/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_02.djvu

			»TEItA POMORSItA «, qRGAN KOŁA LITERACKIEGO 
, 
PRZY K 01\ I
'RA TERNI AR
rYSTO vv 'iV 1
Oll DNI D K vV A RrT A I 
I I{ 
REGIONALKY POŚ\VIĘCONY ZAGAD
IEKIOlVl KITLTCRY I SZ1
CKI 


NR 1 (5) 


TORUŃ, WIOSNA 1937 


R. II. 


S P I S R Z E C Z Y: 


Str. 


rVojnowski 
Iarian - Zaniedbane sprawy kulturalne na Pomorzu. 
Bukowski Andrzej - lVIorze w współczesnej literaturze polskiej. 
Turwid Marian - Miasta pomorskie w »Tece« Rzęczkowskiego · . 
S)'"chta Bernard - Spiące. uejskue (fragment z dramatu kaszubskiego) . · · . 
Korczakowska Jadwiga - "\Viosna w Toruniu . . · . . 
Gros Eugeniusz - Z dziejów Konfraterni Artystów w Toruniu (1920 - 1937) 
Pniewski f Vła d)'"sła w - Toruń w powieści Gusta\va Freytaga 
KRONIKA 
Z RUCI-IU KCJLTURALNE:GO: 


1 
4 
8 
11 
13 
14 
22 


7S-lecie zakładu N. l\1arii Panny Anielskiej w Kościerzynie 
100-lecie Kółka Filomackiego w Chojnicach - H. N. . 
100-na rocznica urodzin Józefa Chociszewskiego - A. B. . 
'Vysta\va grafiki \v Toruniu - E. G. 
»Stanica« - Zrzeszenie miłośników Kaszubszczyzny 
Gustaw l.\1orcinek na Pomorzu - St. P. 
Z Towarzys
\va Naukowego w Toruniu - M. M. 
Z życia POlLorskiego Towarzystwa ]\1uzyc
nego - L. J. . 
»Tydzień Pon1oTLa«. . . . . 
Z RUCHU lVYDAFVNICZEGO: 
Dr vVładyslaw Pniewski: Antoni Abraham - Leon FVitkowski . 29 
Jan Grabowski: J\1azowsze Pruskie - L. TV. 30 
J. 1\1. vVieczorek: 3 pieśni kaszubskie
 Kołysanka - Leon lVitkowski . . 30 
Ks. dr. A. Liedtke: Historia Zakładu N. M. P. Anielskiej w Kościerzynie - Z. 
I[ocarski 30 
Bernard Sychta: Spiące uejskue - A. Bukowski . 31 
Przegląd czasopism: »Kaszuby«, »J antar« . , 32 


J. TV. 


24 
25 
25 
. 26 
26 
27 
. . 27 
. 28 
. 29 


KOI.,111'ET REDAKCYJNY: JÓZEF BIENASZ (GDYNIA), ZOFIA BOGUSŁA"\VSKA (TORUŃ), 
JAD"\'IGA I(ORCZAKO'VSKA (TORUŃ), DR ALEK.SANDER MAJKO"\VSKl (KARTUZY), 
ZYGlVIUNT MOCARSKI (TORUN), TAJ)EUSZ PIETRYKO'VSKI (KATO'VICE) 
l\IARIAN SYDO\V (GDYNIA), 
SEKRETARZ REDAKCJI 1 RED. ODP.: 
ANDRZEJ BUKO"\VSKI TORUŃ, UL. SŁOvVACKIEGO 1921 
ADRES REDAKCJI I ADlrll1\'JSTRACJI: TORUŃ - RATCSZ, KONFRATEH.NIA ARTYSTO'V 


REDAKTOR PH.ZYJMUJE \V PONIEDZIAŁKI OD GODL. 1E-19 
ADl\lI
ISTRACJA CZYKNA \V PONIEDZIAŁKI, ŚH.ODY I PIĄTKI OD GODZ. 18-20 
Cena pojedyńczego numeru: 1 zł. Prenumerata roczna: 3 zł. Konto czekowe: P.K. 0.160.374. 
CZCIONKAJ\iII DH.UKARKI S. BUSZCZYt\SKIEGO - TORU
, UL. J\lOSTO\;VA 13
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_03.djvu

			TEKA POMORSKA 


KWARTALNIK REGIONALNY 
POŚWIĘCONY ZAGADNIENIOM KULTURY I SZTUKI 
ORGAN KONFRATERNI ARTYSTÓW W TORUNIU 


NR 1 (5) 


TOPlUN, WIOSNA 1937 


ROK II 


'c I 



 I 

 I 


Marian Wojnowski 


ZANIEDBANE SPRAWY KULTURALNE NA POMORZU 


Tempo życia kulturalnego Pomorza nIe odpowiada jeszcze ani położeniu 
geopolitycznemu tej ziemi, ani też roli, jaką powinna odgrywać w Państwie. 
Opinia taka nie jest zresztą nowością. Słyszymy ją zarówno na Pomorzu, jak 
i poza nim, zarówno od przeciętnych pracowników i konsumentów kultury, jak 
i z najbardziej autorytatywnych i decydujących ust. W ostatnim półroczu zabie- 
rał w tej sprawie aż dwukrotnie głos sam Minister W. R. i O. P., podkreślając 
w czasie wizyt w Poznaniu i Toruniu konieczność wzmożenia i uwielokrotnienia 
polskiej pracy na ziemiach zachodnich, a szczególnie na Pomorzu. 
Dwie są najważniejsze przyczyny, dla których podjęcie szerokich prac kultu- 
ralnych na Pomorzu nie może ulec opóźnieniu: napór kulturalny Rzeszy Nie- 
mieckiej i Prus Wschodnich na naszą ziemię oraz konieczność jak naj szybszego 
i jak najmocniejszego zaakcentowania udziału Pomorza w całokształcie pracy kul- 
turalnej ogólnopolskiej. Nieraz już zwracano uwagę na niekorzystne dla naszej 
ziemi dysproporcje życia kulturalnego u nas i w bezpośrednim sąsiedztwie zarówno 
za wschodnią, jak za zachodnią granicą Pomol'za. Licznym, bogato zaopatrzonym 
i wysoko postawionym instytucjom kulturalnym w Prusach Wschodnich i na 
Pomorzu Zachodnim przeciwstawiamy drobne ośrodki polskiej pracy w większych 
miastach Pomorza, dysponujące nielicznym gronem osób oddanych sprawie, wal- 
czące nieustannie z trudnościami materialnymi. O słabej zaś znajomości dorobku 
kulturalno-narodowego Pomorza, jego pracy obecnej i właściwości regionalnych 
wiemy aż nadto dobrze z opacznych i wywołujących nieporozumienia sądów, jakie 
się ciągle słyszy i czyta w reszcie Polski. 
Przyspieszenie tętna pracy kulturalnej zależy nie tylko od wysiłków społe- 
czeństwa pomorskiego, ale i od zrozumienia i planowej opieki ze strony czynni- 
ków centralnych.
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_04.djvu

			.:'-. 


i -- 


Pomorze ma swoisty charakter i swoją szlachetną dumę. Jak w czasach nIe- 
woli, tak i dziś pracuje o własnych siłach i samo sobie wystarcza. Lecz ten stan 
rzeczy musi ulec zmianie. Pomorze to przecież najważniejszy kawał polskiej ziemi, 
niezbędny dla rozwoju Rzeczypospolitej. Dlatego w parze z własnymi wysiłkan1i 
tej ziemi musi iść opieka ze strony całego Państwa. W urabianiu takiego .nasta- 
wienia do spraw pomorskich nie ma i nie może być nic złego. »Nikt przecież 
w rodzinie nie weźmie za złe, jeżeli tego, od kogo zależy byt rodziny, wesprze 
się w chwili potrzeby, jeżeli będzie on przed innymi członkami rodziny uprzywi- 
lejowany. .. Gdy chodzi o Pomorze, stało by się to tak w jego, jak i Rzeczypo- 
spolitej potrzebie« 1 . 
Instytucje czuwające nad rozwojem kulturalnym Pomorza skrupulatnie notują 
i segregują jego potrzeby według ich ważności i pilności. Znamy je wszyscy do- 
brze choćby z memoriałó\v, przedstawionych Ministrowi W. R. i O. P. w czasie 
wspomnianej już jego jesiennej wizyty w stolicy Pomorza. VV memoriałach tych 
była mowa o powrocie K.uratorium Szkolnego do Torunia, utworzeniu Pedago- 
gium dla kształcenia nauczycieli na wyższym poziomie, rozbudowie szkolnictwa 
zawodowego, ustano\vieniu konserwatora zabytków historycznych, poparciu finan- 
sowym Teatru Ziemi Pomorskiej i Konserwatorium lVluzycznego w Toruniu i t. d. 
Słyszeliśmy wtedy także i postulat najcięższego kalibru, przcdsta\viony Panu lVIi- 
nistrowi w pięknej mowie przez Prezesa 1'owarzystwa Naukowego w 
roruniu: 
zorganizowania wszechnicy pomorskiej. 
Są to wszystko postulaty ważne i pilne i będą niewątpliwie stopniowo rea- 
lizowane w miarę sił i środków. Lecz nam chodzi szczególnie o te odcinki pracy 
kulturalnej, na których można i należy wzmóc pracę o własnych siłach. Zwróćmy 
przeto uwagę na szereg zaniedbanych spraw. 
Na proces infiltracji wpły\vów ościennych naj bardziej narażone są pograniczne 
gminy Pomorza. 'iVpływają na to i wspomniane już dysproporcje w dzisiejszych 
możliwościach kulturalnych u nas i poza granicą \vschodnią i zachodnią, a obok 
nich działająca na Pomorzu mniejszość niemiecka, która skwapliwie podchwytuje 
to, co pochodzi z jej kraju macierzystego, i wytwarza przychylną atmosferę około 
spraw niemieckich. Nie bez znaczenia \v tym procesie jest także fakt, iż obszar 
etnograficzny, kulturalny i gospodarczy ziemi pomorskiej jest daleko \viększy, niż 
dzisiejsze granice naszego \vojewództwa. Przeważna ilość gmin pomorskich wzdłuż 
wschodniej i zachodniej granicy zostala odcięta od \vłaściwych sobie ognisk ży- 
cia kulturalnego i gospodarczego (N"ibork, Gdańsk, Lębork, Bytów, Człuchóvl, 
Złotowo). A są to gminy ubogie, nie powiązane komunikacyjnie z większymi 
ośrodkami województwa, pozbawione przodo"vnikó,v pracy społecznej. Kontakt ze 
światem ułatwia tu i ówdzie odbiornik radiowy, przy czym - jest to publiczną ta- 
jemnicą - nastawia się go na radiostacje niemieckie, bo odbiór rozgłośni polskich 
jest niemożliwy bądź \vobec ich słabej siły nadawczej, bądź wskutek przeszkód 


1 
, 


1 Bernard Chrzanowski: Troska o Wybrzeie, Strainica Zachodnia, Nr 1, 1922 


2
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_05.djvu

			ł 


ze strony radiostacji niemieckich. Ośrodkami życia kulturalnego powinny tu być 
szkoły polskie i to zarówno w pracy wycho\.vawczej młodzieżowej, jak i w dzie- 
dzinie oświaty pozaszkolnej. Piętnaście lat temu marzyliśmy o tym, aby to były 
»szkoły i zewnętrznie "vystrojone i w bogate biblioteczki \vyposażone i najlepszymi 
nauczycielami obsadzone, nauczycielalni apostołami, niosącymi między dzieci nad- 
morskiego ludu i lniędzy ten lud. .. umiłowanie polskiej mowy i dobrą nowinę 
o oświacie, o cnocie i o Polsce« 1. Jakiż dramatyczny obraz przedstawiają nie- 
które szkoły nasze na przygranicznych terenach "V zestawieniu z tym wzorem. 
Przeczytajcie listy, które otrzymuje Rozgłośnia Pomorska lub Polski Związek Za- 
chodni od nauczycieli i dzieci szkolnych, proszących o nadsyłanie podręczników 
i książek dla dzieci. Zwróćcie uwagę na objawy pozyskiwania dzieci polskich do 
szkół niemieckich, które dzięki bogatemu wyposażeniu w pomoce szkolne oraz 
dzięki dobrze zorganizowanej opiece nad dzieckieln, działają atrakcyjnie na pewien 
odłam słabo uświadomionej narodowo ludności polskiej. Praca wśród dorosłych 
w dziedzinie oświaty, higieny, przygotowania gospodarczego również posiada wiel- 
kie braki. Na miejscu brak ludzi odpowiednich do pracy, a z zewnątrz mało kto 
interesuje się potrzebami tych odciętych od świata terenów. Czynniki obce robią 
tam wyłolny w naszym stanie posiadania i trudno się dzi \vić, iż w tej sytuacji 
ludność korzysta 7. opieki lekarskiej z drugiej strony granicy, że zachwala sobie 
pomoc miejscowych pastorów i diakonisek, że czyta prasę niemiecką, zamiast 
polskiej i t. p. 
Objawy takie obserwujemy szczególnie na pograniczu sępoleńsko-chojnickim, 
w po"viecie działdowskiIn oraz w północnych powiatach Pomorza w gminach gra- 
niczących z hitlero\vskim dziś Gdańskiem i pograniczcln bytowsko -lęborskim. 
Nie są one sporadyczne i przypadkowe, lecz celo\vo organizowane. Przez tego ro- 
dzaju akcję, popartą wyzyskiwanieln odrębności regionalnych kaszubskich, usi- 
łuje się wbić klin między szczerze polskich !{aszubó\Jv a l'esztę społeczellstwa. 
Jednym z najbardziej widocznych przeja\.vów tej akcji jest »Przyjaciel Ludu Kaszub- 
skiego«, piselnko wydawane przez Niemców w Wejherowie w narzeczu ka- 
szubskim. 
Postawa społeczeństwa wobec tych wszystkich przejawów jest zbyt mało ak- 
ty\.vna, żeby nie użyć \vyrażenia - zupełnie bierna. Są nawet duże odłamy apa- 
tycznej wobec pracy polskiej na Pomorzu inteligencji, która świadomie lub nie- 
świadolnie poddaje się wpływom obcym. Mamy tu na myśli panującą na wybrzeżu 
i w Gdyni modę szukania rozrywki i wypoczynku po pracy w Gdańsku lub So- 
potach nie dlatego, aby nieść wpływ kulturalny polski na teren W. M. Gdańska, 
lecz aby się otrzeć o rzekoIno wyższą kulturę nielniecką. 
Na tle powyższych objawów należy stwierdzić, że istnieje paląca konieczność 
wyzyskania wszystkich lnożliwych sił ludzkich w milionowej masie społeczeństwa 
pOlnorskiego dla rozwinięcia choćby drobnych, lecz niesłychanie ważnych i na 


- 

 ! 


.. 


. I 
. I 
. I 


1 Bernard Chrzanowski: j. w. 


3
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_06.djvu

			szeroką skalę prowadzonych prac w dziedzinie wzmagania ruchu kulturalnego na 
Pomorzu. Od pracy tej nie może się uchylić żaden świadomy naszych celów na- 
rodowych na tej ziemi mieszkaniec Pomorza. Inteligencja miejska musi pójść 
na wieś dla poparcia wysiłków oświatowych nauczycielstwa i duchowieństwa. 
Takie ośrodki miejskie, jak Toruń, Bydgoszcz, Grudziądz, Gdynia muszą być 
ośrodkami promieniowania wartości kulturalnych w jak naj dalszej swojej okolicy. 
Dopiero na tle wzmożonej pracy polskiej na Pomorzu można myśleć o wytwo- 
rzeniu skutecznego oddziaływania elementów kultury i gospodarstwa polskiego na 
drugą stronę dla uczynienia z Pomorza przedmiotu atrakcji i dumy dla Polaków 
na organicznie z Pomorzem z\viązanych a niewyzwolonych terenach. Wtedy 
i walka z przerostami życia mniejszości niemieckiej na Pomorzu będzie skutecz- 
niejsza. Wtedy można będzie rozwinąć mocniej, niż dziś, proces oddziaływania 
Pomorza na resztę Polski i akcentowania udziału Pomorza w pracy ogólnopolskiej. 


Andrzej Bukowski 


, 
MORZE W WSPOŁCZESNEJ LITERATURZE POLSKIEJ 


W życiu Polski Odrodzonej zapewne nic nie jest tak znamienne, jak wspólny 
front całego narodu do morza. W oparciu o morze widzimy wielkość i potęgę 
Polski. I w tym jednym jesteśmy zgodni wszyscy bez względu na przekonania. 
To też dorobek nasz na morzu w ciągu ostatnich lat kilkunastu jest tak wspaniały, 
że budzi podziw u naszych sąsiadów. Gdynia to chluba, duma. cud Polski 
Odrodzonej. To dziś już pierwszy port na Morzu Bałtyckim. Nasza flota handlowa 
powiewa banderą biało-czerwoną na dalekich morzach, ogłaszając światu imię 
i wielkość Polski. Marynarka wojenna stoi na straży całości i bezpieczeństwa 
tego aż nazbyt krótkiego brzegu, którego każdy metr pomieścić ma ponad 1/4 tysiąca 
osób! - Buduje się ogromne transatlantyki, by z wielkim światem kontakt zaw- 
sze utrzymywać i by u rodaków na obczyźnie budzić przywiązanie do ojczystego kraju. 
Ale to nie wszystko. 
, 
Corocznie cała Polska jak długa i szeroka święci uroczyście »S"vięto Morza«; 
wszystkie serca biją wtedy jednym tętnem miłości i entuzjazmu dla sinych wód 
bałtyckich. Z ciągle wzrastającym zapałem uprawia się sport wodny, a tysiące 
kajaków z wszystkich rzek naszej ziemi spływa do gdańskiej zatoki by oko w oko 
stanąć odważnie z groźnym żywiołem. Kaszubscy rybacy coraz dalej puszczają się 
na morze i coraz pełniejszą wyciągają sieć. 
I to nie wszystko. . 
Po całym kraju rozsiane są placówki, co prace swe morzu oddają i dla morza 
jednają serca. Szkoły przygotowują młodzież do życia na szerokich wodach. Instytuty 


4
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_07.djvu

			przed zachłanną chciwością wroga bronią naszego prawa do wybrzeża i wykreślają 
drogę pracy na przyszłość. 
I to jeszcze nie \vszystko. 
, 
SIad w ślad, stopa za stopą, j ak towarzysz nieodstępny i usłużny, idzie za 
tamtymi wysiłkami i pragnieniami - słowo żywe i słowo pisane, jakimś nowym 
owiane duchem, gorące, młode i bujne, co nawet pod strzechę wiejską zagląda, 
by wszędzie zasiewać nowe ziarno na nowy plon w oparciu o morze. 
Te wszystkie fakty razem wzięte są wyrazem ogromnej aż niepojętej przemiany, 
jaka w ostatnich kilkunastu latach dokonała się w duszy polskiej. Z narodu na- 
wskroś do lądu przywiązanego stajemy się - mimo zbyt małe wybrzeże - 
narodem morskim. I tę przemianę nauka historii uzna w przyszłości za najbar- 
dziej znamienny objaw w życiu Odrodzonej Polski. 
Literatura morska, o której wspomniałem, jest tej przemiany wyrazistym 
obrazem. Niedarmo tylekroć się powtarza, że literatura to zwierciadło duszy narodu. 
Przytoczę dwie tylko, martwe wprawdzie, lecz wiele mówiące cyfry. Na całą 
naszą morską literaturę około 95 % wszystkich pozycyj bibliograficznych przypada 
na kilkanaście lat powojennych, a tylko około 5 % na całe dziesięć wieków 
dawniejszej naszej historii. Pierwsza cyfra to entuzjazm i miłość dla morza, 
druga - to smutny dowód, że przodkowie nasi dla ważności morza nie mieli 
zrozumienia i że duch dziejów za to srodze się na nich pomścił. 
Nasza młoda morska literatura jest nie tylko bogata w liczbę, ale i ogromnie 
różnorodna. Bije z niej rozmach, zapał, ży\VOŚĆ, często młodzieńczość. Dzieła 
naukowe i rozprawy, broszury publicystyczne i propagandowe, czasopisma ogólne 
i specjalne mają na zawsze społeczeństwo związać z morskim wybrzeżem - 
i każdy też Polak, świadomie o przyszłość swego państwa dbający, często do tej 
literatury sięgać będzie. Jednak nie o niej tyle chcę tu mówić, ile o literaturze 
pięknej, artystycznej, od tamtej bliższej sercu i dla wszystkich dostępniejszej. 
Jest to szczęśliwym faktem, że największy nasz pisarz ostatnich czasów, 
Stefan Żeromski, ten wielki nauczyciel narodu i ziemi polskiej naj serdeczniejszy 
miłośnik, dał również początek nowej literaturze morskiej. Od razu zaś postawił 
ją na takiej wyżynie, że jeszcze przez wiele lat będzie niedościgłym wzorem dla 
innych poetów morza. Pod koniec swego życia zachłanną miłością swego »niena- 
syconego serca« pokochał wybrzeże i piękno jego zaklął w swe dzieła. Jeszcze 
wtedy, gdy ważyły się losy naszego państwa, napisał niewielki utwór zatytułowany 
» Wisła« . Myśli Polaków z wszystkich zakątków i dzielnic zlane strumieniami 
w jedno łożysko Wisły słał jej biegiem w stronę morza, by o n i e m nie zapo- 

nieli, fundamenty pod nowe państwo zakładając. Potem w wielkim utworze 
»Wiatr od morza«, naj ukochańszej powieści ostatnich czasów, prowadzi czytelnika 
ścieżkami tragicznych dziejów ziemi kaszubskiej, wyczarowując tu i tam jej 
piękno i piękno morza, kończy zaś wspaniałym akordem młotów i kilofów 
w gdyńskiej przystani, co wykuwają »ten niewysłowionej piękności poemat, two- 


5
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_08.djvu

			jr "","h" 


rzony w drze\vie, kamieniu, betonie i żelazie«. Wreszcie '\v ostatnim morskim 
ut\vorze, "V »Międzymorzu «, które nazwano »modlitwą polską do polskiego morza «, 
przecudnym językiem wyśpiewał hymn na cześć życiodajnych wód morskich. 
Po Żeromskim naj obficiej słoną wodą nasycił s"ve pióro Jerzy Bandrowski. 
Kto poznać chce dzieci morza, rybakó\v - Kaszubó"v z helskiej mierzeii, "V ich 
życiu codziennym, '\v ich '\vierzeniach i obyczaju, kto chce ich widzieć "V ciężkiej 
walce o byt z przemożnym żywiołem, kapryśnym, niebezpiecznym i zmiennym 
o każdej porze dnia i roku; kto chce przeniknąć ich d uszę dobrą i szlachetną 
skrytą pod strudzonym i wichrem posiekanym ciałem i ich niezaspokojoną tęsk- 
notę za kimś bliskim i kochanym, co by ich do macierzyńskiego łona przytulił - 
ich tęsknotę za '\vielką i potężną Polską
 ten niech przeczyta powieści morskie 
Bandrowskiego »Zolojkę« i »Sosenkę z "vydm«. VV nich to właśnie Bandrowski, 
gorący entuzjasta morza, krzesi "V sercu polskiego czytelnika miłość dla bezkresu 
wód i dla nadmorskiego ludu. Również \v trzeciej swojej powieści: »N a polskiej 
fali« za"viązuje nić trwałej sympatii między młodym pokoleniem a morzem 
za,vsze nieodgadnionym, zawsze zmiennym i wieczyście pięknym. 
Inny autor, Stefan Grabiński, '\v po'\vieści »Klasztor i morze«, w ten sam 
uderza ton, co Bandro\vski, tylko słabiej i mniej prawdzi,vie. Opisy morza i życia 
rybaków łączy z fantastycznym podaniem o mnichu, co za popełniony przed WIe- 
kami grzech pokutuje "V głębiach morza pod postacią półryby-półczło"vieka. 


W inny zno\vu świat przenosi nas Stefan Balicki w »Dziewiątej fali «. 
W e ,vsi nadmorskiej Chłapowo i na terenie rozewskiej latarni rozgrywa się pełen 
napięcia dramat. Wyło\",iony z morza rozbitek rozkochuje w sobie córkę latarnika, 
Annę, ale nie dba tyle o nią, ile o bogatą szkatułkę latarnika. Z nią też przy 
pierwszej okazji stara się umknąć. Upilnował go jednak podejrzliwy latarnik 
i 7abił. Anna rzekoma przyczyna tego faktu., musi "vśród groźnego pomruku 
] udności wieś opuścić. 
Znany pisarz - podróżnik, Antoni Ossendowski, \v historycznej po"vieści 
morskiej »Pod polską banderą« ot\vicra naiś'\vietniejszą kartę historii marynarki 
polskiej \v da'\vnych "viekach, kiedy to w roku 1627 bandera króla Zygmunta 
vVazy odniosła pod OIi,vą znakomite zwycięstwo nad flotą szwedzką. 
Szczerym i gorącym entuzjazmem dla »Błękitnego pogranicza« - wybrzeża 
oraz »
liasta na żaglach« - Gdyni przepojone są dwie po"vieści M. H. Szpyr- 
kówny, objęte wspólnym tytułem »Po"vrót na Bałtyk«. W szacie ubogiej pod 
względem artystycznym autorka przekazuje czytelnikowi bogaty zasób wiadomości 
o spra"vach morza, wybrzeża i portu gdyńskiego. 
Fantazję na temat przyszłych losó\v Gdyni i Helu snuje Mieczysła"v Jaro- 
sławski w po"vieści »Ze"v morza«. I tu, podobnie jak u Szpyrkó"vny, wartość 
artystyczna ut\voru nie dorównuje szlachetnej myśli przysłużenia się propagandzie 
spra"v polsko - bałtyckich. 


6 


-7."'''---..",
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_09.djvu

			Natolniast książką, która w najno\vszej beletrystyce morskiej zaJmuJe naJ- 
piękniejsze miejsce, jest powieść Kornela lVTakuszyńskiego p. t. »Wielka brama«. 
Żaden z pisarzy polskich nie ujął dotąd tak ślicznie znaczenia morza i Gdyni 
dla Polski. Makuszyński pokazuje czytelnikowi, że morze to naprawdę wielka rzecz. 
Bardzo bUJnie zapowiada się nasze morskie podróżopisarstwo. Rozwój jego 
idzie w parze z coraz świetniejszym rozwojem marynarki i z coraz żywszymi 
zainteresowaniami kolonialnymi. Brak mu często artystycznego wyrazu, ale zato 
ujmuje bezpośredniością i szczerością uczuć oraz młodzieńczym entuzjazlnem dla 
wesołego żeglowania po nieobjętych obszarach wszystkich mórz i oceanów. Naj- 
częściej podróżnicy na statkach szkolnych: »Lwów«., »Witeź«, »Iskra«, »Dar 
Pomorza«, dzielą się ze s\vymi przeżyciami. I tak Szarecki zamknął w tomie 
nowel życie kadetó,,," »N a pokładzie Lwowa«. Zaruski opisał podróże »Witezi« 
i »Iskry« po woąach Bałtyku, a tom nowel osnuł na osobistych wspomnieniach 
o żeglo\vaniu »Na morzach dalekich«; Fryderyk l{ulleschitz przepięknie odmalo- 
wał »Rejs dookoła ś\viata« na »Darze Pomorza«; Salińska w »Cy klu nowel «, 
zatytułowanym »Opowieści morskie«, rzuca nas w wir potężnego żywiołu morza 
południowego i północnego; Andrzej Bohomolec w »Wyprawie jachtu "Dal"« za- 
dziwia nas szaleńczą odwagą trzech młodych wilków morskich, którzy zwycięsko 
przeprawili się malutkim jachtem poprzez ocean Atlantycki, dając tym dowód, 
że jesteśmy narodem żeglarzy. 
Niesposób wymienić wszystkich nazwisk autorów oraz tytułów morskiej lite- 
ratury. Nie o to zresztą chodzi. Jedynie na to jeszcze zwrócę uwagę, że wiele 
porywająch opisów, opowiadań, przeżyć, wspomnień, nowel, nieraz całych powieści 
morskich kryje się po różnego rodzaju dziennikach, czasopismach, broszurach pro- 
pagandowych i innego rodzaju wydawnictwach periodycznych. 
To samo jest z naszą morską liryką. Najuboższa ona dotąd. Powieści nie 
dorównuje. Nie znalazł się dotychczas żaden wielki talent. A jednak nie brak 
jej wiele udatnych prób wyrazu zachwytu, ukochania i uwielbienia dla nieskoń- 
czonych urokó\v morza. Duża część tych kwiatów miłosnego oddania serca 
polskiego polskiemu morzu została zebrana przez Władysława Pniewskiego w anto- 
logii poetyckiej »Morze polskie i Pomorze w pieśni« oraz w antologii Zbigniewa 
Jasińskiego p. t. »Morze w poezji polskiej «, która świeżo \v druku się ukazała. 
Osobna wzmianka należy się licznym powieściom marynistycznym, tłuma- 
czonym z języków obcych. Wśród nich na czoło wybijają się arcydzieła naj- 
większego marynisty świata, Polaka z urodzenia, Józefa Conrada - Korzenio\vskiego. 
Nie mogę n:! koniec nie wspomnieć o operze Feliksa Nowowiejskiego, 
»Legenda Bałtyku«. Całe bogact\vo szumu i wieczystej gry fal, bogactwo muzyki 
\viatrów i wichró\v, burz i huraganów snuje się w niej po nici cudnej legendy. 
Opera No\vo\viejskiego, jako najpełniejszy wyraz poezji polskiego morza, jak naj- 
częściej powinna być da\vana na scenach polskich. 
PO\vyższy krótki przegląd naszej współczesnej literatury marynistycznej, oży- 
wionej jednym duchem pozyskania wszystkich serc polskich dla uroczego wybrzeża 


7
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_10.djvu

			i morza, zakończę słowami Kornela Makuszyńskiego z jego po\vieści »Wielka 
Brama «, który o miłości Polski do morza tak mówi: »Jak Kordian był "Polską 
obłąkany" - tak Polska stała się "morzem obłąkana", morzem, co wieczyście 
żyje, oddycha, co karmi, co jest drogą na szeroki świat, co jest szczęściem i ra- 
dością, wolnością i potęgą«. 


Marian Turwid 


MIASTA POMORSKIE W »TECE«SRZĘCZKOWSKIEGO 


Od kilkunastu już lat trwa proces »0 d kry w a n i a« Pomorza Proces nIe 
łatwy i, jak do t
j pory, wykony\vany nieomal wyłącznie wysiłkiem polskiej 
n a u k i. Ofenzywa artystyczna jest wciąż jeszcze raczej \v stadium przygotowaw- 
czym. W i e m y już o Pomorzu wiele, ale pra\vie zupełnie Pomorza nie »\v i- 
d z i m y«. Wyłączyć tu trzeba \vybrzeże morskie. Umiemy dziś już na pamięć 
nazwy najlichszych na\vet wiosek nadmorskich, ale o miastach pomorskich, o wspa- 
niałych, starożytnych, prześlicznych miastach nie mamy naogół żadnego prawie 
pojęcia. Pędząc niezliczonymi pociągami co rocznie nad m o r z e, nie znajdujemy 
już czasu na P o m o r z e. I w niecierpliwym biegu do Bałtyku nie zauważamy 
nawet piękna mijanych krajobrazów, grodów i miast. W stosunku do tych za- 
poznanych skarbów wciąż jeszcze zachowują swą aktualność kilkanaście lat temu 
wypowiedziane przez Nowaczyńskiego słowa, że: »Pomorze polskie musi być do- 
piero literacko - artystycznie i plastycznie o d kry t e, aby nastąpiło integralne i du- 
chowe zespolenie go z resztą Polski« 1. Mimo że sam wielki Wyczółkowski dał 
plastykom naszym jak najlepszy przykład, szeregi naszych pejzażystów tak samo 
obojętnie omijają Pomorze, jak szerokie rzesze tych, którzy w obliczu Bałtyku 
tracą zupełnie \vrażli\vość na czar krajobrazu leżącego tuż za wąskim pasem nad- 
morskiej plaży. Z roku na rok rośnie liczba polskich malarzy-marynistów. Przy- 
bywa nam nieustannie znakomitych nawet płócien, \vyobrażających wszystkie 
z kolei fragmenty wybrzeża. Dzięki pracy tych malarzy-marynistów cała Polska 
już dziś wie, jak wygląda sosna w Jastarni, a jak plaża na Jastrzębiej Górze. 
Nasi malarze-maryniści, rodzący się jak grzyby po deszczu, aż do znudzenia pow- 
tarzają nam wciąż te same motywy z Helu czy Karwii. Rozumiemy ich pasję, 
ich radość z możliwości odt\varzania tego fragmentu pejzażu polskiego, który ca- 
łemu społeczeństwu polskiemu jest tak drogi i cenny. Ale chcielibyśmy, aby nam 
artysta nasz pokazał także fragmenty tych krain, które są nam prawie zupełnie 
nieznane, a które są ponoć tak niepospolicie piękne. 
Tak nie\vielu bowiem z pośród nas dana jest możliwość swobodnego błądzenia 


1 »Góry z piasku«, str. 86. 


8
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_13.djvu

			po ostępach Tucho1skiej Puszczy, nad brzegalni ogrotnl1ego jeziora Charzykowskiego, 
czy w cieniu baszt i murów Chełmna lub Chojnic. A właśnie artyści przecież 
mają tę cudowną władzę przenoszenia nas, uwięzionych w mieszkaniach, biurach 
czy \varsztatach, na chwil kilka - w kraje odległe, piękne i nieznane
 
I otóż nie tak dawno temu udało mi się odbyć wspaniałą podróż w »n i e- 
z n a n e« dzięki utalentowanemu pomorskiemu grafikowi - Stanisła\'vowi Bl"ZęCZ- 
kowskiemu. Nie tak da\vno temu ukazała się jego »Teka Mjast Pomorskich «. 
VVydała ją » Biblioteka Polska« z pochwały godną starannością. Słowo wstępne 
napisał p. Hcnryk Kun1.inek i uzasadnił w s\vej przedmowie niezaprzeczoną pol- 
skość. budownict\va pomorskich grodó\drapane mury 
miejskie zdolne są zachwycić artystę i nas. 
Wędrujemy dalej - do Kartuz, do 1-'czewa i podziwiamy pokazane nam przez 
artystę odwieczne klasztory i kościoły, żałując, że nie możemy dłużej pobawić 
w cieniu Pl"astarych budowli i - że więcej nic nam Brzęczkowski nie pokazał 
w stol
cy kaszubskiej Szwajcarii. 
Z kolei docieramy do stolicy zaborszczyzny - do Chojnic. Za borami ukryte 
Chojnice już od da\vna zasługi\vały na to, by je odkryto i całej pokazano Polsce. 
Robią to - od dwuch lat »Zabory«, sympatyczny i już dobrze dla regionalizmu 
zasłużony miesięcznik, a oto teraz - jedną z uliczek Chojnic i jedną z potężnych 
chojnickich baszt pokazał nalTI Stanisław Brzęczkowski. I znowu - jeśli mamy 
jakie pretensje do niego, to tylko te, że na jednej nas artysta w Chojnicach ogra- 
niczył baszcie. Niestety - na całość jego »J'eki« dziesięć tylko składa się plansz, 
a tu jeszcze i do W-ejherowa trzeba zajrzeć, do Pucka, no i - oczywiście - do 
(;-dyni, jeśli już pokl"zywdzić trzeba z konieczności przykrej, pomniejsze ale wcale 
interesujące miasteczka i mieściny Pomorza. 
\iV'" Wejherowie prowadzi nas Brzęczkowski na sławną na Pomorzu Kalwarię 
i pokazuje nam jedną z najładniejszych kapliczek Kal\'varii. Miły to motyw. 
Czyżby jednak w mieście vVejhera nie można było znaleźć drugiego, może bar- 
dziej architektonicznie charakterystycznego moty\vu? 


.1 


9
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_14.djvu

			:.t 


Za to bardzo trafnie zilustrował nam Brzęczko"vski Puck. U rocze to i pełne 
charakteru miasteczko oglądamy od strony sta"vu, w którego po"vierzchni, jak 
w zwierciadle, odbija się czcigodna "vieża kościoła, wyrastająca nad kOlnpleks ty- 
powych domkó"v i dachó"v. Autolitografia ta jest bodaj z pośród wszystkich naj- 
szczęśliwsza w plastycznym oddawaniu atmosfery, jaką emanują ciche, nieco su- 
rowe i nieco melancholijne grody i miasteczka Pomorza. Skupiona, poważna, 
milcząca i jakby zamknięta \IV sobie jest dusza pomorskich środowisk. Brzęczkowski 
zrozumiał ją i uplastycznił doskonale. Urodził się pod chmurnym niebem Byd- 
goszczy, w pomorskich miastach przeżył swój "viek górny i chmurny, przeto naj- 
bliższym mu jest i naj zrozumialszym ten region, któ
y się ciągnie od Bałtyku 
po Toruń. I rzecz charakterystyczna - w s"vej »Tece Miast Pomorskich« Sta- 
nisła\v Brzęczko"vski ani razu nie pokazał nam m o r z a. Mimo że ostatnia z cyklu 
autolitografia poświęcona jest Gdyni. Zamiast do portu czy na molo Brzęczkowski 
prowadzi nas na jedną z głównych ulic miasta. Nie chce, abyśmy musieli po raz 
conajmniej setny oglądać Gdynię z tej strony, którą doszczętnie zdołano już zba- 
nalizować w niezliczonych a niewybrednych obrazkach i widokówkach. 
Nie pokazując - rozmyślnie - Bałtyku, Brzęczkowski jakby chciał pod- 
kreślić konieczność poznania piękna Pomorza, b e z uciekania się do jego przytła- 
czającej atrakcji - do morza. Niech piękno Bałtyku n i e p r z y s ł a n i a zapo- 
znanego uroku Krainy jeziór, puszcz i miasteczek, tak niesłusznie nieznanych. 
Kończąc w Gdyni z\viedzanie pomorskich miast, musimy kilkoma słowy 
odwzajemnić się naszemu przewodniko\vi za je niemały trud. Boć przecież nie- 
małe to ryzyko pory"vać się na to, by dziesięcioma jednobar"vnymi autolitogra- 
fiami kusić się o odkrycie piękna pomorskich grodów. Przy tak ograniczonej 
możli"vości wyrazu już sam wybór motywu nastręcza nielada kłopotu i decyduje 
"V połowie o powodzeniu. Tutaj pomogła Brzęczko\łvskiemu - jak już wspomnie- 
liśmy - serdeczna miłość do rodzinnych stron. N a takiej pomocy wsparta, nie 
zawiodła grafika intuicja szczerego artysty. W stosunku do trafnie obranego frag- 
mentu rzeczywistości staje nasz grafik bez chęci przeobrażania go w myśl nakazów 
takiej czy innej konstrukcji kompozycyjnej. On chce swój umiłowany temat od- 
dać szczerze i - o ile możności - najbardziej b e z p o ś r e d n i o. I dlatego 
- wzorem Wyczółkowskiego - stosuje Brzęczkowski w swych planszach technikę 
niemal impresjonistyczną. Jego kreska, śmiało uogólniająca kształt i zdająca sprawę 
z bezpośrednio odniesionego wrażenia, nie służy przecież temu wrażeniu wyłącznie. 
Ostrożnie ale zdecydowanie podkreśla artysta, że: t e m a t nie jest dla niego spra\vą 
drugorzędną, że owszem - zależy mu na tym bardz.o, by przez uproszczenie 
i uogólnienie tym jaśniej i wyraziściej oddać piękno klejnotó"v architektonicznych 
pomorskich grodów. I dzięki temu »Teka« Stanisława Brzęczkowskiego wypełnia 
należycie swe podwójne zadanie. Wprowadza nas jednocześnie i "V krainę sztuki 
i w krainę cichych, nieznanych, a bardzo pięknych miast. 


1 
! 


'/ 
, 


10 


t
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_15.djvu

			Bernard Sychta 


, 
SPIĄCE UEJSKUE 
DRA1VIA T KASZUBSKI 


Pod powyższym tytułem wyszedł świeżo z druku utwór 
sceniczny młodego utalento\vanego dramaturga kaszubskiego, 
Za zgodą autora przedrukowujelny z IV odsłony ury\vek, stano- 
wiący streszczenie myśli prze\vodniej dramatu. Przed odczy- 
taniem tego fragmentu odsyłaluy Czytelnika do recenzji 
w dziale »Z ruchu wydawniczego«. 


Redakcja 


MALFK Prowdac gazEhe W uestatnim czase tak wiele pjiszą ue ne Serbji, ale 
jo jem te udbe 1, że to uejne nie do. Ceż tam, tako moliszko Serbjo mueże 
z Austrją w biotcie 2 sę zasadzec! Tec ta be ją w trzech dniach zmużdżeła 3, 
le be trzasło. 


DREW A (wyjmując róg z tabaką) Pewno jo... Chceme le so żażec, a nIe 
chlechac 4, ciej naje nie bueli. Jesz nasze białcie różę dostaną. 
FLES Jesz łotwie... Dejle nom tobacie, a mdze jinacze... 


P A WELCZIK A czeła wa tu co ue naszim KuewoJu, jak uen te kuenie nemu 
uejsku kuł? 


MALEK Tu dopierku K ue\vol beł, nigle te przeszed. Nie puetka wa sę dze na 
drodze? 


PA WELCZIK Nie... Bez to też waje tu tak wiele Je, że jaż nogą nI mueże 
stąpjic. 
DREW A Że jacies spjące uejskue je ji że ueno roz mo wstac, ciejbe Puelsce 
lechue szło, ue tirn jem też czuł, ale żebe ueno - jak Kuewol puewiodo 
kuele Buerzestowa w te Garecznice leżało, ue tirn jo nie wiem. 


. 


, 
BINCA Jo. Jo czuł ju downo. Jesz mój niebueszczek stark, megue uejca uejc, 
puewiodoł: Jachoł roz jeden chłop do Gduńska z uewsę. Jak uen ju tak 
bel krótkue Buerzestowa, tak mu jeden żołnerz weszed na drogę ji ten uows 
ued nie kupjił. 
M.A.LEK Te uejska mają na wjice molach 5 spac. Jedno jaż wej tam u Beloków 
\y Puccie Górze mo leżec. 


: ! 


:FLES Tejbe to bele marenie 6, a tu kuele Buerzestowa - tobe bele ko:ńscie. 


1 jestem tego zdania; 2 w zapasy; 
5 luiejscach; 6 marynarze. 


3 zmiażdżyła; 


4 narzekać; 


11
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_16.djvu

			MAŁEK Tak jo czuł uepue\viodając. Ciej reboce pueżogleją na muerzu ji se- 
CQma zadzeją 1 ue zatQniQne zuene 2 helscie, a uene zazuenią, tej te uekrętnice 
wstoną. 


:NI10TK (który dotąd lnilczał i przysłuchiwał su: rozlnolvie) I(uele Swornech 
Gaców mo też jednQ uejskue spac, ale nie "V górze, le na spuedku jezora. 
To mają bec te puewsteńce. 
FLES Jacie pue\vsteńce? 


! 


MIOTK NQ te, co tQ na 1Vlueskola szle sę bUI'ZąC... przed ną freńcuską uejną. 
'[am buedej barQ wiele z naszech stron belQ jidzorH
. J ak to pue" stanie sę 
nIe udałQ, tak ue ni sę w tQ ]ezQrQ miele schue\ivac... 
FI.JES l\1ueje piersze czece 3! 
MIOTK Wjidzysz, bracynie! Me Kaszebie wjednQ wierno stQjile prze Puelsce, 
jak tQ nama nakozoł uestatni nasz ksążę. - Ciej I"OZ Szwedze buchnęle 4 na 
Puelskę, me le jima wkrekwjile 5 kuel Pucka... 1\ ciej król Jan Sobiescie 
uedkozoJ nom, żesme przed 1'erkę miele jic retac chrzescyjeństue, - me 
uesta\vjile białcie, dzece, pług ji UQZ ji biegale wjednQ drawue 6 


{ 


P A "\tVEKCZIK. Ciej jem w Starogardze kuele huzarów służił, tej jo czuł, że tam 
pued tim kuescołę Ino też jacies uejskue spac. 
MI01
K W StarQgardze pued kuescQłę? 
PAWELCZIK JQ. 


l\ilI01
K Mueże tQ będą też puewsteńce, te, CQ tQ na Starogardę szle. .. Ale jo 
wiem ue jesz jednym spiącym uejsku, chternQ za Puelskę sę Indze bjiłQ, 
ciejbe to uejna mia bec, jak to w sjece je czec ji jak na tQ puewiodaka 7 
Kuewola wskazywo. 


WSZYSCY A dzeż? 


MIOTK TQ uejskue, ue chternym jo ters godQm, SP]1 w nas samich . .. Słecheta 
le, mueji dresze 8! Cziż naj cwiarde, chłQPscie plerse nie są tą górą, a naj 
serce tim jezQrę głębuecim, dze uenQ spji? - - Wprzódk, nim temu tam 
w te górze na brQda trze raze wkół szeji urQsce, wprzódk muszime sę puespiec 9 
tu stądka (wskazuje na piersi) tQ uejskue zbudzec, a tim uejskę tQ je nasza 
wiara w Puelskę, nasza mjiłQsc dQ te Puelscie! Ciejbe tu to uejskue w nas i 
nie uedeckł0 10 , tej - chuecbe te tam uejska z Garecznice, z Puccie Góre 
wstaJe - tebe nama same \viele nIe PQmuegłe... I 
(długie milczenie) t 


1 zawadzą; 2 dzwony; 3 Pier\vszy raz o tym słyszę! 4 uderzyli; 
6 pospiesznie; 7 opo\viadallie; 8 druhowie; 9 pospieszyć się; 


5 nabili; 
10 obudziło SIę. 


12
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_17.djvu

			J adlviga Korczakoluska 


WIOSNA W TORUNIU 


.#' 


- '. 


Jaskrawo czerluieni suche dachy dOlnólu blask zachodni. 
Rano budzi świergot wróbli puchatych 
i pracoluity turkot kól wiozących pierlusze plony ogrodow: 
różouJe uśnlieszki rzodkiewek i soczystość luybujalej salaty . 
Dlugo lnleczna jasność ścieka po wilgotnych liściach, 
a lU szybę stuka luiatreln kolysanka, 
najeżona lepkilnż pąkalni zuchluała gałąź kasztana 
zapraszając do wyjścia.. 
Naiwną lnelodię zawsze nowych luiosennych zachwycell 
slianduj e lekkich krokó\v rytlniczne staccatto. 
Wiatr usłużnie zalniata słoneczną ulicę. 
- Dzieli dobry! - rzucam całelnu śluiatu. 


lVa r)
nku, kolo naładoluanych, Zlenllą pachnących straganów 
uluija się gadatliu'a zapobiegliwość gospodyń. 
Tralnu'aj jak żółta zabaluka skacze ulicą Różaną, 
a szklany donlek przystanku lśni jak liropelka wody.. 
.illJost przewieszony pOlniędzy "tutaj - a taln" zaprasza 
do biegu w przestrzeli, lU dalekość, w tajelnnicze nieznane.. 
lVisla iuż u 1 0lna od kry, śniegami gór wezbrana 
uloż
'Yla SIę łagodnie, jak rtęć. Już nie straszy. 


TV parku po gładkich ścieżkach skrzypią wózki dziecinne, 
ptaki IVaŹlle i przejęte, ciszę u'Ypelniają świergotem, 
krzaki dzikie{!,'o agrestu wdzięczą się seledyneln, 
drży pierwszy, żółty lnotyl. 
I(ędzierżaIve, białe obłoki zaczepiają o korony sosen, 
na puc/nl trauJnikózv dygoczą blaszki przesiane ze slolica. 
Aleja jest gładka i tluarda - uydaje się nie lnieć koń-ea 
chce się biec po niej z piłką, kołeln.. latawcem.. boso! 


Z lasu bezlistuych Jeszcze, slnulnych klonólu, z ClenIU 
prozoadzi znajolna, jak myśl kręta, ścieżka 
nad cie7nne rozleu'isko, gdzie żabie szczt;ście mieszka. 


J ,,-, 
I ; 
I 



 : 


13
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_18.djvu

			"'
 ....:.

)<'.;.- 


, 


Ucichł wiatr. W bezszelestnym zamyśleniu 
wierzba, starucha płowa 
patrzy na w mgle tonące rUlny Dybowa. 


Dokoła wikliny, gorzko pachnące wikliny zielone... 
Naiwną radością zachłysnął się skowronek, 
wzleciał nad zieleń kiełkujących ździebeł.. 


Już blisko rzeka. Teraz gdy obejrzeć Slę za siebie, 
rysunkiem wlezyc strzelistych uyrasta 
z klombu drzelu - Toruń. jJ;Joje wiosenne miasto. 


Eugeniusz Gros 


, , 
Z DZIEJOW KONFRATERNI j\RTY-STOW W TORUNIU 


(1920 - 1937) 


Było to w roku 1920. Jesień. \tV mieście wszystko wraca do ładu po za- 
wierusze vvojennej'l której ostatki zawadziły o Toruń. Nie tak dawny wjazd woj- 
ska polskiego do Torunia. Wieczorami jeszcze patrole na ulicach, a po godz. 10 
"vieczorem można wychodzić na ulicę tylko za przepustką l\1agistratu. 
W restauracji »pod Ilatuszem«, "V małej salce bocznej, gromarlzi SIę co 
cz\vartek grono tych samych ludzi. Prze"vodzi im z Krakowa tu osiadły malarz 
i rektor Akademii Sztuk Pięknych, Julian Fałat; jest tu z Warsza\vy literat Artur 
Górski, autor »lVlonsalvatu«, w dziełach »!{u czemu Polska szła« i »Na nowym 
progu« zwiastun czasó"v i zdarzeń, które nadeszły; jest rzeźbiarz i poeta, pra- 
cownik Biblioteki Polskiej w I)aryżu, Józef Ruffer; art. malarze: Felicjan I(owarski 
(dziś prof. Akademii Sztuk "V "'Tarszawie), Eugeniusz Gros, Eugeniusz Przybył, 
Brunon Gęstwicki, Zenon Nowakowski ; architekt N awrowski; polonista prof. St. Riess, 
dziennikarz K. Popiel oraz pełen rozmachu i temperamentu lekarz toruński dr Otton 
Steinborn, wszystkich w nowo organizujące się życie Torunia wprowadzający, opo- 
"viadający o zdarzeniach tu czasu wojny i inwazji bolszewickiej, prezes Polskiej 
Jtady Ludo"vej, a w ch"vilach objęcia miasta przez Polskę jego pierwszy prezy- 
dent (później senator Il. P.). vV tym gronie zasiada często generał broni Zieliński 
kurator szkół Gąsiorowski, obywatel toruński major T. Janowski; tu zjawia się 
lekarz gdański, ostoja "V przedwojennych czasach tamtejszej Polonii, "vnuk znako- 
mitego Pomorzanina, generała, dr Józef Wybicki, wkrótce minister b. dzielnicy 
pruskiej, późniejszy starosta krajowy pomorski. Tu częstym gościem bywa nowy 


... 


I 
ł 


14
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_21.djvu

			. . ..
 
 
 


prezydent m. Dletl, syn sławnego lekarza i prezydenta m. Krakowa, oraz Cyryl 
Danielewski, b. aktor, dyr. Teatru i radca miejski. 
Tak w długie wieczory jesienne zbierali się artyści i działacze oraz osobi- 
stości, które tu na wysokich stanowiskach stawiła polska racja stanu. Wśród ga- 
węd o rzeczach minionych coraz częściej padały projekty i myśli nowe w poczu- 
CIU potrzeby kształto"\vania nowego życia na ziemiach, które ,vróciły do Polski. 


l. 


W dniu 20 grudnia 1920 r. na zebraniu czwartkowym zawiązała się gro- 
mada artystyczna w »Konfraternię Artystów«, a na czele 12 konfratrów stanęli: 
Julian Fałat jako »majster«, Artur Górski i dr Otton Steinborn jako »podmajstrzy«, 
Eugeniusz Gros jako »pisarz« i Eugeniusz Przybył jako »podskarbi«. Pewnego dnia 
zja"\vił się malarz Szczygliński z Warszawy i ten, jako trzynasty, został - »judaszem«. 


Jako cel Konfraterni określono: zbliżenie towarzyskie pracujących na polu 
sztuk.i osób i działalność, mającą na celu popieranie i krzewienie sztuki rodzimej. 
Od gawęd przy winie rychło przeszła Konfraternia do organizowania pracy. Ple- 
, 
biscyt na Sląsku "\vołał o pomoc. Wnet też majster Fałat sam rysuje afisz pro- 
pagandowy, a Konfraternia opłaca nakład dziesięciu tysięcy egzemplarzy i dele- 
, 
guje braci Gęstwickich do Poznania i na Sląsk celem niesienia pomocy w akcji 
propagandowej. W tym też czasie zbiera fundusz 23 tys. marek na wydanie 
Albumu Torunia z autolitografiami konfratró\v malarzy. 


, 
,4 


Młoda, ledwie parę miesięcy licząca Konfraternia Art. dzięki sławie osób 
znacznych na jej czele stojących, wchodziła powoli w życie Torunia. A że mir 
i poważanie dla niej rosły, na przyjęcia »galowe« w Konfraterni ministry, dygni- 
tarze i strojne damy po stromych schodkach w jej podwoje zstępowały. Jak ra- 
tusz ratuszem nigdy takiego splendoru jego skromna knajpka radziecka nie zaznała. 
Były to też czasy osobliwe, kiedy na zebraniach w sali Prezydium Miasta majster 
z gronem konfratrów nieraz .zasiadał, by w spra,vach kultury i sztuki w pierw- 
szych poczynaniach miasta radą i czynem pomagać. 



 


W roku następnym urządziła K. A. \vystawę zbiorową prof. Pautscha oraz 
malarzy I(onfraterni, a przy tym Porno Sztuki Ludowej na cele Czerwonego Krzyża. 
Czwartki konfraterniane w podziemiach ratusza kipiały życiem. To dyskusje 
żarliwe i ścieranie się zdań, to opo\vieści przedziwne z życia znanych malarzy 
i literatów, a wśród tego przewijające się jak nić złota pełne głębokiej myśli 
zdania Górskiego, to zbawienne rady starego mistrza Fałata, którego życie wy- 
pełniły podróże, myśliwstwo i malarstwo. 


- 


W dniu 3 kwietnia 1921 r. na wieczorze pełnym serdecznego nastroju pow- 
stała pieśń Konfratrów. Ułożona w pierwszych trzech zwrotkach przez Artura 
Górskiego, a w następnych trzech przez Józefa Ruffera, była śpiewana na nutę 
piosenki dawnej »Czerwone jabłuszko«. 


1-5
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_22.djvu

			PIEŚŃ KONFRATRÓVV TORUŃSKICH 


W esoła godzino
 pogodnie dzwon, 
Pogodnie dz,voil, pogodnie dzwoil, 
Rzuć troski, lej wino, 
Nim lata przeminą, 
Osrebrzą skroń, osrebrzą skroń. 


Z prabogów igraszki to życic SSlem, 
To życie ssiem. to życie ssiem, 
Toż Lachy i Laszki 
Za zdrowie igraszki 
BrzęknijnlY szkłcul, hrzęknijulY szkleul. 


Burzliwa, zdradliwa ta życia tOll, 
Ta życia toil, ta życia toń, 
Wbrew burzom i wiatrom, 
Konfratry Konfratrom 
Podajlny dłoń, PodajnlY dłoń. 


W oddale nas wabi zuchwała łódź, 
Zuchwala łódź, zuchwała łódź, 
Drużyno chwyć wiosło, 
Choc morze urosło, 
Brzeg biedny rzuć, brzeg biedny rzuć. 


W rytm lotny łódź nasza uskrzydli SIę, 
U skrzydli się, uskrzydli SIę, 
Konfratry, zuch,vale 
Wylecim nad fale 
Ze słońcem w grę, ze słoilcem w grę. 


Z słoneczną wygraną w ten wrócim sklep, 
W ten ,vrócim sklep, ratusza sklep, 
Konfratrze lej wino, 
Nim lata przeminą, 
Konfratró,v krzep, }(onfratrów. krzep. 


Z kolei tematem, który żywo zainteresował Konfraternię, były spravvy teatru. 
Akcja rozpoczęta rzeczowym referatem konfr. Riessa, po zaciętej kampanii i licz- 
nych komisjach ministerialnych dzięki podmajstrzemu Górskiemu znalazła pomyślne 
l
ozwiązanie i dała Toruniowi teatr o wysokim poziomie artystycznym (pod dyrekcją 
Szpakiewicza) . 
To znów sprawy muzyczne zajęły uwagę Konfraterni, co znalazło wyraz 
w założonym przez nią Tow. IVluzycznym i Konserwatorium l\1uz. Posypały się 
koncerty, a wkrótce i koncerty symfoniczne własnej orkiestry. Dyrektor I{uryłło, 
a po nim Marceli Popławski w krótkim czasie doprowadzili ruch muzyczny do 
znacznego ożywienia. Występy znakomitych muzykóvv, jak Barce\vicza, Turczyń- 
skiego, Śliwińskiego, lVlarteau i innych wypełniły brak muzyki poważnej, datu- 
jący się od czasu wojny. 
Wystawą Sztuki Kościelnej rozpoczęło działalność Tow. Przyj. Sztuk Pięknych, 
założone l
ównież przez Konfraternię, która dziś dalej kieruje imprezą wystaw dzieł 
Sztuki i doprowadziła w roku ubiegłym do 36 -tej wystawy. Cieszyły się one 
zawsze znacznYln poparciem społeczeństwa i były licznie odwiedzane przez publicz- 
ność i młodzież szkolną. Wystawa Tow. Krakowskiego malarzy »Sztuka«, to znów 
wystawy zbiorowe St. Witkiewicza, Samlickiego, Puffkego, T. Niesiołowskiego 
i innych, ożywiały życie kulturalne 'rorunia. Po wystawach impresjonizlTIu szedł 
neoimpresjonizm a nawet kubizm. Wystawy elektryzowały całe miasto. Jaki taki 
widz wybiegał z wystawy zirytowany, jeszcze na schodach i na ulicy mówił do 


16
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_23.djvu

			siebie; na mieście było gadania co niemiara, a Konfraternia cieszyła się, że jest 
»ruch w intercsie«. 1'ak publiczności przy\vykłej do »grzecznych« obrazkóvr i oleo- 
druków pokazy\vano malarst\vo nowe, bujnie już kwitnące zagranicą. 
Oprócz dorocznych wysta\v obrazó\v malarzy toruńskich i innych były \vy- 
stawy grafiki i rzeźby. Pamiętną też była bogata \vystawa pomorskiej sztuki lu- 
dowej \v r. 1924, pod patronatem ó\vczesnego \voje\vody pom. St. Wacho\viaka, 
przy lldziale pp.: G-ulgo,vskich z W dzydz, lJe\vando\vskiego z Kościerzyny oraz 
N ecla z Chmielna i lVleissnera z Kartuz. 


Wśród wielu późniejszych wysta\v naj\vspanialsza była Wysta\va ze zbioró"v 
pry\vatnych, która odkryła szereg znakomitych dzieł sztuki w Toruniu, jak: ory- 
ginalny rysunek P. Veronese, portrety z czasó\v Diirera i obraz holendra Gor- 
tziusa; zdumionym oczom toruńczyków ukazały się również kapitalne meble sty- 
lo\ve z różnych epok, broń, tkaniny, porcelana, kryształy i miniatury. 
0pI"ÓCZ publiczności z różnych sfer, \vielotysięczna rzesza młodzieży pięciu 
szkół średnich zwiedziła \V ciągu lat kilkunastu 36 wysta\v dzieł sztuki polskiej. 
W działalności IConfraterni Artystó\V był to czyn mający poważne znaczenie dla 
środowiska, w którym da\vniej niepodzielnie panowała sztuka niemiecka i to prze- 
\vażnie \V reprodukcjach. 
Wkrótce z ciasnej izdebki vV podziemiach ratusza przeniosły się konfratry do 
jadłodajni »Pod Lwem« przy ul. Łaziennej, a po jakimś czasie do hotelu »Pod 
Trzema I{oronami« w Rynku Staromiejskim. Był to okres ciężki z dwu przy- 
czyn: raz z pO\i\rodu tułaczki i braku odpowiedniego lokalu, povvtóre z powodu 
burzliwych obrad nad statutem Konfraterni, przez długi czas grożący rozbiciem 
tovvarzystwa. N areszcie po licznych staraniach udało się óvvczesnemu pisarzowi 
vvyjednać pomieszczenie dla Konfraterni w Ratuszu, w pięknej ostrołukovvej izbie 
parterowej od strony ul. Chełmińskiej (dawnym przez lat 40 składzie mąki), co 
stało się dzięki życzli\vości ó\vczesnego prezydenta m. Dietla, a później prezydenta 
1Vlichałka Nastały lepsze czasy. Skvvaplivvie zabrały się konfratry do urządzenia 
novvej »izby«: ściany pokryto obrazami i rysunkami karykatur, dwa pola ostro- 
łukowe \vypełnili freskami p. t.: »Rycerstvvo« i »Sprawiedliwość« bracia Gęst\viccy. 
1'rudniej było poradzić ze sprzętami, bo tych vvłaściwie nie było.. Więc zwleczono 
długą ławę z izby sędziowskiej i stół róvvnież długi oraz stołkóvv parę, coś na 
kształt wie
zernika - wszystko użyczone szczodrobliwie przez Magistrat. I teatr 
przyszedł vv sukurs Konfraterni, bo dał stół i ławę, parę foteli gotyckich j zydli 
w depozyt
 z czym jednak sporo było nieraz kłopotu, gdy wpadał nagle zadyszany 
pachołek teatralny i poryvvał niektóre graty, dovvodząc, że - »grają« w Strasznym 
Dvvorze. Było w izbie i piękne lustro i szafa biedermajerowska, t. z. biblioteka, 
vv której książki i czasopisma w przykładnej zgodzie z wszelalrim rynsztunkiem 
biesiadnym sąsiado\vały. W narożniku sali widniało »berło« Konfraterni, duży 
pędzel murarski, obwieszony \vstęgami z godłami i nazwiskami 12 konfratrów. 
Na stole leżały pisma najnowsze z zakresu sztuki i literatury, na półkach misy 


17
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_24.djvu

			-_a. ,.. - ..""'.....:.":<-..:o'
"7. 


...., -- ..::--
' 
"'
.'-"
 


Ę" r -:.
..< 


,.:
.
.\ 


i dzbany cynowe, a \v kącie izby znICZ -\viecznie płonący i buchający parą - 
alias czajnik, symbol \v tym przybytku nieustającej herbaty. Na stole mniejszym 
pośród dwu gotyckich świeczników leżała »liber beneficiorum«, a \v niej zapiski 
krociowych sum, sięgających dziesiątków milionów (M. p.), co już graniczyło z sza- 
leńczą rozrzutnością ofiarodawców. 
Na ścianach oprócz rysunków wisiał za szkłem oprawny akt erekcyjny z roku 
1920, a w pobliżu tablica erygo'iVana prezydentowi Michałko\vi z łacińskim napisem: 
VENERABILIS CIVIS 
STEPHANUS lVIICHALEK 
CIVITATIS THORUNENSIS CONSUI
 
CONCIJAVE f-IOC 
EX FAUCIBUS CAUPONUM EREPTUl\Il, 
ARTIFICUM CONFRATERNIO 
AD LARES PENATESQUE LOCANDOS DEDIT 
A. D. 1922 1 
Wyspą szczęśliwości nazywano naonczas !{onfraternię" jako że tu gromadzący się 
konfratrowie, fratrowie i adepci przed jej progiem troski i sprawy świata zostawiali, 
a tylko sztuką i jej rzeczami się zajmowali. Jak dalece zaś ostro tego przestrzegano, 
świadczył napis na ścianie izby: »KTO POLITYI{Ą SIĘ PARA, CZEM DYS- 
PUTY WSZCZYNA Y YNSZYCH DO I{ŁÓ1'NI Y ZWADY PRZYWODZI, 
TEN PRZED MISTRZA PRZYWIEDZlON 1 ZŁOTEGO NA SKARB KON- 
FRA TERNI PŁACI!« (A sroga to była w one czasy kara, bo 1 zł. \vymieniano 
za 310 tysięcy marek polskich). Taki to już twardy zakon był i ustawa. A \v Izbie 
konfraternianej, jako \v Arce Noego, wszelakie gady zgodnie razem przebywały: 
autory i redaktory ksiąg i pism wszelakich, jako barankowie łagodni - z jednego 
czajnika napój błogi czerpały. Któż z nas nie pomni męża, drobnego \vzrostem 
ale potężnego uwłosieniem, co to w wieczór grudniowy olbrzymi wór cukru wniósł 
do I{onfraterni, od czego zapanowała atmosfera pełna słodyczy i trwała aż do 
wiosny.' Był to autentyczny mistrz Andrzej Różański, redaktor pism obojga, 
a przy tym muzykus nie byle jaki i tonów znawca. 
N aogół biorąc, nie łatwo było tu się dostać. Ale pracuj ący artysta i taki 
co \v artystów gronie rad siadywał, tu był przyjmowany z ot\vartymi rękami. 
Gdy taki dobrze polecony adept po raz pierwszy do Konfraterni wchodził, roz- 
glądał się ciekawie po izbie i pierwsze słowa, jakie wypowiadał, z\vykle były: jak 
tu u was ładnie, jak miło!... Siadywał tedy nieśmiało na skraju ławy, chciał 
nie chciał dostawał herbaty i - mrugał oczkami ze wzruszenia. Ale jeszcze 
nie mówił. Na drugi czwartek już się odważał mówić, a na trzeci to już jak 
stary bywalec w izbie się rozpierał. Taki awansowany na fratra, czynnie na rzecz 
Konfraterni świadczył, a w razie czego gotów był w jej obronie iść na rapiery. 


1 W tłumaczeniu: Szlachetny obywatel Stefan Michałek, burmistrz miasta Torunia, 
izbę ową z paszczy przekupniow wydartą, Konf,aterni Artystó\V na larów i penatów pomie- 
szczenie R. P. 1922 oddał. 


18
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_27.djvu

			r 


Ale miała Konfraternia i wrogów (t. zw. »blade twarze«), ludzi małego serca 
l za\viedzionych ambicji. Tych zaliczała w poczet »sił nieczystych«, jako że na nią 
nastawały i wiele psot czyniły. Zato wstępu do Izby nie mieli a I{onfraternia 
\vielkodusznie milczeniem ich pomijała. Najwięcej jednak agitacji na zebraniach 
\vnosiły spra\vy teatralne, z\vłaszcza gdy jawił się sam dyrektor z całym fraucymerem. 
W tych sprawach rej wodził konfr. Riess, jako że znał wszystkie »szlachetne 
matki« w Polsce, jeszcze jak były »naiwnymi «, a niemal każdy amant a nawet 
»płaski komik« był jego uczniem. Takie koneksje miał ten konfrater w teatrze; 
nic też dziwnego że o "każdej sztuce i aktorach - kto, co, gdzie, jak i z kim - 
umiał barwnie opowiadać. Znakomici aktorzy przyjezdni i grający w Toruniu 
miewali w I{onfraterni odczyty, referaty, zagajali dyskusje. Warto wspomnieć 
Kochanowicza, dyr. Kotarbińskiego, dyr. Bendę, Bojanowskiego, debatę teatralną 
przy dyrektorze Departamentu Kultury i Sztuki Skotnickim, referat Witkiewicza 
(» Witkacego«) »0 problemie realizmu w sztuce« etc. etc. 
W dziedzinie muzyki pamiętne były wieczory Barcewicza. Po koncercie mistrz 
zjawiał się w Konfraterni, gdzie witany owacyjnie rad przebywał i brał udział 
w pogawędce, przynosząc nowiny ze świata muzycznego stolicy. 
Sprawy plastyki omawiane na zebraniach cz\vartkowych wywoływały zawsze 
wielkie zainteresowanie i ścieranie poglądów przeciwnych w zajadłych i ostrych 
dyskusjach. Głosy wówczas potęgowały się w crescendach, oczy miotały błyskawice, 
a las rąk żywo gestykulujących nad stołem, wspierał plastycznie dysputę. W takich 
chwilach niebezpiecznych ważną rolę odgrywali »św. Cyryl i Metody«, dwa filary 
Konfraterni, Zelek iDurek, »kamieniarze« jak ich pieszczotliwie nazywano. 
lVlężowie ci, nie tylko sztuką rzeźbienia, ale i preparowaniem likworów cudnych 
sławni, jednym gestem umieli burzę zażegnać. Skoro w dłoniach ich błysnęło 
szkło gąsiora, głosy milkły, gasły błyski w oczach lwów srogich, a oblicza roz- 
jaśniał uśmiech pogodny. 
Wspaniały okres (heroiczny) pamięta Konfraternia, gdy bawił w Toruniu 
»Witkacy« (S1. l. Witkiewicz). Wystawiał on wówczas swoje sztuki w teatrze Szpa- 
kiewicza i kropił fantastyczne portrety aktorów i muzyków w niebywałej ilości, 
z których potem nader ciekawa złożyła się wystawa. Wieczory \v Konfraterni 
schodziły wtedy na dialogach o sztuce, przeplatane turniejem filozofó\v, konfr. 
R. Ingardena (ucznia HusserIa) i Witkiewicza, to znów ogólnym rysowaniem, od 
czego podłoga izby pokrywała się warstwą węgla i kredy różnych kolorów i od- 
cieni, a kąty \vypełnione były butlami zużytego »utrwalacza«. 
Pokaz plastyczny rzeźbienia w glinie dał konfr. Durek, z którego to wieczoru 
konterfekt pisarza Konfraterni pozostał na pamiątkę. Ks. Łęga mówił: »0 po- 
morskiej sztuce zdobniczej w średniowieczu «, a wojewoda pomorski gen. Młodzia- 
nowski inaugurował dyskusję o sztuce dekoracyjnej, wspominając czasy paryskie 
ówczesnych kolegów i prądy nurtujące wówczas w sztuce. Równie interesujący 
był odczyt pani Weissowej: »0 Papinim i Marinettim «, to znów przy byłego 


19
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_28.djvu

			z Petersburga dra Sochaniewicza: »0 re\vindykacji zabytkó\v«, jak ró\vnież zebra- 
nia uczestników zJazdów konserwatorów, dziennikarzy, muzeologó\v, które od czasu 
do czasu wnosjły do l{onfraterni nastrój odświętny i da\vały okazję do na\viązania 
stosunków z szerszym światem i centrami sztuki w innych miastach w Polsce. 
Nie zapominano i o literaturze. To konfr. Iugarden czyta poezje Riilkego, 
dr pro£. J. Zawirowski \vłasne przekłady Catulla, prof. J au Grabowski »0 literaturze 
dziecięcej \v Anglii«. Nader zajmujący cz\vartek (orientalny) odbył się pod hasłem 
poezji \vschodniej, na którym poeta gruziński K.urulisz\vili mó\vił o Gruzji, czy- 
tał s\voje ut\vory poetyckie po gruzińsku i polsku, śpie\vał pieśni gruzińskie, les- 
gińskie i perskie. Gitara, czarna ka\va po turecku i bakalie potęgowały nastrój 
»\vschodni« i sprawiły, że miły \vieczór czwartko\vy skończył się o wschodzie 
słońca. Podobny wieczór \vypełnił odczyt p. Banko z Teheranu na temat »Sztukl 
tkackiej \v Persji«. 
Niedługo, zaled\vie lat siedem, przebywali konfratrowie w gotyckiej izbie ra- 
tuszo\i\rej, bo oto pod datą 24 stycznia 1929 r. czytamy w księdze pamiątkowej 
K. A. zapisek żałosny - o momencie rozstania się z siedzibą w Ratuszu i wzmiankę, 
że »mniejszy z tej izby pożytek będzie miało miasto, niż Konfraternia stratQ«. 
Ostatni cz\vartek przeszedł \i\r nastroju ponurym w srogim ucisku serc i przygnę- 
bieniu i kto wie jakby się skollczył, gdyby nie dobre bóst"va domo\ve, czuwające 
nad niedolą konfraterskiej braci. Podany \v porę napój »suwerenny« przyniósł 
znaczne ukojenie umysłom. Jego ostatnie krople spłynęły na karty księgi pamiąt- 
ko\vej niby pieczęć na akt eksmisji. - Izbę obrócił Magistrat na biura, freski 
ścienne Gęst\vickich zniszczono. Nastał no"vy okres tułaczki. Zebrania przeniosły 
si.ę do »Tivoli«, a potem kolejno do pry\vatnych dOlnów. 


A tymczasem starania zarządu I{onfraterni o uzyskanie dużej piwnicy w pod- 
ziemiach ratusza ciągnęły się bez końca. Coraz no"ve trudności wynajdywali ludzie 
niechętni. Kiedy nareszcie w r. 1931 Konfraternia otrzymała izby i przystąpiła 
do restauracji, w czasie robót zarysowały się sklepi.enia i roboty zostały wstrzymane. 
Sklepienia podstęplo\vano, lokal zamknięto i zda\vało się, że wszystko przepadło. 


Zaczęła się nowa tułaczka po domach prywatnych, która oparła się o gościnne 
podwoje Starost\va grodzkiego, a \v końcu i I{asyna Oficerskiego, w którego sali 
obchodzono jubileusz Artura Górskiego i gdzie odbyło się kilka wieczorów autorskich. 


W tym okresie Koło Plastyków Konfraterni Artystów urządziło wycieczkę 
pejzażo\vą wzdłuż Wisły, której plonem było około sto obrazów i studió\v na \vy- 
sta\vie propagando\vej turystyki na Pomorze. Impreza subwencjono\vana przez 
\voje\vodę pomorskiego p. St. l{irtiklisa była pierwszą i jedyną \v swoim rodzaju 
\v Polsce Jemu też Konfraternia za\vdzięczała, że w r. 1934 miasto przystąpiło 
do utr\valenia fundamentów, słupó\v dź\vigających sklepienie. Dalsze roboty około 
\vykończenia wnętrza objęła Konfraternia. Dzięki energii kierownictwa (konfratra 
architekta Jarosławskiego), w dniu 13 kwietnia 1935 l. po wielu trudach i znacz- 


20 


"<::.- 


.
- 
"'-'I--,.-
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_29.djvu

			. 


, 


nych kosztach dopro\vadzenla z\vykłych piwnic clo stanu oclpowieclniego - odbyło 
SIę uroczyste ot\varcie nowych izb Konfraterni 1 . 
Radość Konfratrów z osiągnięcia upragnionego celu, po tylu latach tułaczki 
l pokonaniu tylu. przeszkód, nie ll1iała granic. Olbrzymia izba Konfraterni przed- 
stawiała się in1ponująco. Jej nieregularne sklepienia \vsparte na czterech słupach 
niskich, granitowych, rozliczne zakamarki i rozległość, przypominały refektarz 
klasztorny. Sprzęty no\ve, stylo\ve, dostrojone do charakteru wnętrza i szafy biblio- 
teczne, obrazy na ścianach i kąt konfraterski \vypełniony karykaturami z różnych 
lat, w narożniku »berło« Konfraterni i stara szafa biec1ermajero\vska, »arka przy- 
lllierza między dawnymi i no\vYlui laty« - oto wnętrze nowej izby IConfraterskiej. 
VV izbie lnniejszej pOInieszczo110 szafy z książkami i pislllami, tu jest teraz czy- 
telnia i lniejsce zebrań mniejszych. 
Uroczystość ot\varcia odbyła się \vobec najwyższych przedstawicieli władz 
panst\vo\vych i krajowych, a to: \vojewody pomorskiego St. Kirtiklisa, generałów 
Nor\vida-Neugebauera, J\1axyulowicza-I\aczyńskiego i 1'hommee, starosty kraj 0- 
\vego Łąckiego, prezydenta luiasta Bolta oraz przy udziale sfer ziemiańskich i in- 
teligencji miejscowej. Telegramy, od ks. biskupa Okonie\vskiego i znakomitych 
osób z różnych stron Polski ś\viadczyły o uznaniu, jakie Konfraternia Artystów 
\V ciągu lat 15 zdołała sobie pozyskać. Po licznych przemó\vieniach pp. W oje- 
wody Pomorskiego, Starosty Krajo\vego i Prezydenta Miasta mistrz Konfr. Art. 
E. Gros wystąpił \V gronie Konfratró\v, podając krótki zarys dziejów Konfraterni 
toruńskiej, po czym wniesione toasty na jej pomyślny rozwój i na cześć dostojnych 
gości pito miódem prawie stuletnim, któremu akompaniował znakomity piernik to- 
ruński. Konfratrowie wówczas występo\vali w beretach, a w czasie przemó\vień 
- pod berłem Konfraterni, dzierżonym przez pisarza K. A. Jarosiewicza. 
Odtąd prace }{onfraterni ruszyły żywszym tempem. W statucie \vprowadzono 
zlniany; działalność Konfraterni Artystów, mającą w swych początkach cechy klubu 
artystów, określono szerzej; miała ona objąć teraz całe Pomorze. W łonie K. A. 
za\viązały się koła: plastyków, literatów, muzyków, architektów i fotografiki ar- 
tystycznej. Na zebrania czwartkowe z referatalni zaproszono szersze koła inteli- 
gencji, a tym samym zyskano liczny zastęp członkó\v wspierających. 
W r. 1936 Koło literackie przystąpiło do wydawania kwartalnika regional- 
nego »1'eki Pomorskiej«, poświęconego zagadnieniom kultury i sztuki. 
Konfraternia weszła w nowy okres »użyteczności społecznej« oddziaływania 
nie tylko na środo\visko, \V którym po\vstała, ale i na pro\vincję. Prace te są 
w stadium formowania, to też zawcześnie o nich i rozlicznych innych poczyna- 
niach pisać. Nie sposób też wyliczać setek zebrań poświęconych sprawom archi- 
tektury, urbanistyki, malarst\va i rzeźby, literatury, teatru i muzyki, pieśni i sztuki 
ludowej, muzealnict\va, konser\vacji zabytkó\v i polichromii kościołów, grafiki 
przemysłowej, estetyki wyglądu miasta etc. etc. 


. \
 


1 Zdjęcie duiej izby zostało podane w 1-yn1 I1U111erze »Teki Pomorskiej«. 


21
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_30.djvu

			Konfraternia odtąd staje się terenem ważniejszych wydarzeń na polu kultury 
l sztuki. Tu zebrania Rady Zl'zeszeń Nauk. Kult. i Art., tu niedawne przyjęcie 
na cześć Ministra W. R. i O. P. \V. Świętosławskiego, tu zebranie organizacyjne 
Zrzeszenia Miłośników Kaszubszczyny. 
Wieczory czwartkowe, wypełnione prelekcjalni z różnych dziedzin Kultury 
i Sztuki, gromadzą konfratrów, fratró\v i gości z sfer inteligencji na dyskusję 
i pogawędkę przy herbacie oraz stały się tr\vałą instytucją \v życiu sfer kultural- 
nych Torunia. 


Władysław Pnżewski 


, , 
TORUN VV PO'iVIESCI GUSTAWA FREYTAGA 


W literaturze polskiej, a i niemieckiej niewiele znajdzienl.Y powieści, doty- 
czących specjalnie miasta Torunia. Wśród niemieckich utworów XIX \vieku 
wymienić należy przede wszystkim powieść p. t. »Marcus Konig« Gustawa Freytaga, 
wielkiego uczonego i powieściopisarza niemieckiego XIX wieku (1816-1895). 
Jest to czwarta część cyklu powieściowego p. t. »Die Ahnen« (Przodko\vie). Akcja 
rozgrywa się w początkach XVI wieku, w czasach \vzrastającego humanizmu i re- 
formacji, głównie w Toruniu, lllieście polskim, obdarzonym wielu przywilejami 
i swobodami, rządzonym przez mieszczan-Niemców. Wierność ich jest chwiejna, 
a są wśród nich tacy, którzy sprzyjają Krzyżakom. rroczy się \vłaśnie nieustanna 
walka Zakonu z Zygmuntem Starym, do której obie strony nie wykazują jednak 
ochoty. Wskutek tego wojna przedłuża się, zaś wojska najemne, składające się 
z niemieckich knechtów, niszczą kraj napadami i grabieżą. 
W Toruniu żyje zatwardziały Niemiec, lVlarcus Konig, rodenl z J'uringii, 
szczycący się jednym z wielkich mistrzó\v krzyżackich jako przodkiem swoim. 
On to pieniędzmi wspomaga Albrechta, otrzymawszy od niego przysięgę, że nigdy 
nie złoży znienawidzonemu królowi polskiemu przysięgi hołdowniczej. 
W ślady ojca idzie nieszczęśli\vy i niezrównoważony syn, Jerzy. Jednakże 
w przeciwieństwie do ojca nienawidzi duchowieństwa katolickiego i obłudnych, 
jak powiada, praktyk katolickich. Potajemnie kocha się w Annie, córce swego 
zacnego magistra, Fabrycjusza. Kiedy ten ośmiela się podczas palenia kacerskich 
książek luterskich i maski Lutra protestować, ujmuje się za nim Jerzy, wskutek 
czego obaj muszą przed gniewem królewskim uciekać z miasta. Pochwycony Jerzy 
uchodzi z więzienia. Płynąc w dół Wisły
 dostają się wszyscy troje w ręce opry- 
szkó\v, owych wspomnianych band najemnych. Tu poślubia Jerzy Annę, chcąc 
ją tym sposobem uwolnić od napastliwych knechtów i łasych na zdobycz niewie- 
ścią rycerzy zakonnych. Zostawszy chorążym bandy, bierze udział w bitwie i traci 
rękę. Przed mistrzem z Wittenbergi spowiada się, uzyskuje od niego błogosła- 
wieństwo i wreszcie pozwolenie na ślub legalny od nieugiętego i dumnego ojca. 
Ale i Marcus szuka pociechy duchowej u Lutra. Nie może zaznać spokoju, znie- 


22
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_31.djvu

			na\vidzi\vszy sobie na śn1ierć już świeckiego teraz księcia Albrechta za to, że nIe 
dotrzyma\vszy przysięgi, złożył hołd królo\vi polskiemu. Pojednany jednak zapo- 
mocą ojca ówczesnych Niemców, Lutra, ze światem, umiera w spokoju. 
Taki jest \vątek po\vieścio\vy, osnuty na dobrze podmalowanym tle history- 
czno-obyczajo\vym. Poznajemy życie ó\vczesnego Torunia, skłaniającego się do 
nowej nauki Lutra, słyszymy też coś niecoś u Gdańsku., jako o mieście potężnym, 
kulturalnym., niezależnym. 
Spotykamy także postaci polskiet najpier\v posła królewskiego Piotro\vskiego, 
szlachtę i żołnierzy polskich, kasztelana Ścibora, księży i biskupó\v, czytamy o ich 
życiu rozwiązłym i pijaczym., \vreszcie samego króla Zygmunta Starego. 
Stosunek autora do Polski i !Jolakó\v jest zupełnie nied\vuznaczny, oży\via 
go \vyraźne uczucie niena\viści. Polacy to nikczemny, podstępny, dziki naród. 
Szczególnie przydomek »dziki« upodobał sobie po\vieściopisarz \v stosunku do Po- 
lakó\v, bo posługuje się nim przy lada sposobności. (»... er sah einen \vilden 
Polen in das Schiff klettern«, str. 220 - albo: ... es sprangen aus allen Schen- 
ken trunkene Schlachtschiitzen und begannen im lVlondschein mit wildem Ge- 
schrei einen ungefiigen Krakowiac«, str. 226). Polacy to \vstrętni cudzoziemcy 
(» Ich bin nur ein Biirger von 1'horn, dem es schmachvoll diinkt, dass seine 
Vaterstadt einem fren1den V olke dienstbar ist«, str. 141). Nie cofa się na\vet 
przed zbeszczeszczeniem ś\viętości polskiej. W usta starego sługi, pochodzenia staro- 
pruskiego, wkłada ohydne słowa, które na\vet bezbożnik u \vażałby za niestoso\vne: 
»Es ist ein schmutziger Pfaffe, der zu der schwarzen Maruschka von Czenstochau 
betet, obgleich dies Weib aussieht \vie des 1'eufels Grossmutter. "Vie will das 
polnische "'T eibstiick wagen., sich gegen unsere Maria von Thorn zu briisten« 
(str. 119). Toruńczycy nauczyli się dla interesu zan1ykać oczy na obce obyczaje 
i roz\viązłość polskich gości (»zuchtloses llenehmen «) - tak na str. 116. 
O toruńczykach mówi, że byli potomkami tych Niemców, którzy przyszli 
nad Wisłę przed trzystu laty i kraj ten zdobyli dla cywilizacji: »sie waren Deu- 
tsche geblieben und sahen mit Verachtung auf die polnische Unordnung jenseits 
der vVeichsel, abel' iiber ihrer Stadt sch\vebte gebietend der weisse Adler der 
Polen« (str. 3). l\limo wszystko torullczyCY niena\vidzą Zakon Krzyżacki za jego 
upadek moralny i ucisk. 
Całą S\voją ideologię skupia autor \v osobie Marka Koniga. To Niemiec 
ś\viadomy teg.o, że nie należy milno \vszystko odda\vać się \v ręce Polakó\v, bo 
znó\v nadejdą czasy, kiedy żywioł niemiecki będzie górą. Tak Konigo\vi tłull1aczy 
też Luter, \vyjaśniając, że przejście ks. Albrechta na nowe \vyznanie i złożenie 
hołdu królo\vi polskiemu jest krokiem, obliczonym na daleką przyszłość. Przyjdą 
no\ve pokolenia, które na północy i \vschodzie zno\vu zapanują, a Polacy podu- 
padną, o ile nie zrobią ze swą \viarą porządku. Tak pocieszony Konig umiera. 
Mógł G. Freytag triumfować w s\voim czasie. Coby po\viedział dziś, \vidząc 
polski Toruń, nie \viadomo. VV każdym razie dobrze jest niekiedy przypomnieć sobie, 
jaki był stosunek kulturalnych Niemcó\v-zaborcó\v do nas Polakó\v \v XIX wieku. 


. ! 


23
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_32.djvu

			...
.:.. 


T>.
" r
. 



.
 


.;;;.-.."j....;
 


KRONIKA 


; 

 


Z RUCHU KULTURALNEGO: 


75-LECIE ZAKŁADU N. M. PANNY 
ANIELSKIEJ W }(OŚCIERZYNIE 


,V dniu 8 grudnia ub. roku Zakład N. 
M. P. Anielskiej w }(ościerzynie obchodził 
jubileusz 75 -lecia swego istnienia. U roczy- 
stości rozpoczęły się od nabożerlst\va w ka- 
plicy zakładowej, celebrowanego przez bi- 
skupa Stanisława Okoniewskiego. Podniosłe 
jego kazanie było żywyrn odzwierciedleniem 
ducha religijnego i patriotycznego, który 
panował w Zakładzie i stąd promieniował 
na całe POlllorze i poza jego granice. Punk- 
tern szczytowyrn była popołudniowa akade- 
mia. Obszerna i pięknie przystrojona sala 
we wspaniałym gmachu zakładowym wypeł- 
niła się szczelnie miejscowym społeczeń- 
stwem, przedstawicielarni władz, wojska, 
szkolnictwa - oraz ok. 300 b. wychowan- 
kami., wśród których znajdowały się najstar- 
sze uczennice i. długoletnie nauczycielki_ co 
całe prawie życie spędziły w murach ukocha- 
nej szkoły pp.: Maria .Bolewska, Janina W y- 
bicka, Michalina Marwicz. Ogromna ilość de- 
pesz od tych wychowanek, które na uro- 
czystości przybyć nie mogły, świadczyła 
o gorącym uczuciu przywiązania, jakie Za- 
kład N. M. P. A. umiał w nich wzbudzić 
w ciągu swego istnienia. Wytworzył się na 
na akademii ogromnie ciepły, serdeczny na- 
strój, który płynął ze spotkania się po wielu 
latach dawnych uczennic z gronem ofiarnie 
pracujących nauczycielek, który był niejako 
zogniskowaniem wzniosłego ducha, jaki 
w tych murach długie lata gościł. Po dzie- 
jach Zakładu, po jego kolcach i różach, 
oprowadził zebranych w obszernyrn refe- 
racie ks. dr. Antoni Liedtke (jego cennej 
pracy, wydanej na jubileusz, znajdzie Czy- 
telnik omówienie w »ruchu wydawniczym«). 
Akademię urozmaiciły występy artystyczno- 
wokalne uczennic oraz przepiękne tail.ce pol.. 
skie w strojach narodowych. Na zakoilczenie 


24 


uroczystości juJJileuszowych Siostry U rszu- 
lanki urządziły wspaniały raut na cześć przy- 
byłych gości. 
Trzeba dodać, że część uroczystości trans- 
mitowana była przez radio na wszystkie 
polskie rozgłośnie. Całe społeczeilstwo więc 
miało możność poznania tej "vażnej placówki 
na półn. rubieżach kraju. Przed mikrofo- 
nern sta"vały uczennice dawne i obecne, 
zwierzając się z swych uczuć i przywiązania 
do starej uczelni, Matka Dyrektorka zaś 
zobrazowała aktualne dążenia zarządu Za- 
kładu "V kierunku dostosowania go do współ- 
czesnych "vymogów. 
Rozgłośnia Pomorska, korzystając z tak 
ważnego wypadku kulturalnego, starała się 
pokazać całej Polsce uchwycone »na gorą- 
co« oblicze środowiska, w którym uroczy- 
stości się odbywały. Urządzono więc w Szkole 
Powszechnej nr 2 obszerne studio, które 
pornieścić musiało debiutujących wykona"v- 
ców radiowych nie tylko Kościerzyny ale 
i okolicy. Usłyszeliśmy: pełne wervvy pio- 
senki chórów zakładowych, reportaż o }(o- 
ścierzynie, chór Garczyński robotników rol- 
nych, chór Szkoły Powszechnej nr 2, słynne 
hieroglify kaszubskie w wykonaniu zespołu 
przysposobienia rolniczego z "\IV. Klińcza 
i oryginalną kapelę kaszubską. W części 
słownej odezwała się w głośnikach po raz 
pierwszy gwara kościerska i kartuska. Dwaj 
uczniowie w dowcipny sposób zapoznali słu- 
chaczy z osobliwościami miasta i okolicy. 
O powiecie i bycie jego rolniczej ludności 
poinformował w prostych słowach zespół 
z Klińcza. Cała ta audycja oddała na żywo 
środowisko kaszubskie, ukażuj ąc j ego cenne 
skarby regionalne. W ten sposób święto 
Zakładu l'ł. M. P. A. stało się równocześnie 
świętem Kaszub, w którym uczestniczyła 
cała Polska. 
Trzeba stwierdzić z uznaniem, że Siostry 
Urszulanki dobrze przygotowały uroczystości, 
dzięki czemu jubileusz całkowicie osiągnął 
swój cel. 


J. Tr.
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_33.djvu

			100-LECIE KÓŁKA FILOIVrACKIEGO 
W CHOJNICACH 


Kółko filomató\v przy gimnazjum choj- 
nickim obchodziło 24 stycznia b. r. stulecie 
swego istnienia. Wśród Kół filomackich na 
Pomorzu Koło chojnickie »Mickiewicz«, 
późniejsze »Towarzystwo Tomasza Zana«, 
jest naj starsze. Działalność tej organizacji 
- to jedna z chlubnych kart \v dziejach 
gimnazjum chojnickiego. O duchu, który 
przenikał szeregi młodzieży filomackiej, 
świadczy najlepiej fakt udziału członków 
»Mickiewicza« '\v powstaniu styczniowym. 
Było to jakoby nawiązaniem do tradycji 
powstania listopadowego, w którym brali 
udział także uczniowie chojniccy, czego do- 
wodem lakoniczne ale jakże \vymowne ad- 
notacje w urzędo\vych spisach uczniów. - 
Obchód poprzedzony nabożeńshvem w ko- 
ściele gimnazjalnym - z pięknym kazaniem 
ks. prefekta Odyi - zgromadził w auli 
gimnazjunl niejednych dawnych filomatów, 
miejscowe społeczeństwo, przedstawicieli 
\vładz z starostą p. Tadeuszem Lipskim, 
burm. p. Sierackim (byłym filomatą choj- 
nickim) i ks. prob. radcą l\iarchlewskim na 
czele. Uroczystość zaszczycił swą obecnością 
p. kurator okręgu szkolnego poznańskiego 
dr. Jakóbiec. Przybył także p. wizytator 
Ćwikowski. Obchód zagaił dyrektor gimna- 
zjum Roman Gierczyński, wskazując na jego 
głębsze znaczenie: jakkolwiek to tylko skrom- 
ny obchód szkolny, jest on przecież świa- 
dectwem ducha polskiego, który żył w mu- 
rach tej uczelni - dawnego kolegium 00. 
Jezuitów. l\iłodzież polska filomacka nie 
zawahała się porzucić ławy szkolnej, by pójść 

, . 
na powitanIe. W gorących słowach prze- 
mówił do zebranych p. kurator dr. J akóbiec, 
który podkreślił walory wychowawcze idei 
filomackiej oraz j ej aktualność w czasach 
obecnych, po czym dokonał odsłonięcia ta- 
blicy pamiątkowej ku czci filomatów-pow- 
stańców z r. 1863 - uczniów gimn. chojn., 
ufundowanej przez obecne Kółko filomatów. 
N a tablicy zostały złotymi zgłoskami wyryte 
nazwiska 6 powstańców, które przypomi- 
nać będą uczącej się w tym zakładzie mło- 
dzieży święty obowiązek miłości Ojczyzny. 
Dopełnieniem uroczystości był referat prof. 


.
 


Błaszczyka, opiekuna obecnego kółka filom., 
stosowne deklamacje uczniów i występy 
chóru gimnazjalnego i orkiestry gimn. pod 
batutą prof. Wegnera. 


H. N. 


100-NA ROCZNICA 
URODZIN JÓZEFA CHOCISZEWSKIEGO 


W obrazowaniu historii literatury i < kul- 
tury zachodzi gruba jednostronność. Histo- 
rycy naj chętniej chodzą po szczytach lite- 
rackich i kulturalnych, nie bacząc, że te 
szczyty wyrastaj ą z szerokich, masywnych 
podstaw. Tak dzieje się w stosunku zarówno 
do dalszej jak bliższej przeszłości. Dzisiej- 
szego zdemokratyzowanego oblicza życia nie 
da się jednak pojąć bez \vniknięcia '\v owe 
podstawy, które tworzył i tworzy lud. W cią- 
gu drugiej połowy 19 w. najważniejszym 
zja\viskiem jest dojście warstwy ludu do 
równouprawnienia z innymi warstwami spo- 
łecznymi. Ze stanu pogardy, z ciemnoty, 
z zupełnej bierności w życiu publicznYln 
lud wznosi się na tę wyżynę, że w każdej 
komórce życia społecznego i politycznego 
bierze udział i je kształtuje, że zdolen jest 
korzystać z wszystkich dóbr kulturalnych. 
T? olbrzymi krok WZ\vyż! To zarazem pod- 
ciągnięcie ludzkości o parę stopni ku jej 
przeznaczeniu! To zaiste tytaniczny wysiłek! 
Jednym z tych tytanów, pominiętym przez 
historyków literatury, j est Józef Chociszewski. 
Przeszło 50-letni trud jego życia całkowicie 
zwrócony był w kierunku nauczania ludu 
i podnoszenia go na wyższy stopień kultury 
materialnej i duchowej. Setki j ego książek, 
broszur, artykułów, obrazków w miliono- 
\vych egzemplarzach weszły w milionowe 
rzesze ludu, złaknionego oświaty. Dziś z te- 
go prawie nic się nie zachowało. Zostało 
wyczytane, wchłonięte. Użyźniło zatem daw- 
ny ugór i przygotowało go na przyjęcie pięk- 
niej szych nasion... 
Postać Józefa Chociszewskiego jest bar- 
dzo silnie związana z kulturą Pomorza. Uro- 
dził się na jego pograniczu, w Chełście pod 
Wie]eniem, 28 lutego 1837 r. Już jako 
22 -letni młodzieniec zasilał chełmińskiego 


25
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_34.djvu

			»N adwiślanina« artykułami. Później krótko 
bawił na Śląsku
 pracując w redakcji 
»Gwiazdki Cieszyńskiej«. Gdy na skutek 
prześladowań zaborcy musiał Śląsk opuścić, 
udał się tam, dokąd od początku 19nęło 
jego serce, - na Pomorze do Chełmna, 
naówczas pod zaborem pruskim najjaśniej- 
szego ogniska pracy narodowej i ośrodka 
ludo\vej literatury. Zasiadł w gronie re- 
daktorów: »Majstra od Przyjaciela Ludu« 
19n. Daniele'\vskiego, sędziwego Józefa Gół- 
kowskiego, Dyamenta, Radziwiółła i in. 
Wniósł w nie dużo ll1.łodzieńczego zapału. 
Przez 7 lat bawił na Pomorzu (1862-1869). 
Redagował kolejno »Przyjaciela Ludu «, 
»Nadwiślanina«, »Przyjaciela dzieci« (wyd. 
początkowo w Pelplinie, później w Cheł- 
mnie), »Piasta« i »Katolika«. Równocześnie 
pomagał Danielewskiemu w układaniu jego 
świetnego »Kalendarza« i pisał książeczki 
dla ludu. Za patriotyczny artykuł o szew- 
cu-bohaterze, Janie Kilińskim.. zamieszczony 
w »Przyjacielu Ludu« z d. 14. 2. 1863, zo- 
stał skazany na dwa lata twierdzy w Wisło- 
ujściu. Wrażenia więzienne spisał w cieka- 
wym pamiętniku. Po opuszczeniu więzienia 
przez pewien czas przebywa na półn. Po- 
morzu, w Gdańsku i Pelplinie. Oddaje się 
tu pracy społecznej i oświatowej. Jako se- 
kretarz sławnego kółka rolniczego w Pia- 
secznie organizuje wspólnie z »naczelnikiem« 
Juliuszem Kraziewiczem towarzystwa wło- 
ściańskie, wygłasza odczyty, zachęca do sto- 
warzyszania się, mówi o godności stanu 
rolniczego. Później wraca do Chełnlna do 
swej pracy redaktorskiej i wydawniczej. 
Stąd przenosi się następnie do Wielkopol- 
ski i długie lata pracuje w Poznaniu, Ino- 
wrocławiu i Gnieźnie. Okres pobytu na 
Pomorzu jest przygotowaniem i wstępenl do 
sławy Chociszewskiego jako jednego z naj- 
znakomitszych pisarzy ludowych. Starsze 
pokolenie dobrze zachowało go w pamięci, 
gdyż na jego książeczkach się wychowywało 
i kształciło. Filomaci pomorscy wspominają, 
że »autor ten wywierał na nas wielki wpływ 
i niemało przyczynił się do obudzenia \v nas 
zamiłowania do dziejów i literatury ojczystej«. 
Warto vv 100-ną rocznicę urodzin Józefa 
Chociszewskiego przypomnieć słowa, \vypo- 


26 



 'J 


'wiedziane nad jego grobem \v Gnieźnie 
w r. 1914, słowa jakże słuszne, jakże pod- 
kreślające jego tytaniczność, jakże \vspaniały 
wystawiające mu pomnik w pol. kulturze: 
»l\1oże była by Polska obyła się bez ludzi, 
jak Rejmont, jak Wyspiallski, bez takich 
jak Chocisze'\vski obyć się nie mogła, przy- 
szedł jej właśnie w czas.. kiedy najwięcej 
był potrzebny«. 


A. B. 


WYST.A W A GRAFIKI W TORUNIU 


Konfraternia Artystów w Toruniu urzą- 
dziła w sali Starostwa Krajowego '\vystawę 
grafiki StO\v. Art. Grafików krakowskich. 
Otwarcie wystawy w dniu 29 listopada ub. 
r. zaszczycili swą obecnością pan wojewoda 
pomorski Raczkiewicz, protektor wystawy 
starosta krajowy Łącki, prezydent m. Ra- 
szeja, generał Thommee, liczni przedstawi- 
ciele władz i sfer inteligencji. 
W \vystawie, liczącej przeszło 200 prac, 
wzięli udział następujący art. graficy: Z. i I. 
Acedańscy, Bielecki, Bunsch, Cieślewski, Dy- 
bowska, Dzieliński, Gutkowska
 Rutowa, 
Jaźwiecki, Kowalski, Komorowska, K.orpal, 
Król, Laszenko, Golińska, N owotnowa, Po- 
chwalski, Rzegosiński, Stankiewiczówna, 
Szwarc, Steller, Sznuk-Koskowska, Wolska- 
Berezowska, Zakrze\vski. 
Wystawa cieszyła się powodzeniem tak 
co do liczby zwiedzaj ących, j ak i ilości sprze- 
danych dzieł. i spełniła swoje zadanie, któ- 
rym było zaznajomienie publiczności toruń- 
skiej z najnowszą twórczością grupy grafi- 
ków krakowskich. Była to z rzędu piąta 
wystawa grafiki w Toruniu. 


E. G. 


»STANICA« - ZRZESZENIE 
MIŁOŚNIKÓW KASZUBSZCZYZNY 


Dotychczaso\ve Koło Kaszubów w Toru- 
niu, nieujęte w formy organizacyjne, prze- 
kształciło się w dniu 18 grudnia ub. roku 
w »Zrzeszenie Miłośników 
aszubszczyzny« 
p. n. »Stanica«, w dniu 13 stycznia b. r. 
zaś zostało prawnie wpisane do rejestru
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_35.djvu

			stowarzyszeń. Celem »Stanicy« - jak statut 
głosi - jest: »a) szerzenie znajomości i zro- 
zUlTIienia dla przejawów duchowej i mate- 
rialnej kultury kaszubskiej, b) inicjo\vanie 
twórczej działalności w kierunku utrzYlTIania 
i roz\voju regionalnych właściwości kaszub- 
szczyzny w dziedzinie literatury, sztuki i zwy- 
czajów oraz na polu gospodarczym, e) stwo- 
rzenie \varunków dla rozwinięcia i ustalenia 
zwartej jednolitej opinii publicznej nadmor- 
skiej odnośnie zagadnienia regionalizmu ka- 
szubskiego, za którego główną rację bytu 
i zadanie społeczne uznaje się wierną i szcze- 
gólnie czujną straż nad dostępem Rzpltej 
do lTIOrza«. - Do środków działania należy: 
urządzanie zebrań odczytowych, towarzyskich, 
zjazdó\v, wycieczek; utrzymanie bezpośred- 
niego kontaktu z regionem kaszubskim, 
z osobalTIi na nim pracującynli, »w szcze- 
gólności zaś z kołami kaszubsko-polTIorskiej 
rnłodzieży akadelnickiej«. 


GUSTAW MORCINEK 
NA P01YI0RZU 


\V styczniu b. r. znakomity pisarz śląski, 
Gustaw 1Ylorcinek, \vygłosił \v szeregu miast 
pomorskich odczyty n.t. współczesnego Śląska. 
N ajpierw był w Bydgoszczy. Stąd przybył 
do Torunia na zaproszenie uczennic 8 - ej 
klasy Gimnazjum Żeńskiego oraz T. C. L-u. 
W czasie parudniowego pobytu w Toruniu 
powszechnie lubiany autor miał okazj ę na- 
\viązać bezpośredni kontakt zarówno z sze- 
roką rzeszą umiłowanej przez siebie mło- 
dzieży, jak też ze starszym społecze:i1stwem. 
T. C. L. zorganizowało publiczny odczyt 
w auli Gimnazjum im. Kopernika. Morci- 
nek był także gościem Koła Literackiego 
przy Konfraterni Artystów. W nastrojowej 
izbie Konfraterni, w podziemiach Ratusza, 
spędził kilka miłych chwil w gronie litera- 
tÓ\V na pogawędce, w czasie której miał 
sposobność usłyszeć nieznaną sobie gwarę 
kaszubską. - Objazd innych miast był za- 
inicjowany i zorganizovJ"any przez toruńskie 
}(oło T. C. L-u. Mianowicie Morcinek, 
poza Toruniem, odwiedził Grudziądz, Tczew, 
Chojnice i Tucholę. Wszędzie był mile i ser- 
decznie witany. Przyjmowano go, jak sam 


Morcinek ze \vzruszeniem wyznawał. »z ser- 
cem na dłoni«. Ten entuzjazm dla pisarza 
śląskiego był wyrazem odświeżenia więzów, 
jakie Pomorze z Śląskiem łączyły w czasach 
zaborczych. 


St. P. 


Z TOWARZYSTWA NAUKOWEGO 
W TORUNIU 


Co roku od przeszło 60 - ciu lat pomorski 
świat naukowy zbiera się każdego 19 lutego 
na swe walne obrady. Największy syn To- 
runia, Mikołaj Kopernik, nie mógłby sobie 
wymarzyć lepszego uczczenia rocznicy swych 
urodzin. 
N a tegorocznym walnym zebraniu z o- 
gólnej działalności Towarzyst\va zdał spra\vę 
zasłużony jego prezes ks. prał. Alfons Mań- 
kowski, po czym sprawozdanie to uzupeł- 
niły poszczególne agendy zarządu głównego 
oraz wydziały. Praca naukowa, obracająca 
się celowo wyłącznie dookoła zagadnień po- 
morskich i bałtyckich, szła już utartymi 
wieloletnią praktyką szlakalni. Podobnie jak 
w poprzednich latach zaznaczała się refera- 
tami i dyskusjami na posiedzeniach wydzia- 
łów oraz wydawnictwami. 
Najżywszą działalnością wykazał się vVy- 
dział historyczno - archeologiczny, ktory w 
ubiegłym roku odbył 5 posiedzeń z 8 refe- 
ratalni, wygłoszonymi wyłącznie przez po- 
morskich badaczy nauko\vych. Wogóle za- 
znaczyć należy, że zarówno znaczny \vzrost 
liczby posiedzeń i referatów w porównaniu 
do lat ubiegłych, większa frekwencja na ze- 
braniach, która przez drugi już rok z rzędu 
utrzymuje się na przecjętnej ponad 15 osób, 
a także ożywiona dyskusja stwierdzają, iż 
Wydział zdołał skupić wokół siebie większą 
ilość pracowników naukowych. 
Inne Wydziały Towarzystwa Naukowego, 
teologiczny i przyrodniczy (ten ostatni na 
nowo zorganizowany dopiero w listopadzie 
ubiegłego roku), miały tylko po jednym po- 
siedzeniu. 


W bogatym dorobku wydawniczym To- 
warzystwa do istniejących już 41 »Roczni- 
ków«, 28 tomów »Fontes« i 9 tomów »Za- 


27
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_36.djvu

			'-. ł 
. _L I 


-- "
.- _-,," .::. :..... <;> -':
 .. -T'':', 


.'. 


Plsek« przybyło kilka nowych pozycyj: po 
jednym tOInie »Roczników« (T. Nowak: 
»Oblężenie Torunia w roku 1658«), »Fon- 
tes« (K. Kaczmarczyk: »Najstarsza księga 
ławnicza Starego lniasta Torunia, 1363- 
1428«) i »Zapisek«. Podczas gdy »Roczniki« 
przynoszą większe rozprawy, a we »Fontes« 
ukazują się źródła do historii Pomorza, to 
w »Zapiskach«, wychodzących cztery razy 
do roku, są ogłaszane lnniejsze prace, przy- 
czynki i drobne materiały źródłowe oraz 
recenzje i »kronika« ruchu naukowego na 
Pomorzu. W ub. roku dla upamiętnienia 
60-ciolecia Towarzystwa urucholniono nową 
serię wydawnictw: »Badania przyrodnicze 
pomorskie«. J ak widzimy, plon wcale ob- 
fity jak na jeden rok. 
Wielką stratę poniosło To\varzyst\vO 
w ub. r. wskutek śmierci swego wielce za- 
służonego wiceprezesa ś. p. dra Ottona 
Steinborna. 
Po zebraniu walnym odbyło się posie- 
dzenie publiczne w izbie »Konfraterni Ar- 
tystów«. W przemówieniu wstępnym prezes 
ks. prał. Mańkowski naświetlił bardzo wy- 
raziście epokę, w której z jednej strony 
kończył swe życie jeden z największych pol- 
skich uczonych, Mikołaj Kopernik, z drugiej 
zaś strony zbliżał się okres wystąpienia na 
widownię dziejową jednej znajznaczniejszych 
postaci w Polsce XVI w., biskupa włocław- 
sko-pomorskiego Hieronima Rozrażewskiego 
(1543-1600). Właśnie temu wybitnemu 
przedstawicielowi dyplomacji polskiej i pol- 
skiego episkopatu ks. prałat Paweł Czap- 
lewski poświęcił S\vój referat p. t. »Młodsze 
lata Hieronima Rozrażewskiego w świetle 
jego korespondencji j biografii«. Posiedze- 
nie publiczne zalnknęło sprawozdanie dyr. 
Z. Mocarskiego z działalności Książnicy 
Miejskiej im. Kopernika w r. 1936. 
M. M. 


Z ŻYCIA POMORSKIEGO 
TOWARZYSTWA MUZYCZNEGO 


Istniejące w Toruniu od r. 1921 POlnor- 
skie Towarzystwo Muzyczne po\vstało z ini- 
cjatywy Konfraterni Artystów. Obecnie wcho- 


28 


dzi ono w nową pomyślną fazę swego roz- 
woju. Po latach ciężkich, gdy zdawało się, 
że instytucja ta przestanie istnieć udało się 
energicznemu Kuratorowi, mIanOVlanemu 
przez \vładze wojewódzkie, p. sędziemu Her- 
lnanowi, wyprowadzić Towarzyshvo ze stanu 
dezorganizacji i postawić je na realnych 
podstawach. 
Ubiegły rok zaliczyć trzeba do okresu 
wytężonej pracy nad odrodzeniem tej pla- 
cówki kulturalnej, która n'la s\voje chlubne 
karty w historii powojennego ruchu muzy- 
cznego w Toruniu za czasów dyrekcji Ada- 
ma Kuryłły i Marcelego Popławskiego. 
Obecnie Konserwatorium Pom. Tow. 
Muzycznego, po dokonanej reorganizacji, 
wykazać się może dobranym i wykwalifi- 
kowanym zespołeln profesorskin'l. Nowy 
Dyrektor.. p. Piotr Perkowski, zabrał się do 
pracy z młodzieńczym zapałem, dokazując 
nielnal cudów w przeciągu tak krótkiego, 
bo zaledwie rok trwającego, czasu. Zapał 
Dyrektora i jego ideowe nastawienie udzie- 
liły się całemu gronu profesorskiemu w kie- 
runku zgodnej, twórczej pracy. 
Ilość uczniów znacznie się zwiększyła 
i stale wzrasta. Niezależnie zaś od działal- 
ności pedagogicznej, która wykazuje coraz 
większe wyniki, Pom. Tow. Muz. wraz 
z Konserwatorium zajęło się propagandą mu- 
zyki polskiej przez organizowanie koncer- 
tów nie tylko w Toruniu, lecz także na 
prowincji, w porozulnieniu z Organizacją 
Ruchu Muzycznego w Warszawie (»Orlnuz«). 
Prócz tego co pe\vien czas urządza się au- 
dycje muzyczne dla szkół, które przyczy-'" 
niają się do propagandy sztuki i rozbudze- 
nia u lnłodzieży zalniłowania do lnuzykl. 
W pracy tej dzielnie pOlnaga prof. Zyg- 
munt Moczyński, wicedyrektor Konserwa- 
torium. Podkreślić należy, że poziom uczelni 
znacznie się podniósł przez pozyskanie Hen- 
ryka Sztompki, ucznia Paderewskiego, Sta- 
nisława Chojeckiego, ucznIa Aleksandra 
Michałowskiego tklasy fortepianowe), oraz 
Lucjana Guttry'ego, lnłodego i utalentowa- 
nego kompozytora i dyrygenta, ucznia za- 
granicznych Akademii Muzycznych. Prowa- 
dzi on wespół z kpt. Zygmuntem Graho\v- 
skiIn, kapelmistrzeln wojskowYIn, orkiestrę
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_37.djvu

			\. 


symfoniczną. Klasą wiolonczelową kieruje 
Tadeusz Kowalski z Warszawy. 
Grono profesorskie Konserwatorium Pom. 
Tow. Muzycznego liczy obecnie 15-cie osób. 
Po przejściu z pomyślnymi wynikami 
pierwszej fazy organizacyjnej, Pom. Tow. 
Muz. przystępuje do realizacji swych celow, 
jakie sobie postawiło przy S\VYIU powstaniu. 
Na odbytym w dniu 21. III. b. r. nadzwy- 
czajnym walnym zebraniu uchwalono nowy 
statut Towarzystwa, który wprowadza zasa- 
dniczą zmianę organizacyjną, polegającą na 
tworzeniu oddziałów we wszystkich miastach 
po\viatowych na Pomorzu z centralnym za- 
rządem w Toruniu. 
Od tej chwili spodzie\vać się należy, że 
Pom. Tow. Muz. rozwinie jeszcze żywszą 
działalność i obejmie całe Pomorze w krze- 
wieniu kultury muzycznej. 


L. J. 


»TYDZIEŃ POMORZA« 


r 


VV dniach od 50 marca do 6 kwietnia 
b. r. obchodzono w całej Polsce »Tydzień 
Pomorza«, zorganizowany przez Polski Zwią- 
zek Zachodni. Celem jego było wzajemne 
zbliżenie Zienli Pomorskiej z resztą ziem 
polskich. N a pierw'szy plan wysunięto zaga- 
dnienie odpowiedniego zorganizowania tu- 
rystyki i zwrócono uwagę ogółu pol. na 
piękno i bogactwo krajobrazu pomorskiego. 
Drugim zadaniem »Tygodnia« było szerze- 
nie znajomości o folklorze, piśmiennictwie 
i wogole dorobku kulturalnym Pomorza. 
Wydano w tym celu w dużych nakładach: 
broszurę p. t. »Pomorze \v przeszłości i te- 
raźniejszości« (materiały dla prelegentów 
i organizujących akademie, odczyty, poga- 
danki i t. p.), biuletyn artykułowy dla pra- 
sy, plakaty i ulotki. Radio przyszło z po- 
mocą w postaci odczytó\V i pogadanek, wy- 
stępów chórowych oraz audycji wokalno- 
muzycznych, poświęconych Pomorzu. Na 
ogół cała akcja spotkała się z dużą życzli- 
wością, a niejednokrotnie nawet z entuzjaz- 
mem, zwłaszcza na Pomorzu samym. Były 
również objawy obojętności, sądzimy jednak.. 
że następny »Tydzień Pomorza« i te mury 
przebić zdoła. 


Pokłosie »Tygodnia Pomorza« należy o- 
cenić jako owocne, stanowiące nowy szcze- 
bel w spopularyzowaniu Pomorza i jego 
wartości kulturalnych. 


Z RUCHU fVYDAfVNlCZEGO: 


DR fVŁADYSŁAW PNIEWSKI: ANTONI 
ABRAHAM (1869 - 1925). 


Wielki patriota z ludu kaszubskiego. Warszawa 
1936. Nakł. Polski Związek Zachodni 80 s. 39. 
Czas jest, aby zabrano się nie tylko do 
gruntownego opracowywania monografii 
wielkich Pomorzall - co wymaga oczywi- 
ście dłuższego okresu pracy - ale i do 
systematycznego popularyzowania biografii 
i przystępnych krótszych mongrafii o nich. 
Ma to ogromne znaczenie społeczno-wycho- 
wawcze, gdy się ogół społeczeństwa dowie 
szczegółów o życie i działalności swych wiel- 
kich współrodaków i o ich losach pośmier- 
tnych. Dowiedzmy się wszyscy.. jakich sy- 
nów ziemia pomorska wydała! - Przede 
wszystkim wychowawczo oddziaływać to może 
na naszą młodzież szkolną. To też do każ- 
dej biblioteki szkolnej na Pomorzu zawę- 
drować winny takie wydawnictwa, których 
odpowiednim przykładem jest właśnie praca 
dr Pniewskiego, 
Broszurka o A. Abrahamie jest napisana 
przystępnie i zwięźle, a przy tym grunto- 
wnie., bo w oparciu o liczne drukowane 
i ustne źródła. Podany został życiorys wiel- 
kiego Pomorzanina z pod Mechowy nad- 
morskiej, jego niestrudzone boje o polskość 
Pomorza i triumf. Życiorys staje się tym 
szczegółowszy
 im bardziej zbliżamy się ku 
schyłkowi życia Abrahama. Jasna ta postać 
jednego z największych synów Pomorza, 
»Króla Kaszubów«, olbrzYlua nie tylko cia- 
łem ale i duchem.. winna być przykładem 
umiłowania ziemi pomorskiej. Mało ludzi 
wie, kogo kryj e skromny grób na cmenta- 
rzu oksywskim w Gdyni. Był to ten cichy 
a pracowity Kaszuba - patriota, którego 
uderzenie pięścią w stół w Paryżu wobec 
Wilsona i Lloyd George'a przyczyniło się 
znacznie do ostatecznego przyłączenia Po- 
morza do Polski. 


Leon Witkowski 


29
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_38.djvu

			JAN GRABOPVSKI: MAZOWSZE PRUSKIE. 


Warszawa 1935. Wyd. Polski Związek Zachodni 80 
s. 32. "Vydawnictw Opisowych t. 1. 
W pracy tej obok wywodów topo- i de- 
mograficznych znajdujemy ciekawe \vy\vody 
historyczne na temat przeszłości tej krainy. 
Całość robi \vrażenie dobrego reportażu 
z umiejętnie odbytej podróży po tej ziemi, 
przy czym autor oparł wywody o dość grun- 
towną znajomość dziejów Mazo\vsza pru- 
skiego od zarania naszej ery aż po czasy 
dzisiejsze, wykazując polskość tych zienI 
oraz ich tragiczne kolej e. Rzecz napisana 
jest z pewnym nastawieniem progandowYln 
i dużą przymieszką sentymentu, co jednak 
nie zmniej sza wartości tej publikacji, którą 
czyta się z wielkim zainterosowanie
n, tynI 
bardziej że wobec małej ilości wydawnictw 
z tego zakresu przeciętny czytelnik może 
znaleźć \v tej bruszurce niemało pożytecz- 
nych wiadomości. "'\tV drugiej części pracy 
znajdują się próbki mazurskiej poezji i prasy 
ludowej (szczególnie piękny jest wiersz: 
»Prośba do Boga o zacho\vanie mowy oj- 
czystej«), opisy obrzędów
 podania gwarą 
napisane, wzmianki o folklorze i t. d. Szkoda 
tylko, że nie ma konlentarzy bliższych, skąd, 
kiedy, wzgl. przez kogo i jakiuli drogan:i 
to zebrano. Najwięcej interesowały by nas 
może mazurskie pieśni ludowe w liczbie 7; 
wartość ich naukowa budzi jednak poważne 
zastrzeżenia nader prymytywnym uj ęciem 
graficznym. Jedna pieśń ma melodię nie- 
rozczłonkowaną na takty, a trzy pieśni są 
nawet podane w harmonizacji trzy - wzgl. 
czterogłosowej (dokonane może przez au.. 
tora broszurki ?). Brak tu w notacji zupeł- 
nie zaznaczenia właściwości dynamicznych 
i agogicznych oraz innych akcydensów i ma- 
nier wykonawczych tak charakterystycznych 
dla polskiej pieśni ludowej. To też wartość 
ich bezwzględna jest w takim opracowaniu 
problematyczna. Ponieważ jednak dotych- 
czas niedużo \viemy o muzycznym folklorze 
tych rejonów, mogą one stanowić warto- 
ściowy przyczynek do przyszłych badań. 
Praca ilustrowana jest dwudziestu i kil- 
koma udanymi zdjęciamI fotograficznymi 
z ziemi mazurskiej. Było by z korzyścią dla 
czytelnika, gdyby autor był załączył biblio.. 


30 


\ I 


grafię odnośnie do kwestii w broszurce po- 
ruszanych oraz podał źrodła, z których czer- 
pał. - Mimo pewnych braków wydawnictwo 
to zasługuj e w pełni na to, aby się znalazło 
- obok broszurki o A. Abrahamie - w rę- 
ku jak najliczniejszych czytelnikó\v, a przede 
wszystkim w szkołach. 


L. Fr. 


J. M. I'Vieczorek \vydał \v r. 1936 nakł. 
Kol. Przysp. '7Vojsk. Okręgu Pom. w Toru- 
niu kilka nowych kompozycyj.. opartych 
o ludową pieśń kaszubską. Są to: 3 pieśni 
kaszubskie na głos i fortepian 1) Tęskuiączka 
2) Jak to wszetko więdnieje 3) Płyną szepte. 
Poza tym \vydał nakł. \vłasnym Kołysankę Ka- 
szubską na skrzypce lub wiolonczelę z to\varzy- 
szeniem fortepianu. Kołysanka ta jest wdzię- 
cznym utworem, tematycznie opartYlll na 
motywie popularnej kołysanki, spotykanej 
na Kaszubach, z\vłaszcza w "'\tV dzydzach. 
Kompozycje te są dalszymi ogni\vami 
twórczości J. W. 'Vieczorka w zakresie mu- 
zyki pomorskiej. IU'lpuls do tej pracy dał 
autorowi głównie bogaty plon pieśniarski 
z wyprawy folklorystycznej, odbytej na Ka- 
szuby \v towarzystwie prof. Uniw. Pozn. 
Dr Ł. }{amieńskiego '\tv r. 1953. Znany nasz 
kompozytor już kilkakrotnie dał się poznać 
na tym polu i systematyczni e kontynuuje 
swą pracę w tej dziedzinie.. co z tynI wię- 
kszym uznaniem podkreślić należy, że ze- 
społy chóralne, szkoły i t. d. odczuwają 
brak tego rodzaju opracowail. Pole do pracy 
zatem jest wdzięczne. 


. 


Leon Witkowski 


LIEDTKE ANTONI KS. DR.: HISTORIA 
ZAKŁADU N. MARII PANNY ANIEL- 
SKIEJ W KOŚCIERZYNIE Z LAT 
1861-1936. 


Kościerzyna 1936. Nakł. Dyrekcja Zakładu, Dru- 
karnia Polska 8 str. 128. 
Autor., bibliotekarz Seminarium Duchow- 
nego i archiwista kapitulny w Pelplinie, ogło-'
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_39.djvu

			\ 
\. 


sił naJpIerw w Księdze pamiątkowej profe- 
sorów Seminarilun Duchownego w Pelplinie, 
wydanej ku uczczeniu dziesięciolecia biskup- 
stwa J. E. biskupa chełInińskiego St. W. 
Okonie\vskiego, źródłową rozpra\vkę: »Za- 
kład N. M. P. Anielskiej w Kościerzynie 
wobec ustawy o klasztorach z r. 1875«. Jest 
to przyczynek do dziejów kulturkampfu na 
Pomorzu, oświetlający \valkę za czasó\v bi- 
skupa Marwicza o utrzymanie zakładu. Radca 
regencji Puttkamer wydał o tym zakładzie 
opinię, że trudno znaleść inny ins tytut na 
obszarze ó\vczesnych Prus Zach., w którym 
by kształcono młodzież żel1ską w tak specy- 
ficznie polsko-narodowy}n, antypruskim i an- 
tynieIuieckim duchu. Obecnie mamy przed 
sobą \vydaną całość dziejó\v tej uczelni. Autor 
omawia założenie przed 75 laty zakładu, bę- 
dącego początko\vo pod kierownict\vem Ur- 
szulanek, późni ej zaś Sióstr Miłosiprdzia. 
Miał on statut o pełnych prawach korpora- 
cyjnych instytucji kościelnej. Istniały w nim 
trzy rodzaje szkól: elementarna, wyższa t. 
zw. pensja i seminarium dla nauczycielek 
- selekta. VV r. 1874 regencja odebrała 
zakładowi prawo publicznego nauczanIa. 
Placówkę zamieniono wtedy na wyższą ka- 
tolicką pry\vatną szkołę żeńską świecką. 
Autor kreśli charakterystykę działalności 
szkoły, omawia dalsze jej dzieje za czasów 
przełożonej Klementyny Łaszewskiej i dy- 
rektorki Kazimiery Żyndy, stosunki z wła- 
dzami pruskimi często i nagle rewidującymi 
szkołę, nagły w r. 1907 pożar gmachu i szybką 
odbudowę. Opisuje niedav
ne czasy poprze- 
dzające wojnę światową, pełne trudności 
w podtrzyn}ywaniu polskiego charakteru 
szkoły i okres wojenny. Szczegółowo ks. 
Liedtke analizuje w osobnym rozdziale »wal- 
kę o polskość« zakładu
 w którym w naj- 
gorszych czasach prześladowania narodo- 
wego stosowano tajne nauczanie języka i li- 
teratury polskiej. Cenną i fachowo napisaną 
pracę kończy autor okresem wspołczesnym, 
znowu pod rządami Sióstr Urszulanek, oraz 
zestawieniami statystycznymi. 


, 


.... 
t 


l 


z. lVlocarski 


BERNARD SYCHTA: SPIĄCE UEJSK.UE. 
DRAIVIAT KASZUBSKI ,W CZTERECH 
ODSŁONACH. 


VVejherowo 1937, 80 s. 81. Skład główny: DOłU 
Książki Polskiej w \lVarszawie. 
Rzecz dzieje się we wsi kaszubskiej w 
r. 1914 - tuż przed wybuchem wojny świa- 
towej. Jakiś smętny nastrój przenika lu- 
dność, a ró\vnocześnie coraz silniej tli w niej 
nadzieja, że stanie się w świecie coś, co 
Polsce da wolność, z nią zaś przyjdzie wy- 
zwolenie dla Kaszub. Autor wprowadza nas 
do checzy gbura (gospodarza) Miotka, wy- 
raziciela tych nadziei. Córeczka jego, Licja, 
przy pomocy matki (Miotczyny) uczy się 
na elenlentarzu, by, »skoro Polska powsta- 
nie, umiała już po polsku czytać i pisać«. 
Miotk wraca z 11liasta, z jarnlarku. Roz- 
mowa z pewnym starym Niemcern, który, 
opierając się na proroctwach Sybilli, prze- 
powiadał wielkie zdarzenia w bliskiej przy- 
szłości; płacz dziecka, Alicji, pokazującej mu 
świeże blizny na ciele, otrzymane od nau- 
czyciela, NiellIca, za to, że rozmawiała \v 
szkole w jęz.ojczystynl, wreszcie dziwny 
sen, teraz w nowej treści mu się ukazujący, 
wprowadzaj ą go w głęboką zadulllę, z któ- 
rej przebłyskiwać zaczyna nadzieja, że Bóg 
wreszcie ulituje się nad niedolą. że zbliża 
się jej kres. »Bueie, U ejcze, Twoje tlzecy, 
płacząc żebrzem lepszej doli«... tak się 
modli z swą rodziną. - Rozgrywa się w 
checzy Miotka także drugi dramat. dralnat 
dwojga rnłodych serc. Starsza córka, Roza, 
i sąsiad Kowaloddawna się kochają, lecz 
Miotk nie chce pozwolić na ich małżeilstwo, 
gdyż - według stanowych przesądów ka- 
szubskich - kowal niegodny jest córki 
gburskiej. 
W odsłonie drugiej, podczas rozmowy 
sąsiadów przed chatą, zj awia się Rycerz 
Nieznany, poszukujący kowala, co by mu 
konie przekuł. Kowal ofiaruje się to uczy- 
nić. Rycerz Nieznany, zakuty w zbroję, 
po
ostawia na zebranych dziwne wrażenie. 
Przeczucie wojny się wzmaga. Miotk wró- 
ży w związku z tym bliską wolność Polski 
i Kaszub. Sąsiedzi nie bardzo mu wierzą, 
jednak pod wpływem jego mowy ogarnia 
ich wreszcie zapał i zaczynają śpiewać »Je- 


31
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_40.djvu

			-...
.., :

 -- -
 
.:
==.;_ x 


szcze Polska nie zginęła«. lJV tym momen- 
cie zj awia się pruski żandarm. 
Następuje symboliczna scena, ubrana 
w szaty rzeczywistości. Rycerz Nieznany 
wprowadza Kowala do wnętrza góry »Ga- 
recznicy«, gdzie pod opieką W odza śpią 
Rycerze, zakuci w zbroje, Odbywa się na- 
strojowe kucie koni (za sceną). lJV pewnym 
momencie Śpiący Rycerze się budzą i roz- 
lega się róg lJV odza. Św. Barbara ich uspo- 
kaj a: że j eszcza nie czas, lecz że chwila już 
bliska. .. O tej zbliżaj ącej się chwili, w któ- 
rej powstaną od sześciuset lat śpiący Ry- 
cerze Mestwinowi i pomogą wywalczyć wol- 
ność, lJV ódz oznajmia Ko\valowi. Zbudził 
się teraz w Ko\valu duch rycerski. Wraca (od- 
słona czwarta) do swojej wsi, opowiada, co 
widział i słyszał. VV szystkich ogarnia unie- 
sienie. Miotk pozbywa się dawnej niechęci 
do Kowala, który śpiące woj sko na własne 
oczy widział. Godzi się na jego małżeństwo 
z Rozą i błogosławi młodym. lJV tej chwili 
dochodzi wiadomość o wybuchu wojny. 
Mężczyźni z okrzykiem »Za Puelskę me sę 
jidzenl.e bjic!« - wybiegają. Obudziło się 
w nich śpiące wojsko. Miotkowi - w sen- 
nym uniesieniu - ukazuje się Polska w kró- 
lewskim stroju i w otoczeniu Śpiących Ry- 
cerzy. Po ich odejściu Miotk, domownicy 
i sąsiedzi, jak zaklęci, wsłuchują się w ich 
rytmiczne kroki, w odgłos rogu, w tętent 
koni. . . 


Ta końcowa scena żywo przypomina 
zakończenie »Wesela« lJVyspiańskiego. Po- 
równanie zaszczytne dla młodego autora. 
Świadczy, na jak wysoki ton nastrojił swój 
dramat. lJVybór tak ważnej chwili dziejowej 
i odmalowanie w niej z ogromnym reali- 
zmem najistotniejszej treści ducha kaszub- 
skiego nadaje utworowi charakter cennego 
dokumentu historycznego. Pomysł przepro- 
wadzony szczęśliwie. Uwaga czytelnika (za- 
pewne tym więcej widza) utrzymana w na- 
pięciu. Są urozmaicenia, nie brak momentów 
humorystycznych. Niektóre obrazy mają duże 
walory sceniczne. Można by chyba ten zarzut 
uczynić, że ks. Sychta, rozmiłowany w folklo- 
rze, zanadto miejscami podmalowuje tło (pod 


wzgędem nie - dramatycznym ma to osobną 
wartość), wpada w epickość (nasuwa się tu 
refleksja, że mógł by napisać dobrą powieść 
obyczajową). Nie uwłacza to jednak istotnej 
wartości utworu, który stanowi nową, waż- 
ną i cenną pozycję w literaturze kaszub- 
skiej. 


Andrzej Bukowski 


PRZEGLĄD CZASOPISM 


»K a s z u b y«, dodatek regionalny »Ga- 
zet y Kartuskiej« (Kartuzy), przynoszą za 
I kwartał 1937 r. (nr. 1-3) następujące ar- 
tykuły: dr T. Dubiecki »Kaszubi w pow- 
staniu styczniowym w 1863/64 roku«; Alfred 
Świerkosz »Brzegiem Międzymorza« (c. d.); 
St. Wall »Ozdoby szczytowe chat kaszub- 
skich«; ks. Podlaszewski »Zarys historii pa- 
rafii wysjńskiej« (c. d.); Kaz. Dąbrowski 
»Monografia Chmielna« (c. d.); B. Chrza- 
nowski »Kamienny topór z pod wzgórz 
Radłowa«; St. T. Kaczmarek »Kult św. 
Trójcy na Kaszubach w dawnych wiekach«; 
J. Redlecki» Kaszubski szelhiąg«; St. Kostka 
»() Stolymce wjezorze garczyńscim« (w 
gwarze). Poza tym - »Przegląd wyda\v- 
nictw« i »Życie kulturalne Kaszub«. 


»J an t ar«, Organ Instytutu Bałtyckiego. 
Przegląd kwartalny zagadnień naukowych 
pomorskich i bałtyckich ze szczególnym u- 
względnieniem historii, geografii i ekono- 
mii regionu bałtyckiego, R. I, zesz. 1, Gdynia, 
marzec 1957. - Z tego nowego pisma no- 
tujemy prace, związane z naszym regionem: 
lJVilliam J. Rose »Rola \Visły w polskiej 
kulturze«, Janina Krajewska »Notatki etno... 
logiczne« (Dmuchacz
 Pobrząkacz - z ilu- 
stracjami), Stanisław Kozierowski »Atlas 
nazw geograficznych Słowiaiiszczyzny Za- 
chodniej, Poznań 1934-1935 (recenzja A. 
Briicknera), Morrow Jan F. D. »The Peace 
Settlement in the German - Polish Border- 
lands. A Study of Conditions To - day in 
the pre - War Prussian Provinces of East 
and West Prussia«, Oxford 1930 \rec. J. Ma- 
kowskiego i R. Bierzanka). 


32
		

/TN_0716_1936-1937_1937_2_1_41.djvu

			I 
" 


ODDZIAŁY: 


, 
FABRYKA GRZEJNIKOW ELEKTRYCZNYCH 


, 
.
) iiiiii IIIIIIRV IIIIIID IlliilE IIIIII
 ({
 



 


 1111 


4.01 


TORUŃ - Fosa Staromiejska 1 - Tel. 23-11 


\Varszawa - ul. Marszałkowska 150 - Telefon 30668 
Gdynia - Droga Okrężna 58 ,,1221 
Grudziądz - ul. Ks. Budkiewicza 8 " 1109 
Puck - Rynek 25 ,,99 
Wyrabia - znane Vł całej Polsce: 


E 
L 
E 
K 
T 
R 
V 
C 
Z 
N 
E 


kuchenki, 
kuchnie kompletne, 
piekarniki, 
warniki od 5 do 600 litrów, 
kotły do gotowania zup i kartofli, 
piecyki odbłyskowe, konwekcyjne, wentylat., 
piecyki hermetyczne do ogrzewania garażów, 
piecyki do tramwajów i wagonów kolejowych, 
suszarki elektryczne, 
żelazka do prasowania, 
grzałki nurko\ve, 
grzejniki do specjalnych celów, 
całe instalacje grzejne, 


wykonuje według projektu inż. A. HOFFMANNA 
artystyczne oświetlenie koś c i o łów 
i ogrzewanie elektryczne koś c i o łów 


Szczegółowe informacje, 
c e n n i k i, kał a log i 
na życzenie bezpłatnie 


1II111!lllllllliill!:lllllilllllilllllllllll:IIIIIIIHlIIIIIIII!11!llllllllIIllllillllllillilllllllllllllllllllllllllllllllllll1llllllllJillllllllll!lllllllllllllllIlllllllllllll!illlllI!IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII 


Firma "G - R - Ó - D - E - Kil jest stałym dostawcą: 
Ministerstwa Spraw Wojskowych - Ministerstwa 
Komunikacji - Elektrowni w całej P O L S C E. 


I