/Archiwum_002_06_253_0001.djvu

			..,.....- 


London, 18th September, 1966 
Regietered at the G. P. o, lU! II. newspaper 


- 


Cena 2s. 9d. Rok XXI nr 38 (1068) 


LONDYN 


18 września 1965 


KAJETAN CZARKOWSKI-GOLEJEWSKI 


D 


I 


T .NK NAJL;YWALY panią Katarzynę 
Schratt, długoletnią przyjaciółkę 
Franciszka Józefa, cały Wiedeń, cała 
mQnarchia aUl;triacko-węgierska d 
WSZyscy którzy z nłą lub dworem ce- 
I!ar.skim mieli jakąkolwiek styczność 
W polskim języku me ma stQ:;Ow- 
negQ odpowled.ruika na tę czystQ au- 
striacko-wiedeńską formę gr.zec.lDo- 
ŚCiową, używaną wobec kobdet .o wy- 
SOkim stanowisku tQwarzysklim, nIe 
posiadających tytułów rodowych C.lY 
iaJ.nych. Dosłowny przekład ..łaskawa 
pani" ma pewien dr.obny wydźwlięk 
lllliŻonoś.c.J czy łaszenia się, czeg.o w 
austriackJ1m frazesie się nie wyczu- 
wa. 
Inna rzecz że o łaski pani Schratt 
a przynajmniej o jej przychylność 
łasił się cały wielki świa,t europejski 
przed r. 1914. 
Panujący monarchow.ie, ambasado- 
rzy mocarstw europejskich, politycy 
i ta część dworu j towarzy.stwa WIe- 
deńskiegQ, kt6!I'a nie zapisała się do 
obozu jej otwartych wrogów. 
Pani Schratt nie była faw.orytą mo- 
narszą w rodzaju Madame de Pom- 
padour ozy Madame de Maintenon 
lub kochanek królów angielskich. By- 
ła osobą niezaieŻl1ą, w.ielką aktcrką, 
laury sceniczne zdobyła talentem i 
pracą, a przyjaźń, jaka ją zWliązała 
z jednym :z potentatów Europy, pole- 
gała na elementach wzajemnego po- 
ważama, szacunku ;i długoletniego 
przywiązania bez szczególnych moty- 
wów erotycznych. 
Czy kiedykolwiek była kochanką 
Franciszka Józefa? Nie ma dOWQ- 
dów. 
Tak czy inaczej z bieg.iem lat sta- 
ła się jedyną ist.otą ludzką mającą 
bezpośredni dostęp do osoby naj- 
dumniejszego z monarchów, przeko- 
nanego o sWQim dostojeństwłe j sta- 
nowisku :Z łaski Bożej, co go pmy- 
wiodło do .oddzielenia się od reBzty 
IUdzkoś.ci nieprzebytym murem cere- 
moniału i hiszpańskiej etykiety. 


POCZ{\.TKI KARIERY 
SCENICZNEJ 
Katarzyna Schratt przyszła na świat 
i wychowała się w warunkach do- 
statniej małej burżuazji jako córka 
kupca i właścioiela znanej remizy 
w Baden pod Wiedniem. Kasia, UI1O- 
dzona w r. 1855 cd najmłodszych lat 
marzyła o karierze 6cenicznej. Przy- 
Padkowe sPQtkani,e a potem przyjaźń 
14-letn
ego podlotka z ubQgim począt- 
kującym aktorem mdejscowej trupy 
teatralnej Ludwigem Gruberem t jego 
matką utwierdza dzieckQ w przeko- 
namu że jej ŚWliatem musI stać sIę 
teatr. Gruber, to było skrócone na- 
zW.isko sceniczne. Młody akt.or na- 
zywał się w rzeczywistości Anzen- 
gruber li wielkJch laurów scenicznych 
nigdy nie zebrał, ale jako popularny 
aut.or sztuk ludowych zapisał się w 
literaturze. 
Za protekcją Grubera Katarzyna 
mogła wziąć udział w jednym czy 
drugim spektaklu teatrzyku w Ba- 
den, wy,stępując jako bezpłatna ale 
nie mniej entuzj
Y'Czna staty.stka. 
Ktoś pomimo szminki :i kootiumu 
POznał ją na scenie i doołósł .ojcu; 
ten rozsierdzony taką niebywałą hań- 
bą córki - zawód akt.orki zaltic.zał 
się jeszcze w .oczach świata za. pra- 
Woie hańbiący a aktorka była prawie 
Synonimem kurtyzany - nie wiele 
myśląc zapakQwał dzieckQ dQ klasz- 
tornego internatu w Diiren I!I:a.d Re- 
nem gd.oie jakaś ciotka rodziny była 
przeory!;"zą. 
Zimna i surowa atmosfera wycho- 
Wania kla,sztornego nie Q:łamała en- 
tuzjazmu. Wychowanica klasztQrna w 
największej tajemnicy uczy Się róż- 
nYch ról ze sztuk wypożyczanych z 
b!blioteki klasztornej. Skandal wy- 
buchnął gdy ją pobo2ille zakonnke 
Przyłapały gdy odstawiała przed ko- 
leżankami rolę prababki z ..Ahnfrau" 
G- I1 i11parzera. 
Po ośmiodniowej "kozJ.e" o suchym 
chlebie i wodzie, grzesznicę odesłano 
do jej rodzinnego domu, by re9Zitę 
l1.i e winnych dziewczątek uchronić 
przed zarazą. 
Ojciec, przekonawszy Się o niezłom- 
nYm postanowieniu d powołaniu jedy- 
naczki, pogodził się z rzeczywistością 
stawłając jako jedyny waru.nek u- 
częszczanie d ukończeme najJepszej 
SZkoły teatralnej, akademii teatralnej 
I{irschnera w Wiedndu. 
Taki był początek kariery scenJcz- 
nej pani Schratt. Na drodze do tej 
kariery nic już nie .stało na przesz- 
kOdzJe, a jej przebieg pozbawiony był 
nlomentów dramatycznych. Od suk- 
cesu do sukcesu utrwala swoje sta- 

OWisko, a popisowymi jej rolamti sta- 
Ją się tytułowe role w "Kasi Q: Heil- 
bronn" Kleista 1 w "Poskromłemu 
złoŚnicy" Szekspira. 
W roli Kasi z Heilbronn zobaczył 
ją po ra.z pierwszy FrancIszek Józef, 
ale nie zrobiła na nim żadnego wra- 
Żenia. 
Po ZDanym krachu g.iełdowym ł 

rYZYSie, który chwilowo zrujnował 
finanse monarchloi, Katarzyna Schratt 
z trupą teatralną, złot.oną z kUku- 
lJastu osób, jedzie za ocean spodzie- 
Wając się zebrania w Ameryce lau- 
rów i dolarów. Nadzieje .się nie m- 
ŚCiły, ti po kilku mi,esiącach całe to- 


rzystwo wróciło jak niepyszne do 
YVledni'a by tam w poprawdającej się 
koniunkturze stanąć znów na rodz.l- 
n:łYCh deskach nowo otwierających 
SIę tea,trów. 


lUALżENSTWO 
Katarzyna staje się jedną z głów- 
nYch sił artystycznych Stadttheatru 
ale nie na długo; wyszedł,szy za mąż 

 jednego 2ie swoich wielbioie1i mło- 
e
o Węgra, byłego oficera huzarów, 

lkOłaja Kies de Ittebe, rezygnuje z 
aiszej kar.iery scenicznej. Szczęście 
łIJałżeńskie i domowe, fmansowane 
Przez szczodrobltiwego papę SChratta, 

ie . trwało długo. Lekkomyślny tryb 
J'cl a na wielką skalę i I!lieudałe po- 
ągnięoia finansowe młodożeńca 

rO
adzają coraz to wię
e tr
d- 
{:1003el materialne, długi, a z mmł me- 

Ozumienia małżeńskie, chwilowo 
egIlane urodzeniem syna w r. 1878, 


E 


G 


rosną. W rezultacie małżonkowie 1'0- 
zeszl.i sił: i choć ntie mleli ani roz- 
wodu ani bodaj oficjal:nej separacji, 
mgdy do siebie już 'l1Jie wrócili. 
Za to pani von KLSS-Schratt, jak 
t>ił: teraz nazywdła, zmuszona była 
wr,ócić na ,SCellł: by sobie i dziecku 
.lapewnić utrzymanie. Przyjęta z ot- 
wartymi rękamI pr,z.ez swego daWiIle- 
go dyrektora, :Zawiera z nim nowy, 
tym Jazem trzyletni, kontrakt. 


ENGAGEMEN'1' 
DO BURGTHEATER 
N astępują znów lata powodzeń sce- 
nicznych, bierze udział w zorganizo- 
wanym przez Makarta słynnym 
"Festzug"u z okazjti srebrnego wesela 
pary cesarsk,iej, w czasie galowego 
pr.zedstawienia z tej okazji wygłasza 
prolog na jej cześt, ale nie zdobywa 
sobie nawet specjalnego podziękowa- 
nia cesarza który mnym artystom 
wyraził swoje zadowolenie. W r. 1883 
spotyka 28-letnią panią von Kiss- 
Schratt największy zaszczyt .- enga- 
gement do wiedeńskiego Burgtheatru, 
do zespołu zasłużonych sław scenicz- 
nych. ZłośIiwy wjerszy'k krążący w 
Wiedniu o Burgtheatrze .opiewał gQ 
słowami: "Carlosa i Romeo grają tu- 
taj srebrnowłosi starcy a przy po- 
całunku JuHi chw.ieją się w szczękach 
zęby" ... 
Nowozaangażowana uchodz.iła w 
tym ze,spole za cudowne dziecko. Pa- 
pa Schratt nie dożył jej tryumfu. 
Zwyczajem było że każdy nowo- 
zaangażowany aktor, stając się rze- 
czywistym członkiem zespołu tego 
teatru subwencjonowanego w włel- 
kiej części z prywatnej szkatuły ce- 
sarskiej, mus:ał przedstawić Się mo- 
narsze na formalnej audiencji, toteż 
28-letnia naiwna stanęła po raz 
pierwszy przed obliczem majestatu., 
I to spotkanie nie zrobiło żadnego 
wrażenia !I1& przepracowanym naj- 
wyższym biurokraoie AU6tr1d. 
,Dworski dyg, kilka nic nie znaczą- 
cych uprzejmych słów cesarsk.ich, i 
jeszcze jedna z tysięcznych aUdiencj,i 
po dwóch czy trzech minutach była 
skończona. Franoiszek Józef, jak w.ia- 
domo, nie interes.ował się 2Jbytnio 
sprawami sztuk pięknych. DQ teatru 
czy opery chodził gdy musiał lub, jak 
złośliw.i twierdzJH, by się zdrzemnąć. 
Przy jego trybie wstawania o czwar- 
tej czy piątej rano trudno było się 
o.dwić takiej drzemce. 
Po tej krótkiej audiencji o twarzy 
i istnieniu jednej z wielu aktorek 
zdpewne zapomniał. 


CARSKIE KAPRYSY 
Dopiero w dwa lata póżniej nada- 
rzyła się wysoce polityczna sposQb- 
ność, przy której osoba pani SchraU 
wysunęła się do pewnego stopnia na 
pierwszy plan, i jako taka musiała 
na siebie 2wrócić uwagę nawet prze- 
pracowanegQ suwerena. Był to zjazd 
trzech cesarzy, ro-syjsktiego, niemiec- 
kieg.o i austriackiego, w małej mie- 
ścinie Kremsier na Morawach w sier- 
pniu 1885. 
Zjazd nieudany nie tylko dlatego 
że stary cesarz nowej niemieck.iej 
Rzeszy Wtilhelm I, nie mogąc z po- 
wodu choroby w nim uczestniczyć, 
wydelegował jako swego 2'!astępcę 
Bismarcka, którego ca,r Aleksander 
III nie znosił, ale również dlatego że 
pomimo usiłowań gospodarza Fran- 
ciszka Józefa nastroje rosyjskie nłe 
uległy .zmiande. 
Zjazd odbył się we w.spanLa.łym ba- 
r.okowym pałacu letniej siedz;iby ar- 
cybiskupów ołomunieck!ch, tworzą- 
cym ze swoim parkiem ramy godllle 
gości a co ważniejsze dającym moż- 
n.ość zupełnego odcięcia cara od stycz- 
ności z zewnętrznym światem i lud- 
nością, czego Aleksander li, pamięt- 
ny zamachu ti śmierci swojegQ ojca, 
najbardziej się obawtiał. 
Aby uświetnić uroczystośol i zaba- 
wić gościa znad N ewy ściągnę to do 
KremsieI' zespół z Burgtheatru który 
odegrał "Sen nocy letniej" z pandą 
Schratt w roli Hermiti. 
Udobruchany po IlJieudałych poran- 
nych kQnferencjach car, rozentuzjaz- 
mowany przedBtawieniem, ku zgroZIe 
ochmistrzy dworu a zapewne ku nie- 
miłemu zdziw.ieniu Franoisz]ro. Józefa, 
wywrócił cały przygotowany porzą- 
dek protokólarny prosząc gospodarza 
- rzecz niebywała w annałach Bur- 
gu wiedeńskiego - by aktQrzy ze 
"Snu nocy letniej" wzdęli udział w 
ceremonialnym obiedzie, przygotowa- 
nym po zakończeniu przedstawienia. 
Franciszek Józef jakQ gościnny go- 
spodarz musiał się naturalnie zgodz.ić 
z rewolucyjną prośbą gościa, który 
bawił się znakomicie zaszczycając 
rozmową nle tylko dygnitarzyale 
i aktorów. Pani Schratt, którą car 
pamłętał z jej występów w Peters- 
burgu, szczególnIe wyróŻIllona, .otrzy- 
muje od zachwyconego samodziierżcy 
kosztowny podarek a następnego dnia 
bukiet czerwonych rót. 
FranCl.szek Józef, świadek tych roz- 
mów i zainteresQwanda kolegi po fa- 
chu, tym razem na pewno musiał 
osobę i twarz pani Schratt zauwa- 
żyć .i zapamiętać. Tym bardziej że 
detektywi dworscy, pilnujący każde- 
go kroku 1 .osoby cara, zapewnili go 
że carskie awanse nie zostały uwień- 
czone sukcesem i :!Je nie miały innego 
rezultatu nłż tylko platomcz.ny po- 
dZIw. 


CZy INICJATYWA CESARZOWEJ'! 
Ale dopiero następnegQ roku na- 
stępuje bLiższe osobiste .zetknięcie Blę 
austriackiego m.onarchy z aktorką. I 
to za pośrednictwem cesarzowej Elż- 
biety, która zachwycona grą. i pro- 
stotą pani Schratt angażuje ją jakQ 
swoją lektorkę. Poznallle obu kobiet 
na życzenie Elżbiety następuje w 
pracowni malarza Angelli, ówczesne- 
go wielkiegQ portrecisty wJedeńskie- 
go, malującego wszystIDie piękne i 
mniej piękne ale bogate i snobistycz- 
ne damy z arystokracj'I, ś-.v
ata fi- 
nansów J. teatru. 
Być może że to zapozn.ande się i idą- 
ca za tym bliższa znajomość 1 pew- 
nego rodzaju przyjaźń były z gó- 
ry uplanowane przez neurasteniczną 


.. 


N 


A 


b:lżbietę, dZiałającą jak ZaW6.le pod 
wpływem chwilowych impulsów. Ce- 
sarzowa, nosząca się z zamiarem 
dłuższego wyjazdu :ł; me lubianego 
W.iednia na jedną ze SW.oich licznych 
p.,regrynacji bez celu, chciała może 
L.naleźć pewnego rodzaju za.stł:pczy- 
nIę - osobę nie ZWiązaną Ił; zadną 
koterIą dworską czy polutyczną by 
zastąpiła ją przy m-ę:ż.u który mu- 
SIał ją niebywale nudzić: w całej mo- 
narchll a,ustriacko-węg1ierskJej trudno 
było chyba znaleźć dwa charaktery 
d dwie natury tak niepodQbne dQ sie- 
bie jak Elżbieta i Franciszek Józef. 
Czy poza rÓŻIlicą charakterów w 
nieporozumiemach małżeń.sk.ich, w 
wyjazdach cesarzowej, w jej prawie 
ucieczkach od męża po urodzerJju 
dwojga starszych dzieci, córki Gizeli 
(póżniejszej żony księcia Leopolda 
bawarski.ego) ,j następcy tronu Ru- 
dolfa, nie było innych bardzie} in- 
tymnych i niemiłycn motywów, o tym 
histQrycy-apologeci i krytycy oboj- 
ga tragicznych .osobistości Francisz- 
ka Józefa .j Elżbiety, tak jalk dostęp- 
ne zródła historyc
e, milczą. Fak- 
tem jest :ż.e dłuższy pobyt Elżbiety 
w Austrii d urod.lenie się następnego 
dziecka, arcyksiężniczki ManI Wa- 
lerji, nastąpiło w wiele lat później: 
najmłodsza córka medobr8J!lej pary 
urodziła się w dZ1ew.ięć lat po bracie. 
Plotki, brukowe powieśc'l i piśmi- 
dła do dzisiejszego dnia miały i mają 
tym więcej sensacyjnych tematów do 
6Ilucia fantastycznych QpoWiieści na 
ten temat - od brzydkich supozycj
 
niemiłych skutków niew:ienwsci mał- 
żeńskiej cesarza po podejrzewanie ist- 
nienia córki Elżbiety urodz.onej poza 
małżeństwem. Plotki te nie znalazły 
jednak nigdzie poważnego potw:ier- 
dzenia a co ich autentyczność sta- 
wia bardz,iej niż pod zl1akiem zapy- 
tan,ia, to fakt me ulegający Wątpll- 
w.o.'ki że po upadku monarchii, szcze- 
gólnie w pierwszych latach euforIi 
I;.ocjalizmu w Austrii rue powstrzy- 
manoby się - gdyby r.ozporządzano 
odpowiedn'imi materiałami - od lich 
ujawnienia w celu skompromitQwania 
monarchii. 
Początkowe spotkantia pózIliejBZych 
dozgonnych przyjaoiół odbywały się 
zawsze we troje. Herbatki, obiady, 
przyjęoia, urządzane przez cesarzową 
w jej 'Prywatnych apartamentach, 
zbHżają zaskorupIałego w swoich o- 
bowiązkach monarchę z aktorką try- 
skającą życiem, wes.ołością i w.iedeń- 
I;lcim "com.m.on sense". Uderzająca 
uroda nie była naj!liln.iejszym atu- 
tem pam.i Schratt. Raczej w jej naj- 
lepszych latach charakteryzowała Ją 
pl zeciętna przystojność w;edeneczki 
jak ją do dzisiaj dnia można podZi- 
wiać na kurtynie Stadttheatru, gdzie 
pl'.lt'dstawiona jest jako jedna z MUL. 


POCZ{\.TKI PRZYJA2Nł 
W tych spotkan,iach potężny biuro- 
krata na tronie po raz pierwszy od 
szeregu lat miał sposobność bLiższego 
zetknięoia się z ooobą stojącą poza 
zaczarowanymi kołami podwładnych 
którzy zbliżali się do niego jak do 
ołtarza. 
Pani Schratt nie żądajljA'a ntczego 
dla .siebie, pewna swojej sytuacjł ar- 
tystycznej, nie skrępowana majesta- 
tem który mogła oglądać w życiu 
cQdzden.nym, rodzinnym, jako przyja- 
ciółka cesarzowej robi na cesarzu 
coraz większe wrażenie, li coraz czę- 
ściej szuka on wypoczynku w swo- 
bodnych spot.kaniach j rozmowach. 
Koła dworskle i arystokratyczne, 
nie zadowolone ze zjaWlien1a się i.n- 
truza stojącego z daleka od nich, oraz 
cały Wiedeń zaczynają plotkować o 
stOlSu.nku cesarza z artystką z Burg- 
theatru. RodZJina cesaTska nQlens vo- 
lena przyjmuje do władom
 za- 
cipśniający .się przyjaC'iels1d stosu.nek 
trojga .oSÓb, i pani Schratt przyjmo- 
wana jest w domach niektórych ar- 
cyksiążąt - artyści Burgtheatru 
byli po trochu ..h'Off8.hig" tak jak ofi- 
cerowie wojsk monarchlł - a nawet 
czasami niektórzy z nich starają się 
przez nią dotrzeć do niedostępnego 
pdtriarchy rodu, który traktował 
szczególnie młodszych kreWiIlych jak 
rekrutów żądając od nich wojskowe- 
go posłuszeństwa d dyscypliny. 
W zimie 1889 tragedia w Mayer- 
lingu, samobójcza śmierć następcy 
tronu Rudolfa ł jeg.o kQchanki mło- 
dziutkIej baronówny Vetsera, trage- 
dia do dz:siejszego dnia nie wyjaśnio- 
na, wstrząsnęła monarchią i pogrą- 
żyła rodzin
 cesarską w naj głębszej 
żałobie zadając cesarzowej Elżbiecie 
ostatni cios z którego aż dQ chwili 
jej własnej śmierci z rąk anarchisty 
nigdy się nie otrząsnęła. 
Pani Schratt, znajdująca się w a- 
partamentach cesarzowej tego ranka, 
gdy stra.;:;zna wieść dotarła do Burgu, 
była jedną z pierwszych osób pcwia- 
domionych o nieszczęśCIu. Nie jest 
natomiast prawdą jakoby ona stała 
.s:ę zwiastunem hiobowej wieści Fran- 
ciszkowi Józefowi. Tę tragiczną rolę 
musiała wziąć na siebie złamana nie- 
S"Lczęściem Elżbieta, matka i żona. 
Wkrótce potem cesarzowa oświad- 
czyła że w Wiedniu, przypomLn.ają- 
cym jej ukQchanego jedy.na.ka, dłużej 
zostać nIe jest w stanie w obawie 
pomieszania zmysłów. 


l'r Y G_ O D N I K 


D 


I G 


E 


Pociechą w rQzłące z przeszłością 
była pewność :ż.e jej przyjaciółka, 
pani Schratt, może zastąp:ć ją w roll 
powiernicy przy starzejącym się opu- 
szczonym mężu. 
Z chwIlą wyjazdu cesar:lowej, któ- 
ra tylko na krótkLe chwJle powraca 
czasami do AUStriiI, rozpoczęła się 
wielka rola życlowa paDli Schratt od- 
grywana na arenie wielkoświatowej 
z rzadkim w podobnych wypadkdch 
taktem, .obok jednQcześnie trwają- 
cych występów na deskach Burg- 
theatru. 


CODZIENNE ODWIEDZINY 
Stosując się do życzeń Elżbiety, 
nazyw=ej w EurQpie "dm
ratrdce 
errante", pani Schratt nabywa W1illę 
w Schonnbrunnie na Gloriettega.sse 
9, graniczącą z parkiem cesarskim, 
i tam cesarz w czasie swegQ pobytu 
w WiedIJJiu staje się cod:ziiennym go- 
ściem. Gościem, trzeba przyznać, ma- 
ło wygodnym bo zjaWIającym się z 
przysłowiową regularnośoJą dzień w 
dzień o szóstej rano na pierwsze śnia- 
danie. Fiechotką pr,zez małą furtkę 
w murze otaczającym rezydencję, do 
której tylko .on i pand Schratt mieli 
klucze, cesarz zjawia się w domu 
przyjaciółki na kawę z rogalIikami 
i rozmówkę. Po g.odz1n.Je czy dłużej 
tą samą drogą powraca do pałacu by 
zasiąść do biurka i papierów, od któ- 
rych rue odrywa się do wiecwra.. Z 
tych codZiennych wizyt, z wymiany 
listów pomiędzy pałacem a W1illą., i 
dogtarczam.ia do willi przysmaków z 
kuchni dworskich nie robi się tajem- 
nicy. Cesarz w wielu JJistach do żony 
dziękuje jej za umQżllwienie znajo- 
mości z zaufaną osobą. 
W willi na Glordettegasse prowadzi 
flię tryb żyoia na wielką skalę. Bywa 
tam i spotyka się cały ŚWliat artysty- 
czny. JohaIIiIL Strauss jest częstym 
gościem, jedna z najpopulamiejszych 
postaci Wiednia słynny komd.k Gi:rar- 
di, pisarze jak HofmaIl.n8tahl czy 
Schnitzler. Obok tego kręgu znajo- 
mych bywają ambasadorOW1ie mQ- 
carstw, przyjacielem domu jest am- 
basadQr niemiecki ks. Eulenburg, po- 
tem jego następca von Tschirschky, 
obaj entuzjaści pand Schratt. Głowy 
lroronowane, jak Ferdynand bułgar- 
ski czy ksIążę, póŻl1iej kroi, czarno- 
górski Nikita, są mJle W1!dz.iani p= 
gospodynię która ocenia ich crYgJ- 
na1ność. Wielu członków austr:iackie- 
go domu panującego także zagląda 
na Gloriettegasse: niektórzy by się 
przypodobać patrdarsze, linni z praw- 
dziwej sympatil 
Wszyst1cie dramaty rodZlll!lY habs- 
burskiej znane są. pani Schratt, ;t 
wiele z nich, d2lięki jej rozsądnej in- 
terwencji kończy się szczęśliwie. 
Tak np. po morganatycza:Jym mał- 
żeństwie następcy tronu Franciszka 
Ferdynanda z hrabianką Chotek 
(późniejszą księżną Hohenberg), które 
mogło skończyć się rozpadem duali- 
stycznej mQnal'chi,i, przy ra.n.nej ka- 
wie stary cesarz miał oświadczyć że 
dałby wIele by doprowadzAć do uzna- 
nia nieważności tego małżeństwa. Na 
co pand Schratt miała zapytać go czy 
życzy sobie powtór,zoo,ia Mayerlingu. 
Temat zQstał raz na zawSze wyczer- 
pany. 
Ale są z -tych czasów i inne wesel- 
.sze anegdoty. Paru Schratt nabywszy 
jakiś pierścionek, chcąc PQchwalIć się 
nim 'Przed przyjaruelem, pokazując 
go zapytała wiele według jego zdania 
ten szmaragd mógł kosztować. Na 
co cesarz miał powiedzieć że może 
z dwadzieścia pięć guldenów. Na 
wiadomość że kcsztował trzy tysiące, 
miała paść klasyczna odpow.jedź: "NQ 
to też niewiele". Staruszek, jak wia- 
domo, nie miał pojęcia o wartości 
pieaJJiędzy, bo łch nigdy nie potrze- 
bował. 
Ktiedy dndziej, - miała to śmiejąc 
się opowliadać sama pani Schratt - 
jakiś dziennIkarz włoski ujr.zawszy 
ją jako już starszą ;n
ez.byt szczupłą 
damę w hotelu Sacher i dowiedziaw- 
szy się że to słynna pani Schratt, 
miał wykrzyknąt: ..Ił povero impe- 
ratore!". 
Liczne d częste przyjęcia urządza- 
ne w wH1i na Glordettegasse tylk.o 
wyjątkowo 
zczycał sw.oją .obecno- 
ścią cesaT,z. CzęśCJ.ej zjawiał się w 
czasie letniclJ miesięcy w Ischlu w 
wiHi pani Schr8Jtt na partię ulubione- 
go taroka z jednym ze swoich od- 
wiecznych adiutaJlłtów, hr. Paar czy 
baronem Bolfras. W razie nIe.obec- 
.Ilości tych dygnitarzy, rezerwowym 
graczem był dyrektor Ui.nderbanku 
Palm er, doradca !finansowy, pani 
Schratt, .co z powodu jego żydow- 
skiego pochodzenia wywoływało wiele 
zgryżHwych kOffi€ntarzy. 


LISTY CESARZA 
Wydany w r. 1949 w Wdedniu tom 
hstów cesarza do długoletniej wier- 
nej przyjaoi
ki zawtieść mU8lał czy- 
telmka żądnegc SeIllSaCjl.. Nde ma 
w nich ani wynur,zeń miłosnych e.nI 
rewelacji .natuxy poltityczn.ej. Jest na- 
tQmiast .obraz c.ziłow1i.eka, który pomd.- 
mo że przez blasko siedemd2JIesiąA; lat 
był symbolem odw.ieczn.ej mOI18ll"ch1i 
habsburskiej, rozkładającej 8!ę w je- 
go .oczach, pom
mQ że on sam o swo- 
jej m
sji władcy z łaskd Bo:!Jej B.I1JI 


na chwilę nie wątpił, pozostał czło- 
wiekiem prostym, obowiązkowym do 
pedanter1i, umiejącym patrzeć na sle- 
tJie i na bl.J.źnich me tylko z wyso- 
kOŚCI tronu ale i z duj;YIII poczuciem 
humQru. 
Jest w tych 1istach ponllmo ;ł.;upeł. 
me osoblstegQ charakteru pełny ob- 
ra.z epokI, która wydaje się nam dzi- 
siaj prawie przedpotopowa a która 
latamii nie jest zn,ów tak bardzo od 
nas odległa. Obraz epokI odbija się w 
swoistym stylu autora listów. Każde 
słowo czy zwrot nreprawdopodobnej 
dzisiaj już galanterid i uprzejmosci 
przypomina portrety w stylu Makar- 
ta, salony starych ciotek, zagracone 
pluszowymi albumami czy "bric-a- 
brac"iem" tysięcznych, nie potrzeb- 
nych n1kQmu, czasami pięknych, ez&- 
sa,mi ohydnych gracików. Coś pośred- 
niegQ pomaędzy królową Wiktorią, 
Kraszewsk.i.m a fJJJigranową biżuterią 
Faberge. Sztuczność wyrażania u- 
czuć, grandilokwencja słów która dla 
pokolenia drugiej poł;owy XIX w., dla 
pokolenia naszych ojców CLY dzAad- 
ków, była treścią tych uczuć, nie razI 
w tych listach. 
Niestety, wydande WIedeńskie nie 
jest zupełne. Z całej korespondencja 
ciągnącej się od r. 1886 do 1916, wy- 
dawcy ł1stów Jean de Bourg.oing i syn 
pani Schratt baron Antoni Klss de 
Ittebe, wybrali tylko wyjątki, które 
w niczym n
e mQgły ub)Jiżyć pamięci 
zmarłej. 
Tak jakby wielka miłość mogła 
ubliżyć ozyjejk.olWllek pamięci. 
Z lektury tych listów trudno na- 
wet zgadnąć czy była to tylko, nawet 
na samym początku platoniCZilla sym- 
patia starzejącego się człowieka czy 
gorętsze uczucie przerodzone w dQ- 
zg.onną przyjaźń. 
W pierwszych latach znajomości i 
przy jaźni rozrpoozYi!l8.ją się te listy 
oficjalnym "Laskawa Pani" by z bie- 
giem czasu przejŚĆ lila. "Droga Pmy- 
jaolółko" lub "Moja wi.erna Przyja- 
ciółko". Zakończenda ich doznały po- 
dobnej metamorfozy, bo potem są 
podpisywane ..zawsze wierny" lub 
..Pand szczerze oddany dozgQDIIlY 
przyjaoiel" czy podobnie. Dżentelme- 
nerJa starej szk.oły cesarskiego pod_ 
starzałego adomsa, obawa przed nie- 
dyskrecją otaczającego św
ta i co 
najdzlwl!liejlSze prawdmwa 
 jedyna 
miłość męża do tyraJIlJlzują..cej go naj- 
piękniejszej cesarzowej Elżbiety, po- 
zostawiają pole do domy.słów. Ale 
trzeba m1eć nadzieję że jeszcze na 
jesieni swojego życia oboje zna- 
leźli ukoronowa.:nd.e uczuć w normal- 
nym stosunku mężczyzny do kQbiety 

 że ta wielka ich przyjaźń FHemona 
i Baucis nie była j'llŻ od zara.nia tylko 
papierową wymianą myśli i kadrylem 
bukiietów 
 życzeń. 
Listy te pisze dobry gospodarz, 
dbający Q swoje paiLstWQ, mający ty- 
siączne kłopoty z po1itykamł wszel- 
kich odcieni, których traktuje z po_ 
błammem jak niesforne, czasem do- 
kuczHwe dzieci., czuły dziadek kłopo- 
czący się odrą czy ząblrowaniem wnu- 
ków i prawnuków, opuszCZOO1y mąż 
drżący .o .zdrowłe i cało.
 sw.ojej Sis- 
sy, - IlJie nazywa jej jednak nigdy 
inaczej niż cesarzową, bo jednak dy- 
stans musi być zachowany, - sports- 
man d jeździec galopują.cy w 75-ej 
w10Anie życia ktilometrami na manew- 
rach, a przede wszystkIm obowiąz- 
kowy do pedanteTlii urzędndk trzyma- 
jący się swojego zakresu kQmpetencji 
i prawa któremu poddaje się bezape- 
lacyjn.ie, pomimo, że sarn w zasadzie 
był naJwyższym tego prawa źródłem 
człowiek prosty nie lubiący pompy 
i całego ceremoniału któreg.o był naJ- 
wyższym stróżem, l to stróŻem nie- 
ubłaganym gdy chodzdło Q rację sta- 
nu. 
I - bardzo samotny człowłek. 
Czasami te listy są rozczulającQ 
naLwne. Jeden z najlbQgatszych llliO- 
narchów pisze że w dniu I.mle:na.n 
przyjaciółki wypito butelkę szampa- 
na na jej zdrowtie, co się rzadko zda- 
rza, bo na taki luksus nie można 
sobie często pozwolić. W innym li- 
ście żałuje d przeprasza czule że nie 
może się wstaw:ić do dyrekcja Burg- 
theatru, który z własnych funduszów 
subwencjonuje, .o jakąś drobną przy- 
sługę dla pani Schratt, bo to byŁoby 
sprzeczne z ustalonym porządldem 
rzeczy w której dyrekcja teatru ma 
ostatnie słowo. Kiedy 
ndziej wyraża 
żartobliwą obawę że monachijczycy 
wezmą go za prostaka bo w stolIcy 
Bawariii zamiast do teatru poszedł 
z wnukami do cyrku. 
W całej tej korespQndencji ciąg- 
nącej się trzydzieści lat jest tylko je- 
den list wydrukowany w książce w 
facsimile, który 'Zaskakuje i zad7Jlwia, 
list napisany w kdlka dni po samo- 
bójstwie arcyksięcIa Rudolfa. 
Nde jestem grafologiem, ale cztery 
bite strony napi.s8Jlle przez człowieka 
którego jak grQm z jasnegQ nieb
 
trafił chyba największy cios jakd BQ- 
bie można wyobr8J7Jić, Dole tylkQ 
jako ojca ale jako władcę z Bożej 
łaski, któremu cały porządek monar- 
chiczny, katoHcki, rodzinny zawalił 
się, te cztery strony napi8aIle pismem 
tak r6WiI1ym, jakby opisywał wyciecz- 
kę .czy polowanie, są prawie lilie do 
zrozulllllenla. Nie o treść chodzi, ta 


JERZY GALL 


Zmieniłem mow
 
mówi
 milczeniem 
nie jestem sobCJ 
lecz tylko rieniem. 


T ak żyć mi łatwiej 
wykpiłem wrogów 
pieśniCJ milczenia 
ubóstwiam bogów. 


Milczenie nwje 
krzykiem nie mową 
wszyscy mnie słyszą 
falą radiową. 


Milczenie 


Na długiej fali 
ciche milczenie 
nikt nie zakłóci 
nawet westchnieniem 


Milczeniem powiem 
przyjaciolom i wrogom 
głos to ogromny 
cichy i skromny. 


Milczeniem przekazać 
chciałbym marzenia 
lecz jak wydrukowac 
ciche milczenia. 


A przecie tyle 
można powiedzieć 
milczeniem moich 
i twoiel, ust 
nawet nie ruszyć 
wargCJ ramieniem 
przeniknąć wzrokiem 
pogardą ócz. 


Jerzy Gall. 


RedakcJa i administracja: 67 Great Rus..Wl 
Street, London. W.C.1, tel. CHA 3644. - Pre- 
numerata kwartalna 35s., w Stanach Zjed- 
noczonych ,j Kanadzie $5.25. W Belgii 250 fr. 
belg., we Francji 24 fr., w Niemczt.'C:b. 21 DM, 
w Szwajcarii 24 fr. szw., we Włoszech 2900 
lirów, w Innych krajach równowartość. $5.25. 
- Zmiana adresu 1s. - Czeki należy wy- 
stawi'ić na ..Wiadomości". - Ogłoszenia: ad- 
ministracja "Wiadomości".. Cena za l cal X 
l szpalta 308. 


F 


R 


treść. 
jmna , jakby dyktowana z 
wysokości tronu, mogła być bał"lerą 
odomającą nawet naJbliższą osobę od 
uczuć, jakie nikomu nie pow.!lUly być 
:lnane, ale ten charakter pLSma! 
Całkiem in
 reakcjł: wykazują li- 
sty pisane po tragicznej Lbrodni po- 
pełnionej na El:ż.lJieCle. Rozpacz, żal. 
wspomofillema, pietyzm dla zamordo- 
wanej przewijają się przez dobrych 
kilka lat po śm'lel'ci cesarzowej. Jest 
to duet żałobny pisany i mówiony i 
przez męża i pr.lez jego przyjaciółkę 
która była li przyjaoiołką ukochaneJ 
żony. 
Nie brak li burz w tej korespon- 
dencji, bo starzejąca się bogdanka 
nie musIała być łatwa w PQżyciu. 
Dla tego człowieka którego czas d 
program życia był wyliczony na go- 
dziny i minuty jak chronometr, te 
wyakoki pand Schratt (jazda na 1'0- 
wer,ze, wzlQty balonem, wspinaczki 
alpejskie, gra w Monte Carlo, kuracje 
odchudzające, nabycie jedin.ego z 
pierwszych samochodów), dziesiątki 
ekstrawagancji 
 stany nerwowe, by- 
ły powodem nie kończących się nie- 
pokojów i prawie pokornych błagań 
Q zap:-zesta!lie tych niebezpiecznych 
i niestosownych poczynań. Trzeba 
przyznać ze pani Katarzyna miała 
..flair" do "publ:city" i musiała być 
niespokojną osóbką. 
Upomnienua zresztą nie mIały naj- 
mniejszego skutku a widoc.znie taka 
babska tyrania dogadzała Francisz- 
kowi Józefowi. W każdym razie był 
do niej przyzwyczajony. Naprzód 
matka arcyk8iężlla ZofIa żelazną rę- 
ką prowadziła syna a nawet do cza.su 
polItykę ausll'iacką od chwili wstą- 
pienia na tron 18-letrulego młodzie- 
niaszka aż po późne lata, prawie że 
do ery konstytucyjnej. 
Gdy nie starczyło matki rolę do- 
moweg.o tyr8JILd objęła ukochana żona 
przysparzająca tysiące kłopotów nie 
tylkQ rodzinnych ale i dY\!lastycznych 
swoją wieczną. nieQbec.noś.oią w mo- 
narchii d ekscentrycznym1 wy,bryka- 
mi. Gdy l tej nie sŁało rolę tę objęła 
wy.próbowana przyjaciółka. 
POLONICA 
Poloniców w li.stach dQ paw Schratt 
jest niewi.ele. Jest kHka wzmianek o 
pozowaniu do portretów P.ochwalskie- 
mu ti Ajdukiewiczowi, kilka razy 
w.spomlllane są. konferencje z minist- 
rem spraw zagranicznych AgenoI em 
hr. Gołuchowskim, w jednym z listów 
wyrażQny jest szczery niepokój o 
zdrowie Kazimierza hr. Badeniego, 
ówczesnego premiera, rannego w slyn- 
nym jego pojedynku z posłem Wol- 
fem który .obraZił naród polski w par- 
lamencie, d opis kwatery w czasIe 
IIlaJnewrów w Pawłosiowie pod Jaro- 
sławiem w pałacu hr. Siemtieńskiego- 
Lew.ickiego. Tam zdarzył się nieco- 
dzie:n.ny w karierze cesarskiej wypa- 
dek. Przy gwałtownej zmian.ie tem- 
peratury cesarz kazał napalić w swo- 
dch apartamentach; w niewyczyszcro- 
nym piecu zajęły się sadze, i wybuch- 
nęły na PQkój Qb.3ypująC dostojnego 
gościa czarnym pyłem, zamieniając 
go - jak sam napisał - w Murzyna. 
Jedynym dłuższym listem doty
- 
cych spraw polskich jest żywy l ser- 
deczny, datowany 9 wrześma, opis 
entuzjazmu jakli go spotkał w czasie 
jego całego pobytu we LwoW1i.e pod- 
czas wystawy krajowej w r. 1894: 
"Przyjęcie tutaj było wyjątkowo 
wspaniałe, serdeczne i patrlotyo:z.ne 
a IlJiesłabnące owacje trwają ciągle, 
tak samo jak - zwyczajem prQwin- 
cjonalnym - ntiezljczon.a llo.
 próśb, 
które mi wręczają lub wrzucają do 
powozu gdy wyjeżdżam. Przyjaciel 
Walter [nadworny stangret] musi 
ciągle :Zatrzymywać kOllJie, II. jego 
zwykłe szy.bkie tempo jest bardzo 
zwolnione. 
"Wystawa rzeczywiście zaskakują- 
co piękiIla, urzą.dzen
e pełne smaku, 
położende 1 widQk lila. mia::.tQ malQw- 
nicze, ale tyle jest dQ widzenia że 
dostaje się zawrotu głowy li jest się 
zmęczonym. Byłem tam dwa razy 4 
jeszcze dwa razy pójdę.! wtedy WBZY- 
stko, choć tylko bardzo powie=chQw- 
nie, będę widział. Codziennie wydaję 
obilad na 66 osób i już dwa razy 
szczęśliw
e przebyłem wieczorne 
przyjęcia; były do.
 męczące 
 powo- 
du wtielkieJ ilości dam, dla których 
musiałem być nuły i do tegQ jeszcze 
mówić po fra:ncusku. WczoraJsze wł.e- 
czorne pl'zyjęcle w :sejffille, który ma 
przepiękne sale, elektrYCZI1Jie ośWIet- 
lone, było szczeg6ln.Le wspaniałe. Za- 
proszono 3000 oą6b. DZiś ranQ po 
mszy w katedrze byłem w nQwej 
W1elkiej szkcle ludQwej, przed którą 
kIlka tysięcy dzieci szkolnych, na- 
przód dziewczynek, potem chłopców, 
przedefilowało rL dwiema szko1nymd 
orkoiestrami przede mną w kolumllJe. 
Podobnej parady jeBzcze nigdy nie 
widJziałem i zrobiła .ona bardzo ładne 
wrażenie. CudoWl11e dziecko [Broni- 
.sław Hubermann] które raz u Pani 
na Glonettegasse produ.lwwało się na 
skrzypcach, widziałem t11taj w salo- 
nach z równie długLmi włosami jak 
wtedy, ale tym razem nie grał..... 


NIEPOROZUl\UENIE 
W jakiś czas po śmierci cesarzowej 
Elżbiety zdawałQ Się że stQsu.nkł 
dwojga dług.oletnlch już pr,zyjaciół 
zostaną zerwane ku radości i tryum- 
fowi ultrakonserwatywnego obozu na 
dwo!I'Ze wiedeńskim, stoją.c:egQ pod 
wpływem wielkiego ochmistrza dw.oru 
ks. Montenuov.o. Nastąpiło nawet 
chwdlowe zerwanie stosunkÓW. Powód 
był raczej błahy czy nawet był.o ich 
dwa. 
Cesarz z wrodzonego poczucia tak- 
tu i delikatności nLe ;nadał palIll 
Schratt nowo po śmierci żony usta- 
ncwionego orderu Elżbiety rozdawa- 
nego damom z najwyższej arystokra- 
cJi. Być może nie chcą.c :nadać ofJ.- 
cjalnego charakteru .swojemu zupeł- 
nie prywatnemu stcsunkowd do przy- 
jaciółki, któl") .oddzielał ściśle od 
swoich mQnarszych PQczynań. Pani 
Schratt jako prnyjaoiółka zma.rłej po- 
czuła się dotknięta jak się jej zda- 
wało zlekceważeniem swQjej osoby. 
Gdy do te
o w d1.w.i1i złego humoru 


A 


u 


czy chwHowegQ niep<:J«'OZumienaa z 
dyrekcją Burgtheatru złożyła swoją 
dymisję z zespołu, dymlliję mającą. 
być grozbą i mającą przynieść prze- 
plOsmy uyr<,kcji li prosby o pozosta- 
nie, a któI Ił pl LY Jął d podpll!:ił ce- 
sar..l:, myśląc ze odpoWIada. t.o rze- 
cLywistemu pragnieniu d L:a.Iuiarom 
prLyjaciółki, .obraza była pełna. 
Pani Schratt, spoo6Jonowana wbrew 
rzeczywi.stej chęci, urażona podwój- 
nie, bo i w swojej ambicji artystycz- 
nej, opusOlła Wiedeń l pl zez rok po- 
dróżując po świecle n1e dawala znaku 
życia staremu przyjacielowi. Staru- 
szek też się zaciął, i zdawało się że 
zerwan,ie jest ostateczne. Zgoda na- 
stąpiła za pDŚ.redlllctwem najmłod- 
szej córki cesarza arcyksiężniczki 
Marii Walerii widzącej jak stary pa- 
pa cierpi z powodu rozłąki. 


.. .POJEDNANIE... 
Od chwili pojednania s.ę stosunek 
obojga przyjaoiół zacleśniał się z ro- 
ku na r.ok, i stają się .oni nie rozłącz- 
ną prawie parą. 
Pani Schratt otrzymała swoją ar- 
tystyczną satysfakcję, bo wystą.piła 
po raz ostatni wprawd2lie nie Da sce- 
nie opuszczonego Burgtheatru ale na 
scenie Volkstheatru w !roli tytułowej 
w dramacie Schonthana "Maria Te- 
resa". I to w autentycznych suklllach 
wielkiej monarchin
 i w blasku jej 
wspaniałych klejnotów wypożycw- 
nych ze skarbca c.es&irskiego, CQ w 
waelu k.ołach u
n:a.no prawie za świę- 
tokradztwo. 
Następne lata biegły już bez burz; 
dnie d miesiące uregulQwane jak po- 
ry roku. Wiedeń !i SchOribl'Ullll w Zl- 
nue, letnie miesiące w Lschlu; CQ- 
dzienne wizyty bardzo starego cesa- 
rza lub w razie jego niedyspozycji 
czy chorób jej w pałacu cesarskIm 
czy .cesa.rskliej walii w Ischl. Ta co- 
dZlienna rutylll8. przerywana była tyl- 
ko kuracjami pand Schratt w Marden- 
badzie lub wycieczkami jej na Ri- 
wIerę, dokąd napływają codzienne Li- 
sty i depesze cesarskie z wzywaniem 
do rychłego powrotu. PaIIIi Schratt 
pozostaje w cieniu, nie występując 
nigdy na pierwszy plan, .IlU! mając 
osobistych ambicji, chęci uzyskawa 
tytułów czy oficjalneJ sytuacji, ale 
mimo to staje się jedną z instytUCji 
kończącej się monarchid, tak jak sam 
Franciszek Jó'zef i jego .odwieczni 
adiutanci, którzy przestawali być ży- 
wymi ludźmi a stawali się nłezmien- 
nymi instytucjami opierającymi się 
bezwładem wszystkim burzQm. 
Pcza życiem w luksUSJ.e dostoso- 
wanym do przyzwy
ajen cesarskk.h 
przyjaźń pan,i Schratt :z cesarzem nłe 
dała jej żadnych osobistych korzyści. 
Syn jej Antoni uZyskał jedynie do- 
żywotni tytuł łYdl'ona "ad personam"; 
nie cofnił:to nawet konf1iskaty dóbr 
jego d
iadka .skazanego za uwał w 
rewolucji węgierskłej w r. 1848. 


... I POŻEGNANIE 
Lata pokoju przed r. 1914, dwa lata 
wojny minęły bez zmian w stosunku 
chylącego sił: do grobu sta!I'ca na tro- 
nie i jego wiernej przyjaciółki. Gdy 
w listopadzie 1916 nadeszła ostatnia 
choroba cesaI za, zakończona jegQ ła- 
godn;r m zaśn.ęClem, pani Schratt by- 
la ostatnią .osobą którą w Qstatllldm 
przebłysku zanikają,cej świadomości 
zawezwał i poznał dziękując jej już 
prawie beL słów za ws:zy.stk!ie lata 
przYJaźni. W chwHi samej śmierc.! 
pani Schratt nie była obecna. Gdy 
niebawem potem zjawiła się w po- 
koju zmarłego, do łoiJa śmierca po- 
prowadził ją z najW1iększym szacun- 
kiem, podając jej ra.rrw.ę, następca jej 
przyjaciela na trome od kilku chwu 
cesarz i król Karol ostRilni. 
Dwie białe róże, włoŻOllle przez pa- 
nią Schra,tt do rąk r.lmarłego, były 
jedynymi kW1iatami jakie zeszły z rum 
do grQbowej krypty w kośc,iele ka- 
pucynów. Rom:antyc
y epilog trzy- 
dZliestu mi.ni.onych lat. 
W PQgrzebie cesarsk1rn, który po 
raz ostatni rQztoczył przed śW1atem 
cały splendor .odwiecznegQ hi.szpań- 
sko-austriacklieg.o ceremona.ału, pani 
Schratt, nie mają;ca żadnego .oficjal- 
nego stanowoiska, udziału wzią.ć nie 
mogła. 
Następne lata wojny, powojeiIllIlej 
nędzy w Au.strii, przew
Qt.ów w małej 
republice i Anschlussu pani Schratt 
spędziła w Woiedniu, żYJąc z wyprze- 
daJ:y swoich klejnotów. Mogła mieć 
setki tysięcy dolarów gdyż mo napi- 
.sanie czy podyktowanie pamiętllJików 
l wyjawienie wielu tajemnk, szcze- 
gólnie Mayerli.ngu, ofiarowywan.o jej 
kaMą sumę jakiej by Zo8JŻądała. Sta- 
ruszka nie tylko odrzucała podobne 
pr.opozycje, ałe przed śmiercią znisz- 
czy
a .osobiście wszystk,ie śb.dy pi- 
semne które z tą taj-emruicą mogły 
mieć jakąkolwIek łą.czność. 
Zmarła w r. 1940 w 24 lata po 
swoim cesarskim przyjacielu, osiąg- 
nąwszy ten .sam WIIek co i on. 
. . . 
W czwartym dZliesięoi.oleclu jeden z 
moich starszych, dziSIaj już :nie żyją- 
cych austl'
ck1.ch przyjaciół zaprowa- 
wadził nmie do pand Schratt, ł w 
ten sposób miałem zasz.ozyt poznać 
ją osobiście. Było to wyjątkowe wy- 
róŻnienie, bo staruszka żyją.ca prze- 
szłością i wspomniellUimi ani nowych 
twarzy ani młodych na .ogół nłe lu- 
biła. 
Kilka krótkkh kwadransów spę_ 
dzonych w jej domu , towarzystwie 
nie pozostawiło mi szczególnych wra- 
żeń. Uprzedzająca uprzejmość ..granda 
darne" starego "xegi.me"u, banalna 
rozmcwa towarzyska kilku zebranych 
.osób d doskonałe ciastka do he.rbaty 
- to wszystko. Nie PQruszan.o w roz- 
mowie żadnych ciekawych tematów z 
przeszłQŚicl, ktÓrej śladami były nie- 
zliczone HOŚCIi rozstawionych po apar- 
tamencie fotografi'i Franciszka Jó- 
zefa, cesarzowej, lich rQdz1ny i moż- 
nych śwłata jalcl przeminął. 
Blisko 80-letnia starl1BZka zdawała 
md się być taką samą relikwią dawno 
miJn.ionej epoki jak te twarze w srebr. 
nych ramach. 
Kajeta.u Czarkowski-Golejewskl.
		

/Archiwum_002_06_254_0001.djvu

			2 


JEREMIAH CURTIN 


przełożył MIECZYSŁAW GIERGIELEWICZ 


W Częstochowie i gdzie indziej*J 


WIADOMOSCI 


ZOFIA KOZARYNOW A 


B 


e 


J ESTESMY znowu w Warszaw,e. 
Wracamy tam w czasIe Pl zesz- 
łym za .sprawą Izaaka Smgela., :Gyu!J. 
warszawsk
ego, - choc urod.ZOJle
u 
az w Radzym1IlIe, - autora pOWle"l.:l 
przełozonej na Język anglell:jj{,1 z Z;y- 
l1owsklego Ol ygmału*). 
Am czas aal otJcy kraJ n,e wy,w- 
rzemły z niego poczucIa pr,zYl1!J.lez- 
nOSCI. Smger IIIle wyrwał I:hł: Je
z- 
c.le z War szawy. Oto jeden z J!' zy- 
kładow zzycIa Się z mą: ater:L:ysLa 
Koppel, tJyły pleillJlpOleut zmarłego 
bogacza Moskala, ..skrnął illa doroz- 
kł:, przymknął oczy l rOlZprostował 
nogI :l; odgłosów ł zapachow Ollga- 
aywał, Jakmu ulicamJl JedzIe. Na za- 
bIeJ poznał po zapachu ZWIędłych 11- 
001 bllSkosć ogrO<1U Sasklego. l
 a ::;e- 
natorskleJ zaleCLaW powIetrzem od 
WIsły l Ul zew na PraUze. Nawet hUI{ 
strzałów armatnich lrzecz dzieJe SIł: 
podczas pIerwszej wOjny ŚWlaLOweJJ 
me zagłu.sz.a.ł zn.a.nych głosów gaze- 
cIarzy obwołuJących komUIJJ1kat nad- 
zwyczaJlIlego uoaatku o odparcIU o- 
fensywy memlecklej przez woJSł1:a 10- 
sYJsk!e". 
DZieje r.odzlilly Moskatów, to typo- 
wa POWIeśĆ oby,czaJowa, rlle lyuw 
klasyczna, ale .starośwuecka. Nie Hizle 
za zadną. modą, mkogo IIIIe lliasmuuJe, 
nIe stara SIę wysnuwać daleKO lUą- 
cych wn
osków, o nIC SIę illle uponurIa 
l do !llICzego rue pretenduJe: po pro- 
stu opISuJe. Kłębi sa; w meJ tłum lu- 
dzI, a kazdy jest sobą od poc.lątku 
do końca, choć podlega ewolucjom, 
a nawet przeskokom IIlIczym me uza- 
sadnlOl1ym, które .są ruespodzlanką 
dla rnnych J. dla III
ego samego. 
Od początku XX w. narastaJą, s'ę- 
gaJąc kOrZenld.II1l w XIX w. C.lter y 
pokolenia Moskatów z dopływamI I 
rozwldleI11anu. Autor we naduzywa 
domyś1noścl czyte1nika o Ile chodzI 
o przedstawIenIe osób ], mQe)Sc, na- 
tomIast .zostaw!a mu pełną swolJodł: 
mterpretacjl. Opisując z precyzJą 
kazdy szczegół, przemIlcza stal almle 
SWOj udział w opowIadanIU. Jest nie- 
obecny, jak w praWd:lJLWej powlescl 
obyozaJowej XIX w. COO; to m. ulga, 
po wszechwładnIe panuJą-cej pIerw- 
szej osobie w poWIeścIopIsarstwIe ble- 
zą-cym, gdzie pisarz WCiela Się w swą 
główną pootać, jak gdyby fOl ma 
zwierzenia dawała gwarancję bez- 
posrednIOści, Może ten posmaczek 
ruedysJwe.cjI, mby dopuszczema do 
oliO()b
stych taJemmc, ma illIa celu pod- 
mecanle CIekawośCI czytelnika NIe 
stwarza Jednak pozorów wiarogod- 
nOŚCI. To co pisarz zyskał ;na zdawa- 
mu sprawy z rzekomo własnych my- 
śl1 l doznań, traoI na odgadywaalU 
Ich u =ych. SLnger aru sarn Się nie 
zWller
, ani n
e odgaduJe D.II1Illych z 
POZYCJI pierwszej osoby. Trzy dZle- 
slą.tkI lat zycla żydów warszawsk
ch 
dostarczyło mu materIału do epopei, 
JakIej jeszcz.e na ten temat lII1e było. 
WarunkI bytu oolemlcy północneJ 
w początk>ach akcJI są mnieJ więceJ 
te same co w ..Lud:lJlrach bezdom- 
nych". Ale SInger illIle zajmuJe fnę 
krzywdą proletarłatu li me dramaty- 
zUJe .sytuacJI w liill1ę tendencji spo' 
łecznej przechOOOI prawie be
 przy- 
stawallla obok żydowBokJlch rzemleśl- 
mków, drobiny ch kupców !i nędzarzy 
handlujących odpadk=. Moskato- 
WIe z przynależnośCll8iIIlJl są przed- 
stawJcLelamI mteligencji Eajętej głów- 
me handlem, w skali od bogaczy do 
lllezamoŻDych pracoWiILików, ale me 
klasy w śmsłym ZillaCZeIlJlU mtelek- 
tualnej, która współzyła !Ze ślodoWI- 
skaml chrześc.ijańskUllll. 
Ich InIeszkanla, czy to okazałe, - 
Jak starego patrIarchy na Grzybowle, 
- czy skromne, w bledinych l tłocz- 
nych ulICach, są banalIllle średnlO- 


N A STACJI Częstochowa, leżąceJ w 
lJOIOWle odległości między Krako- 
wem a Warszawą (tak ze podróz do 
każdego z tych mIast trwała około 
sześcIU godzm), zndJdował SIę tłum 
JUdZI, główme wlesmaków l :lydów. 
ChłopI bylI l-Jlelgr.lymamI, przybywa- 
JącynIl do koścIOła Ja
nogór SkI ego 
lub wracaJącymI do domów, :lydZI 
ZjaWldh Slę aby pIelgrzymów obdzle- 
lać. Jedyny znoimy hotel Ipzał w po- 
lihzu stacJI. 
Zdpewmwszy soble pokóJ, pOjecha- 
łew na Jasną Górł:. Am otoczeme, 
alll sam koścIół nie wygJądały tak 
Jak to soble wyobrażałem.. Z opisu 
w ..potople" sądzIłem że CzęstoCh?- 
wa Jest małym mIastem u stóp wzgo- 
rza, na którego szczycIe .znajdują Się 
wielkI kOŚCIÓł l forteca. W IstocIe 
mIasto łezy na płaskIm gruncie, w 
znaczneJ odległoścl od wzgórza, l li- 
czy obecme 50.000 mleszkanców. Du- 
za hczba wielkIch, brzydkich koml- 
nów wskazuJe na uprzemysłowIeme. 
Zydzl stanowIą wśród ludnoścI 
znaczny odsetek Większość sklepIka- 
rzy jest zydowska; czatuJą om nie- 
ustanme na przypuszczalnych nabyw- 
ców. Ledwie zJawI SIę nieznana oso- 
ba, Zyd dostrzega Ją i nawołuje, sko- 
ro przechodzI przed Jego sklepem; 
jest usłuzny i natarczywy. Główne 
uhce Imasta 
ą dość szerokie na 
}.JrzeJazd trzech wozów. Bruk Jest 
dla jazdy okropny. 
hynek ma wIelkość duzego pola, 
stało na mm wIele wozów, na któ- 
rych lezały warzywa, kury l gęSI. 
NIgdy me zapomnę gęsi w Często- 
chowIe czy w innych mIastach daw- 
neJ PolskI; miałem dla nich wiele 
współcZUCIa. Na rynku krakowskim 
wIdziałem setki gęSl ciasno nałado- 
wanych na wozy; mne były w koszy- 
kach mne wreszcie leżały kupą na 
zIem;. Zawsze stali przy nich żydow- 
scy nabywcy, gdyż ZydZI uważają gę- 
SI za przysmak. WIdzIałem rowmez 
długl rząd męzczyzn i kobiet siedzą- 
cych na skraju rynku i sprzedaJą- 
cych króliki. Jedni trzymah w rę- 
kac: .0 dwie lub trzy sztuki, inm 
mleh _uży wóz lub koszyk wyłado- 
wany tymI małymI stwor zemami 
Nabywcy brali Jednego po drugim 
za uszy, szczypali je, aby się przeko- 
naĆ, czy są tłuste, stawiah różne py- 
tama l wreszcIe zabIerali wybrane 
zWIerzątka Króhki były zupełnie 
oswOJone. 
CZł:stochowa rozciąga się aż do 
parku u stóp Jasnej Góry. niewyso- 
klegu wzgórza, na którego płasku1l 
,>zczycle stOI kościół i klasztor. Z lc- 
WeJ strony, niedaleko wzgórza, wzno- 
szą SIę kamIenne schody. Tuż obok 
szczytu stoi duży pomnik Aleksandra 
II, .strzezony dZień l noc pr zez dwóc
 
wartowmk6w. NIeco daleJ wldac 
pomnik Kordeckiego, kSlędza-zołnie- 
rza, ktOl'ego odwadze i determmacJi 
Jasna Góra zawdzIęczała swoJe oca- 
lenie. 
SkręcaJąc na prawo wchodzimy na 
piaszczyste wzgórze. WzdłUlz drop 
mleścI się mnóstwo kramIków, gdzIe 
sprzedają różańce, ŚWIęte obrazki l 
relikwie, jak również owoce i słody- 
cze. WszędzIe pelno chłopców. Tłum 
był tak brudny że z począ.tku me 
chclałem wychodzlć z dorożki; w 
końcu jednak zdecydowałem się i po- 
szedłem wzdłuz sCleżki Po obu sb 0- 
nach stah żebracy z blaszanymi kub- 
kamI lub drewmanymI pudełkami w 
l\,ku, błagaJąc przechodmpw o litość. 
KOSCIÓł Jest otoczony ceglanym mu- 
rem wYSOkOŚCl 50 stóp. Jest to Je- 
den z najlepszych okazów dawnego 
kośclola-fortecy, dosłownIe kościoła 
wOJuJącego. SZCzątkI robót ziemnych 
l murarsklCh ŚWIadczą o Jego slle 
obronneJ w okresie, kledy SzwedzI 
uSlłowah go zdobyć. Idąc przez bra- 
mę 1 przeJścle zatłoczone chłopamI, 
dotarł m do drzwi koścIelnych. Tu- 
taJ 11.Jm był tak gęsty, że nie mo- 
głem się przepchać i me bez trudu 
wrÓClłem do swego powozu. 
N astępnego dnIa poszedłem na J a- 
sną Górę, aby przedstawIć list pole- 
caJący hr. TarnowskIeJ. Przedosta- 
łem SIę przez długą aleJę zebraków 
(z których wielu było straszhwle zde- 
formowanych) aż pod same drzwi 
kościelne. Tutaj zajął Slę mną funk- 
cJonariUsz, który poproSIł mme po- 
przez różne korytarze do klasztorne- 
go weJścia. W kościele i nd. koryta- 
rzach pełno było liudzl. W niektó- 
rych korytarzach mężczyźm i kobie- 
ty klęczeli lub leżeli na podłodze 
przed świętymlobrazamI wiszącymi 
na ścianach. W innych korytarzach 
ludzie mudllih SIę i śpiewali. Szedłem 
Jak najprędzej, gdyż powletr
e było 
zepsute: kościół Jest staroswiecki, 
zle wietrzony i oświetlany, okna ma- 
Le l wąskie. 
W kościele jasnogórskIm znaJduje 
się cudowny obraz "Matki z Dzie- 
ciątkIem", który według podania na- 
malował św. Lukasz na stole zrobio- 
nym przez św. Józefa CIeślę; przy 
tym stole jadali sw. Józef, Mana l 
Jezus. Stół ten wędrował przez roz- 
ne kraJe. Kledy w końcu przymesIO- 
no go do PolskI, zrobIł SIę w Często- 
chowIe tak cIężki że ludzle nie mo- 
gli nieść go dalej. W 
en spo
b 
ŚWlł:ta Pam wskazała, ze pragnIe 
aby Jej wIzerunek umieszczono na 
JasneJ Górze. Czas nie dodał obr.azo- 
wi plękności: twarze są barwy clem: 
nobrązoweJ, li cały wizerUlDek budzI 
wrażenie starości. Tatarzy uszkodzI- 
h go, strzelając z łuku w pohczek 
Panienki. Próbowano zamalować 
szramy, które Jednak zjawiały się na 
nowo. 
Od maja do października do Czę- 
stochowy przychodzą codziennie dwie 
lub trzy procesje kościelne. Tysiące 
lud" 'uoczy za obrazem Chrystusa 
lub l ar n Panny. Każdy mężczyzna 
i każda kobieta pIelgrzymujący do 
JasneJ Góry mają na plecach węzełek 
przymocowany rzemieniem dokoła 
SZY1. Węzełki zawierają żywność na 
czas pIelgrzymki. Czasem księża pro- 
wadzą swoJe parafie; ThLekiedy ludzie 
wyruszaJą w drogę samotnie 1 po 
drodze przyłączaJą się do innych. 
NIemała Ilość przychodL.I, ponLe- 
waż złożyła Matce Boskiej Często- 
chowskiej ślubowame. Gdy przycho- 
dziły choroby lub nieszczęścia, ludzie 
za interwencję Najświętszej Matki 
przyrzekali pielgrzymkę do Jasnej 
Góry. NIedziela, którą spędziłem w 
Częstochowie, była dmem uroczysto- 
ści kościelnej. Obliczono źe w ko- 
ściele i na pobliskim obszarze było 
100000 pielgrzymóW. Dla poboznego 
P olaka-katoli ka wędrówka do Jasnej 
*) por ..Goścma w 
akopanem" w 
nr 1067 "WiadomOŚCi". 


Góry Lnaczy tyle co pielgrzymka do mI. BywalIśmy u nIch na obIedzIe i 
Jerozohmy. spędzahsmy w ich domu czaruJące 
Oblężeme JasneJ Góry przez Szwe- wleczory. Rozmawiałem długo z 
dów wspanIałe OpIsanO w ..Potopie". TarnowskIm o Hlszpanil l Kubie. Jest 
Z Częstochowy nIe wyniosłem mIłego to człowIek, który duzo czyta I zna 
wspomniema. W pamięci pozostali hlstonę l pohtykę wIększości kra- 
ZydZl, brud, grableż i bIedne, wy- JÓw. 
n ędzJD lałe , wygłodzone, przeolążone KIlka pouczających godzm zaw- 
..lWlelzęta pocią-gowe, których woź- dZlł:Czam Muzeum CzartoryskICh, 
mce l właścIciele są na tyle głupi gdzle oglądałem broń l zLroje daw- 
l tępI ze nie wiedzą, co znaczy 11- nych czasów. Polscy ofIcerowie lu- 
tosc. Dla zWIerzęCIa Jedynym wy ba. bowall Się w ornamentacJI: Ich broń 
Wlemem Jest 
Imerć. Zabawna była palna była wykładana maclCą per- 
metoda polewanIa uhc, pelnych ku- łową, sIodła zdoLih turkusamI, nawet 
rzu. Ludzie chodzą leJąc wodę z na- strzemiona l uzdy oraz pochwy 
czyma meco WIększego od polewacz- brylantami I innymI kosztownymI 
kI ogrodoweJ, ale podobnego kształ- kamIeniamI. NIekIedy monogram lub 
tu. Był to krok naprzód w porówna- herb dawnego właśCIciela jest wysa- 
mu z MeksykIem, gdzIe ludzIe nable- dzany brylantamI. Poznałem Kossa- 
rah wody do ust l rozpryskIwali ją ka, który uchodzi za naJlepszego 
po ulIcach. malarza zWIerząt, JakIego Polska kle- 
Opuścihsmy Częstochowę 8 wrze- dykolwiek wydała. Sądzę że żaden z 
śnIa Jadąc wprost do Warszawy. zYJących artystów me maluJe kom 
WIeczorem zaJęhśmy pokÓJ nr 115 w tak Jak on. Jest to piękny męzczyz- 
..Europie", hotelu z wygodnym l poko- na posumęty Już w wieku. Pokazał 
Jallll, lecz z lichym JedzenIem. Kslę- mi wIele swych obrazów i WIZytę u 
garI1'la Gebethnera l Wol1ffa lezała niego będł: długo pamIętał. 
w pobliżu, l wolffowska część spół- L...] Z Krakowa udaliśmy się ao 
kl okazała się uprzeJma l usłuzna. mIasta Lemberg czyli Lwowa, jak je 
Byl1 to wydawcy SienkiewIcza. Za- nazywaJą Polacy. Byłem na odsło- 
pewniali mlę że Prus plsał równie mł:ciu pommka Fredry, słynnego dra- 
dobrze Jak SIenkiewIcz i że żadna matopIsarza. Podczas ceremomi za- 
z książek SIenkiewIcza me przewyż- lJOznałem SIę z arcybIskupem i z wie- 
sza akcJą l wykonaniem ..Faraona" loma mnymi wybItnymI Polakami. 
Głowackiego (kslą.zce tej dałem tytuł Następnego ranka ukazał SIę dlu- 
..Faraon l kapłan"). NIeco późnIej gI artykuł o mOIm przYJezdzle l za- 
przeczytałem ..Faraona" i uznałem wIadomIenie że w KlubIe polskIm od- 
go za dzielo tak potężne i zaJmujące bł:dą się przYJęcie l demonstracJa. 
ze postanowIłem udostępnić je Ame- Nie życzyłem soble tego; byłem zae- 
ryce. dydowany demonstracJi zapobiec. U- 
Zaraz po naszym przYJezdzie na- sunąłem mOJe nazwIsko z kSIęgi ho- 
stało kIlka dnI deszczowych. Gdy się telowej i kazałem zgłaszającym Slę 
nareSZCIe rozpogodziło, udaliśmy SIę ośwIadczać że nie jestem tu zareje- 
do Wilameth (WIlanowa), sIedzIby strowany. Ponieważ nie zdało SIę to 
hr. Bramckiego, leżącej w odleglo- na nIC l goścIe l reporterzy znaJdo- 
",CI ośmIU wIorst od miasta. Pałac wall drogę do mego pokoJu, położy- 
ztJUdował Jan SobieskI, kiedy był łem SIę do łózka l kiedy delegacJa 
królem PolskI. Jest to obszerny bu- przyszia zaprosIć mIę na bankiet, by- 
dynek, zawieraJący wIele wy twor- łem zbyt chory aby pokóJ OpUSClC. 
nych pokOl. Piękne trawnIki i klom- Mialem słuszne motywy aby tak po- 
by utrzymuJą w porządku francuscy StąpIĆ. \Ve wszystkich krajach Euro- 
ogrodnicy. Hrabia był na polowanIU, py wschodnIej panuje mepokóJ poll- 
ale hrabina, kobIeta o pIwnych 0- tyczny. JeżelI SIę popiera Jedną naro- 
czach i słodkIeJ, spokoJnej twarzy, dOwość, inna staje SIę twym wrogiem. 
przyjęła nas serdeczme. Stwierdziłem Nie chciałem postawIć się w takIm 
że w wyż.szej sferze kobiety polskl1e położemu, miałem bowiem przYJacIół 
stOją umysłowo wyżeJ od męzczyzn, zarówno wśród Rosjan Jak l Pola- 
oczywIście poza niewIelką liczbą osób ków; dlatego usiłowałem uniknąć 
bardzieJ uzdolnionych - pisarzy, ar- wszystklego, co by pozwohło dzlenm- 
ty stów i muzyków. Rozmawialiśmy o karzom ubrać mnl1e w strój pohtycz- 
sytuacJl pohtyczneJ kraJu w czasach ny. Po kilku dinlach, ikiedy przekOlIlano 
dawnych l obecnych. Dostrzegłem że Slę, że postępowałem seno l chcIałem 
am patriotyzm, ani religIa nie wy- pozostać w spokoJu, wszystko się u- 
paczyły umysłu hrabmy, jasno zda- łożyło, tak ze spędziłem w mIeście 
JąceJ soble sprawę z przyczyn, które kIlka mIłych dm. 
doprowadzIły do wchłonięcIa Polski. Z okIen naszego hotelu mogłem WI- 
Mówląc o tym zauważyła, że Polacy dzieć wieżę koścIOła, w którym Jan 
stracIlI wszystko, co ludzie naJ bar- Kazimierz ślubował opIekę włoscia- 
dZIej cemą - nawet prawo wycho- nom. \V pobliżu hotelu lezy ul. Het- 
wywama dziecI w swoim własnym Ję- mańska; medaleko znajduJe się rów- 
zyku, gdyż szkoły były obecnie 1'0- meż ul. Trzeciego Maja. Byliśmy 
sy jskie. dwukrotnie na obiedzie u pana Sle- 
Odbyliśmy przechadzkę po grun- pmsklego, Polaka, którego poznałem 
tach pałacowych. Hrabina pokazała w SzwaJcarii. Przy tej okazJI często- 
nam zegar słoneczny, zrobiony przez wano nas napojem "Zagłoba", trun- 
ashologa Sobieskiego, i trzy wIelkIe kiem sporządzanym z mIOdu. Jest 
topole, posadzone dwieście lat temu tak mocny ze łyk wystarcza do roz- 
przez tegoż króła. Jedna ma wIelki grzania krwI. 
pleń, ale wszystkie trzy mimo wIeku We Lwowie upoznałem Slę z Ku- 
są zdrowe. Podczas śniadanIa pozna- balą, głoŚinym pLSarzem polskim, lat 
łem ks. Czartoryskiego. Jego przod- około sześćdzlesięciu. Podobał ml się 
kowle odgrywal1 wybItną rolę w Rze- bardzo. Jest to człowlek, który ma 
czypospol1teJ polskieJ, było Jednak wIelu wrogów, po prostu dlatego ze 
WIdoczne, ze sam on nałeżał do kI a- jego idee są bardzlej postępowe mż 
sy, którą bajkopisarz rosYJski Kry- wlększości polskich pisarzy. Umysł 
łow przedstawił jako gęsi pędzone na Jego nie Jest zacieśniony ślepym ego- 
rynek przez wIeśniaka: kledy chłop tyzmem, który często określa się me- 
zapytał Je, dlaczego nIe powinien te- słusznie jako patrIotyzm. Nigdy me 
go czymć, odpowiedziały: ..Nasi było większego patrioty od Kubah 
przodkowie ocal1li Rzym". Następnej - Lwów nOSI jeszcze ślady oblężenia 
:>rody byliśmy na obiedzIe u hr. Bra- tureckiego. W starym koścIele JezUl- 
mcklego. Obecni byli również kSlą.zę cklm zachowały się kule armatme z 
Gldnickl (sic) l jego żona, SlOstrze- tureckich armat. 
mCa ostatmego króla Neapolu. W Ze Lwowa ruszyliśmy do KIJowa, 
sali Jadalnej ściany są osłonięte do przejeżat by Isaac 
Bashavis Singer. Translated from the 
YlddlSh by A. H. Gross. Jacket de- 
slgn by Kenneth Rellly. Londyn, Se- 
cker & Warburg, 1966; str. 10nl a 
611 i 1nl. 


z 


Z,daj tylko 


?

O 


OL IV E O 

( 


Najlepsza włoska oliwa do: SAŁAT, PRZYPRAW, 
PIECZENIA, SM-UENIA I GOTOWANIA 


Do nabycia we wszystkich połsk1ch sklepach żywnościowych ill'IUJ 
w lnnych wyliOkleJ khwy, &klep8eh z delikatesami na. tertmIe Wielkiej 

 Brytanl1. 
 

 I 

 

 


W następnych numerach ,,\VIadoffiOŚcl" uka
 się m.m.: wuersze D. I. Bleń- 
kowskiej, Wawrzyńca Czer
niewskiego, IUaria.na. Czuchnowsluego, Ewy 
Hoffman, Jacka Głażewskiego, MarIi lIłowiookiej, Józefa JelUlego, Zygmunta 
n.arsklegu, J. Z. Kędzierskiego, Bolesława Kubrzyi1skiego, I\Ueczysława Lur- 
('zyńskiego, X. Bonifacego l\Uązka, Jerzego Niemojowskiego. Janiny ł'Ia- 
skowskiej-lIumińskiej, Stanisławy Rogalskiej, "'Ioriana SmiŁ'Ji, W. K. n'łod- 
kowskiego, Li(Iii Zakrzewskiej, Weromki Zamszańskiej; J\lariana AXł'la 
,,!Na zdrowy rozsądek", X. Janusza Bulonka i X. Witulda BroniŁ'wskiego 
..Wokół Soboru", Aleksandra Bregmana "WoJna w wOJme", Krystyny Brzu- 
zowskiej ,iWoJna została wygrana w SzwaJcariI", Andrzeja Chduka ..COlaz 
daleJ, coraz daleJ" l ..Do lIteratury kraJoweJ", Jeremiah'a Curtina ..Ostatme 
rozmowy z SIenkiewlCzem" (w przekładzIe Mieczysława Giergielewic7a), 
Kajetana Czarkowskiego-Golejewskiego ..SIOstrzenica króla Stefana", Stani- 
sława Eleszkiewicza ..Fragmenty pamIętnika", Jerzego Gajka ,,elle des 
Arts w Paryżu", Mieczysława Giergielewicza "MIstrz PrzepIOrka", Jacka 
Głazewskiego "Konfrontacja i mIlczeme" , "'ryderyka Goldschlaga ..O ge- 
malnosci", ..OdpowIedź polskIego filosemIty" i "Kłopoty z Batorym", ZbIg- 
niewa Grabowskiego "Alfa", Giovannlna Guareschi ..Cmentarz żolmł'rzy 
włoskICh" (w przekładzIe Zofii Kozarynowej), Wladyslawa Gunthera ..Jak me 
należy przekładać arcydzIeł lIteratury", Aleksandra Janty ..IndYJski pannęt- 
nik", X. Kamila Kantaka ..Polacy wymIeraJą w Libame", J. Z. Kędzier- 
skiego ..Homo sapIens", Boleslawa Kobrzyńskiego ..tz pleśni o zIemi wlel- 
kopoiskieJ", Ignacego Kolłupajły ..PaderewskI", Jadwigi Konczewskiej "Pe- 
remut", Ludwika. Kruszełnickiego ..Makówka", Jana Laterańskiego "Nok- 
turn Chrystusowy", Mieczysława Lurczyńskiego "EgzekucJa przed świ- 
tem", ..Margmesy włóczęgi" (z rysunkami autora) l "Kolombina Gwadal- 
kwiwiru" (z rysunkami antora), Aleksandra Laszcza ..Wskrzeszony troc- 
kizm", Leona J\Utkiewicza ..Marszałe1< Plłsudski o swoich generałach", Sta- 
nislawa OdoIskiego ..Matka-klatka", Mariana Pankowskiego "Podróz jed- 
nego Sarmaty do Drogenbosu, gdzie mIeszka flamandzkI malarz FelIks 
de Boeck", Pandory "Dzieje wywiadu", Anny Pilawy - NagórskieJ 
..Wiersze, uwagi, refleksJe", Bolesława Pomiana ..San Augusbne", Alek- 
sandra Porembińskiego ..ProsU", Jana Rustworowskiego ..Małowane upo- 
minki", Samnela Schepsa ..StanIsław Vincenz - polski badacz chasydyz- 
mu", Aleksandra Stambrowskiego "Kierenszczyzna", Wiesława Strzałkow- 
skiego ..W hotelu ..Regina", Iłanny Swiderskiej ..O żołdakach, biskupach i 
wędrującej katedrze" (z rysunkami Barbary Swiderskiej), Ignacego Wie- 
nlewskiego "Orli Gród" i "Tadeusz Sinko", Józefa Wittlina "O Lechoniu 
z 'Perspektywy dziesięciu lat.., Stefana W. WOJstornskiego "Gawędy z dru- 
żynowym", Jadwigi Zgierskiej ..Adam z Bochenia", Tadeusza żeleńskiego 
(Boya) ..Wiersze do Jadwigi MrozowskieJ"; listy Andrzeja Chciuka, Odona 
LachmalUla, Zygmunta Nagórskiego sn., Jadwigi '1'eslarowej. Kazimierza 
Zamorskiego. 


n 


. 
ł 


e 


m
eszczańskq,e. Smger przedstawra je 
tak jak je wówczas wIdziano, bez 
pretensJI .o mc l bez żadnych urazow 
społecznych MIeszka SIę na CiepłeJ 
lub GnoJnej, na GęsieJ, PtasIeJ, 
Krochma1neJ lub Nalewkach - zwy- 
czaJn,e, Jak wszędzIe. Jeszcze straszy 
burzuazYJny smak XIX-wueczny - 
..l'affreux dlx-neuV'leme" - męzkle 
złote ramy obrazów, plusze, łóżka z 
metalowymI gałkamI. W kuchm słu- 
Ląca -- me zadna ..pomoc" czy ..go- 
SpOSia" - w bramJe stróż z mIOtłą. 
Zestaw k.':ilązek w blbbotece zy1.l0w- 
sklej panny móWi za siebie: Przy by- 
sLewsk'I,....Pan Tadeusz", Stl"lndbelg, 
..Faraon. 
N
e znamy przekonań Smgera, me- 
obecnych równae jak jego UCZUCla 
W starCIach chasydów .ze sceptykamI 
l w dyskusJach SyjODilstów z rewolu- 
C)OI1IStaID! me zaJmuJe stanowIska po 
mczYJej stronie. Tylko ośwuetla Je- 
den z dyskutantów, z:agorooly nacJo- 
nalista, woła że me dybLe na cudzą 
Zlennł:, ale chc"" by Zyd lIliIał na sw,e- 
Cle skrawek sweJ własneJ. ..Tańczymy 
na wszystkich weselach, tylko me nd 
własnym" - mówJ. P
enJ. mę na ludz- 
kośolOwe 
deały. NLgdy SIę tak nIe 
uśmIał, jak w chałupa e chłopskIeJ peł- 
nej rewolucjon.Lst6w - "żydowska 
Landa, wyglądalI akurat tak Jak Ja, 
C.larne oczy, rozkudłane brody" - 
gdzie szwargotało Się po rosYJsku 
 
WCIąŻ w kół'ko. esery Q esdekI, Ple- 
chanow I Bogdamow, bOn.Lby l zama- 
chy. Rycz.ał 
 Jak móWI - ze snwe- 
chu, słuchaJąc Jak rozczulaLi 'sIę nad 
byle Iwanem moskIewskim. 
śmaertelna choroba starego Moska- 
ta skupla Jego potomstw.o z koleJnych 
małżenstw, krewnych, pow1Ilowatych, 
którzy często me 2JI1ają się nuędzy 
soLą. Dorożkd zwozą. synów ł ZIęCIÓW, 
JUż wiekowych, chorych na serce, na 
wątrobę, na cukrzycę, otyłe ], sapIące 
CÓI'k.i. l synowe w perukach, dOI osłych 
wnuków zoboJętnIałych a rz.I!1udzonych. 
Stara, w
bogacana słuzą.ca patrzy Da 
ręoe wnuczek szperających nel wowO 
po szafach l s
ufladaJch. Pod uroczy- 
stą OlSZą pulsuJe gorą-czka. 
NiepokóJ szerzy się na zewnątrz, 
po placach targowych, sklepach, 
SklepIkach i kramach, po warsztatach 
szewskIch, stolarskich. meblarsklch, 
ogarnia Grzybowską, Bagno, Nalew- 
kI. Na przecIwległym chodniku za- 
trzymuJą się, patrząc w okna gdzIe 
umIera Moskat, próżnujący przechod- 
nie, sąsIedzl, posłańcy. SzumIą. komen- 
tarze clekawe lub poinformowane, 
nabożne, IronIczne, histeryczne. ..Pu- 
rym", zawsze obchodzony w domu se- 
mora rodu, przypadł w czaSIe jego 
choroby. NIe odstąpiono od obyczaJu. 
Pleczeme ciast i gotowanIe potraw 
w przepIsowych sosach odbywa Slę 
prawIe w oblICZU ŚmIerCI. Od krew- 
nych l znaJomych napływają podar- 
kI, któle trzeba stosownie odwzaJem- 
mć. SunIe procesJa żebraków l potrze- 
bUJących. młodzieży, ukostIUmowa- 
nych wesołków. Przy stole z płoną- 
cYmI ŚWIeCamI zebrała się rodzma, i 
przytoczono w fotelu chorego starca 
w Jedwabnym szlafroku, aksamitnej 
jarmułce, okrytego szalem. SiedzI po- 
sępme, mezdolny JUż do wydobycIa 
głosu, gdy wszyscy starają. się utrzy- 
mać obowIąZkowo wesoły nastróJ. 
..Banda Idiotów" - myśli chory sta- 
rzec patrząc na obrzędowe błazeńskIe 
przedstawIenia, złocone korony i pstle 
przebrania. Już Slę nie czuje obecny, 
widzI ma.nlosć wszystkiego i swego 
własnego żYCIa. SkinIeniem rękI daJe 
znać, ze ma dosyć, odtaczaJą go 0- 
strożme z powrotem do łóżka. Jaskra- 
wość kontrastu jest tu wydobyta naJ- 
prostszym l słowami, mc nie mącI po- 
wagi OplSU. 
Epickl rozmach potęguJe się jeszcze 
w dalszym CIągu, w opisle tłumnego 
zJazdu na pogrzeb starca. Pogrzeb 
odbył SIę meprzepisowo późno z po- 
wodu sporu rodziny z kahałem oszu- 
kanym przez meboazczyka l zą.daJą- 
cym 10.000 rubli dopłaty za SWIad- 
czenia cmentarne. StaI'gowano na 
J.OOO. Nad grobem powiewały na 
wietrze pejsy rabinów, ich czarne l 
ryze brody. Wśród liSIch czapek cha- 
sydów 1 peruk zamężnych Zydówek 
czernlała tu i ówdzIe modna żałoba 
młodych kobiet w welonach krepo- 
wych. Po zawodzeniu i lamentach po- 
grzebowych 
 od razu piekło kłótni 
po powrocie do domu żałoby. Testa- 
ment niewaŻIlY - niepodpisany. Wy- 
łaniaJą się dokumenty donacYjne, za- 
przeczane z wrzaskIem przez po- 
krzywdzonych. Omal nie dochodzi do 
LÓjek. 
Smlerć starego Moskata zamyka 
pewną epokę. Zmian zasadniczych 
jeszcze me ma, i w tym Jest właśme 
kunszt autora że potrafI oddac bez 
wstrząsów przelewanie SIę czasu l me- 
znaczne przemiany w ludzIach. 
Wstr2i!}.s przyniosła dopiero druga 
wojna, na której kończą SIę dZJleJe 
Moskatów. Autor nie doprowadza do 
zagłady Zydów. Stopniowe przekształ- 
cenia biorą pDCZ/lotek w r. 1905. L. 
czasu do czasu ktoś ze starszych pod- 
sumowuje ogólne wrażenie pokolema, 
biadaJąc nad tym że od r. 1905 
wszystko stoi na głowie, młodzI zrzu- 
cają chałaty i golą brody, dOjrzałe 
kobiety pokazują własne włosy za- 
miast peruk na ogolonych głowach, 
posyłają dzieci do bezbożnych szkol. 
Polaków w teJ zydowskleJ Warsza- 
wie tak jakby iILle było NIe tylko 
me ma ant jednego środowIska pol- 
sk
ego, lecz !nawet mdnego typowego 
Polaka. Odosobnionym przedstawi- 
olelem tubylców jest margmesowy, 
mecIekawy pan Z8irz
kI, lecz j ten 
Jest okazem ruetypowym: żona jego, 
zagorzała e.ndeczka, ozytuJe ..Dwu- 
groszówkę" i lata po katolicklCh ze- 
braniach, a syn podobny do matkI ..o 
zydowsktch oozaJch" wyszperał u 
Krawhara że pochod2i z frankistów 
W.ołowSklCh. Sam 19nął do Zydow, 
oźeIlllł SIę z Maszą z klanu Moskatów 
(wychrZCZOlDą), był lichym mala- 
rzem, biedował, wreszcle zahaczył Się 
o leglony i dorobiwszy się ;na :kiiczo- 
watych portretach dygnLtarzy do- 
szedł do kanery li stopnia pułkow- 
lllka, naJturaln:ie już jako antysenl1- 
ta. S7iczegóły wtrą-cone uboczme, bez 
ż6łcl, me są w najmndej,gzYllI1 stopmu 
objawem antypolonizmu. Niikt me za- 
przeczy że były takie dndywudua. T8ik 
samo bez tendencji, a jeszcze prze- 
lotniej, są pl"zedstawieni przygodni 
polIcjlanoL i stróże, lnajb1iżej oCierają- 
cy .się o 
ydów. 
Dobroduszny, staJI"zejący Się lowelas 
warszawskii, Abrarn Szapill"o, nie wi- 
dzi nk dziwnego w tym źe Polacy 
zżymają się na. zalewającą 1ch kraJ 
C7JeII'Ó pejsatych chałaciarzy. Ale u- 


Nr 1068, 18th September, 1966 


n 


a 


w 


. 
ł 


. 
ł 


, 
s 


e 


waża ze zeuropeizowany Zyd jest dla WOjna 1914-1918 przepływa prawIe 
mch Jeszcze nIDlej sympatyczny od obok żydów warsza.wskii.ch. Są ubOCZ- 
chałaorarza. ZydZl SIę łudzą że wy- ne wZIlllanki o drożyźIllle, o poborach 
starczy tylko zrZU"CIĆ chałat, Z1I1JleIlllć do wOJska, ćWIozem.ach. marszach, 
fason kapelusza 
 podkręcIć wąsa, by jest cała epopeJa wojskowa Asy He- 
Pola;cy Ich pokochalI. "Ale - móWI szela, baraki wIęZienne na prowmcJa, 
Abram - my Zydzi zawsze budu- gdZie go trzymają 11 ćwiczą, ale do- 
jemy na plasku, zYJemy w pow
e- my, rod2i1llY żydowskiLe w WarszawIe 
trzu". zYJą jak żyły. Asa Heszel otoczOIllY 
Nas2ie (chrześcijańskie) ogólnik 0- wrogIm elementem czyta w wo1nych 
we wyobrażeme o wyxachowanlU l chwIlach ..Etykę" Spl!IlOZY I r.ozważa 
mteresownoścl Zydów, domaga Slę re- tezy o mIłośCI. NIe moze kochać tych 
wIzJi Abram, UwodzlOiel 
 rozrzutnik, Iwanów. NIe unue współzyć. SądZI 2ie 
belz skrupułów l pocZUCia odpowie- ublega.rne Się Zydów o przywIleJe ma 
dZlalnośm, jest typem lekkomyślnego zródło w teJ memoznoś.cli współżyCIa. 
warchoła, pędząoego próżIllacze zy- żołnierskI żargon napawa go wstrę- 
Ole z prawdzIWIe szlachelcką. fe.ntazJą. tem. CzuJe Się mtelektua.1istą, scep- 
Ale bystrość ma zydowską, wyrobił tykiem, ma świadomość sweJ dumY, 
sobie wcale nle płytką fIlozofię opar- wstydliwośm, Olerpumm, swego mdy- 
tą na spostrzegawczoścL l dośwlad- wIdualJjZmu nikomu niepotrzebnego 
czellllu. Wyłamał Się z obyczaJu ży- A jakaż glIna jest Jch świadomOŚĆ 
dowsklego, a przecie nIe wazy SIę klasowa. Jak paJąk odpycha 
 strą.- 
uchylić od obserwowanIa obr.lędów ca z pajęczyny wrzucone w lIRą 
śWIątecznych źdźbło, tak cała rodzma Moskatów 
Ten typ lekkoducha Jest na}wyraz- usuwa ze sweJ sieci intruzów. KIedy 
meJszy, leo.l wlelu millych żYJe me- Le&, córka starego Moskata, wycho- 
pOl'ządme, wyrzuca plHl1Ilądze ' mal- dZl za starzejlłcego sj,ę Koppela, ro- 
nUJe czas Ci zaś co pracują, rzadko dzma potępia lch :me z r:acji Ich roz' 
kIedy poddają .się ustaloneJ rutyme wodów pom
mo czworga doral'taJą- 
Spekulują, pośredIlJiCzą, robią mte- cych dZI,ecI po każdej stroIllle, me L 
lesy, adminIstruJą, pożyc.lają na PI"{)- powodu llleuczcLwOŚOl Koppela, ale 
cent, handryczą SIę po kawiarenkach, dlatego ze podwładny meboszczyka, 
Jeden z :DJIch, patrząc z zewnątrz, Jego f<.Lktor, ŚllU"" wejść do rodzmy 
n
ówI że wyglądają Jak własne kary- stary Abram, ów lekkoduoh, próz- 
kdtury na antyserrllckIlch rysunka-ch. DIak l utracJusz, który me waha Się 
Tylko drobm rzemieślniicy s!!edzą koł- zastawjać bl:ł.UtWIII wyłudzoneJ od ko- 
ku'm przy robocie a kupcy .la ladą. blet, mgdy me uzna Koppela za 
Zony zamoŹI1leJszych próznuJą I plot- szwagra. 
kUJą: od pracy domowej jest słuząca, Poza tym co Jest w tej ksią.zce 
od dostarczalllla plenllę
y mą.z Jak czysto żydowsk.ie - strona obycza- 
u gOJów w tamtych czasach. Jowa 
 etyczna - ZIlajduJemy w Il:lej 
Główną rolę wśród tego tłumu gra mnóstwo wspólnego z naffiJ. '1'0 przy- 
Asa Heszel, 19-1etI1:l chłopak z pro- wlązame do Warszawy. Abram rOlZ- 
wmcjl przybyły pr zed ple;rws.lą wOJ- myśla że choćby li był raj - przy- 
ną do Warszawy. Po matce Jest pa- puśćmy - to co mu z tego przYJ- 
tornJnem sławnego rabma Katzend- dZle? W01i warszawskIe ulice od ca.- 
lenbogena, oJcIec, Bannet, zmarły w łeJ mądroścL zydowskiego raJu. Ha- 
obłędzie, przek1Jjza} mu jedyme roz- dassah w swoIm dzlenn!czku pIsze: 
strojone nerwy. Asa Heszel jest t y- ..\Varszawo, drogIe miasto moje '. Ten 
pem przełomowym. Straclł dawną ustęp przytoczył Fryderyk Gold- 
wiarę, w n.owych pojęciach we zna- schlag w 11iŚCIe do ..WIadomośCI" (nr 
lazł bodźca do rozwoJu. Ktoś z bll- 1060). A te wYJaz-dy do Otwocka l 
sklCh mówI o nLm :ł.e powIiIllen był wszystk1ch mleJ
cowośCI na teJ l,mil. 
służyć Bogu, bo gdy Się Go wyparł, Wysyłano fury 
 rzeczamI czubato 
dusza w nim umarła l męczył Się, wyładowane [ jeszcze w ostatnieJ 
maJąc w zywym Ciele m!łiI'twą duszę ChWIli dokładano samowar, lIIJJednlCł:, 
TrawJ;ony od dZileOlństwa głodem wle- worek starych kartofli. śOlągało Się 
dzy jedzie do Warszawy uczyć SIę, to sznuraml, I chabeta ruszała. 
ale od razu gubL samego sIebie Za- SzachraJ Koppel, który poślubIw- 
pał do naukl stygnIe, pierwsza na- szy Leę Margullesową (z domu Mo- 
mlętna mIłość wyk.oleJa go. Rezonu- -skat) pojechał do Ameryki, gwe zbił 
Je, analLzuJe, postanaWla bez udZJiału gruby maJątek oCIeraJąc SIę o kr ym I - 
wolI. Liznął trochę fIlozofu, Jego bo- nał, sypae w Warszawie dolaramI na 
zyszczem jest Splllloza, ale rue pra- prawo 11 lewo. W r. 1939 zJechała Się 
cUje systematyczrne [ wegetuJe na w \Varszawle cała rodzilI1a Moskatów. 
nędznych posadkach. NIepowodzeme cztery pokolen1a, kiilkadzie:siąt osób. 
w lI1JiłOŚOl rozładowuje jego energię. Z pr.oWII!1Cjl, z AmerykI, z Palestyny. 
Zelll Się bez UCZUCla, bez potrz-eby l Szli gremialme na dworzec witać no- 
bez uZ&SaJdmema z kwaśną., przemąd- woprzybyłych Polska publlcznosć pa- 
rzałą l brzydką Adelą, płonąc mlło- trzyła na tłum Zydów na peronIe z 
ŚClą do pełnej wdzięku Hadassah, kto- obrzydzemem [ ,zd1ziwa,emem. HI,t1er 
rą rodzice siłą. wypychają za na- był JUz przecie Jedną nogą. w polsce, 
boznego właśc
olela solłdneJ mydlar- a tu takI zjazd. 
m. Lecz kIedy Asa Heszel Ją spoty- Amerykańscy Zydzl eksce:nb yczn le 
ka, bez namysłu po
zuca Adelę, tak wystrojem me władalI juz płynnle pol- 
jak pó:mneJ dla wychr:ł.clanki Barbary szczyzną, młodzIeż warszawska mó- 
porzuci ukochaną zawsze Hadassah, wIła tylko po polsku. Zamerykalll Zo - 
rozw
d:zJ.oną z bogatym mydlarzem W.anJ. Mey"rl i ZlaWp 7JnłPmh SIę. JUl. 
W Imllę pIerwszeJ mIłośCI. Asa Heszel Mendy l LottJe, w War8Z8.W 1 le roz- 
me Wlle czego chce, marnuJe życIe maltość, bo <1 Salcze l Baszele, Stefa, 
swoJe i kobiet z którymi SIę Wlą- Jerzyk, Gema, MaIIIJlek li AndZia, jest 
ze. nawet Broma Grychendler. 
Brak mu nawet wyraźnIe określa- Nle, rodz1ll1a Się me !rozpadła, pk 
nych tęSkll1Ot, Jalcie odczuwała Ha- tWlerdz
 autor notatkil na obwoluOl e , 
dassah pISZąC w swOIm palI1leńsklm ale pozycje Się przestawuły, maJątek 
dZIenniCzku: ..Dlaczego nie wYZl1a- MUł;czej poprzelewał. Brak już tylkO 
Jemy takieJ religll, któla by pozwa- było donunującej mdYWIdua1nośc I , 
lała zydowsklej dzlewczYIllle uklęk- Jak star y Moskat, który wszystkich 
ną.ć w synagodze i modlić SIę do skupIał doklOła sIebie. 
Boga? Czytałam psalmy w przekła- Autor nie pomija dzikiLch wy brY- 
<.IZle polskun... Zazdroszczę zakonni- ków młodzleży uI11wersyteckleJ, nIe 
com spotykanym na ulIcy, wydają oozczędzającej asymllowanych, nie 
mI Się takle pogodzone ze wszystkIm. pr:ł.emilcza nawoływanIa do Palesty- 
Gdyby iIlLe mamd, byłabym Jedną z ny, choć me cytuJe hasla pałkaI'zY 
nich". Ale i Hadassah "zyje w po- ..biJ żyda!". Tym Się rózD1 od za- 
wI'etrzu", marnuje SIę i do nLczego W:lJlętych polskiich l żydowskIch krO- 
me dochodzl. nikarzy dawnych lat ze wybrykl trak- 
NIgdy nie zrozumiemy połączenia tUJe JaJk wybrykI, me Jak wyraz 
tylu .sprzeClZmOŚc1 w charakterze zy- woli narodu. 
Llowsklm. LnteresoWIlość i wyracho- Była JUż prawIe wojna, a onl Się 
wanie, a jednocze.śme i1l11pulsywna u- me rozJeżdżali. SyjomścI star al,1 SIę 
czumowość. Ta uozuciowo.
 wraz z o paplery do Palestyny, ale dreptali 
Dleopanowanlem nerwów popycha 
ch w mieJscu. Koppel, ufny w swą nl
- 
do mówienia i robienia rzeczy, któ- t
alność jako obywatela amerykan- 
I ych natychffiJaBt żałuJą.. ..POW1Dle- sklego, InlmO że głOSl z emfazą sWe 
neś pójść do psychiatry" - radzi Jed- uWJ.elbleme dla Ameryki, nIe mOZ e 
na z żon Asy Heszela. ..W t
Im ra- rozstać SIę z Warszawą. 
zle wszyscy Zydzi pow1nru radzić się SwoJskość - myśli Abram - Coś, 
psychlatry" - odpow.lada Asa He- czego Już brak młodym wychowanyn 1 
szel. w Ameryce "Ten polsko-żydowskI 
Ten ciągły ([Llep<>kój jest pewme wyraz nadzIei, ktÓl'ego żadne nie- 
przyczyną Dleprzel'Wanego ruchu szczęście me zatrze". 
małżeństw i rozwodów. Małżeństwo, Bałam SIę o Hadassah w śródł.JO- 
zawarte pod wpływem dO.lgonneJ - rowJe, byłam pewna że rzglllle od 
Jak Się zdawało - m
łoścl, rOlZlatuJe pierwszej bomby. I tak SIę stało. 
SIę po meWlelu latach lub mlelllą- Poszła do Otwocka - trzeba byłO 
cach, tak samo jak małżeIWtwo z co chwala przystawać w drodze dla 
rozsądku, z wyraolrowanIa, z namo- wysypywaD1a piasku z pantofh - 
wy. pamIętam strzępy wyr8JŻeń Ja- rano 1 września !i schromła SIę wł,a- 
k>leJś rży dowsko-memJeckieJ Kabały, Śinle w tym sieroCIńcu żydowsk llll 
określających motywy w.stępowama trafIonym bombą. Zap
 Jest ścIśle 
w zwJązk1 małżeiJJ$lcie. Kończyło Się zgodiny z prawdą.. 
to (zaczynaJąc od rozsądku, maJąt- TreŚĆ tej ksIążki jest tak gęsta 
ku, przymusu): ..Ans purer LLeb. Aus że me m02Jna dać wyobrażen.Ia o ca.- 
Freundschafts Trdeb. Alle belde łOŚC1. Jest w mej to co żydzI wZIęli 
dumm. WlSISen rucht warum". (W od nas, to co my od mch. Te wY- 
wymowle llIeJaklej paJ1l NeueloweJ: rażenia, przysłowIa, które przeszłY 
"ałe bajde wysen nyszt"). Potem bez znuany przez dwa języki l śm le - 
z podobnych przyczY!Il - rozwód l szą po angIelsku: ..8plJttiJllg In th6 
drugIe małżeństwo Nle mówiąc o porl'ldge (pluć w 'kaszę)". ..to fra c - 
tych układanych prze..!; swatów 
 z ture your sldes (,boki zrywać)':. 
kalkulacjI handlowej. I Przekład nIektórych ZWł"otów, zd8J1' 
NasI ZydZl, których tu rue brak, to jakby wprost z polskJego: ,.Co tO 
uśmleją SIę pewnIe z tych prób od- za jeden? Nlech wraca skąd przr 
gadywania dch charakteru. N1e szko- szedł". "I tak źle i tak iILledobrz e . 
dm. ALbo tak częste w zydow,sklCh u- 
Je:szc.t;e jedna nIewIadoma: trwan
e staoh: ..Pytame (Wha;t a qucstlOn) !". 
fanatyzmu relig>Ijnego po utracie wJa- Słyszy ,sIę charakterystyczny pytaJą- 
ry. Gr2iesznwy a .sceptycy palą mosty cy ZaśpIew: ..Co jest?... ..Ja WIem?". 
za sobą, ale odpr8JWlają obrzędowe ..Chant.. starych żydówek, to "za wo ' 
modły. Przestępstwa przeciw WIerze 
eIILle". Stają :w oczach te kO!:YietY 
popełmają z trwogą w sercu ł z po- s
ore do łez ze smutku l radOŚ Ol , 
czuolem illlewybaczalnej winy. O pew- zawsze z chooteczką, d WIadomo ź e 
nym człeczyme, który tłumaczy sobIe ..ah w.oe me" to ..aj waj mlr'''. 
filozoflcZllle kI1Zywdy 1 z,awody ży- Smger przyjmuJe spokoJl!1Ie polskI 
clowe, Dle prrestając praktykować, antysemityzm, !Illezbyt SIę nlIn przeJi 
Asa Heszel mówi że tacy są kręgo- mUje l wydaje się jakby go me br3 
słupem Judaizmu, to oni dźwigają na na seno, ale zmłema ton na Dlen a ' 
barkach od dwóch tYSlęCY lat całe wIstny, mówIąc o źywlołowo wrogieJ 
zydostwo - I całe chr2ieŚClJaństwo pogardzl€ do Zydów Kozaka l Nlenl' 
To oni nadstawJają drugi pohczek. ca. 
Barbara (trzecia, ale juź nledoszła Gdyby autorem tej iksiążkl był goj, 
zona Asy Heszela) rzuca pogardlLwe nazwano by ją antyoomicką. NaS __ l 
pytanie: ..Komu mamy nad.stawlać chrześcIJan - wzrusza i uczy. p. e 
drugi pobczek? MussoLIDlemu?". Asa pOwimen zabrać gŁos o nIej pra W - 
Heszel nie wie. ..Nie Jestem chrześci- dZ1WY Zyd polskl, i to komecznle Z 
Janmem" - mówli. ..Ale [Jle jesteś \Varszawy. 
Już Zydem" - dodaje BaI'bara Zofia Kozaryn oW &' 






..r

.JJ
 


P A M I Ę C I J A N A L E C HO N I A 
SYMPOZJON - 23 AUTORóW 
Cena 6 szy1mgów 
Zamówienia przyjmują 
"Wiadomości", 67 Great Russell St., London, w.eJ 

.
-"'"
		

/Archiwum_002_06_255_0001.djvu

			1 


WIADOMOSCI 


Nr 1068, 18th September, 1966 


...........................................--------------.------------------.--- 


PUSZKA 


Olśnienie 


Palni
tajeie 
o październiku 


Trzy odmiany demokracji 


tematu młodzieńc.lego wiersza W ie- 
rzyńskiego. \V liryce światowej - 
pisze - "cierpienie o wiele częścIej 
niż radość staJe się bodzcem wyznan 
lirycznych". Tu jest inaczej. \Viersz 
dyszy "młodzienczą radością przeży- 
wania życia". Poeta zamknął ją w 
ramach spontanicznej mowy, w Języ- 
ku codziennego porozumiewania się. 
Rewelacyjnie wypada zestawienie ko- 
lokwialnosci wiersza "Gdzie nie po- 
sieją mnie..... z rzekomą prostotą 
"Księgi ubogich" Kasprowicza, roją- 
cej się od wyrażeń tak wymyŚlnych 
jak np. "szczęścia żądny wędrowiec", 
"podarek może-ć i miły" i t.p. Ka- 
sprowiczowskiej ..stylizacji na pro- 
stotę" przeciwstawia się "rzeczywi- 
sta prostota" utworu \Vierzyńsklego. 
\V zakończeniu ro
prawy Dłuska 
porównywa wiersz "Gdzie nie posieJą 
mnie..." z innymi utworami z tomu 
"Wiosna i wlno" i potwierdziwszy ich 
pokrewienstwa, widzi w młodzień- 
czym tomiku poety "manifest bez 
manifestu", zgadzający się w ogól- 
nych zarysach ze słowem wstł:pnym 
.l nr. 1 "Skamandra" ze stycznia 
1920: "Nie chcemy wielkich słów, 
chcemy wielkiej poezji: w,ówczas kaz- 
de słowu stanie się wielkie". Wiersz 
Wierzyńskiegu jest spełnienielll tegu 
pustulatu, wyprzedzającym jegu sfor- 
mułowanIe jest "preskarnandryc- 
kuu poetyckim manl1estem". 
Druga rozprawa Dłuskiej p.t. "Ro- 
uowod. ::5tudiuIll "Mowy i zlellli" Wie- 
Izyńskiego, ogłoszona w "Pamiętni- 
ku Literackim" (zeszyt 2 zb.r.) 
dotyczy Wlersza ..nowego", powoJen- 
nego Wierzyńskiego - utworu nie- 
znllelnie popularnego na emigracJi, 
ale naj widoczniej nie znanego czy- 
telnikom krajowym, gdyż na wstę- 
pie rozprawy przedrukowano go in 
extenso. Zapomniano jednak podać 
źrodła przedruku - albo, co niestety 
wydaje się prawdopodobniejsze - za- 
tajono je, by nie odstąpić od narzu- 
canej przez cenzurę zasady przemil- 
czania wydawnictw emigracyjnych. 
Gdyż wiersz "Mowa i ziemia" ukazał 
sił: na obczyźnie - a napisany mógł 
'być tylko i wyłącznie poza Krajem. 
W utworze - pięknym i wśród 
nas powszechme znanym - słusznie 
dopatruje się Dłuska życiorysu wła- 
snego poety. Warto przytoczyć ar- 
gumentację autorki: "życiorys jest 
tu pojęty jako wędrówka. Stare to 
porownanie: człowieka z wędrowcem, 
i stara metafora: życie-wędrówka od 
kolebki przez świdt i czas. To, co 
poeta wniósł od siebie, to jej charak- 
ter i okoliczności, zawarunkowanie 
jej ziemią i mową. A także obecność 
i dobór "kompanów". Towarzyszą mu 
nieustannie, zmieniając się w porząd- 
ku: mowa, chleb, przyszłość, Z!guba, 
znowu mowa. SwóJ sens istotny eta- 
py życia ukazują poprzez kolejne ich 
oblicza" . 
Uderza Dłuską wysoce oryginalne 
traktowanie opisów przyrody - nie- 
słychana oszczędność obrazów, uni- 
kanie szablonowych szumów drzew i 
szmerów strumyków: "w pejzażu nie 
ma wody, nie ma ptakpw, a ze zwie- 
rz
t jest tylko koń". Efekt artystycz- 
ny trudny - i udany. "W utworze, 
w którym siła stwórcza i władza ma- 
giczna poezji gra rolę nadrzędną, 
nieomal przywraca do życia - słowo 
poezja nie pada ani razu". 
Forma wiersza jest stroficzna, "u- 
muzyczniająca wiersz nawrotami", 
..pokrewna pieśniowej". Ale i tu Wie- 
rzyński wprowadza do strofy, znanej 
już romantykom, nieosłuchane chwy- 
ty i swoje własne metody "wewnętrz- 
nego rytmizowania wersów i strof". 
W sumie wiersz "Mowa i ziemia" 
reprezentuje ..nie pieśń i nie miarową 
sylabotoniczną przygrywkę, ale gięt- 
ką, posłuszną w swoim wyrazie każ- 
demu odcieniowi przekazu poetyckie- 
go muzyczność. Jest on w swoim za- 
sadniczym takcie i śpiewie rewela- 
cyjnie nowatorski, a jednocześnie 
gruntownie wbudowany w naszą wer- 
syfikatorską tradycję". \Viersz - 
podkreśla Dłuska - "ma tło rozleg- 
łej tradycji literatury pięknej i nie 
tematyczne nowinki w nim fascynują, 
ale wkład twórczy Wierzyńskiego w 
traktowanie znanych wątków, kom- 
pozycja i realizacja językowa utwo- 
ru, a najbardziej - jego liryczny 
sposób bycia w tym wierszu". W 
toku dalszych wywodow precyzuJe 
Dłuska pojęcie "liryczny spo
ób by- 
cia" - widząc w nim "niepowtarzal- 
ne osobiste piętno poety". 
O języku poezji Wierzyńskiego mó- 
wi Dłuska z nieukrywanym entuzjaz- 
mem: "Język ,,zą że ich kon- 
stytucja jest naJ'bardziej demokra- 
tyczna w świecie, mimo że istnieje 
tam wszechwładza partii rządzącej i 
zakaz wszelkiej wobec niej opozy- 
cji. Państwa satelickie nawet urzę- 
dowo nazywają się ..demokracjami lu- 
dowymi", mimo że ich ustroj jest 
wzorowany na sowieckim i takze wy- 
raża się w totalizmie monopartYJ- 
bym. Wreszcie l nowo utworzone pań- 
stwa afrykańskie i azjatyckie twieI- 
dzą, że ich Iządy są demokratyczne, 
jakkolwiek w Istocie są dyktaturamI, 
cywilnymi czy wojskowymi. I tam 
także istnieją uprzywilejowane monu- 
paI'Ue, chociaż tI udno mówić o rzą- 
dach monopartyjnych ze wzglł:du na 
ich wrq,tłość i niedorozwój. 
Podobni
 rzecz sił: ma z socJaliz- 
m.,m. W EgIpcle, W Algerii, w Iraku, 
mÓWI SIł: o "socJalizmie araLskim". 
W Ghanie Nkruma występował jako 
prorok "socJalizmu afrykańskiego", 
póki go nie wyrzucono. Dziś jeszcze 
w wielu państewkach afrykańskich, 
jak w Gwinei, w Mali, w Tanzanii, 
w ZambIi i gdzie indziej, dalej mówi 
się o ..socjalizmie afrykańskim". W 
rzeczywIstości te egzotyczne "socja- 
lizmy" nie są błiŻsze klasycznego so- 
cjalizmu europejskiego, zgodnego z 
doktrynami Marxa i ze stuletnią bli- 

ko tradycją partii socjalistycznych, 
n.iZ był "socjalizm narodowy" Hitle- 
ra. 
Rozgłos zyskała ogłoszona niedaw- 
no seria wykładów kanadyjskiego pro- 
fesora C. B. Macphersona w radio 
kJanadyjskim, która wyszła pózniej w 
druku w Kanadzie i w Wielkiej Bry- 
tanii, p.t. ,:1"he Real World of De- 
mucracy"*). Macpherson zdąża do u- 
stalenia pojęcia demokracji, nie tylko 
na podstawie istniejącego od dawna 
już typu demokracji w państwach ka- 
pitalistycznych, ale także na podsta- 
wie typów tworzących się obecnie. 
Próbuje przy tym odpowiedzieć na Py- 
tanie, czy i w jakim stopniu te nowe 
typy należy określać jako demokra- 
cje. Zauważa, że w świecie zachod- 
nim demokracja rozwijala się stopnio- 
wo i powoli, na podstawie przygoto- 
wanej uprzednio przez kapitalistycz- 
ną gospodarkę rynkową. Ten typ go- 
spodarki, w przeciwstawieniu do feu- 
dalizmu, wymagał swobody nie tylko 
w obrocIe gospodarczym ale także we 
wzajemnych stosunkach między lud- 
nością a władzą. W ten sposób pow- 
stało państwo liberalne, które jeszcze 
nie obejmowało wszystkich rządzo- 
nych, lecz tylko górne warstwy gos- 
podarozo uprzywilejowane. Ale w ta- 
kim państwie, przyznano już rzą.dzo- 
nym wpływ na system rządzenia, cho- 
ciaż nie wszystkim. Z czasem, przez 

 
napór od dołu, wpływ na państwo 
uzyskiwały coraz nowe i szersze war- 
stwy, aż wreszcie na przełomie XIX 
i XX w. proces demokratyzacji kapi- ' 
talistYCZDego państwa liberalnego zo- 
stał zakończony. Jego istota tkwi w 
przyznaniu wszystkim rządzonym 
prawa wyboru. Wyboru sposobu ży- 
cia, wyboru zatrudnienia, wyboru to- 
warów, wreszcie wyboru przekonań 
politycznych. To oznacza także prawo 
wyboru rządzących przez rządzonych. 
Odpowiednikiem tego stanu rzeczy 
stały się w ustroju państwa t.zw. 
prawa obywatelskie, czyli swoboda 
słowa i druku, zgromadzania i stowa- 
rzyszania się, równość wobec prawa i 
in. Jak widać, demokracja powstała 
przez powolne wrastanie w strukturę 
istniejącego już poprzednio państwa 
liberalnego, a nie przez jego zburze- 
nie. Macpherson uwaza ustrój ko- 
munistyczny za przeciwieństwo libe- £' 
ralizmu. Podobnie takżc określa no- 
, 
We państwa w Afryce i w Azji. Nie 
odmawia im wszakże całkiem prawa 
Uważania się za demokracje. Czyni 
to z tej racji że w tyoh "nieliberal- 
nych demokracjach" władza rządząca 
chce reprezentować nie szczupłą war- 
stWł: uprzywilejowaną, lecz cały na- 
ród. Zmierza tedy do celów odpowia- 
dających dobru powszechnemu. A to 
Właśnie, podnosi Macpherson, jest 
istotą demokracji. Tak więc, w mnie- 
maniu Macphersona, ,nie liberalne de- 
mokracje" byłyby niejako "demokra- 
cjami potencjalnymi". 
Rewolucja komunistyczna została 
dokonana pod przywództwem Lenina ( 
jako "rewołucja awangardy". Proleta- 
riat bowiem był w Rosji mniejszo- 
ścią, a rewolucyjny aparat komuni- 
styczny - - mniejszością w obrębie 
PlOletariatu. Toteż nowy ustrój pow- 
stał jako ..państwo awangardowe" 
typU klasowego, monopartyjnego i \ 
dYktatorskiego. Ale jego celem nie 
jest utrwalenie proletariatu jako kla- 
Sey rządzącej, lecz obalenie ustroju 
opartego na przywileju kapitalistycz- 
nYm i utworzenie społeczeństwa bez- 
klasowego. Taka nowa wspólnota by- 
łaby w istocie demokracją. 
Rozumowanie to, w zestawieniu z 
rzeczywistością sowiecką, która trwa 
już blisko pół wieku, wydaje się wy- 
SOce schematyczne. Toteż Macpher- 
SOn dodaje, że Sowiety nie mogą być 
ł:ważane za demokrację ..w znaczeniu 
SCiślejszym", lecz tylko ..w znacze- 
niu szerszym". Można by to wyrazić 
także inaczej, mianowicie że i ten 
Ustrój byłby "demokracją potencjal- 
ną" gdyby miało się sprawdzić prze- 
Widywanie Macphersona, że ustrój ten 
będzie umiał stworzyć kIedyś nowe 
SPołeczeństwo bezklasowe oraz po- 
l'zuclć system totalny i dyktatorski. 
Ąby tak sądzić - trzeba mieć wiele 

ogody ducha. Macpherson czyni inne 
Jeszcze zastrzeżenia. Powiada że pań- 
stwo monopartyjne może byś demo- 
kracją także w "ścisłyn1" rozumieniu 
słoWa, jeżeli zdoła dopełnić trzy wa- 
rUnki: 1) jeżeli ustanowi całkowitą 
demokrację w obrębie rządzącej mo- 
nOpartii, 2) jeżeli przynależenie do 
Partu będzie dla wszystkich udostęp- 
nione, 3) jeżeli udział w partii nie 


będzie obciążony szczególnymi obo- 
wiązkami, które tylko drobna częsć 
ludności będzie w stanie spełniać. 
Jak widać, każdy z tych warun- 
ków przeczy wszystkiemu co widzi 
się w praktyce. Jeden jest element 
w ustroju sowieckim, do którego 
Macpherson przywiązuje szczególne 
znaczenie - egalitaryzm. Ma to zna- 
czyć, że w tym ustroju wszyscy są 
lub mają być rzeczywiście zrównani 
w całym sposobie życia, gdy w de- 
mokracjach kapitalistycznych istnieje 
tylko "równość szans". Ponieważ jed- 
nak posiadanie środków produkcji ja- 
ko własności prywatnej przez niektó- 
rych obywateli, uzależnia od nich ta- 
kich obywateli którzy żadnych środ- 
ków produkcji nie mają i muszą pra- 
cować u innych, przeto pełna równość 
w ustroju kapitalistycznym nie jest 
możliwa, lecz tylko właśnie "równość 
szans". Tutaj można zauważyć, że i 
egalitaryzm sowiecki jest jedynie "po- 
tencjalny" i to w teorii, w praktyce 
zaś system hieI archii i nierówności 
jest w ciągu pół wieku niepomiernie 
sztywniejszy niL. w demokracjach. 
Jeżeli idzie o niedorozwinięty świat 
kolorowy, to tutaj ..nieliberalne de- 
mokracje", wedle określenia Macpher- 
sona, plzyLrały swoiste formy. Nie 
lila tam ploletariatu, nie ma nawet 
narodu, do nIedawna nie było także 
"(Jaństwa, więc wszystko tworzy sił: 
naraz i zaraz. Miejscową elitę stać na 
utworzenie co najwyż
j systemu mo- 
nopartyjnego, a i to nie zawsze. Cza- 
sem rządzi szczupłe grono wojowni- 
ków, które ma trochę broni, więc 
może trzymać za łeb wszystkich in- 
nych. \V tych warunkach możliwy 
jest tylko system dyktatury, czasem 
opartej na monopartii. \Vszelki opór 
przeciw jej rządom uchodzi za zdra- 
dę nie za opozycję. Macpherson wy- 
jaśnia, że istotnie nie jest to opo- 
zycja, gdyż nie stać jej na utworzenie 
rządu alternatywnego, co jest istotną 
cechą opozycji w ustrojach demokra- 
tycznych. I tak jednak Macpherson 
skłonny jest uważać te kolorowe 
ustroje dyktatorskie za swoistą for- 
mę demokracji "w szerszym rozumie- 
niu", a to z tej racji że działają one 
nie w imię przywileju szczupłej gru- 
py, lecz dla przyniesienia poprawy 
sposobu życia całej ludności, w ja- 
kiejś nieokreślonej przyszłości. Były- 
by to więc znowu "demokracje po- 
tencjalne", tym razem w obrębie spo- 
łeczeństw prymitywnych i niezr6żni- 
cowanych. 
Można sobie zadać pytanie, czy ta 
analiza Macphersona prowadząca o- 
statecznie do tego, że wszystkie pań- 
stwa na świecie żyją. w ustrojach de- 
mokratycznych, bądź "w ścisłym zna- 
czeniu" bądź w "znaczeniu szerszym" 
czyli potencjalnie, prowadzi rzeczy- 
wiście do wyjaśnienia istniejącego za- 
mieszania w rozumieniu pojęcia de- 
mokracji. Wydaje się, że raczej było- 
by wskazane pogodzenie się z tym że 
tylko część świata, i to mniejsza, ko- 
rzysta z dobrodziejstw demokracji a 
reszta z nich nie korzysta, chociaż 
może kiedyś będzie korzystała - w 
okolicznościach jeszcze niewiadomych. 


Cena 35s. 
albo 5.25 dol. kwartalnie 


Administracja: W I A D O M O Ś C I 
67 Great Russell Street, London, W.C.I 


.--------.---------.-_&_-------------------------.----------------------------- 


NAJBLiżSZY 12-STRONICOWY NUMER "WIADOMOśCI" 
ZAWIERAć B:Ę:DZIE DODATEK "NA ANTENIE" 


Zaehodu 


oezaeh 


w 


(;Zł

1I0SLOW A(;.JA, J'OI SKA, 
WS
1I01Jj\j lł
 NIł
j\I
Y 
Specjalny, anollllllOwy korespon- 
dent "TimM"a octwiedzd nJeuuwno 
wymienione w nagłówku kI aJe i <.hoć, 
jak można się domyi>lać, pl zebywał 
przede wszystkian w kołach ofICjal- 
nych, wywiózł ż tej wycieczki sze- 
reg inteligentnych spostrzeżeń kto- 
rymi podzielIł się z czyteln.ikaml swe- 
go dZlewuka w numerze z 5 SIeI pma 
b.r. 
Najszerzej pisze o reformach go- 
spodarczych w Czechosłowacji, która 
energicznie steruje ku gospodarce 
wolnorynkowej zaczynając dbać o 
opłacalność przedsiębiorstw", o kon- 
kurencję, o WlęksZ
 swobodę mwe- 
stycji i lokalnego, w przeciwIeństwIe 
do centralnego, planowania, o facho- 
wość lu&i na odpowiedzialnych !Sta- 
nowiskach gospodarczych ,j t.d. Nie 
ukrywa się że reformy spotykają się 
z oporem ze str.ony Ibiurokratow l 
dogmatyków partyjnych, ale komi- 
tet centralny je popiera. Dogmaty- 
ków osadza się argumentem że "no- 
wy system jest oordZiej w duchu 
socjahzmu od dawnego", przy ktprym 
robotnik "czuł się uieraz bardziej 
wyobcowany niż pod kapItalistycz- 
nym szefem". Zagadnąwszy na ten 
temat pewnego robotnika czeskiego, 
korespondent "Tirnes"a spotkał się z 
kwaśną odpowiedzią. że ..nowy sy- 
stem" nie podniósł dotychczas jego 
zarobków. DOpiero wtedy będzie moż- 
na ocenić co jest wart. 
"Przed kilkoma laty, - czytamy 
w dalszym ciągu, - gdy Praga do- 
piero szukała po omacku WyjSClol ze 
stalinizmu, nie sposób byto sobie wy- 
obrazić że podróż stamtąd do War- 
szawy może być kiedykolwiek po- 
dróŻą do przeszłego czasu. Dziś jed- 
nak ma się takde uc
uc.ie. Polska da- 
je się nieść okol.J.cznoSclom, podczas 
gdy jej sąsiedzi prą I1£\.przód. Refor- 
my czechosłowack.ie dyskutuje się w 
Polsce z dziwną mJeszaniną zazdrości 
i protekcjonalnego sceptycyzmu: 
..Myśmy też tego próbowali... to sa- 
mi też robimy... nasze zagadnienia 
są inne..... 
"Wszystko to jest częściowo słu- 
szne. Czechosowacja odczuwa brak 
sIł roboczych, co ułatwIa racjQnali- 
zację. Polacy mają ich nadwyżkę. 
Planowanie polskie jest już w znacz- 
nej części zdecentralizowane. Lecz 
polskie podejście do zagadnień Jest 
też inne a cele .skrolll.Il:iejsze. Pola- 
c.y, jak -się zdaje, ekl.':/perymentują, a 
potem SIę cofają gdy natraf,ią na 
trudności. Czesi zas określili sobie 
SW,Ój cel i robią wrażenie gotowych do 
borykania się z przejsciowymi trud- 
nośc.iamd. Twierdzą. że częściowe eks- 
perymenty bardzo niewiele dowodzą. 
Gdy się raz przyjmie gospodarkę ryn- 
kową, trzeba ją przyjąć mniej WIęcej 
w całości, odnieść rówweż do cen, bo 
inaczej powIększy Się tylko zamęt. 
"Politycznie równieZ, ma się w Pol- 
sce wrI:LŻerue zastoju. !Paraliżują Ją 
konflikty między ugrupowaniami po- 
litycznymi i opłakana wałka z Ko- 
ściołem. Rzecznicy rządu żalą SIę 
gorzko że kardynał Wyszyńsk.i wszedł 
na arenę polityczną i wypowiedział 
rządowi coś w rodzaju świętej woj- 
ny. W pewnym sensie może i tak 
jest. Kardynał jest starośwIeckIm, 
autokratycznym księciem Kosc.ioła. 
Robi wrażenie, że chce ocalić Pol- 
skę nie tylko od przejściowego ze- 
psucia komumstycznego, ile i od re- 
wizjonistycznych potmy
w Watyka- 
nu. Nie widać poważruejszych możli- 
wości osią>gnięcia jakieg.oś pokoju 
drogą rokowań. Rząd, wytrącony z 
równowagi ogromną. s.ł1ą przyciąga- 
jącą., którą ma kardynał, d tym ze 
stał się on zwornikiem polityc
nej 
opozycji - reagował bardzo niezrę- 
czn.ie. Obie strony okopały się teraz 
na umocnionych pozycjach, przy 
czym rząd jest bardzo wyraźnie w 
defensywie. 
"Jest to niebezplecz.n.a i mepo- 
trzebna walka, która rozrywa de- 
likatną tkaninę życia Il8irodowego, 
dZieli rodziny i hamuje ewolucję po- 
lityczną" - sądzi korespondent "Ti- 
mes"a, pomijając bedrosko pytame: 
kto zaczął? - "Pewien młody czło- 
nek partii powied.z.iał mi poirytowa- 
ny, że gdyby był w rządzie, wydałby 
prawo nakazujące każdemu chodZić 
dwa razy dziennie do kościoła. Na- 
tychmiast - mówH - kośoioły by 
opustoszały. Przesadził, oczywiście, 
ale Polacy z właściwym sobie czarem 
są narodem trudnym do rządzenia..... 
Łatwiej jest ;rządzić wschodnimi 
Niemcami, ale Ulbricht ma trudn08ci 
podobne jak Gomułka. Czym dla Go- 
mułki jest KośCIÓł, tym dla niego 
są zachodnie Niemcy. W przeciwień- 
stw.ie do większości swych sąsiadów 
komuniści wschodnioniemieccy pró- 
bują liberalizować gospodarkę nie 
popuszczając jedna:k w polityce i w 
kulturze. "Uważają ludnosć za dzie- 
ci, które trzeba wbrew ich woli za- 
pędZić do szkoły komunizmu, za co 
kiedyś będą wd
ęczne. SZ!kopuł jed- 
nak w tym, że znaczna częśc ludno- 
ści składa się z dorosłych"... 


\\, YW1al1 z autorem. Stanow
 on do- 
"kondłe wplowadzenie do truunej leCz. 
lascynującej kSI
ki Koellt1eI a, któ- 
I ej pl zestuU10wdme sowicie Hi!;; opła- 
CI każctenm, kto uprawia choLby naj- 
skromniejszą twórczość artystyczną. 
lub naukową. 
Na wstępne pytolme, czy .lcrwał 
ostatecznie z zagadnlenlami politycz- 
nymi l zwrócił się ku naukowym, 
Koestler odpowJedział: ..W życIU każ- 
dego człowIeka są pewne wyrażne 
okresy - okres zaabsorbowallla za- 
gadnIeniami politycznymi Zolkończył 
się dla mnIe przed z górą dziesięcIU 
łaty. Obejmował on dwie fazy: wo- 
Jującego komunizmu od r. 1931 do 
r. 193
 i antykomunistycznego pisar- 
stwa od zakończerua drugIeJ wOJny 
światowej do r. 1954. Doszedłem po'z- 
niej do przekonania że we mam juz 
nic do powiedzenia na temat swej 
przeszłosci politycznej i świadomie 
z nią skończyłem zwracając się istot- 
nie znów ku swej starej pasji do 
nauk ścisłych... Z wykształcema je- 
stem naulwwcem. Studiowałem w 
Wiedn.iu nauki przyrodnicze na po- 
litechnice i psychołogJę na umwersy- 
tecle. I nawet w okre.sJ.e czynnej dZLa- 
łalności politycznej zagadnienLa nau- 
kowe i psychologIczne mocno mme 
zajmowały" ... 
Wyjaśnlając znaczenie jednego z 
kluczowych terminpw swego dZIeła: 
ukutego przez siehie wyra.lu ..blso- 
cjacja", Koestler opowiedZiał zaczcrp- 
mętą z Charnforta anegdotę o pew- 
nym markIZIe który wróciwszy nle- 
spodzianle do domu, zastał swoją 
młodą żon!;; w objęciach biskupa. 
MarkIz podchodZi spokojme do okna, 
otwiera je szeroko i zaczyna stam- 
tąd błogo&awić przechodniow na uli- 
cy pod pałacem. "COŻ ty wyrabIasz .t" 
- woła żona. "Sikoro Jego Ekscelen- 
'cja przejmuje moje dbOWlązkl mał- 
żeńskie - .odpowiada. z gracją mar- 
kiz - pragnę go wyręczyć w jego 
wliasnych"... 
..Komiczny efekt tej historyjki - 
mówik Koestler - wynika z zacho- 
wania się markiza, które jest zara- 
zem zaskakujące i logic.lne. Jest 
to jednak logIka - logIka podzlaru 
pracy - której .się zazwyczaj w ta- 
kiej sytuacji nie stosuje. Połączeme 
dwu zwykle ze sobą. nie łączonych 
systemów odniesienia (czyli właśn.e: 
"bisocjacja") - reakcj,i dotkniętego 
na honorze małżonka J logiłu podziału 
pracy - wywołuje napięcie, które 
rozładowuje SIę w śmiechu".__ 
Klasycznym przykładem "blsocJa- 
cji" w twórczości naukowej jest słyn- 
ne odk,rycie Archimedesa. Wszyscy 
wiemy że wyskoczył on z wanny do- 
łając: "Eureka!", lecz o co właiŚciwle 
chodZiło? Dorywcza a.nkieta jaką 
przeprowadziłem w gronie wykształ- 
conych znajomych. dała wymk żało- 
tmy, może więc wartO!, sŁowami Koe- 
stlera, przypomnIeć zagadnienie, 
przed ktorym stanął mędrzec grecki? 
..Tyran Syrakuz - cytuję z wy- 
wiadu - otrzymał w podarku złotą 
koronę, miał jednak wątphwości, czy 
jest naprawdę szczerozłota, i zwrócił 
się do ArchImedesa o ekspertyzę. Ar- 
chimedes znał wprawdzle ciężar wła- 
ściwy złota, t.j. stosunek jego wagI 
do objętości, ale jak zmierzyć ob- 
jętość tak skomp1i!kowanego przed- 
miotu jak korona? Najprostszym roz- 
wiązaniem byłoby przetopić koronę 
na kształt wYmlerny. Ale to me 
wchodziło w rachubę. Archimedes 
znalazł się w ślepej uliczce. Pewnego 
dnia w kąpieli zauważył że pOZIom 
wody podnosi się w miarę gdy jego 
ciało SIę w niej zanurza. Jak błyska- 
w.ica olsmła go myśl, że objętość wy- 
pieranej wody równa się objętości 
zanurzanego ciała. Ten fakt "zbiso- 
cjował" on z postawianym mu za- 
dan1em, l szalenie uradowany. wyskO- 
czył co tchu z wanny w.ołając: "Eu- 
reka!". Dotychczas kąplei dla Archi- 
medesa - jak dla każdego z nas 
- oznaczała odprężenie, ciepło, czy- 
st-ość, nie miała jednak nic wspólne- 
go z pomiarami cial. Teraz jednak 
pod naciskiem nie rozwiązalnego za- 
gadnienia dostrzegł w niej fenomen 
z dziedziny naukowej, zjawisko, z 
którym spotykał się setki razy nie 
przywiązując do lIllego poprzednio 
zadnego znaczenia"... 


KUL'l' IULODOs(;1 
Kilka godnych uwagi reiUeksj,i J. B. 
PrieBtleya z artykułu "Growing Old 
(starzeJą.c s.lł:)" w "New ::5tat

lIIa- 
n"j
 z 29 bpca b.r.: 
..I w ŻYCIU, i w sztuce niewątpliwie 
najlepiej jest gdy .istmeje pewna wy- 
miana wzajemnych swiadczeń pomię- 
dzy pokoleniami. 21e jest gdy liztuk
 
zasiedzą starcy, ale jeszcze gorzej 
gdy wysadzają ich z siodła 'rnlodzi 
galopując do niką.d. Przed pięćdzle- 
sięcIU laty uczniów szkół artystyoz- 
nych uczyli rysunku starzy, często 
srodzy i sarkastyczni pr.ofesorowie. 
Póżniej, gdy uczeń miał naprawdę 
oryginalną osobistą wizję, mógł się 
buntować przeciw utartym formom, 
każdy na swój sposob. Dziś jednak. 
mamy uczniów, którzy nie chcą SIę 
niczego uczyć, bo są młodzi, a WIęC 
genialni. To nie jest naprawdę bunt 
przeciw zasadom starych lecz przeciw 
\Sztuce samej. W rosnącym chaosle 
grozi nam zmknięcie sam.ego artysty, 
w znaczemu człowieka, który urnie 
naprawdę robić coś czego Większość 
z nas nie potrafI. 
"Gdy ja byłem młody, bylIśmy po 
prostu młodzi, nie bylismy Mtodzlezą.. 
W tych czasach MłodZIeż nie zrobiła 
jeszcze kariery. Dziś nie tylko. wy- 
b:ła się na czoło, ale me ma chyba 
od mej ucieczki. Ilustrowane C.lRSO- 
pioSma, a zwłaszcza kolorowe, są 
wszystkie namiętny.rni cZdClel8.rnl 
Młodzieży. Jedno z nich powinno wy- 
dać numer specjalny, w głębokich 
fioletach i Żialobnej czerni, OplSUją.cy 
tragediI,"!, jaką jest ukończeme trzy- 
dziestki. Ow kult młodzieży jest w 
znacznym stopniu pomysłem maso- 
wej leklamy. Dąży ona... li z nle- 
lada powodzemem) do przekonama 
nas że w pierwszym i ostatnIm rzę- 
dzie jestesmy konsumentami. Jestes- 
my na tej ziemi po to aby zarabiać, 
wydawać i spożywać. (Jest to zapew- 
ne najniższa .opinia, jaką ludzkość 
kiedykołwiek nllała o sobie. Jej spo- 
łeczne i psycholo.giczne skutki wid:zi- 
my wszędzie dokoła). MłodZież jest 
obecme wielkim rozrzutnikiem. Mło- 
dzi mają dziś więcej pieniędzy niż 
ktokolwiek inny poza prawdziwynu 
bogaczami. Pewne gałęZie przemysłu 
młodzi zasypują deszczelIl funtowych 
bankno
ow. Nic więc dziwnego że w 
tych czasopismach, gdzie zatarł się 
przedział pomiędzy reklamą a mate- 
r,iałem redakcyjnym, panuje kult 
MłodZIeży. Sldwka jest na młodzież. 
::5tarzy się nie liczą; a że naJmniej- 
sza oznaka dojrzałości jest klęską, 
którą. tr
eba koniecznie odroczyć, 
młodzI medługo staną się jeszcze 
młodsi, skoro już dZiś dzieCIom w 
wieku szkolnym poświęca się coraz 
więcej uwagi"... 
KUKIELKJ 
!STEFANA BARANA 
"Stefan Baran miesz'ka w jedno- 
pokojowym apartamencie na Połud- 
niowym Kensingtonie pospołu z de 
Gaullem, \Vilsonem, Johnsonem I 
dwudziestu innymi swiatowymi przy- 
wodcami, z których każdy liczy BO- 
bie trzy stopy wzrostu i wisi na 
ścianie" - tymI słowy "Atticus" roz- 
poczyna notatkę o polskIm artyście 
i jego kukiełkach, umieszczoną w 
"Sunday Times"ie z 7 tjierpnia b.r. 
pod fotografią Barana w otoczendu 
wymodelowanych przez niego znako- 
mitości. Podobiefu;two [ch do orygi- 
nałów jest uderzające, rozpoznaje SIę 
je bez trudu. 
. ..Pan Baran - czytamy dalej - 
Jest bardzo skronmym, zachowują- 
cym się z rezerwą uchodzcą polskim, 
z zawodu artystą pracującym w dZie- 
dzinie sztuki stosowanej". Niewiele 
b.rakło, by kukiełki jego dostały 
Slę na ekran telewizyjny. Jedna z 
wytwórni brytyjskich (Granada T.V.) 
nooiła się z zamiarem użycia ich do 
spraw
zdań z parlamentu, lMezygno- 
wała jednak z tego zamiaru. NIe- 
dawno Baran jeźdZił do Paryża na 
zaproszenie pewnej angielsko-francu- 
sklej wytwórni filmowej, która chce 
posłużyć się jego kukielką de Gaul- 
le'a w filmach animowanych. "Gdy 
';le Gaulle się o tym dowie, wyobra- 
zam sobie, że rychło zdusi ten po- 
mysł" - zauważa "Atticus". Pewna 
amerykanska fabryka zabawek ku- 
piła od polskiego artysty wzór ku- 
kiełki Johnsona do masowej produk- 
cji gumowych podobizn Prezydenta 
.. tak elastycznych że mo.ż.na je wodzić 
za nos..... 
Baran jednak "nie troszczy SIę o 
pełne wyzyskanie handlowych mo.żli- 
w?ści. L
bi się po p
ostu bawić swy- 
mi kuklełkamI zasmiewając się z 
własnej pomysłowości. Mówi: ..Ub1e- 
ra,m je w kostiumy cowboyów z DZ!i- 
kiego Zachodu. Johnson w wielkim 
biały
 kapeluszu wchodzi do knajpy 
wołając: ...
a .dużo jest mi tego pif- 
paf na SWleCle! To SIę musi skoń- 

zyć!". - Wszyscy siadają 1 popija- 
Ją. Ale Barry Goldwater i de Gaulle 
dalej harcują po ulicy w czarnych 
kapeluszach. Przez okna strzelają do 
Johnsona, i Pll-paf zaczyna się na 
nowo. Do zabawy z kukłelkami Barn 
się też przebieram... Moimj ulubień- 
cami !Są Hogg i Home. Modelowanie 
ich 
warzy. spr
wi.ało mi prawdziwą 
przYjemność. Niestety, nie są oni dziś 
t
k .w
 jak kiedyś, toteż nmiej się 
mml bawIę. Tak to jest w przemyśle 
rozrywkowym, dziś na wozie, jutro 
pod wozem (..That's show bus nesli)". 
Nust\,pca. 


Pandora. 


recepta z kraj
,
,
. 
:.;v/;
' ............. 


n......:-... . 
,#:,¥:i;;.;.:.),
.
7,+.><,,:.""


 
..,.

-tO'łl5\t 'l 

o'l 
 "a\ta. 
'D-,c.
e. '1?6'tVl1eol .... o
a\t1 
1?ooz.nfIo n , ....... ........ A.1?otll 
....:....\.

;;\;

. c'bo-reg o 
ltn\ę 


tt.1'GiJl A ) 
RP' 1. 00 -ta."o1.. t
GiJlA) 
G 1.0 1!).1;. ZC)O -to."o1.. 
Li."or1 UJ1l @ zC) 1!).1;., t1'l'ElI'.C"i) C;Ił.) 
l1e1.1.er11. ara.geea tfPJ-1') 
-t1n 1C) ZO co tllpr . tf?J\1'C;IA 
1?eraa.n @ ZC)O 
. 40 cotll'P-,c. 
1'1.a.g11. @ ZC)O 1!).1;. ;ICJJ!.lA) 

 eca.-tor t5
A 

r 3 0 a.tIlp. 
1to"03. den 



 
ł 
:
 


22 RDLAND GARDENS. S.W.7 . FRE -3175 


.--------------------------------------------.------. 
E Wyśmienite duńskie wyroby masarskie : 
_ marki - 
- - 
- - 
- - 
- - 
- - 
- - 
- - 
- - 
- - 
- . 
- - 
- . 
- - 
_ wedlug recepty naszego mistrza - 
= sztuki kulinarnej G. TOMASZEWSKIEGO : 
: zadowolą najbardziej wybredne podniebienia. : 
: :2:ądajcie w sklepach żywnościowych: : 
_ PASZTETY (5 gatunków w 3 Wlcjowych puszkach) - 
_ GO'.fOWE DANIA MIĘSNE (9 gatunków w 15-mwJowych pusz- : 
: lmch) marki JENSEN, która jest gwarancją doskonałej jakoścI. _ 
. 
.---------------------------------------------------- 







 


W poprzednim 6-stronicowym nume- 
rze (1067) "Wiadomosci" (9 ilustra- 
cji): Giovannino Guaresc.hi, przełoży- 
ła Zofia Kozarynowa: Don Ca- 
millo w kołchozie. - Krystyn.1 Ja- 
nowska: Rymy staroświeckie. O nie- 
dobrej córce. - '1'adeusz 111 owakow- 
ski: Arkadia na gruzach ojczyzny. - 
}'elicja Kranc.owa: Jan TarnowskI. - 
Jeremiah (:urtin, przeł. Mieczysław 
Giergielewicz: Goscina w Zakopa- 
nem. - Kajetan (;zarkuwski-Gole- 
jewski: O metropolicie Szeptyckim. 
Jan OstlUlzewski: Zagadnienie 
"Wesela" i jego aktualnosc. - 
Ia- 
rian Kukiel: Jak to było naprawdę 
z NiemcamI i z nami. - 
andora: 
Puszka. James Forrestal. - Józef 
\Vułf, przełożył l\liec.zysław Zarzyc- 
ki: Pochwała Heinricha Grubera. 
- Michał K. Pawlikowski: Okno na 
Rosję. - Następc.a: W oczach Za- 
chodu. - Korespondencja (Andrzej 
Ciechanowiec.ki. Bolesław 
omian- 
Piątkowski. Leon Mitkiewicz. Ignacy 
Kołłupajło). - Kronika. 


 


Paczki do wyboru 


NAJSZYBCIEJ 


PIENIĄDZE 
201 złotych za £ HASKO BA LTD. 


WOLNE 


OD 


CŁA 


WYWIAD Z KOES'1'LEREM 
ZapowiadaJąc że jesienią b.!I'. p.t. 
,,iDeI' gottliche Funke (Iskra Boża)" 
ukaże się niemiecki przekład najnow- 
szego znakomitego dzieła Arthura 
Koestlera "The Act of CreatiOll (Akt 
twórczy)" hamburski tygodnik "Zeit.. 
z 5 sierpnia b.r. zam,leścił obszerny 


- 


w") The Massey Lectures. The Real 
orld of Democracy by C.B. l\lac- 
Pberson. Oxford, Clarendon Press, 
?Xford University Press, 1966; str. 
OnI. i 67 i 3nl. 


81 CROMWELL ROAD, LONDON, S. W. 7. 


'1'el. FRE 7888 


Maria Danilewiczowa.
		

/Archiwum_002_06_256_0001.djvu

			4 


WIADOMOSCI 


Nr 1068, 18th September, 1966 


S I LV A 


ERUM 


WLASU1WE l WSKAZAlIóE 
NIe nalezy przt:ceniać wazności 
sprawy uznawa. przez Niemcy za- 
chodnIe granicy Oary-Nysy, którą za- 
wdzIęczają własnemu bezspornemu 
wysiłkowI i na którą bezsporme za- 
:słuzyli. Jeśli porosną w pIóra - a 
nie ma wątpliwości ze już porastają, 
I to w Clł:2.Kle, kapiąct: oa złota - 
nic nit: stanit: na przeszkodzIe aby 
oozegnać SIC od mej Jako od jeszcze 
jt:dnego "swistka papIeru" . 
Wazmejsze jest aby granicę uzna- 
ły ::5tany Zjednoczone i Wielka Bry- 
tama I zaprzestały wreszcie gry god- 
nej małych szulerów. Przyzwolic po 
tchórzowsku na ograbienie sprzy nue- 
rLeńca, przyobiecać mu odszkodo- 
wanie i zapomnieć o tym w złudnej 
nadZieI dogadania sił: nie wiadomo 
L kim, nle wiadomo po co i nIe Wla- 
dumo JakinI kosztem, nie jest zgodne 
nie tylKO z uczclwoscią polItyczną ale 
l L własnym wtert:sem. 
Przez dłuższy czas zachowywano 
na ten temat wstydlIwe milczenie. 
'.I't:raL mnożą. się oSwIadczema ktore 
wspierają oporność. Bonn. Oto cleve- 
landzkle "Wiadomości Codzienne" 
przytaczają następującą. deklarację 
podsekretarza Departamentu Stanu 

orge'a W. Balla: ,,Decyzja co do 
uLDania granicy polsko-niemieckiej 
na t.zw. linii Odra-Nysa musi być 
powził:ta wyłącznie przez naród nie- 
mlecki". Przy czyn
 Ball dodał że 
Lajmowanie przez Stany Zjednoczont: 
Htanowlska w tej sprawie byłoby nie- 
właściwe I bez pożytku. 
O'imielamy się powiedzieć ze nie 
tylko by było właściwe, mImO ze na- 
I UI!zyłoby rzekomą suwerennosć 
Bonn, ale i wskazane - przez po- 
wiedzenie niewolnej Polsce że Za- 
chód jest z nią.. 


RZ

Z
OS
OLł1A KAllZUECKA 

 łERZ.t).DE.'\1 S'1'OI 
W swojej pasjonującej kSlązce 
"polska mało znana" lParyz, Insty- 
tut LIteracki, 1966} pisze George J. 
ł.'lemming: "Polska rzeczywistosć me 
jest czarno-.blała - jak tego chcą 
niektórzy, ani konformIstyczna - 
jak chcą inni. Mieni się wszystkimi 
kolorallll widn1a". 
Taka właśnie ,polska wyłania się 
z kart tego reportażu, po
bawionego 
tt:ndencjl polItycznych. nie marnują- 
cego czasu na zwalczanie komunizmu 
w teorii, ograniczającego się do o- 
bIektywnego ukazania faktów w ca- 
łym ich Laplerającym oddech chao- 
Sle, absurdzie i piątym wymIarze. 
Z "PolskI mało znanej" przytacza- 
my trochę wyjątków charakteryzu- 
jących pOlltaWę społeczeństwa wobec 
rozmnozonego potomstwa pseudopro- 
letariackiego króla Ubu. 
. 
PrLed kilku laty w "Szpilkach" 
ukazała się karykatura znanego sa- 
tyryka Jerzego Zaruby przedstawia- 
jąca chłopską rodzinę siedzącą przed 
telewizorem z materacowym wzorem 
na ekranie. 
- Synchronizacja pozioma nawa- 
lIła - biegł dialog. 
- - Musi, Maclaszkowa zauroczyła. 
Ten genialny skrót najtrafniej oce- 
nia sytuację w Polsce i jej niepowta- 
rzalny, pełen uruku surrealian.. 
. 
Każdy lila taki Zachod na jakI za- 
sługuje. 


. 


Zapotrzebowanie na Liusty Stalina 
jest właścIwie dzis minimalne, a pro- 
ponowane kiedyś przez Słonimskiego 
.lałączallle popiersia w gipsie do po- 
dania o paszport zagraniczny dla bez- 
partyjnych - nie przeszło. 
. 
Dawniej w czasach węglowo-stali- 
nowskiej niesprawiedliwoŚci mawiało 
SIę przy wódce: ..No to zdrowie pol- 
skich kolejarzy. Bo żeby nie oni, to 
byśmy musieli węgiel kubełkami na 
granicę radziecką nosić". - DZIś się 
mówi, j:e lepiej sprzeda.wać na wsch,óa 
statki, bo przynajmniej same płyną.. 
. 
Mówi się o Gomułce, że był genial- 
nym dzieckiem, bo kiedy miał lat 
sześć wiedzIał tyle o ekonomii co 
dziil. 


. 


..(Myślenie ma koloSdlną przyszłość" 
_ pouczał przed wIeloma laty war- 
szawski kabaret - ale członkowie 
K.C. i rządu rzadko chodzą do ka- 
baretów. Kto zresztą ma myśleć, czy 
może szef wydziału admmistracyjne- 
go K.C. gen. Witaszewski ? Niepełna 
szkoła powszechna i radziecka szko- 
ła oficerów politycznych, to trochę za 
mału do myślenia, a marxizm też nie 
jest "lekarstwem na głupotę", jak 
powiedział kiedyś któryś z wysO'ko 
pOlltawionych aparatczików. 
. 
1'u są więc rzeczy nieuniknione, 
a du 'Przeprowadzema ich wbrew 
wS.lystkim i wszystklemu wynajmuje 
się ludzi twardych i bezwzględnych 
takIch jak chodzące dno intelektuał- 
ne czyli Gazrurka [gen. Witaszew- 
skI]. 


. 


Nie darmo powstało powiedzenie, 
że najlepszym sposobem pozbycia się 
pluskiew, byłO'by ich upanstwowienie. 
. 
..NIe przejmuj się swoją rolą, bo 
i tak Clę o...... ą" - stało się po- 
wszechnym hasłem. 
. 
Inną klęską Jest niedouczenie per- 
sonelu, który w :zasadzIe powlnien 
przecież przynajmniej przejść jakiś 
skrócony kurs towaroznawczy, choć- 
by po to by w "Delikatesach" sto- 
łecznych nie sprzedawano kubańskich 
langust jako ..Liberty w sosie wła- 
snym" lczy trzeba dodawać, że "Li- 
berty" jest marką producenta?'. 
. 


..Musi - to na Rusi" - to stare 
powiedzenie wcale niQ straciło na 
wartości i jest dziś w kraju tak sa- 
rno aktualne jak w czasie kiedy po- 
wstało. 


. 


Te impO'rtowane z iRusi metody nie 
trafiały wcale do przekonania, a że 
mkt w ogóle nie był przekonany o 
wyższości systemu i t.d. radzieckie- 
go, ani ..nowego socjalistycznego 
człowieka" - więc powstały obiego- 
we powiedzenia jak ...głowa radziecka 
sześć na dziewięć", albo ..głowa ra- 
dziecka, rozum dziecka", chyba naj- 
dosadniej malujące brak szacunku 
dla wschodniego sąsiada. 
. 
Nabożne celebrO'wanie wszystkiego 
co radzieckie przez władze polskie 
wywoływało tylko kpiny, toteż jed- 
nodniowe opóźnienie występów rno- 


skiewskiego MChATu tłumaczyła 
Warszawa koniecznością przerobienia 
foteli w Teatrze PolskIm na klęczm- 
ki. 


. 


Tak samo chyba uiekonstytucyjne 
jest nazwanie przez warszawski lu- 
dek kamiennej figury trzech biega- 
czy przed Stadionem X-lecia na ::5as- 
kiej Kępie - pomnikiem repatrian- 
tów ze WschO'du: bo są goli i szybkO' 
biegną. 


. 


Wszystko to razem nie przeszka- 
dza że Polska czuje się Zachodem, 
a niemiecka bariera mIędzy kultu- 
ralnymi braćmi, Francją i Włochami, 
nie jest niczym nuwym. Okazuje się 
że myślący symbolami Rosjanie zda- 
ją sobie z tego sprawę, bo Adżubej 
kiedyś powiedział w Warszawie: "A 
wasz anoł tak wsjo i na zapad smot- 
rit" - co uprzytolundo obecnym, 
że rzeczywiście llasz orzeł ma głowł: 
zwróconą w lewo, czyli - na za- 
chód. .. 


* 


Czasem owocem długiego pobytu 
jest cały cykl bzdur opublikowanych 
w formie krótszej lub dłuzszej książ- 
ki, bzdur mających ni€lItety na ogół 
twarde życie. 
Brytyjski reporter donosił kiedyś, 
że w starym Krakowie zmieniono na- 
zwę ulicy świętego na Solskiego, któ- 
ry był dowódcą komunistycznej par- 
tyzantki. . 


. 


Wysoko uprzemysłowione jeszcze 
przez monarchię austro-węgierską 
Czechy były zaLdrosne o swój stO'- 
sunkowo wysoki standard życia, i 
tym tłumaczy się dowcip, że w Paż- 
dzierniku Węgrzy zachowali sił: jak 
Polacy, Polacy jak Czesi, a Czesi jak 
świnie - aż do zatrLymania polskich 
transportów z plazmą, opatrunkami 
i żywnością przeznaczoną dla Buda- 
pesztu. żaden też pewnie kraj na 
wschód od LaJby nie miał tak uroz- 
maiconej słu2Jby bezpIeczeństwa, zor- 
ganizowanej aż w trzech mlnister- 
stwach, co pozwoliło zwierzyć SIę 
kiedyś siedzącemu dziś w więzieniu 
mmistrowi Barakowi, na przyjęciu w 
polskiej ambasadzie, że "w Czecho- 
słowacji takie rzeczy jak w Polsce 
byłY'by niemożliwe, bo tu każdy oby- 
watel jest obstawiony". 
... 
Mniej mówi się o pODIUCY radziec- 
kiej przy odbudowie kraju a coraz 
częsciej podkreśla że tO' sam naród 
własnymi siłami, bez planu Marshalla 
lco zresztą jest naj czystszą prawdą) 
odbudował i 7Jbudował to co jest dziś. 
A ludzie sobie sami dośpiewują: I 
przy braterskim okradaniu Polski 
przez Związek Radziecki. 
. 
Jest łatwy sposób na zdrapanie z 
Czecha warstwy miłości i przywiąza- 
nia do Związku Radzieckiego: wy- 
starczy go spytać, co SIę dzieje z wy- 
dobywanym w Czechosłowacji ura- 
nem - wtedy kazdy zwy,kły Czech 
zaczyna się plenić, co zadawałoby 
kłam rosyjskiemu powiedzeniu, że 
uni, Rosjanie, też chcieliby zrO'bić 
Pazdziernik, tylko się Czechów bOJą. 
Bo, z drugiej strony, jak głosi po- 
pularne powiedzenie: każdy Czech 
ma w szufladzie warkocz - bO' IJloże 
kiedyś przyjdą Chińczycy... 
. 
Po okresach odwilży, ..stu lat", 
..błędów i wypaczeń", nadszedł czas 
Polski Moczarstwowej lod MO-cza- 
ra). Obroto\"e pr.ledmurze obróciło 
się jeszcze raz - ktO' wie czy tym 
raze.m nie na długo. 
. 


Związek Bojowników o Wolność i 
Demokrację przetwarza się powoli w 
prywatną partię, chyba nie bez przy- 
szłości, skorO' stary gimnastyk Cyra- 
no de Premierac już tam przymknął. 
. 
Jeszcze przed niespełna dwoma la- 
ty został uniewinniuny pewien gentle- 
man postawiony przed sądem za opo- 
wiadanie dowcipowoGomułce. Wer- 
dykt opiewał, że ponieważ Gomułka 
nie jest członkiem rządu, nie mOL.e 
być mowy o obrazie takowego -a 
jeżeli dowcipem poczuł się dotknięty, 
może dochodzić mtysfakcji na drodze 
oskarżenia pryw \tnego. Ale od tego 
optymistycznego wydarzenia minęło, 
jak się rzekło, dwa lata i kIlka pro- 
cesow z oskarżenia publicznego i nie 
o dowcipy. 


. 


Także regułą jest podsłuch roz- 
mów zagranicznych, a niedawno zna- 
jomy cudzO'zit:miec, k
óry chciał roz- 
mawiać z zagranicą, opowiadał mi ze 
telefonistka zapytała go, w jakim 
języku będzie prowadzona rozmowa, 
bo jeżeli po szwedzku, to prosi gO' 
żeby zadzwonił p6źniej, bo... tłumacz 
wyszedł na obiad. 
. 
Inni znów duznają napadów parok- 
syzmów antysemickich - zwłaszcza 
po takiej kolp.jce jak światło, Bialer, 
Monat, Tykociński - w takt wybi- 
jany Gazrurką, którego od antyse- 
mityzmu nie powstrzymuje nawet żo- 
na l2:ydówka lreprezentująca zresztą 
rozsądek w tym stadle'. 
. 
Znacznie mocniejsze formy, jak się 
zdaje, przybrało czyszczenie M.S.iW. 
z elementu niepewnego, czyli tym 
razem żydów, któr.lY kiedyś zajmo- 
wali niemal wszystkie wyższe stano- 
wiska w aparacie bezpieczeństwa. 
Mylące przybrane nazwiska jak Ró- 
żański, Naszkowski, Birecki i t.d. 
sprowokowały dowcip według które- 
go najpotrzebniejszą ksią.żką tO' pol- 
skie "Who is Amhu" lamnu, po heb- 
rajsku - swoj). 


. 


Co dO' WitaszewskIego jeszcze jest 
jakaś nadzieja: fatalnie prowadzi sa- 
mochód - ale Moczar ma szofera. 
. 



 


Rozmaitości 


Na Jwrsach wiecwr.owych w 130 
uczelniach londyńskich wykłada S>lę 
600 przedmiotów. 
Pewnemu autorri'obiliście w Londy- 
nie zapalił się motor. Pożar ugaszO'no 
mlekiem z przejeżdżają.cej wł.aśnłe 
ciężarówki hurtowni mleczarskiej. 
. 


19-1etni AngLik chciał się zaciągnąć 
do ochotniczej służby wojslwwej. lecz 
nie mógł się zdecydować, bo żal mu 
było się rozstawać z ukO'chanym 
psem, wilczurem. Komisja pobO'rO'wa 
postanowiła przyjąć ich Obu. Z przy- 
dz.iałem dO' ża.Ddarmerll. 


Raz zatrzymano cudzoziemca, któ- 
ry bezczelnie fotografował dom K.C. 
- tak Jakby nie było pocztówek z 
tym budynkiem w kioskach. 
. 
Na temat głupoty milicjantów J warto dO'dać że 
nie tylko czekało tam ich interno- 
wanie, &le że wrota były dla nich 
na roścież otwarte i ta ni mniej ni 
wIęcej, niż zarząd.lemem ówczesnego 
niemIeckiego naczelnego dowództwa 
z marszałluem HindeniOurglem i gen. 
Secktem t m.p. Kołobrzeg), organi- 
.latorem i <1owódcą tworzącej Się 
wówczas ..Reichswehry" na czele. 
Po klęsce sow.ieckieJ przed brama- 
mi Warszawy, w niemIeckich sferach 
rządowych, a szczególnie w naczel- 
nym dowództwie niemieckim, zapano- 
wał nastroj przygnębiema, tak liczo- 
no wpwczas na katastlOlt"ę odraazają- 
cej Slę PO'lski. 
W wypadku uchodzącego ku wscho- 
dowi sowIeckiego korp.usu konnego 
Gaja, w Prusach Wt!Chodmch nie tyl- 
ko pilotowano go, ale i zaopatrywa- 
no. Tylko dzięki memieckiej pomocy 
korpus ten, mocno przez Das prze- 
trzebiony, mógł wz,iąć udzlał w bit- 
wie nad Niemnem. 
Wiemy, że po przegranej przez So- 
wiety wO'jnLe j ryskim pokoju, rząd 
niemi
cki, pod nacIskiem wspomma- 
nych przedstawiciel,i ni,emiec:kiego na- 
czelnego dowództwa, powziął aecyzję 
wspomagama sowieckich s11 zbroj- 
nych w Ich reorgamzacji oraz w roz- 
woju. Przebywający w .owych latach 
w Berlinie emllianusz sowieckJ Ra- 
dek kusIł nawet NlenlCów do powtó- 
rzenia, tym razem wspólnegO', najaz- 
du na Polskę. W następnych dwóch 
latach (minlster :>praw zagranIcz- 
nych Rathenau - 192,2) usprawniO'- 
no współpracę niemiecko-sO'wiecką. 
traktatem w Rapa:Mo, którego ostrze 
zwrocone było przec1w nam.. 
Traktat ten w zaikJtuiizowanym wy- 
daniu zawisł nad nami od 17 wrze- 
śnia 1939. Byłoby lekkomyślnośc1ą 
abyśmy w nadchodzących wydarze- 
niach wyłączali możliwość porozu- 
mienia niemiecko-moskiewskiego. 


Antoni 
Lymanski. 




 


NIEUDANY NUMER SPECJALNY 


Ho redaktora ..Wu
dOlnoiici" 


W d:ł;ugim szeregiu ..numerów spe- 
cj,aLnych" opracowo}'Wanych prze'z re- 
dakcję .. W'iadomośoi" rL p.odz1wu god- 
ną wytrwałością. od bhsko pół wie- 
ku, numer pośw.ięcony pall1llęcL .Jana 
BlelatowJcza jest jednym rL najsłab- 
szych. Robi wrażen1e ubrania uszy- 
tego na wyrost i jest dość chaotycz- 
nym zestawem rzeczy 18totnych '" 
przypadkowymi :i przeleżałymi. Zdu- 
mieme budzi rozsadzajlłC& kompozy- 
cję rozrzutność materiału hagiO'gra- 
ficznego. Kropką nad i jest repro- 
dukcja rękopisu Zmarłego. Brakiem 
posLallowama dla kultury Zmarłeg.o 
nazwałbym swego rodzaju novum w 
dz.iejach pośmiertny.ch n\JJInerów spe- 
cjalnych - opinie o Zmarłym za- 
czerpnięte z listów kondolencyjnych. 
L, tej kaplk:zki-numeru, wychyla Sił: 
w Btronę ozyteliruika PO'stać beskidz- 
k,iego świątka, uśmiechnięta zaśw
a- 
towo, i czytelnik zastanaWliia się, 
gdzie Silę podZiał ten z krwi i kości 
Bilelatowoic.l, jakIm go znamy rL woj- 
ska, z poJemik i ikry,tyk liiter8lCkich, 
z "pub"u czy rG akcjli partyjlllO-poLi- 
tycznej. 
Z drugiej strony, numer zieje lu- 
kami. Zmarły był 
ie.nnikarzem, iI'e- 
daktorem pół tu:mna czasopism emi- 
gracyjnych, CO' prosiło SIę o osobny 
artykuł. Głucho również, j,eślli chodzi 
o przegląd działalności. Bd.eJatowlcza 
jako wydawcy i niewiele jako o kro- 
nikarzu dz.iejpw Brygady Karpac- 
kiej. BieJ.atowd.c:z był nadto bibliogra- 
fem ł pozostawlł po sobie szereg 
pr.zyczY!!lków w tej 
e, z któ- 
rych pIOnierską wartość mają prace 
dotyczące druków polskich we Wło- 
szech oraz czasop1Śimienni-Ctwa pol- 
skiego na Bliiskdm Wschodzie. 
(Btbliograf.ii prasy kato1ickJiej na 
emigracji, o której donosił mi w jed- 
nym z listów, zapewne nie zdołał już 
wykońcliYć, co jest niepowetowaną. 
szkodą). 
Wreszcie, czy. numer bielatowl- 
czowskd nie był okazją dO' studium 
o BielatO'wiozu jako o plsarZIU kato- 
li
im, w .swej charakteryatycznej od- 
mianie, jaką slanoWlił polskli ka.told- 
cyzm BleJ.atO'w&cza? 


Jan Kowalik 
l::> u n.n y v a l e). 


KRO 


El'YA'IOLOGIA NICKA 


Do redaktora ..WiadomośCi" 


Znakomity Fryderyik Goldschllag 
(,,\Viadomości"', nr 1062) pisze .o dia- 
ble angielskim: ..Najdztwniejsza chy- 
ba naZiWa, to ..oid Nick", której po- 
chodzenia nikt nie potrafi wy ja- 
snić". 
"Oxford English Dictiona.ry" poda- 
je że "ni ck" to prawdopodobnie skrót 
lnlienia ..NichO'las". świeżo wydany 
"The Oxford Dictionary ot English 
Etymology" również wyprowadza po- 
chodzenie ..NI ck" od "iNicholas", ale 
zastrzega się "but no reason for auch 
an appl1cation is known". 
Ma raoję dr Goidschla&" nazywając 
niedorzeclinym przypuszczenie Sa- 
muela Butlera że ,,iNlCk" pochodzi od 
imienia NiccolO' Machiavelli. Wiele 
języ,ków germańskIch ma analogiczne 
nazwy wodników, duchów, rusałek i 
diabłów. A więc niemiecki ..Nix" - 
wodnik, ..Nixe" - I"Usał1ka., nImfa, 
anglosaski ..nicol''' - duch wodny\ 
niemiecki ..Nickei" i duński ..nisse" 
- diabełek lub duch przekorny. 
E. C. Brewer w swym "Dlctiona.ry 
of Phrase and Fabłe" wyśmiewa do- 
mysł etymologiczny Butlera, nazy- 
wając go licencją poetyck/l., i wy- 
prowadza wyraz ..Nick" z mitolog.ii 
skandynawskiej l "ni'Cor", "nyikr", 
..nekken" , ..nikJ<.en" i t.p.,. 


Piotr BorkowskI. 


H ł CH 


Do redaktora ..WiaclolllOAcl" 


Nie wiem, czy ma rację p. Michał 
Chmielowiec, gdy w swej śwd.etnej 
recenzji wytyka PiotroWl Guzemu pi- 
sownię pewnego ZIIJaIlego lecz we- 
przystojnego słowa przez ..h" za- 
miast "ch" l..Wiadonwści", nr 1050}. 
Niestety bowiem, wymllerają lud:zde 
- już przed wojną. bardzo nie1JLczni 
- .którzy rozróżn:iają dźwięki ..h" II 
..ch". Obawiam SIę że za jakieś 10- 
15 lat nie będzie na śWileClle ani 
jednego Polaka, ktpry by przynaj- 
mniej wiedział o ilStnlejąoej w za- 
mierzchłych cwsach reg.t.onalnej r6ż- 
nilcy dźwiękowej. Już w r. 1936 za- 
sady pisownt ustaliły że Się pisze 
..puchaoz" , choć np. dla mojego ucha 
pi,sownia ta brzmi dziwnde. A re- 
daktor "Wiadomości" postwnowil że 
się pLsze ..hu1igan" a noie ,.,cl1uliLgan". 
A przeoie słowO' to, choć pochodzenia 
ang.ielskiego, przyszło dO' nas via ję- 
zyk rosyjsk'l, który nie iZ1lia gardłO'- 
wego dzwięku ..h". lO Ue wiem, w 
Polskiej Rzoozypospo1itej Ludowej 
pisze się ,.,chuligan"). 
Nadto pary.ska ..Kultura" ogłasza 
wydanie ksią.żki MihajłO' Mdhajłowa 
- osoby pochodzenia rosyjskiego. To 
tak Jak gdY'byŚInY polskie nazwi- 
sko ..Michałowski" pisali "Mihałow- 
ski". 
Czy więc l!Iiie Zib1iża się cz.a.s roz- 
stania się z "ch", tak jak Rosjanie, 
nawet na em'lgracji, dawno pożegnaLI 
się z .lit
rą "j
t'::- Niedług
 będzi
: 
my plS8.łi: ..hCIeć , ..hmura, ..hart 
19atunek psa), no i "Mihał". 


lUicba.ł K. Pawlikowski 
lBeł-keley). 


BRONIJJ; MOJE SILNIKI 


Do redaktora .. WUIAlOlDOŚci" 


Kilka mie.sięcy ternu minęło 205 lat 
od czasu gdy na łamach ..W.ladomo- 
ści Polskich" uk>azał się mój pterw- 
szy artykuł, opowiadanie "Come on, 
GeO'rge" . 
Nie byłoby zgodne z prawdą, gdy- 
bym stwIerdził że przeczytanIe mego 
nazwiska w artykule z aluzją do 
..oślej łąki" lnr 1052) sprawiło mi 
szczególną. przyjemność. Jubileusz 
nieZibyt zaszczytny. 
Nie wiem kim jest p. Tadeucz lA- 
sic.ki i dlaczego ma być autorytetem 
w sprawach stylistyki!, wiem nato- 
miast, że gdybym ;napisał zgodnie ze 
wskazaniami p. Lisickiego ..brO'nili 
silników przed mrozem", zdanie to 
nie brzmiałoby dobrze. Być może że 
w ceearsko-królewskich gImnazjach 
tak właśnie uczono, ale dla człowie- 
ka, który ma wyczucie języka pol- 
skiego, ..bronil:i silniiki" brzmi lepiej, 
niż ..bronili silników". 
..Ach, trociny... trociny..... -wzdy- 
cha p. Li.sIcki. Zgad:z.am się, tyłko że 
ja widzę te trociny właśnde w ar- 
tykule aut.ora o ..oślej łące". 


Bolesław Pomlan 
lMontreal). 


N I K A 


"absurdalne dziś :zestawienie roli 
współczesnego pi:śmiennictwa emigra- 
cyjnego z rolą powstałej w czasach 
niewoli literatury wielkiej emig.racji 
polistopadowej" . 
Tymcza,sowy wniosek ogólny roz- 
ważań p. Fischer brzmi jednak to- 
nem pozytywnym: "Jest to praca 
prezentująca - pisze o pierwszym to- 
mie - oLbrzymi materiał, zebrany z 
wielkim trudem, przedstawiająca w 
wielu działach (szkoda że me we 
wszystkich) pełną bibliO'graflę utwo- 
rów często nie znanych lub zapomnia- 
nych, rozproszonych w czasopismach 
i periodykach emigracyjnych, i dla- 
tego pożyteczna dla wszystatich ba- 
daczy, któr,zy w przyszłości podejmą 
pracę nad poszczególny.mi rLagadnie- 
niami literatury emigracyjnej". 


JESZ
ZE O "LI'1'ERA'1'URZE 
POLSKIEJ NA OBCZYZNIE" 
W t. IV czasopisma "PrO'blemy Po- 
loniJ ZagranicZl11ej". wydawanym 
przez Komitet Badań nad Kulturą 
W spółczesną PO'lBkiej Akademii Nauk 
ukazałO' się obszerne omówienie t. I 
"Literatury polskiej na obczyźnie" 
pipra p. Beaty Fischer. 
..Zebranie, uporządkowanie i opra- 
cowanie syntetyczne piśmiennictwa 
polskiego na emigracji - stwierdza 
na wstępie recenzentka - było pracą 
niezmiernie trudną, ponieważ litera- 
tura ta rodziła się na różnych kon- 
tynentach i w różnych krajach i w 
okresach, dotarcie zaś do większości 
utworów rozsianych po cZaBQpismach 
wymagałO' dużego wysiłku, tym bar- 
dzIej że redakcja ,,-Literatury polskiej 
na obczyźnie" nie ograniczyła się do 
przedstawienia dorobku polsklego w '1'OLA KORIAN I TYMON 
dziedzinie literatury pięknej, jak to '1'ERLECKI W GHANIE 
mógł sugerować tytuł, ale zamiarem Na zaproszellle International Folk 
jej było dać przegląd całoŚci plśrn..ien- Music CO'uncLI i uniwersytetu w Le- 
nictwa polskieg.O' .w tym okresie". gon Tola LKorian i Tyrnon TerleckI 
ZamIar ten nie został!, zdaniem p. przebywali na przełO'mie Mpca i sier- 
I<'ischer, urzeczywistniony konsek- pnia hr. w Ghanie ł brali udział w 
wentnie, ,bo ksią.żka nie obejmuje do- dO'rocznej konferencji etnoffilUzykO'lo- 
robku naukowegO' IW języku polskim, gicznej. TO'la Kor.ian, iktóra jest człon- 
choć uwzględnia prace tego typu w kiem I.F.M.C., tradycyjnie pełniła 1'0- 
językach obcych (n'b. poza dziedUną. lę tłumaczki. Obrady toczyły się w 
historii takich prac prakJtycznie bio- języku angielskLrn, francuskłm i nie- 
rąc jest niewiele). W dalszym ciągu mieckim w pięknym campusie un1- 
recenzentka omaw.ia krytycznie dz.1e- wersytetu ghanaj.skiego, położonym 
sięć r.o
praw składających się na w odległości ki,iku mil od stolicy kra- 
pierwszy tom ,.,L1teratury", ale jej ju Accra. W spotkaniu w7Jlęło udzlB.ł 
niezadowolenie (podobnie jak jej ko- 90 osób przybyłych z 23 .krajów. Pol- 
leżanki z "Kultury i Społeczeństwa" ska (podobnie jak Związek Sowiecki) 
_ por. "Wiadomości", nr 1062) sku- nie była reprezentowana, choć przy- 
pia się na rozprawie wstępnej prof. byli delegaci z Węgier i z CzechO'sło- 
Weintrauba.. Szczególrue drażni ję. wacjl. 


Polacy na fresku z Grosvenor Square 


J 


.>1 


-:.
 


(. 


;)' . 


.t. - 


, o'; 
 . 



._.- 
..;; 


-{ 


.
 " 


. f" 
-,.,;"" 
., . 


" 
'" 


. 
,I 




'


."'; ...., 
, 
'C" 


d 


.

->; 



ę 


" 
l 


'" 
., 


_"'" -1]: 


L 



.> 


- .' 


.. 
. --- 



,