Głos Uczelni : pismo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika R. 20=36 nr 5 (2011)

dS£ierJ/(303) ’Map201 T Rok XXO*kVI) * .
P	* , T 230-9710 Cei?5 2zl
ucseini
PISMO UNIWERSYfETU MIKOŁAJA KOPERNIK
>>>
SUKCES RZEZBIARZA U PREZYDENTA RP
Stanisław Kośmiński, student IV roku rzeźby na UMK, zwycięży) w konkursie na projekt statuetki, która
wręczana będzie przez Prezydenta RP najlepszym polskim firmom w corocznym konkursie o Nagrodę Gospodarczą Prezydenta RP - czytaj str. 5
Nagrodzony projekt
EUROPA U EKONOMISTOW
ŚWIĘTO BIBLIOTEK W dniach 9-13 maja na UMK odbyto się szereg
imprez w ramach Tygodnia Bibliotek
W dniach 9-21 maja na Wydziale
Nauk Ekonomicznych i Zarządzania gościło 80 studentów i 25 wykładowców z 10 krajów
Europy, którzy wzięli udział w programie wykładów i warsztatów dotyczących technologii
informacyjnych i komunikacyjnych jako źródeł innowacji biznesowych.
UMK WCIĄŻ W CZOŁÓWCE
Nasza Uczelnia utrzymała 5 miejsce wśród polskich uniwersytetów w rankingu szkół wyż¬
szych ogłoszonym przez dziennik „Rzeczpospolita" i pismo „Perspektywy"
PREZENTACJA NOWOCZESNEGO CENTRUM |
11 maja w Bibliotece Uniwersyteckiej odbyta się konferencja, podczas której przybliżono
planowane działania i szczegóły organizacyjne Interdyscyplinarnego Centrum Nowoczes¬
nych Technologii UMK, które powstanie w miasteczku akademickim na Bielanach
Gospodarzem tonferencji był kierownik .projektu pro*	-
Hale produkcyjne zakładu Apator były scenerią znakomitego
Instytutu B-61 „Czas retencji" (fot.A.Romański)
Na zakończenie Festiwalu publiczność obejrzała spektakl „Siostrunie"
przygotowany przez Akademię Muzyczną w Bydgoszczy (fot A Romański)
Toruński Festiwal
Nauki i Sztuki
15-19 kwietnia 2011
>>>
www.glos.umk.pl W NUMERZE
Kronika rektorska	4
Spotkanie nauczycieli filologów	4
Inwestorzy potrzebują fachowców	5
Odszedt Lucjan Broniewicz	5
Sukces mtodego rzeźbiarza	5
Z posiedzenia Senatu	6
Forum Przedsiębiorczości Akademickiej	6
Kresowego akcentu się nie wstydzę	7
Rok szczególny	8
Danuta Jabtońska-Frąckowiak
(1925-2011)	10
Archipelag wiedzy	11
Prof. Stanisław Gorgolewski
(1926-2011)	12
Pamięć o prof. Hutnikiewiczu	12
Chemia w roli głównej	13
Zapraszamy na tamy	13
Na tropie Kopernika	14
Kridlowskie paczki	16
Wilno Mitosza	17
Kopernik w świecie	18
Konferencje naukowe	18
Rock'n'rollowa historia sztuki
w Bydgoszczy?	19
Tęsknota biegacza	20
Prof. Jan Mirosław Kasjan
(1933-2010)	22
Prof. Henryk Rochnowski
(1947-2011)	23
O Stawku	24
Nowy Klub Stowarzyszenia Absolwentów
UMK	25
Barwy historii	25
Elżbieta Siemianowska
(1936-2011)	26
Szachy	26
Wrona skonała, napis przetrwał	27
Toruńscy studenci
o literaturze	27
Na Węgrzech	27
Jedyna nadzieja	28
Szanujmy wspomnienia	28
Zaraz wracam	28
Pomnik dla Misiu	29
Co robi ta fabryka?	29
Wydział UMK w Grudziądzu?
dzu kierunków, których nie ma w ofer¬
cie kampusu toruńskiego i bydgoskiego.
Władze miasta zainteresowane są m.in.
kierunkami sportowymi. Być może, nowy
wydział mógłby zaoferować pedagogi¬
kę sportową czy zarządzanie sportem.
Wzmacniane byłyby także już istniejące
kierunki. Potencjał ma ratownictwo me¬
dyczne z uwagi na znakomite zaplecze
- szpital miejski z nowoczesnym oddzia¬
łem ratunkowym i dobrze przygotowaną
kadrą medyczną.
Stworzenie wydziału zamiejscowego
wymaga także zachęcenia naukowców
z Torunia i Bydgoszczy do podjęcia pra¬
cy w Grudziądzu. Mógłby temu służyć
korzystny system przeliczania godzin dy¬
daktycznych czy - zapowiedziana przez
prezydenta Malinowskiego - możliwość
uzyskania mieszkania służbowego.
Planowane zmiany weszłyby w życie
od roku akademickiego 2012/2013.
(czy)
Czy w Grudziądzu powstanie sie¬
demnasty wydział Uniwersytetu?
Trwają rozmowy na temat przyszłości
Zamiejscowego Ośrodka Dydaktyczne¬
go UMK w tym mieście.
Zmiany są konieczne, bo nowa ustawa
o szkolnictwie wyższym nie przewiduje
istnienia zamiejscowych ośrodków dy¬
daktycznych. Możliwym rozwiązaniem
jest utworzenie wydziału zamiejscowe¬
go. Byłby on odrębną jednostką uczel¬
ni, z własną kadrą i dziekanem. Władze
rektorskie UMK rozmawiały o przyszłości
Ośrodka z prezydentem Grudziądza Ro¬
bertem Malinowskim.
Warunkiem rozwoju ZOD jest wzmoc¬
nienie zainteresowania studiami w Gru¬
dziądzu mieszkańców miasta i okolic.
Zdarzało się bowiem tak, że planowane
kierunki trzeba było zawieszać z powodu
zbyt małej liczby chętnych. Jak podkreśla
rektor Andrzej Radzimiński, jednym ze
sposobów jest prowadzenie w Grudzią-
uczeim
e-mail: glos-umk@umk.pl
Zespół redakcyjny:
Winicjusz Schulz (redaktor naczelny), Wojciech Streich
(zastępca redaktora naczelnego), Marcin Czyżniewski,
Andrzej Romański, Anna Supruniuk,
Zofia Chyła-Bełkot (korektor).
Stale współpracują:
Alina Dauksza-Wiśniewska, Marian Filar,
Sławomir Jaskólski, Piotr Kurek,
Stefan Melkowski, Edward Saliński.
Adres redakcji: 87-100 Toruń, ul. Gagarina 39,
pok. 4 i 5, tel. 56 611 42 89,
tel./fax 56 611 42 16
Opracowanie graficzne okładki: Edward Saliński
Opracowanie graficzne: Łukasz Aleksandrowicz,
Adam Dobosz
Druk: Wydawnictwo Naukowe UMK, ul. Gagarina 5,
87-100 Toruń, tel. 56 611-42-95,
e-mail: wydawnictwo@umk.pl
© Wszelkie prawa zastrzeżone
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych,
a także zastrzega sobie prawo do skracania
i opracowywania artykułów oraz ich tytułów.
Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i reklam.
Ogłoszenia wymiarowe - 1,5 zł za cm2
Dla osób związanych z UMK - 50% zniżki.
Serwis fotograficzny: http://glos.umk.pl/serwis_
fotograficzny.html
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
6.04.	JM Rektor A.Radzimiński spo¬
tkał się z dziekanami wydziałów UMK.
6.04.	Prorektor M.Tafil-Klawe na
zaproszenie marszałka województwa
kujawsko-pomorskiego uczestniczyła
w konferencji z okazji Światowego Dnia
Zdrowia.
11.04.	JM Rektor A.Radzimiński i pro¬
rektor W.Karaszewski spotkali się z Sa¬
morządem Doktorantów w sprawie sty¬
pendiów doktoranckich.
12.04.	JM Rektor A.Radzimiński oraz
prorektorzy D.Janicka, W.Karaszewski
i W. Wojdyło spotkali się z prezydentem
Grudziądza, Robertem Malinowskim
w sprawie przyszłości Zamiejscowego
Ośrodka Dydaktycznego.
13.04.	JM Rektor A.Radzimiński wziął
udział w XIX Ogólnopolskim Zjeździe Hi
storyków Studentów i Doktorantów.
13.04.	Prorektorzy A.Tretyn i W. Woj¬
dyło wzięli udział w spotkaniu w Klubie
Profesora, które odbyło się w Bydgosz¬
czy.
14.04.	JM Rektor A.Radzimiński spo¬
tkał się z ambasador Republiki Litewskiej
w Polsce, panią Loretą Zakarevićiene.
14.04.	JM Rektor A.Radzimiński i pro¬
rektor A.Tretyn spotkali się z delegacją
Federalnego Ministerstwa Edukacji i Na¬
uki RFN z dr Moniką Schidorowitz na
czele.
14.04.	Prorektor W. Wojdyło wziął
udział w promocji książki Haliny Mickie¬
wicz pt. „Dzieje kościoła św. Anny w Wil¬
nie w świetle literatury", którą zorgani¬
zowało Wydawnictwo Adam Marszałek
w Toruniu.
14.04.	Prorektor W.Wojdyło spotkał
się z prodziekanami wydziałów UMK.
14-16.04. Prorektor D.Janicka uczest¬
niczyła w posiedzeniu Uniwersyteckiej
Komisji Akredytacyjnej na Uniwersytecie
Rzeszowskim.
15.04.	JM Rektor A.Radzimiński
uczestniczył w spotkaniu Kapituły Szcze¬
gólnego Wyróżnienia UMK - Convallaria
Copernicana.
15.04.	JM Rektor A.Radzimiński spo¬
tkał się z Kolegium Dziekańskim Wydzia¬
łu Prawa i Administracji.
15.04.	Prorektor M.Tafil-Klawe wzięła
udział w premierowym spektaklu Teatru
Studenckiego AKNE/V'^^Üfc^^» ■
15.04.	Prorektor A.Tretyn wziął udział
w uroczystościach Święta Uczelni na
Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego
w Bydgoszczy.
16.04.	JM Rektor A.Radzimiński wziął
udział w dyskusji o piamstyce zorganizo¬
wanej w Auli UMK w ramach XI Festiwa¬
lu Nauki i Sztuki.
16.04.	I Prorektor M.Tafil-Klawe
uczestniczyła w otwarciu XVLII Konfe¬
rencji Komisji Wyższego Szkolnictwa Me¬
dycznego Parlamentu Studenckiego RP.
17.04.	JM Rektor A.Radzimiński
uczestniczył w inscenizacji podpisania
Pokoju Toruńskiego.
18.04.	JM Rektor i Prorektorzy uczest¬
niczyli w posiedzeniu Komisji ds. Organi¬
zacji i Rozwoju Uniwersytetu.
18.04.	Prorektor W. Wojdyło uczestni¬
czył w Międzynarodowej Konferencji Na¬
ukowej „Współczesna Ameryka Łacińska
Polityka-Społeczeństwo-Gospodarka",
zorganizowanej przez Katedrę Między¬
narodowych Stosunków Politycznych.
19.04.	JM Rektor A.Radzimiński
i prorektor W.Karaszewski wzięli udział
w zakończeniu Festiwalu Nauki i Sztuki.
28.04.	JM Rektor A.Radzimiński
i prorektor W.Karaszewski uczestniczyli
w uroczystościach pogrzebowych prof.
Stanisława Gorgolewskiego.
29.04.	Prorektor D.Janicka wzięła
udział w uroczystości zakończenia roku
szkolnego klas maturalnych w Liceum
Akademickim.
3.05.	Prorektor A.Tretyn uczestniczył
w miejskich obchodach 220. Rocznicy
Uchwalenia Konstytucji 3 Maja w Toru¬
niu.
4.05.	JM Rektor A.Radzimiński i pro¬
rektor W.Karaszewski spotkali się z po¬
słami Antonim Mężydłą i Grzegorzem
Karpińskim w sprawie realizacji inwesty¬
cji uniwersyteckich.
5.05.	JM Rektor A.Radzimiński i pro¬
rektor M.Tafil-Klawe spotkali się z kole¬
giami dziekańskimi wydziałów Collegium
Medicum w Bydgoszczy. Tego samego
dnia JM Rektor i Pani Prorektor wzięli
udział w uroczystości wmurowania aktu
erekcyjnego pod budowę nowego skrzy¬
dła Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im.
dra AJurasza w Bydgoszczy i spotkali
się z wiceministrem zdrowia Andrzejem
Włodarczykiem.
6.05.	JM Rektor A.Radzimiński podpi¬
sał umowę między UMK a Polską Agen¬
cją Informacji i Inwestycji Zagranicznych.
W uroczystości wzięli udział prorektor
W.Karaszewski i prezes PAlilZ, Sławomir
Majman.
6.05.	JM Rektor A.Radzimiński spo¬
tkał się z posłem Tomaszem Lenzem
W sprawie realizacji inwestycji uniwersy¬
teckich.
6.05.	Prorektor W.Karaszewski wziął
udział w uroczystym posiedzeniu Senatu
Uniwersytetu Technologiczno-Przyrod-
niczego w Bydgoszczy z okazji 60-lecia
powstania tej uczelni; podczas uroczy¬
stości nadano tytuł doktora honoris
causa prof. Gerhardowi Ertlowi. Następ¬
nie uczestniczył w zorganizowanym na
UTP posiedzeniu Konferencji Rektorów
Akademickich Szkół Polskich.
9.05.	JM Rektor A. Radzimiński spo¬
tkał się z marszałkami województw po¬
morskiego i kujawsko-pomorskiego, Mi¬
rosławem Strukiem i Piotrem Całbeckim,
oraz pracownikami Centrum Astronomii
UMK i Politechniki Gdańskiej w sprawie
projektu budowy 90-metrowego radio¬
teleskopu.	(czy)
Spotkanie nauczycieli filologów
W dniach 12-14 maja 2011 roku od¬
była się w Toruniu 20. Międzynarodowa
Konferencja Stowarzyszenia Nauczycieli
Akademickich Filologii Angielskiej (PASE).
Jej organizatorem była Katedra Filologii
Angielskiej UMK.
Konferencja PASE to najbardziej zna¬
czące w Polsce cykliczne międzynarodo¬
we przedsięwzięcie naukowe nauczycieli
akademickich i naukowców w dziedzi¬
nach kultury, literatury i językoznawstwa
angielskiego. Do tej pory tego typu
konferencje organizowane były przez
największe anglistyczne jednostki dy¬
daktyczno-naukowe w takich polskich
miastach, jak: Kraków, Poznań, Wrocław
oraz Łódź.
Toruńskie spotkanie dotyczyło tematyki
komparatystycznej w kulturze, literaturze
i lingwistyce obszarów anglojęzycznych
i nosiło tytuł ,,ln Comparison: Juxtaposi¬
tions, Correspondences, and Differentia¬
tions in English Studies". Temat ten po¬
dyktowany był aktualnością perspektywy
komparatystycznej w dziedzinie studiów
filologicznych oraz kierunkiem rozwoju
pracy badawczej i dydaktycznej Wydziału
Filologicznego UMK. Oprócz uczestników
z Polski (ponad 160 osób), konferencja
gościła również naukowców z takich kra¬
jów, jak: Niemcy, Czechy, Słowacja, Wiel¬
ka Brytania, Irlandia, a także Stany Zjed¬
noczone i Kanada (ponad 30 osób).
Wśród wybitnych naukowców gosz¬
czących na konferencji warto wymie¬
nić prof. Jima Hurforda z University of
Edinburgh, prof. Rodericka Menghama
z Cambridge University czy prof. Kurta
Mullera z Uniwersytetu w Jenie.
Tegoroczna impreza PASE odbyła się
pod patronatem prorektora ds. badań
naukowych i współpracy z zagranicą
naszej Uczelni, prof. Andrzeja Tretyna,
dziekana Wydziału Filologicznego prof.
Adama Bednarka, prezydenta Torunia
Michała Zaleskiego, marszałka woje¬
wództwa kujawsko-pomorskiego Piotra
Całbeckiego oraz ministra nauki i szkol¬
nictwa wyższego prof. Barbary Kudryc-
kiej.
Sponsorami konferencji były również
Wydawnictwo Adam Marszałek i Księ¬
garnia Polanglo.
prof. dr hab. Mirosława Buchholtz
kierownik Katedry Filologii Angielskiej
UMK
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Inwestorzy potrzebują fachowców
Uniwersytet Mikołaja Kopernika podpisał umowę z Pol¬
ską Agencją informacji i Inwestycji Zagranicznych. To szan¬
sa na wspólne projekty naukowe i staże dla absolwentów
naszej uczelni.
-	Zmienia się wizja zagranicznych inwestycji w Polsce - pod¬
kreśla prezes Agencji, Sławomir Majman. - Inwestorzy nie szuka¬
ją już u nas taniej siły roboczej, ale wykwalifikowanej kadry, stąd
tak mocno stawiamy na współpracę z uczelniami.
Podpisana 6 maja umowa przewiduje wspólne
projekty badawcze, przygotowywanie analiz i ra¬
portów dotyczących inwestycji zagranicznych w Pol¬
sce i polskich inwestycji za granicą oraz promocji
wizerunku polskiej gospodarki w świecie. Agencja
zobowiązała się także do organizowania praktyk dla
studentów i staży dla absolwentów UMK.
-	W pierwszej kolejności realizacją umowy z na¬
szej strony zajmie się Katedra Inwestycji i Nierucho¬
mości, chcielibyśmy jednak, by do projektów włą¬
czyli się także naukowcy i praktycy z innych dziedzin
-	podkreśla rektor UMK, prof. Andrzej Radzimiński.
-	Nasza współpraca wzmocni zaplecze intelektual¬
ne Agencji, a naszych studentów przygotuje do pra¬
cy w międzynarodowych firmach - dodaje.
Umowę podpisano w obecności marszałka województwa ku¬
jawsko-pomorskiego Piotra Całbeckiego, który liczy na jej efek¬
ty także dla regionu. - Nasze województwo ma coraz lepszą in¬
frastrukturę, ale inwestorzy w swoich planach zwracają uwagę
także na dobrze przygotowaną kadrę - mówi marszałek.
W 2010 r. inwestycje zagraniczne w naszym województwie
pozwoliły stworzyć tysiąc nowych miejsc pracy.
Marcin Czyżniewski
Odszedł
Lucjan Broniewicz
7 maja zmarł Lucjan Bro¬
niewicz, twórca i dyrektor
toruńskiego Planetarium,
członek Rady Programowej
Toruńskiego Festiwalu Na¬
uki i Sztuki. Miał 50 lat.
Lucjan Broniewicz był
absolwentem Uniwersyte¬
tu Mikołaja Kopernika (w
1986 r. ukończył na UMK
studia historyczne).
Jego zasługi dla Torunia
są nie do przecenienia: był pierwszym dyrektorem
Lokalnej Organizacji Turystycznej w Toruniu, szefem
Rady Prezydenckiej, członkiem Rady Programowej
Centrum Nowoczesności i Rady Programowej Porta¬
lu Nicolaus Copernicus Thorunensis, wielkim miło¬
śnikiem astronomii i twórcą sukcesów Planetarium
im. Władysława Dziewulskiego w Toruniu, którym
zarządzał od 1993 r.	(n)
In memoriam
Z głębokim smutkiem i niedowierzaniem przyjęliśmy wiadomość
o przedwczesnej śmierci w nocy z 6/7 maja br. Pana Lucjana Broniewicza,
twórcy i dyrektora toruńskiego Planetarium, szefa Rady Prezydenckiej;
wspaniałego człowieka o wielkim sercu i naszego Przyjaciela.
Współpraca Katedry Chemii Środowiska i Bioanalityki Wydziału Chemii
UMK z p. Lucjanem Broniewiczem trwała od wielu już lat. Zawsze z wiel¬
ką otwartością i życzliwością odnosił się do wszelkich przejawów aktyw¬
nej promocji nie tylko Planetarium, ale i naszego miasta wśród wybitnych
naukowców i profesorów z kraju i ze świata, którzy gościli w naszej Ka¬
tedrze i Toruniu przy okazji różnych wydarzeń naukowych i konferencji
międzynarodowych. Jego wizja strategii rozwoju Torunia i popularyzacji
nauki była znana członkom Rady Prezydenckiej. Mamy nadzieję, że mimo
wszystko plany te zostaną zrealizowane przez jego następców.
Jego nagłe odejście jest nie tylko stratą dla popularyzacji nauki i Toru¬
nia, ale również dla kręgu Jego kolegów, przyjaciół i współpracowników.
NON OMNIS MORIAR. Dzieło Jego życia trwać będzie w Jego osiągnię¬
ciach, pracach i działalności na rzecz Torunia.
Prof. dr hab. Bogusław Buszewski
Kierownik Katedry Chemii Środowiska i Bioanalityki WCh UMK
Prezes Polskiego Towarzystwa Chemicznego
Prezes Societas Humboldtiana Polonorum
Sukces
młodego rzeźbiarza
Stanisław Kośmiński, student IV roku rzeźby na UMK, zwy¬
ciężył w konkursie na projekt statuetki, która wręczana będzie
przez Prezydenta RP najlepszym polskim firmom w corocznym
konkursie o Nagrodę Gospodarczą Prezydenta RP.
W jury konkursu zasiedli dziekani wydziałów rzeźby i ich
przedstawiciele z krajowych akademii sztuk pięknych. Poza
gratulacjami od prezydenta Bronisława Komorowskiego, stu¬
dent UMK otrzymał nagrodę pieniężną w wysokości 10.000
złotych.
Nagroda Gospodarcza Prezydenta RP, ustanowiona w 1998 r.
przez Aleksandra Kwaśniewskiego, była przyznawana do
2005 r. Prezydent Bronisław Komorowski podjął decyzję o kon¬
tynuacji przyznawania nagrody od 2011 r. To prestiżowe wy¬
różnienie gospodarcze jest formą uhonorowania i promocji
najlepszych polskich firm oraz instytucji badawczych prowa¬
dzących działalność gospodarczą w sferze produkcji rynkowej.
(AR)
#5 uczemi 5
>>>
AKTUALNOŚCI
Z posiedzenia Senatu
Kwietniowe posiedzenie Senatu odbywało się w ostatnim
dniu Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki. Chyba dlatego trwa¬
ło bardzo krótko, dzięki czemu każdy mógł zdążyć na imprezę
zamykającą Festiwal.
W jedynym komunikacie rektor prof. Andrzej Radzimiński
poinformował, że dr Michał Zieliński z Instytutu Fizyki został
powołany przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego do Rady
Młodych Naukowców.
Senat pozytywnie zaopiniował wniosek o mianowanie prof.
dr hab. Haliny Robótki z Wydziału Nauk Historycznych na sta¬
nowisko profesora zwyczajnego, a także wnioski o mianowanie
na stanowiska profesora nadzwyczajnego dr. hab. Krzysztofa
Gożdziewskiego z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Sto¬
sowanej oraz dr. hab. Tomasza Drewy z Wydziału Lekarskiego.
Rektor prof. Andrzej Radzimiński postawił wniosek dotyczący
przyznania w tym roku dodatkowego wyróżnienia Convallaria
Copernicana (otrzymał je już prof. Jan Kopcewicz). Kolegium
rektorskie uznało, że zasłużył na nie biskup Diecezji Toruńskiej,
a zarazem wielki kanclerz Wydziału Teologicznego, Andrzej Su¬
ski. Dyskusja na ten temat miała miejsce na spotkaniu kolegium
rektorskiego z dziekanami. Pomysł wiąże się z dwiema roczni¬
cami przypadającymi w tym roku: 10-leciem istnienia Wydzia¬
łu Teologicznego oraz 25-leciem pełnienia godności biskupiej
przez księdza ordynariusza Andrzeja Suskiego. Senat podzie¬
lił stanowisko władz rektorskich, że w takich okolicznościach
warto odstąpić od postanowień regulaminu nagrody, według
którego to specjalne wyróżnienie jest przyznawane na wniosek
kapituły jednej osobie w roku.
W zgłoszonym przez kapitułę wniosku jest mowa o szcze¬
gólnym zaangażowaniu księdza biskupa w działania mające
wpływ na rozwój Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, a zwłasz¬
cza w powołanie do życia i organizację Wydziału Teologiczne¬
go. Prof. Bogusław Buszewski podkreślił dodatkowo niezwykłą
aktywność biskupa w zakresie konferencji naukowych w ob¬
szarach związanych z etyką i pokrewnych organizowanych na
UMK. Senat przyjął uchwałę w sprawie przyznania Szczególne¬
go Wyróżnienia Uniwersytetu Mikołaja Kopernika - Convallaria
Copernicana biskupowi Diecezji Toruńskiej, wielkiemu kancle¬
rzowi Wydziału Teologicznego, Andrzejowi Suskiemu, choć sta¬
ło się to niejednogłośnie.
W kolejnym punkcie senatorowie zmienili Uchwałę nr 43 Se¬
natu UMK z dnia 25 maja 2010 r. w sprawie warunków i try¬
bu rekrutacji na pierwszy rok studiów w roku akademickim
2011/2012. Zmiany dotyczą warunków rekrutacji na kierunku
lekarskim, a także na kierunkach dietetyka i ratownictwo me¬
dyczne. Te dwa ostatnie kierunki będą prowadzone dodatkowo
w Zamiejscowym Ośrodku Dydaktycznym w Grudziądzu.
Następnie Senat zajął się sprawami Interdyscyplinarnych
Studiów Doktoranckich Matematyczno-Przyrodniczych. Po
pierwsze zatwierdzono zasady i tryb rekrutacji na te studia, po
drugie ich ramowy program, a po trzecie regulamin (zatwier¬
dzony wcześniej przez samorząd doktorantów). Studia te będą
prowadzone wspólnie przez cztery wydziały: Wydział Biologii
i Nauk o Ziemi, Wydział Chemii, Wydział Fizyki, Astronomii i In¬
formatyki Stosowanej oraz Wydział Matematyki i Informatyki.
Jak podkreślił pełnomocnik rektora ds. informatyzacji prof.
Grzegorz Jarzembski, uczestnicy tych studiów będą realizować
projekty badawcze wybrane spośród 37 proponowanych, za¬
tem formuła studiowania będzie wyjątkowa. W tym naborze
planuje się przyjęcie 16 kandydatów. Jeśli projekt okaże się in¬
teresujący dla młodych ludzi, to być może uda się pozyskać
finansowanie na kolejne edycje studiów.
Na wniosek Rady Wydziału Lekarskiego Senat zatwierdził za¬
rządzenie w sprawie zniesienia Katedry Chirurgii Ogólnej i Na¬
czyń na tym wydziale. Dalsze istnienie katedry było niemożli¬
we z przyczyn kadrowych. Jej pracownicy zostaną zatrudnieni
w innych jednostkach.
Podobnie zatwierdzono zarządzenie w sprawie przekształ¬
cenia Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Endokrynologicznej
w Katedrę Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Endokrynologicznej
na Wydziale Lekarskim. Jest to jedna z konsekwencji zniesienia
Katedry Chirurgii Ogólnej i Naczyń.
W ostatnim zaplanowanym punkcie obrad Senat zatwierdził
zarządzenie w sprawie przekształcenia Katedry i Kliniki Chirur¬
gii Plastycznej w Katedrę Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej
i Estetycznej na Wydziale Lekarskim. W tym wypadku chodziło
o zmianę nazwy na taką, która da większe możliwości ubiega¬
nia się o finansowanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
W formie wolnego wniosku dr Tomasz Kozłowski poruszył
sprawę bezpieczeństwa w kampusie bielańskim. Zapytał, czy
władze rektorskie mają jakieś plany poprawy sytuacji w tym
względzie. W ostatnim czasie bowiem coraz częściej dochodzi
do napadów na pracowników naukowych i studentów, zwłasz¬
cza na tle rabunkowym. Rektor prof. Andrzej Radzimiński po¬
informował, że jeszcze na początku swojej kadencji spotkał się
z komendantem miejskim policji w Toruniu i rozmawiał z nim
o możliwościach poprawy bezpieczeństwa na terenie Uniwer¬
sytetu. Brano nawet pod uwagę zorganizowanie czegoś w ro¬
dzaju niewielkiego posterunku policyjnego na terenie kampu¬
su. Niestety, główną przeszkodą w tych planach okazał się opór
studentów. Tym niemniej oczywiście nie można rezygnować
z realizacji wszelkich możliwości podniesienia bezpieczeństwa
pracowników i studentów Uniwersytetu.
Rektor prof. Andrzej Radzimiński zamknął posiedzenie Sena¬
tu, składając wszystkim najlepsze życzenia na Wielkanoc.
Sławomir Jaskólski
Forum Przedsiębiorczości Akademickiej
W naszej Uczelni zmierzch uniwersyte¬
tów typu „humboldtowskiego" zauwa¬
żono dość wcześnie i przygotowano me¬
chanizmy, które mają pomóc i bez obaw
powitać nadejście nowej ery Uniwer¬
sytetu Trzeciej Generacji. Opracowano
przede wszystkim regulamin własności
intelektualnej, który stanowi podstawę
do procesu transferu technologii. W bar¬
dzo zaawansowanym stanie są działa¬
nia zmierzające do uregulowania zasad
powstawania spółek akademickich typu
spin off i spin out.
Akademicki Inkubator Przedsiębior¬
czości UMK (AIP UMK) przygotowuje
kolejny „krok" na drodze do nawiązania
współpracy nauki i biznesu. Planowana
jest impreza wystawiennicza, podczas
której możliwe będzie zaprezentowanie
oferty poszczególnych jednostek uniwer¬
syteckich oraz zademonstrowanie przed¬
siębiorstw, które widzą swoją szansę
na rozwój w wykorzystaniu potencjału
Uczelni. Forum Przedsiębiorczości Aka¬
demickiej odbędzie się 8 czerwca br.
w Auli UMK i będzie doskonałą okazją
do nawiązania bezpośrednich relacji mię¬
dzy naukowcami i innowacyjnymi przed¬
siębiorcami oraz do przekonania środo¬
wiska naukowego, że nastawienie na
praktyczne wykorzystanie efektów prac
badawczych w gospodarce przynieść
może korzyści każdej ze stron.
AIP UMK przyjmuje zgłoszenia do 27
maja br.: tel. 56-611-48-70, e mail: fun-
dacja@umk.pl
Tomasz Zekin-Kompanowski
AIP UMK
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Kresowego akcentu się nie wstydzę
Z mgr. PAWŁEM JUSZKIEWICZEM, laureatem niedawno rozstrzygniętego konkursu na najlepszego
studenta zagranicznego w Polsce „InterSTUDENT 2011" - organizowanego przez Fundację Edukacyjną
„Perspektywy" i Krajową Reprezentację Doktorantów wraz z Parlamentem Studentów RP
- rozmawia Wojciech Streich
-	IV tym prestiżowym konkursie
nagrodzono tylko czterech studen¬
tów. Pan otrzymał nagrodę specjalną
za wyjątkową aktywność na różnych
polach. Czy mógłby Pan skomento¬
wać tę nagrodę?
-	Wyróżnienie to było dla mnie miłym
zaskoczeniem, ponieważ nie uważam się
za osobę nadzwyczaj aktywną, chociaż
rzeczywiście dużo działam poza kierunka¬
mi, które studiuję. Myślałem, że jest wiele
osób aktywniejszych. Zostałem zaproszo¬
ny na uroczystą galę wręczenia tych na¬
gród, w ramach konferencji: „Studenci
zagraniczni w Polsce" 23 i 24 lutego, od¬
bywającej się w Łodzi. Uczestniczyli w niej
przedstawiciele wszystkich polskich uczel¬
ni, rektorzy, najwyższe władze.
-	Interesują Pana różne kierunki
studiów.
-	Ukończyłem stosunki międzynarodo¬
we i pedagogikę, obecnie jestem na trze¬
cim roku studiów doktoranckich w zakre¬
sie pedagogiki. W zeszłym roku zacząłem
studiować filologię rosyjską.
-	Jakim zagadnieniom będzie po¬
święcona praca doktorska?
-	Interesują mnie procesy umiędzynaro¬
dowienia uczelni. Piszę o wymianie mię¬
dzynarodowej, a konkretnie o studentach
i absolwentach studiów wyższych w Pol¬
sce z Białorusi oraz ich powrotach, ich
postawach, w tym postawach prodemo-
kratycznych. Temat ten mnie bardzo inte¬
resuje, ponieważ lubię kontakty z ludźmi.
Cieszę się, że mogę połączyć tu własne za¬
interesowania z pracą badawczą.
-	Praca doktorska to tylko część
Pańskiej aktywności naukowej...
-	Od 2006 r. jestem przewodniczącym
Koła Naukowego Miłośników Ziem Kreso¬
wych na UMK. Koło to jednoczy wszyst¬
kich studentów zagranicznych pochodzą¬
cych z Kresów Wschodnich i ma już 18 lat.
Miałem zaszczyt kierować nim przez cztery
lata. Będąc na tym stanowisku, udało mi
się zorganizować kilka konferencji nauko¬
wych, które dotyczyły kontaktów zagra¬
nicznych, losów historycznych Polaków na
Wschodzie - chociażby zeszłoroczną mię¬
dzynarodową konferencję „Polskie Kresy
Wschodnie - ludzie stamtąd". Podejmo¬
waliśmy gości z Ukrainy, Białorusi, Łotwy,
Litwy, Estonii, przedstawicieli mniejszości
polskiej oraz studentów pochodzących
z terenów byłego Związku Radzieckiego.
-	Czy byt też jakiś plon wydawni¬
czy?
-	Tak, właśnie kończą się prace nad mo¬
nografią pokonferencyjną, której będę
jednym z redaktorów.
-	Wspomnijmy o Pańskiej działalno¬
ści kulturalnej.
-	Kiedy przyjechałem tu pierwszy raz,
szybko zorientowałem się, że studenci
mają niestety bardzo stereotypowe myśle¬
nie na temat Białorusi. Zapominają, że ten
kraj ma swój język i kulturę. Jeśli mają ja¬
kąś wiedzę, to raczej związaną z polityką,
a nie z kulturą. Udało mi się zorganizować
kilka konferencji na temat Białorusi i jej
kultury. Pierwsza odbyła się w 2005 roku,
druga w 2006; duża konferencja odbyła
się w 2007. Jednym z zaproszonych gości
była Angelika Borys — przewodnicząca
Związku Polaków na Białorusi. Zorganizo¬
waliśmy także wieczór białoruski w Domu
Muz, z pieśnią, wierszami białoruskimi
i wystawą fotograficzną. Mam nadzieję,
że przynajmniej jakiś zarys tej kultury, z jej
mało znanej strony - niemedialnej - udało
mi się przekazać.
-	Czy udziela się Pan także w spo¬
rcie?
-	Nie uprawiam sportu wyczynowo,
ale udało się nam zorganizować kilka
projektów sportowych dla studentów
zagranicznych w Polsce, m.in. spływy
kajakowe, wyjazdy integracyjne, zawody
piłkarskie, zawody siatkarskie - na ten
projekt złożyliśmy wniosek o dofinanso¬
wanie do Sejmu, za pośrednictwem Sto¬
warzyszenia „Wspólnota Polska". Według
mnie, istotna jest nie tylko integracja
osób z zagranicy w ramach uczelni, ale
także pozauczelniana. Dlatego organizu¬
jemy też spotkania integracyjne na szcze¬
blu wykraczającym poza uczelnię.
-	Ma pan dopiero 25 lat. Skąd tak
duża aktywność u tak młodego czło¬
wieka? Czy to wpływ rodziny?
-	Nigdy się nad tym nie zastanawiałem,
choć jest to pytanie istotne, zmuszające
do refleksji. Moi rodzice są pracoholika-
mi, więc na pewno zaszczepili mi miłość
do działania. Nie rozumiem ludzi, którzy
zamykają się w akademikach i siedzą cały¬
mi dniami przed komputerem. Cenię sobie
przede wszystkim kontakty międzyludz¬
kie. Poza tym studia zagraniczne uważam
za swego rodzaju ideał oświeceniowy.
-	Jest Pan w Polsce już siedem lat.
Czy spełniły się Pana marzenia o stu¬
diach zagranicznych? Jak Pan postrze¬
ga Polskę i Toruń?
-	To, że się spełniły, to mało powiedzia¬
ne. Mój przyjazd do Polski na studia wią¬
zał się z szeregiem obaw. Mój język polski
nie był doskonały, był niewystarczający,
aby studiować. Uczenie się do pierwszych
sesji sprawiało mi wiele trudności, uczy¬
łem się ze słownikiem. Musiałem włożyć
o wiele więcej pracy niż przeciętny stu¬
dent. Ale udało mi się opanować język
polski, a swojego kresowego akcentu się
nie wstydzę. Niektórzy uważają nawet,
że jest on uroczy. Jeśli chodzi o studia, to
jestem bardzo wdzięczny stronie polskiej
za to, że dała mi możliwość bezpłatnego
studiowania aż trzech kierunków. Miałem
taką możliwość dzięki polskiemu pocho¬
dzeniu. Jest to bardzo szczytne założenie,
jeśli chodzi o kształcenie ludzi polskiego
pochodzenia ze Wschodu. Wielu z nich,
powracając do domu, staje się polskimi
ambasadorami. Uważam, że najlepszą in¬
westycją jest inwestycja w człowieka.
Jeśli chodzi o Toruń, uwielbiam to mia¬
sto. Pięknie jest tu o każdej porze roku.
Toruń jest moim drugim domem. Z przy¬
jemnością tu wracam, chociaż niekiedy nie
mam pewności, co jest moim pierwszym,
a co drugim domem.
-	Jakie ma Pan plany na przyszłość?
Czy chce Pan się związać z Polską?
-	Nie jestem w stanie odpowiedzieć te¬
raz na to pytanie. Za rok kończę studia na
wszystkich szczeblach i wtedy stanę przed
wyborem: co dalej. Lubię pracę ze studen¬
tami. Fajnie byłoby gdzieś wykładać. Nie
zastanawiam się nad powrotem na Biało¬
ruś, tym bardziej że moje więzi z Białorusi¬
nami znacznie osłabły. Na razie na pewno
przyszłość wiążę z Polską.
-	Dziękuję za rozmowę.
>>>
ROZMOWA
Rok szczególny
Z prof. BOGUSŁAWEM BUSZEWSKIM, wybitnym toruńskim chemikiem, a zarazem prezesem
Polskiego Towarzystwa Chemicznego, rozmawia Winicjusz Schulz
-	Ten rok dla chemików jest szczególny, bo... No wła¬
śnie. dlaczego?
-	Po pierwsze UNESCO i IUPAC postanowiły celebrować
stulecie utworzenia europejskich towarzystw naukowych. Po
drugie potrzebne było pozytywne zaprezentowanie chemii.
Niejako na twarz tej prezentacji wybrano Marię Skłodow-
ską-Curie, dwukrotną laureatkę Nagrody Nobla. Z jej osobą
związanych jest aż pięciu laureatów Nagrody Nobla!
-	Od czasów Ma¬
rii Skfodowskiej-
-Curie minęło stu¬
lecie. Jak bardzo
i w czym szczegól¬
nie różni się che¬
mia z jej czasów
w porównaniu
z dzisiejszą? Pyta¬
nie tylko pozornie
proste, ale odpo¬
wiedź chyba nieco
trudniejsza, bo nie
tylko chodzi o apa¬
raturę naukową,
ale także sposób
podejścia do upra¬
wiania nauki.
-	To prawda. Meto¬
dyki, metody myśle¬
nia, dedukcji, plano¬
wania eksperymentu
nie zmieniły się. Na¬
tomiast ich realizacja,
prezentacja wyników.
-	Myślę, że w wielu aspektach mogłaby być zdumiona, ale
nie dziwiłaby się podstawom praw i fenomenów, które wyko¬
rzystujemy w interpretacji. Bądź co bądź zostały one odkryte na
przełomie XIX i XX w. My tylko to wszystko rozwijamy i uspraw¬
niamy. Przypuszczam, że Skłodowska byłaby zafascynowana
postępem technologicznym. Kiedyś organizowałem semina¬
rium z pogranicza filozofii, etyki i ekologii. Przyjechał do nas
laureat Nagrody Nobla prof. Richard Ernst, jeden z twórców
techniki NMR. Powiedział
mi, że nie umiałby się po¬
ruszać w moim skromnym
laboratorium - tak bardzo
rozwinęły się technologie
od czasu jego odkrycia,
choć zasada pozostaje
niezmieniona.
-	Skłodowska otrzy¬
mała aż dwie nagrody
Nobla, ale do dziś jest
naszą jedynaczką w tym
prestiżowym gremium.
Oczywiście mam na my¬
śli chemię, a nie poko¬
jowego Nobla dla Lecha
Wałęsy czy literackie
nagrody dla Reymonta,
Miłosza i Szymborskiej.
A zatem dlaczego po¬
tem już nikt? To tylko
kwestia siermiężności
polskich laboratoriów,
niskich nakładów na na¬
ukę?
a co najważniejsze
—	interpretacja osiągnięć to są nowe rzeczy, które wpro¬
wadzamy do praktyki laboratoryjnej. W roku 1895 wybitny
termochemik Walther Nernst (laureat Nagrody Nobla z 1920
r.), urodzony w Wąbrzeźnie, absolwent szkół podstawowej
i średniej w Grudziądzu, wprowadził technologię o nazwie
ekstrakcja. Do dziś wszyscy z niej korzystają. Dzięki jego opi¬
sowi tego procesu Maria Skłodowska z ton smółki uranowej
wyizolowała 1 gram superczystego radu, a potem polonu.
Teraz, dzięki automatyzacji i robotyzacji, operacje związane
z ekstrakcją wykonuje się zupełnie inaczej. To tylko jeden
banalny przykład. Zasady działania, elementy urządzeń, tak¬
że w bliższej mi, odmianie separacji - chromatografii, są te
same co dawniej, jednakże realizacja przedsięwzięć, precyzja
to całkiem zmienione aspekty. No, i poziom wykrywalności
—	kiedyś to się robiło w zasadzie na oko, a teraz wchodzimy
na poziom komórkowy, subultraśladowy. Dzięki osiągnię¬
ciom fizyki, elektroniki, elektrotechniki, inżynierii materiało¬
wej jesteśmy w stanie wyciągnąć większą dozę informacji,
osiągnąć niższy poziom stężeń i większy zakres oznaczalno-
ści poszczególnych elementów. Postęp w tym zakresie jest
szalony, tak samo jak w każdej innej dziedzinie.
-	A gdyby Maria Skłodowska-Curie znalazła się we
współczesnym laboratorium, by sobie poradziła czy ra¬
czej byłaby w szoku?
-	Mieliśmy dwie, a na¬
wet trzy szanse na zdobycie Nagrody Nobla. Dwaj chemicy war¬
szawscy byli nawet nominowani. Prof. Wojciech Świętosławski
zmarł, a był osobą znaną w Europie. Później był prof. Mieczy¬
sław Mąkosza. Był też słynny prof. Gryglewski z Krakowa, który
został potraktowany niesprawiedliwie, bo jego koledzy z ze¬
społu dostali Nagrodę, a on nie. W USA pracuje wybitny polski
badacz polimerów, dwukrotnie już nominowany, Mieczysław
Jaroniec. Sporo wiem na te tematy, bo pięciokrotnie brałem
udział w pracach komitetu nominującego do Nagrody Nobla
i zostałem wybrany, jako jeden z nielicznych Polaków, do ści¬
słego grona 50 osób odpowiedzialnych za finalne nominacje.
-	Czy rok 1989, upadek PRL-u zmieniły diametralnie sy¬
tuację polskich chemików, czy też nie były tak ważne dla
nich jak chociażby dla historyków, filologów, socjologów?
-	Myślę, że nie. Sprawy polityczne miały niewielki wpływ na
kariery ścisłowców. Były problemy na przykład z wyjazdami, ale
nie byliśmy poddawani takiej inwigilacji i naciskom jak huma¬
niści. Łatwiej było nam wyjeżdżać dzięki różnym fundacjom
i wymianom międzynarodowym. Nie słyszałem o istotnych pro¬
blemach, a od wielu lat uczestniczę w różnych gremiach. Sie¬
dzieliśmy głównie w laboratoriach, co zmuszało nas do dużej
koncentracji na sprawach naszych projektów naukowych. Nie
było wtedy komputerów, więc nie mogliśmy wziąć wyników
i iść z nimi do domu. Nie mieliśmy też większych kłopotów, jeśli
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
chodzi o konfrontowanie wyników ze światem zewnętrznym.
Może nie mieliśmy do dyspozycji tak wyrafinowanych urządzeń
i technologii jak nasi koledzy z Zachodu, ale idee i koncepcje
mieliśmy podobne. Do dzisiaj panuje przekonanie, że ludzie
z naszej części świata są lepiej wyedukowani w zakresie ma¬
tematyki czy zdolności logicznego myślenia, ale wtedy rzeczy¬
wiście nieco trudniej było nam to wykorzystywać. Dziś bariery
dotyczące wyposażenia zanikają. Ja zresztą jestem przeciwni¬
kiem silnego zautomatyzowania, bo ono nie daje dostatecznych
możliwości rozwijania intelektu, a prowadzi do gubienia pomy¬
słów. Chociaż trzeba też powiedzieć, że bez pieniędzy nauki by
nie było.
-	Naszą rozmowę rozpoczęliśmy od tego, że rok 2011
ONZ proklamowała Międzynarodowym Rokiem Chemii.
Dokończmy ten wątek - co w ramach obchodów owego
roku już się wydarzyło i jeszcze wydarzy? Toruń zapewne
odgrywa w tym ważną rolę?
-	To jest rzeczywiście ważny rok, angażujący wszelkie siły
naukowe, polityczne, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.
W połowie stycznia w Johannesburgu odbył się World Congress
of Chemistry, na którym miałem wykład inaugurujący. Poza tym
przedstawiłem wykład monograficzny na temat życia i dokonań
Marii Skłodowskiej-Curie. W tej imprezie wzięło udział ponad
500 osób z 32 krajów, najwyższe władze IUPAC, czyli Międzyna¬
rodowej Unii Chemii Czystej i Stosowanej, również przedstawi¬
ciele ONZ, prezydenci i premierzy państw afrykańskich. Tydzień
później w Paryżu, w siedzibie UNESCO, odbyła się inauguracja
Międzynarodowego Roku Chemii z udziałem najwyższych władz
Francji, a 27 stycznia na Sorbonie miała miejsce inauguracja
Międzynarodowego Roku Marii Skłodowskiej-Curie. W Polsce
organizujemy (Polskie Towarzystwo Chemiczne) szereg imprez,
festiwali, konkursów we współpracy z Polską Akademią Nauk.
Uroczyste zakończenie Międzynarodowego Roku Marii Skło-
dowskiej-Curie odbędzie się w Polsce, a wezmą w nim udział
prezydenci Polski i Francji.
-	A propos Torunia: Wydział Chemii UMK podczas nie¬
dawnej oceny jednostek akademickich uznany został za
absolutnego lidera w Polsce. Jak Pan sądzi, czemu za¬
wdzięczacie taką pozycję?
-	Może różnorodności, może interdyscyplinarności, a może
umiejętności porozumienia mimo różnicy zdań. Toruńska che¬
mia jest dość stabilna, ale przy tym wielotematyczna. Bar¬
dzo silna jest u nas chemia teoretyczna i kwantowa, chemia
organiczna, chemia fizyczna, chemia analityczna, ekologia,
biomedycyna. Mamy poza tym bardzo wielu młodych dobrze
zapowiadających się uczonych, którzy proponują różnego ro¬
dzaju nowe kierunki kształcenia. Publikujemy w dobrych cza¬
sopismach o wysokim wskaźniku impact factor, organizujemy
wysokiej rangi spotkania naukowe. Mamy stabilne studia dok¬
toranckie. Ogólnie rzecz biorąc, prowadzimy rozsądną politykę
i mamy konkretną wizję przyszłości.
-	Mówimy sporo o Międzynarodowym Roku Chemii,
o sukcesach toruńskiej chemii, ale w ostatnim czasie tak¬
że sporo wydarzyło się w Pańskim życiu zawodowym.
Otrzymał Pan nagrodę od premiera, niedawno Złotą Ka¬
retą w dziedzinie nauka uhonorowały Pana „Nowości".
Jest Pan bohaterem artykułów, osobą prezentowaną
w mediach jako ktoś, kto uprawia naukę na światowym
poziomie. Co daje naukowcowi taka popularność i rozpo¬
znawalność? Pojawiają się może sponsorzy gotowi współ¬
finansować badania lub przedsiębiorcy zainteresowani
wdrożeniem rozwiązań opracowanych w laboratoriach?
-	Po pierwsze jest to bardzo męczące i zaburza pracę. Nie
chcę upubliczniać wczesnych wyników naszych badań (a dzien¬
nikarze o nie pytają). Ja w życiu miałem ogromne szczęście, bo
miałem bardzo surowych, ale i porządnych, solidnych profe¬
sorów. To oni mi dali dobre podstawy. Ja też jestem uważany
za człowieka wymagającego, ale moi współpracownicy odno¬
szą bardzo wiele sukcesów. Pod moim kierunkiem już 27 osób
uzyskało doktoraty, już piąta osoba szykuje się do kolokwium
habilitacyjnego. Wszystkie nagrody i wyróżnienia oczywiście
mnie cieszą, ale największą satysfakcję będę miał, jeśli nasze
osiągnięcia znajdą praktyczne zastosowania i posłużą ludziom.
Mamy na to niepowtarzalną szansę związaną z budową Inter¬
dyscyplinarnego Centrum Nowoczesnych Technologii, bo tam
młodzi, wykształceni ludzie znajdą pracę i spełnią swoje marze¬
nia. Moje osiągnięcia to także osiągnięcia moich współpracow¬
ników i mojej rodziny, bo i ona ponosi koszty mojej pracy.
-	Bardzo medialnym tematem okazał się ten wątek Pań¬
skich badań, który doprowadził do konstatacji, że ana¬
lizując wydychane przez daną osobę powietrze, można
stwierdzić, czy nie jest ona chora. Ba, nawet można wska¬
zać na co! Czyli tak w tłumaczeniu dla laika - każda cho¬
roba ma swój zapach?
-	Tak, mówimy o „zapachu choroby". Cały czas nad tym pra¬
cujemy, dostaliśmy duży grant Rady Nauki, który realizujemy
z pomocą ... psów. Dotychczasowe wyniki są bardzo obiecujące,
ale mamy kłopoty z interpretacją, jaka gwarantowałaby pełne
wykorzystanie relacji między zwierzęciem a aparaturą. Udało
nam się zdobyć aparaturę, udało nam się zaangażować kole¬
gów z innych ośrodków, a także lekarzy i biochemików z UMK,
którym jestem bardzo wdzięczny za współpracę.
-	Jaka jest szansa, że ta metoda znajdzie praktyczne za¬
stosowanie?
-	Jako metoda przesiewowa ona jest już wykorzystywana -
na wybranej populacji pacjentów. Wyniki weryfikujemy także
w innych ośrodkach, na przykład w Innsbrucku czy w Rosto-
cku. Nasi koledzy weryfikują nasze metody z punktu widzenia
medycznego i chemometrycznego. Współpracujemy z firmami
z Warszawy, z czym wiążemy nadzieję na produkcję komplet¬
nych urządzeń diagnostycznych. Na razie eksperymentujemy
z pojedynczymi elementami.
-	W praktyce ma to wyglądać tak, że pacjent dmucha,
po czym próbka wydychanego przez niego powietrza jest
badana, tak?
-	Tak to właśnie wygląda, i w ciągu pół godziny mamy wy¬
nik. Ale wcześniej chcemy, żeby pies obwąchał pacjenta. Jeśli
zaszczeka, to będzie znaczyło, że wyczuł substancję, której roz¬
poznawania go nauczyliśmy. Po takim wstępie wiemy, czy warto
dalej zajmować się tym pacjentem, a pamiętajmy, że badania
z użyciem aparatury, w przeciwieństwie do pracy psa, są drogie.
-	Pamiętajmy też, że często określony werdykt może
być dla pacjenta wyrokiem...
-	Zgadzam się. Psy są także z powodzeniem wykorzystywane
do wykrywania narkotyków czy materiałów wybuchowych, ale
nie ma w tych przypadkach weryfikacji „co i ile", a my chcemy
wiedzieć nawet „dlaczego".
-	Dziękuję za rozmowę.
Wywiad ten prezentowany był także w programie „Hot-
spot" na antenie Radia Gra. Audycji tej można słuchać w każ¬
dą niedzielę po godz. 13.
gms uczeim 9 •;
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Wspomnienie
Danuta Jabłońska-Frąckowiak
(1925-2011)
W mroźne zimowe popołudnie, 31
stycznia 2011 r., żegnaliśmy na Cmen¬
tarzu Junikowskim w Poznaniu profesor
Danutę Jabłońską-Frąckowiak, absol¬
wentkę fizyki i wieloletniego pracownika
naukowego UMK.
Urodziła się 8.10.1925 r. w Warszawie
jako młodsza córka Aleksandra Jabłoń¬
skiego, wówczas asystenta w Zakładzie
Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu War¬
szawskiego, i Wiktorii z Gutowskich Ja¬
błońskiej, nauczycielki muzyki. W 1938
r. rodzina przeniosła się do Wilna, gdzie
docent Jabłoński rozpoczął pracę na
Uniwersytecie Stefana Batorego, a Da¬
nuta i starsza o dwa lata jej siostra Ha¬
lina uczęszczały do Gimnazjum Elizy
Orzeszkowej. W 1939 r. Jabłoński jako
porucznik rezerwy przebył kampanię
wrześniową, później był aresztowany
przez władze sowieckie i wywieziony do
Kozielska. Po wybuchu wojny niemiecko-
-sowieckiej został przewieziony do obo¬
zu w Griazowcu, skąd wcielony do Armii
gen. Andersa, przedostał się do Edynbur¬
ga i tam wykładał fizykę na Polskim Wy¬
dziale Lekarskim.
Danuta wraz z matką i siostrą całą woj¬
nę przeżyła w Wilnie, w bardzo trudnych
warunkach materialnych. Uczyła się na
tajnych kompletach i pracowała zarob¬
kowo. W 1942 r. została zaprzysiężo¬
na jako żołnierz Armii Krajowej; pełniła
funkcję szyfranta w kancelarii szefa Szta¬
bu Okręgu Wileńskiego AK płk. Lubo-
sława Krzeszowskiego. W lutym 1945 r.
panie Jabłońskie wyjechały z Wilna i po¬
przez Białystok dotarły do Warszawy. Od
jesieni 1945 r. Danuta rozpoczęła studia
na kierunku fizyka na Uniwersytecie War¬
szawskim. Po powrocie ojca z Wielkiej
Brytanii rodzina Jabłońskich przeniosła
się do Torunia, gdzie Aleksander Jabłoń¬
ski objął Katedrę Fizyki Doświadczalnej
UMK i 17 lutego 1946 r. wygłosił w Col¬
legium Maius pierwszy wykład z fizyki.
W wykładzie tym uczestniczyła zarów¬
no współautorka tego wspomnienia,
jak i Danuta, która odtąd kontynuowała
w Toruniu studia fizyki. 1 września 1946
r. została zastępcą młodszego asystenta
przy Katedrze Astrofizyki UMK, ale po
upływie roku przeniosła się do Katedry
Fizyki Doświadczalnej. W 1950 r. Danuta
wyszła za mąż za Mieczysława Frącko¬
wiaka, kolegę ze studiów. Z tego mał¬
żeństwa przyszły na świat dzieci: w 1953
r. córka Maria (obecnie Perz), a w 1957 r.
syn Wojciech.
Studia ukończyła w 1950 r. Doktorat
uzyskała w 1957 r. w oparciu o rozprawę
Wydajność fluorescencji bardzo lepkich
roztworów barwników przy wzbudze¬
niu antystokesowskim. Flabilitowała się
w 1964 r. na podstawie rozprawy Lumi-
nescencja chlorofilu. Władze nie zgodziły
się na przyznanie jej po habilitacji etatu
docenta w Katedrze Fizyki Doświadczal¬
nej, gdzie do tej pory pracowała na sta¬
nowisku adiunkta, ale przyznały jej taki
etat w Katedrze Fizjologii Roślin. O tej
sprawie Danuta napisała w swoich wspo¬
mnieniach1 następująco: „Partia stwier¬
dziła, że moja docentura na fizyce to
byłby nepotyzm, bo Ojciec wciąż był sze¬
fem. Argument, że on niedługo pójdzie
na emeryturę, nie przekonał Czynników.
Rozwiązanie znalazł prof. Henryk Szar-
ski, angażując mnie na Wydziale Biologii
i Nauk o Ziemi. [...] Niestety, gdy mój mąż
się habilitował, nie było sposobu uzyska¬
nia dla niego etatu docenta. Musieliśmy
opuścić Toruń". W tej sytuacji, w 1966 r.
Frąckowiakowie przenieśli się do Pozna¬
nia, gdzie Mieczysław rozpoczął pracę
w Politechnice, organizując tam od pod¬
staw najpierw Katedrę, a potem Instytut
Fizyki, którego był pierwszym dyrekto¬
rem. Danuta została zatrudniona w Wyż¬
szej Szkole Rolniczej, gdzie zainicjowała
badania procesu fotosyntezy. W 1971 r.
przeniosła się do Politechniki, gdzie po
śmierci męża w 1974 r„ objęła funkcję
dyrektora Instytutu Fizyki, którą pełni¬
ła do 1981 r. W 1972 r. otrzymała tytuł
profesora nadzwyczajnego, zaś w 1978 r.
profesora zwyczajnego.
Na Politechnice stworzyła liczący się
w skali światowej ośrodek badań w dzie¬
dzinie biofizyki. Przeniosła tam tematykę
toruńską, dotyczącą własności spektral¬
nych barwników występujących w orga¬
nizmach fotosyntetycznych. Badała ich
rolę w organizmach, drogi dezaktywacji
ich wzbudzeń oraz mechanizmy odpo¬
wiedzialne za przekazywanie pomiędzy
nimi energii wzbudzenia. W 1995 r. prof.
Danuta Frąckowiak przeszła formalnie na
emeryturę, ale nadal prowadziła wraz ze
swym zespołem prace badawcze doty¬
czące zastosowania metod spektralnych
do selekcji właściwych fotouczulaczy
i fotoznaczników, które mogą być użyte
w biologii i medycynie (w terapii i dia¬
gnostyce fotodynamicznej). Te badania
prowadziła w ramach współpracy mię¬
dzynarodowej z przodującymi ośrodka¬
mi biofizycznymi w USA i Kanadzie. Na¬
wiązała też bardzo owocną współpracę
z ośrodkami w Japonii.
Wypromowała 25 doktorów, z których
12 habilitowało się, zaś 5 uzyskało tytuł
profesora. Opublikowała ponad 200
oryginalnych prac naukowych w presti¬
żowych czasopismach międzynarodo¬
wych, szereg artykułów przeglądowych
i kilka rozdziałów w monografiach. Była
członkiem założycielem Polskiego Towa¬
rzystwa Biofizycznego i przewodniczącą
jego Zarządu Głównego. Mimo odejścia
z Torunia nigdy nie okazywała rozgory¬
czenia zaistniałą sytuacją. Wręcz prze¬
ciwnie, w wydanej w 2006 r. książce',
stanowiącej jej wspomnienia z okresu
studiów i dwudziestu lat pracy na UMK,
bez cienia urazy zademonstrowała swoje
przywiązanie do toruńskiej Alma Mater.
Przywiązanie to okazywała też, wspie¬
rając tych młodych toruńskich fizyków,
którzy zdecydowali się podjąć pracę na¬
ukową w dziedzinie biofizyki i fizyki me¬
dycznej. Skromnym wyrazem wdzięczno¬
ści za wszystko, co zrobiła dla ośrodka
toruńskiego, było przyznanie jej w 2007
r. przez Senat UMK medalu „Za Zasługi
Położone dla Rozwoju Uczelni". W to¬
mie2 Pomruki wojny Danuta opisała swo¬
je dzieciństwo i lata wojenne spędzone
xo #9 uc2eini
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Archipelag wiedzy
Podczas tegorocznego XI Festiwalu Nauki i Sztuki, na Wy¬
dziale Matematyki i i Informatyki odbył się wernisaż wystawy
naukowej zatytułowanej „Atlas nauki - sprawdź swój archi¬
pelag wiedzy!". Ekspozycję otworzyła wicedyrektor Biblioteki
Uniwersyteckiej Bożena Bednarek-Michalska wraz z dr Veslavą
Osińską, która reprezentowała Instytut Informacji Naukowej
i Bibliologii UMK. Na wernisażu obecny był także dziekan Wy¬
działu Matematyki i Informatyki profesor Andrzej Rozkosz.
Wystawę tworzyły reprodukcje map w formie plakatów
przedstawiających badania naukowe prowadzone w różnych
dziedzinach wiedzy i obszarach geograficznych. Kopie przybyły
do Torunia drogą morską z Uniwersytetu Indiana w USA i tak
jak kiedyś mapy były wykorzystywane przez podróżników do
eksplorowania nowych lądów, tak w dzisiejszych czasach mapy
wiedzy wykorzystywane są przez naukowców. To właśnie dzięki
owym mapom możliwe stało się dotarcie do najbardziej odle¬
głych zakątków nauki. Dowiadujemy się z nich wielu cennych
informacji na temat zajmujących badań naukowych, instytucji,
uczonych pracujących nad fascynującym eksperymentem, inte¬
resujących świadectw i dokumentów. Mogą być one poświę¬
cone wiedzy ogólnej lub konkretnym dziedzinom, umożliwiają
śledzenie powstawania i rozwoju nowych gałęzi
nauki oraz innowacyjnych odkryć. Mapy nauki
pomagają zrozumieć dynamiczny sposób komu¬
nikacji w zmieniającej się rzeczywistości, a także
wspierają poznanie sensu lawiny danych wygene¬
rowanych przez współczesne badania naukowe,
albowiem posiadają potencjał, który pozwala na
wizualizację ich wyników. Warto również zauwa¬
żyć, iż mapy mają swój odpowiednik online na
oficjalnej stronie projektu (http://scimaps.org),
który oferuje dostęp do wybranych serii wraz
z objaśnieniami i informacją o ich twórcach.
Ekspozycja powstała po sześciu latach pracy;
docelowo będzie dziesięć generacji map. Każde¬
go roku dodawanych jest 10 nowych, co zaowo¬
cuje 100 mapami w roku 2014. Wystawa „Atlas
nauki - sprawdź swój archipelag wiedzy!" zosta¬
ła stworzona w celu zwrócenia uwagi widza na
siłę, z jaką oddziałują mapy. Ich kopie mogą być
prezentowane przy okazji konferencji, posiedzeń,
sympozjów naukowych i stanowić doskonały
punkt wyjścia do dyskusji na temat rozwoju nauki.
Prezentowana wystawa naukowa miała za zadanie zainicjować
interdyscyplinarną dyskusję na temat wyznaczania najbardziej
istotnych kierunków rozwoju nauki światowej, a także sposo¬
bów przekazywania informacji o efektach prowadzonych ba¬
dań czy odkryciach naukowych. Ciekawostką może być fakt, że
na podstawie prezentowanych map nauki powstał Atlas Nauki,
który wyposażony jest w ponad trzydzieści całostronicowych
map, pięćdziesiąt wykresów oraz 500 kolorowych zdjęć. Wię¬
cej informacji można uzyskać pod adresem: http://scimaps.org/
atlas/.
Toruńska ekspozycja zorganizowana została dzięki współ¬
pracy Instytutu Informacji Naukowej i Bibliologii UMK oraz Bi¬
blioteki Uniwersyteckiej w Toruniu. W roku bieżącym wystawa
będzie prezentowana jeszcze w kilku ośrodkach naukowych
w Polsce: Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, Uniwer¬
sytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, Bibliotece Poznań¬
skiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu. W listopadzie
zaś zaprezentuje się podczas konferencji „Niewygodne dla wła¬
dzy", organizowanej przez Instytut Informacji Naukowej i Bi¬
bliologii UMK.
Dominik Mirosław Piotrowski
w Wilnie, kończąc te wspomnienia opi¬
sem przeprowadzki do Torunia i począt¬
ku studiów na UMK. Wynika z nich, że
zasadniczym motywem postępowania
Danuty w jej długim i pracowitym ży¬
ciu było pełnienie służby - początkowo
takiej, jakiej od niej wymagała złożona
w 1942 r. przysięga żołnierska. Potem tą
służbą okazało się aktywne włączenie się
w dzieło rozwijania nauki i szkolnictwa
wyższego w Polsce, jak gdyby w imie¬
niu tych wszystkich młodych i zdolnych
jej rówieśników, którzy zginęli w czasie
wojny i czasów pokoju już nie doczekali.
Dzięki takiej postawie potrafiła w latach
młodzieńczych - mimo koszmarnych
warunków wojennych - wzbudzić w so¬
bie zapał do nauki, do pracy i do dzia¬
łalności konspiracyjnej, zaś później jako
pracownik naukowy, mimo rozlicznych
przeszkód zdołała rozwinąć najpierw
w Toruniu, a potem w Poznaniu bada¬
nia naukowe na światowym poziomie,
stając się uznanym autorytetem w dzie¬
dzinie biofizyki i fotobiologii. Do końca
życia była dumna z osiągnięć naukowych
swojego ojca, ale najbardziej podkreśla¬
ła jego patriotyzm. Ciężko schorowa¬
na i przykuta do łóżka, była wzruszona
i	zadowolona, gdy z okazji 85. rocznicy
urodzin autorzy wręczyli jej egzemplarz
wydanej wtedy biografii Jabłońskiego3.
Cichym, ale stanowczym głosem po¬
wiedziała im: „Mój Ojciec był wielkim
patriotą, był dobrym Polakiem, był żoł¬
nierzem". I to są ostatnie słowa, które
swym młodszym kolegom przekazała
jakby w testamencie.
Cecylia Łubieńska-lwaniszewska
Józef Szudy
1	Danuta Jabłońska-Frąckowiak, Na
Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w la¬
tach 1946-1966, Wyd. UMK, Toruń 2006.
2	Danuta Jabłońska-Frąckowiak, Po¬
mruki wojny, Tow. Mit. Wilna i Ziemi Wi¬
leńskiej, Bydgoszcz 2004.
3	Józef Szudy, Andrzej Bielski, Aleksan¬
der Jabłoński (1898-1980) - fizyk, mu¬
zyk, żołnierz, Wyd. UMK, Toruń 2010.
•s uczeim u i
>>>
WSPOMNIENIA
Prof. Stanisław Gorgolewski
(1926-2011)
Przemówienie Rektora UMK, prof. Andrzeja Radzimińskiego, podczas
pogrzebu prof. Stanisława Gorgolewskiego (Toruń, 29.04.2011 r.).
„Moje życie trwa dwie miliardowe
części istnienia wszechświata" - po¬
wiedział niedawno Pan Profesor i to
budziło w nim pokorę wobec rzeczy¬
wistego miejsca człowieka na Ziemi.
Ale życie Pana Profesora to także
niemal cała historia istnienia Uniwer¬
sytetu Mikołaja Kopernika i to winno
budzić w nas podziw i wdzięczność.
Związał się z naszą Uczelnią w 1953
roku - obejmujący kierownictwo Ka¬
tedry Fizyki Doświadczalnej prof.
Włodzimierz Mościcki przyjechał do
Torunia wraz ze swym najzdolniejszym
studentem z poznańskiego uniwer¬
sytetu. Stanisław Gorgolewski miał
spędzić tu ponad 45 lat pracy, aż do
przejścia na emeryturę, a potem jesz¬
cze niemal każdy dzień w kolejnych
czternastu latach.
Jednak to nie tylko za czas spędzo¬
ny na naszym Uniwersytecie wyraża¬
my dziś wdzięczność, lecz za oddanie
i ogrom zasług, za to, że Uniwersytet
stał się dla Profesora nie tylko częścią
życia, ale jego sensem i istotą. Gdy
w 1959 roku powrócił z Cambridge,
wraz z gotową pracą doktorską pisaną
pod kierunkiem dwóch przyszłych nobli¬
stów, przywiózł sześć skrzyń z aparaturą,
którą-jak podkreślała po latach profesor
Wilhelmina Iwanowska - kupił za własne
pieniądze, systematycznie odkładane ze
skromnego stypendium. Ta aparatura, to
oddanie, zdobyta wiedza i doświadcze¬
nie w całości służyły rozwojowi Uczelni,
dając początek toruńskiej - a wraz z nią
i polskiej - radioastronomii, o której mó¬
wimy dziś z taką dumą, która jest dziś
jednym z naukowych filarów Uniwersy¬
tetu Mikołaja Kopernika.
Kiedy profesor Stanisław Gorgolewski
z właściwą sobie pasją opowiadał mi
o badaniach nad elektropizmem roślin,
wyjawił, że do zajęcia się tym proble¬
mem zainspirowała go obserwacja mor¬
wy rosnącej tuż obok budynku Centrum
Astronomii. Ten człowiek, który swą
wiedzę czerpał z kosmosu, wsłuchany
w jego niezauważalne fale, wpatrzony
w niekończącą się głębię Wszechświata,
umiał znaleźć inspirację z krzewu mija¬
nego każdego dnia w drodze do pracy.
Ten człowiek, który chciał budować
obserwatorium radiowe na niewidzial¬
nej stronie Księżyca, przystawał, by
obserwować najmniejszy kawałek ota¬
czającej go natury. Niech ta opowieść
zadziała na naszą wyobraźnię, niech
mają ją w pamięci szczególnie ludzie
nauki, niech przypomina nam, że jak
daleko nie sięgałby nasz wzrok, a się¬
ga dziś przecież coraz dalej, źródła po¬
znania są wciąż na wyciągnięcie ręki,
tuż obok, mijane często i lekceważone
w próbach dostrzeżenia tego, co za
horyzontem.
Wiemy, jak często mówił Pan Pro¬
fesor o metafizyce - przekonywał, że
człowiekowi nauki nie wolno o niej za¬
pominać, że jest jedną z dwóch stron
tej samej monety co rzeczywistość da¬
jąca się zmierzyć i zważyć. Dziś duch
Profesora przemierza tę przestrzeń,
której poświęcił swoje naukowe ży¬
cie i którą może wreszcie zobaczyć
z najpiękniejszej, a nam niedostępnej
perspektywy, dziś zna już te wszystkie
tajemnice Wszechświata, nad który¬
mi rozmyślał za życia, a które dla nas
wciąż jeszcze pozostają nieodkryte.
Wiemy dobrze, że każdego dnia wiecz¬
ności będzie patrzył i słuchał, poznawał
i odkrywał. Może usłyszy i nasze słowa
płynące z tej marnej kropki w nieskoń¬
czonej przestrzeni, te podziękowania za
wszystko, co dobrego zrobił dla naszego
Uniwersytetu. Dziękuję, Panie Profeso¬
rze!
Pamięć o prof. Hutnikiewiczu
13 kwietnia dla upamiętnienia szóstej
rocznicy śmierci prof. Artura Hutnikie-
wicza odbył się 5. z cyklu ,,Wykład Ar¬
tur Hutnikiewicz in memoriam". Referat
„Polski wiek XIX - koniec lektury?" w Sali
Kolumnowej Towarzystwa Naukowego
w Toruniu, przy ul. Wysokiej 16, wygło¬
sił prof. Jarosław Ławski z Uniwersytetu
w Białymstoku. W niedzielę 17 kwietnia
w kościele Wniebowzięcia Najświętszej
Marii Panny i bł. ks. Stefana Wincentego
Frelichowskiego (ul. Panny Marii 2, w To¬
runiu) w intencji śp. Profesora odprawio¬
na została msza święta.
★ ★★
Prof. Artur Hutnikiewicz, wybitny li¬
teraturoznawca, pracownik UMK od
samego początku Uczelni i Honorowy
Obywatel Torunia, urodził się we Lwo¬
wie w 1916 r. Stanowisko starszego asy¬
stenta w Katedrze Teorii Literatury i Lite¬
ratury Porównawczej na UMK otrzymał
w 1946 r. Przeszedł wszystkie szczeble
kariery uniwersyteckiej: doktoryzował
się w 1948 r. rozprawą o twórczości Że¬
romskiego, w 1962 r. został mianowany
profesorem nadzwyczajnym, a w 1973 r.
profesorem zwyczajnym. W latach 1956-
1958 był prodziekanem Wydziału Hu¬
manistycznego, do 1968 r. kierownikiem
Katedry Literatury Polskiej XX w., następ¬
nie w latach 1973-1986 kierownikiem
Zakładu Historii Literatury Polskiej, a od
1980 do 1986 r. dyrektorem Instytutu
Filologii Polskiej. Przez wiele lat działał
w Towarzystwie Naukowym w Toruniu,
w Radzie Naukowej Instytutu Badań Lite¬
rackich oraz w Komitecie Nauk o Litera¬
turze PAN. Był też członkiem honorowym
Towarzystwa Literackiego im. Adama
Mickiewicza oraz Towarzystwa im. Ste¬
fana Żeromskiego. W 1993 r. wstąpił do
reaktywowanej Polskiej Akademii Umie¬
jętności w Krakowie. W swoim dorobku
miał ponad 200 rozpraw i esejów, m.in.
studium „Żeromski i naturalizm", roz¬
prawę „Twórczość literacka Stefana Gra¬
bińskiego (1887-1936)", wielokrotnie
wznawianą monografię „Stefan Żerom¬
ski" oraz kompendium wiedzy o literatu¬
rze XX w. „Od czystej formy do literatury
faktu". Krytycznie nastawiony do rzeczy¬
wistości powojennej, nie był ulubieńcem
peerelowskich władz. Kilkakrotnie zabie¬
rano mu paszport, odmawiano prawa
wyjazdu z kraju, cenzurowano teksty.
Wykształcił 450 magistrów filologii pol¬
skiej, 12 doktorów i 8 doktorów habilito¬
wanych. Uwielbiał uczyć. Jego nazwisko
wymienił wśród najbardziej znaczących
dla polskiej nauki Jan Paweł II podczas
pobytu na toruńskim UMK w czerwcu
1999 r. Prof. Hutnikiewicz zmuszony po
studiach do opuszczenia ukochanego
Lwowa, zawsze podkreślał swoje ogrom¬
ne przywiązanie do Torunia, o którym
mawiał „moje małe miejsce na ziemi,
mój dom". Prof. Hutnikiewicz zmarł 16
kwietnia 2005 r.	(CPil)
12 GWSUCc
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Chemia w roli głównej
Zapraszamy na łamy
Jesteś pracownikiem naukowym lub studentem. Coś cieka¬
wego wydarzyło się na Twoim wydziale, o czym jeszcze nie
zdążyliśmy poinformować? Osiągnąłeś znaczący sukces, zosta¬
łeś zaproszony do prestiżowego gremium. Wróciłeś z ciekawej
wyprawy naukowej i możesz podzielić się swymi refleksjami.
A może masz ciekawy pomysł na artykuł o naszej Uczelni, coś
Cię w niej cieszy lub... irytuje? Chcesz za naszym pośrednic¬
twem zapytać o coś rektora, prorektorów, dziekanów? Za¬
chęcamy do kontaktu z naszą redakcją i zapraszamy na łamy.
W każdej sprawie!!!
Można do nas zadzwonić (tel. 56-611-42-89), napisać e-ma-
ila (glos-umk@umk.pl) lub osobiście zajrzeć do redakcji (ul. Ga¬
garina 39,1 p., pok. 5).
Winicjusz Schulz
redaktor naczelny „Głosu Uczelni"
Lewandowskiego z UMK oraz prof. Józefa Olejniczaka z Uniwer¬
sytetu Śląskiego. Uświetnił ją swoim występem znakomity aktor
Jan Peszek, który przy akompaniamencie Dariusza Zaleśnego (na
saksofonie) recytował utwory słynnego poety.
17 kwietnia z okazji 600-lecia I pokoju toruńskiego na Rynku
Staromiejskim w Toruniu rozegrało się wydarzenie plenerowe:
Z przeszłości w przyszłość 1411-2011-2411. Rozpoczęło się in¬
scenizacją ceremonii ratyfikacji I pokoju toruńskiego. Następnie
uczestnicy imprezy mieli okazję stworzyć wyjątkowy dokument
dla potomnych, który został przekazany do toruńskiego archi¬
wum w specjalnej kapsule czasu (z dopiskiem Toruń 2011 - To¬
runiowi 2411).
Niewątpliwą atrakcją tegorocznego Festiwalu był Namiot
Przygód, który w weekend 16-17 kwietnia został po raz pierw¬
szy w historii Festiwalu rozstawiony na Rynku Staromiejskim.
W tym samym miejscu i czasie funkcjonowało również Mobilne
Laboratorium, przeznaczone do monitoringu zanieczyszczeń
środowiska, w szczególności wód, gleb oraz roślinności.
W poniedziałek, 18 kwietnia, można było wziąć udział
w dwóch spektaklach: plenerowej odsłonie Instytutu B61 pt.
Czas Retencji oraz przedstawieniu Obłoki skłębione w wyko¬
naniu Teatru „Perpetuum Mobile". Spektakl oparty na komedii
Arystofanesa Chmury miał miejsce w Teatrze „Baj Pomorski".
Na zakończeniu Festiwalu, we wtorek 19 kwietnia, w Teatrze
im. Wilama Horzycy odbył się spektakl muzyczny Siostrunie
Danna Goggina przygotowany przez pracowników i studen¬
tów Akademii Muzycznej im. F. Nowowiejskiego w Bydgoszczy.
Organizatorami Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki są Urząd
Miasta Torunia, Uniwersytet Mikołaja Kopernika oraz Towarzy¬
stwo Naukowe w Toruniu.	(w)
Zdjęcia: Andrzej Romański
19 kwietnia zakończył się 11.
Toruński Festiwal Nauki i Sztuki.
W programie tegorocznej imprezy
znalazło się ponad 150 wydarzeń.
Dziedziną przewodnią w Roku Che¬
mii, jakim ogłoszono rok 2011, była
właśnie ta dziedzina nauki. W związ¬
ku z tym na inauguracji festiwalu
miała miejsce dyskusja panelowa pt.
Chemia, po prostu chemia. W Teatrze
„Baj Pomorski" w Toruniu o znacze¬
niu chemii dla postępu cywilizacji
rozmawiali prof. Paweł K. Kafarski
z Politechniki Wrocławskiej, prof. Ewa
Bulska z UW, senator RP prof. Janusz
Rachoń z Politechniki Gdańskiej, prof.
Michał Markuszewski z Collegium
Medicum UMK oraz znany artysta
Mariusz Lubomski. Moderatorem
dyskusji był prof. Bogusław Buszew-
ski z Wydziału Chemii UMK.
W sobotę, 16 kwietnia, w Stawie Komtura w Fosie Zamku
Krzyżackiego w Toruniu zaplanowano pokaz ratownictwa che¬
micznego. Również 16 kwietnia w Auli UMK odbyła się debata
o pianistyce z udziałem światowej sławy artysty Rafała Blecha-
cza, który już po raz drugi pojawił się na festiwalu. W Auli Wy¬
działu Matematyki i Informatyki o swoich Przygodach z chemią,
plastyką i muzyką opowiedział senator RP, prof. Janusz Rachoń.
Główna niedzielna impreza Festiwalu została poświęcona
Czesławowi Miłoszowi. 17 kwietnia w Teatrze „Baj Pomorski"
odbyła się dyskusja Miłosz jak świat? z udziałem prof. Wacława
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Na tropie Kopernika
Z prof. ROMANEM DĄBKIEM, naukowcem z Universidad Autonoma de Coahuila, Saltillo w Meksyku,
o tym, jak chemik stał się także historykiem nauki, rozmawia Winicjusz Schulz
-	Jak znalazł się Pan w Meksyku?
Dla Polaka to nadal dość egzotyczne
miejsce. Zwykle gdy wyjeżdżamy za
ocean, to do USA lub Kanady.
-	Po kilkakrotnych staraniach o sty¬
pendium podoktoranckie do Holandii,
kolega z UMK, który byt na stażu w Mek¬
syku, zasugerował mi ubieganie się
o	stypendium do Meksyku. Przygoto¬
wywałem się 9 miesięcy, bo to był dla
mnie właśnie kraj odległy, także pod
względem naukowym. Zdobyłem po¬
trzebne informacje, wypełniłem for¬
mularze, a rząd meksykański zaakcep¬
tował mój program - był to przełom
lat 1981 i 1982 - i tym sposobem sta¬
łem się stypendystą rządu meksykań¬
skiego (CONACYT) na rocznym stażu
naukowym w IPN w Cd. de México. Po
pierwszym roku, kiedy stypendium się
skończyło, zostałem zaangażowany
jako visiting professor na tej uczelni.
Z kolei sytuacja ekonomiczna w kra¬
ju spowodowała, że władze zwróciły
się do wszystkich stypendystów, żeby
szukali stypendiów, kontraktów na
świecie. W związku z tym ja też po ze¬
braniu w ambasadzie byłem otwarty
na takie propozycje. Uczestniczyłem
w I Kongresie Polimerowym w Meksy¬
ku w 1983 r„ po moim referacie dwaj
profesorowie Uniwersytetu w Saltillo
zaproponowali mi poprowadzenie
2-tygodniowego Seminarium Spe¬
cjalistycznego dla studentów nowo
otwartego programu z polimerów na
tej uczelni. Zgodziłem się i po zakończe¬
niu seminarium ze strony uczelni w Sal¬
tillo padła propozycja zatrudnienia mnie
na okres próbny 2 lat. Zgodziłem się, je¬
żeli jest taka możliwość zatrudnienia, to
ja chętnie skorzystam. Po 2 latach otrzy¬
małem kontrakt bezterminowy i tytuł
Profesor Catedrático Investigador (naj¬
wyższej kategorii „C").
-	Czy w Meksyku działa wielu pol¬
skich naukowców? Zdarza się Panu
w miarę często spotykać tam Pola¬
ków?
-	Bardzo często. Na początku lat osiem¬
dziesiątych była nawet taka wielka orkie¬
stra symfoniczna meksykańska, w której
oprócz dyrygenta Meksykanina była naj¬
większa grupa Polaków muzyków. Jeżeli
chodzi o świat nauki, to praktycznie na
każdej uczelni było po czterech-pięciu
Polaków, też o statusie stypendystów.
Liczba ta jednak bardzo zmalała, prak¬
tycznie już większość z różnych wzglę¬
dów, przeważnie osobistych, wróciła do
kraju i w tej chwili jest nas może około
dziewięciu-dziesięciu. Nie spotykamy się
często, ponieważ jesteśmy rozrzuceni po
różnych ośrodkach, a motywów, żeby się
spotkać, poza osobistymi, nie ma. Jedy¬
nie pozostały kontakty telefoniczne i ko¬
munikatory internetowe.
-	Ale języka polskiego Pan nie za¬
pomina?
-	Nie, nie mogę zapomnieć - każdego
roku jestem w kraju. „Ląduję akumulato¬
ry", aby kontynuować rozpoczęte wcze¬
śniej prace badawcze i dydaktyczne.
-	Tam w Meksyku Pan - chemik,
a nie historyk czy astronom - zain¬
teresował się Kopernikiem. Zdecy¬
dował się Pan jednak badać nie tyle
same dokonania naukowe naszego
wielkiego torunianina, ale to, jak
owe dokonania, wieści o nich roz¬
chodziły się po świecie, nawet po
tak egzotycznych jego zakątkach jak
choćby wyspy na Pacyfiku. Skąd taki
osobliwy pomysł?
-	Po każdym kongresie naukowym
chemicznym w Meksyku nie uprawia¬
łem turystyki naukowej, tzn. nie cho¬
dziłem po atrakcyjnych miejscach, ale
zawsze szedłem do archiwum, aby szu¬
kać informacji o Polakach. I tym sposo¬
bem oprócz chemii, mojej głównej pasji,
wszedłem w tzw. biografistykę polonijną
ze specjalnością Meksyku. Ponieważ ta
tematyka w pewnym momencie napro¬
wadziła mnie na obchody kopernikań-
skie w 1873 roku w Meksyku, wątek
nieznany kompletnie w Polsce, więc
zająłem się tym. Idąc dalej, zająłem się
tematem bardzo interesującym, fascy¬
nującym, a mianowicie rozpowszech¬
nianiem idei i myśli Kopernika w świe¬
cie, ciągle jako moim hobby.
-	Czyli to był ten początek i wyda¬
wało się, że to będzie jednorazowe
wydarzenie, a temat rozlał się jak
rzeka?
-	Właśnie tak. Oprócz podstawo¬
wej informacji, że De revolutionibus
po raz pierwszy weszło w obieg świa¬
towy, przekraczając granice Hiszpa¬
nii w 1600 r., zaskoczeniem było dla
mnie, że Meksyk był miejscem pośred¬
nim, a nie docelowym w tej wędrów¬
ce. De revolutionibus zawędrowało aż
na Filipiny. W związku z tym od No-
rymbergi, gdzie ukazał się pierwszy
egzemplarz, dzieło przewędrowało aż
do Filipin w 1688 r., a więc stało się to
bardzo szybko. Są to rzeczy fascynu¬
jące pod względem egzotyki, jak rów¬
nież pod względem rozprzestrzeniania
się myśli Kopernika.
-	Na pierwszy rzut oka wydawa¬
łoby się, że porywał się Pan z... mo¬
tyką na słońce. Pan - chemik, a tu
przede wszystkim potrzeba wielkiej
wiedzy historycznej, w tym i meto¬
dologii.
-	Tak. Dodam więcej - musiałem tak¬
że przypomnieć sobie łacinę i pogłębić
znajomość hiszpańskiego, ale szesnasto-
wiecznego. Nie miałem jednak żadnych
terminów, których musiałbym pilnować.
Mogłem sobie sam dyktować tempo, jak
i	obiekty badań. Pojawiło się natomiast
inne zagadnienie: metodyka badania
rozprzestrzeniania się idei. To metodyka
nieznana, a więc poprzez konsultacje
z profesorami w Toruniu (m.in. profeso¬
rem Sławomirem Kalembką, profesorem
Januszem Małłkiem) musiałem doszlifo¬
wać sobie warsztat metodyczny histo¬
ryka i przekształcić go na swoje własne
potrzeby.
i4 st«s uczeioi
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
-	I w ten sposób stał się Pan rów¬
nież humanistą...
-	Nasycenie humanistyki nowymi ten¬
dencjami, metodami, mam na myśli
komputery i metody ilościowe, jest już
coraz silniejsze. Z każdym rokiem przy¬
bywa prac, które prezentują ten punkt
widzenia i właśnie ten punkt widzenia -
ilościowy - jest pewnym drogowskazem
i novum dla tych nauk. Ja, mając zaple¬
cze w postaci metodyki badawczej nauk
ścisłych, nie miałem żadnych trudności
z przerzuceniem swojego doświadczenia
na teren całkowicie nowy - historię. Są
to badania jak najbardziej interdyscypli¬
narne.
-	Doprecyzujmy. Kiedy mniej wię¬
cej zaczęły się Pańskie badania doty¬
czące Kopernika?
-	Zaczęło się od artykułu, który napi¬
sałem do „Głosu Uczelni", o Koperniku,
o	warstwie kulturowej znajomości Ko¬
pernika w Meksyku. Ukazał się on chyba
w 1997 r. Impulsem do napisania tego
artykułu był fakt, że w stolicy Meksy¬
ku odkryłem drugi pomnik Kopernika,
a nasz ukochany Toruń ma zaledwie je¬
den. W Toruniu mamy też jedną ulicę Ko¬
pernika, w Meksyku pięć. A więc te ba¬
nalne porównania wskazują, że musiało
być coś więcej... To właśnie było impul¬
sem do napisania tej ciekawostki, i tak
się zaczęła moja współpraca z „Głosem
Uczelni".
-	Jak zaczął Pan swe poszukiwa¬
nia? Dla laika może się to wydawać
albo poszukiwaniem przysłowiowej
igły w stogu siana, albo też pracą
dla detektywa.
-	Zgadza się. Takich prac w literaturze
kopernikańskiej praktycznie nie ma, i to
był punkt wyjścia. Zaczęło się od bardzo
prostej sprawy. W 1873 r., kiedy Pol¬
ska była nieznana na mapie politycznej
świata, w Meksyku odbyły się dwie uro¬
czystości o charakterze kopernikańskim
zorganizowane przez najwyższe władze
państwowe. A więc taka wielka impre¬
za, na taką skalę, podczas gdy w Toru¬
niu organizowana była jedynie niewielka
uroczystość - to mnie zaintrygowało.
Zastanawiałem się, jak to jest możliwe.
Poszedłem wtedy w dwóch kierunkach:
ku współczesności, ale i cofnąłem się
(bo te obchody były jakby skutkiem cze¬
goś), i tym sposobem doszedłem do tej
przełomowej daty, kiedy to dzieło Ko¬
pernika przekroczyło granice fizyczne
Europy, a stało się to w Hiszpanii. Było
to dla mnie także jedną z tez, którą mu¬
siałem udowodnić. Okazało się, że mia¬
ło to miejsce w 1600 r. w porcie Sevilla
w Hiszpanii, na statku, który płynął do
Meksyku (wówczas zwanego Nową Hisz¬
panią). Pojawiła się tu także sensacyjna
sytuacja, ponieważ w tej samej skrzyni,
oprócz sześciu egzemplarzy dzieła Ko¬
pernika, znajdowała się książka o Polsce
pt. „Polonia felix..." francuskiego autora
z XVI w. Etienne Forcadela (Forcatulus).
Sensacyjne jest również i to, jak wówczas
książki w tak szybkim czasie zawędrowa¬
ły aż na drugi kontynent.
-	Który z tropów najbardziej Pana
zaskoczył? Która z wiadomości była
największą niespodzianką?
-Zaskoczyła mnie najbardziej sytuacja,
która dotyczyła liczby egzemplarzy dzieła
Kopernika przewożonych w tej skrzyni na
statku do Meksyku i roku możliwego ich
wysłania na drugą półkulę. Druga sprawa
miała miejsce, kiedy uporczywie szuka¬
łem jakiegoś dokumentu, śladu o zasto¬
sowaniu teorii w nauce, w nautyce. Były
pewne przesłanki, bo jeden z autorów
podał lakoniczną informację, że dzięki
teorii Kopernika statki powróciły z Filipin
do Hiszpanii. Dla mnie ta informacja była
bardzo intrygująca. Doszedłem wtedy do
sensacyjnego dokumentu „Opinia o po¬
łożeniu wysp w stosunku do linii demar-
kacyjnej". Dzięki metodzie rachunkowej
Kopernika i tablicom z De revolutionibus
została udowodniona racja stanu, w tym
wypadku Hiszpanii do wyspy filipiń¬
skiej. Dokument jest opinią skierowaną
do króla hiszpańskiego. W naradzie na
najwyższym szczeblu administracyjnym
uczestniczyły tylko cztery osoby: król
hiszpański, dwóch jego doradców i za¬
konnik, który wykonywał pomiary. Tak
więc nie mieli oni żadnego interesu, aby
szerzyć informacje o Koperniku. Doku¬
ment wyraźnie mówi o tym, że dzięki
odczytom wykonanym przez tego wła¬
śnie zakonnika, tablicom z danymi Ko¬
pernika, dzięki metodzie Kopernikańskiej
można było dokładnie określić granice.
Mało tego, dokument ten zawiera także
porównanie danych, analogicznych obli¬
czeń, wykonanych metodą Ptolemeusza.
Są to dowody ewidentne na to, że teoria
Kopernika sprawdziła się w praktyce że¬
glarskiej w stu procentach, bo żeglarze
weryfikowali teorie astronomiczne.
-	Co przede wszystkim świat wie
o	Koperniku? Czy prócz dzieła „O
obrotach sfer niebieskich" znane
są także dokonania Kopernika w in¬
nych dziedzinach, choćby w medy¬
cynie czy ekonomii?
-	Muszę przyznać, że tym tropem też
usiłowałem pójść, zastanawiając się na
przykład nad słynnym komentarzykiem
Kopernika. Nie udało mi się niestety zna¬
leźć żadnych śladów o pracach innych
niż De revolutionibus, o tym, że Kopernik
był ekonomistą, medykiem. To dopiero
końcówka wieku XVIII i wiek XIX, czyli są
to wieści mocno spóźnione w stosunku
do doniesień dotyczących astronomii.
-	Czy te dotychczasowe badania
recepcji nauk Kopernika w świe-
cie mogą skłaniać do konkluzji, że
Kopernik to największa światowa
gwiazda w dziejach polskiej nauki,
postać najbardziej znana w świecie?
-	Tak, zdecydowanie się zgadzam z tą
tezą i wiem, że takie porównania różnych
postaci są dokonywane przez rozmaite
czasopisma, stowarzyszenia. Z tych in¬
formacji, jakimi dysponuję, wynika rze¬
czywiście, że Kopernik jest na pierwszym
miejscu. Można powiedzieć więc, ze jest
numerem jeden naszej nauki.
-	Ciekawostką jest zapewne to,
że premiera Pańskich publikacji
na temat Kopernika miała miejsce
w „Głosie Uczelni" - miesięczniku
UMK i ku Pańskiemu sporemu za¬
skoczeniu publikacje te zaczęły żyć
w świecie. Co było dalej?
-	Po opublikowaniu wersji elektronicz¬
nej moich publikacji odezwał się do mnie
profesor John Crossley z Australii, też
hobbysta kopernikolog, wskutek czego,
po pewnym czasie, powstał niewidocz¬
ny zespół badawczy, jakby niewidoczna
katedra: ja, profesor z Australii, dwóch
profesorów z Filipin (J. Regalado Troto
i	Aparicio Angel A.), tudzież trzy osoby
z Meksyku. Wymieniamy się informacja¬
mi w formie dobrowolnej, niesformalizo-
wanej. Ale jeszcze jeżeli chodzi o dalsze
losy, nie miałem dotąd czasu na publi¬
kowanie tych informacji w specjalistycz¬
nych czasopismach z dziedziny historii
i	astronomii, bo to wymaga przygoto¬
wania artykułów zgodnie z wymogami,
w języku angielskim. Zamierzam publiko¬
wać te opracowania teraz. Doszło też do
koncepcji publikacji książkowej. Dzięki
sugestii doktora Wojciecha Streicha, któ¬
ry w jednym ze swoich artykułów, podsu¬
mowującym osiągnięcia „Głosu Uczelni"
za rok miniony, zasugerował potrzebę jej
wydania, zacząłem nad tym pracować.
Pierwszą wersję skierowałem do serii
„Studia Copernicana". Niestety jednak
moja propozycja nie odpowiadała okre¬
ślonym standardom, w związku z czym
zwróciłem się z tą sprawą ostatecznie do
Wydawnictwa Naukowego UMK. Propo¬
zycja została przyjęta.
-	Dziękuję za rozmowę.
Wywiad ten prezentowany był także
w programie „Hotspot" na antenie Radia
Gra. Audycji tej można słuchać w każdą
niedzielę po godz. 13.
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Kridlowskie paczki
Latem 1947 r. Manfred Kridl, wybitny historyk i teoretyk li¬
teratury, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
i współtwórca radykalnego, formalistyczno-strukturalistyczne-
go zwrotu w kierunku nowoczesnych, autonomicznych badań
literaturoznawczych, odwiedził Toruń i nowo powstały uniwer¬
sytet. Tu, przy okazji wielu spotkań ze swoimi wileńskimi przy¬
jaciółmi i znajomymi, wyrażał nadzieję, że niedługo powróci na
stałe do Polski.
Marzenie to nigdy się nie spełniło i profesor Kridl zmarł
w 1957 r. w Nowym Jorku. Pomimo wyboru życia na emigracji
i znacznego oddalenia od kraju nigdy nie zerwał kontaktów
z przyjaciółmi z „kolonii wileńskiej", którzy w 1945 r. osiedli
w Toruniu i uczestniczyli w tworzeniu Uniwersytetu Mikołaja
Kopernika. Szybko się okazało, jak ważne było jego wspar¬
cie dla przyjaciół żyjących w Polsce w trudnych powojennych
czasach, kiedy brakowało wielu podstawowych, potrzebnych
do życia produktów. Sprawa „Kridlowskich paczek" jest o tyle
istotna, że wiadomości na temat zagranicznej pomocy dla
UMK nie znajdziemy ani w opublikowanych źródłach i wspo¬
mnieniach pracowników, ani w monografiach dziejów toruń¬
skiej Alma Mater. Tymczasem informacje dotyczące tej kwestii
znajdują się w materiałach i korespondencji w archiwum Kridla
przechowywanym w Bakhmeteff Archive (Columbia University
Libraries) w Nowym Jorku oraz materiałach w Archiwum UMK
i Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu.
Los nowo powstałego uniwersytetu był Kridlowi szczególnie
bliski, bowiem znaczną część kadry toruńskiej uczelni stano¬
wili jego przyjaciele i koledzy z Uniwersytetu Stefana Batore¬
go w Wilnie, w tym m. in. Maria i Jan Prufferowie, Tadeusz
7
wgU? V;
Fragment archiwum M. Kridla
Czeżowski, Henryk El-
zenberg, Stefan Srebrny,
Konrad Górski, Stefan
i Lidia Wołoszynowie,
Irena Sławińska czy Cze¬
sław Zgorzelski. W To¬
runiu chciano wierzyć
w powrót Kridla do Pol¬
ski, myślano o tym głów¬
nie dlatego, że w latach
powojennych UMK,
a szczególnie Wydział
Humanistyczny, borykał
się z niedoborem kadry
naukowo-dydaktycznej,
zwłaszcza profesorów,
którzy mogli objąć sa¬
modzielne katedry.
Pomysł powrotu Kridla do Polski od początku był nierealny.
Do roku 1948 wykładał w elitarnym żeńskim Smith College
w Northampton, a potem objął katedrę literatury polskiej im.
Adama Mickiewicza na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jor¬
ku. Z pewnością o pozostaniu Kridla na emigracji przesądziła
również jego dobra sytuacja materialna w Stanach Zjednoczo¬
nych. Do powrotu zniechęcał go nie tylko nowy ustrój, ale tak¬
że poziom i standard życia w powojennej Polsce.
Mimo rozlicznych zajęć i obowiązków Kridl nie zapomniał
o swych wileńskich przyjaciołach. W latach 1946-1948 zorga¬
nizował dla nich zaplanowane na dużą skalę wsparcie, które
obejmowało oficjalną pomoc dla uniwersytetu i prywat¬
ną dla poszczególnych osób. Pierwsza z nich opierała się
na jasno sprecyzowanych zamówieniach przesyłanych
do Stanów przez kierowników poszczególnych jedno¬
stek organizacyjnych UMK. Najpewniej listy te spisa¬
no na prośbę Kridla, który chciał pomóc w najbardziej
precyzyjny sposób. Świadczą o tym zamówienia z wie¬
lu katedr UMK, obejmujące różne dyscypliny naukowe,
zachowały się te listy w liczbie 31 w archiwum Kridla.
Niektóre z nich były skromne (np. jedna lupa binoku-
larna), inne to bardziej szczegółowe, precyzyjne i wie¬
lostronicowe spisy potrzebnych rzeczy. Zamówienia nie
ograniczały się tylko do książek i czasopism, ale często
dotyczyły także aparatury badawczej. I tak np. Zakład
Biologii Ogólnej składał zapotrzebowanie m.in. na trzy
siatki planktonowe, namiot wycieczkowy na cztery oso¬
by, olejek cedrowy, balsam kanadyjski i pięć kompletów
przyrządów sekcyjnych.
Pomoc oficjalna docierała także do poszczególnych
pracowników i studentów. Zachowana w archiwum
Kridla lista pracowników UMK - profesorów i sił po¬
mocniczych - licząca dziewięć stron maszynopisu i po¬
chodząca prawdopodobnie z 1946 r., została następnie
rozszerzona o urzędników. Łącznie wymieniono w niej
285 osób. Ten spis pracowników był podstawą do pro¬
wadzenia zakrojonej na szeroką skalę pomocy, organi¬
zowanej i koordynowanej przez Kridla, którą realizowały
różne instytucje polonijne i amerykańskie drogą morską.
Nie obywało się przy tym bez problemów, z nich naj¬
ważniejszy wiązał się z niewłaściwą dystrybucją paczek,
które np. zamiast trafiać do studentów, rozdawane były
wśród pracowników. Inna kwestia dotyczyła przejmo-
i6 gms uczemi
>>>
r i
i
Prestiż
I WYRÓŻNIENIE
Z prof. Mirosławem Strzyżewskim, dyrektorem Wydawnictwa Naukowego UMK,
o współpracy z Fundacją na rzecz Nauki Polskiej rozmawia Marcin Lutomierski

Jak Wydawnictwo przygotowuje się do realizacji powierzo¬
nych mu zadań?
Serię FNP traktujemy priorytetowo. Wytypowana została gru¬
pa redaktorów i pracowników technicznych, którzy są w stanie
wydawać książki na najwyższym, profesjonalnym, poziomie. Są
to pracownicy, którzy wszystkie czynności związane z przygo¬
towaniem redakcyjnym tomów wykonują w programach kom¬
puterowych. Tradycyjne metody redakcji tekstów nie wcho¬
dzą tu już w grę, ponieważ autorzy są spoza naszej Uczelni
i trzeba kontaktować się z nimi na bieżąco. Grupa osób, któ¬
ra zajmuje się przygotowywaniem redakcyjnym, korektorskim
i technicznym jest w stałym kontakcie mailowym z poszczegól¬
nymi autorami. Mamy w tej chwili platformę na naszej stronie
internetowej, która umożliwia bezpośrednie łącze z autorami
i świetnie sprawdza się w takich sytuacjach. Sama Fundacja ma
również wgląd w tok prac, które prowadzimy. Prace muszą być
wykonywane nie tylko bardzo dokładnie, ale i systematycznie,
w związku z czym wymagają dynamiki i nowoczesnych narzę¬
dzi - zarówno w naszej procedurze redakcyjnej, jak i wydawni¬
czej. To był zresztą jeden z elementów, dzięki któremu nasze
Wydawnictwo otrzymało zadanie publikowania i dystrybuowa¬
nia serii FNP.
Czy Wydawnictwo ma wpływ na dobór autorów i tematykę
publikowanych książek?
Po części tak. Procedura wygląda następująco: nowe tytuły
są w całości wyborem Fundacji na rzecz Nauki Polskiej i my
wydajemy te pozycje na zlecenie FNP. Otrzymaliśmy również
zgodę na publikowanie wszystkich dotychczasowych wydaw¬
nictw książek z serii „Monografie FNP”. A więc z ogromnej
gamy tytułów, które ma Fundacja, możemy sami, jako Wy¬
dawnictwo zaproponować tytuły, które będziemy wydawać już
tylko na naszą odpowiedzialność (w sensie wydawniczo-mer-
kantylnym), jako drugie wydania bądź wznowienia.
A jaki będzie pierwszy nowy tytuł i kiedy się ukaże?
Pierwszą wydaną przez nas książką będzie monografia dr
Doroty Zygmuntowicz Praktyka polityczna. Od „Państwa" do
„Praw” Platona, która ukaże się w maju br.
)	Jak wiadomo, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej powierzyła
Wydawnictwu Naukowemu UMK publikowanie i dystrybu¬
owanie Serii Humanistycznej „Monogratie FNP”. Co to ozna¬
cza dla Uniwersytetu i dla Wydawnictwa?
Zarówno dla Uniwersytetu, jak i dla Wydawnictwa oznacza
to przede wszystkim prestiż i wyróżnienie. Wydawnictwo
ubiegało się o tę współpracę w konkursie, który udało nam
się wygrać. Spełniamy bowiem wszelkie warunki techniczne,
merytoryczne i dystrybucyjne. Jest to dla nas prestiżowe wy¬
różnienie, ponieważ seria, którą będziemy wydawać cieszy się
bardzo dużą renomą i obecna jest na rynku od połowy lat 90.
Ukazują się w tej serii prace, które wcześniej zostały nagrodzo¬
ne w konkursie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Jesteśmy
tym zaszczyceni.
Czy poza prestiżem Wydawnictwo otrzyma coś jeszcze?
Jest to intratne przedsięwzięcie również z punktu widzenia
ekonomicznego, ponieważ Fundacja na rzecz Nauki Polskiej
opłaca całą procedurę wydawniczą, natomiast zysk ze sprze¬
daży publikacji pozostaje na Uczelni. Jest to przedsięwzięcie
długofalowe, będziemy wydawać wiele tych tomów, co przeło¬
ży się na konkretne rezultaty ekonomiczne.
Dziękuję za rozmowę.
4
fol. r.J.MOs/CWskl
www.wydawnictwoumk.pl
>>>
Jarosław Asztemborski
Nowe inwestycje
ydawnictwie
Wydawnictwo Naukowe UMk w obecnym kształcie
działa Od 2 listopada 2007 roku. Wtedy to decyzją
JM Rektora nastąpiło połączenie Działu Wydawnictw
UMK, Samodzielnej Sekcji Wydawnictw przy Collegium
Medicum i Biura Promocji i Dystrybucji Wydawnictw
Naukowych UMK. Misją oficyny jest propagowanie nauki
toruńskiej w kraju i zagranicą. Publikuje ono monogra¬
fie, rozprawy, czasopisma naukowe, podręczniki, skrypty
i materiały informacyjne. Rocznie wydawanych jest ponad
200 tytułów. Ich liczba z każdym rokiem rośnie. Plasuje
to wydawnictwo w ścisłej czołówce polskich naukowych
oficyn.
Prace publikowane w WNUMK przygotowywane są
z dużą dbałością zarówno o stronę merytoryczną, jak
i edytorską. Owocuje to wieloma nagrodami i wy¬
różnieniami, jakie co roku otrzymuje. Znalazły
cię wśród nich m.in. „KLIO” za książkę Pawła Je¬
ziorskiego Margines snołeczny w dużych miastach Prus
i inflant w późnym średniowieczu i wczesnych czasach nowożyt¬
nych; „Edycja” dla wydawnictwa za kunszt edytorski i po¬
ligraficzny; „Academia” za rozprawę Mirosława Strzyżew¬
skiego Romantyczna nieskończoność; wyróżnienie w 2008
roku podczas XII Poznańskich Dni Książki Naukowej w
Konkursie na Najlepszą Książkę Akademicką za inkunabuły
w zbiorach Biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie Janu¬
sza Tondela.
Oferta wydawnictwa obejmuje prace z zakresu wszyst¬
kich uprawianych na uczelni nauk, tj. humanistyki, nauk
społeczno-ekonomicznych, matematyczno-przyrodniczych
i medycznych. Poza pracami toruńskich uczonych wyda¬
wane są także tłumaczenia wybitnych naukowców i myśli¬
cieli od antyku po współczesność.
Wydawnictwo Naukowe UNIK wciąż się rozwija. Wśród
jego ostatnich nabytków znalazły się nowoczesne systemy
druku cyfrowego firmy Konica Minolta. Nowe maszyny
pozwolą jeszcze szybciej i lepiej wydawać prace naukowe.
Wydzierżawione zostały dwie nowe maszyny do cyfrowe¬
go druku. Bizhub Pro 1600P służy do przygotowywania
tekstów czarno-białych. Pracuje przy tym w bardzo niskiej
temperaturze. Dzięki temu jakość druku jest znacznie
wyższa, czcionki są wyrazistsze i trwalsze. Wcześniej sto¬
sowana technika wymagała znacznie wyższej temperatury
nadruku. Negatywnie wpływało to na trwałość wydanego
materiału, a także jakość użytego papieru. Zadaniem Biz¬
hub Press C6000 jest druk kolorowych prac. Dzięki tej
maszynie wydawnictwo ma możliwość publikacji plaka¬
tów w formacie A12. Pozwala ona na druk 160 obrazów
na minutę. Ponadto zakupione zostały również nowa ma¬
szyna do foliowania oraz ploter. Nowy sprzęt znacznie
usprawnił pracę wydawnictwa. Pozwolił na druk więk¬
szych nakładów o wiele lepszej jakości.
łoi. T. Jaroszewski
Suj www.wydawnictwoumk.pl
>>>
MOJE
BUTY...
z dr han. Anną Orlikowską pracownikiem Instytutu
Archeologii UMK, ojej najnowszej książce, nagrodzie
i innych sprawach rozmawia Martin LlltOItliCrSki
W kwietniu br. otrzymała Pani od Ministra Kultury i Dziedzic¬
twa Narodowego Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Proszę powiedzieć: za co przyznawana jest ta nagrodaP
Medal ten przyznawany jest osobom wyróżniającym się w twór¬
czości artystycznej, działalności kulturalnej lub ochronie kultu¬
ry i dziedzictwa narodowego. Ja otrzymałam go za działalność
na rzecz ochrony zabytków i za dokonania w dziedzinie konser¬
wacji zabytków archeologicznych.
Na czym koncentrują się prowadzone przez Panią badania?
Moje zainteresowania badawcze rozwijają sie w kilku kierun¬
kach. Od lat zajmuje się staropolską kulturą funeralną; inte¬
resują mnie zwyczaje pogrzebowe. Dlatego razem z dr Mał¬
gorzatą Grupą w miesiącach letnich prowadzimy wykopaliska
w kościele św. Mikołaja w Gniewie i na byłym przykościelnym
cmentarzu. Wspólnie podejmujemy również badania nad no¬
wymi metodami konserwacji zabytków wykonanych z surow¬
ców organicznych. Oprócz tego zawsze interesowały mnie za¬
gadnienia związane z historią ubioru i mody, co starałam się
zaprezentować w moich książkach. W moich pracach podsta¬
wę źródłową stanowią zabytki archeologiczne, ale wykorzystuję
również źródła ikonograficzne i pisane.
Jest Pani autorka m.in. monografii „Odzież grobowa w Rze¬
czypospolitej w XVII i XVIII wieku”. Skad wzięło się zaintere¬
sowanie tym osobliwym tematemP
Zanim zaczęłam pisać tę książkę, wiele lat zajmowałam się
konserwacją tkanin pozyskiwanych z krypt grobowych i grobów
pod posadzkowych zlokalizowanych w kościołach. Na początku
poddawałam konserwacji ubiory dzieci. Opisałam je w jednym
z rozdziałów mojej pierwszej książki zatytułowanej Odzież dzie¬
cięca w Polsce XVII i XVIII wieku. Drugą książkę już w całości
poświęciłam odzieży grobowej. W pracach konserwatorskich
interesowało mnie zwłaszcza rekonstruowanie odzieży, w któ¬
rej składano do grobów zmarłych. Bardzo często z małych
fragmentów udawało nam się odtworzyć całe XVII i XVIII-
-wieczne suknie, żupany, nakrycia głowy czy maleńkie dziecię¬
ce sukienki, a nawet powijaki. Nie mogłabym napisać książki o
odzieży grolowej bez wiedzy i doświadczenia konserwatorskie¬
go, ponieważ zanim przystąpiłam do przeprowadzenia analiz ko-
stiumologicznych, musiałam zachowane we fragmentach ubiory
wstępnie zabezpieczyć. Zajmowanie się zabytkami pochodzący¬
mi z krypt grobowych uczy pokory i człowiek nabiera dystansu
do otaczającego świata, a to wbrew pozorom dodaje sił.
Z kolei najnowsza książka dotyczy historii obuwia na ziemiach
polskich. Czego można dowiedzieć się. badając obuwieP
Obuwie jest i było bardzo ważnych elementem stroju. Jego forma
zmieniała się wraz ze zmianami kroju ołzieży, dlatego można
na tej podstawie między' innymi analizować zmiany zachodzące
w modzie. Można również obserwować, na czym ixlegał rozwój
rzemiosła szewskiego, a także możemy dowiedzieć się, jaka była
pozycja społeczna właściciela danego obuwia. Oprócz tego, że
w książce analizowałam zmiany zachodzące w modzie obuwni¬
czej na przestrzeni kilku stuleci, to również chciałam pokazać,
jak bardzo obuwie wrosło w tr adycję kulturową, co między in¬
nymi wyrażało się w lx)gatej symbolice, zwrotach i przysłowiach.
Czy istniał jakiś oryginalny polski styl obuwiaP
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, chociaż
nasuwa mi się jedna odpowiedź. Do narodowego stroju pol¬
skiego, czyli do żupana i kontusza, przewiązanego jedwabnym
pasem, mężczyźni zakładali obuwie z wysokimi cholewami,
osadzone na metalowych podków'kach. Czyli skoro zakładano
je do stroju polskiego, to można byłoby powiedzieć, że jest to
obuwie polskie. Jednak forma tego obuwia została ukształtowa¬
na pod wpływem trendów' napływających ze Wschodu.
Na zakończenie chciałbym zapytać o Pani najbliższe plany
naukowo-wydawnicze.
Mam wiele pomysłów na kolejne książki i mam nadzieję, że
uda mi się te plany zrealizować. Jeśli pyta Pan jednak o moje
najbliższe plany, to właśnie kończę książkę o ozdobach i na¬
kryciach głowy na ziemiach polskich od X do XVIII wieku.
Mam nadzieję, że uda mi się ją opublikować w naszym Wy¬
dawnictwie Naukowym, z którym od kilku lat współpracuję.
Dziś, korzystając z okazji, chciałabym wszystkim pracownikom
Wydawnictwa podziękować za życzliwość i pomoc w pracach
związanych z przygotowywaniem moich książek do druku.
Dziękuję za rozmowę.
www.wydawnictwoumk.pl
>>>
mmw
•Wis?
o
o-
?
3-
ŁO
r*
5
6
Cl.
O
*0
2
S
S
Ui
rł
O
3
0
untowicz
Praktyka polityczna
Od Państwa do Praw Platona
WYDAWNICTWO NAUKOWE
UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA
prezentuje
pierwszą książkę wydaną w ramach współpracy
z Fundacją na Rzecz Nauki Polskiej
Dorota Zygmuntowicz
Praktyka polityczna.
Od „Państwa” do „Praw” Platona
do nabycia w dobrych księgarniach, na stronie internetowej
www.wydawnictwoumk.pl
oraz pod adresem: Wydawnictwo Naukowe UMK, ul. Gagarina 5
87-100 Toruń, e-mail: books@umk.pl
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Wilno Miłosza
Ogłoszony przez Sejm RP „Rok Czesława Miłosza" obfituje
i najpewniej będzie przez następne miesiące obfitował w róż¬
norodne wydarzenia artystyczne, naukowe i kulturalne poświę¬
cone pamięci laureata literackiej Nagrody Nobla.
Pierwszym z tych wydarzeń był zorganizowany 17 kwietnia
br., w czasie XI Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki, panel
dyskusyjny pt. „Miłosz jak świat?" z udziałem Wacława Le¬
wandowskiego z UMK oraz Józefa Olejniczaka z Uniwersyte¬
tu Śląskiego. Drugim - wystawa „Wilno Miłosza", która miała
uroczysty wernisaż 29 kwietnia w Muzeum Okręgowym im.
Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Na wystawie pokaza¬
no powiększenia kilkudziesięciu fotografii ukazujących między¬
wojenne Wilno i Uniwersytet Stefana Batorego oraz fragmenty
twórczości literackiej Czesława Miłosza odnoszące się do „mi¬
łego miasta", w tym znany wiersz „Nigdy od ciebie, miasto",
napisany już na emigracji, w Berkeley w 1963 r., który stał się
mottem ekspozycji:
Nigdy od ciebie, miasto, nie mogłem odjechać
Długa była mila, ale cofało mnie jak figurę w szachach.
Uciekałem po ziemi obracającej się coraz prędzej
A zawsze byłem tam z książkami w płóciennej torbie,
Gapiąc się na brązowe pagórki za wieżami Świętego Jakuba
Gdzie rusza się drobny koń i drobny człowiek za pługiem,
Najoczywiściej od dawna nieżywi.
Tak to prawda, nikt nie pojął społeczeństwa ni miasta,
Kin Lux i Helios, szyldów Halperna i Segala,
Deptaku na Świętojerskiej nazwanej Mickiewicza.
Nie, nikt nie pojął. Nikomu się nie udało.
Ale kiedy życie się strawi na jednej nadziei:
Że w jakiś dzień już tylko ostrość i przezroczystość,
To, bardzo często, żal.
Wystawę otworzył dyrektor Muzeum Okręgowego dr Mi¬
chał Woźniak, pomysłodawca ekspozycji, dziękując autorowi
- Mateuszowi Solińskiemu - oraz dyrekcji Biblioteki Uniwersy¬
teckiej w Toruniu za wypożyczenie fotografii. Zwrócił uwagę,
że pomysł wystawy zrodził się po lekturze albumu „Uniwer¬
sytet Stefana Batorego w Wilnie 1919-1939 w fotografiach"
autorstwa Anny i Mirosława Supruniuków (wydanego przez
UMK). Dodał przy tym, że dzięki życzliwości autorów albumu
udało się doprowadzić nie tylko do realizacji wystawy, ale też
do spotkania z nimi i odczytu pt. „Uniwersytet Stefana Bato¬
rego w okresie studiów Czesława Miłosza", który był dopeł¬
nieniem wernisażu.
Po uroczystym otwarciu oraz prezentacji fotografii przez
M. Solińskiego, goście udali się do sali na piętrze, w której dr
M. Supruniuk wygłosił odczyt na temat wileńskiego epizodu
w biografii poety, skupiając się szczególnie na zagadkach zwią¬
zanych z początkami studiów w 1929 r. oraz powodami wyjaz¬
du Miłosza do Warszawy w 1931.
Następnie goście obejrzeli film dokumentalny przygotowany
specjalnie na wernisaż wspólnie przez A. i M. Supruniuków;
15-minutowy film oraz rozmowa po jego emisji zakończyły
spotkanie.
Adam Sławiński
wania przez Bibliotekę Główną książek
przeznaczonych dla poszczególnych ka¬
tedr. Część darów była rozkradana, nie
zgadzała się bowiem liczba rzeczy wysła¬
nych i otrzymanych. W Toruniu wskazy¬
wano czasem na zły stan otrzymywanych
ubrań i obuwia. Przysyłano wszystko,
rzeczy niezbędne (spodnie, swetry, buty
czy koszule), ale także np. mufkę futrza¬
ną czy portfel.
Poza pomocą oficjalną dla UMK i osób
prywatnych związanych z toruńską
uczelnią, Kridl wspierał także pracowni¬
ków innych uniwersytetów, głównie ze
środowiska polonistycznego. Po wojnie
jednym z najbardziej poszukiwanych ar¬
tykułów były np. buty. W korespondencji
do Kridla znajduje się znaczna liczba od-
rysowanych podeszew i stóp członków
„wileńskiej kolonii". I tak w liście Alek¬
sandry Zajkowskiej z 31 marca 1946 r.
znajduje się dopisek: Obrysowałam lewą,
gorszą stopę! (ale podeszwy od butów
noszę nieco węższe). Z kolei Irena Sła¬
wińska 14 września tego roku dzięko¬
wała za bardzo przyjemne buty, materiał
na płaszcz i różne drobiazgi toaletowe -
mydła, ręczniki. Na zakończenie dodała:
jednym słowem będę bardzo elegancka.
Rzecz nie dotyczyła jednak tylko mody
i szyku, lecz także spraw bardzo istot¬
nych, np. niezbędnych i niedostępnych
w kraju lekarstw.
Pomoc indywidualna często była
wsparciem stricte naukowym, dzięki cze¬
mu postępował rozwój kadry naukowej
uniwersytetu. Prenumeraty czasopism
i zakup książek w latach 1945/46-1957
stanowiły główny przedmiot korespon¬
dencji z Czeżowskim i Elzenbergiem.
Także toruńscy poloniści, przede wszyst¬
kim uczniowie Kridla - Irena Sławińska
i Czesław Zgorzelski, otrzymali wiele prac
i opracowań naukowych ze Stanów Zjed¬
noczonych. Profesor był więc łącznikiem
toruńskiego środowiska akademickiego
z nauką światową. Dzięki temu wsparciu
wielu toruńskich uczonych mogło pro¬
wadzić badania i przetrwać najgorsze
lata stalinizmu na nękanym szykanami
Wydziale Humanistycznym UMK.
Rola „wileńskiego opiekuna", jak nazy¬
wał Kridla Czesław Miłosz, nie ogranicza¬
ła się tylko do okresu przedwojennego,
ale po 1945 r. miała wpływ na życie wielu
osób. Nie powinno zatem nikogo dziwić,
że jeszcze w końcu 1956 r. Maria Priiffe-
rowa miała nadzieję na jego powrót do
kraju. W nawiązaniu do zachodzących
wówczas w Polsce przemian politycz¬
nych, próbowała namówić swojego wi¬
leńskiego przyjaciela do powrotu. W tym
czasie 75-letni Kridl był już chory i nieba¬
wem - może nie przeczytawszy już listu
od Prufferów - zmarł 4 lutego 1957 r.
Adam F. Kola
Gt*s uczeioi i
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Czekamy na kolejne sygnały od naszych Czytelników
Kopernik w świecie
„Głos" zawsze bardzo chętnie użycza łamów także na ciekawe informacje
o	naszym patronie, o rzeźbach, obiektach mu poświęconych, a niekiedy odda¬
lonych od Torunia o tysiące kilometrów.
Tym razem, dzięki podpowiedzi prof. Janusza Małłka, trafiamy do partner¬
skiego miasta dla Torunia, a mianowicie do Filadelfii. Tam właśnie na rogu 18.
ulicy oraz Alei Benjamina Franklina, naprzeciwko katedry pod wezwaniem św.
św. Piotra i Pawła, stoi pomnik Mikołaja Kopernika - dzieło Dudleya Talcotta.
Pomysłodawcą wzniesienia takiego pomnika był Joseph L. Zazyczny, miejski
radny, który w 1972 roku jako prezydent Towarzystwa Polskiego Dziedzictwa
chciał w ten sposób upamiętnić 500-lecie urodzin Kopernika oraz „zaznajomić
amerykańskich przyjaciół z ideą współpracy Polaków oraz Amerykanów polskie¬
go pochodzenia". Towarzystwo zleciło więc Talcottowi stworzenie monumentu,
w którego centrum znalazło się Słońce, zaś ponad piętnastometrowy krąg to or¬
bita, po której Ziemia krąży wokół niego. Na cokole znalazł się napis KOPERNIK.
Jak dowiedzieliśmy się ze strony internetowej „Philadelphia Area Center for
History of Science", pomnik nie tylko „sobie stoi" i upamiętnia naszego roda¬
ka, ale także jest to miejsce, gdzie prowadzone są zajęcia dla dzieci w ramach
projektu „Muzeum bez murów". Służą temu nagrane komentarze Derricka H.
Pittsa, dyrektora Fels Planetarium we Franklin Institute, a także wspomnianego
już Josepha L. Zazycznego.
Przy okazji komentuje się, że lokalizacja pomnika Kopernika w Filadelfii jest
nieprzypadkowa - właśnie pomiędzy katedrą a Instytutem Franklina, niekiedy
także nazywanym katedrą nauki. Kopernik zaś - co się podkreśla - jest swoistym
łącznikiem między Kościołem a światem nauki, plasując się na samym szczycie
punktów tak kościelnego, jak i naukowego postrzegania wszechświata.
Winicjusz Schulz
Konferencje naukowe
Na czerwiec br. w UMK zaplanowano następujące konferen¬
cje naukowe (data, tytuł, organizatorzy):
1-2.06. Zarządzanie archiwami i dokumentacją; Instytut Hi¬
storii i Archiwistyki.
3.06.	Międzynarodowy mityng poświęcony nanoporowatym
materiałom węglowym; Wydział Chemii.
3-4.06. Filozofia Nicolaia Hartmanna - między inspiracją
a recepcją; Instytut Filozofii.
10-11.06. Polska - Francja. Od Walezego do Sarkozyego;
Studenckie Koło Naukowe Historyków im. Karola Górskiego,
Instytut Historii i Archiwistyki.
12-15.06.	Letnie Sympozjum Medycyny Ratunkowej i Inten¬
sywnej Terapii 2011; Katedra i Klinika Medycyny Ratunkowej
i Katastrof, Polskie Towarzystwo Medycyny Ratunkowej.
13-17.06.	V Polska Konferencja Paleobotaniki Czwartorzędu.
„Człowiek i jego wpływ na środowisko przyrodnicze w prze¬
szłości i czasach historycznych"; Instytut Archeologii, Instytut
Geografii UMK, Państwowy Instytut Geologiczny - Państwowy
Instytut Badawczy w Warszawie.
13-14.06.	Synchronia i diachronia - zbliżenia i dialogi. Prag¬
matyczne aspekty opisu języków słowiańskich; Instytut Języka
Polskiego.
14-19.06.	Toruńskie Międzynarodowe Kolegium Doktoranc¬
kie 2011 - Temat: Modele europejskich społeczeństw obywa¬
telskich. Ponadnarodowe poglądy na formowanie się nowocze¬
snych społeczeństw w Europie Środkowo-Wschodniej; Wydział
Politologii i Studiów Międzynarodowych, Uniwersytet w Ros-
tocku.
15-17.06.	Pozytywny potencjał organizacji w teorii i prak¬
tyce zarządzania; Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania,
Dom Organizatora TNOiK.
16-17.06. 2nd Gretl Conference; Wydział Nauk Ekonomicz¬
nych i Zarządzania; Wyższa Szkoła Bankowa w Toruniu.
16-18.06. V Kopernikańskie Seminarium Doktoranckie; Wy¬
dział Chemii, PTChem OT.
16-17.06.	Kościoły chrześcijańskie w systemach totalitarnych;
Wydział Nauk Historycznych, Urząd Marszałkowski w Toruniu.
17.06.	Społeczeństwo obywatelskie jako kategoria badań
historycznych i politologicznych; Wydział Politologii i Studiów
Międzynarodowych, Uniwersytet Techniczny w Chemnitz, Uni¬
wersytet w Rostocku.
17-18.06.	XII Toruńskie Seminarium Ekologiczne. Ewolucja
strategii reprodukcyjnych i życiowych; Instytut Ekologii i Ochro¬
ny Środowiska.
20-22.06.	43 Sympozjum Fizyki Matematycznej; Instytut Fi¬
zyki, redakcja czasopisma „Open Systems & Information Dyna¬
mics".
21-22.06.	Nowożytna filozofia brytyjska i jej znaczenie; In¬
stytut Filozofii, Toruński Odział Polskiego Towarzystwa Filozo¬
ficznego.
24-25.06. IV Ogólnopolski Zjazd Cywilistów. Czyny niedo¬
zwolone w prawie polskim i prawie porównawczym; Wydział
Prawa i Administracji.
24-26.06. Zlot Filozoficzny; Instytut Filozofii, Ośrodek Badań
Filozoficznych, Koło Awangardy Filozoficzno-Naukowej UMK,
Koło Naukowe Filozofii Praktycznej UMK, „Avant. Pismo Awan¬
gardy Filozoficzno-Naukowej".
27.06.-24.07.	Modern Dynamics and its Interaction with
Analysis, Geometry and Number Theory; Wydział Matematyki
i	Informatyki, Center for Dynamics and Geometry at Penn State
University, Instytut Matematyczny PAN.
29-30.06. Język a socjum — funkcjonowanie języka w prze¬
strzeni społecznej III; Instytut Filologii Słowiańskiej.
Przypominamy, że nowe konferencje należy zgłaszać, korzy¬
stając z formularza elektronicznego zamieszczonego pod adre¬
sem http://www.umk.pl/serwiskonf/dodajkonf/.	(sj)
I
is 3k#s uczeini
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Rock'n'rollowa historia sztuki
w Bydgoszczy?
Bydgoszcz, jako ważny w regionie ośrodek gospodarczy, admini¬
stracyjny czy wreszcie kulturalny, kojarzyć się może na wiele sposo¬
bów, z pewnością rzadko kto jednak postrzegałby ją w kontekście
rock'n'rollowych idei. Jest przecież w naszym kraju wiele miejsc
znacznie bardziej związanych z historią i etosem rocka. Czy jest
więc sens szukać właśnie w tym mieście tropów rock'n'rollowej
wizji świata?
Nietuzinkową okazję ku temu stanowi zorganizowana przez
bydgoskie BWA wystawa prezentująca prace i projekty dwójki ar¬
tystów: Ann Noel i Grzegorza Pleszyńskiego. Ten działający od kil¬
ku lat w Berlinie międzynarodowy duet
artystyczny właśnie nad Brdą po raz
pierwszy postanowił tak szeroko i prze¬
krojowo przedstawić swój dorobek. Na
ekspozycji znalazły się zarówno ich in¬
dywidualne przedsięwzięcia, jak i prace
kolektywne, prace malarskie, graficzne,
fotograficzne kolaże oraz wideoreje-
stracje performansów. Całości prezen¬
tacji kształt nadał sam Pleszyński, będą¬
cy też pomysłodawcą rock'n'rollowego
klucza jej rozumienia. W ten sposób
Bydgoszcz na jakiś czas stała się sceną
swoistego pokoleniowego rozliczenia
nie tylko z rock'n'rollową tradycją, lecz
także z powiązaną z nią kulturą ma¬
sową. Choć doświadczenia życiowe
dwójki prezentowanych artystów są
zgoła odmienne, to dla obojga rock ma
znaczenie szczególne, dorastali wraz
z nim, obserwowali jego rozwój i me¬
tamorfozy niemal od samego zarania.
Nie ukrywają też, że mocno odcisnął się
w ich świadomości, mając bezpośredni
wpływ na artystyczne decyzje.
Rock'n'roll dał wymienionej dwój¬
ce specyficzną perspektywę widzenia
otaczającego świata. Wyznaczana
nim rzeczywistość obfituje w para¬
doksy bezkonfliktowej koegzystencji przeciwieństw. Bunt
i pełna akceptacja, elitarność i masowość, indywidualizm
i unifikujące uprzedmiotowienie - to tylko niektóre z pośród
wielu wartości opisujących rockową rzeczywistość. Tak też
wygląda sztuka Pleszyńskiego i Noel. Z jednej strony łatwa,
lekka, nieco ironiczna - słowem zabawna i przyjemna, z dru¬
giej refleksyjna, obrazoburcza, obnażająca płytkość i miałkość
ikonicznych znaków i haseł, wchodząca w dyskurs z językiem
popkultury. To wszystko okraszone zostało ogromną energią
i sugestywnością czasem wręcz atawistycznego w swym
charakterze przekazu.
Jak można się było spodziewać, bezpośrednie odniesienia do roc¬
kowej popkultury obecne są głównie w twórczości Pleszyńskiego.
Ten absolwent Wydziału Sztuk Pięknych UMK stworzył specyficzny
alfabet ikonicznych znaków kulturowych, wśród których obok nie¬
śmiertelnego motoru Harleya znalazły się wymyślne kształty gitar,
tworzone w konwencji drogowych znaków sylwetki gitarzystów,
krążki analogowe płyt czy wreszcie wizerunki legendarnych ze¬
społów: Beatlesów i The Clash. Całość układa się w intrygującą,
często krytyczną w swym charakterze opowieść o świecie nowej
ogólnoświatowej monokultury, dla której pożywką stało się kul¬
turowe zróżnicowanie. Z jednej strony piętnuje jej płytkość, z dru¬
giej eksponuje ukrytą naturalną i nieokiełznaną energię. W swoim
opisaniu rzeczywistości artysta często sięga także po powszech¬
nie znane cywilizacyjne symbole. Przykładem może tu być choćby
Leonardowski portret Mony Lizy, który Pleszyński modyfikuje na
różne sposoby, niczym Duchamp, twórczo wykorzystując głęboko
osadzone we współczesnej świadomości ikoniczne znaczenie ob¬
razu. Obok opisywania świata i flirtu z popkulturą znalazło się też
miejsce na działania w wymiarze społecznym i edukacyjnym. Taki
charakter mają choćby inspirowane obrazem Velazqueza akcje Las
Meninas oraz Między czernią a bielą,
w których Pleszyński oddaje część twór¬
czej inicjatywy szkolnym dzieciom.
Nieco inaczej widzi świat Ann
Noel. Ta osiadła w Berlinie Angielka
międzynarodowy rozgłos zyskała,
współtworząc nurt Fluxusu. Choć
w jej sztuce znacznie mniej jest bez¬
pośrednich odwołań do kultury roc-
k'n'rolla, to jego duch objawia się
w wielu subtelnych odniesieniach.
Tak jest choćby w realizacji Red red
wlne, której inspiracją stały się słowa
popularnej piosenki Neila Diamonda
śpiewanej przez Boba Marleya i ze¬
spół UB 40. Artystyczny świat Noel
to ciągły flirt z popkulturą. W swych
kolażowych realizacjach chętnie wy¬
korzystuje cytaty z ze świata reklam
i masowych środków przekazu. Bar¬
dzo często porusza wątek estetycznej
i mentalnej indoktrynacji współcze¬
snych kobiet. Taki wymiar ma wiel¬
koformatowy malarski autoportret
WEIL WIR ES UN5 WERT SIND, który
powstał w czasie dwudziestominu¬
towego malarskiego performansu.
Inspiracją powstania tego obrazu
stał się portret uśmiechniętej Marylin
Monroe autorstwa Andy'ego Warhola. Kreując swój wizeru¬
nek za pomocą kosmetycznych przyborów, Noel uświadamia
widzowi, jak głęboko mass media ingerują w świadomość jed¬
nostki. Artystka na swój sposób dewaluuje tu wartość mitu
wiecznej młodości. Performatywnej akcji kończenia autopor¬
tretu przy pomocy produktów do upiększania twarzy, rekla¬
mowanych przez Jane Fondę i inne gwiazdy popkultury, to¬
warzyszyła szczególna wizualna oprawa, złożona z ułożonych
w dwa cykle Incredibile Me oraz Inspire fotograficznych ujęć
popularnych reklam dla kobiet. W ten prosty sposób artystka
odwróciła wyznaczony przez Warhola proces, powracając do
rudymentarnego pytania o współczesne mechanizmy kreowa¬
nia doskonałego wizerunku. Noel z sobie właściwym humo¬
rem dba nie o własną twarz, lecz o odpowiednie preparowanie
wizerunku. Staje się on znaczącym surogatem bohaterki, dzię¬
ki któremu zyskuje ona potrzebny dystans do siebie i narzuca¬
nych powszechnie trendów.
Każdy, kto chciałby przekonać się naocznie o żywotności
rock'n'rollowych idei, powinien odwiedzić przygotowaną przez
bydgoskie BWA wystawę.
Sebastian Dudzik
Gt*s uczeini iq
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Tęsknota biegacza
Z WITOLDEM MIKOŁAJEM ORCHOLSKIM, absolwentem filozofii UMK, który w marcu
uczestniczył w maratonie po zamarzniętym jeziorze Bajkał, rozmawia Kinga Nemere-Czachowska
-	Kiedy zacząłeś biegać? Czy wcze¬
śniej zajmowałeś się innym sportem?
-	Biegam od niespełna czterech lat.
Wcześniej grałem w lidze amatorskiej
w tenisa ziemnego, trochę też w siatków¬
kę. Wprawdzie Adam, mój kolega, który
biegał maratony, długo mnie namawiał
do tego sportu, ale jakoś mnie to
nie pociągało. Jednak pewnego
dnia zauważyłem, że po wejściu na
czwarte piętro dostaję zadyszki! Od
razu postanowiłem, że muszę coś
z tym zrobić i jeszcze tego samego
dnia przebiegłem z Adamem jakieś
6-8 kilometrów.
-	Dotrzymywałeś mu kroku?
-	Tak, był nawet tym zaskoczony!
Chyba zostało mi coś w genach po
rodzicach - mama była koszykarką
Toruńskich Katarzynek, a tata zdobył
mistrzostwo Polski w wioślarstwie,
także mój brat był sportowcem.
Tylko ze mnie był dotąd taki niewy-
darzony filozof! Ale krew zaczęła
bulgotać i zaledwie po dwóch czy
trzech latach byłem w stanie nie
najgorzej przebiec półmaraton, a w
2009 r., zdobyłem też Grand Prix
w biegach Top Cross Toruń.
-	Czy to znaczy, że do biegania
trzeba mieć jakieś predyspozycje?
-	Według mnie biegać może każdy, kto
nie ma większych problemów ze zdro¬
wiem (warto poradzić się swojego leka¬
rza). Myślę jednak, że jeśli czyimś celem
jest zdobywanie coraz to lepszych wyni¬
ków, to jakieś predyspozycje faktycznie są
potrzebne, choćby hart ducha. Nie bie¬
gam dla wyników, one pojawiają się nie¬
jako przy okazji. Dla mnie ważne są także
inne płaszczyzny - po pierwsze przestrzeń
natury (staram się nie biegać w mieście),
a po drugie biega się samemu. Ten sport
stwarza doskonałą okazję do porządko¬
wania własnych myśli i przeżyć. To jest
bardzo ważne, a tymczasem w codzien¬
nym życiu na coś takiego nie ma czasu.
Bieganie bywa czasem ciszy, a nawet
kontemplacji. Jeden z moich profesorów
filozofii mawiał: W zdrowym ciele zdrowe
cielę. Z czasem coraz mniej zgadzam się
z takim podejściem - uważam, że czło¬
wiek jest całością i powinien dbać o rów¬
nowagę między umysłem, emocjonalno-
ścią i swoim ciałem.
-	Ale skoro startujesz w zawodach,
chyba jest w Tobie jakaś potrzeba ry¬
walizacji?
-	Tak, ale jest ona nieco inna, polega
na tym, że rywalizuję głównie ze sobą,
ze swoimi wcześniejszymi wynikami, ze
ścianami swoich słabości niegdyś nie do
przeskoczenia. Na zawodach w biegach
długodystansowych medale otrzymują
często wszyscy, którzy ukończą bieg, a nie
tylko najlepsi. Wszyscy są więc zwycięz¬
cami. Nagrodą jest sam bieg, który daje
radość życia.
-	Dlaczego upodobałeś sobie biegi
ekstremalne?
-	Zawsze ciągnęło mnie w góry, do ja¬
skiń i innych miejsc trudno dostępnych.
Wynika to chyba z mojej naturalnej cie¬
kawości świata. Ta tęsknota pojawiła się
także podczas biegania - zdecydowanie
wolę pokonywać trasy trudniejsze: góry,
torfowiska, kopalnie, czy ostatnio Bajkał,
niż ścieżki asfaltowe. W takich miejscach
czuje się ducha ludzi, którzy tam żyją czy
pracują. Na przykład dzięki bieganiu, na
własnej skórze doświadczyłem, jakie wa¬
runki panują w kopalni - nie ma okien,
w niektórych miejscach jest bardzo zim¬
no, w innych - bardzo gorąco, brakuje
powietrza, czasem nie ma światła. Nad
Bajkałem 30-stopniowy mróz i silny wiatr
to dla tamtych ludzi codzienność, w któ¬
rej przez moment uczestniczyłem. Dzięki
bieganiu poznaję inne światy.
-	Często bierzesz udział w takich
zawodach?
-	Szukam takich miejsc, bo czuję, że
uczestnictwo w tego rodzaju biegach we¬
wnętrznie mnie ubogaca. Jest ich wiele,
np. Bieg Katorżnika, sztafeta w kopalni
soli w Bochni, Bieg Rzeźnika w Bieszcza¬
dach, bieg przez pustynię czy za kołem
podbiegunowym. Dlatego też zdecydo¬
wałem się pojechać na daleką Syberię,
nad Bajkał.
-	Czy w zawodach ekstremal¬
nych łatwiej jest biec razem z ja¬
kimś partnerem niż samemu?
-	Wręcz przeciwnie. Czym dłuższe
i trudniejsze zawody, tym bardziej
oczywiste jest, że biegnie się same¬
mu. Każdy ma bowiem inne tempo,
inaczej przeżywa swoje kryzysy, inne
potrzeby. Na Syberii np. dużym wy¬
zwaniem jest termika - gdy tylko
zatrzymasz się na dwie minuty, na
plecach robi się lód, co grozi zapale¬
niem płuc, więc wzajemne dostoso¬
wanie tempa jest bardzo istotne. Bie¬
ganie razem jest trudne, ale z drugiej
strony, gdy masz kryzys i zaczynasz
myśleć o zejściu z trasy, twój kompan
podtrzyma cię na duchu.
-	To dlatego właśnie przez Baj¬
kał biegłeś w towarzystwie kolegi
z Bydgoszczy?
-	O Andrzeju Urbaniaku słyszałem
wcześniej z opowiadań i z prasy, pozna¬
liśmy się dopiero na sztafecie im. Ks. J.
Popiełuszki między Toruniem a Włocław¬
kiem, na którą go zaprosiłem. To on wła¬
śnie zachęcił mnie do udziału w marato¬
nie przez Bajkał. Niektórzy się dziwili, że
upatrzyłem sobie kolegę z Bydgoszczy, ale
chcieliśmy przełamywać stereotypy świa¬
domi trudności wspólnego przemierzania
trasy.
-	Jak wyglądały Wasze przygoto¬
wania?
-	Bezpośrednie przygotowania trwały
zaledwie kilka tygodni, ale z perspektywy
czasu widzę, że to były długie miesiące
ciężkiej pracy. Wspólnie trenowaliśmy na
Wałach Fordońskich - na szczęście było
zimno i wiało. Czasami Andrzej przyjeż¬
dżał do Torunia i biegaliśmy na bulwarach.
Trzeba też było nauczyć się biegać w głę¬
bokim śniegu, dlatego brałem latarkę i w
nocy biegałem po dzikim lesie, oganiając
się od dzików. To doświadczenie przydało
się potem nad Bajkałem, gdzie tuż przed
zawodami spadło tyle śniegu, że trzeba
było przenieść start w inne miejsce. Naj¬
gorsze było to, że na 10 dni przed wy¬
jazdem obaj nabawiliśmy się poważnych
kontuzji. Ja źle stąpnąłem, przewróciłem
20 gms uczewi
>>>
ROZMOWA
"* się i silnie skręciłem sobie kostkę. Andrze¬
jowi natomiast „trzasnęła dwójka", tzn.
naciągnął sobie mięsień dwugłowy tak,
że nie mógł wyprostować nogi. Nasi re¬
habilitanci robili, co mogli i - udało się!
Należą im się brawa.
-	A jak poradziliście sobie z różnicą
czasu?
-	Między Polską a Bajkałem jest 7 go¬
dzin różnicy czasu, dlatego już miesiąc
przed wyjazdem zaczęliśmy zmagać się
z tym problemem. Tak więc przestawia¬
łem budzik na coraz wcześniejszą godzi¬
nę i chodziłem spać coraz szybciej. Było to
konieczne, bo nasza podróż miała trwać
20 godzin, a bieg miał się zacząć dwa dni
później, o czwartej nad ranem naszego
czasu. A teraz - 10 dni po powrocie -
ciągle jeszcze budzę się o trzeciej rano...
-	W jakim stroju biegłeś przez Baj¬
kał ?
-	Jeszcze w Toruniu zupełnym przy¬
padkiem odkryłem, co zrobić, aby nie
zamarzały uszy. Pięć dni przed startem,
w 17-stopniowym mrozie pobiegłem do
lasu w opasce na uszy i dwóch czapkach,
ale niewiele to dało - uszy zamarzały. Na¬
cieranie nie dawało efektu. Wiedziałem,
że nie wytrzymam tego na Syberii. Zdej¬
mując okulary zabezpieczone tasiemką,
przypadkowo zahaczyłem nią o uszy tak,
że się odgięły jak Misiowi Uszatkowi. Na¬
gle poczułem, że odmarzają, więc na te
klapnięte uszy naciągnąłem opaskę i obie
czapki - okazało się, że patent jest świet¬
ny. Tak więc miałem syntetyczną komi¬
niarkę, na to inną cieplejszą i jeszcze jed¬
ną, zakrywającą nos.
-	Oczy zapewne też musiałeś chro¬
nić?
-	Biegnąc, słońce mieliśmy z tyłu, ale
jego promienie i tak bardzo raziły, bo
odbijały się od śniegu. Mimo że nie zdej¬
mowałem okularów przeciwsłonecznych
z wysokim filtrem UV, oczy bolały mnie
tak, że jeszcze po powrocie do Polski nie
zdejmowałem ich nawet w domu.
-	Bieliznę też miałeś specjalną?
-	Wyposażony byłem w bieliznę termo-
aktywną z przeciwwietrzną osłoną (wind-
stoper), na to wkładałem drugą warstwę
z synteteycznej tkaniny oddychającej
o	jednokierunkowej przepuszczalności,
poza tym trzy koszulki i bluzę z długim
rękawem, w której kciuk wchodzi w man¬
kiet, aby wiatr nie wwiewał do środka.
Specjalne bokserki biegowe z windstope-
rem, kalesony i strechowe lekkie spodnie.
Egzaminu nie zdała bluza - z tyłu wilgoć
zamarzała na niej i przy naprężeniach sły¬
szałem na plecach trzaski łamanego lodu.
-	A buty?
-	Z nimi był największy problem. Nie
można było kupić butów, które reagu¬
ją na zmianę powierzchni, tzn. na lodzie
nie będą się ślizgać, a na śniegu nie będą
go zatrzymywały wypustki protektora czy
kolce. Andrzej ściągnął takie buty z Nor¬
wegii, a ja w ostatniej chwili sprowadzi¬
łem je z Wielkiej Brytanii. Oprócz tego
mieliśmy specjalne biegowe ochraniacze
(stuptuty), aby śnieg nie wpadał do wnę¬
trza buta. I to wszystko się sprawdziło. A
na Bajkale śniegu spadło tyle, że organi¬
zatorzy musieli wytyczyć trasę inaczej niż
pierwotnie zaplanowali.
-Jak długo biegliście?
-	Start był z drugiej strony jeziora,
a meta w Listwiance, gdzie wszyscy się
zjechali. Blisko stu zawodników przewie¬
ziono na drugą stronę poduszkowcami
i samochodami. My z Andrzejem biegli¬
śmy 4h 48min 23sek. Mój najlepszy czas
na dystansie maratońskim, to niecałe 3h
2min, a Andrzeja 3h 10min. Więc widać,
jaka była skala trudności - śnieg, wysta¬
jące kawałki ostrego lodu. Żaden ratrak
nie przejechał wcześniej tą trasą, były
jedynie koleiny po samochodach, gdzie
można było biec tylko krokiem modelki.
Zakładaliśmy, że na początku będziemy
biec wolno, w tempie 6 min 30 sekund na
kilometr, ale w tych warunkach biegliśmy
aż o minutę wolniej!
-	Posilaliście się po drodze?
-	Trasa podzielona była na dwie czę¬
ści, bo niektórzy biegli tylko półmaraton
i wówczas metę mieli na środku jeziora.
Tak więc na tej pierwszej części punkty
odżywcze mijaliśmy co pięć kilometrów.
Potem stały już tylko dwa lub trzy. Na
jednym z nich Andrzej wziął do ręki bu¬
telkę z wodą, która natychmiast tak mu
przymarzła do rękawiczki, że nie mógł jej
oderwać. Zamiast łatwo przyswajalnych
i wysokoenergetycznych rzeczy podawa¬
no tłusty ser, suszone daktyle i rodzynki,
czekoladę, coraz chłodniejszą herbatę
i.... wódkę! Czym dalej, tym wszystko
było zimniejsze. Na starcie mróz wynosił
ponad 20 kilka stopni, a w głębi jeziora
-	więcej. Postój nie mógł trwać więcej niż
30 sekund, bo potem plecy natychmiast
pokrywał lód. A haust mroźnego po¬
wietrza przy piciu wody powodował ból
w gardle i w płucach. Na szczęście przed
wyjazdem aklimatyzowałem się - po tre¬
ningu jadłem lody i hartowałem gardło,
więc nic mi nie było.
-	Na którym miejscu dobiegliście
do mety?
-	Na miejscu 20. Po drodze zawsze
mieliśmy kontakt, przynajmniej wzroko¬
wy. Po dotarciu na metę zaproponowano
nam saunę, która regeneruje organizm.
Aby uniknąć szoku termicznego, najpierw
wskoczyliśmy do wody o temperaturze 5
stopni, która wydawała nam się bardzo
ciepła i nurkowanie w niej było czystą
przyjemnością!
-	Jak wyglądała Wasza współpraca
w czasie biegu?
-	Wymienialiśmy się kamerą, którą mie¬
liśmy na głowie, pomagałem Andrzejowi
naciągnąć mięsień dwugłowy, on mi z ko¬
lei masował kostkę, nie lada trudem było
też poprawianie okrycia głowy - jednej,
drugiej i trzeciej czapki, nie zdejmując ich.
Czuliśmy zmęczenie i ból, rozmawialiśmy
0	tym, choć w takim biegu to niewskaza¬
ne. Siła psychiczna była chyba najważniej¬
sza. tamiąc stereotypy, udowodniliśmy,
że nawet w ultratrudnych warunkach
bydgoszczanin i torunianin mogą z po¬
wodzeniem ze sobą współpracować i so¬
bie pomagać.
-	Kto wygrał zawody?
-	Miejscowy Rosjanin z Irkucka, który
przebiegł całą trasę w ciągu trzech i pół
godziny, podczas gdy normalnie ten dy¬
stans przebiega w ciągu dwóch godzin
1	dwudziestu minut. Na starcie wyglądał
na przypadkową osobę - nosił zwyczajne,
nieco wyciągnięte dresy i niczym nie wy¬
różniające się biegowe buty. Ale był świet¬
nie zaaklimatyzowany, przyzwyczajony do
niskich temperatur, wiatru i oślepiającego
słońca. W maratonie brali też udział za¬
wodnicy m.in. z Hiszpanii, RPA, Kolumbii
i	Polski.
-	Jakie masz teraz plany?
-	Na razie kończę rehabilitację, mu¬
szę doprowadzić organizm i kostkę do
porządku. Poza tym obiecałem mojemu
trenerowi, że poddam się jego rygorowi.
A on każe mi biegać ok. 150 km tygodnio¬
wo. Trenuję prawie codziennie, niezależ¬
nie od pogody. No i jak zawsze trzeba
podreperować finanse, zanim ruszę w ja¬
kąś niezwykłą, dziką trasę.
-	No właśnie, przecież udział w ta¬
kim biegu to spory wysiłek finanso¬
wy!
-	Tak, dlatego chciałbym serdecznie po¬
dziękować tym wszystkim, dzięki którym
mogłem w nim wystartować: nie tylko
Marszałkowi Województwa i Prezyden¬
tom Torunia i Bydgoszczy, ale również
mojej Alma Mater, Telewizji (TVP Byd¬
goszcz), Klubowi Sportowemu Marwit,
a nade wszystko tym, którzy na co dzień
nam pomagali: Oli - za cały trud logi¬
styczny i mój niedoczas, Annie za to, że
postawiła mnie na nogi, Ani za lody po
treningach, Andrzejowi i Adamowi za
inspiracje, rodzicom, że byli, znajomym
z pracy za wyrozumiałość, kierowcom, że
przepuszczali biegacza na przejściu, przy¬
jaciołom z biegowych tras, a także Pro¬
gramowi „Absolwent UMK".
-	Dziękuję za rozmowę.
Witold Mikołaj Orcholski jest członkiem
Klubu Maratońskiego UMK, działającego
w ramach Programu „Absolwent UMK",
oraz KS MARWIT.
>>>
WSPOMNIENIA
Wspomnienie
Prof. Jan Mirosław Kasjan
(1933-2010)
Już rok upłynął od momentu, kiedy
21 kwietnia pożegnaliśmy Jana Mirosła¬
wa Kasjana - emerytowanego profesora
Instytutu Literatury Polskiej UMK, zasłu¬
żonego badacza literatury romantycz¬
nej i folkloru, tłumacza i edytora, poetę,
twórcę tzw. toruńskiej szkoły folklorysty¬
ki. W rocznicę śmierci Profesora warto
przypomnieć społeczności akademickiej
tę ciekawą postać, jej dorobek oraz źró¬
dła naukowych fascynacji.
Urodził się 9 lipca 1933 roku w Żu¬
rominie, w mazowieckim miasteczku,
w którym spędził wczesne dzieciństwo.
Przez kolejne lata przebywał w Czort-
kowie na Podolu, w rodzinnym mieście
ojca, gdzie Kasjanów zastał wybuch dru¬
giej wojny światowej. Wymuszony nie¬
jako przez historię sześcioletni pobyt na
ziemi ukraińskiej sprawił, że mały Kasjan
dzięki kontaktom z rówieśnikami szybko
opanował język ukraiński oraz poznał
dobrze miejscowy folklor.
W 1945 roku w ramach akcji repatria¬
cyjnej rodzina Kasjanów wróciła do Pol¬
ski i osiadła w Lipnie, gdzie Jan kontynu¬
ował naukę w miejscowym gimnazjum.
Sześć lat później, po uzyskaniu świadec¬
twa dojrzałości, Kasjan został studentem
filologii polskiej na Uniwersytecie Miko¬
łaja Kopernika w Toruniu.
Na ostatnim roku studiów Jan Miro¬
sław Kasjan jako wyróżniający się student
pełnił obowiązki młodszego asystenta,
a także przygotowywał pod kierunkiem
docenta Sławomira Leonarda Rogow¬
skiego pracę magisterską pt. Nieznana
poezja Stanisława Starzyńskiego. Na jej
podstawie w 1955 roku uzyskał tytuł ma¬
gistra filologii polskiej. Następnie został
zatrudniony na macierzystej uczelni jako
starszy asystent w Zespołowej Katedrze
Literatury Polskiej UMK, w Zakładzie Lite¬
ratury Wieku XIX.
Po uzyskaniu stopnia naukowego
doktora, już jako adiunkt zajął się także
pracą organizacyjną. W 1965 roku objął
funkcję opiekuna Sekcji Folklorystycznej
Naukowego Koła Polonistów, w 1968
roku powołano go na stanowisko do¬
centa, a dwa lata później został wice¬
dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej
do spraw dydaktycznych. Na przełomie
roku 1979/1980 pełnił w zastępstwie
funkcję kierownika Zakładu Teorii Litera¬
tury. W tym okresie współpracował ściśle
z Podyplomowym Studium Etnografii,
działającym przy Instytucie Archeologii
i Etnologii UMK w Toruniu. Przez kilka¬
naście lat prowadził tam - według au¬
torskiego programu - zajęcia z folkloru,
cieszące się sporym zainteresowaniem
słuchaczy.
Po doktoracie Jan Mirosław Kasjan
skoncentrował swe badania na najbliż¬
szej chyba jego sercu dziedzinie - na
folklorze. Zajął się przede wszystkim
badaniem wybranych aspektów ludo¬
wej poezji, co poświadcza późniejsza
rozprawa habilitacyjna Poetyka polskiej
zagadki ludowej (Toruń 1976), ponownie
opublikowana w rozszerzonej wersji jako
monografia pt. Polska zagadka ludowa
(Wrocław 1983). Warto podkreślić, że
jest to najlepsza w polskich badaniach
książka o zagadce, w sposób kompletny
prezentująca nie tylko tę tzw. małą formę
folkloru, ale doskonale charakteryzująca
mechanizmy metaforycznego języka.
W 1994 roku Jan Kasjan otrzymał tytuł
profesora.
Profesor był nie tylko znamienitym
folklorystą, edytorem czy tłumaczem
prac naukowych, publikującym w książ¬
kach i czasopismach polskich oraz za¬
granicznych. Był także popularyzatorem
poezji. Tłumaczył na język polski wiersze
poetów niemieckich, ukraińskich, bułgar¬
skich i włoskich, a ponadto przekładał
rodzimą poezję na języki obce, zwłaszcza
na ukraiński. Co istotne, również sam
pisał wiersze, publikując je w czasopi¬
smach bądź wydając tomiki poetyckie,
nierzadko wzbogacane przekładami
z literatur obcych, m.in. Ognisko i ciem¬
ny wiatr (Gdynia 1962), Gałązka mroku
(Kraków 1967), Progi (Lódź 1980), Znika¬
jące aureole (Bydgoszcz 1990) oraz Ob¬
nażona ziemia (Toruń 1996).
Znaczny dorobek naukowy, artystycz¬
ny i organizacyjny zadecydował o tym,
że Jan Mirosław Kasjan był wielokrotnie
nagradzany przez instytucje państwowe,
regionalne i akademickie. Został uhono¬
rowany m.in. nagrodą w Konkursie Sym¬
pozjum Młodych Twórców Polski Północ¬
nej (1965), Srebrnym Krzyżem Zasługi
(1973), Złotym Krzyżem Zasługi (1975),
nagrodą Ministra Nauki i Szkolnictwa
Wyższego - za rozprawę habilitacyjną
(1978) oraz za zbiór szkiców (Siostrzane
muzy 1978), nagrodą wojewody toruń-
skiego za twórczość poetycką (1981),
odznaką Zasłużonego Działacza Kultu¬
ry (1981), Orderem Odrodzenia Polski
(1988), a także licznymi nagrodami JM
Rektora UMK za działalność dydaktyczną
i naukową.
W 2001 roku ze względu na stan zdro¬
wia Kasjan przeszedł na emeryturę, ale
jeszcze przez kilka lat pracował w In¬
stytucie na pół etatu. Prowadził wykła¬
dy i konwersatoria z literatury roman¬
tycznej, z literatury ludowej i z estetyki;
kształcił magistrów i doktorów.
Był Profesor wspaniałym nauczycielem
i wychowawcą studentów, których za¬
wsze traktował z należytą powagą i sza¬
cunkiem. Na spotkaniach seminaryjnych
zawsze znajdował czas nie tylko na szcze¬
gółowe porównawcze analizy bajek czy le¬
gend, dzieł literackich i tekstów ludowych,
ale także na zwykłą rozmowę, w trakcie
której pragnął poznać swego ucznia, wi¬
dząc w nim po prostu człowieka.
Myślę, że taki Profesor - miłośnik folk¬
loru i poezji, a przy tym skromny i ser¬
deczny człowiek, pozostanie w naszej
pamięci.
Violetta Wróblewska
Tekst skrócony - pełną wersję można
przeczytać w wydaniu internetowym
,,Głosu Uczelni".
22 ®
>>>
WSPOMNIENIA
Wspomnienie
Prof. Henryk Rochnowski
(1947-2011)
13 kwietnia br. odszedł od nas prof. dr
hab. Henryk Rochnowski. Nagła śmierć
Profesora, doświadczonego nauczy¬
ciela akademickiego, cenionego przez
studentów pedagoga, łubianego przez
współpracowników przełożonego, sza¬
nowanego przyjaciela i kolegi, była i jest
nadal wielkim zaskoczeniem i nieocenio¬
ną stratą. Profesor odszedł w pełni życia
i sił twórczych. Niezwykle ciężko rozstać
się z człowiekiem, którego życie i działal¬
ność tak wiele wniosły w rozwój geografii
i codzienność najbliższych współpracow¬
ników, związanych z tą dyscypliną w In¬
stytucie Geografii UMK.
Henryk Rochnowski urodził się
w 1947 r. w Bydgoszczy. Już w latach mło¬
dości geografia była jego pasją rozwijaną
podczas studiów uniwersyteckich, któ¬
re ukończył na Wydziale Biologii i Nauk
o	Ziemi UMK w 1969 r. Po krótkiej pracy
w toruńskiej Geofizyce, od 1970 r. zwią¬
zał się z Instytutem Geografii UMK, gdzie
rozpoczął pracę w charakterze asystenta,
pod kierunkiem prof. Rajmunda Galo-
na i dr Eugenii Kwiatkowskiej. Wspólnie
z innymi współpracownikami w latach
70. ub. wieku przyczynił się istotnie do
rozwoju Zakładu Geografii Ekonomicznej,
stworzonego przez prof. Marię Kiełczew-
ską-Zaleską i kontynuowanego przez dr
E. Kwiatkowską. To właśnie w Instytucie
Geografii, w którym przepracował ponad
40 lat, uzyskał kolejne stopnie naukowe,
tj. stopień doktora nauk geograficznych
(w 1975 r.) i doktora habilitowanego (w
1990 r.). Od 1991 r. był profesorem nad¬
zwyczajnym UMK. Tutaj też obejmował
kolejne stanowiska w swojej karierze na¬
uczyciela akademickiego. Był m. in. pro¬
dziekanem Wydziału BiNoZ, kierownikiem
Zaocznych i Podyplomowych Studiów
Geograficznych, a następnie Międzywy¬
działowych Studiów Matematyczno-Przy¬
rodniczych. Od 1998 r. był kierownikiem
Zakładu Geografii Ekonomicznej i Badań
Regionalnych.
Najważniejszą dziedziną jego zaintere¬
sowań badawczych były problemy geo¬
grafii przemysłu. To m in. profesorowi
Rochnowskiemu nauka polska zawdzię¬
cza rozwinięcie teorii lokalizacji przemysłu
Polski w warunkach gospodarki redystry¬
bucyjnej. Z tą problematyką związane były
tematy jego rozpraw: doktorskiej i habili¬
tacyjnej. W dalszych badaniach nauko¬
wych poszerzał swoje zainteresowania
0	inne problemy teoretyczne i metodycz¬
ne geografii społeczno-ekonomicznej, tu¬
rystyki i rekreacji oraz geografii politycz¬
nej w skali lokalnej, regionalnej, krajowej
1	międzynarodowej. Do najważniejszych
osiągnięć naukowych Profesora zaliczyć
można m.in. badanie wpływu czynników
przyrodniczych i pozaprzyrodniczych na
funkcjonowanie, strukturę, rozmieszcze¬
nie i dynamikę przemian gospodarczych
i politycznych w okresie transformacji sys¬
temowej Polski oraz w procesie integracji
z krajami Unii Europejskiej.
W swym dorobku wydawniczym Profe¬
sor posiada ponad 130 publikacji, w tym
4 książki oraz kilkadziesiąt studiów,
opracowań aplikacyjnych, map i prac
popularnonaukowych. Ważnym obsza¬
rem działalności naukowej były badania
prowadzone na rzecz gospodarki naro¬
dowej. Prof. H. Rochnowski wykonywał
ekspertyzy i opracowania zlecane mu
przez instytucje planowania i zagospo¬
darowania przestrzennego. Kierował re¬
sortowymi pracami umownymi, grantami
KBN i współpracował z różnymi zespoła¬
mi badawczymi. Był również ekspertem
i konsultantem w zakresie problematyki
społeczno-gospodarczej oraz planowania
strategicznego.
Udokumentowana wiedza była efek¬
tem prac badawczych prowadzonych
zarówno w kraju, jak i poza jego grani¬
cami. Profesor odbył staże naukowe,
m.in. w Czechach, krajach nadbałtyckich,
Rosji i Niemczech. Był też organizato¬
rem, współorganizatorem bądź czynnym
uczestnikiem wielu międzynarodowych
i krajowych konferencji i sympozjów geo¬
graficznych.
Profesor Henryk Rochnowski był człon¬
kiem wielu znanych towarzystw nauko¬
wych i organizacji. Szczególnie mocno
związał się z Polskim Towarzystwem Geo¬
graficznym, którego członkiem był od
1970 r. Niemal od początku członkostwa
aktywnie działał w oddziale toruńskim
tego towarzystwa, pełniąc m.in. funkcje:
członka zarządu, sekretarza, wiceprze¬
wodniczącego, a od 1996 r. przez pięć
kadencji przewodniczącego.
Mimo rozlicznych obowiązków znajdo¬
wał czas na coroczny wypad w ulubione
Tatry i do Zakopanego. Podobnie było
w czasie tegorocznej przerwy międzyse¬
mestralnej.
Do ostatnich dni życia Profesor zwią¬
zany był z Uczelnią. Prowadził zajęcia
dydaktyczne, planował przyszłość swoje¬
go Zakładu i Instytutu Geografii. Kochał
tę pracę i miał dar przekazywania swojej
wiedzy i umiejętności młodym adeptom
geografii. W ciągu kariery dydaktycznej
wypromował dwóch doktorów i ponad
300 magistrów geografii.
Jego praca naukowa i organizacyjna
była wielokrotnie nagradzana, m.in. przez
rektora UMK. Był odznaczony Medalem
Komisji Edukacji Narodowej, Złotym Me¬
dalem za Długoletnią Służbę, Złotym
i	Srebrnym Krzyżem Zasługi, Odznaką za
Zasługi dla Województwa Toruńskiego
oraz innymi wyróżnieniami.
Jako uczniowie Profesora i jego naj¬
bliżsi współpracownicy, wspominamy go
jako nauczyciela, naukowca, przełożone¬
go, ale przede wszystkim jako Człowieka,
Człowieka bezpośredniego, otwartego,
koleżeńskiego, o łagodnym usposobieniu
i	ujmującym stylu bycia, który miał zawsze
czas dla nas wszystkich.
Żegnając Szefa, który pozostawił trwały
ślad w naszym życiu zawodowym, ale tak¬
że sercu i pamięci, składamy Mu wyrazy
wdzięczności i serdecznego podziękowa¬
nia. Niech pozostanie na zawsze w pa¬
mięci wszystkich geografów.
Jan Falkowski, Wiesława Gierańczyk,
Sylwester Piszczek
>>>
WSPOMNIENIA
0	Sławku
Minęło półtora roku od śmierci prof. Sławomira Kalembki. Dla
mnie był i będzie po prostu Sławkiem. W ostatnich latach nasz
kontakt uległ co prawda osłabieniu. Jego przyjazdy na posiedze¬
nia w Warszawie wymagały wcześniejszego niż dawniej powrotu
do Torunia. Wspólne kolacje pozostały jednak nadal czymś ży¬
wym, bo ciągle jakby wczorajszym. Ucztowanie łączyło dowcip
z trafnością osądu, dobrodziejstwa stołu ze swobodą rozmowy.
Było w tym zarazem coś z dawnej gawędy, o której pisał niedaw¬
no Andrzej Waśko (1999). W maju 2009 roku spodziewaliśmy
się przyjazdu Sławka, a tak się złożyło, ze wcześniej znalazłem
w londyńskim „Pamiętniku Literackim"
(XXIX/2004) zabawny cytat w artykule
Niny Taylor o Miłoszu i prof. Tymonie Ter¬
leckim, którego od 1987 roku była żoną
(pierwsza, Tola Korian, zmarła w 1983).
Taylor, angielska polonistka, eseistka
1	tłumaczka, opisała spotkanie towarzy¬
skie w trakcie międzynarodowej konfe¬
rencji na temat polskich kresów, zorga¬
nizowanej właśnie w 1987 przez prof.
Daniela Beauvois z Uniwersytetu Lille III.
Jeżeli Sławek nawet ten tekst znał, to
i tak na początek mielibyśmy pretekst do
zabawnych wspomnień.
- Weszłam samotnie do jadalni - pi¬
sze Nina Taylor. - Tam siedział Miłosz
w wyśmienitym towarzystwie: prof. Jan
Błoński, Jan Prokop i Bohdan Osadczuk,
prof. Wolnego Uniwersytetu w Berlinie
Zachodnim, redaktor ukraińskiego pisma
emigracyjnego „Widnowy". En vis à vis
siedział Sławomir Kalembka, Wilniuk,
zawołany bajarz o wybitnym dorobku
historycznym i jerychońskim śmiechu. Gestem zaproszono mnie
do stołu. Nie było ucieczki. Podczas kolacji wino lało się jak za
króla Sasa, od tego są tęgie głowy. Przy tym warto nadmienić,
że Bohdan Osadczuk, rodowity Hucuł, jest niezrównanym gawę¬
dziarzem. Raconteur znad Czeremoszu i wieszcz znad Niewiaży
-	z czym to się kojarzy? - Może trzeba by tu dodać, że Terlecki
Miłoszowi kilka lat wcześniej przedstawiał Taylor jako Angielkę,
która nic nie widzi poza Wielkim Księstwem Litewskim. - W zna¬
komitej, zaprzyjaźnionej komitywie - pisała - pojedynkowali się
na żarty i dowcipy nie zawsze w duchu Voltaire'a, na facecje
zdrowe, wyzwalające, odpowiednio zakrapiane trunkami. Do
spotkania ze Sławkiem w naszym domu, ani żadnego później
-	już nie doszło. Niecały rok po śmierci Sławka doszła smutna
wiadomość o zgonie Andrzeja Sciepury, jak Sławek urodzonego
również w Wilnie, choć później niż on, bo w 1944 roku. Histo¬
ryk sztuki, wykształcony w Toruniu, zajmował się w Muzeum
Okręgowym sztuką współczesną. Jego dorobek, który jako chyba
pierwszy na taką skalę skupił się na przedwojennym malarstwie
figuralnym, idącym gównie od Tadeusza Pruszkowskiego, a po¬
tem na grupie Wprost, zasługuje na oddzielne omówienie, ale
tutaj zwrócę uwagę na jego niezwykłą osobowość. Był bowiem
także gawędziarzem, innym niż Sławek, bo jego narracja w jakiś
cudowny sposób wiązała opowiadającego ze słuchaczami. Przy¬
jaciele i koledzy...
W drugiej połowie maja 2009 roku otrzymaliśmy od Sławka kar¬
tę pocztową. - Moi Drodzy, najlepsze ukłony z mojego rodzinnego
miasta - pisał. - Będąc już nie ruiną, a zgliszczami mężczyzny, przy¬
byłem koleją do Wilna przez Trakiszki (cóż to za nazwy!) zaledwie
w 9,5 godziny. Nachodzę tutejsze biblioteki i archiwa, stosując
metody właściwe Jamesowi Bondowi, nie wspominając o „mo-
łodcach" od płk. Putina - czyli z miniaparacikiem fotograficznym.
Pewnie to ostatni raz jestem tutaj, ale Was mocno ściskam. Choć
nie mamy takiego zwyczaju, tę kartę włożyliśmy na długo w róg
lustrzanej ramy. Na chwilę pominę tu słowa o zdrowiu i zatrzy¬
mam się na jego zamiłowaniu do podróży. I naturalnie do kolei.
Sławek lubił wędrować, w młodych latach również żeglować.
Ale przede wszystkim kochał pociągi, o których mógł opowia¬
dać bez końca, a wykorzystując okazję, również o nich pisać.
Znał chyba wszystkie typy lokomotyw, daty ich powstania, tak¬
że przedwojenny rozkład jazdy. Dawniej kolekcjonował również
modele kolejek, które przecież długo powszechnie traktowano
jako godny podziwu symbol postępu. Jeszcze pod koniec XIX
wieku przywożono je z zagranicy jako drogie zabawki, umiesz¬
czane w salonach, jak na Litwie w domu
dziadków Zofii Kossakowskiej-Szanajcy,
długoletniej redaktorki „Biuletynu Hi¬
storii Sztuki", autorki ciekawych wspo¬
mnień (2009). Notabene model kolejki
stał już w gabinecie Goethego...
Był Sławek również entuzjastą poka¬
zów w klubach filmowych, które zapo¬
czątkowane przez „Po prostu", otwierały
okno na świat. Po latach red. Jerzy Pła-
żyński wspominał ich początki w radiu.
Sławek zadzwonił do nas ostatni raz
pod koniec lata; pytanie o zdrowie zbył
żartem, a reszta rozmowy dotyczyła ko¬
rekty właśnie napisanych wspomnień.
Byłem zaskoczony, bo wcześniej nie mó¬
wił, że nad nimi pracuje. Dwa miesiące
później już nie żył, a na początku grudnia
w księgarni u Prusa leżała jego książka.
Muszę powiedzieć, że zachwyciła mnie
w niej szczegółowość opisu lat szkol¬
nych, studiów i pracy na uczelni, znajo¬
mości z uczonymi i kolegami, wyjazdów
zagranicznych. Do tekstu włączył też in extenso listy i wywiady,
idąc chyba za Normanem Davisem, który w tym względzie szedł
zapewne za niektórymi książkami zagranicznymi. Ale oparciem
dla Sławka pamięci były niewątpliwie prowadzone przez dziesiąt¬
ki lat codzienne zapiski w kalendarzykach (jako historyk sztuki
dodam, że łubiany przez polskich kolorystów Pierre Bonnard co¬
dziennie szkicował w kalendarzyku projekty obrazów). Natural¬
nie, najważniejszy jest sposób operowania taką dokumentacją.
Tutaj jednak jest za dużo pośpiechu w redagowaniu opisu zda¬
rzeń i formułowaniu ocen, co prowadzi do uproszczeń albo do
przeinaczeń. Konferencję u prof. Beauvois umieszcza wcześniej,
bo w 1981, a Ninę Taylor, nie znając jej nazwiska, nazywa nie¬
miecką sawantką! Przypomnę, że jak sama podkreśla po latach,
starała się trzymać z dala od uczonego towarzystwa, to jednak los
włączył ją do tego kręgu. Uderza mnie też złe traktowanie IPN-u,
czego doprawdy nie potrafię sobie wytłumaczyć, zwłaszcza kiedy
czyni to historyk. Gdyby wrócić do ocen tekstu, to z pewnością
nie sprzyja lekturze nadmiar cudzysłowów, a z drugiej strony też
ciągłe mieszanie pamięci z chwilą, których wzajemne relacje są
rozważane przez teoretyków i badaczy (por. „Kulturę Współcze¬
sną", 1/63 2010). Ponadto, niestety, widoczny jest brak właści¬
wie przygotowanego redaktora wydawniczego, którego uwaga
przy pracy nad tekstem autora od dłuższego czasu chorującego
powinna być szczególna. Nie powinien np. pozwolić na częste
powtarzanie tych samych zdarzeń i sformułowań, nawet jeżeli
w niektórych wypadkach wynikają one z powtórnego drukowa¬
nia jakiegoś fragmentu. A zwłaszcza nie powinien on przepuścić
takiej liczby błędów stylistycznych i nawet merytorycznych, nie
mówiąc o literówkach. Nie jesteśmy przecież na Rogu Emilii Pla¬
ter i Nowogródzkiej (!) ani na Gard du Nord (dworzec to przecież
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Nowy Klub Stowarzyszenia Absolwentów UMK
28 maja br. w Salach Kopernikańskich
Zamku w Olsztynie spotkają się absol¬
wenci UMK mieszkający w Olsztynie
i jego okolicach (około 100 osób) oraz
z Torunia (około 15 osób), aby powołać
do życia Warmińsko-Mazurski Klub Sto¬
warzyszenia Absolwentów UMK.
Spotkanie prowadzić będą: z ramie¬
nia Zarządu SA UMK, prezes Stanisław
Krause (absolwent ekonomii), a z Olszty¬
na - członkini Rady SA UMK Teresa Bro-
nowska (absolwentka prawa) i Janusz
Cygański (absolwent historii).
Władze uczelni toruńskiej reprezento¬
wać będzie profesor dr hab. Witold Woj¬
dyło, prorektor ds. studenckich. Gościem
honorowym spotkania będzie prof. dr
hab. Janusz Małłek, znany i ceniony to¬
ruński historyk, doctor honoris causa
Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
Wśród zaproszonych gości będą m.in.
nasi absolwenci - pracownicy UWM
i władz samorządowych Olsztyna.
Program spotkania przewiduje m.in.:
wykład dr. Jerzego Sikorskiego „Mikołaj
Kopernik na Warmii", powołanie Klubu,
zwiedzanie ekspozycji zamkowych pod
opieką pracowników Muzeum Warmii
i Mazur, występ zespołu muzycznego
uczniów Państwowej Szkoły Muzycznej
w Olsztynie.
Izabela Walczyk
Barwy historii
W dniach 13-16 kwietnia na UMK od¬
był się 19. Ogólnopolski Zjazd History¬
ków Studentów i Doktorantów połączo¬
ny z Dniami Historyka.
Ogólnopolski Zjazd Historyków Stu¬
dentów i Doktorantów to największa
tego typu impreza historyczna w Pol¬
sce, jej tradycja sięga 1992 r. Toruń go¬
ścił uczestników zjazdu po raz ostatni
w 1997 r. W tegorocznym spotkaniu
wzięło udział blisko 270 uczestników
z Polski, Ukrainy i Niemiec. Obradowali
oni w 15 sekcjach tematycznych.
Uroczyste otwarcie imprezy miało
miejsce w Auli UMK 13 kwietnia o godz.
17.00. W programie 19. Zjazdu przewi¬
dziano między innymi: spotkanie z twór¬
cami portali historia.org.pl i ciekawost-
kihistoryczne.pl Historia w Internecie,
specjalną grę miejską oraz Sejmik Stu¬
dentów i Doktorantów Historii, podczas
którego odbyły się wybory organizatora
kolejnego zjazdu.
W trakcie Dni Historyka kilka obrazków
z życia dużego miasta epoki nowożytnej
przedstawił prof. Edmund Kizik z Uni¬
wersytetu Gdańskiego w wykładzie O po-
biciach i nocnych biesiadach w Gdańsku
XVII-XVIII wieku. Poza tym zaplanowano
debatę krzyżacką, pokaz filmu o dawnym
Toruniu, liczne wykłady, a nawet imprezy
sportowe (w meczu siatkarskim kadra
Wydziału Nauk Historycznych zmierzyła
się ze swoimi studentami).
(n)
*po francusku Gare). Trudno też pojąć, dlaczego czytamy o Za¬
chętach, a nie o Zachęcie. Pierwsza nazwa nie ma nic wspólnego
z funkcją sprawowaną przez przywołaną przez autora osobę, a jej
znaczenie udało mi się ustalić dopiero kilka miesięcy po lekturze
książki. Nb. może warto zwrócić tu uwagę, że gmach Zachęty
zbudowano w miejscu uzyskanym dzięki dobrej woli konsystorza
ewangelickiego, wyjednanej przez luterankę Ludwikę Górecką,
córkę Samuela Bogumiła Lindego, znajomą Wojciecha Gersona,
też tego samego wyznania.
Wspomnienia Sławka Kalembki są inne niż te, które wyszły
spod pióra profesorów już nieżyjących lub znajdujących się
w podeszłym wieku, np. Karola Górskiego (1987, przejrzane i na
nowo wydane w 2003) oraz Konrada Górskiego (1995). Prawni¬
cy mają na swoim koncie dwa takie przypadki - Jana Łopuskiego
(2007) i Stanisława Salmonowicza, przede wszystkim znakomi¬
tego historyka, m.in. autora ciekawego tekstu w „Arcanach"
(2/68 2006). Warto tu jeszcze przypomnieć trzy eseje z histo¬
rii literatury polskiej Artura Hutnikiewicza (1996), wykładające
również jego poglądy ogólne. Dedykował je swoim studentom.
Przyznam się, że brakuje mi jeszcze czegoś innego, mianowicie
wspomnień partyjnych pracowników uczelni, których wiel¬
ka ilość stabilizuje każdy układ autorytarny. A żyliśmy przecież
z nimi albo też często obok nich.
Sławek umieścił na okładce książki litery rzymskiej sentencji -
aby to było szczęśliwe, sprzyjające i pomyślne. Aby tak właśnie
było staraniem autorów, redaktorów i w końcu plastyków, którzy
nadają dziełu kształt wizualny. W tym przypadku ukrycie senten¬
cji za pierwszymi literami słów nie jest dla większości czytelne.
Nie był to więc dobry pomysł na okładkę.
Żegnanie Sławka w auli uniwersyteckiej miało piękne zakoń¬
czenie: chór zaśpiewał Pierwszą Brygadę. Tą samą pieśnią po¬
żegnano przed laty trumnę z ciałem prof. Józefa Kozłowskiego
z Wydziału Sztuk Pięknych, znanego z piłsudczykowskich sym¬
patii, manifestowanych nawet wtedy, kiedy było to politycznie
niewskazane. Sławek nieraz ze wzruszeniem opowiadał o jego
pogrzebie. I podobnie jak Józio, lubił intonować Pierwszą Bry¬
gadę w różnych podniosłych momentach. Bywaliśmy zresztą
często gośćmi Kozłowskich, żoną Józefa była graficzka Barbara
Narębska-Dębska, w ich pięknie urządzonym mieszkaniu, w któ¬
rym serdeczność gospodarzy emanowała tym, co było najlepsze
w kulturze kresowej. Był to chyba ostatni taki dom w Toruniu.
Chowanie prochów Sławka na cmentarzu nie było też zwyczajne.
Miało charakter świecki. Tak sobie życzył. Niektórzy zmierzają do
takiej decyzji przez długie lata, inni, będąc ateistami, zbliżają się
może do czegoś przeciwnego.
Na cmentarzu toruńskim przypomniałem sobie książeczkę An¬
toniego Słonimskiego - Jawa i mrzonka, wydaną pierwszy raz
w 1966 roku. Jest w niej świat rozbity na fragmenty, a zstępu¬
jąca z zaświatów Osoba dopełniana jest zmieniającymi się przez
różne okoliczności przymiotnikami. Umierającemu krawcowi
Rajzemanowi powiedziała, że potem będzie chodził wieczorami
na stację (może na linii otwockiej?), aby czekać na przybywają¬
cych z opuszczanej strony życia. I cieszyć się z jednych, a smucić
z innych. Jego znajomy, garbarz, nie wierzył w to, krawiec zaś
przeciwnie, twierdził, że jest przecież z takiego pokolenia, co
czeka cudu [...], bo - czy można żyć zupełnie bez mrzonki? No,
właśnie. Moja żona zamówiła mszę za duszę Sławka w pierwszą
rocznicę jego śmierci w naszym parafialnym kościele Zmartwych¬
wstańców (wystrój wykonany przez nieżyjącego już Bronisława
J. Tomeckiego, przedwojennego absolwenta wileńskiego Wydzia¬
łu Sztuk Pięknych). A gdyby tak garbarz od Rajzemana miał rację?
Wtedy pozostaną słowa z Wulgaty: mnie wczoraj, a dziś tobie.
Widnieją one na barokowych płytach nagrobnych w kościele po-
misjonarskim w Wilnie. Idzie się do niego krótką ulicą od cmen¬
tarza na Rossie albo od miasta malowniczo biegnącą ul. Subocz.
Widać już z dala kościół z górującymi wieżami. W fasadzie ma
on rokokową kruchtę, którą upamiętnił w 1924 akwafortą Jerzy
Hoppen, profesor grafiki po Wilnie w Toruniu. Ostatecznie wiele
w naszej pamięci pozostaje również w sztuce.
Bogusław Mansfeld
Gb*s uczeini 25
>>>
ROZMAITOŚCI
Wspomnienie
Elżbieta Siemianowska
(1936-2011)
Elżbieta Siemianowska urodziła się 4 kwietnia 1936 r. w miej¬
scowości Stołowicze (pow. Baranowicze, woj. nowogródzkie)
jako córka Antoniego Nienartowicza i Wandy z domu Wasiuk.
Miała trzech braci i siostrę. Rodzina Nienartowiczów przeszła
drogę typową dla tysięcy Polaków z Kresów. W roku 1954
ukończyła Średnią Szkołę Ogólnokształcącą w Raduniu (BSRR,
woj. Grodno) i rozpoczęła pracę w Raduńskiej Stacji Motoro-
wo-Traktorowej, jako pracownik umysłowy. Pracowała tam do
1 maja 1958 r. 17 maja tego roku przyjechała do Polski jako
repatriantka ze Związku Radzieckiego i zamieszkała z rodziną
w Toruniu, przy ul. Żeglarskiej 5.
Najpierw pracowała jako kasjer na Dworcu Głównym PKP
w Toruniu. 1 lutego 1960 r. rozpoczęła pracę w Bibliotece
Głównej UMK w dziale administracyjnym. W 1962 r. wyszła
za mąż, a w 1964 r. urodziła syna Andrzeja („Kobra", lider ze¬
społu „Kobranocka"). Z powodu pobytu za granicą miała prze¬
rwę w pracy (od 1 lipca 1974 r). Po powrocie, od 1 września
1975 r. ponownie została zatrudniona w Bibliotece Uniwer¬
syteckiej - na stanowisku młodszego bibliotekarza w Oddzia¬
le Gromadzenia Zbiorów (od 1 stycznia 1977 bibliotekarza).
W 1978 r. ukończyła półtoraroczne Zaoczne Policealne Studium
Bibliotekarskie w Toruniu. 1 sierpnia 1982 r. awansowała na
stanowisko starszego bibliotekarza. Zajmowała się kupnem
wydawnictw zagranicznych. Dobre przygotowanie zawodowe
- znajomość pracy kancelaryjnej i języków (niemiecki, angielski,
biegle rosyjski) - umożliwiło jej wzorowo wykonywać obowiąz¬
ki: sprawdzać oferty i zapowiedzi wydawnicze, pisać zamówie¬
nia w tak trudnym okresie dla zdobywania naukowej literatury
zagranicznej (ciągle zmniejszane przydziały dewiz). Doskonała
znajomość języka rosyjskiego była niezmiernie przydatna, w sy¬
tuacji gdy większość litera¬
tury naukowej pozyskiwano
z ZSRR i krajów demokracji
ludowej (tzw. II obszar de¬
wizowy). Pisała biegle w ję¬
zyku rosyjskim, co w latach
1978-1981 zostało wyko¬
rzystane przy sporządzaniu
pisemnej dokumentacji prac
konserwatorskich w Tallinie
Szachy
Udanie prezentowali się w ostatnich
miesiącach szachiści UMK ll-ligowej dru¬
żyny seniorów AZS UMK Toruń, aktualnie
jedynego reprezentanta Torunia w lidze
centralnej Polskiego Związku Szachowe¬
go oraz aktualnego Akademickiego Mi¬
strza Pomorza i Kujaw wśród wyższych
uczelni w regionie.
W kolejnej edycji drużynowych mi¬
strzostw Polski II Ligi Seniorów roz¬
grywanych we wrześniu 2010 roku,
w malowniczo położonej nadmorskiej
miejscowości w Mrzeżynie, szachiści to¬
ruńscy pewnie utrzymali swój status dru-
goligowca, pomimo pewnych perturba¬
cji kadrowych, zajmując ostatecznie 22
miejsce w gronie 38 drużyn uprawnio¬
nych do gry z całego kraju. Do 24 miejsca
drużyny zapewniły sobie pobyt do kolej¬
nych mistrzostw 2011 roku.
Szachiści Uniwersytetu Mikołaja Koper¬
nika zdobyli brązowe medale w finałach
Akademickich Mistrzostw Polski Uniwer¬
sytetów 2010, rozgrywanych w grudniu
po raz drugi w Poznaniu w Centrum
Sportu Politechniki Poznańskiej.
Studencki skład medalistów to: Andrzej
Stuczyński, Borys Tofil, Paweł Czechow¬
ski, Paweł Kulczyk, Robert Wojciechowski
oraz Izabela Rant i Natalia Oszmian. Naj¬
lepszymi zawodnikami w tych mistrzo¬
stwach byli: Borys Tofil, Andrzej Stuczyń¬
ski, Paweł Czechowski i Natalia Oszmian.
Na starcie tej masowej imprezy stanęło
49 uczelni i ponad 260 zawodników.
Słynna formuła przewodnia Międzynaro¬
dowej Federacji Szachowej (FIDE) GENS
UNA SUMUS (JESTEŚMY JEDNĄ RODZI¬
NĄ), w tym przypadku w pełni się po¬
twierdziła. Trzeba pamiętać, że szachy
obok piłki nożnej, są najbardziej masową
i popularną dyscypliną sportu na świecie.
Końcowym akcentem sportowym
2010 roku było zdobycie srebrnych i brą¬
zowych medali Drużynowych Mistrzostw
Województwa Kujawsko-Pomorskie¬
go w szachach szybkich rozgrywanych
w Bydgoszczy. Te medale zostały zdobyte
przez studentki UMK: Natalię Oszmian,
Izabelę Rant, Iwonę Schmeichel i Annę
Majkę. Rok 2011 szachiści AZS UMK roz¬
poczęli od brązowego medalu w Błyska¬
wicznych Mistrzostwach Województwa
w konkurencji drużynowej mężczyzn
rozegranych w Klubie osiedlowym „Jan¬
tar" w Toruniu. Drużyna medalowa miała
w składzie mistrza międzynarodowego
Krzysztofa Żołnierowicza, mistrza FIDE
Bartłomieja Siwca oraz kandydata na
mistrza Borysa Tofila i Mirosława Gaw¬
rońskiego. Druga drużyna akademików
zajęła dobre szóste miejsce.
Kolejnym ważnym sprawdzianem
szachistów UMK będzie start w dniach
27.04.-03.05.2011 w VII Międzynarodo¬
wych Akademickich Mistrzostwach Polski
Klubów Uczelnianych (tzw. puchar Zarzą¬
du Głównego AZS ) we Wrocławiu, gdyż
reprezentacja sekcji szachowej AZS UMK
będzie broniła złotego medalu z roku
ubiegłego w gronie zaproszonych uczel¬
ni z Europy i kraju.
Właśnie ten medal i to osiągnięcie
sportowe pozwoliło na wystąpienie
z wnioskiem do Urzędu Miasta Torunia
o przyznanie wyróżnienia lub nagrody
Prezydenta Miasta Torunia dla zwycię¬
skiej ekipy sekcji szachowej AZS UMK To¬
ruń i jej kierownika oraz działacza.
Cezary Kozłowski
zleconych przez Pracow-
nie Konserwacji Zabytków
w Toruniu (w ramach urlo¬
pu bezpłatnego, z pełną akceptacją dyrekcji Biblioteki „z uwagi
na dużą ważność podjętej pracy").
31 lipca 1996 r. przeszła na emeryturę. Opiekowała się uko¬
chanym wnukiem Miłoszem oraz wieloma osobami z rodziny
i znajomymi potrzebującymi pomocy. Kontynuowała pracę
na pół etatu, a następnie na ćwierć etatu, nadal w Oddziale
Gromadzenia i Opracowania Zbiorów. Swoim wieloletnim do¬
świadczeniem pomagała w pracy m.in. przy wymianie zagra¬
nicznej.
Pani Ela była osobą niezwykłą. Zawsze uśmiechnięta, spokoj¬
na, serdeczna, gotowa do pomocy, emanująca życzliwością.
Taką Ją pamiętają współpracownicy. Zmarła 15 marca br. po
ciężkiej chorobie. Pochowana została na cmentarzu św. Jerze¬
go. Żegnało Ją liczne grono Rodziny, znajomych i współpra¬
cowników.
Kamila Maj
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELI ETO
Wrona skonała, napis przetrwał
Mur z antykomunistycznym napisem z czasów PRL-u
przetrwał w zaciszu 30 lat. Odkryty podczas budowy no¬
wego mostu drogowego, trafił na teren kampusu uniwer¬
syteckiego.
Hasło „Wrona skona", nawiązujące do Wojskowej Rady Oca¬
lenia Narodowego, było bardzo popularne w czasach stanu
wojennego, pojawiało się m.in. jako graffiti na murach. Więk¬
szość nie przetrwała, zamalowywana na rozkaz „bezpieki".
Tym większą wartość historyczną ma napis znaleziony w po¬
bliżu zakładów Toruń-Pacific podczas porządkowania terenów
pod budowę nowego mostu drogowego.
-	Nie mam wątpliwości co do autentyczności tego napisu. Co
ciekawe, nie został on skończony, brakuje dwóch ostatnich li¬
ter, prawdopodobnie autora musiało coś spłoszyć - mówi prof.
Wojciech Polak z Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodo¬
wych, znawca dziejów stanu wojennego. To właśnie do pro¬
fesora Polaka zwrócił się Miejski Zarząd Dróg o pomoc w ura¬
towaniu znaleziska - mur musiał zostać przeniesiony w inne
miejsce, bo w tym, w którym stał, budowany będzie tunel.
Dzięki przychylności dziekana Wydziału Prawa i Administracji
UMK, prof. Andrzeja Sokali, mur z napisem stanął na terenie
miasteczka uniwersyteckiego, właśnie obok siedziby prawni¬
ków. W wakacje zostanie on poddany konserwacji, czym zajmą
się studenci Wydziału Sztuk Pięknych z Zakładu Konserwacji Ele¬
mentów i Detali Architektonicznych prof. Jadwigi Łukaszewicz.
-	Myślę, że dla studentów prawa ten symbol walki o wol¬
ność będzie ważnym przypomnieniem podstawowych wartości
-	mówi prof. Polak.
Operacja przeniesienia muru była możliwa dzięki pomocy fir¬
my Strabag, wykonawcy toruńskiego mostu, która zapewniła
ekipę, sprzęt i transport.	(czy)
Sesja naukowa
Toruńscy studenci
0	literaturze
8 kwietnia w sali imienia Ludwika Kolankowskiego na Wydzia¬
le Filologicznym UMK odbyła się uczelniana, studencko-dokto-
rancka sesja naukowa „Literatura polska po roku 1989. Tradycja
1	nowatorstwo". Organizatorem sesji było Koło Badaczy Polskiej
Literatury Najnowszej, a opiekunem naukowym - dr hab. Alek¬
sander Madyda, prof. UMK. Obrady zostały podzielone na dwie
części. Pierwsza skupiała wystąpienia poświęcone poezji, druga
-	prozie.
W imieniu nieobecnego dr. hab. Radosława Siomy, referat in¬
auguracyjny pod tytułem „Rzeczy intymne i bezgraniczne. Uwagi
o twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego" wygłosił Kamil
Dźwinel; chwilę później przedstawił własne uwagi na temat
autotematyzmu u tegoż autora. Dominowały tematy związane
z poezją: Artur Jabłoński mówił o przemijaniu u Tomasza Jastru¬
na, mgr Tomasz Dalasiński o autoironii Adama Wiedemanna, zaś
Justyna Filipczyk zwróciła uwagę na „Problem powtarzalności
motywów w poezji «małych ojczyzn»". Część pierwszą zakoń¬
czyło wystąpienie Pawła Ufnala, który z perspektywy literaturo¬
znawczej przyjrzał się tekstom piosenek Krzysztofa Grabowskie¬
go, Zygmunta Staszczyka i Kazika Staszewskiego.
W drugiej, mgr Tomasz Markiewka wygłosił referat „Idąc po
śladach Innego: «Godot i jego cień» Antoniego Libery". Sesję za¬
kończyło wystąpienie Aleksandry Stolarczyk: „Współczesna czy
najnowsza? O problemach definicyjnych i (nie)obecności litera¬
tury polskiej po 1989 roku w edukacji polonistycznej na pozio¬
mie szkół ponadgimnazjalnych".
Powodzenie inicjatywy mgr. Dalasińskiego, przewodniczącego
koła, wskazuje na zainteresowanie literaturą najnowszą wśród
toruńskich studentów. Organizatorzy myślą już o kontynuowa¬
niu projektu w przyszłym roku, tym razem na skalę ogólnopol¬
ską.
Artur Jabłoński
Na Węgrzech
Studenci Koła Naukowego Specjalistów Informacji oraz
Doktoranckiego Koła Naukowego, działających przy Insty¬
tucie Informacji Naukowej i Bibliologii, w dniach 31.01.-
2.02. uczestniczyli w międzynarodowym sympozjum BOB-
CATSSS 2011, którego temat brzmiał: „Finding New Ways".
Tegoroczna edycja była już dziewiętnastą z kolei i odbyła
się w malowniczym miasteczku Szombathely, położonym
w zachodniej części Węgier. Studenci z Torunia wzięli udział
w części z referatami, podczas której mgr Dominik Mirosław
Piotrowski przedstawił referat „Social Media Optimization
(SMO) on example facebook's fanpage of University Library
in Toruń: www.facebook.com/bu.torun". W części postero-
wej studenci toruńscy mieli swój znaczący udział. Zaprezen¬
towali cztery plakaty: Agnieszka Majewska - „Friendly Spa¬
ce of Small Public Libraries in Poland. The Most Interesting
Spaces and Their Evaluation", Rafał Jerzy Jurkowski, Paweł
Wróblewski - „«Ask a librarian» as a form of communica¬
tion with the user in the library - an example of polish uni¬
versity libraries", Rafał Jerzy Jurkowski, Irmina Obermuller,
Paweł Wróblewski - „Multimedia in online library trainings
as a new way to attract users attention" oraz mgr Karolina
Żernicka - „Neither fish nor foul? PhD students as a specific
group of library users". Wśród uczestników BOBCATSSS zna¬
lazła się jeszcze jedna osoba z Polski, którą była mgr Monika
Halasz-Cysarz (absolwentka bibliotekoznawstwa z Torunia,
obecnie doktorantka na UW). Ponadto studentom uda¬
ło się odwiedzić niezwykle ciekawą Bibliotekę Diecezjalną
w Szombathely, która posiada w swoich zbiorach m.in. 96
inkunabułów. Konferencja na Węgrzech była sukcesem or¬
ganizatorów i uczestników. Następny BOBCATSSS odbędzie
się na początku roku 2012 w Amsterdamie, a studenci już
teraz przygotowują tematykę na kolejną edycję.
Paweł Wróblewski
>>>
N0SC1 ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
U nas i gdzie indziej
Jedyna nadzieja
Kto by się spodziewał, że przed nami
niezbyt odległe czasy, kiedy to prawie
wszystkie polskie wyższe uczelnie będą
mogły przeżyć tylko dzięki studentom
z importu - młodym ludziom z Azji, Afry¬
ki czy Ameryki Łacińskiej. Oczywiście, je¬
śli oni zechcą studiować właśnie u nas.
Bardzo to dziwne, bo przecież jeszcze
niedawno obserwowaliśmy ostatnią,
ale zaiste wysoką falę najazdu młodych
ludzi, szturmujących nasze szkoły wyż¬
sze - dzięki czemu mamy ich obecnie aż
458! A tu taki kryzys i to już u drzwi!
Przyczyną tej niewesołej sytuacji jest głę¬
boki kryzys demograficzny naszego spo¬
łeczeństwa, którego to kryzysu - w prze¬
ciwieństwie do niektórych innych krajów
europejskich - nie zdołaliśmy opanować.
Statystycy informują, że jest za mało
dzieci, będzie za mało młodzieży, więc
nie będzie i dostatecznej liczby studen¬
tów. Musimy to sobie wyobrazić: puste
ławki i krzesła w salach wykładowych,
w pracowniach bardzo przestrzennie
i żadnych kolejek do urządzeń i narzędzi
nie ma! Nie ma i studentów. Zaś wykła¬
dowcy na zasiłkach dla bezrobotnych.
Zaiste obraz jak z apokalipsy, ale niestety,
niebawem może stać się całkiem realny.
W tej sytuacji jedynym wyjściem jest
zwrócenie się do krajów, które „kwitną
dziećmi". Są to na ogół kraje tzw. Trze¬
ciego Świata, wprawdzie niezbyt boga¬
te, ale dążące szybko i zdecydowanie
do wszechstronnego rozwoju. Jest tam
już sporo zamożnych rodzin, w których
rodzice dysponują pieniędzmi na opłace¬
nie studiów swoich dzieci za granicą. Już
się przekonali, że wykształcenie wyższe
otwiera drzwi do finansowej, społecz¬
nej, kulturowej elity i chcą je swym dzie¬
ciom otworzyć. Zaufanie do tamtejszych,
krajowych uczelni nie jest bowiem zbyt
wysokie. Wysyłają więc swoje dzieci na
uniwersytety Pierwszego Świata, jeśli za¬
chować tę umowną numerację. Prawdę
mówiąc, to się dzieje od dość dawna.
Znakomity interes dla krajów zapraszają¬
cych! Przykładowo w roku akademickim
2008-2009 w USA studiowało 670 tys.
obcokrajowców, co przyniosło temu kra¬
jowi 7 7,5 mld dolarów zysku. W Polsce
w tym samym czasie studiowało 76 tys.
studentów obcokrajowców, z czego 1/3
nie płaciła czesnego.
Chociaż wspomniany zarobek jest,
czy byłby, sprawą ważną, to przecież
u nas nie najważniejszą. Dla nas bowiem
sprawą pierwszoplanową jest po prostu
zachowanie przy życiu szkół wyższych,
które bez międzynarodowej rekrutacji
nie będą w stanie - przeżyć. Czy mamy
na nią szanse? Tak i to spore! Przede
wszystkim mamy dobre i liczne wyż¬
sze uczelnie, umożliwiające skuteczne
studiowanie niemal wszystkich nauk
i umiejętności. Mamy też wystarczającą
liczbę kompetentnych wykładowców,
posiadających odpowiedni dorobek na¬
ukowy i umiejętności dydaktyczne. Oczy¬
wiście, nie jesteśmy w stanie konkuro¬
wać z amerykańską profesurą. Możemy
jednak bez chełpliwości powiedzieć, że
mamy szkolnictwo na poziomie zapew¬
niającym odpowiednie wykształcenie
studentom gościom. Poza tym jesteśmy
jednym z krajów Unii, a to umożliwia na¬
wiązanie kontaktów z całą strefą Schen¬
gen. Więc nasi goście mogą przynajmniej
marzyć o swojej - tutaj - przyszłości.
Poza tym, nie byliśmy nigdy krajem ko¬
lonialnym, co dla kogoś może być istot¬
ne. Naturalnie są i kłopoty, ponieważ
jesteśmy słabi w logistyce. Współpraca
między agentami rekrutacji a naszymi
konsulami nie układa się najlepiej. Wciąż
mamy kłopoty z powołaniem angloję¬
zycznych kierunków studiów oraz trud¬
ności ze znalezieniem dorywczej pracy
dla studentów, a czasem niezbyt przy¬
chylny stosunek do cudzoziemców.
Musimy jednak przezwyciężyć te trud¬
ności, bo innego wyjścia nie mamy.
Obserwator
Wyniki konkursu
Szanujmy wspomnienia
Jury w składzie: prof. Danuta Janicka, prorektor ds. kształce¬
nia, prof. Janusz Małłek, dr Wojciech Streich, kierownik Działu
Nauki, mgr Izabela Walczyk, sekretarz Zarządu Stowarzyszenia
Absolwentów UMK, oceniło 17 prac nadesłanych na konkurs
„Szanujmy wspomnienia, smakujmy ich treść" - ogłoszony
w 2010 r. przez Stowarzyszenie Absolwentów UMK - i posta¬
nowiło przyznać następujące nagrody:
•	pierwszą - ex aequo - Adamowi Anastaziukowi oraz Stani¬
sławowi Siance,
•	drugą - Wiesławowi Barczykowi,
•	trzecią - Bogumile Klemp-Dyczek.
Ponadto jury postanowiło uhonorować Julię Kryszewską -
wyróżnieniem „Głosu Uczelni", oraz Teresę Salińską - wyróż¬
nieniem prorektor Danuty Janickiej.	(iw)
Zaraz wracam
(4 odcinek)
W oparach biologii
DENDROLOG
Jeśli czegoś nie wie -
grzebie w drzewie
ENTOMOLOG
W jego pamiętnikach
jest wiele o tych co to lubią bzykać
ORNITOLOG
To dopiero fraszka -
podglądanie ptaszka
MIKOLOG
Miłość do grzybów
wyssał z mlekiem matki:
pierwsze były pleśniawki
MIKROBIOLOG
Choć z mikrobami wciąż toczył boje
sam nigdy nie był drobnoustrojem
ETOLOG
Gdy się w sobie nie zbierze
zachowuje się jak zwierzę
PALEONTOLOG
To biologii jest zakała:
życia szuka w skałach!
EMBRIOLOG
Czy to uchodzi
badać zanim się urodzi?
EKOLOŻKA
Ekolożka z dużym biustem
nie wiedziała co wybrać:
Rozpudę czy rozpustę?
Krzysztof Mikulski
Prof. Krzysztof Mikulski jest pracow¬
nikiem Instytutu Historii i Archiwistyki,
gdzie kieruje Zakładem Historii Gospo¬
darczej. Był dyrektorem ww. Instytutu,
od wielu lat kieruje Polskim Towarzy¬
stwem Historycznym, a na początku
tego roku został członkiem Centralnej
Komisji do spraw Stopni i Tytułów. Nie¬
wiele osób jednak wie, że jest on tak¬
że świetnym poetą: jego wiersze (zbiór
„Biały wiersz", 2010) i fraszki (zbiory
„Histeryki", 2007 i „Histeryki poprawio¬
ne i rozdęte", 2009) są pełne humoru
i ciętego dowcipu, ale także - zadumy
i ciekawego spojrzenia na otaczający nas
świat. (Wojciech Streich)
>>>
AKTUALNOŚCI ROZMOWA ROZMAITOŚCI KULTURA NAUKA WSPOMNIENIA FELIETON
Głos na stronie
Pomnik
tubu-dubu, niech żyje nie tylko
prezes naszego klubu, ale i niech
żyją twórcy „Misia"! To było tak
powszechne przy okazji obcho¬
dzonego w tym miesiącu jubile¬
uszu filmu. Znów byty ochy i achy,
tytuł polskiej komedii wszech
czasów itd. Z tego powszechne¬
go piania z zachwytu wyłamat się
bodaj jedynie „Newsweek" artykułem
Roberta Ziębińskiego, który na głowy
bezkrytycznych miłośników dzieła, 30 lat
temu stworzonego przez tandem Bareja-
-Tym, wylał niezłe wiadro zimnej wody.
W pierwszym odruchu pomyślałem so¬
bie, widząc tytuł „Skończmy z kultem Mi¬
sia", że facet idzie na tani poklask. Ileż to
było takich przypadków: bierze się coś
powszechnie szanowanego, podziwiane¬
go i wali się w to jak w przysłowiowy bę¬
ben. Rozgłos zapewniony. No i te komen¬
tarze: ale odważny! 11 Ale nie, Ziębiński
ma rację - zarówno wtedy gdy pisze, że
już w epoce „Miś" był niedobrze skrojo¬
nym filmem, takim bardziej zbiorem luź¬
nych skeczy niż filmową opowieścią, jak
i wówczas gdy stara się analizować re¬
cepcję „Misia" wtedy i dziś. Święta praw¬
da. Spróbujcie Państwo na chłodno na
przykład przeanalizować treść Misiowej
fabuły. Facet chce przechytrzyć byłą żonę
i zgarnąć kasę z londyńskiego banku.
Tylko tyle, nic więcej. Reszta to kwiatki
do kożucha. Ładne, fajne, zabawne, ale
jedynie takie kwiatuszki. Jeszcze ciekaw¬
sze wnioski rodzą się, gdy przyjrzeć się
życiu po „Misiu". Przeróżne grepsy zro¬
biły oszałamiającą karierę. A to cytujemy
Jarząbka Wacława (kolejność nazwiska
i imienia nieprzypadkowa) i jego pieśń
pochwalną „Lubu-dubu", a to mówimy,
że „wszystkie Ryśki to fajne chłopaki",
dla Misiu
a to, mrużąc oko do językowych strażni¬
ków, dorzucamy uwagę, iż „ktoś MISIU
wydłubał oko". Pamiętajmy, że w odwo¬
dzie są jeszcze chociażby „parówkowi
skrytożercy", „moja żona Zofia", „praw¬
da czasu, prawda ekranu", „wesoły Ro¬
mek". No ładnie, dużo tego. Nie dziw, że
„Miś" jednak kultowy jest, a w Toruniu
nawet doczekał się własnego lokalu (nie
tak dawno także zaliczonego do kulto¬
wych, obok również toruńskiej „Mety",
i to w skali ogólnopolskiej - gratulacje!).
Zostawmy już jednak biednego „Mi¬
sia" w spokoju. Zrobił swoje. Byle tylko
po jego obejrzeniu młodzież dzisiejsza
nie sądziła, że tak wyglądał prawdziwy
PRL, bo może dojść do wniosku, że Wa¬
łęsa niepotrzebnie przeskakiwał mur, to¬
ruńscy astronomowie konstruowali tajne
nadajniki - skoro było tak fajnie i zabaw¬
nie, to po co było zabawę tę przerywać.
Zabawnie wszak nie było. Budować wy¬
obrażenia o PRL-owskiej rzeczywistości
na podstawie „Misia" to tak, jak sądzić,
że słuchając Rubika, słucha się muzyki
poważnej, lub oglądając „M jak miłość",
że to prawdziwe życie.
Jeśli ktoś jednak uważa, że „Misia" po¬
zbyliśmy się już na zawsze, to jest w błę¬
dzie. Prezesów Ochódzkich nie brak,
zwłaszcza tych, którzy chętnie dogadują
się z „Panami Kibolami", ze skutkiem,
jaki widzimy na polskich stadionach. Ja¬
rząbków Wacławów, piejących peany na
cześć szefów, także jest pod do¬
statkiem w każdej instytucji czy
politycznej partii. Ale zerknijmy
i na nasze poletko. Właśnie prze¬
mknęła mi gdzieś informacja, że
uczelniom nie wolno teraz trzy¬
mać pieniędzy na oprocentowa¬
nych rachunkach (pewnie żeby,
broń Boże, przypadkiem dodat¬
kowo na tym nie zarobiły). Zajrzałem
też do naszej akademickiej przychodni.
W naiwności swej (lub raczej niewiedzy)
sądziłem, że jak wrzucę karteczkę do
magicznej skrzynki obok rejestracji, to
następnego dnia odbiorę wypisaną re¬
ceptę. Ale skrzyneczka zniknęła (i wcale
nie jest to inicjatywa tylko naszej przy¬
chodni), a miła rejestratorka oświadczy¬
ła, że teraz tak już nie można. Jak chcę
receptę, to muszę się zarejestrować
i	osobiście spotkać z lekarzem. I komu
to przeszkadzało? Mamy nadmiar lekarzy
czy pieniędzy w NFZ-ach? A może teraz
polskiej gospodarce będzie się bardziej
opłacało, gdy pracownik wyjdzie z pracy
na pół dnia tylko po to, by wybrać się do
lekarza po nową receptę? Ktoś tam nie
pomyślał, nie policzył. Albo taka nagło¬
śniona niedawno przez jeden z tygodni¬
ków sprawa „profesora doktora sksero-
wanego"- wygląda na to, że facet został
zatrudniony (i to z rektorskimi rekomen¬
dacjami) jako profesor prawa na czte¬
rech polskich uczelniach, legitymując się
jedynie jakimiś kserokopiami dokumen¬
tów. I gdyby nie „czujność rewolucyjna"
kierownika działu spraw pracowniczych
dopiero czwartej z uczelni - sprawa nie
wyszłaby na jaw. Okazało się, że nie tylko
habilitacja, ale i także doktorat to fikcja.
Miś wiecznie żywy!
Winicjusz Schulz
No, to mam przechlapane. I to u ko¬
goś, na kim mi mocno zależało. U Krzy¬
sia! Krzyś jest kilkuletnim szkrabem, re¬
zolutnym potomkiem znajomych. Inna
rzecz, że przed rozmową z Krzysiem
zawsze cierpnie mi skóra. A cierpnie
mi dlatego, że czuję, iż mi się od niego
znów dostanie. Nasz Krzysio jest bo¬
wiem w tym wieku, iż nie cierpi żadnych
„kitów". Od swych rozmówców chce
odpowiedzi konkretnych i co gorsza -
prawdziwych. Niech to będzie opowieść
0	złym smoku. Krzysio wie, że na świe-
cie żyją też złe smoki. Ale nie cierpi, gdy
ktoś wciska mu ciemnoty o szewczy¬
ku Dratewce, który złego smoka zabił.
Bo wie, że na świecie bywa odwrotnie,
a wszelkie proszewczykowe scenariusze
są kiepskim wymysłem wbrew logice
1	doświadczeniu.
Tym razem Krzyś miał do mnie pyta¬
nie konkretne. „Prose Pana - a gdzie
Co robi
ta fabryka?
Pan pracuje?" Zanim się zorientowałem,
w jakie maliny się wpuszczam „tymi ren-
cami“, odpowiedziałem malcowi - na
Uniwersytecie. I już mnie miał! „A co się
tam wyrabia?" Ba, wyrabia się niejedno,
ale malec miał na myśli,,produkcyjne"
znaczenie słowa „wyrabiać". No i co
się tam wyrabia? Przez chwilę zaczą¬
łem żałować, że nie pracuję w Elanie...
i dałem sobie spokój z gadkami w stylu:
np. magistrów czy myśl, no bo smarkacz
by mnie obśmiał. Chcąc jakoś ratować
resztki reputacji, sięgnąłem do tzw. głę¬
bokich rezerw: W Sejmie, Krzysiu! - wy¬
ksztusiłem pobladły. Tam się produkuje
prawo! Nawet nie zdążyłem ugryźć się
w język, bo Krzysio często oglądał tele¬
wizyjne sejmowe zapasy i dobrze wie¬
dział co jest grane. Dał mi jednak szansę.
Prawo to takie literki, które nakazują, by
ludzie na meczu nie bili się po buziach?
- zapytał. Raz kozie śmierć, pomyślałem.
Tak, Krzysiu! No, to dlaczego nie tylko
się biją, ale rzucają jeszcze krzesełkami?
Sam widziałem - zaperzył się malec.
No to miałem „z głowy"! Bo co mu
miałem powiedzieć... że składającym te
literki tak naprawdę chodzi o to, by inni
Krzysie pomyślały sobie, że wielu skła¬
dającym naprawdę chodzi o nierzuca-
nie krzeseł, a nie o populistyczny efekt
tego składania. A zresztą czy malec
zna znaczenie słowa populizm? Kurczę,
może znać! I wtedy naprawdę będę miał
u Krzysia przechlapane, jako ten, kto
pracuje w fabryce, w której nie tylko ni¬
czego się nie wyrabia, ale jeszcze usiłuje
innych oszukać, że jest inaczej!
Marian Filar
gws uczeini 29
>>>
m
WYDAWNICTWO NAUKOWE
UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA
Nowości wydawnicze
Krzysztof Abriszewski,
Wszystko otwarte na
nowo. Teoria Aktora-Sieci
i filozofia kultury,
ISBN: 978-83-231-2565-5,
ss. 268, 44 zł
„Przegląd Badań
Edukacyjnych", nr 1-2 (10-
11/2010),
ISSN: 1895-4308, ss. 230,
30 zł
-1P
’ A
Jacek Gzella, Między
Sowietami a Niemcami.
Koncepcje polskiej polityki
zagranicznej konserwatystów
wileńskich zgrupowanych
wokół "Słowa" (1922-1939),
ISBN: 978-83-231-2627-0, ss. 478,
68 zł
Andrzej Pydyn, Argonauci
epoki kamienia. Wczesna
aktywność morska od
pierwszych migracji z
Afryki do końca neolitu,
ISBN: 978-83-231-2614-0,
ss. 336, 62 zł
Zbigniew Karpus, Beata
Stachowiak (red.), Granice
i świat współczesny,
ISBN: 978-83-231-2610-2,
ss. 348,49 zł
Ewa Siemińska (ed.),
Investment on the real
estate market,
ISBN: 978-83-231-2616-4,
ss. 110, 20 zł
Teologia
Człowiek I
I! _
Krzysztof Konecki (red.),
„Teologia i Człowiek.
Półrocznik Wydziału
Teologicznego UMK", nr
15 (2010),
ISSN: 1731-5638, ss. 220, 24
zł
Robert Skiba, Katarzyna
Winkowska-Nowak (red.),
GeoGebra. Wprowadzanie
innowacji edukacyjnej,
ISBN: 978-83-231-2544-0,
ss. 204, 20 zł
Dariusz Markowski (red.),
„Zabytkoznawstwo i
konserwatorstwo", z. XL,
ISSN: 0860-1232,
ss. 338, 52 zł
nowe media
we współczesnym
społeczeństwie
txxi ItMAkC n
nurkA ¡wlrtskkitp
itfweouei
hjMsi'ü •»«ojrkfiwskrt.'yo
Łukasz Wojtkowski,
Aleksandra Seklecka,
Marek Jeziński (red.),
Nowe media we
współczesnym
społeczeństwie, ISBN: 978-
83-231-2623-2, ss. 362, 39 zł
Wszystkie książki Wydawnictwa Naukowego UMK mogą Państwo nabyć w:
Uniwersyteckiej Księgarni Naukowej, ul. Reja 25,87-100 Toruń, tel./fax (56) 611 42 98
e-mail: ksiazki@umk.pl, www.kopemikanska.pl
dobrych księgarniach w Toruniu i innych miastach akademickich całej Polski
wysyłkę za granicę realizuje: IPS - Dział Eksportu, ul. Noakowskiego 10/38, 00-664 Warszawa, e-mail: export@ips.com.pl
Lista wszystkich publikacji Wydawnictwa Naukowego UMK znajduje się na stronie
www.wydawnictwoumk.pl
>>>
STUDENCI ŚWIĘTOWALI - toruńskie Juwenalia 10-14 maja
(fot.Andrzej Romański)
ieczorami przy Auli UMK
ić w namiocie z muzyką klubów«
Zwieńczeniem każdego dnia były koncerty plenerowe przy Wydziale Biologu i Nauk o Ziemi
UWAG&'
¿ *0*0**
Sztuka pływania na „be
>>>
KOMPAS
AGENCJA TURYSTYCZNA
WWW.BILETy-LOTniCZE.COm.PL
Sprzedaż biletów:
»ii»
IATA
>>>