/Archiwum_002_07_213_0001.djvu

			..' 
"J 


London, 15th August 1965 
Reg1stered at the G. P. O. as a newapaper 


Dziś 6 stron \ 


Rok XX nr 
LONDYN 


T Y G O D N I Et 



 I ...........ł...tIk
 : 87 Ore&t RA-..I1 
8b'eI!I;, , 
 IW.c.a, tS. CHA. 86K - Pre- 
lIUII»I!I'eta k¥nIIrItII&DB. SOL. w Bt8Inacb 
 

 . IK
 $4J5O. w Bełgilt 220 tr. 
'belg.. we FnIDcjł 20 tir.. 'W Ni
 18 DM.. 
w SrJwa
 
 tr. &zw.. we WloIrl.ech 2MO 
lirów, w 1ImyIch krajach równowar1:ość $4.60. 
lmnIana. adresu la 07Jek1 D8I1.eży wyatB.W'18.Ć 
na ,.W1a.doIrnoAc£". O
: e..dm1n1stra.cj 
..Wladomo6c1.'. CeDa za 1 C8Il X 1 II'./'Jpalta 3011. 


TADEUSZ DĘ:BSKI 


\ Cena 3s. 3d./ 
33 (1011) 
15 sierpnia 1965 


SAFARI 


.. 


J U.2 UCLEKASe;, Tad
u?? - 
- zdziwił !Się mój prTZyjaciel. 
Mścimaw GrZJTLOt-f'ękalskL. - Zostań 
jeswz.e trochę. Tak 'Przyj,eronie IDę 
gada. . 
- Nie mogę. M8Jffi IP'lany na ]\lIt- 
m. - odparŁam. 
- Plany? 
akJi,e IZDOWU plany? 
- Ohcę zrobić sobie iBpacerek przez 
Chi.cago. 
- P,rzez całe ChiLcago? 
- ".l1aIk. 
- P:1echotą? 
-Tak. 
Gl"2JJIlOt-Pękalski otworzył szeroko 
oczy d potrząsnął O7lUIpl"y'Ilą gęstą, jak 
wojBkowa groohÓWka, i czarną, ja.k 
BUmł€Jl1e gangstera. Potem, ja.k w 
ka:żxlej trudniejszej sytuacji, IZWI"Ócił 
się do żony: 
- Anka, !Słyszałaś? Tadzio chce 
poma.l!zerować przez Ohi.C8Jgo. Pieszo! 
Pani Anna, j,edna, :z nieliozn
h o- 
sób, iktórym udia.bo się przebyć l8Jta 
amerykańskiego dobrobytu bez ut
- 
ty smukJlośai, tZ8faJ.OWała. ,ze I2JdUmJle- 
niem ikiibioią. i odbiła pytanie watro- 
nę na;jblliJszego gościa: 
- Sły8ZySZ Niusiu? Pan Tadzio 

omniał że ży.Jemy w Amery,ce, w 
XX w., i planuje .spacer przez Ohi- 
cago... Ależ Ito lIlie spacer., to pr8JW- 
dziJWe eafa.rd. 
Pani NiU8ia, rto I\:aka mysia blondy- 
neczka, raczej ni.epozoma, ale powie- 
m ma nadzwyczajne, IOgromn
 kolo- 
ru różowo-liJl1owego, spotykanego j,e- 
dynie na płatkach storczyków oraz 
na przemrożonej szynoe. Podniosła je 
zwo1na (zUlpełn1e jakby ufarbowany 
aJ;baJtJr.os pol'lUlSZył .skTzydłarnJi) i !PO- 
wiedziała: 
- Przecież paJIl ma S8Imoethód! 
- To pr8JWda, a;le mam i nogi. 
Grzmot-PękalSki skrzywił l8ię d 
- 
atakował : 
- [R()7jum też powinieneś mieć! 
Gdzie to w ttwoLrn wieku włóczyć się 
lIla takli Ujpał? S
lag cię trafi, .i bę- 
dziemy mieli tylko Jdopot IZ !poga-ze- 
.bem. Lepiej przyjdź do n81S na her- 
batkę. 
- Nie .mIOgę. 
Pani .Am1a perswadowała z kobiecą. 
słody.czą.: 
- Panie Tadz1'll! Kto d2Jiś ethodzi 
na piechotę? 
a, Jci,edy w)'lbieram .się 
do skłepu o dwa blokli., to I\;eż biorę 
wóz. Czen1U się pan nl.e chce przy- 
etosować do miejscowY'eth wartmIków? 
ZnaijlOmi pomyślą, .7Je siU się pan na 
oryginalność, prawda SłaViOCu? 
Mścisław huknął głosem, .który nie- 
gdyś Tozbrzm.i.ewał donośnie na po- 
lach Włoch: 
- Oryginalność? Powiedzą. że wa- 
dat! I ja !powiem tak samo. Ta: 
dziuchna. .słodkli, - (MiŚCLSław potrafI 
po Jtilku !kieliszkach ikioniaku przem
- 
wJa,ć n.a.dizwyoz.a:j de1i:katnLe), - me 
rób tego, me narażaj nrus, twoich 
pmyjaciół, na wstyd! 
Pani NiiU8ia n
c niepowiedzJiała, tył- 
ko spuściła złowli:eS2JCZO powjJek.i (jak 
skrzy&iska ikondora oradają:oogo lIla 
łup) i wzruszyła 
aLIl1Ilonaml. 
pożegnałem ,się i 
sze
em. p;rzez 
otwaorte IOknO doleclał mme boJowy 
baryton MŚ&- 
ranią. pok'Orą. ręce do góry: Każdy 
myśli: "Czemu ja mam nar
ć swo- 
je cenne żyJCie? D],a 3rogo? NIech ira- 
bują.!"... 
Mn:!ejsza o to. Obróciłem się ?le- 
cam1 do cy.cerońsloo-gangstersk.lego 
oSJ.edla i pomaszerowałem na wschód. 


Szedłem szeroką., cichą o poralI1ku 
u1:Lcą, jpIOd wysokiirn SkJepieniem sta- 
ry-ch wią;z6w. Domy - a raczej ;re- 
zydencje - '2Jbudowane w naj,ro:mna- 
itszyoh stylach, roz.s!adły się w 00- 
żych ogrodaieth albo wśród trBM'llllików. 
Nie łatwo w UIpalnym klimacie Eli- 
nois wyhodować porządną., gęstą. .mu- 
rawę. Trzeba polewać i polewać i po- 
lewać. Woda. leje się z kranów dnia- 
mi t lIlocrumL W POWl>etrzu tańczą 
drobne kropelki wody. P1'IZyjemnlie... 
Nagle wiązy się .kończą, wychodzę 
!Z cienia. na palące, choć ;r8J1llle 
- 
ce, z XIX w. - w jaskrawą nowo- 
czesność. Kiedyś bogacze zosta.wili 
między miastem a iSWoimi wi1la.mi .ot- 
wartą pmestrzeń. DZJiś, w e{POCe ma- 
sowej emigracj.i z miast, pomysłowi 
przedsiębiorcy za,pełniH ją. gęstymi 
rzędami tandel\:nyc:h, a:le przyjemnie 
wyg.lądają.cych domków. l.CIh miesz- 
ikańcy ,zatęsknLli do wal; teraz .mają. 
jej naśladownictwo: trochę ,zielonej 
trawy i odrobinę wolnej przestrzeni. 
N.o i szeroki ,wk!II1okrą.g, bo wszystko 
tu partterowe. Arch
tekoi postarali się 
o i11dywli.dll3Jliza.cję. e; jednego domku 
zwisa - nie wiadomo !pO co - kaswał 
ciemIIlego drzewa, przed n&JtęlPnyun 
świecL w dzień li w nocy latarenka 
gazowa, a dailej sethody kręcą. się jalk 
pijane. To bardzo wyg10dne znaki iI"OZ- 
poznawcze; 'Przypuśćmy. że jalldś je- 
gomość wraca. do siebie pod gazem 
- jakże by bez 'lJJich trafił do wła- 
snego 00mt1. Z wszystkJich niemal 
okien dolatuje płacz budzą.cyc:h lSię 
dzieci ('w takich dzielnicach przyrost 
naturalny 'Przybi
a niemal nadnatu- 
r8ilne r
a.ry - Indie to muoha w 
porównaniu z lIlimi) i !Z3\Pacih smażo- 
nego baconu. Mijam ostatni !rZlłd 
dOIIJJków i skręcam na północ, bo dro- 
gę mi zamyka tor kolejowy. 
Pewien architekt drogowy powIie- 
dzUłł kiedyś, ikiwając głową.: "Gdyby 
ktoś ethciał na lZłiOOć zdusić rudh dro- 
gowy w Chicago, nie III1Ógłby sk.u- 
tOOzmJiej przeprowadzić mU kolejo- 
wych". St8JWiało te I\:ory siedem czy 
OSlem przedsiębiorsbw kolejowych, 
ka.Me na własne ikółko, :1 go budynku bucha 
gorąco. Wnętrze wyglą.da, jak piekło 
dla gadułów. Setiki, a może i ty.sią.ce 
dr.obnYoOh, Żółtych płomyoz.ków lekko 
syczącY'ch wśród czarnej, pustej ci- 
szy. Wokół nich krzątają. się milczą.oe 
postacie - też czarne. To wyrób sa- 
dzy. D2Jiozami z kawałka 
stali na zegarek i !Z powrotem. Wy- 
liczył, zapisał. Zetnie czas. DZIiś ob- 
rabia się kawał żelaza IPrzez 13,6 mi- 
nut, jul\;ro tę S8Imą pr8icę wykona się 
w 12,8 minut. Postęp... Biegły od 
wydajności idzie dalej. Patrzy: jalldś 
grubas w brudnym kombinezonie 
człapie do aUJtomatu oZ lodowatą. rwo- 
dą.. Liczy' minuta czasu 'Od tokarki 
de .kurka z wodą.. 
utro wystąpi z 
wni'Oskiem: ust8iWić drugi automat 
przy tokarkach. OszczędU się w cią- 
gu roku l robotn:ikominutę X 12 (ro- 
botników przy tokarkach) X 240 (dni 
pracy w r'Oku. Dziców 
WirginJii o litość... 
Idąc 'Przyg'ląidam !Się przechOOniI.orn. 
NiezmieIlIla irOZIT1aiJ1:.oś kształtów. ry- 
sów ttwarzy, odcieni .skóry. bogactwo 
ruchów, gesl\:ów, mln. Clemlla .skóra" 
łabwo m8irszczą,oa. się, delikatniejlsza 
'Od białej, beZlwłosa.. ,SZerOkJie - od 
ucha do ucha - uśm:ioohy, spłaIzone 
spojreenia, rwyzywają.ce gesty - 
wszystJro to wita obcego 'Przybysza, 
który wgramolił się tu diabli wU.edrzą. 
po co. Pó2mIDej" gdy Wł"Óci się między 
białych, wyglą.d ich będzie raził.. Bla- 
da, niezdirowa cera; ostry., kłujący 

k; wąskie, złośLirwe usta; skóra 
gęsto owłosiona - wupełn:1e jakby lSI.ę 
weszło ll'I1iędzy stadQ !Zdegenerowa- 
nych małp-alJbiIll:osów. 
OczYJWi.ści
, ttak1.eth rwr3Żeil ilep1ej 
nie qpoowiadać. 
uż drobna wunianJka 
na temat czlowieozeńetwa MurzynÓW' 
może budzić llIi.epokój. Rozmawiarem 
często na. ten temaJt. R()7jmowy wy- 
glą.da.ją. tak. 
e; robotJn'iikLem: 
Ja: - Dlruozego Murzynom w Ala- 
'barnie nie ipIO!'ZJWolą głosować? 
On: - Aha, to ty )eSteś komuni- 
sta! 
Z U!ffilaI1kowanym zwolennikiem po- 
stępu: 

a: - Przecież wsp6ł7;ycle wszyst- 
k,ich gTUp łudności jest tu koruooz- 
nośoią.. 
On: - 
a.sne! Mają. iI'6wnoupraw- 
nienie. A rżycie 'towarzY'skie? N:ieoh 
czarnuchy !Z1Iezą z drzew, !Zaooną. za- 
ohowywać się lpO łudzku., a za jaJdeś 
pięćset aaJt... 
Od trzystu lat pI'lZywozilli IZ Afryki 
czarny I\;owar. Otwierali iMurzynom 
usta BpOOjalnym przYl'lZądem, żeby 
nie zagłodzili się na śmierć. Zamy- 
kaH lich pod 'Pokładem, rżeby niLe iSko- 
czyli do morza z tęsknoty za. rwolno- 
ścią.. Ro2JpraszaJi po 'Całym kraju 
u- 
dzi jednego szczepu w obaswie 'Przed 
buntem. Zabrand8il1 nauki pisama i 
czytania, zwbraniali nauk.i religii. A 
potem oza obrębem plantacjJ bez pi- 
semnego poZIwolania właśoiciela. U- 
doskonalorro metody bicia, metody 
torl\:UII'. Wprowad:zonotreeurę psów, 
kJt6re miały śledzić i zagryzać ludzi. 
Powstało lIla Południu imperium nde- 
wolnicze, lWY'Prz.e,OO.ają.c.e o pI'lZesZło 
pół wieku now.oczesne metody total- 
ne. Szczęściem wysiłki najlepszych 
synów Amery1k.i, nle mogących :znieść 
tej hańby, nie poszły .na marne. Gdy- 
by nie oni, g'dyiby me Lincoln, strach 
pomyśleć co by się stało. 
Dziś biaLi r8lSiści rwskazują na d1J:ie!l- 
nLce lITl1ll'zyńSlcie: nieopisanie brume, 
przeżarte IZJbrodnią., śm!ierdzące, 
- 
trult..e n
otyJ{lami d zarażone 'sy.fi- 
Jdsem. Nie wJdzą z jakim wysiłkiem 
podn osi aię w górę ta rasa, tak po- 
raniona wiekami pr
ladlOwań, że 
nawet dłoń przyjaoiela bUJdzi w niej 
lliM1fność. Mówią o ni,eth: "The f. . . . . 
niggers", ta!kim S8JIIlY'ID tonem jalkim 
musiał kiedyś przemt8JWiać niejeden 
polski sz1achci.c, wskazu6ąc .na brud- 
ne chłopSkie chałupy: "Co, chamom 
wollllość?! 'ŚWlat !Się ,lrończy!". Ale 
świat lSię nie ikoilozy, ty1k.o się zmie- 
nia. Toż dzisiejsi dystyngowani!. An- 
glosasi mieli przodków, o kitórych pi- 
sał Cycero, odradzając Attilusowd 
kupna niewolników z Brytanii: za 
głupI 1 do niczego się nie nadają. 
Przyje2JOOając do Ameryilci spodzie- 
wałem się, że 'WŚród polonii 'zastanę 
żywe zainteresowanie kwestią mu- 
rzyńską. Bo to i KoBoius2'Jko, l "Za 
wolność naszą i W8lSzą" i przebyte 
,prześladowania. .. Ale nie. Ani {dadu. 
Polonia dba o "zachowanie polonij- 
nego stanu po::riadania". Czarne di1ab- 
ły? Niech wracają do Afryki! 


Idę wolniej, bo 8łof1ce PrM:Y po af- 
rykańsku a okollC8. wygląda bezna- 
dziejnie. UJlica za. 'l1licą, mila za milą.. 
WISCh6d i p6ł:noc, ipÓłIloc I WlSethM. 
Zwolna domy 'stają .się czystsze, uli- 
ce =ej 7JB.Śm:I.ecx>ne, lWIi.dzI. się białe 
bwame. rli j
 Skilepu dolaituje 
gwałtowny rytm jazzu. Potem melo- 
dia rmeksykańska. Potem słychać gło- 
sy :z ,wyraźnynn bostońskim akcentem. 
Aha, to ta słyxma pły.ta: Vaughan 
MeadOWlS naśLaduje głos Kennedy'ego. 
Ja.c.k rozdziela zabawki: .,To dla 
oh- 
na., ta dla Karoliny, a ta - dla Dmie". 
Patem Bobby, brat 'Prezydenta, mini- 
ster .sprawiOOliJWoścl, kłóo!. iSlę na. pły- 
Cle z jego córeczką... Ameryikanom 
nJiJe brak poczucia h'l1iITlOl"lU, to.IJJiJe ule- 
ga wątpl:iJWości. 
 ffili zaczną żartować 
z jaJmegoś ipol.itylka., rtJo dobry z.na!k; 
lubją. go. śmdeją 18Ię "bez krępa.cjt" 
z lIlajgrnb6Zych rY'b. O burmistrzu iRi- 
chwrdzie Daley IZ OhiJca.go, 
y:m 
:ze sprytnych Ika.mpandj. IW)"borczyc:h, 
opowiada się taJd. żart. 
W łiodzL na ,pełnym morzu znaj- 
dUJje się Kennedy. 'RiuISk i Daley. .2yw- 
nośo!. wystarczy tylko na jednego. 
Nie ;ma rady, dwóoh 1IIlIU& Skoczyć do 
wody_ 
- 
a nie a1roczę - tpOWIiada. Ken- 
nedy. - 'Stany me obejdą się beze 
rn.n.ie. 
- 
a też (JeIrtem niezastąpiony - 
mówi RuISk. 
Na to Daley: 
- Postąpmy demokratycmde - 
głosujmy. 
Zgadzają się, głosują.. Daveywygry- 
wa ośmiol113i głosami przeciw dwóm. 
Ohociaż Amerykanie dworują. sobie 
z Daleya, ohooiaż lllI!JŚII1dewają się !Z 
bostońskiej wymowy Kennedy'ego, IZ 
jego ",AfI1iik.er" .1 "OUJber". 2Jd.aIwaH so- 
bie bardzo dobI1Ze .!Ip1"8IWę z 1WIielk1c:h 
zalet tych 
udzL d głosowali na Ioich. 
Mają poczucie hu:nwru. 
U 'llaS il1i8Jozej, inaczej. 
Pł"zypu.śćmy, że Qp1sałJbY'm lIla we- 
soło mowę pewneg'O zna.korn!Jteg:o pre- 
zesa., !Ictóry z emfau.ą. podcią.ga 5pod
 
nie na oka.załytm brzUS7Jku ,i co drugie 
zdan
e '2J8OZyna. g8irdłOW'ylITlJ "Aaa" . 
Mbo, że !DWieI1Z
bym a:ię czy.telnlJro- 
W1i, ze swych w,ra.2Jeń na balu, mniej- 
sza o to jakJim. WWzi.ałem taan pewną. 
prezeskę, zresztą. bardzo poczcilWą 
babinę. Wydeko1tOW3ła oBObie plecy 
tak że w=ystikde piegi, plaan'Y wąJtro- 
bia.ne .1 naloty bordo wyszły na j8JW 
i szła dunmie środlkiem fiali w iko- 
stiumie przypom1n.ająJcym do złudze- 
nia zwiędły Liść bobkowy. Zastała wy- 
brana kró1;ową balu. Wiadomo, 
- 
służona lIla polu społ1oozny:m... A gdy- 
bym tak opisał uroczystość puszcza- 
nia ,wianków (.zajęła iSię tY'm jedna 
z 'llajofia=iejszyc:h organizacji polo- 
nijnych)..., Stałem nad rowem, w kt6- 
;rym ipłynęł1a mętna, rzJbełtana woda. 
Ozekałem lIla W1i.a.nki. Płynie n8ljpieI"W 
.. .dzirurawy łapeć, potem trochę sia- 
na, !pOtem !Zdechły 
r, potem wia- 
nek w starej opoIl'ie 'samochodowej. 
Czy mógłbY'm Ito w8Zystlm qpiISać? 
Ni€I, bo !POW'i
ano by, że .ośmie- 
.szam ofiarność, że podIkopuję pol- 
skość, no d że w ogóle jestem podej- 
rzany tytp. A po ci'Ohu sZJeptao.o by, 
że mam podejrzaną. przeszJość, 7Je 
byłem esmanem, że jestem agentem 
Gomułki i sp6łkt, IŻe woziłem gnój 
wołami do Warszawy i t.d. Przesa- 
da? Ależ n
e. Wśród sporej ł1czby !po- 
loniuszy !panuje 'przekonanie, że wOl- 
.no się śmiać Ity'lk,o oZ wroga. Dostało- 
'by mi się goozej lIliż autorce arty'kułu 
..Chic8lgo Revisited". Zarrrlast wzru- 
szyć ramionamd !pO przeczytaniu jego 
treści, cała eHta polonijna oburzyła 
się d. wy.roszyła w pole "W1ith gtIIIIIS 
and drurns and guns, hurra! hurra!", 
mówlą.c .słow8lmi ballady. A cóż do- 
piero sub-el1Jta.! 
. Znowu tlI!'medłem kilka mil. Z8ICZyna 
się dzielnica polSka. Niedaileko stąd 
z.na;ld1l(}e się ISalka, w .k.tórej przysłu- 
chJiIWałem się ,rozmowom. P;rzy pierw- 
szym stoliiku wjechała na talerzu m- 
oZem z deserem pani Antosia z Plac- 
kich DrapiJ'iJska pnmo voto KurJru- 
dowska - jaiko temat do 
OZImowy. 
- Wddział8lm ją w zeszłym tygod- 
niu. Zaiwsze łaJdna, zaJWBze UJtjm!l.eoh- 
nięta. 
- Talk. 
ej mUl3. IZJdradza .zadowo- 
lenie, ona mę:2Ja. a córka - podobne 
skłonności. 
- Czy to ta, CIO rwtedy... z Cym- 
bałem? 
- On się w tym cza.sl.e już nazy- 
wał KimbalI. 
- Więc z Kimlballem? 
- Tak. W hotelu. I mąż 10h zła- 
pał. 
- Co parne mmwą.? Nie 1ITlIłŻ, I\;yl- 
ko Zocha, CymJbała żona. 
- K1mballa. 
- Tak, KiJIJ1Iballa.. Ale mdędzy na- 
mi mówiąc, to 6. ona !Z 
 do :rą.- 
czek... 
- Lubi gwiazdki dziewozyna, lu/bJ.. 
Na koni
u i na raaJ1Jona.ch. 
- Pani myśli, że ona z majorem? 
Ee, to dawno temu i niepr8JWda. Zre- 


sztą. major -był wtedy mocno rm,jęty Druhna tylko przełiknęła śldnę. Sbo- Brzdą.czkd.ewk:z którego wspaniały 
Gugą. wo .się rzekło. pałac iPrezentów l.eźy w samym ser- 
- O, to taki und.wersalny człowdek! Oglądając kolonIę ,tI1Zy.małem jęz
 ClI PiolonLi") znajdU(je się przy skrzy- 
Szkoda, że go lilie znaIITl tak bldsko, na wodzy. Na odjez<1nem nie mogłem żowaniu przelotowych WlC Ml1wau- 
jak pani! 
a też spotykam go tylko już wY'trzymać. roo.ga.dałem jedną. z kee, iD1VIsion (7IWaJlej polISkim Broad- 
od czasu do czasu. Wczoraj wUdzia- Z8iStępowyeth: wayem) :I, Ashland. Rolę żołądka po- 
łam, 
 na IPlaży 
eżał z Irą.. - Druhno, źycl.e na JroloWd wyglą.- [on.lii spełlI1!ia .kiJka restaurłWji, roz- 
- On nie ty'lko na. plaży... da bardzo JntB(!"esująco. Warto by je rzuconych nadkoło eerca. Mózg... na 
Przy drug.1m stoliku: iQ})isać w pamdętniku. Tylko tl"iZeba ten I\;ernat 7Jda:n.i.a są podZIielone. Płu- 
- Panie, ten .26łtobrzejJek to kom.- koniecznie znaleźć efektowny tytllł, ca" to n1ed.a.loe!k;i park Humboldta. 
pletny cMopek :z Psiej Wólld. Zaoho- a :na opewno wydn1!kują.. Sprawę ikoII1ipLiikuje .IIst.n:1enie drugiej 
wać się n.le UIII1!ie. - Na przykład jaikl? - dała 81ę dzie1nLcy !poloniJnej, leżącej daleko, 
- Chłopek, 8ile sprytny_ DaJej jest nabrać dziewczyna. daleko na południe. Lepiej nie pro- 
prezesem ilDlie pozwolił .się wymanew- - Na przylkład "Sześć tygod:n:i bu}lJ1y określIć jej anatomicznego po- 
rować. Zr€filZtą, ohłop6k, czy n1e" nmd.e :między Białymi Majtkami", a1bo ,,.Talk. łożenLa. Idę dalej. prażony słońcem, 
to nie I['obi r6żnky. buc:miłam po1Bkość w Biało-C7.eI"Wo- mi:jam osierdzie poloniII, .kieruję się 
- Mnie też lilie. OstatooznJ!.e żyj,e- nych Majtkach". ciągle na WlSethód. 
my w :kraju demokraltyC7lD.yun. Druhenika natychimiaSt przestała. Dzieh:rlca polska .k06C1Zy się przy 
- Racja! Wszyscy są ;równi! mteresować się opisan!em pamięt.Irl- rzece Chicago. linne miasta iPOtrafiły 
- Absolutnie. TyiIIoo żeby ten 2ół- ków I 
częła rozczesywać włosy ma- UI9Z8.1lOWać pięlmo pł:yną.cej wody, ale 
tobrze.żek nie wycierał nosa .tak gło- lutldej, ładn1utkti.ej dziewczynce. tu całe nadb
 to Jeden brudnY', 
lino. - Skąd ja to dz1ec!ko :mam? Aeth zaśmiecony pas ziemi. Za rze!ką rn1e- 
- No 1 jego wymowa ,,z n8lSZOm tak, przecież 1\;0 córeczka pan!... szkają MeksY'kanie, dalej l['ozsied1i Się 
wielkom pI1OOsz.łościom..... a szampan Widziałem kiedyś jej mamusię na Ndemcy, nle brak i 
8IpOńCIZyoków. ]m 
to tak po ohOOpsku pLje. I siorbie. przyjęc!.u tow&rzysmm. Formatu !Ide- bldżej jeziora, tym domy ł.adiI1iejau. 
- Ba, jalk. się w <2Worakaoh uro- szoDkowego, urody jasnej, porcelano- Od wody wieje chłodny, przyjemny 
dz1ł. wo mlecmej, lWy.puJUc6ci li lW'klęsłoBcl wJJatr. Tu rozcią.gabo się kiedyś sław- 
- Albo!Z8. stodołą. Ale ja nie m8lm rozmieszczone efektownie, 8ile :rozma- ne ..Złote Wybrzeże" - dzielnJLca mi- 
mu tego !Z8. złe. R6wII1ość! mawiać IZ nd.ą nie warto. Co słowo, liooerów. 
eszc:ze tu i ówdzie IWidać 
- AbsolutnJie. Demokracja. to banał. Zresztą. (!"OZII1ówcy ł taik eoJ.idne mury, pokrY'te gęstym blusz- 
Przy rtrzecim etolilku: zwracają więcej uwag1 lila .k'Onfigu- czem, gamikIi IZ kolumnami, w)'lSokJie 
- 
a nie poohrwalam, l11lllice .sąSiadÓW. 
się że ktoś ma !kłopoty f.J.naIlS
 Wle1ktm stylu. Przemowy, deklama- Czyl\:ałem kiedyś, jak fram.cwlki li- 
pożyczał mu cichaczem pieniądiZe. Bez cje" chór śpiewa parlOtyczne "Hej, ternt opi:sywał swój 'lIdeał lITli,f'JSZka- 
kwitu. Nigdy iI1de dopomJinał się o przyleciał pt8Jszek", w'Mjają gwolxizie nlowy: prawdiziwie kulttlJI'alIlly Iczło- 
zwrot. Wy.raJtował wJeIu iludzd. TIu? w sztandar. Poczciwe pol.skie gęby, wdek może (jego zc1aniem) mieszJkać 
Nie wi8idomo. Nlgdy o I\;yun lilie wspo- ozertWone od UiPału d 1spOCOIJe, sillą.!Się tyliko w pokojach, g&ie pokolenia 
minał. na. angielską flegmę i TZYiII18ką lpO- poprzed:ników zostawily po lSObie spe- 
Powiał Wliastr 
 1!iść wybujałego ziel- wagę. Frak:i. rwyp1ętrza.ją. ;Się na za- cyfic:zną. atmosferę domową, gdzie 
ska pacnął mnie !pO :bwa.orzy. Co za. okrąglonyc:h brzUSZlkach, IJlIlJJSZIld ła- cenne iSprzęty j stare !})amiątki trwa- 
dziwna, spłowiała baI'lWa iLiBci! Skąd akioczą gardła. IZa.ozyna. jeden mówca ją. lila iIl1Jiejscu od dziesiątków może 
ja .zmam ten kolor?.., Aha., Itx>... no- - leje się 'Wa7JelJina lZImieszana z mio- .od setek !lat... Co by na to '!POW1ie- 
si taki mundUiI'. PracuJe rw haroer- dam. 
yna drug'!. - wa:zelina 'za- dzieli mdeszJkańcy przyj.eIl1JIlyc:h pude- 
sbwie. Pracuje, to za mało powde- krapia.na. fr8lZeSa1J1i. POZIdraiwiają pa- łeczek w drapaczu chmur? 
dziane. On się w n'im nurza., 1ZaOhły- na ,Apskiego, największego Po
 w Dzielnica mies2Jka.ndowa się końozy. 
stuje się nim, me mógłby 
ć bez ChiJCago, pana BepSk.iego, Jeszcze Wchodzę do parku, rozciągającego się 
harcemtwa. Widziałem go w letn'lm wię1mzego, d pe.na. Cepsk1ego, prze- długim pasmem /Wzdłuż jeZJ.oł"a Mi- 
oboZlie. Otaozało go pół .setlkd małyoh wyźszaJją!cego obu pqprzedniich. Wita- ch:igan. .POW'iew od wody coraz moc- 
Ludków, ;roz,kreyczany.c:h, 1['000b!ega.- ją piertWszy ;rząd, pot'ero drogli., panie, niej-szy, coraz chłodniejszy. Między 
nych, wi
cą'Cych !Się /bez przerwy, go- panienki, członków Sił e;brojnych, ko- drzewa.mi uikazuj.e się 7lielonk8JWa, 
towyd1 do .spłatanda. figla 
j leja.I'lZY, mieszkańo6rw i111laISta Lwowa zbełtana ma:sa wód, roooią;gająca się 
chwHL TrzeJba lian W)'IZl1aC!ZYĆ !Zajęo!.e, li w ogóle patrlotyCZlIlą. emigrację. Sa,- po widnokręgu. cały brzeg obmuro- 
dopi:lnować, nauczyć 
c1a rw JeBie, lę zalewa JPOtoIk płynnej wymowy. wam.y rwie!l.J(Jim.i bloka.mllk.am.Lenia uło- 
m.troszczyć się ? hiigienę d. sWe ,za- Jeszcze tu li ÓWIdI2'Jie sterczy głowa... 2Jonymd. w g1ganty.czne sethody. U!Siad- 
chęcać aJby mÓW'ill po poLami i trąbił ostrr&egaswczo :na dło- 
ni. Odoin.ek nr 2 poo1ł się, przebie- 
rająJc pedałam1.l, ił starał się - bez 
większego :re2JUl1tatu - IStra;cić z'będ- 
ne trzyd2'Jieści funtów. Z bagabmika 
zerkał .na mnie od'OiJnek nr 3, ma- 
chając fryzurą upstiI"zoną !Złotymi, 
8l'ebrnymi i cie1istY'mi papilotamd. In- 
teresują.ca trójka, przestraszywszy 
mnie, poj'e.c:hała dalej,. N.ie miałem do 
nich pretensji; gdzielt madą biedne 
dzieci jeździć rowerem, jak nie JPO 
oh.od:Dilku? 
Przebyłem już sporą część IpOlBkiej 
d;zi,emicy. Nled.aieko leżało t.l7JW. ser- 
ce polonii. To serce, wymienLaa1e w 
tYlu ogłoszen1ach I['ekłamowych {..Ku- 
puj-oie iPrezenJty dla. waszego tatus.la, 
mamusi, babci, dziaduaIa, córy, syna, 
i W8JSZego chło.pca przy wojsku u 


Tadeusz Dębski.
		

/Archiwum_002_07_214_0001.djvu

			2 


WIADOMOSCI 


Nr 1011, 15th August, 1965 


.. 
'ł 


MARIA DANILEWICZOWA 
MISTYK W KREGU OSWIECONYCH 


.. 


Próba przypomnienia "Króla Nowego 


Izraela" 


Tadeusza Grabianki 


Z . YWOT Tadeusza Grabianki zamy- 
ka się datami 1740-1807. Uro- 
dzony w RajJmw.caoh na Podolu, syn 
magnata o świetnych koligacjach, 
zmarł w tajemniczych okoliczno- 
ściach rzekomo otruty, w twierdzy 
petropawłowskiej, płacąc życiem za 
wierność żarliwie wyznawanym po- 
glądom. 
Nie łatwo opanować wielojęzyczną 
literaturę składającą się na ułamko- 
wy obraz działalności tej niezwykle 
barwnej postacI. życie j
go zahacza 
o Berlin, AvignOll, Paryz, Londyn i 
Petersburg, wtórnych śladów doszu- 
kać się można w Szwecji i Stanach 
Zjednoczonych. Nie latw.o złożyć mo- 
zaIkę z drobnych rozproszonych .od- 
łamków. Tłumaczy się to zarówno 
charakterem działalności GraJbianki, 
świadomie .otaczanej tajemnicą, jak I 
koczowniczym (w pewnych okresach) 
trybem życia oraz kilkakrotnie 
- 
tarzającą się koniecznością sz:rblluego 
niszczenia dokumentów w ZW1ązku z 
gr.ożbą aresztowatl!ia czy rewizjI. 
'życiorys "Króla Nowega rz
aela" 
roi się od znaków zapytania l 1uk. 
UświadamiaJi sobie ich istnienie za- 
równo XIX-wieczni biograf.owie Gra- 
bianki jak i autor podstawowej mo- 
nografii, prof. 
ózef Ujejski. 
ednym 
z taklich "białych" plam był pobyt 
Grabianki w Londynie związany z 
pr6bą alawiązania kontaktów .ideo- 
wych i .orgaJIJli:za,cyjny.ch z wyzn8IW- 
cami poglądów .swedenborga, którym 
- i to nie tylka w okresie poprzedza- 
jącym powstanie "Godziny myśli" - 
entuzjazmować SIę będzie Sławacki i 
bez którego nie byłOby "kolumn du- 
chów" Towiańskiega. 
Kroi Nowega Izraela" Ujejskiego 
uk
zał się w r. 1924. Przez dzielące 
nas od tej daty czter<ł;ziestalecie uja
- 
niła się sporo materIałów uzupełma- 
jących tę nadal cenną I podstawową 
książkę. 
ednym z takich uzupełnief1 
jest przeoczona przez francuskich hi- 
storyków lIumin1zmu i tyle Żt: wy- 
mieniona w bibliografii przy zycio- 
rysie w "Polskim słowniku biogra- 
ficznym" relacja Roberta Hindmarsha 
o pobycie Grabianki w Londynie, ogło- 
szona w zarysie dziejów New 
erusa- 
lem Church w r. 1861. Odszukał ją 
prawnuk Tadeusza, Inż. Seweryn Gra- 
bianka z Londynu, wszechstronny I 
uczynny znawca zagadnienia, chętnie 
śpieszący z pomocą i wSkazówkami, 
bez którego szkic .obecny nie mógłby 
powstać. 


Nim wytw.orzyła się atmosfera 
sprzyjająca formułowaniu przepo- 
wiedni tego typu przyszły "król No- 
wega Izraela" poznawal świat wszech- 
stt1Ol1IJJLe, ocierając się m.in. Q sprawy 
konfederatów barskich we francu- 
skim ich aspekcie. "Ciągłe odbywał 
podróże, [.. .] w r. 1769 mieszkał w 
Paryżu, przyjęty na dw.orze królew- 
skirn... umiał sobie tam zyskać .ogól- 
ną sympatię pełnym dystynkcji za- 
chowaniem" . 


wyspy Falkland
ie w zespole słynne- 
go Bouga1nv1lle'a; napisał 1.0głosił 
dwutomowy opis wyprawy. Po po- 
wrocie wraz z 28 innymi zak.onnika- 
mi, których był przywódcą, prosił 
władze zakonne o zwolnienie ze ślu- 
bów. Nie doczekawszy się decyzji 
zrzucił habit i wyruszył d.o Avignonu, 
gdzie wznowił działalność miejscowej 
loży Samt
eaIIl ode Jerusalem, w któ- 
rej historii doszukać się można po- 
wiązań stuartowskich a także ech 
konfliktów społecznych między ary- 
ZWROTNY MOMENT 2Y()IOWY stakracją a wyłaniającym się właśnie 
Duch xvm w. - pisze Huczański "stanem trzecim". PeTl1ety starał się 
-" slInie go owionął [...] zapragnął 
iązać wolnOl11JuJaI1stWio :lo nauka- 
refarm nie dlatego aby !burzyć, lecz mi hermetycznymi. Służyć temu mia- 
by odbudować moralną stronę upada - ły stworzone przez niego stopnie ry- 
jącej iLue IA1d- i .",ośw),eoonych" "ilumines" Ipozy- 
zdołała" - świadczy Kazimierz Pu- wika 
ózefa F1l1berta Morveau (bra- skać musiał pełne zaufanie Pernety'- 
łaski w "Kronice polskich rodów szla- ta znanego chemika Guytan de Mor- ega i, co więcej, Brumore'a i przejść 
checkich Podola, Wołynia l Ukrainy". veau) , występującego pod pseudOllI- przez złotone zabiegi inicjacji. Prze- 
!Rewtka owa O'bejmowała 38 włośoi i mem Brumore'a. NIełatwa wyjaśnić widywały one siedem lat wstępnych 
ponad 8000 męskich poddanych, jed- iaJk i d
aczego zjawił się w Ber1lffl1e. przygotowa.6, siedem lat rozkazywa- 
ną piątą dawnej fortuny. Poszlaki 'kIerują nas ku osobom hr. nia innym I królowanie przez dwa 
We wczesnej młodości zetknąć się Augusta Moszyńskiego, parającego dalsze sledmialecia. Nie ulega w
tpli- 
miał we Francji ze Stanisławem Au- się chętnie alchemią, oraz hr. Alojze- wości, jak słusznie zauwatył Rolle. 
gustem Poniatowskim, przyszłym kro_ go BrUhla, starosty warszawskiego, It "nie chciał Pemettl wypuszczać 
lem. Nienawidził go do śmierci w WY- który ak. 1773 zorganizował w War- człowieka, którego naletało ze wzgle- 
niku bliżej nie znanego nieporozumie- szawie kapitułę dogmatyczną "Strt- du na jeg-o bog-actwa przywiązać do 
nia. Jako młodzieniec zawarł przyjaźń ctae Observantlae" z udziałem wła- siebie". Rozsą.dek nakazywał usidlić 
z domem OzaI"toryakich. Biograf jego śnie Moszyńsklego. Grabianka udać starostę na dłu
e lata I cierpliwie ski przy pomocy prof. Z. L. Zaleskie- 
HuczańskL pow1rada że ..lpowOOZreIIlrLe się mógł za ich poradą do berlińskie- eksploatować ogromne motliwoścl f1- go a n8lstępnie Bricaud. W dużym 
w świeci.e, wj'elka 'zdalność podbirjania go ośrodka alchemicznego w poszu- nansowe zwi
zane z podolską fOTtuną. skrócie da się powiedzieć, te dz
ałal- 
sobie umysłów, dar wymowy, pycha kiwaniu "mistrzów". Podobnie poczynał sobie Hoene-WrOl'i- ność sto:varzys
ych opierała SIę na 
szlachecka i nienawiść jawna do Sta- Dom Pernety jest postacią nie- ski targując "absolutem", jak: wyka- instrukcJach 
dzlelanych "im pr
ez 
nisława Augusta wyrodziły o nim zmiernie typową. dla sprzeczności wie- zał wspomniany jut prof. Ujejski. "św. Słowo (SaIDte Parole) . J
 dzla- 
przekonanie, że chce osiągnąć polską ku oświecenia. DziałalnO'ść jego omó- W avignońskim Musee Calvet, któ- łał . mechanizm porozumiewanIa się 
koronę". Wróżono mu jeszcze więcej wił wyczerpująco 
oanny Bricaud w rego fundator wywodzi sle takte. z WYJaśnić trudno: przytaczane w rę- 
- a pamiętać warto, że rzecz działa ..Les Illu.min
s d'Av:i,gm.on" (iParyż kreg-u współwyznawców Grablan'ki, koplsie odpowiedzi są długie, pate- 
się w czasach bliskich Wernyhorze. 1927). rozprawie wydanej po ukaza- do
hował się rękopis nr 3090, zawie- tyczne i wiela
naczne i t
lko niekie- 
Rosyjski biog-raf 
rabianki, 
jchał niu sie monografii Grabianki pióra rający protokóły rozmów iluminatów dy, w zakresie labaratoriUm alche- 
Long;now, pis
e, Jt przepowladano prof. TJjejlskileg-o. Urodzony w T. 1716, Z .t.7JW. .,świętym Słowem" (o CIZy1m micznego, bardziej konkretne. Ale i tu 
mu,. ze "z?Stame królem polskim, te wstąpił za młodu do zakonu i po_ nlzei). Dotyczy on okresu berllńskie- s:ytuacj
 b!ła trudna. Ilekroć, PO: dł
- 
zam
eszama wewnętrzne zgubią Ro- święcił się badaniom naukowym z go. Wyzyskał go częściowo prof. Ujej- gLeb mtes.lącach poWIOIlnego pra.ze.ma 
Atę I Katarzynę II. te wówczas [on, dziedzin tak różnych jak matematy- 
Gr!l-blanka] zawładnie imperium ture- ka, botanika i historia sztuk plastycz- 
ckIm,.po c
ym wytępiwsz
 Turków nych. Wstępem do późnieJszej dzla- 
opanuje A
Ję i część Afry
u i stolicę łalnaści są ogłoszone drukiem liczne 
swą przem
sie do Jerozol1my, gdzie prace z zakresu mitolagU Kreckiej i 
monarchoYVIe ziemscy będą przycho- egipskiej, w których dowodził, te "mi- 
dzić do mego z pokłonami i będą się ty dadzą się sprowadzić do ła.6cucha 

czyć u niego mą.drości najwyższej, powiązanych ze sobę. alegorii histo- 
.lak u nowego Salomona, główni zaś rycznych", przekazujących w zawi- 
je
o wyznawcy staną się władyka- łvm szyfrze klucze do wiel'klch zaga- 
m
 narodów i bedą obsypani wszemi dek ludzkiego Istnienia I historii W .'l 
skarbami świata". r. 1763 wyruszył jako kapelan' na 
,. 


- 
.... 


. 


.' 



i 


,. 


. :.
 


.'? 



 


Tadeusz Grabianka 


" 



 r- 


.
 


:;j. .. 



..... 


6.. " 


.' 


" 


.,"iI!t. 


Teresa Grabianczyna 


(Musee Calvet) 


1 

i 
.....,..
 


f . 
. f 
X '\., - f: ...... 
;
'
'
'i l : 
., . ' .1 : 1 
i
 
'. , 


, 
. 


, 


----o 


.. 


Dom Grabianki przy rue de 
la Colombe w AVignonie 


fot. Ludomir Danilewicz 


? 


<. 
-. ł 
5
 l;. 


J 'i 
d.. = 
;fł A.
. . 


rf';.i" 
" '" 


'
 1 '
1
:. 
. il 
 
l1" .' 

 " 
," i' 
.
 


.t.- 


- 


, I 
f. 
r 


Typowy dziedziniec starej ka- 
mienicy w Avignonie 


fot. Zofia Teichfeld 


">-<".' 


.... 
 


pont d' Avignon 


zbliżał się w teorii koniec zabiegów zmarłych na Podolu chłopów, którzy 
- nieuchronnie zdarzal się wypadek. "przebudzili się i żyć zaczęli na nowo. 
Tak np. 3 czerwca 1779 pomocnik WyszU z grobów, zdrowi, chodzili i 
Brumare'a wywrócił naczynie z pły- dziękowali Bogu... zgodni byli obaj, 
nem podstawowym wylewając go nie- że widzieli i słyszeU o sprawach tam- 
mai w całości. tego świata, zabroniono 1m mówić o 
Na kilka miesięcy przedtem "św. nich". Jeden ze zmartwychwstałych 
Słow.o" nakazała Pernety'emu for- miał na ip'Lel"si wyryty ,,.znak krzyża i 
malne zorganizowanie stowarzysze- włóczni". Dalszy ustęp listu jak się 
nia i dopuszczenie do niego tylko zdaje datyczy bezpośrednio Grabian- 
tych, którzy poddadzą się zabiegom ki. Pernety pisze o "szlaohcicu pol- 
t.zw. ,konsekracji". Trwaly one przez skim, który przed kilkoma laty osiadł 
9 dni a odbywaly się o wschodzie na wsi i wiedzie tam tycie przykład- 
słońca na podberlińskim wzgórzu lIle, głosząc tym, 
tÓI"zy chcą go słu- 
zwanym ..pustynią". Wznoszono ta1n chać, a nadejściu nowego królestwa 
ołtarz Patęgi (Autel de Pulssance), 
ezusa Chrystusa na ziemi, oczeki- 
palono kadzidło - do chwiU w której wanego przez niego w najbliższym 
de1ikw.ent oostrzegł postać czuwają- czasie". ..Zapewniam Pana - dodaje 
cega nad nim An.ioła: ..Kons
rację" Pernety - że musiał O'trzymać znak 
tę określano terminem ..faire UD 
e- od Boga.... Szlachcic ów mial być zwo- 
hovah". lennikiem Swedenborga (..partisan de 
..Sw. Słowo" ,za;pyta.ne pl'zez Perne- Swedenborg"). 
ty'ego czy Grabianka zasługuje na Był ,to niewątpliJw1e IWipływ Perne- 
przyjęcie odpowiedziało bardzo dla ty'ego, który w owych latach pilnie 
starosty przychylnie: ..Synu mój, ser- przekładal dzieła szwedzkiega misty- 
ce jego jest czyste. Nie obawiaj się ka. Nie był jednak wyznawcą ślepym 
mieszania twego i jega kadzidła, gdyż i bez
rytycznym. Przez cały ciąg swej 
pewnego dnia stanie się on siedem- rueor.todeiksyjcr1ej działalnośoi uważał 
kroć ważniejszy od ciebie". Co wię- się, jak Towiański czy Mickiewicz, za 
cej ohwiejne zawwyoza:j ..św. Słowo" prawowiernego katolika: dlatego wła- 
ustaliło, iż Grabianka (z racji wspom- śnie uzgodnić chciał swedenborgow- 
nianej wyżej czystości serca) ma być skrą interpretację Trójcy św. z du- 
..kansekrowany" naprzód. Tak też się chem symbolu atanazyjskiego. Wla- 
stało a ..św. Słowo" uznało zabieg sne jego odstępstwa szły w innym 
za ważny, choć przewidziany w teorii kierunku - niezgodnej z nauką Ko- 
anioł me zjawił się u boku starosty. ścioła interpretacji stosunku Matki 
Na pyt;ani'e: ,,-DI3iczeg.o?" ...św. Słowo" Boskiej do Trójcy św. 
zaledrł.o cierprliwość. Zaprzysię7Jem..I W r. 1782 Pernety, którego pozycjs. 
ukonstytuowaU się wed1ug dalszych na dJwOlI'Ze ber1iiu9k:irm ,uległa w róż- 
wskazówek wyroczni: Grabianka 0- nych względów pogorszeniu, otrzymał 
trzymał tytuł Króla Nowego Izraela, od "św. Słowa" polecenie "zerwania 
Pernety - Arcykapłana (PonUfe). łańcuchów" i udania się na południe 
Całość .organizacji oznaczono przeję- w celu kontynuowania prac nad po- 
tą od Swedenborga z Apokallpsy na- szukiwaniem kamienia filozoficznego 
zwą Nowej 
erO'zolimy w sensie mi- iL założemem fundamentów Noweg.o 
stycznego grodu przyszłości oznacza- SyjOllu. Uzyskał urlop na 135 dni - 
jącego urzeczywistnienie naj szczyt- taka była jego cyfra magiczna - i 
niejszych pragnień (jak w ..Bramach wyruszył w drogę, pielgrzymując na- 
raju" 
erzega Andrzejewskiego). O przód do grobu Boehm-ego a następ- 
takiej "nowej, 
erozoUmie" marzył nie udając się do Paryża via Praga. 
Wiliam Blake w znanym wierszu- Tu szczegół raczej nieoczekiwany: 
pieśni z żelaznego repertuaru angiel- Pernety nie unika kontaktu z władza- 
skiej Labour Party (.....t1ll we have mi zakonnymi, ale dociera do nich i 
built 
erusalem - In Eingland's green po dIugich rokowaniach uzyskuje pra- 
and pleasant land"). Izrael w tytule wo dalszego pobytu w świecie. Udał 
..krolewskim" Grabianki występuje w się przet.o do brata do Walencji 1 
sensie przenośnym - idąc po linii mieszkał tam przez czas pewien. 
wywodów św. Pawła - "nowym Izra- Brumore zakupił tymczasem w 
elem" są chrześcijanie (..Izrael z du- Hamburgu dwie dalsze butle ..płynu 
cha") ,przeci.wstaIWliają.cy slę "IzraeIo- podstawowego", pojechał z nimi d.o 
w,L z eiała" - oibrIzezanym 
ydom. W Bazylei a następnie, po skomunikowa- 
l!1aIzwa.ch tych doszukać Isię 'można niu się ze ..św. Słowem", wyruszył 
także za1ąjJka ddci narodu wyfbranego do Avignonu 3 październi'ka 1784 i 
zwężonej w następnych iLatach w pi- podjął tam prace alchemiczne przy 
smach mesj8lll1sty:cznytch do Palski. pomocy miejscowego lekarza La Ri- 
żydzi .okreś
aJJ1.i bym przez ilumina- chardiere, czynnego członka i jedne- 
tów nazwą. "synów 
udy". Stosunek go z założycieli loży St. 
ean d'Ecos- 
do nich nie był byna:jmniej entuzja- se de fa Vertu Pexsecutee. W
any 
styczny a w środowiskach czysto przez nich Pernety asystował 26 mar- 
wolnomularskich niejednokrotnie nie- ca 1785 przy inauguracji nowej próby 
chętny. Ciekawym wyjątkiem jest sporządzenia kamienia filozoficznego. 
..egipski" ryt Cagliostra wyraźnie Wymagała ona podtrzymywania ognia 
sprzyjający "synom 
udy". przez 1200 dni do 13 lipca 1788. Bru- 
Związek otwarto jednak szeroko: more nie doczekał tej daty, zmarł 
należały Idoń 'kobi€il:y a nawet dzi-ecd, bowiem w r. 1785 w Rzymie, skreśliw- 
(z niemowlętami włącznie). Klan Gra- szy przed tym artykuł o Swedenborgu 
bianków reprezentowany był okazale: do "Journal Encyclopedique". Przed- 
abok starosty znalazł się szwagier sięwzięcie stanęło wobec poważnych 
jego hr. 
an Amor Tarnowski, żona trudności. Zaradwno lim przy pomacy 
Teresa ze Stadnic'kich I siostra jej niezawodnej uczynności ..św. Słowa", 
Tekla Tarnowska, matka ich obu Ma- które z wrodzoną mu praktycznością 
rLaJIJna 
 ihr. Lanckorońskich hr. wezwało Grabian'kę, by opuścił Pado- 
Stadnicka i przyjaciel Grabianki, hr. le i udal się do Avignonu z odpowied- 
Ronikier z Inflant. 'Starosta ..konse- nim zapasem gotówki. Wtedy dopie- 
krawał" ;równJterż w Berlinie 6-1etn.ią ro, a więc w k.ońcu 1785, powstały 
córeczkę Anetkę. tam wyraźne zręby organizacji para- 
Praktyczną stroną otrzymywania wolnomularskiej określanej nazwą ilu- 
rzekomych Instrukcji "św. Słowa" minatów avignońskich. Genealogia jej 
zajmowała się przyjaciółka Brumore'a jest równie zawiła jak dow.olna a ra- 
MIle Bruchier. Za jej właśnie pośred- czej w części dopiero wyświetlona. 
nictwem Gra:bianka otrzymał zezwo- Istnieją poszlaki że nawiązywala do 
lenie na wyjazd z Berlina do swych Academie des Sages z oddziałami w 
podolskich włości z misją zjednywa- Avign.onie, MontpelIier, Douai - a 
nia dalszych adeptów. także w Mohylowie, co przy charak- 
terystycznym dla XVIII w. rozrzucie 
WAHANIA I KOMPLIKACJE Francuzów i Niemców po Europie 
W tym samym czasie (w jesieni wschodniej, nie jest zjawiskiem nie- 
1779), po uzyskaniu przebaczenia za prawdopodobnym. Na ślady analogicz- 
jakieś przewinienia (porzucenie zako- nych organizacji natrafiono w r. 1770 
nu ?) i powtórnej "konsekracji", Per- w Szwecji a początki jej wiązać się 
nety ujrzał na owej podbeT'Uńsklej gó- miały z osobą. Eliasza Ashmole'a, któ- 
rze dwóch aniołów w kształcie ludz- rego nazwisko patronuje muzetun w 
kirrn, [JJie bęubl'LkańlSkLego na ca- 
ły;m świeoie. Ten cel .ostatni - po- 
liJtyczny - IspOtkal: się z .ostrym 
sprzeciwem w oficjalnych kołach wOll- 
nomularsk,j,ch. N1e ulega wą.tpl1wości 
że u WeLshaupta rwysuwał się on na 
czoło. :tą.dał odczłoThków zw.ią.zku" 
by "nie ,zamykali uszu na Jament nie- 
szczęśników", byli "przyjaoi6łrni 1 
bI'ra6m1 upośledzonych" a wres?Jcie by 
"mLeli dość ;odwagi, Iby iŚĆ za dyk.taill- 
dem serca". Dą.żyć mielL 00 rwy7JWO'- 
l'enia się z ",w,Lęzów przesądów reU- 
gijny,ch" , waJlczyć o "szczęście po- 
wszechne 'zUlpeł'Ile i szy1bka osiągnię- 
te", 'O UlstrQjle państwowe .oparte na 
zasadaoh /Wolności i TÓWIllOŚci, prze- 
kreślające przeS7Jkody stawłane obec- 
nie przez hirera:rc.hJie, !Stopnie czy b0- 
gactwo. 
IluminaJci aV'1gnońscy !byH niejako 
spad.kO'bierClaJJl1li czy ikon.tynuatoraanJ 
zrwią;z'ku Weishaupta offioj8lI.nie roz- 
wią.z.anego w BaJwarni w r. 1785 - a 
wjęc w roku d.naug'llraoji diz.ia.łalnośoi 
iluminatów naJdrodańskich. !RóżniJ.i się 
jednak ;od mego :zasradniilczo tym prze- 
de wszystrnim 1ż - iPad iW1pływem 
Swedenborga - za:bwrwil1 poglądy 
swe Iswoiście pojętym pierw.!a;stlluem 
religijnym. !Przejęli naJtornia.8t nie- 
wąJtpliJwie IBtopnie i ich nazwy oraz 
pewne formy obrzędowe (a w lich 
liozbie może ił ",,
stiID. d' A.mour" ,t0- 
warzyszący "Konsekracji" na stopief1 
"H1umimaJtus dirigens"). 
A vignońozycy !WIier.zyli w 
 
uzyskania bezpOŚI'eidniej .,ikorespon- 
dencji z iNiebem" ;przez ,,:zadaJwame 
pytań i otrzymYlW'anJie odpowiedzł" 
przy pO'mQcy "ktluczy" I'ÓIŻlI1y,ch st.op- 
ni. Siadem 
osepha de Maistl"e lpIO- 
dejmowali próbę pogodzenia relLgii z 
wolnomularstwem, zagadnienia żywo 
dziś dyskutowanego lila nowo, !ZWłasz- 
cza we Francji. Działal:i nlewątplilMe 
-sz;czerze i w najlepszych zamJiarach. 
Dzieje ioh, przypieczętowane w kilku 
wypadk'ach śmI.ercią za 'WIierność gł;o- 
.szonym 'przez nich pI"zekonraniom, są 
żałosną ikronLką prób idą-cych w lde- 
runm 'zna:lezi'enia iW1SpÓlnegO' języka 
z iprzedstawLoLelrumt pdkrewny.ch po- 
gląidów. W tym (w !Szczególności) 
swedenrborgi.an6w . 
Łączyła !l'Ch z nimi stale !pO'dkreśla- 
na Wiiara w interwencję aniołów, do 
której przywią;zywał rtakże wi.ellką 
wagę współczesny im OaglirostrO' - 
a później Torwiańrski ("kolumny du- 
chów"). R6żn1li się cechującym, ,Irch 
w sposób szczególny ikuLtem Matki 
Boskiej, rw 
tórej widzieli niejaJko 
ezwar1:ą. osobę Trój'cy św. "stając się 
rodzidelką Wcielonego Słowa, zrwią- 
załaś Isię z Bóstwem, jednocząc się 
z trzema .osobami TróJcy św." - gro- 
ISił Pernety. W traktame jego p.t. 
"Vertus, le ipouvoir, la clemence et 
la gloire de Marie, Mere de Dieu" 
(Pary t 1790) występuje nawet pro- 
pozycja tenninu "Qualernite" za- 
miaJst ,,'I'rinilte". Ze stanowiska Ko- 
ścioła iIuminl8.Oi przenosilL na Matkę 
Boską ,,'cu:ltU's laJtrjae"" przysługtllją.- 
cy jedynde Bogu w TroJcy Jedynemu. 
Czyniąc .to ,;uJegati lIlastrojom i 00- 
chow.i epoki" a brak poważniejszego 
,pl"zygotowania teO'logicznegO' spra- 
wiał, i,ż - rwłą.c:zm.ie z Per:netym - 
inteI"pretowaJli swO'bodnLe nauki K.o- 
ścioła, naginają;c je do własnych kon- 
cepcji. /Zobaczymy że w odchyleniadh 
tych szli ndebezpiecznie OOJeko, 
Stan:owisko ich oobi-egało także 
!bardzo wyraźnie od SwedeIJlborga, 

tóry, dla .odmiany, lIrie wierzył w 
Trojlcę ŚW., uWaJŻaJją.c iż uzna;wanrj,e 
jej w se!1Jsie nauk Kościoła IOZI1acza 
"wiarę w trzech bogów". Dopuszczał 
jedynie wystęIPowanie ,trojak1ch 'Cech 
boskości w osobie jednego stwórcy. 
Avignończycy, uważający się za 
durohowych uClZ'Illiów Swedenborga 1 
współuozest.ni,ków misji ,;zJbud.owan.l.a 
Nowego 
eruzalem", pr:zeży'Wal1 z po- 
wodu tych zasadniczych rozbieżności 
poważne rozterki duchawe. Wyrazem 
Lch było ipOIWierzenie Grabianoce zada- 
nia przeikanani-a dch i ,pozytskania dla 
stanO	
			

/Archiwum_002_07_215_0001.djvu

			Nr 1011, 15th AUg'Ust, 1965 


WIADOMOśCI 


3 


TADEUSZ WITTLIN 


Archipenko
 Madame Poniatowska i wiosna w Greenwich 


........', , 



adłodajnia mi€Śoi1a a1ę w wą.SlOOj 
piwnicy gdzie stały cztery długie sto- 
ły. Kucharzem był właściciel, a usłu- 
giwała rodzina: a.ona d dwie córlU. 
Archipenkę !ZDano tu dobrze., Wnet 
mieliśmy herbatę w dużym czajniku z 
niebieskiej porcelany I dwa talerze 
różnoikolorowych kanapek z mięsem 
jakLchś morskic:h stwOI'lZeń czy ślima- 
ków. Zresztą smacznych. Tutaj Ar- 
chipenJro opowiadał m4 jak w (!" 1908 


Village 


depesz gratulacyjnych. Archipenko w z krótJk1m1 rękawami wyglądaJ mło- katąc przebIć śalany trzech poko_ 
czarnym tużurku siedział obok swej do, zdrów, silny I wesół. jów - powiedział Archipenko. _ I 
żony, która ubrana w ciemną jed- - Cieszę się, :te pana widzę! - po- tu urządzamy przyjęcia. Na Sylwe- 
wahną suknię z cenną. biżuterią, choć wiem:iałem ściskając jego mocną. rę- stra przyszło tyle osób że połowy Ich 
w fotelu na. kołach, promieniała ze kę. - Swietn1e pan wygląda! nie znalem. 
szczęścia. Wznoszono liczne toasty na - Oteniłem się - odrzekł z uŚInie- - 
'3Jk za dawnych lat w Paryżu 
CZe8Ć solenizanta, któremu r6wn1et chem. - Podobnie jak za pierw- na rue des Artlstes - odezwalem się. 
odśpiewano chóralnie "Mnoho leta" szym razem: również z rzeźbiarką. i - Coś w tym rodzaju. 
będące odpowiednikiem polskiego moją. uczennicą. Ma 24 lata. 
uż za- Po żelaznych krętych schodach 
"Sto Lat!" czy amerykańSkiego ,.,H8Ip- telefonowałem że przyprowadzę pana wspięliśmy się na wyższe piętro. Tu 
py bIrlhday to yIOU!". Potem. 00- na obiad to ją pan pozna. Na długo były dwa pokoje: gabinet i biblioteka. 
IDagano się od niego przemówienia. pan przyjechał? Wszędzie mnóstwo kslą.zek o sztuce, 
Arch1penko powstał, odchrząknął i - Ty,lko żeby zobaczyć się z wy- maski murzyńskie i prymitywne afry- 
wygłosił przemowę chyba naJbardziej dawcą i omówić mój rękopis. ka.ńskie rzeźby. Próżno jednak by by- 
lakoniczną w historii sztuki. Oświad- - Dopiero om&w1a pan swoją plsa- ło szukać dzieł Archipenk1. 
czył bowiem: ninę? - patrzył na mnie jaOOby chciał - Na najwyższym piętrze jest mo- 
- Ndemożl1woec1ą. jest mówdć o spłatać mi figla. - No to ubiegłem ja pracownia - powledziala Frances. 
zawodzie artysty w ciągu dwóch mi- pana. Bo ja moją książkę już dawno - NiiC ciekawego. M1mo że już mia- 
. 
 nut. Dziękuję. wydałem. łam drwiie wystarwy. wOią.ż szukam 
Kiedy widziałem go następnym ra- Wszedł do przyległego gabinetu i własnej drogi. Nadal jeszcze jestem 
zem w jego studio powiadomił mnie, przyniósł stamtąd pięknie wydane pod przemożnym wpływem Alexan- 
że urządiza wystawę w Nowym 

u dzieło p.t.: "ArchipenkO, Fifty Creatl- dra. 
ve Years 1908-1958", olbrzymi tom Weszliśmy do jej małego studio, w 
' z mnóstwem reprodukcji szkiców, ry- którym stały malowane rzeźby do 

 7"' sunków i kolorowych plansz jego wie- :Dłudzenla przypominające pierwsze 
Arehipenko \ . 
 . ........ . 
 




eż
 zd:;

ę n:
a! P rob YG=:
:
iadUjemy w domu 
K IEDY nadchodzi wiosna, z otwar- _ ", -...- jąc książkę powiedział: a1bo spotykamy przyjaciół _ mówiła 
tych okien starych domów -\:. - No, a teraz chodźmy, bo Frances Fra.nces. - Do I\;eatru nie ohodzLmy. 
Greenwich V1llage iI"OZlega się kako- czeka z obiadem. bo Alexander 'Zbyt .słabo !ZDa język 
fonia młotków kujących rzeźbiarzy, ..
 »,. Sięgnął po sportową marynarkę z angleliski a kino go nudzi. Bawią. go 
koloratury śpiewaczek, ćwiczeń sakso- 
 angielskiej wełny. zawIązał gustowny jedynie Btare ni-eme fiJmy, ale mnie 
fon1stów, recytacji powtarzających ..ł.- ,.,. krawat, przyczesał grzebykiem włosy ł1le bardzo się podobają. 
rolę a:ktorów:, pogwJJOOywań il'l'lia1al'zy I udął w rękę nowy kapelusz z pod- Zm1erzchalo kiedy ich pożegnalem 
PI1ZY Istalugach, uderzeń bębnów bon- '. w1niętyml kresamI. i różowe niebo rozciągało się nad pa- 
go .1 iklekotu maszyn do pjsania. .4 - Weźmy tax.i - 
nował chnącym wiosną Greenwich VilJage. 
Tego ikwietnia przystępując do . " . 
 _...t
.' 
 . I ...... gdy '7.J1 0 8 n .l4' e 7.1 pam "AmY I tam się na ulic ode Y ł S Sh zedłem t P Sq rzez park tr::' d stron o} ę Wa- 
ksią:2Jk.1 ,,Książę Montparna:sse'u" wy- .ł
 .]" .-..-« - ę, - zwa em Ing on uare, S"-ą' datywały 
at'*1wałem listy do wszystkich roz- .... .; '
 . .. . 
.. się., - rnieszJkał pan bodaj o jedną. d2iw.ięki gUar l słychać było ludowe 
sy;panych plO całyim świecie krew- l\ladame Arclupenko, Modigliani (z prawej) I Paul -,r' '- . '- \. :. '
..ł-.' czy dwie ulice stąd. ballady śpiewane młodymIi dźwięcz- 
nych, Pl'ZY'jaciół, kolegów i znajo- Guillaume w Nicei w r. 1917 . 
1ot
. - . , I '\. ..
 . - Ale jut nie teraz - odpowiedział ny.mI grosa.mi 
myci1 Modiligllanlego. Pe ;p
ym cza- ......'vii.J.. 

 . '\,.
; ". ;,.ot..j, ru dza ch j em tak d10n sów i k zatrzym
jąc prze jeż- sP kl iesZ t Yłem do autobusu. który stoi 
sie zaczęły Il8Ipływać odpow.ied:m. #, ,.,..... C'"4,:,". 
..'" 
 """ . ącą. ę. - ...eTaZ przenio- zwy. e u:z za marmurowym Lukiem 
m.dn. od Foujity, Vlami'l1oka i 
a;cques nie umieJąc słowa po francusku iprzy- 
orku, gdzie stoją ponure kamienice ... . ..1. 
. 
 słem się do pańskiego Greenwich Vll- u progu 'tej raczej dz1wnej dzleInicy. 
Lipohitza. Na jeden list odpow.ie- jechał z Rosji do pary,m, gdzie proletariatu gn1eżdżą.cego się pomię- 
 . '. .ł '- . " . ), lage. Kupiłem tam cały dom. Stąd pojadę do hotelu, by wziąć wa- 
dziano mI telefonieznie. Dzwonił nie znał nikogo. Ale wiedział jak zjed- dzy dostatnim Manhattanem śródmle- 
'i' .... - .. '., 'j-.' Wsied1iśmy do samochodu. liz.kę ot wyruszyć na lotnisko do czy- 
Alexander Archipenko. Mówił silnym, nać sobie przyjaciół. Do swego atelier ścla a barwnym Greenwich V1llage w ,. .' .) J. "" - Bedłford Street 38! - zawołał stej stolicy Waszyngtonu, Było mi tę- 
młodzieńczym głosem aż trudno było przy rue des ArUstes zatoczył ki1ka- "dole" miasta. Była to uboga dziel- , 
 ' ,., "I .. do kIerowcy. skno za tą. ubrudzoną jak uliczmk 
uwierzyć, że to mógł być 'blisko 70- naści-: 
ł
k "vin. ordinaire" i u- nica portorykańskich I greckich emi- _
: 
"f"' 
... " Znałem te strony doskonale. Wła- dziwną wyspą Greenwich V1llage, 
letni człowiek. 
eśll pragnę dowie- rządzIł WIelkIe przYJęcie dla całego grantów. Na oknach zakurzonych · I.
. ;;.... --r-;.. ....
 
_.. śnie w poblitu tej ulicy w centrum gdzie odbywa się zabawa w życie na- 
dzieć się szczegółów o jego przyjaźni bractwa z Montmartre'u i Montpar- sklepów widniały napisy po hiszpań- r; 'ł . ... 
 ,_A 
 -... -.. G ni reenwic ó h. V1llage było moje mieszka- prawdę I gdzie nie 2/lwsze wiedziałem 
z Modiglianim, mogę przyjŚĆ do jego nasse"u. Gości zaba

ł rosYłskimi sku lub grecku, w odrapanym klnie I .. .. .:
.: '. .' ..'
 h e enk : pok 
 lod z wnęką na gazową ku- skąd wezmę na skromne komorne i z 
atelier. Podał mi adres zapraszając piosenkami akompaniuJąc sobIe na wypłowd.ałe zdjęcia. reklamowały sta,- .. "'4I'..ł- ,
. , _ ' . .: c . ę z ówką i nisza przerobiona czego utrzymam się nazajutrz. 
na wieczór gdy skończy wykład. harfie. Brak znajomości 'języka fran- ry hiszpański film. przy kasie brzyd- " 
.... ...
..... ...... na łazien'kę z pry.szntoom. Z mego lo- Powr?ciłem do domu, by odtąd spę- 
Było południe. i miałem dość czasu. cus
iego nie stanowi
 dla n
ego zbyt- ka kobieta w okularach robiła na dru- - <ł 
 . 
, (

.. ( cum ł1ledaleko miałem do teatrzyku. dzać WIeczory nad przygotOlWaniem 
by przygotować się do rozmowy. Kie- nieJ przeszkody. SwoJą rosYJską. a ra- tach długą. pończochę. Duży czynszo- 
.. . ...łt (
.,..I( I ..tlIł'" ł...tłił w którym pracowałem. do baru, jed- do druku książki o Modiglianim. Ar- 
dy zaJpisy:wałem pytania do wY'W,iadu o:rej ściśle: ukr3Jińską. mową mógł wy dom, w którym mies2Jkał Archi- " . .': 
.. ..,.:l!?"", ) "1<.... nego z najstarszych w mieście i do chipenko natomiast z fantazją. wyru_ 
ktoś zapukał do mnie. Otworzyłem. doskonale się porozumieć. Gonczaro- penko, był podobnie zniszczOlllY j3Jk in- .: ...'...... #I>- ... 
." :.;;. f .. ... gwarnej A venue of the Americas, Te- szył w świat po nowe jeszcze więk- 
W drzwiach stał Archibald. półnagi, wa, Larionow. Survag-e. Bakst. MaT- ne. Na schodach paliła się mała ŻR- '"t." :' -ł!!. " i -ł:
 raz wracałem do tego quartier. by zo- sze tryumfy artystyczne. Najpierw 
jedynie w kaJesonach i przydt1Ptanych coussls, Kandynski Chag8Jll. Soutlne, rówka. W odrutowanej klatce jak dla "" .ł: 
.. t . baczyć wł8lSIlY dom Archi'PeJl1ki, wraz ze swą młodą żoną. udał się do 
tenisowych pantoflach. Przyszedł po' ZafiJa B
zeeka, D:iag1!ew, iN1Iżyński. wielk;j,ej ipaJpugli. stała !Winda z potłu- 
'f" ... .,.. 
. ..... .....' wiecznego cygana. d!Ia którego czas Niemiec. Wkrótce otrzymalem od nie_ 
życzyć ręcznik i n<>Ży'k do golenia, LtpchtłrŁ. 'Straw:insklij, 
bor.owski. Na- czonym Iustrem na tylnej ścianie. .. . />.. ':r cOlfnął się do lat młodości przenosząc. go Ust 
zem z pięknie lIustrowanym 
Archibald, mój sąsiad z wyższego pię- delman, Kisiing, Zadkine, Pascin, Nad poczerniałym dzwonkiem !kartka i.... ,( 0';,'" ." 
"',.. go na Montmartre Nowego 
orku, I ka,taJoglem wystaw: MArchiiper1ko. 50 
tra, był historykiem sztuki i do nie- Brancusi i Tzara, .którzy do Paryża obwieszczała, że dźwig nieczynny. ... -..- I " ". poznać młodą. żonę tego. rówieśnika 
ahre seines Schaffens": w muzeach 
dawna uczył w jakiejś szkole, ale zjechali mniej więcej w tym samym Mies2Jka.n1e Archipenki bylo rownie 
 ...... . l' .. _. 
 ModIgUaniego. w Hagen I MOnster. Potem nastąpiły 
wyrzucono go za uwiedzenie uczenni- czasie, również mówili między so- smutne jak cały ten przygnębiający ..0. 
 _ 4 
." iL. _ Samochód zatrzymał się przed wy_ dalsze sukcesy w Holandl1 i Szwajca- 
cy. Na sz,częśc.ie jej l"Od2Jina wolała bą mieszaniną. słów rosyjskich. pol- dom. Drzwi wejściowe zamykane na .:,:": I. r ,. .",,;-
 " .-r.. sokim trzypiętrowym domem. Wy- rii. aż wreszcie ukoronowanie ich sta- 
nie wytaczać procesu. Odtą.d Archi- skich. ukraińskich, bułgarskich i 'l"U- potężną. żelazną. sztabę przepuszczały ..' 'A:-
łf( ... 
 to> siedliśmy, i Archipenko 2/ldzwonlł do nowlł po
az we Włoszech, ojczyźnie 
baid z za p ałem malował abstrakt y, muńsklch. Wkrótce przyjęcia u Archi- do wąskiego 'korytarza pomalowane- . ....... 
..'2 ' '" drzwi. Otworzyła nam przystojna bru- jego naJlepszego przyjaciela Modi- 
przygotowując się do wiosennej wy- penki stały się słynne I odtąd rok go na zgniły kolor. Wzdłuż ściany ..,j.-" -' .'''. 'I netka, szczupła i wysmukła. Wyglą- gUaniego, którego ostatnie słowa 
stawy pod gołym niebiem na Wa- rocznie hucznie oblewano 11 niego Syl- biegła długa drewniana poręcz jak ., #f,' ...... ..... I 
.. dała na pensjonarkę. Podała mi dłoń przed śmiercią były: "Italia cara". 
shlngton Square. Podzieliłem się z iWestra. Ni-e Obywało aię przy ,tym bez przy schodach ilub w szkole baJletowej. "," 
 I na przywitanie. a potem zarzuciła rę- Z Rzymu ArcWpenko symboUcznie 
nim wiadomością o telefonie Archi- lekkich orgijek z udziałem Foujity w Archipenko wprowadził mnie do ja-.- "I.. ce na szyję Archipenk1. Objął ją ra- przYBłał mi ZlaipTosze:ruie lIla rwerni- 
penki. białym kimono, Kiki w czerwonych daJn1, staromodnej, biednej I przeła- TH V nuen1em I pocałował klIkakrotnie. Po- = w Palazzo Barberini przy Via 
- Niedawno mówiłeś mi że dosta- dessous, krępego Pascina z Aishą, wy- dowanej ciętk1m1 meblami. Obok ma- mimo dzielącej ich różnicy lat prawie Quattro Fontane. Do tego dołączony 
łeś list od Lipchitza, który cię za- soką Murzynką z cyrku M
drano, Su- ła kuchnia zastawiona była garnka- ol o pół wieku wyglądaU na parę ko- był już nie katalog, ale bogato wyda- 
prosił do siebie do Hasting-s w przy- za.nne Valadon z mężem Utterem w mi i nieumytymi naczyniamI. Rzeź- chanków. ny tomik z wielobarwnymi reproduk- 
BZłyJn tygodniu - powiedział Archi- wieku jej syna UtriIla, Marle Lauren- biarz wszedł do sąsiedniego pokoju, .,,' ASHI N 6 10N S o " W wył"' mówił do mnie 'Wesoło Al'chiipenko 0- Apollinaire, Blaise Cendrars Theodor 
szą., znienawidzą cię i niczego się od skdej fa.milljnej restaumcji w pirwni.cy, Przedstawiłem się i całując wycIąg- 
 
ł"'.. · twlerają.c butelkę Beaujolais. _ I po- Dliubler, Ardengo Soff1ci. iałując że 
nich nie dowiesz. dokąd na ślimaJki z ;ryżem rŁeszliśmy niętą. ku mnie .rękę, podałem bom'bo-'# · J. jechaJlśmy w poślubną podrÓŻ Elo Pa- nie mogłem być w pałacu Barberinł 
- A. co do .iclJ rŁnajomoścl. rŁ Bran- .po dwu wy'boisty.ch .stopniach. Archi- IlIierę i kwiat y_ W oczach jej zaszk.1iły ryża. Frances nigdy jeszcze przedtem w,Ysłał
 gratulacyjną depeszę. PÓŹ- 
cusim? penko opowiadał o małej famil1jnej się łzy. Pod2Jiękowała mi pł
. "'.J nie była W' Europie, a ja chciałem mej dowIedziałem się. że Archipenko 
- Nie Skończysz wymówić jego na- jadłodajni włoskiej "Chez Rosalie" w - AngeUca jest bardzo wrażIlwa I . «'-' , 
 "przedstawić jej moich przyjaciół z powrócił do swego domu w Greenwich 
zwiska a zostaniesz wykopsany ze piwnicy dokąd na narodową polentę i łatwo się wzrusza - powiedział Ar- n" 
 którymi rozstałem się wyjeżdżając' do V1llage, by pracować z jeszcze więk- 
wszystkich schodów przez 'jednego i .spaghetti schodziło się po dwu wyboi Ch:iJpenko. · " Ameryki w r. 1923. Ale kiedy zna- szym zapałem. 
drugiego. Czy możesz jeszcze poży- stych stopniach przy rue Campagne Przysunął jej fotel do stołu pmy- I. 
 _ , '. .ł leźliśmy się w Paryżu zobaczyłem z 
 tego czasu upłynął niemal rok 
czyć mi kawałek mydła? Premi
re. Przywoływał wi2Jję stale za- gotOlWanego :na trzy osdby, po czym · 
 ,'. " prlZer8iŻeniem, że 'tam lIStna !katastrofa, zanL"1l uporałem się wreszcie z moją 
- Proszę. Weź też ałun, bo znając pracowanej Rozal11i jej dorodnego sy- wyjął IZ 'kredeIllSll .kamf!kę z wódką. j
by j
 zaraza spadła na to mia. ksiązką.. Był łuty 1964. Kiedy jadąc 
cię wiem, ,że zatniesz się przy gole- na Ludowca, chłopca o dużych 0001- .i dwa Jdel.iJSZJkL. Wiosna w Greenwich Village sto. - Archipen'ko spoważniał I pa_ do wydawcy w Nowym 
orku prze- 
niu. nościadh ma;larskriJch odrzLedzLOZOIlych - Napijemy się, prawda? - spy- trząc na mnie ze zdziwieniem i smut- glądałem "New York Times"a w po- 
- Dziękuję 1 pOW1Or!ej koszuli z podwinętymi ręka- way rozmawialiśmy w drodze do pod- cji z drzewem rozwianym jak na 
wamI. ł"'<;zedłem do niskiego studio, ziemnej kolei, którą Archlpenko upar_ wietrze. 
którego ffuntową ścianę stanowiły cie nazywał po parysku ,,lacJę, o
hcą.. 'F.ifth Avenue zakoń'Ozona wa strona jest dokładnie tak martwa pamiątkowe zdjęcie pożyczę. 
orku zatelefonowałem 00 atelder Ar- 
bo wtedy naJł€lple) SIę wsponuna. W'lelkian marmurowym LuIk1em hipg-ła i tak n1eistniejąca jak na tej TZeźble. Wieczór zapadł już dawno, a gospo- ch1penk1. Zaprosił mnie, bym przy- 
Opuścił rękawy koszull, byle dak za- ipromenadą Charnps
Elys
es !ku bra- Zaległo cięZkie mUczenie. Nastrój dyni była wyraźnie zmęczona. POŻe- szedł zobaczyć jego nowe prace. 

ą.zał wę
eł wytartego krawata i na- mle EtoUe. fontanna na Washington sta.rwał się coraz bardziej iprzygnę- gnałem się dziękując za przyjęcie i - Biorę taksówkę i już przyjet- 
łożył równIe 
Iszczo
. marynarkę. S9uare szumiała Luxembursklm par- biają.cy. fotografię. dżam! - zawołałem. - Adres: Bro- 
- Czy lubI pan ch!la
ką kuchnię? kiem, kawiarnia ze stolikami na chod- _ Angelica jednak probuje trochę Po pewnym czasie otrzymałem adway, numer... 
----: spytał gdyŚim
 wyiszlI na ulicę. - nlku Blecker street zapełniona była chodzić _ odezwał się Archipenko pięknie wydrukowane zaproszenie na - Dawno już nie ma śladu z tego 
N1edaIek? st3Jd :Jest. taJka mała re- tłumem z Deux-Magots. a pachną.cy przeryw8ljąc ciszę. _ Opierając się o uroczystość 70-lecia Alexandra Ar- domu! - roześmiał się. - Zb1ll'ZOlll0 
stauracYJ,ka. PrawdzJlwa, nie dla tury- wiosną stragan ullczneg-o kwiaciarza barierę w przedpokoju przechadza się chipenki, urządzaną staraniem kolo- go razem z całym sąsiedztwem a na 

tów i nie dla ł?<>gatych snobów. Dają przy Avenue ar the Americas roz- wzdłut korytarza. nil ukraińskiej w Ameryce. tym miejscu jest Centrum 'Art y- 
Jeść 
obrze I me drogo. ciągał się na place de 'La Made- _ AJexeJnder opiekuje si, Przyjęcie odby
o się w wytwor- styczne Lincolna. Studio mam teraz 
SzlIŚIny rozmawiając jak dobrzy leine. wzruszaj _ ła _ A ę mną nym pałacyku tuz przy Parku Cen- zupełnie inne, przy ul. Dwudziestej. 
znajomi, którzy spotkali się po daw- Od tego spotkania wid alem mieliśm 
:a w' 1k1ed
 tralnym w reprezentacyjnej części Nowa pracownia była naprawdę zu- 
nym niewidzeniu. Zachodzące słońce z ArcWpenką często i szc
rze g-o;
 Poznal
y a1ę rw Bel'ł
ł:ż t= Nowego 
orku. Było kilkaset osób. pełnie Inna. Obszerna, wysoka, pełna 
rzucało czerwone błyski. lubiłem a rzeźbiarz za każd'W'm razem p1e"rU1! 'L . 'f 
t£ I j/£ 
'1(;1 
tlt. .h
 
f 41 £"JCIJ cli/ P 
. \1'< {/'{1rli I 
/1/1- £
 
/J!flt 7
 /" ;v/
 - 
P 


"- 


/.f 
/ "" 
Iv 


./, 
 
)#,,-vv ' 
,;t: 
tlltl.lo/'- 


Dedykacja Archipenki dla Tadeusza WittIina na książce "AJ'('hi- 
penko FIfty Creabve Yea.rs 1908 -1958"
		

/Archiwum_002_07_216_0001.djvu

			4 


WIADOMOŚCI 


Nr 1011, 15th August, 1965 


ALEKSANDER POREMBlASKI 


OKRUCHY 


RZECZYWISTOŚCI 


1 
Z MĘCZONE oc:u.y Kieł:pińskiego z 
lIlatęzoną uwagą wybierały koń- 
cowe ldozby 'Z ,.,arkulSzów rz,biorClZych 
wzór 14". WprarwIle 'Palce kościanym 
8ze1estem wystukirwały te d8ine na 
wielkiej elektryoznej maszynie. Ta 
zgrzytała trybami" gdakała jak roz- 
gniewana ik>UJra, nienawistnie ścinała 
podaJwane cyfry - li wreszci,e 'Z ryt- 
micznym trza.sklem I'1Jbijała je w co- 
raJZ większe podBUmJOWania. Co jalk.iś 
czas KLełpińsk.l wpisywał wyniki 00 
ogromnego ,.,arkusza !planowania ro- 
cznego" . 
przy stole prrecilwległym kolega 
Ory,siewJi,c:z sza1ał lila ;ręClZnej, maszyn- 
ce do 
ICZenJia. Z pmeramjąJcą. ,szyb- 
k.ością kręcił korbką do sLebl'€\, Il18ce. . . . 
_ A pewnie - przytaJkną.ł KIlełpin- 
skI. _ 
wBZe lepilej mi.eć, niJż IIIILe 
mieć. 
Weszła woźna rr. herbatą.. Wyciąg- 
nęli :z iński, ja 
dziś w nocy jadę do WarsZ8JWY. Na 
konferencję organi:za.cyjną.. Muszę za- 
brać dużo 'P8IPierów. Wasza teczka w 
sam raz. I ma wYg11ąd. Pożyczcie mi 
ją... Wr!licam w ŚI'odę. 
Cóż było 
ob1ć? KLer.owI1lik sekcji 
kadr, to szys'Lka. Lepiej mu się lIlIi,e 
lIlarażać. Z cięż.k.iJm sevcem Kiełpi.ńJski 
zgodził się i jes
cze się uśmieohał. 
_ Proszę baIrdzo, 'Proszę - mÓW'lł. 
I dOIdał mu nawet kluczyk. 
Wszedł właśnie Fąfała. Pazurek za- 
brał teczkę i poszedł szeptać 'Z kie- 
rownikiem. Kiełpińsk.i smutno popa- 
trzył na akację i en.ergioznie nacisnął 
klawisze ele!ktryClZllej maszyny. 


2 
W czwartek raJIlO zastał tec
kę na 
swOllm biurku. Przeraził się. Od brze- 
gu kołOl :zamec''Lka szło długie roz- 
darCLe czy przecięcie aż do rą=kii. 
Drugi zam-ek [lie dstniał. Został wy- 
krajany niezgrBibIllie nożem ozy może 
tyletką-. Kluczyka nie było. Cała tec:z- 


ka rOZJelP'chana t8Jk, że aż sz;wy tu i 
ówdzne puściły. Wewnątrz tłuste ,pla- 
my i okruchy chleba. Tec:zJka zmarno- 
wana iI1a iDILc... 
_ Pięćset :złotyoh dałem za nią w 
Gal-Lu1cie - mówił lGełp.ińBk
 do 0.- 
rySlewioza. - TyiLko raJZ ją zabrałem 
do biura I teraz patrZlcie. 
_ MOŻlla to iZleszyć... Znam tu jed- 
nego szewca. Zrobi to ralZ dwa. A za- 
meczki mo2;ecle doku'Pić. Bo już trze- 
ba dwa jednakowe. TaJkioh jak były, 
to już nie dostanieOle, już teraz nie 
rob!ą - pooileszał Orysiew'icz. 
_ Nie. To już lIla mc. Pię6set zło- 
tyoo wyrzuoone jak w bławo Teraz 
n8Jwet już nie ma taki.ch I\;eczek. Wy- 
puścili tylko na Festi.val Młodzieżo- 
wy... 
Był zrozpacwny. Nie mógł spokoj- 
lIli,e  chodZli? Obywatelu 
sierżancie! 


_ Jak przYJ.dzie kteroWlI1i.k to Slę 
dowiecie. Ja nic me wiem. 
Wyjął papierosa z paozlki Kiełpiń- 
skiego i stuikał nim o paZlIlokieć.. 
Przy.szH pod brudne drZ'Wli w ciem- 
nawym korytarzu. MilicJant obw.orzył 
je, wpuścił da wnętrza Kiełpińskiego 
d 'zamknął drzwi na kłódkę. Jego cię.ż- 
kwe krokw w fasow3lIly.ch bucLoraoh 
oddalały się, 8iŻ ucicl1:ły. 
Cela była niewiellul.. Chyba dwa 
metry na trzy. Ale dość wysoka. o.k- 
na nie miała. Tylk.o a; zakratowanego 
OItworU nad drzwiami Wliało lodowate 
powietrze. podłoga była oementowa, 
ściany do wysokOŚci półtora metra 
pokryte białym} kaielik8Jmi. ,.,
ak w 
j,!litce" _ pomyślał Kiełpi.ńJskii. Ale 
zorientował się 2Je to d8JW!l1& łazlen- 
.ka. WiSkazywaly na ków z ",pepe- 
szami" . 
W'Prowa:dziili go wresz'Clie do pokoju 
127. Przy okni,e Ibtul'lkO, na środku 
I\;aboret tyipU wojlskowego, :z lewej; 
strony 1dIrtz;w:i, uchydone do połowy. Za 
bilIDkJem młody człowiek o energicz- 
nej bwarzy. 
_ N o, Kiełpiński. Przyznajcie się 
od razu. Po co mamy czas tracić na 

różno ? 
_ Do czego mam linę przyznać? - 
za.pytał iKiicl:piński z ledwie ukrywa- 
ną. złOŚClią. - Przyszli w 1Il0cy, trzy- 
maM mnie /W ,celii dwa ,dnli, nikt mli 
ni'C nie .m6w1i - d teraz: ",Przyznaj.cie 
się!". Nie wiem !Zupełnie;o co chodzi. 
_ 'Spokojlllie, spokojlIlie, obywate- 
Lu - wbił w niego grOŹne oozy. - 
Tu wszyscy mówią a komisariatu. Po- 
rucznik Ibył ży.cZJliwy i sympatyczny. 
Wlsp6łClZuł że w ceU zimno" ale cóŻ 
_ dopiero listopad, nie ma kredytów 
na opalanie. Zresztą tu 'Ilie więznelIlJie. 
_ Jeste,ście tylko zatrzymany... 
_ Ale za co, obywateJu poruCZIlli- 
ku? Pod jakim zarzutem? 
_ Mogę wam tylko powiedzLeć że 
na polecenie Urzędu Be
pieczeństwa. 
My, jako kamisariat, mc 
rzeC\iw.ko 
wam nie m8Jmy. Możecie tu trochę 
posie
ieć na ł3JWc,e., to się ogrzej e- 
de. A ja do I1ILc:h za.dZlwonię żeby was 
zabrali. 
Kiełpińskii padziękował, siadł na 
ławce i obserwował zwyczajny rUClh 
w komisariaoie. MiJicjanci wchodziE 
i wy.chodZJili. Brzęczał telefon. Było 
tu na tej ławie dabrze. 
Po pół gOldziiIllie odprowadzonQ go 
znów do cellL A po da,Lszej gOldzince 
zabrali go dOI U.iB. Pod konwojem 
dwóch cywilów. Po drodze poczęst.o- 
wałi gOI .papie,rosem. Był im na;praw- 
dę wdzięezny. Wydali mu się sympa- 
tyC:lJIli. 
W U.B. zaprow3Jd:zHi g:o na najwyż- 
sze piętro d 'P0sa,dzHi na taborecie w 


JANA 


LECHONIA 


po co przedst3lWił nam jako kapita- 
na. DOImniemany .k8lpItan Q twarzy 
mysiej li iZmru.ixmY'ch oczkach, nLe- 
przytomnie biegał ;po domu, dopy- 
tują.c się Q :z,egarki. Potem także się 
uspokoił i z OZ3lSem znajdował szcze- 
gólne ZJadow.olen,ie w Igrze w karty, 
a był dZJ
eoi:nni.e szozęśl<
		

/Archiwum_002_07_217_0001.djvu

			N
 1011, 15tih August, 1965 


, 


........ 


Wspólny rynek 


. r OI ",. 

.- 
.... ł
l!r'I:Ii,1'1 IłIItI..UI'IIUI'.............n.11111£..' 


.......................... 


WIADOMOSCl 


Niemieekie jezioro 


Niemieckie jezioro? Skąd takie na 
Polesiu? A jednak było, i to w rejo- 
targami o wysokość tych dopłat. Ale nie Motola. Ktoś może nie wiedzieć 
tym razem, po raz pierwszy w dzie- o Motolu. A właśnie w tej miejscowo- 
jach Wsp61nego Rynku, wypłynął na ści urodził się pierwszy prezydent 
wierzch nurt 'POlityczny. Dokonał te- niepodległego Izraela. 
est więc rów- 
go szef stałej komisji brukselskiej nleż kawałkiem historii. Właśnie tam 
Wspólnego Rynku, prof. Hallsteln. jest jezioro. Po prostu, w r. 1915 ta- 
Wystąpił z projektem aby sprawa do- bor niemiecki zatrzymał się na łą- 
płat dla rolnictwa francuskiego, któ- kach, rozpalono ogień gotowano a 
re mają być czynione ze wspólnych żar 'POzostał dt1lł się 
 do deszczów 
dochodów celnych, była przekazana jesiennych. W wypalonym torfie pow- 
parlamentowi europejskiemu w Stras- stało sztuczne jezioro. Myśliwi twier- 
burgu, nie zaś, jak dotąd, traktowa- dziU że jest tam niewlarogodna Ilość 
na przez porozumienia między rną.da - kaczek a więc pojechałem zobaczyć 
mi. W ten sposób Wspólny Rynek jezioro i kaczki. 
miałby być oderwany od poszczegól- Do Motola jechało się zmy.kłym 
nych rządów krajowych w tej dziedzi- gruntowym traktem z 
anowa Pole- 
nie i stać się samoistną instytucją skiego, a ponieważ na całej przestrze- 
"ponadnarodową". Na tym właśnie tle ni nie było ani jednego kamienia, więc 
wynikł konflikt z Francją, jak widać, różnie z tą drogą bywało w porze 
odmiennej natury niż wszystkie po- deszczowej. Z drugiej strony miastecz- 
przednie. ka były rozlewiska 
asiołdy, i do nich 
Gen. 
e Gaulle nie brał udziału w mOlŻna było dojechać tylko łódką, dro- 
tworzenIu Wspólnego Rynku, lecz ln- gi gruntowej nie było. Motolleżał na 
styt!lcJę tę zastał całkiem gotową w boku, .i mało kto go odwi
, ale 
SWOIm zasadniczym zarysie, gdy objął Pińsk był uczęszczanym miastem i 
rną.dy. Nie sprzeciwiał się jej, a nawet turyści entuzjazmowali się widokiem 
udzielał jej zawsze poparcia. z miasta na bagna rzeki Piny. Widok 
. Ale nie krył się z tym wcale, że z Motola był podobny, a bagna były 
me sprzyja "ponadnaTOdowej" IStruk- bardziej niedostępne niż w Pińsku. 
turze przyszłej Europy i że nie wi- W rzeczywistości bagna te, mimo że 
dzi sprzeczności między rozwijaniem nlezamieszkałe, składały się w więk- 
Wsp6J.nego Rynku w s
erze gospodar- szości z dość suchych łąk które ko- 
czeJ a swoją koncepcJą "Europa des .szono li, które pozwalały na wyp8lS du- 
patrIes". Oznacza to, że władzą poli- żej ilości bydła. Motol był jednym z 
tyczną Wspólnego Rynku mają być głównych eksporterów żywca, i han- 
nadal rządy państw uczestniczących, dei nim stanowił podstawę bytu 
dzialają.ce łącznie, w drodze porozu- mieszkańców. 
mienl
. Nie prze
zkadza to nawet da- 
asiołda, mimo że jUiŻ szeroka i 
leko Idącemu uJe?n0llc
iu ustawo- głęboka w tym rejonie, była wyzyski- 
dawstwa i tworzemu załozeti wspólnej wana tylko jako arterIa komun1ka- 
polltyki. 
edno z pOS
n?wień układu cyjna dla przewozu siana na łodziach, 

msklego przewldU}e, .ze od l stycz- bydła na sprzedaż oraz dla połowu 
ma 1966, .postanowlema ministrów, ryb. Ryb jednak nie wywożono ponle- 
reprezentuJ¥ych kraje 
sp6lnego waż większe połowy sieciami były tu 

ynku, maJą zapadać, nie Jak dotąd niernożUwe. Na miejscu ryby stano- 
Jednomyślnie, ale większością glosów. wiły zasadniczą podstawę wyżywienia 
Oznacza to pewien wyłom w doktry- ludności: były tanie i było ich zawsze 
nie politycznej de Gaulle'a o "Europe dUiŻO. 
des patries", gdyż ogranicza w pew- W mieście nie było nic ciekawego 
nej mierze suwerenność państw człon- do oglądania: cerkiew, synagoga, 
kowskich, z których każde może być poczta., l\lTZą.d gmiI1iIlY 1110 i .,.,iKraJwiec 
?dtą. d prz
głosowane przez większość Londyf1ski". Poczciwy miejscowy kra- 
mnych panstw. Ale bądź co 'bądź, jest wiec oczywlJŚcie inJigdy w Londynie nie 
to da;!
kie od koncepcji "ponadnaro- był, 8Ile ambasador Konstanty Skir- 
doweJ prof. Hallsteina. Rzecz 'bo- munt .tyLko u !tego ikrawca robił SINO- 
wiem pozostaje nadal w ramach dzla. je ubrania w których paradował na 
łania 
ów:, nie zaś "parlamen.tu dworze k
ólewskim w Londynie, a 
europeJskIego , od tych rządów me- więc i dostawca ubrati czuł się w 
zalezn
o: Obowiązku ozdobić swój warsztat od- 

Ie Je
t to sprawa akademicka pow;iedniJm S'Ly.ldem "Kraw.tec Londyń- 
c
y IdB?loglCzna. Idzie o 1\;0, że Fran- ski". Zdziwiłem się jednak gdy zoba- 
cJa. dążr d? s
worzenla Europy sa- czyłem u niego próbki i oryginalne 
mOIstneJ, kIeruJącej się własnymi in- materIały angielskie. Umiał on wy_ 
teresami, która stałaby się z czasem korzystać pobyt swego sąsiada z Mo- 
no
 elementeI? w układzie sił łodowa w stolicy Angl11. 

wlato
ch: T.ak Jak 
Iś rz,:c
 sto- Po obejrzeniu głównej ullcy miasta 
Ją, przemeslenIe decYZJI o naJwaznlej- schodziło się nad niewielkie jeziorko 

ych spr3;wach gospodarczych, a póź- utwomone tu 'Przez ;zalew 
asi.ołdy. 
mej i po

tycznych, w sferę "pona
- Widziało się tam sporo łódek ryba- 
narodową ,otworzyłoby drogę do TÓZ- ckich wyciągniętych na piasek oraz 
noraklch .wpływów zewnętrznych, po- stada swojskich gęsi na wodzie mię- 
zaeuropeJskich, co z. kolei przecięłoby dzy pływającymi patykami, którymi 
drogę do p
z!szłeJ. samod
ielnoścl młodziet straszyła poważne ptaki 
EuroI?Y.. Tut
J J
st tez wła8I1le punkt (pewnie robił to kiedyś i sławny pro- 
prz
IęCIa SIę. l
nll polityki fmncu- fesor a później prezydent). WIeczo- 
skleJ z. wcLą.z Jes
ze zygzakowatą rem przy zachodzie słońca obowiązy- 
lInią polItyki NiemIec. Zaczęło się od walo słuchanie koncertu Ż8)b pole- 
targów: o terminy dopłat wyrównaw- skich. Trzeba było go wysłuchać bo 
czych. l ich wysokość, a doszło się do rybacy godzili się wyj
żać na rzekę 
rdzema rzeczy, d?miennego niż Trafił mi się stary I doświadczony 
poprzednIe. Droga WYJścia prowadzi rybak Terenty. Od razu mnie zapy- 
przez rozmowy między Paryżem a tał: 
Bonn, przy czym Bonn nie będzie - A arbwtu d cuki1er panók ma- 
móg
 kierować się wyłącznie wzglę- jesz? " 
darnI na Waszyngton. Naczynia i kociołki należały do wy_ 
Pandora. ekwipowania łodzi, jak I suche siano 


NAJSZYBCIEJ 


PaczIri do '" yLvn. 
PIENIĄDZE WOLNE OD CŁA 
HASKO B 


201 zlotych za £1 


al ł-w-.L IłOAD, LOIII'DOIf. & W. 'r. 


LTD. 
r.I. .... .,.. 


Biuro podr6iy: ANGLOPOL T&A.va. LTD. 
.. 'I'JI11BLO. PIA
 LONDOIf. & w. 'r. TeL IIJCN' _ 


o K N O 


N A 


do spania na dnie czółna oraz łuczy- chowaniem ciszy koniecznej dla tej 
na do rozpalania ognia pieczołowicie operacja. Do 1ffiIla j'UJŻ cicho siedziałem 
złożona w skrytce pod tylną ławecz- I lTI11lej już przyglądałem się niebu i 
ką. Te smolne szczapy są bardzo waż- gwiazdom, a więcej wodzie przy brze- 
ne w podróży bo na bagnach nie ma gu, która miała nam wyrzucić dar- 
dobrego drzewa ,opałowego, a łorz.i- mową zdobycz. Do świtu mieliśmy 
na p.8Jli się bardzo złym ogniem, i w łodzi sześć szczupaków "na śnia- 
trudno jest znaleźć coś suchego na danie", jak mówił rybak. Niestety, 
ognisko. kilka największych wyskoczyło jed- 
Gdy wypływaliśmy, ciemność joo nak z łodzi i poszło w toń. Po prostu 
zapadła, ale noc była wyjątkowo po- z emocji chciało się skoczyć za nimi 
godna. Z wody widzi się cale niebo do wody, każdy który uciekł był "tym 
i to we wszystkich kierunkach. Po- najładniejszym" bo nieosiągalnym. 
c
tkowo siedziałem na ławeczce i O świcie, który wstał z rosą i zią- 
gwarzyłem z przewodnikiem ale na- bem, przypłynęliśmy do Niemieckiego 
mówił mnie abym się położył' i zasnął, 
eziora. Ł6dt wyciągnęUśmy na łąkę Zakończenie "Moskiewskiego lata 
bo do rana będziemy na wodime. Na i rozpoczęUśmy nasz dzlen. Terenty 1964" Michajły Michajłowa (por. 
pytanie jak daleko do celu wypra- zakutany w kożuch rąbal łozinę na "Wiadomości", nr 10(1) nie mogło się 
wy, określał odległości tylko w cza- ogień aby ugotować szczupaki I "ar- ukazać w 
ugosławii. Wydrukowała 
sie: bate" a ja szczękając zębami roze- je prasa włoska, a następnie Inne pi- 
- Drogi tam nie ma i nie wiadomo bralem się aby dla rozgrzewki popły_ sma na Zachodzie. W "Nowym 
jak daleko - ot osiem godzin bę- wać w wodzie. Russkim Słowie" z 25, 26, 28 I 29 
dzie jak dobrze popłyniemy. Czekaliśmy na ugotowanie się czerwca b.r. umieszczono "pełny 

asiołda ma tak słaby prąd że nie .s2JCZUpaków i swobodme gwarzyldśmy. tekst" jak zapewnia .redakcja, tego 
bierze się pod uwagę pracy pod wodę Rybak nie oskarżał Niemców o wypa_ zakończenia zatytułowany "Drogę 
ale siłę i porywistość wiatru który lenie łą:kJ" twierdził że pooobne rwy_ Stalinowi otworzył Lenin". Ta część 
przeszkadza lub pomaga. Na tych padki zdarzają się i z pastuchami pracy Michajłowa rozpoczyna się roz- 
przestrzeniach, zupełnie bez pokrycia przy bydle, natomiast winę przypisy- dzialem "Andriej Wozniesjenskij". 
wiatr ma zasadnicze znaczenie dla: wał suszy która wtedy panowala. 
a- Młody poeta sOWIecki jest archltek- 
"nawigatora". MieUŚInY szczęście bo ko dowód przytaczał że Niemcy prze- tem z zawodu. Wygląda bardzo młodo 
obecnie nawet powiewu nLe by>ło _ ciągaU bez trudności armaty po bło- - robi czasem wrażenie chłopca któ- 
cisza. tach a Ich kawaleria krą.żyla po wszy- ,ry przybiera od czasu do czasu dz1w- 
Mój rybak również kiI"ęclł głową. na stkich bagnach gdzie normalnie na- ne ipozy, ale robi to tak szczerze, że 
mój pł8lszcz od d
u, Miał porząd- wet bydło nie dojdzie. Mało go nato- nie wzbudza zażenowania. E
n'burg 
ny kożuch 'barani z kołnierzem i choć miast interesowała sprawa straty tor- miał o nim powiedzieć: "AndrIusza 
chwilowo siedział tylko w koszuli, 00- fu i oświadczył mi, że nikt u nich to jeszcze chłopczyk; dzisiaj poeci za- 
ran był mu potrzebny na ranek. Przed "błotem nie paU - drzewa jest tu czynają swą k8irierę w wieku, kiedy 
świtem zawsze jest na bagnach bar- dosyć". Obrazowo opisal mi ten po- Puszkin, Lermontow, 
esjenin i Ma- 
dzo zimno. Trudno mi jednak było w żar, przy czym twierdził że to paliła jakowskij kończyU swoją". Na MI- 
końcu lipca ciągnąć pociągiem futro, się "ziemia". Dym podobno było wi- chajłowlie WWlIliesjenskij rŁrobił bar- 
by
em więc sk8lZany na szczękanie dać nawet zMotola. dzo miłe wrazenie i zadziwił znajomo- 
rano zębami. Ale to później, teraz by- Gdy wYrliszałem na polowanie u- ścią lIteratury zachodniej - Kafki, 
ło ciepło i przyjemnie a nocne niebo przedził mnie że spodziewa się po 
oyce'a, IDliota, Snnone WeLl iii Ted.l- 
przepyszne. W ciszy jaka jest na południu burzy i ostrzega tebym na harda ode Chardin, iktómy na ogół są 
bagnach nie 
iwi nawet że przewoź- czas wrócił do ,

zi. "Burza .na bag- terra Incognita dla Innych sowieckich 
nik nie pluśnIe wiosłem nic nie mąci nie - nledobra l mam uwazać żeby pisarzy. "Duchowym ojcem" Woznie- 
spokoju letniej nocy. I' tak jest na- mnie nie chwyciła. Niebo było bez sjenskiego /był bez wilJltpienia Paster- 
prawdę, że człowiek natury zawsze chmurki a więc nie bardzo wierzyłem nak, którego Wozniesjenskij odwie- 
dostosuje się do otoczenia a nieraz w te przepowiednie. Zapomniałem po dził będąc jeszcze w szkole. Paster- 
i rozmowa jest dysonansem gdy prze- prostu 
 tu ludzie dużo wle
 jeże- nak czytał mu z rękopisu ustępy z 
strzef1 milczy. Owszem, odzywa się 11 chodzI o pogodę i w OptymIStyCZ- "Doktora 2iwago". Tu MlchaJłow 
c
em głos bąka, zakwill czajka, zer- ł:Y1!l nastroju poszedłem w kierunku przypolTI11lał złośliwą uwagę Erenbur- 
WIe się ptak, coś pluśnie na wodzie J.ezwra. Od roJ2JU lila łą.ce spotkała ga: "AndrIusza rozwija się w cieniu 
ale te głosy tylko tym bardziej pod
 mnie mespodział:'ka, co chwila l8pOd Pasternaka. 
est to niewątpliwie do- 
kreślają świętą. ciszę której zakłócać nóg porywały 
Ię. be
asy i kulony. bry cleń, nie mniej jednak - cIeti. 
nie można. Zdawaloby się że bez koń- Było Ich tak duzo ze nIeraz całe stad- Tu dodam, że w czasie całego hałasu 
ca można wsłuchiwać się w wymowę ka. furkotały wokc;>ło by zapadać na dokoła Pasternaka Andriusza odwat- 
nocy na bagnie ale... niespodziewanie są.
Iednlch 
p3;dlmach terenowych. 


a
ilczał i nie bronił swego men- 
przychodzi sen. Tak było i w moim W'ldoczmde ntkt 'Ich tu nigdy inde pJo- 
wypadku. szył. Trzciny okalające jezioro mogło Spotkanie z Wozniesjensklm odby- 
Przez sen słyszałem plusk blisko s
sznie uchodzić za las. Rosły na wo- ło się w Klubie Artysty, gdzie roz- 
łodzi, powtarzało się to kilka razy ale dzie bardzo płytkiej, bo 
edwie ?o mowę ich ciągle przerywal ktoś wita- 
nie przerywało snu, i tym mUsze było łydek, I do tego na urodzaJ
ym pople- jący się z poetą. "Zdaje się te go zna 
wtulenie głowy w miękkie siano w le, wysokość ich. musIała sIęgać czte- cała "zlota młodzież" Moskwy I gdy 
łod:zii. Obudziły mmJie dopiero ud
- rech. me!rów.. N.lgdzie tak d0ł'?dny
h popularność 
ewtuszenkJi zwolna o.- 
nie i trzepot czegoś w sianie a zara- trzcm me wIdzIałem. PosuwaJąc SIę p8ida, popularność WozndJE'lSjenskiego 
zem mokre muśnięcie mojej ręki. w głą-b musiałem łamać trzciny by wzrasta". 
est bardziej intelektual- 
Podniosłem się i spytałem Terentego oznaczyć sobie drogę powrotu do rze- nym nit emocjonalnym poetą, formal- 
o przyczynę. ki. Po przejściu trzcin, już na głęb- nie 'bliskim wczesnemu Majakowskip- 
- Szczupak palI1ie _ padła ropo- szej wodzie, zobaczyłem właściwe je- mu i Pasternakowi, ideologicznie zaś 
wiedź, - ot I\;en 
tni to i obudził zioro. Lustra otwl!;rtego wody w do- jest "antysocrealistą". Lubi Dosto- 
pana a już wcześniej wpadło dwa to .słownym znaCZem:I.
 nie było: . jewsklego, nie lubi Gorkiego. 
pan i nie słyszał. n
 całej p
estrzenI widziało się me- Następny rozdział nosi tytuł "Za- 
W łodzi mieliśmy już trzy szczu- WIelkie okIenka otwartej wody oto- gorsk" , ll1azwę małego miasteczka do- 
paki! Oczywiście sen mnie odleciał. czonej kępam.i, 
zere
1 oraz roz- koła 'IToioko-,sjergiejewskiej Łamry. 

akżeż to szczupaki same wskakują ległym
 poł.a.oiamJi k8SlJkJ !IIlI8m1Y. te- w którym założono muzeum ateizmu. 
do łodzi, i to duże, dorodne ryby? go przysmaku b
otnego ptactwa. "Jasne jest - pisze MiJchajłow - że 
Okazuje się że to chytrość Poleszuka Wybr.ałem 
ble. cypel kęp głęboko obecność !ffiIUIZeum demOThStracyjnie 
łapie tak szczupaki. W ciepłą noc śpią wrzyna
ący SIę mIędzy 
twarte okna ulokowanego wśród cerkwi w naj- 
one na nagrzanej powierzchni wody wody l 
 po
tanoWIłem SpędzIĆ mniejszej mierze nie sprzyja nawró- 
w miejscach pozbawionych prądu. resztę dm:a: WYbierałem do marszu oeniu wierzących lD.a atei8tów". Dalej 
Ryibak bezsrelestnlie podpływa blisko p'ola ka.szJu m.anny po któr
j. szło MLChajłow IZaUIWa:ża że owa , 1Selkc1ar- 
zakola rzecznego, gdzie prąd jest zaw- SIę bardzo łatwo. Była ona JUz po- ska" prop8;ganda atei=ru nie ma nic 
sze bardzo słaby i odcina je czółnem rządnie zbita i stłamszona przez wspólnego z prawdziwym ateizmem 
od rzeki. Szczupak raptem obudzony 08k:ub!lJąoe ją.ptaki: W1drzJIałem rów- którym jest całlrow1ta obojętność w
 
daje susa w kierunku rzeki i wpada nlez Jak chwIała SIę przede mD!ł- i bec 'religii. "Ale ta nieustanna, fana- 
do łodzi. 
eżeli trafi na twarde dno ruszała rozchylana p
zez smykaJąc
 tyczna, antyreligijna walka w Zwląz- 
odbije się i przeskoczy burtę, jeżeli stadka młodych. P?Jedyncze matkI ku Sowieckim dowodzi... te nie ma 
trafi na siano najczęściej odbić się czasem podł"Y':"ały SIę by zapaść nie- zagadnienia ateizmu, a jest zagadnie- 
nie może. Moje posłanie tak gościn- daleko, ale nIe strzelałem do nich. nie anty-teizmu, bogoburstwa... so- 
nie przygotowane okazało się tylko Wreszcie doszedłe.m do wybranych kęp wieckde gazety pełne są. j8Jk naj,bar- 
celową pułapką na ryby a namawia- 
 
gram
Ułem SIę na wierzch. Całe dziej wulgarnej makulatury "ate- 
nie mnie do snu _ uplanowanym za- JezIoro ożyło, ost:ada 
k różnego istycznej". jak np. "Komiczna ewan- 
rodzaju podrywały się i krążyły. Nie gelia", "Komiczna biblia" I jeszcze 
odchodziły jednak z jeziora, najwi- bardziej wstrętne i głupie bluźnier- 
doczniej nikt Ich nie niepokoił - czu- stwa". 
ły się tu pewnie i u siebie. .R1erwIsze . Słuchając wspaniałego chóru cer- 
strzały spowodowały chwilowy po- klewnego w Ławrze Michajłow 
płoch ale gdy się ukryłem w szuwa- wspomniał że jeden z najbardziej ory- 
rach raz po raz nadlatywały mi na 
nalnych myślicieli rosyjskich Leon- 
strzał. Strzelałem jednak rzadko I t]ew spędził w Ławrze reszl\:ę życia. 
tylko do "pewniaków", raczej oszczę- Ale o nim w Sowietach nic nie wiedzą. 
dzałem amunicję na bekasy. Na mo- Nie wiedzą też o Losskim, Sołowjo- 
jej kępie nawet przespałem się klIka wie, Piotrze Struve, Bierdiajewie i In., 
godzin bo słoneczko przyjemnie do- którzy są na czarnej liście w Związku 
grzewało. So
leckim. I pomyślał, te ponieważ p 
Obudziły mnie dalekie grzmoty, a nałbardzlej oryginalna fllozofia rosyj- aryskle "WozrożdlE'niie" dru'kufe 
gdy podniosłem głowę, czarne chmury ska - personalistyczna i apokalIp- wspomnienia P. L. Barka. Bvł on 
pokryły już zachodnią stronę nieba. tyczna - w osobach Szestowa, Bier- carskim ministrem skarbu w plprw- 
Rybak miał rację - nadciągała bu- diajewa, Rozanowa, miała swój szych latach pierwszej wolny. W ZP- 
rza. Pośpiesznie pozbierałem postrze- wpływ na dzisiejszą myśl zachodnią, Szycie z ma fa 'b.r. opowiada jak ma- 
lane kaczki I szybko dążyłem do ło- przeto o Istnieniu rosyjskiej, nle- fąc trudności z budżetem państwo- 
d2Jił Przydała mi się wozeimllej '2Jl"Obd.o- marxistowskiej fUozofl1 musimy się wyro. kt6ry z nowodu wnrowadzE'Tlla 
na ścieżka w gą,szc:zach na poIbrzeżu 110wladywać na Zachodzie. prohlblcU stracił jedna. trzPCią docho- 
bo nie miałem już wiele czasu do stra- O 9OW1I
cJdm antysemit}"2Jmlie MI- rl
. naradzał sle m.in z hr. Wittp. 
cenia. Chmury osiągnęły zenit, słotice chajłow 'Pil!me IOstro:!Jn'Le przytaOZJ8Jjąc Wltte był wtpdy członkipm Radv Pań- 
zniknęło i, mimo pośpiechu, zauwa- :znane fakty ale z czasów StaLiIIla. jak stwa ,1 w ozvnl1ej 1[)()Htvce 1],1
 brał 
żyłem że grzmot wyjątkowo długo wydanie 
ydów Niemcom w r. 1939, u
zlału. O .wojnle był zdania. ŻP Ro- 
przewalał się po niebie, głos jego na- jak słynny proces lekarzy żydowskich sla. nie moze walczyć z Niemcami. tp 
rastał i zacichał by znowu powrócić umorzony ze ŚIniercia Stalina ł t.Ip. wouł- a ta 
ozl jej całkowitym znlsz- 
gdzieś z oddalenia w całej mocy i Dla obserwatora z boku najbardziej cZ
nIem. NIP. wierzył tp'z w DOmoc 
grozie. Często nawet łączył się z no- chal'akterystyczną. ceohą. ozłowleka so- S01Uszł: lków . RDsja musi da,żvć do naj- 
wym uderzeniem pioruna, i charkot wileckiego - Homo soV1l'eI\;iJcu.s _ MI- rvchlelszeg-o zawarcła pokoiu z Nicm- 
trwał miejscami bez przerwy. Teraz chaiłow uważa niedojrzałość, nlemoź- ramI. l{tóre niechybnip. zg-odzR. sle na 
już gnałem jak mogłem by dopaść no4ć 
oia bez "gospod:a;rza". Od noważ
p ustepstwa. Co do Wlp.lkipi 
łodzi. Wicher przecie zaraz uderzy po- kołyski do kołchozu czy uniwersytetu Brvtaml oowladczvł ŻP be(f7ie ona wał- 
tężnie, tu nic go nie zatrzyma a i dla wszedzlE' wszczepia się dyscypIlne i Czvła do ostatniej kropli krwi - ?oł- 
piorunów na płaszczyżnie o średnicy zabita indywidualną inicjatywę. 80- nlp.rza rosYjskie/?"o I napadł na mlnl- 
kUkudziesięciu kilometrów właśnie wieckip społeczeństwo jest naj'bar- stra spraw zag-ranlcznvch Hfl7.onowa 
człowiek jest najwyższym punktem. dziej konserwatYWne: nawet kwestia za .zawarcle z sojusznikami układu o 
Łódź zastałem już odwróconą dnem szer.okoścl SDodl1
 'Wy'Wo1'llje fana- sohdarnoocl 1 nlel'OZTDoC'7.V'I1a:nla roko- 
do góry, siano IZ posłamda ułożone było ty'oz:ną 'l'Pakcję. Dla ,Homo ,sovletil- 
ań .DOIkojo",,"Vch nlE'za,Jeżnif> od ISO- 
na pomOŚcie suchej łoziny przewidzia- cus" byłoby zupełnie 
ieprawdopodob- ;=n
6:Wł Wszvstklm pflństwom - 
nej na gotowanie "arbaty" na wie- ne i nawet nie do pomyślenia. aby . e. ZI!t na zakończE'nle - wolnfl 
czór. Razem z pierwszymi kroplami ktokolwiek na ŚwiE'cie móg-ł napisać w 
r

lIe
p.ń nlf'Słv
hllnp kIeski. aJe dla 
deszczu daliśmy nurka pod łódź i mo- g-azerie 'swe własne 2)danle nie ropo- OSlI s o czy SIe katastrofa: wofna 
gliśmy słuchać tego co działo się na W1;3.1dajarp. "ofiejaInemu pr
gramow,1" 
:
zeta przE'Zór
ąd zostanie zakoń- 
błotach. Warto było posłuchać tej sDołeczeństwa, w którym się tyje. a przez nar d '" 
burzy. Niestety obserwować jej nie Psychologia ..Homo ROvleUcus" od- 
mogliśmy,. ale nieustanny błysk i znacza się sUnie zaznaczC2)ą.tku i przynio- 
sły w wyniku znaczne korzyści dla 
wszystkich zainteresowanych krajów. 
Pod spodem był wszakże nurt poli- 
tyczny, 'ffiianow:1cie niewylpOWiedz1ane 
przewidywanie że w wyniku scalenia 
gospodarczego, nieuniknioną konlecz- 
nośoJą okaże .się jakaś forma scale- 
nia poLitycz:nego 'Państw :n8Jle2'.ą.cych 
do Wspó1nego Rynku. Temu Il.a- 
gadnienlu nie poświęcano wiele uwa- 
gi, być może umyślnie, gdyż w pierw- 
szych latach Istnienia Wspólnego 
Rynku sprawa ta wydawała się jesz- 
cze odległa I nieaktualna. Stąd krót- 
kie spięcia między uczestnikami 
Wspólnego Rynku ograniczały się do- 
tąd wyłącznie do zagadnień gospo- 
darczych. Na ogół bez wielkich trud- 
ności radzono sobie z przemysłem. 
Trudniej szło z rolnictwem, i tutaj 
też IJJajw1lęcej było starć. A:l
 gdy 
już za
adano że VVsp61ny Rynek 
:zaJWalJL :się, wszystko skończyło się 
pomyślnie. 
Francja wytwarza ze wszystkich 
krajów Wsp6Jnego Rynku najwięcej 
produktów żywnościowych i ceny Ich 
są najniższe. Stąd wywóz rolnictwa 
francuskiego do 'POzostałych pięciu 
krajów jest największy I ma wclą.ż 
tendencję :rosnącą.. Ceny n1em'ookJich 
produktów rolnych są najwytsze a 
rozmiar produkcji o wiele niższy. Je- 
tell poziom cen ma być na całym ob- 
azarze Wspólnego Rynku wyrównany, 
oznacza to że ceny zywności w Niem- 
czech mają być obniżone a we Fran- 
cji podwytszone, i to dość znacznie. 
Przewidziano na ten cel fundusz wy- 
równawczy, zasilany przez dochody z 
ceł, pobieranych na wszystkich gra- 
nicach krajów Wspólnego Rynku w 
Ich obrotach ze światem zewnętrznym. 
Sfonnułowano to jeszcze inaczej, mia- 
nowicie w sposób bardzo niepopular- 
ny. Oto że spożywcy pięciu ikT'ajów 
Wspólneg-o Rynku mają. subwencjono- 
wać rolników francuskich. 
Takie też było tło wszystkich do- 
tychczasowych krótkich spięć z Fran- 
cją. Ale za Francją stała litera pra- 
wa, ml:anOWlicie wyraźne postanOWlie- 
nie układu rzymskiego o wzajemnych 
świadczeniach państw należących do 
Wspólnego Rynku, celem zapewnienia 
jednoliteg-o poziomu cen produktów 
rolnych. Szło więc o targi, w jakich 
odstępach czasu owo wyrównywanie ,J
mierzch Popielidów" p. StanlisłaJWa 
cen ma następować, tak by uniknąć HelsztyńsJciego jest to baśń., p<1Wsta- 
zbyt jaskrawych następstw tej pro- ła nie w IX w., lecz dzi.siejsza opo- 
cedury dla różnych rynków krajo- wieść o wydaI1zeniach :z IX :stulecia. 
wych. Ostatecznie wszystko wydawa- Jeden z licznyoh utw:orów literaclGJch, 
ło się uzgodnione i nie przewidywano napisany,ch na tle tego co w dobie 
dalszych komplikacji. Opór Niemiec moJej młodości lIl8ZywanO dziejam.i 
nie miał podstaw prawnych, więc nie bajecznymi Polski. Waadomo że w 
mógł być trwały. Rzecz sprowadzała dZI1siejszym piśmienniciwie krajowym 
się do prze(fłu:żania na jakiś CZlaJS autorzy chętn:Le sięgają po te tematy, 
istniejących norm wyrównawczych mogąc się wypowi'adać z pełną. swo- 
wraz z zapow.i.ed:ziaJm:1 wprowadzania bodą.. Przypominamy wielki epos Go- 
dalej idących Il1brm wyrównawczych hIbiewa o Bolesławie Chrobrym. 
w terminach ;p6źni'ejszych, IZ góry Obecnie, bad8Jnia history.czne i ar- 
ustalonych. cheologlczne początków Polski, lubo 
Można by tutaj zauważyć te tak n1e IZdołały jeszcze il'zucić wystarcza- 
czy inaczej, rolnictwo francuskie jąco jasnego światła ll1a tamte czasy, 
przez OZ8IS krótszy 'czy dłu2JszY mia- pozwalają się IU\IIn 2Jbłiżyć coraz bar- 
łoby korzystać z subwencji innych dziej do zrozumienia szczupłych 
krajów. Na pozór wydaje się to nie- wzmianek kronikarzy i=ieścić je w 
uzasadnione. Wspólny Rynek nie jest czasie ;j tprzestrzen:i., odtwarzając 
wszakże organizacją. mają-cą na celu przypuszczalny tok dZliejów. 
scalenie samego tylko rolnictwa, ale Opowieść TOZlpOOZyna podr6z kara- 
całej gospodarki, a Więc także, d to wany kupieckiej, dą.żą.cej przez zie- 
przede wszystkim, przemysłu. Naj- mie Jechickd.e do 1St0licy Popielów 
większe znaczenie ma to właśnie dla Kruszwilcy o której wspaniałości krą- 
Niemiec. Uzasadnienie dopłat do rol- ,żą. dal.eko WIieścI. Służy I\;en opis do 
nictwa francuskiego z ich strony mie- wprowadzenia w temat li :za,poznanie 
ści się w otwarciu dla przemysłu nle- z osobami odJZIiałaJącymi. 
mieckiego ogromnego rynku zbytu na Przedmiotem bowiem .,zmierzchu" 
całym obszarze sześciu państw. Ko- jest 'Przec:iJwieństwo dwóch plemion 
rzyści płynące stąd dla gospodarstwa looMckroh, walka o ihegemonię jed- 
niemieckiego przekraczają po wiele- nych iZII1ILd średniej Warty, drugich 
kroć te dopłaty. Zjawiła się co praw- znad Gopła: Lędzicr.an i Goplan we- 
da nieprzychylna formuła, że "prze- IThug terminolog.iJi autora. Zrazu ci 
mysł niemiecki ma utrzymywać przy biorą górę, znal3.1złszy dZlielnych wład- 
tyciu rolnictwo francuskie", ale nikt ców IZ rodu Popielów. Na:jw.iększy z 
tego nie brał poważnie. Mowa jest o nich, trzeci i ostatni, z8lbrał Lę&l- 
scalenl
 całego gospodarstwa, a więc ozanom GlIliezno .1 ;narzuoił wm swe 
rola róznych jego odłamów musi być zwierzchnictJWo. Na północy sięgnął 
z konieczności zestrojona. poza WiJSłę, WY'szogród przy ujściu 
Na ostatniej konferencji bruksel- Brdy stał się ośrodkiem tamtych 
skiej 'l"az jeszcze IBprawa ta wypłynę- dzierżaw. Znosił tSlę .kniaź z W olinem 
ła i wydawało się, że znowu będzie 'Przy IUjlŚciiu Odry, z Varangami =a 
się miało do czynienia z zagadnieniem morza (Waregami), z których owdo- 
ustanowienia nowych terminów dla wiaJw.szy W1Liął drugą żonę Lindę. Ma 
wprowadzenia dopłat wyrównawczych on dwóCh synów: P.optela IZ pierwszej 
dJa rolnictwa francuskiego, czy też z żonY', dQmniemanego n8lstępcę; tego 
.......................... 


oSa?zIł w Gnieźn;ie; drug,jego Askola 
z LIndy na Wyszogrodzie. Na starość 
'L1ndę zanied:bując, WiUą.l miWśn:icę 
Izaurę, piękną brankę z Rusi. iLiru:la. 
r.ozwśoLeklona myś
i o zemście a o 
zapewnieniu następstwa AskoldOW1. 
Staje się złym duchem w irodzilnie 
Popielów i spramczyn.ią zagłady. 
Korzystają.c z tych niesnasek (!"Q- 

rnnych, Lędziczanie powstają. przc- 
'ClIW Goplanom a zrzUC8;ją zwierzchnic- 
two Popielów. Na czele mają Piasta, 
co. z pr.ostego k'Ołod:zi:eja gnieźnień- 
s
Iego 
yr6sł na wiel.k!iego wojow- 
nIka. NIe zdołał jednak odbić Gniez- 
na, utw.ierdzJIł się na ostrowie led- 
niokim. 
Za sprawą Lindy stary kni.8iŻ gilllie 
s
rytobój'czą śmiercią. Askold zagar- 
n!.a KI"U.9Zwicę .i wyrusza na Gniezno, 
które Popiel młodszy - jego sylweta 
wypada dość blado - oddał Piastowi. 
Mimo posiłków warańskich, Askold 
choć zabija br8ita, nde może :zdobyć 
grodu. Lillda truje braci męża. Lud 
goplański. powstaje przeciw niej 'i 
A.skoldow
. Po bitwie nad rzeką 
Mą.twą, P
ast uderza na Kruszwicę 
 
2)dobyiWa po zaciętej krwawej walce 
zręcznym podstępem. Ginie cała ro- 
<;Iłzi1I1a Popielów, gi!!1ą. Linda i Sigtuna, 
zona Askolda; jedyne .ieh dziecko 
mały Aska tonie w jeziorze. Pozo- 
staje 
ed
 wł8;dca Lęd.ztCZ8Jll i Gop_ 
lan PI8iSt 
 łączy m.erozerwalnie oba 
plemiona, Illadając 1l10wą nazwę Po- 
lan a jako godło białego orła (ana- 
chroni7Jm!) . 
TreŚĆ powy.ż.sz.ą. 'P. He1sztyński ubie- 
ra w doskonałą formę. Opowde.ść to- 
czy się wartkiJln pędem. Osoby dzia- 
łaJące, ostro n8lkreślone, wY'stępują 
w pełnej jaskrawości prymitywnego 
pokolenia. Obrazy batalistyczne obu 
oblężeń i bitJWy, a zwłaJSZCZa pod ko- 
niec upadek KruSZlWlicy d zagładę Po- 
pi:e1ów, CZyiU\. się z rosnącym napię- 
ciem, Gród n1ezdoby.ty ulega poża- 
rowi od wewnątrz, 'WIZIlJieC'Ollemu 
.przez .stado po
apalanyoh gołębi. 
.) Stanisław Helsztyński. Zmierzch Piast wyrasta na Wlielkiego wodza i 
Popi:eliJdów. Saga z dru
iej połowy mądrego polityka. Efektu dodają sce- 
IX wWku. Ilustracje Włodzimierza ny, jak pOgTZeb Popiela ;na koniu na 
Bartoszewicza.. Poznań, Wydawnic- stosie, jak pokaz korabi w.o1ińskich 
two Poznaf1sk.I.e, 1964; 1St:r. 207 i li11l. na Wiśle. 


z 


I X 


w 


I 


u 


k 


e 


Pośród osób pol11lIli.ejszego znacze- 
nia wymieniamy skalda skandynaw- 
skiego Sagamoora, tudzież dwóch du- 
chownych, wygnany,oh z WieLkiej Mo- 
raJWY, gdzie księża niemieccy dybią 
na .obrządek !Słowiański. Oni to bło- 
gosławią. Lestce, maleńkietmu wnu- 
kow,1 Piasta. Wśród kupców podróż- 
ny.ch w.idzimy Swentepełka IZ Wolina 
(recte by było Swantopołka" lecz wąt- 
pić .się godzi, czy tego dynastYCZllle- 
go imiearia w.olno było używać pro- 
stym Ludziom!). 
"Parti pris" autora jest wddoczne, 
lecz trzymane .z taktem na wodzy. 
Saga j.est pisama dzisiejszą poLszczyz- 
ną., bez archaizacji. Ubolewamy tylko 
nad nadmiarem wyrażeń, wziętych z 
niemczyzny, !Zgoła 2Jbytecznych. Za- 
raz w pierwszym zdaniu :zacl1,od:zii 
"skier:ować", na drugiej stronie ,.,cug- 
le" i "hełm", na trzeciej "kOSZltowny" 
i t.d. i t.d. Przy objaśnieniu staro- 
po1sJclch wyrażeń "Judokupiec" się 
tłumaczy przez "handlarz"; "sąg" d 
"tram" przez .,,'belkę" 'i "kloc"; "jan- 
tar" prZleZ "bursztyn" i t.p. 
Po tematy z zamierzchłyoh pier- 
wocin PolBkd 'PIśmiennictwo ll1asze się- 
gało także lZa doby romantycznej i 
poromantycznej: Słowacki, Norwtd, 
Kraszewski. Geniusz poety "Ballady- 
ny" stworzył polską Lady Macbeth. 
"Lala Weneda" jest to fatalizmem 
znaczona transpozycja klęski powsta- 
nia listopadowego. 
Pan Helsztyńffiti, znany krytY'k Lite- 
racki, autor doskonałej, biografti Przy- 
byszewskiego, ma, są.dzImy, w sadze 
własne zamierzenia. PragiIl!ie WSkl1Ze- 
sić atmosferę czasu i oharaktery owo- 
czesnych ludzi, a bardZliej jesZtCZe 
przedstawić jak ze skłóconych ple- 
mion Jechiokich wY'r.osła jedność i 
wielkość Polski. Zmierzch Popielidów 
rozbłyska wschodem słońca Piastów, 
u których 'Pierwocln autor stawia nie 
legendarną. f1igurę pocwlwego kmiot- 
ka, lecz postać wojownika d męża 
stanu, wielkiego włiadcę. A jeślI spoj- 
rzyimy na rok ogłoszenia sagii, rzecze- 
my że należy do utJWor6w., pisanych 
z myślą ku pokrzepieniu sere. 


X. Karrul Kantak. 


R O S d 


Ę 


c
łopu opuścić kołchozu bez pozwole- 
nIa władz. Chłopi i robot.mcy - od 
olbrzymiej nierówności dochodów. 
Niekwallfikowany robotnik dostaje 60 
rb m
esi
znle, za co może kupić naj- 
wyteJ dWIe pary obuwia, gdy inżynier 
i dyrektor dostaje 500-600 rb. Dla 
chopów i robotników są niedostępne 
S2Jk.oły-lnterna:ty, których jest cztery 
w. Moskwie I w niektórych większych 
mIastach. W szkołach tych nauka stoi 

soko, ale są. dostępne tylko dla 

eci klas uPrzywilejowanych. Wresz_ 
Ol'e - powjn.n.o6ć wojskowa trwa od 
trzech do czterech lat. 
Pomimo kilku dziesięcioleci propa- 
gandy wydajność pracy jest bardzo 
niska. Wprawdzie drakońskie prawa 
czasu wojny, które pozwalały na ze- 
słanie do OIbozu koncentracyjnego za 
kilka minut opóźnienia do pracy, już 

iesiono, o
wiązują jednak "ksią- 
zecZki pracy pozwalające kontrolo- 
wać każdą zmianę miejsca zamiesz- 
kania. 
Ostatni rozdział pracy Michajłowa 
zatytułowany "Zakończenie i pprspek- 
tywy" 'Z8M'1ie.ra motto IZ "Doktora 2J- 
wa.go": "Byłem nastrojony rewolu- 
cYJnie, ale teraz sądzę że gwałtem 
niczego nie można osiągnąć". Michaj- 

ow - bystry obserwator bieżąceg-o 
zycia - jest trochę mglisty, gdy cho- 
dzi ? "perspektywy" czyli przewidy- 
wanIe przyszłości Związku Sowieckie- 
go. 
est zdania że Sowiety są na pro- 
gu 
el'klch zmian. Samo ich istnienie 
w c
ągu bez mała pół wieku obaliło 
teonę, według kl\;órej baza gospodar- 
cza określa nadbudowę ideolog-lczn,ą" 
g?y właśnie ta nadbudowa, ta ideolo- 
gIa o
reśla rozwój zarówno gospodar- 
co/;, Jak społeczny Sowietów. "Ideolo- 
gIa. ta .kruszy się, bo nawet gdyby 
'poZIom zyc1a gospodarczego podnIóSł 
się 
acznle, pozostanie pytanie: co 
?ale]? 
 w tym jest słabość sowierkiej 
I
eologli. Bez wątpienia nastąpi trze- 
cIa. rewolucja, którą przewidział już 
M
 lak?Wskij. Będzie to rewolucja w 
dzledzmle ducha. Obecnie partia i rząd 
są P?'W0Il "wyciSkane" przez techno- 
kracJę. A przeto nowa rewolucja bę- 
dZIe !lIp przeciwko biurokracji, ale 
prze.c!wko technokracji. W danej 
ChWIlI . Zwlą.z
k Sowiecki oddala się 
od Az]i i cią.zy ku Europie... Paster- 
nak bYł większym rewolucjonistą nit 
ci, którzy urządzali na niego nagan- 
kę, choć nie zdawał sobie z te.2"o spra- 
wy utożsamjają.c gwałt z rewolucją.). 


. 


W sowieckim tyg-odniku .,Ogoniok" 
z 22 maja b.r. opisana iest wielka 
uroczystość kt6ra się odbyla w ko- 
lumnowej saIl Domu Związków dla 
uczczenia 60-lpcla urodzin Szołocho- 
wa. autora .,Ciche.2"o Donu". 
ubila- 
towi .nadano order Lenina. Wśród za- 
.2":amcznych gości obecny był Iwasz- 
kIewicz. 
W tym samym numPrze jPst 'kore- 
spondencja z północne.2"o Viptnamu 
"p?l
klef. pisarki" Moniki Warneń- 
sk.IP1. Opl l SUjP. w niei zbombardJOVl.'I8.ni.e 
szkoły przez lotnictwo amprykań- 
skle. 


. 


"W demonstracjach w Kairze Bag-- 
dadzie I t.p. biora udział wyrzutki 
społeczeństwa, czyli czerń. W naszYch 
ramerykańskich] dem	
			

/Archiwum_002_07_218_0001.djvu

			6 


WIADOMOSCI 


Nr 1011, 15th August, 1965 


w o c:::; Z A 
H ZA 
 H O D U 1...................................................5 
q: 5 : 00 wysłoo?.. ()t() pytanie : 

. B. 


:.f
S w 

ew star -..
 ek

"=:t = 

 : na które zawsze celnie odpowie TAZAB : 
tesman"ie z 9 lipca b.r. ładny szkic w Warszawie tołn1erz Ann1i Ludowej : · 
p.t. ..The Moments {Chwile)". Chodzi mówi: ..Tylko Niemcy nie są tu u. Płaszcze ortalionowe (włosIde) z podpi.nką i bez. : 
o chwile, które autor z braku lepszej siebie". Z widowni ktoś pijany zawo- : · 
nazwy okTeśla jako "magiczne", chwi- łał: "A co z Katyniem?". {Przypo- . 8 
,,; czki · 
le zachwytu, natchnienia, łagodnej m1nając tę zbrodnię sowiecką Prtttie . Trycelinowy plisowany materiał na 
 : 
ekstazy, zadumy nad pięknem świa- zaznacza, te drzewka zasadzone przed : · 
ta. Chwlle poezji w naJszerszym zna- warszawskim Pałacem Kultury ma- . Brin y lonowe sweterki. Stole mohairowe = 
czeniu tego słowa, nie ogr.miczonym k8lbryczny humor ulicy nazwał "la- . . 
do rymowanych (lub nie) llnijek dru- skiem katyńskim"). = · 
ku. Bolesne doświadczenia wojenne. . 1 . I . h rtykuł6 ł h . __I. mi . : 
Pamięć takich przeżytych chwil I wzbudziły "gorzką podejrzliwość" wo-. WIe e mnyc a w op acającyc SIę ZIUW\.O Cle. . 
nadzieja że przyjdą. jeszcze nowe, 1\;0 bec Niemców. 
est ona zrozumiała, = Szczevół y W nasz y ch no wy ch cennikach. · 
dla iPriestleya tr6dło siły I wytrwało- ale przybiera "rozmiary narodowej . z=> : 
lici w wędrówce życiowej. 
eśli wtara neurozy". "Polacy co prawda twier- · NAJWIĘKSZY POLSKI DOM WYSYŁKOWY · 
w tę "magię" jest oznaką roman tycz- dzą. że są gotowi przebaczyć Niem- = I 
nego temperamentu, mam - powiada com. Może tak jest. 
ak jednak moż-. T A Z A B O F L O N D O N · 
_ romantyczne 
obienie. ,,
eśli na "przebaczyć" oświęcimski Obóz . · 
jest oznaką niedoJrzałości, no to je- koncentracyjny z jego dwoma I p6ł = 22 Roland Garden s, 100 Eallt 10th 8"- : 
stem niedojrzały w 7l-m (!"o1ru 
- m1lionami udręczonych, skatowanych . ....""'.., . 
cia". I wymordowanych ofiar"? . LONDON, S.W.7, ENGLAND NEW YORK B, N.Y., U.8.A. . 
Magiczne chwile wyzwalają. nas z Trudności materialne spowodowały = Telefon: FRE S175 Telefon: AL-genquln ł.
161 · 
"więzienia przyczyn I skutków". niedawno szereg nadużyć gospodar- ....................................................: 
Sprawiają że "dwa razy dwa zaczyna czych. przy przeciętnej płacy 1700 
się ,równać 25", "w nagłym błysku złotych miesięcznie pięcioosobowa ro- 
dodają nowy wymiar naszemu istnie- dzina mate się tylko wtedy utrzymaC 
niu", "Bóg wie skąd, spada na nas przy życiu, gdy ojciec ma drugą pra- 
wielka nagroda". Ni
, jest OD.a "za- cę i gdy matka zarobkuje. Nawet 
robiona c'zy zasłużona - miehbyśmy wtedy jest wielka pokusa dorobienia 
wtedy do czynienia ze zwykłą spra- sobie "na łewo" (ten 7JWTOt Prittie po- 
wiedliwością, "z uczciwą przyczyną. daje po polsku tłumacząc go: ..under 
powodującą potądany skutek". Nie, the cmmter"). 
tu wchodzimy w świat baśni, gdz
e "Afera mięsna skończyła się wyko- 
"niemal wszystko co się tam dzieJe nanym wyrokiem śmierci ("stajemy 
wymyka się fachowym wyjaśnieniom się Azją" - oto jeden z polskich ko- 
specjalistów. 
estem przekonany te... ment8lrzy na ten temat) i dała powód 
właśnie .specjailJśct ndgdy taJkiJch chwil do często powtarzanego dowcipu: 
nie przeżywają... Faworyzują one "Przed wojną. m1e1iŚlmY sklepy z wy- 
umysły mętnawe, do kt6rych z dUmą. wieszką "Rzetnik" I z mięsem w środ- 
się zaliczam. Wyklaruj sObie głowę, ku. Teraz mamy wywieszkę "Mięso" 
zaopatrz się w Intelekt ostry jak a w środku znajduje się tylko 'l"Zeź- 
brzytwa, a zajdziesz daleko, dialbelnle nik". Nlekt6rzy Polacy m6wią o nie- 
daleko od magii. Th jest jedlna z uniknionej demoralizac:!t na;rodu, ale 
przyczyn dla kt6rych ludzie, co doplę- to przesada. WłaiŚclwsze jest powie- 
li swego, co doszli tam dok.ąd chcieli, dzenie, ukute przez Polaków z ich 
dmiponują. wp1'8IWdzLe, lecz me OZ'Ilj,emy nieco upiornym poczuciem humoru: 
się dobrze w ich towarzystwie, a ich ,,!Żeby porządnie żyć, człowiek musi 
kobiety tak często Tobią wrażenie szachrować". 
przygnębionych. Bo bez względu na 
to co same m6wią, kobiety wierną w 
8wlat magU. Do więzienia przyczyn 
i skutków zaglądają tylko w dniach 
przeznaczonych na odwiedziny". 
Chwile poezji "przychodzą jak i 
kiedy same chcą", nigdy na zawoła- 
nie. Są jednak pewne sprzyjające im 
okoliczności. 
edną z nich jest obco- 
wanie ze sztuką, pod tym wszakże 
warunkiem że zwolnimy sobie poprę- 
gi nie troszcząc się o jej kształcącą 
rolę, o podniesienie swej kultury. 
Sztuka nie jest zresztą bynajmniej 
jedyną dostarczycielką "chwil". "Mot- 
liwe że ludzie, którzy się sztuką nie 
Interesują. i nie dbają. o nią, mają ich 
nie mniej od innych, może nawet wię- 
cej jeśli są. introwertykami żyjącymi 
na odludziu, lecz prawdopodobnie do- 
znają ich o wiele rzadziej jeśll są 
ambitnymi politykami, redaktorami 
sensacyjnych gazet, cwanymi sprze- 
dawcami lub nowojorskimi taksów- 
karzami"... Nie ma istotnej r6żnlcy 
pomiędzy "chwilami", którymi darzy 
nas sztulka, a tymi, .kJtóre nagie Bpa- 
dają na nas w toku zwykłego co- 
dziennego życia. "Nie zapomnę nigdy, 
jak klIka lat temu szedłem przez 
PiccadUly i Le1cester Square w za- 
dymce śnieżnej, która utrudniała cho- 
dzenie I wcale nie wydawała mi się 
malowndcza li romanJtyozna, a przooLerż: 
przez całą drogę trwałem w rodzaju 
ekstazy, znajdowalem się w innym 
św1eC'le, magicznym .i nieśmi.ert>elnym. 
Nie miałem ku temu tadnej racji, 
8!DJ1 strzępu mooliwej przyczylIly". 
"Tak samo jest, w moim przyna:j- 
mniej doświadczeniu ciągnie 
Pri.estley - z obcow.ani.em pomiędzy 
ludmnJi,. .. W historilaJOh miłosnych zbyt 
wiele dziś dajemy miejsca scenom 
sypialnianym. Z własnego doświadcze- 
nia wiem że nawet w miłości magicz- 
ne chwile przychodzą kiedy chcą, czę- 
sto wtedy gdy mamy na sobie całą 
garderobę I znajdujemy się daleko od 
sypialni. iPamiętam dobrze tę chwilę 
zapatrzenia się I pełni mozumienia - 
jakby nieznany ląd stanął przede mną 
otworem - 
tóra naszła mnie w ob- 
skurnej herbaciarni opodal minister- 
stwa skąd wyciągnąłem wybrankę 
mego ser'ca. Niewi.eJ.e wymleui:ldśmy 
sł6w, tylko oczy nasze spotkały się 
nad flliżaDkami, lecz było to spotka- 
nie magiczne, niosące oIbietnlcę wielu 
lat szczęścia"... 
..tSiprzeczał,em :się tu k
yś z In- 
teligentnym młodzianem, który twier- 
dził że jesteśmy maszynami - nie- 
zwykle złożonymi, zawiłymi, delikat- 
nymi, czułymi - ale maszynami. Od- 
parłem że nie jesteśmy, dopóki pozo- 
stajemy otwarci z jednej strony na 
działanie podświadomości zbiorowej, 
t
o naszego wielkiego ziemskiego 
dzled'zictwa, a z drugiej - na wpływy 
spoza zasięgu naszego pojmowania. I 
może właśnie wtedy gdy nagle otv.1e- 
ramy się nieco szerzej w tę lub tamtą 
stronę, dwa razy dwa równa się 25, 
przybywa nowy wymiar, 'kosztujemy 
a
brozji i wszystko nam magicznle- 
je ... 


SILVA 


RERUM 


JAK ZA WIELKIEGO KSIĘCIA Kapelan anglikański Stlrllng Ga- 
KONSTANTEGO han, 'który widział Edith Cavell przed 
14 cz.erwca 1824 .są.d wojenny ska- egzekucją, przekazał potomności wy- 
zał trnech oficerów poJ.ski:ch - oSlani- powiedziane przez nią wówczas sło- 
.sława DobrogoYJBkwego na 6 lat wtę- wa: "Wiem że patriotyzm nie wy- 
2JiemJia, Mikołaja Dobrzyckiego na 6 starcza. Nie wystarcza kochać swój 
lat :więzienia d Waleri8lI1a Luka8Lń- naród. Trzeba kochać wszystkich i 
skd.ego na 9 lat Wlięz.ienia - za usi- u
kogo nie ni-enawiJdZJić". 
łowa;nie !lJbr0ÓI1J1 stanu. Okob.aziJ:JJością · 
obcią2Jają.cą Dobrogoy,skJJego !byw że Cofnijmy się wstecz o lat 51 I o- 
"tenrre dla w.zniecenia ndechęci :ku pl.liŚCLWSZY bruk.selsJcie więzienie st. 
Rząd'OiMJ kTajlOWeInU pr.zesłał do ga- GUles przenieśmy się do więzienia w 
,z,ety parysidoej, artykuł, który tam twierdzy schlusselburskiej. W zapi- 

stobn,e lZ8.IIliesZlClZOI1y,m !został"... skach mjr. Łukasińskiego znajdzie- 
WdelkiLego !księCIa Konstantego my słowa które narzucają wstrząsa- 
pmepędZlono z WaI'1szawy lat temu jącą analogię ze słowami Edith Ca- 
1,35; ,laJt temu 9 ten 8aJI1l los spotkał vell: "Z uTodzenia i wychowania Po- 
dninego 
OIIJstantego. Me reh następ- lak, ja nienawidziłem Rosji i jej 
cy uparJri .się łby niJc ;nie uronić .z ffiO- mieszkańców. To były skutki wrażeń, 
IB1ciewISkJiego spadku. Marzy się dim jakie na mój dziecinny umysł zrobiły 
wm.LesiJenie nowego muru a. la !berliń- krwawe sceny 1794 r. Wiek a z nim 
GOLpKI I S
PY ski, z jeszcze wdększym pogłębiemem doświadczenie i lepiej poznana religia 
Na temat Vietnamu - pisze Ray- pr,z,epaśm dzie1ą.cej 
chód 00 Polskd, umiarkowały moje Skłonności i uczu- 
mond Cartier w "Parts-Match" z lO marzą SIę .iJm procesy pokazOwe ma- cia... Nie przestając kochać nad 
lipca bx. - toczy się w Ameryce y- jące na celu zlikwdJdiowan1e już me wszystko moją ojczyznę, ja nie mogę 
skusja pomiędzy "gołębiami" a "sę- tylko grosu wolnego, aJle głosu w nienawidzić żadnego narodu"... 
pa:rni" (Doves and Hawks). S.krajne og61e. W lkJSiędze .swroch ;ponurych Nie na tym kończą się ana:logie po- 
pacyfistyczne gołębie domagają się rwiIn chcą lZ8d>isać j,eszcze jedną. ha- między sprawą Łukasińskiego i spra- 
pozostawienia Vietnamu własnemu lo- niebną Ikartę. wą Edith CaveJ.l. 
sowi umiarkowane prą do przekaza- W r. 1824 mjr Luk3lsińlskl wyro- 
nia sprawy instytucjom międzynaro- EDITH CA VELL I LUKASINSKI mLem są.du wojleI1il1lego 
staA skazany 
dowym. ,..Sępy", zwolennicy energicz- Edith Cavełl _ "nurse"a angielska, za "lUJsiłowanie rzJbrodni stanu" na 9 
nej polityki, ze swego skrajnego rozstrzelana przez Niemców w r. 1915 lat cię.Zkiego więzienia; ka.rę iZmnlej- 
skrzydła żądają atomowego bombar- za !pOmoc udzieloną przeszJ10 dW\.IJstu sz.ono potem do 7 lat a w r. ł825 
dowan1a Chin, 'bardziej umiarkowani żołnierzom belgijskim, francuskim i przedłUŻQlI}j() 00 lat 14 za pr6bę za- 
chcą bić się dopóty dopóki komuniści angielskim, 'kt6rych ukrywała I prze- władnięc:iJa. twi:erozą w Zamościu, 
nie zroZlU1T1ieją że nie wydrą. zwycię- prowadZlała przez gral1lLCę holenderską gdzie :wyrok odrsiadywał. Łu!kasiński:e- 
stwa Ameryce. _ IJJie przestaje fascymow&ć hii.story- mu groziła nadto :kara CIelesna ale 
W perspektywie europejskiej - ków. w ostatJni'Bj chwili wykonanie jej od- 
podkreśla słusznie OarUer - debaty W.iJzetmnek j,ej, lIlakreślony przez A. wołano, natomiast =ządzono inda- 
te ulegają wypaczeniu. Wyol'brzymia CI K ( E .... th Ca ' l g ac J ' ę ...wz g lędem rl>".uaJ",ori.nn'e g o to- 
i t I i oł..Jhi" ud''"'' S ą to E. !III'Ika- ennedy ",' <.ol N'e, , .
 ..---.- 
s ę wys ąp en a "g ""U , ., J
 P.Loneer and Patriot", Londyn, Fa'ber wal"zYcStwa tajnego, do którego na- 
przeważnie intelektualiści cieszący 1 i lez . eIl i" . . . 
. t . AU and Faber, 965) n e jest wizerun- 
się posłuchem po naszeJ s rome an- klem odbrązawiającym ale nie jest I oto Łukasiński postanow,ił odkryć 
tyku. Trzech ugodowych sena;torów też wizerunkiem kadzidlanym, w sty- Tow. Patriotyczne. AJskenazy lZasta- 
(Morse, Gruenlng, Church) stanowi !u "images d'E'pinal". mllwia ,się, co mogło go do tego skJio- 
zaledwie 3% sena j tu, ilec
 h w d )ra
i
 Autor podnosi pionierstwo Edith niiĆ. Odrzuca "pobudki samoza.cho- 
europejskiej cytu e s ę ICZ eSlę Cavell w zakresie pielęgniarstwa bel- waJWcze", nie ma =e
tą. ",oprócz po- 
razy częściej' niż ich 97 kolegów. Błę- gijskiego, to jedno wystarczyłoby do głosek żadnego pozytywnego dowodu 
dem jest także sądzić, te za wytrwałą zapewnienia jej miej'sca w zaszczyt- 81by był on 'kaJtowany aiŻ do wymu- 
stanowczością ':' d Vl t 'etnam
s ć ą. tYl:O nym poczcie wyWOdzącym się od Miss szen:ia z ntego !Zeznań pod pał:ką". 
zwolennicy Go, wa era.......U<> pos u- Florence Nightingale. Jest zdania 
 więzień, po trzyłetnim 
chać Harnmana, rooseveltczyka, po- Rozstrzel:aJnda. Edith Oavelll!lJie moź- odosobnieniu, 7JWątplł "o łudztaoh, 
sądzanego nieomal o komunizm. M6- na porównać z bestialskimi samosą- sposD'bach, samych swoim pł"'Zledsię- 
wił on: "KonfI1kt vletnamskl nie jest darni niemieckimi w czasie drugiej wzięciu 
owym" :i doszedł do 
wojną domową wbrew temu co nie- . b ł dzi ..... i l l wni --" u Z . e ,1 ep '
 j za jednym zama - 
wi l l ' be łó wOJny; y o a.."n em ega nym, po- """" · = 
słusznie utrzymuje e u I ra w. st . 00z . i chem "lZlI . k ""' dować wszystko... '-" oń - 
f k j j k I zo aJącym w zg le z prawam wo- 'u 
 
Ten kon 11 test agres ą omun - jennyml. Było jednocześnie ci
kim czyć ze wsz)'lStk:JJm, odsłonić Woszyst- 
styczną. Musimy się jej nadal opie- !błędem psychologicznym, który _ jak ko". Zasadmczym skrupułem mogła 
'l'a
;
hnson _ ciągnie francuski pu- później zatopienie ,,iLusitanii" być obawa skompromitowania wielu 
bltcysta _ nie jest ani gołąbkiem, ani w2Jbudził oburzenie iW całym świecie os6b idotą.d ni-e podejrzanY'ch. Oba- 
sępem. To człowiek zapędzony w ko- i przyczynił się do przeważenia na ,ko- wy te rOZlproszył ,gen. Rautenstrauoh, 
zl róg. Obciał skończyć z konif'liktem rzyśt Ententy wahającej się opinl1 :wt6ry wiledziJał jf!IŻ o poufnym akcie 
w Vletnamie a udało mu się go tylko amerykańskiej.. amnestyjnym AJeiksaJndra I 
 stycz- 
zaostrzyć. 
est nadał przekonany że Po aresztowaniu, EdIth. Cavell od nta 1824, i rzeczywiścioe Dli!kt z wy- 
nie m6gł postąpić Inaczej i wierzy te razu nie tylko przyznała Sl
 do winy mienionych pl"lZez łJukaJSińs.ldego n
e 
z braku innego powodzenia środki za- alł: wydała wszystkich ludzI, z który- podległ .prześladowaniu. 
stosowane przez niego nie dopuściły nu 
sp6łpracował
. ,,;.rodzoz;łą me- Trzeba zazn3lCZYć że me wszylStkim 
przynajmniej do wielkiej klęski, która ChęCią. do. kłamarua me. 
ozna Ite- historykom trafdają do przekonania 
by naraziła na 82JWank światowe zna- go objaśmć - bo pl'IZecl
 
 'kon- argumenty Askenazego. Ta;k np. gen. 
czenle I honor AmerykI. Mówią mu: spi:acyjnym wspomaganIU. J';ńc
w Kukdei jest zdania że wieści. .liŻ Łu- 
"Widzisz do ,czego doszło!". 
ohnson wOJenn:ych kłaI?anle było meun1kmo- kasiński był katowany opierały .się 
odpowiada' Do czego mogłoby dojść ne. 'N'aJpewnieJ uległa namowom u- na prawd:z1,e i że obawa dalszych tor- 
gdY'bym siedział z załotonyml ręka
 rzędnlków prowadzących śledztwo, .tur fizycznych :mogła skłonić Łuka- 
mi?" kt6rzy przekonalt ją że władze I tak sińskliego do zeznań. 
i
li Idzie o przyszlość Prezydent wszystko wiedzą, a !Szczera spowiedt 2iałam:aJIlie Się ludzi ni1ezłomnych na 
gC:iów jest p6jść na k
promls, na i ods!oni
cie prawdzlv:Ych. 
nych śledztwiJe zda;rza się częściej niż moż- 
kiepskie nawet rozwiązanie w rodza- zap
blegnle aTesztowamu mewLlU1Y'oh na przypuszczać, a obawa tor:tur nie 
ju neutra:Uzacjl południoweg-o Vletna- ludzI. . ,j.est ;za;wsze czymIriJldem rozstrzyga- 
mu. Na jedno nie zgodzi się nlg-dy i Tak czy inaczeJ, :w1znania 
ith ją.cym. W wypadku Edith Cavell tor- 
nigdY by mu tego rodacy nie wyba- Cavell wywołały skutkl,kaJt
trofa:lne. tur na pewno Dl1e !było d mld zeznań 
czV'li: na pu1bl'llClZI1e U'pdkorZlenie AJme- Poltcja n!emiecka zyskała mformacje siłą i pogróżkami me wymuszał. Po 
ryki. 
est gotów paktować. Nie ska- których Jej brwkło, I przyszły dalsze prostu w obUozu decydującej próby 
pituluje nigdy". are T sztow t . 
ni
_... u . ć ' t IIlLe wystarczyło siły oh8irakteru, a 
o ez ",ru....."", "'Olę unliWl ze owa- gdy 'WStąpIono na drogę .słabośoi, nie 
rzysze EdJith Cavell po prostu nie było już odwrotu. Tak się stało z 
chcLeLi wll,erzyć gdy odczytywano im MochnaClkim, z He1tmanem, z Oska- 
;protokóły jej zeznań; pode.jorzewano rem Awejde, może również :z Brzo- 
fałszerstwo. zowskim. Ndezłomność bojowa Osta, 
Trzeba przy.znać te rozsą,dine czyn- to r3lczej dz1edzi1I1a fantazjt d peda- 
nlki niemieckie w osobie barona von g10dii narodowej. 
der La.ncken z "Politlsche Abtellung" Jeszcze przed wyrok;iem .sądu wo- 
usiłowały skłonić guibernatora woj- jennego Lukasińskli iW stY'czIJJiu 1823 
skowego Brukselt gen. von Sauber- zasypał 'bez żadJnego Ikonkretneg.o ,po- 
zwe1g-a do 'l1J!eW)'1kony'W'3lI1lia wyroku. wodu Prą.dzyńskiego, sugerując j,ego 
Doszło do dramatycznego starcia, w udaiał w towarzystrwde Pra;wdziIwyoh 
czasie którego von der Lancken wy- PolJaJków: rewelacja ta miała rzeko- 
krzyknął: "Krew jej spadnie na gło- mo na 'Celu ostrzeżenie zamachowców 
wę pana I pana dzieci!". Ale Sau- aby !Się II1Iield na bacmrości. 'Spos6b 
berz;welg IpOIZOstał :ndeulbł.a.gany. ostJrzeżenla nieszc:zeg6lny, a jeśli u- 
Edith Cavełl nie była osobą mlęk- w
glęooić jego rpóźniejsze groźIDiej,sze 
ką i sentymentał.ną. Sm'owa dla lSie- rewelacje IZ r. 1825 o udziale Prądzyń- 
ble, była surowa dla innych. O wszy- ski'ego w Tow. Patriotycznym, nie 
stkim rozstrzygało wysokie poczu- można mieć za złe P,rą.dzyń8kiemu 
cle dbowiąJ2Jku. Na śmierć poszła jak krytyeznej wypowiedzi, o Łuka:siń- 
bohaterka trag-edi1 greckiej, "toujour.s skiim. 
maitresse d'elle-m
me", i kiedy 'Prze- We fragmencie "Wszystko I nic" 
mierzała długi korytarz więzienny .2eromsld opowiada o wi:zycie Kazi- 
wlodą.cy na miejsce kaźni, głowy do- mlerza MachnLckiiego u Rafała 01- 
zorców chyliły się przed nią w re- bromskieg.o. Chodzi mu o pomoc w 
spekcIe. powiadOIDlOOlLu .członków Tow. Patrio- 
iRawm IZ Edith Cavela rozstrzelany tY'Oznego że organiJro-cja .tch !ZOstała 
został 8JI1chitekt PhiHippe Baucq, kt6- wydana. WY'ooł człOWl1ek przezwi- 
ry odegrał 'll3CZelną. Tolę w konspi:- smiern Liikurg. (Taki pseudonim miał 
rwzjl. Ii w kJt6reg-o !dOmu spotykali Łukasiński). "Była to granitowa 
się epiJskowcy. Egzelkucj] dokonano prawOŚĆ, ni.eusl\:r3lswne męstwo, świę- 
bez przesZlk6d. Po salwie, past:lor le ta wierność, .zaJklęty honor". 
eśll ta- 
Seur miał wrażenie że przywiązane :ki człowiek wydał, me wolno wierzyć 
do słupa skrwawione ciało Ed/iJth Ca- nikomu i tr2Jeba w swój umysł ,,1Z3. 
val'l opadłszy do przodu, .t-Iv;y1krrotnQe dnia 'i w nocy Wlbijać jedno jakoweś 
usiłowało ,się podnieść; były to tyllko hasło, które by przetrwało W\SZy.stko, 
rrefleksy, gdyż śmierć nastąpiła lIla- sam rozum a nawet śnrlerć". Tym 
tyClbm:iast. hasłem jest zdanie: "Albo wiJem i nLe 
Ale w atmosferze napręten1a, kt6ra chcę powiedZll'eĆ, aJ:bo nie wiem 1 w 
ogamnęła równ
eż Niemców zaczęły takLm raJzie nie mogę rpOW1iedz16Ć". 
powstawać plotki. Mówiono' t!e EdJil\:h Lukasińsk,i ,był świ8ldkIem kaźni 
Cavell była 'ŚWliadk.iean egzekucji żołinJi-erza l
go puł1ku :piechoty liJnio- 
Baucqa, ;że nIe pozwołLła zaWiązać wej, Tadeusza SumińSkiiego, .sIro:zane- 
sobie oczu, że upadła w drodiZe do go na 400 ikJi
6w !Za prólbę uoieC2Jk,i 
.słupa d 
 ofri-cer IIllemJiecmi :za;d:ał jej z Zamościa, gdzie odSiadywał karę 
"coup de grliice". Mówiono że TOIZ- twierdzy łZa nlesulbordyn.a;cję i zbie- 
st1'lZeI.a.no ją. siedzącą. w k1'!ZeŚle. M6- gostwo. Kiedy czyta się strasz1L- 
wiono te saJlwa plutonu egzekucyjne- wy opis tej egzekucji, przestaje 
 
go poszła górą. myślać o postulatach nieugiętości mo- 
Naj'większą wiarę dawano wersji ra1nej, wierności sprawie, honoru na- 
.że jeden z iWłnilffi'ZY niemieckich n'i.e rodowego. Do głosu przychodzi 7JWykłe 
wystrzelił. Prawdą. jest że :me wy- Jud:zkie współczuoie, to które przema- 
IStrzeliH, lpOll'ieważ na cztery mdesiąoe wia ustami :księdza Brnózki z "Kry- 
przed !Śmiercią Edi
th C3IVeU IOOstał jaków" Wdelopolskiej. gdy zostaje u- 
rozstrzelaJIlY !Za SZIpIieg-osl\:wo: ujlaW1Iliił j,arwniona 7Jdrwoo Symchy: "Nie on 
przed a;gentem 'be1giJjsldm 'kiedy Zep- zdr8ld:ził, towarzysz rmiły i dobry. Nie 
,peUn ma wylądować na lotniiSku on. Męka Jego zdradziła nas. PodaJ 
Następ<$. 'bru'k,seląk:Lm. mu Tękę, drog1L"... 


LIST VIETNAMCZVKA 

ak wiekszość prasy zachodnionie- 
mieckiej, ham!burskl odpowiednik "pa- 
ris-Match": bogato llustrowany ma- 
gazyn "Stern" :Jest pismem Uberal- 
nym o leciutko lewicowym zabarwie- 
niu I wcale mocnej, choć nie zawsze 
roztropnej tendencji pacyfistycznej. 
Nic dziwnego więc że wobec poUtyki 
amerykańskiej w Vietnamle załmuje 
on stanowisko dość krytyczne. Wywo- 
łało ono niedawno spr 


 


N' 


- 


I'1ITTI!P.I.... 


( .

: 
-' :>'

.j l JI1 f\' 

 


Sł.anilSław Gliwa wykonał w swoj,ej 
oficyn.i.e dir1Lkarskiej ,zaprosz'enie na 
wystawę prac The London ChappeJ of 
Pr1vate P
ss iPlOOiters, stowarzysze- 
nia łub Imczej 'klubu artystów-tyipO- 
grafów, którego jest ,członk:1em jako 
jedY1I1Y Polak (wystawa od1bywać się 
będzie w The Monotype House, Fet- 
ter Lane, London, E.C.4, od 1 do 17 
września.). Zaproszenie jest min.iatu- 
rowY'm arcyw'Jlełem ISZtukiL t}'lpogra- 
fdczmej, godnym Il"ękii d prasy SaffillJe- 
la TysŁkiiewicza, wykonanym z nie- 
słyohaną precyzją, inwencją i pra- 
cowitością. 
Tyliko specjalldści i ,znawcy pozmają 
że jego ,oztery strony przeszły osi,em 
razy przez ,/tyg1iel" (ręczną. maszynę 
drulHlIrską). tyłko znawcy i kolekcjo- 
nerzy docenią że odbito je .na sied- 
miu gatunkach papd,eru, wśród któ- 
rY'ch jest równi
 bezdrzewny, ręcz- 
nie czePp1lll1y papier ,z "fiJigranem" 
(znakiem wodnym) ty8ZlkiewiCZlOW- 
sklej of1cyny we Florencji, wreszcie 
że tłoczono ten drobiaZlg na kilka 
sposobów: "na mokro", "na .sucho" 
f techmką komb'nowaną. Ale nawet 
odbiorca ,przeciętnie wrażl1iwy na pla- 
stykę docenJi fi1Iliezję, dowcip i humor 
pi,erwszej .strony .zaproszenia, choć i 
.ona zawiera szczegóły zrozumiałe tyl- 
ko dJl.a wtaj,enmLczonych. Szyld z na- 
pisem ,/PrilIl.ters' nevil" !po lewej stro- 
me oryginalnego wi-elobwrwnego Uno- 
rytu" to naZIWa lStarożytnego (IJJie 'Zl18.- 
iIIego jaJk .się 
daje IUlIw.et Big Beno- 
wi) "pub" u, który jest Qd podbogi 
do powały udekorowany Ipdęknymi 
starodrukami i gabloi::amL pełnym;1 
arcyciekawych okazów historui dru- 
karstwa. Słońce pow)"Żej oznacza lIlie- 
daWiIlo stworzony i w pobłir:i:u odbi- 
jany dZJieIIDJlk popularny "Sun" oraz 
herb Monotype Corporation, promo- 
tora zapow;Led:ZJianej wy1staJwy. W po- 
mysŁowej :kJompoz,ycjli 'ZWracają urwa- 
gę lSurre.ailJilstycznile skombilIlowane 
elementy (oko, soozewka, sel1ce prze- 
ł»te strzałą li t.d.)" ozysto idI'lUJka.r- 
skie oodobI1iiki, jak gwdazdki, streaŁk,i, 
rozety, a nawet dewocyjny aniołek 
i wreszcie sbowo ..lInvi tation" , !ry1to- 
wane na wywr6t !i do g6ry nogaand. 
G1i'W'a po oiroJponującym .,Rogalinie" 
RaczyńJsk:iego, "Listach z pustego do- 
mu" Przyłusk.i.ego, :które StanisłaJW 
Ba.J.ińaki nazwał "ksią2Jką-kIejnotem", 
'pracuje obecnie nad trzema. biJbliofil- 
SkJimi rwydawnictwami: :rewelacyjną 
antologią poezji japońsk,iej, IOIpraco- 
waną przez AlemsandJra 
antę no- 
wym tomem Jana !Rostw:oroWlwego 
"Słowi!k 
 mdecz" Or8JZ trzeo1lffi .ZIb
o- 
rem ..i'WoJ.erszy greck.ł.ch" Wawrzyńca 


'+;+ 


'" * 
",+ 
:.. 

 
).:' '*