maria Gloriosa w We- 
necj1. Obraz, składający się z trzech 
różnych części na trzech różnych po- 
ziomach, ma na dole prostokąt, wy- 


Mija go życie. Na skutek braku ta- 
lentu i szkoły abstrakt stał się płyt- 
ką, bezmyślnie jałową zabawą w an- 
ty malarstwo, co oczywiście jest już 
nihilizmem, 1wńcem sztuki plastycz- 
nej. 
Ci tylko przeżyli tę ruinę złudzeń 
abstraktu, co czuli ciągle kolor, czło- 
wieka i świat wokoło w swoim ma- 
larstwie. Kto czuje kolor poszukuje 
malarstwa. Pewnie, że według słów 
Leonarda da Vinci ..malarstwa nie 
można nauczyć 1wgoś komu natura 


O . 
L 


ł 
'i 


I 



 


NIEZNA.J.
1 AHT\::sTA Z CZASOW DYNASTII Sl'NG: 
JesielUle melony 
mujące człowieczeństw.o Rembrandta 
jest tą zawartO'ścią malarstwa w sto- 
sunku do otaczającej nas rzeczywi- 
stości. Malarstwo bowiem tematycz- 
ne przenosząc uczucia z kontaktu ze 
światem d z wierzeniami ludzi daje 
przeżycie sztuki ,i życia łącznie. Od- 
jąć sztuce malarskiej poetyczny ma- 
larski realizm byłoby to uchylić jej 
działanie nie tylko ze .sztukI ale i z 
życia. 


daru tego nie udzieliła", ale kto jest 
urodzonym malarzem, ten wraca do 
ożywczego tematu, który wiąże, prze- 
łącza, harmonizuje i pobudza zain- 
teresowanie swym działaniem treścio- 
wym i formalnym. Ten wraca z mi- 
łości do koloru 1 do form ze świata 
by zagubioTlY sens malarstwa przy- 
wrócić życiu. 


Aleksander 
Bobkowsk i 


Bardzo trudno pisać wspomnienie 
pośmiertne o człowieku, który był 
samym życiem, akcjI}, działaniem. O 
człowieku, którego nie imała się sta- 
rość, chociaż nosił już na swoich bar- 
kach ósmy krzyżyk. O człowieku, dla 
którego obce było pojęcie bezczyn- 
ności, emerytury: jeszcze pół roku 
temu Bobkowski pedałował codzIen- 
nie przed 8-ą rano do .swojego biu- 
ra, w Genewie, mając na nogach 
swoje ulubione ..trepki"-sandały. 
Jeszcze pół roku temu Bobkowski 
dwoił się i troił na przyjęciach u 
siebie, gdzIe ,zawsze rozlegał się 
śmiech młodych i młode głosy - 
z .Polski i z zagranicy. 
Tak, trudno pogodzić się z faktem 
śffilerci kogoś, kto miał w sobie bez- 
cenny dar entuzjazmu dla życia; en- 
tuzjazmu, który przeważnie zanika u 
większości ludzi wraz z rozstaniem 
Się z młodością.. 
Bobkowski był jednym z pionie- 
rów polsk.iego narciarstwa i polskiej 
turystyki pojętej na skalę i normę 
europejBkIi,. Stworzył w tej dziedzi- 
nie rzeczy trwałe i rzucił inicjatywy, 
które przetrwały. 
Bobkowski nie żył jednak przeszło- 
ścią.. Wyrzucony falą wojny w Szwaj- 
carii, pracował tam - naprzód w 
czasie wojny prowadząc z brawurą 
sklepik spożywczy, a potem jako do- 
radca .szwajcarskiego Touring Clubu 
w Genewie, gwe wielce ceniono jego 
dośw.iadczenie i gdzie dwa lata temu 
urządzono huczny obchód jego 80- 
lecia - i stał się w GenewIe rodza- 
jem przystani polskości. Wszy.scy co 
przyjeżdżali dO Genewy uważali za 
swój obowiązek odwiedzić goścmny 
i zawsze otwarty dom Bobkowskie- 
go. Gospodarz cieszył się każdl} wi- 
zytą, starał się wszystkim pomóc. 
Ileż ciekawych dyskusji prowadziło 
się na avenue Dumas, w jego ffilesz- 
kanku, którego ściany jakby .się roz- 
,gzerzały, ażeby pomieścić dziesil}tki 
nieraz gości przybyłych i!1a dyskusję 
albo prywatny .odczyt. Bobkowski był 
społecznikiem wysokiej próby: zaw- 
sze gotów do pomocy, troszczył się 
o każdą. młodą ..karierę" polską w 
Szwajcarii. Był dobrym przyjacielem, 
którego przyjaźń nie polegała na sło- 
wach. 
Był Bobkowski patriotą, który Cie- 
szył się każdym dokonanym w Polsce 
postępem. Ta jego radość była nie- 
sfał,szowana, szczera. Nigdy nie oka- 
zywał rozgoryczenia czy zawiści. 
Wierzył w dynamikę i siły regenera- 
cyjne swojeg.o narodu. 
Ukochaniem jego życia były góry 
.i narty i do tych wspomnien wracał 
najczęściej - zresztą jeżdz1ł na nar- 
tach jeszcze przed kilkoma laty :i u- 
legł nawet lekkiej kontuzj
. Ale .od- 
grażał się że znowu .stanie na "de- 
skach" i pokazywał mi akurat rok 
temu piękne długie narty od Zubka 
w Zakopanem, które przywieZiono 
mu z Polski. Zapewniał mnie że jesz- 
cze dołączy do mDłe w Zermatt 
 
że pojedziemy ...powolutku, jak to 
starszym panom wypada". Tej obiet- 
nimy już nie dotrzymał, ale w marcu 
ub.r. zjechał tam do mnie i wYJe- 
chaliśmy w czwórkę do Schwarzsee, 
skąd Bobkowski po raz pierwszy w 
życiu oglądał panoramę od Monte 
Rosa po Matterhorn i dalej. Jakimż 
zachwytem przepojone były wszyst- 
kie jego słowa w ten klarowny i 
szklisty dzień wiosny, nalany po 
brze,gi słońcem. Jakże eieszyłeś Się 
wtedy, drogi przyjacielu, tym wido- 
kiem niesamowitej urody. Widzę Clę 
tak wyraziście jak kroczysz po chru- 
piącym śniegu w granatowym nar- 
ciarskim "dress"ie norweskim z roku 
Pańskiego chyba 1925 albo i wcze- 
śniej - wyprostowany, opalony, z 
rozjarzonymi oczami. neż radoścI dał 
ci ten dzień w górach - ostatni 
dZień. jak 61ę potem okazało. 
TajemniCl} twojej młodości było to 
właśnie: niewygasły entuzjazm dla 
życia. :2:egnamy Cię, drogi przyjacie- 
lu, na tym ostatnim zjeźdzIe w 
wieczność, a niej,eden młodszy druh 
szlaku narciarskiego, który przemie- 
rzał z tobą w Polsce drogi Tatr I 
Be.skidów, pozdrowi cię, na wieść o 
twoim zgonie, wzruszonym milcze- 
niem serca wśród wiosennych gór. 


Zbigniew GrabowskI. 
l........................., 
W poprzednim 6-stronicowym nume- 
rze (1042) ..Wiadomości" (9 llustra- 
cji) : Aleksander Bregman: "Perła 
Korony". - Karolina Lanckorotiska: 
Notatnik z podrózy po Grecji. Korynt 
- Ateny - Delfy. - Wojciec.h Wa- 
siutytiski: FUistyni odkryli Amerykę. 
- Lech Paszkowski: Weteran atlan- 
tyckich szlaków. - Pandora. Puszka: 
Dziennik ankarski. - Z. L. Zaleski: 
Semper Fidellis. - Krystyna Brzo- 
.zowska: Dzieje Krakowa w skrócIe. 
- Zofia Koza.rynowa: Ucieczki. - 
Tytus Komarnicki: Polskie zabytki 
na wyspach brytyjskich. - Werom- 
ka Zamszańska: Limeryki. Limeryki 
autobiograficzne. Limeryki przełożo- 
ne z angielskiego. Czterowiesz an- 
gielski przełożony na limeryk. - M1- 
('hał K. Pawlikowski: Okno na Rosję. 
- Następca: W oczach Zachodu. - 
Polonica a
rykańskie. - Silva re- 
rum. - Korespondencja (Dr Adam 
Lipowskl. Marian Kukiel. W. A. Zby- 
szewski. Jan Rostworowski. Hanna 
Swiderska. Stanisław Frenkiel). - 
Rozmatotiści. - Kromka - Książki 
nadesłałne. 
.......................... 
\\'zmacniajcle nenvy I oczyszczajcie 
krew, a będziecie cieszyć się zdro- 
wiem I wzmożoną energii} do pracy! 
Wyciąg z życiodajnych grnczoł6w 
zwierzęcych 


KALEFLUID 


Używanie tego preparatu polepsza 
stan zdrowia w sposób bardzo znacz- 
ny, w wypadkach ogólnego osłabie- 
nia, depresJi nerwowych, :anęczenla, 
wyczerpania, zaburzenia t starOŚCI. U 
kobiet również w wieku przeJAclo- 
wyro. Wysylamy bezpłatrue przepisy 
używania w języku polskim. 


66, Bid Exehmans, Paris 16-e. 
wanda SakOWSka-Wanke. .......................... 


Laboratoire KALEFLUID 


.
		

/Archiwum_002_06_090_0001.djvu

			4 


Nr 1043, 27th March, 1960 


OKNO NA ROSJĘ 


W zeszytach wrześruowym l grud- 
niowym "Nowego Żurnała" (nr nr 80 
i 81 z r. 19(5) mamy dwa artykuły 
N.ikołaja Walentinowa (Wols
iego), o 
którym nieraz pisałem. WalentlI10w 
- zmarły w r. J.964 w wieku lat 8fi 
- jest autorem Clekawych wspom- 
nień z pierwszych lat ruchu rewolu- 
cyjnego l z żYOla Lenina. Obecne dwa 
jego artykuły Bił fragmentami więk- 
szej pracy "Wczesny Lenm". Pierw- 
szy ma tytuł "Lenin w Kazani i Sa- 
marze" . W Kazani naatQ.piło pIerw- 
sze spotkan.1e UIJanowa-Lenma z 
marxlzmem. W r. 1889 kupił za 15 
rb., czyli za sumę dużą. na tamte 
czasy, pierwszy tom ".KJapltału". W 
następnym roku przenos! Slę do ma- 
jetku Kokuszkino kupLOnego przez 
matkę w samarskIej guberDl1. \Latem 
tego roku LenlD próbuje zarZQ.dzać 
mają.tkiem, lecz wkrótce praca ta go 
numl. Wydalony z Ulllwemytetu za 
udział w zaburzen.Lac.h .studencki.ch - 
w cilłgu jednego roku, bez niczyjej 
pomocy i bez zdia.wawa semestral- 
nych lub rocznych eg.zam:lnów, zdaje 
w r. 1891 egzanuny końcowe jako 
ekstern! dostaje dyplom t.zw. pIerw- 
szego stopma z uko:ńczenira wydziału 
prawa. 
żyje bez troslu o zarobek, gdyż 
matka, u której jest oczkiem w gło- 
wie, daje mu dość piew.ędzy na jego 
potrzeby. Zapisuje się wprawdz.Le 
jako pomocnik (aplikant) adwokata, 
najpierw w Samarze, później w Pe- 
tersl:n1rgu, ale PI'i&Clł adwokacką się 
nie trudw. W ogóle pogardzał adwo- 
katami i p6źwej pi.sa.ł w lLśc1e do 
jednej znajomej: "Lepiej jest bać Się 
adwokatów i me wierzyć im, zwłasz- 
cza je.śli powiedzą. że BIł socjal-de- 
mokratami. Adwokatów należy trzy- 
mać w ryzach (w jeżowych rukawi- 
cach) d w stanie oblętenia, gdyż ta 
inteligencka hałastra (swołocz) czę- 
sto robi świństwa (paskudniczajet)". 
Lenin jest uwamny przez matkę i 
całlł rodz1nę za genIusza. 
 pism Wa- 
lentinowa wyDlka że był genialnym 
taktykiem. Gdy trzeba było - wołał 
o bezl.itOSI1Q. walkę z kułakam1.,. Łj. 
z zamożnym chłopstwem, aby w kilka 
lat potem pow!ecl:zieć, że wywłaszcze- 
nie bogatych nawet chłopów me może 
być bezpośrednim celem zwycięskiego 
proletarIatu. "Lenin - pisze Walen- 
t.lnow - umiał atakować wśc1.ek.le, 
z furiQ., ale umiał jednocześnie cofać 
61.ę bardzo daleko"... 
W drugun fragmencie "lLen.in.ista 
przed Lewnem" WalentlDOW opowia- 
da o nieja.k:im N. .Je. W.iłonowie, z 
fachu podrzędnym biura.lJstą kolejo- 
wym w Kijowie. WstQ.pił on do taj- 
nego kółka socJal1.styoznego, kto- 
rym kIerował Walent1Dow. Stał się 
zaclUa.nnym czytelnikiem literatury 
socjalistycznej. iPodejrz]jwie patrzył 
na "urodzonych" inteLigentów oraz 
na lucl:z1 pochodzą.cych z burżuazji lub 
ziemiaństwa, którzy ryzykując wol- 
nośC1lł osobistQ. i karierą prowadził 
agItację wśród robotników. P.odejrza- 
ne wydawały mu się !deowe pobudki 
tych ludzi. "Ma.nGlzm uczy ;nas- 
mówił - że osnową historii jest wal- 
ka klas, walka o klasowe .interesy 
gospodarcze... Pytam więc: jakie In- 
teresy gospodarcze, moge być u lDte- 
ligencjl, która lcl:zle w środowisM ro- 
botwków 1 Czy te interesy nie r6tnią 
się od interesów klasy robotmczej 1... 
Rozumując dalej Wiłonow uważał 
że dla uDlknięcia oszustwa ze strony 
inteligencji należy powołać najbar- 
dziej wykształconych, najbardziej re- 
wolucyjnie nastrojonych robotników 
w celu stałej li surowej kontroli skła- 
du centralnych ciał partyjnych. W 
tym rozumOWa.DlU 'Walentmow widzi 
- avant la lettre - ideę p6ŻD1ej- 
szych "czystek". Wlłonow uważał też 
że obalemu caratu powinno towarzy- 
szyć obalenie kapitalizmu. I musi to. 
nastQ.pić nie czekając na rozwój ka- 
pitalizmu w Rosja.. Nie są.dz1ł dalej, 
aby mniejszość miała zawsze pod- 
dawać się W1iękBz.ości: czy takJe pod- 
danie się me stanie Się zwykłym 
stryczkiem, który ZdUSl najważniej- 
sze ŻQ.dania klasy robotniczej? - 
pytał. 
W latach 1902-1903 dwudziestoletni 
bIuralista w warszta;tach kolejowych 
rozwijał tę BOCjalno-polityC7d!.Q. kon- 
cepcję, którlł Lenin miał wprowa- 
Azić w życie dopiero w 14 lat później. 
Nlłonow był więc "leninlstQ. przed 
Leninem". Myśli bowiem, które wy- 
głaszał w r. 1903, były antymarxi- 
stowskie i a.n.archiczne nie tylko w 
oczach partii, ale samego Lenina. Mi- 
mo to Lenin spot
wszy Wiłonowa 
ujrzał w nim człowieka nieprzecięt- 
nego ! pisał do Gorkiego w r. 1909 że 
"rozmawiał z WHonowem otwarcie 
(po duszam)". Kto wie, może w tej 
rozmowie W!łonow otworzył swoją 
tajną .szkatułkę, w której leżały kiu- 
cze do przyszłej rewolucji 1... WJło- 
now umarł w r. 1910 w wieku 27 
lat me doczekawszy tryumfu swych 
idei. 
W tychże zeszytach "N,owego Zur- 
nała" p. Millca Greene ogłasza wy- 
ciągi z listów Marka Ałdanowa do 
Iwana Bunlna. Korespondencja obej- 
muje okres od r. 1922 do ŚJnierCi Bu- 
nina. .Jeden z pierwszych listów, pi.sa- 
ny z Berlina, donosi m.In. o zabój- 
stwie Władimira Dmltrjewlcza Na- 
bokowa. przez fanatyków-monarchi- 
stów. (Nabokow zginQ.ł zasłamając 
swym ciałem .Milukowa, dla którego 
były przeznaczone kule morderców). 
"Czy wiecie tam w Paryżu - pyta 
Ałdanow w tym liścle - że codzien- 
nie nieznani wielbiciele posyłają 
mOrdercom kwiaty i że będzie ich 
bronił znany d drogi adwokat berliń- 
ski - nawiasem mów1ą.c Żyd 1 radca 
prawny Wilhelma n 1". 
Cała długa korespondencja świoo- 
czy o głębokim przywilłzaniu Ałda- 
nowa do Bunma. Od r. 1923 robdł 
wszystko co w jego mocy aby wysu- 
nąć kandydaturę Bunina do nagrody 
Nobla Przywiązanie było połączone 
z wielką skromnością - nie w.cho- 
dzą.c bowiem w ocenę tak różnych 
talentów obu pisarzy stwierdzić trze- 
ba, że Ałdanow był bardziej lZIlany a 
w każdym razde popularnieJszy na 
Zachodzie niż Bunin. W listach brzmi 
nieustanna nuta: nienawiść do Sowie- 
tów i ostro krytyczny stosunek do pi_ 
sarzy sowieckich. !Nawet Oleszy, auto- 



 
Redakcja " Wiadomości" wkładając 
wiele żmudnej pracy w przygotowy- 
wanie nadsyłanych prac do druku, 
pozwala sobie uprzejmie prosić P.P. 
Autorów o ułatwienie jej tego zad&- 
nla. Maszynopisy nadsyłane do re- 
dak('ji powinny być jednostronne, 
odbijanie na zw)'kłym paplt'rze, nie na 
bibułce, pisane na t.zw. "dwa. ząbki". 





 


ra "Zawaści" , nie oszczędził mów1/łc że 
jego zdOinOŚCl oBIł "bardziej niż skrom- 
ne". A "Zaorana cal1zna" Szołocho- 
wa wywołała w nim wybuch oburze- 
rua. 
azwał ją makulaturą i podl1zy- 
waniem Się Stalinowi. 
Nadanie nagrody Nobla BuninoWl 
szczerze go ucieszyło. Po przerwIe 
wojennej, gdy Ałda.now był w No- 
wym .Jorku, korespondenCja wzno- 
wiła się. Ałdanow namawia Bunma 
do opuszczenia Europy. ZresztQ. sam 
wkrotce przenosi .się do Nicei. W jed- 
nym z hstów pL8Ze: ".Jakim pan Jest 
jednak pOBępnym pisarzem!'... Cie- 
szy go że Bunmowi podobała się 
jedna z jego ostatnich książek "J,sto- 
.lU (2ródła)". Głęboka przyjaźń nie 
woatrzymała AManowa od wyrażenia 
wyraznej dezaprobaty co do zamIaru 
- wprawdzie mglIstego - powrotu 
BunlDa do Rosji. ,,Kto pana tam wzy- 
wa i co pam.u obiecuJe?.. Nie ma 
pan tam a.Dl jednego bhsklego czło- 
wJ.eka... M
 pisarze powItają pa- 
na z szacunk1em ale chłOdno"... 
Po śmierci BUDlDa Ałdanow kore- 
sponduje z jeg.o wdową, porusza spra- 
wę archiwum Bunina, Które wdowa 
przekazała SoWIetom. (Swoje archi- 
wum Ałdanow przekazał Ulllwersyte- 
tOWl Columbia w Nowym .JorKu). 
Ałdanow przeżył Bunina o trzy lata 
l zmarł w połu<1ni.owej Francji w koń- 
cu lutego 19M. 
W zeszYCle grudniowym "Nowego 
Żurnala" Ju. Margolin zaczą.ł druko- 
wać swoJe autobiograf.i.czną "Księgę 
o życiu" . Szereg lat uzlec1DStwa 
autor przeżył w P1:ńBku. "Na dźwIęk 
słowa "Polesie" WBtają w pamięci la- 
sy, pola l błota, jeziora i rzeczne 
rozlewiska, mgły nad wodlł, osoka, 
S1łgi drew, mocny chłopsk.! zapach 
smoły, brzozy, Clche zatoki rzeczne, 
Sl.eCl rybackie, kurne chaty ze strze- 
chatru. i łagodny .Bi.ałorus w kożuchu 
z czerwonym paskJem w łapciach na 
onucach, w duszehubce - czółnie wy- 
drążonym z Jednego pnia drzewa, 
popychanym żerdzią. wzdłuż brzegu. 
Oto Polesie, oto muzyka P.olesJJB., w 
które wplata się polifonia stuleci. 
Muzyką .stulCCl były w moim mie- 
ście monumentalne ŚWIątynie: śred- 
niowieczny kościół katolicki końca 
XV w., otoczony murem kamiennym 
z dzwonniCQ.- .kampanilą na stronie, 1. 
unicka katedra XVIll w. - dwa bia- 
łe .olbrzymy jako kontrast z nędzny- 
mi drewnianYJD1 domkami i hala1ni 
targoWYJI1ll rynku, gdzie się zjeżdża- 
ły na targ chłopskie wozy. Te ol- 
brzymy - to .śwIadkowie niepowrot- 
nych czasów dumnej polskIej kultury, 
z których za mego dzieciństwa pozo- 
stały ty
 majątki polskiej szlachty 
w pow.leCle: Albrecntow.o Sitlrmun- 
tów, Piesoczne hrabmy Plater i małe 
dwory, gdzie tliła 
 dopalała -SIę tra- 
dycja katolickiej Rzeczpospolitej. 
Tutaj nad P.lIlQ. żył w XVILI w. sław- 
ny polski historyk Naruszewicz... tu- 
taj kanonizowano zabitego młodzień- 
ca Andrzeja Bobolę, .ofiarę mordu ry- 
tualnego [!]... ale to wszystko prze- 
chodziło obok mego d:zieclństwa, hLsto- 
r.i.a mnie JDljała, choć nadciQ.gała na 
Pińsk ze wszystkich stron. H1Storia 
zawarta w stulecia.ch, koścwły i cerk- 
wie były jej pomnikami, cmentarze 
jej przygłuszonym głosem. I .sennie 
płynęły rzeki: Strwnleń wpadał do 
Pmy, Pina do .JaSlołdy, Jasiołda do 
Prypeci ! Prypeć płynęła w brzegach 
zielonych - i podobnie sennie - poza 
nurtem histori:i płynął czas, cudowny 
osobliwy czas mego dzieciństwa. A 
teraz przypominam ten okres przed- 
h1storyczny, jali; się wspomina sen, 
poprzez wilgotnlł zasłonę ŚWitóW z 
Ich wschodzQ.cym 
ońcem"... 
W tymże grudmowym zeszycie 
prof. Gleb Struve ogłasza i opatruje 
przypIsami wspomruenia .Jeleny Ta- 
ger o Mandelsztamie, nap1sa.ne w r. 
1962. .J,elena Tager, żydówka z uro- 
dzenia, bym dwukrotnie "represjo- 
wana", przy czym za drugim razem 
zesłana do lKołymy z ,ookarżenia o 
"faszystowskie sz.piegostwo". Reha- 
bilitowano ją w r. 1956. Mln. Tager 
wspomina o .spoliczkowaniu Aleksjeja 
Tołstoja przez !Mandelsztama za to że 
pod przewodnictwem Tołstoja są.d ho- 
norowyogłosił ,bardzo dwuznaczny 
wyrok w sprawie obrazy żony Man- 
delsztama przez p1sarza Borod1na. 
. 


WIADOMOśCI 


W O£;ZA(;H ZA(;UOOU 


WALERY TARSIS 
Boję się o Tarsisa. To wIelki cha- 
rakter, ale umysł mniejszego kallibru, 
opanowany wyłącznie kilKoma pro- 
stymi, szlachetnymi ideaml. ObawIam 
się że kariery literackiej na Zacho- 
dzIe nie zrobI, że się rycnło opatrzy, 
znUdZI, pójdzie w zapomnieme. Czyz- 
by istotnie wypuszczenie go z klatki 
było diabelską chytrośCIą rządców 
łwsji, którzy doszl1 do przekonania, 
że lepszy wygnaniec na zachodnim 
dachu nIŻ pisarz niezłomny w bezsil- 
nej garści? 
Obawy te do pewnego stopnia po- 
twierdza artykul, który Tarsis ogło- 
sił mniej wIęcej w tydzień po ode- 
braniu mu sowieckiego obywatel- 
stwa, w londynskim ,,'Sunday Tele- 
graph"ie z 27 lutego. Nie dodaje on 
własciwie nic do tego co znamy już 
z ,Salii nr 7" i z wypowiedzi jej auto- 
ra. zaraz po wyl¥iowanlu w Anglii. 
Poglądów jego me wzbogaca i nie 
pogłębia. Oczywiście, Tarsis mówi 
rzeczy tak ważne i tak rzadko na 
Zachodzie slyszane że warto je pow- 
tarzać, uparcie kłaść w uszy, pytanie 
tylko, jak długo dellkatne uszka za- 
chodnie skła.Dlać się będą. ku temu 
samemu kazaniu. 
Rządowi sowieckiemu - twierdzi 
Tarsis - "ziemia się pall pod stopa- 
mi". "Potęznym ciosem" w jego auto- 
rytet była reakcja "czołowych przy- 
wódców partii komunistycznyc.h w 
wolnym swiecie" na ska:zarue Sji- 
nJawsklego i Daniela. Z drugiej stro- 
ny pozycJę przywództwa sowieckiego 
osłabiają kłótnie w rodzinie waJ.Ki 
różnych grup na szczycie parW, i 
stale rosnl}Ca, coraz otwarciej wyra- 
żana pogarda szerokIch mas ludno- 
ści. Przykład tej otwartości daje Tar- 
sis na wstępie opisując scenę, której 
był .świadkiem tuż przed wyjazdem z 
Moskwy w jednym z tamtejszych 
sklepów spożywczych. .Jakaś. kobieci- 
na, doprowadzona do rozpaczy ob- 
wieszczeniem kaBjerki że kie
basy 
już nie ma - pofojgowala sobie 
krzycząc: "Zaraza na was, przeklę- 
ci komuniści! DWIe i pół godziny 
sterczala w kollejce - na nic. .Mąż 
zaraz wróci z pracy - i co mu dam 
zjeść?". Nie był to odosobniony wy- 
buch. Podobne przekleństwa słyszy 
się w każdym ogonku w każdym 
tramwaju. ' 


ROLA I POLOżENIE PISARZY 
Tarsis kładzie nacisk na "bardzo 
ważną rolę opozycyjnych pisarzy". 
Szary człowiek sowiecki widzi 
w nich "jedynych obrońców swoich 
interesów" przed arbitralnymi za- 
rzl}dzeniami władz. 
Władze wiedzą. o tym doskonale i 
dlatego tak okrutnie traktują zrewol- 
towanych pisarzy, jak .Jesjenina-Woł- 
pina, 23-letniego Bukow6kiego (któ- 
ry już cztery lata spędził w obozie 
koncentracyjnym i w zakładzie dla 
umysłowo chorych), Naricę, zmarłe- 
go niedawno skutkiem udręk wycier- 
pianych w leningradzkim "szpitalu 
psychiatrycznym". "W Zwią.zku So- 
wieckim dobrze się powodzi tylko 
tym pisarzom których lud nazywa 
najemnikami. ' Ludziom w rodzaju 
Aleksjeja Surkowa" . 
IloŚĆ tych "najemników" wśród 
pisarzy sowieckich Tarsis ocenia na 
najwyżej 10%. Reszta która usiłuje 
zachować jaką.ś niezależność, klepie 
biedę. W IIlależą.cym do związku pi- 
sarzy bloku, gdzie Tarsis mieszkał 
jeszcze przed kilku tygodniami na 
130 lokatorów-llteratów 70 byłO' tak 
zadłużonych że groziła im eksmisja. 
W ostatnich kllku latach stawki ho- 
norariówobcięto niemal o połowę, i 
wielu pisarzy musi korzystać z za- 
pomóg z t.zw. funduszu literackiego. 
Wyznaczeni przez partię kierownicy 
domów wydawniczych całymi latami 
przetrzymują rękopisy nie mogąc się 
zdecydować na ich wydanie. Nikomu, 
"nawet Szołochowowi", nie wolno pi- 
sać tego co chce. Pewna autorka mru- 
siała swój scenariusz filmowy prze- 
rabiać 26 razy, aż ją to wpędziło w 
chorobę. Wielu pisarzy rezygnuje z 
uprawiania swego zawodu i szuka 
posad w prasie lub kinematografii. 
.Jeden z iIlich powiedział Tarsisowi: 
"Pan może sobie pisać powieści, bo 
panu ColllDs [wydawca angielski] 
przysyła pieniądze. Mnie nie stać na 
taki luksus. Skazałbym żonę i dzie- 
ci na śmierć z głodu". 


"SZPITALE" ZAMIAST LAGRóW 
Po krótkim wspomnieniu straszll- 
wych czasów stalinowskich Tarsls 
sceptycznie omawia rzekomy powrót 
do "SOcjalistycznej praworządności" 
za Chruszczowa. To prawda że łagry 
uległy likiwidacji, "nie były już jed- 
nak wtedy potrzebne", bo "cały kraj 
stał się jednym wielkim obozem kon- 
centracYJnym". Równocześnie pow- 
stały nowe obozy, tym razem dla 
"obłąkanych", za Jakich rl\gime po- 
czął uważać wszystkich odmiennie 
myślących, wszystkich "prawdzi- 
wych bojowników o wolność". Istnie- 
nie tych obozów się zataja, są. to już 
jednak całe miasta z dziesiątkami ty- 
sięcy mieszkańców. Do tego docho- 
dzą jeszcze tysiące szpItall psy- 
chiatrycznych. Więzi się w nich ludzi, 
których jedyną "chorobą." jest opo- 
zycyjny stosunek do systemu. Para- 
doksem jest, że rodziny ludzi rzeczy- 
wiście iIlerwowo lub umysłowo cho- 
rych, eplleptyków, schizofreników, 
całymi latami bezskutecznie starają 
się o miejsce dla nich w szpitalu. Nie 
ma jednak trudnoś<:i ze znalezieniem 
miejsca dla miłujących wolność 
poetów, jak wspomni8iIli już .Jesje- 
nin-Wołpin i Bukowskij, jak Guba- 
now i Wiszniewskaja... 


OPTYMIZM TARSISA 
Miłość wollnośd w narodzie rosyj- 
skim wzrasta, zdaniem Tarsisa, "z 
dnia na dzień, 
 godziny na godzmę". 
Nie da się jej wytępić. Są już "setki" 


poświęcenia. Jeszcze milej było za- 
uważyć ze w tych kollejkach, z któ- 
rych każda llczyła k1lka tysięcy 
osób i była znacznie dłuższa niż 
poprzedniego roku, nie brakło mło- 
dych kobiet". 
"Bóg - czytamy w zakończeniu - 
jest po stronie bojownIkÓW wolności i 
pomaga im. Smiałbym się w nos 
władcom sowieckim i ich najemni- 
kom z "Lzwiestj-i", "KoIJ).somo.lskoj 
Prawdy" I innych faszystowsko-ko- 
munistycznych gazet gdyby mnie 
serce nie bolało na mYśl o skazaniu 
na ciężkie roboty moich towarzyszy 
broni lonowych zbrodniach Knu- 
tych przez władze. 
"I niech sobie nie myślą, że mo- 
żemy się ugiąć. Powzięlismy postano- 
wi€11ie, mocne li l1leodwracal.I1e, a ser- 
ca mamy krzepkIe. My "szaleńcy" 
pokonamy komunistów z ich całym 
..zdrowym rozsądkiem", bo mamy za 
sobą Boga, prawdę i wszystkich lu- 
dzi doorej woli na tej ziemi". 


POLONICA 
"Guardian"owi nie przynoszą zasz- 
czytu dwa artykuły tieotfreya Moor- 
house'a (w numerach z 2 i 3 marca 
b.r.) "Troubled Milliennium (Zakłó- 
cone tysiąclecie)" i ..Broken Truce 
(Zerwany rozejm)" poświęcone kon- 
fliktowi między komunistycznym pań- 
stwem a Kościołem w Polsce. łtoją 
się od błędów rzeczowych (Często- 
chowa miała się stać miejscem piel- 
grzymek dopiero od czasu jej obrony 
w r. 1655, rl\gime zerwal "konkor- 
dat" usuwając naukę religil ze szkół, 
Bolesław Piasecki przechrzczony na 
Edwarda i Lp.) i jeszcze powazniej- 
szych wypaczeń obrazu (ooie strony 
w konflikcie cieszą się rzekomo po- 
parciem "olbrzymich odlamów ludno- 
sci"). Ton wobec kardynała Wyszyń- 
skiego, któremu zarzuca się meprze- 
jednanie i upór, jest co najmniej nie- 
rycerski. Trzeba zresztą przyznać że 
Moorhouse stara się o Ibezstroność, 
należałoby mu jednak doradzić by 
krytyczniej przesiewał podszepty z 
warszawskIch źródeł urzędowych. 
P.t. "Es gibt keine "E.rbfeind- 
schaft" (Nie ma żadnej "dziedzIcz- 
nej WrogOŚCI")", .J. G. Gorlich daje 
w "Rheinlscher Merkur" z 25 lutego 
b.r. zestaJwienie "zapoInlIlianych szcze- 
gółów" z niemiecko-poIiskiej współ- 
pracy kulturalnej w ciągu wieków, 
silnie podkreślając że obie strony ko- 
rzystały na tej WYmianie. Pod koniec 
artykulU autor stWlerdza że ..mimo 
wielkich politycznych przeszkód", za- 
równo w N.R..ł.'. jak i w Polsce utrzy- 
muje się żywe zainteresowanie kul- 
turą są.siada. Wśród pisarzy niemie- 
ckich poruszajlłcych polskie tematy 
Gorlich wymienia Gilnthera Grassa, 
Augusta Scholtisa, Petera Huchela i 
J. Bobrowskiego. Informuje również 
ze ..w N.R.F. mieszka trzech zna- 
nych polskich pisarzy: .Józef Mackie- 
wicz, Tadeusz Nowakowski i Marek 
Hłasko" a ..zamieszkały w Londynie 
Roman Orwid-Bulicz pisze w duchu 
niemiecko-pollskiego pojednania". 
W tym samym numerze tegoż ty- 
godnika ten sam autor omawiając po- 
łożenie pisarzy w Związku Sowie- 
ckim wspomina "renomowany" mie- 
sięcznik polski ..Kultura" i powołuje 
się na ..dobrze poinformowany lon- 
dyii.ski ..Dziennik Polski". 
Powieść Georges'a sedira..Le MaI 
slave" dzieje się w nieokr.eślonym 
bliżej kraju "demokracji ludowej", w 
którym czytelnik bez trudu rozpo- 
znaje Polskę. Autor debiutował przed 
dwoma laty "czarującą" (jak ją na- 
zywa De Ricaumont w "Combat" z 
17 lutego b.r.) .opowieścią ..Les 
Ombres d'un l\tl\ romain" . Bohater- 
narrator "Le Mal slave" iSpędził czte- 
ry lata w Polsce jako !pracownik li- 
nii lotniczych i attachl\ handlowy am- 
basady francuskiej. Ma po babce pol- 
ską ("słowiańską" w dyskretnej po- 
wieści) krew w żyłach. Zostaje wy- 
dalony z Polski za odmowę współ- 
pracy z Bezpieką. Kocha kraj swej 
babki i jest zafascynowany "słowiań- 
skośc1ą... Recenzent ..Candide"a (z 6 
marca b.r.) chwali ..niezmiernie dy- 
skretny symbolizm" i .. tajemniczy 
wdzięk" powieści. 
Dobrze przyjęta w Ameryce książ- 
ka zamieszkałego tam i piszącego po 
angielsku Polaka .Jerzego Kosińskie- 
go p.t. "The Palnted Bird" ukazała 
się teraz w Ang1lii, nakładem W. H. 
Allena. Omawiają ją m.in. Irving 
Wardle (w ..Observer"ze z 6 marca) 
i Frederic Raphael (w "Sunday Ti- 
mes"ie z tejże daty). Obie recenzje 
są. krytyczne, pnzyz.nają jednak auto- 
rowi bardzo wybitny talent. Cieplej 
robi to "Sunday Tlmes", który po- 
nadto zamieścił dużą fotografię mło- 
do wyglądającego autora w dziwnym 
stroju przypominającym nieco pi- 
dżamę. 


WEZWANIE DO ZACHOWANIA 
LACINY 
Grupa znanych pisarzy i artystów 
- donooi "Catholic Herald" z 4 mar- 
ca b.r. - zwróciła .się do Pawła VI 
z petycją. o utrzymanie mszy łaciń- 
skiej i śpiewu gregoriańskiego przy- 
najmniej w kościołach klasztornych 
nie pełnią.cych funkcji duszpaster- 
skich. Liturgię łacińską petycja okre- 
śla jako "jeden z najWlększych kul- 
turalnych i duchowych skarbów Za- 
chodu" . 
Sygnatariuszami apelu są. zarówno 
katollicy jak nie-katolicy. Oto nazwi- 
ska podane przez "Cathollc Herald": 
W. H. Auden, Pablo Casals, Benja- 
min Bl1itten, .Julian Green, Fran
is 
Mauriac, Evelyn Waugh i Ph1l1p 
Toynbee. 


SPROSNI OBROIQ'CY MORALNOSCI 
W llście do redakcji w tym samym 
numerze ..Cathollc Herald"a psycho- 
log p. .T. McGibbon, który poddał nie- 
dawno surowej krytyce demagogicz- 
no
purytańską. akcję zmierzającą do 
"oczyszczenia" telewizji brytyjskiej z 
rzekomych brudów moralnych (for- 
mą organizacyjną tej akcji jest Sto- 
warzyszenie Telewidzów i Słuchaczy 
pod przewodem niejakiej pani White- 
house) - pisze że sympatycy czyści- 
cie!lskiego ruchu zasypali go listami 
protestacyjnymi. "Nie bacząc na 
przeszło dwudziestoletnią praktykę 
kliniczno-psychologiczną - pisze p. 
McGibbon - byłem wprost wstrzą- 
śnięty patologicznie sprośnym cha- 
rakterem wielu llst6w, jakie otrzy- 
malem od zwolennikóW pani Wbite- 
house. Gdybym się wahał co do słusz- 
ności swoi.ch zarzutów, resztkę moich 
wątpliwości na pewno by rozwiały 
te obrażliwe i karczemne listy". 


ś. t p. 


HELENA Z ROHOZIŃSKICH 


Rogerowa Raczyńska 


zmarła w Paryżu 25 lutego 1966 i została pochowana 


w Nic,ei w J{robowcu rodzinnym. 


EDWARD RACZYŃSKI 
Z CóRKAMI I Z:qx;IEM 


Książki 
nadesłane 


Komitet Uczczenia Czynu Zbrojne- 
go .Józefa Pllsudskiego 6-go sierpnia 
1914. Sprawozdame. Opracował ppłk 
dypl. W. Chocianowicz. Londyn, 1964; 
str. 64. - Sumienne i przejrzyste 
podsumowanie działalności Komitetu 
złączone z .opisem imprez i spraWO- 
zdaniem finansowym. Broszura przy- 
tacza ponadto pełne teksty listU' 
przemówienia gen. Kazimierza Sosn- 
kowsk.iego z żywo skreślonymi wspo- 
mnieniami legionowymi, kazania X. 
Józefa Kołodziejczyka wygłoszonego 
w Londynie 8 sierpnia 1964 oraz prze: 
mówień Bogusława Miedzlńskiego I 
gen. Stanisława Skwarczyńso!l1ego. 
Józef Jenne. Aspazja, on i ja. O- 
kładkę i frontispiece wykonała Zola 
Machnowska. Londyn, Oficyna poe: 
tów i Malarzy, 1964; str. 126 i 2nl. I 
tabl. l. - Ambitna powieść znanego 
poety podejmująca dyskusję z Gprawni młodzieńcy dokonali tego 
dzieła w ciągu czterech minut i dwu- 
dziestu sekund, rzucając w ten sposób 
wyzwanie następcom. 
.Jedna z firm lo!łdyńskich ogłosiła, 
że będzie płaciła wyższe pensje urzęd- 
niczkom, które się nie malują. 
. 


W r. 1954 było w Anglii i Walii 8400 
anglikańskich szkól i 1900 katolickich. 
W dziesięć lat póżniej liczba szkół 
anglikańskich spadła do 7300 a kato- 
lickich wzrosła do 2200. 
. 


Podczas swej wizyty na Dominice 
książę Filip, małżonek królowej an- 
gie.lskiej, zwiedzał szpita] i w rozmo- 
wie z siostrami, które skarżyły się na 
moskity, rzucił im taką pociechę: 
"Wam dokuczają moskity, a nam - 
dziennikarze"... Wkrótce potem ksią- 
zę publicznie przeprosił prasę za nie- 
pochlebne porównanie. 
. 


Za siedem i pół szylinga tygodnio- 
wo - .równowartość około trzydzie- 
stu papierosów - można sobie zafun- 
dować podróż dokoła .świata z chwilą 
przejścia na emeryturę w 65-m roku 
zycia. Trzeba oczywiście dożyć tego 
wieku i zacząć płacić tygodniowe 
składki nie później niż w 40-m roku 
życia. Takie są najogólniejsze wa- 
runki oferty ogł06zonej niedawno 
przez wielkie angielskie linie okręto- 
we w porozwnieniu z towarzystwem 
ubezpieczeniowym. 
. 
Komisja powołati Kościoła angli- 
kańskiego ogłosiła konkurs na afisz 
propagandowy zachęcający do kształ- 
cema się na pastorów. Dwie pierw- 
sze nagrody zdobylii graficy którzy 
obaj są. katollkami. ' 
. 


Lulu, 17-letnia pop-śpiewaczka z 
Glasgow, wyprawiła Slę samolotem na 
występy w Polsce. Miała na sobie ró- 
żowe boty, we włosach rózową 
wstążkę ł różową torebkę w ręku - 
donieśll reporterzy z lotniska Uondyń- 
skiego. 


. 


Sprzątaczka zatrudniona w jednym 
z kościołów angielskich zwróciła się 
do swego pracodawcy, proboszcza, 
aby jej obniżył pensję, gdyż praca 
jej, po założeniu w koś<:iele central- 
nego ogrzewania stała się lżejsza. 
Proboszcz nie chćiał slyszeć o obniż- 
ce, po długich jednak naleganiach i 
targach musiał się zgodzić na bar- 
dzo iIlieznaczną.. 


KORESPONDENCJA 


NIEMCY. NIE HITLEROWCY 


Do redaktora "W1adoJności" 


Serdeczne dzięki Panu Redaktorowi 
za cotygodniowe zawsze wsp8.J1iałe 
"Wiadomości". .Jedyna pr,ośba - gdy 
jest mowa o Niemcach lub Niiem- 
czech 
 okresu drugiej wojny świa- 
towej - czy jest możliwe aby "Wre.- 
domości" zawsze pisały "Niemcy" a 
nie "hitlerowcy", "naziści" i t.p. jak 
to się często 2Jdarza. Nie wiem dla- 
czego prasa. polska ma rozróżniać 
między nimi, gdy wszyscy dobrze 
Wiemy że tę w.ojnę prowadził i 2Jbrod- 
nie popełniał cały naród niemiecki a 
nie samo hitlerowcy. Niech się ,Niem- 
cy wstydzą swojej niedawnej pI1zeSZ- 
łości, jeśli lm nieobce to uczucie. Nie 
mamy żadnego obowiązku w)'bielać 
ich. Oni sami 
 ich kuzyni w Amery- 
ce robią to stale, wszę
e i bezczel- 
nie. Nie musimy im w tym pomagać 
przez robienie różnicy między Niem- 
cami a hitlerowcaml. 


Nikodem Kozińskl 
(C h i c a g .o). 



. 



 


W wydawanym w Moskwie przez 
Adadem1ę nauk Z.iS.IR.'8. czasopIŚmie 
"Zoołogiczesk.ij żurnał" (t. XLIV, nr 
9, 1965) ukazał się artykuł W. K. 
Prusk1ego z Polsk.iej Ak.adeIIL1i Nauk 
"O odtworzeniu w Polsce cl:zikich koni 
zwanych tarpanami". W zachodniej 
Europie dzikie konie zniknęły przed 
XVI w., lecz w lasach Prus, Litwy i 
Polski istniały jeszcze do końca 
XVllI stuleOla. iPruski powołuje się 
przy tym na pLSma Tadeusza Cza- 
ckiego, Baltazara Hacqueta l Kaje- 
tana Koźmlana. W szczególności Rac- 
quet opisuje zwierzyniec :Zamoyskich 
koło Zamościa, gdzIe były mJn. dzi- 
kie konie. Trzymano je tam dość 
długo, pomeważ jednak "nie przyno- 
siły żadnej lwrzylicl" [? ] wyłapano 
je i rozdanoffilejscowym chłopom. 
WszystkIe mi.ały szarą maść z czarną. 
pręgą wzdłuż grzbietu. Otóż t,e ko- 
nie dały począ.tek polskim myszatym 
"konikom" - potomkom tarpanów. 
Między wojnamL Tadeusz Vetulani 
powziął myśl odtworzenm z tych "ko- 
ników" dawnych tarpanów. W tym 
celu w puszczy Białowieskiej założył 
mały zw
erzyniec, do którego wpuścił 
kilkana..ście typowych "tarpano- 
kształtnych" koD1k6w zakupIOnych u 
chłop6w. W dzień wyl:n1chu drugiej 
wojny w puszczy były 3 ogiery, 13 
klacz i 19 uebłą.t. W czasie wojny 
te "odtwol'ZOne tarpany" częściowo 
wywieziono do Niemiec, częściowo 
z.a;biła je miejscowa ludność. W pRŹ- 
dzieI'Il