/Magazyn_130_01_0001_0001.djvu

			KSIĘGA P AMIĄ TKOW A 50 - LECIA 
GIMNAZJUM IM. J. DŁUGOSZA WE LWOWIE
		

/Magazyn_130_01_0003_0001.djvu

			KSIĘGA P AMIĄ TKOW A 
50-LECIA GIMNAZJUM 


IM. JANA DŁUGOSZA WE LWOWIE 


POD REDAKCJĄ PROF. WŁADYSŁAWA KUCHARSKIEGO 


LWÓW 1928 
NAKŁADEM KOMITETU JUBILEUSZOWEGO.
		

/Magazyn_130_01_0004_0001.djvu

			! 'ł 1 Ij/ 


ft.. 


WYBITO 1100 EGZEMPLARZY NUMEROWANYCH 
(Z CZEGO 100 EGZEMPLARZY NA PAPIERZE BEZDRZEWNYM) 


NR. 
rł 
 = 


./
 

...
"aZI"", 
 
CZI ., .. " G' 
a C.l}"r'e"
 0;:1. 

 o ".,1u 
 -r; 
s 
 p' 

 '- 
. ,.
:' - -- 	
			

/Magazyn_130_01_0005_0001.djvu

			LIVRE COMMEMORA TIF 
DU JUBILE D'OR DU IVE GYMNASE: 
"JEAN DŁUGOSZ" A LWÓW 


LIV RE REDlGE P AR LE PROFESSEUR LADlSLAS KUCHARSKI 


1100 EXEMPLAIRES ONT ETE EDITES ET N. _..':
ROTES. 
LA COUVERTURE DU LIV RE EST DUE AU PROFESSLJR ETIENNE PIKOR. 
LESj CLlCHES' D' APRES DES PHOTOGRAPHIES SPECIALES DU PROFESSEUR 
BOLESLAS WIŚNIEWSKlONT ETE EXECUTES PAR LA FIRME "HELJOS" A LWÓW, 
RUE ZIMOROWICZA 14. 
LIV RE IMPRIME A L'IMPRIMERIE DE L'UNIVERSITE A LWÓW, RUE PIEKARSKA 3.
		

/Magazyn_130_01_0006_0001.djvu

			VL 


g 1-1
		

/Magazyn_130_01_0007_0001.djvu

			WSTĘP. 


Komitet jubileuszowy, złożony z bylych wychowanków 
gimnazjum (IV) im. jana Dlugosza we Lwowie wraz z Dyrekto- 
rem Z akladu i Gronem nauczycieIsKiem, postanowil uczcić zlote 
gody zaslużonej Uczelni nie tylko uroczystym obchodem, ale 
także dzielami trwC!lszemi, któreby przekazaly pamięć dni obcho- 
dowych przyszlym pokoleniom. 
jedną z tych pamiątek, mających przekazać piękne i podniosle 
chwile wielkiego zjazdu jubileuszowego bylych wychowanków 
Gimnazjum swoim następcom na tej samej lawie szkolnej, a rów- 
nocześnie być wyrazem wdzięczności za trud wychowawczy uko- 
chanej szkoly i przygotowanie na drogę życia - wedlug uchwaly 
Komitetu - miala być: 
Księga Pamiątkowa 
50-lecia Gimnazjum (IV) im. jana Dlugosza we Lwowie. 
W tym celu Komitet ogólny wydzielil ze swego lona oddzielną 
Sekcję Redakcyjną, która pod przewodnictwem prezesa p. Fran- 
ciszka Biesiadeckiego, wlaściciela ziemskiego, na kilku posiedzeniach 
omówiła szczególowo kwest je, z wydaniem "Księgi" związane. 
Uchwaliła ona nie wzorować się na innych tego rodzaju 
wydawnictwach okolicznościowych, lecz wlasnemi pójść drogami. 
Oprócz Części l-ej, zlożonej ze slowa wstępnego Dyrektora Z a- 
kladu, przeglądu historycznego 50-lecia szkoly ze spisem nauczy- 
cieli i uczniów (ósmaków i abiturjentów), oraz opisu jubileuszo- 
wych uroczystości, postanowiono jako Część /I-ą wydać oryginalne 
prace naukowe i literackie b. wychowanków Z akladu, znanych 
i cenionych na polu nauki, sztuki, literatury. Część III-a "Księgi" 
przypaść miala Sekcji Finansowej Komitetu jubileuszowego w celu
		

/Magazyn_130_01_0008_0001.djvu

			VIII 


zilustrowania zabiegów, zmierzających do zebrania funduszów na 
sam obchód i na stydendja, które obok "Księgi Pamiątkowej" 
i Związku b. wychowanków gimnazjum mają być trwałą pozo- 
stałością jubileuszu. 
Na tych zasadach oparła się praca redakcyjna, którą zajął 
się prof. Władysław Kucharski. 
Część l-a przypomina przeszłość Zakładu, jego rozwojowe 
linje, wzrost i zabiegi wychowawcze wraz z nazwiskami dyrekto- 
rów, nauczycieli i uczniów.. pozwoli też zachować w pamięci 
przebieg jubileuszowych uroczystości, które przygotowane starannie 
przez Komitet jubileuszowy, były wielkiem dla Zakładu świętem 
godowem, świadczącem o nierozerwalnych węzłach łączących 
szkołę ze swoimi wychowankami. 
Część II-ą wypełniają rozprawy naukowe lub prace lite- 
rackie b. uczniów. Są one albo zamkniętemi całościami albo 
fragmentami, urywkami prac większych. Wartość ich podnosi 
to, że dotąd nigdzie nie były drukowane i w "Księdze" poja- 
wiają się po raz pierwszy. Na apel skierowany do wielu b. wy- 
chowanków, których nazwiska znane są zaszczytn
e w różnych 
dziedzinach pracy naukowej lub literackiej, stanęło grono liczne. Ale 
nie wszyscy mogli na czas przygotować prace. Ci, którzy złożyli 
się na treść Części II-giej "Księgi", wyrazili w ten sposób hołd dla 
szkoły, której byli uczniami i wdzięczność za jej wykształcenie 
i przysposobienie do życia. Ponieważ są wśród zgłoszonych auto- 
rów pierwszorzędne pióra - chlubą są oni Zakładu i świadectwem 
wychowawczych zasług gimnazjum im. jana Długosza. 
Nadesłane prace bez względu na rodzaj ich treści zgrupo- 
wano alfabetycznie według nazwisk autorów - prócz jednej, 
którą. z powodu spóźnionego nadesłania umieszczono na końcu. 
Autorem Części III-ej jest prezes Sekcji finansowej Komitetu 
jubileuszowego, dyrektor Banku Hipotecznego, Herman Horowitz. 
Daje ona obraz dotychczasowych, niezamkniętych dotąd osta- 
tecznie wysiłków w celu gromadzenia funduszów na utrwalenie 
jubileuszowego święta Gimnazjum im. jana Długosza.
		

/Magazyn_130_01_0009_0001.djvu

			IX 


Okładkę ozdobną wykonał b. uczeń Zakładu, prof. Stefan 
Pikor, obecnie zajęty w gimnazjum im. J. Kochanowskiego jako 
nauczyciel rysunków. Klasyczna treść jej łączy się z klasycznym 
typem szkoły. Trzy pokolenia u góry w polu szczytowem (tym- 
panonie) klasycznego, greckiego gmachu wyobrażają 50 lat istnienia 
Zakładu; u dołu wyścig z płonącemi pochodniami - to wyścig 
pracy szkolnej z ogniem niegasnącego zapału w serji pokoleń. 
Zdjęcia fotograficzne są pracą fotografa-amatora profesora 
Bolesława Wiśniewskiego. Ilustrują one życie szkoły, przypomi- 
nają szkolne mury, zajęcia i igraszki młodzieńczego wieku oraz 
utrwalają ważniejsze momenty jubileuszowych godów. 
"Księgę" wydrukowano w ograniczonej liczbie numerowanych 
egzemplarzy w celu podniesienia jej bibljofilskiej wartości. 
Przeznaczając ją przedewszystkiem dla byłych i obecnych 
uczniów Gimnazjum im. Jana Długosza, dla tych, którzy uczest- 
niczyli w obchodzie jubileuszowym i tych, którzy na obchód 
przybyć nie mogli, ale duchowo z nim się jednoczyli, Sekcja 
Redakcyjna spełnia wobec Zakładu przyjęty na siebie obowiązek, 
dziękując Wszystkim, którzy do umożliwienia i uświetnienia tej 
publikacji się przyczynili i wyraża przekonanie, że "Księga Pa- 
miątkowa" pozostanie nie tylko miłą pamiątką dla wszystkich 
wychowanków lwowskiej Długoszowej Uczelni, ale także pomno- 
żeniem dorobku kulturalnego odrodzonej Ojczyzny. 
We Lwowie, w listopadzie 1928. 


STAIUT.JXA KfUlITETF J LTB ILE l 'sx n WEGO 
GIJIXAZJDI (1 V) Dl. .lANA I1ŁFGOSZA WE J, WOlnE.
		

/Magazyn_130_01_0011_0001.djvu

			SPIS RZECZY. TAB LE DES MATIERES. 


WSTĘP VII-IX 


Str. Pages 


AVANT PROPOS. VII-IX 


CZĘŚĆ I 
Dr. Wincenty Śmiałek: 
Pół wieku pracy naukowo- 
wychowawczej 1-6 
Władysław Kucharski: 
Przegląd historyczny 50-cia 
Gimnazjum IV im..J ana Dłu- 
gosza we Lwowie 7-120 


J a n S z c z e p a fI s ki: Jubi- 
leusz Gimnazjum IV im. 
Jana Długosza 121-161 


CZĘŚĆ I I 
Dr. l\iajer Bałaban; Zby- 
tek u Żydów polskich i jego 
zwalczanie (Urywek z więk- 
szej pracy o życiu prywatnem 
Żydów polskich). I. Szaty.- 
II. Narodziny dziecka. - 
III. Wesela 165-175 


Franciszek Biesiadecki: 
Józef l\iaksymiljan Ossoliń- 
ski jako bibljofil 176-178 
D r. L e o p o l d C a r o: Pro- 
blem nowoczesnego państwa 179-184 
D r. P r z e m y s ł a w D ą b- 
k o w s ki: Z. przeszłości 
Rudy i Kochawiny 185-192 
Dr, R o m a n J a m róg i e- 
w i c z: Et haec olim memi- 
nisse iuvabit 193-196 


IRE PARTIE 
D r. V i n c e n t Ś m i a ł e k: 
Un demi siecle de travail 
pres de la jeunesse 1-6 
Ladislas Kucharski: 
Compte rendu historique 
des 50 annees d'existence 
du IVme gymnase: "Jean 
Długosz" a Lwów , 7-120 
Jean Szczepański: Ju- 
bile J'or du IV gymnase: 
"Jean Długosz" . 121-161 


I IDE PARTIE 
Dr. l\I a jer B a ł a b a n: Le 
luxe chez les Juifs en Po- 
logne et la lutte contre ce 
luxe (Extrait d'un travail 
plus considerable sur la vie 
privee des Juifs en Polo- 
gne). Chapitres: I Les co- 
stumes. - II N aissance de 
l'enfant. - III Les noces. 165-175 
Franc;ois Biesiadecki: 
Joseph l\iaximillien Ossoliń- 
ski bibliophile 176-178 
Dr. Leopold Caro: Un 
Etat modenIe. . 179-184 
D r. P r z e m y s ł a w D ą b- 
k o w s ki: Du passe de Ru- 
da et de Kochawina 185-192 
Dr. R o m a i n J a m róg i e- 
w i c z: Et haec olim me- 
minisse iuvabit 193-196
		

/Magazyn_130_01_0012_0001.djvu

			XII 


Str. 


Dr. J ó Z C f K a II c n b a c h: 
Zapomniana książeczka. . 197-198 
Dr. Juljusz Kleiner: Że- 
romskiego walka z szatanem 199-201 


Jarosław I,omnicki: 
Spis mrówek Lwowa i oko- 
licy . 202-210 
K o l' n (' l 1\1 a k u s z y ił S ki: 
Cicha opowieść 211-214 
Dr. J ó z e f 1\1 i l' s ki: Tea- 
tralizacja teatru. 215-228 
Jan Parandowski: 
Uśmiech i skrzydła 229-231 
Dr. Bronisław Pawłow- 
s ki: Z dziejów kampanji 
1809 roku w Galicji wschod- 
niej, 232-248 


Dr. Stanisław Rachwał: 
Hcrb miasta Lwowa. (Ury- 
wck z większej pracy, skoń- 
czonej w r. 1927) 249-252 


Ks. Dl'. Henryk Ragan: 
Nazwa 00. Bernardynów 
w Polsce 253-264 


Dl'. Adam Skałkowski: 
Juljusz Kossak a Jan Ale- 
ksander Fredro.. . 265-274 
Dl'. Jan S m e l' e k a: De Ta- 
citea sine ira et studio scri- 
bendi ratione . . . 275-293 
Mieczysław Sołtys: Vel' 
Sacrum (Fragment z Mi- 
sterjum ku czci św. Fran- 
ciszka z Assyżu) . 294-298 
D 1'. 1\1 i e c z y s ł a w T l' e. 
t e 1': Charakter sztuki pol- 
skiej . 299-300 
D 1'. I g n a c y W i e n i e w- 
s ki: Pseudo-Homera "Ba- 
trachomyomachia" (Prze- 
kład) '" . 301-308 
D 1'. A n t o n i .J a k u b s ki: 
Z jakich elementów rekru- 
towała się cywilna część 


Pages 


Dl'. Joseph Kallcnbach: 
Un petit lin"e oublie HJ7-l!J8 
Dr. Jules Kleiner: Lutte 
c.ontre le demon de Że- 
romski . 19:J-
01 
Jarosław Łomnicki: 
Emlm
ration des fourmis 
de Leopol et ses environs 202-210 
Kornel :Uakuszyński: 
Un conte li voix basse 211-214 
Dl'. Joseph l'Iirski: Mise 
en oeuvre du theatre 21;)-228 
J I' a n P a l' a n d o w s ki: Le 
sourire et les ailes 229-231 
D r. fi l' o n i s l a s Pa w ł ow- 
sk i: Historique de la Cam- 
pagne du Prince Joseph Po- 
niatowski en 1809 dans la 
Galicie Orientale 232 -248 
Dr. Stanislas Rachwał: 
Les armoiries de la ville dl' 
Lwów. (Extrait d'un travail 
plus considerable acheve en 
1927) 249-252 
D r. M r. I' A b b e H e n l' i 
R a g a n: D'ou provient le 
nom "des Peres Bernardins" 
en Pologne . 21)3-261 
Dl'. Adam Skałkowski: 
Jules Kossak et .Jean Ale- 
xandre Fredro 265-2.4 
Dr. Jean Smereka: De 
Tacitea sine ira et studio 
scribendi ratione . 275-293 
1\'Iiecislas Sołtys: Vel' 
Sacrum (Fragment d'un 
1\lystere sur St. FranQois 
d'Assise). 291-298 
Dr. Miecislas Treter: 
La caracteristique de l' art 
polonais . 299-300 
D r. I g n a c e W i e n i e w- 
ski: Pseudo-Homere: "Ba- 
trachomyomachia" (Traduc- 
tion) . . 301-308 
D r. A n t o i n e Jak u b s ki: 
Les defenseurs civils de 
Lwów. (Extrait d'une mo-
		

/Magazyn_130_01_0013_0001.djvu

			Str. 


załogi Obrony Lwowa? 
(Urywek z monografji: 
" Walki listopadowe we 
Lwowie w świetle krytyki") 309-313 


CZĘŚĆ III 
Sprawozdanie Sekcji 
finansowej. . . . . 317-320 


XIII 


Pages 


nographie: "Luttes de no- 
vcmbre a Lwów ala lumiere 
de la critique"). . . . . 309-313 


II IME PARTIE 


Compte rendu de la 
scction fin ancie re. 317-320
		

/Magazyn_130_01_0014_0001.djvu

			...
		

/Magazyn_130_01_0015_0001.djvu

			CZĘŚĆ I
		

/Magazyn_130_01_0017_0001.djvu

			. 


. 


DR. WINCENT Y ŚMIAŁEK 


PÓŁ WIEKU PRACY NAUKOWO - WYCHOWAWCZEj. 


W trzydzieści lat po skrystalizowaniu się szkolnictwa średniego 
w znakomite formy "Zarysu organizacyjnego" (1849), a w dziesięć lat 
nastania ery konstytucyjnej zostaje erygowane (1877) i wchodzi w życie 
(1879) Gimnazjum IV. Obie te daty szczęśliwą były gwiazdą dla no- 
wego Zakładu. już przy narodzinach otrzymuje on ustrój w Europie 
najlepszy, od pierwszej chwili istnienia cieszy się swobodą mowy ojczy- 
stej, wolnej od krępujących więzów, które nad szkolnictwem nasze m 
przez szereg lat rządów zaborczych ciążyły. Neohumanizm, wszczepiony 
w system wychowania średniego ręką sławnego Humboldta, przystoso- 
wali do szkolnictwa austrjackiego mężowie tej miary, co Bonitz i Thun, - 
i po przejściu długich już prób i doświadczeń normatywną staje się on 
regułą dla powstałego Zakładu. Nadaje mu ona zdecydowany i jasno 
określony kierunek klasyczny z łaciną i greką, który równoważyły ję- 
zyki nowożytne, polski i niemiecki, oraz przedmioty realne z religją, 
historją i geograf ją, matematyką i przyrodą, propedeutyką filozoficzną, 
składając się na jednolity obraz wykształcenia ogólnego. Silna egzeku- 
tywa była cementem spajającym i stapiającym poszczególne części shar- 
monizowanego w całości składu. Absolwent ówczesnego gimnazjum wynosił 
świadomość, że zdobył wykształcenie o trwałym podkładzie, bo pod- 
kładzie intelektualnym. Ambicją pokolenia z tego okresu było, aby nie 
tylko wyjść zwycięsko w dążeniu do urangowania lokacyjnego (do 
r. 1886), ale przedewszystkiem, by dociągnąć cięciwę do rozpiętości pro- 
gramowej we wszystkich przedmiotach nauki. Przeciążenia nikt nie czuł, 
każdy myślał tylko o zdobyciu celu, który nadewszystko sobie cenił. 
Gimnazjów było mało, dobór młodzieży układał się samorzutnie. Do 
gimnazjum szedł tylko ten, kto czuł się na siłach podołać zadaniu i chciał 
te siły prężyć. 
Pierwsze rysy w pierwotnej zwartości planu wyszły od dyspens 
egzaminowych. Hart dawnego pokolenia łamał się, wołał o dalsze ulgi. 
Dyskusje początkowo nieśmiałe, potem coraz natarczywsze, parły długo 
po tej linji - napróżno. Naporowi uległ dopiero Marchet w trzydzieści 
lat po powstaniu Zakładu. Starsze pokolenie naszych wychowanków ze 
zdumieniem ujrzało klasyfikacyjne piętno kursowych dwójek i trójek za- 
tarte wykazem cenzur i ogólną formułą przejścia do klasy następnej, 
a maturę zredukowaną do paru przedmiotów, od których dalsze wyba- 
wienie nie było wykluczone. 
Ważniejsz,ą od miękczenia pierwotnej surowości, jaką naj starsi wy- 
chowankowie naszego gimnazjum pamiętają, jest ewolucja, której ulegała 


1
		

/Magazyn_130_01_0018_0001.djvu

			2 


treść i metoda udzielanej w gimnazjum nauki. Wszystko, co tu się zmie- 
niło, działo się w imię niezaprzeczonego postępu. jak w filolqgji nauko- 
wej nad gramatycznym kierunkiem Gotfryda Hermanna brał górę kierunek 
rzeczowy Augusta Boeckha, tak i w nauce szkolnej formalna strona, 
która wybija się w strukturze logicznej, ostać się nie mogła przed 
wszechstronnością, jaką przedstawiało samo życie starożytnych Greków 
i Rzymian. Realja poszły zwycięsko w zawody z gramatyką. Ale i ona 
nie poddawała się łatwo, broniła się swoim rozwojem i ożywieniem, 
jakie wniosły badania lingwistyczne, które nie mało odbiły się w szkol- 
nej nauce filologji. Nową zaporę znalazła gramatyka w silniejszem wy- 
sunięciu (od 1891) lektury autorów, która zepchnęła ostatecznie grama- 
tykę z jej suprematywnego stanowiska w szkole, choć - słuszność 
wyznać każe - poderwała jej nieustępliwą grunto
ność, w której 
współzawodniczyć może z filologją tylko matematyka. Zywe zaintereso- 
wanie pisarzem zetknęło ucznia z kulturą starożytną, którą mu jeszcze 
zbliżyły uratowane z rozbicia wiekowego zabytki, przemawiając swoją 
bezpośredniością o czasach i ludziach, uwiecznionych w piśmiennictwie. 
Archeologja i epigrafika zasiliły znajomość świata starożytnego po gim- 
nazjach, w których zbiory naukowe powiększyły się o nowe gabinety 
archeologiczne. . 
Przewrót, jaki sprowadziła wojna światowa, wstrząsł podstawami 
humanizmu. U nas zamąciło się właściwe jego pojęcie. W reformie 
szkolnictwa rozległo się hasło teraźniejszości, usuwające wszystko, co 
trąciło przeszłością. Może nie tak skrajny, ale również niechętny dla 
języków starożytnych objawił się zwrot i gdzie indziej po wojnie. Wpraw- 
dzie nie brakło nigdzie żarliwych obrońców wykształcenia klasycznego, 
jednak wyłączność, którą ono się dotąd cieszyło, nawet w Niemczech, 
przodujących temu kierunkowi, zbladła. Ustala się zgoda, że i w inne 
rodzaje szkół mogą wejść myśli przewodnie W. Humboldta, byle tylko 
stworzyć im teren podatny. Wyłoniło to potrzebę większego zespolenia 
wykształcenia klasycznego z życiem, stawiając w zadaniach studjów 
klasycznych zasadę, by z gimnazjum wychodził człowiek, "der alle seine 
seelischen Krafte auszubilden und sie in Taten des Verstehens und 
Schaffens umzusetzen niemal s miide wird", a w uniwersytecie, by obok 
naukowości filologicznej gorzała myśl humanistyczna i przykład, zagrze- 
wający ku wyżynom humanizmu. [P. Friedlander i W. Kranz, Die Auf- 
gaben der klassischen Studien an Gymnasium und Universitat = Schule 
und Leben VI 1922]. W nowych żądaniach góruje hasło pragmatyzmu 
życiowego. Za niem idzie u nas wielorakość typów, czasom naszych 
roczników starszych nieznana, choć nie odczuwały ich braku na sobie: 
dla nich dawne gimnazjum jednolite, które z rozrzewnieniem wspomi- 
nają, nie pozostawało za życiem, ale do życia właśnie gotowało. Widzą 
i słyszą, że mimo przewartościowania wszelkich wartości starożytność 
nie przemija swoją sztuką, filozof ją, państwowością i kulturą cielesną. 
Zacieśnia się może, ale wybrzmiewa prawdą eksklamacja Aleksandra 
Hegjusa, preceptora Erazma z Roterdamu: Grais debentur singula doctis! 
jeżeli my, jako gimnazjum klasyczne kultywujemy ugruntowaną w na- 
szej tradycji wiarę w żywotność pierwiastka humanistycznego, który 
jako praźródło kultury zachodnio-europejskiej jest najlepszym z kul- 


.
		

/Magazyn_130_01_0019_0001.djvu

			3 


turą ojczystą łącznikiem i najlepszym jej ilustratorem, to wyznajemy, że 
ta starożytność to nie antyk wart rupieciarni lub choćby szacownego 
lamusu, ale kształtujący jak przez wieki i kształcący czynnik życia du- 
chowego. Dziś przemawia on do nas inaczej niż w czasach Winckel- 
manna, dla nas nie jest on normą i wzorem, który tylko wolno naśla- 
dować. Dziś nauka odkryła i Greka codziennego, ale i ten Grek co- 
dzienny nie uronił nic ze swej kalokagathji, którą przyzwyczailiśmy się 
w nim podziwiać. Nauka nam też mówi, że Rzym to nie ślepy naśla- 
dowca Greków, ale włodarz siły rodzimej, którą złożył w skarbiec kul- 
turalny i przekazał w spadku po starożytnych. Nie zaniemiał też, jak 
przypuszczano, w wiekach średnich głos helenizmu. Badania medjewalne 
odnajdują jego ślady nietylko w owym spreparowanym przez Marcjana 
Capellę ekstrakcie, który znamy pod nazwą "Septern artes liberales" , 
ale w żywem oddziaływaniu przeciskającego się acz wąskiemi smugami 
tego światła, które rozbłysło płomieniem za Odrodzenia i tym blaskiem 
rozświetliło drogi kultur narodowych, w których znalazła się i nasza. 
Chować to światło pod korzec, znaczyłoby skracać horyzont, który 
przed oczyma młodzieży jest obowiązkiem szkoły otwierać w cenie 
i ocenie naszej twórczości. 
Narodom chrześcijańskim trudno zgłuszyć w sobie głos historji, 
która mówi, że właśnie ta kultura grecko-rzymska cudownie spulchniła 
grunt pod zasiew, który niosła światu "Dobra nowina", gdy widzi, że jej 
oddźwiękiem jest język nabożeństwa katolickiego, w którem prócz do- 
minującej łaciny, jako języka światowładnego Rzymu, słyszy się w liturgji 
Wielkiego Piątku, co prawda dla naszego ucha zniekształcone itacyzmem 
suplikatywne wołanie: "A-WJc;; 'J {}c/J;, a"(wc;; t"zup6c;;, allOC;; t1.{}i'olCl't f JC;;, 8AElOO'ol 
.
tJ!i.c;; - obok powszechnego: Sanctus Deus, Sanctus fortis, Sanctus et 
immortalis, miserere nobis. ' 
Zdaje się, że narodom cywilizowanym niepodobna wogóle zatrzeć 
ślady, które prowadzą w ów świat starożytny. Dla Francuza jest opera 
zawsze un drame lyrique - w jakimś instynktowym związku z melo- 
dramatyczną tragedją grecką. Po symbole, które najsilniej do nas prze- 
mawiają, idzie Wyspiański do Greków. Wpływowy dziś polityk i publi- 
cysta Corradini, który walczy przeciw mdłemu estetyzmowi w literaturze 
i propaguje nawrót do klasycyzmu, wciela w swój dramat (Giulio Ce- 
sare) ideę siły, władzy, organizacji. Hofmannsthal snuje za Euripidesem 
nici życia Heleny Trojańskiej i kusi niemi Ryszarda Straussa, który mu- 
zyką uskrzydla jego myśli, by słowu nadać wyrazistości w miejsce bez- 
barwnego brzmienia, które rozpanoszyło się w tegoczesnym dramacie. 
Bujny talent kompozytorski Igora Strawińskiego szuka upustu w Sofo- 
klesowym Edypie Królu, przerobionym w libretto przez J. Coteau, ku 
ogólnemu żachwytowi świata muzycznego. Powieściopisarz Kosztolanyi 
nowym kunsztem pragnąłby przedrzeć tajnię ciemnej duszy Nerona. Na 
inauguracji italskiego uniwersytetu dla cudzoziemców w Perugji tak 
ważny dziś problem siły na morzu nasunął zapewne nie poniewolną jak 
na Mussoliniego refleksję, że imperium Romanum było już taką potęgą. 
Międzynarodowe popisy sportowe, nazwane z grecka olimpjadami, by 
nie pozostać przy pustej nazwie, ale odpowiedzieć temu, co się działo 
w Olimpji, a co odtworzyło nam świetne pióro Rydla w znanym obrazku 


1°
		

/Magazyn_130_01_0020_0001.djvu

			4 


"Ferenike i Peisidoros", obejmą od tegorocznej olimpjady w Amster- 
damie także poezję i sztukę, czyli wzorem panheleńskich igrzysk przejdą 
w paneuropejskie czy panetniczne agony gimniczne i muzyczne, wyra- 
żając się nomenklaturą starogrecką. W wartościach nut mlJzycznych 
poprzez średniowieczne neumy i reformę Guidona d'Arezzo docieramy 
wstecz do prozodyj greckich. Chorał gregorjański owiewa poszum 
greckiej melodji pieśni ludowych. Zmarła świeżo Marja Guerrero, 
hiszpańską Duse i Sarą Bernhardt zwana, wśród najgorętszych wystę- 
pów znalazła zawsze czas na naukę greki i łaciny, by znajomość swej 
sztuki u źródła kompletować. Diagnoza medyczna spogląda z poza ko- 
mórki Virchowa z nowem zaciekawieniem na wnikliwość intuicyjną le- 
karzy greckich i naukę ich o humorach przestaje brać ze strony humo- 
rystycznej. Po impresjonistyc:inem zwiotczeniu linii, a zwłaszcza wyko- 
szlawieniu jej w ekspresjoniźmie ratuje się malarstwo w dzisiejszym 
neoklasycyźmie powrotem do formy klasycznej i otwarcie się do tego 
przyznaje. Nikt nie myśli o kopjowaniu starożytnych, chodzi o linję 
twórczą dla piękna nowoczesnego. Tę rolę hodegetyczną spełnia staro- 
żytność w kształceniu młodzieży, wzmacniając coraz bardziej słabnące 
dziś u niej poczucie językowe, orjentując w labiryntowych skrętach dzi- 
siejszego piśmiennictwa jasnym kierunkiem myśli starożytnej, zaprawiając 
do rozwiewającego się w dzisiejszem myśleniu zmysłu historycznego. 
Zaiste my językami klasycznemi nie marnujemy młodości naszych 
uczniów, jak to pobieżnemu utylitaryzmowi chwili czasem się wydaje. 
Rola klasycyzmu nie zamknęła się. jeżeli współczesność podziwia 
w Ił Duce nietylko człowieka energji, woli i silnych nerwów, niejako 
typ przyszłości Miguela d' Unamuno i Paula Valery, lecz także konty- 
nuatora i rzecznika kultury łacińsko-greckiej, który śmiałą inicjatywą 
przedsięwzięć wykopaliskowych i kulturalnych świat zdumiewa, to wi- 
dać, skłania się ona nie ku zmierzchom Spenglerowskim, lecz raczej ku 
jakiejś syntezie dawno dyskutowanych poglądów o vi ta activa i vita 
contemplativa, których symbole wykute dłótem Michała Anioła w Ra- 
cheli i Lei, nie z przypadku znalazły się z obu stron jego Mojżesza 
w S. Pietro in Vincoli. Europa idzie ku nowemu Odrodzeniu... 
W pojęciu klasyczności tkwi już pewien uniwersalizm, właściwy 
też systemowi wykształcenia gimnazjalnego. Istotnie Zakład nasz nigdy 
nie zasklepiał się w jednostronności. Mimo cechy klasycznej, która była 
barwą Zakładu, interes dla nauk przyrodniczych rósł w parze z zadzi- 
wiającym ich rozwojem w dziedzinie teoretycznych zdobyczy i wyna- 
lazków. Zbiory nasze przyrodnicze i fizykalne mogą nieraz rywalizować 
z instytutami specjalnemi, jak nie daliśmy się wyprzedzać w zdobywaniu 
wszelkich środków poglądowych, uzmysławiających i metodycznie uprzy- 
stępniających naukę przedmiotów pozarealnych. Kiedy czasy powojenne 
zagrały ogólno-światową pobudkę ku fizycznemu wychowaniu, znaleźliśmy 
się w pełni tego ruchu. Miewamy zapasy i zapaśników, potykających 
się o nagrody. 
Nic dziwnego, że z tak wszechstronnie założonej szkoły wychodził 
nasz wychowanek uzdolniony do podjęcia wszelkich zadań, jakie nań 
życie nakładało. Nie mówiło się tak uparcie, jak dziś, o ogólno - kształ- 
cącym charakterze gimnazjum, ale w skutkach dowodnie to się obja-
		

/Magazyn_130_01_0021_0001.djvu

			5 


wiało. Próbę tej zdolności naszych gimnazjastów dała i wojna: dokąd- 
kolwiek naszego ucznia losy uchodźctwa rzuciły, wszędzie dawał sobie 
radę i nawet ze szkół obcych wychodził z promocją. 
Równolegle z wysokim poziomem nauki, na którym podtrzymać 
Zakład umiały wybitne siły nauczycielskie, nierzadko w swej gałęzi 
wiedzy specjalizujące się, szła praca nad zdobywaniem tei szkoły dla 
ducha narodowego. Nie wystarczał już sam język wykładowy, który 
odziedziczyła ona prawem spadku jako filja spolszczonego już w zupeł- 
ności gimnazjum III, trzeba było walczyć o należne mu prawa jak rów- 
nież o miejsce dla historji Polski. Mądra polityka naszych mężów stanu 
wymuszała na rządzie austrjackim ustępstwa na rzecz unarodowienia 
szkolnictwa, które gorącą otoczyła troską wyrosła ze swobód konstytu- 
cyjnych Rada Szkolna Krajowa, dbając o wysoki census naukowy nau- 
czycieli i o dobór podręczników szkolnych. W uszeregowaniu przed- 
miotów język polski wysunął się na pierwsze ze świeckich przedmiotów 
miejsce, a historja, która długo tylko gdzieś tylną furtką anonsowała się 
jako "historja kraju rodzinnego", z otwartą przyłbicą weszła w prawa 
historji Polski. 
Kiedy opadły okowy niewoli, rozstąpiły się szranki, które dotąd 
dyplomatycznie trzeba było rozsuwać: ożywczy duch, rozniecany dotąd 
patrjotycznym wysiłkiem nauczycielstwa w obrębie szkoły, wypromieniał 
eruptywną siłą w rozliczne pozaszkolne zajęcia młodzieży i ugrupowania 
jej sodalicyjne, muzyczne, śpiewacze, harcerskie, sportowe, lotnicze, 
i humanitarne w organizacji Czerwonego Krzyża. Młodzież przysposabia 
się do czekającej ją służby wojskowej w odrębnych hufcach, uczy się 
szanować pracę ręczną w warsztatach szkolnych, szczepionką oszczę- 
dnościową w Szkolnej Kasie Oszczędności uodpornia się ją na życiowe 
pokusy rozrzutności, którą wrogowie wytykają nam jako wadę narodową. 
By tę naszą akcję wychowawczą usankcjonować ideałami prze- 
szłości, przybraliśmy z imieniem jana Długosza godło symbolizujące 
prawość życia człowieka, ofiarną służbę dla ojczyzny, której dzieje 
każe poznawać i miłować, wzór wychowawcy świadomego misji mu 
powierzonej, którą ogarnia rozumem i sercem. To są i dziś najpewniejsze 
przewody do duszy wychowanka. Pedagogja dzisiejsza sięga wprawdzie 
i do głębin podświadomości, ale także tylko po to, by z jej mroków 
dobywające się instynkty opanować, by w zamęcie znaleźć ład i strój, 
jakby ów z chaosu Greków wyłoniony ')',;.ap.oc;, który Grecy widzieli 
w wszechświecie i tem imieniem sam wszechświat nazywali. Wycho- 
wanie jest areną, której metę pięknie określa Marcel Prevost jednem 
słowem: felicite. 
Za hasłem juwenala "ut sit mens san a in corpore sano" wcześnie 
uzyskał Zakład higjeniczne warunki pracy wychowawczej. Zapobiegli- 
wości naszej administracji krajowej, która zawsze umiała wykołatać na 
miarodajnem miejscu zrozumienie dla potrzeb kraju, zawdzięczaliśmy 
(od roku 1890) stylowy gmach w zacisznem, jak na wielkie miasto, 
ustroniu wśród zieleni drzew i ogrodu z boiskiem, na którem młodzież 
zażywać mogła powietrza w czasie przerw rekreacyjnych. Tu także 
w porze letniej przeniosły się z sali gimnastycznej ćwiczenia cielesne, 
dla których nasz Zakład, jeden z pierwszych, otrzymał stabilizowaną
		

/Magazyn_130_01_0022_0001.djvu

			6 


siłę fachową (od 1899). Dziś higjena otoczona jest specjalną opieką 
w silnem zaakcentowaniu wychowania fizycznego, a nawet wprowadze- 
niem teoretycznego wykładu w klasie VII obok praktycznych wskazówek 
przy nauce przyrody w wszystkich klasach. 
Dzisiejszy. jubileusz przypomina wychowankom Zakładu różne 
w różnych czasach metody i praktyki, które przechodzili, ale wjednem 
zleją się ich myśli zgodnie, że wszystkie te drogi wiodły do ich dobra, 
do zapewnienia im szczęścia życiowego. Z tego przekonania zrodzi się 
w ich sercach życzenie, by następne pokolenia, które kształcić będzie 
Zakład, tych samych doznawały skutków na sobie. Na tern rozstaju 
półwiecznem, na które m odbywa się dzisiejsza uroczystość, spotka się 
to życzenie w paraleli czasów z agonem greckim "lampadodromia" 
zwanym, w którym wyścigowcy wśród cieni nocy pochodnie płonące 
sobie wręczali. Niech światło, które rozżarzd Zakład w pochodzie lat 
pięćdziesięciu, przez dalsze dziesięciolecia i wieki płonie ogniem, przy 
którym pokoleniom przyszłym będzie jasno i ciepło, a przy każdorazo- 
wem zetknięciu się z Zakładem miłą brzmieć im będą obietnicą słowa: 
"R e n o v a b i t u r i u v e n t u s t u a !"
		

/Magazyn_130_01_0023_0001.djvu

			WŁADYSŁA W KUCHARSKI. 


PRZEGLĄD HISTORYCZNY 50-LECIA GIMNAZjUM IV. IM. JANA DŁUGOSZA 
WE LWOWIE. 


NARODZINY GIMNAZJUM. 
W kronice III gimnazjum lwowskiego, dawniej im. Franciszka jó- 
zefa, dziś Króla Stefana Batorego, z r. szkolnego 1877 czytamy: "Dnia 
15 września (1876) nastąpiło stałe rozdzielenie zakładu na dwie sekcje, 
z których jedna o 12 klasach mieściła się w nowym gmachu pod bez- 


"1"...... 
. lo 

 


,,
 . 


, . 


..-". 


- 
.



i'.' 
: ł'(''''
J:
'" 
. "
7--...... 
'".'- " 
... . 
..

-:..
 


J 


. 


:
. 


Irl 


.. . I I 


ł 


II I 
I i '" 
, i 


-- 


....-=- 


Wejście:do zabudowań bernardyńskich od ulicy Wałowej. 


pośredniem kierownictwem dyrektora, druga o 9 klasach w zabudo- 
waniu bernardyńskiem pod kierownictwem prof. Wojciecha Biesiadzkiego" . 
Ten rozdział gimnazjum III na dwie sekcje, dokonany w dzień po 
poświęceniu gmachu przy dawnej ul. Halickiej (dziś Batorego), gdzie 
dotąd mieści się gimnazjum im. Batorego, jest istotnym zawiązkiem 
gimnazjum IV-ego. Odtąd ma sekcja bernardyńska swego kierownika 
i swoje grono nauczycielskie, chociaż niezetatyzowane oddzielnie, a co 
ważniejsze, ma własną młodzież w 9 klasach.
		

/Magazyn_130_01_0024_0001.djvu

			8 


r 


W r. 1879 już i te dwa budynki nie mieszczą garnącej się do szkoły 
młodzieży. Obok "filji" w zabudowaniach O. O. Bernardynów donajęto 
jeszcze jeden pokój przy ul. Wałowej i poruczono kierownictwo sekcji 
bernardyńskiej prof. Edwardowi Hamerskiernu, gdy dotychczasowy kie- 
rownik został mianowany dyrektorem gimnazjum w Drohobyczu. 
W roku następnym 1879/80 weszło w życie w miejsce sekcji ber- 
nardyńskiej, która przez trzy lata wchodziła w skład ówczesnego gim- 
nazjum Franciszka józefa, oddzielne, samoistne już gimnazjum czwarte. 
Wtedy nastąpił definitywny podział grona nauczycielskiego, a liczba 
uczniów gimnazjum 1II z 1047 w roku poprzednim spadła do 626, od- 
dając nadmiar swej młodzieży nowemu gimnazjum. 
Ten faktyczny stan poprzedziło postanowienie cesarskie z 14 maja 
1877 r., które kreowało IV 
gimnazjum we Lwowie, z ję- 
zykiem wykładowym pol- 
skim. Postanowienie to je- 
dnak wprowadzone zostało 
w życie dopiero po dwóch 
latach rozporządzeniem au- 
strjackiego ministerstwa wy- 
znań i oświaty z dnia 20 
maja 1879 l. 16858. Tyle 
czasu potrzebowało mini- 
sterstwo na spełnienie woli 
monarszej, ale aby okazać 
swą życzliwość dla nowej 
szkoły nie poprzestało na 
samem piśmie. Przeznaczyło 
ono równocześnie 1000 zł. 
au str. na zakupienie środ- 
ków naukowych dla nowe- 
go zakładu z funduszów państwowych, podczas gdy ówczesna Rada 
Szkolna Krajowa na sprzęty kancelaryjne i szkolne oraz gabinety wya- 
sygnowała z funduszów, któremi sama dysponowała, 4.300 zł. austr., 
co na ówczesne czasy było dotacją bardzo wydatną. 
Wpisy przeprowadzone w dniu 29 sierpnia 1879 i w dniach na- 
stępnych, wykazały poważną cyfrę zapisanej do szkoły młodzieży, świad- 
cząc wymownie o potrzebie tego nowego gimnazjum we Lwowie. Ucz- 
niów zapisało się aż 569, z tego 133 do klasy pierwszej. Rozmieszczono 
ich w 14 oddziałach w zabudowaniach bernardyńskich i w kamienicy 
H. Głowackiego przy ul. Łyczakowskiej l. 3. 
Dnia l-go września 1879 otwarto rok szkolny uroczystem nabożeń- 
stwem. Gimnazjum IV narodziło się. 


J' l
. . . 


_.-- J' i'
 _ , 

 


r 


.. 


.' i .: 
ł . 
 , 

 
I 


-
 f i, 
.. 


- . "f 


f r 



 


"7"'-11. 
. 0 
. . 


'" 


Pierwotne umieszczenie gimn
zjum IV u O. O
 Bernardynów. 


POD WŁASNYM DACHEM. 
Wyrósłszy ze swej macierzy-gimnazjum 1II zrazu jako jej filja, . na- 
stępnie jako oddzielna prawna jednostka, nowa klasyczna szkoła średnia 
po niej odziedziczyła swoje pierwotne umieszczenie w sędziwych murach 
klasztornych O. O. Bernardynów. Potężne te mury, wchodzące w skład
		

/Magazyn_130_01_0025_0001.djvu

			9 


obronnych dawniej murów miejskich, niejednej szkoły średniej we Lwo- 
wie były kolebką. Ale i one nie mogły pomieścić młodzieży, która wpi- 
sywała się coraz tłumniej do zakładu. Trzeba było donajmywać co roku 
nowe ubikacje w kamienicach prywatnych, nie nadających się zazwyczaj 
do celów szkolnych, wpływających ujemnie i na stan zdrowotny mło- 
dzieży i na karność szkolną, oraz na sam techniczny sposób pro
adze- 
nia nauki. W warunkach takich cierpieć musiał ład szkolny w stopniu 
niemałym. To też usilnem dążeniem zarówno dyrekcji gimnazjum we- 
spół z gronem nauczycieiskiem jak i krajowych władz szkolnych, odczu- 
wających należycie potrzeby polskiej szkoły pod zaborem austryjackim, 
było zdobycie własnego gmachu. Sprawa jednak do przeprowadzenia 
łatwą nie była. Wiadomo, że rząd wiedeński, hojnie wspomagający ze 
swej skatuły szkolnictwo swo- 
ich koronnych krajów alpej- 
skich, o t. zw. Galicję trosz- 
czył się niewiele, a przede- 
wszystkiem skąpił wydatków 
na inwestycje i nie śpieszył 
się z budową gmachów rzą- 
dowych, jakby w przeczuciu, 
że kraj ten, bezprawnie za- 
brany prawowitym jego wła- 
ścicielom, jest jego domeną 
tylko tymczasową. Ta nie- 
życzliwa wobec b. Galicji po- 
lityka władz wiedeńskich ska- 
zywała rozrastający się z roku 
na rok zakład na nieodpo- 
wiednie umieszczenie klas, Zabudowania O. O. Bernardynów. 
czy to przy ulicy Łycza- , 
kowskiej pod l. 3, czy jeszcze pozmej także przy tej ulicy pod l. 10. 
Dopiero po długich zabiegach i prośbach, po jedenastu latach sta- 
rań w roku szkolnym 1890/91 otrzymało gimnazjum IV gmach własny, 
w którym do chwili obecnej się mieści. Kronika zakładu nazywa słusznie 
przenosiny pod własny dach "ważnym wypadkiem". Aby on wreszcie 
doszedł do skutku, trzeba było na to znowu postanowienia cesarskiego 
z 6 maja 1889 i rozporządzenia ministerjalnego z 15 maja tegoż roku 
l. 8.956. Na mocy tych dokumentów wydzielono pod budowę gmachu 
gimnazjalnego z zakupionego przez rząd nieużytku, na którym już sta- 
nęła Szkoła Politechniczna, od ul. ówczesnej Lipowej i św. Magdaleny 
obszar 5.900 m 2 . 
I trzeba przyznać, że miejsce wybrano stosowne. Od chwili wybu- 
dowania Politechniki dzielnica "Na Bajkach" szybko zaczęła się podno- 
sić. Ginęły dworki i domki podmiejskie, powstawały nowe ulice, a przy 
nich wille i kamienice. Rosła liczba ludności dzisiejszej dzielnicy VI-tej, 
a ze wzrostem zaludnienia rosły i jej potrzeby kulturalne. Przy tern nowy 
gmach, wzniesiony 301 m n. p. m., a 40 m nad plac Marjacki, w po- 
bliżu miejskiego ogrodu Pojezuickiego obecnie Kościuszki, placu św. je- 
rzego i ogrodu, należącego do bibljoteki Baworowskich, miał mieć pierw- 


,f r ) 1. '. 
-rf' -
- 
[ . .::.4\. 
....-. '- 
I . 
_ ." 


,,_r 


',.' .. < , 


.,,',. . 


.. 


, l 


ł1 



 


." o'" 


.Ił
 


--- 


r- 


_ J;... 
iI.ll 


:1 t. 


.r 


.II 


II
		

/Magazyn_130_01_0026_0001.djvu

			10 


szorzędne warunki zdrowotne i zapewnioną ciszę, bo od głównych arte- 
ryj komunikacji miejskiej, od ul. Leona Sapiehy i Sykstuskiej był dosta- 
tecznie oddalony, aby lekcyj szkolnych nawet przy otwartych oknach 
nie mącił zgiełk ulicznego ruchu. Powietrze zdrowe, spokój - konieczny 
towarzysz nauczania - i słońce oto warunki, jakie zapewniał szkole sto- 
sowny dobór miejsca. 
Przedwstępne roboty rozpoczęto w czerwcu 1889 r. Wycięto sta- 
rodrzew, nie oszczędzając poważnych klonów i stuletnich lip, które na- 
dawały nazwę ulicy, dziś nazwanej ulicą Nikorowicza i Ujejskiego. Padł 


.. 


.. 



 '"I 


--- -. ------ - ---.- -- 
;. 


I 
I l" 


'.- 



 
.......,.. 
....,.. 


," 


..; 


:u_......... 


_' '--i f 

:. :-o; 
,--- - 
-T--jL . 


"
 


" 


__:t 


q - 


Budynek gimnazjum IV przy ul. Nikorowicza. 


również pod ostrzem siekiery stary modrzew, uważany za najstarszy 
we Lwowie. W lipcu, równocześnie z korczowaniem drzew, zaczęto ko- 
pać fundamenty w piaskach dyluwjalnych, zabarwionych na rdzawy ko- 
lor limonitem, aby przez formacje trzeciorzędne dojść do kredowej 
opoki szaro-popielatej. 
Planów budynku dostarczył Wiedeń (skąd też pochodzi jego uboga 
fasada), a jego wykonaniem zajął się "Komitet budowy", do którego - 
obok dyrektora gimnazjum W. Kozioła, wchodzili radca Namiestnic- 
twa J. Hild, radca budownictwa J. Braunseis, nadinżynier P. Hawrysz- 
kiewicz, który objął techniczno-artystyczne kierownictwo budowy, adjunkt 
budownictwa G. Niewiadomski, jako nadzorca budowy i wreszcie pro- 
tomedyk dr. j. Merunowicz. 
Według sprawozdań wykopano ziemi na podwaliny w ilości 6.926 mB; 
mury obliczono na 6.145 mB, sklepienia na 859 mB. Wyprawa zewnętrzna 
i. wewnętrzna ścian wynosi 16.436 m:!., dach ma powierzchni 2.010 m:!.. 
Zelaza do budowy użyto 75.167 kg.
		

/Magazyn_130_01_0027_0001.djvu

			Tych kilka cyfr dowodzi o wielkości gmachu, którego front zwró- 
cony ku wschodowi wynosi 49'55 m, a szerokość 36'10 m z małem po- 
dwórkiem wewnętrznem. Koszta budowy wynosiły 154.000 zł. au str. 
Powstał więc gmach, z pięknym westybulem, sklepionemi koryta- 
rzami, aulą, salą gimnastyczną, gabinetami na zbiory naukowe i obszer- 
nemi salami szkolnemi, 
który ówczesnym postu- 
latom wychowawczym I 
odpowiadał w zupełno- 
ści: był "nowoczesnym". 
Dziś odczuwamy zby- 
tnią wąskość koryta- 
rzy, złe umieszczenie 
miejsc ustępowych, brak 
szatni dla uczniów i pro- 
fesorów, wadliwe wpusz- 
czenie sali gimnastycznej 
w poziom piwnic, brak 
łazienek, szczupłość bo- 
iska i t. p. Ale mimo 
tych wad i dziś budynek 
gimnazjum IV spełnia 
dobrze swoje. zadanie, 
nie ustępując gmachom I 
szkolnym później budo- 
wanym. Odznacza się 
on przedewszystkiem 
obok znakomitego po- 
łożenia, doborowym ma- 
terjałem użytym do bu- 
dowy i bardzo dobrem 
wykonaniem poszcze- 
gólnych części składo- 
wych, drzwi, okien, po- 
dłóg i t. d. ' 
Uroczystym był dla 
Zakładu dzień 15 wrze- 
śnia 1890 r., w którym po solennem nabożeństwie w kościele św. Marji 
Magdaleny dokonano poświęcenia gmachu i oddania go na użytek szkoły. 
Aktu poświęcenia dokonał ks. kanonik Lewicki, członek Rady Szkolnej 
Krajowej, w obecności grona nauczycielskiego z dyrektorem na czele 
i młodzieży szkolnej, poczem ówczesny namiestnik b. Galicji hr. Ba- 
deni w dłuższej przemowie zwracał się do dyrektora, grona profesor- 
skiego, wreszcie uczniów zakładu, zachęcając do wytężonej pracy. Uro- 
czystość tę zaszczycili swą obecnością liczni członkQwie Rady Szkol. 
Kraj., prezydent miasta Mochnacki, profesor uniw. dr. Cwikliński, profe- 
sorowie politechniki dr. Freund i dr. Franke, oraz cały komitet budowy 
gmachu. Pamiątką tego dnia jest dokument, notujący akt poświęcenia 
gmachu, a zaopatrzony podpisami obecnych uczestników uroczystości. 


l 


11 


l 


';-, 
 l 
- .'
/... . 
{:.... .: _ . 
:-
\1 J;:':"
'.:1> j 


,;;t.,,-
, 
' 
,..,' '<:..'-.:' :2_ ...,J., 
v.!:
' 
 
r..ll11iqłr.d tf:i"' 
.. '. !?
 "d'1 
. ł 
 ' 
 : 
 ,: ,'ł""'u:::,:
_'':J
.

'.:'''''"' ,:
': 
 :'f 
. . 
.. _ ..:'1I......it' 'j . 
 
.
. ," .v 
....
 
'
. L ,.w . ...,.'.- ..." . ... lł,!.'1 
,'\ ' '.", ł '. 
', 
, '.:.\.
' ł. :lo.. :. J f « . 
. 11\.. .'f..... . .In, 
'I"f... ) , ...l.;t 
';'?' .; ,! ; '--
. 

 ' '.-'''.'
 ł'-!.' ),.., . I 
I 
 -. J ..,. J " . ".. 
J .( 
,.
;J>
. 
 " ,..,.\.
",-..,. J).- 
.' 7 - .-,..'} . .
 ..- 


:\........
""..
I: 


.D. Jt'L-/,,;.., 
"....".J_ 4{ ! 

'
J---...(' 
_.......,,,)
'I 
.. ......... 1-łfI(.c_j#( I 
"M. poł_/__'" 
q............;,..ł/llfl'łc. 

7-r ./.0 .....". .. r 
;;;....J ",:-'0).04.' 
z..... "",,_-- "-..... 

..


L



4
..:f 
?
ł--_"'
 .Jr,...\.7i-
 
-1;t't:::
'. 
ł:'::- 
../
 
L .-:1......L..<._....
 :JI..

,...
 r, -. -... 
'" -» / .
. 
.,'-'" -. . -/-... '" &..-J. .I 

 :;-. :-:---
 
jJ----. h.,- .L....
 &1. ł 
j..,:>" 
 .f... ..L
 '7. l . 
 .I' 
-;- .. 
:

;.

..:({1
 . 
.A-.... ""'\ 


!)AJ¥lA_} . 
{ , ?Uł._-do.." 


/," 1 
/-'-,...._4- 
Ą 'J!' ...-;,..... I. 
f
:-:;.
.




:z_. A;
'::'


.;;;:_' 


,.......

....,. 

11_..c,...__':""" 


.
_..-
---..... 
4 ____r _
,

 



 17_ /JwYłł-.AI7V
 
rrł 

,,,,,,,;,.., . 
 
$;:;',/.:.,(!
.2!. -. . 
;;:
-:'JIt ;;
...
. ;tt;:ł""
 
:

.




 
/
z-1 


Pamiątka otwarcia IV gimnazjum w obecnym gmachu.
		

/Magazyn_130_01_0028_0001.djvu

			12 


Od tego czasu po chwilę obecną mieści się gimnazjum IV we wła- 
snym gmachu, ale były chwile, kiedy innym służył celom. Było to w czasie 
wojny światowej. Zaraz w jej początku wojskowe władze austrjackie 
przemieniły sale szkolne na szpital rezerwowy Nr. 2, którego miejsce 
wnet zajął rosyjski szpital żytomierski. Gdy ten ustąpił, przekształcono 
gmach szkolny na koszary przechodnie i te najwięcej szkód wyrządziły 
i samemu gmachowi i inwentarzowi sprzętów, oraz innych urządzeń 
szkolnych, na które przecież składały się całe lata zabiegów poszcze- 


\ 



--
 
l. . 


iii r.:tf1 . .
 :. 
EJ LJLJ . -- -ł - 

! 
'" Ił J 
) . 


t 


..,

-- 


-
 :'...;
-=--.. .. 


Klatka schodowa. 


gólnych dyrektorów zakładu. Po wycofaniu się Rosjan ze Lwowa i po- 
wrocie wojsk austrjackich w gmachu gimnazjum IV znowu umieszczony 
został szpital zrazu polowy Nr. 1/7, po nim zaś rezerwowy szpital ru- 
chomy Nr. 3/7, a od marca 1917 szpital polowy Nr. 513. Nauka odbywać 
się musiała przez cały rok 1915/16 i 1916/17 popołudniu w gmachu 
gimnazjum im. Batorego, co zmuszało młodzież do dalekich wędrówek 
i tamowało normalny tok nauki. Dopiero po usilnych staraniach Dyrekcji 
dzięki życzliwości ówczesnego komendanta miasta Adama Nowotnego 
w sierpniu 1917 szpital opróżnił budynek i rok szkolny 1917/18 pod 
lepszą rozpoczął się wróżbą. Zdawało się, że się skończyły lata tułactwa 
i nauka kątem. Nie tylko młodzież własnego zakładu wróciła pod wła- 
sny dach, ale od października budynek przygarnął swoje oddziały rów- 
norzędne z ul. Chocimskiej, które przeżywały podobne koleje jak zakład 
główny. Radość z odzyskania gmachu była jednak przedwczesna. Naj- 
pierw szpital niemiecki Nr. 57 upodobał sobie budynek gimnazjalny, 
a gdy to niebezpieczeństwo zostało szczęśliwie uchylone, nagle 29 marca
		

/Magazyn_130_01_0029_0001.djvu

			1918 r. lwowska komenda etapowa przeznaczyła gmach na siedzibę 
sztabu IV armji austrjackiej, który też do 17 maja stąd kierował swo- 
jemi wojskami. Tymczasem znów trzeba było szukać gościnnego przy- 
tułku w murach gimnazjum III przy ul. Batorego, a po powrocie we 
własne progi, znów trwożyć się niewiadomem jutrem. Ale już i począ- 
tek i koniec roku pod własnym dachem przeżywała młodzież i nowy 
rok 1918/19 zapowiadał się dobrze, a był rokiem czterdziestolecia zakładu. 
Tymczasem kończyła się wojna światowa. Pękały bojowe fronty, 
dla Polski świtać zaczęło słońce wolności po długich latach niewoli, 
a z niem i dla polskiej szkoły nowa . 
era zacząć się miała. Ale gdy na- 
dzieje radosne przepełniały serca, 
gdy Warszawa, Kraków, Poznań do 
nowego powstawały życia, o mury 
gimnazjum IV walić zaczęły armatnie 
strzały, kierowane ręką bratniego 
narodu na szpital polski na Polite- 
'chnice i na budynek gimnazjalny, 
który od r. 1890 wychowywał także 
młodzież ruską, kierując się zarówno 
jej dobrem, jak dobrem ogółu mło- 
dzieży. Walki na ulicach miasta, a 
następnie ostrzeliwanie miasta przez 
Rusinów przerywały naukę szkolną. 
Tylko od 10 do 21 grudnia 1918 
i od 1 lutego do 5 marca 1919 r. - 
rzec można, między pociskami - 
młodzież uczęszczała do szkoły i do- 
piero od 24 kwietnia podjęła regu- 
larną naukę. Pamiętne te przeżycia 
uwieczniły dwa szrapnele, wmuro- 
wane w frontowej ścianie gmachu, 
w miejscach, gdzie wyszczerbiły mu- 
ry budynku. Inne podziurawiły dach ___ 
lub poryły tylko boisko i ogród. 
Od kwietnia zatem dopiero 1919 Granat, wmurowany w ścianę gmachu. 
r. spokój i normalna praca za- . 
mieszkały w murach szkolnych. Właoze szkolne nie zmieniły nawet typu 
szkoły, zostawiając dawny typ klasyczny w programach nauczania. Tylko 
nazwę szkoły rozszerzono, wybierając na patrona zakładu jana Długo- 
sza, ojca polskiej hislorji i wychowawcę królewiąt, synów Kazimie- 
rzowych. 


13 


'o 
. 


"J" 
J 


. ' 


'" - 


'l, 



 


, I 


ODDZIAŁY RÓWNORZĘDNE. 
jeszcze gdy gościną u O. O. Bernardynów mieściło się gimnazjum 
IV, liczba uczniów co roku wpisywanych w katalogi szkoły rosła nad- 
miernie, zmuszając władze szkolne do otwierania paralelek i do najmy- 
wania sal w kamienicach prywatnych. Gdy w r. 1880 było uczniów 569 
w 14-tu oddziałach, w dziesięć lat potem jest ich 800 mimo różnych 


L'
		

/Magazyn_130_01_0030_0001.djvu

			utrudnień i sUrowoSCI egzammow wstępnych, które zahamować miały 
napływ młodzieży do szkół średnich. . 
Kierowanie taką olbrzymią rzeszą młodzieży, nadzór pedagogiczny 
dyrektora nad stanem nauki i metodą nauczania poszczególnych przed- 
miotów, oraz badanie postępów uczniów - co podówczas było pod- 
stawowem zadaniem kierownika zakładu - okazało się zczasem rzeczą 
niewykonalną. Liczba 
młodzieży 864 w 18-tu 
oddziałach i 32 człon- 
ków grona nauczyciel- 
skiego była to machina, 
rozsadzająca cele i za- 
dania szkoły. To też 
mimo znanych oszczęd- 
ności rządu wiedeń- 
skiego we wrześniu 
1898 r. wydzielono 
wszystkie oddziały "b" 
i obok zakładu głów- 
nego stworzono z nich 
t. zw. "oddziały rów- 
norzędne IV gimna- 
zjum". Oddziałom tym 
dano osobnego kie- 
rownika pedagogicz- 
nego i część grona na- 
uczycielskiego (zrazu 
14 sił), oddano im par- 
ter budynku i kilka u- 
bikacyj na I-em piętrze. 
Oddziały "a" do "f" 
(bo i takie były) zo- 
stały jako zakład głów- 
ny. Wspólnemi pozo- 
stały prócz dzwonka 
szkolnego, z różnem 
uczuciem witanego 
przez uczniów a zna- 
czącego granice go- 
dzin szkolnych i przerw między niemi, aula, sala gimnastyczna, boisko, 
gabinety, bibljoteki i t. p. Pod jednym dachem stworzono więc dwa 
niejako zakłady naukowe, dziwnym konkubinatem złączone, czyli zała- 
twiono sprawę przepełnienia sikoły młodzieżą jakąś namiastką dwóch 
oddzielnych zakładów, w której oddziały równorzędne były sublokato- 
rem niejako zakładu głównego z prawem używania sprzętów i zbiorów 
naukowych rzeczywistego właściciela. Było to załatwienie sprawy poło- 
wiczne, ale tkwiła w niem także zapowiedź stworzenia zczasem z od- 
działów równorzędnych osobnego gimnazjum. Na razie tylko nadzór 
nad młodzieżą i nauką został ułatwiony, odciążając dyrektora zakładu 
głównego od nadmiaru jego trudnych obowiązków. 


14 


" . 



 


_ - ;1 


'.. " 
,
; ;;I.., 




o 

 


I 

' 
. 


.. t". 


r U 


o 


'b 


-': 


r 


Dzwonek szkolny.
		

/Magazyn_130_01_0031_0001.djvu

			Nie przeszkodziło to jednak dalszemu rozrostowi szkoły. Napływ 
młodzieży nie ustawał, stojąc w związku i z ogólnym pędem ówczesnego 
społeczeństwa do szkoły średniej i z roz- 
wojem dzielnicy VI, w którą skierował 
się po wystawie krajowej w latach 1894- 
1900 szybki rozwój miasta. W r. 1908/9 
wpisuje się do gimnazjum IV aż 1217 
uczniów; oddziałów jest 26. Aby zmie- 
ścić tę masę młodzieży, część auli od- 
grodzono działówkąi z niej zrobiono salę 
szkolną. Na ten sam cel użyte zostało 
całe mieszkanie dyrektora, oraz sale 
o specjalnem przeznaczeniu na naukę 
przyrody, fizyki, rysunków; skurczono 
ubikacje bibljoteczne. Gimnazjum IV 
stało się największem w państwie Habs- 
burgów, miało 53 członków grona na- 
uczycielskiego. Był to stan bezwątpie- 
nia anormalny. Stłoczenie pod jednym 
dachem ponad 1200 uczniów i ze wzglę- 
dów higjenicznych i pedagogicznych 
a nawet administracyjno-technicznych 
wymagało wynajęcia nowych ubikacyj. 
Stało się to w r. 1909. Rząd ów- ..Oddziały równorzędne przy ul. Chocimskiej I. 6. 
czesny zawarł umowę z dr. Zakreisem 
i przy ul. Chocimskiej pod l. 6 wyna- 
jęto kamienicę na umieszczenie filji. 
Oddzieliła się więc ona teraz od macie- 
rzy, wyposażona przez nią w część 
sprzętów i zbiorów naukowych. Prze- 
sunięcie oddziałów równorz
dnych 
w pobliże dworca głównego i wybitnie 
kolejowej dzielnicy, w pobliże szkoły po- 
wszechnej im. Konarskiego i Kolejowej, 
w sąsiedztwo Lewandówki, Bogdanów- 
ki i Biłohorszczy uwarunkowało dalszy 
rozwój oddziałów równorzędnych. 
Liczba uczniów wnet przerasta zakład 
główny. Przed wojną światową naj- 
silniejszą frekwencją zaznacza się rok 
1911 z 1493 uczniami wpisanymi do 
zakładu. Wymaga to ciągłego donaj- 
mywania sąsiednich kamiel}.ic, tak, że 
wreszcie trzy obok siebie stojące (l. 2, 
4, 6) tworzą lokale filji, połączone gan- 
kami i korytarzykami o labiryntowym 
wyglądzie. 
Rozwój szkoły zatamowała na chwilę wojna światowa. Budynki 
zajmowały władze wojskowe, szkoła tułać się musiała po innych róż
 


." 


15 


.-...........-:
,..."d:'-' I .
 
.
..
- :) 
,..., 
 'I' "'" ." 
!!IIi '
 
ł ' , 
' 
 . 
 : :
) \. 
---:: 
 " J _ 
, " lIIi 1 - : 
. l1li \. 
,,' ł., ':".- 

' " - ,.,' '--I, 
 
;;.' , 
. .
 . - ), 'r 

 
"-'N __ > 
. ;.' -- < , 


III ..;._ 


_ftt . 


..;.. 




o-.
 --,;. 


"



';'
'.

 . - 
- 
- - 


-= ----.... 



--
: 


-
.:: 


.:.--: 
. ...:;::
 


f"" 


; 


,; . 


,w 
.. 



 


.:;.... .' 


Śp. Kurator Stanisław Sohiński.
		

/Magazyn_130_01_0032_0001.djvu

			16 


nych lokalach, przedewszystkiem zaś korzystała z goscmnoscl semi- 
narjum naucz. męsko i z zakładu głównego, o ile ten sam rozporządzał 
własnym gmachem. 
Obecnie oddziały równorzędne są oddzielnym i samodzielnym za- 
kładem średnim ogólno-kształcącym, są gimnazjum IX-tern im. jana Ko- 
chanowskiego. Stworzył je już rząd polski w r. 1921 dzięki usilnym 
staraniom ówczesnego kuratora lwowskiego okręgu szkolnego śp. Sta- 
nisława Sobińskiego, wyczuwającego potrzeby szkoły średniej w b. za- 
borze austrjackim w sposób rozumny. 
Odtąd - od r. 1921 - losy gimnazjum IV i IX biegną swojemi 
drogami rozwojowemi. Gimnazjum IX-te (dawne odziały równorzędne 
IV gimnazjum) przestaje wchodzić w skład historji swej macierzy, ale 
długoletnie współżycie tych dwóch zakładów naukowych we wdzięcz- 
nej pamięci wychowanków trwa, sprzęgnięte wspólnemi przeżyciami na 
ławie szkolnej, jak tego dowodzą coroczne zjazdy koleżeńskie. 


DYREKTOROWIE I KIEROWNICY. 
Tworząc nowy zakład naukowy, pomyślano przedewszystkiem o tym, 
który - jako "primus inter pares" - razem z gronem nauczycieIskiem 
miał szkołą kierować. 
Pierwszym dyrektorem był E d w a r d H ii c k e l, który po cztero- 
letniej pracy dyrektorskiej, postanowieniem cesarskiem z d. 18 grudnia 


to. 

 
...., t 


, . 


",f 


. .' 


.\ 


";."' 


f 
I 


l 


., 


I. 


Edward HiickeJ. 


WaJenty Kozioł. 


1884 r. (reskrypt Rady Szk. Kraj. z 16 stycznia 1885 r.) powołany zo- 
stał na zaszczytne wówczas stanowisko krajowego inspektora szkół 
średnich, odpowiadające dzisiaj godności wizytatora w kuratorjum okręgu 
szkolnego. Pamiętają najstarsi uczniowie Zakładu tę postać szlachetną
		

/Magazyn_130_01_0033_0001.djvu

			17 


o ojcowskiem sercu przy senatorskiej powadze. Powołanie E. Hiickla 
na stanowisko inspektora krajowego świadczy, że władze ceniły jego 
rozum, doświadczenie pedagogiczne i zasługi, położone na polu szkol- 
nictwa, a zwłaszcza dla szkoły, którą kierował od jej kolebki, a którą 
później jako inspektor serdecznie się opiekował. 
Zastępcą jego został prof. Władysław Lercel, zanim powołano na 
opróżnione po E. Hiicklu stanowisko dyrektora gimnazjum rzeszowskiego 
W. Kozioła, w jego miejsce przenosząc pro f. Lercla. Wal e n t y K o z i o ł 
kierował zakładem od r. 1885 do 1903, do swojej śmierci. Pochodził on 


L 


.....--- 
.. 


,J 
 l . 


II 


t- l . 
_ t I 
I ' - r : r - 

 _ " li '. 
'/' r 
 I (1
 . 

I.':I :!Jt
 '; 
. I 


.-' 
.;, ...... 


-'I 

 i 
li f 


. 
"c, 


I. 
I 


': 


ł 
) 
l) 


. 
t........-.-- 


'-' 


.. . 


Gabinet fizykalny, 


z Tarnowskiego, (ur. 28. I. 1837 w Skrzyszowie), gimnazjum ukończył 
w Rzeszowie w r. 1861, studja uniwersyteckie odbywał na wszechnicy 
jagiellońskiej, poświęcając się filologji klasycznej. Po skończeniu uni- 
wersytetu (1864) pełnił W. Kozioł obowiązki nauczycielskie w cha- 
rakterze suplenta w gimnazjum w Tarnowie przez dwa lata, poczem - 
uzyskawszy zasiłek rządowy - wyjechał na dopełnienie studjów do 
Wiednia, gdzie słuchał wykładów Bonitza, Hoffmanna, młodego Vahlena 
i docenta HarUa i przygotowywał się do egzaminu nauczycielskiego. 
Wróciwszy do Tarnowa w r. 1868 ma już ówczesnym . zwyczajem egza- 
min na niższe gimnazjum (na kI. I-VI), który później (1875) uzupełnił 
w Krakowie. Tymczasem z Tarnowa przenosi go Rada Szkolna (1869) 
jako nauczyciela do Rzeszowa, gdzie w r. 1878 obejmuje kierownictwo 
gimnazjum, aby je w r. 1885 zamienić na dyrekturę gimnazjum IV we 
Lwowie. Troskliwy to był sternik zakładu. Pod pozorną surowością 
krył serce, miłujące młodzież, wyrozumiałe na młodzieńcze wybryki, 
2 


Z-\oaM\CA 
1Cał
lIo.b'o"ł- 
 
Za\oaJLP'.c;,o""
		

/Magazyn_130_01_0034_0001.djvu

			18 


l'. 


oddany szkole i wychowawczym jej celom. Człowiek ciągłej, niezmor- 
dowanej pracy, - który w zawodzie nauczycielskim wid
iał misjonar- 
skie posłannictwo, co przez 
siejbę wiedzy i kształto- 
wanie charakterów miało 
dać społeczeństwu rozum- 
nych i dzielnych obywa- 
teli, - wymagającym był 
dyr. Kozioł przełożonym, 
ale najwięcej wymagał od 
siebie. Prostolinijna jego 
natura, oparta o niewzru- 
szone zasady wiary, nie 
znała kompromisów. Spra- 
wiedliwość, uczciwość 
i ścisłe wymaganie speł- 
niania obowiązków - oto 
główne cechy postępowa- 
nia dyr. Kozioła w sto- 
sunku do grona nauczy- 
cielskiego i uczniów. Zy- 
skały one dla szkoły, którą dyrektor Kozioł przez siedmnaście z górą 
lat kierował, dobrą sławę u władz szkolnych, rozumnych rodziców i spo- 
łeczeństwa. Uznanie władzy objawiło się 
przyznaniem mu orderu Franciszka józefa 
i tytułu radcy szkolnego, uznanie społe- 
czeństwa w dobrej tradycji, jaką zakład 
. dotychczas się cieszy. Poza wyżej wy mi e- 
nionemi walorami dyr. Kozioła trzeba do- 
dać tytuł gospodarza, bo szkoła - to nie 
tylko młodzież i nauczyciele, ale. także 
I budynek, sprzęty, gabinety, pomoce nau- 
kowe. Gdy namiestnik ówczesny K. Ba- 
deni oddał mu klucze nowego budynku, 
trzeba było przy skąpych funduszach 
stworzyć z pustych sal - szkołę. Troskli- 
wie a mądrze więc gospodarzył funduszami. 
Gabinety fhyczny i przyrodniczy przez 
niego stworzone, z pomocą pierwszorzę- 
dnych zawiadowców, po dziś dzień są 
chlubą zakładu, uratowane szczęśliwie 
w czasie wojny. Poważna bibljoteka na- 
uczycielska i wypożyczalniii--- książek dla 
uczniów, które zapoczątkował już pierwszy 
dyrektor zakładu, jego troską pomnażały 
się i uzupełniały. Mapy, obrazy, które do 
dziś zdobią sale i korytarze szkolne i służą nauczaniu metodą po- 
glądową - to przeważnie pamiątka jego skrzętnej gospodarki, tak samo 
jak znaczna część sprzętów szkolnych, obmyślanych celowo, oddają- 


. .---..., 
f 


r. 


I , 
I . I" 


, \, 


,. 


Bibljoteka nauczy<::ieI8ka
 


r 


l 


\. 


, 
.1 


, .. 
It..... 


.<; ..: 


! 

J 


.' 


L 


Dr. Karol PełeleDz.
		

/Magazyn_130_01_0035_0001.djvu

			19 


cych dziś jeszcze szkole dobre usługi mimo tylu lat swego trwania 
i wojennego zniszczenia. 
Po śmierci dyrektora Kozioła, dobrego pedagoga i obywatela- 
wychowawcy w listopadzie r. 1903, pełnił zastępczo funkcje dyrektora 
radca szkolny Mieczysław jamrógiewicz do końca r. szk. 1903/04, po- 
czem na mocy postanowienia cesarskiego z 26 czerwca 1904 został dy- 
rektorem zakładu dr. Kar o l P e t e l e n z. Ten miał za sobą długą już 
służbę w zawodzie nauczycielskim; był dyrektorem gimnazjum w Sa- 
noku, następnie w Stryju i stąd przeniesiony został do gimnazjum IV, 
p'odczas gdy jego miejsce zajął profesor 
gimnazjum IV - juljan Dolnicki. Ale dr. 
Petelenz niedługo pełnił swe dyrektorskie 
obowiązki. Na własną prośbę z dniem 1 
września 1906 przeszedł z uzyskanym daw- 
. niej tytułem radcy szkolnego w stan spo- 
czynku. jako nauczyciel, a później długo- 
letni dyrektor szkoły średniej rządowej 
oraz autor niemieckich podręczników 
szkolnych, poznał jej dobre i złe strony. 
Widział, źe w klasach przepełnionych mło- 
dzieżą wpływ wychowawczy szkoły za- 
nika, a nauka niedomaga, rozumiał, że 
zespół grona nauczycielskiego w szkole 
państwowej musi być często przypadkowy. 
To też, przeszedłszy na emeryturę, nie 
spoczął. Założył własne gimnazjum wzo- 
rowe, do którego starannie dobierał za- 
równo nauczycieli jak i młodzież. Umie- 
ścił je zrazu w wynajętej kamienicy 
przy ul. Ossolińskich l. 11, następnie we 
własnym na ten cel wybudowanym gm a- Dr. Wincenty Śmiałek. 
chu przy ul. Senatorskiej. "Gimnazjum 
Petelenza" ma swoją zasłużoną kartę w dziejach naszego szkolnictwa; 
istniało ono do wojny światowej, w czasie której dr. Petelenz, po po- 
wrocie swoim z tułaczki, zakład zwinął, aby po trudach pracowitego 
żywota w służbie nauczycielskiej przejść w istotny stan spoczynku. Za- 
stępstwo po dr. K. Petelenzu poruczyła ówczesna Rada Szkolna prof. 
Władysławowi Zagórskiemu, poczem. postanowienie cesarskie z 23 lutego 
1907 r. powołało dr. W i n c e n t e g o S m i a łka, profesora gimnazjum IV, 
na dyrektora zakładu. Na tem stanowisku pozostaje on do chwili bie- 
żącej, a więc lat dwadzieścia jeden. Urodzony 18. VII. 1863 r. w Gro- 
Qzisku koło Przeworska, po ukończeniu gimnazjum w Rzeszowie, dr. 
Smiałek studjował filologję na uniwersytecie jagiellońskim.. Po ukończe- 
niu studjów pełnił obowiązki nauczycielskie w gimn. św. Anny w Krakowie, 
następnie we Lwowie w gimnazjum IV. Po odbyciu studjów archeolo- 
gicznych w uniwersytecie wiedeńskim i podróży naukowej do Włoch 
i Grecji, założył gabinet archeologiczny w gimnazjum IV, jako profesor 
tego zakładu. Przyjaciel swego poprzednika dyr. Kozioła i jego r.odziny, 
dobry Polak i dobry katolik, oddany bezpodzielnie szkole, dr. Smiałek 


2. 


I
		

/Magazyn_130_01_0036_0001.djvu

			20 


wniósł na stanowisko, na które go powołano, obok rutyny pedagogi- 
cznej rozległą wiedzę. W statecznej pracy kierowniczej nie szukał roz- 
głosu, jednak chciał swój zakład mieć pierwszym w kraju. Dobra opinja 
sztoły, którą od r. 1907 kieruje, była i jest jego ambicją, ale droga, co 
tę opinję miała szkole urabiać, nie polegała na tanich efektach, tak 
łatwych do zdobycia. Od początku piastowania urzędu dyrektorskiego 


1 I 


".. .
 ," 
ł: 
,} J. 


(, 


l' 
".. 


\ 
\ 

 



 


., 


" 


-: " 
 



 f
, 


Gabinet archeologiczny. 


rozumiał dr. Śmiałek, że szkoła - to nie instytucja martwa, skostniała, że 
dla żywych ona jest przeznaczona i z żywymi naprzód iść musi. Nowe 
prądy, które u schyłk!l XIX stulecia i na początku XX-go szły do nas 
z Zachodu, w drze Smiałku znajdywały rozumnego ale i krytycznego 
badacza i interpretatora, który umiejętnie oddzielić umiał zdrowe ziarna 
od plewy i chroniąc szkołę przed nowatorstwami tylko modnemi, umiał 
równocześnie prowadzić swój zakład po rzetelnej linji rozwojowej. jego 
głęboka erudycja nie zamykała się w ramach umiłowanej przez niego 
filologji klasycznej, któreł był nauczycielem znakomitym a znawcą pierw- 
szorzędnym i cenionym w sferach naukowych. jako dyrektor zakładu 
szerokie zakreślił sobie horyzonty. Bogata literatura pedagogiczna, dawna 
i doby obecnej - to jego domena pracy. Wielkiem oczytaniem i zna- 
jomością szkoły, jej dążeń i zamierzeń górując, zdobył sobie niekła- 
many szacunek grona nauczycielskiego, a zarazem posłuch, polegający 
nie na zewnętrznych pozorach, ale wynikający z czci dla pra}Vdziwej 
wiedzy. I w tem tkwi tajemnica rządzenia zakładem przez dyr. Smiałka. 
Sam niemal niewidoczny trzyma on czułą rękę na pulsie szkoły, dbając, 
by ta fungowała. sprawnie i bez wstrząsów. jego uwagi konferencyjne, 
słuchane zawsze ze skupieniem - to nie elaborat chwili, ale głęboko
		

/Magazyn_130_01_0037_0001.djvu

			21 


ujęte myśli i wskazania, sprawIaJące, iż maszyna szkolna gimnazjum IV 
pracuje bez tarć i zgrzytów na pożytek młodzieży i społeczeństwa. 
Gdyby żył w innych czasach, mógłby powiedzieć o sobie "szkoła - to 
ja", bo on rzeczywiście jest swojej szkoły duszą, która - choć nie- 
uchwytna zmysłami - kieruje i fizyczną i moralną jej stroną. Czuły na 
jej dobre imię, trpskliwy o wysoki poziom szkoły i jej społeczny auto- 
rytet, dąży dyr. Smiałek ku temu ideałowi drogą ustawicznej opieki nad 
młodzieżą, nad jej etyczną wartością i jej wiadomościami, nabywanemi 
w szkole. Z małych rzęczy tworzą się wielkie całości. Małe, codzienne 
sprawy interesują dr. Smiałka tak samo jak doniosłe. Oko jego czuwa 
nad każdem spóźnieniem się ucznia, nad najdrobniejszem uchybieniem 
przepisom czy karności szkolnej lub pozaszkolnej - a te pozorne dro- 
biazgi składają się na całość sharmonizowaną. 
Może za wcześnie już dziś obejmować okiem działalność ostatniego 
czynnego dyrektora, którego zasługi doceniały należycie nawet zaborcze 
władze szkolne, nadając mu tytuł radcy rządu. Wypada jednak za.zna- 
czyć, że przetrwał on cały okres wojny światowej na posterunku, chronił 
i w znacznej mierze ochronił majątek szkoły przed zniszczeniem czy 
grabieżą, taktem i powagą zdobywając nawet u nieżyczliwych okupan- 
tów budynku szacunek, należny instytucji wychowgwczej. 
Cały oddany szkole, nie zasklepił się dr. Smiałek jednak w jej 
tylko ramach. Był i jest on członkiem czynnym Tow. Naukowego we 
Lwowie, współpracownikiem Komisji filologicznej Akademji Umiejętności, 
członkiem Pol. Związku Historyków sztuki w Krakowie, prezesem Pol. 
Tow. filologicznego we Lwowie, członkiem Rady Szk. Miej. i jej Wydziału 
wykonawczego, wiceprezesem Pol. Związku dyrektorów szkół średnich, 
Tow. Zabaw ruchowych j t. d. Te liczne tytuły - il\lstrują nie tylko 
sferę zainteresowań dr. .Smiałka, ale świadczą o żywocie pracowitym, 
bo wymagają poświęcenia wielu godzin czasu i wiele nieraz trudu. 
Obok dyrektorów, którzy w okresie pięćdziesięciolecia kierowali 
zakładem, poczesne miejsce w organizacji tej szkoły zajmowali kierow- 
nicy oddziałów równorzędnych, które ze względu na olbrzymi rozrost 
szkoły oszczędne władze austrjackie zmuszone były wydzielić z zakładu 
jako osobną pod względem pedagogiczno - dydaktycznym jednostkę 
z osobnymi kierownikami. 
Pierwszym kierownikiem wszystkich (ośmiu) klas "b" z 329 ucz- 
niami, podczas gdy zakład główny miał ich 425, był profesor K a- 
r o l R a we r, autor znanego podręcznika "Dziejów ojczystych" 
i szeregu prac historycznych. Był on pedagogiczno - dydaktycznym kie- 
rownikiem oddziałów równorzędnych od chwili ich utworzenia t. j. od 
r. 1898/9 do 1903, przeniesiony do gimnazjum IV z gimnazjum III, ale 
w r. 1903 nie pełnił już funkcyj kierowniczych z powodu poważnej cho- 
roby, z której się już nie dźwignął. Miejsce jego zajął M i e c z y- 
sław jamrógiewicz od r. 1903 do chwili przejścia w stan spo- 
czynku t. j. do r. 1909. Miał on za sobą wielkie doświadczenie jako 
nauczyciel i. jako kierownik. Był u początku gimnazjum sanockiego 
pierwszym jego organizatorem i doprowadził do matury pierwszych wy- 
chowanków tej szkoły. Przeniesiony z Sanoka do Lwowa, dał się poznać 
jako znakomity nauczyciel matematyki i fizyki, to też do dziś żyje w tra-
		

/Magazyn_130_01_0038_0001.djvu

			dycji i żywej pamięci swych uczmow jako pierwszorzędny pedagog. 
Pozornie surowy i porywczy, młodzież kochał sercem ciepłem, ojcow- 
skiem, skarbiąc sobie jej miłość i przy- 
wiązanie. W dziale podręczników szkol- 
nych znana jest jego "Geometrja". Po- 
nadto wydawał ś. p. jamrógiewicz po- 
pularne rozprawki dla młodzieży. Władze 
szkolne nadały mu tytuł radcy szkolnego, 
ale nie zamianowały go nigdy dyrekto- 
rem; jego samodzielna natura nie odpo- 
wiadała władzom centralnym. Przeszedł- 
szy w stan spoczynku, uczył radca M. 
jamrógiewicz swoich ulubionych przed- 
miotów w znanym we Lwowie zakładzie 
wychowawczym Wiktorji Niedziałkow- 
skiej i był jej doradcą w prowadzeniu 
zakładu. W czasie wojny światowej, na 
uchodźtwie, we Wiedniu, zmożony ży- 
ciem i długotrwałą chorobą zmarł - 
żałowany powszechnie. 
W r.1910 sprawował kierownictwo 
oddziałów równorzędnych prof. W o j- 
ci e c h G r z e g o r z e w i c z, a gdy ten 
najwyższem postanowieniem z 10 stycz- 
nia 1911 r. objął dyrekturę gimnazjum 
w Tłumaczu, Rada Szkolna poruczyła 
kierownictwo filji gimnazjum IV prof. 
Władysławowi Dropiowskie- 
m u, który rok szkolny 1909/10 spędził 
za urlopem na kierowniczem stanowisku 
w nowo powstałem gimnazjum w Borsz- 
czowie. W r. 1919, po śmierci dyr. 
Kurpiela, objął posadę dyrektora w gim- 
nazjum VIII. Po wojnie światowej po- 
rzucił jednak służbę państwową, gdy 
został kierownikiem zakładów nauko- 
wych, utworzonych przez metodystów 
w Klarysowie, pod Warszawą. Na miej- 
sce jego wrócił z Tłumacza dyrektor 
Woj c i e c h G r z e g o r z e w i c z, który 
doczekał się w r. 1921 usamodziel- 
nienia filji jako osobnego gimnazjum 
IX im. jana Kochanowskiego. On po 
chwilę obecną tym zakładem kieruje, 
jednając sobie szczere sympatje grona 
nauczycielskiego, rodziców uczniów 
i ich samych swojem postępowaniem, taktem, życzliwością, wysokiemi 
walorami pedagogicznemi i osobistemi. 


22 


.
 

 


Mieczysław Jamrógiewicz. 


-
 
-, . 


f} 
-4- 0 


Wojciech Grzegorzewicz.
		

/Magazyn_130_01_0039_0001.djvu

			23 


NAUCZYCIELE. 
Dobry, najlepszy dyrektor szkoły, wtedy tylko może spełniać do- 
niosłą swą kierowniczą pracę, gdy ma do pomocy sharmonizowane, 
pracujące uczciwie grono nauczycieli, którzy bezpośrednio na lekcjach 
szkolnych i poza niemi stykają się z młodzieżą i zapomocą nauczania 
oraz innych środków pedagogicznych oddziaływują na młode, gąb- 
czaste umysły oraz na wrażliwe dusze swoich wychowanków. Historja 
zakładu nie byłaby zupełną, gdyby w niej pominięto to, co stanowi 
rdzenną istotę każdej szkoły - grono nauczycielskie. 
Grono to w okresie pięćdziesięciolecia gimnazjum IV nie było 
czemś trwałem. Niewielu tylko profesorów etatowych trwało latami w za- 
kładzie, stanowiąc jakby stos pacierzowy składu personalnego nauczy- 
cieli. Dla wielu gimnazjum IV było etapem czy szczeblem do wyższych, 
zaszczytniejszych stanowisk. jedni z nich poprzez zakład szli ku uniwer- 
syteckiej katedrze i tych zastęp jest bardzo liczny: ś. p. Ks. J. Barto- 
szewski, Czerny Zyg., Ernst Marcin, Friedberg Sal. Wilhelm, Fuliński 
Benedykt, Kolbuszewski Kazimierz, ś. p. Kruczkiewicz Bronisław, ś. p. ks. 
Lenkiewicz Zygmunt, ś. p. Lewicki Anatol, ś. p. Łazarski Mieczysław, 
Łempicki Zygmunt, Piasecki Eugeniusz, Podiach a Władysław, Rogala 
Wojciech, Rybczyński Witold, Skałkowski Adam, Szelągowski Adam, 
Witwicki Włapysław, Zakrzewski Ignacy.... - oto nazwiska tych, co 
w togę i biret uniwersytecki się przystroili. Niemal wszystkie wszech- 
nice polskie mają na swoich katedrach profesorów, którzy przeszli przez 
IV gimnazjum i przez nauczanie w szkole średniej doszli do uniwersy- 
teckich godności, chlubę przynosząc nauce polskiej i zakładowi, którego 
byli członkami gron nauczycielskich. 
Pomocą do zdobycia godności naukowych była dla przyszłych 
profesorów uniwersytetu niewątpliwie zachęta dyrektorów, zawsze dum- 
nych z tego, gdy członkowie ich grona górne okazywali loty i wysokie 
aspiracje. Oni też często swoim wpływem uzyskiwali dla "młodych 
uczonych" swego zakładu urlopy w "celach naukowych" lub "dla przy- 
gotowania wykładów". Kronika szkoły notuje wiele takich faktów, które 
świadczą, że ówczesne władze szkolne dopomagały ambicjom uniwer- 
syteckim nauczycieli szkół średnich i troszczyły się o wysoki poziom 
naukowy nauczycielstwa. 
Oprócz tych, co przez szkołę średnią szli ku uniwersyteckiej ka- 
tedrze, zyskując oprócz podstawy materjalnej przez pobyt w szkole 
średniej kontakt żywy z młodzieżą i metodyczne umiejętności nauczania, 
tak ważne i dla profesorów uniwersytetu, bardzo wielu członków grona 
nauczycielskiego, nie opuszczając swego zakładu, pracowało naukowo, 
nie zasklepiając się w ciasnych ramach programu szkolnego. Trudnoby 
wyliczyć wszystkie ich publikacje, rozsiane po czasopismach fachowych, 
w "Muzeum", "Kosmosie", Pamiętniku literackim", "Kwartalniku histo- 
rycznym", "Kwartalniku klasycznym", "Eosie", "Przeglądzie pedagogi- 
cznym" i t. d., czy też w prasie codziennej. jest tych prac poważnych 
lub artykułów mnóstwo, podobnie jak podręczników szkolnych, których 
autorami są członkowie grona IV gimnazjum. Zdaje się, że możnaby 
nawet zaryzykować zdanie, iż w literaturze podręcznikowej grono gim- 
nazjum IV góruje nad innemi zakładami średniemi we Lwowie i w Polsce.
		

/Magazyn_130_01_0040_0001.djvu

			24 


Łazarski, dr. jahner, dr. Petelenz, Jamrógiewicz, ks. Boczar, ks. Ślósarz, 
Hrycak, ks. dr. Szmyd, Strutyński, Szczepański, dr. Pilch, Kucharski, 
Szczerbański, Strycharski, Siwak, Gebert, Maykowski, dr. Szelągowski, 
dr. Bałaban, Mordawski, Witwicki T., dr. Witwicki W. - to tylko z pa- 
mięci wyliczeni autorzy podręczników, poleconych przez władze szkolne 
do użytku w szkołach różnych typów, od powszechnych do akade- 
mickich. 
W samej szkole ślad pracy naukowej członków grona nauczyciel- 
skiego pozostał w rozprawkach, poprzedzających coroczne urzędowe 
Sprawozdania Dyrekcji zakładu, ogłaszane dawniej drukiem przy pomocy 
t. zw. Funduszu naukowego Rady Szkolnej Krajowej. 
Oto spis rozpraw, nieraz znacznej wartości naukowej: 
1. Wasilkowski józef: O życiu i pismach ks. Stanisława Grochowskiego 
(1880). 
2. Dr. Ludkiewicz Daniel: Czy idea filozofji w swym historycznym 
rozwoju może być uważana za umiejętność ścisłą? (1881 i 1882). 
3. jan Krystyniacki: M. Tulliusza Cicerona tłumaczenie Arata, przez 
jana Kochanowskiego uzupełnione i poprawione (Ocena). (1883). 
4. Uhma Antoni Roman: O życiu i pismach Sebastjana Fabjana Klo- 
nowicza. (1884). 
5. Radecki Aleksander: Wiadomości o literatach z czasów cesarstwa 
rzymskiego w listach Plinjusza Młodszego. (1885). . 
6. Krystyniacki jan: Fasti Sarbieviani czyli o chronologicznym porządku 
Pieśni Sarbiewskiego. (1886). 
7. Piątkiewicz Stanisław: Algebra w logice. (1888). 
8. Mazanowski Mikołaj: Kilka uwag o charakterze Antoniego Mal- 
czewskiego i genezie "Marji". (1889). 
9. Krystyniacki jan: O języku greckim pisarzy bizantyńskich w ogól- 
ności i o ich sposobie wyrażania imion słowiańskich w szczegól- 
ności. (1890). 
10. Dr. jahner Alfred: Przegląd dzieł Schillera i ocenienie ich użytecz- 
ności pedagogicznej jako przedmiotu czytania i rozbioru w szkole 
średniej. (1891). 
11. Mazanowski Antoni: Ojciec Zadżumionych J. Słowackiego i Treny 
j. Kochanowskiego. - Estetyczno-krytyczne zestawienie. (1892). 
12. Dr. jaworowski Antoni: Nowe gatunki fauny studziennej Krakowa 
i Lwowa (z 8 tablicami - Mit einem deutschen Resume). (1893). 
13. Dr. jezienicki Michał: Osnowa i cel Platońskiego Sofisty. (1894). 
14. Gorzycki Kazimierz: Kwest ja lennego zwierzchnictwa Polski do Po- 
morza za rządów Kazimierza Wielkiego. (1895). 
15. Nitman Karol: Geneza "Kwestji orjentalnej" i jej rozwój aż do bitwy 
pod Mohaczem w roku 1526. (1896). 
16. Romański Stanisław: Podróż naukowa po wyspach i wybrzeżach 
morza Egejskiego i wycieczka do Assos,.Troi i Konstantynopola. (1897). 
17. Sienicki Antoni: Reformy Konarskiego w szkolnictwie polskiem. (1898). 
18. Dr. Leciejewski jan: Pierwiastki starożytne w pieśniach ludowych 
słoweńskich. (1899). 
19. Wasilkowski Władysław: W jakiem stadjum znajduje się dziś sprawa 
oświetlenia acetylenowego? (1900).
		

/Magazyn_130_01_0041_0001.djvu

			25 


20. Romański Stanisław: Śladem Pauzanjasza, Periegety, z Aten do Pe- 
loponezu. (1901). 
21. Siwak Michał: Kto jest autorem broszury politycznej p. t. Delibe- 
racya o spółku i związku Korony polskiej z pany chrześcijańskimi 
przeciwko Turkom? (1902). 
22. Dr. Witwicki Władysław: Teorje woli u Arystotelesa. Rozbiór lo- 
giczny dwóch rozdziałów IV księgi Etyki Nikom. (1903). 
23. Dr. Friedberg Wilhelm: Powietrze jako czynnik geologiczny. - 
Szki
 popularno-naukowy. (z 20 rycinami w tekście). (1904). 
24. Dr. Smiałek Wincenty: S. p. Walenty Kozioł (1837-:1903). (1904). 
25. Petzold Emil: O czatach Mickiewicza. (1905). 
26. Petzold Emil: Reminiscencje ż Tiecka w "Dziadach". (1906). 
27. Schlinger Erwin: O sonetach Asnyka p. t. "Nad głębiami" na tle 
jego twórczości. (1907). 
28. Szczepański jan: Zatoka neapolitańska. (1908). 
29. Kobzdaj Kazimierz: Czasy barskie w poezji Słowackiego. (1909). 
30. Kucharski Władysław: Wiosna ludów w jasielskiem - na podstawie 
rękopiśmiennych materjałów posła Franciszka Trzecieskiego i Rady 
Narodowej obwodu jasielskiego. (1910). 
31. Zbiorowe: Poszczególne przedmioty nauki gimnazjalnej w świetle 
nowych planów. (1911). 
32. Dr. Kobzdaj Kazimierz: Zygmunta Krasińskiego twórczość w sto- 
sunku do literatury niemieckiej. (1912). 
33. Krzysztofowicz Krzysztof: Nauczycielstwo Piotra Skargi. (1913). 
34. Krukiewicz Mieczysław: Kajsiewicz a Mickiewicz. (1914). 
35. Kucharski Władysław: Udział Zakładu w wojnie światowej (1916-1917). 
Tytuły tych rozpraw, które giną w skromnych okładkach 
"Sprawozdań Dyrekcji", świadczą o różnych sferach zainteresowań 
profesorów, którzy poza żmudą pracy nauczycielskiej znajdywali czas, 
aby pracować naukowo i choć drobną cegiełką przyczynić się do ogól- 
nego dorobku narodowej kultury. . 
Poza naukowemi aspiracjami spostrzegać się dają wśród grona na- 
uczycielskiego i ambicje zawodowej karjery. Była ona różna, a dla za- 
kładu zawsze zaszczytna. Członkowie grona nauczycielskiego wydali 
z pośród siebie kilku wizytatorów, względnie krajowych inspektorów 
szkolnych. Był inspektorem i pierwszy dyrektor zakładu E. Hiickel; był 
nim profesor Lewicki jan, Rzepiński Sto i dr. A. jahner; są wizytatorami 
w ministerstwie w Warszawie M. Siwak i Gebe_rt Br., byli lub są we 
Lwowie w Kuratorjum Kazimierz Sośnicki, Wąsowicz W. (em.), M. Hry- 
cak (em.) i T. Witwicki (em.), w Poznaniu M. jabczyński i dr. J. Namysł, 
mianowany w lipcu b. r. kuratorem wielkop. okręgu szk., w Wilnie T. Mia- 
nowski, w Łodzi F. Oziębły, w ToruniuSt. Piotrowicz. Inspektorami okrę- 
gowymi byli: Lercel, Froncz, Bogusz, Paczosa, Wołowicz. 
Wielu, bardzo wielu powołanych zostało na dyrektorów szkół 
średnich. Tych tylu wydało gimnazjum IV, że słusznie je nazwać można 
fabryką dyrektorów. Snać, dobrą szkołą nie tylko dla uczniów ale i dla 
nauczycieli było gimnazjum IV. 
Augustak J. w Inowrocławiu, Basiński Sto w Czortkowje, a później 
w Sanoku (emer.), Bizoń Fr. w zakładach nauk. Z. Strzałkowskiej, Bo- 


,
		

/Magazyn_130_01_0042_0001.djvu

			26 


. 


jarski W. w Szkole ewang. we Lwowie, Bogusz M. w zakładach Z. 
Strzałkowskiej, Bostel F. w II gimn. we Lwowie (em.), Dolnicki J. 
w Stryju, Dropiowski W. w gimn. VIII we Lwowie, Gerstman Z. w Bo- 
rysławiu, Grzegorzewicz W. w IX gimn. we Lwowie, Hrycak M. w Prze- 
myślu, Jezienicki w Stanisławowie, Krotoski K. w Nowym Targu (em.), 
Krukiewicz M. w Krasnym-Stawie, Krysowski Sto w Zbarażu obecnie 
w Gródku jagiellońskim, Krzyżanowski Sz. w jarosławiu, Kucharski W. 
w Borszczowie i w zakładach Sacre Coeur we Lwowie, Lamber J. w Ro- 
hatynie, Lercel W. w Rzeszowie, Librewski SL w Brodach, Lityński M. 
we Lwowie w szkole real. II (em.), Maciszewski M. w Tarnopolu, Mali- 
nowski T. w Złoczowie, Nittmann K. w seminarjum w Czortkowie i we 
Lwowie (em.), Nogaj J. w Rzeszowie i w V gimn. we Lwowie, Paczosa 
w Strzyżowie (em.), Parylak w Cieszynie, Piątkiewicz w Przernyfilu, Rębacz 
we Lwowie w I szk. real., Rzepiński w Sączu, Schirmer WI.\-Brodach 
i w VII gimn. (em.) we Lwowie, Schlingier w Wągrowcu, Siwak. w Tar- 
nopolu, Skarbiński E. w pryw. gimn. im. Słowackiego we Lwowie, 
Skupniewicz w Kołomyi, Słotwiński w jaśle, Strutyński u SS. Urszu- 
lanek. w Kołomyi, Szczepański u Olgi Filippi i r SS. Nazaretanek we Lwowie, 
dr. Smiałek w IV gimn. we Lwowie, Swierzowicz j. w Ostrogu, 
Tralka w Stryju, Ujejski w Przeworsku, Urich w gimn. Król. jadwigi 
we Lwowie, Vogel w Tarnopolu, Zabielski w Szkole kadeckiej we 
Lwowie (em.), obecnie w Skolem, Zwilling-Łoziński w gimn. miej. 
w Warszawie, Zych w Buczaczu i t. d. - oto ich długa litanja. 
Zastęp to poważny ludzi, których władze szkolne desygnowały 
z profesorów IV gimnazjum na odpowiedzialne stanowisko dyrektora 
szkoły średniej, polegające na zaufaniu i wierze w zdolności pedagogiczne. 
Wszyscy oni albo wprost z IV gimnazjum szli na posady dyrektorskie, 
albo przez inne jeszcze przechodzili zakłady. W każdym razie jednak 
służba w gimnazjum IV we Lwowie była dla nich wielkim plusem w kwa- 
lifikacjach zawodowych na kierownicze stanowiska w szkołach średnich. 

 Przez nich wpływ gimnazjum IV i jego dobre zwyczaje promie- 
niowały daleko poza Lwów. 
A skoro gimnazjum IV było dobrą szkołą dla przyszłych dyrek- 
torów, było nią tem bardziej dla olbrzymiego zastępu młodych nauczy- 
cieli, którzy tu zaczynali służbę nauczycielską albo tu na dłuższy lub 
krótszy okres czasu byli przeniesieni. 
Czasy, w których gimnazjum IV rosło, to wogóle czasy szybkiego 
rozrostu szkoły średniej w b. Galicji. Napływ młodzieży zmuszał oporne 
władze centralne do tworzenia coraz to nowych paralelek, filij, a wreszcie 
nowych zakładów. Z tem wszystkiem rozpoczęła się słynna, oszczędno- 
ściowa gospodarka t. zw. suplencka. Ze wzrostem szkoły nie pomna- 
żano etatów nauczycieli stałych, ale wyręczano się tanim suplentem - 
zastępcą nauczyciela egzaminowanym lub nieegzaminowanym. Ten par- 
jas w galicyjskiej szkole średniej łatał wszelkie potrzeby rozrastającej 
się szkoły, przenoszony z półrocza na półrocze, z roku na rok do innego 
zakładu. Więc i przez IV gimnazjum szła ta fala odpływu i przypływu 
sił młodych, rzucanych wichrem chwilowych potrzeb szkół średnich 
w b. Galicji. 


...
		

/Magazyn_130_01_0043_0001.djvu

			27 


Ale w tej wibracji sił suplenckich zauważyć można zczasem pe- 
wien system. Do Lwowa, jako do miasta uniwersyteckiego, a więc i do 
IV gimnazjum napływali nieegzaminowani zastępcy nauczycieli z pro- 
wincji. Chodziło tu o ułatwienie im złożenia egzaminu nauczycielskiego 
lub napisania kandydackiej pracy. Egzaminowani znów odpływali do 
miast prowincjonalnych, aby zrobić miejsce nieegzaminowanym. Tak 
samo pierwsza posada nauczyciela rzeczywistego z reguły była w mie- 
ście prowincjonalnem. Przeniesienie do Lwowa następowało po kilku 
latach i uważane było za pewne wyróżnienie. Tylko ci, co rzeczywiście 
naukowo pracowali, nie byli odrywani od bibljotek, od warsztatów 
swych naukowych badań, ale ci w masie stanowili nieliczne wyjątki. 
Spis nauczycieli, którzy w okresie pięćdziesięciu lat przesunęli się 
przez gimnazjum IV, te zasady ilustruje w sposób jasny. 
A czem byli ci nauczyciele dla młodzieży, ona sama mówi, jej 
społeczne stanowiska i dla zakładu wdzięczność. W dzi.ęczność ta obja- 
wiana .profesorom w czasie zjazdów abiturjentów - to dowód, iż nie- 
słuszne jest przekleństwo: "Bodajś cudze dzieci uczył l" A widok tych, 
co w szkole zaborczej po polsku uczyli się i nauczyli czuć, myśleć 
i działać - to radość i osłoda nauczycielskiego trudu. 
Bo też ten trud nie ograniczał się do ścisłego tylko wypełniania 
nakazywanych przez przepisy i programy szkolne obowiązków. Wycho- 
wanie tylko przez nauczanie i wypełnianie nakazów władz nie zada walało 
gron nauczycielskich. Sprawozdania dyrekcji gimnazjum mówią o za- 
wiadywaniu zbiorami naukowemi i bibljotekami przez profesorów, (co- 
dodać trzeba - było czynnością za rządów zaborczych bezpłatną), o wy- 
cieczkach krajoznawczych, chórach młodzieży i orkiestrach, kierowa- 
nych przez nauczycieli, obchodach narodowych przez młodzież. przy 
pomocy nauczycieli urządzanych w murach szkoły, o kółkach poloni- 
stycznych, historycznych i t. p., które pod kierunkiem nauczycieli uzu- 
pełniać miały i pogłębiać wiedzę nabywaną w szkole. Mówią one o fun- 
duszach dla uczniów niezamożnych i zasiłkach dla uczniów zdolnych 
a ubogich, o opiece pozaszkolnej nad młodzieżą i o wielu innych rze- 
czach, w które poszczególni nauczyciele wkładali wiele godzin pracy 
bezinteresownej, jedno mając na oku - dobro młodzieży. Z suchych, 
lapidarnych zdań sprawozdań szkolnych umiejętny czytelnik wysnuje 
złotą nić, która wiązała młodzież z nauczycielem nie bez ofiarnej pracy 
tego ostatniego. 
Pracę tę przerwała wojna światowa. Zmontowane z początkiem 
r. szk. 1914/15 grono nauczycielskie rozbiegło się. jedni powołani zo- 
stali do służby wojskowej, inni poszli na tułaczkę jako uchodźcy. Pierw... 
sza już mobilizacja powołała pod broń z zakładu głównego profesorów: 
dr. Friedberga, Strycharskiego, Strutyńskiego, Szczepańskiego, Łu
as.je- 
wicza, Krzysztofowicza, józefika, Koczwarę, Lichtenberga, Wilka, Bran- 
desa, Polańskiego, Waltenberga i innych. Z oddziałów równorzędnych 
do wojska odeszli: Dr. St. Buzath, Czaykowski W., dr. W. Chodaczek, 
dr. J. Grochmalicki, L. jus, A. Kazanowski, A. Ogonowski, ks. I. Richter, 
O.' Schuttera, A. Skwarczyński (leg.) i St. Zabielski (leg.). Na uchodż- 
twie znaleźli się: prof. Kolbuszewski, Eminowicz, Kaczorowski, Seide1, 
Tarnawski, Zawadzki, Krukiewicz, Grużewski, Ujejski... Tylko garść nie- 


L
		

/Magazyn_130_01_0044_0001.djvu

			I 


28 


liczna pozostała wraz z dyrektorem dr. Śmiałkiem we Lwowie. Ci my- 
śleli o otworzeniu nowej szkoły, któraby skupiła pozostałą młodzież, ale 
ówczesny rząd rosyjski do jej utworzenia nie dopuścił, żądając zbyt 
wielkiego wpływu na program nauki i kontrolę nauczania. Patronował 
temu przedsięwzięciu ś. p. arcybiskup Bilczewski, dr. Majchrowicz i dr. 
Thullie. Szkoła mieścić się miała w t. zw. małem seminarjum i nosić 
nazwę: Gimnazjum im. Kopernika. 
Tymczasem wypadki szybko następywały po sobie. Zmienne koleje 
wojny oddały znów Lwów w ręce Austrji w lecie 1915 r. i wtedy otwarło 
się dla zakładu pole pracy, aczkolwiek nje we własnym budynku. Stanął 
do służby nauczycielskiej szereg nauczycieli, ale brakło prof. Walten- 
berga, który zginął, brakło prof. O. Polańskiego, J. Koczwary, Gorda- 
szewskiego, którzy dostali się do niewoli, brakło w zakładzie głównym 
prof. Friedberga, józefika, Łukasiewicza, Strutyńskiego, Szczepańskiego 
i Strycharskiego, którym nie powiodło się zwolnić z szeregów, a w od- 
działach równorzędnych wszystkich pod broń powołanych na początku 
wojny. Brakło też zmarłych w międzyczasie prof. M. Rossa i ks. T. Skor- 
nego. W ich miejsce napływali inni, którzy we Lwowie szukali przed 
losami wojny przytułku. Skład grona ciągłym ulegał zmianom, szedł po 
łamanej linji ciągłych przesunięć, tak samo, jak zmieniał się skład mło- 
dzieży, zwłaszcza klas wyższych, która szła na bojowe fronty, dobro- 
wolnie lub powoływana przepisami poborowemi. I dopiero po r. 1918 
skład obu gron zaczął tężeć i ustalać się. Strącono wtedy z frontonu 
gmachu dwugłowego orła austrjackiego, symbol niewoli, zastępując go 
orłem polskim i rozpoczęto leczyć rany wojną zadane szkole i młodzieży. 
Ale praca ta nie odrazu mogła być dokonana. Rok 1918 powołał 
pod broń wszystkich profesorów - Polaków, których wypadki listopa- 
dowe zastały w szeregach armji austrjackiej. Obok nich stanęli ochotnicy 
do służby frontowej lub do obywatelskiej straży (M. S. O.) aby razem 
z uczniami bronić ukochanego miasta i kresów wschodnich Rzpltej. 
Tak samo rok 1920 przerzedził szeregi nauczycielskie. Prof. Fuliński, 
który już w r. 1918 pełnił służbę zwykłego szeregowca, Krysowski, 
Oziębły, ks. dr. Szmyd, obok starej gwardji od początku wojny pozo- 
stających w służbie czynnej nauczycieli, poszli na zew Ojczyzny do 
wojska, inni zająć się musieli propagandą lub innemi czynnościami, 
związanemi z koniecznością obrony Państwa przed zalewem wschod- 
niej fali, która pod Lwów i Warszawę podchodziła. 
W takich warunkach nawrót do normalnej pracy szkolnej napo- 
tykał na ciągłe przeszkody, które z trudem starali się przełamywać po- 
zostali, czynni członkowie grona nauczycielskiego, zmieniając rozkład 
czynności i godzin nauki według zmieniających się co chwila potrzeb. 
Ale mimoto nauka odbywała się coraz regularniej i jej tok nor- 
malny psuła tylko młodzież, która odpływała stale do armji, to znów 
wracała na krótki pobyt do szkoły. 
Czasy to zbyt bliskie, aby można już obecnie wydawać o nich sąd 
bezstronny, wypada jednak zaznaczyć, iż szybko po nastaniu normalnych 
dla szkoły stosunków poukrywane w zakamarkach zbiory naukowe wró- 
ciły na swoje miejsca dzięki intensywnej pracy grona nauczycielskiego, 
aby służyć nauce i że dostrojono zabiegi opiekuńcze do wymagań chwili
		

/Magazyn_130_01_0045_0001.djvu

			ł 
-I 

 

 


'ł 
,I 


'I 


-. ,;.
- 
->.' 


- 


r;r. 



"ała konferencyjna. 


t Lri 
 


ł I 


rm :1 
J_
 


-; 


-4 


-
 


Korytarz boczny l piętra. 


f 



. 


ł 


29 


składnie i dość szybko. 
Gabinet fizykalny i przy- 
rodniczy, bibljoteka nau- 
czycielska i wypożyczalnia 
książek dla uczniów wró- 
ciły naswoje miejsca i zosta- 
ły uporządkowane. Tak sa- 
mo przybrały swój obecny 
wygląd gabinety archeolo- 
giczny i geograficzny. Ko- 
rytarze ozdobiły się znów 
portretami. królów pol- 
skich, fotografjami arcy- 
dzieł sztuki klasycznej i t. 
p. Umiano również przy 
pomocy ad hoc zorganizo- 
wanego "Koła Matek" prze- 
prowadzić racjonalne 
dożywianie młodzieży 
biedniejszej w czasach, 
gdy ta pomoc była wska- 
zana, zatroszczono się 
o jej odzież, a naukę sta- 
rano się postawić na po- 
ziomic przedwojennym. 
Zasługa grona nauczy- 
cielskiego w dziele u- 
normalizowania warun- 
ków nauczania gubi się 
wprawdzie w szeregu 
pozycyj codziennego ży- 
cia szkoły, ale to źycie 
tętni w murach zakładu 
nurtem pełnym, na le- 
psze jutro przygotowu- 
jąc młodzież, chowaną 
już w wolnej Polsce i 
dla niej, dla jej potęgi 
i chwały. Sala konferen- 
cyjna i przyległy do niej 
pokój profesorski stały 
się kuźnicą, gdzie poza 
urzędowemi czynno- 
ściami wykuwano nowe 
formy wychowawcze w 
zastosowaniu do spe- 
cjalnych potrzeb zakła- 
du w powojennej do-
		

/Magazyn_130_01_0046_0001.djvu

			30 


bie. Dokonuje się też wówczas rozdział grona zakładu głównego 
od oddziałów równorzędnych, który i tak po przeniesieniu się filji 
na ul. Chocimską już istniał w rzeczywistości. już ostatnie przed- 
wojenne Sprawozdania Dyrekcji gimnazjum IV (1913/14) i Kierownictwa 
oddziałów równorzędnych drukują się oddzielnie, a po wojnie kontakt 



p 
'" 


.. 
r 


?J 


l' Dc... 
ł 
4
 .' 
ł 
"- 
' 


I, 


:11 



 -r-... __ 


---
 


( 


PodczaI konferencji. 


filji z macierzą opiera się tylko na uczuciowych pierwiastkach. Grona 
obu zakładów są oddzielne. Ich praca nad młodzieżą jest jednak taka 
sama i cele wychowawcze są te same. Zmienia się wkońcu w r. 1921 
nawet łączność pozorna. Oddziały równorzędne przemieniają się na od. 
rębne gimnazjum IX-te o typie humanistycznym, podczas gdy gimna- 
zjum IV zatrzymuje typ klasyczny dawny. Ale grona do dziś ustabili- 
zowane nie są. Nawet profesorowie, którzy mają za sobą trzydziestoletnią 
pracę zawodową i przez ćwierć wieku pracują w IV gimnazjum, nie 
mają dekretów stabilizacyjnych. 


UCZNIOWIE. 
Budynek szkolny razem ze zbiorami 
aukowemi i bibljotekami, dy- 
rektorowie czy kierownicy szkoły, oraz grona nauczycielskie - bez 
uczniów"nie stanowią zakładu naukowego. jego integralną, najistotniej- 
szą częścią składową o fundamentalnej, zasadniczej wartości - to mło- 
dzież szkolna, uczniowie. 
Bez nich szkoła jest tylko beztreściwym gmachem. Oni wnoszą 
w mury szkoły życie. Ich hałasy podczas przerw, przeżycia w salach 
szkolnych, ich troski, dążenia, wysiłki - nawet ich dziecinne psoty 
czy wybryki składają się na istotną treść szkoły; oni są tym ugorem, 
który s;zkoła ma spulchnić i zasiać dobrem ziarnem.
		

/Magazyn_130_01_0047_0001.djvu

			31 


Z chwilą, gdy z gimnazjum III wydzielono gimnazjum IV prz
ka- 
zana mu została cZęść młodzieży macierzystego zakładu, pomnozona 
przez uczniów wpisanych w r. 1879/80 do klasy pierwszej. Liczba ucz- 
niów wpisanych w tym roku do zakładu wynosiła 569 z początkiem 
roku, a 546 z jego końcem. I odtąd młodz
eży gimnazjum IV stale przy..; 
bywało. już w następnym. roku przyrost wynosił prawie stu uczniów 
(658-572). W r. 1884 wzrósł on ponad 800, w r. 1899 ponad 900, w r. 
1904 ponad 1.000, a w r. 1913 osiągnął cyfrę 1493 uczniów. Wśród tej 
progresywnej linji są jednak pewne załamania. Lata 1893, 1894 i 1895 
wykazują znikome zmniejszenie się frekwencji (765, 715, 753), ale to są 
chwilowe tylko wahania. Na ogół rośnie stale liczba uczniów zakładu, 
a z nią i liczba klas. U początku zakładu jest oddziałów 14, w dwóch 
następnych latach 16, a potem 17. Cyfra 18 oddziałów utrzymuje się niemal 
stale od r. 1885 do 1900, potem szybko wzrasta na 19, 20, 21, aby w r. 
1913 osiągnąć 36 oddziałów. Ale ten wzrost i uczniów i oddziałów, tłu- 
macząc silny napływ młodzieży do szkół średnich, nie wyjaśnia niczego 
więcej. Dyrektor zakładu mimo nacisku rodziców nie może pójść poza 
pojemność sal szkolnych i powyżej miejsca, jakiem w budynku rozpo- 
rządza. Ze wzrostu cyfry uczniów zatem i oddziałów nie można wycią- 
gać wniosków dla zakładu wyłącznie dodatnich. Pęcznienie cyfrowe klas 
ilustruje napór społeczeństwa na szkołę średnią wogóle w latach 1880-. 
1914, nie jest zaś specjalnym jakimś objawem dla samego gimnazjum IV. 
Zjawisko to ogólne w dobie przedwojennej w Małopolsce. 
Inaczej jednak przedstawia się stosunek uczniów wpisanych z po- 
czątkiem roku szkolnego do tych, którzy w danym roku ukończyli swoją 
klasę i byli klasyfikowani. Tu statystyka zakładu jest wiele mówiąca. 
Rozpiętość różnicy między wpisanymi a klasyfikowanymi w różnych 
latach różnie się przedstawia, a wzrasta ze wzrostem uczniów wpisanych 
do zakładu. Różnice te wynoszą 100, 120, 150 uczniów w ciągu roku, 
którzy albo przenosili się do innego zakładu, albo wogóle opuszczali 
szkołę średnią, skierowując się do zawodów praktycznych, bardziej od- 
powiadających ich wrodzonym czy nabytym uzdolnieniom. Dowód to 
dokonywanej w szkole selekcji młodzieży, ale i dowód ścisłych wyma- 
gań szkoły od tych, co w jej progi wstąpili. Tabela porównawcza pou- 
cza nas jednak o metodzie niemal stałej do czasu wojny. Procent tych, 
którzy opuścili zakład w ciągu roku, nie. wykazuje skoków ani wahań 
rażących, któreby wskazywały na silniejsze jakieś nasilenia w skali wy- 
magań szkoły. 
Zmienia się jednak ta różnica, malejąc z chwilą, gdy filja z r. 1921 
przekształciła się w zakład odrębny. Do gimnazjum IV jako do typu 
szkoły klasycznej z łaciną od klasy I a greką od IV napływ młodzieży 
się zmniejsza. Rodzice praktyczni szukają dla swych dzieci typów, 
które wydają się im łatwiejsze, ulegając psychozie walki z greką. Liczba 
uczniów wpisanych waha się odtąd między 405 (w r. 1923) a 486 (w r. 
1925), ale też i liczba występujących ze szkoły w ciągu roku wynosi, 
przeciętnie niespełna 30. Dowodzi to, że rodzice więcej siC( liczą ze: 
zdolnościami swych dzieci, zanim zapiszą je do szkoły, co dla zakładu: 
. jest bezwątpienia rysem dodatnim, ułatwiając mu pracę normalną. . :
		

/Magazyn_130_01_0048_0001.djvu

			32 


Ustosunkowanie się narodowości uczmow uchyla się z pod kon- 
troli, gdy się zważy, że tabele statystyczne prawie wszystkich uczniów 
wyznania mojżeszowego wliczają do liczby uczniów narodowości pol- 
skiej. To też bardziej instruktywną i ściślejszą jest statystyka uczniów 
według wyznań religijnych. Ta stwierdza, że niemal do wojny wzrasta 
liczba rzymsko-katolików (z 450 w r. 1880 do 783 w r. 1911). Wahania 
tego wzrostu są jednak dość znaczne. jest rzymsko-katolików np. 533 
w r. 1885, poczem widać zmniejszanie się ich aż do 361 w r. 1894. Od 
tego roku znów jest widoczny wzrost tego wyznania do maksymalnej 
cyfry w r. 1911 (783). Drugiem wyznaniem, które liczebnie jest najsilniej 
reprezentowane, to młodzież religji mojżeszowej. Narasta ona szybciej 
w stosunku do młodzieży innych wyznań, wykazując stały, konsekwentny 
przyrost bez większych wahań w tabeli statystycznej. W r. 1880 jest 
uczniów wyznania mojżeszowego zaledwie 68, na ogólną cyfrę klasyfi- 
kowanych 546. W r. 1896 cyfra ta podnosi się do 200 na 706 klasyfi- 
kowanych, w roku zaś 1914 dosięga 520 uczniów na 1355. 
Czas wojenny usuwa się - jako dla życia szkoły anormalny _ 
od porównań. Natomiast od.r. 1921 liczba uczniów wyznania mojżeszowego 
utrzymuje się w szeregu mało zmiennym: 59, 62, 71, 72, 77, 66, 67, 68, 
podczas gdy rzymsko-katolicy wykazują frekwencję: 313, 293, 294, 286, 
358, 367, 330, 334, co dowodzi, że uczniowie wyznania mojżeszowego 
nie cisną się zbytnio do szkoły dawnego typu klasycznego. 
Trzecie miejsce w statystyce wyznań zajmuje młodzież grecko-ka- 
tolicka. Minimalna jej liczba przed wojną była w r. 1880 (24), maksy- 
malna zaś w r. 1907, kiedy greko-katolików było 107 na 677 rzymsko- 
katolików i 284 uczniów wyznania mojżeszowego. 
Od r. 1921 liczba greko-katolików wynosi: 20, 18, 21, 21, 15, 12, 
9, 10. Ten ubytek uczniów tego obrządku łączy się zapewne ze zwinię- 
ciem posady katechety religji grecko-katolickiej w zakładzie, po dykto- 
wanem oszczędnościami budżetowemi. 
Uczniowie religji ormiańsko-katolickiej i ewangelicy tworzą pro- 
centy znikome, które nie wpływają na wygląd szkoły pod względem 
wyznaniowym czy narodowościowym. 
Lepiej zresztą aniżeli słowa mówią cyfry. 


Liczba uczniów Liczba klas 
Rok 
z początkiem I z końcem Rzym.-kat. Greck.-kat. Orm.-kat. . Ewang. Wyznania (oddziałów) 
rok u moiia 
1880 569 546 450 24 2 2 68 14 
1881 658 572 463 40 1 1 67 16 
1882 691 604 468 48 7 1 80 16 
1883 770 679 524 55 5 3 92 17 
1884 828 712 523 64 14 2 115 17 
1885 838 722 533 60 9 1 119 18 
1886 861 738 528 58 15 2 135 18 
1887 808 696 493 51 . 14 3 135 18 
1888 793 673 472 55 15 2 129 18 
1889 800 699 491 56 17 1 134 18 
1890 876 747 511 61 23 1 151 18 
1891 847 655 449 58 5 - 143 18 
1892 808 621 416 62 6 1 136 18 
1893 765 611 399 56 2 - 154 18 


.
		

/Magazyn_130_01_0049_0001.djvu

			33 


Rok Liczba uczniów Liczba kla. 
z poczl\tkiem I z końcem Orm.-kat. I Wyznania (oddziały) 
rok u Rzym.-kat. Greck.-kat. Ewang. mo.ż. 
= 
. 
1894 715 572 361 54 2 - 153 17 
1895 753 611 383 51 3 4 170 18 
1896 856 706 447 60 2 l 200 18 
1897 881 733 446 64 3 4 219 18 
1898 864 722 448 69 3 3 199 18 
1899 906 770 472 66 l 6 228 18 
1900 927 754 466 70 1 2 215 18 
1901 921 760 454 70 - 2 234 19 
1902 946 828 482 83 4 2 257 19 
1903 1053 856 . 500 90 1 4 261 19 
1904 1060 967 570 94 1 3 299 20 
1905 1165 1029 630 94 - 8 297 21 
1906 1142 1017 655 92 - 5 265 21 
1907 1121 1076 677 107 2 6 284 23 
1908 1156 980 649 84 2 4 241 22 
1909 1217 1103 707 92 2 5 297 "16 
1910 1337 1252 751 103 4 10 384 31 
1911- 1493 1341 783 106 3 8 435 34 
1912 1486 1346 778 92 4 5 467 35 
1913 1490 1334 663 78 3 9 481 36 
1914 1523 1355 741 83 5 6 520 36 
1915 - - - - - - - _J) 
1916 1081 9,6 548 42 1 2 353 23 
1917 857 723 417 31 1 1 273 26 
1918 983 937 668 41 1 1 226 26 
1919 1014 680 463 35 1 - 181 28 
1920 959 H84 644 36 1 1 202 27 
1921 447 392 313 20 - - 59 12 
1922 408 374 293 18 - 1 62 12 
1923 405 388 294 21 - 2 71 12 
1924 410 381 286 21 - 2 72 12 
1925 486 452 358 15 - 2 77 12 
1926 479 446 367 12 - 1 66 13 
1927 430 409 330 9 - 3 67 13 
1928 444 425 344 11 - 2 68 12 


Imienne wykazy uczniów - to zajmująca karta istotnych przezyc 
uczniowskich w murach szkoły. Gdyby ktoś chciał się pokusić o szczegó- 
łowe zestawienia tych, co dziećmi dziesięcioletnie mi wstępowali do klasy 
I-szej i tych, którzy po ośmiu lub więcej latach wychodzili z zakładu jako 
dojrzali młodzieńcy, okazałoby się, że szło się tu per asp era ad astra. La- 
koniczne, ale ciągłe notatki u dołu wykazów w tym stylu: "Trzem 
uczniom pozwolono powtórzyć egzamin z jednego przedmiotu po wa- 
kacjach, ośmiu otrzymało stopień drugi, pięciu stopień trzeci" (a 24 
pierwszy) i t. p. - oto ilustracja łez, zawodów, pierwszych tragedyj, 
które jednak zczasem maleją i tylko jako wspomnienie żyją, wspomnie- 
nie o szkole, która była wymagająca, ale i dbająca o to, aby uczelniom 
akądemickim dostarczyć materjału młodzieży uzdolnionej do studjów wyż- 


l) W r. 1914/15 z powodów wojennych nauka w zakładzie nie odbywała się; nato- 
miast w r. 1915/16 odbywała się systemem kombinacyjnym. Uczniowie w jednym roku 
przerabiali materjał naukowy dwóch klas - w t. zw. klasach kombinowanych. 


3
		

/Magazyn_130_01_0050_0001.djvu

			34 



zych. i samodzielnej pracy, a społeczeństwu ludzi, którzy z trudno- 
SCIaml łamać uczyli się już zamłodu. 
Twarda to była szkoła - to gimnazjum IV-te, mówią wyniki kla- 
syfikacyjne. Procent uczniów przeznaczanych do egzaminów poprawczych 
lub skazywanych na powtarzanie klasy był duży; wynosił normalnie 
33 czasem więcej, a jeśli obliczano go na 25 %, mówiono, iż klasyfi- 
kacja wypadła łagodnie. 
Niemniej wyniki egzaminów dojrzałości były zazwyczaj surowe. 
Miara przykładana do wymagań i tu była wysoko nastawiona, a obni- 
żyła się dopiero po wprowadzeniu przepisów marchetowskich, gdy przy 
klasyfikacjach rocznych wprowadzono nowy stopień "na ogół uzdolniony", 
a egzamin dojrzałości "uproszczono", ograniczając go do kilku przed- 
miotów i wprowadzając stopnie dojrzałych "jednogłośnie" lub "wię- 
kszością głosów". Wtedy procent niedojrzałych maleje, nacisk wymagań 
egzaminacyjnych wogóle słabnie, statystyka wyników klasyfikacyjl}ych 
wykazuje mniej uczniów reprobowanych. 
Taki stan istnieje do czasu wojny światowej. Ta szkołę wprowadza 
w orbitę swoich potężnych trybów. Wyrywa z ławy szkolnej młodzież 
do szeregów, a tam, gdzie nie czyni tego nieubłagany paragraf austrja- 
ckich przepisów wojskowych, młodzież saI}1a, dobrowolnie, zamienia 
mundurek szkolny na żołnierski rynsztunek. Snią jej się czasy legjonów 
Dąbrowskiego i powstańcze porywy z r. 1831 i 1863, mohortowe budzą 
się w niej cnoty; Sienkiewiczowscy bohaterzy wstawać się zdają z gro- 
bów. Wielu uczniów z ławy szkolnej idzie pod legjonowy znak Pił- 
sudskiego, jeszcze więcej pomnaża szeregi Orląt lwowskich, gdy 
w r. 1918 rozpoczął się krwawy bój o polskość Lwowa i wschodniej 
Małopolski. 
Zaraz na początku wojny do legjonów zaciągnęło się 27 uczniów 
z zakładu głównego, a byli wśród nich niedorostki nawet z II, III i IV-tej 
klasy. Wylicza ich imiennie sprawozdanie Dyrekcji z r. 1914/15 i 1915/16 
(str. 11). Do strzelców ruskich zaciągnęło się dwóch uczniów, zaś do 
armji austrjackiej powołano cyfrę poważną, bo aż 63 uczniów. Taksamo 
przetrzebione zostały z uczniów oddziały równorzędne. Ale cyfry po- 
czątkowe rosną z przedłużaniem się zmagań wojennych. Pochłaniają 
młodzież szkolną różne fronty bojowe i niejednego pochłaniają na 
zawsze. A ci, których oszczędziły kule i nie zdławiły szpitale polowe, 
nie zrywają swej łączności ze szk-ołą. Między jedną a drugą ofenzywą 
czy defenzywą wracają na ławę szkolną, przedwcześnie dojrzali, witani 
ze wzruszeniem przez współkolegów i nauczycieli i starają się nadrobić 
stracony na wojence czas, ukradziony normalnej nauce. I szkoła wobec 
nich musiała - bo nie mogła inaczej - okazać się tylko czułą matką. 
Szły więc egzamina z klasy do klasy i egzamina dojrzałości systemem 
więcej niż uproszczonym. Rozpoczął się okres egzaminów i matur t. zw. 
wojennych, który trwał do r. 1921, aby wreszcie pomału wrócić do 
normalnego łożyska. Ale łatwą to rzeczą nie było,... bo do dziś jeszcze 
skutki wojny mszczą się na szkole. Dziś jeszcze bowiem nawet dzieci 
w I klasie - to dzieci zrodzone wśród huku armatnich strzałów, więc i na 
nich wojna swe ślady zostawić musiała...
		

/Magazyn_130_01_0051_0001.djvu

			W wojnie światowej brali udział nie tylko uczniowie współ- 
cześni wojennym pogwarom. I uczniowie byli, nieraz osiwiali i życiem 
znużeni, musieli stanąć pod bronią. 
Dyrekcja gimnazjum, świadoma wielkiej dziejowej chwili, która 
 od 
r. 1914 rozgrywała się wśród szczekotu karabinów maszynowych
 na 
polskich ziemiach, pragnęła ze- 
brać nazwiska wszystkich byłych 
swoich uczniów, których wojna 
wciągnęła w wir swoich prze- 
znaczeń, ale niezupełnie jej się 
to udało. Liczne nazwiska byłych 
'uczniów, notowane w sprawo- 
zdaniach zakładu, są tylko wy- 
razem dobrej woli Dyrekcji i Kie- 
rownictwa filji, ale nie dają peł-" 
nego obrazu współudziału b. wy- 
chowanków gimnazjum IV -ego 
w wojnie światowej. I tego o- 
brazu odtworzyć dziś niepodo- 
bna. Można tylko stwierdzić, że 
uczniowie gimnazjum IV-ego nie 
tylko nie uchylali się od obo- 
wiązku wojskowej służby, ale 
obficie spłacili wojnie krwawą 
daninę - aby z niej wyrósł czas 
nowy, czas Polski odrodzonej. 
W westybulu gimnazjalne- 
go budynku głównego kosztem 
wspólnym uczniów i grona nau- 
czycielskiego, według projektu 
inż. M. Łużeckiego, z kamienia 
trembowelskiego widnieje wmu- 
rowana tablica. Złotemi na niej 
wyryto literami nazwiska tych, 
co legli w obronie Lwowa i kre- 
sów na polu chwały. Są to: Chą- 
dzyński Wacław, uczeń kI. VI, Ta- 
deusz jaszcz z kI. VIII, Kolbuszewski Władysław, abiturjent z r.1914, Koniu- 
szewski Stanisław z kI. VIII, Pichocki jan z kI. VI, Riibenbauer Kazimierz 
z kI. VI i Strowski Marjan z kI. VII. Uczniowie to zakładu głównego, którzy 
młode swe życie oddali w walce o polskość Czerwieńskiej ziemi. Rów- 
nież kronika oddziałów równorzędnych ma swoje Orlęta na cmentarzyku 
obrońców Lwowa. Są to: Czerkas Edward z kI. V, Adam Langner z kI. 
IV, Przyborowski Tadeusz, jan Seredyński i Franciszek Szmarda z kI. 
VII, Letnik Edward i jabłoński Tadeusz z kI. II. W sieni wchodvwej 
przy ul. Chocimskiej L 6 wmurowano i ku ich czci piękną pamiątkową 
plakietę z bronzu, aby ich nazwiska wzorem były dla żywych wiernej 
dla Ojczyzny służby aż po ostatni kres. 


l 


35 


, 


f'o i.\\.. 

. ) "'4.\" o 
.
 

.:.' 
. ."' 


\ 
'
I 


. 
 .-
!.:. 


I --.. t d '1l 


i I 


l"
 


- l 



f 


., 


.11 
ft 


" ( 


I 
, 


-.:.
. - 


Tablica pamiątkowa z nazwiskami poległych uczniów 
w obronie Lwowa i Kresów. 


3.
		

/Magazyn_130_01_0052_0001.djvu

			36 


o tej służbie mówi też statystyka z r. 1919 bardzo wymownie. 
Wpisanych było uczniów 1014, a tylko 680 klasyfikowanych. R.eszta na 
froncie bojowym zdawała egzaminy. Ponadto normalną koleją losów 
ludzkich coraz więcej ubywa z roczników starszych i najstarszych. 


'j . - 
- -, 


...,.... 

'J I f 
-,I _L: 'I 
" I 


.- 
"f .,-? 
-,
 


"} 


' łr

 ... 


, 
ę- 


I. 


';0-' -4 


:- 


.... 


. 


-- 


- .... 


"" 


- 


-' 
I : 


...-fI" ---:'.
._. -':'a..... 



. .-;- 



. 


-:. 


Przed laty 36. 


Zjazdy abiturjenckie, corocznie urządzane, to nie tylko chwile miłych 
wspomnień młodości. Gdy na nich uroczyście odczytuje się imienny 
spis ósmaków, coraz częściej słyszy się odzew - zamiast "jestem" - 
"absens", zmarł w roku tym czy owy m. 
Ale gdy umierają ci, co na jesieni są życia lub zimy się doczekali 
lat swoich, w ich miejsce narastają roczniki nowe, pełne energji życio- 
wej. Wszystko płynie. 
Przeglądając spisy abiturjentów gimnazjum IV z lat pięćdziesięciu - 
do jednego przedewszystkiem dochodzimy wniosku: Oto jednostek 
zmarnowanych lub takich, które by ujmę przynosiły zakładowi, z którego 
wyszly - niema, są natomiast liczni, bardzo liczni, którzy i w epoce 
przedwojennej i w Polsce odrodzonej zajmowali i zajmują stanowiska 
czołowe, przodujące, chlubą będąc zakładu, który ich wychował i uzbroił 
na życie w cnoty obywatelskie i hartowne dusze. Pięćdziesięcioletni ob- 
chód istnienia zakładu - to przegląd byłych wychowanków, którzy na 
różnych są stanowiskach społecznych. jest wśród nich arcypasterz 
lwowski ks. Bolesław Twardowski, są luminarze świata finansowego - 
Zdzisław Słuszkiewicz, Herman Horowitz i inni, są literaci - Zbierz-
		

/Magazyn_130_01_0053_0001.djvu

			..- 


..", 


.\ 


t 

 

 
I. 


I" 
,- 


37 


'-'\ 


'. 


- 


- 


" '\I' 



 


- 
3. 


- 
-.:. 

 


... 


- 
, 


.- 

 


-- 


- 


... 


ł 
-1 


". 



 


- 



 


Przed laŁy 29. 


chowski, Wasylewski, Makuszyński, Parandowski, jędrkiewicz, Petry, uczeni 
dr. Caro, Dąbkowski, Kallenbach, Kleiner, politycy - wojewoda poznański 
P. Borkowski, b. mar- 
szałek Sejmu M. Ra- 
taj, K. Bader posel we 
Wiedniu, wojskowi dr. 
T. Bałłaban, Kamień- 
ski, Wieniawa - Dłu- 
goszewski i olbrzymi 
zastęp lekarzy, nauczy- 
cieli, adwokatów, in- 
żynierów, sędziów i in- 
nych urzędników róż- 
nych kategoryj. Wyli- 
czyć ich wszystkich 
niepodobna. W maszy- 
nie państwowej i spo- 
łecznej tworzą oni 
mnogie kółka, sprzę- 
żone ze sobą wspólną Pieczęć obecna Dyrekcji i za czasów zaborczych. 
pracą w różnych dzie- 
dzinach zbiorowego życia narodu. Wedlug roczników zestawiony spis 
byłych uczniów klasy ósmej i abiturjentów daje dokładny przegląd tej
		

/Magazyn_130_01_0054_0001.djvu

			38 


olbrzymiej falangi' młodzieży, którą gimnazjum IV w ciągu pięćdziesię- 
cioletniego swego istnienia wychowało i uposażyło na życie czynne, 
świadcząc o owocnej pracy nauczycielskiej i wychowawczej gron profe- 
sorskich, którym światli przewodzili dyrektorowie i kierownicy. 
Twarda szkoła twardych wychowała ludzi, gotowych do twardej 
służby obywatelskiej na różnych polach pracy, na których ich koleje 
życia postawiły. O szkole pozostało w ich duszach nie tylko serdeczne 
wspomnienie profesorskiego notesu, co był sprawiedliwym sędzią ich 
pracy szkolnej. Minęły "wywiadówki" rodzicielskie, zwane też w gwarze 
szkolnej "jarmarkiem"; katalog, zwany za najsroższych czasów "gau- 
czówką" od swego twórcy ministra austrjackiego Gautscha, tylko w do- 
brych snach czasem się jawi byłym wychowankom, a świadectwo z pie- 
częcią urzędową i podpisami nauczycieli należy do rodzinnych pamią- 
tek, ale to wszystko nie wypełnia istotnej treści samej szkoły i tego 
bogactwa, jakie ona swoim wychowankom na życie dać pragnęła 
i zazwyczaj dawała. 


NAUCZANIE. 
Nauka w gimnazjum IV odbywała się w przepisanej programami 
austrjackiemi ilości godzin. Program polski dokonał w planie nauk nie- 
wielkich tylko przesunięć, zachowując pierwotny typ szkoły o charakte- 
rze dawnym klasycznym t. j. z nauką łaciny i greki. 
Ale od samego już początku program, tworzony dla szkół niemiec- 
kich, nie odpowiadał potrzebom naszej młodzieży, wymagał uzupełnień, 
aby wychowawcze zadania szkoły mogły być należycie przeprowadzone. 
Dzięki nim i dzięki nauczycielom-Polakom szkoła z programu austrjacka, 
z ducha była szkołą polską. 
już w pierwszem sprawozdaniu z r. 1880 obok przedmiotów, obję- 
tych programem urzędowym, udzielano jako przedmiotów nadobowiąz- 
kowych nauki historji Polski, którą dla niedrażnienia szwarcgelberów, 
nazywano skromnie "historją kraju rodzinnego". Uczono jej równolegle 
z historją powszechną w ki. I, III, VI i VII w wymiarze jednej, dodatko- 
wej godziny tygodniowo, ale tylko na papierze dla władz wiedeńskich 
była ona przedmiotem nadobowiązkowym, bo w rzeczywistości uczęszczali 
na nią wszyscy uczniowie bez wyjątku, a nota końcowa z tego przed- 
miotu decydowała zwyczajnie o lepszej lub gorszej cenzurze z dziejów 
powszechnych. 
Oprócz historji Polski do przedmiotów nadobowiązkowych zali- 
czano kaligrafję, rysunki, śpiew, steno
rafję, język francuski i gimnastykę, 
więc przedmioty, które zczasem -. zwłaszcza w programach szkoły 
polskiej - weszły w przeważnej części w skład przedmiotów obowiąz- 
kowych. A nie uczono tych przedmiotów po dyletancku. już w pierw- 
szym roku nauce śpiewu pomagało harmonjum, a nauce rysunków od- 
ręcznych 100 wzorów Taubingera, co dowodzi, że przedmioty nadobo- 
wiązkowe otaczano żywą opieką - rozumie się w miarę podówczas 
rozporządzalnych środków. Dowodzi tego i wymiar godzin dla śpiewu 
4 i tyleż dla rysunków tygodniowo, a 6 dla jęz. francuskiego. W r. 1883 
przybywa jako przedmiot nadobowiązkowy język ruski dla 38 uczniów 
i angielski dla 20. frekwencja na naukę tych przedmiotów stale wzra-
		

/Magazyn_130_01_0055_0001.djvu

			39 


sta, znacząc jednak pewne załamania w różnych latach (np. na śpiew 
w r. 1886 zapisanych było 130 uczniów, a w r. 1888 tylko 85), na co 
niezawodnie wpływały różne czynniki, jak zmiana nauczyciela lub zmniej- 
szenie dotacji na przedmioty nadobowiązkowe z funduszów państwo- 
wych, a może i upodobania uczniów. język angielski znika w r. 1890, 
ale w r. 1891 znowu istnieje; od r. 1893 zaś stale rośnie liczba uczniów 
i oddziałów pobierających naukę gimnastyki. Rośnie ona z coraz lepiej 
rozumianą potrzebą ćwiczeń fizycznych, które pierwotnie leżały poza 
sferą zainteresowań władz szkolnych i społeczeństwa i tylko pomału 
i z trudem zyskiwały coraz więcej zwolenników. Widoczne to w spra- 
wozdaniach Dyrekcji, które' podawać zaczynają od r. 1894 wzmianki 
o fizycznem wychowaniu w osobnych ustępach. 
Rok 1900 pod tym względem przynosi zasadniczą zmianę na ko- 
rzyść. Znika wprawdzie wtedy na jakiś czas stenograf ja z listy przed- 
miotów nadobowiązkowych, ale natomiast gimnastyka dostaje się do 
przedmiotów obowiązkowych (kI. I-V), powierzona lekarzowi dr. E. Pia- 
seckiemu, przeniesionemu z Podgórza do gimnazjum IV w charakterze 
nauczyciela rzeczywistego. W tym roku po raz pierwszy dowiadujemy 
się o szczegółowym programie ćwiczeń gimnastycznych, o "grach i za- 
bawach" celowo przeprowadzanych, o ślizgawce uczniów na torze Tow. 
łyżwiarskiego za zniżoną opłatą, o wycieczkach zamiejskich i t. p. 
Gimnazjum IV jest pierwszem we Lwowie, które ćwiczenia gimna- 
styczne postawiło na odpowiedniej wyżynie. 
Lata następne wykazują nawrót do stenografji i języka angielskiego, 
któremu nawet 4 w zakładzie głównym a 6 w oddział"ach równorzędnych 
wyznaczono godzin tygodniowo (r. 1910), gdy frekwencja uczniów była 
na naukę tego języka dość liczna. 
Czas wojenny nie sprzyjał rozszerzaniu programu obowiązującego 
na przedmioty nadobowiązkowe, ale przyniósł ciekawy reskrypt wie- 
deńskiego ministerstwa oświaty z 2 czerwca 1915 r. (L. 533 K. U. M.), 
zalecający przygotowanie wojskowe młodzieży od klasy IV do VIII, mu- 
sztrę, ćwiczenia w marszu, służbie polowej i t. p. 
Czy jednak tylko do przedmiotów nadobowiązkowych ograniczał 
się wpływ szkoły, zmierzający do rozszerzenia i pogłębienia nauki 
szkolnej? Czy wpływy szkoły na młodzież zadowalały się tylko planem 
lekcyjnym, lekturą szkolną i domową, obowiązkową i nadobowiązkową? 
Gdyby ktoś tylko urzędowem szkiełkiem i okiem czytał sprawozdania 
dyrekcyj, możeby do tego ograniczył wpływ szkoły na młodzież i jej 
duszę. Ale ten wskaźnik byłby fałszywy. Kronikę szkolną trzeba czytać 
tak, aby i między wierszami doczytać się prawdy. Są tam steoretypowe 
wiadomości o nabożeństwach urządzanych w dzień urodzin czy imienin 
"Najjaśniejszego Pana" lub jego rodziny, są hymny ludu, śpiewane uro- 
czyście podczas nabożeństw rozpoczynających czy kończących rok 
szkolny, ale są i inne czasem notatki, które wkradają się jak intruzy 
w tę urzędową kronikę. 
Należy tu przedewszystkiem wieczór urządzany 29 listopada ku 
czci Mickiewicza przez młodzież zakładu. Poza suchą wzmianką (pierw- 
szą w r. 1884) nic o nim kroniki nie mówią. Ale - wiemy, że ten 
obchód ku czci narodowego barda, związany zwykle z roczniczą listo-
		

/Magazyn_130_01_0056_0001.djvu

			40 


. 


padowego powstania, był wyładowaniem napięcia patrjotycznego szkoły. 
Zczasem obchód ku czci Mickiewicza rozszerzył się na obchód "trzech 
wieszczów", a następnie nabożeństwami żałobnemi zamiast pierwszej 
godziny nauki i uroczystemi porankami czczono rocznice listopadową 
i styczniową; obchodzono też uroczy- 
ście stulecie śmierci Dąbrowskiego 
czy Poniatowskiego, lub rocznicę wie- 
kopomnej, trzeciomajowej Konstytucji. 
Szkoła coraz bardziej się odaustrja- 
czała, zamieniała się na polską nie tylko 
z języka wykładowego ale i z ducha. 
Z kronik szkoły ta przemiana da się 
odcyfr.ować z roku na rok coraz wi- 
doczniej. 
Równocześnie zmienia się stosunek 
ucznia do nauczyciela. Z tłoczni wiado- 
mości i surowego oceniciela wiedzy nau- 
czyciel staje się dla ucznia przyjacielem- 
wychowawcą, oddającym młodzieży 
wiele bardzo czasu poza obowiązkami 
przepisanemi ustawą. Mówią o tern 
niezbicie kółka naukowe i inne nad- 
programowe instytucje szkolne, które 
zbliżają do siebie ucznia i nauczyciela 
i pogłębiają samą treść szkoły. 
A więc mamy przez szereg lat 
kółka literackie, filologiczne, historyczne, 
geograficzne, matematyczne, fizyczne, 
przyrodnicze, filozoficzne, archeolo- 
giczne, kółko miłośników piękna, kółko 
samokształcenia, dramatologiczne, spor- 
towe (z nauką strzelania), religijno- 
!J) etyczne, rysunkowe, gminy szkolne 
i t. p. Kółka te cieszą się dłuższym 
lub krótszym żywotem i różnem zain- 
teresowaniem młodzieży, co niezawo- 
dnie w znacznej mierze zależało od kie- 
rownictwa kółka. I cokolwiekby ktoś o nich sądził, o ich wartości 
i żywotności - musi ocenić ogrom pracy włożonej w te nadobo- 
wiązkowe czynności nauczycielskiego grona. Sprawozdania Dyrekcji 
gimnazjum o tych pracach dają wyczerpujące notatki, wyliczając nieraz 
szczegółowo program zajęć i tytuły referatów, które miały służyć do 
rozszerzenia i pogłębienia nauki szkolnej oraz rozszerzenia horyzontów 
myślowych młodzieży. 
Czas wojenny tę pracę grona nauczycielskiego przerwał, a nie- 
jednokrotnie uniemożliwił. Po wojnie odżywa ona na nowo. już w r. 
1915/16 wchodzi wżycie "Szkolna Kasa Oszczędności", która po 
ponownej przerwie z powodów walutowych obecnie prosperuje wzorowo 
z wkładkami 450 zł. w r. 1927/8; wchodzi też w życie "F u n d u s z n a 


iii' 
;. 


, . 



 


..' 



 , 


, 
.. 


j., 
, 


"', 


l' 



- 
\: 


, . 


;.
-ć..,.; J '. ':'.;::' .J 


....'(.;:. "'-._-_.h:..... 


., 


. . ...1
 


Ołtarzyk Sodalicji Marjańskiej. 


...
		

/Magazyn_130_01_0057_0001.djvu

			41 


u b o g i c h u c z n i ó w" ze składek uczniów i ich rodziców skrzętnie groma- 
dzony, który ma na celu budzenie altruicznych uczuć \yśród młodzieży 
i pozwala Dyrekcji na wspomaganie prawdziwie potrzebujących. Równo- 
cześnie gromadzi się co roku "F u n d u s z n a k o lon j e w a k a c y j n en 
(742 zł. w r. 1927/8), który ułatwia wysyłanie na wieś uboższych uczniów. 
W r. 1920/21 sprawozdanie Dyrekcji mówi już o kółku krajoznaw- 
czem (kI. VII), literackiem (kI. VI) i przyrodniczem (kI. VI i V), o dru- 


. I 
') 

 i- ., .1 -ł,-: 
l ,", 
4 I' 
.' + I 

 \ 
- 
r .. 
... 
1 


.. - 


W 5wietlicy harcerskiej. 


żynie skautowskiej, do której należało 30 uczniów i o warsztatach, sto- 
larskim i introligatorskim; 
W roku następnym jest kółko filologiczne nawet w kI. III, na którem 
czytują uczniowie wspólnie żywoty Korneljusza Neposa, kółko samokształ- 
ceniowe w kI. VII, fizyczne (kI. VII) i literackie (kI. VIII). Drużyna harcerska 
liczy 50 uczniów, warsztat stolarski skupia 8, a introligatorski 46 ucz- 
niów. W tym roku przybywa też kółko wzajemnej pomocy (kI. IV); 
uczniowie zdolniejsi pomagają w nauce słabszym. 
W r. 1922/23 przybywa kółko miłośników świata starożytnego, 
które rozszerza na swych zebraniach wiadomości z kultury klasycznej 
i pomnaża się ilość sloejdzistów (introligatorów 52, stolarzy 22). 
I tak co roku poza normalną pracą szkolną gromadzi się młodzież 
w murach swego zakładu na dobrowolne, nadobowiązkowe zajęcia, 
odrywając się w ten sposób od bezcelowego spędzania wolnych go- 
dzin poza szkołą. W niej znajdując godziwe zatrudnienie, zgodne z jej 
upodobaniami, szkołę przekształca na szkołę-dom. 


.
		

/Magazyn_130_01_0058_0001.djvu

			Na czoło instytucyj szkolnych, które obecnie w zakładzie istnieją, 
wysuwa się "S o d a l i C! a M a r ja ń s k a". Skupia ona około 40-50 ucz- 
niów z klas IV-VIII, a jako 
podwalinę ma "K ó ł k o M a r- 
j a ń s k i e", do którego należą 
chłopcy mniejsi. Wspólne ze- 
brania i celowo dobierana bibljo- 
teczka przyczyniają się do oży- 

S' wionego ruchu tej gromady ucz- 
. I niów. Osobny pokój zołtarzykiem, 
-1 ozdobionym pięknym obrazem 
'\\"0 Matki Boskiej pendzla p. Turnau'a, 
\- _ ułatwia wspólne zebrania. 
Swoją świetlicę mają też 
harcerze, zgrupowani w d r u ż y- 
n ę i m. k s. J ó z e f a P o n i a- 
t o w s k i e g o. jest, ich około 
40. Hasłem drużyny "Rzetel- 
ność i odwaga", celem praktyczne 
przeprowadzanie dekalogu har- 
cerskiego i samopomoc koleżeńska. Rozwojowi drużyny dopomaga "K o ł o 
Przyjaciół harcerstwa". 
Wielką żywotność objawia war s z t a t i n t r o l i g a t o r s k i. Dwa 
razy w tygodniu zbiera się w nich młodzież grupami i tu wiąże własne 
książki, zszywa, lepi, oprawia, 
korzystając z odpowiednich 
urządzeń. Korzysta też z pracy 
uczniów częściowo szkoła. 
Okładki dzienników, katalo- 
gów, książek wypożyczalni 
dla uczniów są dziełem szkol- 
nych introligatorów, z których 
niejeden doprowadza swe 
w tym kierunku zdolności do 
pożądanej wprawy i staje się 
dobrym dla siebie introliga- 
torem. 
S t o l a r n i a ma mmej 
zwolenników. Wykonują w niej 
uczniowie palanty, skrzynki, 
wieszadła, pulpity i t. p. dro- 
biazgi, natomiast zaczyna bu- 
dzić u uczniów żywsze zainte- 
resowanie radjo. "K ó ł kor a d j o we", utworzone z 10 uczniów w r. 1927, 
dało uczestnikom możność zaznajomienia się teoretycznie i praktycznie 
z budową aparatów odbiorczych, anten, akumulatorów, prostowników 
i innych przyrządów radjotechnicznych. Osobne kółko tworzą "s z a- 
ch iści". "Kółko L.O.P.P." ponad stu uczniów liczy w swem gronie, które 


42 


I .< 


) 
, 


'. 


, 



 


......... 


W introligatorni. 


ł- 


l 
, 
i , 
. 


,

., 


o.... _ 1 '" 
.. '. " 
, .' . 
" - 
'.1 &...... --- o. 
 


 , 
. :
.....".:_o , -I 


" - 


. ; t' 


'
.. II...,;\. 


.;. 


ł. 


W stolarni.
		

/Magazyn_130_01_0059_0001.djvu

			43 


zapoznaje się z historją lotnictwa i z systemami budowy samolotów, oraz 
buduje na kursach szkolnych modele nieraz bardzo udatne. 
Kultura muzyczna koncentruje się w orkiestrach. O r k i e s t r y na 
instrumentach dętych, smycz
owych i na mandolinach istniały w zakła- 
dzie kilka lat przed wojną, a 
po wojnie wskrzeszone mają ł- 
licznych amatorów. Orkiestra 
dęta skupia ponad 50 uczniów 
a byłoby ich więcej, gdyby 
brak instrumentów nie stał na 
przeszkodzie. jedni są człon- 
kami czynnymi orkiestry, inni 
na stopniu przygotowawczym. ,:!,l \ 
Podział ten jest tern koniecz- ., 
niejszy, że co roku część mu- 
zyków opuszcza szeregi i na 
ich miejsce muszą być do każ- 
dego instrumentu przygoto- 
wani następcy. Tylko w ten 
sposób orkiestra może mieć 
zapewnioną ciągłość. O jej 
wartości świadczą częste, oklaskiwane przez współkolegów produkcje 
podczas obchodów i uroczystości szkolnych. 
Podobnie skonstruowana jest orkiestra smyczkowo-mandolinowa.' 
I ona skupia 40-50 uczniów i wykazuje bardzo dobre wyćwiczenie 



. 



 



 


.' . 


, 
.. 



 
\ 


.) 


.... t. 


""-i 


l r.. ł" 


'. 


Szachiści. 



 

.:r.g. - 

 
t
.
 .... 
"" 



't 
 

.'- 
ł'i{ 
, " 



 
.", 
, 


I
 


..;\ 


, 


/, 
..'. 


$ 


.- 


II 
I 


. 
. 
.... 


.. 

 


-- !.I.- \ 

1" 


ł 
Al 



 



 ...., 


..' 


,# 

 


.,
. 
/;1 


. , 


\, .t
, 
',4 


\ , 


, 


Orkiestra dęta z prof. St. Przeździcckim i kapel. P. Władyką (r. 192718). 


i dobre muzyczne wyczucie. Oddaje ona szkole usługi podczas obcho- 
dów, uczy, podobnie jak dęta, poddania się batucie dyrygenta, shar- 
monizowania wspólnego wysiłku, karności, wypełnia młodzieży czas wolny 
od nauki, podnosi koleżeństwo. 


L _ _
		

/Magazyn_130_01_0060_0001.djvu

			44 


Wszystkie te zabiegi w
- 
chowawcze koncentrują Się 
w szkole p o d c z a s o b c h o- 
d ó w s z k o l n y c h, które sta- 
rannie przygotowane odby- 
wają się często w auli zakładu, 
wiążąc przeszłość z teraźniej- 
szością w celu spotęgowania 
uczuć narodowych i obywa- 
telskich młodzieży. Rocznica 
bitwy na racławickiem błoniu, 
rocznice narodowych powstań 
i ogłoszenia Konstytucji 3-go 
maja - to są stałe niejako 
święta szkolne, obchodzone 
porankami o urozmaiconym 
programie. Ale ponadto czci 
młodzież żałobną aka- 
demją zgon twórcy 
Trylogji i sprowadze- 
nia jego zwłok do kraju; 
czci oswobodziciela 
Lwowa gen. Iwaszkie- 
wicza i następnie ucze- 
stniczy w jego pogrze- 
bie. Obchodzi uroczy- 
ście fakt dojścia wojsk 
polskich do Bałtyku 
i dzień imienin Mar- 
szałka Piłsudskiego, ra- 
duje się wespół z ca- 
łym narodem wypikiem 
plebiscytu na Sląsku, 
urządza obchody w ro- 
cznicę oswobodzenia 
Lwowa, oddaje hołd 
Polonji amerykańskiej, 
czci pamięć Asnyka 
i o Koperniku nie za- 
pomina w 450 rocznicę 
jego urodzin, święci 
150 rocznicę utworze- 
nia Komisji Edukacji 
Narodowej i rocznicę 
zgonu Staszica, 900-1et- 
nią rocznicę koronacji 
Chrobrego i 700 rocz- 
nicę śmierci św. Fran- 
ciszka z Asyżu, oraz 200 


l . : :: \ ;-1 "'-yj f":J 
 '. "':"!\ . '-,
... ';' 

 '-;1 . .......... " '.$ . , 

 - .('t.-' ..... t , ł I..... i.' .' . 
..
; .' ........,.. :p - .. - 
,'''''':..;J " 
-- "_ 

 ' ;.. 4:!ł ..
. . 1 
..: -::.: 
.:-. \
v '. \::'..< ' ,{ 
_' 
f1.ił. _ 
-:..
. _.:
.. . - 
, " . . . 


.: 
.:.
 
':-.." -';. =
. 4,'::'
 
" J 
_
' . .
Vl
. l --': . :) 
.J {"-,,,
, LJ''''' 
I'
I - 
ł ' 
I ' 


L 


-..' ;"'. 


.1.. 


, :, 


E ..; t'. 


" .t. 


,Il- _.... 


Orkiestra mandolinowo-.Jmyczkowa. 


_ _:'b
_:
::
 
 
- 


. . 
. ." "".. c,:. . :.,
:.i.;;..... :. ,. ." .:""."" _. 


... ,

 
.-.....,.. 
r.;.
.;. _ 


..'i:'
 
:-.. 


,. ',
 


t J 


.. .
 
'
 ... 


!
 


",'\;. . 


" 


.'" ":i 


Aula. 


..i 


. I
		

/Magazyn_130_01_0061_0001.djvu

			rocznicę kanonizacji św. Stanisława 
Kostki i czci bohaterów poległych 
pod Rarańczą. Cokolwiek sprzęga 
się z życiem narodu, z jego wielką 
przeszłością lub radosną teraźniej- 
szością. znajduje swój żywy oddźwięk 
w auli zakładu lub w kościele św. 
Marji Magdaleny, który z powodu 
braku w auli ołtarza, jest kościołem 
szkolnym dla gimnazjum IV, podczas 
gdy młodzież filji korzysta z ko- 
ścioła św. Elżbiety. A zaznaczyć tu 
trzeba, że nie dlatego tylko obchody 
i uroczystości narodowe i religijne 
urządza szkoła, iż są zalecane przez 
władze szkolne. Bardzo dokładnie 
przygotowywane i przeprowadzane 
programy obchodowe są dowodem, 
że nakazuje je pietyzm dla wielkich 
ludzi i.wielkich wydarzeń dziejowych. _-:- _ c:: 
Swiadczą o tem również liczne 
składki na dar narodowy, kolonje 
wakacyjne, Czerwony Krzyż i inne 
mnogie, okolicznościowe cele. Datki te, drobnemi kwotami uiszczane przez 
młodzież, dochodzą do tysiąca złotych rocznie, co dowodzi, że młodzież ro. 
zumie ważność chwili i że jej obywatelskie poczucie nie jest platoniczne. 


-- 


"\ . 


_ J 


....
 


Na boisku. 


45 


... 



 . > 
.-...
::. 


- i 

I 
-'ć-. 



 . . \.-

 
-. . -. , :
 11 
1 1 t - 
, I 


- , 
. , 


; . 1 
: - j 


,111
. 




 . 
a=' .: _ ':1 
I r I ł 
.' 


r 


Kościół św. Marji Magdaleny. 


. 


, . 
\. 


L,.- 


--:- -....6C- 


.....:.'1'.. 


-....... 


.-, 


Wiele też czasu poswlęca obecnie szkoła fizycznej tężyźnie mło- 
dzieży. W dni zimowe i słotne ćwiczenia w sali gimnastycznej wchodzą 
w program nauki obowiązkowej. W lecie na boisku własnem lub Tow. zabaw
		

/Magazyn_130_01_0062_0001.djvu

			46 


ruchowych dwa razy w tygodniu gromadzi się młodzież, by wśród za- 
bawy spędzić popołudnie, uprawiać lekką atletykę, tennis i t. p. Wy- 
cieczki zamiejskie poszczególnych klas uzupełniają plan wychowania fizy- 
cznego w lecie, w zimie sport saneczkowy, łyżwiarski i narciarski zy- 
skują coraz więcej zwolenników. , 
Może dlatego kółka' naukowe coraz bardziej zacieśniają swą pracę, 
a przedmioty nadobowiązkowe (j. francuski i ruski) są mniej licznie fre- 
kwentowane. Bo i brak czasu na nie, gdy się zważy, że uczniowie klas 


r f 



I' 

 


'.t:=i 
.. ......
 . 


-j 


f 


: -"I . 


., l' 


: ---;-"""1 


,. 
 
.ł... 


I- 


. 
.-ł,.'1 V .. 


,- . 
 


. r. -o.. 
, 


l 
t, 


Hufiec P. W. 


VI i VII tworzą jeszcze h u f i e c s z k o l n y p r z y s p o s o b i e n i a . w o j- 
s k o w e g o, nakazany potrzebą położenia geograficznego państwa i sto- 
sunkami współczesnemi, a oddający młodzieży znaczne korzyści, bo za- 
znamiający ją teoretycznie i praktycznie ze służbą wojskową, jej zada- 
niami i celami. 
Ani więc przed wojną, ani w wolnej Polsce gimnazjum IV nie za- 
mykało nauczania na wypełnianiu tylko przepisanego programu lekcyj- 
nego. Program ten uzupełniano nauką różnych przedmiotów nadobo- 
wiązkowych, oraz t. zw. kółkami naukowemi, które były też na terenie 
szkoły praktycznem stosowaniem teorji selekcji młodzieży według jej 
specjalnych upodobań i uzdolnień. Szczególniej ostatnie dziesięciolecie 
przed wojną było okresem intensywnej pracy w różnych kółkach nau- 
kowych, jakby w przeczuciu, że Polsce trzeba będzie inteligencji o szer- 
szem i głębszem wykształceniu niż to przewidywały austrjackie programy 
nauczania. Po wojnie światowej spostrzegać się daje pewien zanik w two- 
rzeniu kółek, natomiast wybitny wzrost wysiłków w kierunku uprawiania 
sportów, ćwiczeń lekko-atletycznych i wogóle wychowania fizycznego. 
Niezawodnie zczasem przyjdzie do równowagi między temi dwoma kie- 
runkami. Dusza i ciało harmonijnie będą rozwijane. Na razie stwierdzić
		

/Magazyn_130_01_0063_0001.djvu

			47 


jednak można, że i przed wojną i w odrodzonej Ojczyźnie gimna- 
zjum IV troszczyło się o wychowanie religijne, narodowe i obywatel- 
skie fizyczne i estetyczne 
swej młodzieży przy po- 
mocy środków, dykto- 
wanych potrzebą chwili, 
pracując cicho, niekrzy- 
kliwie, bez taniej rekla- 
my nad poruczoną so- 
bie młodzieżą, aby ją 
sposobić do życia tak, 
by i jej było dobrze 
i z nią dobrze. 
Do pomocy w tej 
pracy służą gimnazjum 
IV -emu zbiory naukowe. 
Od początku istnienia 
zakładu rozumiano, że 
pomoce naukowe odgry- 
wają w dziele nauczania w sali szkolne'. 
rolę pierwszorzędną, że' I 
metoda poglądowa wymaga bogatych zbiorów. Gromadzili je wszyscy dy- 
rektorowie i kierownicy troszczyli się o nie, pomnażali, a wojna szczę- 
śliwie oszczędziła. 
Ostatnie sprawozdanie wylicza w ga- 
binecie fizykalnym 493 środków nauko- 
wych, w przyrodniczym 821, w geogra- 
ficzno-historycznym 261, archeologicznym 
210, rysunkowym 55. Ale te cyfry inwen- 
tarzowe trzeba uzupełnić wartością zbio- 
rów. Faktem jest, że gabinety fizykalny 
i przyrodniczy IV-go gimnazjum (zwłaszcza 
ten ostatni) należą do najlepiej uposa- 
żonych w Małopolsce, bogactwem swo- 
jem wybiegając daleko poza szkołę śre- 
dnią. Bjbl
 dla uczniów ma około 
2500 dzieł, ktore umożliwiają im kultywo- 
wanie lektury domowej, chroniąc równo- 
cześnie od korzystania z wypożyczalni 
publicznych, niezawsze dobierających od- 
powiednie dla pewnego wieku książki. 
Oprócz tego posiada zakład własną wy- 
pożyczalnię podręczników szkolnych. Tych 
jest niespełna 4500. Są one - wobec 
d . k . . k k l h d . Dr. Ignacy Dembowski 
rozyzny sląze sz O nyc - praw zlwem b. Wiceprezydent Rady Szkolnej Krajowej. 
dobrodziejstwem nie tylko dla młodzieży 
ubogiej. Introligatornia i stolarnia mają ponad 100 przyrządów, orkiestra 
35 instrumentów. Wszystkie te pomoce naukowe ułatwiają nauczanie 


- ' 


-." 


.' 


. .1.. 
) .l. - " 



. 


.
 


, ł 
.' ,j 
.J 


I " 


"'ł'" 


I.' 
 - 


.. 


,1 


. -ł;r
		

/Magazyn_130_01_0064_0001.djvu

			48 


i służą młodzieży, grono zaś nauczycielskie posiada bibljotekę z dzieł 
doborowych, których jest ponad 3400. 
Cały ten inwentarz naukowych pomocy gromadzi się latami. Wojna 
i czasy powojenne nie pozwalają jednak zbiorów uzupełniać tak, jakby 
to było wskazane ze względu na stosowanie nowych metod nauczania, 
zalecanych przez władze szkolne. Niemniej jednak pięćdziesięcioletni 


;. 


( 
' 


'.:
 


'. 


., 
, 


r .- 

 


\ 


- "-l 


',.. 
,.." 


"- 
, 


Kurator Jan Riemer. 


Kura/or Ignacy PytIakowski. 


dorobek szkolnego majątku w zbiorach jest bardzo wartościowy. Po- 
zwalał on i pozwala nauczanie oprzeć na trwałych podstawach, aby za- 
kład mógł należycie spełniać swoje kulturalne i społeczne zadania 
w polskim Lwowie dla dobra Ojczyzny i narodu. . 
Zapobiegliwość dyrekcyj w gromadzeniu obfitych pomocy nauko. 
wych wspierała życzliwość władz szkolnych. Byli wiceprezydenci Rady 
Szkolnej Krajowej a zwłaszcza dr. I. Dembowski darzyli gimbazjum IV 
życzliwą opieką i nie skąpili dotacyj na zbiory naukowe tego zakładu, 
przychylnie .załatwiając wszelkie postulaty szkoły. Taką samą troską 
życzliwą otaczał zakład kurator Sobiński z wizytatorami gimnazjum IV, 
oraz jego następcy j. Riemer i I. PyUakowski. W miarę rozporządzalnych 
funduszów i środków wspierają oni wszelkie wychowawcze zamierzenia 
szkoły i dopomagają do wprowadzenia w życie nowych metod nauczania. 
Dzięki temu gimnazjum IV stoi na odpowiedniej wyżynie, ciesząc 
się uczciwie zasłużoną, dobrą opinją. Uroczystości jubileuszowe, urządzone 
w 50-letnią rocznicę powstania zakładu, dowiodły, że gimnazjum IV 
wśród średnich szkół zajmuje miejsce należne jego wysiłkom wycho- 
wawczym, że jego pięćdziesięcioletnie trwanie idzie w parze z wydat- 
nemi rezultatami, dostarczając społeczeństwu licznych zastępów swoich 
wychowanków ku spotęgowaniu sił żywotnych narodu i Rzeczypospolitej.
		

/Magazyn_130_01_0065_0001.djvu

			. 


'49 


SPIS NAUCZYCIELI GIMNAZJUM IV. 
ZAKŁAD GŁÓWNY (1879-1928) I ODDZIAŁY RÓWNORZĘDNE (1898-1921). 
A l e k s a n d r o w i c z j a n, kandydat stanu nauczycielskiego, 
zamianowany zastępcą nauczyciela w IV gimnazjum z początkiem r. szk. 
1901/2, z dniem 1 września 1904 przeniesiony został do gimnazjum VI, 
a z dniem 1 września 1905 ponownie do IV gimnazjum, w roku zaś 
następnym 1906/7 do Stanisławowa. 
A u g u s t a k j a n, kandydat stanu naucz., mianowany zastępcą 
nauczyciela w IV gimnazjum na r. szk. 1907/8, po złożeniu egzaV1inu 
profesorskiego przeniesiony na posadę rzeczywistego nauczyciela do Snia- 
tyna z r. 1908/9, w roku następnym wrócił do gimnazjum IV i tu 
pełnił obowiązki nauczycielskie do wyhuchu wojny światowej. Obecnie 
jest dyrektorem gimnazjum w Inowrocławiu. 
B a b a d H e T s z, nauczyciel kontraktowy, uczył reI. mojż. w IV 
gimnazjum w r. 1922/23. 
B a b y n M i koł a j, egzam. zast. naucz., mianowany w oddzia-. 
łach równorzędnych, za urlopem pełnił obowiązki nauczycielskie w pryw. 
gimnazjum w Rohatynie od r. 1910/11. W r. 1917 został nauczycielem 
prowizorycznym, a w r. 1918 rzeczywistym. W r. 1922 przeniesiony 
został do gimn. rus. w Tarnopolu. 
B a d e c k i Kar o l dr., zastępca naucz., z gimnazjum VIII prze- 
niesiony do oddziałów równorzędnych gimn. IV z r. szk. 1913/14 (w II 
półroczu na urlopie z powodu choroby) - obecnie jest kustoszem Ar- 
chiwum miejskiego we Lwowie. 
B a ł a b a n M a jer dr., kandydat stanu naucz., zamianowany 
zastępcą nauczyciela religji mojż. z początkiem r. szk. 1904/5, przenie- 
siony został z r. 1909/10 do gimnazjum VII. Ol;>ecnie jest w Warszawie 
w szkole rabinackiej. Znana jest jego "Historja Zydów" (niedokończona), 
oraz szereg innych podręczników do nauki. religji mojż. i rozpraw na- 
ukowych, przeważnie omawiających dzieje Zydów w Polsce. 
B arą c z Z y g m u n t, zastępca nauczyciela, przeniesiony z Ko- 
łomyi do oddziałów równorzędnych IV gimn. z r. szk. 1909/10, zrezy- 
gnował z posady w r. szk. 1911/12. 
B a r t o s z e w s kij a n dr. ks., zastępca katechety reI. gr.-kat., 
mianowany reskr. z 31 marca 1883, pełnił swe obowiązki do końca 
roku szk. 1882/3. powołany w październiku 1883 r. na profesora teologji 
na lwowskim uniwersytecie. 
B a s i ń s k i S t a n i s ł a w, kandydat stanu naucz., mianowany 
zastępcą naucz. 27 lutego 1890 r., pełnił obowiązki naucz. w IV gim- 
nazjum przez II półrocze tegoż roku. Rzeczywistym nauczycielem był 
w gimnazjum w Sanoku, następnie dyrektorem gimnazjum w Czort- 
kowie i w Sanoku. 
B i a ł o s k ó r s k i L u d w i k, kandydat stanu naucz., mianowany 
zastępcą naucz. z początkiem roku 1895/6, pełnił obowiązki nauczycielskie 
w gimn. IV przez dwa lata. 
B i e l a j a n, zast. naucz., mianowany w r. 1880/1, przeniesiony 
został w ciągu tegoż roku do gimn. w Rzeszowie. 


4
		

/Magazyn_130_01_0066_0001.djvu

			50 


. 


B i e n i a s z e w s k i L u d w i k, zamianowany z początkiem r. 
szk. 1906/7 zastępcą nauczyciela gimnastyki, uczył gimnastyki w od- 
działach równorzędnych przez rok. 
B i z o ń F r a n c i s z e k, profesor gimnazjum w Nowym Sączu, 
przeniesiony do gimnazjum IV z początkiem r. szk. 1898/9, od r. 1910/11 
za urlopem pełnił obowiązki kierownika w pryw. gimnazjum Z. Strzał- 
kowskiej we Lwowie, a w r. 1913 przeszedł w stan spoczynku. 
B l a u t h j ó z e f A d o l f, kandydat stanu naucz., mianowany 
reskr. z 15 kwietnia 1897 zastępcą nauczyciela w IV gimnazjum, pełnił 
obowiązki naucz. w tym zakładzie do końca r. 1897/8, poczem prze- 
niesiony został do gimnazjum V. 
B o b e r s kij a n, kandydat stanu nauczycielskiego, mianowany 
zastępcą nauczyciela dla klas równorzędnych IV gimnazjum z początkiem 
roku szk. 1899/900, w roku następnym otrzymał posadę rzeczywistego 
nauczyciela w gimnazjum w Drohobyczu. 
B o c z a r j ó z e f ks., zastępca katechety łac. w wyższej szkole 
realnej we Lwowie, przeniesiony został do IV gimnazjum w tym samym 
charakterze z dniem 1 września 1893, a w rok potem do seminarjum 
naucz. męs. we Lwowie. 
B o jar s k i W ł a d y s ł a w, profesor gimnazjum I w Przemyślu, 
przeniesiony do IV gimnazjum z początkiem r. szk. 1900/1, pełnił obo- 
wiązki nauczycielskie w tym zakładzie do chwili przejścia w stan spo- 
czynku t. j. do 1 stycznia 1924 r., ucząc obok łaciny i greki stenografji 
jako przedmiotu nadobowiązkowego. jako emeryt był kierownikiem 
pryw. gimnazjum ew ang. we Lwowie do końca r. szk. 1927/8. 
B o g u s z M i c h a ł, egz. zastępca naucz. od początku istnienia 
zakładu, w sierpniu 1883 mianowany rzeczywistym nauczycielem, 
pełnił swe obowiązki do lutego 1890 w gimnazjum IV, poczem miano- 
wany został okręgowym inspektorem szkolnym okręgów kałuskiego 
i dolińskiego. Po powrocie z tej posady w r. 1893 był nadal profeso- 
rem IV gimnazjum, a przeniesiony do gimnazjum II we Lwowie w r. 
1895/6, tam przeszedł w stan spoczynku. Na emeryturze był przez sze- 
reg lat dyrektorem pryw. zakładów naukowych Z. 
trzałkowskiej. 
B o r e c k i S t e f a n, profesor gimnazjum w Zółkwi, przydzielony 
do służby w IV gimnazjum z d. 1 października 1919 r., z początkiem r. 
szk. 1923/4 przeniesiony został do gimn. II, potem do gimn. im. Król. jadwigi. 
B o_r o w i c z k a S t a n i s ł a w, zastępca nauczyciela gimnazjum 
II, przeniesiony do gimnazjum IV w październiku 1902 r., pełnił obo- 
wiązki nauczycielskie w tern gimnazjum do r. 1905/6. Z dniem 1 wrze- 
śnia 1906 uzyskuje posadę rzeczywistego nauczyciela w Sanoku i tam 
dotychczas pozostaje w służbie czynnej. 
B o r z e m s k i W a c ł a w, rzecz. naucz., przydzielony do oddzia- 
łów równorzędnych z Kołomyi na r. 1913/14, po wojnie uczy w gim- 
nazjum VI-em. 
B o s t e l F e r d y n a n d, kandydat stanu naucz., mianowany za- 
stępcą naucz. pismem z 19 września 1887, przeniesiony został ze wzglę- 
dów służbowych do gimn. II we Lwowie z końcem I półrocza r. szk. 
1888/9. Był następnie profesorem w gimnazjum V-em, referentem w mi- 
nisterstwie oświaty we Wiedniu, wkońcu dyrektorem gimnazjum II.
		

/Magazyn_130_01_0067_0001.djvu

			51 


B r a n d e s Z a l k i e, kandydat stanu naucz., mianowany za- 
stępcą nauczyciela religji mojż. w IV gimnazjum w r. 1912/3, w r. 1920 
przydzielony został do gimn. VII, mianowany przedtem nauczycielem 
rzeczywistym. 
B r z e z i c k i F e l i k S ks., mianowany pomocnikiem katechety 
łac. 14 sierpnia 1881, zwolniony od obowiązków reskr. z 28 lipca 1882. 
B u z a t h S t a n i s ł a w, dr., kandydat stanu naucz., mianowany 
zastępcą nauczyciela w IV gimnazjum (oddziały równorzędne) z r. szk. 
1912/3, uczył w tym zakładzie do wojny światowej. Od r. 1914 pełnił 
służbę wojskową. W r. 1919 otrzymał posadę rzeczywistego nauczyciela 
w gimnazjum VIII-em, a w r. 1921 wrócił do oddziałów równorzędnych 
IV gimnazjum. . 
C h m a j j a n, profesor zajęty w oddziałach równorzędnych od 
r. szk. 1914, przeniesiony do gimnazjum IV z Gródka jagiell., do chwili 
obecnej pełni obowiązki nauczycielskie w tym zakładzie. 
. C h o d a c z e k W ł a d y s ł a w dr., na r. 1913/4 przeniesiony 
z Gródka jagiell. do gimnazjum IV (oddziały równorzędne) do chwili 
obecnej pozostaje w tym zakładzie i jest lektorem jęz. starożytnych 
na uniwersytecie - (habilitowany w r. 1916). (W r. 1915/6 i następnych 
pełnił służbę wojskową). 
C h o m i c k i W ł o d z i m i e r z przydzielony został do udzielania 
nauki gimnastyki w oddziałach równorzędnych IV gimn. w r. 1913. 
C i s ł o W i n c e n t y, profesor gimnazjum w Tarnowie, przenie- . 
siony do gimnazjum IV z początkiem r. szk. 1890/1 - tu dosłużył się 
emerytury z dniem 2 września 1903 r. 
C y a n k i e w i c z W ł a d y s ł a w, zastępca nauczyciela, prze- 
niesiony do gimnazjum IV (zakład główny) z Nowego Sącza w r. szk. 
1909/10, na r. 1910/11 przesunięty do oddziałów równorzędnych, pełnił 
obowiązki nauczycielskie w tym zakładzie do r. 1913 t. j. do czasu 
przeniesienia go do Przemyśla. 
C y g a Z y g m u n t, kandydat stanu naucz., mianowany zastępcą 
naucz. na r. szk. 1897/8, z początkiem r. szk. 1899/900 przeniesiony zo- 
stał do gimnazjum III. 
C z a y k o w s k i de B e r y n d a W i n c e n t y, aplikant III gim- 
nazjum zamianowany zastępcą naucz. w oddziałach równorzędnych IV 
gimnaz. z r. 1913/4 (w r. 1915/6 w wojsku w I półr.), pełni obowiązki 
nauczycielskie w tym zakładzie, uzyskawszy dyplom (filol. klas.), do 
chwili obecnej. 
C z e r n y Z y g m u n t dr., kandydat stanu naucz., mianowany 
zastępcą nauczyciela w IV gimnazjum z r. szk. 1911/12, w roku następnym 
uzyskał stałą posadę w szkole realnej w Rawie Ruskiej. Obecnie jest 
nadzw. profesorem na uniwersytecie lwowskim, znanym z szeregu pu- 
blikacyj o języku francuskim. 
C z u b ryj Kar o l ks., nauczyciel kontraktowy, uczył reI. rz.-k. 
w IV gimnazjum od r. 1922/23 do r. 1925, poczem przeniesiony został 
jako katecheta do Buczacza. 
D ą b r o w s k i A l e k s a n d e r dr. zajęty w oddziałach równo- 
rędnych od r. 1919/20. jest autorem gramatyki niem. 
D ą b r o w s k i T a d e u s z, zastępca nauczyciela, przeniesiony 


4.
		

/Magazyn_130_01_0068_0001.djvu

			52. 


został z filji gimnazjum VII do gimnazjum IV (oddziały równorzędne) 
z r. .szk. 1911/12, w roku zaś następnym do zakładu głównego, a stąd 
do Zółkwi. W r. .1912/13 pełnił znów obowiązki naucz. w oddziałach 
równorzędnych. 
D e s z b e r g R o m u a l d, nauczyciel szkoły ludowej im. Sobie- 
skiego, w r. 1906/7 uczył gimnastyki. 
D o b r o w o l s k i A l e k s y, egz. zastępca naucz. od r. 1879/80, 
przeniesiony został z r. szk. 1883/84 do szkoły realnej w Krakowie w cha- 
rakterze nauczyciela rzeczywistego. 
D o l n i c kij u l j a n, nauczyciel, przeniesiony z gimnazjum zło- 
czowskiego reskr. minist. z 4 sierpnia 1882, a zatwierdzony w zawodzie 
nauczycielskim z tytułem profesora 18 sierpnia 1884, pełnił obowiązki 
na\lczycielskie w gimnazjum IV od r. szk. 1882/83 do 1903/4, poczem 
został mianowany dyrektorem gimnazjum w Stryju, gdzie też zmarł 
w czynnej jeszcze służbie. 
D o m i s z e w s k i F r a n c i s z e k, urzędnik Wydziału Krajow., 
uczył śpiewu choralnego od r. 1898/99 do wojny światowej. 
D r a g a'n R o m a n, profesor gimnazjum XI, przeniesiony do IV 
gimnazjum z początkiem r. szk. 1921/22, pełnił obowiązki nauczycielskie 
w tym zakładzie do końca I półrocza 1923/24, poczem przeniesiony 
został do gimn. im. Król. jadwigi. Obecnie zajęty w gimn. rus. 
D r o p i o w s k i W ł a d y s ł a w P i o t r, kandydat stanu naucz., 
mianowany zastępcą naucz. z początkiem r. szk. 1896/97, z r. 1898/99, 
przeniesiony został do gimnazjum III w tym samym charakterze. Stałą 
posadę nauczycielską po egzaminie otrzymał w Brodach, skąd przenie- 
siony został do IV gimnazjum z początkiem r. szk. 1904/5. Tu pełnił 
obok obowiązków nauczycielskich funkcje pomocnika kancelaryjnego 
dyrekcji. W r. szk. 1909/10 był za urlopem dyrektorem pryw. gimnaz.jum, 
w Borszczowie, a w r. 1910/11, wróciwszy do IV gimnazjum został kie- 
rownikiem oddziałów równorzędnych z tytułem radcy szkolnego od r. 
1914. Z r. szk. 1918/19 mianowano go dyrektorem gimnazjum VIII. Po 
woinie zrezygnowawszy z posady rządowej objął posadę dyrektora za- 
kładów naukowych w Klarysowie pod Warszawą. 
D r o z d A d a m, zastępca nauczyciela, przeniesiony do gimna- 
zjum IV z filji giqmazjum VII z początkiem r. szk. 1909/10, pełnił w tym 
zakładzie obowiązki naucz. przez dwa lata. 
D r o z d o w s k i G u s t a w ks., zast. katechety gr.-k. od początku 
istnienia gimn. IV, pełnił obowiązki katechety do marca r. 1883 t. j. do 
chwili otrzymania administracji probostwa w Otynji. 
D u b a n o w i c z E d war d dr., mianowany zast. naucz. w IV 
gimnazjum w r. 1904/5, w roku następnym zwolniony od pełnienia obo- 
wiązków naucz. celem odbycia jednorocznej' służby wojskowej. 
D u d ryk A n t o n i, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. z początkiem r. szk. 1905/06, na r. szk. 1908/09 przesunięty 
został do gimn. VI. Obecnie jest profesorem w X gimn. we Lwowie 
i jednym z dyrektorów "Książnicy-Atlasu". 
D u d a ck i T o m a s z, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. począwszy od II półrocza 1886/87 r. szk., pełnił obowiązki
		

/Magazyn_130_01_0069_0001.djvu

			naucz. w tym zakładzie do końca r. szk. 1891/92 .t. j. do chwili miano- 
wania go rzeczywistym naucz. w Tarnopolu. 
D w o r s k i S t a n i s ł a w, rzeczywisty naucz., był zajęty w od- 
działach równorzęąnych w r. 1915/16, poczem przeniesiony został na 
własną prośbę do Zółkwi. 
D z i e rży ń s kij ó z e f, egz. zast. naucz. gimn. II we Lwow:ie, 
asystent Politechniki, zajęty był w oddziałach równorzędnych w r. 
1915/16 j następnie przeniósł się do Poznania. 
D z i u r z y ń s k i K a z i m i e r z ks., kand. stanu naucz., zamia- 
nowany zast. katechety reI. rzym.-kat. z r. szk. 1904/05 w gimn. IV, 
w roku następnym otrzymał posadę rzeczywistego naucz., a zatwier- 
dzony w zawodzie z tytułem profesora pełnił obowiązki katechety 
i egzorta tora w tym zakładzie do końca r. szk. 1916/17, t. j. do chwili 
powołania go jako kanonika w skład lwowskiej kapituły łacińskiej, na 
które m to stanowisku dotychczas pozostaje. 
E l m e r B a r u c h (Benedykt) dr., kand. stanu naucz., mianowany 
zasL naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1906/07 po złożeniu egza- 
minu naucz. z r. szk. 1907/8 przeniesiony został na posadę rzeczywi- 
stego nauczyciela w gimnazjum I w Tarnopolu. Obecnie jest W polskiej 
służbie dyplomatycznej. 
E m i n o w i c z L u d w i k, rzeczywisty naucz., przydzielony z filji 
gimn. VII do gimn. IV z r. szk. 1912/13 i zatwierdzony w tymże roku 
w zawodzie naucz., pełnił obowiązki naucz. w tym zakładzie do wybuchu 
wojny światowej. 
E r n s t M a r c i n dr., zast. naucz. gimn. V, mianowany w gimn. 
IV z początkiem r. szk. 1898/99, pełnił obowiązki tylko przez I półrocze 
tegoż roku, poczem przeniesiony został ponownie do gimn. V. Obecnie 
jest profesorem astronomji na lwowskim uniwersytecie. 
E u s t a c h i e w i c z S t a n i s ł a w, zast. naucz., przeniesiony z VI 
gimn. do IV (oddziały równorzędne) z początkiem r. szk. 1911/12, w roku 
następnym otrzymał posadę naucz. w Złoczowie. . 
F r e i l i c h A r n o l d dr., asystent szkoły politechnicznej', pełni 
obowiązki naucz. w IV gimn. (oddziały równorzędne) od r. szk. 1910/11 
(przeniesiony ze Złoczowa); rzeczywistym naucz. zamianowany w r. 1918. 
F r e u n d L e w i dr., kand. stanu naucz., mianowany zasL naucz. 
reI. mojż. w oddziałach równorzędnych IV gimn. z r. szk. 1909/10, od 
II półrocza 1919/20 zajęty był w zakładzie głównym. W r. 1922/23 był 
na urlopie jako kierownik zakładu kształcenia rabinów, poczem ze wzglę- 
dów służbowych przeniesiony został do gimn. IX z początkiem II pół- 
rocza 1923/24. Obecnie jest rabinem lwowskim. 
F r i e d b e r g S a 10m o n W i l h e l m dr., kand. stanu naucz., 
mianowany reskr. z 4 paźdz. 1895 aplikantem naucz., w następnym roku 
szk. 1896/7 już jako zasL naucz. przeniesiony został do Rzeszowa. Tam 
po złożeniu egzaminu uzyskał też stałą posadę naucz., a wrócił do IV 
gimn. jako profesor z początkiem r. szk. 1903/04. Na tej posadzie prze- 
bywał do C7'asu wojny światowej, podczas której pełnił obowiązki re- 
zerw. oficera prowiantowego w armji au str. Po wojnie pracował w państw. 
instytucie geologicznym w Warszawie, poczem powołany został na ka- 


.. 


53 


.
		

/Magazyn_130_01_0070_0001.djvu

			54 


tedrę przyrody w uniwersytecie w Poznaniu, zwolniony z obowiązków 
naucz. w gimn. IV w II półroczu 1919/20 r. szk. 
F r o n c z W ł a d y s ł a w, naucz. od r. 1879/80, zatwierdzony 
w zawodzie naucz. 18 sierpnia 1884 z tytułem profesora, w gimn. IV 
przebywał do r. 1889, a opuścił go mianowany 14 listop. 1889 okręgo- 
wym inspektorem szkolnym dla okręgów mieleckiego i tarnobrzeskiego. 
Do gimn. IV wrócił w r. szk. 1893/94 i pełnił obowiązki naucz. do 
chwili przejścia w stan spoczynku t. j. do grudnia 1902 r., doczekawszy 
się wyrazów uznania i podziękowania ze strony Rady szkol. kraj. za 
długoletnią gorliwą działalność. 
F r y d r y c h j a n, profesor szkoły średniej w Stryju, przenie- 
siony do gimn. IV z początkiem r. szk. 1884/85, uczył w tym zakładzie 
do chwili przejścia w stan spoczynku. 
F u l i ń s k i B e n e d y k t dr., rzeczywisty naucz., z Tłumacza 
przeniesiony do IV gimn. z r. szk. 1911/12, w r. 1913 zatwierdzony 
w zawodzie naucz., pełnił obowiązki naucz. w tym zakładzie do 1 wrze- 
śnia 1919, z tym dniem przeniesiony do gimn. VI. Obecnie jest profe- 
sorem lwowskiej Politechniki. . 
G a j e w s k i T a d e u s z, kand. stanu naucz., mianowany zasL 
naucz. w oddział«:lch równorzędnych IV gimn. z r. szk. 1909/10, po roku 
przeniesiony do Zółkwi. 
G a r l i c k i A p o l i n a r y, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. IV gimn. z r. szk. 1899/900, po roku służby przeniesiony do gimn. 
III. Posadę stałą uzyskał po egzaminie w Przemyślu, skąd obecnie 
obrany został posłem na sejm. 
G a wal e w i c z A d o l f, prof. gimn. z Tarnopola, uczył w od- 
działach równorzędnych od r. 1919/20 do przejścia w stan spoczynku 
z 1 lutym 1924. 
G e b e T t B r o n i s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany apli- 
kantem w kwietniu 1895 do końca tegoż roku szkolnego zajęty był 
w gimn. IV. Potem był zast. naucz. w gimn. V, profesorem w gimn. VI 
i kierownikiem pryw. gimn. im. j. Słowackiego. Po wojnie światowej 
był wizytatorem w lwow. okręgu szkol., obecnie w Ministerstwie W. R. 
i O. P. Znane są jego podręczniki historji dla niższych klas szkół średnich. 
G e r s t m a n Z y g m u n t, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. z początkiem r. szk. 1909/10, w roku następnym otrzymał posadę 
naucz. w Stanisławowie, poczem przeniesiony został do Lwowa, skąd 
znowu objął posadę dyrektora pryw. gimn. w Borysławiu, którą do 
chwili obecnej zajmuje. 
G e s c h w i n d jak ó b uczył w r. 1919/20 w oddziałach rów- 
norzędnych gimn. IV. 
G ł a d y s z M i c h a ł, egzaminowany zast. naucz. gimn. VIII, za- 
jęty był w oddziałach równorzędnych w r. szk. 1915/16. 
G ł ą b jak ó b ks., mianowany zast. katechety reI. rz.-k. w IV 
gimn. reskr. z 31 paźdz. 1900 r., pełnił obowiązki katechety w tym za- 
kładzie do końca r. szk. 1902/3, a na rok następny otrzymał posadę 
rzeczywistego naucz. w szkole, realnej we Lwowie i na tej posadzie 
dotrwał do zgonu. Uczył też przez szereg lat w pryw. gimn. im. A.
		

/Magazyn_130_01_0071_0001.djvu

			55 


Mickiewicza - dra Petelenza. Władze duchowne odznaczyły go tytułem 
kanonika. 
G ł o w i ń s k i Wal e n t y, aplikant, w r. 1881 otrzymał posad
 
zast. naucz. w Tarnowie. 
G n a t o w s kij a n ks., mianowany 10 listopada 1890 zast. kate- 
chety reI. rz.-k., z dniem 1 września 1893 przeniesiony został z gimn. 
IV do wyższej szkoły realnej we Lwowie w tym samem charakterze. 
Do gimn. IV wrócił na stałą posadę z tytułem profesora z początkiem 
r. szk. 1902/3, lecz w r. szk. 1904/5 na własną prośbę przeniesiony 
został w stan spoczynku (z powodu choroby oczu). Na emeryturze dał 
się poznać jako pisarz, publicysta i literat. Znany jest jego utwór sce- 
niczny "Leci liście z drzewa", ogłoszony pod pseudonimem jan Łada. 
Władze duchowne dały mu tytuł prałata. 
G o d o w s k i M a u r y c y, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w gimn. IV z początkiem roku szk. 1901/02, w r. szk. 1902/03 
jako rzeczywisty naucz. otrzymał posadę w szkole realnej w Tarnowie. 
G o l i a s M ar j a n, zast. naucz. gimn. III, zajęty w r. 1916/17 
VI gimn. IV, obecnie jest profesorem gimn. III. 
G o r d a s z e w s k a E w a, naucz. kontraktowa, od r. 1921/22 uczy 
jęz. francuskiego jako przedmiotu nadobowiązkowego. 
G o r d a s z e w s k i T e o f i l, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. IV gimn. z rokiem szkolnym 1907/08 - w r. 1915/16 nie pełnił 
służby internowany w Rosji. 
G o r e c k i T a d e u s z, ustanowiony kontraktowym naucz. śpiewu 
w gimn. IV w marcu 1925 r., pełnił obowiązki naucz. do 31 sierpnia 1927. 
G o r z y c k i K a z i m i e r z, zast. naucz., z początkiem roku szk. 
1894/95 przeniesiony z Tarnopola do IV gimn., pełnił w tym zakładzie 
obowiązki naucz. do końca I półrocza 1897/98, poczem przeniesiony 
został do gimn. V. 
G r a b i ń s k i S t e f a n jako egz. zast. naucz. zajęty był w od- 
działach równorzędnych IV gimn. w r. 1918/19. 
G r a s z y ń s k i B o n a wen t u r a, profesor, przeniesiony z Ko- 
łomyi do IV gimn. w r. szk. 1908/09, kawaler złoto krzyża greckiego 
orderu Zbawiciela, członek Komisji filolog. Akademji Umiejęt., po wojnie 
światowej przeniósł się do Poznania. 
G r e g o r o w i c z A n t o n i, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. z początkiem r. szk. 1902/03, w IV gimn. uczył przez jeden rok. 
G r o c h m a l i c kij a n dr., kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. IV gimn. (oddziały równorzędne) z r. szk. 1910/11 (ze zniżką 
godzin w II półr.), w r. 1913/14 był asystentem uniwersytetu lwow. 
W r. 1915 powołany do wojska, do IV gimn. po wojnie nie wrócił. 
G r o m n i c k i E u g e n j u s z ks., katecheta reI. gr.-k. gimn. 
w Złoczowie, radca gr.-k. konsystorza, przydzielony do gimn. VIII we 
Lwowie, z dniem 1 lutego 1918 przeniesiony został do IV gimn. i w tym 
zakładzie pozostawał do chwili przejścia w stan spoczynku z dniem 30 
listopada 1923 r. 
G r o s s D a w i d mianowany był zast. nauczyciela na przeciąg 
I półrocza 1903/04. 
G r o s s m a n H e n ryk, zast. naucz., przeniesiony ze Złoczowa 


.
		

/Magazyn_130_01_0072_0001.djvu

			56 


do IV gimn. z początkiem r. szk. 1906/7,. po złożeniu, egzaminu naucz. 
na r. następny mianowany został ponownie do Złoczowa rzeczywistym 
naucz., z równoczesnem przydzieleniem do oddziałów równorzędnych 
IV gimn.; w r.1916/17 na urlopie. W r. 1927 przeszedł w stan spoczynku 
po objęciu posady dyrektora Targów Wschodnich. 
G rus. z k i e w i c z T e o f i l, prof. gimn. w Kołomyi, przydzielony 
do gimn. IV z początkiem roku szk: 1889/90, w marcu tegoż roku 
otrzymał posadę naucz. w II gimn. we Lwowie. 
G r u ż e w s k i W ł a d y s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany 
zasL naucz. IV gimn. w r. 1912/13, z r. 1919/20 przydzielony został do 
filji gimn. VIII, a mianowanr rzeczywistym naucz. z dn. 1 września 1919 r. 
przeniósł się do Poznania. Następnie uczył w gimn. X i VI we Lwowie, 
a w r. 1927/28 przeniesiony został do gimn. IV. 
G r z e g o r z e w i c z Woj c i e c h, prof. gimn. w Stryju, prze- 
niesiony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1898/99, w r. szk. 1910/11 
otrzymał posadę dyrektora w gimn. w Tłumaczu. Stąd przeniesiony 
został do Lwowa w charakterze kierownika oddziałów równorzędnych, 
a gdy te przekształciły się na samoistne gimn. IX, został dyrektorem 
tego zakładu. 
G u r g u ł a W ł o d z i m i e r z ks., mianowany zast. naucz. w IV 
gimn. z początkiem r. szk. 1908/9, wkrótce opuścił zawód naucz., a po- 
nownie wrócił do IV gimn. w II półroczu 1913/14 w tym samem cha- 
rakterze, lecz jeszcze w tym samym roku wystąpił z zawodu naucz. 
G y u r k o v i c h A d a m ks., katecheta kontraktowy gimn. V, 
przeniesiony z początkiem r. szk. 1926/27 do gimn. IV, pełnił w tym 
zakładzie obowiązki pomocniczego katechety reI. rz.-k. do 31 sier. 1927. 
H a m b u r g e r A l f r e d objął naukę gimnastyki jako przedmiotu 
obowiązkowego w klasach niższych z początkiem r. szk. 1898/99, i uczył 
tego przedmiotu do końca r. 1906/7, następnie zaś od r. 1909/10 jako 
zast. naucz. Po roku otrzymał posadę naucz. gimnastyki w Kołomyi. 
H a s s G w i d o, zast. naucz., zatrudniony był w gimn. IV w r. 
1916/17. Obecnie uczy w gimn. VII. 
H a y d e r A d a m, zasL naucz. przeniesiony do gimn. IV (oddziały 
równorzędne) z gimn. VIII, do chwili obecnej pełni obowiązki naucz. 
w gimn. IX-ero. 
H e c kKo r n e l dr., mianowany zast. naucz. na czas potrzeby 
rozp. z 11. lutego 1883, a następnie przesunięty do Stryja na stałą po- 
sadę, przeniesiony został do IV gimn. z początkiem r. szk. 1894/95. 
W r. 1902 przydzielony do służby w bibljotece uniwersytetu jagielloń- 
skiego, wrócił do oddziałów równorzędnych z początkiem r. szk. 1908/9 
i tu pełnił obowiązki naucz. przez dwa lata t. j. do chwili zamianowania 
go dyrektorem w Trembowli. 
H i ć k i e w i c z W ł a d y s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany 
zast. naucz. w IV gimn. od II półrocza r. szk. 1897/98 był zajęty w tym 
zakładzie przez półtora roku. 
H l i b o w i c kij a r o s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z r. szk. 1912/13 - był na urlopie celem udzielania 
nauki w zakładach prywatnych. 
H o ł u b o w s kij a n, naucz. 7-kl. szkoły powsz. im. Konarskiego, 


.
		

/Magazyn_130_01_0073_0001.djvu

			57 


ustanowiony naucz. gimnastyki, z T. szk. 1923/24 wchodzi w skład grona 
naucz. gimn. IV do chwili obecnej. W lutym 1925 mianowany został 
rzeczywistym (stałym) naucz. w tym zakładzie. 
H o s z o w s k i F r a n c i s z e k, prof. IV gimn. od początku jego 
istnienia, z r. szk. 1892/93 przeniesiony został do gimn. V we Lwowie 
i tam przeszedł w stan spoczynku. 
H r y c a k M i c h a ł, prof. gimn. w Stryju, przeniesiony do IV 
gimn. z początkiem r. szk. 1904/05, zamianowany w r. szk. 1922/23 kie- 
rownikiem oddziałów równorzędnych gimn. I w Stryju z prawami dy- 
rektora, w tymże roku opuścił gimn. IV. Następnie został mianowany 
dyrektorem gimn. ruskiego w Stryju (październik 1924) a stąd przenie- 
siony do Przemyśla. Obecnie przydzielony do KuratoTjum Lwow. pełni 
obowjązki wizytatora. Znane są jego podręczniki matematyczne dla 
szkół z rus. językiem wykładowym. 
H u b e r t S t a n i s ł a w, prof. gimn. w Wado wicach, przydzielony 
do oddziałów równorzędnych IV gimn. z r. szk. 1910/11 do chwili 
obecnej pozostaje na tej posadzie (IX gimn.). Znane są jego książki po- 
mocnicze do nauki przyrody. 
j a b c z y ń s k i M i e c z y s ł a w, zast. naucz., przeniesiony z gimn. 
pol. w Stanisławowie do gimn. IV (oddziały równorzędne) z r. szk. 
1912/13, po wojnie światowej przeniósł się do Poznania, gdzie obecnie 
pełni obowiązki wizytatora. 
J a h n e r A l f r e d dr., zast. naucz. gimn. II z dniem 31 grudnia 
1889 przeniesiony został do gimn. IV. Reskr. minist. z 26 czerwca 1890 
otrzymał posadę prowizorycznego naucz., a reskr. z 3 września 1891 
naucz. rzeczywistego, wreszcie po 3 latach tytuł profesora. W r. 1900 
przydzielony został do służby w ministerstwie wyznań i oświecenia we 
Wiedniu (za urlopem), a w T. 1907 został zamianowany krajowym inspek- 
torem szkół. Na tern stanowisku - jako wizytator przeszedł do służby 
w Kuratorjum lwow. okręgu szkol. aby w r. 1927 przejść w zasłużony 
stan spoczynku. Gramatyka niemiecka dr. jahnera przez długie lata była 
w powszechnem użyciu. 
jak ób W i k t o r, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. (oddziały równorzędne) z r. szk. 1912/13, po roku przenie- 
siony został do filji gimn. VII, przyczem pełnił obowiązki asystenta na 
uniwersytecie lwow. . 
j a m róg i e w i c z M i e c z y s ł a w, prof. gimn. św. Anny w Kra- 
kowie i kierownik gimn. sanockiego przydzielony do gimn. IV rozp. 
ministerjalnem z 6 grudnia 1888, otrzymał posadę stałą reskr. min. z 26 
czerwca 1890 r., a we wrześniu 1901 r. zastępczo objął kierownictwo 
oddziałów Fównorzędnych (z powodu choroby i urlopu prof. K. Rawera), 
wnet potem (kwiecień 1903) otrzymał tytuł radcy szkolnego, a z począt- 
kiem r. szk. 1903/04 został rzeczywistym kierownikiem pedagogiczno- 
dydaktycznym i na tern stanowisku dosłużył 
ię pełnej emerytury w T.1909. 
Zmarł w. czasie wojny światowej na uchodźtwie we Wiedniu. 
j a n c z y k F r a n c i s z e k, zasL naucz., przeniesiony z r. 190.9/10 
ze szkoły przemysłowej w Krakowie do gimn. IV, w r. szk. 1912/13 
przeszedł na stałą posadę do gimn. w N. Sączu.
		

/Magazyn_130_01_0074_0001.djvu

			58 


j a n e II i F r a n c i s z e k uczył rysunków jako przedmiotu nad- 
obowiązkowego w r. 1884/5. 
j a n i k j a n, zast. naucz., z Drohobycza przeniesiony do gimn. IV 
z początkiem r. szk. 1890/91, z rokiem szkolnym 1891/92 został przezna- 
czony do gimn. w Stanisławowie. 
jar o s i ń s k i B o l e s ł a w, kand, stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. na r. szk. 1907/08, przydzielony był do służby w od- 
działach równorzędnych. 
j a s i e w i c z F e l i k s, zast. naucz., z początkiem r. szk. 1903/04 
przeniesiony z gimnazjum II do IV, po roku znowu przeniesiony 
został do Rzeszowa. 
j a s i l k o w s k i G r z e g o r z, naucz., z gimn. X przeniesiony do 
gimn. IV z początkiem r. szk. 1921/22, nie pełnił obowiązków naucz. 
w tym zakładzie z powodu przeniesienia we wrześniu 1921 do gimn. II. 
j a wo r o w s k i A n t o n i dr., naucz. w Tarnopolu, otrzymał 
stałą posadę w -gimn. IV reskr. min. z 26 czerwca 1890 i do końca r. 
szk. 1901/02 pełnił w tym zakładzie obowiązki naucz. Z początkiem r. 
szk. 1902/03 przydzielony został do czteroklasowej filji gimn. III, a 9 
czerwca 1903 na stałe przeniesiony do gimn. III. 
j a w o r s kij ó z e f, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
z początkiem r. szk. 1890/91, z początkiem r. szk. 1893/94 przeniesiony 
został z IV gimn. do Tarnowa. 
j a w o r s k i L e o n, główny naucz. seminarjum naucz. żeń. we 
Lwowie, pełnił obowiązki naucz. w oddziałach równorzędnych w r. 
1915/16 w II półr. 
j a wo r s k i L e s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zasL naucz. 
w IV gimn..z początkiem r. szk. 1903/04, w r. szk. 1910/11 przeniesiony 
został do Zółkwi jako rzeczywisty naucz. Stąd przeniesiony następnie 
do Lwowa do gimn. VI, do chwili bieżącej jest na tern stanowisku. 
Znany jako muzykolog jest recenzentem muzycznym lwowskich dzien- 
ników._ Wielkie położył zasługi w czasie wojny światowej jako kierownik 
filantropijnego "Białego Krzyża". 
j e z i e n i c k i M i c h a ł dr., prof. gimn. w Tarnowie, przenie- 
siony do IV gimn z r. szk. 1892/93, z początkiem r. szk. 1894/95 prze- 
sunięty został do gimn. V we Lwowie. Był następnie dyr.ektorem gimn. 
w Stanisławowie. 
j ę d r z e j o w s kij a n K a z i m i e r z, kand. stanu naucz., mia- 
nowany zast. naucz. z początkiem r. szk. 1892/93, w r. 1896 przeszedł 
na posadę rzeczywistego naucz. gimn. w Tarnowie i stąd przeniesiony 
do gimn. III we Lwowie, ceniony jako fizolog-pedagog, autor szeregu 
podręczników szkolnych, jako oficer rezerwy w czasie wojny światowej 
zginął tragiczną śmiercią. ,. 
j ó z e f i k A n d r z e j, zast. naucz., przeniesiony z gimn. VIII do 
IV z początkiem r. szk. 1912/13, od r. 1919/20 naucz. rzeczywisty, na 
r. szk. 1921/22 przeniesiony został do Rohatyna (z której to posady zre- 
zygnował). Obecnie uczy w szkole handl. w Warszawie. 
j ó z e f o w i c z F e l i k s ks., zast. katech. łac. od 14 maja 1881 r., 
mianowany rozp. z 14 sierpnia 1881, przeniesiony do gimn. brzeżań- 
ski ego z dniem 1 października 1884 r.
		

/Magazyn_130_01_0075_0001.djvu

			59 


jur k o w s k i B ł a ż e j, zasL naucz. w Buczaczu, przeniesiony do 
IV gimn. z początkiem r. szk. 1894/95, w tym zakładzie pełnił obowiązki 
naucz. do końca 1896/97, poczem przeniesiony został do Brodów. 
j u s s L u d w i k, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. z r. 
szk. 1910/11 w IV gimn. (oddziały równorzędne), w r. 1913/14 po zło- 
żeniu egzaminu naucz. otrzymał posadę rzeczywistego naucz. w gimn. 
IV, z przydzieleniem do oddziałów równorzędnych. 
K a c z o r o w s k i S t a n i s ł a w dr., kand. stanu naucz., miano- 
wany zast. naucz. w IV gimn. z r. szk. 1912/13, od r. 1919 naucz. rze- 
czywisty - do chwili obecnej uczy w IV gimn. 
K a l i n o w s k i W i k t o r, prof., z Przemyśla przeniesiony do IV 
gimn. (oddziały równorzędne) z r. szk. 1912/13, w tym zakładzie uczył 
do ch
ili śmierci: Był też - kierownikiem zakładów naukowych O. Fi- 
lippi-Zychowiczowej. 
K a l i s z A l f r e d, zast. naucz., przeniesiony z gimn. w Buczaczu 
do gimn. IV z r. szk. 1911/12, uczył w oddziałach równorzędnych do 
wybuchu wojny światowej. 
K a l i t o w s k i M i c h a ł, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1903/04, po roku przeniesiony 
został do gimn. w Kołomyi. 
K a m i ń s kij a k ó b ks., kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. z początkiem r. szk. 1902/03, pełnił obowiązki naucz. w IV gimn. 
do kE>ńca roku 1904/05, poczem przeniesiony został do Stanisławowa, 
do gimn. z jęz. wykładowym ruskim. 
K a n a r o w s kij ó z e f, kand. stanu naucż., mianowany zast. 
naucz. z r. szk. 1909/10, na r. 1911 przeniesiony został do Buczacza. 
K a n d e f e r F r a n c i s z e k, zast. naucz. od r. 1879/80, w marcu 
1886 r. przeniesiony został do gimn. II we Lwowie. 
K a z n o w s k i A d a m, prof. gimn. w Brzeżanach, na r. szk. 1913/14 
przeniesiony do oddziałów równorzędnych IV gim. (w II półr. na urlopie 
z powodu choroby), w r. 1915 powołany był do służby wojskowej. 
K i n e l j a n, egz. zast. naucz. gimn. II w Tarnopolu, zajęty był 
w oddziałach równorzędnych w r. 1915/16. 
K i p a E m i l dr., kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. (oddziały równorzędne) z r. szk. 1910/11, w r. 1913/14 na 
urlopie dla wykończenia prac naukowych. Obecnie w Archiwum państw. 
w Warszawie. 
K l e m e n s i e w i c z R o b e r t, zast. naucz. w wyższej szkole 
realnej w Krakowie mianowany prowizorycznym naucz. w IV gimn. 
z początkiem r. szk. 1892/93, w r. 1895/6 został naucz. rzeczywistym 
i tu uczył przez lat 12-cie. 
Kł a p k o w s k i W ł a d y s ł a w, nauczyciel szkoły przemy- 
słowej, uczył rysunków w r. 1880, w r. 1891/92 i w latach następnych 
z przerwami. 
. K o b ak. j ó z e f dr., uczył religji mojżeszowej w wyższem gimna- 
zjum w roku 1883. 
K o b i e r s k i Kar o l, zast. naucz. od II półr. r. szk. 1881/82, 
reskr. minist. z 14 lipca 1886 zamianowany został rzeczywistym naucz. 
w gimn. w Drohobyczu.
		

/Magazyn_130_01_0076_0001.djvu

			60 


K o c z war a Ja n, zast. naucz., przemeslOny z gimn. ruskiego 
z Przemyśla do IV gimn. z r. szk. 1911/12, służył w IV gimn. do wy- 
buchu wojny światowej. Powołany następnie do służby wojskowej był 
w niewoli włoskiej; w r. 1919 mianowany został naucz. rzeczywistym, 
a na r. 1920/21 przeniesiony do gimn. II. Zajęty jest ponadto w "Ksią- 
żnicy-Atlasie" . 
K o l b u s z e w s k i (K o b z d a j) K a z i m i e r z dr., rzeczywisty 
naucz. w Stryju, otrzymał posadę naucz. w IV gimn. z r. szk. 1908/09, 
i zajmował ją do 1 września 1922 r. W tymże roku powołany został na 
katedrę uniw. wileńskiego. 
K o n o p i ń s k i M i c h a ł, zasL naucz., uczył w IV gimn. w r. 1883. 
K o n s t a n t y n o w i c z M i c h a ł, zasL naucz. w gimn. w Rze- 
szowie, przeniesiony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1888/89, w paź- 
dzierniku 1889 r. otrzymał posadę w gimn. w Kołomyi w tym samym 
charakterze służbowym. 
K o p y s t Y ń s k i T a d e u s z, zast. naucz. V gimn, przeniesiony 
do gimn. IV reskr. z 2 paźdz. 1896, w r. szk. 1897/98 przesunięty został 
do jarosławia. Obecnie pełni obowiązki naucz. w seminarjum naucz. 
żeńskie m im. A. Asnyka. 
Kor c y l I g n a c y, prof., przeniesiony do. IV gimn. w r. szk. 
1909/10 z Kołomyi, w roku następnym przesunięty został do filji gimn. VII. 
Kor d a s i e w i c z M i koł a j, kand. stanu naucz., mianowany 
zast. naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1903/04 przed wojną.świa- 
tową przeszedł do służby kolejowej. 
. Kor z e n i o w s k i S t a n i s ł a w ks., wik. parafji N. P. Marji 
Snieżnej, po ks. dr. Lenkiewiczu, powołanym na katedrę uniwersytecką, 
pełnił tymczasowo obowiązki katechety łac. od 26 czerwca 1881 do 
końca roku szkolnego. 
K o s t M i c h a ł, zast. naucz.,' przeniesiony z filji VI.I gimn. do 
gimn. IV z r. szk. 1912/13, w roku następnym zajęty był w Zółkwi. 
K o s t e c kij a n ks., prof. gimn. w Stryju, przeniesiony do IV 
gimn. z początkiem r. szk. 1898/99 - pełnił obowiązki naucz. w oddzia- 
łach równorzędnych do chwili przejścia w stan spoczypku. jako emeryt 
uczył w gimn. pryw. im. A. Mickiewicza O. Filippi - Zychowiczowej. 
K o s z y k K a z i m i e r z, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. z początkiem roku szk. 1906/7, w roku następnym przesu- 
nięty został do Stanisławowa do I gimn. 
K o s z y k o w s kij a n, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. z początkiem r. szk. 1908/9, w grudniu 1908 r. przeniesiony 
został do gimn. pol. w Stanisławowie. 
Koś c i ń s k i Woj c i e c h, prof. gimn. VIII, przeniesiony do 
gimn. IV z r. szk. 1925/26, pełnił w tym zakładzie obowiązki naucz. do 
chwili śmierci (12 czerwca 1928). 
K o t e c k i A n t o n i ks., zasL naucz. gimn. III, przeniesiony do 
gimn. IV z .początkiem r. szk. 1900;01, pełnił w tym zakładzie obowiązki 
naucz. przez dwa lata, przeniesiony następnie do Drohobycza. 
K o wal s k i S t a n i s ł a w, zast. naucz., przeniesiony z Brodów 
do gimn. IV (oddziały równorzędne) z r. szk. 1911/12, w r. szk.1912/13 
wniósł rezygnację z zajmowanej posady.
		

/Magazyn_130_01_0077_0001.djvu

			Ql 


K o z i ń s kiJ u l j a n, kand. stanu naucz., mianowany bezpłatnym 
aplikantem z początkiem r. szk. 1887/88, w II półr. tegoż roku otrzymał 
posadę zast. naucz. w gimn. w N. Sączu. 
K o z i o ł Wal e n t y prof., przydzielony do gimn. w Rzeszowie 
na zast. dyr. w r. 1880, mianowany tamże dyrektorem, w r. szk. 1885/86 
na mocy najwyższego postanowienia z d. 30 czerwca 1885 powołany 
na dyr. gimn. IV, to stanowisko piastuje do chwili zgonu t. j. do listo- 
pada 1903 r. Postanowieniem ces. z 30 listopada 1898 odznaczony krzy- 
żem rycerskim orderu Franciszka józefa, z dniem 1 listopada 1899 
otrzymał szóstą rangę służbową, a w kwietniu 1903 r. tytuł radcy szk. 
K o z ł o w s k i E d war d, zast. naucz., przeniesiony z gimn. III 
w Krakowie do gimn. IV z początkiem r. szk. 1889/90, na r. szk. 1894/95 
przesunięty w tym samym charakterze do Bochni. 
Kra j e w s kij tS z e f, zast. naucz., przeniesiony z pocz. r. szk. 
1905/06 do IV gimn. ze Stanisławowa, po roku służby w IV gimnazjum 
wrócił do Stanisławowa. . 
Kra ś n i e ń s k i F r a n c i s z e k, prof. szkoły realnej z Tarno- 
pola przeniesiony do gimn. IV z dn. 1 września 1919 r., pełnił obo- 
wiązki naucz. rysunków do chwili śmierci, t. j. do 25 sierpnia 1923 r. 
(ostatnio z powodu choroby na urlopie). 
Kra t o c h w i l a T a d e u s z, mianowany kontraktowym nauczy- 
cielem śpiewu w r. 1923/24, pełnił obowiązki naucz. w IV gimn. do 
II półr. 1925/26, poczem przeniesiony został do semin. naucz. męskiego 
we Lwowie. 
Kra w c z y k M i e c z y s ł a w, przeniesiony z Żółkwi do od- 
działów równorzędnych w r. 1918/19, w r. 1920/21 uczył na kursach 
wojskowych DOK. Lwów, w r. 1922/23 przeniesiony został do gimn. II 
we Lwowie. 
K r e u t z M i e c z y s ł a w dr., asystent uniw., przeniesiony został 
do gimn. IV z gimn. VI z początkiem r. szk. 1927/28. 
K r i s c h k e F r a n c i s z e k, kand. stanu naucz, mianowany zast. 
naucz. (ponownie po przerwie służbowej) w IV gimn. (oddziały równo- 
rzędne) z początkiem r. szk. 1910/11, pełni do chwili obecnej obowiązki 
naucz. w tym zakładzie. jest też sekretarzem Dyrekcji. 
Kro p i w n i c kij ó z e f, uczył nadob. jęz. ang. w r. 1882/83 
i następnych. 
Kro t o w s k i K a z i m i e r z dr., prowizoryczny naucz. gimn. 
nowosandeckiego, przeznaczony do służby w IV gimn. z początkiem 
r, szk. 1891/92, z początkiem nast. r. szk. otrzymał posadę rzeczywistego 
naucz. w Podgórzu. W latach późniejszych był dyr. gimn. w Nowym 
Targu. jego podręczniki historji znane są i mają wielu zwolenników, 
zwłaszcza w seminarjach nauczycielskich. 
K r u c z k i e w i c z B r o n i s ł a w dr., prof. od r. szk. .1879/80, 
reskr. z 25 sierpnia 1881 r. przeniesiony został do gimnazjum św. Anny,- 
w Krakowie, gdzie poświęcił się studjom filologji klasycznej, których 
ostatecznym owocem była katedra filologji na uniwersytecie lwowskim, 
oraz przewodnictwo Komisji egzaminacyjnej dla kandydatów na nauczy-". 
cieli szkół średnich. - . ..- li 
K r u k i e w i c z M i e c z y s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany, .
		

/Magazyn_130_01_0078_0001.djvu

			62 


zast. naucz. z początkiem r. szk. 1909/10, w czasie wojny powołany do 
służby wojskowej, przez Generał-Gubernatorstwo (lubelskie) reklamo- 
wany, aby objąć nauczycielskie obowiązki w jednej ze szkół b. Kró- 
lestwa Pol., do gimn. IV nie wrócił. Obecnie jest dyrektorem gimnazjum 
w Krasnym-Stawie. 
K r u k o w s k i G e r waz y ks., katecheta szkoły wydz. żeńsk. 
im. św. Anny, mianowany był na r. 1904/05 egzortatorem niższego 
gimnazjum obrz. łac. 
K r u k o w s kij ó z e f ks., naucz. seminarjum naucz. męsk., prze- 
niesiony do gimn. IV z r. 1921/22, pełnił w oddziałach równorzędnych 
obowiązki katechety przez rok. 
Kry p i a k i e w i c z P i o t r ks., proboszcz w Hnilicach, miano- 
wany z początkiem r. 1895/6 rzeczywistym naucz. religji gr.-kat., pełnił 
obowiązki katechety w IV gimn. do chwili przejścia w stan spoczynku. 
Kry s o w s k i (Paluch) S t a n i s ł a w, kand. stanu naucz., mia- 
nowany zastępcą naucz. w IV gimnazjum z początkiem r. szk. 1908/09. 
Po złożeniu egzaminu naucz. w. r 1910/11 uzyskał posadę nauczycielską 
w Gródku jagiellońskim, a do IV gimn. wrócił z Gródka z początkiem 
r. szk. 1912/13. Na rok 1914/15 przesunięty został do oddziałów równo- 
rzędnych, a w latach 1921/22 i 1922/23 urlopowany pełnił obowiązki 
dyrektora gimn. pryw. w Zbarażu. Po upaństwowieniu tego zakładu był 
jego pierwszym dyrektorem państwowym od sierpnia 1924 r. Od roku 
1926/27 jest dyrektorem w Gródku jagiellońskim. 
Kry s t y n i a c kij a n, prof., pełnił obowiązki nauczycielskie 
w IV gimn. od początku istnienia zakładu aż do r. 1890/91 t. j. do chwili 
przejścia w stan spoczynku. 
Kry w u l t Wal e r j a n, zastępca naucz., przeniesiony z gimn. II 
z początkiem r. szk. 1889/90, w gimn. IV był przez półtora roku, po- 
czem reskr. z 27 sierpnia 1891 przeniesiony został do Sanoka, a stąd 
po kilku latach do Krakowa, gdzie też przeszedł na emeryturę. jego 
podręcznik rozumowy p. t. "Przygotowanie z historji do egzaminu doj- 
rzałości" cieszył się dobrą opinją i doczekał się kilku wydań. 
K r z e c z k o w s k i M i c h a ł, zast. naucz. V gimn., przeniesiony do 
gimn. IV z początkiem r. szk. 1896/7, w roku szk. następnym pełni obo- 
wiązki nauczycielskie w Stryju. 
K r z y s z k o w s kij e r z y, zast. naucz., przeniesiony do IV gimn. 
z gimn. rusko ze Stanisławowa z rokiem 1908/09, uczył w tym zakładzie 
przez jeden rok. 
K r z y s z t o f o w i c z K r z y s z t o f, kand. stanu naucz., miano;- 
wany zast. naucz. w IV gimn. z r. szk. 1908/9, w roku 1912/13 otrzymał 
stałą posadę w gimn. w Dębicy, z równoczesnem przydzieleniem do IV 
gimn. W r. 1914/5 przeniesiony został do gimn. VIll we Lwowie. Obo- 
wiązki naucz. pełnił do czasu wojny światowej. Zrezygnowawszy ze 
służby rządowej przeszedł do bankowości. Obecnie jest dyrektorem 
banku "Mons Pius" we Lwowie. 
K r z y ż a n o w s k i S z c z ę s n y, zastępca. naucz., przeniesiony 
z gimn. II w Stanisławowie do gimn. IV z r. szk. 1911/13, w r. 1919/20 
mianowany został rzeczywistym nauczycielem w seminarjum nauczy- 
cieiskiem T. S. L. w Białej.
		

/Magazyn_130_01_0079_0001.djvu

			63 


K u c h a r s ki W ł a d y s ł a w, prof., przemeslony z Brzeżan do 
IV gimn. z początkiem r. szk. 1903/04, pełni obowiązki naucz. w tym 
zakładzie do chwili obecnej. W r. 1910/11 i 1911/12 był za płatnym 
urlopem dyrektorem pryw. gimn. w Borszczowie, w latach 1019/20 
i 1920/21 dyrektorem zakładów naukowych S. S. Sacre Coeur we Lwowie, 
a w r. 1921 dyrektorem zakładu sierót w Drohowyżu fundacji skarbkowskiej. 
Był też w l. 1919/21 członkiem Tym. Rady miej. Odznaczony orlętami i od- 
znaką 15-ej służby dla harcerstwa, jest od r. 1924 redaktorem czasop. "Skaut". 
K u c z y ń s k i S t e f a n, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1906/7, przeniesiony został na 
stałą posadę do filji gimn. w Samborze. Obecnie jest prof. XI gimn. 
we Lwowie i prezesem okręgu lwow. T. N. S. W. 
Kur e k M i c h a ł, zast. naucz., z N. Sącza przeniesiony do IV 
gimn. z początkiem r. szk. 1887/88, pozostawał na tej posadzie do końca 
r. szk. 1891/92, poczem przeniesiony został do Stryja, aby na r. szk. 
1895/6 wrócić ponownie do IV gimn, skąd reskr. z 3 lutego 1897 prze- 
niesiony znów został do Stryja. 
Kur y ś M i c h a ł ks. dr., prof., katecheta reI. rz.-k. przeniesiony 
do gimn. IV z Tarnopola z początkiem r. szk. 1903/04, zmarł w czynnej 
służbie w Zakopanem. W r. 1913/14 wykładał na uniwersytecie lwow- 
skim dogmatykę. 
Kuś A n d r z e j, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. z r. szk. 1911/12, po złożeniu egzaminu naucz. otrzymał 
w r. 1913/14 posadę rzeczywistego naucz. w gimn. pol. w Stanisławowie. 
K w i a t k o w s k i Z y g m u n t, naucz., mianowany w IV gimn. 
z początkiem r. szk. 1922/23, z dniem 1 października 1927 przeniesiony 
został do gimn. VIII. 
L a m b e r j ó z e f, zast. naucz., z początkiem r. szk. 1904/05 prze- 
niesiony z gimn. VI do IV, po roku przeniesiony znów został do Stani- 
sławowa. Obecnie jest dyrektorem gimn. pryw. w Rohatynie. 
L a t o s z y ń s k i W ł a d y s ł a w, prof. gimn. w Stanisławowie, 
przeniesiony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1905/06; odznaczony ty- 
tułem radcy szkolnego, pełnił obowiązki naucz. do chwili przejścia 
w stan spoczynku z dniem 1 września 1924 r. 
L a z a r Z y g m u n t, zast. naucz. gimn. w Gródku jagiell., zajęty 
był w oddziałach równorzędnych w r. 1915/16. 
L e c i e j e w s kij a n dr., zast. naucz. gimn. św. Anny w Kra- 
kowie, uzyskał z początkiem r. szk. 1897/98 posadę rzeczywistego naucz. 
w Stryju, z przydzieleniem równoczesnem do służby w gimn. IV. Stałą 
posadę w IV gimn. uzyskał w lipcu 1901 r. Na r. 1907/08 wyjechał za 
urlopem na uniwersytet w Sofji celem objęcia katedry gramatyki po- 
równawczej języków słowiańskich. Po powrocie z Sofji pełnił nadal 
obowiązki naucz. w IV gimn. do r. 1909/10. W roku następnym prze- 
niesiony do gimn. II, na tem stanowisku dosłużył się emerytury. 
L e h m a n j ó z e f ks., prof., przydzielony do oddziałów równo- 
rzędnych z Tarnopola na r. 1919/20, uczył do r. 1923 w tym zakładzie. 
Potem przeniesiony został do gimn. XI (filji). 
L e n k i e w i c z Z y g m u n t ks. dr., naucz., uczył reI. rzym.-kat. 
w r. 1879/80 i 1880/81 do chwili powołania na katedrę profesora te 0-
		

/Magazyn_130_01_0080_0001.djvu

			64 


logji w uniwersytecie jagiellońskim (13 czerwca 1881). Później miano- 
wany kanonikiem kapituły łac. we Lwowie pełnił przez szereg lat z ra-. 
mienia Konsystorza nadzór nad nauką reI. rz.-k. w gimn. IV. 
L e r c e l W ł a d y s ł a w prof., który w roku 1880 był inspek- 
torem okręgowym w Bochni, wrócił po roku na swoje służbowe stano- 
wisko. W r. szk. 1884/5 pełnił zastępczo obowiązki dyrektora zakładu, 
gdy dyr. E. Hiickel został mianowany inspektorem krajowym, a na mocy 
najwyższego postanowienia z 24 kwietnia 1886 został dyrektorem gimna- 
zjum w Rzeszowie. 
L e w i c k i A n a t o l dr., prof. od początku istnienia gimn. IV- 
mianowany został w r. szk. 1883/84 prof. wszechnicy jagiellońskiej. Znany 
to autor wielu prac naukowych a ponadto podręcznika "Zarys historji 
Polski i krajów ruskich z nią połączonych", który doczekał się ponad 
20 wydań i z pewne mi zmianami i uzupełnieniami używany jest do dzi- 

iaj w szkołach średnich. 
L e w i c kij a n, prof. gimn. przemyskiego przeniesiony do IV gimn. 
re skr. ministr. z 30 sierpnia 1886 r., w październiku r. 1887 powołany 
został do tymczasowej służby w austrjackiem ministerstwie wyznań 
i oświecenia, a najwyższem postanowieniem z 20 kwietnia 1889 r. mia- 
nowany został krajowym inspektorem szkół. . 
L e w i c k i S t a n i s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast.. 
naucz. dla klas równorzędnych IV gimn. w grudniu 1900 r., z następnym 
r. szk. (1901/02) przeniesiony został do gimn. II. Z r. szk. 1910/11 po- 
nownie wrócił (z Brodów) do oddziałów równorzędnych i tu pełnił obo- 
wiązki naucz. do r. 1913 (przeniesiony do Sambora). 
L i b r e w s k i S t a n i s ł a w mianowany zast. naucz. w lutym 
1881, w r. 1882 został naucz. rzeczywistym, a w r. 1896 dyrektorem gi- 
mnazjum w Brodach. 
L i c h t e n b e r g W ł a d y sł a w, zasL naucz., mianowany na r. 
szk. 1918/19 w gimn. IV, z dniem 1 lipca 1919 naucz. rzeczywisty, pełnił 
obowiązki naucz. w tym zakładzie do końca r. szk. 1919/20, poczem 
przeniesiony został do gimn. VI. 
L i s o w s k i F r a n c i s z e k ks. dr., mianowany w paździer- 
niku 1903 r. zastępcą katechety reI. rz. kat. w IV gimn., z początkiem 
r. szk. 1904/05 przeniesiony został do I szkoły realnej. 
L i t Y ń s k i M i c h a ł, zastępca naucz. gimn. św. jacka w Kra- 
kowie, przeniesiony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1891/92, w II pół- 
roczu tegoż roku przesunięty został do wyższej szk. realnej we Lwowie. 
L o r e t M a c i e j S y d o n dr., zastępca naucz., przeniesiony do 
IV gimn. z Brodów z początkiem r. szk. 1906/07, w r. następnym po 
złożeniu egzaminu nauczycielskiego dostał posadę rzeczywistego naucz. 
w Sączu, z równoczesnem przydzieleniem do III gimn. w Krakowie. 
W II półroczu r. szk. 1907/08 jest znowu w gimn. IV. W r. szk. 1910/11 
ma urlop w celach naukowych i taki sam urlop w r. 1913/14. Wojna 
światowa zastała go na studjach w bibljotece watykańskiej. Internowany 
we Włoszech przez czas wojny nie pełnił . obowiązków nauczycielskich. 
Obecnie jest przy poselstwie polskiem w Rzymie. 
,. -.L.o r k i e w i c z A n t o n i, zast. naucz. od 27 lutego 1882, pismem 
prezydjalnem przydzielony dogimn. samborskiego na II półr. 1881/82
		

/Magazyn_130_01_0081_0001.djvu

			65 


r. szk., z początkiem następnego roku wraca do gimn. IV i tu pełni 
obowiązki nauczycielskie aż do zamianowania go rzeczywistym naucz. 
w gimn. w Stanisławowie z początkiem r. szk. 1887/88. 
L u d k i e w i c z D a n i e l dr., prof. od początku istnienia gimn. 
IV, przeniesiony został do gimn. II re skr. rilinist. z 22 lutego 1883 r. 
L u d k i e w i c z S t a n i s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany 
zastępcą naucz. w gimn. IV z początkiem r. szk. 1901/02, przez jeden 
rok pełnił obowiązki nauczycielskie w tym zakładzie. 
L u t m a n R o m a n, naucz. z gimn. VIII, przeniesiony do gimn. IV 
z początkiem r. szk. 1921/22 - celem przygotowania się do doktoratu 
urlopowany - z tego powodu nie uczył w zakładzie. 
Ł a z a r s k i M i e c z y s ł a w dr., re skr. minist. z 17 września 
1885 r. przydzielony w charakterze profesora ze szkoły realnej w Sta- 
nisławowie do gimn. IV, uwolniony został od pełnienia służby rozporz. 
minist. z 15 października 1886 r. z powodu objęcia zastępczo katedry 
geometrji wykreślnej w lwowskiej szkole politechnicznej. W następnym 
roku mianowany został profesorem nadzwyczajnym Politechniki. 
Ł e m p i c k i Z y g m u n t dr., zast. naucz., przeniesiony z gimn. 
VI do IV z r. szk. 1911/12, w r. 1913/14 wrócił do gimn. VI. Obecnie 
jest prof. uniw. warszawskiego. 
Ł o m n i c k i M a r j a n, prof. gimn. IV od początku jego .stnie- 
nia, postanowieniem ces. z 30 listopada 1898 r. odznaczony tytułem 
radcy szk., przeszedł na emeryturę na własną prośbę z dniem 31 paź- 
dziernika 1904. jego wielką zasługą dla zakładu jest urządzenie gabinetu 
przyrodniczego i troska o jego cenne zbiory, które są do dziś chlubą 
gimnazjum. W uznaniu zasług cesarz nadał mu krzyż kawalerski orderu 
Franciszka józefa. 
Łuk a s i e w i c z A n t o n i, rzeczywisty naucz. w Stryju, otrzy- 
mał posadę naucz. w IV gimn. w r. szk. 1908/09 i zajmował ją do wy- 
buchu wojny światowej. Powołany do wojska austr., służył następnie 
w wojsku polskiem. Po wojnie w randze podpułkownika został prof. 
w lwowskiej szkole kadeckiej. 
Łuk i a n o w i c z D j o n i z y dr., prof. gimn. I - uczył od roku 
1921/22 jęz. ruskiego jako przedmiotu nadob. w IV gimn. do r. 1926. 
Ł y s z c z a r c z y k Wen a n t y ks. z zakonu braci mniejszych, 
mianowany pomocnikiem katechety z początkiem r: szk. 1902/03, zrezy- 
gnował z zajmowanej posady w marcu 1903 r. 
M a c i s z e w s k i M a u r y c y dr., prof., przeniesiony z Brzeżan 
re skr. min. z 22 lutego 1883 do gimn. IV, z początkiem r. szk. 1889/90 
mianowany został dyrektorem gimn. w Tarnopolu. 
M a c h n o w s k i D o m i n i k, egz. zast. naucz. od r. 1879/80 - 
we wrześniu 1882 r. przeniesiony został do gimn. złoczowskiego w cha- 
rakterze rzeczywistego nauczyciela. 
M a jer s kij a n, zast. naucz., przeniesiony z początkiem r. szk. 
1904/05 z I szkoły realnej do gimn. IV, po kilku latach 'porzucił zawód 
nauczycielski: znany był później jako tenor operowy. 
M a j e w s k i S t a n i s ł a w, zast. naucz., przeniesiony z Kołomyi 
do IV gimn. z początkiem r. szk. 1907/08, po kilkuletniej służbie naucz. 
. przeszedł do służby wojskowej, a następnie policyjnej. 


s
		

/Magazyn_130_01_0082_0001.djvu

			66 


M a l i n o w s k i T e o f i l, prof., na pierwszym etacie gimnazjum 
IV z r. 1879/80, mianowany re skr. 5 sierpnia 1880 r. zasL dyrektora 
gimnazjum złoczowskiego, a 28 września 1882 r. rzeczywistym dyrekto- 
rem w Złoczowie. 
M a ł a c z y ń s k i S t a n i s ł a w, zast. naucz., przeniesiony ze 
Stryja do oddziałów równorzędnych IV gimn., pełni tamże obowiązki 
naucz. od r. 1917, uzyskawszy dyplom do nauczania matematyki, fizyki 
i propedeutyki filoz. 
M a ł e c k i Ark a d j u s z, zast. naucz. w Stanisławowie, prze- 
niesiony do gimn. IV z początkiem r. szk. 1888/89, w II półr. następnego 
r. szk. przeniesiony został do gimn. w Kołomyi w tym samym charakte- 
rze służbowym. 
M a n u l a k j a n, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. z po- 
czątkiem r. szk. 1894/95, na r. następny przeniesiony został do Kołomyi. 
M a y k o w s k i S t a n i s ł a w, zast. naucz., przeniesiony został 
z początkiem r. szk. 1904/05 z gimn. nowosądeckiego do gimn. IV. Po 
złożeniu egzaminu naucz. został rzeczywistym naucz. w gimn. w Stani- 
sławowie. Obecnie jest prof. w II gimn. we Lwowie. W literaturze pię- 
knej współczesnej doby zajmuje miejsce wybitne. Razem z dr. 1- Ba- 
lickim wydał czytankę polską dla kI. I szkół śred. p. t. "Kraj lat dzie- 
cinnych" i dla kI. II "Będziem Polakami". . 
M a z a n o w s k i A n t o n i, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. w r. 1891 (sierpień), pełnił obowiązki w tym zakładzie 
do r. 1893.. mianowany w sierpniu 1893 r. rzeczywistym naucz. w Stryju. 
M a z a n o w s k i M i koł a j, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. reskr. z 5 listopada 1887, był naucz. zakładu do końca r. 1890/91, 
poczem przeniesiony został do Bochni w charakterze naucz. rzeczywistego. 
M a z u r j ó z e f, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
z początkiem r. szk. 1890/91 w gimn. IV, na swej pierwotnej posadzie 
pozostawał do końca roku szkolnego 1891/92, poczem przeniesiony 
został do Drohobycza. 
M a z u rek P a w e ł j a n dr., kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. z początkiem r. szk. 1902/03, pełnił w IV gimn. obowiązki naucz. 
do listopada 1905 r., przeniesiony w tym miesiącu do gimn. II. - Opu- 
ściwszy gimn. był dyrektorem szkoły rolniczej w Czernichowie. 
M e d y ń s k i A l e k s a n d e r, prof. z Tarnopola przeniesiony do 
oddziałów równorzędnych IV gimn. w r. 1918 - do chwili obecnej po- 
zostaje na tem stanowisku. (W latach 1923/24 - 1926/27 był dyr. za- 
kładów naukowych Z. Strzałkowskiej). 
M e y b a u m W a c ł a w dr., kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z r. szk. 1911/12, z r. szk. 1918/19 przeniesiony został 
do gimn. VI, następnie zaś do V. W gimn. IV uczył jeszcze w II półr. 
1922/23 r. szk., poczem przeniesiony został do gimn. Król. jadwigi. 
M i a n o w s k i T e o d o rdr., zast. naucz., przeniesiony z VI do 
IV gimnazjum z r. szk. 1908/09, pełnił obowiązki naucz. w tym zakładzie 
przez rok. Był po wojnie światowej dyr. gimn. w Toruniu, obecnie jest 
wizytatorem w okręgu szkol. wileńskim. 
M e l a n k o F i 10m e n, zast. naucz. gimn. V, przeniesiony do 
gimn. IV reskr. z 18 paźdz. 1899, pełnił funkcje naucz. w tym zakładzie
		

/Magazyn_130_01_0083_0001.djvu

			67 


do r. 1901, poczem na rok szk. 1901/02 przeniesiony został do Rzeszowa. 
Po złożeniu egzaminu naucz. uzyskał posadę stałą w Przemyślu, gdzie 
dopełnia dotychczas swoich lat słuźby w zawodzie naucz. 
M e r w i n E m i l, zast. naucz., przeniesiony z początkiem r. szk. 
1905/06 do IV gimn. ze Stanisławowa, po dwóch latach służby w tym 
zakładzie przeniesiony został do Kołomyi. 
M i c h a l s k i W ł a d y s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z początkiem l. szk. 1907/08, pełnił obowiązki naucz. 
zrazu w zakładzie głównym, następnie w oddziałach równorzędnych ; 
w sierpniu 1912 zrezygnował z posady. Obecnie "jest urzędnikiem w Banku 
przemysłowym. 
M i e s e s j ó z e f dr., kand. stanu naucz., mianowany zast. nalicz. 
reI. mojż. z początkiem r. szk. 1909/10, w r. 1912/13 przeniesiony został 
do Przemyśla. 
M i h u ł o w i c z jer z y dr., kand. stanu naucz., otrzymał posadę 
zast. naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1900/01, a po półrocznej 
służbie przeniesiony został do gimn. V. jest autorem podręczników mat. 
M i k u l i ń s k i K a z i m i e r z, zast. naucz., przeniesiony z Bu- 
czacza do IV gimn. z początkiem r. 1907/08, w roku następnym prze- 
niesiony znów został do II gimn. w Stanisławowie. 
M i l e w s k i H e n ryk uczył francuskiego jako przedmiotu 
nadobowiązkowego w r. 1900 i nast. 
M i r w i ń s kij a n dr., prof. semin. naucz. w Krośnie, przydzie- 
lony do oddziałów równorzędnych w r. 1918, po wypadkach wojen- 
nych w tym zakładzie nieczynny. 
M i s i o ł e k W i n c e n t y, egz. kand. stanu naucz., mianowany 
16 kwietnia 1886 bezpłatnym aplikantem, w roku zaś następnym zast. 
naucz., pełnił obowiązki naucz. w IV gimn. do końca r. szk. 1890/91. 
Dnia 24 czerwca 1891 mianowany został rzeczywistym naucz. w gimn. 
w Stanisławowie. 
M ł o d n i c k i M a r j a n, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1904/05, po roku przeniesiony 
do Brodów na posadę rzeczywistego nau
z. Obecnie jest prof. gimn. V. 
M ł o d z i a n o w s k i S t a n i s ł a w, zast. naucz. z Przemyśla, 
przeniesiony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1991/92, pełnił obowiązki 
naucz. w tym zakładzie przez dwa lata. 
M o l e n d a R o m a n, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. z początkiem r. szk. 1907/08, na II półr. tegoż roku prze- 
niesiony został do Ił gimn. w Stanisławowie. 
M o n c i e b o w i c z E u g e n j u s Z ks., rzeczywisty naucz. gimn. 
akademickiego, wstąpił do służby w gimn. IV, przydzielony reskr. z 19 
paźdz. 1915 'r. i do r. 1917/18 w tym zakładzie pełnił obowiązki kate- 
chety reI. gr.-kat. 
M o r d a w s k i S z y m o n, rzeczywisty naucz. w Stryju, przenie- 
siony do IV gimn. w r.1910/11 i tu stabilizowany, pełni w tym zakładzie 
obowiązki naucz. do chwili bieżącej i jest zawiadowcą bibljoteki naucz. 
i wypożyczalni książek niemieckich dla uczniów, opiekuje się Czerwo- 
nym krzyżem, kolonjami dla młodzieży i t. p. VI r. 1919/20 przydzielony 


S'
		

/Magazyn_130_01_0084_0001.djvu

			68 


jako referent do Rady Szkol. Kraj., po roku wrócił do zakładu. Znane 
są jego wydawnictwa książek niemieckich dla młodzieży. 
M o s s o c z y M i e c z y s ł a w, naucz. gimn. VII zajęty był czę- 
ściowo w gimn. IV w r. szk. 1922/23, poczem wrócił do gimn. VII. 
M r y c M i c h a łks., wicerektor semin. duchownego, w paździer- 
niku 1894 desygnowany na zastępstwo chorego katechety gr. kat., re skr. 
z 18 grudnia 1894 mianowany został zast. katechety w IV gimn. i pełnił 
obowiązki katechety do końca r. szk. 1894/95. 
M u d rak A n t o n i, zasL naucz., z Sambora przeniesiony do IV 
gimn. re skr. z 29 marca 1916 r., uzyskawszy dyplom naucz., do chwili 
obecnej pełni obowiązki naucz. w IV gimn. i jest pomocnikiem kance- 
laryjnym dyrekcji. W lutym 1925 r. mianowany został rzeczywistym 
(stałym) nauczycielem. 
M y s z u g a j ó z e f, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. (oddziały równorzędne) z II półr. r. szk. 1911/12, w r. 1913/14 
na urlopie z powodu choroby, po uruchomieniu szkoły w r. 1915/16 
nie zgłosił się do służby. 
N a c h a j s k i T o m a s z, zast. naucz., przeniesiony z początkiem 
r. szk. 1906/7 z gimi1. VI do IV, przez rok jeden uczył w tym zakładzie. 
N a l e waj k o G r z e g o r z, zast. naucz. w Przemyślu, przenie- 
siony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1887/88, w tym zakładzie po- 
zostawał do końca r. szk. 1888/89, poczem przeniesiony został w tym 
samym charakterze do gimn. akademickiego. \ 
N a ł ę c kiR u d o l f, naucz., z gimn. II przeniesiony do IV -ego 
z początkiem roku szkolnego 1921/22, na r. szk. 1924/25 przeniesiony 
został do Rohatyna. 
N a m y s ł j o a c h i m dr., kandydat stanu naucz., mianowany 
z r. 1910/11 zast. naucz. w IV gimn. (oddziały równorzędne), pełnił obo- 
wiązki naucz. do wybuchu wojny światowej. W r. 1915/16 bawił na 
urlopie - zajęty jako wizytator w okręgu szkol. w Poznaniu. Obecnie 
jest kuratorem poznańskiego okręgu szkolnego. 
N a wal a n y j u l j a n, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
IV gimn. (oddziały równorzędne), w r. szk. 1912/13 i 1913/14 - pełnił 
za urlopem obowiązki naucz. w gimn. pryw. w jaworowie. W r. 1915/16 
nie zgłosił się do służby (nieznany z miejsca pobytu). 
N e u b u r g E r a z m ks. prof., przeniesiony z Brzeżan jako naucz. 
reI. rz.-k. w r. 1884/85, po roku, otrzymawszy probostwo w Kozłowie, 
opuścił posadę katechety zakładu. 
N e u w i r t h H i p o l i t, zast. naucz., od 6 kwietnia 1884 r. pełnił 
przez rok obowiązki naucz. w gimn. IV. 
N i e m c z y k i e w i c z K o n s t a n ty, zast. naucz. II szkoły reaL, 
przydzielony był do nauki rysunków do oddziałów równorzędnych IV 
gimn. z r. szk. 1913/14 (II półr.). 
N i t t m a n Kar o l, zast. naucz. gimn. V, przeniesiony do gimn. IV 
z początkiem r. szk. 1895/96 uzyskał w r. 1897/98 posadę naucz. w se- 
minarjum naucz. męs. we Lwowie. Był następnie dyr. seminarjum naucz. 
w Czortkowie i żeńskiego we Lwowie, a po przejściu w stan spoczynku 
do r. 1926 seminarjum Z. Strzałkowskiej. 
N o g a j j ó z e f, kand. stanu naucz., mianowany na r. szk. 1886/7
		

/Magazyn_130_01_0085_0001.djvu

			, 


69 


zast. naucz. w gimn. IV, pełnił w tym zakładzie swe obowiązki do r. 
1889, poczem na r. szk. 1889/90 przeniesiony został w charakterze rze- 
czywistego naucz. do Tarnopola. Był następnie dyr. gimn. w Rzeszowie 
i gimn. V we Lwowie z tytułem radcy szkolnego. 
N o w a k P i o t r ks., mianowany zast. naucz. IV gimn. (oddziały 
równorzędne) z r. szk. 1911/12, pełnił obowiązki katechety w tym za- 
kładzie przez r. 1911/12. 
O g o n o w s k i A n t o n i, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. (oddziały równorzędne) z II półr. r. szk. 1911/12, 
uczył do wybuchu wojny światowej. W r. 1915/16 był na urlopie, zwol- 
niony ze służby wojskowej iako inwalida, na r. 1916/17 ponownie do 
wojska powołany. Obecnie w gimn. w Sokalu. 
O g o n o w s k i P i o t r, egz. zast. naucz. od r.1879/80, z r. szk. 
1885/86 przeniesiony został w tym samym charakterze do gimn. aka- 
demickiego we Lwowie. 
O z i ę b ł y F r a n c i s z e k, prof., przeniesiony z II półr. 1913/14 
r. szk. z Tarnopola do gimn. IV, urlopowany w r. 1918/19 jako członek 
Tym. Komisji Kządzącej, pełnił obowiązki naucz. w IV gimn. do 1 gru- 
dnia 1925 r. Z tym dniem przydzielony został do Kuratorjum Okr. szk. 
wołyńskiego celem pełnienia obowiązków wizytatora. Następnie był 
w r. 1926 wizytatorem szkół w okr.lwow., obecnie jest wizytatorem w Łodzi. 
p a c z o s a F r a n c i s z e k, prof., z II szkoły realnej przeniesiony 
do IV gimn. w r. szk. 1910/11, z rokiem 1911/12 przydzielony został do 
służby w Radzie Szkolnej okręgowej miejskiej, a w grudniu 1913 r. mia- 
nowany inspektorem szkolnym okręgowym. W czasie wojny światowej 
powołany do armji austr. - po wojnie przeniósł się do Bydgoszczy. 
W r. 1927 przeszedł w stan spoczynku i do kwietnia 1928 był dyrek- 
torem pryw. gimn. w Strzyżowie. 
p a l m s t e i n R o m a n, rzeczywisty naucz. gimn. IV od r. 1883/84 
a następnie prof., odznaczony tytułem radcy szkolnego, pełnił swe obo- 
wiązki zrazu w zakładzie głównym, następnie w oddziałach równorzę- 
dnych do chwili przejścia w zasłużony stan spoczynku - na własną 
prośbę t. j. do końca I półr. 1911/12 r. szk. "Prawdziwą chlubą i ozdobą" 
był zakładu - mówi o nim sprawozdanie dyrekcji z r. 1911/12. Z po- 
wodu małej pensji emerytalnei (austr.) pracuje obecnie w biurze ra- 
chunkowem magistratu lwowskiego. 
P a l u c h j ó z e f ks. dr., mianowany zast. katechety łac. z dn. 5/1 
1916 w gimn. IV, w r. 1919/20 naucz. rzeczywisty, uczył reI. w oddzia- 
łach równorzędnych do kwietnia 19.19 r., poczem przeszedł do semi- 
narjum naucz. męs. we Lwowie. 
P a n e k A n t o n i, kand. stanu naucz. od II półrocza 1896/97 mia- 
nowany zast. naucz. IV gimn., pełnił obowiązki naucz. wtem gimn. do 
końca r. szk. 1898/99, poczem przeniesiony został do Złoczowa. 
P a r y l a k P i o t r, prof. gimn. stanisławowskiego, przeniesiony 
do gimn. IV z początkiem r. szk. 1889/90, po utworzeniu gimn. pol- 
skiego T. S. L. w Cieszynie dyr. tegoż gimn., pozostawał nadal na etacie 
IV gimn. i w r. szk. 1899/900 otrzymał siódmą rangę służbową. W stan 
spoczynku został przeniesiony z końcem lipca 1901 r. Ceniony pedagog 
zostawił po sobie zbiór poezyj dla młodzieży p. t. "Z górnych chwil życia".
		

/Magazyn_130_01_0086_0001.djvu

			, 


70 


P e c h n i k A l e k s a n d e r ks. dr., profesor glmn. w Tarnowie, 
przeniesiony do IV gimn. z początkiem r. 1898/99, tu pełnił obowiązki 
naucz. do chwili przejścia w stan spoczyn)m z dniem 31 sierpnia 1907 r. 
Odznaczony godnością szambelana jego Swiątobliwości Piusa X, przez 
szereg lat był naczelnym redaktorem "Gazety Kościelnej". 
P e l c z a r s k i T a d e u s z, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1894/95, w r. następnym prze- 
niesiony został do jarosławia; do gimn. IV (oddziały równorzędne) 
wrócił w r. 1921 z tytułem profesora. 
P e ł e ń s kij ó z e f dr., naucz. gimn. ruskiego, przeniesiony do 
gimn. IV z początkiem r. 1925/26, z II półr. następnego r. szk. przenie- 
siony został do jarosławia. 
P e t e l e n z Kar o l dr., radca szkolny, dyr. stryjski, mianowany 
dyr. IV gimn. z początkiem r. szk. 1904/05, z dniem 1 września 1906 r. 
przeszedł na własną prośbę w stan spoczynku, aby otworzyć własne, 
prywatne, wzorowe gimn. W uznaniu długoletnich zasług na polu szkol- 
nictwa średniego otrzymał order żelaznej korony trzeciej klasy. Prze
 
długie lata były w użyciu jego podręczniki do nauki jęz. niem. 
P e t r y ń s k i L u d w i k, zast. naucz. gimn. V, przeniesiony do 
gimn. IV z początkiem II półr. r. szk. 1897/98, aby już z rokiem nastę- 
pnym przejść w tym samym charakterze do gimn. III. 
P e t z o l d E m i l dr., zasL naucz. gimn. II, przeniesiony w roku 
szk. 1900/01 do gimn. IV, otrzymał w r. szk. 1903/04 posadę rzeczywi- 
stego naucz. i w tern gimn. pełnił obowiązki naucz. do końca r. szk. 
1908/09, poczem przeniósł się do szkoły przemysłowej i tam dosłużył 
się pełnej emerytury. 
P i a s e c k i E u g e n j u s z dr. med., zast. naucz. w gimn. w Pod- 
górzu, mianowany z r. szk. 1899/900 rzecz. naucz. w IV gimn., w tym 
zakładzie udzielał porady lekarskiej i nauki gimnastyki do czasu wojny 
światowej. Po wojnie do gimn. IV nie wrócił, powołany na katedrę 
prof. uniw. poznańskiego, gdzie obecnie jest też dyrektorem państw. In- 
stytutu Wychowania Fizycznego. 
P i ą t e k j a n, kand. stanu naucz., zamianowany zastępcą naucz. 
w IV gimn. z początkiem r. szk. 1904/05, w r. nast. otrzymał posadę 
rzeczywistego naucz. w Stryju. Stąd przeniesiony do Lwowa pełnił obo- 
wiązki naucz. do czasu wojny światowej. Obecnie jest w Warszawie 
dyrektorem "Książnicy-Atlasu" i uczy w miejskiem gimnazjum. 
P i ą t k i e w i c z S t a n i s ł a w, prof. gimn. IV od początku istnie- 
nia zakładu, z r. 1890/91 mianowany zosta:ł dyrektorem gimn. w Przf'myślu. 
P i ą t k o w s kij ó z e f, naucz. kontraktowy gimn. VI, w tym 
samym charakterze przeniesiony został do gimn. IV na r. szk. 1927/28. 
P i kor S t e f a n, naucz. rysunków, z Brodów przeniesiony do 
oddziałów równorzędnych w r. 1919/20, uczy w tym zakładzie do chwili 
obecnej. (W r. 1924/25 był instruktorem nauki rysunków). 
P i l c h S t a n i s ł a w dr., kand. stanu naucz., mianowany zasl. 
naucz. w IV gimn. z r. 1910/11, w tym zakładzie uzyskał posadę rzecz. 
naucz. z początkiem r. 1912/13 i do chwili obecnej pełni swe obowiązki 
naucz. w gimn. IV, zatwierdzony w zawodzie z tytułem profesora w roku 
1917. Znane są jego podręczniki łacińskie, wydawane oddzielnie lub
		

/Magazyn_130_01_0087_0001.djvu

			71 


przy współpracy prof. J. Szczepańskiego, oraz szereg rozpraw o Tacycie 
i L p. zamieszczonych w "Eosie" , "Kwartalniku klas." i t. d. 
P i o t r o w i c z S t a n i s ł a w, zast. naucz., przeniesiony z gimn. 
w Samborze do gimn. IV (oddziały równorzędne) z r. szk. 1912/13, 
przed laty trzema powołany został na stanowisko wizytatora lwowsk. 
okręgu szk. Obecnie jest wizytatorem w Toruniu. 
p i z a r M i e c z y s ł a w ks., wikarjusz przy kościele św. Anny 
we Lwowie, mianowany z początkiem r. szk. 1899/900 zast. katechety 
reI. rzym.-kat., pełnił obowiązki katechety w gimn IV przez rok. 
p o c h m a r s k i B o l e s ł a w, naucz., przeniesiony na stałą po- 
sadę naucz. z II szkoły realnej do IV gimn. z początkiem r. szk. 1911/12, 
po roku otrzymał posadę stałą w gimn. VIII. Po wojnie przeniósł się 
do Krakowa, gdzie pracował poza obowiązkami naucz. w redakcji "No- 
wej Reformy". Obecnie jest posłem na sejm. 
P o d k o w i c z S t a n i s ł a w, zast. naucz. w I gimn. w Przemyślu, 
przydzielony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1901/02, pełnił obowiązki 
naucz. w tym zakładzie przez dwa lata, poczem przeniesiony został na 
r. szk. 1903/04 do gimn. II we Lwowie. . 
P o d l a c h a W ł a d y s ł a w dr., prof. szkoły realnej w Sniaty- 
nie, otrzymał posadę naucz. w IV gimn. z r. szk. 1908/09 (oddziały 
równorzędne). W latach 1913/14 i 1916/17 miał urlop dla studjów na- 
ukowych. Obecnie jest prof. uniw. lwowskiego. 
P o d o l i ń s k i W ł a d y s ł a w, naucz. gimn. II, w r. s7.k. 1924/25 
częściowo zajęty był w gimn. IV. 
P o d w y s z y ń s k i A d o l f, kandydat stanu naucz., mianowany 
zasL naucz. z początkiem r. szk. 1890/91, pełnił obowiązki naucz. w IV 
gimn. do r. 1896, przeniesiony następnie do -gimn. V we Lwowie na 
rok, poczem w r. szk. 1897/98 pełnił znowu obowiązki naucz. w gimn. 
IV. W r. następnym znów opuszcza gimn. IV, przeniesiony do Brodów. 
P o h l m a n n Z d z i s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zasL 
naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1905/06; po roku przeniesiony 
został do Sanoka. W 1917/18 zatrudniony był ponownie w gimn. IV, 
poczem w II półroczu przeniesiony został do Tarnopola. Obecnie jest 
nauczycielem w Weyherowie. 
P o h o r e c k i O n u f r y, naucz. z gimn. król. jadwigi, przenie- 
siony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1921122, w listopadzie tegoż 
roku przeniesiony został do gimn. IX. 
P o l a ń s k i A m b r o ż y ks., zast. katechety dla nauki religji 
gr.-kat. od 31 paź dz. 1883 pełnił swe funkcje do 1 paźdz. 1890 r. L j. 
do chwili mianowania go rzeczywistym naucz. reI. grecko-katolickiej 
w gimnazjum w Drohobyczu, 
P o l a ń s k i O r e s t, zasL naucz., przeniesiony z gimn. w Bochni 
do gimn. IV (oddziały równorzędne) z r. 1912/13, w r. nasL (1913/14) 
zajęty w zakładzie głównym, służył w tym zakładzie do wybuchu wojny 
światowej. Powołany do wojska, do gimn. IV już nie wrócił, zwolniony 
. z obowiązków naucz. w tym zakładzie z dniem 1 września 1919 r. 
P o l i ń s kij ó z e f uczył nadobowiązkowo stenografji w latach 
1880 i następnych. Znany jest jego podręcznik do nauki stenografji.
		

/Magazyn_130_01_0088_0001.djvu

			72 


p o p i e l B r o n i s ł a w, zast. naucz. w Rzeszowie, przemeslOny 
został do gimn. IV z II półr. r. szk. 1898/99 i tu przez rok pełnił obo- 
wiązki nauczycielskie. 
p o s t e l P a w e ł, prof. szkoły realnej, uczył jęz. francuskiego 
w r. 1900/01 i następnych. 
p r o c y k A n d r z e j, zasL naucz. w jarosławiu, przeniesiony 
do gimn. IV re skr. z 28 grudnia 1895, w r. szk. 1896/97 uzyskał posadę 
rzeczywistego naucz. w szkole realnej w Tarnopolu. 
p r o rok B o l e s ł a w, zasL naucz., przeniesiony z początkiem 
r. szk. 1910/11 z gimn. V do IV (oddziały równorzędne), w r. 1912/13 
przeniesiony został do Podgórza. 
p r z e ź d z i e c k i S t a n i s ł a w, b. zast. naucz. w gimn. w Czer- 
niowcach, od 1 września wprowadzony w czynności naucz. w IV gimn. 
jako naucz. rzeczywisty - pełni do chwili obecnej obowiązki naucz. 
w tym zakładzie, jest zawiadowcą zbiorów hi st.-geogr. i opiekunem 
orkiestr gimnazjalnych. 
P u c h e w i c z W ł a d y s ł a w, zast. naucz. gimn. III w Krako- 
wie, przeniesiony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1892/93, przesunięty 
został stąd do Stanisławowa na r. szk. 1893/94. 
R a c h l e w i c z B o l e s ł a w, kandyd. stanu naucz., mianowany 
zast. naucz. z początkiem r. szk. 1902/03, z II półr. tegoż roku szkolno 
przeniesiony został z gimn. IV do III. 
R a c h wał S t a n i s ł a w dr., zast. naucz., przeniesiony z gimn. VI 
do IV z początkiem r. szk. 1908/09, pełnił obowiązki naucz. w tym za- 
kładzie przez rok. Obecnie jest kustoszem w Archiwum miejskiem. 
R a d e c k i A l e k s a n d e r, zast. naucz. od początku istnienia 
IV gimn. (r. 1879/80), do końca I półr. r. szk. 1886/87 był zajęty w gimn. 
IV, poczem przeniesiony został do Stryja. 
R a d n i c k i Z y g m u n t, kontraktowy naucz. rysunków VIIl gimn. 
w Krakowie, przeniesiony do gimn. IV z r. szk. 1923/24, ustanowiony 
naucz. z określeniem stanowiska z dniem 1 lutego 1925, pełni obowiązki 
naucz. w tym zakładzie do chwili bieżącej z przerwą w r. szk. 1925/26 
(wyjazd dla studjów do Paryża). Ponadto pracuje jako artysta-malarz, 
znany w szerokich kołach artystycznych w Polsce i zagranicą. Aulę 
gimn. IV zdobi portret Długosza jego pendzla. . 
Raj e w s kiJ a n dr., zast. naucz., od września 1883 r. pełnił 
o bowiązki naucz. w IV gimn. do 1 marca 1889, poczem przeniesiony 
został do gimn. II we Lwowie. 
R a w e r Kar o l, prof. gimn. III, przeniesiony do gimn. IV z po- 
czątkiem r. szk. 1898/99 w celu objęcia pedagogiczno-dydaktycznego 
kierownictwa ośmiu klas równorzędnych. W r. 1901 z powodu choroby 
uzyskał urlop dla poratowania zdrowia, a z początkiem września 1903 
przeszedł w stan spoczynku. Wnet potem zmarł. 
R a t a j M a c i e j, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. z początkiem r. szk. 1908/9, nie objął obowiązków służbo- 
wych w gimn. IV lecz VI. Uczeń to IV gimn., który w poprzednim sej- 
mie piastował godność marszałka, a w obecnym jest posłem. 
Ręb a c z S t a n i s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. na początku r. szk. 1889/90, w r. następnym przeniesiony został
		

/Magazyn_130_01_0089_0001.djvu

			73 


w tym samym charakterze do Kołomyi. Był następnie dyr. I szkoły re- 
alnej we Lwowie i pełnił funkcje inspektora krajowego. 
R e i s s j Ó z e f, zast. naucz., z Sanoka został przeniesiony do 
gimnazjum IV z początkiem r. szk. 1902/03, w październiku jednak 1902 r. 
zrzekł się posady. 
R i c h t e r I z y d o r ks., mianowany zasL katechety rz.-k. religji 
w oddziałach równorzędnych IV gimn. z r. szk. 1913/14, powołany na- 
stępnie do wojska jako kapelan, nie pełnił już służby w r. 1915/16. 
Obecnie jest katechetą szkoły powsz. św. Anny. 
R o g a l a Woj c i e c h dr., kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z początkiem r. 1908/9, z r. szk. 1911/12 przeniesiony 
został do filji gimn. VIII. Obecnie jest prof. uniwersytetu lwowskiego. 
R o m a ń s k i S t a n i s ł a w, kand. stanu. naucz., mianowany zast. 
naucz. z dniem 1 marca 1889 r., w r. następnym przeniesiony został do 
Sambora. Następnie uzyskał stałą posadę w Stryju i stąd z początkiem 
r. szk. 1896/7 przeniesiony został jako prof. do gimn. IV. Obowiązki 
naucz. w tym zakładzie pełnił do chwili spensjonowania się z powodu 
poważnej choroby t. j. do końca r. szk. 1910/11. 
R o m a ń s k i W i k t o r, zast. naucz., z początkiem r. szk. 1903/04 
przeniesiony z Jarosławia do IV gimn., pozostaje w tym zakładzie do 
r.1910/11. W tym roku objął posadę rzeczywistego naucz. w gimn. w ja- 
rosławiu i tam uzyskał tytuł profesora ze stabilizacją. W czasie wojny 
jako oficer rezerw. pełnił służbę przy intendanturze austr., następnie 
polskiej i obecnie jest pułkownikiem prowiantowym i kierownikiem 
szkoły intendenckiej w Warszawie. 
R o s e n f e l d E d w i n, mianowany zast. naucz. w oddziałach 
równorzędnych IV gimn. z r. szk. 1913/14; w r. 1916 przeniesiony został 
do gimnazjum VII. 
R o s s M i c h a ł, zast. naucz., przeniesiony z VI do IV gimn. z r. 
szk. 1908/9, zmarł 26 lipca 1914 - w czynnej służbie. 
R o s s o w s k i F e l i k s, naucz. gimn. IX, zajęty był częściowo 
w gimn. IV w II półr. r. szk. 1922/23. 
R o s s o w s k i S t a n i s ł a w uczył w r. 1918/19 rysunków i ka- 
ligrafji w oddziałach równorzędnych. 
R o s s o w s k i S t a n i s ł a w, kand. stanu naucz., inianowany 
zast. naucz. z początkiem r. szk. 1902/03 w gimn. IV, uczył w tym za- 
kładzie do r. 1904. Następnie poświęcił się dziennikarstwu i pracy lite- 
rackiej, oraz opracowaniu czytanek dla szkół powszechnych. 
R o z m u s A n t o n i, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. z początkiem r. szk. 1906/7, pełnił obowiązki naucz. w od- 
działach równorzędnych przez trzy lata. 
R o z u m k i e w i c z j Ó z e f, zast. naucz., przeniesiony z Brzeżan 
do IV gimn. z początkiem r. szk. 1907/08, w roku następnym przenie- 
siony do Brzeżan, po uzyskaniu pełnych kwalifikacyj zawodowych uzy- 
skał posadę naucz. w Złoczowie. W czasie wojny światowej (listopad 
1915) zgłosił się do służby w gimn. IV i tu pełnił obowiązki naucz. 
przyrody i zawiadowcy gabinetu przyrod. do chwili śmierci t. j. do 12 
sierpnia 1924 roku.
		

/Magazyn_130_01_0090_0001.djvu

			74 


Róż y c k i M i e c z y s ł a w, naucz., uczył w oddziałach równo- 
rzędnych od r. 1919/20. Do gimn. VIII przeniesiony został w r. 1923. 
R u d n i c k i L e o n, prof. gimn. w Tarnopolu, z początkiem II 
półr. r. szk. 1889/90 przeniesiony do IV gimn., pełnił w tym zakładzie 
obowiązki nauczycielskie do roku 1894/95, przeniesiony następnie do 
gimnazjum I we Lwowie. 
R u f f e r j ó z e f, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. IV 
gimn. z początkiem r. 1901/02, uczył w tym zakładzie przez rok. 
R u t k o w s k i A l e k s a n d e r, zast. naucz., przeniesiony z gimn. V 
do IV (oddziały równorzędne) z początkiem r. szk. 1910/11, pełnił obo- 
wiązki naucz. w tym zakładzie do r. 1914 t. j. do chwili przeniesienia 
go do gimn. VIII-ego. (W r. szk. 1913/14 - I półr. był na urlopie z po- 
wodu choroby). Po wojnie poświęcił się służbie politycznej. 
R u t k o w s k i Kar o l, asystent rysunków I szk. real. przenie- 
siony do IV gimn. (oddziały równorzędne) z r. szk. 1912/13 w charak- 
terze zast. naucz., pełnił tamże obowiązki naucz. do wybuchu wojny 
światowej. (W II półr. r. szk. 1913/14 na urlopie). Po wojnie był naucz. 
w lwow. szkole kadeckiej w randze majora W. P., następnie prof. gimn. 
IX. Z dniem 1 września 1925 przeniesiony do gimn. IV uczył rysunków 
i robót ręcznych w tym zakładzie przez r. szk. 1925/26, poczem uzyskał 
posadę naucz. w gimn III, gdzie dotąd pełni funkcje naucz., zajmując 
się równocześnie studjum malarskiem. 
R y b a r s kij a n, naucz. rzeczywisty gimn. VI, poprzednio zajęty 
w Kuratorjum lwow., przydzielony był do pełnienia obowiązków naucz. 
w gimnazjum IV na czas II półrocza 1926/27, poczem przeniesiony zo- 
stał do Tarnopola. 
R y b c z y ń s k i W i t o l d dr., kand. stanu naucz., mianowany zasL 
naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1903/04, na rok następny prze- 
niesiony został do I szkoły realnej, a po złożeniu egzaminu nauczyciel. 
uzyskaJ posadę rzeczywistego naucz. w szkole realnej w Krośnie. Stąd 
przydzielony został do służby w IV gimn. na r. szk. 1907/08, a w r. 
1912/13 w tym zakładzie, w oddziałach równorzędnych stabilizowany, 
po uruchomieniu szkół w r. 1915/16 i nast. pełnił obowiązki nauczy- 
cielskie w Tarnowie. 
R y g i e l j a n, zasL naucz. IV gimn., od r. 1879/80 re skr. minist. 
z 13 listopada 1886 mianowany został rzeczywistym naucz. w gimn. rze- 
szowskiem, ale pełnił obowiązki w gimn. IV do końca r. szk. 1886/87. 
R z e p i ń s k i S t a n i s ł a w, mial\owany zast. naucz. IV gimn. 20 
września 1885, pełnił obowią2:ki naucz. w tym zakładzie do końca r. szk. 
1890/91, poczem mianowany zbstał rzeczywistym naucz. w Wadowicach. 
Był następnie kolejno dyr. gimn. w N. Sączu, inspektorem krajowym 
szkół i wizytatorem krakowskiego okr. szkol. 
S c h e c h t e l R u d o l f, zast. naucz. od 6 kwietnia 1884 r. z obo- 
wiązkiem udzielania nauki w połowie przepisanych godzin, następnie 
z pełną liczbą godzin pełnił obowiązki naucz. do końca r. szk. 1886/87 
w gimn. IV, przeniesiony następnie do szkoły realnej w jarosławiu. 
S c h i r m e r E d war d, prof. gimn. w Stryju, przeniesiony do IV 
gimn. z początkiem r. szk. 1900/901, pełnił obowiązki naucz. do r. 1903, 
mianowany w tymże roku dyr. gimn. w Brodach. Następnie był dyr.
		

/Magazyn_130_01_0091_0001.djvu

			75 


gimnazjum VIł we Lwowie do końca roku 1927/28, poczem z tytułem 
radcy szkolnego przeszedł w stan spoczynku. 
S c h l i n g l e r E r w i n, zast. naucz., przeniesiony z początkiem 
r. szk. 1904/05 z gimn. rzeszowskiego do gimn. IV, w roku 1907 prze- 
niesiony został do Kołomyi. Później był prof. w Drohobyczu, obecnie 
jest dyr. gimn. w Wągrowcu, w Poznańskiem. 
S c hn ei b er g W łady sł a w, kand. stanu naucz., mianowany 
zast. naucz. w gimn. IV w ciągu II półr. 1891/02, pełnił obowiązki naucz. 
w tym zakładzie do końca r. szk. 1903/04, poczem przeniesiony został 
do gimnazjum rzeszowskiego. 
S c h n e i d e r L u d w i k, kand. stanu naucz., mianowany zastępcą 
naucz. w IV giI1Jn. z początkiem r. szk. 1902/03, pełnił obowiązki w tym 
zakładzie do końca r. szk. 1903/04, przeniesiony w r. następnym na po- 
sadę rzeczywistego naucz. do Złoczowa. Później przeniesiony do Lwowa 
jest do chwili obecnej prof. I państw. gimn. im. M. Kopernika. Pracuje 
wydatnie w ewangelickiej gminie i w związku Niemców-kolonistów. 
S c h n e i d e r Z y g m u n t, egzam. kand. stanu naucz., we wrześniu 
1887 mianowany bezpłatnym aplikantem, a na r. szk. 1888/90 zastępcą 
naucz. w gimnazjum IV, przeniesiony został po roku do gimnazjum III 
w tym samym charakterze. 
S c h o n h u b e r A n t o n i, zast. naucz., przeniesiony z gimn. II do 
IV z początkiem r. szk. 1912/13, w tym samym r. szk. wrócił do gimn. II. 
S c h r e i b e r M i e c z y s ł a w, kand. stanu naucz., zamianowany 
zast. naucz. IV gimn. z początkiem r. szk. 1904/05, stąd przeniesiony 
został w r. szk. 1906/07 do Stanisławowa. 
S c h r e i b e r W i t o ł d, zast. naucz. gimn. I w Przemyślu, przenie- 
siony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1899/900, po roku otrzymał po- 
sadę rzeczywistego naucz. w Tarnopolu - poczem, poświęciwszy się 
studjom medycznym, porzucił zawód nauczycielski. 
S c h r o e d e r A r t u r, zast. naucz., przeniesiony z filji VII gimn. 
do gimn. IV z r. 1908/09, zrezygnował ze służby w zawodzie naucz. 
w r. 1910/11, poświęciwszy się pracy tłziennikarskiej i literackiej. Był 
też przez pewien czas sekretarzem teatrów miejskich we Lwowie; obecnie 
w Krakowie jest sekretarzem Tow. sztuk pięknych. 
S c h u t t e r a O t t o, zast. naucz., przeniesiony z II do IV gimn. 
z początkiem II półr. r. szk. 1909/10 (zakład główny), po roku przesu- 
nięty do oddziałów równorzędnych - do chwili obecnej zajęty jest 
w tym zakładzie. (W r. 1915/16 i nast. pełnił służbę wojskową). Od 
r. 1924 jest nauczycielem rzeczywistym. 
S e i d m a n n N a c h m a n dr., egz. zasL naucz. religji mojż., uczył 
w oddziałach równorzędnych w II półr. 1916/17 i w r. 1917/18. 
S e i d l M i e c z y s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. z r. szk. 1906/07, na r. 1916/17 otrzymał urlop celem peł- 
nienia obowiązków naucz. w pryw. gimn. w Zakopanem, przedłużony 
na r. 1917/18 i 1918/19. W tym ostatnim roku został naucz. rzeczyw. 
W gimn. IV uczył do r. 1920, w którym przeniósł się do Bydgoszczy. 
Seifert Zdeńko Władysław, kand. stanu naucz., mianowany 
zast. naucz. z początkiem r. szk. 1902/03, pełnił w IV gimn. obowiązki 
nauczycielskie przez rok.
		

/Magazyn_130_01_0092_0001.djvu

			76 


S e r w a c k i M a r c i n ks., pomocnik katechety łac. od 28 lipca 
1882 do końca r. szkolnego 1884/85, zwolniony z powodu otrzymania 
probostwa w Malechowie. 
S i a t e c k i K a z i m i e r z dr., zasL naucz., z Tarnowa przeniesiony 
do IV gimn. z początkiem r. szk. 1900/01, pełnił przez rok obowiązki 
nauczyciela w tym zakładzie. 
S i e k i e r s k i B r o n i s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1905/06, w r. 1910/11 otrzymał 
posadę rzecz. naucz. w gimn. I w Stanisławowie. 
S i e n i c k i A n t o n i, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. reskr. z 6 marca 1890 r., z posady zrezygnował z powodu 
choroby. Do gimn. IV przeniesiony został następnie j?ko zast. naucz. 
w Samborze reskr. z 30 grudnia 1895, a z r. 1898/99 uzyskał posadę 
rzeczywistego naucz. równorzędnych klas ruskich w gimn. kołomyjskiem. 
S i l n i c k i T a d e u s z, kand. stanu naucz., zamianowany zast. naucz. 
w IV gimn. w r. 1913/14 z II półr. tegoż roku, po wojnie światowej 
objął obowiązki służbowe w gimn. VII. 
S i w a k M i c h a ł, naucz. I gimn. w Kołomyi, przeniesiony do IV 
gimn. z początkiem r. szk. 1901/02, w r. 1907/08 otrzymał posadę naucz. 
w Tarnopolu z równoczesnem kierownictwem filji gimn. Gdy ta prze- 
mieniona została w osobne II gimn., został dyrektorem tego zakładu. 
Następnie został inspektorem krajowym szkół powsz. przy Radzie Szk. 
Kraj., a gdy tworzyło się polskie ministerstwo wyznań religijno i ośw. 
publicznego, otrzymał posadę ministerjalnego wizytatora. Na tern stano- 
wisku do chwili obecnej pozostaje. Znane i cenione są jego podrę- 
czniki geografji. 
S kał k o w s k i A d a m dr., kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. z r. szk. 1908/09 w IV gimn., po roku opuścił zajmowane stano- 
wisko, poświęcając się studjom naukowym. Obecnie jest profesorem 
uniwersytetu w Poznaniu. 
S kar b i ń s k i E d m u n d, kand. stanu naucz., mianowany zastępcą 
naucz. IV gimn. z początkiem r. szk. 1906/07, po roku służby w tym 
zakładzie przeniesiony został do filji gimn. V. Do IV gimn. wrócił w r. 
1911/12 na stałą posadę n.auczycielską. Od r. 1921 jest na urlopie jako 
dyr. pryw. gimn. im. Słowackiego. 
Ska r b i ń s k i W łady sł a w dr., prof. gimn. V we Lwowie, zajęty 
w Poznaniu, w r. 1923/24 przeniesiony został do gimn. IV. Po ro
u 
opuścił gimn. IV, przenosząc się ponownie do gimnazjum im. Marcin- 
kowskiego do Poznania, gdzie dotychczas pełni obowiązki nauczycielskie. 
S kor n y T a d e u s z ks., mianowany zast. katechety reI. rz. kat. 
z początkiem r. szk. 1909/10, zmarł 5 grudnia 1915 r. 
S k ó r s k i Z y g m u n t, kand. stanu naucz., w grudniu 1900 r. mia- 
nowany zast. naucz. dla klas równorzędnych IV gimn., w r. następnym 
(1901/02) przeniesiony został do gimnazjum V. Obecnie jest dyrektorem 
gimnazjum I w Przemyślu. 
S k u l s kiR y s z a r d dr., prof. gimn. IlI, przydzielony a następnie 
przeniesiony do gimn. IV, uczy w tym zakładzie do chwili obecnej 
od grudnia 1924 roku. jest sekretarzem Tow. Lit. im. A. Mickiewicza.
		

/Magazyn_130_01_0093_0001.djvu

			77 


S k u p n i e w i c z j Ó z e f, jako prof. przemeslony z gimn. stanisła- 
wowskiego reskr. min. z 4 sierpnia 1882 do IV gimn., tu pełnił obo- 
wiązki naucz. do r. 1890/91 i stąd poszedł na posadę dyr. gimn. w Ko- 
łomyi, gdzie po wysłużeniu pełnych lat służby przeszedł w stan spoczynku, 
ceniony jako znakomity dyrektor i pedagog, wytrawny znawca szkol- 
nictwa średniego i dzielny administrator. Na emeryturze osiadł we 
Lwowie i tu zmarł w 1927 r. 
S k war c z y ń s k i A d a m, zasL naucz. w gimn. VII, przeniesiony 
do oddziałów równorzędnych gimn. IV z r. szk. 1913/14, w roku na- 
stępnym wstąpił do Legjonów. 
S k war c z y ń s k i Kar o l, zasL naucz. szkoły realnej we Lwowie, 
który w IV gimn. już w r. 1881 uczył rysunków jako przedmiotu nad- 
obowiązkowego, z r. szk. 1892/93 przeniesiony został do IV gimn. i stąd 
odszedł do Rzeszowa mianowany nauczycielem szkoły ćwiczeń przy 
tamtejszem seminarjum naucz. z końcem r. szk. 1892/93. 
S ł o t w i ń s kij ó z e f, prof. gimn. w Sanoku, przeniesiony do IV 
gimn. reskr. min. z 21 sierpnia 1891, pełnił obowiązki naucz. w tym za- 
kładzie do końca r. szk. 1898/99, poczem mianowany został dyrektorem 
gimnazjum w jaśle. 
S m a l S z y m o n, kand. stanu naucz., mianowany zast. nauczyciela 
z początkiem r. szk. 1889/90, pełnił obowiązki naucz. w IV gimn. do r. 
szk. 1894/95, poczem przeniesiony został do Tarnopola. 
Sokołowski Franciszek dr. - uczył w oddziałach równo- 
rzędnych w r. szk. 1917/18 i 1918/19. 
S o l e c k i L e o n a r d ks., zast. katechety łac. w r. 1880, później 
kanonik i proboszcz brzeżański, z powodu choroby na własną prośbę 
zwolniony od obowiązków służbowych 14 maja 1881 r. 
S o m o g y i E m e ryk, zasL naucz., przeniesiony z gimn. VIII do 
IV z początkiem r. szk. 1912/13, w II półr. przeniesiony został ponownie 
do Kęt do seminarjum nauczycielskiego. 
Sośnicki Kazimierz dr., od 1 grudnia 1917 przydzielony 
z gimn. w Sanoku do oddziałów równorzędnych, na r. 1918 przenie- 
siony do gimn. VI. Obecnie jest naczelnikiem wydziału szkół średnich 
w Kuratorjum lwowskiem. 
S p u l n i c k i M i c h a ł, zast. naucz., przeniesiony do IV gimn. z Ko- 
łomyi z początkiem r. szk. 1906/07, w II półr. roku szk. 1908/09 przenie- 
siony znów został do gimn. VI, a stąd na rok 1910/11 ponownie do 
gim.n. IV (oddziały równorzędne). W r. 1912/13 pełnił obowiązki naucz. 
w Zółkwi, a stałą posadę otrzymał w Kołomyi i tam dotychczas jest 
profesorem gimnazjum polskiego. 
S r o c z y ń s kij ó z e f, prof. I gimn. w Stanisławowie, przydzie- 
lony był do oddziałów równorzędnych w r. 1918. 
S t a c h u r W ł o d z i m i e r z, z Sambora do oddziałów równorzęd- 
nych przydzielony, uczył w r. 1918/19 w tym zakładzie. 
S t a n e c k i Z d z i s ł a w, kand. stanu naucz., zamianowany zasL 
naucz. z początkiem r. szk. 1891/92, zwolniony został ze służby na własną 
prośbę z początkiem r. szk. 1894/95, w roku następnym ponownie mia- 
nowany, opuścił wkrótce zawód nauczycielski, poświęcając się studjom 
elektrotechnicznym.
		

/Magazyn_130_01_0094_0001.djvu

			78 


S t a r z y ń s k i E. u s t a c h y Kar o l dr., kand. stanu naucz., miano- 
wany zastępcą naucz. w oddziałach równorzędnych IV gimnazjum reskr. 
z 24 października 1898, w styczniu tegoż roku szk. (1898/99) uwolniony 
został od obowiązków służbowych. 
S t e ć k o w M a r j a n, zast. naucz., ze Stanisławowa przeniesiony 
do IV gimn. (oddziały równorzędne) z r. szk. 1909/10, w r. 1913/14 za 
urlopem pełnił obowiązki naucz. w pryw. szkole handlowej we Lwowie. 
Od r. 1917 jest nauczycielem rzeczywistym. 
S t e f a n o w i c z A n t o n i uczył rysunków (nadob.) w r. 1883/84. 
S t ę P i e ń W ł o d z i m i e r z, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. z początkiem r. szk. 1889/90, z gimn. IV przeniesiony został do 
Brodów na II półr. r. szk. 1892/93. Wróciwszy zczasem do Lwowa do 
gimn. V, stąd przeniesiony został znowu do gimn. IV z początkiem roku 
szk. 1899/900, a w roku szkolnym 1900/901 do jarosławia. Stałą posadę 
zajął w Złoczowie. 
S t o j a n o w s kij ó z e f, zasL naucz., przeniesiony z gimn. III 
do IV z r. szk. 1912/13 (oddziały równorzędne), po roku przesunięty 
został do gimnazjum VII. 
S t r u s i ń s k i W i k t o r, zast. naucz., przeniesiony z gimn. V 
do IV z początkiem r. szk. 1907/08, pełnił obowiązki naucz. w tym za- 
kładzie do końca r. 1912/13. W sierpniu 1913 r. wystąpił z zawodu 
naucz. i przeniósł się do Warszawy, gdzie wkrótce potem zmarł. 
S t r u t y ń s k i E d war d, zast. naucz. od 6 kwietnia 1884 r. - 
na II półrocze r. szk. 1889/90 przeniesiony został w tym samym cha- 
rakterze do Tarnopola. 
S t r u t y ń s k i K a z i m i e r z, prof. gimn. w Kołomyi, przenie- 
siony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1909/10, pełni swe obowiązki 
w tym zakładzie do chwili obecnej z przerwą w czasie wojny świa- 
towej, gdy jako oficer rezerwy najpierw w wojsku austr. a następnie 
polskiem (w randze kapitana) pełnił służbę wojskową. jest zawiadowcą 
gabinetu fizykalnego. Znane są jego podręczniki matematyki. 
S t r y c h a r s k i I g n a c y, rzeczywisty naucz., z Przemyśla prze- 
niesiony do IV gimn. z r. szk. 1911/12, uczył w tym zakładzie do czasu 
wybuchu wojny światowej. Powołany do służby wojskowej odbywał ją 
w wojsku austr., następnie polskiem. W r. 1921 powrócił do zakładu, 
lecz na r. 1925/26 przeniósł się do Warszawy, gdzie,jest prof. w państw. 
gimn. im. A. Mickiewicza. Z prof. Sto Hubertem wydał on "Wypisy 
przyrodnicze", tłumaczył prozę włoską XIX w. w wyjątkach charakte- 
rystycznych, opracował słownik do Trylogji Sienkiewicza i t. p. 
S t r z e l e c k i A n t o n i, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. z początkiem r. szk. 1893/94, w grudniu zrezygnował z zajmo- 
wanej posady. Mianowany później zasL naucz. w gimn. III, w II półr. 
r. szk. 1898/99 przeniesiony został do służby w gimn. IV, lecz reskr. 
z 5 czerwca 1899 został zwolniony ze służby. 
S u c h c i t z W ł a d y s ł a w, zast. naucz., z gimn. w Brodach, 
przeniesiony został do oddziałów równorzędnych IV gimnazjum na rok 
szkolny 1913/14. 
S z c z e p a ń s kij a n, kand. stanu naucz., mianowany zastępcą 
naucz. w IV gimn. na II półr. r. szk. 1897/98, po roku t. j. z II półr.
		

/Magazyn_130_01_0095_0001.djvu

			79 


r. szk. 1898/99 przemeslOny do gimn. III. Do gimn. IV wrócił jako prof. 
przeniesiony ze Złoczowa z początkiem r. szk. 1907/8 i do tej chwili 
w tym zakładzie pełni obowiązki naucz. Przez szereg lat był dyrektorem 
gimn. O. Filippi i S. S. Nazaretanek, oraz pomocnikiem kancelaryjnym 
dyrekcji. jest lektorem j. łacińskiego na uniwersytecie lwowskim 
i zawiadowcą gabinetu archeologicznego. jest też członkiem Rady 
kwalifikacyjnej w Kuratorjum lwowskiem i Komisji dyplomowej. Wydał 
szereg podręczników szkol., między niemi "Kulturę klasyczną w zarysie". 
S z c z e r b a ń s k i M i koł a j, zast. naucz., przeniesiony z gimn. 
VI do IV (oddziały równorzędne) z początkiem r. szk. 1910/11, (w r. 
1913/14 na urlopie z powodu choroby), w r. 1920/21 pełnił obowiązki 
referenta w Kuratorjum Lwow. Okr. Szkol., poczem na r. 1921/22 wrócił 
do gimn. IV i tu mianowany został naucz. rzeczywistym z dniem 1 lu- 
tego 1925 r. Na r. szk. 1927/28 przydzielony został za własną zgodą do 
gimn. VI. (W r. 1915/16 i 1916/17 był na urlopie, w czasie którego peł- 
nił obowiązki naucz. w Poznaniu). 
S z e l ą g o w s k i A d a m, zast. naucz. gimn. III, z początkiem 
r. szk. 1898/99 przeniesiony do gimn. IV, z rokiem 1900/901 przesunięty 
został do jarosławia. Obecnie jest prof. historji na lwow. uniwersytecie. 
S z m y d F r a n c i s z e k, kand. stanu naucz., mianowany zastępcą 
naucz. z r. szk. 1918/19 w gimn. IV, dotychczas w tym zakładzie pra- 
cuje, uzyskawszy dyplom nauczycielski. Warsztat introligatorski rozwija 
się pod jego opieką. 
S z m y d G e r a r d dr. ks., przeniesiony z gimn. V i zamianowany 
katechetą w IV gimn. z dniem 1 września 1917, tu w zawodzie naucz. 
zatwierdzony z tytułem profesora, do chwili obecnej w IV gimn. spełnia 
swe funkcje katechety i prowadzi Kółko Marjańskie przez siebie 
założone. jest on ponadto prezesem Zarządu Oddziału lwow. Związku 
Harcerstwa Polskiego i autorem szeregu podręczników (śpiewnika, litur- 
giki i t. d.). Odznaczony najwyższemi odznaczeniami harcerskiemi i zło- 
tym krzyżem zasługi. 
S z rąb a M a r c i n, zastępca naucz. w Rzeszowie, przeniesiony do 
gimn. IV z początkiem r. szk. 1887/88, z końcem półrocza tego roku 
ponownie przeniesiony został do szkoły realnej we Lwowie. 
S z u c h i e w i c z W ł o d z i m i e r z, egz. zast. naucz. od początku 
istnienia gimn. IV, który obok swoich przedmiotów uczył także w za- 
kładzie jęz. ruskiego jako przedmiotu nadobowiązkowego, pełnił obo- 
wiązki służbowe do r. 1889. W tym dopiero roku mianowany został 
rzeczywistym nauczycielem w wyższej szkole realnej we Lwowie. 
S z u j s k i W ł a d y s ł a w, zast. naucz., przeniesiony ze Stanisła- 
wowa na r. szk. 1907/08 do IV gimn., w tym zakładzie uczył do roku 
1909. Na r. 1909/10 przesunięty został do gimn. III, którego obecnie 
jest profesorem i kierownikiem. Od szeregu lat jest on dyrektorem 
bursy im. T. Kościuszki. 
S z u m s k i E m i l, kand. stanu naucz., mianowany zastępcą naucz. 
w IV gimn. z początkiem r. szk. 1906/07, (na urlopie w r. 1913/14 z po- 
wodu choroby), po wojnie światowej uczył w gimn. VIII i król. jadwigi. 
S z y j k o w s k i M ar j a n dr., kand. stanu naucz., mianowany zast.
		

/Magazyn_130_01_0096_0001.djvu

			80 


naucz. w IV gimnazjum z początkiem roku szk. 1906/07, uczył w tym 
zakładzie przez rok. 
S z y m a ł a S t a n i s ł a w ks., kooperator przy kościele św. Anto- 
niego we Lwowie, mianowany zast. katechety obrz. łac. z początkiem 
roku szk. 1894/95, w r. 1898 uzyskał posadę rzeczywistego katechety 
w gil1}n. IV i przez pięć lat uczył w tym zakładzie religji rzym. kat. 
S l ó s a r z j a n ks. dr., kooperator przy kościele N. P. Marji Snie- 
żnej, mianowany zast. katechety łac. na r. szk. 1885/86, pełnił swe obo- 
wiązki naucz. w gimn. IV do chwili powołania go na zast. profesora 
uniwersytetu t. j. do listopada 1890 r. 
S mi a ł e k W i n c e n t y dr., zast. naucz. gimn. św. Anny w Kra- 
kowie, re skr. min. z 11 stycznia 1892 mianowany prowizorycznym naucz. 
IV gimn. z przydzieleniem przez czas II półr. r. szk. 1891/92 do służby 
w gimn. św. Anny. W r. 1892/93 jest członkiem grona naucz. IV gimn. 
i zostaje nim też w r. 1893/94 mimo przeniesienia teoretycznego do 
Bochni i Złoczowa. W r. 1895/96 otrzymuje posadę naucz. rzeczywistego, 
następnie tytuł prof., a w lutym r. 1907 zostaje dyr. IV gimn. W roku 
1916 otrzymuje tytuł radcy rządu. Znane i cenione są jego prace z za- 
kresu. filologji klasycznej. 
S w i e r c z y ń s k i M i e c z y s ł a w, ustanowiony naucz. kon- 
traktowym przyrody i wychowania fizycznego w IV gimn. z r. szk. 
1923/24, pełnił obowiązki naucz. w tym zakładzie do końca r. 1926/27, 
ustanowiony naucz. z dn. 1 lutego 1925 r., poczem przeniesiony został 
do gimn. III. W r. 1927/28 uczył w gimn. III gimnastyki, w VII od 
kwietnia przyrody i był kierownikiem fizycz. wychowania w miejskich 
zakłaqach sierocych. Obecnie w gimn. I. 
S w i e r z o w i c z j a n, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. (oddziały równorzędne) z r. szk. 1912/13, w r. 1926 
przeniósł się na posadę dyr. gimn. w Ostrogu. 
Ś w i t a l s kij a n, zast. naucz. w Stryju, przeniesiony do IV 
gimn. z początkiem r. szk. 1900/01, po dwóch latach pracy w tym za- 
kładzie przeniesiony został do Drohobycza. 
T a b o r j ó z e f, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. w IV 
gimn. z początkiem r. szk. 1901/02, w r. szk. 1903/04 przeniesiony został 
do gimnazjum III. Stałą posadę otrzymał w Tarnopolu, gdzie przed- 
wcześnie zmarł. 
T a r a s T a d e u s z, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn. z r. szk. 1907/08, uczył w tym zakładzie przez dwa lata. 
T a r n a w s k i A l e k s a n d e r, kand. stanu naucz., mianowany 
zast. naucz. z r. szk. 1909/10 w IV gimn., otrzymał pClsadę najpierw 
prowizorycznego, następnie z r. 1918/19 stałego naucz. W r. następnym 
przeniósł się do Poznania, gdzie dotychczas pozostaje w charakterze 
stałego nauczyciela. 
T e r l e c k i W ł a d y s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. na r. szk. 1893/94 w gimn. IV, pełnił obowiązki naucz. w tym 
zakładzie do końca r. 1896/97, poczem przeniesiony został do gimn. III. 
T e r n e r E l j a s z, naucz. reI. mojż., z IX gimn. przeniesiony do 
gimn. IV z początkiem r. szk. 1923/24, dotychczas pełni obowiązki na- 
uczycielskie w tym zakładzie oraz w gimn. XI.
		

/Magazyn_130_01_0097_0001.djvu

			81 


T o m a s z e w i c z Czesław, zast. naucz. gimn. IV od r. 1880/81, 
na r. szk. 1883/84 przeniesiony został w charakterze rzeczywistego 
naucz. do szkoły realnej w Krakowie. 
T o m a s z e w s k i S t e f a n dr., naucz. kontraktowy II gimn., prze- 
niesiony do gimn. IV w marcu 1926 i mianowany naucz. etatowym 
w tym zakładzie, przeniesiony został w r. szk. 1926/27 do gimn. ruskięgo. 
Przed wojną był prof. w Brzeżanach, następnie w ruskiem gimn. we 
Lwowie. W czasie wojny i po wojnie przebywał w Berlinie i Pradze. 
T T a l k a j a n, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. w gimn. 
IV na r. 1886/7, z początkiem T. 1889/90 przeniesiony został do gimn. 
rzeszowskiego. Później był dyrektorem gimnazjum w Stryju. 
Traunfellner Władysław, kand. stanu naucz., mianowany 
zast. naucz. w oddziałach równorzędnych IV gimn. z r. szk. 1909/10, 
po roku przeniesiony został do Sambora. 
T u m p a c h R o m u a l d ks., mianowany był zast. katechety reI. 
rz.-k. w IV gimn. (oddziały równorzędne) na r. szk. 1912/13. 
T u r c z y ń s kij a n, zast. naucz., z początkiem r. szk. 1903/04 
przeniesiony z gimn. V do IV, w roku następnym ponownie przenie- 
siony został do jarosławia. 
T u r k a w s k i M a r c e l i, zast. naucz. od r. szk.. 1879/80, re skr. 
z 27 sierpnia 1881 przeniesiony został w tym samym charakterze do 
szkoły realnej w jarosławiu. 
U h m a R o m a n, zast. naucz. gimn. IV od r. 1879/80, na r. szk. 
1886/87 mianowany został naucz. prowizorycznym w seminarjum nauczy- 
cieiskiem w Rzeszowie. 
U j e i s k i A l f r e d, zast. naucz., przeniesiony z Sambora do gimn. 
IV (oddziały równorzędne) na r. szk. 1910/11, od r. następnego zajęty 
w zakładzie głównym do r. 1913/14, na r. 1914/15 mianowany został 
naucz. rzeczywistym w Kamionce Strumiłowej. Obecnie - po przejściu 
w stan spoczynku - jest kierownikiem miej. gimn. w Przeworsku. 
U r b a n e k E d war d uczył śpiewu choralnego w r. 1891/92 i _nast. 
jako przedmiotu nadobowiązkowego. 
. U r i c h E m i I, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. w IV 
gimn. z początkiem T. szk. 1906/07, po roku służby w tym zakładzie 
przeniesiony został do I gimn. w Stanisławowie. Obecnie jest dyr. 
państw. gimn. żeń. im. Król. jadwigi we Lwowie. 
Vo g e l F r a n c i s z e k, w r. 1880 jako aplikant stanu naucz. przy- 
dzielony prof. Łomnickiemu, w marcu 1881 otrzymał posadę zastępcy 
naucz. w Wadowicach. 
V o p a l k a B r o n i s ł a w, re skr. z 16 lutego 1899 mianowany był 
bezpłatnym aplikantem IV gimn. na r. szk. 1898/99. 
W-a c e k R u d o l f, zast. naucz., przeniesiony z gimn. w Podgórzu 
do gimn. IV (oddziały równorzędne) z początkiem r. szk. 1910/11, peł- 
nił obowiązki w tym zakładzie do r. 1912/13, poczem przeniesiony został 
do filji VII gimn. Obecnie jest naucz. w gimn. XI, wydawcą czasopisma 
"Sport" i recenzentem sportowym wielu czasopism. Podróż swoją do 
Anglji rowerem - wydał w barwnym opisie (2 tom.). 
Wa c h n i a n i n M i r o n, dr. med., mianowany lekarzem szk. w r. 
1921/22, pełni w IV gimn. obowiązki lekarza do chwili obecnej. 


6
		

/Magazyn_130_01_0098_0001.djvu

			82 


Wa c y k H i l ar j o n ks. dr., mianowany zasL katechety reI. gr.-k. 
z dniem 9 listopada 1890 r., otrzymał posadę rzeczywistego katechety 
w IV gimn. na r. szk. 1892/93 i nast. 
Waj d o w i c z W ł a d y s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. IV gimn. z początkiem r. szk. 1907/08, w r. szk. 1909/10 prze- 
niesiony został do gimn. w Kołomyi. . 
Wal k o w i c z S t a n i s ł a w, zasL naucz., przeniesiony z gimn. V 
do IV (oddziały równorzędne) z r. szk. 1910/11, pełnił obowiązki naucz. 
w tym zakładzie do chwili zamianowania go rzeczywistym nauczycielem 
w gimnazjum Buczaczu. 
Wal t e n b e r g e r A n t o n i, rzeczywisty naucz., z Brodów prze- 
niesiony do IV gimn. z r. 1913/14, na początku wojny powołany do 
służby wojskowej w twierdzy przemyskiej - zginął. 
Was i l k o w s kij ó z e f, egz. zast. naucz. od r. 1879/80, reskr. 
z 11 sierpnia 1882 został mianowany rzeczywistym naucz. i przez szereg 
lat uczył w gimn. IV, następnie w VI-em. 
Wasilkowski W ładysław, prof. gimn. I w Przemyślu, prze- 
niesiony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1898/99, po dwóch latach 
przeniesiony został do gimn. V we Lwowie. 
Was y l e w s k i T e o d o r, zast. naucz., od września 1883 r. pełnił 
obowiązki naucz. w IV gimn. do r. szk. 1885/86, poczem mianowany zo- 
stał rzeczywistym naucz. w Stryju re skr. ministr. z 30 sierpnia 1886. 
Wąsowicz Dunin Władysław, kand. stanu naucz., miano- 
wany zast. naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1901/02, w r. nast. 
został przydzielony do filji gimn. V. 
W ą s o w i c z o waj a n i n a, naucz. prywatna, przeszła na etat od- 
działów równorzędnych gimn. IV z r. 1920 i do chwili obecnej pełni 
tamże obowiązki naucz., uzyskawszy w r. 1925 dyplom do nauczania 
języka francuskiego. 
Web er j ó z e f, reskr. z 8 kwietnia 1892 mianowany zast. naucz. 
IV gimn., już z początkiem najbliższego r. szk. (1892/93) przeniesiony 
został do gimn. V we Lwowie. . 
We r n b e r g e r I d z i, nauczyciej szkoły realnej, uczył języka 
francuskiego w r. 1899/900 i nast. . 
W i e r z b i c k i F r a n c i s z e k, naucz., z gimn. V przeniesiony do 
gimn. IV z pocz; r. szk. 1921/22, z dniem 1 lutego 1925 mianowany 
naucz. rzeczywistym (dypl.), pełni obowiązki nauczycielskie w tym za- 
kładzie do chwili bieżącej i jest zawiadowcą biljoteki uczniów. . 
W i l k S t a n i s ł a w, zast. naucz., przeniesiony do IV gimn. z ja- 
rosławia z r. szk. 1910/11, w r.1918/19 otrzymał w tymże zakładzie po- 
sadę naucz. rzeczywistego. W roku 1919/20 był urlopowany celem objęcia 
posady naucz. w seminarjum naucz. w Wymyśli nie. Do gimn. IV wrócił 
z dniem 1 lipca 1920 r., a z II półr. r. szk. 1923/24 objął posadę naucz. 
w gimn, IX, na której pozostaje do chwili obecnej. ' 
W i l k o w i c z S t a n i s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w listopadzie 1915 r. w gimn. IV, następnie powołany do służby 
wojsk., wrócił do czynnej służby z r. szk. 1921/22,. a w r. nast. przenie- 
siony został do gimn. V, gdzie dotychczas pozostaje. 
W i l u s z Wal e r j a n, mianowany zast. naucz. w IV gimn. z r. szk.
		

/Magazyn_130_01_0099_0001.djvu

			83 


1892/93, pełni obowiązki naucz. w tym zakładzie do końca roku szk. 
1897/98, poczem przechodzi do gimn. II. 
W i l u s z Z d z i s ł a w, zast. naucz., przeniesiony z gimn. V do- IV 
(oddziały równorzędne) z początkiem r. szk. 1909/10, w r. nast. otrzy- 
mał posadę prowizorycznego naucz. w Bochni. 
W i n o g r o d z k i A l f r e d dr., zast. naucz. w Rzeszowie, przenie- 
siony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1900/01, uczył w tym zakładzie 
do końca r. 1901/02, poczem jako rzeczywisty naucz. gimnastyki otrzy- 
mał posadę w Samborze. 
W i n t o n i a k E m i l, za st. naucz. od r. 1879/80, przeniesiony do 
gimn. samborskiego na II półr. r. szk. 1882/83, w nast. r. s;lk. wrócił 
do gimn. IV i pełnił swe obowiązki do końca r. szk. 1884/85, przenie- 
siany stąd do gimn. II we Lwowie. 
W i ś n i e w s k i B o l e s ł a w, zast. naucz. z Gródka Jagiellońskiego, 
przeniesiony do IV gimn. z początkiem r. szk. 1917/18, w gimn. tem 
pełni obowiązki naucz. do chwili bieżącej, mianowany rzeczywistym na- 
uczycielem w tym zakładzie (dypl.) z dniem 1 lutego 1925. Zawiaduje 
bibljoteką podręczników szkolnych. 
W i ś n i o w sk i S t a n i s ł a w ks. dr., zastępca katechety łac. od 
r. szk. 1885/86, przeniesiony z seminarjum naucz. męsko otrzymał posadę 
rzeczywistego naucz. religji w IV gimn. reskr. minist. z 8 października 
1886 f. i tu w zawodzie naucz. został stabilizowany. W stan spoczynku 
przeszedł z powodu choroby z dniem 30 maja 1901 r. . 
W i t w i c k i T a d e u s z, rzeczywisty naucz., przeniesiony z Rze- 
szowa do IV gimn. z r. szk. 1911/12, w r. 1913/14 otrzymał stałą po- 
sadę w I szkole realnej we Lwowie. W czasie wojny światowej jako 
oficer wzięty do niewoli rosyjskiej, po powrocie w Kuratorjum lwowsk. 
otrzymał posadę wizytatora szkół powszechnych. 
W i t w i c k i W ł a d y s ł a w dr., egzaminowany kand. stanu naucz., 
mianowany zast. naucz. w klasach równorzędnych IV gimn. z począt- 
kiem r. szk. 1902/03, od r. 1905 rzeczywisty naucz., z r. szk. 1908/09 
przeniesiony został do gimn. VII. Obecnie ma zwyczajną katedrę psy- 
chologji na uniw. warszawskim. Znany jako tłumacz dzieł klasycznych, 
autor dwutomowej "Psychologji" i szeregu innych cennych publikacyj. 
W o j c i e c h o w s k i S t a n i s ł a w, zastępca naucz., z Brodów 
przydzielony do gimn. V, następnie do II, do gimn. IV został przeme- 
siony z r. szk. 1918/19 - po roku p
 zeniesiony do filji gimn. VII. 
Woj t a n o w i c z Z y g m u n t, kand. stanu naucz., mianowany 
zast. naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk. 1908/09, w r. 1910/11 zo- 
stał zamianowany rzeczywistym naucz. w jarosławiu. 
Wo l i ń s k i T a d e u s z, reskr. z 30 grudnia 1891 mianowany 
zast. naucz. w IV gimn., z początkiem r. szk. 1893/94 przeniesiony został 
do wyższej szkoły realnej w Stanisławowie jako nauczyciel pomocniczy 
języka francuskiego. . 
Wo l s kij a n, zast. naucz. od r. 1880/81, przeniesiony do szkoły 
realnej w jarosławiu, po roku służby w gimn. IV. 
W o ł o w i c z L e o p o l d dr., zast. naucz., przeniesiony ze Sta- 
nisławowa do gimn. IV z początkiem roku szk. 1907/08, w roku 1911/12 
otrzymał stałą posadę w Mielcu. Po powrocie do Lwowa był inspekto- 


6.
		

/Magazyn_130_01_0100_0001.djvu

			84 


rem szkół' niiejskichprzy Radzie Szkol. okr. miejskiej
 obecnie wrócił 
do zawodu nauczycielskiego. . 
Wo y c i k i e w i c z M a r j a n, kand. stanu naucz., _mianowany zasL 
naucz. w IV gimn. z początkiem r. szk.1905/06, w roku następnym uzy- 
skuje posadę rzeczywistego naucz. w Mielcu. 
W ó j c i k E u g e n j u s z dr., zast. naucz., zatrudniony był w IV 
gimnazjum w r. 1916/17 w oddziałach równorzędnych. 
W ó j c i k F r a n c i s z e k ks., mianowany zasL katechety w oddzia. 
łach równorzędnych z r. szk. 1910/11, pełnił obowiązki katechety do 
r. 1913 t. j. do nadania mu posady stałej w gimn. w Kołomyi. 
W ó j c i k i e w i c z j Ó z e f, uczył w oddziałach równorzędnych od 
r. 1917/18. Na r. 1920/21 przeniesieny został do Tłumacza. 
W rób e l Wal e n t y dr., prof. gimn. w Sanoku, przeniesiony do 
IV gimn. z początkiem r. szk. 1898/99, na tem stanowisku doczekał się 
pełnej emerytury z końcem r. szk. 1910/11. Wnet potem umarł. 
W r u c h a j ó z e f ks. prof., katecheta gimn. w Buczaczu, w r. 1916/17 
uczył religji rzym.-kat. w oddziałach równorzędnych. 
W y s o c k i W i t o l d, uczył w r. 1919/20 w oddziałach równo. 
rzędnych, poczem przydzielony został do Kuratorjum. 
Z a b i e l s k i S t a n i s ł a w, naucz., przydzielony ze Stryja do IV 
gimn. z r. szk. 1911/12, z wybuchem wojny wstąpił do Legjonów. Po 
wojnie był dyr. nauk w lwowskiej szkole kadeckiej w randze podpuł- 
kownika, a z r. 1927 przeszedł w stan spoczynku z powodu choroby. 
Obecnie jest dyr. pryw. gimn. w Skolem. 
. Z a gór s k i W ł a d y s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w gimn. IV r. szk. 1886/7, w r. 1889 zamianowany został rzeczy- 
wistym naucz. w gimn. w Tarnowie. Do IV gimn. wrócił z początkiem 
r. szk. 1892/93 i tu na stanowisku profesora zmarł w r. 1908. 
Z a ją c z k o w s k i T y t u s, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z r. szk. 1908/09 (w I półr. r. szk. 1913/14 na urlopie 
z powodu choroby) pełnił obowiązki naucz. w oddziałach równorzęd- 
nych do r. 1927/28. W tymże roku powołany został na wizytatora wy- 
chowania fizycznego do Katowic. 
. Z akr z e w s k i I g n a c y, egzam. kand. naucz., rozp. z 8 listopada 
1886 r. mianowany został bezpłatnym aplikantem. Później był profe- 
sorem fizyki uniwersytetu lwowskiego. 
Z a s t y r z e c j ó z e f ks., mianowany zastępcą katechety religji 
gr.-kat. z początkiem roku szkolnego 1904/05, przeniesiony został do 
Buczacza z r. szk. 1906/7. Obecnie uczy jęz. rus. w gimn. IV. 
Z a wad z k i A l f r e d, kand. stanu naucz., mianowany zast. naucz. 
w IV gimn.z r. szk. 1911/12, pełnił obowiązki naucz. w tym zakładzie 
do końca r. szk. 1919/20, poczem przeniesiony został do oddziałów 
równorzędnych i tam jako dyplom. naucz. gimn. IX do chwili obecnej 
jest zajęty, mianowany w r. 1924 rzeczywistym nauczycielem. 
Z a w i r s k i Z y g m u n t dr., kand. stanu naucz., zast. naucz. mia- 
nowany w IV gimn. z. początkiem r. szk. 1906/07, po roku przeniesiony 
został w charakterze rzeczywistego naucz. do Rzeszowa. Obecnie jest 
profesorem gimnazjum VII we Lwowie. 
Z b o r o w s k i B r o n i s ł a w, kand. stanu naucz., mianowany zast.
		

/Magazyn_130_01_0101_0001.djvu

			85- 


naucz. w IV gimn. w r. 1905, po krótkim pobycie w tym zakładzie prze- 
niesiony został do gimn. V. 
Z i m m e r m a n j ó z e f, zast. naucz., w r. szk. 1880/81 z Rzeszowa 
przeniesiony był do gimn. IV., a stąd we wrześniu 1883 r. do Wadowic. 
Z w i II i n g-Ł o z i ń s k i E m a n u e l, kand. stanu naucz., mianowany 
zast. naucz. z początkiem r. szk. 1908/9, w r. 1913 wystąpił z zawodu 
naucz. pod zaborem austrjackim, przenosząc się do Warszawy, gdzie 
obecnie jest dyrektorem miej. gimn., współpracownikiem "Kurjera War- 
szawskiego" i. czynnym członkiem wydziału T. N. S. W. 
Z y c h F r a n c i s z e k, zast. naucz., z gimn. w Przemyślu prze- 
niesiony do gimn. IV z początkiem r. szk. 1889/90, został tegoż samego 
jeszcze roku rzeczywistym naucz. w Drohobyczu. Później był dyrektorem 
gimna.zjum w Buczaczu. . 
Z u r a w s k i S t a n i s ł Ci w, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
naucz. w IV gimn. z r. szk. 1912/13, w roku następnym przeniesiony 
. został. do II szkoły realnej we Lwowie. 
Z u r a w s k i Z y g m u n t, kand. stanu naucz., mianowany zast. 
nau
z. w IV gimn. w r. 1910/11, na r. szk. 1916/17 przeniesiony został 
do Ząłkwi. Obecnie jest prof. w gimn. Król. jadwigi we Lwowie. 
Z y p o w s k i L e o n, prof., przeniesiony do oddziałów równo- 
rzędnych IV gimn. ze Stryja w r. 1919, pełni obowiązki nauczycielskie 
w tym zakładzie do chwili obecnej 1). 


ÓSMACY I ABlTURJENCI. 


Rok 1880. 
Anklewicz jakób 
Bielski juljan 
Bilecki Bolesław 
Błotnicki Stanisław 
Chęciński Antoni (pryw.) 
Chęciński Kazimierz 
Cielecki józef (z odm.) 
Czaykowski Wincenty 
Dawidowicz juljan 
Dziurzyński Marceli (pryw.) 
Górka Władysław 
Grandowski Franciszek 
Grossek Zenon 
Iłaszewicz Rudolf 
jankowski Włodzimierz 
Kallenbach józef (z odzn.) 
Karniewski Tadeusz 
Komorowski Mieczysław 


Kopecki Henryk 
Lanc Zygmunt 
Łępkowski Stanisław (pryw.) 
Łuczakowski Włodzimierz 
Miączyński Tadeusz (pryw.) 
Nacht Mojżesz 
Nawrocki józef 
Petzold Rudolf 
Radlmesser Karol 
RaińskiWładysław 
Rzepiński Stanisław (z odzn.) 
Serwin józef (pryw.) 
Sieniatowicz Leon 
Skałkowski Bronisław 
Stanisławski Edmund 
Strzyżowski józef. 
Szeligowski Stanisław 
Urbański Stanisław 


l) Niektóre przeniesienia odbywały się tak zwaną "krótką drogą" - powodowane cho- 
robą czy śmiercią nauczyciela w innym zakładzie. W skutek tego tu i ówdzie w kronikach 
szkolnych są pewne luki i niedokładności. Mimo to spis nauczycieli daje jasny obraz prze- 
sunięć nauczycieli i ilustruje politykę personalną władz szkolnych.
		

/Magazyn_130_01_0102_0001.djvu

			86 


Viebig Henryk 
Wielowiejski jan 
Wolf Włodzimierz (pryw.) 
Rok 1881. 
Babel Karol 
Caro Leopold (z odzn.) 
Chrzanowicz Aleksander 
Doboszyński Edward (z odzn.) 
Gołębiowski Marjan 
Hoszard Władysław 
Hiickel Władysław 
jankowski Włodzimierz (pryw.) 
jekeles Leon . 
Kolbuszewski Edmund 
Kruszyński Stanisław 
Lettner Tadeusz (z odzn.) 
Lickendorf Ignacy 
Liss Tadeusz 
Łoziński Karol 
Maciulski Włodzimierz 


Rok 1882. 
Bartkowski Adam (z odzn.) 
Bartoszewski Zdzisław 
Bielecki Stanisław 
Buresch Alfred 
Dąbrowski Kazimierz 
Doboszyński Ludwik 
Dolnicki Cyryl (z odzn.) 
Eichel Eustachy 
Gesang Samuel 
Geringer de Oedenburg józef 
(pryw.) 
Gintowt Feliks 
Gostomski Stanisław (pryw.) 
Gren Franciszek 
Hrycykiewicz Lubomir 
Krawczyk Edmund 
Krzyżanowski Kalikst 
Kwiatkowski Wacław 
Łępkowski Tadeusz (ekst.) 
Majewski Tadeusz 
Nalewajko Grzegorz (z odzn.) 
Rok 1883. 
Baczewski Henryk 
Bogdanowicz józef 
Branich Franciszek 


Zieliński Stanisław (pryw.) 
Zimny Michał 


Madeyski Władysław 
Markowski józef 
Maszkowski Stanisław 
Prymas Antoni (pryw.) 
Rastawiecki Marjan 
Schiffner Artur 
Skrzyszowski Marjan 
Sołtys Mieczysław 
Stokłosiński Franciszek 
Taubeles Samuel 
Tyczka Antoni 
Widrich Maksymiljan 
Wysoczański Aleksander 
Zabłocki józef 
Zagórowski Piotr 


Olszewski Mieczysław 
Pap ara Tadeusz 
Ploder August 
Rubinstein Władysław 
Schneider Wincenty 
Sofer Ozjasz 

truszkiewicz Walerjan 
Swiejkowski Stanisław 
Tabor Ludwik 
Tetmajer Stanisław (ekst.) 
Topfer Michał (pry w.) 
Twardowski Bolesław 
Witkowski Kazimierz 
Witoszyński Eugenjusz (ekst.) 
Wojtaś Kazimierz (ekst.) 
Zabłocki józef 
Zassowski Adam 
Zdański Roman 
Zdziarski Władysław 
Lółkiewski Karol 


Brill Menasche 
Bruckmann Alojzy (z odzn.) 
Buber Rafał
		

/Magazyn_130_01_0103_0001.djvu

			Dobiecki Stan. (pryw., z odzn.) 
Erben józef (pryw., z odzn.) 
Franziak Rudolf 
Gesang Bernard 
Granowski Karol 
Hoszek Walerjan 
jarosiewicz Kazimierz 
Kamieński Edmund (pryw.) 
Kamieński Stanisław (pryw.) 
Karasiński Zygmunt (pryw., z odzn.) 
Kosonoga Teofil (pryw.) 
Krokowski Franciszek 
Krzysztofowicz Bogdan 
Kulczycki jakób 
Kwiatkowski Wacław (ekst.) 
Lachowski Celestyn 
Loebl Tadeusz (pryw.) 
Laskowski Celestyn (pryw.) 
Łępkowski jan (pryw.) 


. 


Rok 1884. 
Aufschauer Adolf 
Bałaban Teodor 
Bartoszewski Witołd 
Bielikowicz Szczepan 
Bogdanowicz józef (pryw.) 
Bogdanowicz Kajetan 
Bogdanowicz Stanisław (pryw.) 
Bucki Piotr (pryw.) 
Chechliński Władysław 
Chomyszyn Maksym (ekst.) 
Czajkowski Aleksander 
Florczak józef (pryw.) 
Gawlikowski Stanisław 
Grodecki józef 
Horowitz Marcin 
janko Stefan 
jankowski Stanisław 
Klecan Franciszek 
Korwin Mieczysław 
Korytko Stanisław 
Krupański Marian (pryw.) 
Kube Ludwik 
Lewicki Tadeusz 
Ludwig Stanisław (z odzn.) 
Łukasiewicz Antoni 
Martinelli józef 
Mglej Karol 


Milikowski jan (z odzn.) 
Nirenstein Emil 
Pajączkowski Włodzimierz 
Piątkowski Marjan 
Prokopowicz jan (z odzn.) 
Puchalik Marjan (pryw., z odzn.) 
Rawski Michał 
Rossowski Mieczysław (pryw.) 
z odzn.) 
Silberstein Samuel (pryw.) 
Smolecki Seweryn (z odzn.) 
Szybaiski Zdzisław 
Tempiński Stanisław (pryw.) 
Topolnicki Bronisław 
V orzimmer Herman 
Weinberg Salomon 
Zabierzowski Eugenjusz 

ipper józef 
Zebrowski Aureli 


Michalczewski Tadeusz 
Moldauer Emanuel (z odzn.) 
Morawiecki józef (z odzn.) 
Myszkowski Stefan 
Pajgert Władysław 
Papara Stanisław 
Papee jan 
Pilecki Adam 
Pohorecki Kazimierz 
Pollak Michał 
PrebeQdowski Stanisław 
Przybysławski Wincenty 
Ramski Ludwik 
Reiss Władysław 
Schmelkes Maksymiljan 
Schmidt Wilhelm 
Schneider Edmund 
Sitarz Antoni (z odzn.) 
Spalke Kazimierz 
Tempiński Stanisław 
Weiss Ludwik 
Werber Mojżesz 
Węgrzynek Stanisław (pryw.) 
Wierzbicki Aleksander 
Zawadil Teofil 
Zawistowski Kazimierz 
Zip per józef (ekst.) 


87
		

/Magazyn_130_01_0104_0001.djvu

			88' 


Rok 1885. 
Baraniecki Roman 
Bendei Samuel 
Breiter Ernest 
Chotyniecki Konstanty (ekst.) 
Czayka Włodzimierz (ekst.) 
Diamant Wilhelm 
Donicht Stanisław 
Elektorowicz Stanisław 
Eliasiewicz Zygmunt 
Geist Maurycy 
Gelb Hersch 
Grocholski Roman 
Grzybowski Stefan 
Hajmann jan 
Hordyński Stanisław 
Iwanicki Władysław 
Karrnański józef 
Kriiger Włodzimierz 
Krupka Stanisław 
Kulczycki Teofil 
Kupczyński Michał 
Lewicki Wiktor 
Link Ludwik 
Lubowicz Karol (eksL) 
Malewski Marjan (z odzn.) 
Malko Franciszek 


Rok 1886. 
Alexandrowicz Leon 
Barański Bogdan 
Baurowicz Aleksander 
Bętkowski Bolesław 
Biesiadecki Franciszek 
Broniewski Henryk 
Czaczkowski Leon . 
Czajkowski Wacław 
Czarnik Stanisław 
Dujanowicz Zygmunt' 
Fuchs Bernard 
Garten Zygmunt 
Geringer Karol 
Gidlewski Władysław 
Hawranek Marjan 
Handel Izrael 
jasiński Aleksander 
jurkiewicz Hieronim (pry w.) 
Konera Stanisław 


Malsburg Henryk 
Mech Gustaw 
Nahlik Anioni 
Nathanson Berisch 
Nechey Adolf 
Nikolaszek jan (pryw.) 
Piotrowski Kazimierz 
Piwernetz Zbigniew 
Reiner juljusz 
Rosenberg Aleksander 
Rossberger Leiser 
Sawa Franciszek 
Schmetterling Adolf 
Selzer Israel 
Seńkowski Michał 
Skurewicz Leopold 
Stankiewicz Franciszek 
Starkei Władysław 
Swoboda józef 
Szulakiewicz Witold 
Tempiński Stanisław 
Thumen Samuel 
Wohlfeld Samuel (ekst.) 
Wolisch Alfred 
W onsch Karol (z odzn.) 
Zubrzycki Edmund 


Korczyński józef 
Kot Władysław 
Landes Ludwik 
Liss Bronisław 
Madeyski Adam 
Maly Stanisław 
Marcinkiewicz Stanisław 
Marki józef (z odzn.) 
Matkowski Władysław 
Morawiecki Michał 
Moszyński Aleksander 
Nowosielski Artur 
Pokiziak Edmund 
Rawski Stanisław (z odzn.) 
Seid Dawid 
Seweryn Zygmunt (z odzn.) 
Slawiczek józef 
Służewski Kazimierz 
Sroczyński józef
		

/Magazyn_130_01_0105_0001.djvu

			Szydłowski Marceli 
Tustanowski Piotr 
Vorzimmer jakób (z odzn.) 
Rok 1887. 
Anger Henryk 
Arciszewski Władysław 
Bernacki Alojzy 
Brzeziński jan 
Chrzanowicz józef 
Czaczkowski jan 
Czarnecki juljan 
Czerwieński Stanisław 
Dorfler Gedalie 
Diill Gustaw 
Gabel W olf 
Gesang Mojżesz 
Górski Stanisław 
Haendel Izrael (pryw.) 
Kasparek juljan 
Kaufmann Majer 
Kelhoffer Emanuel 
Kikiewicz Antoni 
Kirschner Wincenty 
Klimke józef 
Kozłowski józef 
Kratochwila Roman 
Krupka Stanisław 
Kubik Wincenty 
Libel Stanisław 
Loster Antoni (z odzn.) 


Rok 1888. 
Arnold Marek 
Borzęcki Alfred 
Chmurowicz Seweryn 
Czarkowski Władysław (z odzn.) 
Drogoń Szczepan (z odzn.) 
Fiałkiewicz Stanisław 
Fried Maks 
Gross Mandel 
Hołyński Marjan 
jasiński Kazimierz 
Kelhofer Emanuel (pryw.) 
Koczyndyk jan 
Kowczyński Ludwik 
Kosiuliński jan 
Kwiatkowski jan 
Kownacki Stanisław 


Wagner Aleksander 
Zubczewski Antoni (z odzn.) 


Ludwig Kazimierz 
Lux Walerjan 
Maly Kazimierz 
Maszkowski Karol 
Mermon Tytus 
Mrazek Bronisław 
Narolski Feliks 
Niewiadomski Wacław 
Nunberg Leon . 
Pastuszak Franciszek (pryw.) 
Petryński Ludwik 
Pierożyński Oktaw. 
Polończyk Eugenjusz 
Popowicz Stanisław 
Przy by sławski Stanisław 
Rosenmann Izrael (z odzn.) 
Ruciński jan 
Rudner Wilhelm (z odzn.) 
Sobański Zdzisław 
Taubeles Dawid 
Thumen Mojżesz 
Wasilewski Kazimierz 
Winiarski Adam 
Winter juljusz 
Wiśniewski Władysław 
Zajączkowski Kazimierz 


. .- 


Lehm Frojem 
Lemiszewski Michał 
Lewicki Hieronim 
Lewin Adolf 
Matkowski Karol 
Matkowski Władysław 
Mosiewicz Kazimierz 
Morecki Elkune (pryw.) 
Narolski Feliks (pryw.) 
. Niewiadomski Wacław.(pryw.) 
Podlew ski Franciszek 
Potencki Błażej 
Rabner Daniel 
Rogalski Wojciech 
Rosenman Szaje 
'Schon Simche (z odzn.) 


89
		

/Magazyn_130_01_0106_0001.djvu

			90 


Serkowski Roman 
Sokal Zygmunt 
Sroka Mateusz 
Stauber Salomon 
Tucki Tadeusz 
Tyszkowski Zygmunt 
Rok 1889. 
Bardasz Abraham 
Bielański Roman 
Bielawski Stanisław (z odzn.) 
Bielecki Wojciech 
Brejter Rudolf 
Czerny józef (pryw.) 
Domiczek Oskar 
Dydyński Teofil 
Fibich Stanisław (z odzn.) 
Fisch Abraham 
Gans Edmund 
Goldfarb Dawid 
Griinberg józef (z odzn.) 
Horodyski Franciszek 
Horodyski Ludwik 
Huber Maksymiljan 
Hiickel Juljan (z odzn.) 
Huss Aleksander 
Korczyński Ludwik 
Kropf Henryk 
Lechowicz Ludwik 
Lipski Konstanty 
LoebI Mieczysław 
Malinowski juljan 
Malisz Tadeusz 
Menkes Fryderyk 
Rok 1890. 
Abgott Wawrzyniec 
Biliński Wincenty 
Bugiel Włodzimierz (z odzn.) 
Chudecki Marjan (z odzn.) 
Czajkowski Ludwik (z odzn.) 
Dziugewicz Jan 
Dziurzyński jan 
Frydrych Eugenjusz 
Gabel Hersch 
Gilewicz Stanisław 
Gruber Nachmann 
Halka józef 
Hićkiewicz Władysław (pryw.) 


Wein Ignacy (z odzn.) 
Wiśniewski Marjan 
Winter juljusz (pryw.) 
Wołek Adam 
Zach jakób 


Motal Edward 
Orzechowski Aleksander 
Paczosiński Adam (ekst.) 
Paszkowski Walery (z odzn.) 
Podsoński Władysław (z odzn.) 
Polturak Adolf 
Przygodzkijanusz 
Rolny Wilhelm (z odzn.) 
Sajewicz Emil 
Schmidt Karol 
Selinger Stanisław 
Seyfried Kamil (z odzn.) 
Sienkiewicz Stanisław 
Signo Tadeusz 
Sochowicz Franciszek 
Staniszewski Władysław 
Stroka Felicjan 
Szwed Marjan 
Terlecki Władysław 
Topolnicki juljusz 
Towarnicki Leon 
Vrabec Władysław 
Walter Karol 
Waszkóryk józef 
Wifz Zygmunt 
W onsch Emil 


Hiolski Stanisław 
Hołobut Teofil 
jankowski Władysław 
Jurkowski jan 
jurystowski Mikołaj 
Kamiński Marjan 
Knopf Szymon 
Krug Emil . 
Kozłowiecki Stefan (ekst.) 
Malinowski j uljan 
Malisz Eugenjusz 
Masny Ignacy (z odzn.) 
Mischalek Franciszek
		

/Magazyn_130_01_0107_0001.djvu

			Mrowec Zygmunt 
Niegłos Heronim 
Passiuk Eugenjusz 
Pelczarski Tadeuz 
Piątkowski józef 
Scheib Henryk 
Selinger Stanisław (pryw.) 
Sieger Adolf (z odzn.) 
Signio Tadeusz (pryw.) 
Słotołowicz Stanisław 
Sołtys Stanisław 
Rok 1891. 
Angielczykowski Kazimierz 
Arłamowski Stanisław 
Białobrzeski Władysław 
Białoskórski Michał 
Brandys józef 
Cieślak Walerjan 
Cywiński Fryderyk 
Dobija józef (z odzn.) 
Edelheit józef (ekst.) 
Ehrlich Abele 
Goguiski józef 
Gorecki Witold 
Groman Kazimierz 
Griinstein Bogumił 
Gubrynowicz Władysław (z odzn.) 
Hiolski Włodzimierz 
Hoffmann Jan 
Hoffmann Maurycy 
Hroboni jan 
jakubowski Marjan 
jasieński józef 
jurystowski Edmund 
Kański jan 
Knopf Szymon 
Król jan 
Kromp Artur 
Rok 1892. 
Balko Roman 
Brzozowski Stanisław 
Cieślik Antoni (pryw.) 
Diamand Samuel 
Dropiowski Piotr (eksL) 
Durst Nachmann 
Dybuś Augustyn 
Egert Ascher 


.. 
Jłl"'
. 


91 


Strzelecki józef 
Szmajkowski Kazimierz 
Szumański Kazimierz 
Tomajer Piotr 
Thal Izrael 
WichtI Rudolf 
Witz Zygmunt 
Wiśniewski józef 
Zabłocki Ludwik 
Zabłocki Stanisław (z odzn.) 
Zipper Henryk 


Krzanowski Kazimierz 
Krzyształowicz Adam 
Landesberg józef 
Łazowski Bolesław 
Łomnicki jarosław 
Manugiewicz Samuel 
Maryański Ignacy 
Mazurek Paweł 
Menkes Wilhelm 
Mrowec Zygmunt 
Murczyński Władysław 
Norsesowicz Bogdan 
Radwański Ludwik 
Rieger Stefan 
Rogalski Łukasz 
SigalI Dawid 
Steszyn Mikołaj 
Szczepański Kazimierz 
Szwed Teofil (z odzn.) 
Schweizer Salomon 
Till Artur 
Trieber Aron 
Tyszkowski Marjan 
Zawidowski- Weissman Władysław 
Zipper Henryk 


Eminowicz Stanisław 
Finkei Adolf 
Garguliński Emiljan 
Hankiewicz Stanisław 
Herzer józef 
Hoffmann Maurycy (pryw.) . 
Hołobut Zygmunt 
Honigman Bernard
		

/Magazyn_130_01_0108_0001.djvu

			92 


Kaliszczak Marcin (z odzn.) 
Kański Władysław 
Kielanowski Bolesław 
Kiełbiński Edmund 
Kinalski Antoni 
Kostecki Nikodem 
Kozłowiecki Adam (pryw.) 
Krach Adam 
Kratochwila Henryk 
Kretschmer józef 
Krzyżanowski Franciszek 
Limanowski Bronisław 
Lorenz Edward 
Mosingewicz Michał 
Miiller Andrzej 
Nettik Tadeusz . 
Nikodemowicz Rudolf 


Rok 1893. 
Antoniewicz Marjan 
Balabajder Henryk 
Bardach Maurycy 
Bauch Tadeusz 
Baurowicz Karol 
Bojarski Włodzimierz 
Breiter Wilibald 
Burzyński Alfred 
Danielski Zygmunt 
Eitelberg Karol (z odzn
) . 
Fedorowicz Aleksander (pryw.) 
Frostig Ignacy 
GodIewski Witold 
Gordaszewski Teofil 
Grudzień Ignacy 
Gubrynowicz Zdzisław 
Herlinger Leopold 
Herzer Józef 
Hołobut Zygmunt 
Honigman Bernard 
Hornung Karol 
Horowitz Hersch 
jakubowicz józef 
jakubowski Stanisław 
jarosławski Grzegorz 
Kielanowski Bolesław -. 
Kinalski Antoni 
Kirchner Zenon 
Klarfeld Izaak 
Kozak Hilary 


Norsesowicz Deodat 
Pini Tadeusz (z odzn.) 
Pisarski jan 
Rap Leib 
Rebczyński Aleksander 
Rosenberg Leon 
Seyfried Artur (z odzn.) 
Smarzewski Adam 
Stotańczyk Włodzimierz 
Stranhal Wacław. (z odzn.) 
Thullie Mieczysław (z odzn.) 
Tyszkowski Zdzisław (pryw.) 
Waligórski Bronisław . 
Wiktor Stefan 
Wolański jan 
Zacharyasiewicz Karol 


Kozioł Aleksander 
Lachman Gustaw 
Leichter Franciszek (z odzn.) 
Lewicki Michał 
Luft Emanuel (z odzn.) 
Macieliński Marjan 
Magda Stanisław 
Marjański Karol 
Melbechowski Mieczysław 
Nagel Zallel 
Nettik Tadeusz 
Oborzyński Wiktor 
Ochenkowski Henryk 
Ottohal Hieronim 
Pazdro Zbigniew (z odzn.) 
Piasecki Edward (z odzn.) 
Piątkowski Józef 
Prokopowicz Bronisław 
Rebczyński Aleksander 
Reich jakób (z odzn.) 
Riedl Edward 
Sawicki józef 
Smoluchowski Tadeusz 
Sobański Adam (pryw.) 
Stock jakób 
Strawiński Bronisław 
Stroka Roman 
Surgent Marjan 
Szczudłowski Antoni 
. Szumski Adam
		

/Magazyn_130_01_0109_0001.djvu

			Tannenbaum Fischel 
Tompalski Michał 
Wechsler Leisor 
Wolański jan 
Rok 1894. 
Aschkenazy Edmund 
Bach Ignacy 
Bard Aron 
Blaustein Michał 
Bojarski Włodzimierz 
Bromierski Kazimierz 
Burgiel jan (ekst.) 
Chyliński Władysław 
Dąbkowski Przemysław (z odzn.) 
Dąbkowski Stanisław 
Dorożyński Bazyli 
Drągowski Zygmunt 
Dubsky Wilhelm 
Eineigler jankiel 
Fox jan (z odzn.) 
Gabel józef 
Gamski Emiljan 
Gąsiorowski Napoleon 
Hertrich- Woleński Bolesław 
(z odzn.) 
Homik Włodzimierz 
Horowitz Hersch 
jaworski Franciszek 
jeżowski Seweryn 
Kloss Kazimierz 
Kłodziński Kazimierz 
Kopczyński Ignacy 
Kopczyński Stanisław 
Kuczkowski Marjan 
Kunzek Roman (z odzn.) 
Lewicki Antoni 


Rok 1895. 
Agopsowicz Antoni 
Aszkenazy Edmund 
Baczyński Dionizy 
Bałaban Majer 
Barschak józef 
Berliński Marcin (z odzn.) 
Będaszewski Tadeusz 
Blaustein Michał 
Czarnecki Mikołaj 
Donigiewicz jakób 


Wierciński Kazimierz. 
Zakrzewski józef 
Zaleski Seweryn 


Lewicki Marjan 
Liśkiewicz Michał (z odzn.) 
Maryański Walery 
Miączyński Zygmunt 
Mohilowski Piotr 
Olpiński Karol 
Pietraszkiewicz Kazimierz 
Rares Zellel 
Reichenstein Marek 
Rogalski Stanisław 
Rokosz Mieczysław 
Rosenberg Wilhelm (z odzn.) 
Rosmarin Henryk 
Rudnicki Leon (z odzn.) 
Sadłowski Henryk 
Sawicki józef 
Schreiber Witold 

eja Bronisław 
Sliwak Mieczysław 
Słuszkiewicz jan Zdzisław 
Sokal Mojżesz 
Stesłowicz Włodzimierz 
Szpondrowski józef 
T eisseyre jan 
Terlecki Zygmunt 
Tucki Mieczysław 
Ujejski juljusz 
Uszyński Ludwik 
Wierciński Kazimierz 
Wiesenberg Herman 
Zychoń Henryk 


Elner Adolf 
Filewicz Michał 
Gamski Emil 
Garnowski Władysław 
Glatte Konrad 
Gryziecki Marjan 
jamrógiewicz. Roman (z odzn.) 
Kępiński Tadeusz 
Kiełbiński jan 
Kopczyński Ignacy 


93
		

/Magazyn_130_01_0110_0001.djvu

			94 


Kowlański Kazimierz 
Kryda jan 
Lazarus Hugo 
Łomnicki Maksymiljan 
Łukomski Bronisław 
Maniewski Adam 
Mussil Czesław 
Orek Karol 
Orzechowski Stanisław 
Polniaszek jakób 
Praun Stanisław 
Prinz Leib 
Rares Zallel 
Rechen Wilhelm 
Reibscheid Izydor 
Reiss Salomon 


Rok 1896. 
Agopsowicz Antoni 
Aschkenazy Edmund 
Bańdur Stanisław 
Barschak józef 
Basta Michał 
Berger Ozjasz 
BolIand Adolf 
Brunicki 
Eustachy hr. 
Byk Henryk 
Charłampowicz 'jan 
Chlawski Antoni 
Chmielewski Bolesław 
Cioło Roman (z odzn.) 
Czajkowski Wincenty (z odzn.) 
Czarnecki Mikołaj 
Dawid Oswald 
Dąbczański Antoni 
Eckiert Władysław 
Farb Abraham 
Golczewski Stanisław 
Gross jerzy 
Hass Adolf 
Hassny józef 
Hirsch Filip 
Hoffmann Aleksander 
Kachnikiewicz Stanisław 
Kahanne Kazimierz 
Katz Leibisch 
Kiełbinski jan 
Klaften Siische 
Klarfeld Zygmunt 


. I 


Reiser Eljasz 
Rudnicki Stefan (z odzn.) 
Schon Nissen 
Schonfeld Tewel 
Spiegel Abraham 
Spiegel jonasz 
Stramer Berisz 
Strauch Samuel 
Szamota Mikołaj 
Szenderowicz Władysław 
Sztajer Michał 
Taube Leon 
; Wagner Włodzimierz 
Wasserman Mojżesz 
Zimmermann Antoni 


Kleber Klemens 
Kleczeński Aleksander 
Kleczeński Kazimierz 
Kołychanowski Franciszek 
Kosieradzki Stanisław 
Krupski Henryk 
Kublin Franciszek 
Krzywobłocki Benedykt 
Kuryłowicz Ludwik 
Langer Adolf 
Lewicki Stanisław (z odzn.) 
Lisowski Aleksander 
. Ludwig Adam 
Machan Władysław 
Makowski józef 
Marcinkowski Czesław 
Meier Alter (z odzn.) 
Mendrochowitz Fryderyk 
_ Mendelski Michał 
Michalczewski Gustaw 
Moszyński Stanisław 
Moyseowicz józef 
Mussil Czesław 
OIeaczek Kazimierz 
Oprzędkiewicz Władysław 
Orell Karol 
Parylak Michał, 
Podlewski 'Aleksander 
Popowicz Zdzisław 
Potulicki Zdzisław hr. (z odzn.) 
Prinz Leib
		

/Magazyn_130_01_0111_0001.djvu

			Reh Icek 
Rosenberg Dawjd 
Rosmarin józef 
Rozwadowski Wincenty (z odzn.) 
Schiirf Pinkas 
Schmidt jerzy 
Schmidt Wojciech 
Schon Nisson 
Rok 1897. 
Bapkin Ignacy 
Brand Henryk 
Chołoniewski Zygmunt 
Cohn Dawid 
Długoszowski Kazimierz (z odzn.) 
Drexler Ignacy 
Eile Abraham 
F en Marek 
F olkierski Karol 
Gilewicz Walerjan 
Gittelmacher Gerson 
Gittelmacher józef 
Goliński Kazimierz ' 
Grott Aleksander (z odzn.) 
Hoffmann Izaak (z odzn.) 
Honigman Natan 
Karlsbad Zygmunt 
Kędzior Mieczysław (z odzn.) 
Klarfeld Henryk 
Klęczyński Kazimierz (ekst.) 
Rok 1898. 
Appermann Mayer 
Bach józef 
Barschak józef (ekst.) 
Basta Zygmunt 
Blass Chaim 
Both Benzion 
Czajkowski Krzysztof 
Dogolewski Michał 
Futyma Eugenjusz 
Grossmann Emanud (z odzn.) 
Henzel Marjan (z odzn.) 
Hoffman Władysław .', . 
Hupert Bronisław 
jabłonowski Władysław 
jamrógiewicz Zygmunt' 
Kalinowski Tomasz 
Kasztelewicz Karol 
Kielanowski janusz 


Szczudłowski jan 
Skałkowski Adam (z odzn.) 
Skrzyński Ignacy 
Sobański Władysław 
Stadnicki Stanisław hr. (z odzn.) 
Stramer Berisch 
Taube Aleksander 
Wyrostek Michał 


Koch Dawid 
Koch Saul 
Kotkowski Stanisław 
Krzyżanowski Eugenjusz 
Link józef 
Malczyński Bolesław 
Matkowski Wiktor 
Murzyński Wojciech 
Nowak Klemens 
Penzias Albert 
Reichenstein Meier 
Rozwadowski Władysław 
Sass Leizor 
Schwarz Mieczysław 
Seferowicz Stefan 
Steczkowski Władysław 
Stroka Kazimierz 
Wolf Leon 
Zach Herman 
Zieliński Karol 


Kinasiewicz juljan 
Koch Saul 
Komarzyński jan 
Koncowicz Antoni 
Kozubski Bolesław 
Lachnit Adolf 
Langie Stanisław 
Łopuszański Władysław 
Łukasiewicz Marjan 
Murzyński Wojciech 
Nowakowski jan 
Papara Aleksander 
Posselt Wilhelm 
Róg Stanisław 
Rzędowski juljan 
Sorokowski Mateusz 
Wierzchlejski Roman 


95
		

/Magazyn_130_01_0112_0001.djvu

			I 



6 


Rok 1899. 
A) 
Agopsowicz Mikołaj 
Aschkenazy Oskar 
Aksentyj Antoni 
Bachowski Władysław 
Bauer Rudolf 
Berlstein jakób 
Biliński jan 
Drewnowski Kazimierz 
Dziędzielewicz Witold 
Freund Dawid 
Giziński Tadeusz 
Halka Antoni 
Hausman Joachim 
jelonek Tadeusz 
Karpuszko Adam (z odzn.) 
Kliszcz Michał 
Koch Jan 
Kociuba Michał ' 
Kozłowski Henryk 
Kubes Rudolf 
K wasik Michał 
Łomnicki Antoni (z odzn.) 
Mokrzycki Miron 
Myszkowski Marjan 
Nizielski Adam 
Paczowski Bazyli (ekst.) 
Pikor Władysław 
Rachlewicz Bolesław 
Skałkowski Mieczysław (z odzn.) 
Rok 1900. 
A) 
Askenazy Hersch 
Beigert Ferdynand 
Berezowski Albin 
Berlstein jakób (ekst.) 
Berlstein Józef 
Blaustein J uda 
Czapczyński Witold 
Csesznak Karol 
Dąbski jan 
Degen Michał 
Dembiński Eustachy hr. 
Dugilewski Icyk 
Dworski Adolf 
Dyszkiewicz Roman 


W orobkiewicz Leon 
Zgoda Leon 


B) 
Buber Marceli 
Dukiet Zygmunt 
Elner jonasz 
Galusiński Kazimierz 
Górnicki Franciszek 
Herschtahl Samuel 
Kornbliit Abraham 
Lehm Samuel 
Mandel Aleksander 
Menkes Bertold 
Ostrowski jan 
Poller Maksymiljan 
Regenstreif Zygmunt 
Schumer Samuel 
Sokal Marek ,. 
Sołtyński Zdzisław 
Siisserman Emil 
Traubner juljusz 
Tyszkowski jan 
Wachtel Karol 
Wasylewicz Zygmunt 
Wernicki Władysław 
Zbierzchowski Henryk 
Zinn Izydor 
Zaba Stanisław 


Dzikowski Zdzisław 
Ehrenpreis jakób 
Eile Marceli 
Fischer Wilhelm 
Friedmann jakób 
Fuchs Franciszek 
Glanz Maurycy 
Gittelmacher MandeI 
Grodzki Czesław 
Grund Benjamin 
Hauslinger Ozjasz 
Hirsch Henryk 
Hirsch Hersch 
Kahane józef 
Karczewski Ludwik
		

/Magazyn_130_01_0113_0001.djvu

			Klarfeld Bogusław (z odzn.) 
Knopf Dawid 
Kostecki Mikołaj 
Kostiuk józef 
Męciński Roman (z odzn.) 
Mierzejewski Tadeusz 
Rydygier józef 
Saraczyński Włodzimierz 
Seferowicz Stanisław 
Sokal Herman 
Sokal Herman (z odzn.) 
Sokołowski Roman (z odzn.) 
Steciak jan 
Wandmajer Mojżesz 


B) 
Antler Baruch 
Bier Szaje 
Chojecki Rudolf 
Elmer Aleksander 
Elmer Baruch (z odzn.) 
Fischer Antoni 
Giziński Tadeusz 
Grzybowski Mieczysław 
jelonek Tadeusz 
jonas Izak 
Karaman Józef 
Kirschbaum Pinkas (z odzn.) 
Koch józef 
Kretchmer Kazimierz 


Rok 1901. 
A) 
Csesnak Kazimierz 
Dachs Herman 
Dawid Izaak 
Dudziakiewicz j ozef 
Feli jakób 
Freud Dawid 
Friser Oskar 
Gewiirz Marjan 
Goedl Marjan 
Gruiński Stanisław 
Grużewski Bolesław (z odzn.) 
Gut Marjan 
Hirsch Abraham 
Igel Henryk 


Kropf Feliks 
Leissner Izak 
Lewandowski Piotr 
Luft jakób 
Łukasiewicz Jerzy 
Mark Marceli 
Mund Baruch 
Niewiadomski Teodozy 
Odrzywolski Marjan 
Penzias Emil 
Piller Tytus (z odzn.) 
Pruszkowski Kazimierz 
Ptaszyński Remigjusz 
Przepiliński Stanisław 
Rabner Ludwik 
Schmorak W olf 
Schreiber Mieczysław 
Serwin Franciszek 
Sprecher Nissen 
Streit Maksymiljan 
Strusiński Wiktor 
Tendler Leon 
Thumin Korneli 
Wawrzyniecki Antoni 
Weissmann Aleksander 
Weissmann Baruch 
Wierzbowski Ludwik 
Zbyszewski Włodzimierz 
Zinn Izydor (ekst.) 


Kleiner Filip 
Knopf Salomon 
Kotecki Stanisław 
Krechowiecki Kazimierz (z odzn.) 
Kretz józef (z odzn.) 
Krug Kazimierz 
Kulczycki Łukasz 
Kutschera Emil 
Lang Bronisław 
Lisiecki juljusz 
Łapiński józef 
Skoczyński józef 
Stankiewicz Zdzisław 
Tomkowyd Mikołaj 
Witoszyński Witold 


97 


7
		

/Magazyn_130_01_0114_0001.djvu

			98 


B) 
Baral Edward 
Bier Schaje (eks L) 
Fogel Henryk 
Gelehrter Władysław 
Kalismann Chaim (z odzn.) 
Kober Lucjan 
Koperny józef 
Kretschmer Kazimierz 
Królikiewicz Marjan 
Kulpa Paweł 
Malski Adam 
Paluch józef (z odzn.) 
Pawłowski Bronisław 
Pazirski Ludwik 
Pistol Leon 
Plohn Alfred 
Reich Leizor 


Rok 1902. 
A) 
Allerhand Ignacy (z odzn.) 
Alles W olf 
Bombach Izrael 
Borowiczka Marjan 
Biirger jakowka 
Dobrowolski Adam 
Drak Karol 
Durst Emil 
F ell Izrael 
Feli juljusz 
Fischbein Adolf 
Gawlik Mieczysław 
Godl Marjan 
Hankiewicz Jarosław 
Hładij Michał 
Horowitz Salomon 
j urowicz Feliks' 
Kaczurba Feliks 
Kapuściak Marjan 
Kiełb Zygmunt 
Knobloch Ernest 
Kozubski Zygmunt 
Marusyn józef 
Sośnicki Kazimierz (z odzn.) 
Szwedzicki Władysław (z odzn.) 
Tymcik Włodzimierz 


Rosenstock Emil 
Schapira Wilhelm 
Schmidt Kamil 
Schwarz Chaim 
Sławiński Stanisław 
Smal Wincenty (z odzn.) 
Smarzewski Edward 

trycharski Ignacy (z odzn.) 
Swieżawski Bogusław 
Towarnicki Wiktor 
Tyczyński Andrzej 
Wierzbiański Zbigniew 
Wierzbicki Władysław 
Ulmer Adam 
Zagórski Adam (z odzn.) 
Zagórski Włodzimierz (z odzn.) 
Zawadzki Mieczysław 


B) 
Baral Edward 
Kantecki Stefan 
Kosiba józef (ekst.) 
Kretschmer Kazimierz (ekst.) 
Matkowski Stanisław 
Michniewicz Roman 
Musianowicz Adolf 
Papee Karol 
Parnes Zygmunt (z odzn.) 
Peczenik Abraham 
Pelczarski józef (ekst.) 
Piechowski Seweryn 
Pieczonka Edward 
Plohn Alfred 
Ptasiewicz jan 
Roth Adolf 
Rychlicki jan 
Sabiński Artur 
Schachter jakób 
Seidel Mieczysław 
Selinger W olf 
Sokal Bernard 
Staufer Ludwik 
Steising- Turczyński Zbigniew 
Sułkowski Zdzisław 
Tyszkowski Bronisław
		

/Magazyn_130_01_0115_0001.djvu

			Ujejski Alfred 
Werber Leopold 
Widy Andrzej 
Wieczorek jan 
Rok 1903. 
A) 
Adlof Franciszek 
Augustin Zygmunt 
Biliński Marjan 
Blass Aron 
Borzęcki Konstanty 
Christmann Rudolf 
Czaczkes Borys 
Czapczyński Tadeusz 
Diaczek Stanisław (z odzn.) 
Dobija Michał 
Dobrowolski Adam 
Drexler Aleksander 
Durst Ernest 
Haberman Salomon 
Hawrylinka Seweryn 
Heer Stanisław 
Hilbricht Edward (z odzn.) 
jakubski Stanisław 
jiittes james 
Kaszubski Stanisław 
Kilarski jan 
Kinel Zygmunt 
Konopka Leon 
Kornicki Stanisław 
Krenzel Władysław 
Kucharski Władysław 
Link Franciszek 
Ładoś Roman 
Padiak Władysław 
Romanowski Erazm 

trojnowski Roman 
Zarski Piotr 


B) 
Blauth Tadeusz 


Rok 1904. 
A) 
Adlof Franciszek 
Augustin Zygmunt 
Baczes joachim 
Birnbaum Gustaw 


Wierzbicki Franciszek 
Zagórski Stefan (z odzn.) 
Zelazowski Tadeusz 


Immeles Henryk 
Karasiński Walery 
Kohl Alfred (z odzn.) 
Kozubek Włodzimierz 
Kubala Henryk 
Kuta Antoni 
Lustig Fischel 
Łazarski Otmar 
Makuszyński Kornel 
Motyl jan 
Narzymski Tadeusz 
Olszewski Alfred 
Paluch Stanisław (z odzn.) 
Przepiliński Alfred 
Rappaport Naftali 
Rothfeld jakób 
Schajowicz Meschulim 
Schaller Wilhelm 
Seniów Tadeusz 
Silberschein Adolf 

kalisz juljusz 
Sliwiński jan 
Sonntag Leon 
Stobiecki Zygmunt (ekst.) 
Stolba Władysław 
Sokal Bernard 
Stangenhaus Maksymiljan 

zeib Herwin 
Sliwiński jan (z odzn.) 
Weber Oskar 
Wojnar Aleksander 
Woj nar józef 
W ojtanowicz Zygmunt (z odzn.) 
Wójcik Bronisław 
Wolański Wacław 
Żelechowski Adam 


Bodian Abraham 
Carewicz juljan 
Cerkiewicz Nestor 
Dadak jan 
Dąbrowski jan 


99 


7.
		

/Magazyn_130_01_0116_0001.djvu

			100 


Domaszewski Jan (z odzn.) 
Dzierzyński józef (z odzn.) 
Epstein Karol 
Galas Franciszek 
Geschwind jakób 
Gliick Nachman 
Goldschmidt józef 
Grużewski Władysław 
Holinkowski Adam 
jaworski Kazimierz 
Illeczko Hilary 
Kinel Zygmunt 
Kłeiner juljan (z odzn.) 
Kopystiański Miron 
Kruszelnicki Korneli 
Krynicki Juljan 
Krypiakiewicz Jan 
Lefki Eugenjusz 
Lekczyński Czesław 
Lothringer Maksymiljan 
Ładoś Roman 
Nadraga Aleksander 
Poznański Karol 
Treter Mieczysław 
Weber Oskar 
Zawałkiewicz Kazimierz 


B) 
Drescher Berisch 
F eliks Emil 
Finkelstein Saul 
jączek Michał 
Rok 1905. 
A) 
Atlas Karol 
Augustyn Zygmunt 
Blatt Zygmunt 
Bodian Abraham 
Brumer Mojżesz 
Carewicz j uljan 
Chorąży Stanisław 
Czaprański Wincenty 
Dąbrowski Franciszek 
Degen Albert 
Dygnas Rudolf 
Finkelstein Febus 
Fitzner jan 
Flecker Wilhelm (z odzn.) 


Kordys Roman 
Korlakowski Władysław 
Koziara Franciszek 
Król Leon 
Krykiewicz jan 
Lipschitz jan 
Lisowski Mieczysław 
Maślanka jerzy (z odzn.) 
Matula Wincenty 
Mehrer Mojżesz 
Motal jan 
Osławski józef 
Papierkowski Emiljan 
Pordes Ignacy 
Rataj Maciej (z odzn.) 
Reich Leizor 
Rosenbaum Leon 
Rosenmann Hirsch 
Schaller Wilhelm 
Schechtel Edward 
Silber Maksymiljan 
Skałkowski Zdzisław (z odzn.) 
Sokal Ludwik 
Stafiński Wincenty 
Starzewski Zygmunt 
Thon Karol 
Thorn Otto 
Zaczek Stanisław 
Zawadzki Tadeusz 
Ziembicki Henryk 
Zwilling Emanuel 


Friser Henryk 
Gottesmann Szymon 
Hilbricht Stanisław (z odzn.) 
Hirschsprung Edward 
Hirschsprung jakób 
Hiittner Beril 
jabłoński Piotr 
jabłoński Włodzimierz 
jaśkiewicz Adam 
jager Arnold 
Karasiński Leopold 
Kawecki Tadeusz 
Komornicki Stefan 
Krenzel Eugenjusz 
Krypiakiewicz Leon
		

/Magazyn_130_01_0117_0001.djvu

			Ksiądzyk Zygmunt 
Lefki Eugenjusz 
Matuszewicz Wiktor 
Patryn Adam 
Parlikiewicz Włodzimierz 
Różycki Benedykt 
Semis józef 
Smereka Eugenjusz 
$tadnyk Andrzej 
Swieżawski Ludwik 
Weinreb Uszer 


B) 
Adelman janina (pryw.) 
Barach Fryderyk (z odzn.) 
Bielówka józef 
Frostig Mojżesz 
Galotzy Wilibald 
Goldschmidt józef 
Hnatowicz juliusz 
Hosz Tadeusz 
jędrkiewicz Emanuel 
Kimmelmann Oswald 
Kowalski Antoni 
Kraemer Marcin 
Kruczkowski Franciszek (ekst.) 
Kucharski Marjan 
Kulpa Paweł (ekst.) 
Lorenz Stefan 


Rok 1906. 
A) 
Anaszkiewicz Teofil 
Armatys Wiktor (z odzn.) 
Baczes Maurycy 
Bałaszeskuł Franciszek 
Bełtowski Marcin 
Blatt Zygmunt 
Bodian Abraham (ekst.) 
Bryła Stanisław 
Csala Paweł 
Doller Maurycy 
Dygnas Rudolf 
Ehrenreich Zygmunt 
Frenkel jeremiasz (z odzn.) 
Friedmann Szulem 
Górka Franciszek (ekst.) 
Hardt Stanisław 


Lothringer Maksymiljan 
Mirkowski Michał 
Odzierzyński Tadeusz 
Opitz Marceli 
Pasławski Stefan 
Pietrzak Kazimierz 
Podwapiński Franciszek 
Poest jan 
Rappaport Leopold 
Rosenbaum Leon 
Rosenfeld Karol 
Rosenfeld Ludwik 
Rothfeld Adolf 
Ruff Ira 
Rysiak jan 
Sahanek Witold 
Schermant jakób (z odzn.) 
Schwarzapfel Mojżesz 
Smoleński Roman 
Sonne Emanuel 
Stefczyk Tadeusz 
Syrovy jan (ekst., z odzn.) 
Umański =:)tanisław (z odzn.) 
Widawski józef 
Wierzbowski józef 
Wittmann jakób 
Zarębski Leopold 
Zawadzki Alfred (z odzn.) 


Hecht Edmund 
Hescheles Henryk 
Immerdauer Izaak 
Katz Filip 
Kawecki Tadeusz (ekst.) 
Kraśniak józef 
Krzyż Stanisław 
Kyc Adam 
Lewicki juljan 
Marki Walerjan 
Menkes Abraham 
Menkes jakób 
Menkes Maurycy 
Schwarzbrand Bernard 
Wagner jan 
Wehrstein Emiljan 


101
		

/Magazyn_130_01_0118_0001.djvu

			102 


B) 
Babiński Wacław (ekst.) 
Bader Karol 
Buszek Stefan 
Drak juljusz 
Englert Bronisław 
Gamski Kazimierz 
Gross Marjan 
Habernoga Karol 
Kierwiński józef 
Kropiwnicki Stanisław 
Lindenbaum Oskar 
Nieduszyński Tadeusz (z odzn.) 
Niemczewski Erazm 
Nowicki Czesław 
Nowotarski Augustyn 
Pawłowski Zygmunt 
Pazirski Stefan 
Pikor Tadeusz 
Polio Marjan 
Przybysławski Seweryn (z odzn.) 
Rosmarin Otto 
Rosenfeld Ludwik (ekst.) 
Ross józef 
Rok 1907. 
A) 
Antoniewicz Tadeusz 
Armatys Bolesław 
Arzt Adolf 
Arzt Herman 
Atlas Henryk 
Bahrai Maks 
Berezowski Marjan 
Biliński Tadeusz 
Boratyński józef 
Brygider Włodzimierz 
Cengel Stanisław 
Czapelski Aleksander (z odzn.) 
Daszkiewicz Mieczysław 
Dembiński Włodzimierz 
Domaszewski Adam 
Fuhrman Ignacy (z odzn.) 
Golański jan 
Grużewski Mieczysław (z odzn.) 
Haponowicz Norbert (z odzn.) 
Heilberg Natan 
Hescheles Izydor 


Ruder Samuel (z odzn.) 
Safran Nachmyn 
Samuely Aleksander (z odzn.) 
Sapieha Paweł ks. 
Schapira Maksymiljan 
Schechtel Władysław 
Schwarz jakób 
Schwarz Mojżesz 
Seidl Piotr 
Sethaler Karol 
Sidorowicz Bogusław (z odzn.) 
Sidorowicz Stanisław 
Sprecher Emanuel 
Sucharda Aleksander (z odzn.) 
Szczerbowski Marjan 
T omasik Seweryn 
Wepper Tadeusz (z odzn.) 
Wierzbiański Wacław 
Wysocki józef 
Zaczek jan 
Zarębski Leopold 
Zielonka Antoni 
Zielonka Stanisław 


januszewski Kazimierz 
jiittes jacques 
Kalityński Mieczysław 
Knopf Adolf 
Kopeć Antoni 
Kos Karol 
Kowal Ludwik 
Krause Eugenjusz 
Krówczyński Zbigniew 
Kupczyński Włodzimierz 
Kweller Abraham 
Landau Alfred (z odzn.) 
Madeyski Wincenty 
Majewski Ludwik 
Merunowicz jan 
Muzyka Maksym (z odzn.) 
Oberhard Leopold 
Pańkiewicz jan 
Pasławski Alfred 
Rathauser jonasz 
Sobota Tytus 
Tedecki Tadeusz
		

/Magazyn_130_01_0119_0001.djvu

			B) 
Barth Zbigniew 
Biliński Edmund 
Brenner Abraham (z odzn.) 
Brzezowski Henryk 
Danielec Zygmunt 
Diamant Maksymiljan 
joszt Adolf (z odzn.) 
Kostecki Innocenty 
Krzakowski Władysław 
Krzyżanowski Zygmunt 
Kułakowski Kazimierz 
Kwiatkowski Zygmunt 
Moldau Samuel 
Mondlicht Antoni 
Morański Stanisław 
Mostowski Szczepan 
Namysłowski Szczepan 
Nycz Mikołaj (z odzn.) 
Pikor Stefan 
Pindelski Adam 


Rok 1908. 
A) 
Arzt Adolf (ekst.) 
Baar Władysław 
Biliński Tadeusz 
Bilor Marjan 
Biłozor Włodzimierz 
Czerwiec Mikołaj 
Ditz Michał 
Dorosz Antoni 
Dzieduszycki Stanisław hr. (pryw.) 
Fiebert Herman (z odzn.) 
Fuhrmann Edward (z odzn.) 
Geller Mendel 
Hibel Rudolf 
Horodyski józef - , 
Kittay Paweł 
Klug Ernest 
Knopf Herman 
Lemel Maurycy 
Locker jakób 
Lowenstein Stanisław (z odzn.) 
Mach Roman 
Madeyski Witold 
Mahl Gustaw 
Majewski Ludwik (ekst.) 
Maliszewski jan 


l 


Piotrowicz Władysław 
Poplicha józef (z odzn.) 
Pokiziak Władysław 
Roganowicz józef 
Rosenfeld Edwin (z odzn.) 
Safran Nachman 
Sandei jakób 
Schmidt Stanisław 
Schwarz Mojżesz 
Semkowicz Zygmunt 
Seyfried Edmund 
Skublicki Stanisław 
Stuchły Stanisław 
Sucharda Tadeusz 
Szeremeta Stanisław 
V oit Michał 
Wierzbiański Wacław 
Wittlin jakób 
Wondrausch Stanisław 
Zawadowski Witold 
Zenkner jan 


Markus Aleksander 
Marusyn Stefan 
Maryan Edmund 
Massalski jerzy hr. 
Massalski Roman hr. (z odzn.) 
Meisel Hersch 
Merunowicz jan (ekst.) 
Nyrkowski Władysław 
Oberhard Leopold (ekst.) 
Piotrowski Rafał 
Rosenbusch Edmund (z odzn.) 
Schwarz Kopel 
Semis Artur (z odzn.) 
Silber Albert 
Shidek jerzy 
Sobolewski Władysław 
Suslak Eugenjusz (z odzn.) 
Wachtel Filip 
W ojtalewicz Bolesław 


B) 
Aksentowicz Wacław 
Arnold Ignacy 
Balcer Marjan 
Brenner jakób (z odzn.) 
Bryk Tadeusz 


103
		

/Magazyn_130_01_0120_0001.djvu

			104 


Brzezicki Eugenjusz 
Bund Maksymiljan 
Czapelski Stanisław 
Czaporowski Leonard 
Ekiert Roman (z odzn.) 
Hammer Leopold 
Hausmann Izydor 
Horn Maurycy 
jaworski jerzy 
Kowalewski Mieczysław 
Kruczkowski jan 
Krzakowski Władysław 
Langner Roman (z odzn.) 
L6w Abraham 
Moskwiński Kazimierz 
Munclinger józef (z odzn.) 
Nowak jan 
Rok 1909. 
A) 
Bałaban józef (ekst.) 
Bardach Maurycy 
Bednarczuk Łukasz 
Belemer Maksymiljan 
Bereza Alfred 
Bergstein Schlojme 
Bergtraun Ignacy 
Bodnar Michał 
Brendel józef 
Bronarski Ludwik (z odzn.) 
Chorkawy Władysław 
Dąbrowski jan 
Fąfara Ludwik 
Fiala Eugenjusz (ekst.) 
Flecker Karol 
Frankel Aleksander 
Goldschlag Natan (ekst.) 
Grodzicki Mieczysław 
Hibel Rudolf 
Horodyski Adam 
Horodyski józef 
Kucharski Stanisław 
Landes Wiktor 
Lehnert Seweryn (ekst.) 
Lemel Oswald 
Lindert Aleksander 
Łodyński Emiljan 
Manner józef 
Markus Aleksander 


Pelc Roman 
Petry juljusz (z odzn.) 
Pichler Wilhelm 
Pilewski józef 
Prochaska józef 
Romański Tadeusz 
Rossowski Zygmunt 
Rubinfeld Febus (z odzn.) 
Sadleja Mieczysław 
Schiffman Adolf 
Stark Seweryn (z odzn.) 
Szkodziński Stanisław 
Tunis Adolf 
Wagner Adam 
Ważny Kazimierz 
Wierzejski józef 
Zubik Marjan 


Martynowicz Władysław 
Mączyński józef (eksL) 
Michalicha Andrzej (ekst.) 
Nechay Alfred 
Rothberg juljusz 
Rudnicki Zygmunt (ekst.) 
Schreiber Wilhelm 
Smólski Tadeusz 

onne Maksymiljan 
Sliwiński Ferdynand 
Witka Michał 
W olańczyk Marjan 
Zawadzki Alfred 
Zawidowski Karol 
Żylski Ignacy 
B) 
Adamczewski Stefan 
Bart joachim 
Bernhardt Henryk 
Birnbach Henryk 
Birnbaum jakób 
Bocśon Artur 
Borkowski Piotr hr. (pryw.) 
Burstin Izak 
Chrząszczyński Stefan 
Dajsenberg Augustyn 
Dąbek Stanisław (z odzn.) 
Ewen Chaim 
Faranowski Antoni
		

/Magazyn_130_01_0121_0001.djvu

			Feit Aleksander 
Finkelstein Adolf 
Fleytuch Kazimierz 
frenkel Karol (z odzn.) 
Gross Adolf 
Hatismann Zygmunt 
Horowitz józef 
juśków Stanisław 
Karecki Medard 
Kłos józef 
Kohl Aleksander (z odzn.) 
Krajewski Stanisław (z odzn.) 
Kuzyk Roman 
Łoziński Emanuel 
Łubieńska Zofja hr. (pryw.) 
Małaczyński Mieczysław 
Marynowski jan 
Menkes Emil 
Mudrak Antoni (z odzn.) 
Miiller józef 
Nadel jakób 
Niesiołowski Zdzisław 
Nowotny Eugenjusz (pryw.) 
Rok 1910. 
A) 
Arvay Władysław (ekst.) 
Baar Ludwik 
Bedlewicz Franciszek 
Beigel Leopold 
Biegański Wawrzyniec 
Blass Salomon 
Bronarski Alfons (z odzn.) 
Drewniak Włodzimierz 
Dornfest Bernard (ekst.) 
Ehrlich jakób 
Federbuscl) jakób 
Fedyński Swiatosław 
Fraenkel Emanuel 
Hołowka Władysław 
Kahane Henryk 
Kulczycki Aleksander (ekst.) 
Lachowski Stanisław (ekst.) 
Landes Robert 
Landau Ludwik (z odzn.) 
Lewicki Aleksander 
Liebling Wiktor 
!.adoś Aleksander (z odzn.) 
Łodyński Emiljan 


Ostrowski Stanisław 
Pisarik Kamil 
Pietruski Oktaw 
Podlisecki Piotr 
Roller Hersch 
Romanowski Henryk 
Rosenmann Eman 
Rosmarin Zygmunt 
Roth Edwin 
Schneebaum Maurycy 
Stefek Emil 
Thorn Maurycy 
Tobiczyk Franciszek 
Urzędowski Rafał 
Uszyński Wojciech 
Walczyk Zygmunt 
Wiesenberg józef 
W ohlfarth Stanisław 
Wróbel Franciszek 
Wyczyński józef 
Weinberg Karol (pryw.) 
Zawadzki jan 
Zwilling Zygmunt 


Łysakowski jan 
Miziewicz Andrzej (z odzn.) 
Mrozowicki Stanisław (pry w.) 
Motyczko Czesław (ekst.) 
Niklewicz Rajmund (ekst.) 
Pawlikowski jan (eksL) 
Popowicz Roman 
Popper Aleksander 
Rotwand Tadeusz (eksL) 
Sawicki jan 
Schapira Marcin 
Scharf Henryk 
Senyszyn Roman 
Smólski Tadeusz (pryw.) 
Storch Izrael 
Siisswein Herman 
Szymała Leon 
Tabor Wojciech (z odzn.) 
Topolnicki Zygmunt (ekst.) 
Tustanowski juljusz (ekst.) 
Uszyński Dionizy (ekst.) 
Wierzbicki józef 
Wittlin Paweł (z odzn.) 
Woś jan (ekst.) 


105
		

/Magazyn_130_01_0122_0001.djvu

			106 


Wowków Aleksander (eksL) 
Zawadzki Alfred 
Zawidowski Karol 


B. a) 
Adamczewski Stefan 
Bardzik Marjan 
Burda Stanisław 
Buszyński Marjan 
Chudzik jan 
Dąbrowski jerzy 
Duszczyński Edward (z odzn.) 
Galotzy Zdzisław (z odzn.) 
Grocholski Stanisław (z odzn.) 
jarosiński Paweł 
Kamieński Edmund 
Krogulski Tadeusz 
Książkiewicz Kazimierz 
Kunz Aleksander (z odzn.) 
Midioch Bronisław 
Odzierzyński Roman 
Pineles Oskar 
Repetowski Adam 
Riemer Leon 
Schuster Alojzy 
SeItenreich Zygmunt 
Siatecki Włodzimierz 
Skurski Franciszek 
Somer Leopold 
Tracz Franciszek 


Rok 1911. 
A) 
Bajsarowicz józef 
Bardach józef 
Belohlavek Roman (z odzn.) 
Bereźnicki Karol 
Berger Maurycy 
Błażewski Stanisław 
Bohonos Włodzimierz 
Bombas Ludwik 
Boretz Mojżesz 
Czajkowski Tadeusz 
Dienstenfeld Chaim (z odzn.) 
Ekielski Aleksander (z odzn.) 
Fałęcki jan (ekst.) 
Garczyński Tadeusz 
Greźl Ludwik (ekst.) 
Grzebieniak Włodzimierz 


Wiksel Fryderyk 
Zawałkiewicz Mieczysław 
Zipper Władysław 
B. b) 
Batycki Kazimierz 
Besen Zygfryd 
Buber Bronisław (z odzn.) 
Gabel Ludwik 
Gidlewski józef (z odzn.) 
Groebl Teodor 
Gruder Oskar 
Herbst Tadeusz 
Hilewicz Stanisław 
HirschtriU Michał 
Kotlarz Kazimierz 
Kuśnierz Emil 
Liana Franciszek 
Ordyczyński Mikołaj (z odzn.) 
Piro Karol 
Pro ki Kazimierz 
Raps Emil 
Rawski Władysław 
Rittigstein Artur (z odzn.) 
Rossowski Zygfryd 
Scholz Michał 
Skałkowski józef 
Szechiński Franciszek 
Tadlewski Albert 
T oth Walery 


Hoch Zygfryd 
Hutter Izak 
Illeczko Zygmunt 
jaworski Bronisław (ekst.) 
Karowiec Klaudjusz 
Kikiewicz Henryk 
Kossowski Mieczysław 
Kuczyński Eugenjusz 
Kuśnierz jarosław 
Langert Franciszek (ekst.) 
Lewkowicz józef (z odzn.) 
Liebling józef (z odzn.) 
Michciński jan (ekst.) 
Motal Karol 
Mrozowski Stanisław (ekst.) 
Okulicki Walenty (ekst.)
		

/Magazyn_130_01_0123_0001.djvu

			Onyszkiewicz Longin 
Partyka józef 
Polniakowski jan 
Popowicz Roman (ekst.) 
Rapp juljan 
Romański Tadensz 
Rosenfeld Hugo 
Różycki Karol 
Saumselig Arnold 
Schlam Majer (z odzn.) 
Si dor Michał (ekst.) 
Slezak Antoni (pryw.) 
Smólski Tadeusz (ekst.) 
Stecyk Piotr 
Szczerba Teofil 
Zennermann józef 
Związek Wojciech (ekst.) 
B. a) 
Baczes Henryk 
Bałaban Leopold 
Beer Artur 
Białkowski Zygmunt 
Chołoniewski Adam 
Dziopiński Zdzisław 
Dulęba Karol (pryw.) 
Dziwota Władysław 
Harasymowicz Stanisław 
Helin Abraham (z odzn.) 
Hohendorff jerzy 
jurjewicz Mieczysław 
Krogulski Zygmunt 
Kurkowski Antoni 
Lamon Naftali 
Loret Tadeusz 
Polakiewicz Karol 
Rapaport Naftali 
Rapp Samuel 
Redisch Aron 
Rosner józef 
Skałkowski Adam 
Sołtysik Kazimierz (z odzn.) 
Sonne Edmund 
Stefek Stanisław 
Rok 1912. 
A. a) 
Begleiter Zygmunt (z odzn.) 
Berner Leon 


Szajdek Karol 
Szajowicz józef 
Szymański Władysław (pryw.) 
Toth Walery 
Urzędowski Hieronim 
Witoszyński józef 
Zaleski Feliks 
Zamłyński Józef (z odzn.) 
Zip per Karol 
B. b) 
Aszkenase Maksymiljan 
Bałłaban Karol 
Batycki Kazimierz (eksL) 
Chmieliński jan 
Chrapek jan 
Domrazek Leon 
Finkelstein józef 
Goldfrucht Benno (pryw.) 
Hamerski Karol 
Hescheles Bronisław 
Hiiss Ludwik 
jabłoński Mieczysław 
Korner Wilhelm 
Mann Leib 
Mitraszewski Tadeusz 
Peschel Karol 
Platowski Kazimierz 
Polak Tadeusz 
Rappaport jakób (pryw.) 
Rappaport józef 
Rataj Roman 
Schwab Edward 
Skałkowski józef 
Sobek Roman 
Sobota Mieczysław 
Speichler Maurycy 
Sprecher Karol 
Stolz Bertold 
Szumiakowski Marjan (z odzn.) 
Szwec Stanisław 
Tyban Władysław 
Wittlin Wilhelm 
Wyszyński Kazimierz 


Diamand józef 
Filipek Michał 


107 


. 


.....
		

/Magazyn_130_01_0124_0001.djvu

			" 


108 


. 


Gelber jan 
Gliicker Hersz 
Graumann (Burstin) Mendel 
(z odzn.) 
Hipp jan 
Hrycyk Mirosław 
j akonowicz Marjan 
jaworski Ignacy 
Karczmarski Franciszek 
Kirschbaum Wilhelm 
Kociaba Adam 
Komarzyński Michał 
Kulczycki Tymoteusz 
Kuśnierz jarosław 
Leszczyński Stefan 
Loewenstein Abraham (z odzn.) 
Maliszewski Leon 
Sil ber Bernard 
Słowik Tadeusz 
Stocki Włodzimierz 
Stosyk Stefan (z odzn.) 
Szlemkewicz Mikołaj (z odzn.) 
Włodek Stanisław (pryw.) 
A. b) 
Bauer Mieczysław 
Cwojdziński Kazimierz 
Czuczkiewicz józef 
Dąbrowski Tadeusz 
Dorosz jan (z odzn.) 
Duldig Ignacy 
Finsterbusch Seweryn 
Goldhammer justyn 
Grossfeld Emanuel 
Halpern Marek (z odzn.) 
Hausman Bronisław 
Hayder Adam (z odzn.) 
joniak Franciszek (z odzn.) 
Kwiatkowski Stefan 
Liebling Henryk (z odzn.) 
Lutman Stanisław 
Midioch Edward 
Mikołajski Marjan 
Neuberger Ludwik 
Nowak jan 
Nowosielecki Tadeusz 
Piskozub Władysław 
Rejowski juljan 
Rybicki Tomasz 


Sedlaczek Franciszek 
Szydlik józef 
B. b-c) 
Adamek Henryk 
Bałaban Leopold 
Bartel Leon 
Białkowski Zygmunt 
Bobrownicki Włodzimierz 
Borkowski Stanisław (z odzn.) 
Chołoniewski Adam 
Cybulski Kazimierz 
Czaporowski józef 
Czarnożyński Adam 
Dreher Wacław 
Dorożyński Marjan 
Dziopiński Zdzisław 
Engel Stanisław 
Frankel Ludwik 
Foryst Ferdynand (z odzn.) 
Gallet Zygmunt 
Gdula Paweł 
Harasymowicz Stanisław 
Herbst Mieczysław 
Hoffmann Maksymiljan 
Holinkowski Stefan (z odzn.) 
Hołda Franciszek 
Hornung Adolf 
jahnsohn józef 
joszt Rudolf (z odzn.) 
jurjewicz Tadeusz 
Kaliński Zenon 
Katz Natan 
Klinger Hersz 
Kręczyński Tadeusz (z odzn.) 
Langner Bruno 
Legeżyński Michał (z odzn.) 
Lichowski józef 
Lijana józef 
Łoziński Roman 
Nadel Rudolf 
Niedzielski jan 
Peschel Karol 
Primost Leon (z odzn.) 
Rappaport Naftali 
Reisler Abraham 
Richter jan 
Rosenzweig Leizor (z odzn.) 
Rosner Zygfryd
		

/Magazyn_130_01_0125_0001.djvu

			Rottenberg Edmund 
Salitermann Hilary 
Schnajder Stanisław 
Sędzimir Tadeusz (z odzn.) 
Singer józef 
Skąpski juljan 
Smereka Stanisław 
Sokołowski józef 
Sołtys Tadeusz 
Stanoszek Piotr 
Stecula Andrzej 
Stolz Bertold 
Styrna Władysław 
Szandrowski Stanisław 
Rok 1913. 
A) 
Auerbach Ignacy 
Bar Aleksander 
Bielowski Witołd 
Bisanz Leonard 
Blaicke jan (ekst.) 
Bryk Marjan 
Butz Tadeusz (z odzn.) 
Chołoniewski Edward 
Deresiewicz Wolf (z odzn.) 
Ditz Franciszek 
Domiszewski Władysław 
Duczyński jan (ekst.) 
Gerlach jan (z odzn.) 
Giżewski Ignacy (ekst.) 
Grossinger Leiwe 
Hausman Bronisław 
Hołowiak Antoni 
Hubel jan 
Jaworski józef 
Kanafas Gustaw 
Knopf Samuel 
Kowarzyk Antoni (z odzn.) 
Kulmatycki Włodzimierz (z odzn.) 
Kupczyński Stanisław (z odzn.) 
Kuźmak Władysław 
Leder Maurycy (z odzn.) 
Lewicki józef 
Libek Edward 
Luft Naftali 
Lutwak Szloima (ekst.) 
Majewski Kazimierz 
Meissner Adolf 


l 


Terlecki Władysław 
Theodorowicz Władysław 
Tobiczyk Stanisław 
Tobiczyk Władysław 
Tomicki Stanisław (z odzn.) 
Tournelle Henryk (z odzn.) 
Tyban Władysław 
V ogelfanger Zygmunt (z odzn.) 
Wallner Stanisław 
Weinberg jerzy 
Weinstock Leon 
Wiktor Tadeusz 
Wyczyński jan 


Mikołowicz Andrzej 
Miimler Kazimierz 
Nechay Wiktor 
Nieduszyński Adam 
Osuchowski józef 
Paluch Kazimierz 
Parandowski jan 
Parylewicz Stanisław (z odzn.) 
Patraszewski jan 
Pauluchów Mieczysław 
Proskurnicki Eugenjusz 
Piłat Grzegorz (z odzn.) 
Piskozub Władysław 
Piro Stanisław 
Podwin Witold 
Prosołowicz Stanisław (z odzn.) 
Przednowek Karol 
Raps józef (ekst.) 
Rettinger Stefan 
Rybicki jerzy 
Sedlaczek Franciszek 
Silber Bernard 
Slcide k Władysław 
Sorg Henryk 
Steciak Tomasz 
Stelzer Witold (z odzn.) 
Szewczuk Mikołaj 
Szmigielski Dyomedes 
Szwec józef 
Szyjkowski Leon 
Tomasik Witold 
Toth Józef 


109
		

/Magazyn_130_01_0126_0001.djvu

			110 


Tychowski Stefan 
Wasylewski Jan 
Wohl Tadeusz 


B) 
Bernsohn Zygmunt 
Bojdek Herman 
Briickner Aleksander 
Czaporowski józef 
Dawidowicz Antoni 
Decowski Bronisław 
Dębowski Karol (pryw.) 
Dyga Lucjusz 
Dzieliński Edward 
Dziopiński Zdzisław (pryw.) 
Dżułyński Witold 
Gallet Zygmunt 
Głód Władysław 
Grenzbauer Henryk 
Gromski Antoni 
Grzeszczuk jan (z odzn.) 
Harasymowicz Stanisław 
Kisielewski Władysław (ekst.) 
Klang Selig 
Kosiński Tadeusz 
Kohsling Władysław 
Lachowicz Mieczysław 
Langner Brunon 
Legeżyński Stanisław (z odzn.) 
Litwiński jan (z odzn.) 
Luka Zygmunt (z odzn.) 
Łopatkiewicz Marjan 
Łucyna Włodzimierz 
Macheta Kazimierz 


Rok 1914. 
A) 
Adamek Eugenjusz (z odzn.) 
Aschkenase Stefan 
Biegus józef (pryw.) 
Bielak józef 
Borowski Wacław (z odzn.) 
Brzozowski Kazimierz (z odzn.) 
6uczkowski Mieczysław 
Cupka jan (pryw.) 
Czarkowski Kazimierz 
Czuczwar Stanisław 
Cwojdziński Antoni 
Daniluk Teofil 


Makowitz Aleksander 
Malinowski Władysław (pryw.) 
Meisels Maurycy 
Mękarski Stefan 
Mossóczy jan 
Neuman Jankiel 
Oehlenberg Benno 
Perlmutter Alfred 
Porębski Tadeusz 
Riemer Rudolf 
Rogowski jan (z odzn.) 
Rogoziński Stefan 
Rubinfeld Marek 
Schifmann Alfred 

chmerbach Leibisz (z odzn.) 
Schneekraut jakób 
Schwieger Juljusz 
Singer Henryk 
Smereka jan (z odzn.) 
Sommer Abraham 
Sołtysik Adam 
Starkmann Łazarz (pryw.) 
Sterner Leon 
Szulisławski Mieczysław (z odzn.) 
Tadanier Emil 
Wallner Stanisław (pryw.) 
Waydowicz Tadeusz 
Waydowicz Zygmunt 
Wepper Albert 
W ohlfeld Guttmann 
Zawadzki Kazimierz 
Ząbecki Tadeusz 
Zięborak Stanisław 


Diakuńczak jerzy 
Eifermann Alfred (z odzn.) 
Ende józef 
F eder jan 
F edyn Adam 
Frisch Alfred (z odzn.) 
Giliczyński jan 
Goldhammer Karol 
.Górski Tadeusz 
Griinfeld józef 
Herzel józef 
Iwanicki Adam (z odzn.)
		

/Magazyn_130_01_0127_0001.djvu

			Jasiński Tadeusz 
jaksmanicki Maksymiljan 
Kahane Wilhelm 
Kalt juljusz 
Kamienobrodzki Tadeusz 
Kocowski Mieczysław 
Kolbuszowski Władysław 
Kruczek Mieczysław 
Kruszyński Tadeusz 
Krygiel Marjan 
LangenfeId Witold 
Lewicki Adam (z odzn.) 
Lind Leopold (z odzn.) 
Łazoryk Bohdan (z odzn.) 
Łopatkiewicz jan (z odzn.) 
Olszewski Kazimierz (z odzn.) 
Ornstein Samuel 
Proskurnicki Eugenjusz 
Selig jonas 
Skulicz Kazimierz 
Smidowicz Zdzisław 
Sochocki Zdzisław 
Strzelecki Stanisław 
Szyjkowski Leon 
Tempel Oskar (z odzn.) 
Thorn Lazar 
Towarnicki Stanisław 
Urbanowicz Władysław 
Wawrausch Adam 
Weiner Artur 
Wieniewski Ignacy (z odzn.) 
Wróbel Marjan (z odzn.) 
Zabłocki Bronisław (z odzn.) 
Zajączkowski jan 


B) 
Agid Adolf 
Agid Edward 
Bomba Michał 
BrandsUi.tter Wilhelm 
Breitling Adolf 
Chuwis Zygmunt 
Czaczkes Zygmunt 
Dziopiński Zdzisław (pryw.) 
Enser Mordche 
Erdmann Norbert 


. 


Ficowski Alojzy 
Fleck Ludwik (z odzn.) 
Gługiewicz Antoni 
Gottlieb Zygmunt 
Grycko Emil 
Haber Michał 
Hescheles Maurycy 
Horszowski Samuel 
Hiitt Arnold 
Hiittner juljusz 
Ihr Edward (z odzn.) 
Kamiński józef 
Klar Emil 
Krogulski Zdzisław 
Lieblich Bernard 
Lorek Franciszek 
Mieser jakób 
Modlinger Teofil 
Mudry Władysław 
Nagaj Stanisław 
Netreba Władysław 
Onyszkiewicz Bruno 
Patry n józef 
Perlmann Albert 
Perlmutter Karol 
Plecity józef 
Podbicza Marjan (eksL) 
Reisler Izydor 
Rosborski Marjan (ekst.) 
Rosenbaum Aleksander 
Schwamm Dawid 
Smerek Aleksander (z odzn.) 
Smyk Adam 
Starkman Łazarz (pryw.) 
Szeligowski Tadeusz (z odzn.) 
Tadanier Maurycy (pryw.) 
Taflowicz Salomon (z odzn.) 
Tarnawski Ferdynand (z odzn.) 
Tennenbaum Leopold 
Thumin Ignacy 
Thune joachim 
Tune Simche 
Wałach Tadeusz 
Weingarten józef 
Wierzbicki Marjan 
Zawadzki jan 


111
		

/Magazyn_130_01_0128_0001.djvu

			. 


112 


Rok 1915. 
A) 
Barłog Witold 
Bis Franciszek 
Doleżal Ludwik 
Fluhr Salezy 
Gerynowicz Michał 
Griinfeld Bernard 
Hałas Antoni (pryw.) 
HaiIsmann Michał 
Lewicki Benedykt 
Lutman Roman 
Łyszyk Zenon 
Nagelberg Izydor (z odzn.) 
Nieświatowski Wacław 
Piskozub Władysław 
Rybowski jan 
Skąpski Henryk 
Slezak Leon 
Szczerba Tadeusz 
Szostakiewicz Stanisław 
Szymonowicz Stanisław 
Wali górski Bolesław 
Wurm Leon 


. 


Rok 1916. 
A) 
Balas Fryderyk 
Berber Herman 
Blaicher Michał 
Blauth Jerzy (z odzn.) 
Bobryk józef 
Bogdanowicz Adam (z odzn.) 
Bojarski Tadeusz 
Briill Moritz 
Burker Herman (pryw.) 
Choryłko józef (pryw.) 
Czołowski Stefan 
Czyżewski Kazimierz (z odzn.) 
Dalke jan 
Dresdner Sami (z odzn.) 
Eberle jan 
Ehrlich Edmund 
Fischer Ernest (z odzn.) 
Frisch Eugenjusz (z odzn.) 
Friedberg Adam 
Grys Władyshw 
Herzel Emil 


B) 
Agid rec. Sternberg Edward 
Babad Hersch 
Czechowicz Kazimierz 
Depa Leonard 
Gezelt Adolf 
Ihr Artur 
Kikiniss Emil (woj.) 
Klang F eite 
Kossowski Mieczysław (woj.) 
Och s Henryk 
Rein Ernest 
Rudolf de Ernycy Zygmunt 
Siedlecki Stanisław 
Smereka Kazimierz (ekst., z odzn.) 
Staufer Stanisław 
Stronczak Czesław 
Tannenbaum Adolf 
Wieselthier Zygmunt 
Zweigel Chaim 


Hlebowicki Eustachy 
Idzik Wilhelm 
Lubiński Franciszek 
Majcher Marjan 
Majewski jan 
Mandel Henryk 
Mansch Ludwik 
Moszyński Adam 
Neustein Marceli 
Olearczyk Aleksander 
Pesches Marcin 
Pichler Marjan (pryw.) 
Piotrowski Władysław 
Rauch Władysław 
Roth Naftali 
Rothbach Marek 
Siciński Kazimierz 
Słowikowski Edward 
Sozański Wilhelm 
Stankiewicz Wilhelm 
Staszków Marcin
		

/Magazyn_130_01_0129_0001.djvu

			Stawarski Zygmunt (pryw.) 
Szpon Tadeusz (pryw.) 
Szymanowicz jan 
Weiner Wilhelm 
Weinreb jakób 
Wencek Bojomir 
W ohl Bronisław 
Własijczuk jarosław 


B) 
Apisdorf Maurycy 
Bardach Maurycy 
Bełtowski jan (woj.) 
Brzozowicz Władysław (woj.) 
Eker Benedykt (woj.) 
Freiheiter Stanisław (z odzn.) 
Garbień józef (pryw., woj.) 
Garbień Tadeusz 
Glass false Schabas Mechel (woj.) 
Hanik Stanisław (woj.) 
Hetesch Edmund 
janisch Wilhelm (woj.) 
joszt Franciszek 
Kikenis Emil (woj.) 
Rok 1917. 
A) 
Adamczyk Stanisław 
Adler józef 
Berber Herman 
Chorosz jan (z odzn.) 
Choryłko józef 
Cimura jarosław 
Czołowski Sas Stefan (eksL) 
Dzielski Stanisław 
Exelbirt Leon (z odzn.) 
Franta Stanisław 
Heiman Maks 
Huczkowski Anatol 
jedliński jacek 
Jezierski Włodzimierz 
Kędzior józef (eks L) 
Klein Karol (z odzn.) 
Kolbe Mieczysław 
Kozłowski Władysław 
Leszczyński Ludwik 
Łaban Henryk 
Łabega Antoni 
Łysakowski Roman 


113 


Kirchen W olf 
Konopacki Marjan 
Kucharski jan 
Kułakowski Mieczysław 
Langner józef 
Neugott Arnold (woj.) 
Niedenthal Adam 
Pesches Emanuel (woj.) 
Prawin Maksymiljan 
Przednowek józef 
Pulnarowicz Tadeusz (woj.) 
Rapp Abraham 
Reisler Witali s (woj.) 
Schittler Rudolf 
Schrenzel Ludwik 
Sieciński Kazimierz 
Seife Ignacy (woj.) 
Siemaszkiewicz Tadeusz 
Sołtys Miłosz (woj.) 
Szczurek Wacław 
Tadanier Maurycy (woj.) 
Tanzer Edward (woj.) 
Thorn Karol (woj.) 
Tieger Zygmunt (woj.) 


Martyniec Włodzimierz 
Matula Ludwik 
Moszczyński Wacław (z odzn.) 
Neustein Marceli 
Pichler Marjan 
Roszko Tadeusz 
Seliger Izak 
Sieciński Kazimierz (z odzn., woj.) 
Stankiewicz Władysław (ekst.) 
Strzałka Władysław (eksL) 
Weiner Wilhelm (Wolf) 
Załubka jan 
B) 
Aker Paweł (woj.) 
Akselrad Samuel (woj.) 
Arendt Rudolf (z odzn.) 
Bartel Saul (woj.) 
Bilewicz Ludwik 
Blind Maurycy (woj.) 
Czajka Stanisław 
Dub Karol 



 


j
		

/Magazyn_130_01_0130_0001.djvu

			114 


Filipek Franciszek (woj.) 
Finkelstein Maurycy 
Finsterbusch Otton (woj.) 
Griffel recte Tuch Maurycy (woj.) 
janeczek Marjan (z odzn.) 
Kahn Leon (woj.) 
Klapper Michał (woj.) 
Kleiner Emil (woj.) 
Krulik jakób 
Kulpiński Edward (woj.) 
Lieblich Maksymiljan 
Markiewicz Tadeusz (woj.) 
Menczel jakób 
Rok 1918. 
A) 
Baczyński Włodzimierz 
Badian Arnold 
Beneszek Tadeusz 
Berenhaut Emil 
Blachowski Władysław 
Blażek Kornel 
Bojarski Tadeusz 
Czyżewski józef 
Decowski Marjan 
Feuer Michał (z odzn.) 
Gleich Bernard 
Goldstaub Ignacy 
Hautz jan 
jekiel Roman 
Kalt Maksymiljan (pryw.) 
Kamieński Marjan 
Kampel Stanisław 
Kawałek Ludwik 
Kormes Marek 
Krzemiński Stanisław 
Kuchta jan (z odzn.) 
Lechicka jaC:wiga (ekst.) 
Lind Karol 
Mazurkiewicz Franciszek (ekst.) 
Mecherzyński Władysław 
Mischalek Fryderyk 
Olej nik Aleksander 
Pańczak jan 
Pilawski Roman 
Schneininger Izydor (pryw.) 
Sołtysik józef 
Wachtel Ignacy (z odzn.) 


Moś Mieczysław (woj.) 
Nieduszyński Kazimierz (woj.) 
Pastor Arnold (woj.) 
Pastor Szymon 
Pisznoth Adolf (woj.) 
Posament Izydor 
Prager Norbert (woj.) 
Rapacki Alfred (woj.) 
Rojek Edward (woj.) 
Szafran Tadeusz (woj.) 
Weitzner Tobiasz 
Wiśniowski Władysław (woj.) 
Żelechowski Marjan (woj.) 


Witkiewicz Adam 
Zieliński Stanisław 


B) 
Artel Oskar 
Axelrad jakób (z odzn.) 
Bałaban józef 
Bardach józef 
Berber joachim 
Bilewicz Ludwik 
Blatt Emanuel 
Blidner Hersch 
Blum jakób 
Charak Kisil 
Czajka Leopold (z odzn.) 
Dahlke Feliks 
Elmer Artur 
Fiala Stanisław 
Friedel Adam 
Graubard Baruch 
Grlinfeld Artur 
Kahane józef 
Krulik Marceli 
Kurowski Czesław (pryw.) 
Kuźmiński Michał 
Łoś Marjan hr. 
Łukowski Stanisław 
Machowski Kazimierz 
Majblum Dawid 
Margiel Maurycy 
Markus józef 
Modlinger Marcin
		

/Magazyn_130_01_0131_0001.djvu

			Nestarowski Franciszek 
Neuberger Artur 
Ornstein Filip 
Perlmutter vel Kronberg Mendel 
Acht recte Propst joachim 
Pillersdorf Henryk 
Romanowski Michał 
Rothstein jakób 
Schneid Izydor 
Schwadron jakób 
Semil Henryk 
Sienkiewicz Rudolf 
Stadler Karol 
Steiger Stanisław (z odzn.) 
Stroh Bernard 


Rok 1919. 
A) 
Auerbach Herman 
Balik Salomon 
Belohlawek Gustaw (z odzn.) 
Blażek Kornel 
Brill juljusz 
Brzozowski Mieczysław 
Chlipalski jan 
Chorąży Adam (z odzn.) 
Cisowski Eugenjusz 
Drewnowski Ignacy 
Eberl Karol 
Franczuk Marjan 
Flecker Teofil 
Friedman Filip 
Gayczak Kazimierz 
Gelber Kisyel 
Gorecki Tadeusz 
Gruber Mieczysław 
jaruzelski Zbigniew 
jaszcz Tadeusz 
jekiel Roman 
Kellner juljusz 
Kmicikiewicz Włodzimierz 
Kocowski Kazimierz 
Koniuszewski Stanisław 
Kruszelnicki Ludwik 
Kruszyński Kazimierz 
Kulczycki Kazimierz 
Lachowicz józef 
Lubaczewski Franciszek 
Majchrowicz Stanisław 


l 


Struc józef 
Szczepański juijan 
Śledziński Stanisław 
Teichman Leon 
Tiegermann Mojżesz 
Tuszkiewicz Zygmunt 
Walker Leon 
Weiser Gustaw 
Weitz Ozjasz 
Wieroński Seweryn 
W ohlfeld Adolf 
Zakrzewski Adam 
Ziernba Rudolf 
Zimet recte Bier Wilhelm 


Mehrer Zygmunt 
Orłowski Alojzy 
Ostrowski Roman 
Rafałowicz jerzy 
Richter Adam 
Rossberger Albert 
Rychnowska Anna (ekst.) 
Sajkiewicz Marjan 
Schaefer Edmund 
Schwieger Leopold 
Sobel Ernest 
Starzewski Stanisław 
Stojków Włodzimierz 
Suchorowski Tadeusz 
Szyjkowski Stefan 
Turczyn Ludwik 
Tyszkiewicz Zygmunt 
V ogelfanger joachim 
Walczewski józef (z odzn.) 
Weinsaft juljusz 
Więckowski Antoni 
Wiśniowski Tadeusz (z odzn.) 


B) 
Acht Szymon 
Adlerówna Helena (pryw.) 
Allerhand Mojżesz 
Allweil Leib 
Bardach józef (pryw.) 
Berger juljusz 
Bilewicz Henryk (pryw.) 


115 


8.
		

/Magazyn_130_01_0132_0001.djvu

			16 


Bujarski Władysław 
Dahlke Feliks 
Dickmannówna Gusta (pryw.) 
Dulberg joachim 
Garbicz Władysław 
Górecki Wacław 
Goett Edward 
Halpern józef (pryw.) 
Kanner Izaak 
Kiss józef 
Knobloch Piotr (z odzn.) 
Kolbuszewski Władysław 
Kormesówna Fryderyka (pryw.) 
Kurowski Czesław 
Łukowski Stanisław 
Markowski Marjan (z odzn.) 
Markus józef 
Mehler Maurycy 
Mesuse jakób 
Mittlener Ignacy (z odzn.) 
Ohlenberg Zygmunt (pryw.) 
Peltz Władysław 
Rok 1920. 
A) 
Ajdukiewicz Stefan 
Barłog Dominik 
Blażek Kornel 
Brill juljusz 
Fein jan 
Gelber Kisiel 
Hlibowiecki Włodzimierz 
Hornung Stanisław 
Keller Marjan 
Koch Tadeusz 
Kulikowski Ferdynand 
Lachowicz józef 
Liebling Mieczysław (z odzn.) 
Luft Roman (z odzn.) 
Maler Norbert 
Maresch Stanisław 
Olejnik Roman 
Patelski Romuald 
Podhorodecki Stefan 
Rudnicki. Aleksander 
Sawków Tadeusz 
Scheininger Izrael (ekst.) 
Sobel Ernest 
Stachy Alfred (z odzn.) 


Pieczonka Franciszek 
Podbiał Dominik 
Prager Adam 
Rohatiner Oswald 
Rogoziński Zbigniew 
Ruciński Alfred (ekst.) 
Schwadron jakób 
Silber Berisch 
Sommer Ignacy 
Sobolewski jan 
Sternberg Seweryn 
Taub Salomon (pryw.) 
Terkei Marjan 
Toth Fryderyk 
Wassermann józef 
Westwalewicz Marjan 
Weinslos Ozjasz (pryw.) 
Witkowski Bolesław 
Ziser Maurycy 
Zohler Bernard 
Żurowski jerzy 


Strzemieński Marjan 
Ukraiński Eustachy 
Weintraub Ernest 
Wiśniowski Marjan 


B) 
Apisdorf Abraham 
Arem Dietrich (ekst.) 
Baran Kazimierz 
Bilewicz Henryk 
Blaustein Henryk 
Błahuta Franciszek (ekst.) 
Breitling Leopold (pryw.) 
Chomet jakób (pryw.) 
Donner Abraham 
Farion Marjan 
Freiheiter Izydor (pry w.) 
Gelberówna Marja (ekst.) 
Godlewicz Bronisław 
Halaunbrenner Michał 
Halpern józef 
Hanzlik Mieczysław 
Hołda Stanislaw (ekst.) 
Hubrich Karol
		

/Magazyn_130_01_0133_0001.djvu

			Ignarowicz Tadeusz 
Kowalewski Tadeusz 
Kiernicki Edward 
Krajewski Feliks 
Kuczkowski Michał 
Lieber Natan 
L6wenstark jakób (pryw.) 
Marko Aleksander 
Mikołajski Zbigniew 
Mlinzer Gustaw 
Neuberger Abraham ry- pryw.) 
Petecki Franciszek 
Pilch Stanisław 


Rok 1921. 
Anselheim Maksymiljan (ekst.) 
Antonów Michał 
Ausstein Leizor 
Bohonko Władysław 
Diduszko Włodzimierz 
Dudek jan 
Durski Stanisław 
Fedorowicz jerzy 
Fischer Bronisław 
Hahn Otto 
Heintsch Karol 
Herold jakób 
Hornik józef (ekst.) 
Hornung Zbigniew 
jarymowicz Emanuel (ekst.) 
Kamienobrodzki Władysław 
Kirchner jerzy 


Rok 1922. 
Bakonyi Artur 
Baran Marceli 
Beschloss Bogusław 
Burczycki Marjan (ekst.) 
Czarnecki Włodzimierz 
Czerny Tadeusz 
Dobrzański Stefan (ekst.) 
Hilbricht Emil 
Hołowka jan 
Huet Stanisław 
j urczenko Bolesław 
Juśków Tadeusz 


Raganowicz Czesław 
Reiss Maurycy 
Stallmeister Maurycy 
Stefaniszyn Teofil 
Szafran Adam 
Szankowski Marjan (ekst.) 
Wachsman Mieczysław 
WeinlOss Ozjasz 
Wepper Edmund 
Witkowski Alojzy 
Taub Salarnon (pryw.) 
Tomków Michał (ekst.) 


Krajewski Aieksander 
Kretz Herman 
Kunstman Adam 
Lewicki Kazimierz 
Lutman Tadeusz 
Matula Jan 
Pawłowski Tadeusz 
Pazdro Zbigniew 
Stachoń Bolesław (z odzn.) 

trowski Karol 
Swierczewski Edmund 
Teisseyre Zdzisław 
Weintraub Ryszard 
Weiss Henryk 
Wierciński jan 
Wojnarowicz józef 


Kleinkopf Edward (ekst.) 
Koch Adam 
Król Marjan 
Kurek jan 
Łuczkiewicz Włodzimierz 
Małecki Kazimierz 
Radziejowski Roman 
Rucki Eugenjusz 
Ruff Adam 
Schall Stanisław 
Socha Mieczysław 
Szolin Czesław 
Teisseyre Tadeusz 


117
		

/Magazyn_130_01_0134_0001.djvu

			118 


Wajda Zbigniew 
. Wątorek Mieczysław 


Rok 1923. 
Auerbach Edward 
Bobra Franciszek 
Bohrer joachim 
Długosz Henryk (z odzn.) 
Eberle Władysław 
Fang Witold 
Garfunkel Benedykt 
Gawlikowski Czesław (z odzn.) 
Głażewski Andrzej 
Kamienobrodzki Mieczysław 
Kosiński Bronisław 
Krajewski juliusz 
Lehnert Stanisław 
Laskowski Włodzimierz (z odzn.) 
Monne Ludwik (z odzn.) 


Rok 1924. 
Amrugowicz Władysław 
Baran Włodzimierz 
Bartyński Władysław (ekst.) 
Bolkot Henryk 
Bereźnicki Antoni (ekst.) 
Czerny Stanisław 
Czyżewski Adam 
Fang Roman 
Gretschel Stanisław 
Gruft Wilhelm 
Herschtal jakób (z odzn.) 
Hofman Bronisław (ekst.) 
Hołowka Włodzimierz 
jakubowski Saturnin 
Kokoszyńska Emilja (ekst.) 


Rok 1925. 
Bochdan Antoni (z odzn.) 
Dumnicki Władysław 
Fedorowicz Tadeusz 
Fejkiel józef 
Friedman Chaim 
Grabowiecki Mieczysław (ekst.) 
Hlibowicki Stefan (z odzn.) 
jurczenko Tadeusz 


l 


Werschler józef 
Wysocki Tomasz 


Rucki józef 
Sadłowski Wiktor 
Schenkel Zygmunt (z odzn.) 
Smetana Emil (z odzn.) 
Stachoń Mieczysław 
Szmyd Zbigniew 
Szolin Czesław 
Świerczewski Karol 
Troszkiewicz Zygmunt 
Wiche Edgar 
Wilk Feliks (pryw.) 
Witkiewicz jan (z odzn.) 
Wojciechowski Tadeusz 
Zawistowski Antoni 
Ziegler jan 


Landau Saul 
Lutman Czesław 
Plejnik jerzy 
Orlicz Michał 
Petak jan (z odzn.) 
Płoszaj Eugenjusz 
Rosler Leon 
Sałdak Stanisław 
Su chański Kazimierz 
Szeptycki jan hr. (z odzn.) 
Szyszkowski Romuald 
Turnau Stefan (z odzn.) 
Węgiel Tadeusz (z odzn.) 
Zakroczymski Kazimierz (ekst.) 
Ziegler Alfred 


Kaściński Stanisław 
Krzanowski jerzy 
Kuryłowicz jarosław (z odzn.) 
Lukas Kazimierz 
Ładomirski józef 
Markei Mates 
Pelz jerzy 
Piepes Bernard 
Rostworowski Kazimierz
		

/Magazyn_130_01_0135_0001.djvu

			Rotter Henryk 
Stachoń Franciszek 


Strecker Roman 
Zoref Emil 


Rok 1926. 
Babel Władysław 
Brodacki Antoni 
Brzozowski Władysław 
Czapka Tadeusz 
Dogilewski Marceli 
Dlirstenfeld jerzy 
Furtak Tadeusz 
Gerstmann Izydor 
Górniak Marjan 
Grzeczkowski Oskar 
Hnatyk jerzy 
I wasieczko Włodzimierz 
juszkiewicz Stanisław 
Kosonocki Maksymiljan 
Lachowiecki Karol 
Matakiewicz Antoni . 
Najwer Tadeusz 
Nowosielski Adam 
Papara Antoni 


Podulski Roman 
Przepiórka juljan 
Rubin Eljasz 
Sereda Marjan 
Siciński józef 
Sikora Kazimierz 
Smereka Wojciech 
Strzelecki Mieczysław 
Szeremeta Emil 
Tarnawski Aleksander 
Turkowski jan 
Urbanowicz Stanisław 
Verstandig Zygmunt 
Zaleski Stanisław 
Załucki Roman 
Zborowski Tadeusz 
Zubik Edward 
Żebrowski Bohdan 


Rok 1927. 
Allerhand Izrael 
Antonów jan 
Augustin Zbigniew 
Bandura Władysław 
Bielecki Włodzimierz 
Biliński Zenon 
Bochdan józef 
Budyński józef 
Czekoński Kazimierz 
Dogilewski Ignacy 
Gerstmann Salo 
Herschthal Albert 
Hochberg Izydor 
Kocowski Stanisław 
Kohn józef 
Rok 1928. 
Bes Mieczysław 
Biliński Mikołaj 
Burek Zygmunt 
Czekoński Aleksander 
Czyżewski Zygmunt 
Dutkiewicz Leopold 


Kownacki Tadeusz 
Laidler Konstanty 
Low Seweryn 
Lutman Adam 
Machniewicz Mieczysław 
Moszyński Marjan 
Nazalewicz Franciszek 
Ogórek Mirosław 
Piepes Adolf 
Rud6rfer józef 
Slisseles Henryk 
Wasserman Maksymiljan 
Wojtas Tadeusz (pryw.) 
Zuch Abraham 


Frydrych Marjan 
Gaweł Bronisław (pry w.) 
Gawlikowski Adam 
Kowalski Marjan 
Krajewski Mieczysław 
Krzyczkowski Włodzimierz 


119
		

/Magazyn_130_01_0136_0001.djvu

			120 


Laskowski Wiesław 
Lermer Henryk 
Leszkowicz Leon 
. Łukasiewicz Artur 
Makowiecki Zbigniew 
Marmol Zygmunt 
Natkes Edmund 
Niedzielski jan 
Polny Włodzimierz 
Pułczyński Tadeusz 
Richtscheid Wojciech 
Ritter Henryk 
Rosnowski Michał 
Roth Bernard 
Rudorfer józef 


Rylski jerzy 
Schneck Edward 
Siwiec Ryszard 
Słobodzian Orest 
Sługocki Adam 
Sprecher Maksymiljan 
Stach nik Władysław 
Sternhell Henryk 
Wassermann Izydor 
W ątorek Kazimierz 
Wieroński Stanisław 
Woźniak jan (pryw.) 
Zdrzałka Zygmunt 
Zięcina Marjan
		

/Magazyn_130_01_0137_0001.djvu

			l 


. 


JAN 
CZEf> AŃSKI 


JUBILEUSZ GIMNAZJUM IV IM. JANA DŁUGOSZA. 


I. PRACE PRZYGOTOWAWCZE. 
już od początku r. 1927 nurtowała w gronie nauczycieiskiem gim- 
nazjum IV im. jana Długosza myśl, że Zakład powinien święcić swe 
złote gody z końcem r. szkol. 1927/8, to jest w pięćdziesięcioletnią 
rocznicę chwili, kiedy oddziały równorzędne gimnazjum III (dżiś im. Ste- 
fana Batorego) otrzymały osobnego kierownika i tern samem dały po- 
czątek gimnazjum IV-emu. Myśl tę z entuzjazmem przejęli b. wycho- 
wankowie Zakładu, przebywający w wielkiej ilości we Lwowie, i za ich 
to inicjatywą, oraz ich staraniem przy pomocy grona nauczycielskiego 
doszła uroczystość jubileuszowa do skutku. 
1. Wstępna narada. 
Pierwsze zebranie w sprawie jubileuszu odbyło Się dnia 18 gru- 
dnia 1927. Postanowiono na niem urządzić jubileusz z końcem r. szkol. 
1927/28 w czerwcu, a do prac przygotowawczych przystąpić bez- 
zwłocznie po ferjach świąt Bożego Narodzenia. Rzucono też już wtedy 
myśli wytyczne co do programu uroczystości: podniesiono, że prócz 
właściwego obchodu, na który złożyłyby się nabożeństwa dziękczynne, 
Akademja uroczysta, przedstawienie w teatrze, zebrania koleżeńskie,. 
powinno się pomyśleć także o trwałych pamiątkach jubileuszu, jak o wy- 
daniu Księgi Pamiątkowej, o utworzeniu Związku b. wychowanków 
o celach humanitarnych, o powołaniu do życia Koła Rodzicielskiego, 
wreszcie o stworzeniu funduszu stypendyjnego dla nie zamożnej mło- 
dzieży Zakładu. Wyrażono też przekonanie, że jeden dzień jubileuszowy 
wypełnią uroczystości szkolne, których program wykonaliby obecni 
uczniowie gimnazjum. Dyskusja nad powyższemi sprawami była bardzo 
żywa. Widać było, że urządzenie jubileuszu jest potrzebą serc b. wy- 
chowanków; oni też w przemówieniach swych okazywali naprawdę 
głęboko odczute przywiązanie do swej macierzy duchowej i wprost 
ofjarną gotowość do najintensywniejszej pracy nad uświetnieniem jej godów. 
2. Ustalenie Komitetu jubileuszowego. Narady nad szczegółowym 
programem. 
Na następnych posiedzeniach, które odbywały się co dwa ty- 
godnie w styczniu i lutym 1928, ułożono przedewszystkiem skład Komi- 
tetów: honorowego, ogólnego i wykonawczego. 
Do K o m i t e t u h o n o r o w e g o zostali uproszeni: ks. arcybi- 
skupi: dr. Bolesław Twardowski, józef Teodorowicz, Andrzej Sze-
		

/Magazyn_130_01_0138_0001.djvu

			122 


ptycki, inspektor armji, generał dywizji Mieczysław Norwid-Neugebauer, 
dowódca O. K. VI, generał brygady Bolesław Popowicz, wicewojewoda 
Zygmunt Gronziewicz, komisarz Rządu p. o. Prezydenta miasta jan 
Strzelecki, prezydent Sądu Apelacyjnego Adolf Czerwiński, prezes Dy- 
rekcji Kolei Państwowych Paweł Prachtel-Morawiański, prezes Izby 
Skarbowej dr. Tadeusz Polak, prezes Dyrekcji Poczt i Telegrafów jan 
Popowicz, kurator O. S. L. Ignacy Pytlakowski, prezes dr. Ignacy Dem- 
bowski, rektor U. j. K. ks. dr. Adam Gerstman, rektor Politechniki dr. 
juljan Tokarski, rektor Akademji weterynaryjnej dr. Wacław Moraczewski. 
K o m i t e t o g ó l n y utworzyli: generał Teodor Bałłaban, radca 
województwa Władysław Białobrzeski, prof. Wojciech Czaykowski, ks. 
kanonik Kazimierz Dziurzyński, rabin dr. Lewi Freund, dyrektor Woj- 


. 1_ 


..' 


t:- 
." 


.. 
.
 


... 


.' 


- i . 
.. ,
J:. 
... 


...-
 


, 
'l 


Wykonawczy Komitet jubileuszowy (inni członkowie byli podczas zdjęcia nieobecni). 


ciech Grzegorzewicz, profesorowie: jan Hołubowski, Władysław Gru- 
żewski, Adam Hayder, dr. Roman jamrógiewicz, prof. Uniw. jagielloń- 
skiego dr. józef Kallenbach, radca Sądu Aleksander Kozioł, nauczycielka 
Kazimiera Koziołówna, prezydent Najwyż. Sądu wojskowego, generał 
brygady dr. jakób Krzemieński, prof. jan Kuchta, P. Marja Łomnicka, 
prof. Politechn. dr. Antoni Łomnicki, dyrektor Muzeum Dzieduszyckich 
jarosław Łomnicki, ppułk. dr. Bronisław Pawłowski, profesorowie: Ta- 
deusz Pelczarski, dr. Stanisław Pilch, dr. Emil PetzoId, Stefan Pikor, 
em. dyrektor gimnazjum IV dr. Karol Petelenz, prof. Zygmunt Rad- 
nicki, dr. Stanisław Rachwał, em. dyrektor Bibljoteki uniwersyteckiej 
dr. Wilhelm Rolny, dyrektor konserwatorjum Mieczysław Sołtys, adwo- 
kat dr. Aleksander Samuely, prof. Kazimierz Strutyński, właściciel in- 
troligatorni Aleksander Semkowicz, naczelnik Wydziału Kuratorjum O. 
S. L. dr. Kazimierz Sośnicki, adwokat dr. Zygmunt Sułkowski, ks. pro f. 
dr. Gerard Szmyd, prof. Bolesław Wiśniewski.
		

/Magazyn_130_01_0139_0001.djvu

			123 


Do Komitetu wykon.awczego, który podzielił się na 4 sekcje, we- 
szli: radca dr. Wincenty Smiałek, dyrektor Gimnazjum IV (przewodni- 
c z ą c y), radca dr. Alfred jahner, adwokat dr. Edmund Kamieński, le- 
karz miejski dr. Bolesław Kielanowski, adwokat dr. Stanisław Parnas, 
profesorowa Wanda Przeździecka, prof. Stanisław Przeździecki, prof. 
jan Szczepański, adwokat dr. Tadeusz Wepper (S e k c j a o b c h o- 
d o w a), właściciel Firlejowa, znany bibliofil Franciszek Biesiadecki, 
prof. Uniw. J. K. dr. juljusz Kleiner, prof. Władysław Kucharski, literat 
jan Parandowski (S e k c jar e d a k c y j n a dla wydania Księgi Pamiąt- 
kowej), redaktorowi e Władysław Szenderowicz i Bund Maksymiljan (S e k- 
c j a p r a s o w a), dyrektor Akc. Banku Hipotecznego Herman Ho- 
rowitz, adwokat dr. Salomon Reiss, dyrektor Spółki naftowej Karpaty 
dr. Witołd Wiesenberg, radca Magistratu Bolesław Woleński i student 
uniwersytetu Antoni Matakiewicz (S e kc j a f i n a n s o wa). 
Przewodnictwo Sekcji obchodowej objął radca dr. Alfred jahner, 
redakcyjnej prezes Franciszek Biesiadecki, prasowej redaktor Włady- 
sław Szenderowicz, a finansowej dyrektor Herman Horowitz. 
Następnie zastanawiano się nad terminem i szczegółowym progra- 
mem uroczystości. Termin ustalono na 22-24 czerwca 1928, program zaś 
uchwalono w myśl wniosków Sekcji obchodowej następujący: 
D z i e ń 22 c z e r w c a: Rano nabo- 
żeństwo żałobne za dusze zmarłych pro- 
fesorów i uczniów Zakładu, po południu 
zebranie rodziców dzisiejszych wychowan- 
ków celem utworzenia Koła Rodziciel- 
skiego. D z i e ń 23 c z e rw c a: rano na- 
bożeństwa dziękczynne w katedrach 
rzymsko- i grecko-katolickiej 	
			

/Magazyn_130_01_0140_0001.djvu

			124 


k o l e j o w e j dla uczestników zamiejscowych. Przyjęto też do wiado- 
mości zamiar Sekcji starania się o f u n d u s z e n a c e l e s t y P e n d y j- 
n e przez zwrócenie się do instytucyj finansowych oraz do b. wycho- 
wanków z prośbą o przyczynienie się do ur Leczywistnienia tak chwa- 
lebnej myśli. 
Dalej powzięto uchwałę na wniosek Sekcji redakcyjnej, aby K s i ę gę 
P a m i ą t k o w ą wydać starannie i ozdobić ilustracjami. Na treść złożyć 
się miała historja Zakładu ze spisami profesorów z okresu 50-lecia 
i ośmaków oraz abiturjentów, a nadto prace naukowe i literackie b. 
wychowanków. Objętość Księgi obliczono na około 30 arkuszy formatu 
większej ósemki, a cenę jej ustalono na 10 zł z tern, że w razie, gdyby 
dała się ostatecznie taniej skalkulować, nadwyżka przypadłaby fundu- 
szowi stypendyjnemu. Ze względu na to, że Księga, wymagająca wiele 
wysiłku, nie może być gotowa na uroczystości jubileuszowe, postanowiono 
wydać prospekt, na podstawie którego uczestnicy godów mogliby za- 
poznać się z zamierzonem wydawnictwem. 
Nakoniec polecono Sekcji prasowej, aby od czasu do czasu ogła- 
szała w dziennikach miejscowych i zamiejscowych k o m u n i k a t y 
i a r t y kuł y o j u b i l e u s z u z równoczesnem wezwaniem do b. pro- 
fesorów i uczniów, aby zgłaszali współudział w uroczystościach. 
3. Działalność Sekcyj Komitetu wykonawczego. 
Od marca rozpoczęła się bardzo żywa praca w sekcjach pod ogól- 
nem kierownictwem całego Komitetu, który odtąd zbierał się na narady 
co trzy tygodnie. Wykonywały ją one z radością, z ofiarnem oddaniem 
się sprawie, pragnąc, by uroczystości wypadły jak najświetniej. S e k c ja 
p r a s o w a informowała interesowanych o jubileuszu komunikatami 
w dziennikach lwowskich, krakowskich, warszawskich, łódzkich, kato- 
wickich, poznańskich, toruńskich, bydgoskich, wileńskich i gdańskich. 
F i n a n s o wazabrała się gorliwie do zbierania funduszów na stypen- 
dja, r e d a k c y j n a zwróciła się do b. wychowanków, zajmujących wy- 
bitne stanowiska w dziedzinie nauki i literatury, z prośbą o dostarczanie 
prac oryginalnych do Księgi Pamiątkowej. 
Najcięż
zą, bo nader skomplikowaną była praca S e kc j i o b c h o- 
d o we j. Ta bowiem miała zająć się nabożeństwami, Akademją, przedsta- 
wieniem teatralnem, rautem. I jej powiodło się pokonać wszystkie 
trudności i w porę wszystko do skutku doprowadzić. 
Za jej staraniem Ekscelencje ks. arcybiskupi Twardowski, (wycho- 
wanek Zakładu) i Szeptycki przyrzekli zarządzić nabożeństwa dziękczynne 
w katedrach rzymsko- i grecko-katolickiej, ks. proboszcz parafji św. 
Marji Magdaleny nabożeństwo żałobne, a Przełożeństwo Gminy Izrae- 
lickiej nabożeństwo dziękczynne w synagodze. Muzyki na Akademję 
dostarczył 19 pp. Przyrzekli współudział czynny w Akademji Chór Tech- 
nicki, baryton Opery lwowskiej R. Cyganik, oraz pianista L. Mlinzer 
(wychowanek Zakładu). Specjalnie na uroczystość jubileuszową stworzył 
kapelmistrz kapitan Mieczysław Dorożyński, b. wychowanek Zakładu, 
piękny marsz jubileuszowy, a dyrektor Adam Dołżycki (wychowa- 
nek Zakładu) napisał wspaniałą kantatę do tekstu ułożonego przez 
znanego literata Henryka Zbierzchowskiego (również ucznia Zakładu).-
		

/Magazyn_130_01_0141_0001.djvu

			Niestety z technicznych względów nie można było kantaty tej wykonać 
podczas Akademji. Dyrekcja gimnazjum zachowała ten cenny dar wy- 
chowanka jako drogą pamiątkę jubileuszową i w najbliższej przyszłości 
będzie Lwów miał sposobność usłyszeć ją na osobnym koncercie. - Dyrek- 
tor teatrów miejskich 
Teofil Trzciński przy- 
rzekł wystawić dla 
uświetnienia jubileuszu 
Kochanowskiego "Od- 
prawę posłów grec- 
kich", a wygłoszenie 
słowa wstępnego obiął 
b. wychowanek, później 
profesor Zakładu, dyrek- 
tor gimnazjum w Gród- 
ku jagiellońskim Stani- 
sław Krysowski. Polskie 
Towarzystwo Muzyczne 
udzieliło za zniżoną ceną 
sali koncertowej na Aka- 
demję, a Wydział Kasy- 
na i Koła artystyczno- 
literackiego salonów 
swych na odbycie 
rautu. Wreszcie matki o- 
becnych uczniów, utwo- 
rzywszy osobny Komi- 
tet, zajęły się urządze- 
niem rautu. 
Równocześnie Dy- 
rekcja myślała o u r 0- 
czystościach szkol- 
n y c h. Prof. Sto Przeź- 
dziecki zakrzątnął się 
około urządzenia po- 
ranku ku czci Długosza 
wraz z kapitanem P. Wła- 
dyką. Profesor Zygmunt Radnicki, znany artysta-malarz, pracował nad 
stworzeniem dla gimnazjum jako trwałej pamiątki dni jubileuszowych 
p o r t r e t u j a n a D ł u g o s z a, oraz nad urządzeniem wystawy prac dzi- 
siejszych uczniów gimnazjum i wystawy pamiątek Zakładu. Prof. J. Hołu- 
bowski przygotowywał wytrwale zawody gimnastyczne uczniów. Wreszcie 
prof. W. Kucharski wydał książeczkę p. t. "j an Długosz (1415--1480)". 
W formie pięknej a przystępnej podał w niej autor życiorys patrona Za- 
kładu. Do przejrzystości pracy przyczynia się jej podział na poszczególne 
rozdziały, które uwypuklają etapy życia pierwszego polskiego historyka, 
oraz główne rysy jego charakteru i działalności czy to w służbie Bogu 
i nauce, czy na dworze Oleśnickiego, czy w służbie publicznej lub 
w roli piastuna królewiąt, czy wreszci
 jako pisarza-historyka. Pracę swą 


125 


....k71tpta -- I 
n. f'i.ćJ.irU(u"tr_ 1':;1::"""'/"'" _ =- 
_ . -7...... _ 
-;y
/.yf 
,..o,qp 
. 1
 


 J.ł.4
O'(J
 


- ---;;-:-::::=:==:: 


."y.. 
;tł'I.." 


 l,.r' _ 
II' 
....fl,..,. _t. '.Ir._.r. 


: r- 


" 


;
 


 t- -,t 
'1' _______ 
_ 
 1:7;'


 r.';-

 ! 

 - u--l =

r 


."¥- - "- 


L 'Ii 


L
 


L 



-

 -- 


ti 


. - 
_
 
1


 



, 






 '-;;-'
":11 -;:.,-......... 

.

 
.; 1":-'-": - ,., " -'f -' -'-'-"-'-;':--fi 
 - - 
--
 " 


t-.£.. - - 

:t" f-! -- - - -:::!" j 
-#r
j'.Eb
-.. - - 
!.!.!u.'f fr',,",Rt-r.:i£6 ctfn\l'
..... 
\ 
 -:!.J tU ---, 
 --ł- - 
 


_---====-::::::J:: - 


-. , 


1


'
-

:;;Y 7r_
 -
'; 
o-;--
F
1 
. ... T .j:.- 
--1 


Poczlltek kantaty dyr. A. Dołżyckiego.
		

/Magazyn_130_01_0142_0001.djvu

			r 


126 


poprzedził autor rzuceniem tła epoki dziejowej, w której Długosz żył 
i działał, a zakończył ogólną charakterystyką Długosza jako wielkiego 
ofiarnika na cele publiczne, dobrego katolika, zręcznego dyplomaty, 
umiejętnego wychowawcy dzieci królewskich, pierwszego polskiego hi- 
storyka oraz człowieka uczciwego i pracowitego o kryształowej duszy. 
Młodzieży, zwłaszcza uczniom gimnazjum im. J. Długosza, rozprawka 
prof. Kucharskiego, wydana bardzo starannie, oddawać będzie 
niemałe usługi, zaznajamiając ich z człowiekiem, który zdobył dla nauki 
polskiej pierwsze miejsce w współczesnej Europie przez swoją 
"Historję", i po dziś dzień służyć winien jako wzór do naśladowania. 
W drugiej połowie maja wszystkie szczegóły uroczystości były już 
ustalone a wszelkie prace postąpiły tak daleko, że można się było spo- 
dziewać jak najokazalszego jubileuszu. Apel Komitetu do b. profesorów 
i wychowanków, powtarzany kilkakrotnie przez Sekcję prasową w dzien- 
nikach, odbił się silnem echem w całej Polsce a nawet zagranicą. Zgło- 
sili przybycie na uroczystości jubileuszowe w wielkiej ilości wychowan- 
kowie z wszystkich dzielnic Polski; przyrzekli swój przyjazd, o ile 
w ostatniej chwili nie zajdą nieprzewidziane przeszkody, także wycho- 
wankowie, przebywający stale zagranicą, jak we Wiedniu, Paryżu, Strass- 
burgu, Sarajewie; ci zaś, których losy rzuciły zbyt daleko, jak n. p. 
do Charbina (Chiny) lub Haify (Palestyna), przysłali listy pełne niezwy- 
kłego pietyzmu dla Zakładu, w którym spędzili swe młode lata, oraz 
serdecznego żalu, że z powodu zbyt wielkiego oddalenia nie będą mogli 
jawić się osobiście na złote gody swej niezapomnianej uczelni. 
Tym wszystkim, którzy zgłosili współudział w uroczystościach 
a także tym wychowankom, których adresy tylko były znane Komite- 
towi, rozesłano z końcem maja odezwę z dokładnemi wiadomościami o jubi- 
leuszu oraz z blankietami P. K. O. dla ułatwienia przekazania wkładki na 
kartę uczestnictwa do Banku Hipotecznego we Lwowie na rachunek bie- 
żący: Komitet jubileuszowy Gimnazjum IV. Odezw takich wysłano ponad 
tysiąc. Zaczęły teraz wpływać pieniądze na cele jubileuszu, a wśród nich 
nie brakło także kwot na cele planowanego funduszu stypendyjnego, 
gdyż i odezwa Sekcji finansowej nie pozostała bez echa. W połowie 
czerwca rozesłano szczegółowy program uroczystości wraz z kartą 
wstępu na raut z tem, że kartę uczestnictwa oraz legitymację, uprawnia- 
jącą do zniżki kolejowej w drodze powrotnej w wysokości 66%, otrzy- 
mają wszyscy na miejscu przed uroczystością, Na tern skończyły się 
prace przygotowawcze. Ze spokojem oczekiwał teraz Komitet dni 
godów w przekonaniu, że zadanie swe spełnił wedle możności najlepiej 
i że praca jego zostanie uwieńczona pięknym wynikiem. 
II. PRZEBIEG UROCZYSTOŚCI JUBILEUSZOWYCH. 
Na czas jubileuszu Zakład przybrał odświętną szatę, ozdobiony 
zielenią i godłami państwowemi. Ustroiły się w żywe kwiaty i girlandy 
westybul i korytarze gmachu; pięknie udekorowano tablicę pamiątkową 
poległych w obronie Lwowa uczniów oraz aulę Zakładu. jako szcze- 
gólna ozdoba służył auli portret jana Długosza, pendzla prof. Radnickiego. 
Portret przedstawia jana Długosza, jako starca, siedzącego nad rę-
		

/Magazyn_130_01_0143_0001.djvu

			kopisem, z twarzą o ostrych, omal surowych rysach. Oczy głęboko osa- 
dzone, ciemne, nieco zmęczone nadmiarem wysiłku, patrząc wdał, wyra- 
żają głębokie zamyśle- 
nie, skupienie się w so- 
bie, zapatrzenie jakby 
w nieznaną przyszłość 
ojczyzny, której dzieje 
właśnie Długosz opi- 
suje. W ręce prawej 
trzyma pióro, lewa opar- 
ta bezwładnie o poręcz 
fotelu. Przechylony nie- 
co wtył, zdaje się sły- 
szeć słowa z wieczności 
płynące, który mu Ge- 
njusz, stojący za nim, 
dyktuje. Głowę okoloną 
siwiejącym włosem przy- 
krywa biret, znak ka- 
płańskiej godności. U- 
brany w płaszcz obszy1:y 
futrem, siedzi Długosz 
w swej pracowni, zamy- 
ślony i cichy. Na sto- 
liku rozpostarte białe 
jeszcze karty rękopisu. 
Obraz, utrzymany 
w gamie szaro-brunat- 
no-niebieskiej, o silnych 
kontrastach światłocie- 
niowych, oddaje nastrój 
szarej, . wieczornej go- 
dziny. Swiatło, padające 
z lewej strony na postać 
całą, prześlizguje się 
wzdłuż fałdów sukni i zamiera w głębi mrocznego wnętrza. Całość pełna 
pierwiastka dramatycznego, który jest zaznaczony kolorem, światłocie- 
niem, wyrazem twarzy i pozą. 
Końcowy ustęp wielkopomnego dzieła "Historji Polski" zachęcał 
pod wieloma względami do takiego właśnie ujęcia portretu. W nim 
Długosz streszcza siebie jako człowieka patrzącego w rozległą perspek- 
tywę swej pracowitej przeszłości. Ze spokojem spogląda na zbliżający 
się kres swego życia, które tak zbożnie i pracowicie spędził na chwałę 
Boga i swej ukochanej Ojczyzny. jest to jakby wspaniałe zakończenie 
dramatu życiowego. Widzi się tu głęboką syntezę człowieka, którego 
stosunek do Boga i życia jest jedną wielką zgraną pełnią harmonji, 
myśl głęboka i serce pełne poważnych refleksyj, mądrej człowieczej re- 
zygnacji, opromienionej już tchnieniem wiecznego bytu. 


127 


,. 


, , 


l 


.' 


'" 


\ 

 


., 


", 



.. ". ..: 
- .' 


-/I' , 


, 


"i-. 


.- Al 


,. 


Jan Długoaz pendzJa prof, Z. Radniekiego. 


.
		

/Magazyn_130_01_0144_0001.djvu

			128 


Tak widziane sprawy przez pryzmat własnego odczuwania prof. 
Radnickiego z domieszką pewnego lirycznego nastroju stały się podstawą 
do nakreślonej wyżej kompozycji portretowej. Występuje tu Długosz jako 
starzec uczony i jako człowiek w rozmowie poufnej z Bogiem. 
Materjału źródłowego do namalowania portretu Długosza jest mało. 
Szkice rysunków i ilustracyj, dostarczonych z pełną życzliwością przez 
Muzeum Ossolińskich, oraz odbitka szkicu współczesnego, znajdującego 
się obecnie w Muzeum Czartoryskich, na podstawie którego Matejko 
rysował głowę jana Długosza - oto wszystko, czem mógł posłużyć się 
prof. Radnicki. . 
Pomijając tedy drobne oparcie się na wymienionych wzorach, a nadto 
na Holendrach a w szczególności na Rembrandcie, całość utworu jest 
wyłączną jego koncepcją, odpowiadającą jego własnemu pojmowaniu 
i rozumieniu postaci Długosza. 
Portret ten ofiarował prof. Z. Radnicki Gimnazjum IV, oddając hołd 
Zakładowi-jubilatowi, w którym rozpoczął zawód nauczycielski oraz 
czcząc pamięć Wielkiego Uczonego i Patrjoty. Umieszczony na czołowej 
ścianie auli będzie on przypominał młodzieży piękną postać Długosza, . 
pełną szlachetności, dobroci serca, gorącego' patrjotyzmu, oddaną duszą 
całą nauce oraz pracy dla bliźnich i Ojczyzny; zachęcać ją będzie do 
naśladowania w życiu wielkich cnót autora "Historji Polski" oraz służyć 
jako symbol wykształcenia humanistycznego. 
1. Pierwszy dzień uroczystości. 
a) Nabożeństwo żałobne. Rano dnia 22 c z e r w c a (piątek) o go- 
dzinie 8 ruszyła młodzież gimnazjum wraz z gronem nauczycieiskiem 
do kościoła św. Marji Magdaleny, gdzie odprawione zostałe nabożeń- 
stwo ż a ł o b n e za dusze zmarłych profesorów i uczniów. Udział 
w tern nabożeństwie wzięło też wielu dawnych wychowanków, którzy stale 
przebywają we Lwowie. 
b) Zawiązanie Koła Rodzicielskiego. Popołudniu o godzinie 16 ze- 
brali się rodzice dzisiejszych wychowanków w auli Zakładu,. zaproszeni 
przez Dyrekcję, i tu pod przewodnictwem dyrektora dr. W. Smiałka po- 
wołali do życia Koło Rodzicielskie. Przewodniczącym Koła wy- 
brano inżyniera Gustawa Miildnera, zastępcą przewodniczącego dyrek- 
tora Spółki naftowej "Karpaty" dr. Witołda Wiesenberga; wybór 
członków Wydziału i rozpoczęcie działalności odłożono na czas 
powakacyjny. Zawiązanie Koła Rodzicielskiego jest jedną z korzyści 
odniesionych w czasie jubileuszu, gdyż Koło, współpracując harmo- 
nijnie z gronem nauczycielskiem, spełni niezawodnie w przyszłości 
ważną rolę w życiu Zakładu przez życzliwą opiekę nad wychowankami 
i zaradzanie ich potrzebom. 
e) /luminaeja Zakładu. Wieczorem o godzinie 20 odbyła się i l u- 
m i n a c j a b u d y n k u s z k o l n e g o, podczas której przygrywała or- 
kiestra gimnazjalna. Blask różnokolorowych świateł na murach szkoły, 
tony muzyki ściągnęły pod gmach liczne rzesze przechodniów: ci 
wszyscy, którzy zawsze obojętnie przechodzili obok murów tej uczelni, 
zatrzymywali się teraz z czcią dla jej zasług.
		

/Magazyn_130_01_0145_0001.djvu

			2. Drugi dzień. 
a) Nabożeństwa dziękezynne. Dnia 23 c z e r w c a (sobota), w głów- 
nym dniu jubileuszu, wychowankowie gimnazjum zaczęli się gromadzić 
w budynku szkolnym już od godziny 8 rano. Przybyli najmłodsi, dzisiejsi 
uczniowie, przybyli tłumnie dawni wychowankowie, od r. 1879 począw- 
szy. Otwarła się naoścież główna brama budynku na powitanie uczest- 
ników jubileuszu. Zaroiły się sale 
i korytarze gmachu; wszędzie było 
pełno wesołego gwaru, życia i ra- 
dości. Punktualnie o godzinie 9 
odezwał się donośnym głosem 
dzwonek szkolny. Stanęli natych- 
miast w ordynku najmłodsi, a za 
nimi uszykowali się w czwórki 
starsi i najstarsi wychowankowie, 
posłuszni wezwaniu dzwonka, 
jak za czasów chłopięcych. Przy 
dźwiękach orkiestry gimnazjalnej 
pochód ruszył ulicą Ujejskiego, 
parkiem Kościuszki, uL Trzeciego 
Maja, jagiellońską, Rutowskiego 
na nabożeństwo dziękczyn- 
n e ku katedrze rzymsko-katolic- 
kiej, budząc u przygodnych licz- 
nych widzów podziw swym po- 
ważnym nastrojem i ładem. Przed 
katedrą naj młodsi wychowankowie 
utworzyli szpaler, przez który 
przeszły starsze roczniki. W ka- 
tedrze, w stalach zajęły miejsce re- 
prezentacje Duchowieństwa, Władz 
cywilnych i wojskowych, przed 
wielkim ołtarzem umieścili się starsi 
wychowankowie, a w nawach 
dzisiejsza młodzież i liczne rzesze 
publiczności. Uroczyste nabożeń- 
stwo dziękczynne odprawił ks. in- 
fułat Czajkowski w otoczeniu licznego kleru 00. Bernardynów, którzy 
w znacznej części są również wychowankami IV gimnazjum. Po nabo- 
żeństwie kler odśpiewał "Te Deum laudamus", poczem obecni zaintono- 
wali pieśń "Boże coś Polskę". 
Równocześnie odprawione zostało uroczyste nabożeństwo dzięk- 
czynne w katedrze grecko-katolickiej, o godzinie zaś 8 nabożeństwo 
dla wychowanków religji mojżeszowej w synagodze. Podczas nabożeń- 
stwa w synagodze wygłosił podniosłe przemówienie rabin dr. Lewi 
Freund, b. profesor gimnazjum IV. 
b) Akademja. W południe odbyła się przygotowywana przez Komitet 
z wielką starannością Akademja, punkt najważniejszy uroczystości jubi- 
leuszowych. Piękna sala koncertowa Pol. Towarzystwa Muzycznego wypeł- 


129 


T 



 


....... a" 
ił
"
 J." 
-. .,
:- 


n 
- \.-
'- 


.......... 


1 
- 


_ I' 1.;"_ 1'.. - . 
.. _;. Ji. :.. _ J=:'

. 


....
 


.,. 
:;
; 


li 
....... 


( 


\ 


-1 

I 
"' 


- j "0 
" 


..., 


- 


" 
, 


-I 


-1 

 


-': 
.. . 


w 


J 


.. 


Główna brama budynku. 


9
		

/Magazyn_130_01_0146_0001.djvu

			130 


niła się szczelnie uczestnikami. Były tam reprezentacje Duchowieństwa 
i Władz świeckich, Towarzystw naukowych i społecznych, tłumnie ze- 
brali się dawni wychowankowie, a młodzież, zająwszy galerję, w sku- 
pieniu spoglądała na starszych swych kolegów, którzy niegdyś przesia- 
dywali na tych samych co oni ławach szkolnych, a dziś zajmują wybitne 



:l
-"ł--- 


' '''': 
f.
"i'- 

.. ,n. 
 1łł",..", 
. ;:.... ',' ' ;: 
-' 
""""
 n . ..-' 
II'. ...... c.;t:..."'. ,. '.,' 
:.' 
1 : f
< "'
.
 ::,;
:.<- 
, "'. 1'"7'. ,
 "",- 
..;3., - ':"1 .'q;' 
... , 
. ..... -łł ...._-1. 


--"'--..,.. 
L'" 
 


>!' 


- -I, 


! 
';. 


I _, .' 

 .- 


V"' . 


... .. 


li'-t 
j. 
....-=- 
-.. . 
- i" ,,
- 


',r:." 
.1 
-., 


-. ł. 


,)1 



', 



 


Pochód na nabożeństwo. 


stanowiska w mlescie i państwie. Różni wiekiem i stanowiskami spo- 
łecznemi zasiedli wychowankowie obok siebie jak najlepsi koledzy, 
a łączyła ich wspólna miłość ku szkole, która ich wychowała, i wdzięcz- 
ność za wychowawcze wartości, 'jakie im dała na życie. Nastrój ze- 
brania był od początku uroczysty i podniosły, a równocześnie ciepły 
i serdeczny. .:. 
Rozpoczął Akademję Chór Technicki odśpiewaniem "G a u d e M a t e r 
p o lon i a", poczem orkiestra 19 pp. odegrała Runda "P a t r i ę" pod 
batutą kpt. Knysaka. 
Zkolei nastąpiły p r z e m ó w i e.n i a. Na estradę wyszedł dyrektor 
Zakładu, r a d c a d r. W i n c e n t y S m i a ł e k, który obecnie już 36 rok 
życia (większą część minionego pięćdziesięciolecia) poświęca pracy 
pedagogicznej w gimnazjum IV, a 22 rok kieruje tym Zakładem 
jako dyrektor. Wychowankowie wszystkich niemal roczników znają 
dobrze zasługi jego na niwie pedagogicznej, jego ofiarną, pełną zaparcia 
i poświęcenia pracę dla dobra Zakładu i młodzieży - to też ukazanie 
się jego na estradzie wszyscy obecni uczcili powstaniem z miejsc 
i długotrwałemi, niemilknącemi oklaskami, wyrażając mu w ten sposób 
uznanie i składając hołd za zasługi. W tym hołdzie dla obecnego, 
długoletniego profesora i dyrektora gimnazjum IV wyraził się ogrom
		

/Magazyn_130_01_0147_0001.djvu

			131 


dobrych uczuć, które związały b. wychowanków Zakładu z ich prze- 
wodnikami duchowymi. Powstanie z miejsc i oklaski huczne, były czemś 
samorzutnem. Podyk- 
tował je nakaz serc, 
w których zgodnie 
odezwało się uczucie 
wdzięczności dla Za- 
kładu, koncentrując 
się na osobie tego, 
który od ćwierć nie- 
mal wieku Zakład re- 
prezentuje. i kieruje 
jego rozwoJem na po- 
żytek młodzieży, a 
przez nią - narodu i 
społeczeństwa. Czci- 
godny Dyrektor te 
objawy serdeczności 
i wdzięczności ze 
strony wychowanków 
gimnazjum przyjmo- 
wał zwidocznem 
wzruszeniem; może 
wyczuwał w żywio- 
łowej manifestacii 
uczuć cześć dla szko- 
ły, dla siebie i nau- 
czycieli, może wy- 
czuwał, że szkoła, która zyskała sobie takie uznanie wychowanków 
po pięćdziesięciu latach swego trwania, nie zestarzała się, ale nabiera 
sił na dalszy byt. Wreszcie przemówił: 
"Z uczuciem radości i dumy zabieram głos imieniem Zakładu, który 
obchodzi dziś pięćdziesięciolecie swego istnienia: radości, że danem mu 
jest taki jubileusz obchodzić - dumy, że obchód ten tak żywe, daleko 
i szeroko, obudził echo. Radość moja zwiększa niepomiernie ta oko- 
liczność, że z tej okazji mogę tu powitać dostojnych mężów, piastują- 
cych przednie stanowiska, duchowne, cywilne, wojskowe, władze szkolne 
okręgu, reprezentantów wyższych uczelni i instytucyj naukowych z Aka- 
demją Umiejętności, przedstawicieli bratnich zakładów wychowawczych 
i stowarzyszeń, byłych pracowników Zakładu, stojących tu obok kole- 
gów dzisiejszych, i tak wielu, wielu naszych przyjaciół. Wszystkim ła- 
skawym gościom szczera należy się od nas wdzięczność, że obecnością 
swoją raczyli zaszczycić święto naszej rodziny szkolnej. 
Z osobną serdecznością zwracam się do mnogich rzesz naszych 
wychowanków, że na apel Komitetu, w który z zapałem młodzieńczym 
siwiejący i osiwiali weszli uczniowie Zakładu, nie wahali się oderwać 
od swych obowiązków zawodowych i odpowiedzialnych pozycyj, by 
gremjalnie nawiedzić miejsce prześnionych lat młodości i dzielić radość 
Zakładu z dnia dzisiejszego.. Pragnąłbym, aby, wstępując dziś w progi 


( 


l 


"- 


) . 


Radca Dr. Wincenty Śmiałek. 


9.
		

/Magazyn_130_01_0148_0001.djvu

			-I 


132 


swej szkoły, wyczuwali dla siebie powitanie, jakie widnieje na bramie 
starej Sieny: "Cor magis tibi - pandit" - by ono im mówiło, że 
"więcej niż bramę, otwiera im serce" dziś ten Zakład, w którym oni 
cząstkę siebie i to najpromienniejszą zostawili. Mogę śmiało w ton ten 
uderzyć, gdy widzę na zjazdach maturalnych, jak zadzierzgnięte na ławie 
tej szkoły węzły drgnieniami rozrzewnienia wibrują - i to bez względu 
na czas, jaki upłynął od opuszczenia murów szkolnych. A takich perjo- 
dycznych eksodusów było dużo i długie ich szlaki znaczą szeregi kata- 
logów szaf kancelaryjnych. Gdyby nie rejestrem urzędowym, ale okiem 
ducha w nie wglądnąć, na ilu to kartach dałoby się wyczarować po- 
dobne słowa prorocze, jakie w kronice rodzinnej przy imieniu wielkiego 
Bossueta wpisała ręka jednego z jej członków: "...circumduxit eum et 
docuit et custodivit quasi pupillam oculi -- prowadził go, uczył i strzegł 
jak źrenicy oka". 
I zbiorowo nasz Zakład szczycić się może, że Opatrzność dawała 
mu dbałych przewodników, światłych profesorów, strzegła go, by do 
ziarna zasiewanego nie wciskał się kąkol. Górującem wrażeniem, jakie 
odnoszę ze zjazdów koleżeńskich, jest kojąca świadomość, że o zmarno- 
wanych egzystencjach prawie nie słyszymy, że nikną sytuacje, jakie 
wybitnemu publicyście naszych czasów dały powód do sformułowania 
bilansu życiowego swego bohatera: "Biada człowiekowi, którego serce 
nie nauczyło się za młodu ufać, kochać i pokładać w życiu nadzieję". 
Posiew ich lat szkolnych był widocznie wystarczającym zadatkiem sił, 
które wytrzymały napór burz i walk życiowych. Zbroił ich do życia nie- 
tylko jasno wytyczony w tym Zakładzie kierunek etyczny, ale i cały 
arsenał środków intelektualnych, które wydało to półwiecze. Rozejrzeć 
się tylko w materjale programowym, a widzi się nieustanną troskę władz 
zwierzchniczych i organów wykonawczych, by iść ciągle naprzód, 
zawsze z duchem i postępem czasu. Plany naukowe ciągle się rewiduje 
i rozszerza, w porę pogłębia się dział przyrody a powojennemu zwro- 
towi ku fizycznym ćwiczeniom i przysposobieniu wojskowemu hołdujemy 
tem skwapliwiej, że kultura ciała, której problem najkonsekwentniej 
rozwinęli Grecy, wchodzi harmonijnie w skład tej kultury duchowej, 
której literaturą i sztuką kształcimy młodzież. 
W systemie wychowawczym naszego Zakładu - jesteśmy, jak dziś 
się mówi, dawnym typem klasycznym - starożytność nie jest czemś 
zamarłem, żyje w nim wiara wieków, wiara naszych przodków, a wolno 
powiedzieć, także wiara wielkiego odłamu dzisiejszego społeczeństwa. 
Sprawdza się niemiecki aforyzm Webera: "Die Alten sind die einzigen 
Alten, die nie alt werden". Starożytność nie była dla nas celem, była 
środkiem kojarzącym nas z kulturą Zachodu, której blask ozłocił naszą 
przeszłość dziejową. A tej Zakład nigdy nie spuszczał z oka mimo wtło- 
czenia w obce ramy, które umieliśmy przystosować do naszego życia 
narodowego, przetransponować obcą melodję na swojską nutę. 
Z pietyzmu dla wielkiej naszej przeszłości, którą czcić uczyliśmy mło- 
dzież w czasach zaborczych, z "nastaniem wolności za zgodą naszych Władz 
przybraliśmy zawołanie sztandarowe. Wielki historyk, który już czuł 
przedwiośnie Odrodzenia, wychowawca synów królewskich, którymi 
obdzielał Niebo i trony ziemskie, z świętobliwości życia arcybiskup -
		

/Magazyn_130_01_0149_0001.djvu

			133 


nominat lwowski - słowem jan Długosz, stanął obok Patrona Zakładu, 
św. jana Kantego, w rzędzie świateł, jaśniejących glorją przesławnej 
stolicy jagiellonów. Nie wolno nam go było wyłączyć z programu 
jubileuszowego. . 
Przed dwudziestu laty przy podobnej sposobności z ust bardzo 
szanownych padło słowo, że o wartości szkoły świadczą jej uczniowie. 
Ten probierz dawałby nam wiele tytułów do chwały. Moglibyśmy liczyć 
nazwiska rozgłośne dostojeństwem, nauką, zasługami. Trudno byłoby 
znaleźć dziedzinę życia zbiorowego, w której nie spotykałoby się chlub- 
nych śladów działalności naszych wychowanków. A nie jest to chwała 
jednostronna: i oni powołują się chętnie na swoją szkołę i cenią sobie, 
że byli jej uczniami. Cała uroczystość dzisiejsza z ich impulsu wyszła, 
ich zabiegami i środkami jest wykonana. Na uświetnienie dnia dzisiej- 
szego oddali wykwit swoich uzdolnień twórczych, poczynając od słów 
prologu poprzez bogato pierwotnie założone punkta programu aż do 
końcowego marszu. W zaaranżowaniu Akademji dzielił nasze troski 
dawny nasz uczeń, p. Dyrektor konserwatorjum, i już swoją osobą na- 
prowadził nas na tę tu gościnę, której łaskawie udzielił nam p. Prezes 
Tow. Muzycznego, silnemi doniedawna węzłami związany z naszem 
szkolnictwem, niezmordowany po wszystkie czasy szermierz wychowania 
fizycznego młodzieży szkolnej. 
Poza uświetnieniem święta jubileuszowego, które pozostanie w pa- 
mięci uczestników dzisiejszej uroczystości, pomyśleli także, by te chwile 
uwiecznić Księgą Pamiątkową, w której znajdą się obok historycznych 
wspomnień z całego pięćdziesięciolecia odbicia natchnień literackich 
i studjów naukowych, pomnażających dorobek duchowy mienia narodo- 
wego: to, w pojęciu starogreckich {)-pE1t't"pa, dank wychowawczy, który 
przynosi im zaszczyt a chlubą Zakład okrywa. - Nie dość im było 
myśleć o przeszłości i teraźniejszości - zapragnęli jeszcze uroczystość 
dzisiejszą zrobić łącznikiem między dawnemi a nowemi laty. Z myślą 
o pokoleniach, które przyjdą, weszli w ściślejszy kontakt z dzisiejszymi 
rodzicami, by utworzyć fundusz stypendyjny na wsparcie zdolnych, 
wzorowych uczniów Zakładu. 
W całej tej serdecznej pamięci o swojem gimnazjum, kulminującej 
w pracach jubileuszowych Komitetu, wyczuwało się coś z wdzięczności 
owych uczniów Linneusza, którzy stosunek swój do mistrza ubrali 
w słynną formułę: "Deus creavit - Linnaeus ordinavit", było jakby 
ciche przyznanie, że wrodzonym ich zdolnościom szkoła ta dała pchnię- 
cie, a może i wytyczne. dla życia - co byłoby triumfem wychowaw- 
czym każdej szkoły. Ze naszej szkole cel ten spełnić poniekąd było 
dane, zawdzięczał to Zakład stałej jednomyślności, która ożywiała całą 
jego pracę, że w niej nie było nic, co dzieli, a było wszystko, co łączy, 
że wszystkie czynniki współdziałające łączyła myśl wyższa, myśl po- 
czucia narodowego, które z odzyskaniem niezawisłości państwowej 
z piersi każdego prawego Polaka wystrzela w jedno życzenie: "Sere- 
nissima Respublica vivat, crescat, floreat!" 
Po Dyrektorze Zakładu przemawiał szereg dalszych mowców. 
K s. k a n o n i k k a p i t u ł y o b rz. łać. K a z i m i e r z D z i u r z y ń s k i, 
b. katecheta gimnazjum, składając cześć Zakładowi w imieniu Eksce-
		

/Magazyn_130_01_0150_0001.djvu

			134 


lencji ks. arcybiskupa Twardowskiego ucznia gimnazjum IV, podniósł, 
że w gimnazjum IV praca wychowawcza szła zawsze w parze z nauką 
religji katolickiej. 
Prof. Uniw. J. K., dr. R o m a n L o n g c h a m p s d e B e ri e r 
przemówił następująco: 
"Biorę udział w tej uroczystości imieniem Uniwersytetu jana Ka- 
zimierza. Szkoły akademickie przywiązują jak największą wagę do tego, 
jak wychowana i przygotowana młodzież przystępuje do wyższych stu- 
djów. jeżeli nasze uniwersytety a w szczególności Uniwersytet jana 
Kazimierza, który mam zaszczyt tu reprezentować, mogą się pochlubić 
tern, że przysporzyły Ojczyfnie wielu tęgich obywateli, to jest to w wiel- 
kiej, bodaj czy nie większej części zasługą tych, którzy ich przed wstą- 
· pieniem do uniwersytetu kształcili i wychowywali. Gimnazjum im. jana 
Długosza ma zaś pod tym względem dawną i szczególnie piękną tradycję, 
nietylko dzięki swemu klasycznemu planowi studjów, który je z natury 
rzeczy predystynuje jako przygotowanie do studjów uniwersyteckich, 
lecz także dzięki znakomitemu kierownictwu i doborowi ciała nauczy- 
cielskiego a nade wszystko dzięki duchowi pracy rzetelnej, gruntow- 
nej a nie obliczonej tylko na blichtr; duch ten w tem gimnazjum za- 
wsze panował, panuje i, da Bóg, panować będzie. To też, składając temu 
zasłużonemu Zakładowi im. Uniwersytetu jana Kazimierza serdeczne gra- 
tulacje z powodu 50-letniego jubileuszu, łączę z tem zarazem życzenie, 
aby praca jego w wolnej Polsce rozwijała się jeszcze pomyślniej i przy- 
nosiła jeszcze piękniejsze owoce, niż to było możliwe w okresie niewoli". 
Rektor Politechniki prof. dr. j u l j a n T o kar s k i wypowiedział piękną 
pochwałę dla pracy pedagogicznej gimnazjum IV, stwierdzając na pod- 
stawie doświadczenia nabytego w swej uczelni, że wychowankowie jego 
celują zawsze należy tern przygotowaniem do studjów politechnicznych. 
D r. A l f r e d j a h n e r, em. wizytator okręgowy szkół średnich a b. 
profesor gimnazjum IV, imieniem b. nauczyciełi gimnazjum wygłosił 
następujące przemówienie: 
"Pięćdziesiąt lat! jaki ogrom wspomnień, uczuć i przeobrażeń prze- 
suwa się długim pasmem przed memi oczyma. Wśród nich zarysowują 
się w ostrych konturach te lata, które spędziłem, pracując jako nauczy- 
ciel w IV gimnazfum. 
Gimnazjum IV - to jeden z tych cichych zakładów, które pozor- 
nie nie wysuwają się naprzód, unikają rozgłosu a oddane w zupełności 
swej pracy, w niej tylko i w poczuciu spełnionego obowiązku znajdują 
zadowolenie. jeżeli zatem qziś odstępuje od swego zwyczaju, jeżeli 
występuje na widownię i roztacza przed społeczeństwem obraz swej 
półwiekowej działalności, to działa niejako pod przymusem wyjątkowej 
okoliczności, okoliczności, która nie tak prędko się powtórzy. 
I rzeczywiście obchód jubileuszowy Zakładu, cieszącego się pełnym 
rozwojem, jest silną pobudką, by rzucić okiem na minioną przeszłość, 
zdać sprawę z prac, poczynań i zamierzeń przeszłych i współczesnych 
a zarazem objąć okiem te zadania, zagadnienia i cele, które z sobą 
przyszłość przyniesie. 
Gdy w myśli przebiegam tych pięćdziesiąt lat pracy nauczycielskiej 
i wychowawczej IV gimnazjum, nie wiem, co mam bardziej podziwiać,
		

/Magazyn_130_01_0151_0001.djvu

			135 


czy konsekwentne utrzymanie ideowej linji Zakładu, opartego silnie na 
klasycznej kulturze, czy niczem nieprzerwany i niezrażony, kolejny wy- 
siłek kilku pokoleń nauczycielskich, by Zakład utrzymać na wysokim 
poziomie. Wyjątkowo szczęśliwie łączyły się tu zawsze zamiłowanie za- 
wodu, wiedza fachowa, zdolności dydaktyczne i pedagogiczne w jedną 
harmonijną całość. 
jako największą zaletę jednak uważam to, że gimnazjum IV w ciągu 
tylu lat umiało zachować własną fizjognomję. Zakład nawet w czasach 
najbardziej do tego skłonnych nie upodabniał się do innych, hołdują- 
cych modnym hasłom, nie dlatego, by stawał wpoprzek nowym prą- 
dom i wymogom czasu, lecz dlatego, ponieważ pozostał wierny swej 
chlubnej tradycji. Może temu przypisać należy, że z murów Zakładu 
wyszedł niejeden talent o swoistym, oryginalnym profilu, gdy rozgląd- 
niemy się wśród jego wychowanków, których imiona dziś głośne 
w nauce, sztuce, literaturze i na scenie narodowej. Niema przesady 
w tern, gdy powiem, że tern, czem szczyci się gimnazjum IV, jest zara- 
zem chlubą całej Polski. 
jeżeli tę pracę półwiekową mamy sądzić, mierząc ją miarą ewange- 
liczną: a f r u c t i b u s e o r u m c o g n o s c e t i s e o s, to niech wolno 
będzie zaznaczyć, że w odrodzonej Ojczyźnie, gdzie tak wielkie zapo- 
trzebowanie nastąpiło twórczej pracy, niema stanowiska, począwszy od 
najwyższych, we wszystkich dziedzinach życia państwowego, na któ- 
rychby wychowankowie IV gimnazjum, piastując je godnie i zaszczytnie, 
nie zasłużyli się dobrze dla Rzeczypospolitej. 
. Opierając się na przeszłości a z wiarą w jasną przyszłość, składam 
imieniem byłych nauczycieli Zakładu Kierownictwu i Gronu nauczyciel- 
skiemu życzenia, by gimnazjum IV w pomyślniejszych jeszcze warunkach 
niż przez ubiegłe 50-lecie rozwijało się, otoczone troskliwą opieką pań- 
stwa, przywiązaniem powierzonej mu młodzieży, na chlubę polskiej nauki 
i klasycznej kultury, na pożytek Ojczyzny i chwałę Bogu, a d m u l t o s, 
plurimos annos'" 
P r o f. d r. S t e f a n K u c z y ń s k i, b. profesor Zakładu-jubilata, 
składając mu życzenia w imieniu Towarzystwa nauczycieli szkół wyższych, 
podkreślił, że gimnazjum IV jest warownią nauk humanistycznych, które 
były i nadal być powinny podstawą narodowej kultury polskiej. 
P. F r a n c i s z e k L e r c e l, urzędnik Dyrekcji P. K. P., złożył hołd 
Zakładowi takie m przemówieniem: 
"Z okazji dzisiejszej promiennej uroczystości przypadł mi w udziale 
zaszczyt przemówienia imieniem rodzic6w obecnych wychowanków gim- 
nazjum J. Długosza. 
Lat 50 złożyło się na historję tego Zakładu. Karty tej historji sze- 
regi wychowawców pisały złotemi głoskami, pisały ofiarnym trudem, 
pełną poświęcenia pracą, by w ukochaną młodzież wszczepić kult Boga, 
miłość Ojczyzny, by oddać społeczeństwu młodzież zdrową i zdolną do 
obywatelskiej pracy. . 
Bogate plony wydała zbożna praca. Swiadczą o tem wybitni ludzie, 
których wydało gimnazjum, świadczą o tem legjony pracowników ci- 
chych, a pożytecznych na różnych polach pracy; świadczy o tern wdzięcz-
		

/Magazyn_130_01_0152_0001.djvu

			136 


ność i serdeczne przywiązanie do Zakładu wszystkich, którym było 
dane 
zerpać w nim skarby cnót i wiedzy. 
Swiątynią wiedzy, kuźnią charakterów był nasz Zakład i takim po- 
został, świadom swojego powołania, swoich zadań i obowiązków w do- 
bie obecnej. 
Wojna światowa, przewroty polityczne zmierzwiły pojęcia, pomię- 
szały wartości. Rozmach reformatorstwa przedarł się w mury szkolne 
i rozpoczął ryzykowne eksperymenty na subtelnej i niezmiernie wrażli- 
wej dziedzinie nauczania i wychowania w czasie, w którym wskazana 
była największa ostrożność. Wytrawne kierownictwo gimnazjum IV, 
pełne poczucia odpowiedzialności grono profesorskie, zbrojne świętością 
swoich zadań, skutecznie oparło się niezdrowym tendencjom; leczy chore, 
hartuje zdrowe dusze młodzieży i na żywym przykładzie udowadnia, że 
postęp to nie niszczenie tego, co było, i budowa od podstaw na nowo, 
lecz że postęp to mądra przebudowa, to celowa dobudowa, że postęp 
to rozsądne korzystanie dziś z przeszłości z myślą o przyszłości. 
Doniosłości tego stanowiska nikt nie odczuwa w takiej mierze, jak 
właśnie rodzice. Wszak widzimy zgubny posiew wojny; spostrzegamy 
u młodzieży obniżenie się podstaw moralnych, zanik karności i poszano- 
wania autorytetu; z rozpaczą patrzymy, że objawy zniechęcenia do życia 
zdarzają się zbyt często wśród młodzieży. Wszak pragniemy ten najcen- 
niejszy dar Boga, odzyskaną Polskę, przekazać naszym dzieciom, by nic 
nie uroniły, lecz owszem, ażeby potęgą intelektu, siłą charakteru, ukocha- 
niem twardej pracy, wprowadzały ład i porządek w spuściznę Ojców 
i nie dopuściły, by w wyścigu pracy wyprzedziły Polskę inne narody; 
wszak zdajemy sobie sprawę. że okres nauczania w szkole średniej - to 
okres, który urabia intelekt i wykuwa charakter. 
Pragnienia nasze zaspakaja w zupełności Zakład; tu nasze dzieci, 
chronione przed zgubnemi wpływami, czerpią zdrowy pokarm, dosko- 
nalą się duchowo i fizycznie. I próżno siliłbym się dać należyty wyraz 
temu ogromowi wdzięczności i zaufania, jakie my rodzice żywimy w ser- 
cach naszych do Przezacnego Grona Profesorskiego i jego Wielkodusz- 
nego Kierownika. Nikłemi słowami, lecz z głębi duszy, składam Wam 
Czcigodni, Panie Dyrektorze i Panowie Profesorowie, hołd i dziękczy- 
nienie, że - zgodnie ze szczytną tradycją Zakładu - prowadzicie nasze 
dzieci prostą drogą i wdrażacie je do pracy, wskazując wielkie zadania, 
jakie mają spełnić w przyszłości. 
Przyjmijcie, Panowie, zapewnienie, że kochają Was nasze dzieci, że 
przez dzieci kochają Was rod 'lice, że przez Was ukochaliśmy ten Zakład, 
którym włodarzycie, ukochaliśmy uczuciem, jakie wytwarza zaufanie 
i wiara w Dobro. 
Oświadczamy gotowość współdziałania z Wami, Panowie, podpo- 
rządkowania się Waszym wskazówkom, by ulżyć Wam w trudzie wy- 
chowania, by w harmonji ze szkołą doskonalić młodzież, by zaprawić 
ją do rzetelnej i wytrwałej pracy dla Państwa, by wpoić w nią przeko- 
nanie, że żyje, żyć musi i pracować dla Polski, dla jej potęgi, dla 
jej chwały". 
W imieniu b. wychowanków prof. Uniwersytetu J. K., dr. j u- 
l j u s z K l e i n e r uderzył w te górne słowa:
		

/Magazyn_130_01_0153_0001.djvu

			137 


"Młodość jasna przyszła do nas dzisiaj falą powrotną - swoboda, 
-chociaż ujęta silnie w karby, skojarzona z powagą i dobrocią serdecz- 
nych, mądrych przewodników naszych. Raz jeszcze kupimy się gromad- 
nie, karnie, punktualnie w białym, przestronnym gmachu gimnazjalQym 
i oczekujemy niemal dzwonka, co wybija rytm życia szkolnego. Raz 
jeszcze zsunął się nam z ramion ciężar odpowiedzialności codziennej - 
i kierownikom, co wzięli na siebie owo brzemię, poddajemy się chętnie 
i ufnie pomimo chwilowych wybryków przekory chłopięcej. I tak nam 
dobrze, tak radośnie, tak się nam rozjaśniło życie, jak wtedy, gdyśmy 
mieli lat kilkanaście - może nawet o wiele bardziej, bo milsze i pięk- 
niejsze jest wspomnienie, niż przeżywan,a niegdyś prawda lat mło- 
dych - i ze wszystkich fal młodości najcenniejsza jest fala powrotna. 
I jakieś poczucie serdeczne zacieśnienia rodzinnego panuje w nas 
dzisiaj, jakieś poczucie rozgrzewającej dusze wyłączności, która każe 
o wszystkich zebranych i wspomnianych mówić z. pełnem ciepłem serca: 
m y - i każe uprzytomnić sobie, że cokolwiek dziś obejmujemy wspo- 
mnieniem kochającem i dziękczynnem, to wszystko: n a s z e. 
A zacieśnienie to nie uboży - ono nas bogaci. Odsłania się nam 
całe bogactwo przeszłości osobistej i gromadnej, gdy dumą i miłością 
rozradowani powiadamy o instytucji, obchodzącej święto dzisiejsze: 
n a s z e g i m n a z j u m. 
Cieszymy się jego jubileuszem. Bo gdy jubileusz jednostki ma 
w sobie niekiedy drobny odcień smutku - instytucja w chwili takiej 
z równą radością patrzy na lata minione, jak na lata nadchodzące. Dla 
niej jubileusz jest zarazem kresem zaszczytnym i radosnym początkiem. 
jest skupieniem pełni bytu w momencie ogniskującym, świetlanym, i daje 
najwyższe odczucie życia, idącego w przyszłość, opromienionego przez 
wspomnienia. 
Wielka musiała być duchowa siła Zakładu, co tylu setkom i tysią- 
com tyle dał wspomnień drogich - i więzią serc powiązał wychowan- 
ków na życie całe. 
Tern, co działa najsilniej, co najwyraziściej określa ton życia, nie 
jest chwila obecna, która jedynie w razie wyjątkowej intensywności 
nabiera mocy rozstrzygającej. Rzeczywistością najpełniejszą, tem po- 
tężniejszą, że nieodwołalna i niezmienna, jest przeszłość. Treścią zasad- 
niczą duszy są nie wrażenia, ale - wspomnienia. Osobistość jednostki 
i ogółu określona zostaje przez pamięć. Wielki jest ten naród, który wielkość 
może wspominać. Bogaty duchowo jest ten człowiek, który posiada 
w duszy skarbiec pamiątek szlachetnych. I jedna tylko sfera życia nigdy 
nie zawodzi - piękno i czar wspomnień. Byle oczywiście zbyt jaskrawo 
nie zaznaczył się kontrast między tern, co przetrwało w myśli wiernej, 
a tern, co niesie fala teraźniejszości. Bo wtedy zrodzi się ból szarpiący. 
Ale kto zdoła bez bólu cofać się w przeszłość miłą, dla tego urasta 
ona do rozmiarów krynicy pokrzepienia, do rozmiarów niewzruszonej 
opoki, na której oprzeć się można bez wahania - i do ponęty raju, 
którego bramy zawsze otwierane są lekko przez anioła dni minionych. 
I dopiero wspomnienie udziela miary właściwej ocenom, nadaje 
wartość bezwzględną. Rzadko umiemy ocenić należycie chwilę przelotną. 
Objawia się jej znaczenie, gdy przejdzie w sferę tego, co minęło,
		

/Magazyn_130_01_0154_0001.djvu

			138 


a jednak trwa. Siła owego - trwania określa wartość istotną 
przeży
ia. 
Swięto dzisiejsze jest sięgnięciem do skarbca wspomnień. Ogrom- 
nemu krajowi przeszłości naszej na imię: Gimnazjum IV. Każdemu z nas 
kraj ten znaczy coś innego, każdemu inną niesie woń czasów prze- 
brzmiałych, inną muzykę dni młodości, inną barwę godzin szkolnych 
i pozaszkolnych - często szarych może w chwili zaistnienia, niemniej 
wszakże osrebrzonych i ozłoconych w czarownym kręgu pamięci. 
Każdemu znaczy ten kraj coś innego - tern większy dziw, że dla 
każdego mimo wszystko znaczy to samo. 
Rysuje się nam w perspektywie dali ten gmach biały, rozrosły 
szeroko, jako ramy wielkie i mocne wiotkich lat chłopięcych, jako forma 
władcza, która wszelkiej rozmaitości i zmienności dała jednolitość 
określoną. Coś, co i przez nas było częściowo tworzone, ale stało nad 
nami - nawskroś nasze i władające nami - silne, poważne, surowe, 
chociaż bynajmniej nie obce uśmiechom jasnym i wrzawie rozswawo- 
lonej wesołości. Mówią nam z oddali czasu te tak bliskie mury sina- 
wych sal szkolnych: Chcemy was kształcić - a kształcić znaczy kształ- 
tować. Mówią nam dojrzałym i mającym już za sobą nieraz długą drogę 
życia: Myśmy was ukształtowały. 
Wiemy dobrze, że słowo "uczeń gimnazjum czwartego" miało treść 
odrębną. Wiemy, że gimnazjum czwarte miało fizjognomję swoją. Miało 
w sobie coś twardego i mocnego. Było ojcowskie, ale z piętnem aucto- 
ritatis paternae, jak przystało szerzycielowi kultury klasycznej. Było 
szkołą dającą dużo - i wiele wymagającą. Ułatwiało nam niejedno - 
ale również przeciwstawiało nam często niejedno. Rozumiało, że szkoła 
zbyt łatwa - nie jest szkołą. Uczniowie czasem sarkali na rygor, który 
zresztą wcale nie wykluczał zabaw, na bezwzględność postulatów, która 
wcale nie krępowała względności i miłości dla chłopców młodych. 
Lecz jednocześnie ci uczniowie dumni byli ze swego Zakładu, czuli się 
członkami instytucji wzorowej - i na mundurkach swoich wysoko ce- 
nili czwórkę rzymską czapek studenckich. 
Do tych, którzy uczynili gimnazjum IV tem, czem było i czem jest, 
którzy dali mu duszę trudem swoim i siłą swej osobistości - zwra- 
camy się teraz my, wychowankowie ukochanego Zakładu, z rozjaśnie- 
niem serc, przejętych czarem wspomnień, z hołdem i z wdzięcznością, 
płynącą ze zrozumienia ich pracy. Bo rozumiemy ją dzisiaj - my, cośmy 
niegdyś może nie umieli jej ocenić. 
Trudno rozdzielić w strumieniu życia fale różne - trudno powie- 
dzieć, ile z treści dusz naszych, ile z plonów naszego życia źródło ma 
w tern, coście Wy nam dali. Ale jedno wiemy napewno: jeśliśmy nie 
żyli nadarmo, jeśliśmy zdziałali coś dla najbliższych i dla narodu - 
Waszej w tem zasługi niemało. I w tern, co - w głębi dusz trwa nam jako 
istota osobistości, co najbardziej jest nasze - znaczna cZęść jest Wasza. 
Rozprószeni po różnych środowiskach, różnej oddani pracy, czujemy 
się i czuć się będziemy do końca - uczniami gimnazjum czwartego". 
Ostatni przemawiał naczelnik Wydziału Magistratu lwowskiego, radca 
B o l e s ł a w Wo l e ń s ki, b. wychowanek gimnazjum IV, imieniem Repre- 
zentacji miasta. Mówił on:
		

/Magazyn_130_01_0155_0001.djvu

			139 


"Imieniem Zarządu miasta mam zaszczyt wyrazlc głęboką radość, 
że we Lwowie obchodzi gimnazjum IV jubileusz 50-letniej pracy. Brało 
ono żywy udział w rozwoju kultury naszego miasta i zapisało się zło- 
temi głoskami na kartach szkolnictwa polskiego. W czasach walki spo- 
łeczeństwa naszego z germanizmem było ostoją ruchu narodowego 
a kierownicy i profesorowie Zakładu umieli mimo ostrego systemu re- 
presyjnego siać ziarna miłości Ojczyzny i wiary w odrodzenie Polski. 
Olbrzymi zastęp wychowanków naszej uczelni szerzył w późniejszem 
życiu obywałeiskiem wzniosłe idee, któremi przesiąkł w latach mło- 
dzieńczych. Scisła metoda nauki ułatwiała dalsze kształcenie się a przy- 
zwyczajenie do sumiennego wykonywania obowiązków stawało się pu- 
klerzem, od którego się później odbijały przeciwności losu. Znakomici 
mowcy, świetne artykuły w dziennikach oświetliły dobitnie zasługi 
naszej uczelni. Zna je dokładnie i umie ocenić Polska cała. 
Tych kilka słów niech będzie wyrazem czci i hołdu, jakie dziś 
miasto nasze składa gimnazjum IV w uznaniu zasług jego około kształ- 
cenia młodzieży. Dla dobra jej niech gimnazjum nasze w najdłuższe 
lata rozwija swą płodną w skutki działalność i wychowuje jak najdziel- 
niejszych i najlepszych obywateli Ojczyzny". 


Po przemówieniach i życzeniach uchwalono na wniosek prezesa 
Franciszka Biesiadeckiego wśród gromkich oklasków wysłać h o ł d o w- 
nic ze telegramy do Pana Prezydenta Rzeczypospolitej 
Mościckiego, Marszałka Piłsudskiego i Min. W. R. i O. P. 
Dr. D o b r u c k i e g o. Treść telegramów, równobrzmiąca, była następująca: 
W dniu godów jubileuszowych gimnazjum IV zebrani na 
uroczystej Akademji wychowankowie Zakładu przesyłają 
wyrazy hołdu z prośbą o dalszą życzliwą opiekę dla 
uczelni im. Jana Długosza. - Komitet jubileuszowy. 
Zkolei nastąpiły produkcje muzykalno-wokalne. P. L u d w i k K i e- 
l a n o w s k i wygłosił z przejęciem następujący piękny wiersz b. wycho- 
wanka Zakładu H. Z b i e r z c h o w s k i e g o, ułożony na uroczystość ju- 
bileuszową jako tekst do kantaty dyrektora A d a m a D o ł ż y c k i e g o, 
której ze względów technicznych (o czem wzmianka była powyżej) 
nie można było na Akademji wykonać: 


NA PIĘĆDZIESIĘCIOLECIE IV GIMNAZJUM. 
Cześć ci dzisiaj i ehwała, 
Szkoło najmilsza ze szkół, 
Któraś przez wieku pół 
W tyle ehlopięeyeh sere 
uwiatlo nauki siała 
I któraś do dziś ostała 
Jak najjaśniejsza z twierdz. 
Cześć ci dzisiaj i ehwała! 
Rozbiegliśmy się tu i tam 
Jak ptactwo na wyraju,
		

/Magazyn_130_01_0156_0001.djvu

			140 


Leez zawsze światłem była nam 
U wszystkieh dróg, u wszystkieh bram, 
Gorąea miłość kraju. 
Dla kraju eały życia trud, 
Jak w szkole nas uezono, 
Bo Polska to był serea głód, 
Aż ziśeil się marzony eud 
I wstała Wyzwoloną. 
I pieśei nas i tuli nas, 
Czujemy się jak dzieci 
I znowu wstaje w pełni kras 
Dziecięey ezas, ehlopięey ezas, 
I tak jak brylant świeci. 
Cześć ci dzisiaj i ehwała, 
Szkoło najmilsza ze szkół, 
Któraś przez wieku pół 
W tyle ehlopięeyeh sere 
Swiatło nauki siała 
I któraś do dziś ostała, 
Jak najjaśniejsza z twierdz. 
Cześć ci dzisiaj i ehwała ! ! 


. 


Publiczność, darząc wykonawcę oklaskami, wywołała obecnego na 
sali autora i urządziła mu serdeczną owację. 
Dalszy program Akademji wypełnił występ znakomitego artysty 
Opery lwowskiej, R o m a n a C y g a n i k a, który przy akompanjamencie 
p. Ireny Lipczyńskiej odśpiewał Niewiadomskiego "Lny" i Moniuszki 
"Stary Kapral", oraz produkcje fortepianowe L. M li n z e r a, który po 
mistrzowsku odegrał Chopina a) Nocturn Fis-Dur, b) Mazurek H-Moll, 
e) Etude, d) Walc As-Dur i ej Polonez. Piękny "Marsz Gimnazjum IV", 
utworzony na uroczystość jubileuszową przez kpt. M. D o r o ż y ń s k i e g o 
a odegrany przez orkiestrę 19pp. pod batutą kpt. Knysaka, zakończył 
podniosłą Akademję. 
e) Hołd złożony radey dr. Śmiałkowi. Popołudniu o godzinie 16 ze- 
brali się członkowie Komitetu wykonawczego w kancelarji gimnazjum. 
Tu dyrektor Horowitz przemówił w serdecznych słowach 
do radcy dr. 
miałka, podnosząc jego wielkie zasługi na 
p o lu pedago gi c znem o raz trudy po ni esione o koło ur zą- 
d z e n i a j u b i l e u s z u i wrę c z y ł m u n a p a m i ą t kęp i ę k n y m e- 
dal srebrny w formie powiększonej odznaki jubileuszowej 
z od pow i edni m napisem dedykacyjnym. 
dj Hołd bohaterom. Równocześnie hufiec przysposobienia woj- 
skowego trzymał straż honorową w westybulu gmachu przy pięknie ude- 
korowanej tablicy pamiątkowej, wmurowanej ku czci poległych uczniów
		

/Magazyn_130_01_0157_0001.djvu

			141 


Zakładu w obronie Lwowa i kresów. W ten sposób młodzież dzisiejsza 
oddawała hołd kolegom-bohaterom, którzy poświęcili młode swe życie 
Ojczyźnie, aby trwać w pamięci uczniów IV gimnazjum jako wzór 
ofiarnej służby. 
e) Wspólna fotograf ja. O godzinie 17 f o t o g r a f o wal i s i ę 
w s z y s c y u c z e s t n i c y jubileuszowych uroczystości na boisk u gimna- 


-t -I 
 



 


..., 


I 
t', 

 


:] 111 
1- 


D 
, 
: .; 
 


r. 


.1 


':ł 


...
. . 


- i"" 


. " 


'... , .
- 



, ' 


.} 


. 


Wspólna fotografia. 


zjalnem, poczem zebrali się w auli Zakładu, aby wysłuchać sprawozdań 
z prac Komitetu w sPrawie wydawnictwa Księgi Pamiątkowej, utworze-o 
nia Związku b. wychowanków gimnazjum i przysporzenia funduszów 
dla jubileuszowej fundacji stypendyjnej. . 
f) Zebranie w auli. Posiedzenie zagaił dyrektor d r. S m i a ł e k, wi- 
tając zebranych w murach Zakładu i życząc im skutecznych obrad 
w przedmiotach bardzo ważnych, które mają połączyć przeszłość z te- 
raźniejszością i być trwałą pamiątką jubileuszu. 
Po wyborze przewodniczącego, na którego powołano przedstawi- 
ciela jednego z najstarszych roczników, radcę B. Woleń ski ego, dyrektor 
H. Horowitz omówił najpierw sprawę stypendjów. Ten ni estru- 
dzony opiekun jubileuszowej fundacji stypendyjnej podał do wiadomości 
zebranym, że Komisja finansowa Komitetu odniosła się do szeregu kole- 
gów z prośbą o przyczynienie się do jej zrealizowania. Na ten apel 
zaczęły też wpływać na cele stypendyjne datki, które dziś wynoszą 
łącznie z papierami wartościowemi kwotę zwyż 3000 zł. Potrzeba jednak 
znacznie więcej, bo na jedno stypendjum uczniowskie, wynoszące 50 zł 
miesięcznie, musiałby istnieć fundusz w wysokości 6000 zł; ponieważ 
zaś Komitet pragnie stworzyć przynajmiej dwa stypendja, należałoby 
zebrać najmniej 12.000 zł. Po tem sprawozdaniu dyrektor Horowitz prosił 
zebranych, aby wyrazili swój sąd o sprawie i powzięli co do niej decy-
		

/Magazyn_130_01_0158_0001.djvu

			142 


dującą uchwałę. Wywody referenta przyjęło zgromadzenie z zadowole- 
niem do wiadomości, poczem uchwaliło pozostawić prowadzenie tej 
sprawy Komitetowi ijubileuszowemu z tern, że b. wychowankowie nie 
odmówią mu ze swej strony życzliwego poparcia. 


T 


"_Ii " 


l:'ILi 
1 .; 


,J . 
ł. ' 


.........., 
.- ,. 


., 


t' 


.' r 
lu. ł.. 
 : 
: I' 
\. 
. . 


..' 


, f 
 . 
f ., 



 


. .t 


"' 


Zebranie w auli. 


s p r a w ę Z w i ą z kub. wychowanków i profesorów () celach hu- 
manitarnych przedstawił zgromadzonym adwokat d r. S t. P a r n as. 
I ona znalazła życzliwe przyjęcie. Uchwalono, aby Komitet zajął się do- 
prowadzeniem Związku do skutku, licząc na przystąpienie do niego 
wszystkich wychowanków Zakładu. 
Co do Księgi Pamiątkowej ogłosił prezes F. Biesiadecki, że 
za staraniem Sekcji redakcyjnej wpłynęło już kilkanaśćie prac naukowych 
i literackich, a kilka jest jeszcze przyrzeczonych, oraz, że druk Księgi 
już się rozpoczął; prosił też zebranych, aby, poinformowawszy się 
o walorach książki na podstawie doręczonego im projektu, zechcieli ją 
zamówić, względnie złożyć zgóry należytość za nią w kwocie 10 zł. 
g) Przedstawienie w teatrze. O godzinie 20 wzięli uczestnicy jubile- 
uszowego święta gremjalnie udział w przedstawieniu Kochanowskiego 
"Odprawy posłów greckich", danem przez dyrektora Trzciń- 
skiego ku uczczeniu Zakładu - jubilata w Teatrze Wielkim. Słowo 
wstępne o znaczeniu "Odprawy" wygłosił ze swadą dyrektor St. 
Kry s o w s k i. Przedstawienie było prawdziwą biesiadą artystyczną dla 
widzów, gdyż dzięki staraniom Dyrekcji teatru "Odprawa" stała na 
bardzo wysokim poziomie pod każdym względem. Za życzliwość oka- 
zaną zasłużonej uczelni jeden z jej wychowanków wyraził dyrektorowi 
Trzcińskiemu podziękowanie w chwili, kiedy po ukończonem przedsta- 
wieniu urządzała mu publiczność żywiołową owację. 


'ł'-'
		

/Magazyn_130_01_0159_0001.djvu

			143 


h) Raut. Ukoronowaniem głównego dnia jubileuszowego był raut, 
urządzony po przedstawieniu teatralnem w salach Kasyna i Koła lite- 
racko-artystycznego. Zgromadził on w salach Kasyna elitę naszego 
świata naukowego, literackiego i artystycznego; reprezentantów Rządu, 
miasta i najwyższych dostojników Kościoła, akademij obok olbrzymiej 
ilości byłych wychowanków gimnazjum. Z górą tysiąc osób w miłym 
nastroju skupiło się na raucie, który przeciągnął się do rana przy 
dźwiękach orkiestry 19 pp. Obficie zaopatrzony bufet zadowolił 
naj wybredniejsze gusta uczestników, zwłaszcza że "Komitet Matek" 
z profesorową Wandą Przeździecką na czele nie skąpił wysiłków 
i z prawdziwie staropolską gościnnością podejmował wszystkich bez 
wyjątku. Panie Pilatowska, Wiesenbergowa, Kozłowska, Brattlowa, Pasz- 
kudzka, Karasińska, Eckowa, Silbersteinowa, Haczewska, Bartoszewska 
i wiele, wiele innych z podziwu godną ofiarnością spełniały role zna- 
komitych gospodyń, nie wahając się same usłużyć każdego, nakarmić 
słodyczami, mięsiwem czy napoić chłodnikami. Dzięki ich staraniom 
atmosfera na raucie była serdeczna i ciepła - rzec można - rodzinna, 
bo zebrała się zresztą na raucie wielka rodzina byłych wychowanków 
Zakładu, mająca podobne przeżycia młodości i takie same wspomnienia. 
To też raut trzeba nazwać imprezą udałą, o czem najlepiej wiedzą 
ci, co przypomnieli sobie na nim starego mazura i co nowe tańce pro- 
wadzili do świtu. 


3. Ostatni dzień jubileuszowy. 
W trzecim i ostatnim dniu jubileuszu (24 c z e r w c a, niedziela) Zakład 
gościł wychowanków wyłącznie w swych murach; dzień ten bowiem 
był przeznacz;ony na to, aby starsi wychowankowie odbyli zamierzone zjazdy 
oraz, aby przyjrzeli się bliżej swoim najmłodszym kolegom, uczest- 
nicząc w uroczystościach szkolnych. 
a) Zjazdy koleżeńskie. już od godziny 8 gromadzili się dawni 
wychowankowie grupkami w budynku gimnazjalnym i, przechodząc ko- 
rytarze, wyszukiwali sale, w których przesiadywali niegdyś jako ósma- 
cy; ci zaś, którzy byli ósmakami w zabudowaniach bernardyńskich lub 
na Filji gimnazjum IV przy ul. Chocimskiej, zajmowali sale im wyzna- 
czone. jaka radość, serdeczność, wprost szczęście panowało na tych 
zebraniach koleżeńskich, trudno opisać. Dojrzali, nieraz siwym włosem 
oprószeni lub całkiem osiwiali mężczyżni zasiadali na twardych ławach 
szkolnych, nieraz tych samych, które były niemymi świadkami ich ostat- 
niego roku pobytu w gimnazjum, i tu w największem wzruszeniu przy 
wzajemnej pogawędce, i tradycyjne m odczytywaniu katalogów, w obec- 
ności swych kochanych profesorów, przypominali sobie czasy swej 
młodości, przeżywali jeszcze raz dawno miniony, najszczęśliwszy okres 
życia, i w tem rozpamiętywaniu czerpali siły i otuchę na przyszłość. 
Wspomnienia przeżytej sielskiej młodości, słodsze od samej przeżywanej 
młodości, były treścią dysput na tych zebraniach koleżeńskich i źródłem 
nieocenionych wzruszeń, wrażeń i rozkoszy duchowych. 
. b) Zwiedzanie wystaw szkolny eh. Po zebraniach koleżeńskich 
zwiedzali starsi wychowankowie wystawę prac ręcznych dzisiejszych 


l
		

/Magazyn_130_01_0160_0001.djvu

			144 


uczniów oraz wystawę pamiątek gimnazjum, umieszczone wjednem 
skrzydle II piętra budynku szkolnego. Tu oglądali szereg portretów 
dawnych przełożonych Zakładu i przedstawicieli Władz szkolnych. 
Widzieli też fotograf je zbiorowe po- 
szczególnych roczników, sporządzo- 
ne czy to z okazji egzaminu dojrzałości 
czy to z okazji dawniejszych zjazdów 
koleżeńskich; na nich niejeden mógł 
zobaczyć i swą postać, ale jakżeż inną 
od dzisiejszej' Tu podziwiali owoce 
nauki zręczności najmłodszych swych 
kolegów. Od kresek i linij do pięknych, 
jak na roboty uczniów, obrazków z życia 
przyrody, widoków i portretów w dziale 
rysunków, od pudełek i skrzynek do 
modeli samolotów w dziale zręczno- 
śćiowym - wszystko to, ustawione gu- 
stownie przez wystawcę prof. R a d n j- 
c k i e g o, budziło zachwyt drogich gości Zakładu. Patrząc na to wszystko, 
zrozumieli oni, że nieco odmiennemi torami kroczy dziś ich macierz ducho- 
wa w swej pracy wychowawczej, że uczy w wyższym stopniu, aniżeli to 
było dawniej, rysunków a nadto zaprawia młodzież do samodzielnego 
wykonywania najrozmaitszego rodzaju przedmiotów. 
e) Gimnastyezne popisy młodzieży. Z wystawy udali się b. wycho- 
wankowie na boisko gimnazjalne, gdzie młodzież szkolna popisywała 
się swą tężyzną fizyczną 
pod kierownictwem prof. 
Hołubowskiego. Karne 
oddziały, posłuszne na 
każde skinienie swego 
przełożonego, wykonywa- 
ły ćwiczenia wolne, grę 
w palanta, zawody w grze 
w piłkę siatkową, za- 
wody lekkoatletyczne (sko- 
ki, pchnięcie k
ą 5 kg. 
itp.) z precyzją nieraz 
fachowców. Wychowanko- 
wie starszych roczników, 
widząc to, przypominali 
sobie, jak to za ich czasów 
gra w piłkę, pasowanie 
się, ślizgawka, saneczki i 
tym - podobne zabawy karane były karcerem, i uznawali, że dbałość 
obecnej szkoły o zdrowie fizyczne młodzieży, dążność do harmonijnego 
wykształcenia ducha i ciała są przy wychowaniu młodego pokolenia 
nieodzowne. Pod tym też względem przypisywali dzisiejszej szkole wyż- 
szość nad dawniejszą, pomni na zasadę: In corpore san o mens sana. 


ł 
I = 


:IW " 1 -. i 
'" . 

, - 



 - 
- .wiJ..."l. 

- 
III" .. : l 
.1) 

 ' I \ I . 
.. I 
. . 


.ł- .Ił 


Fragment z wystawy. 


.....:. . 


/I 
I 


( 


.... 


" 


. , 
jtA 


..!1 


-! 


Scena z zawodów gimnastycznych.
		

/Magazyn_130_01_0161_0001.djvu

			145 


d) Poranek ku ezci Długosza. O godzinie 11 odbył się uroczysty 
poranek ku czci patrona Zakładu w auli gimnazjalnej. Prócz starszych 
wychowanków wzięli w nim udział rodzice uczniów oraz jako przed- 
stawiciele Kuratorjum O. S. L. wizy tato rowie radca dr. jan Kopacz i 
Michał Hrycak, b. profesor gimnazjum IV. 
Po uwerturze Szulca: M o jaK ról o w a, odegranej bez zarzutu 
przez orkiestrę gimnazjalną pod batutą kpt. W ł a d y k i, wygłosił prof. 
Wł. Kucharski o d c z Y t o j a n i e D ł u g o s z u. Odczyt ten był kulmina- 
cyjnym punktem "Akademji Długoszowej". Tłumaczył w nim mowca 
młodzieży, dlaczego Długosza wzięto za godło Zakładu, nie zada wal a- 
jąc się nic nie mówiącym numerem porządkowym: IV. Wzorem jest naj- 
pierw Długosz dla dzisiejszej młodzieży dobrego, pojętnego ucznia i w szkole 
nowokorczyńskiej i na uniwersytecie krakowskim i wkońcu na dworze 
Oleśnickiego; wzorem jako człowiek o niezłomnych zasadach, pierwszo- 
rzędny patrjota i obywatel, służący swej Ojczyźnie całem życiem i talen- 
tem. Wszystkie te cechy charakteru Długosza, potrzebne są - mówił 
prof. Kucharski - dzisiejszej młodzieży, z której ma wyjść dobry oby- 
watel odrodzonej Ojczyzny - i stawiał przed oczyma słuchaczy postać 
piastuna królewiąt, aby na niej swe cnoty wzorowała. 
"I wy - mówił do uczniów - królewiętami jesteście dla nas. 
Dumni bylibyśmy, my profesorowie wasi, gdyby świętość zamieszkała 
w duszach waszych, gdybyście wysokich dopięli stanowisk w Ojczyźnie 
dla jej chwały i wielkości... Chcielibyśmy, by królewskie w was były 
porywy, byście wnieśli w społeczeństwo odrodzenie narodowego su- 
mienia, abyśmy z dumą mogli zawsze o was mówić - to nasz posiew, 
to uczniowie gimnazjum im. J. Długosza, to nasze królewięta, pracujące 
nad pomnożeniem skarbów narodowego ducha, który jeden jest mocen 
utrzymać odrodzoną Ojczyznę w chwale i potędze..." 
Nastąpiły potem produkcje muzyczne i deklamatorskie. J. T u r- 
k o w s k i odegrał na skrzypcach Sarasate'go R o m a n z a A n d a l u z a 
Op. 22 przy akompanjamencie A. Nowosielskiego. A. S z e p t Y c k i odde- 
klamował wiersz p. t.: P i a s t u n k ról e w i ą t. Orkiestra mandolinowo- 
smyczkowa odegrała Mozarta: U p r o wad z e n i e z S e raj u - U w e r- 
tura. M. jaworski oddeklamował Mickiewicza: Koncert nad kon- 
c e r t a m i przy akompanjamencie fortepianu (Z. Urbański). S t. K a n i a 
odegrał na fortepianie Schuberta: C a p r i c e N o r v e g i e n e, a orkiestra 
dęta Verdiego: U r y w k i z o p e r. Po produkcjach młodzieży członek 
Komitetu adwokat dr. Sto P ar nas rozdał zwycięzcom w zawodach gim- 
nastycznych w nagrodę piękne medale pamiątkowe. Otrzymali je ucz- 
niowie: K. Kowalski, R. Pieniążek, Z. Pieniążek, Z. Szmyd, Z. Lacho- 
wicz, Z. Wierciński, Z. Ulberski, W. Gulda, Z. Marmol, W. Frydrych, 
Sto Fejkiel, W. Laskowski, Z. Czyżewski i K. Ziem ba. 
Na zakończenie poranku z piersi wszyskich obecnych, uradowanych 
wielce i ostatnim dniem jubileuszu, popłynęła ku niebu pieśń: B o ż e 
c o ś P o l s k ę. Opuszczając aulę, wszyscy uczestnicy byli pełni uznania 
dla dzisiejszej młodzieży i jej kierowników: wyrażali się między in- 
nemi, że poranek, urządzony w hołdzie dla jana Długosza, nie był 
zwykłym porankiem uczniowskim, lecz raczej poważną Akademją, 
którą można się było popisać na szerszej arenie. 


10
		

/Magazyn_130_01_0162_0001.djvu

			146 


III. ECHA JUBILEUSZU I JEGO ZNACZENIE. 
1. Telegramy i listy gratulacyjne. 
Z powodu jubileuszowych godów nadeszły na ręce Dyrekcji lub 
Komitetu liczne telegramy i listy z życzeniami dla Zakładu od osób 
zaproszonych i tych wychowanków, którzy z powodu przeszkód nie 
mogli przybyć na uroczystości. Odczytał je prof. Kucharski podczas 
Akademji po przemówieniach. Uznanie, szczere przywiązanie i wdzięcz- 
ność dla Zakładu-jubilata są ich zasadniczą treścią: 
War s z a w a. W dniu obchodu pięćdziesięciolecia istnienia zasłu- 
żonej dla szkolnictwa polskiego uczelni przesyłam serdeczne życzenia 
i gratulacje. Min. W. R. i O. P. Dobrucki. 
L w ó w. Nie mogąc brać udziału w uroczystościach jubileuszowych 
gimnazjum IV im. jana Długosza, .śpieszę złożyć szkole tej, wszystkim 
jej nauczycielom i uczniom, dawnym i teraźniejszym, najszczersze me 
życzenia. Vivat, crescat, floreat venerabilis schola, eius humanissimi 
magistri discipulorumque celeberrima corona' A n d r z e j S z e p t Y c k i, 
a r c y b i s kup. . 
p o z n a ń. Cześć zasługom, życzenia na przyszłość. C w i k l i ń s k i. 
p o z n a ń. Nie mogąc niestety wziąć osobistego udziału w uroczy- 
stościach z okazji 50-letniego jubileuszu gimnazjum im. jana Długosza, 
składam na ręce Pana Dyrektora życzenia dalszej owocnej pracy nad 
krzewieniem oświaty i kultury ku chwale Najjaśniejszej Rzeczypospolitej 
Polskiej. P i o t r B o r k o w s k i, woj e w o d a p o z n a ń s k i. 
L w ó w. Z okazji pięćdziesięciolecia tak zasłużonego dla kraju 
i Lwowa gimnazjum składam imieniem Zarządu miasta najlepsze życzenia 
dalszej i owocnej pracy dla dobra odrodzonej Ojczyzny. j a n S t r z e- 
l e c k i, k o m i s a r z R z ą d u p. o. P r e z y d e n t a m. L w o w a. 
S t a n i s ł a w ów. Nie mogąc wziąć osobiście udziału w obchodzie 
święta gimnazjum z powodu przeszkód urzędowych, tą drogą składam 
najlepsze życzenia dla Zakładu. W i ce woj e w o d a K on c o w i cz. 
L w ó w. Nie mogąc uczestniczyć osobiście w uroczystościach jubi- 
leuszowych tak wybitnie około poważnego kształcenia młodzieży a tern 
samem około kultury narodu zasłużonego Zakładu, proszę przyjąć na 
tej drodze najszczersze życzenia, aby pracą swoją przyczyniał się po 
wszystkie czasy jak najskuteczniej do zwalczania osaczających nas 
zewsząd mroków powojennych i do wytknięcia jak najwyższego po- 
ziomu tak bardzo nam potrzebnemu wykształceniu ogólnemu. K a z i- 
mierz Twardowski. 
Ż m i g ród. Nie mogąc stanąć do apelu czcigodnego Komitetu 
z powodu stanu zdrowia, łączę się z nim duchowo i zanoszę z głębi 
duszy płynącą prośbę, aby Bóg w długie czasy błogosławił Zakładowi 
w szczytnych zamierzeniach odnośnie do arcyważnej sprawy wychowania 
dzielnej młodzieży. P e t e l e n z. . 
P o z n a ń. Różne zajęcia u schyłku 'roku akademickiego nie pozwa- 
lają mi udać się do Lwowa, dlatego tą drogą przesyłam mojej Szkole 
gorące życzenia świetnego rozwoju. D r. A d a m S kał k o w s k i, p r o f. 
u n i w e r s y t e tu. 
War s z a w a. Dziękując za łaskawe zaproszenie, posyłam gimnazjum
		

/Magazyn_130_01_0163_0001.djvu

			147 


serdeczne powinszowania i życzenia długiego, pomyślnego roZWOjU. 
Tadeusz Zieliński. 
L w ó w. Nie mogąc wziąć udziału w uroczystościach jubileuszo- 
wych pięćdziesięciolecia gimnazjum im. jana Długosza, składam listownie 
podziękowanie za zaszczytne zaproszenie oraz serdeczne życzenia dal- 
szego, świetnego rozwoju. L u d w i k F i n k e l. 
L w ó w. Proszę o przyjęcie najserdeczniejszych życzeń powodzenia 
i dalszego 'rozwoju dla Zakładu. Też same życzenia pozwalam sobie 
przesłać imieniem tutejszego Towarzystwa Naukowego. B a l z e r. 
L w ó w. Przesyłam Zakładowi serdeczne życzenia dalszego świet- 
nego rozwoju. Dr. M. War t e n b erg. · 
L w ó w. Z okazji 50-letniego jubileuszu tak zasłużonej uczelni 
przesyłam serdeczne życzenia jak najlepszego rozwoju dalszego dla 
dobra społeczeństwa i Ojczyzny. Prof. Maksymiljan Matakiewicz. 
Kra k ó w. Uczestnikom zjazdu przesyłam życzenia najserdeczniejsze. 
P r o f. K a II e n b a c h. 
L w ó w. Z powodu jubileuszu gimnazjum im. jana Długosza za- 
syłam Panu Dyrektorowi najserdeczniejsze powinszowania. Gimnazjum 
zaś życZę, aby pod światłem kierownictwem Pana Dyrektora w naj- 
dłuższe lata kształciło młodzież w duchu humanistycznym dla dobra 
nauki a na pożytek narodu. Prof. dr. Adam Bednarski. 
War s z a w a. Przesyłam życzenia dalszego rozwoju tej tak zasłu- 
żonej Szkole Polskiej. Dr. Adam Kro ki e wi c z, pro f. u n i wer sy tetu. 
War s z a w a. Pozwalam sobie przesłać Szan. Komitetowi serdeczne 
życzenia z powodu jubileuszu. D r. M a k s y m i l j a n T h u II i e, s e n a t o r. 
L w ó w. Z okazji święta jubileuszowego gimnazjum im. jana Dłu- 
gosza i jego owocnej pracy dla dobra narodu naszego i naszej Ojczyzny 
składam wyrazy uznania i naj serdeczniejsze życzenie, ażeby Zakład-ju- 
bilat był zawsze, jak dotychczas, pomnożycielem dóbr narodowych i kul- 
turalnych dla wielkości, chwały, potęgi naszej Ojczyzny, naszego Pań- 
stwa. Rek t o r S t a n i s ł a w N i e m c z y c k i. 
j a wo rów. Nie mogąc uczestniczyć w wielkiem święcie Zakładu, 
przesyłamy gorące życzenia na przyszłość, wdzięczność i hołd za 
przeszłość. L e o n o w i e S z e p t Y c c y. 
War s z a wa. Z powodu przeszkód nie mogę przyjechać; całem 
sercem uczestniczę w hołdzie składanym gimnazjum. R a t a j. 
S t r a s s b u r g. Nie mogąc przybyć, sercem i myślą łączę się 
z uczestnikami, życząc jak najlepszego udania się uroczystości. K o n s u l 
Nieduszyński. 
War s za w a-S e j m. Nie mogąc przybyć osobiście, łączę się całe m 
sercem z piękną uroczystością drogiem wspomnieniem szczęśliwej mło- 
dości. Starym i młodym kolegom cześć i pozdrowienie' j a n D ą b s k i 
w i c e m a r s z a ł e k S e j m u. 
L w ó w. Dołączam się do licznych życzeń z okazji jubileuszu za- 
służonego w pracy dla Ojczyzny gimnazjum, życząc i nadal owocnych 
wyników w wychowaniu licznych pokoleń gorących patrjotów i gorli- 
wych obywateli. Norwid-Neugebauer, gen. dyw., inspektor, 
armji. 
L w ó w. Nie mogąc wziąć osobiście udziału w podniosłej uroczy- 


10.
		

/Magazyn_130_01_0164_0001.djvu

			148 


stości z okazji jubileuszu gimnazjum IV, przesyłam jak najserdeczniejsze 
życzenia pomyślności w dalszej żmudnej i ofiarnej pracy wychowawczej 
dla dobra Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. G ł u c h o w s k i, g e n. b r y- 
g a d y i D c a O. K. VI. 
L w ó w. Z okazji pięćdziesięcioletniego jubileuszu przesyłam w imie- 
niu pułku serdeczne gratulacje. j a s i ń s k i, p u ł k o w n ikS. G., z a s t. 
d c y 6 p. lot. 
T r u s k a w i e c. Nie mogąc przyjechać, przesyłam wyrazy hołdu 
dla Zakładu, życząc mu dalszego rozwoju na chwałę Ojczyzny. P u ł- 
k o w n i k W i k t o r R o m a ń ski. 
B r z e ś ć n/B. Z przyczyn służbowych nie mogąc uczestniczyć 
w obchodzie jubileuszowym, składam tą drogą hołd uczelni i jej wy- 
chowawcom, załączając zarazem najszczersze pozdrowienie kochanym 
kolegom. K a p i t a n M i t r a s z e w ski. 
B r z e ś ć n/B. Z okazji 50-lecia gimnazjum IV im. jana Długosza 
jako były wychowanek tej szkoły składam życzenia wszelkiej pomyślności 
w dalszej owocnej pracy wśród społeczeństwa ku chwale Ojczyzny. 
H o b e r t, p o r u c z n i k i a d j u t a n t 9 D y o n u S a m o c h o d o w e g o. 
L w ó w. Nie mogąc z powodu niepewnego zdrowia wziąć udziału 
w uroczystościach jubileuszowych gimnazjum IV, mam zaszczyt prze- 
słać na tej drodze serdeczne życzenia najpomyślniejszego dalszego 
jego rozwoju. D r. F r a n ci s z e k M a j c h r o w i c z, e m. w i z Y t a t o r 
s z kół ś r e d n i ch. 
L w ó w. Nie mogąc skorzystać z powodu przeszkód urzędowych 
z łaskawego zaproszenia na uroczystości jubileuszowe, mam zaszczyt 
przesłać gorące życzenia jak najpomyślniejszego dalszego rozwoju dla 
Czcigodnego Zakładu naukowego, który kilka pokoleń wychował na 
dzielnych synów Ojczyzny. Niech dalej krzewi w myśl dawnych tradycyj 
ducha polskiego i kulturę polską z tem samem niezmiennem powodze- 
niem. Dr. Tadeusz Polak, prezes Dyrekcji Skarbowej. 
Kra k ów. Byłoby mi prawdziwą potrzebą serca znaleźć się dziś 
w murach gimnazjum IV. Nie mogąc jednak w żaden sposób przerwać 
prac uniwersyteckich, muszę się ograniczyć tylko do listownej wycieczki 
do Lwowa i proszę Najłaskawszego Pana Dyrektora przyjąć zapewnienie 
przywiązania do murów mojego kochanego gimnazjum i wdzięczności 
dla wszystkich moich profesorów. D r. Z d z i s ł a w j a c h i m e c k i, 
p r o f. u n i w e r s y t e t u. 
War s z a w a. Zasłużonej uczelni w dniu jej jubileuszu życzenia 
pięknego rozwoju w wolnej Ojczyźnie zasyła były iej uczeń W ł a d y- 
sław Gubrynowicz, naczelnik Wydziału Min. W. R. i O. P. 
W i e d e ń. Zdala od Ojczyzny, zdala od grona profesorów i ko- 
legów, jednak sercem i myślami w tej wzniosłej, uroczystej chwili je- 
steśmy przy Was. Nie mogąc osobiście, bo przeszkodzeni zawodową 
pracą, składamy na tej drodze serdeczne, z głębi serca płynące życzenia 
dalszego świetnego rozwoju naszej instytucji naukowej. Oby nadal 
w całej pełni szerzyła światło wiedzy w dalsze pokolenia. Z a w s z e 
w d zi ę cz n i wychow an kowi e, ad wo kaci dr. O s w al d B er- 
ger i dr. Benno Roth. 
S k o l i mów. Nie mogąc wziąć osobiście udziału w uroczysto-
		

/Magazyn_130_01_0165_0001.djvu

			149 


ściach jubileuszowych, zasyłam wszystkim uczestnikom wyrazy serdecz- 
nego . pozdrowienia. W ł a d y s ł a w D r o p i o w ski. 
War s z a w a. Pozwalam sobie prosić Szanownego Pana Dyrektora 
o przyjęcie najszczerszych mych życzeń dla Zakładu, dla którego żywię 
zawsze serdeczną wdzięczność, w szczególności zaś dla osoby Pana 
Dyrektora, którego kierownictwu zawdzięczam zaszczepienie na całe 
życie zamiłowania do studjów klasycznych i języka greckiego. Dr. 
M a r j a n H e n z e l, r a d c a l e g a c y j n y M i n. S. Z. 
W i l n o. Wspomnienia, naukę, pierwsze wzloty śpiewacze, wszystko 
Wam, dobre opiekuńcze duchy tej szkoły, zawdzięczam i ze czcią po- 
chylam swe czoło. Adam Ludwig. 
P o z n a ń. Zatrzymani obowiązkami służbowemi, składamy hołd 
duchowej macierzy naszych lat młodych i życzenia, by była nadal kre- 
sową warownią narodowej tężyzny, krzewicielką światła, obywatelskich 
cnót. B i l i ń s k i, T a rn a w ski. 
L u b l i n. Ze względów służbowych nie mogąc wziąć udziału 
w uroczystości jubileuszowej, łączę się myślą z kolegami i naszymi 
duchowymi przewodnikami w podniosłym nastroju i wspomnieniach lat 
minionych. G r u ż e w s k i. 
P a ryż. jestem duchem z Wami, drodzy koledzy. Niech żyje pro- 
fesor Palmstein' Niech żyje IV gimnazjum' D r. W ł o d z i m i e r z B u- 
g i e l, l e kar z i p i s a r z. 
T a r n o p o l. Nie mogąc przybyć osobiście na podniosłe uroczy- 
stości jubileuszowe gimnazjum, niech mi wolno będzie przesłać serdeczne 
gratulacje i najlepsze życzenia dla pełnego wielkich zasług Zakładu. 
Vivat, crescat, floreat' Z d z i s ł a w B a r t o s z e w s k i, e m. w i c e p r e- 
z e s L w o w s k i e j l z b y K o n t r o li P a ń s t w a. 
H a r b i n (C h i n y). jako b. uczeń gimnazjum IV zasyłam wszystkim 
uczestnikom Zjazdu jak najserdeczniejsze pozdrowienie a Zakładowi 
życzę, by rozwijał się, kwitnął i dostarczał Polsce jak najwięcej uczci- 
wych obywateli i d:>:ielnych patrjotów. I n ż y n i e r K a z i m i e r z G r o- 
c h o w s k i, d y rek t o r g i m n a z j u m p o l s k i e g o i m. H. S i e n k i e- 
w i c z a w H a r b i n i e i r e d a k t o r c z a s o p i s m a "L i s t Y P o l s k i e 
z Dalekiego Wschodu Azji". 
P o z n a ń. Myślą i sercem jestem ze wszystkimi. Niech dobre imię 
wychowanków kochane mury opromienia. S a b i ń s k i A r t u r. 
L w ó w. Zarząd Lwowskiego Oddziału Okręgowego i Lwowskiego 
Koła Stowarzyszenia Chrześcijańsko-Narodowego Nauczycielstwa Szkół 
Powszechnych, łącząc się z tysiącami serc, bijących wdzięcznością ku 
swemu Zakładowi, z którego wyszły zastępy znakomitych i dzielnych 
obywateli, przesyła najlepsze życzenia w dniu złotych godów. Niech 
Czcigodny jubilat trwa w swej zbożnej pracy na chlubę i pożytek Naj- 
jaśniejszej Rzeczypospolitej. Cześć i pozdrowienie' F r a n c i s z e k 
Szcz.urkiewicz, prezes Okręgu, Marjan jaworski, prezes 
Koł a L w o w s k i e g o. 
L \Y ó w. Zarząd Związku Zawodowego Nauczycielstwa Polskich 
Szkół Srednich (Okręg Lwowsko-Wołyński) we Lwowie, łącząc się 
całem sercem we wspólnej radości w dniu tak wielkiego święta, za- 
syła szczere życzenia najpomyślniejszej pracy na przyszłość w imię 


_...J
		

/Magazyn_130_01_0166_0001.djvu

			. 


150 


przepięknej tradycji Zakładu, Oby posiew tych dni wydał jak najbuj- 
niejsze plony na niwie ciągłej współpracy szkoły ze społeczeństwem 
dla dobra najwyższego - Naszego Państwa. D r. S t a n i s ł a w B u z a t h, 
p r e z e s, T a d e u s z S t r o j n y, s e k r e t ar z. 
L e ż a j s k. Przesyłam swojem imieniem i całego Zakładu w dniu 
jubileuszu najserdeczniejsze życzenia jak najświetniejszego rozwoju tak 
sławnej uczelni. Ks. Pi otr S zpi l a, dyr e k t o r g i m n a zj u m. 
L w ó w. Przy sposobności jubileuszu bratniego gimnazjum niech 
mi wolno będzie w imieniu Zakładu oraz grona nauczycielskiego zło- 
żyć najserdeczniejsze życzenia. jaro sła w W i er z bi ck i, dyr e kto r 
Filji gimnazjum państwowego z ruskim językiem wy- 
k ł a d o w y m. 
L w ó w. Łącząc się duchem z dzisiejszą uroczystością czwartego 
gimnazjum, serdecznie życzymy błogosławieństwa Bożego do owocnej 
pracy przez długie lata. Pr zełożo n a Z akł a d u S a c re C o eu r. 
B u c z a c z. Przesyła
 gimnazjum IV najserdeczniejsze życzenia 
pomyślnego rozwoju na dalekie wieki. E d war d L e wek, d y rek t o r 
g i m n a z j u m. 
Kra k ów. Wielce zasłużonej szkole przesyłamy szczere i serdeczne 
życzenia wspaniałego rozkwitu dla dobra Ojczyzny. D y rek c ja 
i g r o n o n a u c z y c i e l s k i e g i m n a z j u m n o wo d w o r s k i e g o. 
S t a n i s ł a w ó w. Z okazji jubileuszu zasyłamy serdeczne życzenia. 
D y rek c j a G i m n a z j u m I. 
C h y rów. Czcigodnej instytucji z okazji pięćdziesięciolecia jak 
najlepsze życzenia zasyła Z a kła d C h y r o w s k i. 
L w ó w. Nie mogąc z powodu niezadowalającego stanu zdrowia 
wziąć osobiście udziału w złotych godach gimnazjum im. jana Długosza, 
przesyłam gorące życzenia, by Zakład ten, chlubiący się słusznie świet- 
nemi wynikami swej pracy i najpiękniejszemi tradycjami swej przeszłości, 
wychowywał przez długie dziesiątki i setki lat dzielne zastępy młodzieży, 
świadomej celów życia i obowiązków wobec społeczeństwa. D r. M. 
Sa bat, dyrektor gi mnazjum akadem icki ego. 
P r z e m y ś l. W pięćdziesięciolecie zaszczytnie znanego gimnazjum 
Dyrekcja państwowego gimnazjum z ruskim językiem wykładowym 
w Przemyślu przesyła wyrazy szacunku i szczere życzenia, aby Zakład 
rozwijał się świetnie w kierunku nadanym mu przez senjora Dyrektorów, 
znanego na polu nauki męża, zasłużonego i .najwybitniejszego pedagoga, 
przyjaciela młodzieży, radcę dr. Wincentego Smiałka. Dr. D e n y s Łuk j a- 
n o w i c z, k i e r o w n i k. 
L w ów. Rada Pedagogiczna państw. gimnazjum im. Stanisława Sta- 
szica wyraża bratniemu Zakładowi w dzień jubileuszu cześć dla dotych- 
czasowej działalności i życzenia "Szczęść Boże" w dalszej pracy. B u r- 
s z t Y ń s k i, d y rek t o r. 
L w ó w. Duchem jestem z wszystkimi uczestnikami pięknej uro- 
czystości jubiieuszowej, wszystkim życzę doczekania 75-1etniego jubileu- 
szu, a gimnazjum IV jak najpiękniejszego rozwoju. C e l e s t y n L a- 
c h o w s k i, e m. . d y rek t o r g i m n a z j u m. 
W i e d e ń. Zyjąc daleko od kraju rodzinnego od prawie 20 lat, nie 
mam niestety styczności z moimi kochanymi kolegami z ławy szkolnej,
		

/Magazyn_130_01_0167_0001.djvu

			151 


ale serce moje drga tern żywiej, ilekroć dochodzi mnie echo owych 
błogich czasów, kiedy w obrębie murów klasztornych gimnazjum bernar- 
dyńskiego marzyłem sny młodości. Nigdy nie zapomnę szczytnych 
i szlachetnych postaci moich profesorów, którzy, przygarnąwszy do swego 
serca wszystkich swoich uczniów bez różnicy ich przynależności, wpa- 
jali w nich miłość do wszystkiego, co piękne i prawdziwe, i kładli pod- 
walinę pod gmach nowej a wszystkim wspólnej kultury ducha i serca. 
Szkoła ta była mi nietylko. krynicą oświaty i wykształcenia, lecz także 
nową rodziną duchową, a tym węzłem duchowym czuję się związany 
na wieki. Niech żyją zakłady, które tak młodzież wychowują jak gimna- 
zjum IV! Niech żyje moje kochane gimnazjum IV! Vivat, crescat, floreat! 
Dr. j ó z e f G r li n b e r g, a d w o k a t. 
S a raj e w o. Stosunki nie pozwalają mi wziąć udziału w uroczy- 
stościach jubileuszowych, uściskać dłonie starych i młodych kolegów. 
Duszą jednak będę z Wami i pozostanę na zawsze Wam wiernym. 
W tym duchu pozdrawiam mój kochany, mój piękny Lwów, pozdrawiam 
Komitet jubileuszowy i wszystkich uczestników uroczystości. D r. D a w i d 
G o l d f a r b, l e kar z. 
B u s k o. Nie mogąc przybyć na zjazd, składam tą drogą Dyrekcji, 
gronu profesorów, uczestnikom uroczystości i wychowankom szkoły 
najserdeczniejsze życzenia wydatnych wyników zjazdu oraz pomyślnego 
rozwoju uczelni. Dr. józef Czuszkiewicz, major W. P. 
G e n e w a (S z waj c a r j a). Cześć Zakładowi, który wdzięcznie 
wspominamy. B r o n a r s c y. 
S t ryj. Przybyć nie mogę. Wychowawcy gimnazjum IV i ucznio- 
wie niech będą zawsze podporą Ojczyzny. Kolegom serdeczne pozdro- 
wienia. K o s t e c k i. 
War s z a w a. Z okazji jubileuszu 50-lecia składam najszczersze 
życzenia dalszego pomyślnego rozwoju gimnazjum im. jana Długosza. 
Łączą mię z niem niezatarte wspomnienia, nietylko bowiem poznałem 
w ciągu ośmiu lat nauki piękno klasyczne, lecz także dusza moja kształ- 
ciła się w sferze szczytnych ideałów i etyki chrześcijańskiej, która mnie 
będzie prowadziła przez cały ciąg życia. T a d e u s z Woj c i e c h o w ski. 
U ż h o rod (C zechosł owacja). Nie mogąc wziąć udziału w ju- 
bileuszowych uroczystościach drogiego dla mnie gimnazjum IV im. jana 
Długosza, przesyłam Mu życzenie, aby i w przyszłości wychowywało 
młodzież w duchu porozumienia ludzkości. Dr. j a n P a n k i e w i c z, 
p r o f. g i m n a z j um. 
War s z a w a. Całem sercem łączę się z gronem Panów profeso- 
rów i kolegów w dniu jubileuszowym. Dr. Karol Bałłaban. 
War s z a w a. Łączę się całem sercem z wszystkimi uczestnikami 
zjazdu i przesyłam tą drogą wyrazy głębokiego szacunku i czci dla 
Zakładu, dla grona profesorskiego a w szczególności dla czcigodnych, 
dawnych moich profesorów. R o m a n P e l c. 
War s z a w a. Szczerze żałuję, że nie będę mógł być razem z Pa- 
nami profesorami i kolegami, z którymi łączy mnie tyle miłych wspo- 
mnień. jestem jednak duchem z Wami i proszę o zachowanie mnie 
w przyjaznej pamięci tak, jak ja Was zachowuję. Dr. j a n D ą b r o w s k i. 
Kał u s z. Kochanemu gimnazjum IV im. jana Długosza cześć, 


.
		

/Magazyn_130_01_0168_0001.djvu

			152 


chwała i Boska. na przyszłość opieka oraz życzenie, by w Lwim grodzie 
na długą przyszłość wychowywało i kształciło młodzież dla dobra 
Ojczyzny. Dr. Czesław Mussil. 
War s z a w a. Całem sercem i myślą partycypuję w wzniosłej 
i rzadkiej uroczystości i przesyłam na ręce Szan. Komitetu wyrazy 
hołdu dla niezapomnianej uczelni. Karol P i e ni ąże k, s t. i ns p e k to r 
Zakł. Ubezp. . 
Kra k ó w. Łączę się duchem i sercem z uczestnikami jubileuszu', 
pełen pietyzmu dla gimnazjum, z które m wiążą mię drogie wspomnienia 
młodości. Składam hołd moim niezapomnianym, zasłużonym wycho- 
wawcom i życzę Zakładowi dalszego jak największego rozwoju na po- 
żytek kochanej Ojczyzny. Dr. Władysław Ekiert, adwokat. 
G r y b ów. Pomyślności, szczęśliwego rozwoju Zakładowi, wyrazy 
głębokiego szacunku starszym jego wychowankom, Dyrektorowi, gronu 
nauczycielskiemu serdeczne pozdrowienie, kolegom szczęść Boże! 
Edward Pieczonka, em. major nauczyciel. 
War s z a w a. Cześć Czcigodnemu jubilatowi ! Wdzięczność zacnym 
profesorom, cześć kolegom! P r z e ł o m s ki. 
War s z a w a. Najserdeczniejsze życzenia ku mocarnej Polsce. 
j a n M a z u r. 
D r o h o b y c z. Z powodów służbowych nie mogąc wziąć udziału 
w uroczyste m święcie ukochanego gimnazjum, ślę tą drogą najlepsze 
życzenia dla Zakładu, jego kierownika i całego grona nauczycielskiego. 
Z y g m u n t j a m róg i e w i c z. 
Karlsbad. Z okazji jubileuszu gimnazjum im. jana Długosza, 
w którem danem mi było przez lat siedm spełniać obowiązki lekarza 
szkolnego, ślę serdeczne życzenia dalszego pomyślnego rozwoju pod 
świetnem kierownictwem Dyrektora i całego grona nauczycielskiego. 
Dr. W ach n ianin Mi ron. 
Kra k ów. Hołd wzorowej uczelni polskiej, z którą krótkiemi lecz 
serdecznemi węzłami służbowemi byłem związany, podziw i wdzięczność 
dla idealnego Kierownika, cześć i pozdrowienie zasłużonemu gronu 
nauczycielskiemu, szczere życzenia dla młodzieży. D r. T o m a s z e w s k i. 
War s z a w a. Łączę się z uczestnikami uroczystości Zakładu, 
w którym kształciły się nasze umysły i zaprawiały do pracy dla 
dobra i pożytku społeczeństwa i kraju. K a z i m i e r z D r e w n o w s k i, 
profesor Politechniki. 
Lwów. W przeddzień jubileuszu gimnazjum im. jana Długosza 
składam życzenia, by ten Zakład naukowy rozkwitał nadal i był nadal 
czystym zdrojem oświaty, ostoją wychowawczego nauczania. Hinc lucern 
et pocula sacra! Konstanty jasiński. 
W i e d e ń. Wdzięcznie wspominając lata spędzone w ciepłej atmo- 
sferze i wielkich tradycjach Zakładu, ślę gorące życzenia, by szkoła ta 
licznym jeszcze pokoleniom niosła światło kultury i wiedzy na cześć 
i chwałę Polski. Dr. B o g us ła w KI arf e Id. 
War s z a w a. Przezacni przewodnicy i drodzy koledzy, duchem 
jestem z Wami w dniu uroczystym naszej kochanej uczelni. D zi erzy ńs ki. 
B Y d g o s z c z. W dni u uroczystego święta Zakładu drogiego
		

/Magazyn_130_01_0169_0001.djvu

			153 


przesyłam wraz z pozdrowieniem prawdziwie szczere: Szczęść Boże. 
j ó z e f M o j s e o w i c z. 
p o z n a ń. Chorobą przeszkodzony, zasyłam tą drogą uczestnikom po- 
zdrowienia, kolegom gorący uścisk dłoni. M i e c z y s ł a w S z w e s tka. 
G e n e w a. jako jeden z wychowanków, który. wyniósł z ławy szkol- 
nej najlepsze i najmilsze wspomnienia, mam zaszczyt przesłać tą drogą 
serdeczne wyrazy z okazji zjazdu jubileuszowego, na którym niestety 
nie mogę być osobiście obecnym z powodu wyjazdu służbowego do 
Genewy. Marjan Szumiakowski. 
H a if a (P a l e s t y n a). Tęsknię na dalekiej obczyźnie za gimnazjum 
IV, któremu wszystko zawdzięczam. Nie mogąc osobiście być na jego 
godach, przesyłam mu płynące z głębi serca życzenia, wyrazy hołdu 
i wdzięczności. I n ż y n i e r C z a c z k e s. 
Ponadto nadesłali życzenia i pozdrowienia, usprawiedliwiając swoją 
nieobecność: Inż. Wacław Moszczyński z Warszawy, Mieczysław Loebl 
z Dubna, Dyr. józef Mazur z Podhajec, Rudolf Kubes ze Stryja, 
dr. Hoffmann z Baligrodu, Oktaw Pietruski z Warszawy, Tadeusz Go- 
recki z Rypina, Inż. Edward Fuhrmann z Bielska, dr. Pietras z Nadwórny, 
Sliwiński z Warszawy, dr. Roman Lutman z Katowic, Antoniewicz 
z Tomaszowa, dr. joachim Hausmann z Drohobycza, Roman Kowszewicz 
z Bohorodczan i inni. 
Osobiście składali Zakładowi życzenia dalszego rozwoju na ręce Dy- 
rekcji rektor Akademji weterynaryjnej dr. W. Moraczewski, dyr. W. Smo- 
licki imieniem Stowarzyszenia Dyrektorów szkół średnich (koło lwowskie), 
ks. prowincjał Wiercioch imieniem Konwentu O. O. Bernardynó\Y, b. rek- 
tor Politechniki prof. dr. T. Fiedler, naczelnik Wydz. Szk. Sr. dr: K. 
Sośnicki (b. wychowanek Zakładu), wizytatorowie dr. J. Kopacz, M. Hry- 
cak, T. Witwicki i wielu innych. 
2. Głosy prasy. 
Prasa, zwłaszcza lwowska, wzięła żywy udział w jubileuszu gim- 
nazjum im. jana Długosza. Zamieszczała chętnie komunikaty Sekcji 
prasowej Komitetu w toku prac przygotowawczych i podawała obszerne 
sprawozdania z przebiegu uroczystości. 
S ł ow o Po l s k i e pisało w dniu 22 czerwca: 
"W najbliższych godzinach obchodzić będzie gimnazjum IV swe 
złote gody. Gmach gimnazjum przybierze na czas uroczystości odświęt- 
ną szatę, udekorowany przez młodzież pod artystycznem kierownictwem 
prof. Przeździeckiego. Dziś t. j. w piątek rano odprawi się nabożeństwo 
żałobne za dusze zmarłych profesorów i uczniów w kościele św. Marji 
Magdaleny, a wieczorem odbędzie się iluminacja zakładu, podczas której 
przygrywać będzie orkiestra gimnazjalna. Główny dzień jubileuszu, 
sobotę, wypełnią nabożeństwa dziękczynne, Akademja, przedstawienie 
w Teatrze Wielkim, oraz raut w salonach Kasyna i Koła artystyczno- 
literackiego, następny zaś, niedzielę, zjazdy poszczególnych roczników, 
zwiedzanie wystawy prac ręcznych uczniów, uczestnictwo w popisach 
gimnastycznych młodzieży, połączonych z rozdawnictwem nagród zwy- 
cięzcom, oraz w poranku szkolnym ku czci jana Długosza.
		

/Magazyn_130_01_0170_0001.djvu

			154 


Ale nietylko przemijające, chwilowe punkty zawiera program uro- 
czystości jubileuszowych. Znajdują się w nich także takie, które będą 
trwałą ich pamiątką i wspierać będą w przyszłości pracę wychowawczą 
Zakładu. Dziś popołudniu odbędzie się zebranie rodziców uczniów obec- 
nych celem utworzenia Koła Rodzicielskiego, które, współpracując 
w przyszłości z gronem nauczycieiskiem, ułatwi niezawodnie Zakładowi 
pracę nad młodzieżą. - W sobotę popołudniu na wspólnem zebraniu 
uczestnicy uroczystości powołają do życia Związek b. wychowanków 
o celach humanitarnych oraz ustalą organizację statutową fundacji sty- 
pendyjnej, powstającej z okazji jubileuszu za staraniem Sekcji finansowej 
Komitetu z dyrektorem H. Horowitzem na czele. Tak działalność Związku 
b. wychowanków jak i jubileuszowe fundacje stypendyjne spełnią nie- 
zawodnie wielką i ważną rolę w dalszych dziejach gimnazjum IV. Trzecim 
wreszcie niemniej ważnym pomnikiem.jubileuszu będzie Księga Pamiątkowa, 
która treścią swą naukową i literacką zdobędzie trwałą wartość. 
Księga ta odbiegać będzie od tego rodzaju publikas:;yj okolicznościo- 
wych, gdyż oprócz artykułu wstępnego dyr. dr. W. Smiałka i "Historji 
gimnazjum IV", opracowanej przez prof. W. Kucharskiego, zawierać 
będzie oryginalne rozprawki byłych wychowanków gimnazjum IV. Dr. 
M. Bałaban, Fr. Biesiadecki, dr. L. Caro, dr. P. Dąbkowski, dr. R. jam- 
rógiewicz, dr. J. Kallenbach, dr. J. Kleiner, dyr. J. Łomnicki, K. Maku- 
szyński, J. Mirski, dr. B. Pawłowski, j. Parandowski, dr. Sto Rachwał, 
dr. A. Skałkowski, dr. M. Treter, dr. J. Wieniewski, H. Zbierzchowski 
i inni złożą się na oryginalną całość książki. 
W ten sposób nie będzie to tylko książka wspomnień z ławy 
szkolnej. Prace naukowe i literackie w niej zebrane będą trwałym dorobkiem 
polskiej nauki i pamiątką naprawdę cenną pięćdziesięciolecia gimnazjum. 
Staranne wydanie i liczne ilustracje dopełnią wartość książki jubi- 
leuszowej" . 


Wszystkie niemal dzienniki lwowskie uczciły gody złote Zakładu 
artykułami w głównym dniu jubileuszu (23 czerwca): 
G a z e t a P o r a n n a oprócz obszernego artykułu umieściła na- 
stępujący piękny wiersz okolicznościowy H. Z b i e r z c h o w s k i e go. 


DO MOICH KOLEGÓW 
NA 50-LECIE GIMNAZJUM IM. JANA DŁUGOSZA. 
Wyszliśmy razem z jednego' l:eez jedna sprawa otuehę budzi, 
I gniazda, Ze każdy wkońeu wyszedł na ludzi. 
Każdy swojego ogniska gazda, .... 
Każdy posrebrzał trochę na głowie, Leez dZls, gdy sobie spoJrzymy 
liK . k h . d d d h . Iw oezy, 
11'101 oe ani, ro zy ru oWle. liK . J . . d k 
II',loze z raUosel seree po s oezy, 
l ehoeiaż ezasem gnębił nas przymus, Ze los pozwolił tej chwili dożyć, 
Jeden "ultimus", drugi był "primus", Aby się spotkać i z sobą pożyć. 
S ł O woP O l s k i e wydrukowało pełen głębokich myśli artykuł 
prof. dr. R. S k u l s k i e g o: "Zasięg promieniowania kulturalnego szkoły 
w życiu oświeconego społeczeństwa daje się łatwo stwierdzić zarówno 
w skrystalizowanych, stężałych pokładach przeszłości, jak i na migotliwej
		

/Magazyn_130_01_0171_0001.djvu

			155 


fali współczesności. Historja minionych wieków informuje nas z całą 
ścisłością, że taką była zawsze szkoła, jakiem było społeczeństwo, że, 
stając się funkcją jego życia, stawała się równocześnie emanacją wszyst- 
kich jego zbiorowych tęsknot, piastunką jego wieczystych, czy chwilo- 
wych ideałów. Ale nie na tern zamykała się rola szkoły. jakże często 
natchniona myślą wielkich reformatorów narodu wybiegała naprzód, 
wznosiła się ponad współczesność, a kształcąc i wychowując w nowym 
duchu, w nowej ideologji kadry uświadomionych pracowników, stawała 
się przez nich pomnożycielką nowych dóbr kulturalnych, mistrzynią życia. 
To znaczenie szkoły wogóle, znaczenie wyczytane z wiele mówią- 
cych kart historji, uprawnia nas do zwrócenia baczniejszej uwagi na od- 
bywający się w dniu dzisiejszym w murach naszego miasta jubileusz IV 
gimnazjum. Historję pisaną (zanim zostanie przygotowana) zastąpią dziś 
żywe wspomnienia licznej rzeszy uczniów-wychowanków, którzy z naj- 
dalszych stron Polski i z zagranicy zjechali się na walny sejm jubileu- 
szowy. A w świetle tych wspomnień, wolnych od jakiegokolwiek uczucia 
żalu, czy zawodu, ale też od taniego i banalnego sentymentu, odtworzyć 
się da z łatwością wizerunek duchowy jednej z najstarszych i najsza- 
nowniejszych szkół lw<'wskich. Pięćdziesięcioletni okres jej życia, to okres 
bezustannego, czujnego, a skupionego strażowania _ na wyżynach ducha, 
to okres zapamiętałej orki i błogosławionego posiewu, to wzniosłe roz- 
dawnictwo między rzesze spragnionych i łaknących anielskiego chleba 
ideału, to heroiczny pochód "ad astra". 
Gimnazjum IV razem ze szkołą zaborczą polską w b. Galicji ma 
niewątliwe zasługi budzenia w długie noce niewoli promienistej wizji 
Wyzwolenia. Uważało się zawsze z dumą za PaIladjum narodowego du- 
cha. Złote ziarna prawdy i piękna, rzucane wytrawną a odpowiedzialną 
dłonią wychowawców na ugory młodych dusz, wschodziły zawsze żni- 
wem bujnem i plennem i stawały się z latami zarzewiem najlepszych 
w Narodzie poczynań. Nazwiska wychowanków, jaśniejące od długich 
lat we wszystkich dziedzinach pracy kulturalnej i obywatelskiej, niech 
mówią za siebie a blask ich sławy niech wróci dziś na chwilę do ich 
Alma Mater i opromieni jej koronę. A korony tej naj droższych klejno- 
tem to nazwiska nietylko żywych, ale tych najlepszych synów, którzy 
czasu wojny wyszli na pole wyzwoleńczych bitew, aby komunję ideału, 
przyjętą na ławje szkolnej, zwielokrotnić pomazaniem bohaterstwa. Na- 
zwiska bohaterów, wyryte na pamiątkowej tablicy, pozostaną po wsze 
czasy drogowskazem: "Non scholae, sed vitae". 
Po wskrzeszeniu państwowości gimnazjum IV pod światłem i ro- 
zumnem kierownictwem nie zatraciło swej dotychczasowej linji ideowej. 
Zmieniały się plany i systemy nauczania (jak często efemerycznie l), ale gi- 
mnazjum zatrzymało swój typ klasyczny dawny, wypróbowany znojnym 
trudem długich lat i pozostało nadal ostoją i szafarzem najwyższych 
ideałów humanistycznych, wychowując pełnego człowieka-obywatela. 
Zakład obrał sobie za patrona jana Długosza, wielkiego historyka 
i piastuna królewiąt polskich, i pod jego auspicjami wykonywa do dziś 
dnia twardą, Bożą służbę w kulcie wielkości i poważnie pojmowanej 
pracy wychowawczej. Zasłudze cześć a tym, którzy się zjechali w na-
		

/Magazyn_130_01_0172_0001.djvu

			r-- 


156 


szym grodzie, aby odnowić przymierze z ideałami górnie i chmurnie 
przeżytych bezgrzesznych lat - najserdeczniejszy pokłon". 
D z i e n n i k L w o w s k i pisał: "W zabudowaniach bernardyńskich, 
które były kolebką wielu szkół średnich lwowskich, po gimnazjum III 
utworzyło się gimnazjum IV przed laty pięćdziesięciu. Dziś święci ono 
we własnym gmachu, wzniesionym kosztem rządu w r. 1890, złote gody 
swego istnienia. 
Przez pół wieku wychowało ono olbrzymi zastęp młodzieży; z niego, 
z jego oddziałów równorzędnych, wyrosło też dzisiejsze gimn. IX im. 
jana Kochanowskiego, przy ul. Chocimskiej. O zasługach uczelni pisać 
trudno. Rozdzielają się one, rozproszkowują niejako w życiu, działalności, 
zasługach tych, którzy z tej krynicy wiedzy czerpali, którzy tam kształ- 
towali swe charaktery, uczyli się służby dla społeczeństwa, narodu, pań- 
stwa. Katalogi ósmaków mogą być wymowne, gdy się je przeliczy na 
stanowiska społeczne tych, których nazwiska w nich wpisane. I tą mową 
wyrażają katalogi bardzo wiele. Byli wychowankowie gimnazjum IV 
i jego oddziałów równorzędnych na różnych dziś są polach pracy. Tworzą 
elitę społeczeństwa. jedni dostojne piastują godności duchowne, inni są 
w służbie dyplomatycznej lub dosłużyli się wysokich stopni wojskowych. 
Profesorami jedni są naszych uniwersytetów, inni szkół średnich. Uczeni, 
literaci, artyści, urzędnicy różnych dykasteryj i stopni służbowych, po- 
litycy, finansiści, lekarze, adwokaci, inżynierowie - wszyscy w służbie 
polskiej nauki, sztuki, literatury, narodu i społeczeństwa - tworzą kadry 
byłych wychowanków gimnazjum IV, rozsiane dziś po całej Polsce. 
Chlubą są oni Zakładu i świadectwem, że gimnazjum IV spełniało 
przez lat pięćdziesiąt swoje posłannictwo w sposób godziwy i skuteczny. 
Dziś oni wszyscy zbiorą się w murach swej szkoły, aby odświeżyć 
swoje z nią związki nierozerwalne i aby swoim współudziałem w jej zło- 
tych godach zaświadczyć o jej wychowawczej - dobrze spełnionej 
pracy. Współudział w uroczystościach jubileuszowych wezmą tłumnie 
różne roczniki, począwszy od tych, co w r. 1879 uczęszczali do gim- 
nazjum, skończywszy na tegorocznych abiturjentach. Wezmą też udział 
w obchodzie jubileuszowym Władze szkolne i całe społeczeństwo przez 
swoich reprezentantów wraz z przedstawicielami miasta, którego pol- 
skość utwierdza polska szkoła, dostarczając mu orląt-obrońców w chwi- 
lach krytycznych, a w chwilach pokojowych dobrych obywateli. Obcho- 
dowym uroczystościom towarzyszyć będą życzenia dobre, życzenia, aby 
w wolnej Polsce ta zasłużona placówka wychowawcza rozwijała się na- 
dal pomyślnie i aby jej danem było nadal dostarczać społeczeństwu 
światłych, mądrych i wypróbowanych pracowników na różnych polach 
pracy społecznej i obywatelskiej". 
C h w i l a podała ogólny artykuł o jubileuszu a nadto umieściła wią- 
zankę wspomnień, nakreśloną przez b. wychowanka gimnazjum IV, 
redaktora H. H e s c h e l e s a. 
O jubileuszu pisała: "Gimnazjum im. jana Długosza w naszem 
mieście święci dziś 50-lecie swego istnienia jako w annałach szkolnictwa 
chlubnie zapisana placówka wychowawcza i naukowa. 
O wartości tej uczelni mówią rzesze wychowanków, którzy wyszli 
z tej szkoły, aby świadczyć swojem stanowiskiem i życiem całe m o owoc- 
nej misji wychowawczej Zakładu naukowego, który dziećmi garnął ich
		

/Magazyn_130_01_0173_0001.djvu

			157 


w swe mury zrazu w zabudowaniach O. O. Bernardynów, a następnie 
we własnym gmachu przy ul. Nikorowicza, a wysyłał w świat po ośmiu 
latach jako młodzieńców dojrzałych, świadomych celów życia i obo- 
wiązków wobec społeczeństwa. 
Wielu z nich żyje już tylko w dobrych wspomnieniach obecnego 
pokolenia i za dusze tych odprawiono wczoraj żałobne nabożeństwo. 
A ci co przy życiu trwają, jedni już starzy, osiwiali, drudzy mężczyźni 
w sile wieku i pełni życia, a wreszcie ci ostatni, co niedawno opuścili 
mury szkolne, dziś zbierają się gromadnie na jubileuszowe gody swej 
ukochanej szkoły. W niej spędzili swe najlepsze lata, bo w perspektywie 
czasu nawet drobne przykrości szkolne maleją i wydają się dziecinną 
zabawką. Więc zjechali się dziś, aby przypomnieć sobie dobre, nieraz 
najlepsze czasy swego życia, odmłodzić się wspomnieniem swoich lat 
sielskich i oddać swej szkole hołd za jej pracę, za wychowawczy 
trud nad sobą. 
O stosunku wychowanków do szkoły mówić będzie najwyraźniej 
liczny zjazd dzisiejszy. A szkoła - z dumą patrzy dziś na te zastępy 
b. swoich uczniów. Bo są wśród nich dostojnicy duchowni, uczeni i lite- 
raci i falanga nieustraszonych pracowników w różnych dziedzinach życia 
publicznego. Swoją pracę wielokrotnie spłacają oni dług zaciągnięty 
wobec szkoły, więc dumna jest ona z posiewu, co przyniósł dobre owoce... 
Komitet jubileuszowy złożony z b. uczniów i profesorów dzisiejszych 
nie szczędził wysiłków, aby uroczystości godowe wypadły jak najwspa- 
nialej. Dziękczynne nabożeństwa, Akademja, Odprawa posłów greckich 
Kochanowskiego w teatrze z słowem wstępnem dyr. Krysowskiego Sta- 
nisława i raut w salach Kasyna i Koła artystyczno-literackiego złożą się 
na program jubileuszu, a z nim wiązać się będą życzenia dla szkoły na 
dalsze jej trwanie ku pożytkowi państwa i dobra jego obywateli". 
Redaktor H. H e s c h e l e s między inne mi wypowiedział następujące 
myśli: "Wielu poważnych i sędziwych panów, na wielkich i skromnych 
stanowiskach, rozsianych po całym kraju, poczuje się dziś i jutro napo- 
wrót chłopiętami. Zjadą się ze wszystkich stron w mieście Lwowie i po- 
dążą temi samemi ulicami, starym Ogrodem jezuickim, Sykstuską, Gró- 
decką lub Szeptyckich do szarego, czystego gmachu, do którego po tych 
drogach podążali codzień, dawno, przed wielu laty, z teczkami kajetów 
pod ręką, lub z książkami, z bułką z serem i z kata pulą w tornistrach. 
Zasiędą znów na twardych, szkolnych ławkach, przy których spę- 
dzali młodość i przeżyją chwilę, pełną dziwnych refleksyj, chwilę, która 
uginać się będzie pod nadmiarem uczuć. Albowiem wśród tych murów 
i na tych ławkach, razem z poważnem gronem przyjaciół i nauczycieli, 
z których nie wszyscy już, niestety, w uroczystościach dzisiejszych brać 
mogą udział, każdy z nich "cząstkę swej duszy zostawił" i każdy z nich 
coś na całe życie w duszę swą wsączył i włączył. 
Na tysiące można liczyć wychowanków IV gimnazjum we Lwowie. 
Ta wielka rzesza różnych stanów, losów i zawodów, która sobie bra- 
tersko uściśnie dziś dłonie, nie bez rozczulenia wspomni ten wykrój 
swego życia, który ich z gmachem i duszą tego gmachu łączył. Każdy 
jakiś inny wykrój życia tam spędził w kolei mijania pokoleń. A gdy 
przemyśliwać będzie nad czasem, który upłynął, nad ludźmi, którzy mi-
		

/Magazyn_130_01_0174_0001.djvu

			. 


158 


nęli i nad tern, co z górnych chwil młodości w nim jeszcze pozostało, 
wówczas zadziwi się, ile elementów oddziaływania starych i zaprawio- 
nych wychowawców padło w jego istotę, jak ziarno i jak dojrzała ro- 
ślina w nim żyje. Uzmysłowi mu się wartość, jaką mieli dla niego ci 
ludzie, którzy w młodzieńczych latach przez życie jego przeszli, gdy 
ani rozumieć ani wyobrazić sobie nie mógł sugestji ich działania. 
W tym krótkim rozdziele, który 40-1etni dzisiaj ludzie gimnazjum 
to pamiętają, któż bardziej i kto wyraziściej może się upamiętnić, niż 
człowiek, który stoi dziś na czele "Zakładu-jubilata". Niepozorny, zam- 
knięty w sobie, pełen skończonej jasności, zwięzłości i skromności wy- 
razu, jak werset Homera lub kolumna grecka, staje nam przed oczyma 
jako doskopała, pełna artyzmu duchowego siła pedagogiczna, profesor 
Wincenty Smiałek. Nie rozumiało z nas wielu wówczas powściągliwej 
dyskrecji tego znakomitego pedagoga i tego rygoru, który on, wyznawca 
i sługa piękna, chciał dla tego piękna zdobyć w duszy młodzieży, czy 
to gdy żądał wrażliwego odczucia rytmu, czy traktował problem "peri- 
spornenon" z taką powagą, jakby to był problem światopoglądu. Iluż 
z nas dzisiaj rozumie, że problem rytmu jest istotnie sprawą światopo- 
glądu i że doskonały jest ten człowiek i to społeczeństwo, które do- 
skonałym rytmem żyje, myśli i w jego takt działa. 
Z tego krótkiego rozdziału przypomina się nam i innych wielu, 
starszych i młodszych naszych mistrzów i nauczycieli, których myśl na- 
sza w pamięci błogosławi, których postaci od naszej pamięci nic odłą- 
czyć nie zdoła. 
Tak np. staje przed nami elegancka, staranna sylweta śp. Romana 
Klemensiewicza. Estetyk w każdym calu i entuzjasta każdego odruchu 
inteligencji i kultury ucznia. jak umiał działać na wyobraźnię i wiązać 
ją z historją! Pamiętamy, jak opisywał nam plastycznie złość jednego 
z Ludwików francuskich, gdy sytuacja polityczna ułożyła się dlań nie- 
pomyślnie. Ze złości podobno - mówił - zgryzł złotą gałkę swej he- 
banowej laski i przygotował odwet wojenny. I pamiętamy osłupienie 
czcigodnego profesora, gdy oczarowany plastyką jego wykładu uczeń, 
wypowiadając tę lekcję, zapamiętał tragedję złotej gałki, a o politycz- 
nych skutkach złości królewskiej zapomniał. I cisną się nam na pamięć 
w poważnym zastępie ci wszyscy, z którymi nas losy przez krótki, lecz 
najpiękniejszy okres życia łączyły. Poważny Cisło, surowy jamrógiewicz, 
dobroduszny Łomnicki, poczciwy Froncz, z młodszych w zaświaty za- 
patrzony Ruffer i wielu innych. Każdy zresztą ma swoje wspomnienia 
i swoje długi wdzięczności. I wielu zapewne przypomina sobie te dy- 
lematy, wobec których stawiały go prognozy na przyszłość, stawiane 
przez poszczególnych nauczyli. "Będą z niego ludzie" - mawiał do za- 
troskanej matki niejeden na konferencji o danym uczniu, gdy zaraz 
w sąsiednim kącie inny o tym samym: "eh, nic z niego nie będzie". 
I dorośli już dziś ci ludzie i nicponie zjawią się znów w dawno 
opuszczonej sali, przebiegną kurytarze, zejdą na boisko, przypomną so- 
bie także tych, którzy, jak meteor, gdzieś w życiu zabłyśli i zgaśli. 
Wszak to już na drugiem piętrze poważnego gmachu, gdzieś w IV-tej 
klasie, przezacny i nieoceniony profesor Petzold zapowiadał wzejście 
wielkiej gwiazdy naukowej, dzisiejszego prof. Kleinera, a na niższem
		

/Magazyn_130_01_0175_0001.djvu

			159 


. 


piętrze vox populi urbi et 	
			

/Magazyn_130_01_0176_0001.djvu

			160 


Komitet pod przewodnictwem dyrektora dr. Śmiałka dołożył wszel- 
kich starań, aby pięknej tej uroczystości nadać odpowiednie ramy, do- 
stroić program do powagi chwili. Praca i trud Komitetu powiodły 
się w całej pełni". 
S ł o woP o l s k i e z dnia 25 czerwca: "Trudno nie wspomnieć o pra- 
cach Komitetu, który włożył wiele pracy i trudu w czynności przygo- 
towawcze. Liczni uczestnicy uroczystości zwracają się z wdzięcznością 
ku niemu, że pozwolił im przeżyć kilka chwil górnych a miłemi wspo- 
mnieniami młodości dodał im otuchy do dalszej pracy". 
D z i e n n i k L w o w s k i z 24 czerwca: "Obchód pięćdziesięciolecia 
zasłużonego Zakładu naukowego był nietylko serdeczną uroczystością 
szkolną, ale zarazem zaznaczeniem łączności całego społeczeństwa z ży- 
ciem naszego szkolnictwa i manifestacją wdzięczności dawnych uczniów 
IV gimnazjum dla tej instytucji". . 
C h w i l a z dnia 24 czerwca: "Swięciło gody nietylko IV-te gim- 
nazjum i jego rozliczne koło wychowanków, którzy na zew macierzy 
zjechali się z wszystkich zakątków państwa, by cieszyć się wspólną 
radością - święcił je niemalże Lwów cały. Zbyt silne więzy łączą tu- 
tejsze społeczeństwo z "czwartakami", by uroczystości jubileuszowe 
gimnazjum IV im. jana Długosza stać się miały tylko - oficjalną "ga- 
lówką". Tyle ciepła serdecznego, ile okazywano uczestnikom uroczy- 
stości, a. szczególnie czcigodnej osobie długoletniego dyrektora Zakładu, 
dr. W. Smiałka - rzadko się widzi. 
Wieniec uroczystości jubileuszowych pozwoli społeczeństwu zama- 
nifestować, jak drogiem mu jest szkolnictwo i jedna z najwyższych 
i najbujniejszych jego latorośli: Gimnazjum IV!" 
G a z e t a P o r a n n a z dnia 25 czerwca: "Obchód jubileuszowy 
pięćdziesięciolecia istnienia gimnazjum IV im. jana Długosza odbył się 
z uroczystością. godną tego doniosłego święta dla licznych pokoleń 
uczniów tej uczelni". 
W i e k N o w y z dnia 26 czerwca: "Gimnazjum IV im. jana Dłu- 
gosza święciło 50-lecie swego istnienia. Obchód wypadł wspaniale, 
przechodząc najśmielsze oczekiwania inicjatorów. 
Ze wszystkich krańców Polski zjechali się b. wychowankowie tego 
Zakładu, zajmujący dziś bardzo nawet wysokie stanowiska społeczne. 
Szczególnie zaś miłym jest fakt, że spora ilość tej elity mieszka stale 
we Lwowie, będąc dumą i chlubą tak miasta naszego jak i zakładu, 
który ich wychował". 
Ostatniemi echami jubileuszu są i l u s t r a c j e, które w lipcu umieścił 
Kur jer P o r a n n y oraz S ł o woP o l s k i e w Dodatku ilustrowanym. 
Widnieją tam: budynek gimnazjum przy ul. Nikorowicza, dawna siedziba 
gimnazjum (gmach bernardyński), zebrania wychowanków w auli szkolnej, 
portret Długosza pendzla Z. Radnickiego, fragment gabinetu arcpeologi- 
cznego oraz wizerunek zasłużonego dyrektora Zakładu, dr. W. Smiałka. 
3. Znaczenie jubileuszu. 
Gimnazjum IV im. jana Długosza - gimnazjum dawnego typu kla- 
sycznego -, święcąc 50-lecie swego istnienia, pragnęło rzucić okiem 
na minioną przeszłość i zdać sobie sprawę z swej półwiekowej działal-
		

/Magazyn_130_01_0177_0001.djvu

			161 


ności, a równocześnie na podstawie przeglądu owoców swej pracy prze- 
konać się, czy humanistyczny kierunek wychowania młodzieży, dziś 
często poniżany, posiada walory wychowawcze, czy młodzież w tym 
kierunku wychowywana może wyróść na zdrowych fizycznie i moralnie 
oraz twórczych obywateli Państwa, co jest celem każdego zakładu na- 
ukowo-wychowawczego. 
Bilans wypadł pod każdym względem zupełnie zadowalająco. Liczny 
udział wychowanków wszystkich roczników w uroczystościach jubile- 
uszowych, myśli, pełne czci, uznania i hołdu dla Zakładu, wypowiedziane 
przez mowców podczas Akademji, oraz zawarte w nadesłanych telegramach 
i listach głosy prasy o zasługach gimnazjum i świetności jego jubileuszu, 
niezwykła radość i niebywały entuzjazm wszystkich wychowanków 
a przedewszystkiem wysokie stanowiska, zajmowane przez bardzo, bardzo 
wielu z nich w różnych dziedzinach życia społecznego i państwowego - 
wszystko to stwierdziło niezbicie, że gimnazjum IV im. jana Długosza 
w swem półwiekowem istnieniu dobrą drogą kroczyło i dokonało wiel- 
kiego dzieła: wykształciło szereg pokoleń na dzielnych, prawych, dla 
Ojczyzny pożytecznych i ofiarnych obywateli i przyłożyło niejedną ce- 
giełkę do budowy gmachu wolnej Polski. 
j u b i l e u s z w i ę c, s t a w i a j ą c p r z e d o c z y s z e rok i m w a r- 
stwom naszego społeczeństwa tak wspaniałe wyniki 
pracy pedagogicznej, okrył chwałą gimnazjum .IV, jego 
dłu go l e tni e go d y re ktor a, radc ę dr. W i n c e n t e g o S ID i a łk a, 
g r o n o n a u c z y ci e l s k i e o r a z h u m a n i s t Y c z n y k i e r u n e k w y- 
chowania. 
Poza moralną korzyścią, która będzie dla Zakładu bodźcem do 
dalszej intensywnej pracy nad młodzieżą, gimnazjum IV odniesie bez- 
wątpienia z jubileuszu także korzyści materjalne, potrzebne mu tak bardzo 
d l a o t a r c i a ł e z n a j b i e d n i e j s z y m s w y m w y c h o w a n k o m, 
d l a u ł a t w i e n i a p r a c y s z k o l n e j u c z n i o m z d o l n y m a n i e- 
z a m o ż n y m. Przyniosą je niezawodnie zapoczątkowane w czasie jubi- 
leuszu, Koł o R o d z i c i e l s k i e, Z w i ą z e k b. w y c h o w a n k ó w o r a z 
f u n d a c j a s t y P e n d y j n a. 
Q u o d f e l i x, f a u s t u m, f o r t u n a t u m ą u e s i t ! 


II
		

/Magazyn_130_01_0178_0001.djvu

			ć
		

/Magazyn_130_01_0179_0001.djvu

			CZĘŚĆ II
		

/Magazyn_130_01_0181_0001.djvu

			DR. .M AJ ER BAŁA B j\N. 


ZBYTEK U ŻYDÓW POLSKICH I JEGO ZWALCZANIE. 
(Urywek z większej pracy ożyciu prywatnem Żydów polski"ch)'.' 


I. Szaty. 
Człowiek średniowieczny hołdował zbytkowi, ubierał się barwnie; 
lubował się w bogatej a kosztownej zbroi, nosił na palcach sygnety 
czy też pierścienie, a na uroczystości rodzinne, wesołe czy smutne,' spra- 
szał mnóstwo gości, prawie że wszystkich mieszkańców miasta, lub bo- 
daj wszystkich członków gildji czy cechu, do którego należał. Wesela 
były tak wystawne, że pochłaniały bajońskie sumy, a koszta pogrzebów 
przekraczały nieraz spadek, pozostały po zmarłym. Bardziej aniżeli 
mężczyźni lubiły zbytek i wystawność kobiety, i tu niemasz różnicy 
między panią wojewodziną a bogatą mieszczką, żoną sławetnego pana 
ławnika lub urodzonego pana rajcy miasta. KośCiół i magistraty zwal- 
czały tenże zbytek, wydając raz poraz t. zw. ustawyantyluksusowe. Nie 
wiele jednak to pomagało, skoro władze musiały ciągle powtarzać swe 
p'rzepisy i coraz to ostrzejsze wyznaczać rygory za ich przekraczanie. 
Zydzi nie stanowili wyjątku w tym "porządku" średniowiecznym i sta- 
nowym, a choć wtłoczono ich w ciasne i ciemne uliczki kwartałów ży- 
dowskich, uprawiali zbytek niemniejszy aniżeli reszta ludności miejskiej. 
I podobnie jak Kościół gromił zbytek chrześcija!l, tak gromią ka- 
hały i sejmy żydowskie wystawność i rozrzutność u Zydów. . 
Zbytek ten objawiał się przede wszystkie m w szatach. Stroje Zydów 
polskich w czasach najdawniejszych są najrozmaitsze a przekazują je 
nam stare sztychy i obrazy. Stroje te utrzymały się u nas długo, 
zanim je zmieniono na czarne chałaty, używane po dzień dzisiejszy. 
Dłużej niż w Koronie utrzymują się one na Ljtwie, bo oto czytamy 
w t. zw. Drugim Statucie następujący zakaz: Zydom w koszto
nych 
szatach z łańcuchami złotemi, sami, żony ich, we złocie, srebrze chądzić'; 
także srebro na pasiech i na kordziech nosić nie mają".1) Nosili Zydzi 
żupany, 
urduty o długich połach, naj rozmaitsze futra, szuby, bekiesze 
z szamerowaniem i bez szamerowania. Na wschodnich rubieżach Rzeczy- 
pospolitej nosili broń a czynili to szczególni. e kupcy, odbywający 
dalekie podróże na Wschód. 2 ) W sobotę nosił Zyd jedwabną lub aksa- 


l) Piekosiński: Statut litewski drugiej redakcji, oddział XII, art. 4. Archiwum K0 7 
misji prawniczej, Tom. VII., Kraków 1900, str. 219. 
2) Liczne notatki w aktach grodzkich lwowskich. szczególnie przy procesach 
o zdzierstwa celne.
		

/Magazyn_130_01_0182_0001.djvu

			166 


mitną bekieszę, opasaną' jedwabną lub atłasową wstęgą, łańcuch, pIer- 
ścienie, sygnet !ł w późniejszych wiekach zegarek. 
Czy nosili Zydzi polscy - podobnie jak ich współwyznawcy na Za- 
chodzie - tak zw. z n a k h a ń b y? Stałe powtarzanie przepisów o tym 
znaku przez synody duchowne 1) wskazuje raczej na to, że nie przestrze- 
gano znaku hańby, a już wprost wynika to z ostatniegQ ustępu statutów 
piotrkowskich z roku 1538, w którym przypomina się Zydom obowiązek 
noszenia żółtej czapki pod karą jednego złotego na wojewodę i pod- 
\V o jewodziego. 2 ) Były jednak znać okresy dziejowe i ziemie, w których 
Zydzi musieli nosić znaki hańby, a wskazuje na to dosadnie dekret Zy- 
gmunta I z r. 1,534,8) którym tenże. władca, ną prośby i żądania "od nie- 
których poddanych, a szczególnie ze strony Zydów wszystkich w pań- 
stwie i w Koronie polskiej będących, aby ich zwolniono od noszenia 
czapek, biretów żółtych i inszych ubiorów i znaków,. przez któreby od 
chrześcijan mieli być poznanL " uznaje," że dzieje się Zydom krzywda, że 
napada się ich na drogach i łupi się ich po miastach, więc teL. My im 
warujemy i ony.ch w tern ubezpieczamy, darujemy i pozwalamy przez te 
listy nasze, iż Zydowie nie mają być do tego przymuszani i przyciągani 
więcej od tego czasu ku noszeniu takich czapek i inszych ubiorów 
i znaków, przez któreby mogli być poznani, ale od tego aby w pospo- 
litym ubiorze chodzili, jako zwykli chodzić do tego czasu i potem 
wolność mają..." 
Właściwy zbytek i przepych uprawiały kobiety. Muchajery, falen- 
dysze, jedwabie, atłasy, kitajki, drogie koronki brabanckie, zbytkowna 
bielizna, rańtuchy, sztirnbindy, gorsety ze złotemi galonami, armbindy... 
oto co nosiły bogate i mniej zamożne żydówki, nie bacząc na to, że 
rujnują majątek męża i wzbudzają u chrześcijan zazdrość i nienawiść. 
Charakterystyczne stroje żydówek polskich poznajemy z ograniczeń za- 
wartych w Statucie Kahału Krakowskiego (1595), gdzie szereg paragrafów 
odnosi się do tej kwestji. "W kwartale żydowskim - czytamy tamże - 
wolno kobietom nosić przepaski srebrne lub złocone, lecz nie poza 
kwartałem (miastem) żydowskiem. Tenże zakaz dotyczy gorsetu, kołnie.; 
rza, krysy srebrnej lub złotej i koronek przy bieliźnie. Forbotów czyli 
koronek przy gorse,cie lub koszulach wogóle nie wolno wyrabiać, chyba 
dla najbogatszych Zydów, a wolno je nosić jeno cztery lata po ślubie, 


. 1) Już pierwsze synody polskie (r. 1267, 1279 etc.) żądają wprowadzenia "znaków 
hańby". na wzór zachodniej Europy na zasadzie uchwał soboru laterańskiego z r. 1215. 
"Znak hańby" (żółty płat sukn.a na ubraniu wierzchniem lub stożkowaty, pstry kapelusz) 
miał na celu łatwość poznania Zyda na ulicy, w sklepie itp. Także synody polskie w wieku 
XVI-XVIII wracały do tej materji, z niewielkim znać skutkiem, jak np. synod prowincji 
polskiej w Gnieżnie w r. 1630 pod przewodnictwem arcyb. Jana YI ężyka (D. S. Kraków 
1630, Bibl. Ossolińskich Nr. 2755) str. 264-8, D e Ju da e i s 
 3: Zydzi winni do miesiąca 
ubrać unum circulum de panno rubro (okrągły płatek czerwonego sukna), gdyż 
w przeciwnym razie będą uważani za r e b e II e s, a towary ich będą konfiskowane. 
2) V o I u m i n a L e g u m, tom I, fol. 525. T a konstytucja przeszła do pierwszej re- 
dakcji "Drugiego Statutu Litewskiego", lecz nie utrzymała się, gdyż szlachta zebrana na 
sejmie w 
rześciu "nie widzi konieczności lub pożytku dla ojczyzny .z wprowadzenia żółtych 
czapek (quod ad ceruleum amictum attinet, non vidimus id ad publicam necessitatem vel 
commodum spectare)" i dlatego daje temu pokój. Archiwum Komisji Prawniczej Akad. 
Um. w Krakowie. Tom VII, str. 256. 
1!) Rękopis Bib!. Jagiellońskiej Nr. 107, fol. 239.
		

/Magazyn_130_01_0183_0001.djvu

			167 


a mianowIcie w pierwszym roku każdej soboty, a w dalszych trzech 
latach tylko w uroczyste święta i podczas uroczystości rodzinnych. Nię 
wolno również nosić puntałów ani rożków a poza kwartałem żydowsJ	
			

/Magazyn_130_01_0184_0001.djvu

			168 


Czy te zakazy odniosły jaki skutek? Snać nie o wiele większy ani- 
żeli analogiczne zakazy kościelne lub miejskie, wydawane dla chrześcijan. 
Rzezie Chmielnickiego oraz czasy "Potopu" doprowadziły żydostwo 
polsko-litewskie prawie do kija żebraczego l), lecz zaledwie wojna się 
skończyła, już słyszymy narzekania na rozrzutność, zepsucie obyczajów 
i zbytek. Jak po wojnie trzydziestoletniej ludność niemiecka, chcąc sobie 
powetować lata niedoli, poczęła się bawić na zabój, tak i w Polsce po 
pokoju oliwskim i rozejmie andruszowskim - mimo wiszącego nad kra- 
jem miecza muzułmańskiego - poczęto się weselić i trwonić do reszty 
uratowany grosz. Nie tu należą narzekania kleru katolickiego, w któ- 
rych było wiele przesady, lecz było też wiele prawdy. Podobnie na- 
rzekają na rozpustę i zbytek swoich współwyznawców kaznodzieje 
żydowscy, a u jednego z nich, znanego mistyka XVII w., Hi rsc ha 
z K i e j d a n o w a, czytamy: 
"I widziałem kobiety, ubierające się wyzywająco, wcale nie jak 
żydówki; trudno dziś na ulicy odróżnić żydówkę od szlachcianki czy 
mieszczki; zwracają nasze siostry na się uwagę mężczyzn i powodują 
zawiść chrześcijan, gdy widzą, że żydówki ubierają się piękniej ani- 
żeli chrześcijanki. Chodzą one ulicami z wyciągniętą szyją 2) i obnaźo- 
nemi piersiami oraz z innem bezeceństwem i któż może im wytłómaczyć, 
jakie cierpienia czekają je na drugim świecie! A ileż to mężów cierpi 
wskutek tego, że nie mogą sprawić swym żonom drogich szat? Ileż 
to mężów zabiera cudze pieniądze, by kupić żonie futro lub bramkę? 
I widziałem mężczyzn golących brody, choć tęm przekraczają aż 
pięć zakazów Talmudu. Nadają sobie niektórzy Zydzi nieżydowskie 
imiona, a idąc z chrześcijanami w jakimś interesie, zabawiają się 
 nimi, 
jedząc zakazane potrawy i pijąc niedozwolone napoje. Wielu Zydów 
zabija zwierzęta, choć im nie wolno tychże spożywać, byle tylko nau- 
czyć się strzelania dla obrony czy też dla zabawy na polowaniu". 3) Na 
stosunki towarzyskie między żydami a chrześcijanami narzeka również 
kler polski i jeszcze w XVIII wieku wydaje odpowiednie zakazy; lecz 
i to nie pomogło, a świadectwem tego są zakazy kahalne jeszcze XVIII 
wieku. jeden z nich (d u b i e ń s k i) z r. 1747 w skróceniu brzmi: 

 1. Nie wolno córkom naszego miasta (naszej gminy) przyodzie- 
wać się w dni powszednie w jedwabne szaty. Wyjątek stanowią jeno 


Nr. 182. Nie wplno nosić sukni, welonu, lub bielizny szamerowanej perłami, prócz 
borty z pereł jako ozdoby dziewcząt. 
Nr. 183. Adamaszek i atłas może nosić, kto je posiada, lecz nie wolno takich sukien 
sprawiać na nowo. 
Nr. 185. Kto przy wydaniu córki za mąż korzysta z pomocy krewnych lub z dobro- 
czynności publicznej, temuż nie wolno sprawiać córce szat jedwabnych. 
Nr. 186. Kobiety wydają na bieliznę wielkie sumy, szamerując je koronkami. Odtąd 
wolno nosić bieliznę z koronkami nie szerszemi jak na dwa palce. 
l) W r. 1649 wydał sejm Żydów koronnych, a w" r. 1650 sejm Żydów litewskich 
(pinkas Hamdina Nr. 463-469) szereg obostrzeń z powodu nieszczęścia, "jakie spadły 
na kraj". Na znak żałoby zabroniono R'rać muzykantom w kwartale żydowskim przez 3 lata, 
począwszy od dnia 18 Jor 1650 r. W sprawie szat powtórzono i obostrzono poprzednie 
konstytucje, grożąc przekraczającym je nie grzywną, lecz klątwą. 
2) Jezajasz"- cap. III, v. 16. . 
3) 
an, Haja!izar, wyd. l,.ublin 1912, str. 272-4.
		

/Magazyn_130_01_0185_0001.djvu

			169 


kamizelki, gorsety i fartuszki 1), lecz bez obramowania szychem złotym 
lub srebrnym. Na ogół zabraniamy nosić na szatach w dniach powsze- 
dnich jakiekolwiek ozdoby złote lub srebrne; wyjątek stanowią jeno 
fartuchy przetkane nieco nićmi złotemi lub srebrnemi, oraz suknie obra- 
mione jeden raz szychem (pazamanem). 

 2. Nie wolno w dni powszednie wdziewać szat obramionych 
lisami, natomiast wolno nosić stare lisy (przeznaczone na soboty i święta) 
w dni powszednie pod szatami: Nowych lisów sprawiać nie wolno, 
chyba że całe podbicie kosztuje nie więcej aniżeli cztery dukaty. 

 3. Szaty sobotnie czy świąteczne mogą być d e n o v o sprawiane 
z gredeturu, lecz bez ozdób srebrnych lub złotych, nie wolno jednak 
sprawiać szat z adamaszku, atłasu, aksamitu. Kto ma oddawna takie 
szaty, wolno mu je nosić, lecz bez szamerowań złotych lub srebrnych. 
Z drogich materjałów wolno nosić jeno kamizele (gorsety), B r u s t t li- 
c h e r (fartuszki), . szamerowane złotem lub srebrem, lecz tylko w soboty, 
święta lub uroczystości rodzinne. 

 4. Nie wolno nosić ozdób ze złota, pereł i drogich kamieni, 
prócz bramki (S t i r n b i n d e) i to nie droższej jak za 5 czerwonych 
złotych. Wolno nosić kolczyki z rubinami, lecz bez obwieszek. Dozwo- 
lone są kolczyki z jedną perłą. 

 5. Tym ograniczeniom nie podlegają dziewczęta i wolno im 
ubierać się dowolnie aż do wesela. Oto - co wolno nosić dziewczynie: 
łańcuch nie droższy aniżeli 25 dukatów, "bindę" z perłami, sztyk i ka- 
naczek, nie droższy jak wyżej. Która nie posiada łańcucha, może nosić 
3-4 sznurków pereł, lecz tylko w soboty, święta i na wesela. W dniach 
powszednich obowiązują dziewczęta te same ograniczenia jak inne kobiety. 

 6. Mężczyznom nie wolno nosić w dniach powszednich szat 
jedwabnych, nie wolno im robić d e n o v o wypustek (wyłogów) aksa- 
mitnych, chyba że je kto posiada zdawna. Wypustki sprawione d e 
n o v o wolno nosić w święta lub na przywitanie gości. W sprawie futer 
są te same ograniczenia jak u kobiet" .
) 
II. Narodziny dziecka. 
Właściwy zbytek rozwijano w kwartale żydowskim podczas uro- 
czystości rodzinnych, narodzin dziecka, zaręczyn i zaślubin. Tylko po- 
grzeb 
 u chrześcijan odprawiany z taką wspaniałością - odbywał 
się u Zydów aż nadto skromnie. Ceremonjał przy narodzeniu się dziecka, 
przy obrzezaniu chłopca i uczcie, z tego tytułu urządzanej, był ściśle 
ustalony. Położnica leżała w paradnem łóżku, pościel przewlekano 
w najpiękniejsze poszwy, a sama położnica wdziewała kosztowną bie- 
liznę. Statut Krakowski wyraźnie zabrania używać powłoczek obramio- 
nych złotem szamerowaniem ani powlekać kołdry szamerowanemi 
powłóczkarni. 3) 
Ilość gości, jaką wolno zaprosić na "obrzezanie" jest w każdej 
gminie ściśle określona. Statut Krakowski podaje (
 68) również wyso- 


J) Kobiety żydowskie nosiły, wzorem mieszczek średniowiecznych, stale (nawet do 
ślubu) fartuszek z bogato wyszywanym płatkiem (Brusttuch, po żyd. Bristech). 
2) Pinkas dubieński (Księga kahalna) fol. 93 a-b; kopia Twa dla popierania Uniwers. 
w Jerozolimie str. 124.-Ch. Z. Margulies: "Dubno Rabbati", Warszawa 1910, str. 58. 
3) Statut Krak. fol. 84. Editio jak wyżej.
		

/Magazyn_130_01_0186_0001.djvu

			170 


kość opłat w synagodze przy powoływaniu do Tory ojca i krewnych 
dziecka.') I tak czytamy w 
 87 co nastęt>uje: Kto płaci mniej niż 10 
groszy rocznie podatku kahalnego/) temu wolno zaprosić 15 gości, dwóch 
sarwerów,i\) jednego kantora, jednego szkolnika, kaznodzieję, mohela,4) 
syndyka") i wszystkich mieszkających w tym samym domu. Płacący 10-20 
groszy prosi 25 osób, płacący 20-30 groszy (1 zł p) 25 osób, płacący 
1-2 złotych prosi 50 osób, 4 sarwerów, 2 kantorów, 2 szkolników itp. 
Dopiero ten, który płaci więcej niż 2 zł podatku rocznego, może prosić 
dowolną ilość gości. By należycie dotrzymano tych przepisów, wolno 
było prosić na tę i wszystkie inne uroczystości rodzinne jeno za pośred- 
nictwem umyślnego szkolnika, który pod rygorem utraty urzędu winien 
był ściśle przestrzegać przepisów gminnych. 
Analogiczne ograniczenia mamy w P o z n a n i u, L w o w i e, B r z e- 
ś ci u n a d B u g i e m itp. jeszcze w drugiej połowie XVIII wieku (1765) 
wydaje kahał w D u b n i e podobne przepisy, co wskazuje na to, że 
jeszcze wówczas uprawiano wielki zbytek podczas uroczystości rodzin- 
nych. I tak płacący 2 zł i wyżej podatku kahalnego może prosić na 
ucztę obrzezania po 20 mttżczyzn i kobiet prócz krewnych do trzeciego 
stopnia, senjora kahalnego, syndyka, dwóch szkolników, dwóch neema- 
nów (urzędników kahalnych), nadkantora wielkiej bożnicy, prócz ubogich 
uczonych, nauczycieli itp. 
Kto płaci od 1 do 2 zł, temu wolno prosić tylko po 15 mężczyzn i ko- 
biet, syndyka, szkolnika, dwóch kantorów i krewnych do trzeciego stopnia. 
Płacący mniej niż jednego złotego prosi 10 mężczyzn i 10 kobiet, 
pięciu biednych uczonych, podkantora i bliskich krewnych. Natomiast 
inni funkcjonarjusze gminni muszą być zaliczeni do wyż podanej liczby 
dziesięciu. 
Po uczcie urzędowej nie woino urządzać drugiej biesiady, niby 
prywatnej, i prosić na nią innych gości, by tym sposobem obejść prze- 
pisy kahalne. Biedacy proszeni na B r i t h 0) winni stać zdala od stołu 
i nie pchać się między gości. Każdemu z nich należy wydać jego porcję 
i z tern go odprawić. Wobec ograniczonej ilości gości należy zapraszać 
na Brith tylko od pięciu lat żonatych. 
Bywał też zwyczaj, że znajome kobiety odwiedzały położnicę 
a wówczas przyjmowano je w domu konfiturami i piernikami. Ojciec 
znów noworodka posyłał swym krewnym i znajomym a szczególnie ho- 
noracjuszom gminy torty i owoce. Temu sprzeciwiła się gmina dubień- 
ska, pozwalając gości w domu położnicy przyjmować tylko pierniczkiem 
nie większym, aniżeli go się kupuje na ulicy za grosz; zabraniała również 


l) Z okazji narodzin dziecka lub wesela oddawano rodzinie dziecka wzgl. narze- 
czonych wszystkie honory w synagodze, a więc powoływano do asystowania przy czytaniu 
Pisma św: tylko członków danej rodziny, czy też zaproszonych gości. 
2) Zydzi płacili wszystkie podatki państwowe i miejskie wyłącznie za pośrednic- 
twem kahału. 
3) Sarwer = Servierer, odpowiada dzisiejszemu kelnerowi. 
4) Mohel = obrzezacz. 
fi) Syndyk = urzędnik gminy, tutaj może ten, który trzyma dziecko na kolanach. 
6) B r i t h = obrzezanie.
		

/Magazyn_130_01_0187_0001.djvu

			. 


171 


ojcu noworodka posyłać komukolwiek konfitury lub piernik. Wolno mu 
te dary posłać jedynie rabinowi, ob rzezaczowi i najbliższym krewnym. 1) 
Bywał także zwyczaj, utrzymany do dnia dzisiejszego, że w miesz- 
kaniu położnicy, szczególnie w przeddzień obrzezania, czuwały kobiety 
przez całą noc. Miało to na celu pielęgnowanie chorej kobiety, która 
nie miała może w domu należytej opieki. Z wzrostem mistyki czyli ka- 
bały praktycznej wśród żydostwa polskiego w drugiej połowie XVII 
wieku uważano, że należy pilnować położnicę i dziecko przed zakusami 
djablicy L i l i t h (pierwszej żony Adama), "która ma w swej mocy no- 
worodki, zanim je przyjęto "na łono Abrahama", czyli zanim je "obrze- 
zano". (Analogja do niebezpieczeństwa dzieci nieochrzczonych). 
jeszcze w XVI wieku skracały sobie kobiety, czuwające przez całą 
długą noc, czas grą w karty lub kości, co jednak z reguły było w kwar- 
tale żydowskim surowo zabronione. Było jednak dozwolone granie w karty 
podczas ośmiu dni święta Makabeuszów, w wolne dni paschy i święta 
szałasów, oraz przy czuwaniu u położnicy. Stąd to odszukiwały bogate 
a nałogowe karciarki każdej nocy inną położnicę, płaciły jej pewną sumę 
i pod pozorem czuwania oddawały się przez całą noc hazardowi. Do 
tego nadużycia, oraz wogóle do gry w karty odnosi się 
 74 Statutu 
Krakowskiego z r. 1595. Tamże czytamy: "Czy to obywatele czy to mło- 
dzieńcy czy też chłopcy lub przejezdni, nikomu z nich nie wolno grać 
w karty, nina Kazimierzu, ni w Krakowie, ni na Stradomiu, ani też 
w żadnej innej części miasta, a tern mniej we farinie (restauracji). Zakaz 
ten odnosi się również do kobiet, a tern bardziej do biedaków, którzy 
mieszkają w szpitalu (h e k d e j s z). Kobietom wogóle grać nie wolno 
ani o pieniądze ani na żarty z wyjątkiem wolnych dni paschy, święta 
szałasów i święta Chanuki. Przyłapaną na graniu uwiężą senjorowie 
gminy w nowe m więzieniu i przytrzymają ją tam od rana do wieczora, 
a imię jej będzie obwołane publicznie w synagodze. Nie wolno mieć 
względów dla kobiet z rodzin poważanych, ani też będących w stanie 
poważnym lub karmiących dziecko. Z więzienia może się kobieta wy- 
kupić grzywną trzech dukatów, lecz od ogłoszenia w synagodze 
żadnym sposobem". 
"Przy położnicy mogą grać jej krewne, lecz tylko, o ile mieszkają 
w tem samem mieszkaniu. Z tych, które mieszkają gdzieś indziej, mogą 
grać tylko krewne najbliższe oraz powinowate, jak synowa, teściowa, 
macocha i t. p." 
"jeśli położnica niema krewnych w tem mieście, winna zaprosić 
trzy sąsiadki z tego samego ale nie z innego domu. Każda inna kobieta, 
przychwycona na grze, będzie ostro karana i nie pomoże jej wymówka, 
że grała do spółki z kobietą uprawnioną do gry, lub, że jej jeno doło- 
żyła kilka groszy. Kobiety takie podlegają karze, a jeśli szkolnikowi, 
gdy zapuka do drzwi, natychmiast ich się nie otworzy, podpadną karze 
wszystkie kobiety znajdujące się w mieszkaniu wraz z położnicą". 
"Mężczyznom z kobietami również grać nie wolno, chyba mąż 
z żoną, brat z siostrą, dziadek z wnuczką itp." 


1) Pinkas dubieński, fol 1. 


l
		

/Magazyn_130_01_0188_0001.djvu

			172 


III. Wesela. 
Największy zbytek rozwijano podczas wesel. . 
"Do tej zuchwałości i praesumpcji przyszli niewierni Zydzi, pisze 
biskup przemyski Sierakowski (1743), iż wesela ślubne swoje publicznie 
procesją po mieście i ulicach, przy muzykach i zapalonych pochodniach, 
do bożnicy lub 
o domu nowożeńców odprowadzając, odprawują". - 
Biskup zakazuje Zydom przedewszystkim "solennie, publicznie i gromadnie 
na wzór procesji ze światłem i pochodniami, muzyką, śpiewaniem, 
strzelaniem i innemi okrzykami, aplauzami i wesołościami prowadzić do 
bożnicy lub do domu wesela nowożeńców, tak przez rynek, ulice miasta 
jako też i przez ulicę żydowską, ja!<- przedtem się praktykowało". Ponadto 
zabrania biskup chrześcijanom z Zydami "c ą n v e r s o v a Ć, u nich jeść 
i pić, na ich weselach bywać i tańcować. 1) Ze udział chrześcijan w we- 
selach żydowskich nie należał do rzadkości, wynika również i z listu 
pasterskiego biskupa chełmskiego S z e l1} b e k a (1752), w którym tenże 
zabrania "aby w post wielki i adwent Zydzi wesel z muzykantami od- 
prawiać się nie ważyli, ani do takich aktów chrześcijan nie sprowadzali 
i aby sami chrześcijanie na takowe akty żydowskie nie chodzili..." 
Podobnie jak na uczty z okazji narodzin dziecka, tak i dla uczt 
weselnych jest liczba gości stale oznaczona. W 
 80 Statutu Krakow- 
skiego z r. 1595 czytamy: 1) Kto płaci 10 groszy podatku rocznie, temu 
wolno zaprosić 25 par gości, a nadto rabina, kantora, szkolnika, kazno- 
dzieję, starostę (Unterflihrer), dwóch sarwerów i wszystkich mieszkań- 
ców danego domu. Nie zalicza się do tej liczby chorych, nie mogących 
opuścić domu i gości przyjezdnych; wolno też prosić sześciu młodzień- 
ców (b a c h u r i m) i dowolną ilość dziewcząt. Wszyscy zaproszeni mają 
prawo posłać narzeczonym ryby. 2) Kto płaci 10-20 groszy podatku 
kahalnego, temu wolno prosić 40 gości (par), sześciu młodzieńców, 
czterech 'sarwerów itd. 3) Płacący 20 gr -1 zł prosi 50 par, 12 mło- 
dzieńców, 5 sarwerów itd. 4) Płacący 1-2 zł prosi 75 par itd. 5) Pła- 
cący 2-3 zł może prosić dowolną ilość gości. 
Grupa 2-5 ma prawo posyłania ryb, grupa 4 może urządzić G e- 
g e n m a h 12) tylko dla najbliższych krewnych bez obwieszczenia w mie- 
ście i bez zapraszania za pośrednictwem szkolnika. Grupa 5 może 
urządzić G e g e n m a h l bez ograniczenia, lecz nie ma prawa do "peł- 
nego wesela" w synagodze. Dopiero ci, którzy płacą podatku od trzech 
złotych wzwyż, mają prawo do "pełnego wesela" w synag-odze, które 
polega na tern, że 1. we czwartek urządza się ucztę pierwszą dla przy- 
jezdnych gości, 2. w sobotę należą wszystkie honory przy czytaniu Tory 
wyłącznie tejże rodzinie i wolno powołać do rodałów 15 osób itp. 
W Poznaniu były wesela mniej wystawne, co widzimy z mniejszej 
ilości gości, proszonych na nie. I tak płacący 1 złp rocznego podatku 
ma prawo proszenia tylko 15 par gości, płacący 1-5 zł prosi 30 par, 
a 5-20 zł prosi również jeno 30 par a ponadto krewnych. 3) 


l) S c h o r r: Żydzi w Przemyślu, str. 220. 
2) Gegenmahl- Chusonmahl: uczta odwzajemnienia się, tj. urządzona przez rodziców 
narzeczonego. 
B) Pinkas poznański (tekst berI.) str. 104 (r. 1643).
		

/Magazyn_130_01_0189_0001.djvu

			173 


Na Litwie niemasz rozmcy między bogatymi i biednymi; wedle 
konstytucji sejmu żydowskiego z roku 1650 wolno prosić na ślub 50 
gości włącznie z krewnymi i funkcjonarjuszami kahalnymi, a na B r i t h 
40 gości. l) W roku 1670 redukuje się ilość gości ślubnych do 40, lecz 
wyłącza się z tej liczby krewnych, domowników, chazena (kantora), 
szkolników, badchena 2) itp. W r. 1695 liczbę gości ogranicza się do 20 
(na Brith do 10), a w r. 1761 obniża się ją tak na wesele jakoteż i na 
Brith do 10; do tej liczby nie wliczano jednak krewnych, rabina, 
kantora, szkolnika a nawet dostojników gminy i ziemstwa. Według Sta- 
tutu Dubieńskiego z r. 1765 wolno płacącym podatku 2 zł i zwyż 
prosić 20 par gości, prócz krewnych, uczonych w Piśmie, nauczycieli, 
sekretarza kahału, dwóch szkolników, syndyka kahalnego itp. Na Gegen- 
mahl wolno prosić jednak tylko 10 gości prócz krewnych. 
Płacący 1-2 zł podatku prosi 10 par obcych gości, 5 uczonych, sekre- 
tarza kahału, syndyka, 2 kantorów i szkolnika. Na Gegenmahl prosi 
tylko 5 par gości. Kto płaci mniej aniżeli 1 złp, temu wolno prosić 10 
par gości na ucztę weselną, lecz na Gegenmahl jeno najbliższych krew- 
nych. Gdyby jednak wśród tychże krewnych nie było 10 mężczyzn, 
wolno mu doprosić obcych dla uzupełnienia tej liczby.3) 
Zauważyć tu jednak wypada, że kategorje i ilości gości, jakich wolno 
było prosić w różnych miastach Rzplitej, nie mogą być brane pod jeden 
miernik, gdyż przedewszystkiem należy zbadać wysokość podatków 
w danem mieście, a nadto wartość pieniądza w danej epoce. Dopiero 
po tern zrozumiemy, dlaczego w Krakowie w XVI wieku mamy kategorje 
płatników od 10 do 20 groszy, a w tym samym czasie w Poznaniu 
kategorje do 1 zł, od 1 zł do 5 zł i od 5 zł do 20 zł. 
Lecz nie tylko ilość gości była ściśle określona tak w Koronie jak 
i na Litwie. Ceremonje oraz opłaty i taksy weselne były także ustalone, 
choć tutaj panowała w różnych gminach jak najdalej posunięta różno- 
rodność. I tak było zwyczajem w Krakowie, że muzyka odprowadzała 
narzeczonych do synagogi a w raz z nimi i zaproszonych gości. I oto 
za takim pochodem biegli chłopcy z całego miasta, a także i starsza 
gawiedź niełatwo opuszczała taką przyjemność. Lecz oto Statut Kahalny 
zakazuje niezaproszonym na wesele gościom towarzyszyć pochodowi 
i zlewa na szkolników moc i obowiązek odpędzania gawiedzi. Również 
czytamy tamże o smaganiu chłopców przy innej sposobności. Starym 
zwyczajem posyłała narzeczona narzeczonemu na jego kwaterę (o ile 
był przyjezdny) tort i białego koguta i te oto dary niesiono publicznie 
przez ulicę, a muzyka przygrywała podczas tego aktu. I tu znów znaj- 
dujemy zakaz noszenia tych darów w sobotę oraz przy dźwiękach mu- 
zyki. Również zabroniono towarzyszyć niosącym te dary pod rygorem 
1 złp na przekraczających. W Dubnie znajdujemy następujące zakazy, 
które wskazują na zwyczaje weselne tamże: Nikt niema obowiązku po- 
syłania podarków ślubnych panu młodemu względnie jego ojcu i na- 
odwrót niema ojciec narzeczonego obowiązku posyłania piernika i konfi- 


l) Konstytucja Nr. 470. 
2) Badchen-Marszelik-Wesołek, vide Albert Wo Ił: Fahrende Leute bei den Juden. 
Mitteilungen zur jiid. Volksk
nde. Zeszyt 27-31. Lipsk 1909, str, 34 i nast. 
H) Konstytucja sejmu Zydów litewskich Nr. 670 (pinkas Hamdina), Nr. 884 i 974.
		

/Magazyn_130_01_0190_0001.djvu

			174 


tur zaproszononym gosclom prócz krewnych. Także podczas oczepin 
nie wolno przyjmować nikogo konfiturami, tylko wódką i piernikiem. 1 ) 
Gdy już mówimy o potrawach i napojach, winniśmy wspomnieć 
o r y b a c h, które były nieodłączną częścią każdej biesiady. "Niernasz 
uczty bez ryb i mięsa" brzmiało stare przysłowie, więc też starano się 
usilnie, by tych przysmaków nie brakło. Z zapisku z dnia 14 października 
1630 r. dowiadujemy. się, że na dwa wesela, równocześnie we Lwowie 
się odbywające, przywiózł jakób Kufel z Kamieńca dwie beczki ryb, 
a było w nich szczupaków wielkich 26, linów wielkich 92, co razem 
kosztowało 33 złp 15 gr. Furlanu (Fuhrlohn) wziął Kufel 4 zł. 2 ) 
Koszta wesela tj. uczty nie dadzą się ustalić, natomiast mpżemy 
ustalić taksy kahalne i opłaty dla różnych funkcjonarjuszy. Sejm Zydów 
koronnych ustalił następujące opłaty dla szadchena tj. pośrednika mał- 
żeńskiego: Od 100 złp posagu otrzymuje szadchen 2 zł 15 gr, gdy obie 
strony mieszkają w tem samem mieście, 3 zł zaś przy oddaleniu ponad 
10 mil. Od pereł i książek otrzymuje szadchen 1 złp 17 1/ 2 gr od 100 zł 
wartości. Na Litwie płaci mu się w okręgu 10 mil 48 gr od 100 zł, 
ponad 10 mil 2 zł. jeśli było dwóch swatów, z których jeden zaczął 
kojarzenie małżeństwa a drugi skończył, wówczas dzielą się obaj za- 
robkiem po połowie. 3 ) Ponieważ się zdarzało, że swaci nie mogący 
doprowadzić do skutku małżeństwa rzucali potem kalumnje na rodzinę 
narzeczonego lub narzeczonej, przeto wystąpiły sejmy żydowskie bardzo 
surowo przeciw tego rodzaju oszczercom. 
Oprócz tego istniał "rohacz" tj. opłata dla rabina, szamesa (szkolnika) 
i chazena czyli kantora. Taksa uchwalona przez sejm wynosi 1 zł 18 gr 
od każdej setki posagu, przyczem kantor bierze jedną trzecią taksy 
rabina a szkolnik jedną dziewiątą. Statut Krakowski (
 11) przewiduje 
2 zł od każdej setki posagu, z czego rabin bierze połowę, a kantor ze 
szkolnikiem dzielą się drugą połową. 
Ponadto była "chazaka" czyli opłata za pozwolenie kahalne na 
zawarcie małżeństwa i zamieszkanie w mieście. Na Rusi (Lwów) płacono 
od pierwszej setki posagu 15 groszy, od każdej dalszej 7 i pół gr. 
Również służba niższa otrzymywała różne opłaty, 1/4 zł lub "ile łaska 
pańska", przyczem nie wolno było szkolnikom targować się a w każdym 
razie nie wolno było im więcej wziąć od narzeczonego jak pół talara, od 
narzeczonej zaś nic. 
Taksamo s t r a ż n i c y b r a m dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu 
w Krakowie zwykli byli przed przybywającym z prowincji narzeczonym 
i jego rodziną zamykać bramy i tym sposobem wymuszać rozmaite 
opłaty. Kahał jednak zabronił im zamykania bram w dzień i ustalił (
 85) 
taksę, którą mieli odbierać po ślubie. (Do 100 zł posagu 3 gr), 100-300 zł 
posagu 1/4 talara, od 300 zł i wyżej 2 talary, ale nie więcej i to pod 
rygorem utraty służby). 
Wkońcu płacono za kąpiel rytualną. W kąpieli obejmowały funkcje: 
kąpielowa (Baderin) i zanurzająca (Tunkerin- Tikerin). Otrzymywały one 


l) Margulies.: Dubno Rabbati str. 109 i nast. 

) Bałaban: Zydzi lwowscy, str. 529 i 533; tamże żródła. 

) Pinkas Hamdina: Konstytucja Nr. 34, 36 i 464 (r. 1623). Także Bałaban I. c. str. 352. 


.
		

/Magazyn_130_01_0191_0001.djvu

			175 


osobne taksy po 5 gr od ojca narzeczonej oraz piernik (Kraków 
 81). 
Ponadto otrzymywał dzierżawca łaźni od każdej setki posagu 4 gr ze 
strony narzeczonego i 3 gr od posagu narzeczonej, podszkolnicy brali 
od pierwszej setki posagu 2 gr, od każdej dalszej po pół grosza; tyleż 
otrzymywał także stróż łaźni. 
Te wszystkie taksy opłacano, gdy wychodziła za mąż panna, nato- 
miast inne były, gdy wychodziła za mąż wdowa, przyczem odróżniano 
wdowę bogatą, średniozamożną i biedną. Sieroty i ubodzy byli wolni od 
wszystkich opłat (
 87 Statutu Krakowskiego). 
Dla rozweselania gości zapraszano wesołków, nawpół poetów ludo- 
wych, nawpół błaznów, którzy nieraz nawet odznaczali się wyborną 
znajomością Pisma i śpiewali pieśni zarówno poważne jak i wesołe, nie- 
raz o pewnej wartości poetyckiej. Zwano ich marszelikami czyli badche- 
IJami, a pozostał po nich w literaturze żydowskiej poważny dorobek. 
Spiewali oni przy dźwiękach muzyki i zazwyczaj należeli do składu kapeli, 
której nie brakowało na żadnem weselu. Nawet po pogromach Chmiel- 
nickiego, gdy sejm żydowski zabronił wogóle grać muzyce w kwartałach 
żydowskich (r. 1650), uczynił wyjątek dla dwóch wieczorów, a miano- 
wicie, gdy narzeczoną, "oczepiano" (Bedekens) i nazajutrz podczas ślubu, 
na dziedzińcu synagogi. W każdem mieście była kapela żydowska, która 
współzawodniczyła z chrześcijańską. We Lwowie mamy w latach 20- 
tych XVII wieku orkiestrę złożoną z 13 muzykantów (skrzypce, cytra, 
lutnia, cymbały, basy, bęben), która w r. 1629 zawiera umowę z muzy- 
kantami chrześ
ijańskimi, zatwierdzoną przez Radę miasta. Mocą tej 
umowy wolno Zydom grywać na weselach chrześcijańskich, na bankie- 
tach oraz donajmować muzyków chrześcijańskich, by kończyli zabawę, 
gdy zapadnie sobota lub święto żydowskie, w którem żydom grywać 
nie wolno.!) W Wielkopolsce są znani przez kilka wieków muzykanci 
żydowscy w Kęp n i e,:!) a w L u b l i n i e spotykamy w XVII wieku ka- 
pelę pod przewodnictwem braci Manesa i Zelika Moszkowiczów, którym 
dnia 18/VIlI 1654 nadaje król jan Kazimierz prawo grywania na wese- 
lach bez przeszkody ze strony muzyków chrześcijańskich. B ) L.ydowscy 
muzykanci grali nieraz znakomicie na różnych instrumentach, szczegól. 
nie zaś na cymbałach. Znani są nam dwaj, znakomici cymbaliści: Chaim, 
cymbalista w obozie Wallensteina 4) i nasz jankiel Liebermann,5) któ- 
rego 
rę podziwiał Mickiewicz w Petersburgu i, którego tak wspaniale 
zidealizował i uwiecznił w "Panu Tadeuszu". 
Papował więc zbytek w strojach i .podczas uroczystości rodzinnych 
wśród Zydów polskich, skoro trzeba go było normować przepisami, 
poskramiać zakazami, nawet groźbą klątwy, określać ilość gości wesel- 
nych, jakość szat i materjału, z jakiego miały być szyte, futer, ozdób, 
i t. p., a nawet zciszać zbyt głośne orkiestry... 


l) Bałaban: I. c. str. 533 i nast. 
2) WoH: Fahrende Leute, str. 21. 
B) Dekret Jana Kazimierza w całości: Mandelsberg Bela: Materialien zu der 
Geschichte von... Lubliner Juden (żyd.) "Junger Historiker" Warszawa 1926, str. 84-85. 
4) WoH: I. c. str. 7. 
5) Ibidem str. 14.
		

/Magazyn_130_01_0192_0001.djvu

			FRANCISZEK BIESIADECKI. 


JÓZEF MAKSYMILjAN OSSOLIŃSKI JAKO BIBLjOFIL. 


Zjazdy bibljofilów i bibljotekarzy polskich, które odbyły się w cza- 
sie Zielonych świąt (1928 r.) owiała podniosła atmosfera jubileuszowego 
święta, które odchodziła równocześnie jedna z naj starszych skarbnic 
kultury narodowej - czcigodne Ossolineum. Instytucja dziś wielka 
i żywa, patrząca w przyszłość, zawdzięcza swe powstanie mężowi, który 
u źródeł miłości książki czerpał moc i otuchę w smutnych czasach nie- 
woli, po utracie bytu państwowego naszej Ojczyzny. józef Maksymiljan 
Ossoliński, wielki bibljofil i światły bibljotekarz, dźwignął trudem życia 
swego i swej ofiarności potężny szaniec narodowej kultury i gdy złote 
promienie godów jubileuszowych padły na sędziwe mury u stóp góry 
Wronowskiej, niepodobna nie pochylić czoła przed rozumnym i szla- 
chetnym bibljofilem, twórcą wielkiego dzieła. 
józef Maksymiljan Ossoliński, ostatni Toporczyk, scalił w sobie 
w doskonałą syntezę pietyzm i miłość dla książki bibljofila z pracowi- 
tością i znawstwem bibljotekarza. Z tych dwu wartości wyrosła wartość 
trzecia; trwała i nieprzemijająca, a jest nią czyn Ossolińskiego, jego 
spuścizna dla narodu. Bibljofilstwu Ossolińskiego przyświecał cel uży- 
teczności. Nie zadowolił się Ossoliński tern tylko, -że książka jest rado- 
ścią życia, że ma ona mu służyć w doczesnej wędrówce i umilać sza- 
rość dni, lecz wyznaczył jej rolę donioślejszą. Nie wiązał z nią ego- 
izmu maniaka, bo wybiegł myślą w przyszłość i bibljofilstwo swoje 
wraz z bibljoteką cenną przekazać pragnął narodowi. Bibljofilstwem swem 
podzielił się z rodakami, bibljofilstwu temu żyć kazał wiecznie w wiel- 
kiem fundacyjnem postanowieniu i akcie. Siła emocjonalna bibljofilstwa 
Ossolińskiego tkwiła w tern, że zapewnić pragnął po śmierci bibljotece 
swojej byt, a zarazem oddać ją i przekazać narodowi jako niewysycha- 
jące nigdy źródło miłośnictwa książki i warsztat naukowej pracy. "Chodzi 
mi o tę bibljotekę - pisał do józefa Dzierzkowskiego - jak o córkę 
jedynaczkę na wydaniu, którejbym na los nie chciał odumrzeć. Miej 
litość nad moją czułością, a dzieło pośpieszaj" - błagał Dzierzkowskiego, 
gdy wydarzenia polityczne utrudniać zaczęły sprawę ufundowania 
Bibljoteki Narodowej. 
Cel użyteczności bibljofilstwa Ossolińskiego polegał jeszcze na tern, 
że książki gromadzone służyły właścicielowi w jego pracach literackich 
i naukowych. Nie kończyło się na samej tylko pa
ji gromadzenia książek. 
Pracowity bibljofil-bibljotekarz, a przy tern również pisarz, korzystał ze . 
swych zbiorów, zawdzięczał im niejeden ważny szczegół w swych pra- 
cach. W ten sposób bibljoteka Ossolińskiego, przedmiot jego bibljofilstwa,
		

/Magazyn_130_01_0193_0001.djvu

			177 


była odrazu żywą iuż w swoich początkach, a korzystał z mej nietylko 
sam właściciel, lecz i inni, bo bibljofil Ossoliński nie krył swych skarbów 
zazdrośnie. Wszak głównie przy pomocy źródeł nagromadzonych 
w zbiorach Ossolińskiego dojrzał słownik Lindego, o czem sam autor 
tak pisze: "Miałem co czytać, miałem skąd robić wyciągi. Czytałem 
w drodze, na popasach, na noclegach, a gdy niewygoda nie pozwoliła 
zaraz wypisać, znaczyłem przynajmniej, co osądziłem za potrzebne do 
mojego celu. Zachęcał mnie do tego zacny Ossoliński własnym przy- 
kładem, dzieląc ze mną tak czytanie, jak wypisywanie. Nigdy mi nie 
wyjdą z pamięci kilkugodzinne, czasem aż do późnej nocy przeciągane, 
z szanownym hrabią narady. Zacny ten mąż nie tylko koszta łożył na 
mnie i moje przedsięwzięcie, coby każdy majętny człowiek potrafił, ale 
nadto osobistą pracą, nauką i światłem wspierał mnie swojem, na co 
nie każdy majętny mógłby się zdobyć". 
Lecz gdzie szukać źródeł i pierwszych podniet bibljofilstwa 
Ossolińskiego? 
już w domu rodzinnym, w komnatach dworu w Woli Mieleckiej, 
oswajały się oczy małego chłopca z książkami skromnej rodzinnej bibljo- 
teki, mieszczącej to wszyslko, co w mowach i panegirykach dotyczyło 
zasłużonego rodu Toporczyków Ossolińskich. Tradycje bibljofilstwa nie 
były obce rodowi Ossolińskich. już Franciszek Maksymiljan Ossoliński, 
podskarbi koronny, posiadał w Lotaryngji u boku króla Leszczyńskiego 
wspaniałą bibliotekę, która przeszła później na własność józefa Maksy- 
miljana. Zasobny księgozbiór, liczący 7.332 dzieł, był również w posia- 
daniu stryja fundatora, Franciszka Salezego. jak widać stąd, kwitło 
bibljofilstwo już wśród antenatów Ossolińskiego, a przykład ów nie 
pozostawał bez wpływu na józefa Maksymiljana. 
Później w szkołach z zamiłowaniem do nauk wzmagał się w nim 
pociąg do książek. Nie należy też zapominać, że Ossoliński wzrastał 
w atmosferze "Wieku Oświeconego", gdy na tronie siedział król, wszech 
kunsztów i umiejętności mecenas, a rozkwit piśmiennictwa ojczystego 
i sława "obiadów czwartkowych" nie pozostawały bez wpływu na umy- 
słowe życie narodu. W Warszawie dźwigali przytem bracia Załuscy, 
krewni Ossolińskiego, wielkie dzieło słynnej swojej książnicy. A kiedy 
w późniejszych latach zagnały Ossolińskiego losy do Wiednia, zetknął 
się z książkami w Bibljotece Narodowej, jako jej prefekt. Był już wtedy 
wybitnym bibljofilem potomek rycerzy, bo obok miecza wyznaczał za- 
szczytne miejsce książce i raz z patrjotycznem uniesieniem zawołał: 
"Nauka, niemniej jak szabla, stworzyła nasze szlachectwo I" 
Genezy bibljofilstwa Ossolińskiego szukać wkońcu należy w poli- 
tycznem położeniu narodu. Po stracie ojczyzny pogłębiło się w Osso- 
lińskim zamiłowanie do nauk, do pracy literackiej, do książek. "Klęskami 
wspólnej ojczyzny zasępiony" szukał w książkach osłody, uciszał wśród 
książek ból serca. Szablę wytrąconą z ręki zastąpiła książka, aby cześć 
narodu zachować i od zagłady uchronić najwyższe dobra duchowe: 
mowę, piśmiennictwo i ojczyste tradycje. 
Stanął Ossoliński na straży tych dóbr i gromadząc księgi szacowne, 
wyposażył naród swój hojnie, dając mu jako zasłużony bibljofil-patrjota 
mocny szaniec obronny i nowy oręż do ręki - książkę. W tem znowu 


12
		

/Magazyn_130_01_0194_0001.djvu

			178 


dowód, jak dalece odbiegało żywe i czynne bibljofilstwo Ossolińskiego 
od powierzchownego i czysto egoistycznego przywiązania do książki. 
Bibljoteka Ossolińskiego spisana została w Wiedniu w lutym 1793 
roku. Przeważały w niej w tym czasie jeszcze dzieła obce. Dopiero 
nakazana przez józefa II kasata klasztorów i ich bibljotek, nastręczyła 
Ossolińskiemu możność nabywania licznych poloniców na licytacjach 
publicznych. Całemi pakami przywoził je Ossoliński do Wiednia. Miał 
w kraju swych agentów i zauszników, którzy przeszukiwali dlań lamusy 
i strychy, wyciągając z wilgotnych schowków, z pyłu nieposzanowania 
i niedbalstwa naj cenniejsze rzadkości. Nieocenionym wprost pomocnikiem 
Ossolińskiego i zapalonym pomnożycielem jego zbiorów stał się Samuel 
Bogusław Linde. Z ramienia Ossolińskiego i sumptem hojnego mece- 
nasa przedsięwziął Linde siedmiokrotne podróże w najrozmaitsze strony 
Polski i wracał zawsze z plonem obfitym, bo sam był zapalonym bibljo- 
filem, a przytem przejął się głęboko myślą i intencjami Ossolińskiego. 
A jakie to były intencje, poznajemy ze słów listu pisanego do józefa 
Dzierzkowskiego. "Oddawna leży mi na sercu i w myśli, - pisał Osso- 
liński - żebym po sobie zostawił mojemu narodowi pamiątkę. Bóg widzi, 
żem rozczulony i zajęty jedynie chęcią bycia użytecznym i po mojej 
śmierci mojemu narodowi". . 
Był Ossoliński bibljofilem światłym, dobrym i pożytecznym. Swiat- 
łym, bo cenił książkę nietylko za jej wyposażenie zewnętrzne, za 
piękno jej oprawy i czystość typograficzną, ale również za treść, za jej 
duszę, i przy pomocy książki pracował. Był bibljofilem dobrym, bo 
myślał o losie swej bibljoteki, owej - jak mawiał -:- "córki jedynaczki 
na wydaniu", myślał o jej przyszłości, chciał od niej oddalić owe "fata 
quae habent libelli", książki nieszczęsne, skazane tylekroć po śmierci 
właściciela na rozprószenie po świecie. Był wkońcu Ossoliński bibljofi- 
lem pożytecznym, bo z bibljofilstwa swego uczynił słońce, które przy- 
świecać ma narodowi w jego pochodzie do kultury. 


,
		

/Magazyn_130_01_0195_0001.djvu

			Dr. LEOPOLD CARO. 


PROBLEM NOWOCZESNEGO PAŃSTWA. 1 ) 
Problem nowoczesnego państwa stał się dla nas od chwili odzy- 
skania niepodległości ponownie aktualnym. Pytamy o zakres jego wła- 
dzy i misję, jaką ono ma do spełnienia. Im rozleglejsze są dziś zadania 
państwa, z tern różniejszych dziedzin płyną odpowiedzi. Zabierają głos 
filozofowie, mężowie stanu, historycy, teologowie i ekonomiści. Przed 
sformułowaniem odpowiedzi własnej należy więc z temi poglądami się 
zapoznać. Przytoczę je w streszczeniu, następnie zaś do każdego do- 
łączę oświetlenie krytyczne, które przygotuje ostateczne wnioski. 
l\1 a c c h i a v e II i, autor książki o "Księciu", mniemał, że najważniej- 
szym celem państwa jest dojście do największej potęgi. Idei tej dotąd 
hołdują wszyscy, którzy sądzą, że w dziedzinie prywatnej i publicznej 
istnieją dwie etyki odrębne. Pogląd ten oficjalnie zbankrutował z chwilą, 
gdy potępiona została wszelka wojna zaczepna i gdy pomyślano o za- 
łatwieniu sporów międzypaństwowych w drodze rozjemstwa. 
Pogańska myśl Macchiavella doprowadzała do ubóstwienia pojęcia 
państwa i poddania jego przewadze kościoła, co stało się rzeczywisto- 
ścią w prawosławiu i luteraniźmie. Pochlebiając dumie narodowej, myśl 
ta stawia korzyść i dogodność państwa na pierwszym planie, a na 
dalsze spycha obowiązki moralne wobec innych państw i narodów, za- 
pominając, że korzyść osiągnięta z cudzą krzywdą nigdy trwałą 
być nie może. 
Łatwo było, stojąc na tern stanowisku, usprawiedliwić każdy gwałt 
i ucisk interesem własnym a przez uzależnienie kościoła od państwa 
pozbawić słabszych i pokonanych ostatniej instancji i opieki. W ten spo- 
sób, stawiając na ołtarzu korzyść własnego państwa, utworzono zarazem 
prawd najwyższych tyle, ile istniało państw a wojny zaczepne, zmierzające 
do podboju, w tym stanie rzeczy znajdywały zawsze usprawiedliwienie. 
Zbyt wiele krzywd naród polski doznał od głosicieli tej teorji, 
aby można przypuścić, że myśląca jej większość uzna ją za trafną. 
Zdaniem H o b b e s 'a, słynnego pisarza angielskiego XVIII wieku, 
państwo powstało celem położenia kresu walce wszystkich przeciw 
wszystkim, jaka jest cechą życia w społeczeństwie i dlatego winno być 
ono, jak się wyraził, potężnym Lewjatanem a monarcha winien być wy- 
posażony w władzę absolutną. Wtedy tylko zakwitnie w niem humani- 
tarność i kultura powszechna. Pesymizm autora nie był może błędny, 


l) Z nieprzejrzanej literatury o tym przedmiocie wymieniam dwutomowe dzieło Ja- 
neta i Peretiatkowicza p. t. Historja doktryn politycznycznych (2 t. Poznań 1923), oraz 
Steffes'a "Die Staatsauffassung der Moderne 1925", na których oparłem zarys powyższy. 


12.
		

/Magazyn_130_01_0196_0001.djvu

			180 


ale w żądaniu wszechwładzy państwa i absolutyzmu monarchy była 
stanowcza przesada. 
Zdaniem jana jakóba R o u s s e a u 'a przyszła do skutku między ludźmi 
umowa społeczna (eon trat social), ale nie mieściło się w niej bynajmniej od- 
stąpienie władzy ludu na rzecz absolutnego monarchy; wolność bowiem 
jest zasadniczem dobrem ludzkości, którego wyrzec się niepodobna. 
Najwyższa władza należy nadal do ogółu. jednostka, poddając się woli 
państwa, poddaje się w istocie samej sobie. Przeciętna decyzyj wszyst- 
kich jednostek pójdzie po linji powszechnego dobra, każdy bowiem 
takie tylko nałożyć zechce obowiązki na drugich, jakich sam na siebie 
nie będzie wahał się przyjąć. Przeciętna nie musi być zresztą sumą 
woli wszystkich obywateli. Wystarczy, jeżeli będzie sumą woli nume- 
rycznej ich większości. 
Optymizm Rousseau'a wyszedł z hipotezy o umowie społecznej, 
której nigdy nie było. Spragniony wolności marzyciel stworzył w sze- 
regu filozoficznych powieści ponętny świat złudzeń i zaludnił go ludźmi 
zupełnie nierzeczywistymi. 
Zdaniem Edmunda B u r k e państwo jest tworem odrębnej świado- 
mości narodowej, organiczną formą życia, wyłaniającą się z głębin 
ducha narodowego. 
Według wielkiegd prawnika S a v i g n y'e g o jedną z istotnych cech 
państwa jest rozwój prawa a zadaniem prawa służba na rzecz rozwoju 
ludzkości w kierunku etyki chrześcijańskiej. 
józef d e M a i s t r e w swoich "Wieczorach w Petersburgu" a za 
nim liczni naśladowcy twierdzą, że wszyscy dzierżący władzę w pań- 
stwie są pełnomocnikami Bożymi. Pogląd taki stanowił atoli niebezpie- 
czne usprawiedliwienie wszelkiego absolutyzmu, uzasadniał bowiem 
prawa królów "Bożą łaską", której często nie byli wcale godni. 
Pewien postęp przedstawia tu bądź co bądź protestancki filozof 
S ta h l, broniący idei pochodzenia Bożego nie tylko władzy monarszej 
ale i narodu, tudzież katolicki pisarz Adam M u II e r, romantyk pierw- 
szego ćwierćwiecza XIX w., zalecający powrót do ustroju korporacyj- 
nego a więc rzeczy dzięki reformom Mussoliniego najbardziej w chwili 
obecnej aktualnej. 
K a n t uznał państwo w swej "Krytyce praktycznego rozumu" 
i w dziele "O pokoju wiecznym" jako objaw woli zbiorowej, zmierzający 
ku zapewnieniu panowania etyki i to tak wewnątrz państw poszczegól- 
nych jak i w stosunkach mi
dzypaństwowych w intencji umożliwienia 
pokojowego współżycia wszystkich. 
Zdaniem F i c h t e g o, wyrażonem w dziele p. t.: "Zamknięte pań- 
stwo handlowe", obowiązkiem państwa powinna być troska o stworzenie 
warunków godnych człowieka dla każdej jednostki ludzkiej, w czem wy- 
przedza postulaty nowoczesnego socjalizmu. Każdy człowiek działać wi- 
nien dla ogółu skupionego w narodzie i to w tym kierunku, by zasadom etyki 
dopomóc do zwycięstwa. Tylko tą drogą może człowiek wznieść się zcza- 
sem na wyższy poziom duchowy. W narodzie uprzystępniona jest dla 
człowieka wieczność, powiada w patrjotycznych "Mowach do narodu 
niemieckiego" . Wojna obronna t. j. taka, jaką ówczesne Niemcy prowadziły 
przeciw Napoleonowi, zasługuje na najwyższe uznanie jako objaw etyki.
		

/Magazyn_130_01_0197_0001.djvu

			181 


Wilhelm H u m b o l d t przeciwstawia naród palistwu. W pierwszym 
widzi wszystkie źródła dalszego rozwoju, drugie chciałby jak najbardziej 
ograniczyć a swobodzie jednostek naj szersze przyznać pole. Naród jak 
soczewka chwyta jego zdaniem ideały ogólnoludzkie i oddaje je jedno- 
stkom w drodze promieniowania. 
Zdaniem G 6 r r e s a monarchja winna połączyć się z demokracją, 
daleko idący humanitaryzm ideałów społecznych z konserwatyzmem. 
W ten tylko sposób powstać może silny' organizm państwowy. Bez re- 
ligji nie osiągnie się pokoju międzynarodowego. Podobnie i w obrębie 
państwa wszelkie przeciwieństwa usuwać należy w drodze porozumie- 
nia i dążenia do harmonji. Służyć ma ku temu celowi reprezentacja 
parlamentarna. Zarówno autorytet władzy jak i ludu, jego praw i wol- 
ności wywodzi on z Boskiego źródła. 
S c h e II i n g określa społeczeństwo jako konieczność, jednostkę 
jako wolność, a państwo jako syntezę obu, godzącą konieczność z wol- 
nością. W tern znaczeniu państwo jest organizmem, faktem pierwot- 
nym, Bożym. 
H e g e l pojmuje wolność jako podporządkowanie się pod interes 
i dobro państwa. Potęga państwa jest dla niego, jak dla Macchiavella, 
najwyższym ideałem. Państwo czyni zbędną religję, jest bowiem odbi- 
ciem absolutnego rozumu. Harmonja między rządzącymi a rządzonymi 
umożliwia skierowanie wszystkich sił na zewnątrz i stanowi zarazem 
najwyższy poziom etyczny. W służbie swemu państwu odpadają jego 
zdaniem wszelkie rozróżnienia czynów na dobre i złe, sprawiedliwe 
i niesprawiedliwe. W niem tylko możliwy jest najwyższy rozwój jedno- 
stki. Do niego należeć winien nadzór i przewaga nad kościołem, w czem 
mieści się dalsze podobieństwo do Macchiavella. Każde prawo, wydane 
przez państwo jest emanacją absolutu, ducha Bożego, a więc kaźde 
prawo jest zdaniem jego słuszne tern samem, że istnieje. Walka o byt 
między poszczególnemi państwami umożliwia najwyższe wysiłki fizyczne 
i duchowe każdego. Naród, który dzięki nim doszedł do najwyższego 
szczebla, staje się przez to wcieleniem absolutnego ducha. Nie wyższy 
poziom etyczny tego lub innego narodu, ale czasowo większa jego po- 
tęga stanowi miarę jego wartości. Wynik. wojny orzeka zarazem o tem, 
czyjemu prawu sam Bóg dał aprobatę. Swiat powinien należeć do sil- 
nych. Walka między narodami bez wojny pomyśleć się nie da. Umowy 
międzypaństwowe wiążą dane państwo tylko dopóty, póki odpowiadają 
jego interesowi. Gdy potęga własnego państwa tego wymagać będzie, 
każdą taką umowę nie tylko wolno, ale nawet trzeba traktować jako 
bezużyteczny skrawek papieru. 
Czy trzeba szczegółowo odpierać te pełne zaślepienia wywody? 
Szereg wybitnych mężów stanu w Niemczech powtarzał je do ostatnich 
czasów. Wszak Bethman Hollweg gwarancję neutralności Belgji nazwał 
w sejmie Rzeszy również skrawkiem papieru i niczem więcej. Ubóst- 
wienie państwa możliwe jest atoli tylko wówczas, gdy przeczy się istnie- 
niu Boga, tylko wtedy bowiem można zalecać odmienną etykę w spra- 
wach publicznych. W tem rozumowaniu mieszczą się źródła nowocze- 
snego imperjalizmu niemieckiego. Gdy po dziesiątkach lat niebywałego 
rozwoju Niemiec, mimo krzywd, sąsiadom wyrządzanych, przyszła wre-
		

/Magazyn_130_01_0198_0001.djvu

			182 


szcie nierychliwa ale sprawiedliwa katastrofa wojny światowej, całe rozu- 
mowanie Hegla i jego zwolenników, podporządkowujące ducha pod 
chwilową przewagę materjalną, straciło zwolenników nawet w Niemczech. 
Państwo, uczył Adam S m i t h i cały liberalizm ekonomiczny po 
dzień dzisiejszy, winno ograniczyć się jedynie do ochrony życia i wła- 
sności jednostek. Naturalnem następstwem udzielonej wolności, rezulta- 
tem ścierania się popytu i podaży będzie samo przez się dobro po- 
wszechne. Z współzawodnictwa jak z ożywczego źródła wytryśnie wiel- 
kim strumieniem szczęście ogółu. Prawa ekonomiczne, rządzące społe- 
czeństwem, nie zostają w żadnej zależności od etyki, nie mają nic z nią 
wspólnego. Każdy ma prawo zdążania ku osobistej korzyści a z konku- 
rencji tych dążeń stworzy się sama wyższa harmonja powszechnego 
dobra. Zasada ta obowiązywać winna i w stosunkach między narodami 
i dlatego wolny handel, zniesienie wszelkich ceł i opłat z tytułu dowozu 
i wywozu między państwami jest jedynie właściwe. 
Pogląd ten jest nawskróś błędny. Ludzie nie są bynajmniej podobni 
do atomów, posiadających taki sam skład chemiczny. Są owszem mię- 
dzy nimi bardzo głę.bokie jakościowe różnice. Zwycięstwo jednych nad 
drugimi niekoniecznie jest zwycięstwem prawdy, bywa ono najczęściej tylko 
zwycięstwem większego sprytu gospodarczego z pominięciem przewagi 
,moralnej, kulturalnej j duchowej. Współzawodnictwo słabych z silnymi, 
niewprawnych z przebiegłymi, bez mądrej opieki państwa nad słabymi 
doprowadzić musi do klęski słabszych. Wolność nie stwarza bynajmniej 
między konkurentami równości, a współzawodnictwo, jeśli ma mieć 
wogólejakiśsens, mogłoby mieć miejsce tylko między równymi. Współza- 
wodnictwo poza tern niszczy siły, jak wojna, podczas gdy współdzia- 
łanie je pomnaża i uwielokrotnia. Prawa ekonomiczne, oparte na egoizmie 
gospodarczym, są zaledwie tendencjami zjawisk i to przeważnie w chwili 
obecnej i w krajach cywilizacji rasy białej, ale nie są bynajmniej ani 
ogólne ani wieczne. Poza tem zaś wola ludzka może je modyfikować 
a nawet skutki ich całkowicie uchylić. Gdybyśmy, uznając zasady libe- 
ralizmu gospodarczego, kontynuowali błędną politykę traktatu polsko- 
pruskiego z r. 1775 i otworzyli granice dla obcych wyrobów, uczynili- 
byśmy Polskę raz na zawsze niewolnikiem finansowym zagranicy. I Anglja 
XV i XVI w. i Niemcy do połowy w. XIX były krajami przeważnie rolni- 
czemi. Mądrym protekcjonizmem cłowym doprowadziły jednak przemysł 
własny do rozkwitu, wyrzuciwszy z ojczyzny wyroby obce i zdobyły 
ponadto rynki zagraniczne. Liberalizm ekonomiczny, hasło wolnego handlu 
jest dla Polski zgubne i zwalczane być winno. 
Wedle Karola M a r x a i jego uczniów aż po L e n i n a państwo 
było dotąd środkiem gospodarczego ujarzmienia większości przez mniej- 
szość a każdorazowe prawo sługą tej myśli przewodniej. Zmiana stosun- 
ków nie powinna następować częściowo ani też stopniowo, lecz odrazu i w ca- 
łości. Gdy w walce klas po gwałtownym przewrocie zwycięży proleta- 
rjat, środki produkcji staną się wedle tego hasła własnością wszyst- 
kich. Państwo od tej dopiero chwili zacznie funkcjonować na korzyść 
ogółu a rządy w niem obejmie proletarjat. Ludzkość ulegnie zupełnemu 
przekształceniu. Nastąpi to nie jako objaw woli stron, podyktowany n. p.
		

/Magazyn_130_01_0199_0001.djvu

			183 


względami etycznemi, ale jako wyraz żelaznej konieczności. Indywiduum 
nie będzie miało żadnego wpływu na los wypadków. 
A teraz czy pogląd ten jest trafny? Przedewszystkiem Marx, po- 
dobnie zresztą jak liberalizm, ograniczył zadania państwa do regulowa- 
nia stosunków gospodarczych, lekceważąc różnice między narodami 
i państwami. W gospodarstwie widzi, do niego ogranicza fundament 
całej historji, istotną treść dziejów. Wiara jego w nagłą przemianę cha- 
rakteru ludzkości pod samym wpływem zmiany własności środków 
produkcji jest zupełnie nieumotywowana a ograniczenie podłoża dziejów 
do faktów gospodarczych nie jest bynajmniej oparte na dotychczaso- 
wym przebiegu historji. Największe wypadki dziejowe w przeszłości nie 
miały żadnego związku z pobudkami gospodarczemi. t) Namiętności ludz- 
kie zarówno jak szlachetne porywy powodowały je o wiele częściej 
i w wyższym stopniu. Upaństwowienie środków produkcji tam, gdzie 
miało ono miejsce, w niczem nie wpłynęło na uszlachetnienie obycza- 
jów, przeciwnie powiększyło chciwość, wzmogło wzajemną nienawiść, 
a zabijając produkcję, stało się źródłem najpotworniejszych zbrodni. 
A u g u s t C o m t e, H e r b e r t S p e n c e r i S c h a ff l e widzą 
w państwie organizm, podlegający tym samym prawom i spełniający 
przy pomocy poszczególnych organów podobne funkcje, jak każdy 
wogóle samoistny organizm w przyrodzie. Materja i ruch powodują 
i tu przy pomocy nowych kojarzeń tworzenie ciągle nowych i coraz 
doskonalszych form i odmian. Walka i konkurencja dają zwycięstwo 
tym, którzy do nich najlepiej są przygotowani. 
Myśli te, o ile uzasadniają ewolucyjność wszelkich przemian a wy- 
kazują nietrwałość nieopartych na poprzedniem przygotowaniu prze- 
wrotów - są trafne, choć przesadziły niejednokrotnie w szukaniu ana- 
logij. Okazało się z nich w każdym razie, że jak życie organiczne je- 
dnostki powstaje jako wynik pewnego tajemniczego zjednoczenia i współ- 
działania komórek, tak i powstanie państw samoistnych i zdolnych do 
życia oparte być musi na ugrupowaniu i kojarzeniu ludzi, o ile moż- 
ności zbliżonych do siebie wspólnem poczuciem narodowem i religij- 
nem i dzięki temu posiadających więcej warunków solidarności. Poza 
tern poucza nas doświadczenie, że jak każda komórka ma pewną misję 
w organiźmie i tylko pod tym warunkiem może istnieć, że pracuje dla 
innych a w przeciwnym razie zostaje usunięta i unicestwiona, 
ak samo 
i jednostka w państwie winna służyć dobru wspólnemu, a gdy tego nie 
czyni, staje się pasorzytniczą i wydalić ją można bez szkody z orga- 
nizmu całości. 
jeżeli po tym krytycznym przeglądzie rozmaitych teoryj państwo- 
wych zapytamy się o konkluzje, to są one następujące: 
Państwo nie powinno być ani irriperjalistyczne w myśl zaleceń 
Macchiavella i Hegla ani liberalne w myśl ciasnej i dbałej tylko o wzbo- 
gacenie się jednostek doktryny burżuazyjnej ani kolektywistyczne w myśl 
haseł Marxa i Lenina, ale winno zostawiać swobodne pole indywidual- 


l) Szczegółowo dowiodłem tego w pracach: Le materialisme economique comme un 
des fondements du marxisme (Revue mondiale, lipiec 1926, Nr. 13) tudziez: n'esen und 
Grenzen der Sozialokonomik (Archiv fiir Rechts- und Wirtschaftsphilosophie, kwiecień 1928).
		

/Magazyn_130_01_0200_0001.djvu

			184 


ności ludzkiej i pielęgnować naród jako wiecznie żyjący zawiązek państwa. 
Pozatem zaś winno w myśl haseł Kanta stać na straży sprawiedliwości dla 
wszystkich oraz dbać o ich dobro duchowe i materjalne zgodnie z zasadami 
solidaryzmu społecznego a więc podporządkować się prawom etyki, która 
jest j e d n a i t a s a m a w życiu prywatnem i publicznem, wreszcie zaś 
winno stosować tę samą miarę do innych państw, jaką pragnie mieć 
stosowaną do siebie. Tylko wówczas może być mowa o trwałym roz- 
woju kulturalnym narodu, wcielonego w państwo; tylko, gdy wszystkie 
państwa będą tak postępowały, może mieć ludzkość nadzieję zapewnie- 
nia sobie trwałego pokoju i wzniesienia się na wyższy szczebel cywilizacji.
		

/Magazyn_130_01_0201_0001.djvu

			DR. PRZEMYSŁAW DĄB KOWSKI. 
- - 


Z PRZESZŁOŚCI RUDY I KOCHAWINY. 


Kocbawina, miejscowość położona w dzisiejszym powiecie żyda- 
czowskim, we wschodniej Małopolsce, słynna cudownym obrazem N. P. 
Marji, nie posiada dotychczas wyczerpującej monografji, któraby przed- 
stawiała jej dzieje. Wiadomości nasze o tym przedmiocie są tylko uryw- 
kowe. Znaleźć je można w następujących dziełach: 
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, T. IX, str. 895. 
Ks. I g n a c y C h o d y ń s k i Z. K. "Wiadomość historyczna o fun- 
dacjach klasztorów zakonu karmelitańskiego, niegdyś w Polsce i Litwie, 
a później pod panowaniem Austrji, Rosji i Prus zostających", Lwów 1846, 
str. 66-67. 
Ks. jan Trzopiński. "Nowenna do Najśw. Marji Panny, słynącej 
niezliczonymi cudami i łaskami w obrazie kochawińskim" , wyd. siódme, 
Lwów 1912, podaje na str. 7-15 krótką wiadomość historyczną. 
Najdokładniejsze przedstawienie przeszłości Kochawiny podaje 
ks. M a r ci n C z e r m i ń s kiT. j., "Kochawina w przeszłości i dobie 
obecnej", Kraków 1912, str. 96. 
Celem niniejszej pracy jest uzupełnienie przynajmniej częściowe 
wiadomości historycznych, jakie o tej miejscowości posiadamy. Oparte 
są one głównie na materjale źródłowym, zawartym w A r c h i w u m 
Z i e m s k i e m w e L w o w i e, w szczególności na księgach sądowych 
żydaczowskich i t. z. Metrykach gruntowych - józefińskiej i z r. 1820. 
Ponieważ Kochawina w wiekach dawniejszych nie tworzyła osobnej 
jednostki gospodarczej, lecz była jedynie przynależnością miasteczka 
Rudy, i dzieje obu tych miejscowości są ze sobą najściślej zespolone, 
przeto podajemy na tem miejscu także pewne wiadomości o Rudzie. 
Ruda. 
Miasto Ruda, położone nad rzeką Bereźnicą 1), miało w ciągu wieków 
wielu dziedziców. Przechodziło ono niejednokrotnie, zwłaszcza w XVIII 
i XIX wieku, z jednych rąk w inne. Początkowo należało do rodziny 
Daniłowiczów i pozostawało w tej rodzinie co najmniej przez trzy stu- 
lecia. Najdawniejszym jego dziedzicem, jakiego znamy, był Daniło Dać- 
bogowicz Zaderewiecki,. żyjący na przełomie XIV i XV w., dziedzic 
Zaderewia, Dżurowa (Zurowa), Michałowiec i Kołokolina w powiecie 
żydaczowskim. Był to znakomity wojownik, który za zasługi w tym kie- 
runku położone otrzymał szereg dóbr ziemskich od królowej Elżbiety: 


1) S ł o w n i k g e o g r. T. IX, str. 895 mylnie podaje, jakoby Ruda lezała nad 
rzeką Stryjem.
		

/Magazyn_130_01_0202_0001.djvu

			186 


wsie Lisowice, Dyrynę, Hrehorów (1371), od króla Władysława jagiełły: 
Czahrowo i Zagwoździe (1394). Daniło pozostawił liczne potomstwo: jana 
Daniłowicza, Iwanka Czahrowskiego i redka Ra
zkowicza, córki Dorotę, 
która wyszła zamąż za Mikołaja Sieniawskiego i Katarzynę za janem 
Nienczyńskim (1462). 
Ruda przeszła z kolei na Jana Daniłowicza (1455-1462), który z żony 
Małgorzaty jurkowskiej miał czterech synów: Mikołaja, Piotra, Dymitra 
i jana. Z tych synów Dymitr był najwybitniejszym. Dymitr (1455-1506) 
I;>ył człowiekiem bardzo bogatym. Posiadał na własność Rudę, juseptycze, 
Zyrawę, Wołkowice w powiecie żydaczowskim, po wuju Pawle jurkow- 
skim odziedziczył Wołków i Kahujów w ziemi lwowskiej -(1484). Tem- 
peramentu był gwałtownego. W r. 1478 najechał gwałtownie na dwór 
juchna Nagwazdana ze Stańkowa. Poślubił bogatą dziedziczkę, jadwigę 
z Sieniawy, córkę Guntera, sędziego ziemskiego lwowskiego, a siostrę 
jana Sieniawskiego z Wołkowa. Małżonkowie pozostawali przez pewien 
czas w niezgodzie, powstałej na tle majątkowem, ostatecznie jednak po- 
godzili się.. Dymitr wykupił (1494) z rąk Mikołaja Sieniawskiego dobra 
rodzinne Zurów, Michałowce i Kołokolin, które od r. 1462 pozostawały 
w zastawie u Sieniawskiego. 
Przez cały wiek XVI pozostawała Ruda nadal w rękach ro- 
dziny Daniłowiczów. Po zgonie Dymitra przeszła w ręce jego syna, 
Michała Daniłowicza (1490-1527), a po zgonie Michała w ręce jego syna, 
Stanisława. Stanisław Daniłowicz (1569-1589), mąż rycerski, chorąży 
lwowski, którego nagrobek znajduje się w kościele Dominikanów we 
Lwowie, miał z żony, Anny Tarłówny, syna jana, na którego przeszła 
spadkiem Ruda. 1) . 
jan Daniłowicz z Zurowa i Oleska, wojewoda ruski (1587-1630), 
starosta buski, korsuński. czehryński, mostowski, pierwszy fundował 
i uposażył kościół w Rudzie. 
Akt fundacyjny kościoła w Rudzie pochodzi z 6 czerwca 1627. 
Został P9dpisany przez wojewodę jana Daniłowicza i jego drugą żonę, 
Zofję z Zółkiewskich, a zatwierdzony przez syna wojewody, Stanisława 
Daniłowicza 27 czerwca 1630 r. Kościół był pod wezwaniem św. Stani- 
sława biskupa i męczennika. Probostwo zostało udotowane bardzo hojnie. 
Przyznano mu dziesięcinę ze wszystkich dóbr, należących do klucza 
rudzieńskiego; z arendy myta w Rudzie miał proboszcz otrzymywać co 
roku w dzień św. jana Chrzciciela 100 zł., dalej co kwartał od każdego 
mieszczanina rudzieńskiego po 5 groszy, otrzymał wreszcie ogród i łan 
ziemi, położony "za stawkiem", tudzież łąkę na Wołkowicach. Wzamian 
za to obowiązany był do spełniania zwykłych powinności duszpaster- 
skich, ponadto zaś nałożył nań akt fundacyjny obowiązek utrzymywania 
szkoły, tudzież kantora i jego pomocnika.:!) 
Być może oddziałał na to jego postanowienie fundacyjne wpływ 
jego pierwszej małżonki, Katarzyny Krasickiej, pani bardzo pobożnej 


l) A kta g ro d z ki e i z i e m ski e. T. III. Nr. 107, str. 203, T. VII, Nr. 54, 
str. 102-103, Nr. 78, str. 146-147, T. XV,.2449, 2453, 2466, 2467,2468,2469,2488,3450, 
3451, 3949, T. XVII. 4248, T. XVIII. 1056, Z ród ł... d z i e j o w e, T. XVIII. 1, str. 79. 
2) Odnośny dokument znajduje się w księdze T e r r. L e o p o I. T. 61, str. 1-5, 
Por. AGZ T. X, Nr. 3489.
		

/Magazyn_130_01_0203_0001.djvu

			187 


i dobroczynnej. Kościół jednak w Rudzie istniał już przedtem, został 
mianowicie zbudowany już w r. 1605. 1 ) 
Pp śmierci wojewody Ruda przeszła na jego syna z drugiej żony, 
Zofji Zółkiewskiej, Stanisława, starostę korsuńskiego, czehryńskiego 
i mostowskiego, który jednak zginął rychło śmiercią tragiczną w niewoli 
tureckiej (1636).:!) 
W drugiej połowie wieku XVII (od r. 1660) przeszła Ruda wraz 
z przyległemi włościami na własność rodziny Wyhowskich i utrzymuje 
się w tej rodzinie prawie przez cały wiek. Dzierży ją najpierw sam het- 
man zaporoski, jan Wyhowski. Po tragicznym zgonie hetmana, który 
- podejrzany o zdradę Rzplitej - został ścięty (1664), rozpoczęły się tajne 
zabiegi u osób wpływowych i samej królowej Marji Ludwiki o uzyskanie 
dóbr Ruda. Królowa wstawiała się w tej sprawie za pewnemi osobami 
u króla. Król przyrzekł spełnić jej życzenie, o ile sejm uzna te dobra 
za kaduk. 3 ) Nadzieje jednak tych osób zawiodły. Sejmik wiszeński z 15 
października 1664 r. ujął się za sukcesorami hetmana, "aby dobra dziedzi- 
czne a successore legitimo nie były alienowane", domagał się inkwizycji 
"jeśli winnie albo niewinnie hetman z tego świata jest zniesiony" i do- 
piero, jeżeliby się okazała jego wina, domagał się konfiskaty dóbr. 4 ) Ta 
interwencja sejmiku wywarła swój skutek. Ruda po zgonie hetmana 
przeszła na jego syna, Eustachego, jakiego. miał z żony Heleny Stecz- 
kiewiczówny, córki kasztelana nowogrodzkiego. u ) Opiekę nad nieletnim 
Eustachym i zarząd dóbr sprawował jego stryj, Konstanty Wyhowski. 
Eustachy (1664-1707) ożenił się z wdową 1° VO Teresą Pudicjanną 
z Giedni Giedzińską z domu Zawadzką (1685-1700), a po raz wtóry 
również z wdową Anną Czołhańską 1° VO Głowińską. 
Po zgonie Eustachego przeszła Ruda na jego syna, Konstantego. 
Był on chorążym bydgoskim i asesorem z powiatu żydaczowskiego na 
sejmiku wiszeńskim 1727 (1727-1755).G) 
Z rodziny Wyhowskich przeszła Ruda z przyległościami (1773) na 
Stani
ława Worda. Stanisław na Rudzie, Bałabanówce, Zawadzie i Łu- 
kaszowie Worcel był najpierw wojskim kołomyjskim, podwojewodzim 
lwowskim, podskarbim żydaczowskim, a w r. 1765 został sędzią ziemskim 
halickim. Poślubił on w r. 1755 Scholastykę, córkę Scholastyki z Olszew- 
skich Dunin Borkowskiej, kasztelanowej gostyńskiej, wdowy po jerzym 
ze Skrzynna Borkowskim.") W orcel darował w r. 1776 dobra Rudę 
z przynależnemi wsiami, tj. Wolicę, Łowcze, Haniowce, juseptycze i au- 
sterję w Kochawinie swemu pasierbowi jerzemu Borkowskiemu, kaszte- 
lanicowi gostyńskiemu, podstolemu żydaczowskiemu i staroście rade lnic- 


1) Por. P r o c h a ska. Historja miasta Stryia, Lwów, 1926, str. 82. 
2) O rodzinie Daniłowiczów por. N i e s i e c k i, Herbarz Polski, T. III, str. 302-303, 
B o n i e c k i, Herbarz Polski, T. IV. str. 86 i następne. 
3) C z e r m a k W i k t o r, Listy JaDa Kazimierza do Marji Ludwiki z lat 1663-1665. 
I.ist z daty Wilno: 16 maja 1664. Kwart. hist. T. V. 1891, str. 32. 
4) AGZ XXI. Nr. 208, str. 396. 
5) Wedle C a s J: r. Ż y d a cz. T. XVI, str. 33 matką Eustachego miała być Helena 
Jabłońska. C a s t r. Z y d a c z. T. V, str. 858. T. X., str. 163. 
6) AGZ XXII, Nr. 282, str. 305. 
.) T er r. H a I i c. Fasc. 101, Nr. 181.
		

/Magazyn_130_01_0204_0001.djvu

			188 


kiemu. Borkowski został 26 stycznia 1776 r. wprowadzony urzędownie 
w posiadanie tych dóbr. 1 ) jednakże zmarł wcześnie w r. 1788. 
W początkach XIX w. przechodzi Ruda na własność
rodziny Pie- 
truskich; w r. 1820 należy do jana Pietruskiego. 
Dzisiaj Ruda jest małą mieściną, w której chyba tylko dwór 
i ochronka zasługują na uwagę. W wiekach dawniejszych było to miasto 
wcale znaczne, centrum całego klucza rudzieńskiego.
) Miało swój zamek, 
istniały też osobne księgi rudzieńskie jeszcze w połowie w. XVIII, które 
- niestety - dzisiaj uległy zupełnej zatracie. jednakże w XVIII wieku Ruda 
znacznie podupada. Wedle wiadomości z r. 1734 dawała Ruda jednego 
pachołka do straży, mającej tworzyć obronę dla sądów żydaczowskich. 8 ) 
Z r. 1768 posiadamy wiadomość, że tytułem podatku szelążnego opła- 
cała Ruda 13 zł. 24 gr., tytułem zaś czopowego 9 zł. 6 gr. 4) 
jak wyglądał dwór w Rudzie, opisują nam, jakkolwiek niedokładnie, 
księgi metryki gruntowej józefińskiej z r. 1787. u) Dwór był otoczony 
fosami kopanemi, które były zalane wodą, obok dworu znajdował się 
ogród, stawek zarosły "potrzebujący szlamowania", sadzawka, w której 
ryb nie było, młyn i gorzelnia. W r. 1820 wygląd dworu nie zmienił się 
wiele; opisuje go Księga metryki gruntowej z r. 1820. B) Księga ta wspo- 
mina jednak jeszcze o moście, prowadzącym do dworu i o karczmie. 
jeszcze ksiądz Siarczyński w swoim Słowniku historyczno-geograficznym, 
pisanym około r. 1830, wspomina o zamku i dworze w Rudzie. 
Kochawina. 
Przeszłość Kochawiny ginie w odległej pomroce. Zdaje się, ze jesz- 
cze w XIV wieku musiała to być okolica prawie zupełnie pusta, pokryta 
bagnami i lasami. Przez dłuższy też okres czasu okolica pozostała pustką, 
a jeszcze Metryka gruntowa z r. 1820 wspomina o pustyni w Kotha- 
winie. Tam też miał mieszkać pustelnik, o którym wspomina tradycja. Pu- 
stelnie były wogóle dość częste na Rusi i dawały niejednokrotnie początek 
późniejszym, często cudownym, domom bożym. 7 ) Kochawina należy dzi- 
siaj i należała od samego początku do archidiecezji lwowskiej, leży bo- 
wiem na wschód od biegu rzeki Stryja, która to rzeka została uznana 
jako granica między diecezją przemyską a lwowską w akcie z r. 1398. 8 ) 
jaki jest początek nazwy "Kochawina" , nie wiemy. Rzecz ta wy- 
magałabyosobnego zbadania. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa 
nazwa ta niema nic wspólnego z tematem: kochać; być może pochodzi 
ona z języ ka niemieckiego. P r o c h a s k a w swojej Historji miasta Stryja 
l) C a s t r. Ż y d a c z. T. 138, str. 474-475. 
2) Wielką wartość tego klucza przedstawia zdanie, przypisywane hetmanowi Wy- 
howskiemu : Sprzedam Bar i Rudę, 
Jezuitom zagram w dudę. 
3) AG Z T. XXVII, Nr. 35, str. 108. 
4) AGZ T. XXIII, Nr. 243, str. 578. 
5) XVI. 124, 255 w Archiwum Ziemskiem we Lwowie. 
6) CLXXXV. 15. w temże samem Archiwum. 
7) Takim miał być początek Skitu Maniawskiego. Por. Wag i l e w i c z D. J.: Mo- 
nastyr Skit w Maniawie, Lwów, 1848. 
fi) AGZ T. VII, str. 42.
		

/Magazyn_130_01_0205_0001.djvu

			189 


podaje 1) jako drugą nazwę Kochawiny : S t a n i s ł a w c z y k, nie przy- 
tacza jednak bliższych szczegółów na uzasadnienie tego twierdzenia. 
Być może została ta nazwa nadana tej miejscowości przez jana Daniło- 
wicza celem uczczenia pamięci ojca Stanisława, albo też wprost przez 
tegoż Stanisława Daniłowicza. W każdym razie nazwa ta nie utrzymała się. 
Kochawina w ciągu wieków średnich nie tworzyła odrębnej gminy. 
lecz była przynależnością Rudy, oddzielona od niej rzeczką Bereźnicą; 
obejmowała tylko niewiele pól ornych; przeważnie były to błota, bagna, 
porosłe lasem dębowym lub brzozowym. Metryka józefińska podaje 
obszar lasu kochawińskiego na 409 morgów. Miał to być las 30-45 letni. 
Przez Kochawinę przechodził dość. ważny trakt z północy na po- 
łpdnie; prowadził on z Rozdołu przez Zydaczów, Kochawinę, Rudę do 
Zórawna. Traktem tym niejednokrotnie wdzierali się Tatarzy w głąb 
Polski, jak np. podczas swego najazdu w r. 1498. 2 ) Tą drogą uciekali 
oni po pogromie, zadanym im przez hetII1ana jabłonowskiego pod 
Lwowem 1695. 3 ) Tędy też szedł Sobieski pod Zórawno 1676 r. Najbliższa 
zatem okolica Kochawiny była niejednokrotnie widownią krwawych 
walk; wielu swoich i obcych spoczęło w tej ziemi. Zapewne z tego 
czasu pochodzą mogiły okoliczne, które przechowały się w nazwach 
poszczególnych części gruntów. W Hnizdyczowie istnieje niwa "Na Mo- 
giłkach", w Rudzie grunty "Nad Mogiłą". 
Trakt powyższy był nie tylko drogą wojenną ale także drogą ko- 
munikacyjną i handlową. Pod koniec wieku XVII znajdowała się ona 
w stanie opłakanym tak, że sejmik wiszeński uchwałą z 10 lipca 1685 
nakazał ją naprawić. 4) 
Kaplicę w Kochawinie zbudowała wojewodzina kijowska Teresa 
z Zawadzkich Wyhowska w r. 1680. Kaplica ta - drewniana przetrwała 
220 lat. Konstanty Wyhowski, chorąży bydgoski, ustanowił 1742 r. przy 
kaplicy prebendę dla jednego kapłana. Przeznaczył na ten cel fundusz 
6000 zł. pol., a ponadto grunt i ogród. jednakże prebendarjusz ten przy 
kaplicy nie rezydował. Dlatego Wyhowski zbudował w r. 1748 osobny 
kościół. ó) Kaplica została odnowiona przez proboszcza ks. Eugenjusza 
Pietruskiego w r. 1854, rozsypała się jednak niemal sama wskutek sta- 
rości w r. 1902, w którym to roku powstała nowa kaplica. 6) 
Klasztor 00. Karmelitów w Kochawinie powstał równocześnie 
z kościołem w r. 1748'i). Był to klasztor mały, filja klasztoru Karmelitów 
Trzewiczkowych w Rozdole. Klasztor rozdolski powstał, jak przeważna 
część klasztorów karmelickich na Rusi Czerwonej, w pierwszej połowie 
XVII w. Fundował go w 1647 r. wojewoda bracławski, Stanisław Rze- 
wuski. Starosta Stanisław W orcel, kiedy sprzedał klucz rudzieński 


l) Prochaska, Historja miasta Stryja. Lwów 1926, str. 92. 
2) Kor z o n, Dzieje wojen, T. I, str. 225. (Wyd. Ossoin.) 
3) F i n k e I, Napad Tatarów na Lwów w r. 1695, Kwart. hist. 1890, S. IV, str. 477. 
4) AGZ XXII, Nr. 67/32, str. 177. 
5) C h o d y ń s k i, I. c. str. 66-67. 
ti) C z e r m i ń s k i, L c. str. 10, 30, 50. 
7) Mylnie twierdzi S ł o W Ił i k g e o g r a f i c z n y, t. IX, str. 895, Że stało się to 
w roku 1784.
		

/Magazyn_130_01_0206_0001.djvu

			190 


Borkowskiemu, darował konwentowi w r. 1776 cały materjał budowlany: 
kamienie, cegły, wapno, drzewo, nagromadzone zarówno w Kochawinie, 
jak w Hnizdyczowie. 1) 
Wprawdzie cesarz józef II zniósł ten klasztor w r. 1780 2 ), jednakże 
same zabudowania klasztorne, otoczone murami, utrzymały się pomimo 
kasaty jeszcze przez czas dość długi. Wiadomość o ich istnieniu mamy 
w r. 1789 i 1820. Metryka gruntowa józefińska z r. 1789 podaje uposa- 
żenie tego klasztoru w ten sposób. Do klasztoru należały 3 ogrody; 
jeden "za klasztorem" obszaru 1 morg 1370 sążni, drugi ogród "pod 
wapniarką" obszaru 1024 sążni, trzeci "za folwarkiem" 678 sążni. Po- 
nadto należał do klasztoru plac za murami i młaka nad błotem "zdała 
tylko na pastwisko dla bydła", obszaru 12 morgów. Łączny obszar 
wspomnianych ogrodów, placu i młaki wynosił zatem prawie 15 morgów. 
Z tej przestrzeni zbierano wedle szacunku urzędowego rocznie 82 cetna- 
rów siana, 76 słodkiego, 6 kwaśnego. Wartość tego zbioru wynosiła 
wedle oszacowania urzędowego z r. 1820 - 12 zł. 32 grajcarów. 
To uposażenie klasztoru w r. 1820 nie uległo zmianie. Metryka 
z r. 1820 wymienia jednak jeszcze jako uposażenie "lasek wedle Kocha- 
winy i na pustyni", obejmujący 36 morgów, 1397 sążni kwadratowych. 
Przychód z tego lasku wynosił 28 sążni drzewa rocznie: 22 twardego, 
6 miękkiego. 
Całe to uposażenie przeszło po kasacie klasztoru na probostwo 
w Rudzie, a potem, kiedy kościół i plebanja w Rudzie spłonęły, na pro- 
bostwo w Kochawinie, faktycznie od r. 1780, prawnie od r. 1792. 3 ) 
Proboszcz kochawiński oprócz tego uposażenia poklasztornego miał 
jeszcze pewne grunty w Rudzie, dwie niwy oznaczone w Księgach 
metryki gruntowej jako niwa XV i XVI. Pierwsza obejmowała 9 morgów 
1452 sążni kwadratowych i dawała rocznie około 80 korcy owsa, druga 
była łąką, obejmującą 16 morgów, 1100 sążni kwadratowych i przynosiła 
rocznie około 133 cetnarów siana. W ten sposób całe uposażenie pro- 
boszcza kochawińskiego obliczają księgi metryczne na przeszło 78 mor- 
gów ogrodów, pola, łąk i lasu. 
Klasztor Karmelitów w Kochawinie spełniał nie tylko swoje zada- 
nie religijne; niósł on pomoc czynną okolicznej ludności także w jej 
potrzebach doczesnych. Swoje kapitały rozpożyczał konwent okolicznej 
szlachcie, udzielał tych pożyczek także osobom niższych stanów, miesz- 
czanom, a nawet żydom 4), jakkolwiek ze ściągnięciem sum dłużnych 
miał niejednokrotnie wiele kłopotów. Tak np. dłużni byli konwentowi: 
Dominik Dzieduszycki, dziedzic Sokołowa, 3800 zł. pol. (1778 r.), Maciej 
jabłonowski z Dziedoszyc, stolnik nurski 7420 zł. pol. (1778-1781), 
Andrzej Rola janicki 2000 zł. (1765 r.), A. Sierakowski 1000 zł. pol. 


l) C a s h. Ż y d a c z. T. 146, str. 16. 
2) Por. C z e r m i ń s k i, I. c., str. 26-27. C h o d y ń s k i, I. 
. str., 66-67 podaje 
jako datę kasaty rok 1789. 
8) C z e r m i ń s k i, I. c., str. 27. 
4) Np. Herszko Lejbowicz z Żvdaczowa pożyczył 600 zł. pol. C a s t r. Ż y d a c z. 
T. 144, str. 241 z r.1773.
		

/Magazyn_130_01_0207_0001.djvu

			191 


(1766 r.), jan Szumlański z Witwicy 5680 zł. pol. (1781-1783), Dymitr 
Szumlański i Teresa z Winnickich, małżonkowie 2000 zł. pol. (1778 r.), 
Maciej Snieżko 1000 zł. pol. (1756-1778. 1 ) 
Konwent otrzymywał też niejednokrotnie hojne darowizny, zwłaszcza 
testamentowe. Około r. 1774 niejaki Kaszewski zapisał klasztorowi testa- 
mentem kwotę 1000 zł. pol., którą klasztor musiał jednak wydobywać 
od jego sukcesorów, zwłaszcza chorążyca żydaczowskiego, Antoniego 
Broniewskiego. :!) 
Wiele kłopotów miał też konwent z realizacją swych praw, jakie 
nabył w stosunku do sukcesorów Michała Teodora z Hoszowa Hoszow- 
skiago, sędziego grodzkiego żydaczowskiego. Był on dłużny konwentowi 
5680 zł. Konwent wobec niezapłacenia długu został wprowadzony są- 
downie w posiadanie dóbr Hoszowa, Gieryni, Rostoczki i Stańkowic 
aktem z 17 marca 1773, przyczem podano bardzo szczegółowy inwentarz 
tych dóbr.:I) Były to dobra dobrze zagospodarowane, obejmowały dwór 
z zabudowaniami gospodarskiemi: stodołą, oborą, trzema ogrodami, 
w których znajdowało się wiele drzew owocowych, nawet brzoskwiń. 
jednakże sukcesorowi e Hoszowskiego nie chcieli pozbyć się tak pięknej 
sukcesji i na tern tle ciągnęły się między klasztorem a rodziną Hoszow- 
skich długie spory nie tylko sądowe, ale i pozasądowe. Przeciwko 
konwentowi występowały trzy siostry z domu Hoszowskie: juljanna 
za Mikołajem Korabiewskim, stolnikiem gostyńskim, Helena za bratem 
poprzedniego Karolem Korabiewskim, podstolim bracławskim, Apolonja, 
panna i pozostała wdowa, Zofja z Grotowskich, l°vo Hoszowska, 2°vo za 
Ignacym Pisarzewskim, komornikiem granicznym oświęcimskim.. Kon-' 
went oskarżał tych sukcesorów, a przedewszystkiem małżonków Pisarzew- 
skich, iż drzewa owocowe w ogrodach rozmyślnie wycinali na opał 
w kuchni, że trzy ogrody zostały całkowicie zniszczone, że stodoła 
i obora wskutek niedbalstwa zawaliły się od wichrów i śniegów, a płoty 
zostały rozebrane. Spór ten trwał kilka lat (1772-1774), a kuzyni Ho- 
szowskich jan, józef, jan (drugi) i Marcin Kubarycze Hoszowscy do- 
puścili się nawet gwałtownego pobicia ludzi klasztornych. 4) 
Przeorem konwentu w r. 1766 był Piotr Olszewski, po nim jeszcze 
w tym samym roku 1766 Szymon Postępski.;;) W latach 1772-1778 był 
przeorem O. józef Pleindinger, człowiek czynny i energiczny, który 
ściągał liczne wierzytelności klasztorne. jako zastępca konwentu przed 
sądem występował w owych latach o. Piotr Truszewski, bakałarz teo- 
logji. Subprjorem w r. 1773 był Andrzej Sokolnicki. (j) Po przeorze 


l) C a s t r. Ż y d a cz. T. 139, str. 191, 480, 481, T. 138, str. 328, T. 142, str. 270, 
271, 458, T. 144, str. 242, T. 146, str. 247. 
2) C a s t r. Ż y d a c z. T. 138, str. 292-293. 
3) C a s t r. Ż y d a c z. T. 244, str. 255-265, T. 245, str. 92-97. 
4) C a s t r. Ż y d a cz. T. 138, str. 143, T. 140, str. 486, 531, T. 137, str. 509. 
5) C a s t r. Ż y d a cz. T. 144, str. 242. 
6) C a s t r. Ż y d a cz. T. 144, str. 241.
		

/Magazyn_130_01_0208_0001.djvu

			192 


Pleindingerze nastąpił Fortunat Szym	
			

/Magazyn_130_01_0209_0001.djvu

			DR. 
O MAN JAMRÓGIEWICZ. 


ET HAEC OLIM MEMINISSE IUV ABIT ... 
Żyjemy w. okresie reform szkolnych. Różne się na to złożyły po
 
wody. już na lat parę przed wybuchem wojny światowej rozpoczęły 
się starania, aby szkołę ówczesną zmienić, przebudować. Zamiary te 
stały się koniecznością, gdy zawitała nam era wolności, gdy Ojczyzna 
nasza zmartwychwstała. Było jasnem i naturalnem, że organizujące' się 
państwo musi mieć szkołę własną, odpowiadającą potrzebom i prądom 
czasu, a dostowaną do ducha, charakteru i potrzeb narodu. Postanowiono 
też, że nowo organizowana szkoła winna być wolną od wszelkich wad, 
jakie wykazały szkoły inne, a łączyć w sobie wszystkie zalety: przeszłe, 
terażniejsze i... przyszłe. Do reformy i budowy wzięto się z zapałem 
młodości. Zapał ten był, istnieje i trwa, ale budowa nie jest jeszcze 
ustalona, dlatego też nie zawadzi może poświęcić tej sprawie słów kilka. 
Może osiągną one swój cel, może niejeden przeczytawszy je powie: 
Et haec meminisse iuvabit... . 
Że o reformie szkoły się mówi, że o tę reformę ludzie się starają, 
to nic dziwnego. Każde dzieło ludzkie jest niedoskonałe i w każdem 
czas i praktyka wykrywa z biegiem lat usterki, niedociągnienia i błędy, 
a wykrywszy dąży do usunięnia ich. Ta dążność do poprawy jest więc 
czemś naturalnem i koniecznem. Dlatego też słusznie powiada poeta, że 


"Każda epoka ma swe własne cele 
I zapomina o minionych snach..... 


Co więcej, w tej zdolności do zmiany, do przeobrażeń leży nawet do- 
wód żywotności każdego organizmu, a więc i organizmu szkolnego, bez 
niej bowiem organizm ten kostnieje, staje się martwym, bezdusznym, 
a jako taki ginie i rozpada się w gruzy. I nie jest też rzeczą dziwną, 
że każdy inicjator reformy przystępuje do niej ze świętym ogniem za- 
pału, i że - porwany nim - uderza z całę siłą taranu w strupieszałe- 
według swego mniemania - formy, że dąży do zupełnego usunięcia ich 
aby dopiero potem nowe wyciągać mury wyśnionej budowli. jeżeli 
jednak damy znów posłuch poecie, to usłyszymy słowa: 


"Ale nie burzcie przeszłości ołtarzy, 
Choć macie sami doskonalsze wznieść, 
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy 
I miłość ludzka stoi tam na straży 
I wy winniście im cześć I" 


Nie chcę wdawać się w krytykę dzisiejszych poczynań. Gdy jednak 
uważnie się im przypatruję, przychodzi mi na myśl chwila podobna 


13
		

/Magazyn_130_01_0210_0001.djvu

			194 


z przed stu lat... Zniesiony bullą "Dominus ac Redemptor Noster... " 
zakon 00. jezuitów przywrócony został w parę dziesiątków lat do ży- 
cia, a powstając i organizując się ponownie, poddał krytyce swój 
dawny ustrój szkolny, aby przez zmiany przystosować go do nowych 
potrzeb, warunków i poglądów. W jaki sposób się to stało, podaje nam 
list jenerała Zakonu, O. jana Roothaana z dn. 25/7 1832, skierowany 
do prowincjałów, rektorów kolegjów i prefektów. 
Z listu tego przytaczamy poniżej parę myśli, które nie tylko nie 
straciły swej aktualności, ale owszem dziwnie nabierają szczególnego 
dźwięku i ważności w czasach dzisiejszych... 
Dawne szkolnictwo jezuickie, obowiązujące do chwili kasaty Za- 
konu, opierało się na ustroju z r. 1599. Ustrój ten tedy przetrwał bez 
zmian niemal dwieście lat. Po restytucji Zakonu przystąpiono do obrad 
nad zreformowaniem szkolnictwa. Obdarzeni jednak tą misją ojcowie 
Zakonu dostali z góry ścisłą dyrektywę, że nie będą wymyślali nowego 
ustroju, lecz pracować będą nad. przystosowaniem dawnego do nowych 
potrzeb i do wymogów czasu. Owczesny bowiem przełożony Zakonu 
stał na tem stanowisku, że to, co powołane zostało do życia po długo- 
letnich studjach i badaniach całego szeregu uczonych mężów i doświad- 
czonych pedagogów, a co wytrzymało z powodzeniem próbę czasu 
(dwa stulecia!) a nawet zjednało sobie uznanie i poklask nieprzyjaciół,- 
nie może być jako rzecz bezwzględnie zła odrzucone bez zastrzeżeń. 
I dlatego O. Roothaan pisze: 
"Neque vero de nova studiorum Ratione formanda agendum fuit 
sed de eadem illa antiqua nostris accomodanda temporibus; quo intelli- 
geretur, quanta cum reverentia hoc negotium tractandum esset quamque 
non leviter nec temere quidquam in eo opere mutandum, quod et a sum- 
mis viris, collatis diu multumque consiliis, redactum et duorum fere 
saeculorum felici experientia comprobatum, et ab ipsis etiam Societatis 
hostibus summis non raro laudibus commendatum fuisset". 
To samo prawie można było powiedzieć i o szkołach istniejących 
na ziemiach Małopolski przed r. 1914... 
Druga myśl autora listu, myśl trafna i słuszna podkreśla koniecz- 
ność krytycznego przyjmowania nowych pomysłów, a nawet przestrzega 
przed bezkrytycznem wprowadzaniem ich w czyn. Nie wszystko bowiem, 
co nowe, jest dobrem, podobnie jak nie każda rzecz dawna jest złą, 
częściej się nawet okazuje, że rzeczy nowe, nie dość starannie prze- 
myślane i rozważone, więcej szkody przynoszą, niż pożytku i dlatego 
nie wytrzymują krótkiej nawet próby czasu. (Czy to nie przypomina nam 
losów tak wychwalanej i przechwalanej "heurezy" 7) 
"Quid enim? Ex tam multis, quae in iuventutis institutione studio- 
rumque tractatione invecta su nt nova, probari fortasse poterant omnia 
et adoptari in scholis nostris 7 novae in dies methodi, novae formae 
inventae, novus in tractandis scientiis ordo rerum ac temporum, saepe 
quidem vel inter se pugnantes ac repugnantes, qui potera nt norma fieri 
studiis nostris? Quis potius hominum recte sententium tam multa inno- 
vat a non deploret, quorum tam amari exstiterunt Ecclesiae reique 
publicae fructus 7..."
		

/Magazyn_130_01_0211_0001.djvu

			195 


Daleko jednak większe znaczenie mają słowa odnoszące się do 
charakteru nowego szkolnictwa, słowa tak ważkie, że niepodobna nie 
zastanowić się nad niemi głęboko i poważnie. jak wiadomo przeobraziły 
się szkoły gimnazjalne w tzw. szkoły ogólnokształcące. Cel tej meta- 
morfozy polegał na tern, aby młodzież uczęszczającą do tych szkół wy- 
kształcić ogólnie t. zn. wszechstronnie tak, aby ona po ich ukończe- 
niu mogła przystąpić do każdego studjum lub ewentualnie wstąpić do 
każdego zawodu. 
Każdy, znający psychikę ludzką w ogólności, a psychę młodzieży 
w szczególności, rozumie, że cel powyższy osiągnąć można wtedy, gdy 
się w młodzieży rozwinie i wykształci wszystkie zdolności i siły ducha, 
a więc rozumu i serca, a przytem ugruntuje charakter, wyrobi wolę 
i pewien szereg fizycznych, że tak powiem; sprawności. Dokonać tego 
można - pomijając inne środki - przez naukę, wskutek czego praca 
ta musi się łączyć ze zdobyciem pewnej sumy wiadomości. 
Myliłby się jednak grubo ten, kto by przypuszczał, że ta suma wia- 
domości jest alfą -i omegą, a więc głównym a może jedynym celem pracy 
szkolnej, gdyż ona jest raczej środkiem, niż celem, a nie jest nigdy ani 
istotą, ani duszą pracy szkolnej. Ale tak samo myli się ten, kto przy- 
puszcza, że człowiek to tylko wiedzieć będzie, czego się w szkole na- 
uczy. Szkoła czyni człowieka zdolnym do nabywania wiadomości i źle 
byłoby, gdyby ktokolwiek chciał poprzestać na tej odrobinie wiedzy, jaką 
mu daje szkoła. Tymczasem i ten fałszywy pogląd pokutuje wśród ludzi 
i dlatego przeładowuje się szkołę nadmiarem przedmiotów. To przełado- 
wanie pociąga za sobą konieczność udoskonalania metod nauczania, 
ułatwiania nabycia wiedzy, bo czasu mało, a materjał nauki olbrzymi. 
jaki tego stanu rzeczy skutek? O. Roothaan pisze tak: 
"Całe postępowanie zasadza się na tern, aby młodzieńcy nauczyli 
się jak najwięcej, a przy tern, aby nauczyli się tego w czasie możliwie 
najkrótszym i przy jak najmniejszym nakładzie pracy". 
Dobrze! Ale ta ogromna rozmaitość wiadomości i nauk, których 
uczniowie raczej tylko dotykają, niż pochłaniają, ma ten skutek, że 
młodzieńcy są przekonani, iż bardzo wiele umieją j zwiększają zastęp 
półuczonych, szkodliwy dla ogółu, a nic właściwie naprawdę i dokładnie 
nie znają. Z wszystkiego potroszę, a w gruncie rzeczy: nic. 
A co się tyczy metody nauczania, metody ułatwiającej naukę, to 
procz pewnych korzyści i stron dodatnich, ma ona to złe, że usuwa zbyt 
gruntownie trud zdobywania wiedzy. Wskutek tego wiadomości, lekko 
zdobyte, lekko ulatują z pamięci, a co ważniejsza, młodzież przyzwyczaja 
się do łatwego zdobywania owoców i staje bezradnie tam, gdzie ko- 
nieczność życia wymagać będzie od niej naprawdę trudów i pracy. 
Staje zaś bezradnie dlatego, że nie nawykła do tych wysiłków... 
Tych kilka myśli nasuwa się mi, gdy przypatruję się obecnym cza- 
som... Myśli te każą mimowoli spojrzeć uważnie w przeszłość a zarazem 
budzą konieczność poważnego rozpatrzenia dawnych urządzeń szkol- 
nych tak pod względem treści, jak i pod względem metody. Tempora 
mutantur, et nos mutamur in illis... Nikt nie twierdzi, że dawne szkoły, 
że dawne urządzenia były doskonałe; dalecy jesteśmy od mniemania, 


P'
		

/Magazyn_130_01_0212_0001.djvu

			196 


że sposób postępowania dawniejszy był lepszy bezwzględnie od obec- 
nego, ale nikt też nie może powiedzieć, że wszystko było złe, lub że 
nic z tego, co było, nie nadaje się do chwili obecnej. Owszem- 
w dawnych urządzeniach było wiele rzeczy dobrych, nie można więc 
dopuścić, aby te rzeczy dobre i wypróbowane zaginęły w niepamięci fali. 


"Na nich się jeszcze święty ogień żarzy 


"I wy winniście im cześć '"
		

/Magazyn_130_01_0213_0001.djvu

			DR. JÓZEF KALLENBACH. 


ZAPOMNIANA KSIĄŻECZKA. 
Z początkiem kwietnia 1845 r. ukazała się w Paryżu, w zielonkawej 
okładce, bez wymienienia autora, broszurka p. t. "M i c k i e w i c z. De 
la Litterature Slave". - (Paryż, w drukarni Bourgogne i Martinet, przy 
ul. jacob, 30 - w 12-ce, stron 49). Wywołała ona zaciekawienie duże 
wśród Emigracji Polskiej. Autor kazał się domyślać, że mieszka w za- 
padłym kącie na Litwie i, że tylko "nieszczęśliwym przypadkiem" dostał 
tam jeden trimestr wykładów litografowanych Mickiewicza w College de 
Franee, których treść nie zadowoliła go; ocenił jednak tylko wykłady 
za czas od grudnia 1842 r. do kwietnia 1843. Celem broszury było wi- 
docznie zniechęcenie Mickiewicza. od wykładów, a nawrócenie go wy- 
łącznie do poezji takiej, jak Dziadów części IV i III, jak Księgi Narodu 
i Pielgrzzymstwa Polskiego i Pan Tadeusz, W którym autor uznawał szczyt 
twórczości ubóstwianego dawniej Poety. 
Nie wiadomo, co sądzić o autorze pamfletu polskiego (bo tylko ty- 
tuł broszurki był francuski, tekst zaś cały polski). 
"Dziennik Narodowy", tak blisko stojący wykładów w College de 
Franee, powątpiewał, by autor pamfletu przebywał na Litwie. Natomiast 
"Demokrata Polski", chwaląc anonima i podzielając jego przekonania, 
odrzucał przypuszczenie, jakoby autor był emigrantem, przebywającym 
w Paryżu. Odrazu zatem w roku 1845 powstał w Paryżu spór o osobę 
autora pamfletu. Po bliższe m wczytaniu się w broszurę, mało dziś do- 
stępną i całkiem zapomnianą, dochodzi się do przekonania, że anonim 
był istotnie z kresów wschodnio-północnych. Był to prawdopodobnie 
ziemianin, rówieśnik Mickiewicza, niepospolicie wykształcony, znający 
doskonale język francuski i niemiecki; znał na wskróś Goethego, za- 
chwycał się Byronem, a z przekonań politycznych uważał się za lu- 
dowca, podzielał zapatrywania Lamennais'go i wiedział doskonale o sto- 
sunku tegoż do Ksiąg Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego. Horyzont lite- 
racki anonima był jednak dość stronniczy. Podejrzeniami zdaleka sypał 
na prawo i na lewo, zupełnie tak, jakby żył za naszych czasów. Tylko 
w jednem miejscu (na str. 40) pozwalał się autor pamfletu domyślać, 
że nie był w piórze nowicjuszem: "o chrześcijaństwie nic tu nie powiem, 
g d z i e i n d z i e j mówiłem o niem i o j e g o p r z y s z łoś ci, tutaj nie po- 
wtórzę tego... Lubię wiarę i czczę religję". Zniechęcił go zaś mesjanizm 
Mickiewicza, którego pojąć nie mógł: "leży to za obrębem mojej pro- 
stej. wiejskiej mózgownicy" (str, 42). Natomiast nie tylko zachwycał się 
poezjami Mickiewicza, ale go "ubóstwiał" (str. 49). Nie można więc pam- 
fletu anonimowego zestawiać z broszurą Gołembiowskiego. Główne poezje
		

/Magazyn_130_01_0214_0001.djvu

			198 


, 


Mickiewicza - Dziady i Pan Tadeusz - doznały w broszurze anonima z roku 
1845 wielkiego uznania. Wie autor o Ziżee, zamierzonym poemacie Mic- 
kiewicza, wie o I cz. Dziadów, domaga się od Poety ich wydania, na- 
wet o dalsze części Tukaja uprasza. Lekceważy zaś wykłady francuskie, 
z któremi rzekomo Mickiewiczowi "nie do twarzy". Autora pamfletu wy- 
trąciły z równowagi wielkie pochwały Mickiewicza, oddane w wykła- 
dach francuskich w College de Franee, twórcy Nieboskiej Komedji. Kpi 
on sobie z rzekomego auteur anonyme. Wyraźnie wymienia "Pana Kra- 
sińskiego Zygmunta" na str. 20. - Nieboskq śmie zestawiać z Edmundem 
Stef. Witwickiego. jako zagorzały ludowiec mówi o "paskudnym duchu 
Nieboskiej" . Mimochodem dostaje się w paszkiwilu Garczyńskiemu i B. 
Zaleskiemu, tudzież autorowi "Kord jana " (str. 21- bez nazwiska poety). 
W ogóle Mickiewicz, jako krytyk nie zadowolił autora paszkwilu, . 
"Mickiewicz modli się, teraz na klęczkach mszy słucha, śpiewa 
z babami kantyczki!... O, boski Mickiewiczu, w cóżeś się obrócił? ja 
płaczę nad tobą, rzewne łzy wylewam..." (str. 38). 
Tu i ówdzie ze sposobu pisflnia, a nawet wymawiania, autor pam- 
fletu zdradza swe pochodzenie kresowe: "możno" (pięć razy), serioźnie, 
przybierają się, któren (4 razy), kaźden, zwięczyć (= uwieńczyć) bezwa- 
runkowie, modlitewnik (= bigot). 
Coraz więcej zaciekawia nas prawdziwe nazwisko anonima. Aneg- 
dota, podana jakoby z drugiej ręki, o spotkaniu Aleks. Humboldta w Pe- 
tersburgu u "Starej Szymanowskiej" na obiedzie z Mickiewiczem - odrazu 
kieruje nasz domysł w stronę niepospolitego pamiętnikarza, wychowańca 
Uniwersytetu Wileńskiego, dra med. Stanisława Morawskiego! Z wielu 
względów mógłby on uchodzić za autOra pamfletu z r. 1845. Kto prze- 
studjował Morawskiego "Kilka lat" i "W Petersburgu" zrozumie, dlaczego 
można się w Morawskim domyślać autora anonimowego pamfletu, tem- 
bardziej, że i ustęp dotyczący listomanji Zygm. Krasińskiego, dałby się 
dobrze wyjaśnić na podstawie stosunków osobistych St. Morawskiego. 
Ale inne względy przeczyłyby temu. jakkolwiek bądż, pamflet anonimowy 
paryski z r. 1845 zasługuje na przypomnienie go naszym historykom 
literatury.
		

/Magazyn_130_01_0215_0001.djvu

			JULJUSZ KLEINE
 ___ 


ŻEROMSKIEGO W ALKA Z SZATANEM. 
Złączyły się dla mnie z owemi latami chłopięcemi, którym tło dawał 
rozrosły szeroką białością gmach gimnazjum IV, najbardziej decydujące 
przeżycia literackie. jedne związane były z godzinami szkolnemi, boga- 
temi w podniety dla badacza przyszłego, bo nie tylko właściwy profesor 
języka polskiego, jan Leciejewski, serdeczną życzliwością otaczał pierw- 
sze kroki literata i dbał troskliwie o jego wiedzę, lecz jednocześnie głę- 
boko wiódł w świat zagadnień krytyki prof. Emil Petzold, zrozumieniem 
kultur różnych darzył prof. Robert Klemensiewicz, pobudzał odczucie 
piękna i dróg ducha ks. jan Gnatowski. Inne pobudki szły "ze świata", 
wnikały w mury szkolne z atmosfery epoki, w której Stanisław Szczepa- 
nowski tworzyć pragnął nowego Polaka, w której wielkie talenty poe- 
tyckie tworzyły poezję nową. Chłopcy, co na przełomie dwu wieków prze- 
chodzili przez monotonne, a taką rozmaitością wiedzy i życia przepo- 
jone sale szkolne - rośli razem z rosnącą literaturą Młodej Polski. 
Z tych przeżyć literackich kilka zapadło mi w duszę na zawsze. 
Wśród nich powieść o "Ludziach bezdomnych". Stał mi się bliskim jej 
autor - i gdy potem odsłaniał coraz nowe oblicze, zawsze pozostał dla 
mnie - szarpiącym i obudzającym duszę towarzyszem lat szkolnych. 
Dlatego właśnie. problemat ustosunkowania się jednostki do zła w świecie, 
podjęty przez Zeromskiego w tej wielkiej powieści i będący dla mnie 
wówczas taką samą rewelacją, jak idee Szczepanowskiego co do po- 
stawy człowieka wobec narodu - nasunął mi się ze szczególną siłą, 
gdy zapełnić miałem kilka kart Księgi Pamiątkowej, poświęconej gimna- 
zjum ukochanemu. A przypadek zrządził, żem w ciągu ostatnich tygodni 
na seminarjum historji literatury polskiej omawiał kwestję, która przed 
ćwierć wiekiem aktualną się stała dla odzianego w mundurek ze złotemi 
paskami studenta - i żem w toku dyskusyj ze słuchaczami nagle odczuł 
jedność dnia dzisiejszego z ową przeszłością sinawej klasy siódmej czy 
ósmej, w której jakże gorąco dyskutowaliśmy o dziełach nowych. 


.1 


* 


* 


* 


W książce o bolesnym tytule i o treści bolesnej, która po "Lalce" 
Prusa drugą dawała diagnozę społeczeństwa chorego - nie tak wielo- 
stronną, nie tak głęboką, nie takim ogromem wiedzy o ludziach i sto- 
sunkach przepojoną, ale bardziej jeszcze tętniącą niepokojem i lękiem - 
drgało pytanie dręczące: jak można zaradzić ogromowi zła społecznego - 
i jak z poczuciem tego zła żyć może człowiek o duszy wrażliwej i oży- 
wionej postulatami etycznemi? Odpowiedzi nie było.; powieść, w której 
I
		

/Magazyn_130_01_0216_0001.djvu

			200 


bohaterze wszyscy najlepsi ludzie generacji ówczesnej odczuli i uznali 
brata, kończyła się znakiem zapytania, mającym wymowność rany otwar- 
tej, broczącej. I ten znak pytania mieścił naprawdę odpowiedź - dylemat: 
Tyle jest zła i cierpienia w świecie, zwłaszcza w świecie polskim, że 
zaradzić mu zdołałby tylko człowiek tak wyjątkowo etyczny, iżby wziął 
na siebie odpowiedzialność za całe zło niezawinione ; ale jeśliby się znalazł 
taki człowiek, musiałby się załamać pod brzemieniem nadmiernem. Ten 
jedyny, co zdolny byłby do spełnienia zadań - byłby do nich właśnie 
skutkiem swej \Vyżyny etycznej - niezdolny. . 
Pesymizm Zeromskiego idzie jeszcze dalej. Niedość na tern, że jed- 
nostka szlachetna łamie się wobec nadmiaru żądań, które sobie musi po- 
stawić - w duszy człowieka najwyższego tak silne jest zło wewnętrzne, 
że ostatecznie ono zwycięży. "Aryman mści się" i z ust czciciela jasności 
wyrywa słowa bolesne: "Błogosławiony jest szatan i królestwo jego noc". 
I jeszcze dalej pójdzie pesymistyczne rozwiązywanie problematu. Nie 
koniec na tern, że człowiek, chociażby wyjątkowo czysty i wysoki, stanie 
kiedyś oko w oko z mocą druzgocącą Arymana - wogóle etyka jed- 
nostki nie wpływa na tok świata, nie decyduje o czynach tej nawet sa- 
mej jednostki. Czy ktoś postąpi dobrze czy źle, czy wyrządzi krzywdę, 
czy zniszczy życie czyjeś - niezależne to od jego tendencyj etycznych. 
Co znaczy etyka indywidualna wobec tragicznej fali dziejowej w "Po- 
piołach"? jaki związek mają czyny Rafała z jego moralnością? Dusza 
o wyraźnych linjach etycznych może stoczyć się skutkiem zbiegu faktów. 
na dno zbrodni; dowodem Ewa w "Dziejach grzechu". Tyłuł chyba nie- 
przypadkowy: grzech jest właściwym podmiotem, nie grzesznik. Nie czło- 
wiek popełnia grzech, ale człowiek jest ofiarą grzechu własnego. Wszakże 
socjologja Gumplowicza stwierdziła, że życie zbiorowości toczy się nie- 
zależnie od etyki... 
Ale jednocześnie, dzięki temu, że i człowiek żywy i artysta, przeży- 
wający swe dzieło, nie cofa się przed sprzecznościami, tenże sam pisarz, 
co tworzył "Arymana", "Popioły" i "Dzieje grzechu" i nie taił pociągu do 
amoralnej Tatjany w "Urodzie życia" - wielbił bohaterstwo i świętość, 
moc podnoszącą cierpień opiewał w Walgierzu, a jak już dawniej i wy- 
siłki złych umiał piętnować mianem "Syzyfowe prace", tak apoteo- 
zował moc mogiły powstańczej, którą usypał w arcydziele swej nowe- 
listyki, w "Echach leśnych". 
Więc nic dziwnego, że dochodzi do drogi bardzo różnej. Nie 
głosił on wprawdzie nigdzie rosyjskiego "niesprzeciwiania się złu", ale 
bliski był mu niezmiernie, stwierdzając bezużyteczność lub niemożność 
wszelkiego sprzeciwiania się złu. I ten właśnie autor zabrał się do try- 
logji o - "Walce z szatanem". Podejmuje ją Ryszard Nienaski. Gdy 
doktor judym wcielał niejako maksymalizm etyczny i życie chciał kształ- 
tować według jednostronnego, bezwzględnego ideału - uNienaskiego 
jest pełnia syntezy czy też kompromisu życiowego. Pogodzenie altru- 
izmu i egoizmu. Afirmacja żądzy szczęścia. Afirmacja miłości nie ku 
joasi czystej, idealnej, ale ku amoralnej Xeni, którą on pierwotnie ocenia 
gorzej, niż Xenia na to zasługuje, której przeto bynajmniej nie kocha 
uczuciem idealizującem. A więc naprawdę łatwiej jest pokonać szatana 
j zwyciężyć w życiu, niż się zdawało w "Ludziach bezdomnych".
		

/Magazyn_130_01_0217_0001.djvu

			201 


Ponieważ u człowieka zmieszane jest dobro i zło, dobro moze zawsze 
zwyciężyć. 
Nie tylko u Nienaskiego. Oto po jego śmierci walkę z szatanem 
kontynuuje kto? Czy idealna joasia? Nie - amoralna Xenia. Ale opty- 
mizm nie zatrzyma się i tutaj. Trzeci zwycięzca szatana to szubrawiec 
Granowski. A więc każdy, w kim jest choćby iskra dobrego, może z tej 
iskry rozpalić płomień i - zwyciężyć zło. 
To wszystko jednak mniej jest prz.ekonywające, niż logika pesy- 
mizmu dawnego. Może dlatego, że w Zeromskim, odkąd się uznał za 
pisarza-przewodnika, publicysta coraz potężniej władać poczynał i że 
całe ustępy "Walki z szatanem" są publicystyką, nieskrystalizowaną 
w dzieło sztuki, i że akcję często prowadzi publicysta, nie twórca du<;z 
o logice sugestywnej. Może dlatego, że w nim samym trwała dwoistość, 
że nie umilkły poglądy dawnych wyznań bolesnych. 
To też wracają obie dawne postawy wobec świata. jedna - ta, 
co wypowiedziała się kreacją Rafała w "Popiołach", wraca niezmieniona. 
Poeta, co czuł bezwładność woli w obliczu minionych burz dziejowych, 
tragicznie odczuł ją ponownie w obliczu nowej epoki olbrzymiej. Cezary 
Baryka jest jeszcze bardziej manekinem, niż Rafał. "Przedwiośnie" jest 
spotęgowaniem bezradności psychicznej, łkającej w "Popiołach". 
Zato druga postawa zespoliła się ze zdobyczami nowemi i drogę 
"Ludzi bezdomnych" zamknęła harmonijnie komedją smutnego zwycię- 
stwa: "Uciekła mi przepióreczka..." Nowy judym wyrzeka się nowej 
joasi. Ale nie dochodzi do załamania się wewnętrznego. A choćby 
i doszedł -- to cóż? Dzieło jego nie poniesie szkody. jednostka, 
walcząca ze złem, zwycięży, jeśliby nawet sama padła. Dzieło, owoc 
pracy zbożnej, ma w sobie siłę niezniszczalną. 
Do takiego rozwiązania doszła już o ćwierć wieku wcześniej po- 
tężna synteza romantyzmu i pozytywizmu: "Faraon" Prusa. Gdzie praca 
twórcza służy wartościom ponadindywidualnym, tam o
e zwyciężą po- 
mimo klęski jednostek walczących. I to samo uznał Zeromski - on, 
co naprawdę wpah:zony był tylko w krzywdę i cierpienie i rozkosz 
jednostki, a jednak zrozumiał, iż są rzeczy znacznie wyższe nad los 
jednostkowy. 
W imię tego zrozumienia załamał się Tomasz judym. 
W imię tego zrozumlema zwyciężył Przełęcki.
		

/Magazyn_130_01_0218_0001.djvu

			J!'..ROSŁA W ŁOMNICKI. 


SPIS MRÓWEK LWOWA I OKOLICY. 
(Enumeration des fourmis de Leopol et ses environs). 


W pracach ubiegłego stulecia, odnoszących się do mrówek w zna- 
czeniu rodziny mrówkowatych (Formicidae), spotykamy także uwzględ- 
niony Lwów i jego okolice. Najstarsze wiadomości spotykamy w jednej 
z prac myrmekologa M a y r'a, następne w pracach naszych zoologów 
N o w i c k i e g o i W i e r z e j s k i e g o. Wszystkie dalsze wiadomości 
o mrówkach Lwowa pochodzą już z czasów nowszych. Tak starsze jak 
i nowsze wiadomości zostały wciągnięte w ten spis i opatrzone cyframi 
arabskie mi w nawiasach, odnoszącemi się do liczb porządkowych dołą- 
czonego wykazu piśmiennictwa, zajmującego się fauną mrówek Lwowa 
i okolicy. 
Nie uwzględniono w spisie z podanych przez M a y r'a (1) mrówek: 
"in Galizien bei Lemberg (W l a s t i r i o s)", jedynie Formiea herculeana 
Nyl. (= Camponotus hereuleanus L.), gdyż ta mrówka. w paśmie Karpat 
wraz z Tatrami pospolita i jako bardzo wielka łatwo w oczy wpadająca 
nie została później w okolicy Lwowa znaleziona i możliwe jest, że do- 
stała się M a y r'o w i jako lwowska wskutek zbyt szerokiego pojęcia przez 
W l a s t i r i o s 'a okolic Lwowa, złowiona w którejś z najbliższych miej- 
scowości Karpat, gdyż mniej wydaje się prawdopodobna omyłka M ayr'a 
w oznaczeniu. Z mrówek, .podanych przez W i e r z e j s k i e g o (4) ze 
Lwowa i okolicy wypuszczono ze spisu dwie, mianowicie Lasius emar- 
ginutus Latr. i Formiea gagates Latr., jako mrówki południowe, wkra- 
czające w obszar Rzeczypospolitej doliną Dniestru jedynie w jarowy ob- 
szar południowo-wschodniej połaci Podola i następnie w okolicach Lwowa 
nie znalezione. 
Nieopatrzone cytatami w sposób wyżej wymieniony mrówki podano 
przeważnie na podstawie zbioru głównego M u z e u m i m. D z i e d u- 
s z y c k i c h, zestawionego i uzupełnianego głównie przez własne zbie- 
ranie. Okazy nie pochodzące z własnego zbierania odznaczono osobno; 
wszystkim, którzy ich dostarczyli a których nazwiska w odpowiednich 
miejscach w ciągu spisu podano, wyrażamy wdzięczność. Starsze zbiory 
mrówek tegoż Muzeum nie zostały tu uwzględnione, gdyż wymagają 
jeszcze rewizji. Krótkość czasu nie dozwoliła też uwzględnić wszystkie 
nagromadzone materjały w przeważającej części nieoznaczone, jednak 
one nie dozwolą przypuszczalnie wiele nowych faktów zanotować, gdyż 
wybitniejsze zwykle publikowano i dowodowe okazy prawie zawsze 
wkładano do zbiorą
		

/Magazyn_130_01_0219_0001.djvu

			203 


Oznaczenia własne oparte są głównie na pracach: M a y r'a "Die 
Europaischen Formiciden. Wien 1861" i A n d r e'g o "Les fourmis. Spec. 
des Hymenopteres. II. Beaune 1881". Korzystano też z innych prac. 
Przy gatunkach, które w przyszłości wymagają dalszego studjum, 
zaznaczono to osobno. Prace cytowane nie jako źródła do fauny Lwowa 
i okolicy, ale z innych powodów, wymienione są pod tekstem spisu na 
odpowiednich stronicach w przypiskach w sposób zwykle przyjęty. W po- 
rządku wyliczenia trzymamy się nowszej pracy F o r e l 'a: "Die Ameisen 
der Schweiz 1915". W synonimice korzystano z dr. C. D a II a T o r- 
r e 'g o: "Cat. Hym. Lipsiae 1893". 
Dla samców o', samic <2 i robotnic 
 używamy zwykle przyjętych 
znaków; w datach oznaczają rzymskie cyfry miesiące, arabskie przed 
rzymską cyfrą dni miesiąca, a po niej lata. Okolice Lwowa pojęto tak, 
że włączono do nich je£zcze janów na zachodzie, Hodowicę na połud- 
niu, Winniki na wschodzie, Brzuchowice i Chowaniec na północy. O tym 
obszarze piszemy: "u nas", zamiast powtarzać "we Lwowie i okolicy", 


Ponerinae: 
Ponera Latreille. Złośnica. 
1. P. coarctata Latr. (= contracta Latr.). L. zwyczajna. 
<2 Lwów 19. IX. 09. - 1;j 1;j Lwów 10. IX. 19. w realności przy ul. 
Teatyńskiej l. 11. wysiał z pomiędzy korzeni lilaku (Syringa) dr. K. 
S m u l i k o w s k i. Należy do rzadszych u nas gatunków. 


M".rtnicinae: 
Tetramorium Mayr. Murawka Nowicki. 
2. T. caespitum L. M. darniowa. 
Podana już przez Nowickiego (2) i Wierzejskiego (4). ja- 
nów (N o s k i e w i c z) (10). Bardzo pospolita. d' <2 1;j k. lasu Krzywczyc 
28. VI. 14., Majerówka 11. VI. 17., Janów-jaryna 6. VII. 16. - <2 Q ul. 
Sykstuska 10. VIII. 20. - 
 Kleparów 22. IX. 11., Wulka. Gatunek ten 
jest do pewnego stopnia synantropijny. 
Robotnice są we Lwowie i okolicy zmienne co do barwy i rzeźby 
pomostka i zapomostka. 
Strongylognathus Mayr. Sierpnica. 
3. S. testaceus Schenck. S. płowa. 
Raz tylko w okolicy Lwowa na Polach Plichowskich (Kleparów) 
przy rogatce janowskiej zebrano 1;j Q 22. IX. 11. (5). 
Anergates Forel. Nieróbka. 
4. A. atratulus Schenck. N. czarniawa. 
? skrzydlata '29. V. 16. we Lwowie między ulicami Szumlańskiego 
Szeptyckich (6). Wielka rzadkość,
		

/Magazyn_130_01_0220_0001.djvu

			204 


Formicoxenus Mayr. Gładyszek Noskiewicz. 
5. F. nitidulus Nyl. G. mrowiskowy. 
o bezskrzydła: janów (las) 27. VII. 16. w gnieździe Formiea rufa L.- 
Lesienice 1924. u Formiea rufa L. (S t O c ki). 
Myrmecina Curtis. Nieżywka. 
6. M. graminicola Latr. (= Latreillei Curt.). N. skryta. 
(;2 Zniesienie, Winniki VIII. 1910. 
Leptothorax Mayr. Wysmuklica. 
Subg. L e p t o t h o r a x Mayr s. str. Wysmuklica. 
7. L. Nylanderi Forst. W. Nylandera. 

 Winniki VIII. 10. 
. 
8. L. interruptus Schenck. W. przerwana. 
Q Winniki VIII. 10. (Specimen fascići abdominis non interrupiO.). 
Subg. M y c h O t h O r a x Ruzsky. Smuklica. 
9. L. acervorum F. S. zwyczajna. 
j Pohulanka -Łyczaków 19, VI. 12. 
10. L. muscorum Nyl. S. mchowa. 
;;j Brzuchowice 6. VI. 12., janów 10. VIII. 16. 
Myrmica Latreille. Wścieklica jundziłł. 
Subg. M y r m i c a Latr. s. str. 
11. M. laevinodis Nyl. W. zwyczajna. 
Pospolity ten gatunek' podaje z okolic najbliższych Lwowa W i e- 
rzejski (3). W zbiorze Muzeum im. Dzieduszyckich: (;2 Krzywczyce. 
12. M. ruginodis Nyl. W. podobna. 
Ze Lwowa i okolic podają ten gatunek N o w i c ki (2) i W i e r z e j- 
s ki (3 i 4). M u z e u m i m. D z i e d u s z y c k i c h: 
 Krzywczyce (Ch 0- 
miec) 18. VII. 17. 
13. M. scabrinodis Nyl. W. uszatka. 
Ze Lwowa z okolicami podaje ten gatunek N o wi c k i (2), z janowa 
W i e r z e j s k i (3). W pracy nowszej (4) wyszczególnia ten autor « 27. VIII. 
i d' 29. VIII. z janowa. N o s k i e w i c z (10) podaje Biłohorszcze i janów. 
M u z e u m i m. D z i e d u s z y c k i c h: d' « i } Dziki Rów we Lwo- 
wie 25. VIII. 15. - d' Chomiec 18. IX. 20. zb. d r. N o s k i e w i c z z roju 
w dzień parny, bez wiatru, k. południa. d' Biłohorszcze 2. X. 09. - 
 Krzyw- 
czyce, Biłohorszcze 2. X. 09. i 2. X. 21. 
Gatunek pospolity u nas, wymaga bliższych jeszcze studjów; nasz 
np. samiec okazuje odstępstwo od opisu N y I a n d era. Być może, że 
lwowskie osobniki będzie trzeba przydzielić do osobnego podgatunku.
		

/Magazyn_130_01_0221_0001.djvu

			205 


14. M. rugulosoides For. W. mszarna. 
1;) Biłohorszcze 2. X. 21. O ile forma ta przedstawia osobny gatu- 
nek i o ile zgadza się z okazami F o r e l a, pozostawiamy dla studjów 
dalszych w przyszłości. 
15. M. rugulosa Nyl. W. marszczysta. 
Z okolic Lwowa podaje tę wścieklicę już M a y r (1), a następnie H 
ze Lwowa i Hołoska Wierzejski (4). W Muzeum im. Dziedu- 
s z y c k l c h są ? i 1;) zebrane z gniazda przy ulicy przy samym gmachu 
Muzeum 13. IX. 19. 
16. M. Schencki Em. W. Schencka. 
1j janów - jaryna, Krzywczyce (Chomiec). Niezbyt pospolity gatunek. 
Stenamma Westwood. Otrupka. 
17. S. Westwoodi Westw. O. Westwooda. 
? i '2 Biłohorszcze 22. V. 12. - 1j Brzuchowice 16. VI. 27. w lesie 
pod liśćmi na ziemi. - 
 Lwów (bez bliższego określenia okolicy) 
12. IV. 17. zb. p. GroIle. 
Rzadki ten gatunek wymaga dokładniejszego studjum, zwłaszcza, że 
niedawno ukraińskie otrupki opisano jako odrębne gatunki, mianowicie 
okaz kijowski jako Stenamma golosejevi Karawajew 1), a okazy z dalszej 
okolicy Charkowa jako Stenamma ucrainieum Arnoldi.:!) 
Solenopsis Westwood. (= Diplorhoptrum Mayr). Społecznica Nowicki. 
18. S. fugax Latr. S. karłowata. 
Podają ze Lwowa i z okolic N o w i c k i (2) i W i e r z e j s ki (3 i 4). 
Muzeum im. Dzieduszyckich posiada er? 1j z Wulki 8. IX. 17., 
Q z Wulki 8. V. 10. Wi er z e j sk i (4) podaje er ze Lwowa 6. X. Dość częsta. 
Dolichoderinae: 
Dolichoderus Lund. 
Subg. H y p o c l i n e a Mayr. Nadrzewnica. 
19. D. quadripunctatus L. N. czteroplamka, 
1j podaje ze Lwowa W i e r z e j s k i (4). M u z e u m i m. D z i e d u- 
s z y c k i c h posiada !;j z Hodowicy koło Lwowa 24. VIII. 18. Gatunek 
rzadki u nas. 
Taplnoma Forster. Koczowniczka Noskiewicz. 
20. T. erraticum Latr. K. czarna. 
? bezskrzydła (królowa) z 
 1j: Stradcz k. janowa 24. V. 22. - 

 Winniki VIII. 1910. U nas dość rzadki ten gatunek wymaga bliższego 



 


l) 1. W. Karawajew. Myrmekologische Fragmente. TpYAU cl>iaU'łHO-MaT. BlAAlny 
YKp. AK3n. HaYK. T.IV. KuiB 1926. Str.' 68-69. 
l. B. KapoB3€B. cJ>aBHa MypamoK YKpOiHU. Tamże. Str. 260, 
2) K. W. Arnoldi. Studien iiber die Systematik der Ameisen. 11. Stenamma Westw. 
Zoo!. Anz. LXXV. Str. 199-215.
		

/Magazyn_130_01_0222_0001.djvu

			206 


studjum tembardziei skoro ukraińskie okazy zaliczono do subsp. ambi- 
guum Em. jako var. Tevolutionis Karav. 1 ) 


F orl11icinae: 
Lasius Fabricius. Hurtnica Nowicki. 
Subg. D e n d r o l a s i u s Ruzsky. Kartoniarka. 
21. L. fuliginosus Latr. K. czarna. 
Podają Nowicki (2) ze Lwowa z okolicami i Wierzejski (4) 

 1j ze Lwowa a aBHa MypamoK YIiSH'łHO- 
MaTeMaT. BiJ1Ainy. T. IV, BUD. 4. ł{uJB. 1926. Str, 273. 
2. W. Karawajew. Ameisen aus dem palaarktischen Gebiet. II. Tamże 1927. 
Str. 338-339. 
2) Donisthorpe, H, St. J. K. Myrmecophilous Notes for 1918. Ent. Record,31, 
3-4 (1919). [Tej pracy nie mieliśmy w ręku, a cytujemy ją podług wiadomości, zawartej 
w jednej z późniejszych prac H. Donisthorpe'aJ.
		

/Magazyn_130_01_0223_0001.djvu

			207 


i Was m a n n 1) w maju 1923 z tą różnicą, że zamiast podziemnicy L. 
umbratus Nyl. obserwowali pokrewną L. mixtus Nyl. 
Subg. L a s i u s Fabricius s. str. Hurtnica Nowicki. 
25. L. brunneus Latr. H. trwożliwa (nadrzewna). 
;;3 Lwów, pod ratuszem 16. V. 18., Winniki, Hodowica. W pewnym 
stopniu synantropijna. 
26. L. niger L. H. pospolita (czarna). 
jest to jeden z naj pospolitszych gatunków mrówek; podaje ją ze 
Lwowa z okolicami już N o w i c k i (2). M u z e u m i m. D z i e d u s z y c- 
k i c h: d i 9 Lwów 7. VIII. (in eop.), ; Łyczakowskie przedmieście, 
.) Lwów (na kalinie przy mszycach zb. d r. B. D y b o w s k i). Gatunek 
wybitnie synantropijny. 
27. L. alienus Foerst H. podobna. 
Podaje z okolic najbliższych Lwowa Wierzejski (3). - Muzeum 
im. Dzieduszyckich: eJ?;J Krzywczyce 17. IX. 13. - >1i-1 Hołosko 
Wielkie (Stawki) 14. IV. 18. Wydaje nam się w przeciwieństwie do po- 
przedniego gatunkiem antropofobnym. 
Formica Linne. Mrówka lud. 
Subg. F o r m i c a Linne s. str. Mrówka lud. 
28. F. truncorum F.:!) (= truncicola Nyl.). M. pniakowa. 
u' 
 Brzuchowice 17. VIII. 16. U nas nie jest ta mrówka pospolita. 
29. F. pratensis Retzius (= congerens Nyl.). M. łąkowa. 
już M a y r (1) zna tę mrówkę z okolicy Lwowa. M u z e u m im. 
Dzieduszyckich: 

 Wulka 4. i 21. X. 09. U nas nie jest pospolita. 
30. F. rufa L. M. rudnica. 
Należy do charakterystycznych i pospolitych mrówek naszych la- 
sów; buduje olbrzymie nieraz mrówiska. Podaje ją ze Lwowa z okolicami 
już N o w i c k i (2). W mieście spotykane okazy skrzydlate przynoszone 
są zapewne wiatrem z okolicznych lasów. M u z e u m i m. D z i e d u- 
szyckich: () 
 Las Krzywczycki 19. V.17., janów 18. V. 22.- 9 Lwów 
(podwórze muzealne) VI. 02., Lwów 13. V. (d r. j. P. M a z u rek), Lwów 
30. IV. 14., Zniesienie 15. V. 10. - Pseudogyne: Wysoki Zamek 17. IX.19.- 
tj janów (las) 27. VII. 16. 
Gatunek F. rufa L. wymaga w przyszłości bliższych studiów, gdyż 
okazuje się zmienny w barwie i uwłosieniu. jest prawdopodobne, źe 
nasze okazy stanowią odmienną geograficzną rasę od okazów północy. 
Otrzymaliśmy z początkiem b. r. list od myrmekologa holenderskiego 


l) Eric h Wasmann S. J. S, C. Eine interessante Instinktregulation bei Ameisen 
(Lasius mixtus Nyl.). Atti delia Pontificia Accademia Romana dei Nuovi Lincei, Ann. 
LXXVI. Sess. VII. dei 17 Giugno 1923, pp. 255-259. 
2) Zmianę dotąd długo używanej nazwy wprowadził Emery: Genera Insectorum: 
Formicinae 1925., p. 255. [Cytujemy podług .pracy W. Karawajewa: Ameisen aus dem 
palaarktischen Gebiet. II. i t. d., jak wyżej, str. 346].
		

/Magazyn_130_01_0224_0001.djvu

			208 
. 


p. S tii r c k e'g o, w którym pisze, że się na oryginalnych okazach N y- 
l a n d e r a o tem przekonał, iż B o n d r o i t słusznie wyróżnia formy eu- 
ropejskiej równiny od alpejsko-borealnej rufa Nyl. Potrzebne będzie 
zbadanie tego gatunku w obszarze całej Polski i ustalenie, na jakie i jak 
rozsiedlone rozpada się rasy. 
Subg. R a p t i f o r m i c a Forel. Zbójnica. 
31. F. sanguinea Latr. Z. krwista. 
już N o w i c k i (2) podaje tę mrówkę ze Lwowa z okolicami. U niej 
to obserwowano, w okolicy Lwowa, występowanie karłowatych samców (7) 
w społeczeństwie nawiedzonem przez Lomechusa strumosa Grav. M u- 
z e u m i m. D z i e d u s z y c k i c h: o
 
 Rzęsna Polska 17. VI. 17. (d r. 
N o s k i e w i c z). -,. er (mikroanery 1) i 
 Hołosko Małe 4. VII. 20. 
Subg. S e r v i f o r m i c a Forel. Pierwomrówka. 
32. F. picea Nyl. P. mszarnica. 
Odkryta u nas przez N o s k i e w i c z a. Mszar przy Biłohorszczy 
21. V. 21. i w janowie 4. VI. 21. (10). W zbiorze M u z e u m i m. D z i e- 
d u s z y c k i c h, są z miejscowości podanych wyżej d i 9 bezskrzydłe. 
33. F. fusca L. P. łagodna. 
Pospolitą tę mrówkę podają N o w i c k i (2) i W i e r z e j s k i (3 i 4) 
ze Lwowa i okolic. M u z e u m i m. D z i e d u s z y c k i c h: er <;( !;! Las Le- 
sienicki 22. VII. 17., Hodowica 23. VIII. 17. - 
 Wysoki Zamek 17. III. 
34. F. rubescens For. (= rufibarbis J. Łom. 1925). P. czerwionka. 
Uważana przez F o r e l a: "Die Ameisen der Schweiz 1915", str. 63. za 
"varietas" od pewnej rasy gatunku fusea L., naszem zdaniem okazuje się 
bliższą do rufibarbis F. niż do poprzedniego gatunku. Braliśmy ją po- 
przednio błędnie za właściwą F. rufibarbis F. :!), obecnie uważamy ją 
jako pokrewny z rufibarbis F. gatunek. 
<;( 
 Wulka 25. VI. 17., er 
 Las Krzywczycki 27. VI. 20., 
 Krzyw- 
czyce 30. III. 
35. F. rufibarbis Fabr. (= piligera J. Łom. 1925). P. krasnolica. 
<;( i 
 t3 Krzywczyce (Chomiec) 27. VI. 20. - Na Ratyńskiej Górze 
(koło tak zwanej niewłaściwie Miodowej Groty) 5. V. 18. w jednem gnieź- 
dzie znaleziono Q bardzo różniące się barwą, jedną zwykłej barwy, drugą 
prawie całkiem czarną, z wyjątkiem szczęk górnych, trzonków rożków 
piszczeli i stóp. - rl Wulka 21. IX. 19. 
Czy pod nazwą F. eunieularia Latr. przez W i e r z e j s k i e g o (4) 
ze Lwowa podana mrówka należy do F. rufibarbis Fabr., za której sy- 
nonizm uchodzi, czy też do F. rubeseens For., nie jest nam wiadomo. 
36. F. cinerea Mayr. P. żwirowa. 


1) Nazwę: "Micraner" spotykamy już w dziele: H. Donisthorpe, F. Z. S., etc. Bri- 
tish Ants. Plymouth 1915. na str. 35. . 
1) J. Ł o m n i c k i: Przegląd polskich gatunków rodzaju mrówki. Pol. Piso Ent. III. 
Lwów 1925. Str. 167-168, 171, 173, 179-182.
		

/Magazyn_130_01_0225_0001.djvu

			209 


Ze Lwowa z okolicami podaje tę mrówkę N o w i c k i (2), z janowa 
W i e r z e j s ki (3); ten Autor wyszczególnia z janowa (4) « 6. VII i (J' 
28. VIII. Forma lwowska (zbiór Muzeum im. Dzieduszyckich) 
zgadza się więcej z okazami piasków i moren niż z formą żwirowisk 
rzek górskich (11). 
Polyergus Latreille. Zabora Nowicki. 
37. P. rufescens Latr. Z. legionistka (9). 
c/ « 1j Krzywczyce (Chomiec) 18. VII. 17. - Dr. j. N o s k i e w i c z 
spotykał tę mrówkę też na Starych .Piecach przy Hołosku Wielkiem. 
Piękny ten owad nie jest zatem u nas rzadkością. 
Camponotus Mayr. Gmachówka Nowicki. 
Subg. M y r m e n t o m a Forel 1 ). 
38. C. fallax Nyl. G. zwodnicza. 
9 Pohulanka 21. V. 12. - 
 Lwów i Winniki. Synantropijna, ogól- 
nie rzadka, u nas jednak nie. 
Subg. C a m p o n o t u s Mayr. s. str. 
39. C. vagus Scop. (= pubescens F.). G. ćmawa. 
Z okolicy janowa podany ten gatunek przez N o w i c k i e g o (2), 
a z janowa przez W i e r z e j s k i e g o (3 i 4). Data okazów .ł M u z e u m 
i m. D z i e d u s z y c k i c h: janów - Ostry Garb 28. VII. 16. 
40. C. ligniperda Latr. G. drzewotoczna. 
Duże ;;j: Chowaniec 25. VII. 16. (zb. Dr. K i n e l i D r. Kra s u c ki). 
Hołosko Wielkie (las) 17. VIII. 16. 


Podany powyżej spis mrówek trzeba uważać jako inwentarz ga- 
tunków, znalezionych na obszarze Lwowa i okolicy, zarazem jako przed- 
wstępną pracę do głębszych studjów, np. nad rasami tych gatunków, 
albo nad ekologicznemi zespołami Lwowa i okolicy. 
Spodziewać się można jeszcze przybytków w gatunkach, ale nie wielu. 
już ten spis ujawnia rys dodatni, mianowicie występowanie szczegól- 
nie biologicznie interesujących gatunków, jak np. sierpnica, nieróbka, 
pierwomrówka mszarnica i zabora, między któremi pierwsza a szcze- 
gólnie druga przedstawiają zarazem wielkie rzadkości. Do rzadkości 
należy też otrupka. 
Niespodzianek zoogeograficznych spis nie daje. Widać z niego 
jasno położenie Lwowa oddalone od ostatnich stanowisk medyterrań- 
ski ch elementów, które znamionują jary południowo-wschodniej połaci 
polskiej części Podola, a także brak składników borealno-subalpejskich, 
występujących w pasmach Karpat. 


l) B. J{apaB86B: <ł>aBH8 MypaUloK Yllpa'iHu i t. d. jak wyzej, str. 276-277. 


14
		

/Magazyn_130_01_0226_0001.djvu

			210 


Wykaz piśmiennictwa do fauny mrówek Lwowa i okolicy. 
1. Dr. G. M a y r: Formicina austriaca. Wien 1855. 
2. P r o f. dr. M. N o w i c ki: Przyczynek do owadniczej fauny Galicji. 
Kraków 1864. 
3. A n t o n i W i e r z e j s ki: Przyczynek do fauny owadów błonkoskrzy- 
dłych (Hymenoptera). Spraw. Kom. Fiz. Kraków 1868. 
4. A. W i e r z e j s k i: Dodatek do fauny błonkówek (Hymenopterd). Spraw. 
Kom. Fiz. VIII. Kraków 1874. 
5. J. Ł o m n i c ki: Zarys fauny okolicy Lwowa. Sekcja fizjogr. Pol. Tow. 
Przyr. im. Kopernika. Przyroda Lwowa jej osobliwości i zabytki. 
Rozpr. i Wiad. z Muz. im. Dzied. T. I. 1914. Str. 110. 
6. - Stanowiska krajowe nieróbki czarniawej. Zapiski naukowe. Rozpr. 
i Wiad. z Muz. im. Dzied. T. III. lY19. Str. 199 i 200. 
7. - O mikrandrji u mrówki zbójnicy krwistej. Spraw. Tow. Nauk. 
R. I. Lwów 1921. Str. 105-106 i Kosmos, Lwów 1921. Str. 98-99. 
8. - Ueber den Anfang der Kolonien der gHinzendschwarzen Holz- 
ameise. Entomologischer Anzeiger. jhg. II. Nr. 7. Wien 1922. 
Str. 79-80. 
9. - O myrmekofilji zwierząt III. Słowo Polskie. Nr. 98 z dnia 7. maja 1922. 
10. jan Noski ewicz: Stanowiska Pierwomrówki mszarnicy (Servifor- 
miea pieea Nyl.) w Małopolsce. Rozpr. i Wiad. z Muz. im. Dzied. 
T.VII-VIII. We Lwowie 1923. Str. 133-135. 
11. J. Ł o m n i c k i: Przegląd polskich gatunków rodzaju mrówki. Pol. Piso 
EnŁ. III. Lwów 1925. Str. 167.
		

/Magazyn_130_01_0227_0001.djvu

			KORNEL MAKUSZYŃSKI. 


CICHA OPOWIEŚĆ. 


W chwili, kiedy ująłem pióro, zwyczajne narzędzie mojej pracy, 
pług mój, mój miecz i moje kopyto, pióro na zawsze z ręką zrośnięte, 
aby napisać do "Księgi Pamiątkowej" mojego gimnazjum - zadrżała ręka 
moja. Nierozumna ręka drży zawsze wtedy, kiedy zadrży serce, które" 
ma oczy, więc widzi, ma uszy, więc słyszy i ma - serce, więc kocha. 
Czemuż to zadrżało serce moje? Czy lęka się pióra, które jest grotem 
mojego łuku? Wszak trzydzieści coś książek stoi w szeregu na półce, 
trzydzieści książek, wypisanych na spękanej korze serca, moich książek; 
czyż mi dziwne pióro, czyż mi dziwne pisanie? Strawiłem na tem połowę 
nocy mojego życia, pazurem pióra wygrzebując promyczek z mroku 
i jasność z nocy, miłość z martwego kamienia i słodycz z trującego 
owocu. A jednak zadrżała moja ręka... Dziwne rzeczy i... śmieszne sprawy!... 
To dlatego, żem nagle serce w rękę ująwszy, cisnął je, jak kamień, da- 
leko wtył, poza siebie, na rozkwieconą łąkę; cofnął się czas zgryźliwy 
z duszą zeskorupiałą, trzydzieści książek, jak ptaków trzydzieści, pole- 
ciało na skrzydłach pod niebo, a mnie się wydawało, że mam napisać 
szkolne wypracowanie, młodzieniaszek z oczyma, pełnemi jasnych blasków, 
pijący woń wiosny, jak wino, żak niesforny, rymem głupstwa gadający. 
Wystrugał sobie pióro ze słonecznego promienia i jak z orężem idzie 
na bój ze słowem chrzęszczące m i warczącem, burzliwem i błyskającem, 
rwącem, jak rzeka, i huczącem, jak morze, ze słowem pysznem, niewstyd- 
liwem, gorącem, jak roztopiona lawa, i jasnem, jak słońce. Wielki lęk 
padł na rozgorzałą duszę, której się zdawało, że idzie kwiaty zrywać na 
łąkę, potem wić wieńce z kwietnych słów i ciskać je na wodę. O, hardy 
głupcze! O, młodzieniaszku! Noc całą będziesz się zmagał z jednem sło- 
wem i nie ugniesz mu karku, bo jest dębowe i żelazne i korzeniami do 
środka ziemi wrosłe. Inne ci blaskiem oczy wypali, a inne cię otruje 
zapachem. Dowiesz się o tern kiedyś potem, kiedy będziesz polował na 
słowa, jak na ryczące lwy i stokroć zapłaczesz, nim je ustawisz w szyk 
i nim "na lwa srogiego bez obawy siądziesz", dowiesz się kiedyś, potem 
o trudzie nieznanym, kiedy trzeba będzie bić młotem serca o rozpa- 
lone do białości słowo i smagany miljonem iskier, żarty blaskiem, w po- 
topie potu, co ci oczy zalewa, zanim wykujesz z białego żaru jakąś 
słuszność, co ma kształt kwiatu. albo serca, albo rajskiego ptaka. A są 
słowa takie, co mieszkają w głębokości pieczar, w niezmierzonej piersi 
ziemi, skąd je wygrzebać trzeba wśród męki, i wyważać, jak złomy gra- 
nitowe, i wynosić, ramionami objąwszy, płacząc z nadmiernego utrudzenia. 


14.
		

/Magazyn_130_01_0228_0001.djvu

			212 


Dlatego padł na mnie lęk w godzinie, kiedy mi się wydaje, że 
znów jestem młody i kiedy mam przynieść słowo moje w drżących dło- 
niach i ukazać je, jak ptaka, tym, co mnie nazwali mistrzem dobrym 
i cierpliwym. jestem w tej chwili, jak żak, żak, choć z sercem srebrno 
osiwiałem. Dlatego ręka drży, bo mnie może zapytać mój nauczyciel: 
- Czy znalazłeś słowo swoje? Czy byłeś w puszczy, aby nasłu- 
chiwać, jak gada Bóg w wierzchołkach drzew i w gęstwinie liści? Czy 
byłeś na szczytach gór, aby usłyszeć, jak On tam skwirzy, jak wielki 
orzeł albo jak straszliwy ptak Roch, chwytający dziobem błyskawice, jak 
złote węże? Czy byłeś we wnętrzu ziemi, gdzie się tłumi ogień i bulgoce 
mową niepojętą? Czy słuchałeś morza, które kuczy i burzy, które śpiewa? 
Odpowiem mu, oczy spuściwszy ku ziemi: . 
- Nauczycielu mój! Nie byłem ani w puszczy, ani na szczytach 
gór, ani we wnętrzu ziemi, gdzie gwiazdę swoją promienistą rzeźbi Lu- 
cifer. Nie byłem ani orłem, ani sępem, ani krukiem, co na księgach stru- 
pieszałych siadłszy, dziobem kowa twardy owoc mądrości. Nie latałem 
na błyskawicy od Wschodu do Zachodu, nie wadziłem się z Bogiem 
hymnem, w którym słowo każde pęka, jak petarda. Ale słowa mojego 
szukałem na nizinach, wśród kretowiska grobów, wędrowałem po zauł- 
kach murów, liszajem wstrętnym ropiących, kaprawemi oczyma wkoło 
patrzących, wałęsałem się, włóczęga w łachmanach, wśród nędzy i zgry- 
zoty, ucząc się mowy ludzi bardzo nieszczęśliwych. Znalazłem w ście- 
kach i śmietnikach słowa obolałe, sine od głodu, okrwawione i śmiertel- 
nie smutne... Czym źle uczynił, dobry mój mistrzu? 
Cóż mi odpowie? - Nie wiem. 
jak młodzieniaszek na egzaminie, mówię to wszy!>tko, zalękły i za- 
trwożony. Czy dobrze uczyniłem? Czy nauczyłem się lekcji życia i jego 
niezłomnych prawideł? Zdaje mi się w rozbłysku lęku, że je wiodłem 
lekkomyślnie, bo śmieszną czyniłem pracę. Kiedy bowiem w pogoni za 
najjaśniejszem słowem, za cudem harmonji i pełnością dźwięku wysze- 
dłem na świat, śpiewający, wszedłem najpierw w zaczarowane poetyckie 
ogrody, gdzie fontanny płaczą wierszami, kwiaty kwitną, jak rymy, każdy 
oddech zamienia się w motyla, a każde westchnienie w canzonę. Słowa 
moje kwitły, jak japońskie jabłonie, dzwoniło moje serce, jak dzwonek 
kryształowy, a dusza zamieniona była w harfę, na której wesoło grały 
wiatry. Nunc pede libero... O, Horacy! Czy się godzi ukwieconą gałęzią 
zasłaniać trąd, a złote wino lać na rany? Tuż za miedzą. tuż za słowi- 
czym gajem rozlało się wielkie bagno, którego sto słońc nie osuszy, 
siedlisko zgniłej gorączki, jadowitej rozpaczy, ropiącej zgryzoty i wie- 
czystego smutku. Nikt tam nie śpiewa, nikt się tam nie śmieje. Ludzie 
rozgorzałemi oczyma wodzą po niebie, szukając Boga. jedną mają wiarę 
żarliwą: w nieszczęściu i jedną mają nadzieję: w śmierci. Miłość ich 
płacze, ich gniew zabija, smutek ich jest ciężki, jak dym z fabrycznego 
komina, co, wilgocią dżdżystego dnia nasiąkły, wlecze się powoli, kłę- 
bisto, beznadziejnie, tuż przy ziemi. Dzieci ich mają rachityczne nogi, 
obrzękłe brzuchy i rozogniałe oczy. Domy ich są, jak zbutwiałe groby, 
pełne pleśni, stęchlizny i tej woni straszliwej, którą pachnie śmierć. 
Łowiąc gwiazdy na lazurowej wodzie, ujrzałem na jej drugim brzegu 
miasto potępionych, a za niem drugie i trzecie i tysiączne, kręgiem się
		

/Magazyn_130_01_0229_0001.djvu

			213 


wijące dookoła ziemi. Rym urwałem w połowie, tak, że się skurczył do 
jęku i zginął, jak zdławiony ptak. Poszedłem na te cmentarzyska żywych 
i tuż za bramą znalazłem porzuconą w rozdeptanej ziemi prawdę, że 
niema ludzi złych, są tylko ludzie bardzo nieszczęśliwi. 
Tylko serce -moje wie o tern, jakie myśli przychodziły do mnie 
nocą, chyłkiem, na tajemne narady; a rano zdumieli się przyjacieli moi, 
widząc, jak rzucam w wodę migotliwe szkiełka rymów, jak wypuszczam 
na wolność 'rajskie i tęczowe ptaki, jak grzebię w ziemi złotą formingę, 
na której się przygrywa Cezarowi i Witeljuszom i Gamaszom i Lukullu- 
som i rozigranej ciżbie, próżniakom, opojom i heterom, Bo albo trzeba 
grać na strunach spiżowych, rwać je potężnie i być Tyrteuszem, albo 
grać na gwiazdach, "jak na harmonijki kręgach", albo archanielskim gło- 
sem wołać na umarłych, w tuba mirum głos zamieniwszy, albo też trzeba 
kazać milczeć sercu, jeśli jest jak roztęskniony słowik, albo jak fontanna, 
co różową rozpryskuje wodę i w górę złote kulki słów podrzuca. 
Co czynić jednak należy, co czynić? Trzeba przeczytać przypo- 
wieści o dobrym Samarytaninie i pójść ratować nieszczęśliwych... Leczyć 
chorych. Pocieszać smutnych. Nadzieję ukazywać tym, co utracili nadzieję. 
Przeto po cichej naradzie z człowiekiem pokornym, (który we mnie mie- 
szka), wydobyłem z sakwy serca jedyny skarb, na czarną chowany go- 
dzinę, słodką okruszynę chleba, przezornie zachowaną z dzieciństwa, 
złoty promyczek, schwytany w chłopięce dłonie przed wielu, wielu laty, 
nasionko cudownego kwiatu, wichrem skądyś, z pod nieba przyniesione-----:- 
uśmiech. Wydobyłem go drżącemi rękoma, całe moje prawdziwe bogac- 
two, niefałszowane złoto i poszedłem z tern pomiędzy ludzi. Uśmiechem 
złociłem każde moje słowo, miałem je na oczach i na ustach, w dzień 
i w nocy i o każdej godzinie, bo szybko ujrzałem, że wichr chłodzi 
czoło, woda gasi pragnienie, chleb koi głód, balsam goi rany - a uśmiech, 
jeden uśmiech w sercu narodzony i podany z miłością, umie to uczynić 
wszystko razem i jest jak wiatr i jak woda, jak chleb i jako balsamy. 
jakkolwiek było ze mną, cokolwiek się działo w sercu mojem, na twa- 
rzy miałem uśmiech. Masca eris et semper videbis! - jak skromny czło- 
wiek z romansu Wiktora Hugo. Semper? Nie! Może kiedyś i ja odpocznę, 
twarz rozprężę i dam sercu odpocznienie, ciężką, ponurą pracą uśmiechu 
zmęczonemu. Coś mi się jednak zdaje, że ten uśmiech z moich oczu 
zdejm
e śmierć, która się nigdy nie śmieje... 
Zywot mój wydaje mi się tak równie prosty, jak ów pomysł bied- 
nego kuglarza, co sztukami swojemi, modlitwy dostojnej nie znając, ura- 
dować chciał Matkę Boską. Nie umiem przenosić gór cierpienia, ani od- 
walać grobów, ani jak pies straszliwy, szczekaniem wśród nocy, uśpione 
budzić sumienia. Nauczyłem się jednak z ciężkim trudem, nauki pokor- 
nej: jak otrzeć łzę nieszczęśliwą, jak pocieszyć biedaczynę, jak rozśmie- 
szyć żołnierza, aby nie widział śmierci i aby nie poczuł głodu, jak opo- 
wiadać bajki sierocie, aby się uśmiechnęła, jak uczyć miłości wszystkiego, 
co zapomniane i podeptane ciężką stopą życia. Kłamię ślepcom, że jest 
wiosna, kiedy wyje zima, aby nie czuli jej srogości, kłamię, że dzień 
jest o północy, aby nie czuli lęku.
		

/Magazyn_130_01_0230_0001.djvu

			214 


Może to wszystko czynię źle i niezręcznie. Bóg jednak widzi, że 
w tej pracy wyczerpałem serce. A jeśli mi się udało otrzeć jedną, jedyną 
łzę ludzką, mniemam, że nie zmarnowałem życia... 
Czyż nie prawda, nauczycielu mój, mistrzu mojej młodości? 
Odpowiedz mi uśmiechem, bo ja, który głoszę radość, nie mam 
czasem ani okruszyny jednej uśmiechu na użytek własny...
		

/Magazyn_130_01_0231_0001.djvu

			DR. JÓZEF MIRSKI. 


TEATRALIZACjA TEATRU. 
O teatrze piszą i mówią u nas naogół, jak kto chce. W żadnej in- 
nej dziedzinie nie panuje może taka irytująca frazeologja, niczem nie wy- 
legitymowana aprioryczność myślenia, dowolność pojęć i metod. Należy 
tedy ustalić pewne pojęcia podstawowe, a przedewszystkiem samo po- 
jęcie "teatru", stanowiące fundament i oś wszelkich poczynań i dyskusyj 
teatrologicznych, Zagadnieniu temu poświęciłem studjum p. t. "O d u s z Y 
t e a t r u". ("Przegląd Warszawski" R. 1925, Z. 41 i 42). Obecnie podej- 
muję je tu do pewnego stopnia ponownie, tym razem jednak w związku 
z zagadnieniem t. zw. "teatru nowego", którą to nazwą ująć chcę tak 
liczne i różne napozór, a w gruncie rzeczy pokrewne sobie tendencje 
współczesne, zmierzające do "odrodzenia" teatru. 


I. 


"Teatr nowy", jakimkolwiekby on był, da się, jak sądzę, scharak- 
teryzować najogólniej zapomocą dwu cech, ściśle zresztą ze sobą zwią- 
zanych, a mianowicie: a u t o n o m i z m u i f o r m i z m u teatralnego. 
Pierwszy oznacza tendencję antydramatyczną i antyliteracką, wogóle dą- 
żenie do bezwzględnej lub maksymalnej "teatralizacji" teatru; drugi 
zaś poszukiwanie nowych środków wyrazu i działania w zakresie wy- 
łącznie lub głównie formalnym. 
Zacznijmy od f o r m i z m u. 1) Rzuca się tu przedews
ystkiem w oczy 
geneza formizmu teatralnego z formizmu plastycznego. Swiadczy o tem 
nie tylko identyczność założeń ,eoretycznych, przeniesiona żywcem z pla- 
styki na teatr, ale także wielce znamienny fakt, że twórcami lub inspira- 
torami tego typu "nowego teatru" są w przeważnej mierze - malarze 
i "konstruktorzy przestrzeni scenicznej", z czego w praktyce wynika 
niezmierna przewaga elementu plastyczno-technicznego nad wszystkiemi 
jnnemi elementami teatru, a zwłaszcza nad dramatem, który bądź odpada 
niemal zupełnie, bądź staje się nie tyle "tekstem", ile raczej "prete- 
kstem" do inscenizacji, oraz nad aktorem, który w ostatecznej konse- 
kwencji staje się tylko "plamą barwną" linją i bryłą, t. j. elementem 
składowym ogólnej kompozycji formalnej, a więc zrazu jeszcze żywą, 
trójwymiarową marjonetką, wkońcu zaś - płaską, dwuwymiarową 


1) Teoretycznym przedstawicielem tego kierunku jest u nas Stanisław Ignacy 
'Vitkiewicz, wyłuszczający swój teoremat w książce p. t. "Teatr" (Krakowska Spółka 
Wydawnicza, 1923).
		

/Magazyn_130_01_0232_0001.djvu

			216 


"wycinanką tekturową".l) W tym skrajnymJormizmie spotykamy się jakby 
z bezwzględną konsekwencją pojęcia teatru jako w i z j i w znaczeni u 
w i d o w i s k a, o b r a z u. 
Za takiem pojmowaniem teatru przemawiałyby na pozór etymologja 
wyrazu "teatr" (&EłxOp.o:t= patrzę) oraz grupa takich terminów, jak "wi- 
dowisko", "widz", "widownia" (czy wedle Kryńskiego "widzownia"), 
"spektakl" i i. ,:)wiadczą one rzeczywiście o tern, że w poczuciu po- 
wszechnem przeważa wizualny charakter teatru, nie dowodzą jednak, by 
teatr należało utożsamiać z wizją - statyczną, a więc z plastyką; wizu- 
alność teatru może co najwyżej oznaczać ten oczywisty fakt, że teatr 
działa przedewszystkiem p r z e z zmysł wzroku, co nie przesądza bynaj- 
mniej, by samo widzenie miało być w teatrze celem, a przedmiotem wi- 
dzenia tak czy owak pojęty - obraz; wiadomo (i postaramy się w dalszym 
ciągu przypomnieć to i wyświetlić), że był nim i jest przedewszystkiem 
aktor, aktor grający; nie tylko mimiką i gestem grający, lecz także słowem; 
wizualne więc ujęcie teatru mogłoby jedynie podkreślić w nim, jako 
główny, ten właśnie czynnik w i d z i a l n y: aktora w ruchu - w prze- 
ciwieństwie do wyłączności lub nadmiernej przewagi elementu akustycz- 
ne.go t. j. słowa mówionego lub śpiewanego. 
Oczywiście bez słowa i ruchu nie obejdzie się również teatr formi- 
styczny; schodzą w nim one jednak na plan drugi, na czoło zaś wysuwa 
się - obraz (dekoracja, konstrukcja sceny, kostjum, światło, barwa i t. d.), 
a słowo jest tylko jakby komentarzem do poszczególnych "obrazów 
żywych". Możnaby nawet zaryzykować określenie tego teatru, jako 
serji "obrazów mówionych" lub "kino fonu" . Charakterystykę tę z roz- 
mysłu przejaskrawiamy; w praktyce nie wychodzi ona nigdy "na czy- 
sto", gdyż sama tzeczywistość wszelkiego teatru broni się przeciwko na- 
rzucaniu jej w całej rozciągłości tego istotowo obcego teatrowi teorematu. 
Tę samą, do pewnego stopnia przejaskrawiającą cechy istotne me- 
todę charakterystyki zastosujemy również do drugiego rodzaju formizmu 
teatralnego, który w przeciwieństwie do tamtego, statyczno-plastycznego, 
możnaby nazwać dynamiczno-motorycznym, a którego typowym przy- 
kładem jest t. zw. biomechaniczny teatr słynnego teatralika rosyjskiego 
Meyerholda. Formizmem w swoim rodzaju jest i ta koncepcja teatru, po- 
nieważ i ona dąży do "czystej formy" teatralnej czyli do "teatralizacjj 
teatru", akcentuje jednak głównie dynamikę ruchu, montując zaś w tym 
celu olbrzymią maszynerję, zmierza już wprost do "kinofikacji" a nawet, 
żeby tak rzec, "cyrkofikacji" teatru. Oczywiście, że rola aktora w tym 
teatrze staje się również nie tylko inną, niż w teatrze tradycyjnym, lecz 
także inną, niż w teatrze typu formistyczno-praktycznego. Aktor bowiem 
nie tylko nie "przeżywa" ani nie wyraża tu żadnej konkretnej, ciągłej 
i zorganizowanej treści duchowej, lecz nie jest już także tylko plamą 
lub bryłą; w teatrze dynamicznym aktor, rzecz jasna, może stanowić 
tylko element dynamiczny, a że wzorem "formizmu dynamicznego" jest 
m a s z y n a, przeto i aktor może tworzyć tylko cząstkę tego ogólnego 
mechanizmu, sam tedy musi być ż y w y m m e c h a n i z m e m lub z m e- 


.I) Tairow w "Zapiskach reżysera".
		

/Magazyn_130_01_0233_0001.djvu

			217 


c h a n i z o w a n y m o r g a n i z m 
 m czyli - innemi słowy - akrobatą, 
gimnastykiem, tancerzem. 
Odmiennym jest też w konsekwencji teatraliznI tego teatru t. j. 
istota i rodzaj jego działania. Dąży on bowiem przedewszystkiem do 
e k s ta z y i o r g j a z m u. Ten właśnie ekstatyczny i orgjastyczny cha- 
rakter różni go nie tylko od teatru tradycyjnego, lecz także formi- 
styczno - plastycznego o charakterze bardziej kontemplacyjnym i sta- 
tycznym. już tu zwracamy uwagę na pewien znamienny prymitywizm 
tego teatru, polegający na powrocie niejako do pierwotnych, dionizyj- 
skich źródeł. O tern obszerniej w dalszym ciągu, a obecnie przej- 
dziemy do drugiej, obok formizmu, doniosłej cechy "teatru nowego" 
t. j. do jego t e n d e n c ji a d r a m a t y c z n e j lub a n t y d r a m a t y c z n ej. 


II. 


T endencję tę tłumaczy się zwykle dążeniem teatru do wyzwolenia 
się z przewagi literatury, co, na język konkretny przełożone, 'oznacza 
raczej dążenie inscenizatora, jako rzekomo jedynego legalnego twórcy 
i artysty teatru, do całkowitego owładnięcia teatrem. jest to niewątpli- 
wie czynnik nader ważny dla omawianego tu zagadnienia, nie wyjaśnia 
go jednak całkowicie. Wogóle bowiem rozważania nad rozwojem i sta- 
nem danej sztuki, ograniczające się do samych problematów formalno- 
estetycznych, nie doprowadzają nigdy do zupełnego wyjaśnienia tych 
zjawisk, o ile nie wyjdą poza nie do przyczyn ogólniejszych natury spo- 
łecznej i kulturalnej. To też i formuła: "teatr nowy jest reakcją przeciw 
dominującej w nim roli dramatu" nie tłumaczy wszystkiego, a przede- 
wszystkiem nie tłumaczy faktu owego p r y m i t Y w i z m u, stanowiącego, 
zdaniem naszem, mimo całego oszałamiającego wyrafinowania technicz- 
nego bodaj czy nie najbardziej charakterystyczną cechę "teatru nowego". 
Prymitywizm ten objawia się w samej istocie działania czyli w samym 
teatralizmie obu wyróżnionych przez nas. typów "nowego teatru". jakże 
bo to one chcą działać i działają? Zapomocą jakich środków? Na jakie 
ośrodki wrażliwości i stopień kultury obliczonych? Nie g e s t i m i- 
m i k a, a zwłaszcza nie s ł o w o, szczególnie słowo artystycznie ukształ- 
towane, a więc nie elementy, wyrażające treści wyższego rzędu i apelu- 
jące tern samem do wyższych form życia psychicznego, lecz o r g j a z m . 
i o b r a z o w ość - w różne m zresztą ustosunkowaniu wzajemnem - 
jako cel i środki, przystosowane do typu widza niższego, bardziej bier- 
nego, reagującego tylko zmysłowo i organicznie, - oto wyraz este- 
tycznych dążeń "teatru nowego". Otóż po wyjaśnienie t e g o zjawiska, 
zjawiska prymitywizmu, musimy zwrócić się do innych czynników, niż 
te, które określa się zazwyczaj jako "reakcję przeciw teatrowi staremu" 
czy też jako "dążenie do bezwzględnej teatralizacji teatru". 
Stwierdźmy przedewszystkiem fakt trywjalny wprawdzie, niemniej 
jednak dla bytu teatru naj żywotniejszy, a mianowicie jego z a l e ż n ość 
od w i d z a czyli p u b l i c z n o ś c i. W żadnej innej dziedzinie twórczości 
zależność ta nie sięga może tak głęboko, ile że widz teatralny, jak to 
jeszcze w dalszym ciągu wykażemy, nie jest tylko odbiorcą sztuki skąd- 
inąd od niego niezależnej, przedmiotowo mu przeciwstawionej, lecz sam
		

/Magazyn_130_01_0234_0001.djvu

			218 


stanowi jeden z najistotniejszych składników wszelkiego "żywego teatru". 
To też zupełnie dobrze można wyobrazić sobie - przynajmniej do 
pewnego stopnia - np. malarstwo bez widza lub muzykę bez słuchacza, 
ale żadną miarą teatru bez publiczności; teatr taki byłby czemś po- 
czwarnem i - sprzeczny sam w sobie. Stąd wypływa nie tylko znany 
powszechnie głęboki wpływ publiczności na rodzaj, styl i formę teatru, 
lecz przedewszystkiem ten elementarny fakt, że każdy teatr chce tę pu- 
bliczność mieć i ile możności jak najsilniej na nią oddziałać. Cecha ta, 
wypływająca ze zbiorowej, społecznej istoty teatru. potęguje się jeszcze 
niezmiernie wówczas, gdy teatr, jak wszystkie niemal teatry dzisiejsze, 
prowadzony jest merkantylnie, gdy więc sam jego byt materjalny zależy 
od frekwencji publiczności, a tern samem zdany jest na łaskę jej i nie- 
łaskę. Taki teatr musi oczywiście starać się wszelkiemi środkami o to, 
by się tej swojej publiczności - "podobać". W jaki sposób, to zależy 
właśnie od rodzaju tej publiczności. Między teatrem (sceną) a publi- 
cznością istnieje, jak w naczyniach włoskowatych, dążność do zrównania 
poziomów, przyczem jednak publiczność stanowi element o wiele opor- 
niejszy i raczej poziom i jakość teatru regulujący,niż przezeń regulowany. 
Do powyższej przesłanki dodajmy drugą, odnoszącą się do grun- 
townej przemiany publiczności teatralnej, jaka nastąpiła w dobie powo- 
jennej. Publiczność ta, jakkolwiekbyśmy ją socjologicznie skwalifikowali, 
przedstawia bądź co bądź żywioł kulturalnie młodszy i psychicznie pier- 
wotniejszy; wnosi ona z sobą do teatru własne kategorje wrażliwości, 
myślenia, czucia i smaku, domagające się zadośćuczynienia im, jeżeli 
teatr ma liczyć na jej względy i wytrzymać jako tako konkurencję - 
z kinem, jako doskonale właśnie przystosowaną do powyższych kate- 
goryj odmianą sztuki teatralnej. Pragnąc być ścisłym, należałoby nie- 
wątpliwie zbadać i określić ten rodzaj psychiki czy wrażliwości este- 
tycznej, ażeby wyjaśnić nie tylko powodzenie kina, lecz i niepowodzenie 
teatru "starego" oraz wszystkie próby unowocześnienia go, które, 
zdaniem nasze m, idą po linji dostosowania teatru do wymagań 
tej nowoczesnej publiczności. Dla naszego celu jednak wystarczy, jeśli 
z pewną niewątpliwą słusznością przyjmiemy rzecz ogólnie zresztą znaną, 
że psychika tej publiczności należy do typu pierwotniejszego t. j. że 
reaguje przedewszystkiem na zjawiska, działające na zmysły i popędy 
. a nie na wyższe centra psychiczne: intelektualne i emocjonalne. 
Powyższe dwie przesłanki prowadzą do wniosku, że teatr współ- 
czesny, zmuszony liczyć się z ośrodkami największej wrażliwości swoich 
widzów, poszedł nieuchronnie w kierunku wspomnianego prymitywizmu, 
wysuwając na czoło czynniki, działające doraźnie, t. j. plastykę, ruch 
i muzykę, a obniżając wartość s ł o w a (dramatu) oraz subtelniejszej gry. 
Być może, że interpretacja taka spotka się z zarzutem pewnej - 
"płytkości", nie umiejącej ocenić w "teatrze nowym" jego n o w o c z e- 
s n o ś c i. To też śpieszymy zaznaczyć, że twórców nowego teatru nie 
podejrzewamy wcale o wyłączny oportunizm; przeciwnie, przyjmujemy, 
że są oni istotnie wyrazicielami "nowego ducha czasu". Nie zmniejsza 
to jednak wagi poprzednich wywodów i nie przesądza sprawy, czy kie- 
runek ten mimo całej swej nowoczesności oznacza rzeczywisty postęp 
i czy odpowiada d u c h o w i t e a t r u, czy też jest raczej pewnego
		

/Magazyn_130_01_0235_0001.djvu

			219 


rodzaju aberacją, odszczepieństwem od tego ducha. Teatr jest sztuką 
i, jako taki, podlega wartościowaniu estetycznemu; samo więc wyjaśnie- 
nie pewnej fazy jego rozwoju, sam wywód jej z "ducha czasu" czyli 
z ogółu przyczyn natury społecznej i kulturalnej nie mówi nam jeszcze 
nic o jej war t o ś c i. 


III. 


Należy zatem rozpatrzeć kwestję estetycznej wartości tego teatru 
a przedewszystkiem, czy i o ile ten "teatr nowy" jest jeszcze - teatrem. 
Takie postawienie sprawy może na pierwszy rzut oka wydawać się 
znowu conajmniej - paradoksalnem. Wszakże - powiedzą- najlepszem, 
a raczej jedynem kryterjum może tu być d z i a ł a n i e teatru, nie zaś 
jakieś umowne jego określenie. Zapewne, o to właśnie działanie idzie; 
bo przecież to, że coś się w teatrze (fizycznym) dzieje i że to coś jakoś, 
choćby nawet bardzo intensywnie, działa, że się jakoś podoba, nie do- 
wodzi jeszcze bynajmniej, że to c o ś jest teatrem i że to jak i e ś dzia- 
łanie jest właśnie teatrem, teatrem prawdziwym i pełnym. Są to sprawy 
poprostu zawstydzająco banalne, a jednak dziwnie niedoceniane. Wszak 
każda sztuka, a cóż dopiero tak wysoce złożona, jak teatr, może jakoś, 
nawet estetycznie, działać, jednakowoż nie przez same czy.nniki istotne, 
lecz uboczne, tak np. muzyka przez swą programowość, poezja przez 
swą muzyczność, malarstwo przez swą treść anegdotyczną i t. d. Spo- 
tykamy się tu z zagadnieniem estetycznem, które dla poezji i malarstwa 
podjął był jeszcze Lessing, dla muzyki później Hanslick, u nas dla malar- 
stwa St. Witkiewicz, a ostatnio dla kinoteatru Irzykowski. Chodzi w niem 
zawsze o określenie i ustalenie dla poszczególnych sztuk warunków ich 
odrębności i swoistości, a temsamem o oczyszczenie ich z elementów 
obcych ich istocie lub nieistotnych ; chodzi o to, by każda sztuka była 
przedewszystkiem sobą i tworzyła w granicach własnych środków, ma- 
terjału i form; chodzi o jasność i ład w pojęciach i w praktyce twór- 
czej, o ochronę twórczości od zamętu a szczególnie od błędu, dającego 
się porównać z błędem w myśleniu, który logika nazywa "przejściem 
do innego rodzaju" «(.LEti
Ml<; Et<; ljJ),o "(EYO<;). To samo zagadnienie należy 
podjąć również odnośnie do teatru, w którym dziś właśnie zapanował 
niesamowity zgoła chaos, istny sabbat najrozmaitszych sztuk i - sztu- 
czek, hasających dowolnie na tej bezpańskiej Łysog-órze 1 ). Nie widzimy, 
nie widzą tego zwłaszcza sami twórcy i propagatorzy "nowego teatru", 
że teatr dzięki swej złożoności i elastyczności może - zwłaszcza na 
nieuświadomioną masę publiczności - działać także takiemi środkami 
i czynnikami, które w gruncie obce są istocie teatru lub łączą się z nim 
tylko ubocznie, wskutek czego wytwarza się zczasem przesąd, utrwala- 
jący się wkońcy w jakąś niekontrolowaną wiarę czy teorję, że t o wła- 
śnie jest teatr. Ze taki paralogizm estetyczny nie jest czemś abstrakcyjnem 


S. I. Witkiewicz miał więc myśl doskonałą, gdy, kontynuując niejako myśl swego 
ojca, wielkiego "czyściciela" malarstwa polskiego, podjął zagadnienie teatru "czystego" 
("czystej formy teatralnej"). Niestety jednak Witkiewicz - zapewne wskutek przeważającej 
w nim dyspozycji malarskiej - zastosował do teatru teorję formizmu plastycznego, do- 
puszczając się w ten sposób właśnie owego błędu "metabazy". 


-------'
		

/Magazyn_130_01_0236_0001.djvu

			220 


tylko, lecz że posiada niezwykłe znaczenie także dla praktyki teatralnej, 
tego dowodzą dzieje teatru zarówno przeszłe, jak i obecne: oto ilekroć 
teatr traci własną "duszę", tylekroć, chcąc za wszelką cenę "działać", 
chwyta się konkurencji z innemi sztukami lub ucieka się do ich pomocy, 
czemu w ostatnich czasach sprzyja również do pewnego stopnia dość 
mętna zresztą teorja o teatrze jako "sztuce syntetycznej". 
I gdybyż przynajmniej w ten sposób ów cel ("działanie") został 
naprawdę osiągnięty! Tymczasem słyszy się zewsząd biadania, że pomimo 
wszelkie wysiłki reformatorskie publiczność do teatru coraz mniej chodzi, 
co przecież nie oznacza nic innego, jeno że się ta publiczność w nim - 
nudzi czyli że "teatr nowy" zgoła na nią nie działa. Wpadamy na pozór 
w sprzeczność. Wszak dopiero co stwierdziliśmy, że "teatr nowy" miał 
powstać właśnie dla owej "nowej" publiczności, z jej ducha i na jej 
użytek. I taż "nowa" publiczność miałaby się, w nim nudzić? Sprze- 
czność tę postaramy się w dalszym ciągu wyjaśnić. Tu, zaznaczając 
tylko powyższy fakt, sądzimy, że zamiast poszukiwać coraz nowych 
i wymyślniejszych sposobów do jakiegokolwiek zemocjonowania i - 
zepatowania publiczności, sposobów, zamieniających teatr często na ro- 
dzaj panoramy, cyrku, kabaretu czy kina, należałoby wejść w samo jądro 
zagadnienia i zrozumieć nareszcie ten prosty fakt, że klątwą teatru no- 
woczesnego jest jego - ateatralność, jego zwyrodnienie i sprzeniewie- 
rzenie się duchowi teatru, że więc jedyna rada i zbawienie leży w tern, 
by powrócić - do teatru prawdziwego. 
Powrót do teatru! - oto co należałoby zawołać właśnie dziś, 
w dobie na pozór najjaskrawiej "steatralizowanego" teatru, przypominając 
w ten sposób, że duszy prawdziwego teatru powinno się szukać zupełnie 
gdzie indziej, a nie tam, gdzie szuka jej "teatr nowy". 


IV. 


Zkolei wypadałoby przystąpić do określenia owej "duszy teatru". 
Przedtem jednak pragniemy jeszcze poświęcić parę uwag innej sprawie. 
Stwierdziliśmy powyżej, że antydramatyczna tendencja "teatru nowego" 
pozostaje w związku z jego pryrpitywizmem, który wysuwa na czoło ele- 
menty działające zmysłowo i organicznie, obniża zaś wartość słowa i gry 
czyli funkcję aktora mówiącego i grającego. A przecież, czemkolwiek 
innem jeszcze jest teatr, słowo mówione stanowi w nim jeden z naj- 
istotniejszych czynników. Wszak już taneczne ruchy teatru pierwotnego 
różniły się od czystego tańca tern, że coś w y r a ż a ł y, że zatem były 
ruchami ekspresyjnemi. Sztuką stał się teatr dopiero wtedy, gdy obok innych 
środków zaczął posługiwać się najwyższym pod względem rozwojowym 
i najdoskonalszym środkiem wyrazowym t. j. słowem, zrazu śpiewanem, 
potem mówionem, czyli, gdy oparł się o dramat. Nie mamy zamiaru śle- 
dzić tu pod tym kątem widzenia dalszego rozwoju teatru ani stosunku 
dramatu do teatru, chcemy tylko stwierdzić, że rozwój ten, idący po 
linji coraz organiczniejszego związku teatru z dramatem, zczasem w miarę 
coraz większego usamodzielniani.a się dramatu, jako formy literackiej, do- 
prowadził w samej rzeczy do pewnego przerostu słowa, względnie dra- 
matu w teatrze, czyli do teatru literackiego, to zaś musiało ostatecznie
		

/Magazyn_130_01_0237_0001.djvu

			221 


wywołać reakcję w postaci dążeń powrotnych do pierwotnego teatru 
plastyczno-ruchowego. , 
Z tej jednak skądinąd słusznej reakcji przeciwko przerostowi lite- 
ratury w teatrze zrobiono reakcję przeciwko - samemu dramatowi i oto 
dopłynęliśmy do teatru -- bez dramatu. Sprawa zaś jest poprostu ta, że 
słowo, które pierwotnie było jednym z najważniejszych, lecz bynajmniej 
nie jedynym wyrazem dramatu, wybujało zczasem ponad dramat żywy. 
Stało się to wskutek procesu, będącego niejako odwrotnością tego, co 
dzieje się dziś, a mianowicie wskutek opanowania dramatu przez "czy- 
stych" poetów, którzy z dramatu uczynili jedną z form poezji czy też 
literatury wogóle. A jednak poezja lub naj ogólniej literatura jest 
sztuką słowa, dramat zaś należy tylko do pewnego stopnia do literatury, 
mianowicie o tyle, o ile i on posługuje się także słowem; nie jest nią 
natomiast o tyle, o ile słowo spełnia w nim funkcję inną, niż np. w po- 
wieści czy w liryce, jako że pełnię swoistego życia otrzymuje dopiero 
wtedy, gdy jest g r a n e t. j. przez żywego aktora wypowiadane i to 
jako jeden tylko obok innych wyrazów jego przeżyć aktualnych. Utwór, 
w którym słowo spełnia funkcję czysto literacką, względnie poetycką, 
choćby formalnie był jak najpodobniejszy do dramatu, dramatem żywym 
nie j.est; - dramatem żywym lub, co na jedno wychodzi, dramatem 
scemcznym. 
Zbyt daleko by nas zawiodły rozważania nad różnicą między zna- 
czeniem słowa w poezji a jego rolą w dramacie. Pomijając tu tedy tę 
nader subtelną i zawiłą kwestję, chcemy tylko zaznaczyć, że rozwój dra- 
matu nowoczesnego poszedł istotnie przedewszystkiem w kierunku lite- 
racko-poetyckim, wytwarzając owe skądinąd nieraz wspaniałe, lecz zgoła 
nie s
eniczne "poematy dramatyczne" lub t. zw. dramaty książkowe. 
Ze ten dylemat: poezja-dramat nie jest koniecznością, dowodzą tacy 
genjusze teatru i dramatu, jak Shakespeare i Molier, u których słowo 
(dramat) tkwi organicznie w teatrze a teatr w słowie (dramacie), t. zn. 
u których słowo jest tylko jednym z wyrazów dla ruchów psychicznych, 
wymagających uzewnętrznienia w akcie teatralnym t. j. w grze aktora. 
Dramat literacki zaś oddalił się od swego macierzystego podłoża teatral- 
nego, a w dążeniu do własnej pełni i samostarczalności skoncentrował 
się wyłącznie lub głównie na słowie. 
Z tego więc stanowiska reakcja "teatru nowego" jest uzasadniona 
i pożądana. Wyszła ona jednak daleko poza granice racjonalne. Wywo- 
łały ją bowiem i, jak wykazaliśmy, wypaczyły także inne przyczyny 
pozaartystyczne. Słowo bowiem, słowo artystyczne, literackie, może 
"przemawiać" tylko na tle pewnej, stosunkowo wysokiej kultury słow- 
nej. Teatr oparty na słowie, na sztuce słowa, mógł więc i może działać 
tylko póty, póki u publiczności istnieje ta kultura, pozwalająca słowu 
rozwinąć całą swą dynamikę i zastąpić nią do pewnej miary inne ele- 
menty teatralne. Gdy tej kultury publiczność teatralna nie posiada, teatr 
zmuszony jest sięgnąć do pierwotniejszych, a dotąd całkowicie zaniedby- 
wanych lub na plan drugi usuwanych bardziej "konkretnych" i dostęp- 
nych środków ekspresji. Tak jest właśnie dzisiaj. Widzieliśmy jednak, 
że teatr dzisiejszy, znalazłszy się pod wysokiem ciśnieniem czynników 
realnych, zboczył od właściwego toru i zjechał na tor ubocznych działań.
		

/Magazyn_130_01_0238_0001.djvu

			222 


I tern tłumaczy się upadek teatru, upadek nie tylko z punktu widze- 
nia jakiejś estetyki umownej i normatywnej, lecz także z bardziej prak- 
tycznego punktu widzenia t. j. braku frekwencji, będącego wyrazem i do- 
wodem, że teatr dzisiejszy mimo niesłychanego wytężenia techniki i po- 
mysłowości nie działa nawet na tę dzisiejszą publiczność, do której się 
właśnie stara przystosować. Oczywiście wyniki różnych ankiet, stwier- 
dzające mniej więcej zgodnie, że główną przyczyną tego upadku jest 
powojenny kryzys gospodarczy oraz konkurencja kina, ujmują sprawę 
nazbyt ciasno i chybiają celu; bo przecie ci sami ludzie, których nie 
stać rzekomo na teatr, wydają niepomiernie większe sumy nie tylko na 
kina, lecz i na inne przyjemności i użycia mniej wybredne. 
Sytuacja teatru jest istotnie ciężka. Staraliśmy się scharakteryzować 
ją powyżej. Tu dodamy jeszcze nader trafne uwagi, które o stanie dzi- 
siejszego teatru wypowiada jeden z estetyków współczesnych 1): 
"Niski stan obecnej sztuki scenicznej pochodzi z ciężkości wystawy 
i mimiki. Dopełnienie dzieła poetyckiego akcentuje się więcej, niż dzieło 
samo. Czyni się tą drogą ustępstwa obcemu sztuce gustowi szerokiej 
publiczności, wymagającemu, by wszystko dawać z wyrazistością doty- 
kalną i aż do złudzenia a nie pozostawiać nic oglądaniu w refleksach. 
Gdzie zaś spostrzega się braki i pożąda reform, tam powołuje się na 
scenę malarza lub artystę przestrzeni. Stwarza on napewno coś lepszego, 
niż niezdarna robota rzemieślników scenicznych. Ale błąd zasadniczy 
pozostaje, a mianowicie ten, że dopełnienie dramatu ma za silny akcent, 
albowiem artysta plastyczny jest jeszcze mniej skłonny do postawienia 
własnego światła pod korzec dramaturga: chce on zwrócić na siebie 
uwagę nastrojami przestrzeni i finezją barw". 
Uwagi te odnoszą się do skromnych jeszcze zaczątków tego ruchu, 
który dziś wybujał ponad wszelką miarę, odrzucając wszelką skromność 
i głosząc zupełnie otwarcie hasło: "Teatr dla teatru" t. j. dla insceniza- 
tora, dla autonomicznej twórczości scenicznej, nie zaś dla dramatu. A jednak 
hasło to może oznaczać jeszcze rzecz wręcz odmienną. Rozumiane i re- 
alizowane tak, jak rozumieją i realizują je skrajni reformatorzy, doprowa- 
dziło teatr do - sprzeniewierzenia się duchowi teatru a przez to do od- 
stręczenia publiczności od teatru. 
I tu dotykamy sprawy najistotniejszej. Oto nie ulega wątpliwości, 
że publiczność, chodząca do teatru, jakakolwiekby ona była, szuka 
w nim i pragnie intuicyjnie czegoś całkiem specyficznego, czego jej nie 
daje ani kino, ani galerja obrazów, ani kabaret, ani cyrk. Intuicja ta jest 
zupełnie trafna; bo, jeśli teatr jest sztuką, sztuką odrębną, musi nie tylko 
wyrażać się odrębnemi, swoistemi środkami i formami, ale w rezultacie 
wytwarzać także całkiem specyficzny rodzaj "rozkoszy estetycznej". 
Nazwijmy ją np. m a g j ą t e a t r a l n ą; każdy zna, ją doskonale i potrafi 
odróżnić od wszelkich ubocznych, allogenetycznych działań, które teatr 
dzięki swej złożoności może wywierać, ale które widzowi nie zastąpią 
nigdy "teatru prawdziwego"; a że widz teatralny nastawiony jest psy- 
chicznie na "teatr", przeto z uczucia zawodu rodzi się uczucie - nudy, 
co w konsekwencji powoduje, że widz poczyna od takiego teatru stronić. 


J) Broder Christiansen : "Filozofia sztuki" (Warszawa, 1914, str. 154 i n.).
		

/Magazyn_130_01_0239_0001.djvu

			223 


"Nuda" w nowoczesnym teatrze ma zresztą jeszcze inne przyczyny, które 
tu ze względu na nasz problem pomijamy. 
Tak więc rozwiązuje się ów pozorny nasz paradoks, polegający na 
tern, że kryzys teatru nowoczesnego przypisaliśmy - nadmiarowi teatral- 
ności. Stwierdzamy bowiem, że ta teatralnąść jest zupełnie zewnętrzna, 
rozbieżna lub wprost sprzeczna z "duszą teatru". Godząc się tedy na 
tak ulubione w sferach "czystych teatralików" hasło: "Teatr dla teatru" 
lub "Teatralizacja teatru", czynimy to jednak w sensie wyłącznie for- 
malnym, albowiem z hasłem tern łączymy treść zupełnie różną a nawet 
wprost przeciwną, ugruntowaną na poglądach naszych na istotę czyli 
"duszę teatru". 


v. 


Zagadnienie istoty teatru staraliśmy się wyświetlić we wspomnia- 
nem już studjum "O d u s z Y t e a t r u". Odsyłając tedy czytelnika, cieka- 
wego szczegółowszych wywodów, do tej pracy, ograniczymy się tu tylko 
do pewnych stwierdzeń, podanych w formie niejako dogmatycznej. 
1. Teatr, wyłuskany ze wszystkich akcesorjów, to - a k t o r i w i d z 
r a z e m w z i ę c i. Teatr jednak nie jest sztuką statyczną, nie jest jakimś 
tworem stałym, lecz dynamicznym, dziejącym się w czasie procesem, 
powstającym z zespołu wspomnianych dwu czynników, a mianowicie 
gry aktora i odbiorczej roli widza. Samo fizyczne istnienie obu tych 
czynników jest tylko warunkiem, właściwy zaś, ż y w Y t e a t r rodzi się 
dopiero na skutek zaistnienia pewnego specyficznego między niemi sto- 
sunku; stosunek ten wytwarza się wówczas, gdy aktor gra i gdy tą 
swoją grą, a więc systemem słów, gestów, ruchów, mimik
 oddziaływa 
na widza, widz zaś znowu w pewien swoisty sposób oddziaływa na 
aktora. Teatr żywy możemy sobie tedy zupełnie dobrze wyobrazić bez 
tego wszystkiego, co w sensie fizycznym nazywa się pospolicie "teatrem", 
a więc teatr tylko z aktorem (względnie z zespołem aktorów) i widzem 
(względnie z publicznością), przeciwstawionymi sobie jedynie jako scena 
i widownia, które konkretnie mogą przybrać postać naj rozmaitszą, byle 
gwarantującą izolację od czynników zewnętrznych a temsamem możli- 
wość powstania owego specyficznego procesu psychicznego, który to 
proces jest d u s z ą t e a t r u a który nazywamy "magją teatralną". 
2. Owa "magja teatralna" to stan niewątpliwie wysoce złożony, po- 
dobny do takich stanów, jak ekstaza, sugestja i iluzja; polega ona, naj- 
ogólniej i formalnie rzecz biorąc, na oderwaniu człowieka od rzeczywi- 
stości "rzeczywistej" a zniewolenie go do przeżywania rzeczywi- 
stości nowej, fikcyjnej i bardzo skondensowanej. Pod tym względem 
"magja teatralna" nie różni się zasadniczo od wszelkiego innego prze- 
życia estetycznego; odrębna jej natura pochodzi z odrębnego charakteru 
owej fikcji oraz ze sposobu, w jaki powstaje. Pomijając narazie te czyn- 
niki, stwierdzamy, że teatr - to sztuka, mająca na celu wytwarzać w ma- 
sie widzów ową właśnie "magję"; cała jego struktura i technika zmierza 
ku temu celowi i powinna być oceniana jedynie z tego stanowiska, czy 
i w jakim stopniu zdolna jest ową magję wytwarzać.
		

/Magazyn_130_01_0240_0001.djvu

			224 


3. Pierwotnym i bezpośrednim twórcą tej "magji" jest a k t o r. Twór- 
czość aktora polega na następujących momentach: a) aktor przeżywa 
pewną fikcję; ta zdolność, wypływająca zresztą z pewnej ogólniejszej 
zdolności, a mianowicie ze zdolności do "wżywania się" w cudze (rze- 
czywiste lub domniemane) stany. stanowi podstawę wszelkiego przeży- 
wania estetycznego; . aktor posiada ją jednak w szczególniejszym r o- 
d z a j u, odnoszącym się do wżywania się w stany fikcyjne, oraz w szcze- 
gólniejszym s t o p n i u, stopniu tak natężonym, że następstwem lego jest 
skłonność czy popęd do wyrażania swych stanów czyli p o p ę d d o 
g r y, stanowiący faeulte maitresse aktora; z tego względu zdolność tę 
można nazwać wręcz "aktorstwem", "histrjonizmem" lub "transformizmem"; 
b) jak każda zdolność twórcza, wiodąca zczasem do narodzin sztuki, 
"aktorstwo" sięga również swemi korzeniami w podłoże popędów bio- 
logicznych i biologicznie celowych: charakterystyczną jego cechą, wy- 
różniającą go od innych "popędów wyrazowych", jest to, że organem 
wyrazu jest tu cały psychofizyczny ustrój aktora: aktor gra t. j. wyraża 
s i ę s a m y m s o b ą; e) pomijając psychologję "wżywania się", wystarczy 
zaznaczyć w tym związku, że owe fikcyjne stany, w które aktor ma się 
wżyć, muszą być zorganizowane w pewną "żywą" fikcję t. j. w osobo- 
wość fikcyjną (- jest to funkcja dramatopisarza -) oraz że aktor jako 
osobowość konkretnie indywidualna ma tylko pewną ograniczoną skalę 
zdolności wżywania się, czyli inaczej: że skala ta obejmuje z koniecz- 
ności tylko pewien typ takich osobowości fikcyjnych; d) twórcą owych 
fikcyj może być zasadniczo sam aktor; był nim też pierwotnie; był 
a u t o r e m i a k t o r e m zarazem. 
Zjawisko to, jako normalne, zastajemy jeszcze na pierwotnych stop- 
niach teatru, np. u dzieci, u ludów pierwotnych, poniekąd jeszcze w te- 
atrze ludowym np. w Commoedia dell'arte, wyjątkowo zaś także 
na wyższych stopniach, a mianowicie tam, gdzie twórca dramatu gra 
we własnym dramacie (Sofokles, Molier, Shakespeare, wielu autorów- 
aktorów nowożytnych). Zjawisko to dowodzi istnienia pierwotnego sta- 
djum jedności dramatu z teatrem w osobie autora-aktora; w tern stadjum 
autor, twórca fikcji dramatycznej (np. dziecko), przeżywa ją już w ciągu 
ich tworzenia tak żywo i intensywnie, że równocześnie wyraża ją czyli 
gra. W dalszym rozwoju, oznaczającym, jak każdy rozwój, proces kom- 
plikacji i różnicowania się, owa pierwotna jedność stała się niemożliwą ; 
gdy bowiem dramat z pierwotnego "monodramu" rozwinął się w dramat 
złożony z wielu osobowości fikcyjnych, rozgrywających pewną akcję, 
gdy więc i jego odegranie poczęło wymagać wielu specjalnie uzdolnio- 
nych i wyćwiczonych ludzi. t. j. aktorów właśnie, wówczas nastąpił roz- 
dział zupełny tak, że aktor począł przeżywać i stwarzać fikcje i wizje 
nie własne, lecz te, których mu w pewnej strukturze specjalnej dostar- 
cza autor. 
4. Z tej pierwotnej jedności autora z aktorem, dramatu z teatrem, 
wynikają i dla dzisiejszego stanu rzeczy wnioski nader doniosłe i to za- 
równo ze względu na dramat, względnie dramatopisarza, jakoteż na teatr, 
względnie aktora. Pierwotny "autor- aktor", tworząc swe fikcje, wyrażał 
je równocześnie wszystkie mi naturalnemi środkami wyrazowemi, więc
		

/Magazyn_130_01_0241_0001.djvu

			225 


słowem, gestem, mimiką a czasem także tańcem i śpiewem; kiedy zaś 
przestał sam "grać", ograniczając się jedynie do tworzenia fikcyj, przy- 
jąć należy, że sprawa przeniosła się niejako na wewnątrz, t. zn., że autor, 
tworząc swe fikcje dramatyczne i przeżywając je, równocześnie "gra" 
je niejako sam w sobie, na terenie swej wyobraźni, swe m imanentnem 
aktorstwem, p i s I ą C zaś dramat t. j. ustalając swe fikcje i wizje w ma- 
terjale s ł o w a (tylko słowa), musi dążyć do tego, ażeby słowem tern 
zastąpić, wyrazić niem i skoncentrować w niem całą pierwotną pełnię 
swych wizjotwórczych a zarazem aktorskich przeżyć. Tym właśnie we- 
wnętrznym i specyficznym dynamizmem różni się słowo d r a m a t y c z n e 
od słowa czysto l i t e r a c k i e g o, dramat od czystej poezji; dramat nie 
jest samostarczalnym utworem słownym, lecz niejako - przekazem na 
wartości inne, pozasłowne, które realizują się dopiero przez aktora: 
dramat to - tekst, który nabiera pełn
go życia dopiero wtedy, gdy go 
o d e g r a aktor. (Z tego względu możnaby porównać go z librettem, 
a raczej - z partyturą). Wynika stąd nieodzowność dramatu dla każdego 
teatru, zarazem jednak i to, że i s t o t n y m e l e m e n t e m s a m e g o 
t e a t r u j e s t a k t o r t. j. ten, który grą swoją realizuje, w y r a ż a dra- 
mat, pojęty jako pewna fikcyjna rzeczywistość, a równocześnie w r a ż a 
go, sugeruje, narzuca widzom (i słuchaczom zarazem), wytwarzając w nich 
w ten sposób ową "magję teatralną". 
5. Tu więc rozpoczyna się rola w i d z a (publiczności) w teatrze. 
Rola to dwojaka: a) istnienie widza przybiera w psychologji twórczej 
aktora postać świadomości: "oto chcę nań oddziałać, chcę go porwać, 
zachwycić i t. d.", czyli wytwarza w nim właściwy motyw do gry t. j. 
doprowadza w nim ostatecznie nasilenie popędu wyrazowego do stadjum 
uzewnętrznienia się czyli do samej gry (aktor gra naprawdę tylko przed 
publicznością); b) widz stanowi czynnik objektywny, na który aktor ma 
działać t. j. wytworzyć w nim "magję teatralną"; musi go tedy znać 
i odczuwać, ażeby zastosować doń poniekąd 5woje środki wyrazowe, 
a raczej, z tej strony rzecz biorąc, środki działające. Tak więc funkcja 
widza (publiczności) w teatrze jest podwójna: subjektywna, gdyż do- 
piero świadomość o istnieniu widza pobudza aktora do gry, oraz obje- 
ktywna, gdyż dopiero fakt istnienia widza doprowadza aktora do s z t u k i 
t. j. do takiego kształtowania swych środków wyrazowych, by one w pe- 
wien specjalny, dorównany sposób oddziałały na widza, co oprócz 
wspomnianego intuicyjnego odczucia psychiki tego widza wymaga już 
od aktora specjalnego kunsztu t. j. opanowania materjału, (którym jest 
jego własny organizm) i środków, czyli techniki aktorskiej. 
6. Czem jest i powinno być owo specyficzne oddziaływanie aktora 
na widza, nazwane przez nas "magją teatralną"? Nie ulega wątpliwości, 
że sztuka aktora albo szerzej s c e n y, której wszystkie inne czynniki są 
tylko rozwinięciem i spotęgowaniem sztuki aktora, polega na tern, by, 
jak to zaznaczyliśmy powyżej, "zniewolić" widza do powtórzenia w so- 
bie tych przeżyć, których twórcą jest ąutor (dramatopisarz), słownem 
ujęciem dramat a wyrazicielem i dopełnicielem aktor (zespół aktorów, 
scena). jest to, by rzec krótko, owa fikcyjna rzeczywistość dramatyczna, 
na którą składa się szereg fikcyjnych osobowości, związanych pewną 


15 


j
		

/Magazyn_130_01_0242_0001.djvu

			226 


fikcyjną akcją.1) W tej interpretacji niema miejsca na - fałszywie zre- 
sztą rozumiany - "realizm" a cóż dopiero "naturalizm", jako kopjowa- 
nie rzeczywistości realnej, "życia"; realizm bowiem może być tylko 
jedną z metod uprawdopodobniania owych fikcyj, a to w tym celu, 
ażeby ułatwić oraz życiowo pogłębić przeżywanie ich przez widza. 
Ową fikcję dramatyczną można zresztą przeżywać w bezpośredniem 
obcowaniu z dramatem, a więc tylko za pośrednictwem słowa i za po- 
mocą "wewnętrznego naśladowania"; tak obcuje z nią wielu czytelników 
dramatu, obywających się bez teatru; wytwarzają oni w sobie niejako 
"teatr wewnętrzny" i przeżywają go nieraz bardzo intensywnie. Pomi- 
jając jednak pewien specjalnie zorganizowany typ ludzi, nie wierzymy, 
by naogół wywołane tą drogą u czytelnika dramatu "przeżycie", choćby 
skądińąd wysoce estetyczne, mogło być takiem samem, jak w teatrze 
żywym, a już zgoła, by mogło zastąpić ową tylekroć przez nas 
wspomnianą magję teatralną. Tę bowiem może wytworzyć tylko teatr 
rzeczywisty t. j. żywy, naoczny aktor (zespół aktorów), grający ową 
fikcyjną rzeczywistość i narzucający ją zapomocą swej gry - widzowi. 
Przeżywanie tej fikcyjnej rzeczywistości w t e n s p o s ó b odtworzonej 
i narzuconej nazywamy właśnie "magją teatralną". 
7. Bliższe wejrzenie w istotę tej "magji" 2) nasuwa przedewszyst- 
kiem zagadnienie jej stosunku do i l u z j i a w szczególności do' i l u z j i 
e s t e t y c z n ej. Psychologja iluzji polega na utożsamianiu przedmiotu, 
danego w wyobrażeniu aktualnem, z innym przedmiotem tylko podobnym, 
a opiera się po części na warunkach, istniejących w samym przedmiocie 
złudy, po części zaś na pewnej dyspozycji subjektywnej a głównie na 
tej właściwości naszej wyobraźni, że podobieństwo niezupełne dociąga 
i uzupełnia do podobieństwa całkowitego czyli tożsamości. Złudzenie 
rzeczywiste różni się od złudy estetycznej tern, że w pierwszym wy- 
padku w i e r z y m y w prawdę, w realność, odpowiadającą naszemu "fał- 
szywemu" wyobrażeniu, w drugim zaś zachowujemy mimo wszystko 
w większym lub mniejszym stopniu świadomość różnicy między "orygi- 
nałem" a "kopją" i tylko dobrowolnie poddajemy się złudzeniu, ponie- 
waż ono sprawia nam przyjemność. jestto owa "rzeczywistość estetyczna" 
L i p p s a czy "dobrowolna iluzja" (illusion volontaire) S o u r i a u'a, do- 
konująca się nie tylko w sferze intelektualnej, lecz jakby w całym na- 
szym organizmie, "wczuwającym się" t. j. powtarzającym w sobie stany 
obce. Stopień iluzji zależy od stosunku momentów dodatnich t. j. sprzy- 
jających złudzeniu, do ujemnych t. j. "niweczących złudę" (K. L a n g e). 
Skala tych stopni rozciąga się od nawpół świadomej jeszcze "złudy 
kiełkującej" aż do patologicznej halucynacji i wizji. 


l) Por. studjum J. Kleinera : "Fikcja intelektualna w literaturze" w dZIele p. t. 
"Studja z zakresu literatury i filozofji". Warszawa 1925. 
2) Z nazwą "magji", którą posługujemy' się tu dla określenia owego specyficznego 
działania estetycznego teatru, kojarzy się jeszcze inna sprawa, interesująca ze stano- 
wiska psychologji religji: oto zarówno owe taneczne pantominy u ludów pierwotnych, 
jakoteż zaczątki zrodzonego z nich dramatu miały niewątpliwie znaczenie dosłownie m a- 
g i c z n e t. j. miały służyć jako środki do wywarcia pewnego określonego wpływu na 
osobę bóstwa, względnie na bieg rzeczy naturalnych.
		

/Magazyn_130_01_0243_0001.djvu

			227 


K. G r o o s w dziele p. t. "Der asthetische Genuss" (rozdział VI. 
"Die asthetischen Illusionen") rozróżnia trzy główne rodzaje iluzji, które 
w rzeczywiste m życiu zlewają się często z sobą, a mianowicie: 1. "iluzję 
użyczania" (Illusion des Leihens), polegającą na fizycznem i psychicznem 
uzupełnianiu wrażeń czy wyobrażeń faktycznych, z jakiem spotykamy 
. się np. w akcie patrzenia na obrazy. (Wzór: dziecko uważa swą lalkę 
za "prawdziwego" człowieka wogóle); 2. "iluzję kopji-oryginału" (Kopie- 
Original-Illusion), będącą wyższym stopniem pierwszej a polegającą 
na większej konkretyzacji i indywidualizacji. (Wzór: dziecko uważa 
lalkę za swego - ojca); 3. najwyższy rodzaj iluzji, t. zw. "iluzję współ- 
doznawania" (Illusion des Miterlebens), polegającą na "naśladowaniu 
wewnętrznem, tak intensywnem, że wywołuje ono w całym organizmie 
odpowiednie procesy motoryczne" oraz "uczucia przedstawione". (Wzór: 
dziecko czuje np. ból oka chorej swej lalki). - Ten trzeci zwłaszcza 
rodzaj iluzji jest dla psychologji teatru niezmiernie ważny. H i r n wywo- 
dzi go wprost ze zdolności, którą nazywa "h i s t r i o n i c f a c t o r" a K. 
G r o o s nazywa go "ogniskiem każdego stanu estetycznego", dodając, 
że on to "uczucia reaktywne, występujące w iluzji użyczania, uzupełnia 
uczuciami jeszcze cenniejszemi t. j. sympatetycznemi".l) 
Na tern właśnie polega "magja teatralna": oto gra aktora narzuca 
nam, sugeruje i ułatwia utożsamianie się z odtwarzanemi przez niego 
osobowościami fikcyjnemi i sympatetyczne współprzeżywanie z niemi 
ich własnych stanów, przyczem jednak, pozostając "sobą", nie objęci 
całkowicie iluzją, albo też utożsamiając się (najczęściej) z jedną (zwykle 
główną) postacią, reagujemy z jej stanowiska na inne - uczuciami sym- 
patji, gniewu, strachu, litości i t. d. (uczucia reaktywne). Ta na psycho- 
logji iluzji oparta estetyka teatru nie ma jednak - powtarzamy - nic 
wspólnego z t. zw. realizmem, gdyż chodzi tu nie o rzeczywistość "rze- 
czywistą", lecz fikcyjną; oryginały osobowości i zdarzeń fikcyjnych 
istnieją nie w życiu, lecz są tylko "kopjami" , dopełnionemi najczęściej 
o tyle, że widz abstrahuje (wyłącza) czynniki pod względem złudotwór- 
czym negatywne (jak np. scena, rampa i t. d.), a koncentruje się na do- 
datnie, które potęguje tem samem do stopnia realności. Iluzja widza po- 
lega tedy nie na wierze, nie na przekonaniu o istnieniu tych figur w sferze 
rzeczywistości realnej, lecz na wierze w samo ich istnienie wogóle. 
A ponadto jeszcze: iluzja (magja) teatralna - to nie proces intelektualny 
tylko, lecz nader złożony kompleks przeżyć psychofizycznych o bardzo 
silnym nieraz stopniu natężenia, właściwym t. zw. afektom i, jak afekty, 
połączonym z reakcjami organicznemi (innerwacje motoryczne, śmiech, 
łzy, "bicie serca" i t. d.), słowem: głęboki wstrząs całej naszej istoty. 
Kto więc, jak J. I. Witkiewicz, mówi tylko o wstrząsie "metafizycznym" 
w teatrze, ten pozbawia teatr jego najistotniejszej bodaj i specjalnej 
vis motrix. 


VI." 


Głównym tedy motorem "wstrząsu" czy "magji" teatralnej jest 
aktor, środkami zaś wywołującemi je są: słowo, gest i mimika aktora. 


l) Por. moją pracę "Ze studjów nad dramatem nowoczesnym". (Lwów 1914). 


.. 


IS.
		

/Magazyn_130_01_0244_0001.djvu

			228 


W zasadzie więc cała "scena" tkwi w aktorze i jego grze, t.zn., że 
nie tylko, genetycznie rzecz biorąc, scena wyłoniła się ze sztuki aktora, 
lecz i dynamicznie wciąż się z niej wyłania; "s c e n a" t o m i e j s c e, 
n a k t ó r e m a k t o r g r a; aktor, niby ekstetytorjalny pan swej sztuki, 
nosi królestwo swoje z sobą; magją swej sztuki, złudotwórczem czaro- 
dziejstwem swego wyrazu zdolny jest zamienić każde miejsce, na które m 
gra, na odpowiednią "przestrzeń fikcyjną" i wyczarować w wyobraźni 
widza to wszystko, co dziś podaje mu się w gotowej formie, ułatwiając 
a tern samem i obniżając twórczość aktora i współtwórczość widza. Tak 
jest zawsze i wszędzie, gdzie istnieje teatr żywy t. j. gdzie teatr - to aktor 
świadomy swej mocy twórczej, a nie iluzjonistyczny mechanizm. Ten 
właśnie mechanizm, ta nowoczesna, iluzjonistyczna, olbrzymią techniką 
wsparta maszynerja sceniczna zabija coraz bardziej aktora i osłabia 
wrażliwość widza, a przez to także sam teatr w jego najbardziej esen- 
cjonalnem znaczeniu. I tu tkwi źródło najrozmaitszych współczesnych 
aberacyj teatralnych i teoryj teatrologicznych, poszukujących "duszy 
teatru" wszędzie indziej, tylko nie tam, gdzie ona jest naprawdę t. j. 
w aktorze. 
To też w świadomości tego rosnącego niebezpieczeństwa, zagraża- 
jącego teatrowi, należałoby podnieść hasło: "Precz z nadmierną techniką 
sceny! Powróćmy do teatru żywego! Reformujmy teatr nie od sceny, 
malarstwa scenicznego, światła, konstrukcji przestrzeni scenicznej, muzyki, 
lecz przedewszystkiem - od aktora i jego sztuki!" 
Z rozmysłu pomijamy tu tak nadmiernie wybujałą dziś kwestję re- 
żysera, względnie inscenizatora - nie dlatego, iżbyśmy nie uznawali 
w całej pełni jego potrzeby i d.oniosłości w teatrze nowoczesnym, ale 
dlatego, że - w związku z naszemi wywodami - jesteśmy przekonani, 
iż ten właśnie nowoczesny inscenizator, otoczony sztabem swych współ- 
pracowników i pomocników (malarzy, architektów, "mistrzów światła", 
muzyków, krawców i t. d.) stał się głównym winowajcą upadku teatru 
żywego t. j. tego teatru, który swą "magję" wytwarza nie zapomocą 
rozmaitych wyszukanych efektów statycznych i kinodynamicznych, lecz 
przedewszystkiem zapomocą aktora i jego gry.. Dodajmy, a raczej po- 
wtórzmy, że to ów inscenizator właśnie w swej przesadnej ambicji i fał- 
szywem rozumieniu teatru dąży do oderwania go od dramatu, ażeby tern 
łatwiej owładnąć nim jako jego autokratyczny i jedyny pan, a zrozu- 
miemy, gdzie są źródła wymienionych przez nas zboczeń nowoczesnego 
teatru, oraz, w jakim kierunku i do jakiego celu powinna zmierzać 
wszelka reforma teatru żywego, wszelka próba jego odrodzenia. 


#
		

/Magazyn_130_01_0245_0001.djvu

			JAN PARANDOWSKI. 


UŚMIECH I SKRZYDŁA. 


. 


Któregoś dnia przyszedłem na Akropolis z Pauzanjaszem. Ze słów 
pospolitych, ze zdań oschłych i bezbarwnych podnosiła się ogromna bły- 
szcząca chwała. Szły gmachy, świątynie, ołtarze, posągi tłumem tak zwar- 
tym, że zdawało się niepodobieństwem, aby się pomieścić mogły w ści- 
słym owalu wzgórza. Myśl dotykała rzeczy, do których bodaj na chwilę 
chciałoby się przylgnąć oczyma. Wędrowała wśród nich wolno, aby nie 
ominąć ani jednego wspomnienia i zbierała je pomiędzy rumowiskiem, 
jak rozrzucone skorupy drogocennego naczynia. Powstały we mnie 
wszystkie wzruszenia, jakie zrodzić może umysł, nasycony wiedzą. Wy- 
snuwały się coraz nowe obrazy, zapełniającę pustkowia, zwaliska i szczerby, 
i warstwy wieków oddzielały się niby łupiny. 
Widziałem twarde mury pelazgijskie, budowane o świcie dziejów 
greckich, i niskie, kruche budowle pizystratowe, i przepych perykleso- 
wych świątyń. Widziałem posąg Dziewicy ze złota i kości słoniowej, 
i ślady trójzębu Posejdona, jak trzy ukąszenia w skale. Z pod spojrzeń 
wytryskały kolumny, wyroiły się posągi, z grobów powstawali ludzie, 
których obecność przejmowała mię podziwem. Trzydzieści stuleci szło 
przede mną z rękami pełnemi narzędzi pracy lub zniszczenia. Na końcu 
ich pochodu widać było Akropolis ze starych sztychów: góra, nastro- 
szona drzewami i krzakami, o wieżach, minaretach, przybudówkach, - 
jemioły dziejów i legendy, fantastyczne narośla wieków. 
Gdy wszystko to odpłynęło, poza brzegiem książki zostało wzgórze 
prawie puste. Każdy na niem kamień, potrącony spojrzeniem, wydawał 
się poprostu bezcennym. Mógłbym mu dziękować za to, że trwa i świadczy. 
A może są tu i takie rzeczy, które nie obudziły nigdy niczyjej chciwości, 
i dotykamy ich ręką, nie poznając? "Jest - mówi Pauzaniasz - kamień 
niewielki, ale taki, że w każdym razie człowiek na nim siedzieć może. 
Tutaj, w czasie, kiedy Dionizos wjeżdżał do kraju, miał spocząć Sylen". 
Nic w nim nie było, co miałoby jakąkolwiek wartość w oczach łu- 
pieżców wszystkich czasów. Gdy niebo greckie poszło w gruzy, mógł 
ocaleć, szary i nikły, i któż mi powie, czy któryś z tych nieużytecznych 
kamieni, rozsypanych między Propylejami a Partenonem, nie jest tą za- 
pomnianą relikwją? 
Ale są rzeczy na Akropoli, których i Pauzanjasz nie widział. 
Około południa, gdy góra płonie od skwaru, należy zejść do ma- 
łego muzeum, w połowie ukrytego pod ziemią. W kilku salach, niby 
w otwartych grobach, trwają czcigodne resztki VII i VI stulecia, które
		

/Magazyn_130_01_0246_0001.djvu

			230 


wiek Peryklesa pogrzebał w niepamięci. Na półkach stoją ułamki rzeźb, 
ozdoby frontonów naj dawniejszych świątyń. 
Oto groźny Tyfon, postrach bogów, ojciec burz i huraganów, trzy- 
głowe monstrum, od kadłuba zmieniające się w smoka o grubych splo- 
tach. Ma wielkie, wypukłe oczy zielone, trzy błękitne brody trefione 
misternie i starannie uczesane włosy. Z wywieszonym ozorem, z uśmie- 
chem dokoła szerokich, czerwonych warg dobroduszny Sinobrody pro- 
wadzi całe stado uśmiechniętych potworów, które, niby straż osobliwa, 
schodzą aż pod próg pokoju Dziewic. 
jest ich kilkanaście. Słodkie piastunki wczesnej sztuki greckiej. 
Mają nogi mocno ściśnięte i uśmiech na oszpeconej twarzy. Resztkami 
palców prawej ręki unoszą tren długiej, strojnej sukni. Pod zwierzchnią 
szatą widać koszulę przylegającą do ciała i opadającą do kostek w sze- 
rokich fałdach. Na ramionach mają narzutkę. Włosy, rozdzielone nad czo- 
łem w trzy lub cztery rzędy karbowanych żelazkiem loczków, zbiegają 
na szyję kilku warkoczykami. 
Te panny były niegdyś bardzo kolorowe. Czas przemienił błękit 
w brudną zieleń, wyssał purpurę z warg, a ochrę z włosów. Nietknięty 
został tylko uśmiech, ten uśmiech dziwny, który rozjaśnia twarz wszyst- 
kich ówczesnych posągów. Archeologowie napisali o nim mnóstwo słów, 
które znaczą niewiele. Przyszedł do nas, przez pustynię wieków, za- 
późno, abyśmy go mogli zrozumieć. Zapomniany, po wielu stuleciach, 
znów zakwitł na twarzach świętych w gotyckich katedrach, i równie 
nieodgadniony oświecił pustkę skał, wśród których siedzi Mona Lisa. 
Niewiadomo, kogo wyobrażają owe kobiety z Akropolis. Nazywają 
je poprostu : Korai - dziewczyny. Ich spokojną pogodę otaczają wspom- 
nienia odległych świtów. Anakreon śpiewał im swoją miłość na dworze 
Pizystratydów. W czasach ich młodości, na miejscu Partenonu, stała su- 
rowa świątynia dorycka, jaskrawo malowana, najeżona potworami. Dookoła, 
na piedestałach w kształcie słupów i kolumn o barwnych głowicach 
wznoszono posągi nagich mężczyzn białości wosku, o włosach czerwo- 
nych lub niebieskich, nabierających w żywem świetle południa głębokich 
tonów indygo i purpury - i liczniejsze znacznie statuy kobiet o szatach 
wzorzystych, z kwiatkiem w dłoni, obwieszone pozłacanemi klejnotami. 
Gdy w r. 480 Ateńczycy uciekli z miasta, posągi zostały i Persowie 
stoczyli z niemi walkę. Powalili je na ziemię, połamali, pogruchotali. 
Czerwone plamy na sukniach tych kilkunastu ocalałych z pogromu - 
to jakby ślady krwi płynącej od dwudziestupięciu wieków z ran nieza- 
bliźnionych. Zwycięzcy maratońscy złożyli je w ziemi, przysypali świę- 
tem rumowiskiem i na świeżej mogile stanął pomnik nowej chwały, hymn 
marmurowy, Partenon. 
Były to czasy poświęceń, twórczości i sławy. W atmosferze szczę- 
ścia i uniesienia dusze dojrzewały do ogromnych wyżyn: Nastał dostojny 
spokój dni fidjaszowych. Pokój był w jakiś tajemniczy sposób spokrew- 
niony z Fidjaszem, odszedł z nim razem, ale gdy go już nie było w do- 
linie - na agora i przy murach miejskich, - to jeszcze jego ociągające 
się stopy trwały na górze zamkowej, i cokolwiek w zakresie sztuki po- 
czynano przez sto lat po Fidjaszu szło z natchnienia owych niezmąco- 
nych chwil błogości.
		

/Magazyn_130_01_0247_0001.djvu

			231 


Zanim się wyjdzie z muzeum akropolijskiego, odbiera się jakby 
ostatnie błogosławieństwo pokoju. Darzą niem fragmenty marmurowej 
balustrady, która niegdyś otaczała świątyńkę Nike z południowego ba- 
stjonu. Płaskorzeźby przedstawiają boginie zwycięstwa zajęte ofiarami. 
jedne ze zbroic nieprzyjacielskich układają trofeum, dziwacznego że- 
laznego chochoła, którego stawiano na pobojowisku, inne stroją ołtarz 
lub prowadzą jałówki. Zdala od towarzyszek zatrzymała się Nike za- 
wiązująea sandał. 
Prawą nogę wysoko podniosła w górę, aby stopę oprzeć o kamień 
przydrożny i ściągnąć rzemyki obuwia, które rozluźniły się w biegu. 
Piersi podała ku przodowi, lewą nogę lekko zgięła w kolanie, lewą ręką 
odrzuciła część szaty krępującej ruchy. Szata jest w przedziwnej harmonji 
z ciałem. jakby go nie zakrywała, jakby nie była czemś obcem, narzu- 
conem, tak się z niem zgadza miłośnie. Podobną lekkość tworzy tylko 
wiatr, rozdzielający na niebie niepochwytne obłoki. Czas urwał tej po- 
staci głowę i obie ręce, lecz ani jej nie obezwładnił, ani nie zdołał zni- 
szczyć urody jędrnego ciała, przegiętego w ruchu miękkim i mocnym. 
Niema skrzydeł, a jest lotna, powiewna, chybka jak wiersz Pindara : - 
"dla bogów wszystkie drogi są krótkie". 
Zebrały się tu wszystkie wdzięki genjuszu greckiego. Płaskorzeźba 
jest logiczna w swym układzie i w najdrobniejszych szczegółach, a jedno- 
cześnie lotna, poetyczna, jakby dźwięczna. Spokojna i zrównoważona, 
rozkwita piękną wymową draperyj, póz i gestów. Swobodna, jasna, wy- 
razista objawia ów szczególnie grecki wysiłek wyzwolenia się z mroków, 
odwrót od wszystkiego co niezrozumiałe i mgliste. 
Artysta, który ją stworzył, minął już granice nieco surowej monu- 
mentalności Fidjasza i pochylił się ku nowej epoce form bardziej ludz- 
kich, miękkich, wytwornych. Niewiadomo, kto nim był, ale to pewna, że 
już należał do czasów, kiedy pieszczoty coraz ostrożniejszego dłuta za- 
czynały nadawać marmurom delikatność kobiecego naskórka. Oto z nad- 
chodzącego IV wieku zbliża się już młody Praksyteles, który ośmieli się 
z bogiń zdjąć szaty. Oczywiście, te Wiktorje nigdy nie porzucą swoich 
chitonów. Nie mają poczucia tajemnicy swych ciał. W postaciach, w ru
 
chach, w całej ich wzniosłej obecności jawi się czysta poezja sofokle- 
sowa. Każda z nich, jeśli stąd odejdzie, stanie się Elektrą, która ociera 
pianę z ust brata, albo Antygoną, greckim aniołem, który bólem za- 
płodniony, rodzi nowe prawo: 
olhr:.l aoviX{}.glV, an
 a!)p..
lAgi:v 
ff!)v. 
. Albo pewnego dnia wyrosną im skrzydia, które czujemy już u ich 
ramion, i odlecą na podobieństwo uskrzydlonych dusz z "Fajdrosa". 


I 
------.J
		

/Magazyn_130_01_0248_0001.djvu

			DR. BRONISŁAW PAWŁOWSKI. 


z DZIEjÓW KAMPANjI 1809 ROKU W GALICjI WSCHODNIEJ. 


Sandomierz został zdobyty przez wojska polskie 18 maja 1809 r. 
a w dwa dni później dostała się w nasze ręce druga, wzięta szturmem, 
twierdza austrjacka, Zamość. W związku z tern wyłoniły się w głównej 
kwaterze polskiej dwie koncepcje co do dalszych działań. jenerał So- 
kolnicki, zdobywca Sandomierza, proponował, by, mając podstawę opera" 
cyjną w Sandomierzu, ruszyć z głównemi siłami na Radom i nad Pilicę, 
przy pomocy korpusu Dąbrowskiego otoczyć austrjacką armię arcyksię- 
cia Ferdynanda, zgnieść ją lub zmusić do odwrotu i zupełnego opuszcze- 
nia Księstwa Warszawskiego. 1) 
Ks. józef, zdając sobie doskonale sprawę ze szczupłości sił wła- 
snych - oraz przewagi liczebnej i dalszych zaczepnych zamiarów 
nieprzyjaciela, nie poszedł za tym nęcącym, zarazem jednak i bardzo 
ryzykownym projektem. Ułożył on plan zupełnie inny i ten postanowił 
w czyn wprowadzić. Oto bowiem zdobycie obu tych twierdz austrjackich 
otwierało drogę na południe, do t. zw. Starej Galicji. Ks. józef, korzysta- 
jąc z takiej wybornej sytuacji, umyślił z "głównym korpusem zatrzymać 
się w okolicach Sandomierza aby obserwować dalsze poruszenia Austrja- 
ków w Księstwie, a drobne oddziały wysłać w stronę Krakowa i Lwowa. 
Decyzję w tym względzie powziął jeszcze przed zdobyciem Zamościa, 
gdyż już 19 maja donosił marszałkowi Bernadotte'owi o tych zamierze- 
niach. 2 ) I w rzeczy samej zaraz po zdobyciu Sandomierza nie tylko sam 
, przeniósł swą kwaterę dalej na południe do Ulanowa, ale też wysłał na 
Leżajsk i jarosław generała Rożnieckiego z 2 pułkami jazdy (2-im 
i 5-ym) oraz z 4 kompanjami p. 8 piechoty i 4 działami, a po zajęciu 
Zamościa rozkazem z 21 maja polecił generałowi Kamieńskiernu, by na 
czele pułku 6-go i 2 szw. p. 1 jazdy starał się zbliżyć do Lwowa z na- 
leżytą ostrożnością. H) Pierwotnie więc ks. józef miał zamiar równocześnie 
skierować swe oddziały na Lwów i Kraków. 
Oba jednak te miasta zbyt daleko od siebie leżały, by równo- 
cześnie i to z tak szczupłemi siłami można było działać skutecznie 


1) R. Sołtyk: "Relation des operations de I'armee aux ordres du prince Joseph 
Poniatowski pendant la campagne de 1809 en Pologne". Paris 1841, str. 240-2; Michał 
Sokolnicki: "Generał Michał Sokolnicki". Kraków-Warszawa 1912, str. 183-4. 
2) Skałkowski A.: "Korespondencja ks. Józefa Poniatowskiego z Francją", Poznań 
1923. T. II, str. 138. 
3) Ks. Józef do generała Kamieńskiego. Ułanów 21 maja 1809. Archiwum Główne 
Akt dawnych w Warszawie. Akta wojskowe Księstwa Warszawskiegp Nr. 2008.
		

/Magazyn_130_01_0249_0001.djvu

			233 


w obu tych kierunkach. To też kwest ja wyboru jednego z nich jeszcze 
przez parę dni ważyła się w głównej kwaterze, zwłaszcza że w związku 
z nią wypłynęła sprawa druga, niemniej ważna - celu i zadań z mar- 
szem tym związanych. Początkowo ks. józef, wysyłając te oddziały 
w różne strony, miał na myśli przeprowadzenie tylko ruchów demon- 
stracyjnych. Na faktyczne zajęcie tak znacznych obszarów nie miał do- 
statecznej siły, chciał więc temi pozornemi tylko ruchami, wymanewro- 
wać korpus austrjacki z Księstwa Warszawskiego i zmusić arcyksięcia 
Ferdynanda do przeniesienia dalszych działań wojennych na terytorjum 
galicyjskie. Ks. józef jasno określił tę rolę - tylko demonstracyjną - 
w swym rozkazie z 25 maja do Rożnieckiego, dowódcy tych oddziałów. 
Mianowicie poleca mu założyć główną kwaterę w Przeworsku,. skąd 
ma wysyłać niewielkie oddziały jazdy w stronę Lwowa i Krakowa, z tern 
jednak zastrzeżeniem, że mogą posuwać się tylko nie nazbyt daleko, 
"gdy celem tej dyspozycji jest nie tak opanowanie wielkiej części Ga- 
licji, jak przekonanie nieprzyjaciela, że to uskutecznionem zostało' i że 
wojsko nasze wszędzie się znajduje, przez co nawet o sile naszej większe 
nierównie poweźmie mniemanie. Zechce jWGł. - pisał książę - dać 
wysłanym oddziałom jazdy instrukcje, żeby się ile możności widzieć 
dały po całym kraju, &:..dzie przechodzić będą, przeto naj znaczniejszą 
część jazdy pod rozkazaJni jego będącej, zechce JWGł. tak udyspono
 
wać, by o kilka tylko marszów od głównego korpusu wojska odległa 
była i w potrzebie jak najśpiesznej złączyć się z nim mogła".l) 
Tymczasem już w najbliższych dniach sytuacja na głównym teatrze 
wojny poczęła się zmieniać, a z tern musiały być poddane rewizji i te 
zamierzone działania na dalszych terenach. Przedewszystkiem stało się 
to, czego ks. józef pragnął. Nieprzyjaciel rozpoczął marsz na Sando- 
mierz. Przez to zaś stawały się niepotrzebne teraz te ruchy demonstra- 
cyjne w Galicji, bo rezultat ich został osiągnięty. Ponieważ zaś należało 
skupić wszystkie siły na przyjęcie nieprzyjaciela, więc Rożniecki otrzy- 
mał 27 maja rozkaz, by z całą swą jazdą przybył do Sandomierza, a po- 
dległego mu generała Kamieńskiego użył do osłony Zamościa i jarosła- 
wia. 2 ) Sprawa była bardzo pilna, to też rozkaz ten kończył się nastę- 
pującem zdaniem: "Ił est urgent de nous reunir pour.pouvoir tomber 
le plutót possible sur le corps du Gl. Schauroth, qui nous ne pouvons 
manquer d'ecraser". Z tego rozkazu jasno wynika, że 27 maja w głównej 
kwaterze poniechano zupełnie, przynajmniej na razie, myśli o dalszej 
akcji na terenie Starej Galicji. 
Tymczasem faktycznie rzecz ta wzięła zupełnie inny obrót. Oddziały 
polskie w tym dniu właśnie zajęły Lwów i wkrótce potem rozsypały się 
niemal po całej Galicji wschodniej aż po linję Dniestru. Stało się to 
głównie z inicjatywy generała Rożnieckiego. Kampanja ta stanowi naj- 
chlubniejszą kartę w działalności tego generała. Można mu postawić 
liczne i bardzo ciężkie zarzuty z racji jego postępowania w innych 


1) Ks. Józef do generała Rożnieckiego. Trześnia 25 maja 1809. Arch. Gt. Teka 
Nr. 2008. 
2) Ks. Józef do -generała Roznieckiego. Trześnia 27 maja 1809. Arch. Gt Teka 
Nr. 2008.
		

/Magazyn_130_01_0250_0001.djvu

			234 


okresach jego życia, lecz wtedy on i Sokolnicki swoją inicjatywą, 
przedsiębiorczością i energją wysunęli się na czoło wszystkich generałów. 
Rożniecki był w przeciwieństwie do ks. józefa zwoleimikiem faktycznego 
. opanowania jak największej części Galicji. Plan taki przedstawił on już 
22 maja w raporcie do ks. józefa, wysłanym z drogi na jarosław. 
Wtedy to pisał, że po zdobyciu jarosławia ma przed sobą dwie drogi: 
albo do Lwowa albo do Krakowa, stanowczo jednak oświadczył się za 
wyborem drogi do Lwowa, gdyż zajęcie tego miasta dostarczy nieprz
- 
branych zasobów i zapewni opanowanie całej Starej Galicji; "malgre 
tout ce que les Russes voudraient en dire ensuite". Równocześnie też, 
nie czekając nawet odpowiedzi na ten projekt, polecił generałowi Ka- 
mieńskiemu zbliżyć się naprzód do traktu wiodącego od Sanu do 
Lwowa a następnie iść na to miasto. Podobne zdaje się rozkazy wydał 
Rożniecki również wysłanemu na Lubaczów podpułkownikowi artylerji 
Potockiemu Włodzimierzowi. A gdy mimo ponownego zapytania o de- 
cyzję w tej sprawie nie otrzymał bezpośredniej na swoje propozycje 
odpowiedzi, i gdy rozkaz sztabu głównego z 25 maja w dalszym ciągu 
polecał mu wysyłanie oddziałów na Kraków i Lwów, udał się osobiście 
do głównej kwatery i tam prawdopodobnie uzyskał aprobatę marszu 
na Lwów. 1 ) To też 27 maja o godzinie 8 rano mógł spokojnie donieść, 
że oddział Wł. Potockiego jutro znajdzie się pód bramami Lwowa a ge- 
nerał Kamieński w jego pobliżu. Sam Rożniecki również wybierał się 
tego dnia w tamte strony, gdyż donosił, że dziś nocować będzie w ja- 
nowie. Niezależnie od tego musiał już poprzednio wysłać na Lwów część 
swej komendy, mianowicie bodaj szwadron p. 5 jazdy, o czem jednak 
w swych raportach przemilcza. 2) 
Tu nastąpił nowy fakt niespodziewany. Lwów został zajęty przez 
polskie oddziały znacznie prędzej, aniżeli to obliczał i podawał Rożniecki. 
już bowiem 27 maja wczesnym rankiem weszło tam kilkunastu żołnierzy 
z porucznikiem Starzeńskim na czele i - to rzecz znamienna, właśnie 
z pułku 5 jazdy, będącego pod bezpośrednią komendą Rożnieckiego. 3 ) 
Fakt ten dziwnym trafem zbiegł się pod względem Czasu z zarządzeniem 
ks. józefa, nakazującem skupienie sił wszystkich w rejonie Sandomierza 
i zaprzestanie dalszej akcji w Galicji. Tu jednak z uznaniem podkreślić 
należy, że sztab polski szybko potrafił się zastosować do zmienionej 
sytuacji. Skoro bowiem tego dnia dowiedział się z raportu Rożnieckiego 
o tak znacznem już zbliżeniu się oddziałów Włodzimierza Potockiego 
i Kamieńskiego do Lwowa, zgodził się na zajęcie tego miasta. Ponieważ 
jednak sytuacja pod Sandomierzem stawała się rzeczywiście groźną, 
gdyż korpus Schaurotha już właśnie pojawił się pod fortami a równo- 
cześnie od północy sygnalizowano zbliżanie się głównego korpusu 
arcyksięcia Ferdynanda, który zdradzał zamiar przeprawienia się przez 
Wisłę pod Górą, aby na prawym brzegu tej rzeki rozprawić się z woj- 
skami polskiemi, więc szef sztabu generał Fiszer zalecał Rożnieckiemu, 


1) Rożniecki do ks. Józefa 22 maja i Jarosław 24 maja 1809. Arch. Gl. Rkp. Nr. 650. 
2) Rożniecki do ks. Józefa, Jarosław 27 maja o 8-mej rano. Arch. Gł. Rkp; Nr. 650. 
3) Bronisław Pawłowski: "Lwów w 1809 r." Lwów 1909, str. 36-39
		

/Magazyn_130_01_0251_0001.djvu

			235 


« 


po zajęciu dopiero Lwowa odesłać oddział Wł. Potockiego i kawalerję 
do sił głównych. 1) 
. Rozkaz ten otrzymał Rożniecki tego samego jeszcze dnia w drodze 
do Zółkwi. W odpowiedzi na to obiecał zaraz odesłać oddział Wł. Po- 
tockiego na Lubaczów, Tarnogród do Ulanowa. Donosił dalej, że pułk 
2 jazdy jutro już przybędzie do Sandomierza, dokąd też przymaszeruje 
w niespełna trzy dni później i pułk 5 jazdy, następnie zaś za kilka dni 
nadejdzie pułk 6 jazdy z brygady generała Kamieńskiego. W c
lu zaś 
wydania odpowiednich zarządzeń udaje się Rożniecki obecnie do Zółkwi, 
gdzie znajduje się generał Kamieński. 2) 
. Tymczasem Rożniecki zmienił w ostatnim mąmencie niektóre ze 
swych dyspozycyj. Kamieńskiego nie zastał już w Zółkwi. Dopędził go 
tuż pod Lwowem i wkroczył razem z nim 28 maja wieczorem do miasta, 
gdzie mu ludność entuzjastyczne przygotowała przyjęcie. W raporcie 
pisanym jeszcze tegoż dnia ze Lwowa Rożniecki tłumaczył się, że nie 
mógł wydać Kamieńskiemu rozkazu wycofania się, gdyż zastał go tuż 
pod Lwowem, przyczem jedna trzecia mieszkańców wyszła na spotkanie, 
a całe miasto było do głębi poruszone i oczekiwało ich przybycia. 
W takim momencie byłoby rzeczą niepolityczną i nierozsądną wydawać 
wojsku rozkaz do odwrotu, któryby przez to mógł być uważany za 
ucieczkę. Wkroczył więc do miasta. Stamtąd odeszle pułk 6 jazdy do 
Sandomierza, a z pułku 1 jazdy pozostawi 1 kompanję we Lwowie, 
jedną w jarosławiu a jedną w pośrodku między temi miejscowościami. 
Przytem podkreślił, że Kamieński będzie mógł najlepiej obserwować 
i osłaniać Zamość i jarosław, stojąc we Lwowie, gdyż nieprzyjaciel może 
ze Stanisławowa iść na północ tylko przez Lwów lub Przemyśl, posia- 
dający też polski garnizon. Sam Rożniecki zapowiadał, że zaraz zajmie 
się organizacją władz rządowych, poczem bezzwłocznie uda się do 
głównej kwatery, dokąd zdąży przybyć wcześniej nawet, aniżeli odesłane 
przez niego oddziały. 3) 
Rożniecki zaraz po swem przybyciu do Lwowa zwrócił główną 
uwagę na utworzenie nowego rządu. Czynność ta nęciła go od szeregu 
dni. już w swem piśmie z 22 maja poruszał on sprawę utworzenia pol- 
skich urzędów, zapytując ks. józefa, czy woli mieć odrębne władze 
w Nowej i Starej Galicji, czy też wspólne dla obu. Podkreślał przy tern, 


l) [Fiszer] do Rożnieckiego 28 maja 1809. "...Ponieważ artylerja i piechota już tak 
blisko są Lwowa pod komendą Włodzimierza Potockiego, nie czas już, aby ie z drogi 
zwrócić, lecz trzeba, aby Pan generał potrzebne wydał rozkazy, .aby ze Lwowa śpiesznym 
marszem wrócili (!) się przynajmniei do Zamościa. Sam zaś Pan generał starać się 
zechceszl z jazdą wykonać "rozkaz wczorajszy, gdyż, jeżeli się potwierdzi, że arcyksiążę 
Ferdynand przeszedł przez Wisłę, wypadnie może wkrótce potrzeba użycia tu jazdy". 
Arch. Gl. Rkp. Nr. 2057. 
2) Rożniecki do ks. Józefa 28 maja 1809. Arch. Gl. Rkp. Nr. 650. 

) Rożniecki do ks. Józefa. Raport ten był pisany we Lwowie 28 maja, następnego 
dnia o 6-ej rano dopisał na nim jeszcze parę zdań: "...Je me rendis en personne pour 
ordonner le mouvement de la brigade du gl. Kamieński, que j' ai trouve aux portes de 
Leopol et le tiers de la ville aupres de la troupe... La plus forte effervescence regnait 
dans la ville, tout etait dans I'attente. II aurait ete aussi impolitique qu'imprudent de 
ma part de faire ordonner le mouvement retrograde en presence de tout le monde et qui 
vraiment aurait en I'air d'une fuite... Voila ce que j'ai fait: J'ai fait entrer toute la troupe 
en ville, et nous y avons ete re
u a enthousiasme..... Arch. Gl. Rkp. Nr. 650. 


.
		

/Magazyn_130_01_0252_0001.djvu

			236 


. 


że pierwsze podstawy tych urządzeń musi utworzyć wojsko, a na po- 
parcie tego przytaczał bardzo charakterystyczny argument "...pour com- 
mencer il faut la main armee, cela fait tout un autre effet, qu'un Mon- 
sieur qui arrive en frac i nie ma nawet czem straszyć..." 
Lecz tu zaraz na wstępie spotkała go niemiła niespodzianka. Do 
jego czynności organizacyjnych wmieszały się niedawno utworzone 
czynniki, których głównem zadaniem była organizacja władz rządowych 
na terenach świeżo zajętych przez wojska polskie, t. j. intendent gene- 
ralny Rembieliński i dyrektor cywilno - wojskowy Horodyski. 1 ) Wogóle 
sprawa Lwowa poczęła nabierać z dnie:n każdym na doniosłości i zna- 
czeniu i to nie tyle ze względów ściśle wojskowych ile raczej politycznych. 
Właśnie w ostatnich dniach maja nadeszły pewne wiadomości do 
głównej kwatery polskiej, że zbliża się nareszcie tak długo już oczeki- 
wana przez ks. józefa pomoc, że mianowicie w najbliższych dniach 
wkroczą do Galicji dywizje rosyjskie pod dowództwem ks. Golicyna, 
który już nawet rozesłał wszędzie odezwy, zapowiadające przybycie 
wojsk rosyjskich w celu walczenia z Austrją i warujące własność i spokój 
mieszkańcom. Owóż odezwa ta natchnęła Horodyskiego szeregiem po- 
mysłów odnośnie do Lwowa i Galicji wschodniej, które wyłożył w swe m 
piśmie do ks. józefa, wysłane m 28 maja. "...Sądzę za rzecz potrzebną-pisał 
Horodyski - abyśmy przez wzięcie w posesye Lwowa, jako miejsca central- 
nego, uprzedzili wojsko rosyjskie i gdy to wchodzić będzie, żeby miało do 
czynienia z rządem przez Waszą Książęcą Mość tymczasowie ustanowionym, 
a zatem żeby zastało s p o k o j n ość przez teraźniejszy porządek rzeczy 
zatrzymywaną, a nie przez resztę austrjackich oficjalistów i żeby formo- 
wanie pułków w Galicji nie było przez dyplomatyków rosyjskich uwa- 
żane za burzenie spokojności Galicji, a l e jak o ś r o d e k p o m n o ż e- 
nia sił od prawnej władzy, par droit de conquette 
użyty. Radzę więc, abyś Wasza Książęca Mość 10 Gubernatora militar- 
nego do Lwowa wyznaczył, 2 0 Radzie Centralnej do Lwowa przenieść 
się kazał, 3 0 Intendentowi Generalnemu także tam dla objęcia w posesyę 
udać się jak najśpieszniej zalecił. jeśli Wasza Książęca Mość uznaje, że 
tak, jak radzę, zrobić dozwalają okoliczności i władza jego, racz wydać 
w tej mierze swoje trzy wyroki oddzielne i te na moje ręce do Lublina, 
do kontrasygnowania przesłać". 2) Na to ks. józef, nie mając jeszcze 
wiadomości o zajęciu Lwowa, a tern samem nie chcąc narażać na nie- 
przyjemności skład Rady Centralnej, odłożył jego wyjazd na później, 
obiecując jednak, że skoro tylko wojsko rosyjskie wkroczy do Galicji 
"pośle niezwłocznie dostateczny oddział siły zbrojnej do Lwowa dla 
wzięcia w posesyę i utrzymania się w tern mieście i naówczas wezwie 
Intendenta Generalnego wojska i Radę Centralną, aby się do Lwowa 
udali, do czego się tymczasem przygotować powinni". 3) 
Tak więc projekt Horodyskiego odsunięty został na później. Inaczej 
postąpił drugi przedstawiciel władzy cywilno-wojskowej Rembieliński. 


l) Porówn. Askenazy: "Ks. Józef Poniatowski". Poznań 1913, str. 200 i nast., .Skał- 
kowski A. M.: "Ks. Józef", Bytom 1913, str. 367 i nast. 
2) Horodyski do ks. Józefa, Lublin 28 maja 1809. Akademja Umiejętno Rkp. Nr. 134. 
11) [Fiszer] do Horodyskiego, Trześnia 29 maja. Arch. Gł. Rkp. Nr. 2008.
		

/Magazyn_130_01_0253_0001.djvu

			237 


Ten, nie oglądając się na ks. józefa, zdaje się nawet na pierwszą wia- 
domość o ewakuacji Lwowa przez Austrjaków, bo wątpić należy, czy 
doszła go już wieść o zajęciu tego miasta przez wojska polskie, wysłał 
sztafetą nominacje na członków rządu, i to właśnie zadrasnęło ambicję 
Rożnieckiego oraz pohamowało go nieco w zapędach organizatorskich. 
Zresztą sprawa ta" oparła się zaraz o ks. józefa. Z jednej strony 
Rożniecki w swym raporcie z 28 a raczej w dopisku do niego z 29 
maja doniósł mu krótko o nominacjach Rembielińskiego, dodając z prze- 
kąsem, że intendent generalny "etant ił Lublin, a fait des nominations 
qu'on n'a de la peine a bien faire meme ił Leopol ave c tous les ren- 
seignements qu'on y trouve et malgre que je C'onnais beaucoup de per- 
sonnes". Równocześnie zaś i Rembieliński, który prawdopodobnie 
otrzymał jakieś wiadomości o zamiarach Rożnieckiegp, zwrócił się do ks. 
józefa o wyjaśnienie w tej drażliwej sprawie. Naczelny wódz w tym 
sporze p kompetencję znalazł jedyne możliwe wyjście. Polecił Rembie- 
lińskiemu udać się do Lwowa i tam dopiero utworzyć Rząd Centralny 
Tymclasowy a Rożnieckiemu wydał rozkaz, by "w niczem nie postępo- 
wał sobie inac7.ej, jak dotąd przy wnijściu do innych cyrkułów zwykł 
był czynić. Książe zaś przesyła rozkazy p. Rembielińskiemu Intendentowi 
Generalnemu wojska, aby się natychmiast udał do Lwowa dla ustano- 
wienia tam, jako w mieście stołecznem Galicji, Rządu Tymczasowego 
podług tych samych prawideł, których się dotąd trzymaliśmy" .1) 
Lecz tymczasem Rożniecki, nie czekając na jakiekolwiek instrukcje, 
nie ustawał w swych czynnościach organizatorskich i stwarzał we Lwo- 
wie fakty dokonane. Zapędził się nawet tak daleko, że sfingował cały 
rozkaz dzienny do wojska a odezwę do mieszkańców Galicji zaopatrzył 
podpisem ks. Józefa, mającegb rzekomo swą główną kwaterę we Lwo- 
wie. To zresztą był fakt drobny, który tylko świadczył o tern, jak 
Rożniecki nie liczył się z niczem, nawet z osobą naczelnego wodza.:!) 
Gorzej było, że brał się pochopnie do nieswoich rzeczy, których skutki 
trzeba było potem z trudem odrabiać. Oto bowiem 30 maja, na własną 
rękę, nieuprawniony do tego wysłał listy do dowódcy wkraczających 
na teren galicyjski wojsk rosyjskich i do gubernatora Kamieńca Podol- 
skiego, w których donosił o zajęciu Galicji, o założeniu swej kwatery 
głównej we Lwowie i zorganizowaniu tam rządu celem zaprowadzenia 
wszędzie porządku.
) Lecz najważniejszą w następstwa była sprawa 
utworzenia przez niego nowych władz. 
jak z raportów Rożnieckiego widać, miał on pierwotnie zamiar 
zorganizowania we Lwowie wszystkich władz rządowych. Lecz po 
nadejściu nominacji Rembielińskiego musiał się w tym względzie ogra- 
niczyć, i jak pisał w swym raporcie do ks. józefa "...pour ne pas faire 
de chisme, je vais nommer non un gouvernement mais des surveillants 
chaque branche de l'administration".4) 


]) Fiszer do Rembielińskiego i Rożnieckiego. Oba te rozkazy wydane zostały 
w Trześni 30 maja 1809. Arch. Gł. Rkp. Nr. 2008. 
2) Dopisek do raportu z 28 maja 1809. 
3) Askenazy: "Ks. Józef", str; 202. Pawłowski: "Lwów w 1809 r,", str. 75-6. 

) Rożniecki do ks. Józefa. Lwów 30 maja 1809. Arch. Gł. Rkp. Nr. 650.
		

/Magazyn_130_01_0254_0001.djvu

			238 


Stosownie też do tej zapowiedzi Rożniecki pozostawił cały dotych- 
czasowy ustrój administracyjny i urzędników austrjackich z tem jednak, 
że do wszystkich władz dodał z ramienia swego mianowanych "dozor- 
ców". Prezesem dozoru Stanów krajowych został Teodor Potocki z wice- 
prezesem Franciszkiem Młockim i 5 konsyljarzami. Prezesem dozoru 
gubernjum mianował Ignacego Potockiego oraz 10 konsyljarzów, ponadto 
wyznaczył do każdego urzędu po kilku takich dozorców, którym też 
przepisał specjalną instrukcję, sposób postępowania i urzędowania. 
Obsada tylu i tak bądź co bądź odpowiedzialnych stanowisk wymagała 
dłuższego czasu. Rożniecki nie dysponował nim w nadmiarze, śpieszył 
się, gdyż chciał tę sprawę utworzenia rządu załatwić przed wejściem 
wojsk rosyjskich do Galicji, zresztą musiał jak najprędzej opuścić Lwów 
i wrócić pod Sandomieri. Zrazu myślał, że załatwi ją od ręki w ciągu 
jednego dnia. Ale wybór odpowiednich ludzi, przy tern różne prywaty 
i ambicyjki przeciągnęły rzecz całą jeszcze przez dzień 30 maja. W ra- 
porcie do ks. józefa z tego dnia zapowiadał, że dziś jeszcze ostatecznie 
ukończy organizację rządu, przyczem zaznaczał, że ani Horodyski ani 
Rembieliński nie powinni mieć z tego powodu urazy do niego, prosił 
zarazem księcia, by jak najprędzej polecił im powstrzymać się z wszel- 
kiemi zarządzeniami w tym względzie, dopóki im nie przyszle kopji 
swoich zarządzeń, proponował wreszcie, żeby obaj, zamiast siedzieć 
w Lublinie, przyjechali do Lwowa i tu dopiero na miejscu przeprowadzili 
dalszą organizację.1) Tak więc w tym ostatnim szczególe i sztab główny 
i Rożniecki doszli do tych samych konkluzyj. Odezwa ogłoszona dru- 
kiem przez Rożnieckiego, zawierająca tę organizację władz i dozoru, 
pojawiła się na murach miasta albo 30, albo też dopiero 31 maja, cho- 
ciaż dla ciągłości wydarzeń była antidatowaną i nosiła fikcyjną datę 
dnia 27 maja. 2) 
We wszystkich tych zarządzeniach Rożnieckiego uderza jeden zna- 
mienny szczegół. Generał, który tak gorliwie zajmował się wszelkiemi 
sprawami, przechodzącemi znacznie jego zakres czynności, najmniej 
zwracał uwagi na kwest je, które do niego w pierwszym rzędzie z racji 
samego urzędu należały, t. j. na organizację i tworzenie nowych oddziałów 
wojskowych. A właśnie w tym kierunku otwierała się przed nim bardzo 
wdzięczna i owocna praca, gdyż ludność Lwowa i zajętego kraju pełna 
zapału i ofiarności, masowo zgłaszała się do szeregów polskich i trzeba 
było tylko ująć ten rozmach w odpowiednie ramy, a rezultat mógł być 
w krótkim czasie wspaniały. Rożniecki mając całą uwagę skierowaną na 
tworzenie władz cywilnych, mało stosunkowo wagi przykładał do tego 


l) Rożniecki do ks. Józefa, Lwów 30 maja. .....Tout sera fini aujourd'hui. Ni Horo- 
dyski ni Rembieliński ne doivent pas se facher contre moi, si de si braves gens com me 
ils le sont pouvaient en etre capabies, et je prie V otre Altesse de vouloir bien leur ecrire 
au plutat, qu'ils arretent toutes choses jusqu' ił ce que je ne leur envoie copie de mes 
operations ici. D'ailleurs tout ce qu'ils font ił Lublin, ne peut avoir une si grande consi- 
stance dans le systeme. II faut qu'ils viennent s'etablir id dans la capitale, c'est id qu'ils 
auront tous les renseignements, c' est ici qu'ils verroRt la vraie forme du gouvernement 
passe, ici seul ils pourront decider, s'ils peuvent statuer..." Arch. Gl. Nr. 650. 
2) Porówn. "Rys historyczny kampanji odbytej w roku 1809 w Księstwie Warszaw- 
skiem pod dowództwem ks. Józefa Poniatowskiego". Poznań 1869, str. 306-8, gdzie 
jednak odezwa ta przedrukowaną jest z mylną datą 28 maja 1809.
		

/Magazyn_130_01_0255_0001.djvu

			239 


ruchu wojskowego. Mimochodem niejako dla podkreślenia tylko entu- 
zjazmu i zapału mieszkańców, z jakim był witany, dodał w pierwszym 
ze Lwowa raporcie, że obywatele lwowscy ofiarowali się uformować 2 
pułki piechoty i tyleż jazdy, w następnym raporcie cyfry te nawet po- 
dwoił. Ale sam jakoś do formacji tych pułków nie zabierał się, mimo 
nawet, że główna kwatera kilkakrotnie polecała mu zająć się ich organi- 
zacją. I tak 30 maja kazał mu generał Fiszer wrócić z całą jazdą pod 
Sandomierz i pozostawić tylko pułk 1 jazdy do osłony Zamościa. "...Gdy 
jednak - są dalsze słowa tego rozkazu - dowiaduje się, że P. Generał 
już we Lwowie stanąłeś, zdaje się J. O. Księciu, że wypada zostawić 
szwadron jeden we Lwowie, który by razem pilnując się, aby od nieprzy- 
jaciela nie był uszkodzony, mógł razem być zawiązkiem nowych kor- 
pusów lub raczej oddziałów, których formacja przy zapale powszechnym, 
jaki we Lwowie się okazuje, z jak najprędszym i jak najpomyślniejszym 
skutkiem będzie mogła, jak się zdaje, być przedsięwzięta. Zechce zatem 
Pan Generał stosowne w tej mierze wydać rozkazy i instrukcje..." Na- 
stępnego zaś dnia znowu generał Fiszer do sprawy tej, jako pierwszo- 
rzędnej wagi, powraca, pisząc w te słowa do Rożnieckiego w odpowiedzi 
na jego raport z 29 maja: "...2 regimenty piechoty i 2 regimenty jazdy, 
które przy wnijściu wojska naszego do Lwowa obywatele wystawić ofia- 
rowali, J. O. Książe nie tylko przyjmuje, lecz najśpieszniejsze onych 
wystawienie jak najmocniej zaleca, względem czego Pan Generał stosowne 
masz zostawić lub posłać Generałowi Kamieńskiemu i p. Błeszyńskiemu 1) 
instrukcje. Oprócz jednak tych pułków, które partykularnie wystawić 
ofiarują się, powinna piechota i jazda w każdym cyrkule nowo zajętym 
niezwłocznie być wystawiona tym samym sposobem jak i w cyrkułach 
zajętych dawniej, t. j. po jednym bataljonie piechoty i 300 jazdy. Nade- 
wszystko zaleca J. O. Książę, aby z jak największym pośpiechem tę 
całą siłę zbrojną wystawiono".:!) 
Wreszcie to ciągłe przekraczanie przez Rożnieckiego zakresu po- 
wierzonej mu władzy, mieszanie się jego do spraw cywilnych a zanie- 
dbywanie wojskowych, wywołało u ks. Józefa duże niezadowolenie, 
które wyraziło się w ostrym liście Fiszera z dnia 1 czerwca. Przede- 
wszystkiem szef sztabu zganił go za wysłanie pisma do generała rosyj- 
skiego bez wiedzy i zgody Naczelnego Wodza, do którego wyłącznie 
kompetencji należały tak ważne sprawy. Następnie raz jeszcze przypo- 
minał mu zakaz zajmowania się organizacją .władz cywilnych, gdyż 
należało to do intendenta generalnego, który też otrzymał już rozkaz 
natychmiastowego udania się do Lwowa. Wreszcie po raz trzeci żądał 
jak najszybszego formowania nowych oddziałów i wydania w tym kie- 
runku zarządzeń i instrukcyj jak najbardziej odpowiednich i skutecznych. 
Na końcu mieściło się odwołanie Rożnieckiego ze Lwowa. Z rozkazu 
księcia miał natychmiast wracać pod Sandomierz do głównej kwatery, 
gdzie obecność jego była niezbędna wobec złączenia całej kawalerji 
przed zapowiadającą się wkrótce bitwą. 3) 


1) Ppłk. Błeszyński był komendantem placu we Lwo
ie. 
2) Fiszer do Rożnieckiego. Trześnia 30 i 31 maja 1809, Arch. Gł. Rkp. Nr. 2008. 
3) Fiszer do Rożnieckiego l czerwca 1809. "Le Prince General en Chef ayant re<;u 
Votre depeche Generał en date du 30 mai me charge de Vous dire, qu'en lisant la lettre
		

/Magazyn_130_01_0256_0001.djvu

			240 


Rozkaz ten hamował ostatecznie zapędy nazbyt krewkiego generała, 
lecz głęboko też musiał zadrasnąć jego ambicję i miłość własną, gdyż 
nie spodziewał się otrzymać za swą działalność takiej nagrody. To też 
ze źle tajonem rozgoryczeniem wysłał zaraz następnego dnia swą odpo- 
wiedź do ks. józefa, w której zaznaczał, że dotąd nie przybyli tu ani 
Horodyski ani Rembieliński, wobec czego cała organizacja się rozleci, 
i trudno ją będzie potem znowu uruchomić. Tłumaczył się dalej, że 
zupełnie nie tworzył rządu, tylko dobrał dozorców do dotychczasowych 
władz. Twierdził dalej, że wydał instrukcje co do formowania nowych 
pułkpw, których jest już 4 kawalerji.. Zapewniał wreszcie, że nieprzyja- 
ciel jest pod Haliczem i że wobec tego można śmiało dalsze czynić 
zdobycze. 1) 
W piśmie tern zapowiadał też Rożniecki, że zaraz dziś wyjedzie 
ze Lwowa do głównej kwatery. Postanowił tylko jeszcze zakończyć swą 
działalność przez uroczyste wprowadzenie w życie przez siebie stwo- 
rzonej instytucji "dozorców". Czynności tej poświęcił dzień 2 czerwca, 
ale zdaje się, że zajęło mu to więcej czasu, jak pr
puszczał, gdyż naj- 
prawdopodobniej wyjechał ze Lwowa dopiero 3 lub 4 czerwca. 2) 
Na tern kończy się pierwsza faza zajęcia części Galicji środkowej 
i wschodniej oraz formowania na tych terenach polskich władz i orga- 
nów rządowych. Można się bardzo na wet krytycznie zapatrywać na dzia- 
łalność Rożnieckiego w tym kierunku, ale trzeba mu przyznać, że dzięki 
jego inicjatywie i posunięciom został odzyskany Lwów wraz ze znaczną 
połacią kraju a dalej, że skutkiem jego zabiegów utworzony został bodaj 
prowizorycznie pierwszy zrąb władz polskich na tych ziemiach. Forma 
tego rządu i dobór ludzi do niego były już przez współczesnych mocno 
ganione, li) ale na usprawiedliwienie generała trzeba tu zaznaczyć, że przy- 
szło mu działać w wyjątkowych warunkach, pełnych wprawdzie zapału 
i entuzjazmu, ale też- i ogólnego chaosu, że chwila wymagała decyzji 
szybkiej i że on jeden jako reprezentant Księstwa był tylko na miejscu, 
bo Rembieliński zamiast natychmiast zjechać do Lwowa - z przyjazdem 
zwlekał. Zresztą twór jego nosił wszelkie znamiona tymczasowości i nie 
przesądzał zupełnie dalszych urządzeń w tej mierze. 
Ks. józef już od pewnego czasu znajdował się w bardzo trudnem 
położęniu z powodu stanowiska, jakie miał zająć odnośnie do świeżo 
zajmowanych terytorjów w Galicji. Ostateczny los wojny był jeszcze nie- 
pewny. Napoleon wprawdzie zajął Wiedeń, lecz dwudniowa bitwa pod 


que V ous avez ecrit au Gl. de I' armee russe, ił avait trouve que V ous n'y parliez que 
de Vous et en Votre nom, sans faire mentio8 de Lui, comme du Gl. en chef sous les or- 
dres du quel Vous vous trouvez et qui comme autorite supreme militaire est seul dans 
le cas de proposer ou de faire prononcer dans des matieres aussi graves..... Arch. 
Gł. Rkp. Nr. 2057. 
l) Rożniecki do ks. Józefa, Lwów, 2 czerwca 1809. "Voilił six jours et personne 
encore n' est arrive ni Rembieliński ni Horodyski. La machine l!Ie ferait demonter sans 
un mouvement quelconque, elle aurrait ete difficile ił etre remis en activite. Je n'ai pas 
fait de gouvernement, mai s j'ai adjoint des surveillances aux membres du gouvernement. 
C'est a Rembieliński ou a Horodyski de la faire..... Mss. Akad. Umiejęt. Nr. 134. 
2) Porówn. Pawłowski: "Lwów w 1809 r.", str. 32 i Stanisław Kunasiewicz: "Lwów 
w r. 1809". Lwów 1878, str. 155. 
. 3) Askenazy' "Ks. Józef", str. 201 i LV. 


-ł-
		

/Magazyn_130_01_0257_0001.djvu

			241 


Aspern i Esslingen wypadła dla niego niepomyślnie. W Księstwie War- 
szawskiem dotąd jeszcze przebywał niepobity korpus arcyks. Ferdynanda. 
W tych warunkach ks. józef nie mógł zrazu zdecydować się na ryzy- 
kowny krok zrewoltowania swych rodaków, bo i słusznie obawiał się, 
że w razie ujemnego dla oręża francusko - polskiego wyniku spadnie 
przedewszystkiem na nich odwet ze strony rządu austrjackiego. To też 
początkowo postępował bardzo ostrożnie, wydając do świeżo odzyska- 
nych ziomków dość oględne odezwy, osobiście powstrzymując ich od 
zbyt ostrych wystąpień i nakazując dla pozoru przynajmniej tylko 
wykonywać jego rozkazy, wydawane powszechnie umyślnie pod rygo- 
rem kary śmierci. 1) 
Skoro jednak te świeże nabytki z każdym dniem poczęły się zwięk- 
szać i urosły do pokaźnych rozmiarów, gdy okazało się na przykładzie 
Rożnieckiego we Lwowie, że brak jasnego wypowiedzenia się w sprawie 
dalszej organizacji władz i urządzeń na odzyskanych obszarach może 
przynieść bardzo poważne szkody tak dla dalszych działań wojennych, 
jak i dla akcji politycznej, gdyż ten entuzjazm i zapał łatwo przez nie- 
właściwe posunięcie mógł być zmarnowany a Rosja czekała tylko na 
sposobność zdławienia tego nieskoordynowanego ruchu i wyciągnięcia 
stąd jak największych korzyści dla siebie, ks. józef nie mógł już dłużej 
zwlekać. 
To też już 2 czerwca wydał rozkaz dzienny, którym ustanawiał 
"Rząd wojskowy tymczasowy centralny pod protekcją Najjaśniejszego 
Cesarza i Króla Napoleona Wielkiego". I ten rząd, jak z samego tytułu 
widać, był tymczasowy, ale niemożliwą było rzeczą w toku dopiero to- 
czącej się wojny ustanawiać coś trwałego. Dla osłony jego działalności 
przed zakusami rosyjskiemi również w nazwie jego umieszczone było 
imię Napoleona. Rząd ten, na którego czele postawiony został Stanisław 
Zamoyski, miał się składać ponadto z 6 członków. Tu również okazała 
się trudność w wyborze osób, z tego też powodu ks. józef na razie 
mianował tylko dwu członków: Ignacego Miączyńskiego i Tadeusza Ma- 
tuszewicza. Nowa ta magistratura bezpośrednio podlegała ks. józefowi 
i miała zaraz udać się do Lwowa aby tam spełniać te wszystkie czyn- 
ności, jakie dotąd należały do agend gubernjum, przyczem zastrzeżono, 
że organizacja sił zbrojnych w Galicji należy wyłącznie do władzy woj- 
skowej. Rembieliński miał nadal sprawować funkcje intendenta general- 
nego i w ciągłym związku z nowym rządem starać się o fundusze i za- 
opatrzenie materjalne wojska, Horodyski zaś jako referent miał być łącz- 
nikiem między księciem a Rządem Tymczasowym. 
Charakterystyczny był wstęp do tego rozkazu: "Gdy zajęcie Lwowa, 
pisał w nim książe, przez wojsko pod komendą moją zostające postawia 
mnie w sposobności działania z mniejszą arbitralnością, niż dotąd przy 
początkowem wkroczeniu do Galicji przymuszony byłem, bądź bezpo- 
średnio bądź przez mego generalnego intendenta wojska postąpić sobie, 
osądziłem za rzecz potrzebną..." otóż wspominając o tej arbitralności, 
miał książę najprawdopodobniej na myśli działalność Rożnieckiego we 
Lwowie a nie chcąc generała tego publicznie za nią potępiać, całe odjum 


l) Skałkowski 360 i nast. 


16
		

/Magazyn_130_01_0258_0001.djvu

			242 


jego poczynań wziął wspaniałO!nyślnie na siebie, 1) Inna rzecz, że tym 
ustępem uczuł się dotkniętym Rembieliński, który też być moźe został 
obrażony i tern, że rozkaz ten wyszedł bez jego wiedzy i pozbawiał go 
w dodatku bardzo szerokiej władzy, "głównego administratora kraju 
wojskowo posiadanego". Ale na jego w tej sprawie przełożenia ks. józef 
odpisał mu, że rozkaz ten wydał aby zapobiec kolizii między władzami 
a "jeżeli w nim mowa o arbitralności, mnie się to prawie jedynie, a nie 
WPana tyczy, gdyż część wielką Galicji już byłem zajął, nim WPan do 
niej przybyłeś". Na końcu zaś wzywał go w imieniu dobra publicznego, 
by pełnił swe obowiązki w dalszym ciągu. Pismo to odniosło o tyle 
skutek, że Rembieliński nadal pozostał na tern stanowisku, ale zachował 
do ks. józefa urazę przez czas dłuższy, zajmując nieraz opozycyjne sta- 
nowisko do jego zarządzeń. 2) 
Nowy ten rząd dość powoli się organizował a w toku dalszych 
czynności niejednokrotnie napotykał na rozliczne przeszkody, już to 
z powodu wypadków wojennych, już to z powodów natury politycznej. 
Trudno mu też było rozwinąć szerszą działalność, gdyż ograniczony do 
funkcyj, wykonywanych przedtem przez austrjackie gubernjum, niezawsze 
mógł skutecznie rozciągnąć swą władzę na podległe mu urzędy cyrku- 
łowe w kraju. Organizacja tych ostatnich na nową modłę nie wszędzie 
dała się przeprowadzić, to też na ogół funkcjonowały dość marnie, 
zwłaszcza gdzie na urzędach pozostali dawniejsi urzędnicy austrjaccy. 
Zresztą nowy rząd nie miał ściśle wyznaczonych granic terytorjalnych, 
na którychby rozciągnął swą władzę. Wprawdzie rozkaz organiza- 
cyjny mówił o Galicji, lecz ta tylko częściowo zajęta była przez wojska 
polskie. Pod tym względem wszystko zależało od dalszych obrotów 
i postępów akcji orężnej. 
W każdym bądź razie w tym pierwszym okresie instalacii nowej 
magistratury iuż były zajęte cyrkuły bialski, siedlecki i lubelski skutkiem 
marszu głównego korpusu ks. józefa, tarnowski, rzeszowski, przemyskj 
i lwowski przez oddziały Rożnieckiego, zamojski i żółkiewski przez ge- 
nerała Kamieńskiego a złoczowski, tarnopolski, brzeżański i częściowo 
zaleszczycki przez ppłk. Strzyżowskiego. 3) 
Po pierwszych stoczonych bitwach z oddziałami arcyks. Ferdynanda 
zwłaszcza po zdobyciu przedmościa pod Górą, wzięcia Sandomierza i Za- 
mościa dalszy marsz wojsk polskich odbywał się bez boju, z wyjątkiem 
krótkiej' utarczki pod jarosławiem. Stało się to z dwu powodów. Arcyks. 
Ferdynand, widząc niemożliwość przeprawienia się pod Górą na prawy 
brzeg Wisły, z początkiem maia usunął się zupełnie z tych stron i prze- 
niósł swoje działania na zachód pod Toruń, gdzie zamierzał po zdobyciu 
tej twierdzy znowu przeprawić się przez Wisłę. Z Galicji zaś Austrjacy, 
nie spodziewając się takiego obrotu tej kampanii, wyciągnęli wszystkie 
zdolne do boju oddziały do głównej swej armji i do korpusu arcyks. Fer- 
dynanda, pozostawili zaś na miejscu około 10.000 ludzi, licząc w tem za- 
łogę Zamościa, w przeważnej części rekrutów, rozsianych małemi 


J) "Rys historyczny", str. 220-1. 
2) Ks. Józef do Rembielińskiego, Trześnia 5 czerwca 1809. Arch. Gl. Rkp. Nr. 2057; 
Askenazy: "Ks. Józef", str. 203. 
3) Strzyżowski Piotr: "Pamiętniki" Rkp. Akad. Umiejętno Nr. 1173.
		

/Magazyn_130_01_0259_0001.djvu

			243 


oddziałami na całej tej przestrzeni. W jednym tylko Lwowie feldmarszałek 
ks. Hohenlohe jako dowódca galicyjskiej generalnej komendy zdołał 
skupić w swe m ręku około 4.000 ludzi. 
Lecz i on, choć dysponował poważniejszą siłą, podobnie jak wszystkie 
inne znacznie mniejsze garnizony, na wiadomość o zajęciu Zamościa 
i marszu oddziałów polskich na południe, 25 maja wycofał się ze Lwowa 
na Stanisławów i jeszcze dalej na południe, wysławszy na Węgry już 
poprzednio cały szereg transportów, zapasów różnego rodzaju, zgroma- 
dzonych w tem mieście. I) Zarządzenia te wywołały częste starcia między 
Hohenlohem a zastępcą jego, feldmarszałkiem Merveldtem, który ostro 
krytykował ten odwrót jako odsłaniający w zupełności jarosław i Prze- 
myśl i starał się szeregiem projektów zaczepnego działania zatrzeć 
jego skutki. Lecz Hohenlohe tak był przerażony ostatniemi wypadkami, że 
odsuwał wszelkie pomysły Merveldta. Nieco do równowagi przyprowa- 
dził go dopiero rozkaz arcyksięcia Ferdynanda z 16 czerwca, który mu 
polecał oczyścić Galicję z band powstańczych i ruszyć w tym celu od 
południa na Lwów, dokąd też równocześnie zmierzał od Krakowa na 
czele osobnej brygady gł. Egermann. Stosownie do tego rozkazu ruszył 
ze Sniatyna przez Tłumacz i Stanisławów, doszedł 29 czerwca do Marjam- 
pola, lecz nie miał odwagi ruszyć dalej na północ i postanowił - jak 
dotąd - ograniczyć się do obrony linji Dniestru. Z powodu tej swojej nie- 
udolności został wreszcie odesłany wraz z kancelarją Generalnej Ko- 
mendy do Eperies, na Węgry, a dowództwo oddziałów po nim objął 
5 lipca MerveldŁ. 2) 
Przez to wycofanie się Austrjaków na linję Dniestru cała na pół- 
noc od niej położona część Galicji była wolna od nieprzyjaciela. To 
też bez trudu zajął ją jeden szwadron Strzyżowskiego, który zresztą 
z dniem każdym wzrastał dzięki napływowi ochotników. Podobnie i w Ga- 
licji środkowej posunięto się aż po Stryj, Sambor, Sanok i jasło. Te 
odzyskane powiaty, w których władze polskie częstokroć samorzutnie 
powstawały z wyboru miejscowych obywateli, winne były przedewszyt- 
kiem dostarczyć siły zbrojnej. 
W tym kierunku w dużej mierze wytyczną była uchwała Rady 
Stanu z dnia 16 kwietnia 1809, mianująca naczelników i komendantów 
powstań departamentowych oraz urządzająca organizację sił zbrojnych, 
które dzieliły się na: ochotnicze, pospolite ruszenie, gwardję narodową 
formowaną po miastach i wsiach i doraźnie tworzone pułki strzeleckie. 11) 
Ustawa ta obowiązywała zresztą przeważnie teoretycznie na terenie sa- 
mego Księstwa, natomiast na ziemiach zajętych przez wojska polskie 
ustawę tę zmieniono w pewnych szczegółach. Tam główny nacisk po- 
łożono na formacje linjowe. I tak każdy cyrkuł był obowiązany wystawić 
po jednym bataljonie piechoty i jednym szwadronie jazdy, z tern, że 


l) Pawłowski: "Lwów w 1809, r.", str. 28-31. 
2) Osobiste zapiski Merveldta od 18 maja do 12 czerwca 1809. Kriegs-Archiv 
W Wiedniu fasc. Nr. 815., - Ferdynand do Hohenlohego, Wielowieś 15 czerwca - Ferdynand 
do Merveldta, Staszów 26 czerwca - Hohenlohe do Ferdynanda, Marjampol 29 czerwca- 
Merveldt do Ferdynanda, Marjampol 5 lipca. Kr. Arch. fasc. 845 i korespondencja Mer- 
veldta z Hohenlohem z tego okresu Kriegs-Arch. fasc. Nr. 844. 
a) "Rys historyczny kampanji", str. 263-6. 


u;.
		

/Magazyn_130_01_0260_0001.djvu

			244 


bataljon miał się składać z 4 kompanij, po 200 ludzi każda, a szwadron 
z 2 kompanij po 150 ludzi; urzędy cyrkułowe miały uczynić rozkład 
kantonistów na poszczególne dominja, które też były obowiązane zao- 
patrzyć każdego rekruta w 2 koszule, 2 pary trzewików, 2 pary czech- 
czerów oraz w żołd na 3 miesiące. Obywatele, którzy dostawiali jeźdźców, 
mieli ich przysłać na dobrym koniu, z dobrą kulbaką, parą pistoletów, 
pałaszem i piką. Cyrkuły były obowiązane dostarczyć mundurów, t. j. 
płaszczów, kurtek oraz ładownic, a zarazem zaopatrzyć ich w broń, 
jaka by się na miejscu znalazła; kolor kurtek był granatowy, a krój 
mundurów - polski. Również obowiązywały i polskie regulaminy. 1) Nie- 
zależnie od tych regularnych oddziałów, tworzone były na terenach 
galicyjskich gwardje narodowe, także milicjami zwane, które głównie słu- 
żyć miały do utrzymywania porządku, oraz oddziały ochotnicze, lub większe 
jednostki sumptem pojedynczych obywateli, lub powiatów sztyftowane. 
Cała ta akcja formowania nowych pułków i oddziałów oddana 
była przez ks. józefa w ręce generała Hebdowskiego jako zastępcy mi- 
nistra wojny, który też miał wyznaczyć dawnych wojskowych na orga- 
nizatorów siły zbrojnej w cyrkułach. :!) Były generał Hauman już po- 
przednio był mianowany przez Naczelnego Wodza organizatorem woj- 
skowym w cyrkułach siedleckim, bialskim i lubelskim i ten rzeczywiście 
rozwinął dość dużą działalność. Inni natomiast, później zamianowani, 
albo nic nie zrobili, albo bardzo mało, gdyż zanim przybyli do wyzna- 
czonych sobie cyrkułów, już sytuacja tak się zmieniła, iż niepodobna 
było zajmować się formowaniem nowych oddziałów. Tak n. p. były ge- 
nerał-major Ożarowski Kajetan, mianowany organizatorem siły zbrojnej 
w cyrkułach lwowskim i złoczowskim, nic nie zrobił, bo m'przód zajęli 
Lwów Austrjacy a potem Rosjanie, którzy mu nie pozwolili na pobór. 
Podobny rezultat osiągnął Antoni Wieniawski organizator cyrkułów 
stanisławowskiego, stryjskiego i samborskiego i Bonecki specjalnie mia- 
nowany pułkownikiem i organizatorem w powiatach rzeszowskim i jasiel- 
skim oraz inni. Były szef bataljonu w Legionach Zawadzki Ignacy mia- 
nowany organizatorem pow. brzeżańskiego a potem stryjskiego rozcho- 
rował się, wobec czego w Brzeżanach objął jego funkcje kpt. Poniński. 
Ten ostatni oraz b. rotmistrz Wincenty hr. Poletyłło, organizator pow. 
. żółkiewskiego, należą do tych nielicznych wyjątków, którzy coś zdziałali 
w tym kierunku. 3) 
jak z tego widać, instytucja ta wojskowych organizatorów 
powstań zawiodła niemal na całej linji. jeżeli zaś obie Galicje 
dostarczyły stosunkowo bardzo znacznego kontyngensu rekrutów, to 
zawdzięczać należy przeważnie czynnikom lokalnym i inicjatywie po- 
szczególnych obywateli. Zapał i ochota, zwłaszcza w początkowym 
okresie, były bardzo duże. Pod wpływem pierwsżego impulsu i nastroju 
chwili sypały się liczne ofiary i deklaracje różnych obywateli, zobowią- 
zujących się dobrowolnie wystawić nieraz nawet całe pułki. Z licznych 


J) Ks. Józef do b. generała Hauman8 19 maja. Arch. Gl. Rkp. Nr. 2009. 
2) Ks. Józef do generała Hebdowskiego, Trześnia 7 czerwca. Arch. Gł. Rkp. Nr. 2009. 
3) Korespondencja organizatorów powstań z generałem Hebdowskim. Arch. Gł. 
Rkp. Nr. 526.
		

/Magazyn_130_01_0261_0001.djvu

			245 


ofiar podkreślić należy uformowanie po jednym pułku piechoty przez 
ks. Konstantego Czartoryskiego i ordynata Zamoyskiego. Mniej zamożni 
łączyli się w kilkanaście osób i wspólnie zobowiązywali się do dostarcze- 
nia pewnej ilości żołnierzy, przyczem nieraz podawali związane z tem 
swoje warunki i życzenia. Tak n. p. 22 obywateli Tarnopola obiecało 
wystawić pułk jazdy pod warunkiem, że dowódcą jego zostanie były 
oficer gwardji rosyjskiej hr. Gabrjel Rzyszczewski; 18 obywateli zło- 
czowskich zgłosiło gotowość wystawienia 2.000 piechoty, byleby dostar- 
czono im broni bezpłatnie; 12 obywateli Brzeżan zdeklarowało uformo- 
wanie pułku jazdy z 900 ludzi a ponadto i dostawę 600 piechoty, jeżeli 
dowództwo pułku kawalerji obejmie ppłk. Szumlański, adjutant ks. jó- 
zefa. 19 obywateli Lwowa zobowiązało się do zorganizowania pułku 
jazdy z 700 głów i wypłacenia dla prędszego jego uformowania 
150.000 złp., byleby dowódcą jego został hr. Adam Potocki i t. p.1) Ale 
wśród szeregu prośb złożonych w tej sprawie ks. Józefowi znajdują się 
i takie, z których wyraźnie wybija się ton prywaty i ambicyjek oso- 
bistych niektórych ofiarodawców. Tak n. p. Ignacy Cetner obiecał wy- 
płacić 100.000 złp., jeżeli zostanie mianowany dowódzcą pułku, wysta- 
wionego przez cyrkuł złoczowski, pod takim samym też warunkiem zo- 
bowiązali się dostarczyć jan Kunicki 120.000 złp. i tyleż Wincenty ks. 
Woroniecki. Gorzej jeszcze było z ludźmi, którzy rwali się do organi- 
zacji nowych formacyj, nie mając nieraz żadnego pojęcia o służbie woj- 
skowej, i zanim jeszcze dana jednostka została należycie utworzona, już 
starali się o uzyskanie dla siebie zwykle wyższych jakichś rang wojsko- 
wych i o prawo noszenia munduru.:!) 
Ks. józef w trafnej ocenie sytuacji, jaka wytworzyła się pod tym 
względem w Galicji, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że niejedno- 
krotnie między najlepszą chęcią a jej wykonaniem istnieje bardzo duża 
różnica. To też starał się rzecz całą, przybierającą nieraz nazbyt sze- 
rokie i niemożliwe do zrealizowania formy, ściągnąć do właściwych 
i konkretnych rozmiarów. Dlatego też w odpowiedzi na raport generała 
Kamieńskiego, przedstawiającego w zbyt różowych barwach ilość nowo 
formować się mających pułków, wyraził swą wątpliwość w tym względzie 
i zaleeał mu, by organizatorowie cyrkułów porozumieli się między sobą 
tak, by dwa lub trzy powiaty wspólnie wystawiły jeden pułk, przytem 
miał Kamieński im oświadczyć, "że którykolwiek z nowo ofiarowanych puł- 
ków jazdy w przeciągu trzech
 niedziel od daty niniejszej nie będzie 
mógł okazać 600 głów do użycia gotowych, oddzielnym nie będzie 
mógł być pułkiem, lecz w dawne wcielony zostanie". Zarazem dodawał, 
że oficerów można przedstawiać do nominacji "w miarę tylko liczby 
głów aktualnie już w pułku znajdujących się". 3) Skutkiem tego, piechotę 


l) "Specyfikacja podanych prośb do ks. Józefa od obywateli Galicji". Arch. Gł. 
Rkp. Nr. 525. 
2) Gł. Kamieński w liście do gen. Hebdowskiego, Janów 10 lipca, w liście skarzy się, że 
organizacja nowych pułków. nie postępuje naprzód, bo powierzono ją ludziom "nie mają- 
cym doświadczenia ani potrzebnych wiadomości, że tylko chęć czczego znaczenia powo- 
duje ich do podawania się na te stopnie i dlatego te wszystkie mające być wystawione 
pułki nie są kompletne i przez oficerów i ich bagaże stają się ciężarem dla kraju a nie 
odpowiadają widokom prędkiej obrony," Arch. Gł. Rkp. Nr. 770. 
3) Ks. Józef do generała Kamieńskiego. Pniów, 10 czerwca 1809. Arch. Gl. Rkp. Nr. 2008. 


I
		

/Magazyn_130_01_0262_0001.djvu

			246 


dostarczoną przez poszczególne cyrkuły wcielano partjami albo do puł- 
ków dawnych, albo też do nowych, formowanych przez Czartoryskiego 
i ordynację Zamoyskich. Natomiast najwięcej wysiłków skierowano na 
utworzenie pułków jazdy i w rzeczy samej to w dużej mierze się po- 
wiodło, ponieważ podówczas powstały, przeważnie w Galicji wschodniej, 
pułki: 11-ty ułanów Adama Potockiego, 12-ty ułanów Rzyszczewskiego, 
15-ty ułanów TrzecieskiegoAugustyna, wreszcie 16-ty ułanów Tarnowskiego 
Marcina, nie licząc drobniejszych oddziałów, które zasiliły bądźto daw- 
niejsze pułki, bądź nowo organizowane na terenach Galicji zachodniej 
jak n. p. pułk huzarów Tolińskiego. 
Galicja, przy ówczesnym zapale i ofiarności, byłaby zdobyła się na 
jeszcze większy wysiłek, gdyby wypadki dozwoliły na przeprowadzenie 
do skutku w całej pełni wszystkich zamierzeń. Niestety, z jednej strony 
ruchy wojsk austrjackich, z drugiej posuwanie się coraz dalej na zachód 
Galicji "sojuszniczych" dywizyj rosyjskich utrudniały, a częstokroć w zu- 
pełności uniemożliwiły organizację wojska polskiego w Galicji na więk- 
szą skalę. 
Arcyks. Ferdynand, widząc postępy wojsk polskich w Galicji i oba- 
wiając się, by nie zajęły Bukowiny i nie wdarły się nawet do Węgier, 
poniechał swego marszu na zachód i w drugiej połowie maja ruszył na 
Sandomierz. Podczas gdy lewe jego skrzydło i centrum miały się osta- 
tecznie w okolicach tej twierdzy rozprawić z korpusem ks. józefa, bry- 
gada generała Egermanna, stanowiąca niejako prawe skrzydło, idąc od 
Krakowa, miała równocześnie oczyszczać stopniowo Galicję z nielicznych 
oddziałów polskich. 1 ) W rzeczy samej Egermann po krótkiej walce już 
9 czerwca wkroczył do Rzeszowa, a oddział wysłany przez niego zajął 
12-go po nieznacznej utarczce Sanok. Następnie Egermann 16 czerwca 
stanął w jarosławiu, a w pięć dni potem t. j. 21 czerwca zjawił się we 
Lwowie. skąd już poprzednio, wobec szczupłości sił własnych, musiał 
ustąpić i Rząd Centralny i generał Kamieński na czele przeważnie do- 
piero tworzących się oddziałów.:!) 
Egermann ten marsz do Lwowa, w zwykłych warunkach arcyniebez- 
pieczny, mógł śmiało przeprowadzić tylko skutkiem cichego poparcia 
przez polskiego "sprzymierzeńca" Rosjan. Arcyks. Ferdynand bowiem, 
skoro tylko dowiedział się o przybyciu na pomoc ks. józefowi dywizyj 
rosyjskich, nawiązał zaraz tajne rokowania z ich dowódcą ks. Golicynem. 
W pertraktacjach tych omówiono szereg punktów, odnoszących się do 
wzajemnego stosunku i dalszego postępowania obu wojsk. Między innemi, 
Austrjacy, choć po dość długich sporach, zgodzili się wówczas na po- 
sunięcie się wojsk rosyjskich, naturalnie bez boju, aż do linji Wisłoki, na 
której miały się zatrzymać, a wzamian za to Golicyn zobowiązywał się 
do niestawiania przeszkód marszowi Egermanna do Lwowa i wyrażał 
zgodę na restytuowanie tam i w innych miejscowościach rządu austrjac- 
kiego, którego władze miały być i nadal uznawane i szanowane przez 


1) Arcyks. Ferdynand do Egermanna. Rożki 6 czerwca 1809. Krie!!,s-Arch. fasc. 845. 
2) Raporty Egermanna do arcyksięcia Ferdynanda. Rzeszów 9 czerwca, Rzeszów 
13 czerwca, Jarosław 17 czerwca i Lwów 21 czerwca 1809. Kriegs-Arch., fase. 845 i Pa- 
włowski: "Lwów w 180') r.... str, 63-5.
		

/Magazyn_130_01_0263_0001.djvu

			247 


wojska rosyjskie. l) To spowodowało, że arcyks. Ferdynand wydał Eger- 
mannowi rozkaz przyśpieszenia marszu do Lwowa, a równocześnie za 
jego pośrednictwem nakazywał. Hohenlohemu, by ruszył od Dniestru 
również w stronę Lwowa i po drodze wszędzie na nowo wprowadzał 
urzędy austrjackie. 2 ) 
Egermann pozostał we Lwowie ledwo tydzień, gdyż 28 czerwca 
musiał według umowy wycofać się z tego miasta - wobec zbliżania 
się tam od janowa wojska rosyjskiego. Ale przez ten krótki czas zdo- 
łał przeprowadzić to, o co głównie chodziło arcyks. Ferdynandowi; mia- 
nowicie usunął rząd polski a wprowadził austrjacki. Generał rosyjski, 
barQn Meller-Zakomelski, który 28 wkroczył do Lwowa - zachował 
w dalszym ciągu władze austrjackie, natomiast nie zgodził się na po- 
wrót polskiego Rządu Tymczasowego, który wobec tego przenosił się 
przez czas dłuższy z miejsca na miejsce. 3) Odpowiedzialność za to, że 
sprawa ta taki smutny dla Polaków wzięła obrót, ponosi w pewnej mie- 
rze generał Kamieński. Ks. józef mianowicie dwukrotnie polecał mu, 
po zajęciu Lwowa przez Austrjaków, by starał się miasto to odzyskać 
z powrotem przy pomocy nadchodzących wojsk rosyjskich. Lecz gene- 
rał okazał za mało energji wobec Rosjan, sytuacji nie wyzyskał i po- 
zwolił na odsunięcie siebie w chwili wkraczania tych pseudo-sprzymierzeń- 
ców do Lwowa, za co ks. józef udzielił mu nagany.4) Nie na wiele też 
się zdało, że ks. józef później już w myśl rozkazu Napoleona z 10 czerwca 
polecał wszędzie w zajętych przez wojska polskie miejscowościach za- 
wieszać orły francuskie i wyznaczał władze, działające w imieniu cesa- 
rza Francuzów. Tam, gdzie już były wojska rosyjskie, nie można było 
władz tych wprowadzać, a tymczasem one coraz dalej na zachód i po- 
łudnie rozpościerały się w Galicji i niweczyły w ten sposób wszystkie 
niemal osiągnięte dotąd sukcesy polskie. 
Najsmutniej odbiły się te wypadki w Galicji wschodniej, gdzie 
przecież najsilniej był rozbudzony ruch wojskowy i gdzie najwięcej utwo- 
rzono nowych pułków polskich. Tam bowiem połączyli się Austrjacy 
z Rosjanami, by wspólnie pognębić i zdusić w zupełności te zamiary polskie. 
Wurmser, który jako gubernator austrjacki zjechał do Lwowa pod- 
czas chwilowej jego okupacji przez brygadę Egermanna i pozostał tam 
jakiś czas jeszcze w swym charakterze nawet podczas pobytu w nim 
dywizji rosyjskiej, zawiadomił feldmarszałka Merveldta o tej nowej kon- 
stelacji politycznej rosyjsko-austrjackiej i polecił mu wobec tego czem- 
prędzej zajmować jak najwięcej miejscowości, ustanawiać tam władze 


J) Ferdynand do cesarza. Przecław 28 czerwca. Kriegs-Arch. Operationsjournal der 
Hauptarmee. fasc. 808. 
2) Ferdynand do Egermanna. Dzików 20 czerwca. K.-iegs-Arch., fasc. Nr. 845. 
H) Pawłowski "Lwów w 1809 r.... str. 66-72. 
4) Ks. Józef do Kamieńskiego Józefów 23 czerwca Arch. Gł. 2008, Puławy 27 czerwca 
Arch. Gł. 2057 i Fiszer do Kamieńskiego. Puławy 1 lipca ..J. O. Ks. Naczelny Dowódca 
odebrał raport od Generała p. d. 29 b. m. .... na co zlecił mi odpisać P. Głowi, że się 
dziwuje, że Pan Generał, mając rozkaz wnijścia do Lwowa, nie dopełnił tego. a to na 
zlecenie generała rosyjskiego, pod którego nie zostajesz rozkazami... J. O. Ks. N. D. zlecił 
mi jeszcze dodać. że Pan Generał pod żadnym pretekstem nie powinieneś słuchać innego 
jakiego rozkazu. a zatem, jeżelim zlecił od J. O. Księcia iść do Lwowa. należało to było 
bez względu na kogokolwiekbądź ulikutecznić", Arch. Gł. Rpk. Nr. 2057.
		

/Magazyn_130_01_0264_0001.djvu

			248 


austrjackie, a potem w razie niebezpieczeństwa grożącego ze strony 
polskiej, oddawać je przywołanym zawczasu oddziałom rosyjskim. 
W pierwszym rzędzie miał zająć powiaty stanisławowski i zaleszczycki, 
gdyż cyrkuł stryj ski miały obsadzić wojska rosyjskie. W myśl tych ins- 
trukcyj polecił Merveldt generałowi Kesslerowi zająć Stanisławów, a ge- 
nerałowi Bickingowi ruszyć do Tłustego albo jezierzan. 1 ) Kessler wkrótce 
zajął Stryj, a Bicking już poprzednio pomaszerował z Zaleszczyk na 
Tarnopol i zajął to miasto 6 lipca. 
Sam Merveldt, który pierwotnie miał utrzymywać łączność z obu 
tymi generałami i w razie potrzeby wspierać ich, na życzenie Wurm- 
sera koniecznie chciał zająć Brzeżany. Udał się więc tam przez 
Podhajce a 14 lipca jego straż przednia wkroczyła do Brzeżan, gdzie 
jednak po instalacji urzędu cyrkułowego nie mogła dłużej się utrzymać 
z powodu bliskości oddziałów polskich. Nawiązano więc zaraz rokowa- 
nia z najbliższemi komendami rosyjskie mi i te zapraszano, by jak naj- 
szybciej objęły to miasto w swe posiadanie. Rosjanie zwlekali, skut- 
kiem czego Merveldt zaawanturowawszy się zbyt daleko od Bickinga, 
nie mógł znowu na czas przyjść temu generałowi z pomocą. 2) Bicking 
zatrzymał się w Tarnopolu do 9 lipca. Tam restytuO\o'ał działalność 
austrjackich urzędów, lecz naciskany ze wszystkich stron przez Pola- 
ków, skoro tylko zjawili się w tem mieście rosyjscy oficerowie, zaraz 
w nocy ruszył na Skałat, Grzymałów, Chorostków do Chmielówki. Marsz 
ten odbywał Bicking wśród ciągłych utarczek z oddziałami Rzyszczew- 
ski ego i Strzyżowskiego, które go niepokoiły dzień i noc. W Chmie- 
lówce stanął 15 lipca już zupełnie wyczerpany. Zatrzymał się tam przez 
następny dzień i w nocy miał ruszyć do Podhajec. Lecz Polacy tak go 
ścisnęli, że mowy nie było już o opuszczeniu tej miejscowości. Spo- 
dziewając się wciąż pomocy ze strony Merveldta, trzymał się tam jesz- 
cze do 18; ale nie widząc znikąd ratunku, rozpoczął rokowania ze 
Strzyżowskim i wreszcie poddał się z całym swym oddziałem. 3 ) Kapi-. 
tulacja Bickinga pod Wieniawką jest ostatnim aktem całej kampanji 
polsko-austrjackiej 1809 r., dla oręża polskiego tak w całym swym prze- 
biegu chlubnej. 
Zawieszenie broni, zawarte przez Napoleona na głównym teatrze 
wojny - 12 lipca, kładło kres dalszym walkom na, terytorjach polskich. 
Na podstawie traktatu sch6nbruńskiego Księstwo Warszawskie zostało 
znacznie zwiększone nabytkami w t. zw. Nowej Galicji, ale skutkiem po- 
dwójnej gry aljanta rosyjskiego zaprzepaszczone zostały wszystkie sukcesy, 
odniesione przez wojska polskie na terenie Galicji wschodniej, która 
musiała czekać przeszło jeszcze sto lat na swe wyzwolenie. 


l) Merveldt do Ferdynanda. Marjampol, 5 lipca. Kriegs-Arch., fasc. Nr. 646. 
2) Merveldt do Ferdynanda. Lijatyn, 17 lipca. Kriegs-Arch., fasc. 646. 
3) Dziennik gł. majora Bickinga od 26 maja do 18 lipca i Korespondencja jego 
z Merveldtem, Kriegs-Arch., fasc. Nr. 816. Płk. Rzyszczewski do generała Rożnieckiego, 
Międzyrzec 8 stycznia 1810. Otton Laskowski - Bronisław Pawłowski: "Polska historja 
wojskowa" Warszawa 1928, str. 240-3.
		

/Magazyn_130_01_0265_0001.djvu

			DR. ST ANISŁAW RACHW AŁ. 


HERB MIASTA LWOWA. 


(Wyjątek z większej pracy, skończonej w r. 1927.) 


jan Alnpek, rajca lwowski, aptekarz-kupiec, mąż zacny i bezstronny, 
uczony i wytworny w piśmie, napisał w języku łacińskim z początkiem 
XVII w. (między r. 1603-1605) "Opis miasta Lwowa", którego rękopis 
posiada Archiwum m. Lwowa w księdze III. A. 224, str. 1-17, na 
papierze in folio, ze znakiem wodnym, wyobrażającym herb miasta 
Lwowa. W tym "Opisie miasta Lwowa", poprzedzającym "Historję 
Lwowa" Bartłomieja Zimorowicza, znajduje się ustęp o "Herbie m. 
Lwowa", który poniżej w łacińskim tekscie i w tłumaczeniu podajemy. 


Insigne Civibus Sigismundus 
Primus, avus Serenissimi Domini · 
llostri moderni, Anno MDXXVI, 
valvam seu portam magnam pa- 
tentem, cui tres turres superemi- 
nent, in qua quidem valva leo 
liber et stans, nulla crate vel 
cathena mancipatus, cernitur, quo 


Herb z prawem używania 
wosku czerwonego nadał mie-' 
szczanom Zygmunt I, dziad Na- 
szego Najmiłościwszego Pana, 
obecnie panującego, w roku 1526; 
składał się on z drzwi albo dużej 
bramy otwartej, z trzema nad nią 
wznoszącemi się wieżami, a w tej
		

/Magazyn_130_01_0266_0001.djvu

			250 


a primis incrementis suapte sponte 
utebantur, simul cum usu cerae 
rubrae, donavit. Hancque donatio- 
nis rationem in privilegio expressit: 
"Quo et rei novitate aliqua 'eorum 
ad posteros illis gloria maneret et 
ipsi memores, sese in emminentiori 
loco tanquam in turribus et spe- 
cula positos esse, virtutem Leonis 
vigilantis ani mo, constantia, excu- 
biis et robore adversus imminen- 
tes omni ex parte hostes viriliter 
immitari, maiorique in dies studio 
et fervore, quem cera rubea de- 
signat, ad re.cte form and um et 
bene dirigendum Reipublicae illius 
Civitatis statum, operam suam na- 
vare contenderent". 


Anno tamen MDLXXXVI die 
15 Septembris Sixtus V, Pontifex 
Maximus, qui Leopolim unice di- 
lexit, Insigne hoc Leopoliensium 
decoravit diplomate, in quo haec 
praecipue continentur: "Leoni, 
dictae civitatis communibus insi- 
gnibus vestris, tres monticulos et 
stellam, de Leonis nostri stemmate 
desumptos, Apostolica auctoritate, 
tenore praesentium perpetuo inse- 
rimus et adiungimus, sperantes 
fore, ut vos huiusmodi stellae et 
montium mystico praesidio muniti, 
de inimicis vestris, quibuscum 
bellum continuum gerendum est, 
exoptatam victoriam reportetis. 
"Arma siquidem militiae nostrae" , 
[ut Apostolus ait. - 2 ad CorinŁ. 
cap. 10. v. 4. 5. 6.] "non sunt 
carnalia, sed potentia Deo ad de- 
structionem munitionum consilia 
destruentes et omnem altitudinem, 
extollentem se adversus scientiam 
Dei et in captivitatem redigentes, 
omnem intellectum in obsequium 
Christi et in promptu habentes 


to bramie widoczny jest wolny. 
i stojący lew, żadną kratą ani 
łańcuchem nieskrępowany ; herbu 
tego używało miasto z własnej 
woli od niepamiętnych czasów. 
Powód nadania tego herbu wyja- 
śnił król w przywileju: "ażeby tak 
przez nowość rzeczy do potomno- 
ści sława ich dochodziła - i oni 
sami pomi1i, że zajmują stanowisko 
wyższe, jakoby na wieżach i straż- 
nicy, męstwo lwa czuwającego od- 
wagą, stałością, czujnością i wa- 
lecznością przeciwko zagrażającym 
ze wszystkich stron nieprzyjacio- 
łom mężnie naśladowali, a coraz 
usilniejszem z dnia na dzień sta- 
raniem i gorliwością, jaką wosk 
czerwony oznacza, dokładali sta- 
rania ku dobremu urządzeniu i kie- 
rowaniu stanu Rzeczypospolitej 
tego miasta". 
Następnie dnia 15 września 
1586 papież Sykstus V, który 
Lwów szczególnie ukochał, herb 
lwowski ozdobił dyplomem, który 
między innemi te nadzwyczajne 
słowa zawiera: "Lwu wymienio- 
nego miasta i do waszych wspól- 
nych oznak, na mocy powagi Na- 
szej Apostolskiej, niniejszem pi- 
smem nadajemy po wieczne czasy 
i przyłączamy trzy pagórki i gwia- 
zdę, wzięte od lwa naszego herbu, 
spodziewając się, że wy pod osłoną 
tego tajemniczego godła gwiazdy 
i pagórków nad waszymi nieprzy- 
jaciółmi, z którymi walczyć ciągle 
musicie, pożądane zwycięstwo od- 
niesiecie. "Bo broń żołnierstwa 
naszego (jak Apostoł mówi - II. 
KorynŁ. 10. w. 4.5.6.) nie jest cie- 
lesna: ale Bogiem mocna na zbu- 
rzenie miejsc obronnych, rady 
burząc: i wszelaką wysokość wy- 
noszącą się przeciw poznaniu Bo- 
żemu, i w niewolą podbijając 
wszelki rozum pod posłuszeństwo 
Chrystusowe: i pogotowiu mając
		

/Magazyn_130_01_0267_0001.djvu

			ulcisci omnem inoboedientiam". 
Quid enim aliud per leonem in- 
intelligi debet, nisi Christus7 iuxta 
illud Apocalypsis V. v. 5.: "Vicit 
leo de tribu luda", et Amos c. 
III. v. 8. "Leo rugiet, quis non 
timebit7 Dominus locutus est, quis 
non evangelizabit (prophetabit) 7" 
De quo et Numeri c. XXIIII. v. 9: 
"Accubans dormivit, ut leo". Quid 
per monticulos 7 nisi Ecclesia ca- 
tholica superaedificata supra fir- 
mam petram in confessione San- 
ctissimae Trinitatis, iuxta illud 
Isaiae c. II. v.2-3: "Mons domus 
Domini in vertice montium, et 
ellevabitur super (omnes) colles 
et fluent ad eum omnes gentes; 
et ibunt populi multi et dicent: 
Venite, ascendamus ad monte m 
Domini et ad domum Dei Iacob, 
et docebit nos vias suas". Quid 
denique per stellam designatur 7 
nisi beatissima Virgo Maria, quae 
et mater gratiae et mater miseri- 
cordiae, pro salute fidelium suorum 
athletarum sedula exoratrix ad 
Christum, verum leonem, quem 
maternis lactavit uberibus, inter- 
cedit, ut Num. c. XXIIII. v. 17: 
"Orietur stella ex Iacob et con- 
surget virga de Israel, et percutiet 
duces Mohab". Sumite ergo vos, 
benedictionis filii, exemplar in- 
signium nostrorum praesentibus 
hic expressu m, illudque contra 
quoscunque inimicos vestros visi- 
biles et invisibiles gerite, ut eiu£- 
modi adminiculo innixi, post ade- 
ptam a vobis de utroque hoste 
in hoc mundo victoriam, praemia 
caelestis gratiae in alio saeculo 
assequi possitis. Quoniam vero 
contingere potest, ut nostra haec 
insignia, vestris insignibus aliter, 
quam repraesentantur, inserta et 
adiuncta secundum temporum con- 
ditionem, locorum situationem ac 
ipsius rei qualitatem, magis decori 


251 


mścić Się wszelakiego nieposłu- 
szeństwa". Cóż bowiem innego 
należy rozumieć przez lwa, jeżeli 
nie Chrystusa 7 według onych 
słów Apokalipsy r. V. w. 5.: "Zwy- 
ciężył lew z pokolenia judy", 
i Amosa r. III. w. 8.: "Lew za- 
ryknie, któż się nie zlęknie 7 Pan 
Bóg mówił, któż prorokować nie 
będzie 7" O czem i w księdze 
Numerorum r. 24. w. 9.: "Poło- 
żywszy się, spał, jako lew". Cóż 
rozumieć przez pagórki 7 jeżeli 
nie kościół katolicki, zbudowany 
na silnej skale, wyznający Naj- 
świętszą Trójcę według onych 
słów Izajasza r. II. w. 2. 3.: "Góra 
domu Pańskiego na wierzchu gór 
i wywyższy się nad pagórki, 
a popłyną do niej wszyscy naro- 
dowie. Pójdą też wiele ludzi 
i rzekną: "Chodźcie a wstąpmy 
na górę Pańską i do domu Boga 
jakubowego, a nauczy nas dróg 
swoich". Cóż wreszcie innego 
gwiazda oznacza, jeżeli nie Naj- 
świętszą Pannę Marję, która jako 
matka łaski i matka miłosierdzia, 
za zbawieniem wiernych sług 
ustawiczna orędowniczka u Chry- 
stusa, prawdziwego lwa, którego 
macierzyńskiemi piersiami swo- 
jemi karmiła, wstawia się, jak 
w Numerorum r. XXIV. w. 17.: 
"Wznidzie gwiazda z jakóba 
i powstanie laska w Izraelu i po- 
bije książęta Moab". Przypomnij- 
cież więc, synowie, jako błogo- 
sławieństwa oznakę, niniejszem 
wzór naszego herbu temi słowy 
określony i używajcie go przeciw 
wszelkim waszym nieprzyjaciołom 
widzialnym i niewidzialnym, aże- 
byście, mając go za osłonę, po 
odniesionem zwycięstwie nad oby- 
dwoma nieprzyjaciółmi na tym 
świecie, mogli osiągnąć łaskę nie- 
bios w wiecznem życiu. Ponieważ 
zaś zdarzyć się może, że nasz ten
		

/Magazyn_130_01_0268_0001.djvu

			252 


publico et Christianae religio ni 
congruere et inservire valeant, 
vobis illa ad li bitum vestrum, 
ubi, quando et quomodo videbi- 
tur, decentius inserendi, adiun- 
gendi et collocandi facultatem et 
authoritatem per praesentes eon- 
cedimus et impertimur, contrariis' 
non obstantibus quibuscumque. 


herb do waszego herbu inaczej 
przyłączony, niż jest przedsta- 
wiony, wedle warunków czasu 
i miejscowych stosunków, jakoteż 
samej istoty rzeczy bardziej ku 
publicznej ozdobie i zgodnie z re- 
ligją chrześcijańską posłużyć może, 
więc pozostawiamy. i pozwalamy 
to waszej dobrej wbli, gdzie, kiedy 
i w jaki sposób Wam się zdawać 
będzie lepszem połączyć i pomie- 
ścić takowy, do czego wam niniej- 
szem wszelką moc i powagę udzie- 
lamy bez względu na jakiekolwiek 
przeciwności" .
		

/Magazyn_130_01_0269_0001.djvu

			KS. DR . HENRYK R AGAN. 


NAZWA 00. BERNARDYNÓW W POLSCE. 


Zdarza się nieraz słyszeć zdanie z ust ludzi nawet wykształconych, 
że założycielem zakonu 00. bernardynów był św. Bernard z Clairvaux 
(1091 
 1153). Zapatrywanie to jest zupełnie mylne. Pod względem swego 
założenia i rozwoju zakon 00. bernardynów nie ma ze św. opatem 
Clarae Vallis nic wspólnego. Ten bowiem ostatni był członkiem zakonu 
cystersów, założonego przez św. Roberta r. 1098 w Citeaux (Cistercium) 
jako odgałęzienia zakonu benedyktynów, podczas gdy zakon 00. ber- 
nardynów chlubi się św. Franciszkiem Serafickim z Assyżu jako swym 
założyci
lem, od którego w prostej pochodzi linji. 
1. Sw. Franciszek z Assyżu (Bernardone, ur. r. 1182, um. 3 paźdz. 
1226), założył trzy zakony: Zakon I ścisły dla mężczyzn pod nazwą 
"Ordo Fratrum Minorum" , Zakon II ścisły dla niewiast i Zakon III dla 
ludzi obojga płci i każdego stanu na świecie żyjących. Dla Zakonu I. . 
napisał Regułę, zatwierdzoną przez pap. Honorjusza III, (1216-1227). 
bullą. "Solet annuere" dnia 29 listop. 1223, która po dziś dzień obowiązuje. 
Sw. Seraficki Zakonodawca był idealistą w najwyższym stopniu; 
praktyczne jednak poglądy daleko nie dorównały nadziemskiemu żarowi 
jego serca. W Regule swojej umieścił wiele przykazań niejasnych, nader 
trudnych, lub zgoła niemożliwych do zachowania. Widocznie mierzył 
ludzi swoją żarliwą duszą, przeceniając siły średniego człowieka. Trud- 
ności te dotyczą szczególnie ślubu ubóstwa, które w Regule podniósł do 
najskrajniejszych granic, zabrania bowiem braciom przywłaszczanie sobic 
nawet miejsca pobytu, a karze im żyć na sposób "pielgrzymów i prze- 
chodniów" (Rozdz. VI). Gdyby się ten ślub zachowało w całej pełni jego 
brzmienia, wykluczyćby należało z zakonu nowicjat, wszelkie studja 
kleryków, warsztaty braci laików; tego bowiem wszystkiego nie sposób 
przenosić co chwila z miejsca na miejsce. Tem samem upaśćby musiało 
wzniosłe posłannictwo zgromadzenia, runąć cały zakon. Niezawodnie 
św. Zakonodawca nie liczył się z szybkiem i wielkiem rozszerzeniem swego 
zakonu. Na domiar wszystkiego w testamencie swoim (r. 1226) zabronił 
braciom surowo wszelkiego tłumaczenia i wyjaśniania Reguły, nakazując 
tem samem dosłowne i ścisłe jej zachowanie; z równą ostrością zakazuje 
proszenia u dworu rzymskiego jakiegokolwiek pisma, pod czem zrozu- 
mieli bracia prośby o wyjaśnienie Reguły lub dyspenzy od jej przepisów. 
2. Wobec tych niejasności i trudności powstały w zakonie zaraz 
po śmierci św. Franciszka trzy stronnictwa.
		

/Magazyn_130_01_0270_0001.djvu

			254 


. 
jedno "obserwantów skrajnych", którzy w dobrej zresztą wierze, 
byli przekonania, iż Regułę i Testament należy rozumieć i zachować 
dosłownie, bez względu na korzyść lub szkodę zakonu, byle tylko naj- 
bardziej zbliżyć się do poprzysiężonej Reguły. 
Drugie "obserwantów umiarkowanych" zwanych później krótko 
"obserwantami", utrzymujących również w dobrej wierze, iż w przyka- 
zaniach Reguły baczyć trzeba raczej na ducha i zamiar św. patrjarchy, 
niż na martwe słowa tejże; raczej należy uzyskać dyspenzę od trudnych 
przepisów i z niej korzystać, niż obalić idealne posłannictwo całego za- 
konu. Do tych należeli ówcześni święci bracia, między nimi: św. Antoni 
Padewski - prowincjał Romagni (ur. 1195 t 1231), Aleksander z Hales 
"Doctor irrefragabilis", theologorum Patriarcha (t 1245), św. Bonawen- 
tura (Fidanza) "Doctor Seraphicus" i Doktor Kościoła (t 1274), wszyscy 
gorliwi generałowie zakonu i większość zdrowo myślącej zakonnej braci. 
Do nich przychylił się także pap. Grzegorz IX. (1227-1241), który 
w bulli swej z 28 września 1230 r. oświadczył, że znał osobiście i do- 
skonale św. Franciszka, jako też jego ducha i zamiary, gdyż jeszcze jako 
kardynał pomagał mu w układaniu Reguły; na tej też podstawie w rze- 
czowej bulli ogłosił potrzebne wyjaśnienia Reguły i Testamentu, czem 
wprowadził w ich zachowaniu poważne ulgi, co też obserwanci z ca- 
łym zapałem przyjęli. Dążyli i oni do czystości Reguły, ale rozumniej. 
Atoli ogłoszenie tej bulli stało się powodem powstania w zakonie 
trzeciego stronnictwa, mianowicie "braci laksystów czyli wolniejszych", 
zwanych już wtedy "konwentualnymi", gdyż zajmowali konwenty czyli 
klasztory duże, podczas gdy obserwanci mieszkali w domach małych 
i pustelniach, żyjąc w ostrej karności zakonnej. Twórcą jego był brat 
Eljasz z Kortony, laik, generał zakonu (1232-1239), który jeszcze za 
życia św. Franciszka kierował zakonem jako wikarjusz generalny (1221 
do 1227). Był to człowiek coprawda wykształcony, praktyczny, i sprę- 
żysty, ale samowładny i świeckiego ducha. Przyjął on skwapliwie obja- 
śnienia i złagodzenia papieskie w Regule, a nawet znacznie granicę ich 
przekroczył, zaprowadzając wolniejszą karność zakonną, czem zjednał 
sobie w krótkim czasie licznych podobnego ducha zwolenników. Ci 
z biegiem lat uzyskali coraz to nowe ulgi i dyspenzy, aż wreszcie wy- 
starali się u pap. Marcina V. (1417-1431) o brewe "Ad statum" z d. 23 
sierpnia 1430 r., które, zatrzymując wprawdzie w swej mocy przykazanie 
Reguły, zabraniające pojedynczemu zakonnikowi czyli "in patriculari" 
posiadania czegośkolwiek na osobistą własność, uprawniało jednak każdy 
poszczególny konwent tj. wszystkich członków każdego klasztoru razem 
wziętych jako osobę moralną czyli "in communi" do przyjmowania i po- 
siadania na wspólną własność tegoż konwentu jakichkolwiek dóbr nie- 
ruchomych, ruchomych i stałych rocznych dochodów, zarządzania niemi, 
używania, sprzedawania i zamiany tychże przez prokuratora odnośnego 
konwentu, działającego dowolnie w imieniu Stolicy Apostolskiej, jako 
prawnej właścicielki tychże dóbr zakonnych. Brewe to stanowi niejako 
"Magnam Charta m Conventualium", rzucając podwaliny pod oddzielny 
zakon, noszący dziś urzędową nazwę: "Ordo Fratrum Minorum Con- 
ventualium", u nas w Polsce pospolicie "franciszkanami" lub "konwen- 
tualnymi", zwany; do pierwotnego tego uzasadnienia nazwy "konwentu-
		

/Magazyn_130_01_0271_0001.djvu

			255 


alnych". od zajmowania przez nich dużych konwentów pochodzącej, do- 
daje rzeczowe brewe nowe, tj. iż braciom "in communi" tj. każdemu 
konwentowi wolno posiadać dobra na własność, co u obserwantów po 
dziś dzień jest zabronione. 
Pierwszy odłam zakonu "obserwanci skrajni", najmniej liczni, przy- 
dzieleni przez papieży do "obserwantów umiarkowanych", zlali się z nimi 
zczasem i znikli z widowni. 
Pozostałe dwa "obserwantów" i "konwentualnych", walczyły ze 
sobą długo o prawo zjednoczenia 
ałego zakonu w jedną całość i na- 
dania mu jednolitego kierunku. Rzecz oczywista, że obserwanci mieli 
więcej danych 7.a sobą, bo bardziej byli zbliżeni do czystości Reguły. 
Dotychczas zakon cały miewał wspólnego generała, zawsze jed- 
nak z łona konwentualnych, a prowincje wspólnych prowincjałów. Ruch 
różnicowy nie występował urzędowo, lecz nurtował i rozszerzał się 
w prywatnem życiu u pojedynczych członków, grup, czy klasztorów. 
Generałowie czy też prowincjałowie sprzyjali i popierali ten obóz, 
z którego sami wyszli. 
A jednak natura rzeczy wymagała, aby głębiej pomyśleć nad za- 
prowadzeniem odrodzenia całego zakonu w duchu obserwantów. Był to 
już czas najwyższy. Tej reformy domagało się sumienie, wyglądał lud, 
a nawet nakazał sobór konstancejski (1414-1418). 
Ruch ten odrodzenia przybrał na rozmiarach od czasu, gdy ster 
tego kierunku ujęli w ręce gorliwi kapłani, świetni kaznodzieje i wielcy 
uczeni w zakonie. Z pomiędzy nich wybijają się na czoło "cztery filary 
obserwantów", z których na pierwszem miejscu tak co do czasu, jak 
i działalności, stoi św. Bernardyn Sieneński, po nim idzie św. jan Ka- 
pistran, następnie błogo Albert z Sarteano (t 1450), wreszcie św. jakób 
z Marchji (t 1476), którzy stopniowo w latach (1402-1418) wstępywali 
do obserwantów. 
3. Św. Bernardyn Sieneński (Albizesca, ur. w Sienie we Włoszech 
1380, t 1444), od pierwszej młodości odznaczał się niepospolitą poboż- 
nością, surowe m umartwieniem i niezwykłą czcią ku N. M. Pannie. 
W roku 1402 wstąpił do zakonu konwentualnych, wnet jednak prze- 
szedł do obserwantów i tam złożył śluby zakonne. Tu przejął się du- 
chem św. Patrjarchy Serafickiego, pogłębił cnoty dawne, nabył nowych 
zakonnych, zdobył niepospolite wykształcenie. W zakonie pełnił urząd 
profesora teologji i kaznodziei misyjnego. Wnet też zawładnął ruchem 
odrodzenia zakonu. Ognistą wymową, głęboką nauką, i świątobliwością 
życia poruszył umysły wszystkich braci do pożądania reformy całego 
zakonu, w czem pomagali mu wydatnie trzej święci towarzysze. To też 
z dnia na dzień rosła liczba obserwantów. Do szczupłej liczby 34 klasz- 
torów zreformowanych przyłączały się coraz częściej nowe klasztory 
konweńtualnych, pogłębiała się cześć i wdzięczność do św. Serafickiego 
Zakonodawcy, rozbrzmiewała chwała Boża. Co widząc. całem sercem 
ruchowi temu życzliwi papieże, stopniowo co ważniejsze klasztory od- 
bierali konwentualnym, a przydzielali je obserwantom; i tak, w r. 1415 
oddali im Porcjunkulę w Assyżu, w r. 1431 Alwernję, w r. 1434 klasztory 
w Ziemi św., w r. 1445 klasztor Aracoeli w Rzymie. Zaczem poszło, iż 
z polecenia Stolicy św. otrzymywali obserwanci od generałów osobnych
		

/Magazyn_130_01_0272_0001.djvu

			256 


niższych przełożonych, a tak powstawały coraz liczniej we wszystkich 
krajach zreformowane klasztory, kustodje czyli zarząd kilku klasztorami, 
a nawet prowincje, gdy klasztory dosięgły liczby co najmniej dwunastu. 
Tacy gwardjanie, kustosze, i prowincjałowie klasztorów obserwantów 
podlegali w zasadzie wspólnemu generałowi konwentualnych, aby tylko 
nie dzielić całego zakonu i do tego nie dopuścić, ale raczej cały stop- 
niowo odrodzić. Niedługo nowy papież Eugenjusz IV. (1431-1447), 
szczególniejszy przyjaciel św. Kapistrana, zamianował tegoż komisarzem 
obserwantów, a nieco później tj. w r. 1438 generał zakonu, widząc 
wielki wzrost klasztorów i prowincyj odrodzonych, ustanowił dla nich 
osobnego wikarjusza generalnego dla prowincyj włoskich. Wybór padł 
na dobre ręce tj. na św. Bernardyna Sieneńskiego. Urząd ten znaczny 
"cum plenaria potestate supra omnes Fratres Citramontanos regularis 
observantiae" sprawował on wydatnie do r. 1442, przybrawszy soLie 
w r. 1441 św. Kapi'Strana na pomocnika. A gdy z wiosną r. 1442 umarł 
generał zakonu, papież zamianował błogo Alberta z Sarteano, zwanego 
przez lud "królem kaznodziejów", wikarjuszem generalnym całego zakonu 
(1442-1443). Był to pierwszy przełożony generalny całego zakonu, po- 
chodzący z obserwantów. Przez tych parę lat pod kierownictwem trzech 
mężów świętych ruch odrodzenia istne święcił triumfy. Lecz niestety, 
na najbliższej kapitule generalnej w r. 1443 został wybrany generałem 
całego zakonu, wbrew życzeniu papieża, znowu mąż z grona konwen- 
tualnych. Za radą św. Kapistrana ustanowił papież zaraz dwóch wikar- 
juszy generalnych dla obserwantów z ich łona, a mianowicie św. Kapi- 
strana (1443-1446) dla prowincyj "cismontanae", a O. jana Maubert dla 
prowincyj "ultramontanae", obu w niejakiej zależności od generała. 
Za czasów urzędowania św. Kapistrana umarł jego mistrz i przy- 
jaciel św. Bernardyn dnia 20 maja 1444 r. we środę, w wilję Wniebo- 
wstąpienia Pańskiego. Wieść o tern doszła św. Kapistrana, bawiącego 
natenczas na Sycylji. Wiadomość ta wycisnęła z oczu św. Kapistrana 
obfite łzy żalu. Natychmiast udał się do 'Akwili, wygłosił na pogrzebie 
porywające kazanie, poczem zwrócił się do papieża, a przytoczywszy 
mu niezliczone cuda, przez św. Bernardyna zdziałane, prosił zaraz o jego 
kanonizację. Niedługo potem umarł Eugenjusz IV., a po nim zasiadł na 
Stolicy Piotrowej Mikołaj V. (1447-1455). Do tego nowego namiestnika 
Chrystusowego zwrócił się niezwłocznie św. Kapistran i ponowił prośbę 
o kanonizację swego drogiego mistrza. Nadszedł wreszcie dzień przez 
Boga upatrzony. Ziściły się marzenia świętego ucznia. .Oto dnia 24 maja 
roku jubileuszowego 1450 w niedzielę Zielonych Swiąt Mikołaj V., 
w obecności 3.800 zakonnej braci w bazylice watykańskiej policzył 
uroczyście św. Bernardyna Sieneńskiego w poczet świętych, w sześć lat 
po jego ,błogosławionej śmierci. 
4. Sw. Kapistran, (24 czerwca 1386 - 23 października 1456) po 
śmierci swego mistrza ujął w swe sprawne ręce śpuściznę po nim. Uro- 
dził się on we Włoszech w miasteczku Capistrano, w ziemi Akwilańskiej, 
diecezji sulmońskiej, z ojca Niemca, a matki Włoszki. Ukończywszy na- 
uki prawnicze i filozoficzne w Perugji, tu doktoryzował się z obojga 
praw. Zaraz też wstąpił do służby Władysława, króla neapolitańskiego 
(1386-1414), gdzie wkrótce został najwyżs
ym sędzią królestwa
		

/Magazyn_130_01_0273_0001.djvu

			257 


i ulubieńcem króla i joanny Ił., jego siostry i następczyni (1414-1435). Po 
czterech latach jednak porzucił służbę królewską i dnia 4 października 
1416 roku w samą uroczystość św. Franciszka Serafickiego przyjął w Pe- 
rugji habit tegoż św. patrjarchy. Przez czas nowicjatu oddał się z całym 
zapałem pracy nad nabyciem cnót zakonnych pod kierunkiem brata 
laika Onufrego, magistra nowicjuszów. Po roku złożył uroczyste śluby 
zakonne, i pod św. Bernardynem Sieneńskim, jako profesorem, ze zwykłą 
sobie gorliwością poświęcił się naukom teologicznym. Ukończył je z naj- 
większą chlubą dzięki znakomitości profesora. W roku 1419 otrzymał 
święcenie diakonatu, a w roku 1420 przyjął święcenia kapłańskie i zaraz 
rozpoczął nader skuteczną pracę apostolską słowem i przykładem nad 
odrodzeniem zakonu i Kościoła. W czasie 38-letniej pracy misyjnej 
przebiegł całe Włochy od Sycylji aż po Alpy, przeorał całą niemal 
Europę, a nawet Ziemię św. Wracając z Palestyny pozyskał Ormian, 
którzy też z nim przybyli na sobór florencki i podpisali unję z Ko- 
ściołem zachodnim w roku 1439. Z ramienia papieży piastował zastępczo 
najwyższe urzędy zakonne, jako też od roku 1442 urząd wizytatora 
i reformatora pozawłoskich prowincyj, z poleceniem przyciągania na- 
powrót do jedności z Kościołem zwolenników antypapieża Feliksa V. 
(1439-1449) ; po trzechletniej przerwie został obrany powtórnie wika- 
rjuszem generalnym obserwantów (1449-1452), który to urząd na mocy 
bulli papieskiej z dnia 11 stycznia 1446 roku miał już być w zakonie 
stałym, a nie jak dotąd tymczasowym. 
już jako starzec 65-letni, pracą i umartwieniem znękany, nie wa- 
hając się ani na chwilę, na wezwanie papieża udał się rączo do Austrji 
i Niemiec celem utrwalenia tamże reformy zakonów i duchowieństwa, 
zwalczania husytyzmu i utworzenia związku prżeciw Turkom. Dobrawszy 
sobie 12 towarzyszy, 6 kapłanów i 6 braci, w kwietniu 1451 roku wy- 
ruszył pieszo przez Karyntję i Styrję do Wiednia, witany wszędzie pro- 
cesjonalnie przez lud i duchowieństwo. jak wszędzie po drodze, tak 
i we Wiedniu założył klasztor obserwantów, nadając kościołowi za pa- 
trona św. Bernardyna Sieneńskiego. Tu przyjął do zakonu 50 młodzieńców. 
Z Wiednia św. jan udał się do Czech i Moraw na walkę z husytyzmem. 
W Bernie nawrócił wielu baronów, możnych i 3.600 husytów, w całym 
zaś kraju w czasie dwuletniego tamże pobytu pozyskał dla Kościoła św. 
11 tysięcy husytów i 4 tysiące kapłanów tejże sekty. Założył też i tam 
wiele klasztorów obserwantów. W drodze otrzymał dwa listy od kar- 
dynała Oleśnickiego, a dwa od króla Kazimierza IV. jagiellończyka, za- 
praszające go gorąco do Polski. Wprzód udał się święty dwukrotnie 
do Ratysbo.ny na sejm, skąd dnia 13 lutego 1453 roku przybył do Wro- 
cławia na Sląsku, witany uroczyście przez lud i duchowieństwo z bi- 
skupem na czele. We Wrocławiu założył klasztor obserwantów i przyjął 
200 zakonników. Klasztor ten zabrali braciom luteranie w roku 1522, 
wobec czego poszkodowani w roku 1670 zbudowali nowy, pod we- 
zwaniem św. Antoniego. Do Wrocławia wysłał król Kazimierz IV. jagiel- 
lończyk świtę po św. Kapistrana, z poleceniem, aby bez świętego nie 
wracała. A była to świta nielada. W skład jej wchodzili dwaj biskupi, 
kasztelanowie, wojewodowie, magnaci, 1.200 jazdy i niezliczona ilość 
służby. jan Długosz, kanonik krakowski, później arcybiskup-nominat 


17
		

/Magazyn_130_01_0274_0001.djvu

			258 


lwowski (t 1480), baczył pilnie, aby świętemu i towarzyszom jego na 
niczem nie zbywało. 
5. Gród prastary Krakusa przywdział odświętną szatę dnia 18 sier- 
pnia 1453 roku we wtorek, w dzień św. Augustyna Bp., gdyż na ten 
dzień naznaczono tak dawno upragnione przybycie św. Kapistrana. 
Wszystko, co żyło w mieście i okolicy, wyruszyło na drogę aż dwie 
mile za miasto, kędy miał przechodzić święty. Przy kościele św. Flor- 
jana na podwyższeniu urządzono wspaniały namiot, a pod nim tron, 
na którym zasiadł król Kazimierz IV. (1447 -1492), i jego matka, a czwarta 
żona jagiełły, królowa Zofja holszańska. Przy królu stanął kardynał 
Oleśnicki, biskupi i prałaci, uniwersytet, dygnitarze państwa, senatorowie, 
wojewodowie i kasztelanowie; dalej duchowieństwo, bractwa, cechy 
z godłami, rada gminna i dziatwa szkolna. 
Wtem zagrały dzwony w kościele 5W. Florjana, a równocześnie 
ukazali się heroldowie i trębacze, husarja, poczty biskupie i magnackie, 
jako świta. Za nimi szedł św. Kapistran pieszo, boso, z odkrytą głową, 
w towarzystwie 12 zakonnej braci. 
Na ten widok szmer. zdziwienia przeleciał falą po obecnych, nie 
wyłączając króla i kardynała. Wszystkich uderzyło rażące przeciwieństwo 
dwóch potęg: jednej, kapiącej od złota i błyszczącej stalą, potęgi kró- 
lewskiej, a drugiej - skromnej i pobożnej potęgi moralnej, którą przed- 
stawiał święty i jego drużyna. 
Gdy święty zbliżył się do namiotu,. król szybko zszedł z tronu 
i pochylił czoło przed mężem bożym. Swięty złożył głęboki pokłon 
przed majestatem królewskim i królową matką, i rzekł na powitanie: 
"Witaj, wielki monarcho I Nowych przedstawiam ci żołnierzy, gotowych 
na twoie i twego państwa usługi. Nie pragną oni innych zdobyczy, nad 
twoje i twego ludu zbawienie. Nie wyciągają ręki po dobra doczesne, 
po wsie i folwarki, bo umiłowali ubóstwo, i dość im, gdy mają skromną 
strawę i odzienie. Ząjęty nawałem pracy przy zarządzie królewskim mieć 
w nich będziesz nieustannych orędowników u Boga. Gdy ich zawezwiesz 
do czego, poznasz, jak ochotnych i pilnych masz w nich pracowników, 
gotowych zawsze na usługi twoje. Przyjmij i opiekuj się nimi. Zbawiciel, 
którego przykłady za życia naśladować usiłujemy, niech nas zaleci kró- 
lewskiemu twojemu sercu. Skończyłem". Poczem zwrócił się do kardy- 
nała i padł mu do nóg. Po Oleśnickim przebiegł dreszcz wzruszenia. 
Oto u nóg swoich widział męża świętego, największego apostoła, misjo- 
narza, cudotwórcę XV. wieku!... Porwał się czemprędzej ku niemu, 
podniósł go i do piersi przycisnął. Z oczu wielkiego biskupa i naj- 
większego męża stanu spłynęły łzy rozrzewnienia i jakby drogie perły 
spadły na ubogi habit św. Kapistrana. Tak samo król, senat, rycerstwo 
i tłumy ledwie powstrzymać się mogli od łez. Zaraz potem ruszył orszak 
ku Wawelowi. Król, królowa matka i kardynał otoczyli świętego i już 
wraz z nim szli pieszo do głównej świątyni na zamku. 
Pomimo, iż konwentualni mieli w Krakowie. swój klasztor od roku 
1232, to jednak św. Kapistran z towarzyszami nie zamieszkał u nich, 
ale w piętrowym domu w rynku, gdzie dziś stoi narożna kamienica pod 
l. 26, w której narożniku na pamiątkę widnieje posąg św. Kapistrana, 
trzymającego w prawej ręce krzyż, w lewej chorągiew. Dom ten
		

/Magazyn_130_01_0275_0001.djvu

			259 


nadawał się doskonale na ur Lądzenie życia zakonnego, chóru i ćwiczeń 
duchownych. Pożywienia i innych potrzeb dostarczał dwór królewski. 
Zaraz nazajutrz rozpoczął św. Kapistran swoje zwykłe czynności 
misyjne. Ponieważ żaden kościół, nawet Marjacki, nie mógł pomieścić 
ani części tych tłumów, które się zbiegły widzieć i słyszeć świętego, 
przeto na rynku przy kościółku św. Wojciecha zbudowano obszerne 
i wysokie wzniesienie, a na niem ołtarz i ambonę. Tutaj w obecności 
króla, królowej matki, kardynała, biskupów, senatorów, rycerstwa, aka- 
demji, mieszczan i nieprzeliczonego ludu odprawił święty najpierw mszę 
św., a potem przez dwie godziny mówił kazanie po łacinie. Kazanie to 
potem ludowi na język polski tłumaczył ks. Stanisław z Kobylina, pod- 
tenczas proboszcz olkuski i profesor ak
demji. Po kazaniu i jego tłuma- 
czeniu udał się święty do chorych i kalek, których na łożach licznie do 
niego znoszono, a następnie do szpitali. Rzesze patrzyły nań, jak na 
apostoła, jak "na anioła z nieba zesłanego; jakiś powiew skruchy i żalu 
wnikał w serca obecnych i skłaniał do wchodzenia w siebie. Nauki swe, 
nabożeństwa i cudowne leczenia odbywał św. Kapistran codziennie przez 
cały czas dziewięciomiesięcznego swego pobytu w Krakowie. Codziennie 
też nieprzejrzane tłumy zalegały rynek i ulicę Grodzką, a w niedziele 
i święta tamowały ruch w mieście. Na zimę przeniósł się święty do 
Marjackiego kościoła, gdzie mu koło presbyterjum ustawiono wzniesienie. 
Ciężką dla niego, syna południowych krain, była ta zima polska. Nie 
przerywał jednak kazań. i mszę św. odprawiał co dzień. W naukach prze- 
chodził różne tematy, a szczególnie te błędy, które w Krakowie pano- 
wały. Zaraz też zaczęły się zmieniać obyczaje; zarzucano stroje, zbytki, 
gry i uczty, kościoły zapełniały się pobożnymi, duch wiary przenikał 
wszelkie dziedziny publicznego i prywatnego życia, do spowiedzi cisnęło 
się tak
e 
nóstwo pokutników, że duchowieństwo miejscowe upadało 
ze znuzema. 
Roztrząsanie sumienia rozbudziło też liczne powołania zakonne. 
Zaraz w pierwszą niedzielę po swem przybyciu oblókł św. Kapistran po 
mszy św. publicznie, w habit obserwantów pięciu zacnych aspirantów, 
między nimi Ludwika z Warki, który później zajaśniał cudami i Bartło- 
mieja Grzybowskiego, uczonego i znamienitego profesora akademji. Tych 
pięciu było pierwocinami zakonu obserwantów na polskiej ziemi, którzy 
ten habit otrzymali w Krakowie. We Wrocławiu bowiem oblókł Andrzeja 
Reja z Werszowców, kanonika katedry kra!wwskiej i prepozyta kościoła 
św. Idziego pod zamkiem, a również na Sląsku o. Melchizedeka z za- 
konu konwentualnych, biegłego w piórze i notarjusza Macieja biskupa 
z Trok przyjął do obserwantów. Od tego czasu nie było tygodnia, 
w którymby święty nie przyjął kogoś do zakonu. Podczas pobytu swego 
w Krakowie oblókł około 130 nowicjuszów, między którymi byli mło- 
dzieńcy wysokich rodów, bakałarze i mistrze uniwersytetu krakowskiego. 
Teraz zabrał się Wielki Fundator do wiekopomnego dzieła, które m 
zjednał sobie nieśmiertelną pamięć i wdzięczność braci; a tem było za- 
łożenie w Krakowie pierwszego klasztoru obserwantów. Tuż pod zam- 
kiem na Stradomiu stał obszerny dwór z ogrodami, własność nieobec- 
nego podówczas w Krakowie jana Głowacz Oleśnickiego, wojewody 
sandomierskiego, brata kardynała. Ten oto dwór kardynał sam własną 


17.
		

/Magazyn_130_01_0276_0001.djvu

			260 


powagą przerobił na klasztor, zbudował naprędce kościół drewniany, 
a równocześnie we właściwem miejscu zaczął kłaść fundamenty pod 
kościół murowany. Gdy wszystko było gotowe, naznaczył dzień 8 wrze- 
śnia 1453 r. na objęcie klasztoru przez nową drużynę zakonną. Była to 
sobota, uroczystość Narodzenia N. Panny. W rynku zebrały się wszystkie 
zakony i liczne duchowieństwo, część dworu królewskiego, senatorowie, 
dygnitarze, rycerstwo, uniwersytet, magistrat, rajcy miasta, cechy, pro- 
cesje ze wszystkich kościołów i niezliczony tłum ludu. Kardynał Oleś- 
nicki w otoczeniu swych sufraganów, prałatów, opatów, kanoników 
i duchowieństwa prowadził św. Kapistrana i jego braci zakonnych z rynku 
na nową siedzibę na Stradomiu. Tu poświęcił uroczyście klasztor i ko- 
ściółek drewniany pod ważnem w swe znaczenie wezwaniem św. Ber- 
nardyna Sieneńskiego i pod temże samem wezwaniem pobłogosławił 
kamień węgielny pod właściwy kościół murowany. Przy ołtarzu, zbudo- 
wanym na dworze, św. Kapistran odprawił mszę św. w obecności kardy- 
nała, biskupów i całej procesji, poczem kardynał w uroczystej mowie 
oddał klasztor i kościół świętemu i jego braciom zakonnym. Mąż Boży 
przyjął ofiarę i podziękował; a gdy, skończywszy przemowę, chciał 
upaść do nóg kardynała, ten nie dopuścił do tego, lecz, chwyciwszy 
świętego, długo trzymał go przy wzruszonej piersi. Była to chwila 
wielka, chwila uroczysta, chwila duchownych zaślubin nowego zakonu 
z Polską
!... Do tej teraz kolebki obserwantów odsyłał święty wszyst- 
kich nowoobleczonych nowicjuszów, tak, że wkrótce liczba nowych 
żołnierzy Chrystusowych wzrosła do osiemdziesięciu. Na gwardjana 
młodego konwentu naznaczył święty o. Władysława Węgrzyna, długo- 
letniego towarzysza .swych prac misyjnych i wytrawnego przełożo- 
nego klasztorów na Sląsku. Wprzód misjonarzował on na Litwie, dotarł 
do Moskwy, apostołował na Wołoszy i Rusi. Pełen zasług umarł w Kra- 
kowie dnia 9 grudnia 1474. 
Do kościoła obserwantów od św. Bernardyna Sieneńskiego na 
Stradomiu z całe m zaufaniem garnęły się liczne tłumy ludu i magnatów, 
prostaczków i uczonych, dzieci i starców, wszyscy aby widzieć i słyszeć 
świętego, d6znać od niego pociechy lub cudu, aby tam u braci złożyć 
swe grzechy, zyskać pojednanie z Bogiem i zaczerpnąć siły na dalsze 
życie, aby dusze swe pokrzepić gorącem słowem i budującym przykła- 
dem. Tak rosła chwała Boża, cześć dla odrodzonej w braciach karności 
zakonnej, a zarazem zawiązywał się i równocześnie zacieśniał węzeł 
miłości i wdzięczności ludu do braci od św. Bernardyna. Stąd też, z tego 
macierzystego klasztoru na Stradomiu, jeszcze pod obecność św. Kapi- 
strana, rozchodzili się bracia najpierw po okolicy, a następnie po całej 
Polsce, Litwie i Rusi, docierali nawet do Prus i Serbji, karmili wiernych 
darami Bożemi, zakładali nowe klasztory obserwantów, zdobywali no- 
wych szermierzy w odrodzonej karności zakonnej. Wówczas to Anna 
księżniczka Mazowiecka, wdowa po księciu Władysławie, zachwycona 
kazaniami świętego i wzruszona jego cudami, które sama widziała 
w Krakowie, zbudowała w r. 1454 własnym kosztem w Warszawie kla- 
sztor i kościół pod wezwaniem swej patronki św. Anny, i oddała go 
braciom obserwantom od św. Bernardyna; św. Kapistran przeznaczył
		

/Magazyn_130_01_0277_0001.djvu

			261 


tam na dzień 4 grudnia 1454 r., na uroczystość św. Barbary o. jakóba 
z Głogowy z pięciu braćmi do objęcia nowego klasztoru. 
Za tę zawsze gotową, nadludzką niemal a życzliwą pracę okazy- 
wano zewsząd młodemu zgromadzeniu u św. Bernardyna życzliwość 
bezgraniczną i świadczono mu w zamian za to hojne dobrodziejstwa. 
Odnoszono się też do nich z nieudaną szczerością, dziecięcem zaufaniem, 
i świętą miłością. jako jeden z dowodów tego rodzinnego stosunku do 
braci od św. Bernardyna Sieneńskiego niech służy to, że bardzo już 
wcześnie poczęto ich powszechnie nazywać "ojcami od św. Bernar- 
dyna", lub jeszcze krócej "ojcami bernardynami", która to nazwa od- 
tąd rozeszła się bardzo szybko wszędzie, gdziekolwiek tylko oni dotarli 
i z ludem się zetknęli. Pozostała ona od tego czasu i trwa po dziś 
dzień w całej Polsce, na Litwie i Rusi, a nawet weszła pod bardzo ży- 
czliwą szatą do naszej literatury. Tem mianem nazywano tychże braci 
obserwantów i w innych krajach, n. p. w Austrji, Węgrzech i gdzie 
indziej, gdzie tylko zbudowano im klasztor i kościół pod wezwaniem 
św. Bernardyna Sieneńskiego. Jest to już bowiem zwyczajem ogólnie 
przyjętym, że zgromadzenia zakonne nazywają pospolicie albo od imie- 
nia zakonodawcy, albo też od imienia św. patrona tego kościoła, przy 
którym one osiadły. I oto tu leży istotne uzasadnienie nagłówka niniej- 
szej drobnej pracy. 
W czasie swej pracy misyjnej w Krakowie św. Kapistran dopro- 
wadził do upadku Pawła Pawliryna czyli "Pawła z Pragi", wysłannika 
Rokiczany, pseudo-arcybiskupa praskiego, husyty i nawrócił na łono 
kościoła św. 16 tysięcy husytów, 
W tym czasie spotkał też świętego niemały zaszczyt. Oto dnia 
10 lutego 1454 roku odbył się na Wawelu związek małżeński .Włady- 
sława IV. jagiellończyka z Elżbietą, arcyksiężniczką austrjacką. Sw. Ka- 
pistran, na ten obrzęd zaproszony, udzielił parze królewskiej błogosła- 
wieństwa i przepowiedział jej liczne potomstwo, co się też spełniło. 
Mahomet II. sułtan turecki, zdobywszy dnia 29 maja 1453 r. Kon- 
stantynopol, ten klucz do Europy, wkroczył z ogromnem wojskiem do 
Serbji, a Dunajem słał wielką flotę, chcąc podbić państwa chrześci- 
jańskie. Mikołaj V. ogłosił krucjatę przeciw dzikim najezdzcom, a św. Ka- 
pistranowi nakazał gromadzenie krzyżowców w państwach chrześcijań- 
skich. Wobec tego święty dnia 14 maja 1454 roku opuścił Kraków. Od- 
chodzącego z 12 towarzyszami z wielką uroczystością i żalem żegnało 
całe miasto. Naoczny świadek i historyk podaje: "Taką mieszkańcy 
Krakowa i wszystek lud polski pałali ku niemu miłością, że gdy opuszczał 
Kraków, wszyscy, nie wyjmując osób wyższego stanu i godności, od- 
prowadzali go daleko za miasto, niektórzy aż o dwie mile, z wielkim 
żalem i płaczem". Najgłębszy jednak żal biegł za nim tej nowej rodziny 
serafickiej na Stradomiu, którą on sam zaciągnął w szranki szczególniej- 
szych sług Bożych. 
6. Przez rok cały kołatał święty po krajach niemieckich o pomoc 
w krucjacie, aż brewem nowego papieża Kaliksta III. (1455-1458) 
z dnia 20 lipca 1455 r., wezwany, skierował swe kroki do Węgier. Tam 
w jednym roku przebiegł cały kraj, zgromadził garstkę nieprzyzwycza- 
jonych do boju, źle uzbrojonych, ale najlepszym duchem przejętych
		

/Magazyn_130_01_0278_0001.djvu

			262 


ochotników, między którymi było 300 Polaków i z nimi już w ostatniej 
chwili tj. dnia 2 lipca 1456 r. zamknął się w Belgradzie. Dowództwo 
dzierżył jan Korwin Hunyady, a św. Kapistran był duszą obozu, nazy- 
wany "rector, iudex, dux, capitaneus et imperator om ni um cruce signa- 
torum" , który nawet Hunyady'emu, upadającemu na duchu, dodawał 
sił i otuchy. 
Noc z 21-22 lipca była rozstrzygająca. Wszystkie nadzwyczaj 
gwałtowne napady odparli krzyżowcy zwycięsko, a po ostatnim, wraz 
ze św. Kapistranem, trzymającym krzyż w jednej a chorągiew w drugiej 
ręce, na czele wypadli z miasta na uciekającego w popłochu wroga, 
gnali daleko przed sobą, wielkie ich tysiące zabijając. 
Trudy wojenne przyprawiły świętego o śmiertelną chorobę. Udał 
się tedy do Vilak (Ilok) nad Drawą w Slawonji do klasztoru obserwan- 
tów, których tam niedawno wprowadził. Tam też dnia 23 paździer- 
nika 1456 roku oddał czystą i ofiarną duszę Bogu. Aleksander VIII. 
1689-1691) policzył go dnia 13 listopada 1690 r. w poczet świętyth. 
7. Leon X. (1513-1521) bullą "Ite et vos in vineam meam" 
z dnia 29 maja 1517 r.. i drugą "Omnipotens Deus" z dnia 14 czerwca 
tegoż roku dokonał zupełnego rozłączenia obserwantów od konwentu- 
alnych. Tym sposobem utworzył z jednego dotychczas, dwa oddzielne, 
niezależne od siebie zakony, zarządzając przy tern, ażeby generałowie 
i prowincjałowie konweritualnych używali tytułu "Magister Generalis, 
względnie Provincialis Ordinis Fratrum Minorum Conventualium", a nie 
"Minister", jak przepisuje Reguła. Tytuł prawdziwy pozostał przy ob- 
serwantach, z dodatkiem nawet "totius", tak, że pełny brzmi: "Minister 
Generalis totius Ordinis Fratrum Minorum" . 
Za zgodą generała obserwantów powstały w r. 1502 w Hiszpanji, 
a w r. 1518 we Włoszech między obserwantami "domy rekolekcyjne" 
czyli "rekolekci". Od nich w roku 1524 oderwał się o. Mateusz Bassi, 
a w r. 1526 dwaj rodzeni bracia o. Ludwik i o. Rafał Fossombrone 
i założyli nową gałąź zakonną ,,00. kapucynów", którzy dekretem pa- 
pieskim z r. 1528 otrzymali pozwolenie noszenia "prawdziwej sukni" 
św. Franciszka z długim kapturem, skąd też nazwa, naśladowania suro- 
wego życia Serafickiego Patrjarchy i noszenia brody, przyczem otrzy- 
mali własnych przełożonych mniejszych i swego wikarjusza generalnego. 
W r. 1534 zdobyli sobie urzędową nazwę "kapucynów", nadawaną im 
dotychczas. tylko przez lud. Wreszcie w r. 1619 otrzymali własnego ge- 
nerała z tytułem "Minister Generalis, względnie Provincialis, Ordinis 
Fratrum Minorum Capuccinorum", a tern samem zupełną niezależność 
od obserwantów. 
We Włoszech pewna część "domów rekolekcyjnych" czyli "reko- 
lektów", z łona obserwantów, pod wodzą o. Franciszka jesi i o. Be- 
nedykta Asti, otrzymała od pap. Klemensa VII. (1523-1534) bullą "In su- 
prema" r. 1532 pozwolenie na utworzenie nowej gałęzi zakonnej pod 
nazwą "strictioris observantiae" czyli "reformatów", mającej za cel 
przestrzeganie Reguły w całej jej czystości, a nawet z większą suro- 
wością, niż u obserwantów, z uwzględnieniem jednak buli "Exiit" 
i "Exivi". Na razie otrzymali oni tylko własnych gwardjanów, a nad 
tymi własnego kustosza. - Równocześnie prawie w Hiszpanji ruch
		

/Magazyn_130_01_0279_0001.djvu

			263 


podobny podtrzymywał przez parę lat .od roku 1557-1562 tj. do swoJe] 
śmierci św. Piotr z Alkantary, który wyszedł z łona obserwantów i do 
nich przed śmiercią powrócił; zwolenników jego nazywano "alkanta- 
rystarni". - Pap. Urban VIII. (1623-1644) bullą "Iniuncti no bis" r. 1639 
oddzielił reformatów ort obserwantów o tyle, że kustodje reformatów 
we Włoszech i w Polsce wyniósł do samoistnych' prowincyj, zarządzając, 
aby urzędowa ich nazwa brzmiała: "Provincia NN. (tytuł czyli patron 
prowincji) Ordinis Fratrum Minorum Reformata", czem uniezależnił ich 
od prowincjałów obserwanckich; ponadto nadał im własnego prokuratora 
generalnego w Rzymie. Poza tern pozostali oni pod władzą generała 
obserwantów. Obecnie na podstawie dekretów Stolicy św. obserwanci 
i reformaci mają wspólnego generała z pełnym i wyłącznym tytułem: 
"Minister Generalis totius Ordinis Fratrum Minorum", wspólnego proku- 
ratora generalnego i definitorów generalnych wspólnych, bez względu 
na odłam, z którego pochodzą; każda zaś z tych gałęzi, przynajmniej 
w niektórych krajach, gdyż gdzie indziej zlani są razem bez różnicy, ma 
własnych prowincjałów, kustoszów, definitorów prowincji i gwardjanów, 
wspólne jednak konstytucje czyli ustawy generalne. Urzędowa nazwa 
prowincyj jednych i drugich brzmi: "Provincia N. N. (czyli patron pro- 
wincji) Ordinis Fratrum Minorum", z zakazem dodawania "Observantium" 
względnie "Reformatorum" . Obserwanci zdobyli sobie w Polsce, na Litwie, 
Rusi i w niektórych innychJ krajach1 pospolite miano "o. o. bernardy- 
nów", która to nazwa, jako nieurzędowa, nie jest im zabronioną. Refor- 
maci osobnej nazwy pospolitej nie posiadają, przeto lud określa ich tern 
przez Stolicę Apostolską zniesionem mianem. 
Tak tedy z jednego zakonu :'w. Franciszka Serafickiego z Assyżu 
powstały cztery gałęzie, a właściwie cztery niezależne od siebie zakony, 
tj. franciszkanów, bernardynów, reformatów i kapucynów, mające 
wspólnego zakonodawcę i wspólną regułę, ale osobnych przełożonych 
najwyższych i najniższych, jako też i osobne konstytucje czyli ustawy, 
stosownie do przyjętego stopnia karności zakonnej i rozmiarów uzyska- 
nych ulg czy dyspenz papieskich. Najmniejsze różnice, bo tylko pod 
względem przełoźonych prowincyj i klasztorów zachodzą między ber- 
nardynami i reformatami, i to tylko w Polsce i we Włoszech, i gdzie- 
niegdzie indziej, gdyż zresztą w innych krajach pomieszani są razem bez 
żadnej różnicy; chyba tylko dzieli ich tradycja własnej przeszłości lub 
drobniejsze zwyczaje. 
Nie od rzeczy będzie dodać tu jedną uwagę. Trzy nazwy: franci- 
szkanie, bernardyni i reformaci, są to nazwy pospolite, używane tylko 
u nas w kraju; za granicą nazwy te nie są używane, lub zgoła są nie- 
znane. Tam naszych "franciszkanów" określają "Conventuale s lub Mino- 
riten" , nigdy zaś "Franziskaner" ; oni też sami się podpisują: "O. M. Conv." 
(Ordinis Minorum Conventualium). Pod nazwą "Franciscani" lub "Franzis- 
kaner" rozumie zagranica li tylko naszych bernardynów lub reformatów; 
członkowie też tych dwóch gałęzi zakonnych określają się zagranicą 
lub dla zagranicy: "O. F. M." (Ordinis Fratrum Minorum). Przypisywa- 
nie tej nazwy naszym franciszkanom (konwentualnym) wyrządza krzywdę 
co najmniej prawdzie i rzeczywistości. Dodatek "kapucyni" do członków 
czwartego zakonu usuwa zupełnie wszelką dwuznaczność. 


---------'
		

/Magazyn_130_01_0280_0001.djvu

			264 


Dzieła do tej pracy użyte: 
"Acta Sanctorum" Octobris Tom. X. Parisiis et Romae 1869. 
P. Heribert Holzapfel O. F. M.: Handbuch der Geschichte des Franciskanerordens, 
Freiburg 1909. 
Heinrich Zeissberg: lohannis de Komorowo tractatus chronicae Fratrum Minorum Obser. 
vantium, Wien 1873. 
Archivum Franciscanum Hilltoricum. Ad Claras Aquas 1909. 
Kard. los. Hergenrother: Handbuch der allgemeinen Kirchengeschichte, Freiburg ID 
Br. II. 1880. 
Józef Kard. Hergenrother: Hist. powsz. Kościoła kat. t. VIII., IX. Warszawa 1902. 
P. Fr. Amandus Hermann O. F. M. Str. Obs.: Capistranus triumphans, Coloniae 1700. 
F. Barnabas Kirchhueber O. S. F.: I.eben des hl. Vaters lohannes von Kapistran, Augs- 
burg 1847. 
Długosz: Dzieje Polski. 
Dzieduszycki: Zbigniew Oleśnicki. 
O. Norbert Golichowski: Przed nową epoką. Materjały do historji 00. Bernardynów 
w Polsce, Kraków 1899. 
O. Norbert Golichowski: Upominek dla Braci Zak. 00. Bern. 1., II., III., Lwów 1895-6.
		

/Magazyn_130_01_0281_0001.djvu

			DR. ADAM SKAŁKOWSKI. 

 - 


jULjUSZ KOSSAK A JAN ALEKSANDER FREDRO. 


Przytoczone tu listy z lat 1876-1887 zasługują na uwagę, ile że 
objaśniają niektóre okoliczności powstania słynnego cyklu F r e d r o vi a na 
i kilku innych cennych obrazów juljusza Kossaka. Zachowały się w Sie- 
mianicach 1) Szembeków wraz z całem prawie mieniem kulturalnem 
i historycznem pierwotnie nagromadzone m w Beńkowej Wiszni 
), które 
teraz z kolei zapewne przewiezione będzie do Przyłbic 3) Szeptyckich. 4 ) 
Wędrówka ta tłómaczy się obsychaniem konarów rodowego drzewa. 
I możnaby nie bez słuszności twierdzić, że na dzieło galerji fredrów 
złożyły się jak z jednej strony żywiołowa energja twórcza wielkiego 
artysty tak z drugiej przeczucie owej nieuchronnie zbliżającej się tra- 
gedji rodzinnej. 
jan Aleksander Fredro miał niewątpliwie świadomość chylenia się 
do upadku domu swego. Odmienił się całkiem polski świat i jakże ska- 
piały w nim sławnych antenatów pokolenia! On sam jedynak nie byłże 
dekadentem w porównaniu z poprzednią generacją. u) To oczywista, że 
nie mógł się zrównać z ojcem w literackim zawodzie, ale i orężne własne 
zasługi dalekie zdały mu się od przykładu szczęsnych stryjów, Napoleoń- 
czyków lub oficerów z powstania listopadowego, świetnego szefa szwa- 
dronu lekkokonnego pułku gwardji Seweryna, generała Maksymiljana 
i rotmistrzów broni ułańskiej Henryka i Edwarda. Pozostawiali piękną 
pamięć, ale nieliczne albo dość obce tradycji potomstwo. G) Zaś w dal- 
szej generacji po mieczu był już całkiem odosobniony syn jana Alek- 
sandra, Andrzej Maksymiljan Dobiesław 'i), chłopak trzech znakomitych 


. 


1) W województwie poznańskiem, w powiecie ostrzeszowskim, na pograniczu Śląska. 
2) W województwie lwowskiem, w powiecie rudeckim; majątek obrócony na szkołę 
gospodarczą przez Felicję Skarbkową, wdowę po ostatnim z Fredrów tej linji. 
B) W środkowej Małopolsce. 
4) Aleksander Fredro, właściciel Beńkowej Wiszni, miał córkę Zofję wydaną za Jana 
Szeptyckiego i wnuczkę (z syna Jana Aleksandra), która została żoną Piotra Szembeka. 
Z tego ostatniego związku dr. Aleksander Szembek zmarły bezpotomnie w r. 1928. 
5) Zaznaczył to Stanisław Tarnowski w mowie pogrzebowej (por. Przegląd polski 
z r. 1891), powołując się na własne jego poetyckie wyznania. 
6) Z 5 braci Aleksandra najwcześniej, bo już w r. 1829, zszedł ze swiata bezpo- 
tomnie Juljan; Seweryn i Maksymiljan zmarli w r. 1845, pierwszy pozostawiając tylko 
córkę, drugi z Rosjanki dwu synów, którzy zakończyli życie na emigracji (w r. 1870 
i 1874); Edward (1803-1878) miał syna imiennika, bezżennego (1828-1881) i wreszcie 
Henryk z Marji Jabłonowskiej Stefana, któremu potomek urodził się dopiero w r. 1882. 
.) Ur. 1859, zm. 1905 r.
		

/Magazyn_130_01_0282_0001.djvu

			266 


w rodzie ImIOn, lecz słabo się zapowiadający. Stąd chęć, moralna po- 
trzeba przekazania wspomnień przeszłości tej młodocianej latorośli a bar- 
dziej jeszcze narodowi. 
A powierzenie tego dzieła j uljuszowi Kossakowi znowu tłómaczy 
się całkiem naturalnie. Wszak w latach osiemdziesiątych stał u szczytu 
swej twórczości, która naj doskonalej wyrażała się właśnie w obrazowa- 
niu scen rodzajowych i historycznych. I arcydziełem jego (zdaniem Wit- 
kiewicza) miał być przedewszystkiem W j a z d W a w r z y ń c a F r e d r y 
d o S ta m b u ł u z pomienionego cyklu. Myśli o nim u jana Aleksandra 
pomagał się skrystalizować, odwołując się do tak mu drogich wspom- 
nień z kampanji węgierskiej. Zresztą znali się od lat trzydziestu i wspólne 
przeżycia i wspólne zamiłowania ułatwiały porozumienie. · 
Z konieczności w tej korespondencji często jest mowa o finanso- 
wej stronie przedsięwzięcia. Nie jest wszakże obojętne to oświetlenie 
warunków pracy, trudności i drażliwości, z któremi zmagał się Kossak- 
ojciec i które starał się żartem pokryć. Są też w listach jego liczne 
wzmianki o studjach przygotowawczych zwłaszcza do portretów. jest 
dowcipna krytyka młodszej generacji malarzy traktujących tematy my- 
śliwskie a zupełnie nieobeznanych z łowami. Raz po raz przesuwa się 
i jakieś wspomnienie, odzywa się echo z odległej już doby, z własnej 
i "ludów wiosny". 


* 


* 


* 


I. Kraków, 6 marca 1876. 
Kochany Oleśiu! Twój list chociaż o Twojej słabości mówiący 1) 
ucieszył mnie, bo raz zaspokoił mnie co do Twoich cierpień, które nie 
przeszkadzają Ci jak zwykle w normalnym Twojim stanie być dowcip- 
nym i miłym, a podrugie, że mam przekonanie o Twojej pamięci i sta- 
rej życzliwości. - Trzeba być takim niepiśmiennym mordęgą, jak ja, ażeby 
dopiero w kilka dni potym zebrać się na odpis, ale daruj Kochany To- 
warzyszu broni i ołówka, tak jestem zajęty w ciągłej dłubaninie przy 
papierze, ołówkach i pędzlach, że pod wieczór, rad jestem, kiedy tego 
wszystkiego nie widzę. - Dziś jednak korzystam ze swobodniejszej głowy 
i odpisuję. - Cieszę się żeś się zabrał do rysunków, bo szkoda zaniedby- 
wać takie zdolności jak Twoje. Do tej gałęzi sztuki Twój pomysł Som- 
mo Sierry jest wyborny, korzystaj z chwili dobrej i rysuj, bo ja nie 
wiem, kiedy będę mógł się zabrać, a chociaż Ty zrobisz, nie będzie mi 
to przeszkadzać, gdybym się kiedyś zabrał do tego - radzę Ci prze- 
czytać sobie pamiętnik jener. Załuskiego o lekkokonnym pułku gwardji 
Napoleona
), jest tam bardzo szczegółowo opisana cała rzecz pod Som- . 
mo Sierrą. - Nim się zabiorę do Sommosierry, wolałbym zrobić affaire 
pod Temeszwarem 3), dla pamiątki żyjących jeszcze i niedawno zgasłego 
majora Kosielińskiego, od którego otrzymałem niedługo przed jego 
śmiercią list z opisem i niemal wezwanie do zrobienia tego obrazu. - Da 


l) Zachowana pisownia autografów. 
2) Juljusz Kossak przedstawił różne epizody z dziejów szwoleżerów naszych, a wiele 
z tych rycin załączył Al. Rembowski przy wydaniu zapisek instruktora pułku Dautancourta 
w Bib/. OrcJ.lJn. Krasińskich. 
3) W bitwie tej z 9 sierpnia 1849 uczestniczył Jan Aleksander Fredro.
		

/Magazyn_130_01_0283_0001.djvu

			267 


Bóg doczekać lata, jak przyjadę do Lwowa, musiemy jeszcze jedną zro- 
bić konferencję i szkic detajliczny przy Tobie, ażeby rzecz była praw- 
dziwą i pamiątkową. - Pozwolę sobie dać Ci radę, ażeby się nie świecił 
ołówek - rysuj kredką francuską w drzewie oprawną, - wyciera się do- 
skonale bułką, ma więcej siły i koloru jak ołówki, nie wiem czy macie 
we Lwowie, ale tu jest doskonała, którą mogę Ci posłać gdybyś chciał? 
A teraz zdrąć buf! i nie zapominaj o nas, zawsze szczerze życzliwych 
z dawną przyjaźnią Zofij 1) i juliusza K. 
II. 


Zł. 200 w. otrzymałem dwieście reńskich wal. 	
			

/Magazyn_130_01_0284_0001.djvu

			. 


268 


na 3 lata (przypomniej sobie umowę) nie pospieszał, ale z namysłem szu- 
kając i wertując po starych materjałach, sumiennie i z zamiłowaniem 
zabrał się do dzieła? - Porzuć więc urazy i jak Dobiesław nie zabijaj, 
ale podaj rękę i uściskajmy się, nabierając ochoty do dalszej pracy. - 
Zabrałem się na dobre i z prawdziwą rozkoszą siedzę nad aquarellami t); 
Dobiesława 2) i Andrzeja Maksymiliana 3) wykończyłem zupełnie, - jana 
na Bukowinie 4) i Andrzeja ;:i) odbierającego jeńców skomponowałem 
i podmalowałem zupełnie, nie wykończyłem tylko, ponieważ chciałem 
pierwej doświadczyć do jakiego stopnia mam kolorów używać, ażeby 
w fotograficznem odbiciu dobrze się wydały obrazy, kazałem więc na 
próbę zrobić z dwóch rodzajów, jakich używać będę do scen i portre- 
tów, fotografję, ażeby mi służyły na wskazówkę; fotograf je do albumu 
będą większe i robione przez Rzewuskiego fi) na stosownych kartonach. - 
Posyłam Ci obydwie, ażebyś miał mniej więcej wyobrażenie jak ja te 
rzeczy pojmuję, i ażebyś był tak dobry i zrobił mi swoje uwagi, bo 
aquarell nie wystawię, aż jak będzie komplet, a w ten czas wystawiać 
będę w Krakowie, Warszawie, Lwowie i gdzie jeszcze okazja się zdany 
z ogłoszeniami i za opłatą, jak to dziś weszło w zwyczaj. - Będzie więc 
i rozgłos i trochę grosza, i dlatego pospieszę, bo życie krótkie, czas 
mija, a im więcej w tej robocie siedzę, tym więcej zamiłowania do niej 
nabieram. 
Kiedy byłeś grzecznym chłopczykiem, pozwoliłeś udawać się w po- 
trzebie do Ciebie? - Dziś podchlebiając sobie, że Cię może ugłaskałem, 
korzystać chcę z umowy naszej i prosić o przysłanie trochę grosza, bo 
bardzo chuda fara, a ciężkie miesiące rat, terminów i t. p. przyjemności! 
bis dat qui cito dat, - więc poskrob się w bujną czuprynę, weź klucz 
od wertheimówki i wyjm z tysiączek guldenków, zakręć z irytacją klucz, 
wpakuj w kopertę, nie pokap się lakiem w pospiechu i każ oddać na 
pocztę. Niech go trz.... ....... A gdy zobaczysz pruyłek galerji familijnej 
tych bochatyrów, te aquarelle, kiedy usłyszysz, co już dziś mówią o tym 
ci, co te rzeczy widzieli u mnie! udobruchasz się i powiesz sobie: Nie 
żałuję, warto było, na chwałę imienia, na przykład dla drugich, i dla 
sztuki tej, której rodzaj na Kossaku się kończy. 
Vale et me ama - ściskam serdecznie, polecając się starej Twojej 
życzliwości i pamięci dla nas, oczekując łaskawej i dobrej odpowiedzi- 
Twój Juliusz Kossak. 


Dziś równocześnie wysłałem fotografie. 


l) Por. Objaśnienie do obrazów wykonan1Jch przez juljusza Kossaka z przeszłości 
rodzin.1J Fredrów (Kraków 1884). 
2) I obraz pomienionego cyklu: Dobiesław z Mierzb nazwany Friedher (Fredro) 
1363. Do tego legendarnego wywodu nazwiska Fredrów odnosi się krytycznie nawet Zy- 
chliński (Złota księga XVII). 
S) IV obraz, portret wojewody podolskiego (t 1679). 
4) II obraz (1497). 
5) III obraz (1487). 
6) O jego zakładzie mówi Wojciech Kossak we Wspomnieniach (Kraków 1913), str. 34
		

/Magazyn_130_01_0285_0001.djvu

			269 


VI. 


26/9 79. 


Kochany Oleśiu! 
Dziękuję serdecznie za list Twój z tylu względów dla mnie miły, 
raz że widzę chmurę rozpędzoną z pomiędzy nas, a powtóre rozpędzoną 
suszę okropną moiej kieszeni, prowadzącą czasem do desperacii n. b. 
cichei. Przysłana zaliczka nowa w kwocie 800 fI. w. a. doda mi nowych 
sił i pozwoli swobodnie buiać mojej wyobraźni po lubaczowskich po- 
lach, nadbosforskich wybrzeżach i t. p. Porządkiem chronologicznym 
będę malował, bo każdy motyw tak interesujący, tak apetyczny dla mnie, 
że nie chcę i nie mogę wybierać, a zresztą mogłoby to być ze szkodą 
dla całości. Portret biskupa przemy Iski ego, jeżeli masz, to tym lepiej, ale 
jeżeli w katedrze znajduie się autentyczny i mogący posłużyć lepiej nii 
rycina lub litograf ja do obrazu, to jestem przygotowany pojechać na 
miejsce umyślnie, ażeby zdjąć kopię, któraby mi posłużyła do aquarelli. 
Portreta traktuję inaczej jak sceny, chcę im nadać charakter starożytny, 
jak to uważałeś na portrecie Andrzeja Maxymiljana. Uwagę Twoją co 
do laski marszałkowskiei uwzględnię w ten sposób, że postawię za nim 
opartą o fotel między innerni, iak to widzieć można na starych portre- 
tach, zresztą smutna pamięć Sicińskiego niekoniecznie do zespolenia 
z mężem takich zasług iak wojewoda podolski. Co do Bończy, tu się 
szlachetny jednorożec myli; a jeżeli używa pola błękitnego, to nie wiem 
dla czego, bo we wszystkich starych herbach klejnott Bończa w polu 
czerwonym; mam stare oryginalne herbarze, między innemi Okolskiego 
wydanie z roku 1640, gdzie pisze pod wizerunkiem herbu: Est albus 
Unicornis in campo rubeo, pod tym zaraz idzie Mierzb, Boniecki, Fre- 
dro i t. d. Kiedy piszę do Ciebie, anonsuje mi Carnani wizytę arcyksię- 
cia Albrechta z arcyksięstwem Izabellą i Fryderykiem, naturalnie dla 
Twoich aquarell, których widzenia już dawno ciekawa, tylko ja się wy- 
mawiałem, nie chcąc pokazywać częściowo; stało się, moja żona porząd- 
kuje atelie, rozwiesza dywany, adamaszki, panny kurze wytrzepują, a ia 
passjami lubiący podobne nowalje kończę list ściskając Cię serdecznie 
i dziękując po tysiąc razy za poczciwy i suty list. Co do józiki, zrobię 
portret, bo mam i Excellencję i konia, tylko chciałbym wiedzieć, gdzie 
mam posłać? 1) 
jeszcze raz yale et me ama tuus Juliusz Kossak. 


VII. 


28/5 81. 


Łaskawy i Kochany Oleśiu! 
Nie wiedząc, czy masz ramy i paspartout gotowe do aquarell, które 
chciałeś mieć na dzień uroczysty 2), nie posyłam Ci takowych przez Ru- 
nia 3), tylko proszę o uwiadomienie mnie telegrafem, czy tak czy nie? 
bo w każdym razie wolałbym mieć przed oczyma dla dalszych chociaż 


l) Ten list znajduje się w zbiorze autografów Marji z Fredrów Szembekowei w We- 
sołej pod Siemianicami, gdy inne wraz z całem archiwum należały do syna jej ś. p. 
Aleksandra Szembeka. 

) Może to odnosi się do daty ślubu córki Jana Aleksandra Fredry, Marji, która 
2 czerwca tego roku wyszła za Piotra Szembeka. 
H) Syn Jana Aleksandra Fredry Andrzej Maksymiljan Dobiesław (ur. w r. 1859). 


,
		

/Magazyn_130_01_0286_0001.djvu

			270 


jedną dla zachowania proporcji i charakteru obrazów; również należa- 
łoby się zdjąć większe fotograf je tak dla Twojej r-odziny jak też i ama- 
torów.- jeżeli chcesz mieć cztery pierwsze, to Ci zaraz wyszlę.-Nie gnie- 
waj się, że się opóźniłem, ale przyczyna nie w niechęci do tak sympa- 
tycznych tematów albo przyjacielskiej osoby Twojej? W ciężkich zaw- 
sze okolicznościach powód, że drobnemi robotkami dla codziennego 
chleba zajmując się, do większych dobrać się nie jestem w stanie. Sic 
fata tulere. 
Donieś mi więc zaraz, a pospieszę na rozkazy Pańskie, zawsze 
szczerze życzliwy Juliusz Kossak. 
Wielkość samych aquarelli. 
Epizody historyczne: 71 X 48 centymetrów. 
Portretów 44 X 56 duo 
Epizody format podłużny, portrety stojący. 


11 
.. 


VIII. 
Kochany Oleśiu! 
Dziękuję Ci serdecznie za przysłane mi 1200 fI. w. ast.! jakol nale- 
żytość za dalszy ciąg obrazów pamiątkowych z Twojej rodziny: Wa- 
wrżyńca poselstwo do Stambułu 1), Franciszka obronę Lubaczowa 2) i por- 
tret biskupa Aleksandra. 3) - 
Widząc się już bliższym wykończenia całej plejady, z niecierpliwo- 
ścią pewną zabieram się do: Peterswalden 4), Hanau;;) i t. d. Wyszuka- 
łem, że pułk 6 ułanów nazywał się pułkiem d z i e c i war s z a w- 
s k i c h - mam więc i wzór munduru, dobrzeby było, gdybyś. mógł 
przysłać i portret jaki hr. Edwarda 6), bo chociaż go dobrze pamiętam 
(n. b. Ojca ?), lepiej będzie mieć podobiznę dla tych, co go lepiej znali 
i częściej widywali. Portrety, które się obecnie u mnie znajdują, w ca- 
łości i wszystkie z podziękowaniem oddam, jak mi nie będą potrzebne. 
Polecając się Twojej starej a dla mnie zaszczytnej przyjaźni, pozo- 
staję zawsze te,n sam chociaż także nie młodszy 


20 I 82
 


P. S. Cała Wygoda ukłony zasyła. 


Juliusz Kossak. 


IX. 


Kraków, 6 lipca 1887. 


Łaskawy Oleśiu! 
Pomimo najlepszych chęci nie byłem w możności uiścić moich ma- 
rzeń, odwiedzić Cię w Bienkowej Wiszni, zobaczyć plejadę Fredrów na 
miejscu i pogawędzić o dawnych i dzisiejszych czasach; nie chcąc jed- 
nak zwlekać zobowiązania się co dwóch obrazów z polowań ś. p. Pana 
Kazimierza jabłonowskiego, wykonałem dwa szkice, które do zrobienia 


l) V obraz z cyklu Fredrowskiego (1500 r.). 
2) VI (1520 r.). 
B) Biskup przemyski (1724), obraz VIII. 
4) IX obraz w cyklu. Na nim epizod bitwy z 17 września 1813, gdzie się odznaczył 
Seweryn Fredro, szef szwadronu lekkokonnego pułku gwardji (ur. 1781, zm. 1845). 
5) X obraz przedstawiający Aleksandra Fredrę (1793-1876) w bitwie z 30 paździer- 
nika 1813 r. 
6) Obraz XI: Edward hr. Fredro (1803-1878), rotmistrz ułanów w wojnie 1830-1.
		

/Magazyn_130_01_0287_0001.djvu

			271 


uwag pod Twojim adresem posyłam, bo adresu hrabiego Stefana 1) nie 
mam, a zresztą nie wiem, gdzie się obecnie znajdować mogą, jak rów- 
nież Pani Hrabina Marja :!), która w tych rzeczach powinna mieć swój 
głos? Ty sam jako znawca, i trochę artysta, zrozumiesz, że podobieństw 
na szkicu być nie może? mniej więcej tylko charakterystyka, idzie 
głównie o układ i przedstawienie rzeczy? starałem się uwydatnić to, co 
we wierszach Pana Ludwika H) i listach zostawionych mi dla uobrazowa- 
nia wyczytałem. Chciałbym zabrać się jak najprędzej do aquarell, dla- 
tego proszę Cię o łaskawe pośrednictwo w tym interesie i spodziewam 
się, że tym razem nie odmówisz mi Twojej życzliwości i dobrej chęci.- 
Co do portretów hrabiny Stefanowej i ś. p. hrabiego Henryka, to dziś 
nie wiem, wiedzieć nie mogę, jak się hrabiemu Stefanowi podobać bę- 
dzie i kiedy. - Dotknąłeś mnie boleśnie pisząc o zaliczkę dla mnie od 
hrabiego Stefana I Otrzymałem zaraz przy umowie 200 fI. ił conto 800 fI. 
 
nie byłbym nigdy śmiał dopominać się o nowy datek - jeżeli prosiłem 
Ciebie o 150 fI., to w intencji szczerej oddania Ci samemu. Co do ceny 
portretów konnych, to szczerze Ci powiem, że taniej jak po 300 fI. 
(kiedy dla Ciebie po 400 fI.) nie jestem w stanie. 
Przepraszam najmocniej polecając się dawnej życzliwości 
Juliusz Kossak. 


x. 


Kraków, 15 lipca 1887. 


Łaskawy i kochany Oleśiu! 
W tej chwili otrzymałem twój list i zaraz siadam, ażeby szczegó- 
łowo odpowiedzić. Za pochwałę szkiców dziękuję, za a l e również, bo 
komu miłe zdanie przychylne, ten powinien i przyjmować krytykę, tym- 
bardziej że na to szkice robiłem, ażebyście Państwo z całą otwartością 
wypowiedzieli Wasze zapatrywania.- Wszystkie ale przez Ciebie posta- 
wione uwzględniam naj zupełniej i p'ostaram się, ażeby wszystko było 
"jak się patrzy".4) Czapeczka P. Kaźmierza, niedźwiedzica, maść psów, 
lisy przy zającach i t. p. Co do długich włosów Pana Ludwika, to przy- 
pomnij sobie 48 rok! jak był naszym kapitanem, miał brodę i włosy 
więcej długie, jak w ten czas noszono; co do bliskości niedźwiedzicy 
przed P. Kaźmierzem, to zacytuję wiersz, podług którego ułożyłem grupę: 
Kaźmierz stał niby wryty, podniósł w - górę głowę 
I śmiały wzrok zapuścił w jej spojrzenie płowe 
I lufę po kudliskach spuścił ku komorze 
I oboma rękami silnie szarpnął łoże. 
Wypalił, a po oczach barwa nam trysnęła i t. d. 


l) Fredro, syn Henryka, rotmistrza w powstaniu listopadowe m, i Marji, córki Kazi- 
mierza jabłonowskiego. 
2) Z Jabłonowskich Henrykowa Fredro, matka Stefana. 
II) Jabłonowskiego, drugiego brata Aleksandrowej Fredrowej. Porucznik ułanów 
w r. 1831, dziedzic dóbr lubieńskich po ojcu Józefie, od r. 1841 członek Stanów galicyj- 
skich, w r. 1848 dowódca gwardji. 
4) Obraz tu wspomniany (scena z niedźwiedzicą) nabyty od Stefana Fredry przez 
Jana Szeptyckiego znajdował się w Przyłbicach i przepadł w latach 1914-5 za inwazji 
rosyjskiej (według informacji ś. p. Al. Szembeka).
		

/Magazyn_130_01_0288_0001.djvu

			272 


Co do portretu Hr. Henryka, mundur legij nadwiślańskiej dobrze 
mi znany, to tylko nadmienić muszę, że czapek paradnych, które miały 
być białe, nie mieli, bo nie było już czasu, kiedy legja się formowała, 
na parady, mieli cyratówki czarne, kurtki granatowe z amarantowemi 
wyłogami, rabaty miały być także białe, ale przy cyratówkach w mar- 
szowej formie nie rozpinano, - spodnie sieraczkowe z amarantowemi 
lampasami - te szczegóły mam od ś. p. Alexandra jaźwińskiego, któren 
w legji służył i to wszystko mi opowiadał; płaszcze miała legja białe. 
Ponieważ Hr. Stefan życzy sobie mieć w całej formie ułańskiej, na tle 
epizodu jakiegoś wojennego, nie mógł by być w takim razie we fura- 
żerce, bo czapka jak na portrecie Ks. Władysława l), nosiła się do sur- 
duta oficerskiego. - Mam nadzieję, że się wywiążę z zadania tak, że nic 
nie będzie do zarzucenia; na 400 fI. przystaję. Teraz, kochany Oleśiu, 
powiedz, do czego mam się zabrać najsamprzód ? Pan hr. Stefan życzył 
sobie widzieć szkice do polowań? więc możeby lepiej było, ażeby zo- 
stały u Ciebie do ich przyjazdu, ja tymczasem zrobiłbym Hr. Henryka 
na koniu portret? jeżeli zaś myślisz, że wystarczą twoje uwagi co do 
szkiców, (dla mnie najzupełniej) o czym jak uwiadomisz naturalnie i zgo- 
dzą się na Twoje zdanie? w ten czas przysełaj szkice i zabiorę się do 
wykonania. - Ty znasz Hr. Stefana i Panią hr. Henrykową lepiej, to naj- 
lepiej poradzisz. Przepraszam najmocniej, jeżeli Ci mojemi sprawami 
artystyczne mi ambaras robię, ale to już po części wina Twojej życzli- 
wości i uznania, jakiemi się cieszę! Zocha 2), moja kochaneczka, pisała 
mi ze Lwowa, że miała przyjemność widzenia się kilka razy z Olesiem 
i że mówiliście i o preześiku 3), jak mnie nazywa. 
Polecając się nadal Twojej życzliwości i pamięci przyjacielskiej, 
ściskam serdecznie Juliusz Kossak. 


XI. 


7 sierpnia 87. 


Kochany i łaskawy Oleśiu! 
Dziękuję za wszelkie informacje co do obrazów dla Hrabiego Stefana; 
rozprawa z niedźwiedzicą już podmalowana, wielkość samej aquarelli: 
85 długa 57 wysoka centymetrów; jeżeli Ty uznałeś za dostateczne moje 
pomysły, to jestem pewny, że i Pan hr. Stefan będzie zadowolnionym, 
zresztą niewielkie zmiany i poprawki, gdyby takowych potrzeha się po- 
kazała, zawsze można porobić. dlatego szkiców już nie posyłałem, tylko 
zabrałem", się do roboty ostro! Nie wiem, czy znasz poemat, któren mi 
za wskazówkę służy; otóż przy rozprawie z niedźwiedzicą za Panem 
Kaźmierzem na koniu (także hucule) z kordelasem ma być Pan Ludwik, 
gdybyś mógł z łaski swojej choć na jeden dzień przysłać portrecik jego 
lub fotografję, to byś zrobił wielką przysługę, jeżeli nie mnie?, to Pani 
hrabinie Marji, Panu hr. Stefanowi i Panu Ludwikowi, jeżeli dożyje. 4) 
Tego samego dnia, co odbierę, mogę zaraz odesłać, gdzie trzeba, bo 
dla mnie nie na długo potrzeba; teraz: piszesz mi, że pamiętasz ś. p. 


l) Czartoryskiego. 
2) Zapewne druga córka Juljusza Kossaka zamężna za Kazimierzem Romańskim. 
") Juljusz Kossak był przez długi szereg lat prezesem Koła literacko-artystycznego. 
4) Ludwik hr. Jabłonowski (h. Grzymała) zmarł w r. 1887.
		

/Magazyn_130_01_0289_0001.djvu

			273 


Pana Kaźmierza? jakiego koloru spencerów używał? fezik, o którym 
Pan Ludwik w poemacie pisze, zmieniłem na batorówkę, jak na szkicu 
ołówkowym, któren mi hrabia Stefan przywiózł, i spencer tam jest 
i haidawery i buty z ostrogami, ale kolory wolałbym tradycyjne, jak 
ten n. p. surdut niebieski i kamizelka w kwiaty na aquarellce? - dla 
tego bardzo proszę, co można! Pan hrabia Stefan, zostawiając mi portrecik 
aquarellą ś. p. ojca' swego, stanowczo życzył sobie jego mieć tak zu- 
pełnie jak na aquarelli, co do głowy i munduru, z dodatkiem ażebym 
się z portretem pospieszył? Zrobiłem więc tak 1) : 
Ponieważ illustrujesz Twoje listy i ja sobie pozwalam, dla objaś- 
nienia najlepszego. jedzie od sztabu, który pod wiatrakiem patrzy na 
pole bitwy, szosą, w oddaleniu baterja zajeżdża na pozycję, na szosie 
widać, że i tędy przechodziła akcja, i t. .p. w czapce białej, kurtce i burce 
na kasztance arabskiej. - Wielkość aquarelli 60 wysoka 54 szeroka centy- 
metrów. Widzisz więc, kochany mecenasie, że nie próżnuję i da Bóg 
niezadługo wywiążę się z zadania. O portrecie w amazonce Pani Ste- 
fanowej najwyraźniejsza była mowa, ale nie mogłem w czerwcu ani lipcu 
jechać, więc? Znasz mnie, że nie lubię się chwalić, ale ci, co widzieli 
na ukończeniu aquarellę, mówią, że to najlepsza? 
Polecając się starej życzliwości i przyjacielskim względom zawsze 
serdecznie myślący o Tobie Juliusz Kossak. 


XII. Kraków, 14 sierpnia 87. 
Kochany Olesiu! nie mam słów na podziękowanie za taką życzli- 
wość i tak łaskawe uwzględnianie moich próźb, któremi Cię zarzucam. 
Ale mój drogi, wybacz, mam taką naturę, że jak mam jakąś rzecz przed 
sobą do wykonania, a do tego tak zajmującą, jak tradycje przeszłości, 
tej przeszłości poniewieranej dziś przez mądrych ex libro, ale nieznają- 
cych, niemających nawet wyobrażenia o tych typach, które my z dzie- 
ciństwa jeszcze pamiętamy! - Krótko mówiąc i nie tracąc czasu na remi- 
scencjach, dzięki Szymonowi a przedewszystkiem szanownemu Monsieur 
Blanc de la rue Blansche, jak Madame Tapin, concierge w Paryźu, Pana 
Olesia nazywała, otrzymałem wczoraj fotografję Pana Ludwika, która 
jest wybor(n)a, ale już z późniejszych czasó
, bo i ja pamiętam do- 
skonale jego typ, nie tylko jako kapitana naszej konnej gwardji, ale już 
po bombardowaniu Lwowa, kiedy mieszkał tam, gdzie dawniej była gu- 
bernia, potym poczta, dziś nie wiem co, róg Szerokiej i Wałów, i zaj- 
mował się z zapałem malarstwem (pożar ratusza był przedmiotem, który 
ze cztery razy na dużych płótnach olejno przedstawiał) bywałem co- 
dziennie prawie u niego, znałem i ś. p. panią 2), zdaje się, że mnie lubili, bo 
już po jakich 25-ciu latach, kiedy byłem we Lwowie i przypadkiem zasze- 
dłem do restauracji naprzeciwko Mikolasza, poznali mnie i bardzo ser- 
decznie witali, - przypominaliśmy sobie dawne czasy, oboje już byli 
w podeszłym wieku i dosyć zmienieni, fotografia przypomniała mi znowu 
po latach dawne dzieje! Teraz jestem w synochudzkich górach, radbym 
cofnąć się o 50 lat, ażeby być bliżej tych osób, - góry stryjskie, lasy 


l) Tu naszkicowana postać oficera na koniu. 
l) Franciszka z Włodków hr. Jabłonowska zmarła w r, 1880. 


18
		

/Magazyn_130_01_0290_0001.djvu

			274 


i wertepy, bojków, huculskie konie, ogary, kundysy i brytany rysowa- 
łem z natury na polowaniach z ks. Adamem. Kurtki widziałem takie, 
jakie miał Pan Kaźmierz, bo w latach 45-go do 50-go bywałem w prze- 
myskim i takich kurtek używało w ten czas towarzystwo myśliwskie, 
na którego czele nie pamiętam dziś, kto stał? Więc P. P. Władzio Roz- 
wadowski 1), Seweryn Drohojowski 2) z Balic, Konarski 3) z Tomanowic, 
Napćio Niezabitowski 4) i inni w takich kurtkach, które miały być podług 
wzoru prawdziwego kurtek konfederackich robione, używali. A ponieważ, 
jak widzę z ostatniego listu Twojego, żywą masz jeszcze tradycję w pa- 
mięci, nowa proźba! jak b y ś u b r a ł P a n a L u d w i k a n a p o l 0- 
waniu z Panem Kaźmierzem przy rozprawie z n.iedźwie- 
d z i c ą? bo chociaż on nie był tam, ale w poemacie, któren mi służy 
za motyw, Pan Ludwik sam się umieścił z kordelasem, i hr. Stefan chce 
go mieć? Szkic Twój w liście podobizny Pana Ludwika doskonały i od 
fotografii nie odchodzi; potym jak dojeżdżacze i kozaki Pana Kaźmie- 
rza byli ubrani? musieli mieć rodzaj myśliwskiej luberyi? mniej więcej; 
przepraszam najmocniej, ale radbym jak najwięcej mieć szczegółów, 
ażeby to, co robię, było ile możności do prawdy podobnym. Dzisiejsi 
znakomici artyści malują takie polowania, ale tak n. p. tytuł obrazu: 
Na upatrzonego! Więc na saniach kacapskich, jak herbatę wożą, trójką 
w hołobli z dzwonkami zaprzężoną, woźnica stoi i pali z harapa! myś- 
liwy leży na saniach ze strzelbą, a przy nim leżą na słomie buldook! 
i wyżeł angielski!! Takiego myśliwego rozciągnąć i wsypać mu z 50 
sfór w skórę. 
To tak przy święcie dzisiejszym rozpisałem się pod wrażeniami fo- 
tografij, listów i poezji, które posiadam. chwilowo jako materjały do 
obrazów i wspomnień z polowań w Zurawnie, Pieniakach, Siankach 
i Użoku i innych mniejszych, w których udział brałem i tam się uczy- 
łem tego, co dziś moją artystyczną specjalność stanowi. - Czy mam napi- 
sać do hrabiego Stefana, że polowania malują się, a portret Ś. p. hra- 
biego Henryka gotów? i czy ten sam adress: Aussee? Teraz święta, 
więc łaskawy gospodarz wiejski skazany z miecza i pióra na lemież, 
nie odmówi mi tych kilku objaśnień, o które proszę. Fotografię we wto- 
rek odeszlę do Lwowa z podziękowaniem. 
Z prawdziwą wdzięcznością i serdeczną życzliwością stary 
Juliusz Kosska. 


l) Zapewne koniuszy dworu austr., t w r. 1876. 
2) Hr. S. D. h. Korczak ur. 1790 zm. 1854, oficer z doby Księstwa Warszawskiego, 
<:złonek Stanów galicyjskich. 
B) Hr. Ignacy K. h. Gryf, członek Stanów galieyjskich, t 1851 w Balicach. 
4) Napoleon N. h. Lubicz, syn Florjana Jana Nepomucena Józefa, wł. Uherzec 
i KOl"Opuza.
		

/Magazyn_130_01_0291_0001.djvu

			p R. JAN SME R EKA. 


DE TACITEA SINE IRA ET STUDIO SCRIBENDI RATIONE. 


Tacitus, quamvis se et maxi mam veritatis rationem habere profiteatur 
et sine ira et studio res gestas memoriae proditurum esse ultro pollicea- 
tur 1), licet praeterea manifesto moneat se hoc praecipuum munus anna- 
lium reri, ne virtutes sileantur, utque pravis dietis faetisque ex posteritate 
et infamia metus sit, non solum tamen legentium animos delectandos 2) 
et permovendos evidenter curat, verum talem etiam factorum describen- 
do rum ordinem servat :ł) itaque artificiose - ut poeta tragicus dicas - 
res ante oculos po nit 4), ut iam hac ipsa re eorum qui legun t animos pro 
sua flectat sententia. Qui enim Taciti opera diligentius perlegunt, non 
aliter atque auctor ipse de personis et rebus quas describit, cogitent 
sine uHa dubitatione necesse est. Concedi quidem debet Taciti ut veritas 
exploraretur plurimum interfuisse, sed eum simul ex auctoritate gene- 
ris dicendi historiae pependisse eiusque artis rhetorica praecepta ad 
facta adumbranda spectantia violare non potuisse memoria tenendum est. 


l) Cf. Hist. I l, 14 Ann. I 1. 

) Qui quidem in Ann. IV 32 et 33 de argumento operis opinatus est hoc: in arto 
et in1(lorius labor... obvia rerum simi/itudine et satietate, sed ipsa scribendi ratio et multae 
digressiones quae operi insertae sunt, prorsus aliud testimonium afferunt. Quod cetero- 
quin ipse professus est, ut in Ann. VI 3Ł!: Quae duabus aestatibus gesta coniunxi, quo re- 
quiesceret animus a domesticis malis. Cf. etiam Hist. I 2 Ann. VI 7 XI 21 XIII 31 XV 37. 
11) Cf. Petrum Servatium Everts, ne Tacitea historiae conscribendae ratione. Diss. 
Kerkrade 1926 p. 89: "unaquaeque narratio nonnullis partibus inter se piane distinctis et 
simul in se perfectis composita est". Qui de symmetria perspi('uitate evidentia descrip- 
tionem augente disputans in unaquaque narratione sicut in tragoedia et rerum initium et 
decursum cum fastigio et finem distinguit. 

) Cf. praesertim F. Siivern, Ueber den Kunstcharakter des Tacitus (Abhandl. Ber- 
lin. Akad. d. Wissenschaften 1822-23) p. 95 sqq. 107 e. a., Fr. Leo, Tacitus (Kaiserge- 
burtstagsrede), Gottingae 1896 p. 16, H. Peter, nie geschichtliche Litteratur iiber die ro- 
mische Kaiserzeit bis Theodosius I und ihre Quellen, Lipsiae 1897 vol. II 317 sqq., E. Nor- 
den, nie antike Kunstprosa vom VI Jahrh. v. Ch. bis in die Zeit der Renaissance, Lipsiae 
1898 vol. I 328 sqq., G. Boissier, Tacite, Parisiis 1903 p. 85 sqq. e. a., C. Bretschneider, 
Quo ordine ediderit Tacitus singulas annalium partes Strassburgi 1905 p. 38. 61 sqq., E. 
Courbaud, Les precedes d'7rt de Tacite dans les Histoires, Parisiis 1918 p. 148 et praeci- 
pue P. S. Everts, I. 1., qui 23 breviores na rrati one s continuas atque perfectas putans prae 
ceteris dignas quae altius investigentur Ann" I 16-30, 31-44, 63-68 II 8-25, 27-32 
accuratissi me perpendet. 


18.
		

/Magazyn_130_01_0292_0001.djvu

			276 


Historiam enim apud antiquos opus artis non doctrinae, ut nunc dicere 
solemus, semper fuisse res est nota 1). Ne plura, Tacitus cum praecipue id 
spectat, ut legentium benevolentiam captet, tum certo non minus studium 
in hoc collocat, ut et res tragicum rhetoricumque in modum exornet et 
legentes attentos atque perculsos reddat. 
Antequam ad OEt\lWal\l 2) in historiis et annalibus indagandam aggre- 
diamur, Tacito iam ipsam copiam rerum quas scripturus esset, plurimum 
atrocitatis attulisse, cum ipse hanc materiam minoris quam illam scripto- 
rum rei publicae duxisset, cum vi statuendum est. Tacitus quidem in ipsa 
H i s t o r i a r u m fronte se crudelissima tempora et atrocissimas res de- 
scripturum esse non obscure contendit 3), non aliter etiam A n n a l i u m 
materiam ad dinosin efficiendam aptam esse putat 4 ); quin potius hic et 
illic atrocitatis colorem istius satietatis evitandae causa prorsus illi ne- 
cessarium fuisse apparet. Sed facillime fieri potest, ut cuipiam has Taciti 
excusationes ad rationem scribendi et materiam pertinentes (Ann. IV 
32-33) oculis percurrenti vel iustissime in mentern veniat, cur auctor 
haec omnia parva et levia, praesertim cum iis praetermissis quaeque si- 
militudo rerum et satietas evitari posset, litteris mandare in animum in- 
duxerit. Cui ita interroganti hoc unum tantum respondere placet: Tacito- 
dico - descriptiones factorum similium rerumque parvarum et levium 
explicationes opus fuisse. Quam scribendi consuetudinem sibi ad res ma- 
gnas comprobandas necessariam ipse declaravit (Ann. IV 32), nos autem 
ei hanc ad legentes delectandos concitandosque;;) non superfluam fuisse 
opinamur. Res enim miram quantam similitudinem exhibuerint, hoc tamen 
scriptori qui sicut Tacitus varietati in rebus depingendis admodum stu- 
debat, nulli offensioni atque impedimento fuit. 
Sed ad propositum accedamus. Cum v i m atque p o t e s t a t e m 
d i n o s i s i n h i s t o r i a intueremur, hunc colorem eo modo a scripto- 
ribus effectum esse, quod primum f e r i t a t i s (W(J.rJtTjto;) c u i u s d a m 
hominis amplificandae causa criminibus eius materies 
extrinsecus suggereretur, quo d de ind e omnes calami- 
t a t e s, p u g n a e, c a e d e s, u r b i u m e x p u g n a t i o n e s i n m a i u s 


l) Atque quocumque modo res se habeat, Tacitum descriptionis rationem rheto- 
ricum spirantem colorem respexisse ipsius auctoris testimonio probatur d. Ann. IV 32. 
Similiter res se habet, si de fabulosis rebus proponendis agitur d. Hist. II 50, 5. 

) Cf. quae de hoc colore rhetorico scripsi in Commentariis Societatis Philologae 
Polonorum Eos vol. XXX 1927 p. 227-256 et vol. XXXI 1928 p. 87-114 in universum, 
praecipue tamen quae de dinosi historica attuli ibd. XXX p. 234 adn. 5 p. 246 adn. 2 p. 
254 adn. 6 et 7, XXXI p. 87 adn. 1 p. 95 adn. 2 p. 97 adn. 4 p. 113 adn. 1. 
3) I 2, 1 Qui locus nonne dinosis praemunitionem exhibet? Quid? Nonne praeterea 
ipse dinosin manifestam spirat? Scriptor enim totam aetatem aterrimis ut dicimus colo- 
ribus depingit, mala malis adumbrando scilicet evidenti cum J!'radatione cumulat idque 
efficit, ut legenti haec incredibilis pestis et maxima fuisse et nemini pepercisse videatur. 
4) IV 33. 
.;) Quod J. J. Hartman, Analecta Tacitea, Lugduni Batavorum 1905, acutissime de- 
monstravit; d. p. 15: "At Tacitus aequales suos posterosque commovendos esse censet. 
idque si fieri potest vehementer... Tacitum certe haud semel atrocia ita narrantem 
deprehendimus, ut non difficile sit demonstrare, cur iIla vel omnino fieri non potuerint 
vel certe non sic ut tradidit historicus". Qui autem quamvis de veritatis superlatione in 
Ann. XIV 3 sq. XII 67 et XIII 15 disserat, neque locos ad legentes commovendos neces- 
sarios sllbiungit nec omnino hanc in rem quam nobis adumbrandam proposuimus, inquirit; 
locos enim obscuros et corruptos emendare studet.
		

/Magazyn_130_01_0293_0001.djvu

			277 


extollerentur, post quod mortes exitusque ex celi en- 
t i u m h o m i n u m t r a g i c o m o r e o r n a r e n t u r, e t t u m a d e x- 
tremum omnia monstruosa ('tE[ZI.'ttOQ"fj) explanarentur suo loco 
explicavimus. Accedit quod re r u m g e s t a r u m s c r i p t o r e s i n d i- 
g r e s s i o n i b u s p o t i s s i m u m, c u m i b i ota'tumo'jEt; e t hqJp-iC!Et
 r e- 
rum atrocium mirabiliumque proponerentur, dinosi usos 
e s s e eodem loco demonstravimus 1). Apud Tacitum igitur simili modo 
materia Historiarum et Annalium secundum rerum malarum et crudelium 
genera dividenda ibique dinosis gradus a scriptore effectus explorandus esF). 
Atque primum id breviter 3) videamus, quemadmodum a t r o c i t a s 
p u g n a r u m a maximo Romanarum rerum auctore tragice rhetoricumque 
in modum 4 ) designetur. - (Hist. 1141, 11 sqq.) Legiones Othonis cum Vi- 
telli exercitu ad Bedriacum congrediuntur gravemque cladem ab eo acci- 
piunŁ. Tacitus, antequam ipsam calamitatem describit, fortem animum Vi- 
telli militum ingenti timori quo Othonis copiae perstringuntur, opponit 
et cum in altera contrarii parte (ł,'kIEt) diutius moretur pluribusque verbis 
de Othonis exercitus formidine disserat, per comparationem rei malae 
(cladi) quae demum eventura sit, materiem prius suggerere studet, nempe 
dinosis praemunitionem efficit: ...disposita Vittellianarum legionum acies 
sine trepidatione... apud Othonianos pavidi duces, mi/es ducibus inlensus, 
mixta vehieula et lixae... cireumsistere a/ii signa su a, quaerere alii; ineertus 
undique clamor 5) adcurrentium voeantium. Tacitus enim cum legentium 
animos umquam subitis factis opprimere, tum eos semper gradatim ut in 
f a b u l i s videmus, tamquam praeparare studet. Descriptioni ipsius pugnae 
acerbitatis mentio qua milites Othonis certarunt, quo atrocior eventus 
rei indicetur, de industria praemittitur: (ibd. 42, 7) ...tum ineubuit hostium 
acies integris ordinibus, robore et numero praestantior: Othoniani, quam- 
quam dispersi paueiores lessi, proelium tamen aeriter sumpsere. Pugna 
breviter summatimque depingitur. Taciti enim scribendi proprietas hac 
in re posita est, quod is licet brevitati studeat summatimque, ut primo 
obtutu videri soleat, factum perstringat, in eas simul singulas res co n- 
suito inquirit quae ad crudelitatem facti amplificandam praecipuam vim 
rhetoricam habent; talis brevitas et gravissimorum vocabulorum compo- 
sitio ad QvX'!:'jjtwC!tV conformandam conferunt: (ibd.) et per loeos arboribus 
ae vineis inpeditos non una pugnae lacies: eomminus eminus, eatervis et 
euneis eoneurrebant. in aggere viae eon lato gradu eorporibus et umbonibus 


. 


1) Cf. p. 276 adn. 2. 

) Tacitus ipse de dinosi dicit (Ann. II 29): "Mox libellos et auctores recitat Cae- 
sar, ita moderans, ne lenire neve asperare crimina videretur." Apud quem etiam dinosis 
oratoriae manifesta exempla exstant, ut Hist. I 37, 5 (Otho milites ad seditiQnem im- 
pellens Galbae imperatoris saevitiam ita exaggerare studet: primum utramque fortunam 
i. e. sui ipsi.us et militum tam arte coniunctam esse exprimit, ut nullo modo separari pos- 
sint, deinde duplici contrario Galbam crudelissimum tyrannum esse docet, tum per tragi- 
cam dissimulationem milites de Galbae facinore, ubi hic Romam iniit, commonefacit, ut 
iam haec certa dinosis vocabula "horror animum su bit" omittam. Ad comparationem exor- 
nationis in oratione Othonis exstantis cum ea quam Tacitus ipse ex sua quasi sententia 
conformavit, d. Hist. I. 6, 3) et Hist. IV 58, 22. 
ił) Parvitate loci coactus Iiberius hic disserere omniaque exempla exscribere nequeo. 
4) Cf. etiam H. Peter, l. /. II 309 et Martinum Schanz, Ceschichte der romischen 
Litteratur, Monachii 1913 vol. II 2 11 p. 324. 
fi) Fieri scilicet in quaque pugna non potest, quin clamoris mentio exstet.
		

/Magazyn_130_01_0294_0001.djvu

			278 


niti, om isso pilorum iaciu gladiis et seeuribus galeas lorieasque perrumpere : 
noseentes inter se, eeteris eonspieui in eventum totius belli eertabant. Milites 
Othonis acie perfracta in fugam conversi sunt (ibd. 44, 1). Atrocitatem 
cladis magni cadaverum acervi 1) designant:!). Tacitus eo expressius cla- 
dem exaggerat, quo longius in ea adumbranda versatur : immensum id 
spatium, obstruetae strage eorporum viae, quo plus eaedis fuit; neque enim 
civilibus bellis eapti in praedam vertuntur. Quod 
1ttt'Ó>\lYjp.
 tragi cum colo- 
rem admodum spirat; quo enim scriptor ex ea re quod id bellum civile 
fuerit, cadaverum ingentem copiam pendere autu mat. Quae post €AEEl% 
A'J"(tIX\I 3) sequuntur dinosis (malum enim hoc quod commune fuit, corrobo- 
ratur) manifesta additamenta sunt: (ibd. 45, 11) isdem tentoriis alii fratrum, alii 
propinquorum volnera fovebant: spes et praemia in ambiguo, eerta funera 
et lucius, nee quisquam adeo mali expers, ut non aliquam mortem maereret. 
Calamitati igitur et contrario et superlatione (MU;JAQU: nemo fuit, quin 
malis oneraretur) materiam scite scriptor supposuit. - (Hist. III 19, 1 sqq.) 
Exercitus Flaviorum cui" Antonius praeest, cum legi()nibus Vitelli ad Cre- 
monam proelium committunt. Cuius facti atrocitatem duplici Tacitus modo 
praemunire conatur: primum quidem (ut Hist. II 41, 11 sq.) fortem ani- 
mum militum Antoni qui recenti pugna superiores discesserunt, ostendit 
et in ipsa narrationis fronte de nocte appropinquante disputat; alter de- 
inde modus ea in re positus est, quod auctor in illa nocte delineanda 
diutius versatur : (ibd. 22, 5) ordinem agminis (exercitus Vitelliani sc.) 
disieeti per iram ae tenebras adseverare non ausim, quamquam alii tradi- 
derint... lam qui id oculis percurrit, milites Vitelli cladem accepturos esse 
non temere sperare et cogitatione prius concipere potest. Res ipsa ita 
explicatur: (ibd. 22, 12) proelium tota nocie varium aneeps atrox, his, rur- 
sus illis exitiabilis. nihil animus aut manus, ne oeuli quidem provisu iuva- 
bant. eadem utraque acie arma, erebris interrogantibus notum pugnae sig- 
num, permixta vexilla, ut quisque globus eapta ex hostibus hue vel iUue 
raptabat. Quis es t, quin hac in descriptione dinosis additamenta e vesti- 
gio cognoscat? Atque rursus miram Taciti brevitatem in memoriam re- 
digere libet: vehemens dissolutio, tragica verba 4) et ornamenta quae 
primo obtutu supervacanea videri possunt (ne oeuli... iuvabant nec non 
ut quisque globus), licet de clamore qui in tali proelio et tumultu primas 
agit partes, brevissime tantum (erebris interrogantibus) dicatur, toti nar- 
rationi vim addunt. Sequitur ,) longa digressio quae sicut auctor ipse 
initio profitetur, atrocitatem calamitatis in obscuriore luce, ut dicere 


l) Cf. Hist. IV 20, 12 sq. 
2) Certum dinosis vocabulum strages in huius modi descriptionibus usurpatur. Mo- 
neo dinosis mentionem, quamvis eius vis non rectissime perspecta esse videatur, apud 
E. Nordenum l. l. vol. I 83 adn. 2 obviam mi hi venisse. Qui enim disputans, quomodo 
Tacitus sorJida 'Vocabula evitaverit, ita contendit: Ausnahmen sind beabsichtigt, z. B. ano 
VII (obscone Worte zur Beziehung der sexuellen Perversitat des Tiberius), ano XIV 15 cau- 
ponae (der odvwot<; wegen). Sed huc addi debet /X
oZP
 iJvbp./X't/X in dinosi et otIX'mr.,u,u effi- 
cienda et a rhetoribus et ab oratoribus caute vi tata esse; quod ergo ad exempla a 
Nordeno allata spectat, sordida vocabula ad dinosin scilicet, sed iam aliqua ex parte ex- 
aggeratam aTacito usurpata esse animadvertendum est. 
3) Quae (ibd. 45, 9 sq.) dinosis adminiculum est. 
4) Imprimis atrox. 
5) Omitto ibd. 23, 10 ubi accurata ambarum copiarum comparatio iterum dinosis 
praemunitionis officio fungitur.
		

/Magazyn_130_01_0295_0001.djvu

			279 


solemus, est positura '): (ibd. 25, 8) eo notabilior eaedes fuit, quia filius 
patrem interfecit. rem nominaque auctore Vipstano Messala tradam... Atque 
iam Tacitus finem narrationi statuere potuit, sed quid eius interfuerit, 
videre placet: (ibd. 25, 11) is mox adultus... oblatum forte patrem et vul- 
nere stratum dum semianimem serlltatur, adgnitlls adgnoseensque et exsan- 
guem amplexus voee flebili preeabatur plaeatos patris manes, neve se ut 
parricidam eversarentllr: publieum id faeinus. Hoc ipsum exemplum ube- 
rem crudelitatem spirat; Tacitus qui dem quomodo pater et filius se invi- 
cem cognoverint, expresse demonstrat : filius patrem trucidat, spoliat, 
pater autem primus atque adeo eodem temporis vestigio eum agnoscit, 
sed ne verbum qui dem unum dicere potest, cum haud procul absit, quin 
exanimatus extremum spiritum edat 2). Filius autem quippe qui vivum 
patrem, ut sibi crudelissimum crimen remittat condonetque, orare non 
possit - quod plurimum tragici coloris exhibet - manibus mortui sup- 
plicare incipit. Qua re scriptor adductus hanc digressionem narrationi 
inseruerit, ex ultimo eius enuntiato quod tamquam €7t'l
(OV-ł'jP.
 orationem 
claudit et ipsum interrogationis forma rhetoricum in modum ornatum est, 
clarissime apparet: (ibd.) et unum mi/ilem qllotam eivilium armorum 
partem ?3) 
Hactenus de pugnarum descriptionibus; sequuntur alterius generis 
narrationes ubi o p p i d o r u m e x p u g n a t i o n e s rhetorice explanan- 
tur. Primum quidem et optimum exemplum in 
 Hist. III 27, 10 sqq. exstat 
ubi Tacitus certa dinosis praecepta observans, quomodo Cremona a co- 
piis Flaviorum expugnata sit, tragico modo exponit. Ipsi scilicet descrip- 
tioni quin dinosis praecursio adderetur, scriptorem facere non potuisse 
manifestum est; quin etiam, qua de re ille ibi sit tractaturus, rectissime 
suspicari possumus: nam Tacito cum fortunam captae urbis acerbissimam 
demonstrare volebat, id praecipue spectandum fuit, ut feritas ac furor 
militum qui nescio quam incredibilem urbi calami tatem attulissent, vel 
in maximum tolleretur. Quae res quemadmodum scriptori cesserit, videa- 
mus. Quamquam milites Flaviorum gravissimis oppugnationibus discrimen 
universae pugnae idque adeo urbis expugnationem experti sunt, quamvis 
plurimi eorum ceciderint, unica tamen futurae caedis committendae obscu- 
rissimaeque voluptatis in urbe capta hauriendae cupiditate ad pugnam 
longius extrahendam inflammabantur: Romanae utrimque artes: pondera 
saxorum Vitelliani provolvunt, disiectam fluitantemque testudinem laneeis 
eontisque serutantur, donee soluta eompage seutorum exangues aut laeeros 


]) Alia exempla talium digressionum sunt: Hjst. II 13, 3 Ann. XIII 35. 
2) Propterea duo vocabula s e m i a n i m e m, e x a n g u e m exstant. 
3) Cf. Ann. I 65: ...et tot homjnum mjlibus unum jam reljquum djem lamentabantur. 
Alia exempla descriptionum pugnarum nocte gestarum, ubi simiJi mG do dinosis notae ma- 
nifestae et communes (praemunitio, exaggeratio desperationis, acervi cadaverum, av'tl{!-E:;t
, 
militum wfl-r.'t"1j
. amplificatio tenebrarum clamoris tumultu s, superlatio, "a-&r.Aoo, lr.t	
			

/Magazyn_130_01_0296_0001.djvu

			280 


prosternerent multa eum strage. ineesserot eunctatio, ni duees fesso militi et 
velut inritas exhortationes abneunti Cremonam monstrassent. Tacitus ideo 
tam diu in hac acerrima l) pugna depingenda lassitudineque militum ma- 
xima exprimenda moratur, ut ex adverso eorum immanitas qui Cremona 

olummodo monstrata ferocissime pugnare coeperint, acerbior red datur. 
Atque legentes priusquam de summa urbis calamitate certiores fiant, iam 
atrocissimae caedis taeterrimorumque facinorum imagines pra
cipere 
possunt, si tantam exercitus 'JplJ't"'4'[(.{ e priore et quae sequetur narratione 
cognoscunŁ. Non mirandum igitur milites Flaviorum, cum eos nulla impe- 
dimenta ex quo Cremona monstrata esset, a crudelissima pugna et caede 
deterrere possent, tandem castra hostium expugnasse: (ibd. 28, 4) non 
iam sanguis neque vulnera morabantur, quin subruerent vallum quaterent- 
que portas innixi umeris... integri eum sauciis, semineees eum exspirantibus 
"olvuntur, varia pereuntium forma et omni imagine mortium 
). In castris 
expugnatis eximia caedes patratur: (ibd. 29, 12) eompletur eaede, quan- 
tum inter eastra murosque vaeui fuit. Milites in incredibilem rabiem pro- 
lapsi cum maxima mortis contemptione omnia quae iis impedimento sunt - 
Tacitus hic consulto summa impedimenta accuratius percenset, quamquam 
disciplinam militarem sicut id Caesar fecit, non re spici t, nam eius sae- 
vitiam militum augere vel maxime interest - audacissime frangunt et 
in urbem irrumpunt: (ibd. 30, 1) Ae rursus... eongregata. Atque ex hoc 
loco proficiscitur insignis ,b:'[,)1twaL<; qua in efficienda Tacitus singulas 
sed gravissimas simul ad ",-?oaril d&'IJ res destinatas in huius generis de- 
scriptionibus ante oculos ponit; si quis calamitatis imagines, quantas sibi 
prius pro militum (oplJ't-r.'tL adumbranda animo informavit, for e ut nunc a 
scriptore demonstrentur sperat, admodum vereor, ut cum exspectatione 
eius rerum eventus prorsus dissentiat, nam auctor in dinosis praecur- 
sione solummodo hoc curavit, ne ani mus legentis subitis opprimeretur 
factis, sed ipsius facti, fortunae expugnatae urbis singularem atrocitatem 
eiusque separatam gradationem, propriae narrationis parti (ala:'tu1t(iYJS:
) re- 
servavit cuius iam ipsa dispositio manifestas obscurrissimi coloris notas 
consulto inustas exhibet. Primum scriptor milites et calones quibus prius 
tam insignes induit personas, ut et maxima rabie inflammati et omnibus 
libidinibus dediti viderentur, tamquam in scaenam inducit numerumque 
eorum tradit, ut legentes impendentium scelerum imagines rectius con- 
cipere possint: (ibd. 33, 1) Quadraginta armatorum milia... ealonum... 
amplior numerus et in, libidinem ae saevitiam eorruptior. Cuius deinde li- 
bidinis et sae'(itiae immanitatem per singulas describit species: non di- 
gnitas, non aetas protegebat, quo minus stupra eaedibus, eaedes stupris mis- 
eerentur 3 ) grandaevos senes, exacta aetate feminas, viles ad praedam, in 
ludibrium trahebant: ubi adulta virgo aut quis forma eonspieuus ineidisset. 
vi manibusque rapientium divulsus ipsos postremo direptores in mutuam 
perniciem agebat. Haec tantum hominum genera (senes, anus, virgines, pul- 
chri iuvenes) a scriptore enumerata esse causa in eo posita est, quo d 
hic ex dinosis auctoritate pendet. Accedit gradatio, nam militum feritas 


l) Ad. vocem strages attendendum est. 

) Locus communis notus ex Thuc. III 81, 5, Vergi!. .Len. II 369 e. a. 
11) '.\v't!p.E'W
oi.-iJ ad feritatem militum augendam.
		

/Magazyn_130_01_0297_0001.djvu

			281 


crescit et corroboratur; milites nemini neque sibi quidem pepercerunt: 
dum peeuniam... obtruneabantur. Iterumque gradatio sequitur, nam non 
frustra scriptor haec initio facit verba: quidam obvia aspernati... per 
laseiviam iaeulabantur. Tum ad extremum validum ET.t	
			

/Magazyn_130_01_0298_0001.djvu

			282 


forum irrumpunt. Quae sequuntur verba, quamvis ea nihil fere ad rem 
Ipsam facere videri possint, insignissima rhetorica additamenta sunt: nam 
scriptor tantam ignominiam et dedecus militum fuisse evidenter declarat, 
ut eos res etiam plurimum auctoritatis sanctitatisque habentes quae statim 
de industria enumerantur, quominus crudelissimam caedem committerent, 
detrahere non possent: nec il/os Capitolii aspectus... Haec sunt quae ad 
dinosis praemunitonem nobis pertinere videntur: Tacitus igitur antequam 
ad ipsam imperatoris caedem adumbrandam accedat, id praecipue spec- 
tat, ut quomodo se vulgus et imprimis interfectores gesserint, ante ocu- 
los quam planissime ponatur. Cum autem cohors imperatorem reliquisset 
et ad Othonem fugisset, factum est, ut non solum certa victoria Othoni 
pareretur, verum mors etiam Galbae vel proxime impenderet: (ibd. 41, 3 
sq.) eo signo... deserlum fuga populi forum... Galba proieetus e sella ae 
provolutus est. Restat ut ipsa Caesaris caedes accuratissime describatur 
ultimaeque eius voces diligentissime tradantur 1); ad at!'X1/I7tOJcrlY quidem 
conformandam omnia scriptorum de hoc facto iudicia a Tacito et collecta 
et pensitata esse non est sane mirand um: extremam eius voeem, ut eui. 
que odium aut odmi1-atio fuit, varie prodidere: al/i suppliciter interrogasse, 
quid mali meruisset, et paueos dies exolvendo donativo depreeatum; plures 
obtulisse ultro pereussoribus iugulum: agerent ae ferirent, si ita e repu- 
bliea videretur. Utut tamen res se ha bet et priora et sequentia verba id 
spectant, ut interfectorum imperatoris 01p/J't"f/:; et a.ot'l..t!'X qui feritate ae sae- 
vitia cadaver foedissime dilaceraverint, amplificentur: non interfuit oeci- 
dentium, quid dieeret. de pereussore non satis eonstat: erebrior fama tra- 
didit:!) Camur;um... inpresso gladio iugulum eius hausisse. eeteri crura 
braehiaque (nam pedus tegebatur) foede laniavere. pleraque vulnera feri- 
tate et saevitia truneo iam eorpori obiecta. - (Ann. VI 50) Mors Tiberii 
qui incredibilem timorem omnibus quoad vixit semper incussit, eo pro- 
fecto crudelior esse debet, quo maior eos timor qui tum ap ud morientem 
imperatorem fuerunt, praeter ceteros occupat. Brevitas quomodo hic 
cum perspicua gradatione artissime sit coniuncta, est sane quo d miremur: 
interclusa anima ereditus est (Tiberius sc.) mortalitatem explevisse ;... eum 
repente adfertur redire Tiberio vocem ac visus voearique, qui reereandae 
defeetioni cibum adferrent. Qua mentione ultima eius vox continetur; sed 
crudelissimum tyrannum tandem mox moriturum esse quanto maius omnes 
prius gavisi, tanto maiore horrore perstringi coepti sunt, cum primum 
imperatorem animum recepisse cognoverunt: Pavor hinc in omnes... Ip- 
sum etiam Caligulam in maximum versum timorem hoc auctor explicat 
modo: Caesar in silentium fixus a summa spe novissima exspectabat. 
Atque cum Tiberius moriturus omnibus tam ingentem metum incussisset, 


1) U I t i m a v o x m o r i e n t i s certus locus ow't'JT:(ójau; est et in nulla hoc ge- 
nus descriptione vacare potest d. Ann_ XV 63. 70, XVI 19. Dixeritne quidam ante 
mortern aliquid, an nullam vocem ediderit, Tacitus dinosis praecepta persequens semper 
memoriae prodit d. Ann. XV 69 nul/a edita voce XIII 16 ut vox pariter et spiritus raperetur. 

) Tacitus t e s t i m o n i a affert, nam semper se indulgere veritati videri studet; 
quod autem eorum ipse sequatur, saepius non declarat, nam nisi omnia me fallunt, hoc 
eius praecipue interfuisse, ut animi le2"entium percellerentur, puto. Cum igitur tamquam bo- 
nus orator in prooemio testimoniis allatis legentes sibi benevolos reddidisset (-Yj{!-oC; lT:m- 
'KEta.C;) iam ne qua rhetorici ornatus apud eos suspicio moveretur, non timuit et om ni modo 
c,?o9pa T:&{}"'J excitare potuit d. Ann. III 19 XIV 8 XIII 17 et p. 283 adn. 2.
		

/Magazyn_130_01_0299_0001.djvu

			283 


unus homo fuit qui non solum tum scelus admittere, "'immo vero 
suffocare iam exsanguem fere senem auderet: Macro intrepidus opprimi 
senem inieetu multae vestis iubet diseedique ab limine. Cum Macronis 
ry.al'
l'lY tum ipsius facti atrocitatem his tribus vocabulis ab auctore auc- 
tam videmus : intrepidus qua voce insignis 
Y't[&clJ
:: efficitur; senem - cur 
enim hic scriptor pro ea voce e. gr. vocabulo jmperator non sit usus, 
num est mirandum? Et res in medio posita. est, nam Taciti mortern Ti- 
berii describentis odium apud legentes in eum commovere, ut id prius 
omni modo facere studuerat, iam non inferfuit. Ex adverso, inquam, auc- 
tor mortern Caesaris - cum cuiusvis ea fuisset, nam cum haec Tacitus 
narraret, non Tiberium sed mortern imperatoris ante oculos habuit - 
ita ornandam curavit, ut crudelissima rei imago evaderet; et vocabulo 
multae (vestis sc.) quo scriptor rei atrocitati materiam suggessit, quia 
quo crudeliore modo scelus patraretur, eo horribilior mors fuisse vide- 
tur 1). - (Ann. XI 37) Tacitum, cum de Messalinae pessimis moribus 
praeditae exitu narraret, id praecipue spectasse puto, ut primum legen- 
tern ea re quo d ultimae calamitati scite moram inferret, vel diutissime 
in suspenso reliqueret, et hoc deinde quod rem tamquam in scaena agi 
ostenderet, legentem in spectantern de industria immutaret :!). Narcissus 
libertus sine imperatoris iussu homines qui Messalinam trucidarent, 
misit: Custos et exaetor... raptim in hortos praegressus repperit fusam humi, 
assidente matre Lepida, quae florenti filiae haud eon cors, supremis eius 
neeessitat ibus ad miserationem evicta erat suadebatque, ne pereussorem 


l) Cf. Ann. XII 47. 
2) Eandem ornandi rationem amplectitur Tacitus in pulcherrima narratione de Agrip- 
pinae matris Neronis morte (Ann. XIV 8 sq.). Ubi iam eo res progressa es t, ut non mul- 
tum abesset quin Agrippina occideretur, tum auctor e vestigio legentes spectantium offi- 
cio fungi iubet et quo atrocior caedis imago evadat, scaenam commode ornat, personas 
aptas histrionibus induit partesque iis scite tribuit. Et extremi mali indicia quam manifesto 
rhetoricum et tragicum colorem spirant? Quae o
a't:)T.W7t; dedarat, quomodo Tacitus rem 
summo artificio digesserit et quasi venustissimus poeta tragicus. sub oculos subiecerit. 
Agrippina singulari histrionis gestu utitur et tamquam tragica persona quamvis illam rhe- 
toricam fabulam agens, locum dignum qui petatur, indicat. Atque neque insigne zr.t,/,ów"tjp.a 
est quod longam et patheticam narrationem potissimum claudere debeat, neque communis 
quaedam sententia additur, sed... iam nobis nota restat excusatio quae summo pudore ac 
temperantia a scriptore traditur: Haec consensu produntur. Quod nobis tanti est, quanti 
id quod narrationi de Britannici morte subiungitur (Ann. XIII 17: Tradunt plerique eorum 
temporum scriptores) , vel descriptioni de exitu Germanici adnectitur (Ann. III 19: Adeo 
maxime quaeque ambigua...). Licet Tacitus sententiam suam, cum aliorum hac de re iudicia 
afferat, scite occultet, ex tota tamen na rrati oni s compositione et sapore atque ex iIIa 
etiam re quod aliorum opiniones gravius non refutat easque solummodo in universum 
excusare studet, quid ipse de ipso facto sentiat, in medio saepissime positum est; d. 
etiam U. Wilamowitz u. F. Zucker, Zwei Edikte des au! einem Papyrus d. Beri. Mus. 
(Sitzungsber. d. k. preuss. Akad. d. Wiss. 1911 v. XXXVIII p. 794-821). Quae excusatio- 
nes quid sibi vellent, prius monui (p. 282 adn. 2). Similem depingendi rationem atque in 
Ann. XIV 8 sq. habemus in narratione de Senecae philosophi morte (Ann. XV 63 sq.); 
d. etiam Ann. XII 66-68. Si fabulosa quaedam in descriptione mortis Claudii exhiberi 
verisimile est (d. praetera Severinum Hammer, Ramenta Tacitina, Eos XXV 1922 p. 21), 
haec tantum eam vim habere possunt, ut nostrum iudicium quod sit de manifesta dinosi hoc 
loco occurrente, melius fulcient. Tacitum enim, cum fabulosa quaedam huic narrationi inserere 
ausus esset, hac unice ratione ductum id fecisse puto, ut sub manu haberet, unde Claudii 
mortem (ut Ann. XIIl 15 sq. Britannici) rhetorice et tragice ornare atque Agrippinae et 
medici (ut Ann. XIIl 15 sq. Agrippinae Neronis Locustae) ao
y.ta" in maius tollere posset. 
Quid scriptor ipse de ea re cogitaverit, frustra quaesieris. 


---------'
		

/Magazyn_130_01_0300_0001.djvu

			284 


opperiretur..ł' Tacitus hic duas res quae sibi contrariae primo obtutu videri 
possunt, artificiose coniungit: nam et quam celeriter Narcissi iussa facta sint, 
exprimit, et quomodo se tum Messalina gerat, disertis explicat verbis. Sed 
ut iIlud huic ad calami tatem iam impendentem designandam necessarium 
fuit, ita in hac re demonstranda longius versari coactus est, cum et OLCl'tl)'I:(Ocr!O(o:; 
praecepta sequeretur et feros libidinosae mulieris mores delineare stu- 
deret: Sed animo per libidines corrupto nihil honestum inerat. Messalina 
mortern exspectat, sed cum hanc sibi consciscere non audeat, conqueri 
et lacrimare incipit; tum arma concrepant 1), tribunus et libertinus ve- 
niunt; iam adest tempus, ut femina ultimum vitae spiritum edat: lacri- 
maeque et questus irriti dueebantur, eum impetu venientium pulsae fores, 
astititque tribunus per silentium, at libertus inerepans multis et servilibus 
probris. Tribunus igitur silet quo d extremae calamitatis signum esse de- 
bet, et qui spectat vehementissime tum commovetur; sed libertus op pro- 
bria dicit, nam Taciti misericordiam ex animis removere interesŁ. Atta- 
men quamvis spectantes admodum percussi sint moramque diutius vix ferre 
possint, qui d demum statuatur, utrum nempe Messalina ipsa sibi conscis- 
cat mortern, an tribunus eam occidat, adhuc in dubio manent, nam foe- 
dissima muli er: Tunc primum fortunam suam introspexit ferumque aeee- 
pit, quod fustra iugulo aut pectori per trepidationem admovens idu tri- 
buni transigitur. Corpus matri coneessum. Hoc loco adhibet Tacitus gra- 
vissimum dinosis .declamatoriae et tragicae instrumentum, cum hominem 
moriturum vel gen era mortis contemplari vel locum dignum qui plagam 
accipere possit aptissimam atque adeo ultimam, in corpore quaerere iubef!). 
Quartum narrationum genus, ubi de m a g n i s et, ut ita dicam, 
c o m m u n i b u s c a l a m i t a t i b u sagitur, quamvis cuivis priorum su- 
biungi possit, eo seorsum tractare praestat, quo d hae E
1JpifJ!OL
 simiłes 
obscuri coloris notas prae se ferunt. Unum exemplum sufficiat. 
 (Ann. 
IV 62) Tacitus eximiam theatri labem explicans, insigni comparatione 3 ) 
in narrationis initio collocata dinosis praemunitionem efficit: M. Licinio 
L. Calpurnio eonsulibus ingentium bel/orum cladem aequavit malum impro- 
visum: eius initium simul et finis exstitit. Calamitatem, quanta immensa 
aedificii strages tum homines afflixisset, hoc scriptor modo exposuit, ut 
cum eam quo mo do accidisset gradatim ante oculos poneret, tum magnae 
h1lprXaEf nonnulla insereret, quae nisi ea manifesta dinosis additamenta 
nominaremus, aliter tractari non possenŁ. Fidenis ad Roman in frequen- 
tissimo theatro (immensam vim mortalium) spectaculum gladiatorium 
datum est: ...unde gravior pestis fuit, eonferta fnole, dein eonvulsa, dum 
ruit intus aut in exteriora effunditur immensamque vim mortalium, specta- 
eulo intentos, aut qui cireum adstabant, praeeeps trahit atque operit. V 0- 
cabula pestis, immensam vim, praeeeps quatemus ad dinosin spectant, 
clarum est, set cur numerum hominum qui tantam acceperint calamita- 
tem, in universum solummodo scriptor augeat et accuratius non percen- 
seat, habeo quod nunc tantum commemorem. Tacitus quattuor genera 


]) certus dinosis locus; cł. Ann. II 31: strepebant etiam in vestibulo, ut aildiri, ut 
aspici possent. 
2) Cf. Hist. II 49, 5 Ann. II 31 VI 9 XIV 3. 8 64 XV 63 XVI 15. 
3) Cf. Ann. XVI 13 ubi atrocitas pestis et Ann. XV 38 ubi ignis immanitas com- 
paratione praeparatur.
		

/Magazyn_130_01_0301_0001.djvu

			285 


hominum malo affectorum ita enumerat, ut in hac oratione modo QL'1.tu- 
1tWGcWC; modo gradationis 1) appareant vestigia: Et illi quidem, quos prin- 
cipium stragis:!.) in mortem adflixerat, ut tali sorte, cruciatum effugere 3 ): 
miserandi magis, quos abrupta parte eorporis nondum vita deseruerat 4 ); qui 
per diem visu, per noctem ululatibus et gemitu eoniuges aut liberos noseebant. 
Hic iam nemo est quin Taciti artem rationemque scribendi non solum 
oculis intueri sed digitis etiam tentare possit: is enim, quamquam ora- 
tionem neque dilatat neque diffundit, aliquot tantummodo verbis quae 
et optime eligere (de coniugibus et liberis cogito) et aptissime com po- 
nere (?:Vt[.{}EGLV:' qui per diem visu, per noetem ululatibus et gemitu premo) 
non ignoret, id efficit, ut cr;or..oprJV 1t&..{}r..; commoveatur. Nam recte quae- 
rat quispian: Quid? Et die homines non gemebant; et nox tam atra fuit, 
ut ne maxima quidem lumina nihil proficere possent? Tantumne mariti 
erant qui molibus obruti iacerent gemitusque ederent? Mirum quantum 
brevitas, cui Tacitus studet, atrocem rem in obscurissima ponit luce! 
Sed calamitas tanta fuit, ut alii praeterea qui in theatro tum non erant, 
malis urgerentur: lam eeteri fama exciti, hic fratrem, propinquum iIle, 
alius parentes lamentari;J); Vis mali animos omnium perstrinxit (7.a.36).00 U) : 
etiam... amici aut neeesarii... pavere... latior ex ineerto metus 7). Ubi autem 
muri diruti effodi removerique coepti sunt, malum ingravescit: (ibd. 63) 
Ut coepere dimoveri obruta, coneursus ad examimos eomplectentium, oseu- 
lantium; quae sequitur sententia tantum dinosis colorem spirare videtur, 
ut potius in declamationes quadrare possit 8): et saepe certamem, si eon- 
fusior facies, sed par forma aut uetas errorem adgnoscentibus feeerat. To- 
tam narrationem hoc insigne et singulare S1tL)Ot;WIj[J.'1. claudit: Quinqua- 
ginta hominun milia eo easu debilitata vel obtrita sunt. Atque cur scrip- 
tor in initio orationis de immensa hominum strage in universum tantum 
disseruerit, sub finem eius autem certum miserrimorum numerum tradi- 
de rit, nunc non est obscurum \I). 
Quoniam me quattuor genera narrationum pro dinosis potestate 
satis hic perscrutatum esse arbitror, reliquum est, ut ultima quaestio artis- 
sime cum atrocitatis historicae proprietate coniuncta quoad potest expe- 
diatur. Dico hic de c r u d e l i t a t i s i li u s t r i u m h o m i n u m a m p l i- 
f i c a t i o n e quam W(J.;Jt1jtI.X Phylarchum et Durim in maius tollendam 
cum nonnumquam etiam veritati repugnarent, curasse Polybius (II 56, 6) 
et Plutarchus (Per. 28, 2) affirmaverunŁ. Atque ex iis quae modo ex- 
scripsi exemplis non est obscurum, quid dinosis cum feritate alicuius 
exaggeranda commune habeat et qua in re illa ibi posita sit. Tacitus 


1) Cf. Ann. I 70 ubi Oceani accessus descriptio exhibetur. 
2) vox dinosis est. 
n) primus mali gradus. 
4) alter mali gradus. 
5) tertius mali gradus. 
6) Cf. Ann. XVI 13: ...omne mortalium genus vis pestilentiae depopulabatur... Non 
sexus, non aetas periculo vacua; alia y'(I{j-b).otJ exempla habes Ann. I 70 II 23 XV 37. 
7) quartus mali gradus. 

) Magnam quandam calamitatem cum simiIi pugna coniunctam saepius apparet; d. 
saltem pestis apud Thucydidem descriptionem. 
!') Ei ly.'f'pa:;El1J
 generi camporum etiam ubi pugna commissa fuit descriptiones, qui- 
ppe quae dinosin sapiant, subiungi possunt e. gr. Hist. II 70, 2 Ann. I 61.
		

/Magazyn_130_01_0302_0001.djvu

			286 


enim non semper tragi ci poetae quasi personam iduit et, ut narrationem 
tragico modo explicet ac vehementissimo timore legentium animos vel 
intimis excruciet sensibus, operam dat (hi c cadunt narrationes 	
			

/Magazyn_130_01_0303_0001.djvu

			287 


imperiique principio scriptor manifestam adhibens superlationem t) nonnulla 
facit verba, ad saevitiam eius et indicandam et exaggerendam piane per- 
tinere non est obscurum : Tardum Galbae iter et eruentum interfeclis... 
introitus in urbem trucidatis tot milibus inermium militum infaustus omine 
atque ipsis etiam, qui occiderant, formidolosus. Hunc locum qui oculis 
percurrit, de Galba nihil ali ud sane atque Otho cogitat qui, cum militum 
animum adversus imperatorem inflammare studeret, face re non potuit, 
quin eius accusationem dinosi inficeret: (Hist. I 37, 7 sq.) et cuius leni- 
tatis est Galba... ut qui nullo exposeente tot milia innoeentissimorum mi- 
litum trucidaverit. horror animum su bit, quotiens reeordor feralem introitu m... 
Sed haec minoris esse momenti videntur, si cum locis ubi de aliorum 
imperatorum immanitate dissertissimis agi tur in comparationem vocantur. 
Quorum imperatorum Tiberium aspiciamus cuius turpissimos mores Taci- 
tus neque semel neque in universum ita adumbravit, ut tota eorum imago 
expressa redderetur :!), sed particulatim tantum, ut dicere possumus, ve- 
lum quo tota Tiberii animi species obtegebatur removit et id tali solum 
occasione oblata fecit, ut tum quidem vel ipsa rerum compositione, vel 
brevissima quadam ipsius auctoris mentione atque explicatione incredi- 
bilem imperatoris immanitatem optime in maius extolli potuisse legens 
acriore praeditus sensu facillime intellegat 11). Tacitus non aliter atque 
poeta tragicus actionem gradatim progredi et personam tragicam cui- 
hic de Tiberio dicimus - odii aliquid in prologo ipso conciliare stu- 
deat gradatim quasi laborare patitur, ut per eius scelera maior invidia 
ei confletur maximaque sub fabulae finem colligatur. Prima atrocitatis 
morum Tiberii designatio dinosisque praemunitio - nam haec cum fa- 
bulae prologo comparari debet - in Ann. I 4 continetur ubi scriptor, 
cum de Augusti Caesaris ultimo fe re vitae tempore disserat, futuri impe- 
ratoris animum, qualis futurus sit, delineat et, quamvis sententiam pro- 
priam artificiose obtegat, hac tamen ipsa rerum compositione et rumoris 
descriptione 4) manifesta dinosis signa prae se ferente;j) effi ci t, ut con- 
silium suum prodat : pars multo maxima imminentis dominos variis rumo- 
ribus differebant... Tiberium... vetere atque insita Claudiae familiae superbia, 
multaque indicia saevitiae... erumpere... ne iis quidem annis... aliud quam 
iram et simulationem et secretas libidines meditatum G). Quibus praemunitis 
quoniam legentes iam odium quoddam in Tiberium, priusquam imperator 

ctus est, conceperunt, proximum est, ut is affectus aptissime augeatur. 


J) Cf. E. Wolfflin, Zur Komposition der Historien des Tacitus (Sitzungsber. d. philos. 
philol. u. d. hist. Klasse d. kgl. bayer. Akad. d. Wiss.) 1901 H. I. 
2) Rectissime propterea auctorem generalem morum eius designationem tamquam 
consulto vitasse putaveris. 
3) In crudelitate imperatorum iIIustranda et ratione scribendi qua Tacitus ibi sit 
usus adumbranda me saepius doctissimum iudicium quod Ivo Bruns, nie Person/ichkeit in 
der Geschichtsschreibung der Alten. Untersuchungen z. Technik d. antiken Historiographie, 
Berolini 1898 p. 71-78 de ratione ac via mores depingendi aTacito usurpata habuerit, 
novis argumentis confirmare admodum gaudeo. 
4) Tacitus nonnumquam tam diligenter rumores omnes et prodigia colligit, ut eorum 
designationem tantummodo ad futuri imperatoris wp.b't"tj,ta amplificandam pertinere con- 
tendendum est. 
..) Cf. insignem Ii'lTt{!-EjLY ubi brevissimae r.poTacH latissima jJ)jL<; adiungitur. 
I
 Ad dinosis praecursionem cadit etiam narratio quae in Ann. I 5 continetur.
		

/Magazyn_130_01_0304_0001.djvu

			288 


Atque nulla amplificationis construendae hac potior occasio scriptori visa 
est: (Ann. I 6) Prim um facinus novi principatus fuit Postumi Agrippae 
eaedes, quem ignarum inermumque quamvis firmatus animo eenturio aegre 
eonfeeit. Nonne enim ea re quod id primum facinus imperatoris fuisse 
cum vi scriptor exprimit, scelus iam atrocissimum videtur ? Quanto au- 
tem crudelius facinus apparet, si brevissima caedis mentio insignem di- 
nosis colorem spirat. Fortis centurio tam immane scelus statim ac cele- 
riter perpetrare non est ausus, unde gravissimum contrarium oritur. Tum 
ad morum Tiberii adumbrationem duae longiores au"(xp[aEtc; et dilucide 
pertinere et eius w[J/J't'"fj'tCl in obscurissima luce - ferissimus enim Tiberius 
comparatur cum nobilissimo Augusto et Germanico (Ann. I 10. I 33) - 
ponere videntur. Ut odium semel a legentibus in Tiberium conceptum 
in eorum ani mis augeatur novisque argumentis comprobetur, haec auctor 
de criminibus quae in duos equites imperator ille committere conatus est, 
non obscure disserit: (Ann. I 73) Haud pigebit referre in Fuianio et Ru- 
brio, modicis equitibus Romunis, praetemptatu eriminu, ut, quibus initiis, 
quanta Tiberii arte gravissimum exitium inrepserit, dein repressum sit, po- 
stremo arserit cunctaque eorripuerit, noseatur. Sed tum dem um evidentis- 
sima immanitatis Tiberii imago et amplificatio efficitur et nescio quam 
acre odium ei conciliatur, cum Tacitus non tantum, quomodo is Germa- 
nici consuetudine sit usus, disertis explanat, verum tamen res gestas et 
virtutes nobilissimi viri ita in maius extollit, ut quo maiore laude hic 
efferatur, eo graviore odio illum laborare sit manifestum. Atque primum 
exprimit Tacitus Tiberium id praecipue spectasse, ut Germanicum vita 
privare posset et id ambagibus fere missis explicat: (Ann. II 5) Ceterum 
Tiberio haud ingratum aecidit, turburi res Orierdis, ut ea specie Germa- 
nieum suet;s legionibus abstraheret novisque provinciis impositum dolo si- 
mul et casibus obiectaret. Qua in dupilci dinosis praemunitione coformanda, 
ut brevissime rem comprehendam, et calamitas Germanico impendens 
et futuri mali vel potius sceleris dicam auctor expresse designatur. Ti- 
berius Germanico Piso nem , pessimum turpissimumque virum addidit, ut...- 
rumor hic gravissimum momentum habet - oeeulta sua mandata perf- 
ceret (Ann. II 43). Plan ci na eiusdem Pisonis uxor alienissimum animum 
in Germanicum eiusque uxorem habuit, nam... ita Tiberium iussisse vel 
voluisse idem rumor serpsit (Ann. II 55). Atque Germanicus, cum iam 
non multum abesset, quin ultimum vitae spiritum ederet, in suprema ora- 
tione Pisonem de veneficiis tamquam in quaestione legitima 1) palam 
accusavit, sed brevi post dam cum uxore ultima verba fecit et... - qui 
rumor:!) gravissimi est momenti - tum factum esse, ut Tiberius huius 
sceleris insimularetur homines dicebant (Ann. II 72). Tum auctor rheto- 
rico modo exponens, quemadmodum ingens populus eximio luctu ac 
maerore confectus inde a Brundisio usque Romam funus Germanici co- 
mitatus sit, hanc de Tiberio mentionem quae insignem 5AEElVoAo"(tav se- 
qui tur expressioris dinosis construendae causa facit: (Ann. III 2) aberat 
quippe adulatio, gnaris omnibus luetam Tiberio Germanici mortem male 


1) CIarum est orationem insignes accusationis notas exhibere. 
2) Quibus tri bu s exemplis evidentissime comprobatur Tacitum rumores tam apto 
loco narrationibus inserere solitum esse, ut legentes, quippe qui iis vehementius commo- 
verentur, fere facere non possent, quin eos pro certa re haberent.
		

/Magazyn_130_01_0305_0001.djvu

			289 


dissim.ulari. Sed haec minora; porro enim Tacitus, postquam contendit 
se apud nullum rerum gestarum scriptorem causa m invenire potuisse, cur 
Antonia Germanici mater funus filii non esset comitata, hoc se de Ti- 
berio et Augusta suspicari ipse aperte opina tur : (Ann. III 3) Faei/ius 
erediderim Tiberio et Augustae, qui domo non exeedebant, eohibitam, ut par 
maeror et matris exemplo avia quoque et patrius atlineri viderentur. Ut iis 
verbis quid scriptor as..equi voluerit, res ipsa declarat, ita, cur funus 
Drusi quod Augustus magna cum pompa fecisset et ipse usque ad Tici- 
num profectus esset, in comparationem vocaverit Tiberiumque cum Druso 
composuerit in promptu est. Quae cum ita sint, nonne Germanicum a 
Tiberio taeterrime atque astutissime veneno necatum non solum perąua- 
sum habemus, immo vero Tacitum idem de ea re l), etsi suam rumoribus 
obtegat sententiam, cogitamus :!). Haec sunt fere quae de feritatis excel- 
lentium famosorumque hominum manifesta amplificatione animadvertere 
satis nunc habeo 3). 
Quoniam exemplis allatis satis mihi dilucide demonstrasse videor 
Tacitum et in rebus crudelibus et in mali s moribus describendis omni 
ope ac opera adnixum esse, ut rerum atrocium singulae res vel maxi me 
amplificarentur et expressis harum imaginibus oculis legentium inculcatis 
nescio quam vehemens 
;J
Oc; aut rJpr
 aut p.laoc; 4) apud eos excitaretur, 
nunc restat, ut omnes illas rationes vel m o d o s potius dicam quibus 
auctor ad dinosin efficiendam in narrationibus sit usus brevissime - nam 
res iam tractatas tantummodo repetimus - percenseamus. 
I m p e r a t o r e s, eorum a d i u t o r e s aliique h o m i n e s potentis- 
simi et famosissimi de quibus Tacitus in operibus sui s disserit, non so- 
lum ipsi immanibus sceleribus se astringunt, sed etiam ipsi tam crudeles 
sunt, ut omnia maleficia quae iis regnantibus aut vim tum habentes ad- 
mittuntur horum saevitiae auctoritati tribui videantur: in imperatoribus 
enim tanquam in cardine omnem rerum gestarum memoriam verti scrip- 
tor ipse aperte declarat (Ann. IV 33) et rebus crudelibus quas ii per- 
pertrarunt moribusque eorum cum dinosi depingendis tantum odium in 
eos struit, ut iam impedire non possit, quominus legentes alia quoque 
facinora, Iicet ea illi non commiserint, ex illis quasi profluxisse cogitent. 
Quod autem de singulis hominibus dixit, hoc et ad m i l i t u m e t v u l g i fe- 
ritatern exprimendam valet. Ut igitur hominum crudelitas rhetorice in 


1) Cf. etiam quae U. Wilamowitz u. F. Zucker 1. 1. hac de re disserunt. 
2) E numero mentionum quibus evidens feritatis Tiberii amplificatio continetur ali- 
quot dignae restant quae afferantur: atrox imperator tam vehementer mortem Vibii Se- 
reni optavit, ut, quamvis servi acerrima tormentorum vi adducti nihil professi essent, 
quod ei crimini dari posset, tamen post octo annos eiusdem falsi criminis eum accusaret 
(Ann. IV 29); Tiberius ita ferus fuit, ut incredibilem prorsus suam crudelitatem nisi vel 
uberrimo sanguine explere non posset (Ann. IV 39); d. praeterea Ann. VI 19 ubi gra- 
vis simum eorum qui partium Seiani fuerunt suppIicium hoc modo describitur, ut communis 
caedis quasi in acerbissima pugna perpetratae exhibeat nota s ; d. J. J. Hartmau l. l. p. 155. 
3) AHa exempla sunt: Ann. IV 3. 6. 7. 22 (de Seiano), ibd. XIV 2 de Agrippina, 
ibd. XIV 1. 67 de Nerone ; d. Ann. XIII 17 ubi Tacitus suae scribendi rationi sine ira 
piane obloquitur, nam in narrationem factum a Suetonio quoque praetermissum silentio 
dinosis causa includit. 
4) De 
H,!, non dico, nam primum misericordia affectibus dinosis propriis contraria 
est et deinde descriptiones insigniorem lAEEtvoAOria.v exhibentes raro apud Tacitum occur- 
runt et quae exstant maxima ex parte dinosis adminicula sunt. 


19
		

/Magazyn_130_01_0306_0001.djvu

			290 


maius tollatur, d u p l i c i scriptor utitur r a t i o n e, nam aut in s c e l e re 
alicuius a c c u r a t i u s e x p l i c a n d o lon g i u s ve r s a t u r et descrip- 
tionem ita ornat, ut o}p.fJt"tjC; hominis praecipue demonstretur, aut s e p a- 
r a t i m et id saepe i p s e d e i m m a n i t a t e alicuius d i s e r t e d i s- 
p u t a t, quo maius odium in eum excitetur 1). 
Tacitus r e s m a l a s e t a t r o c e s tragiee et rhetoriee describit, 
omnia quae aliquid dinosis exhibent eum uniuseuiusque indignatione et 
eriminatione colligit et rem verbis quam maxime ante oeulos ponit 2). At- 
que nihil ad rem facit, utrum obiter tantum - ut id primo obtutu videri 
potest - facinus quoddam crudele adumbrando perstringat, an longius 
in hoc expingendo versetur; utut enim res se habet, Tacitum in uno. 
quoque facto atroci exponendo tales res premere singulas contendendum 
est, quales praecipue ad facinus crudelius delineandum vim habere pos- 
sinŁ. Nam ut in pugnarum ita in om ni um rerum crudelium descriptionibus 
cum narrationes meras - ut ita dicere liceat - omnique ornatione orba- 
tas quibus nihil aliud nisi vera facti designatio contineatur, tum scripto- 
rem qui legentes solum modo docere velit, frustra queramus: - Tacitus 
enim omnes res malas atque atroces non (OC; OLołJ.all.WV sed wc; OELVOT:O!WV 
exponere in animum induxit. Quare primum facillime intellectu est, cur 
scriptori p u g n a s describenti s a e v i t i a m i l i t u m amplificanda fue- 
rit 3). Quare deinde non est obscurum, cur scriptor p u g n i s nocte 
commissis atrocissimarum c a e d i u m tamquam insignissimas n o t a s inu- 
rere studuerit: acerrima n o c t e tam ingens belli t u m u l t u s oritur, ut, 
quamvis creberrimi maximique c l a m o r e s edantur, milites c a e c i alii 
in alios r u a n t et plerumque se i n v i c e m trucident 4). Adde quod exi- 
mii c a d a v e r u m a c e r v i quibus campus obrutus est crudelitatem 
caedis amplificant u). Huc cadunt porro talia d i n o s i s e v i d e n t i a 
o r n a m e n t a, qualia sine ulla fe re totius narrationis (sed non desrip- 
tionis) detrimento piane removeri possunt 6). Huc tandem s e p a r a- 
t a e d i g r e s s i o n e s subiungendae sunt quas scriptor narrationibus 


l) Ut primus amplificandi modus ad 8 locum communem indignationis Ciceronianae 
aperte spectare vide tur, ita alter cum illo Aristotelis iudicio piane componi potest (A. 
rhet. I 14 p. 1374 b. 24). Primo dinosis construendae generi haec exempla subici possunt: 
ut Ann. I 48 (de Caecina), I 53 VI 19. 23-24 (de Tiberio), XIII 15-17 (de Nerone) e. a.; 
Hist. III 77, 4. 27, 13-28, 7 Ann. I 32 (de militum feritate) e. a.; Hist. III 81, 1 sq. 
(de militum et vulgi immanitate) e. a. Alteri autem generi haec su nt imprimis subiun- 
genda exempla: ut Hist. I 37, 7 sq. (de Galba), I 44, l. 47, 7 sq. (de Othone), II 64, 4 sq. 
70, 2 sq. (de Vitellio), Ann. I 6. 10. 33. 73 II 5. 43. 55. 71. 72 III 2 IV 2. 29. 39 (de Ti- 
berio), IV 3. 12 (de Seiano), XV 67 (de Nerone). 
2) Ut gravissimum praeceptum ad owor;n:w:ity pertinens (10 loc. comm.) Ciceronis 
verba exscribens repetam. 

) Milites certam cladem accepturi, licet numero pauciores acerrimo proelio cum 
ingenti hostium exercitu concurrunt, ut in Hist. II 42, 7 sq. III 28, 4 sq. Ann. IV 51. 
4) Ut e. gr. Hist. III 21, 12 sq. III 77, 4 sq. IV 29, 5 sq. V 22, 9 sq. 
,,) Ut e. gr. Hist. II 44, 2 sq. III 29, 12 sq. IV 20, 12 sq. 
6) Ut Hist. III 22, 13: nihil aminus aut manus ne oculi quidem... iuvabant (attamen 
nox plenissima fuit); ibd. IV 29, 8: nihil prodesse virtus, fors cuncta turbare et ignavorum 
saepe telis fortissi/Jli cadere (attamen nox fuit, qui s igitur id ads everare auderet 1); ibd. III 
22, 5: ordinem agminis disiecti per iram ac tenebras adseverare non ausim, quamquam alii 
tradiderant (tam atra igitur nox et mili tum saevitia fuit, ut nemo est, quin id contendat!): 
ibd. V 15, 4: vulnerati cum integris, periti nandi cum ignaris in muluam perniciem impli- 
cabanlur (omnes igitur perierunt!); d. etiam Hist. III 28, 7 IV 3D, 14 Y 22, 5 Alin. I 65.
		

/Magazyn_130_01_0307_0001.djvu

			291 


inserit t). Atque n!llla re impedimur, quominus eosdem dinosis certo s locos 
in narrationes quae sunt de o p p i d o r u m e x p u g n a t i o n i b li S et de 
eximiis calamitatibus transferamus. Primum enim fortuna capti oppidi eo 
crudeIior est, quo magis singulari i m m a n i t a t e a c s a e v i t i a m i l i- 
t e s qui in hoc i n s o l i t a s c e l e r a f a c i n o r a q u e p e r p e t r a n t 
et v u l g u s quod e o s saepe a d i u vat p r a e d i t i s u n t: victores 
c a e d i b u s et s t u p r i s sine uHa exceptione se astringunt, domos va- 
s t a n t, i n c e n d u n t, s e i n v i c e m necant, o m n ia p e r l a s e i v i a:m 
p o p u l a n t u r n e m i n i q u e p a r c u n t :!). C a l a m i t a t e s quidem ma- 
gnas ita Tacitus praecipue augere studet, ut et p l u r i m o s homines in 
eas i n c i d i s s'e et e a s l a t i s s i Ol e s e r p s i s s e ('1..cx&,,),ou est) expli- 
cet iI). In m o r t i b u s rhetorice adumbrandis olcx'tu;rwcrEw<:; p r a e c e p t a 
Tacitus sequitur 4): atque primum t i m o r e m ostendit, qnanto vel ipsi 
morituri ;;), vel qui tum adessent, perstricti sint U), aut i n t e r f e c t o r e s 
a r m a c o n c u t i e n t e s inducit, ut hac re legenti timorem incutiat 7). 
Quorsum deinde s a e v i t i a e i n t e r f e c t o r u m exaggeratio spectet, non 
est obscurum H). Post ut i n t e rf e c t o r e m q u i b u s m o d i s a l i q u e m 
v i t a p r i v a r epossit, cogitare et v a ri a atque adeo a t r o c i a c a e- 
d i s g e n e r a p e r s c r u t a r i lI), ita a l i q u e m m o r t e m s i b i c o n- 
s c i s c e n t e m lo c o s i n c o r p o r e dignissimos qui petantur, scite 
e l i g e re iubet 10). Tum u l t i m a m morientis vo c e m mirum quam di- 
ligenter semper commemorat 11). Quae res tam grave momentum habere 
Tacito videtur, ut eam prorsus omittere nullo velit modo 1:!). Restant, ut 
in unaquaque fere narratione, a p e r t a d i n o s i s a d d i t a m e n t a 13). 
Quod ad c o m p o s i t i o n e m descriptionum dinosi infectarum 
spectat, duo praecipue momenta quae gravissima appellentur digna sunt, 
nimi rum r e t a r d a t i o cui imprimis praeter gradationem illa a t r o c i- 
t a t i s p r a e m u n i t i o subiungenda est et s u b o c u los s u b i e c- 
t i o. Tacitus primum non aliter atque orator in prologo semper fere 
magnitudinem impendentis mali hoc modo designat, ut vel in narrationis 
fronte vel longe ante ipsam descriptionem talem rem collocat quae et 
ipsa instantem calamitatem amplificet et tantam vim habeat, ut legentes, 
Iicet ex ea futurae cladis aliquem imaginem ani mo fingere iam prius pos- 
sint, qualem tamen res exitum certe habitura sit, accuratius scire 


l) E. gr. Hist. III 25, 8 sq. (de filio qui patrem trucidat), Ann. I 65 (de horribili 
ostento Caecinae obiato), ibd. XIV 30 (de horrendis feminis Oruidisque Britannorum). 

) CI. e. gr. Hist. III 33, 1 sq. IV 1, 6 sq. III 83, 1. 83, 10 IY l, 13. 
3) Cf. e. gr. Ann. IV 62 XV 38 I 70 XV 13. 
4) CI. Theonem (II 108, 32 - 109 Sp.). 
';) Ut Vitellius (Hist. 84, 21 sq.), Sabinus (Ann. IV 70), Agrippina (Ann. XIV 8). 
I;) Cł. e. gr. Ann. VI 50 (de morte Tiberii), ibd. XII 47 (de morte Mithridatis), ibd. 
VI 19 (de supplicio participum Seiani coniurationis), ibd. XIII 16 (de morte Britannici). 
i) Ut Ann. II 31. XI 37 XIV 8. 
R) Hic addi debet; quod scriptor et in Claudii et in Britannici caede depingenda 
hominum feritatem qui hoc admiserunt scelus praecipue auget (Ann. XII 66. 67 XIII 15). 
9) Ann. XII 66. 67 XIII 15 XIV 3. 
lU) Ann. VI 9 XV 63 XIV 64 XI 37 Hist. II 49. 
11) Hist. I 41, 6 III 85, 4 Ann. II 71 IV 70 V 9 XV 63. 70 XVI 19 XIV 8 XYI 11. 
1
) E. gr. Hist. II 49, 7 Ann. 31 XV 69 XIII 16. 
la) Ut Ann. II 71 XIV 63 YI 33. 40. 19 XV 57 Hist. II 49, 5 sq. 


19.
		

/Magazyn_130_01_0308_0001.djvu

			292 


nequeant 1). Deinde res crlldcles ita auctor describit, ut eas tamquam sub 
legentium oculos subiciat et has eis expressas sed simul horribiles ima- 
gines mira cum celeritate demonstret, ut eae quasi atrocissimae fabulae 
in scaena agi vi dean tur 
). Praeter initium narrationis ubi saepissime di- 
nosis praemunitio continetur, fi n i s descriptionis est qui gravissimum 
pondus habeat. Tacitus enim non raro studet, ut insigne E1tt
ó)y'1jp.a quod 
brevius vel longius esse potest totam descriptionem claudat; et rectissime, 
nam tum demum retardationis vis maxi ma est auctoritate, cum ultimus 
ictus, ut ita dicere liceat, quo animus legentium feriatur efficacissimus est :I). 
Tacitus, quamquam in rebus crudelibus depingendis a p t i s s i m a 
ve r b a -I) optime li) eligit, singula tamen dinosis propria vocabula eximio 
studio arripit et repetere solet, ut seelus, eaedes, saevitia, exitium, atrox, 
ferox, aeer, saevus, foedus G) strages 7), .dirus, immensus, eunctus, omnis 1;). 
Quoniam b r e v i t a t e m et d i s s o l u t i o n e m summum caput ver- 
borum compositionis in descriptionibus rerum crudelium fuisse et Taci- 
tum mirum quantum brevitati studuisse res est notissima, satis idcirco 
habeo nihil amplius de ea re tractare 11). 
F i g u r a r u m quo vocabulo sensu latissimo hoc loco utor, prima 
aV'tl{}€'1l<; est quam Tacitus frequentissime usurpat; atque nulla fere de- 
scriptio in operibus eius - de calamitatibus cogito - exstat ubi non 
c o n t r a r i u m appareat: nam sive in pugnarum descriptionibus animum 
militum hostium pugnandi studio opponit, sive cum de morte alicuius 
disputat, interfectoris saevitiam cum miserrimae ęius victimae statu com- 
ponit tO). Praeterea g r a d a t i o saepius invenitur quae gravissimum re- 
tardationis adminiculum est: inde clarissime apparet, cur in unaquaque 


l) Praestantissimae dinosis praecursiones su nt e. gr. in Hist. II 41, 11 III 19, 1. 22, 
5 IV 29, SAnn. IV 50 I 64 Hist. V 22, 4 III 77, 4. 27, 10. 66, 1 I 40, 1 II 47, 1 III 
67, 3 Ann. II 54 VIII 16 Hist. I 6, 3. 50, 1. 84, 1 Ann. I 4. 5 VI 48. 
2) Ut Ann. XIV 8 et XI 37. 
3) Praestantissima lT.l	
			

/Magazyn_130_01_0309_0001.djvu

			293 


narratione longiore manifestos quosdam habeamus gradus describendi 
et calamitatis amplificandae, tamquam si ante ipsos oculos malum maius 
cresceret latiusque serperet l). Atque ut i n t e r r o g a t i o n e m omitta- 
mus 2 ), s u p e r l a t i o restat quae praecipue in adumbrationibus maximo- 
rum maloruln una cum illo M&łJAOD primas agit partes 3). 
Quae cum ita sint, quid sibi illa sine ira et studio scribendi ratio 
voluerit quantumque in rebus atrocibus depingendis valuerit et omnino 
in O;;WU)(J:3l adhibenda valere potuerit, iam non est obscurum. T a c i t u s 
q u i d e m, l i c e t e u m c o n c e d a m u s i n n a r r a t i o n i b u s e x p 0- 
nendis praecipue veritatem summo studio ten er e in 
a n i m u m i n d u x i s s e, c u m t a m e n e a s rhethoriee et tragiee O r n a r e 
c o n s t i t u i s s e t, f a c e r e n o n p o t u i t, q u i n i II i sine ira et studio 
s c r i b e n d i c o n d i c i o n i p l a ne f e r e o b l o q u e r e t u r 4), nam di- 
nosis colorem iram odium timorem ó) prae se ferentem huic aperte con- 
trarium esse e vestigio apparet. Cur autem Tacitus in narrationibus de- 
monstrandis se animum ab omni partium studio alienum habiturum esse 
in initio operum professus sit et cur sibi simul praeter alios colore di- 
nosis descriptiones fucandas esse intellexerit, hoc causae est, quod cum 
sibi benevolentiam ac fiduciam legentium conciliare tum atrocitatem mo- 
dice usurpatam tantam vim habere non ignoravit, ut et vehementissimos 
affectus excitare et simul sententiam scriptoris optime occultare posset. 
Ex quo efficitur, ut illa sine ira et studio conditio cum hac aiw OEWW'JEl 
ratione scribendi aliqua ex parte consentire queat. Num enim saepe ac- 
cidit, ut Tacitum ipsum indignantem et, quid de aliqua re sentiat, expli- 
cantem deprehendamus? Rarissime quidem ; quamquam saepissime con- 
tingit, ut Tacitum ipsum non aliter atque nos de aliqua re cogitare sen- 
tiamus - quo verbo consulto hic utor - et suspicemur. Et iuste: nam 
nos cum ex dinosis affectuumque huius auctoritate pendere, tum 7t'1.&WV vi 
et, id praecipue historica, ut ita dicam, quibus commoveamur, scriptoris 
iudicia metiri profitemur li). T a c i t u s n o n sine ira et studio, s e d 
cum OE!VWa;;l narrationes su as ex po nit. 


l) E. gr. Ann. XI 37 VI 50 XV 63 VII 66. 67 VI 62. 
2) E. gr. Hist. III 25, 15: "el unum militem quotam civilium armorum partem?" 
B) Ut e. gr. llist. III 77, 8 V 22, 4 III 83, 6 IV 20, 14 I 6, 7 Ann. IV 49 I 65. 

) Cf. praeterea ho rum virorum doctorum sententiam qui fidem Taciti historicam 
ratione atque modo et arte scribendi aliqua ex parte minutam esse in universum conten- 
dunt: C. Wachsmuth, Einleitung in das Studium der alten Geschichte, Lipsiae 1895 p. 681, 
G. Boissier, l. i., A. Spengel, Sitz. Ber. d. phi/o phi/ol. u. hist. Ki. Kgl. Bagr. Ak. d. 
Wiss. 1903 p. 3 sq., J. J. Hartman l. l. passim, Fr. Leo, Geschichte der lateinischen Litte' 
ratur, Berolini 1912 p. 467, M. Schanz, l. l. II 2 a p. 323-324, Teuffel- KrolI -Skutsch, 
Geschichte der romischen Literatur, Lipsiae-Berolini 1913 v. 111 6 p. 16, A. Rosenberg, Ein- 
leitung und Quellenkunde zur romischen Geschichte. Berolini 1921 p. 265, B. Niese- 
E. Hohl, Grundriss der romischen Geschichte fi , Monachii 1923 p. 278. 309 sq. Quorum 
universam sententiam me aliquatenus quantum videre possum hoc loco fulsisse gaudeo. 
fi) Cf. etiam P. Everts l. l. p. 88: "Praesertim vero curam hahet scriptor eorum 
quae ad excitandum metum vel misericordiam sunt idonea". 
6) CI. etiam J. J. Hartman l. l. p. 134: "...sive scribendi genus, quo semel uti coepit, 
eum impulit, ut semper obscurioribus uteretur coloribus semperqu tristiores legentibus 
proponeret tabulas, iQdulsisse cum pessima quaeąue credendi studio nemo iure infitiabitur".
		

/Magazyn_130_01_0310_0001.djvu

			MIECZYSŁA W SOŁTYS. 


VER SACRUM 


(Fragment z Misterjum ku czci św. Franciszka z Assyżu: Akt II, scena 1-3). 


SCENA 1. 


(Monte delia Vernia - koniec stromej ścieżki. Scena w 3 kondygnacjach. Na lewo 
na dole ścieżka stroma, w prawo wzniesienie, z eremem w kulisie, przechodzi w ska- 
listą czeluść, przez którą przerzucony jE:st pień buka z poręczą. W górze, na lewo celka 
św. Franciszka i widok na las i skały. Sw. Franciszek - oślarz - osieł. Zachód słońca). 


Oślarz. 
Dobrze, że to koniec drogi, 
Dalej już nie służą nogi 
I kłapouch ledwie żywy... 
A z tem źródłem - cud prawdziwy 
Co na modły Twe gorące 
Ze szczeliny szemrze skalnej. 
Zem nie skonał w dzień upalny, 
Dzięki Tobie... 
Powiedz proszę, czy to wszystko, 
Co lud prawi o miłości Twej 
dla chorych, 
O wylaniu Twem dla biednych, 
O pociesze Twej dla smutnych, 
Prawdą jest? 
Musić prawda - 
Widzę to na swym przykładzie 
Z mem omdleniem i tą wodą. 
(Poprawia uprząż osiołka - kładzie poufale rękę na ramieniu św. Franciszka). 
Więc i nadal zdwój staranie, ł 
Byś był godnym takiej sławy, I (bardzo dobitnie) 
Rada ma na pożegnanie. 
(Odpro.wadza osiołka w cień, sam wraca i nadstawia rękę po zapłatę. 
Sw. Franciszek płaci, potem kle,ka i całuje rękę oślarza).
		

/Magazyn_130_01_0311_0001.djvu

			Św. Franciszek. 
Dzięki, bracie, 
dzięki za naukę... 


Oślarz. 
Ojcze! gdyś przedemną na kolanach, 
ja na ziemi legnę krzyżem 
I Twe stopy ucałuję (całuje). 
To nagrodą za trud wszelki. 
. (Chowa pieniądze troskliwie w węzełek chusty i oddala się. 
Sw. Franciszek odchodzi przez kłodę w stronę swej celi, zamyślony). 


SCENA 2. 


(Ptaszki: kruk, sroka, wilga, słowik, ziemba, czarnogłówka etc...) 


Sroka: 


Cze, cze, cze, cze, cze, 
Przeczucie me 
Ziściło się, 
Kłapouszek brat 
Przywiózł gościa rad. 
Cze, cze, cze, cze, cze.... 
(ogląda się ostrożnie za każdym krokiem z przyzwyczajenia) 
Sideł ani ślad, 
Sieci ani ślad, 
Nie lękam się też, 
Bym w samotrzask wpadł, 
Kleszcza, kleszcza jabym zjadł 
tu, tu... 
(Św. Franciszek przechodzi scenę za mostem i niknie w lesie powoli). 


Slowik : 


Wilga: Pójdźcie co źywo! 
Co to za dziwo? (wskazując na św. Franciszka) 
Wróbel z ubioru, 
Tegoż koloru 
Kaptur na głowie, 
Tylko, że dobroć 
z oczu wygląda. 
Ziemba: Nie, nie, nie, nie, 
Nie wierzcie Mu, 
Nie wierzcie Mu, 
Ostrożność nie zawadzi... 
Kruk (kracze): Pra, pra, pra, pradziad mój 
Z pra, pra, pradziada swego 
Przekazał mi, co widział sam, 
Kra, kra, kra. 


295 


..j
		

/Magazyn_130_01_0312_0001.djvu

			296 


Wszyscy Oni dobrzy byli, 
Warce z nami w zgodzie żyli, 
Potem z nami się skłócili... 
Sroka: Bo przemądrym stał się on, 
Cze, cze, cze, cze, cze... 
Czarnogłówka: Ptasi rozum wyśmiewają... 
Zie...ba: Ja, ja, ja 
Myślę krótko, gdy potrzeba 
Czarnogłówka: Oni za to wymyślają, 
Przemyślają, obmyślają, 
jak wygubić ptasi ród. 
Wilga-: Mało tego; 
Nie pilnują dzióba swego. 
Sroka: jeden zabiłby drugiego 
Za to, że ma lepszy strój, 
lepszy głos. 
Znacie wszyscy głosik mój; 
Cze, cze, cze, cze, cze... 
Któż z was go zazdrości mnie? 
Czarnogłówka: Żeby żyć bez emulacji, 

łowikowi nie psuć nuty, 
Spiewam cały dzionek ja 
W księżycową noc "Luscinia". 
Kruk: Z pra, pra, pradziadów rozum mam, 
Widzę dobrze, co się święci. 
Kawki z miast donoszą mi, 
jak tam sprawy idą ludzkie, 
Męty tam u góry są, 
Perły muszą iść na dno... 
Sroka: Cze, cze, cze, cze... 
O perły zapytajcie mnie, 
Wyłowione z morza toni, 
Podłym one lśnią na skroni, 
Przez nie podli idą w cenie... 
Słowik: Śpiewam tu całą noc, 
Ku gwiazdom wznoszę głowę, 
Gwiazdom, Ojczyźnie mej... 
Ludzie ojca mi zabrali, 
By uświetnić stół godowy, 
Przedtem w klatce umieścili, 
Oba oczy wyłupili, 
Łeby śpiewał w dzień, 
Myśląc, że to noc. 
A gdy skarżył się na dolę, 
Oniemili przez swawol
...
		

/Magazyn_130_01_0313_0001.djvu

			297 


Wszyscy (z bólem): A! 
Ziemba: Nie, nie, nie, nie, 
Nie wierzcie mu, 
Ostrożność nie zawadzi! 


Ale podli słuszność mają, 
Szaty dobrych przywdziewają. 
A ten, ten, ten... 
Czy wierzyć mu? 
Sroka: Cze, cze, cze, cze, cze... 
W miastach źle... 
Do nas złe to nie przenika, 
Tutaj ptasia republika. 
Slowik : Kto śpiewa i serce wylewa, 
Dobrym musi być. 
Czarnoglówka: Zanurzył wzrok w nieba toni, 
Pieśnią dzwoni... 
Ku ojczyźnie wznosi się, 
Skąd Go tutaj zesłał Bóg, 
By pocieszył ptasi ród 
I przypomniał złoty wiek, 
Kiedy świętym był tu człek... 


Kruk (ironizuje): 


Ziemba: 


SCENA 3. 


(Św. Franciszek wyszedł z głębi lasu, przeszedł kładkę, na ramIeniU usiadły mu dwie 
synogarlice, inne ptaszki zleciały na ziemię; śpiewacy: kruk, sroka, wilga, ziemba, słowik 
czarnogłówka usunęły się i zajęły miejsca koło chaty zakonników). 


Św. Franciszek. 
O me ptaszęta, moi słodcy bracia! 
jakież wam dzięki za wasz śpiew rozgłośny. 
Wtem nowem miejscu jest to powitanie 
Dobrą mi wróżbą. Niechże to się stanie, 
Niechaj tu doznam łaski Twej, o Panie, 
I stąd ulecę w niebieskie mieszkanie. 
Lecz przedtem cierpieć pragnę, 
jak mój Pan na krzyżu... 
I wy ptaszęta, w których głosie dzisiaj 
Skarga mnie jakaś niema doleciała, 
Popatrzcie na mnie, jako pragnę krzyża. 
Wszak on mi moją ojczyznę przybliża... 
(tuli i głaszcze ptaszęta) 
ja wam wyjaśnię, co wasza pieśń mieści: 
Opiewam z wami to powietrze czyste, 
Gaj, co was chroni, pierze, CQ odziewa...
		

/Magazyn_130_01_0314_0001.djvu

			298 


Pomnijcie okazać swoją wdzięczność za to 
I wielbić Dobroć słodkiemi pieśniami... 
O jakbym pragnął, by i "Bracia Mniejsi" 
Do szarego wróbelka się upodobnili, 
Skrzydła modłów wokół roztoczyli, 
Po świecie całym z poprawą lecieli... 
Teraz na cześć Króla - zanućcie ze mną: 
Bądź błogosławion - bądź błogosławion, 
O Panie - w niebie nasz I 


(Słowik, czarnogłówka, wilga, ziemba, sroka, kruk - za sceną). 


Chór ptaszków (za sceną). 
Bądź błogosławion 
W niebie - nasz!
		

/Magazyn_130_01_0315_0001.djvu

			DR. MIECZYSŁAW TRETER. 


CHARAKTER SZTUKI POLSKIEJ. 


Od naj dawniejszych czasów krzyżowały się w Polsce dwa prądy; 
reprezentowały one z jednej strony sztukę pochodzenia romańskiego, 
o charakterze klasycznym, a z drugiej sztukę północną, pochodzenia 
anglo-saskiego i germańskiego, która na przełomie XVIIl i XIX wieku 
najdobitniejszy swój wyraz znalazła w romantyzmie. 
Antagonizm żywy obu kierunków trwa w Polsce po dziś dzień 
i działa fermentująco, a zarazem zapładniająco na dalszy rozwój artystyczny. 
Klasycyzm wiązał i wiąże zawsze polską sztukę z Zachodem, oraz 
z ojczyzną tego kierunku, z Południem; romantyzm natomiast umożliwił 
wypowiedzenie w sztuce odrębnej, indywidualnej treści, wzbogacenie 
ogólno-światowego skarbca sztuki własnym dorobkiem. 
Dzieła artystów polskich romantycznego kierunku noszą na sobie 
zazwyczaj wyraźne cechy indywidualne swych twórców. Wybitnie życiowa 
treść - jak stwierdza np. J. Mehoffer w swem studjum "Wczoraj i dzi- 
siaj w sztuce" (Sztuki Piękne, R. I) - wyraźnie podporządkowana indy- 
widualności artysty, stwarzającego na podstawie obranego motywu własną 
wizję, stanowi charakterystyczną cechę polskiej sztuki i sprawia, że dzieła 
typowe tej sztuki określają także i obcy, jako "pełne temperamentu". Ta 
właśnie cecha, ów rasowo odrębny w sztuce pierwiastek, daje Polakom 
tytuł do zajęcia osobnego miejsca w wielkiej, ogólno-światowej arty- 
stycznej rodzinie. 
Stwierdzono to już wielokrotnie, że w twórczości polskiej przeważa 
moment bezpośredniego oddziaływania życia na artystów. W sztuce tętni 
to życie silnie i dziełom polskim nadaje specyficzny charakter, który 
pozwala je za wsze łatwo odróżnić od produktów twórczości obcej. 
Zdaje się, że główną siłą polskiej sztuki, jako "eksplozji uczuciowej 
polskiego charakteru", jest rasowy temperament i spotęgowana uczu- 
ciowa pobudliwość, preponderancja niezależnej osobowości artysty nad 
wszelką skądkolwiek narzucaną tendencją, czy z góry powziętą zasadą 
i formułą. 
Klasycyzm polski, dawny i współczesny, zdobył się na szereg dzieł 
o wysokich walorach artystycznych, ale duszy polskiej w sposób szczery 
i bezpośredni wyrazić nie zdołał. Wzbogacił jeno swojski zasób form 
i środków artystycznych, dał niejednokrotnie wirtuozom polskim wdzięczne 
pole do popisu, pozwolił im nieraz stanąć w jednym szeregu z twór- 
cami zachodniej Europy.
		

/Magazyn_130_01_0316_0001.djvu

			300 


Klasycyzm zasadza się na kulcie czystej formy, jako takiej, na 
podporządkowaniu postulatom formalnej natury wszelkich innych arty- 
stycznych pierwiastków. 
Klasycyzm i romantyzm to nie określenia dwóch odrębnych stylów, 
ale dwu zasadniczo różnych od siebie dyspozycyj psychicznych, dwu 
odmiennych stanowisk wobec życia i nadewszystko wobec sztuki. 
Sigfried Giedion w dziele p. t. "Spatbarocker und Romantischer 
Klassizismus" stwierdza wyraźnie: Barok kończy się jednym klasycyzmem, 
romantyzm wyrasta z drugiego. 
Inny jest jednak punkt wyjścia, inna treść artystyczna klasyka 
i z ducha i z formy, a inne są one u twórcy romantycznego, który do 
klasycyzmu sięga jeno jak do arsenału po zasób pewnych środków, 
dla wypowiedzenia się, dla podkreślenia ekspresji najbardziej wewnętrz- 
nej swej istoty. 
Tu trzeba dotknąć kwestji różnicy, jaka zachodzi między duchem 
sztuki południa, romańskiej ojczyzny klasycyzmu, a duchem sztuki pół- 
nocy, germańskiej ojczyzny romantyzmu. W tem dopiero oświetleniu 
wytarte nieco i zbanalizowane terminy: klasycyzm i romantyzm, nabie- 
rają odpowiedniej głębszej treści. Co więcej, dziś, w powtórnej dobie 
modnego obecnie klasycyzmu, aktualizuje się kwest ja, na czem zasadza 
się artystyczny genjusz północy i czy to, co zasila sztukę południową, 
zdolne jest dostarczyć soków żywotnych sztuce narodów północnych? 
Dla sztuki polskiej zaś żywotnym niezmiernie jest dzisiaj problem, 
jaką dalej ma pójść drogą: czy utartym szlakiem słonecznego klasy- 
cyzmu, czy wąską i stromą ścieżką chmurnego romantyzmu? To znaczy: 
gdzie łatwiej odnajdzie polska twórczość istotę swej duszy i gdzie lepiej 
zdoła ją wypowiedzieć? 
Krótko zaś mówiąc: Czy sztuka polska, jakkolwiek jeszcze tak 
młoda, należy do Południa, czy raczej do Północy? 
Na pytanie to można znaleźć odpowiedź w dotychczasowym sztuki 
tej dorobku. . 
Cały ten dorobek zdaje się dostatecznie świadczyć o tern, że 
właśnie kierunek romantyczny, typowy dla sztuki Północy, umożliwia pol- 
skim artystom najlepiej znalezienie własnego wyrazu, wypowiedzenie treści 
odrębnej, nie tylko czysto indywidualnej, ale i duszy zbiorowej narodu. 
jest to teza, której dowiedzenie byłoby niezwykle wdzięcznem zadaniem. 
Prawdopodobnie stoimy w przededniu nowej artystycznej epoki. Kla- 
sycyzujący kierunek, idący z południowego zachodu, wypowiedział po- 
nownie ostatnie swoje słowo w postaci najrozmaitszych izmów, zasadza- 
jących się na kulcie czystej formy. Nowe światło przyjść tedy powinno 
z Północy i jedynie północna zorza szczerego sentymentu, bezpośredniej 
jego w sztuce ekspresji, zdolna jest rozświetlić obecne mroki, jak to 
uczyniła już sto lat temu, w dobie romantyzmu. 
Tylko to nowe światło ożywi napowrót wyjałowioną doszczętnie 
sztukę współczesnej Europy i wniesie w nią nowego ducha i treść nową. 
La lumiere doit nous venir aujourd' hui du Nord, pisał ongiś Voltaire do 
Katarzyny II. Słowa te stały się dzisiaj znów hasłem niezmiernie aktualnem.
		

/Magazyn_130_01_0317_0001.djvu

			IGNACY WIENIEWSKI. 


PSEUDO-HOMERA 
BÓj ŻABIOMYSI 


(BA TRACHOMYOMACHlA). 
Przekład. 


Od tłumacza: 
Byłoby rzeczą zbyteczną wykazywać tu znaczeme historyczno- 
literackie "Batrachomyomachii", tego poematu, który nie tylko zrodził 
utwory parodystyczne czy heroikomiczne w rodzaju naszej "Myszeidy", 
ale był także prototypem całej wogóle literatury "zwierzęcej", począwszy 
od Ezopa i Fedra, poprzez "Bajki" Lafontaine'a i "Lisa Reineckego", 
a skończywszy na Rostandowskim "Chanteclerze", "Zewie krwi" Lon- 
dona, czy "Godach życia" Dygasińskiego i "Buncie" Wł. Reymonta. 
Oczywiście mowa tu raczej o genezie całego rodzaju literackiego, niż 
o wpływie "Batrachomyomachii" na poszczególne utwory. 
W Polsce poemat Pseudo-Homerowy, którego autor jest nam nie- 
znany (to pewna, że nie był nim twórca "Iljady" czy "Odysseji"), tłu- 
maczył już w XVI wieku Paweł Zaborowski (1588). Po tej archaicznej 
próbie spolszczył go dopiero w dwa wieki później nieudolny tłumacz 
Homera, jacek Idzi Przybylski (1789). Gładszą, lecz niewierną była para- 
fraza B. Kicińskiego (1813). Natomiast wierny przekład Romana Palm- 
steina (1883 - w Sprawozdaniu Gimn. III we Lwowie) dokonany został 
bez smaku artystycznego. Warto zwrócić 'uwagę, że zarówno w przekła- 
dach, jak w podręcznikach historji literatury, polski tytuł "Batrachomyo- 
machii" brzmiał tradycyjnie "Zabomysza wojna", co było błędem nie 
tylko gramatycznym, ale i znaczeniowym. 
W wersji mojej starałem się połączyć wierność treściową i formalną 
(heksametr) z wiernością w stosunku do charakteru poematu. Niema 
w "Batrachomyomachii" natchnionej poezji, podziwianej np. w niektórych 
komedjach Aristofanesa; humor jej jest czysto mózgowy, polegający np. 
na wymyślaniu śmiesznych imion żab i myszy. Przekład bardziej poe- 
tyczny, niż oryginał, byłby więc niewierny. 
Główną trudność przedstawia dla tłumacza sam tekst, dochowany 
w' tak złym stanie, jak mało który utwór starożytny. Niektóre part je, np. 
opis bitwy, są tak zrujnowane, że o ich zupełnej rekonstrukcji nawet 
marzyć nie można. Posługiwałem się przeważnie cennem wydaniem A. 
Ludwicha (Lipsk 1896), jednak od ustalonego przezeń tekstu musiałem 
odstępować, ilekroć uczony ten w dążeniu do odtworzenia oryginału 
puszczał zbytnio wodze wyobraźni.
		

/Magazyn_130_01_0318_0001.djvu

			302 


BÓj ŻABIOMYSI. 


Pieśń mą zaczynam błaganiem, by Muz pląsający korowód 
Zszedł z Helikonu wierzchołków i serce moje nawiedził. 
już na kolanach mych leżą tabliczki: więc modły zanoszę, 
By straszliwy ów bój, zawierucha bitewna, Aresa 
Dzieło krwawe przenikło do uszu wszystkich śmiertelnych. 
jak się to stało, że w walce z żabami ród mysi dokonał 
Czynów tak świetnych, jak ongi synowie Ziemi, Giganci? 
Oto, co mówi wieść ludzka o waśni onej początku: 
Razu jednego mysz pewna, umknąwszy groźnej łasicy, 
W stawie pobliskim, trawiona pragnieniem, swój pyszczek łakomy 
W wodę wnurzyła z rozkoszą, napojem miłym się sycąc. 
Tam ją żaba, bagienna gaduła, ujrzała i rzecze: 
"Coś, przybyszu, jest zacz? Skąd przychodzisz na brzeg tego stawu? 
Kto cię zrodził? Mów prawdę mi szczerą i zmyślać nie próbuj. 
jeśli zobaczę, żeś godzien przyjaźni, powiodę cię w dom mój 
I gościńcami, cennemi darami, obsypięć bez miary. 
jam jest król Odmigęba, co czci zażywam powszechnej 
W stawie tym, żab społeczności panując zawsze i stale. 
Ojcem był mi Błotorad, co zrodził mnie ongi z Wodnicy, 
Nad Eridanu falami w miłosnym z nią ległszy uścisku. 
Ale i tyś, widzę, piękny i silny, przedniejszy od innych: 
Berłowładnym panem być musisz i dzielnym rycerzem. 
Nuże więc, powiedz mi prędzej, z jakiego rodu pochodzisz". 
W odpowiedzi Kąskołap do Odmigęby tak rzecze: 
"jakto, więc pytasz o ród mój? Wszak dobrze on znany jest wszystkim 
Ludziom śmiertelnym i bogom wieczystym i ptakom niebieskim. 
Zwę się Kąskołap a ojcem mi jest wielkoduszny Gryzichleb, 
Młynoliza zaś matką, co król ją zrodził Szynkodrap. 
W chacie powiła mnie, jadłem wybornem karmiła obficie, 
Orzechami, figami i wszelakierni przysmaki. 
jakżebym mógł być twym druhem? Wszak różne są nasze natury: 
Ty pożywienie masz w wodzie, zaś ja zwykłem to gryźć, co człowiek. 
Nie przepuszczę niczemu: tu w krągłych koszykach pieczywko 
Z przedniej mąki a pulchne, tam placek serowy z sezamem, 1) 
Owdzie płat szynki, to znów przyrządzona na biało wątróbka, 
Ser świeży z mleka czy piernik wyborny (i bogów to przysmak), 
Słowem - co tylko na ucztach podają ludziom kucharze, 
Rozlicznemi przyprawy ubrawszy dania w naczyniach. 


]) Sezam: roślina wschodnia, z której nasion wytłacza się słodki olej, używany przez 
starożytnych do potraw. Dzisiaj jeszcze wyrabia się z nasion sezamu rodzaj chałwy.
		

/Magazyn_130_01_0319_0001.djvu

			303 


[Nie unikałem ja nigdy straszliwej wrzawy wojennej, l) 
Ale prostom szedł w bój, w walczących pierwsze szeregi. 
Nie znam trwogi przed ludźmi, choć wielkie cielska dźwigają: 
Nieraz wślizgnąwszy się w łóżko, w koniuszek palca lub w piętę 
Człeka ugryzę, że słodki sen nań spłynąć nie może, 
Ni się uśmierzyć chce ból, jak długo kąsam biedaka. 
jednak boję się srodze i na kraj światabym uciekł 
Przed wrogami, co życie mi trują: jastrzębiem, łasicą 
Oraz łapką bolesną, gdzie śmierć zdradliwie się czai; 
Zwłaszcza łasicy się lękam, co jest z tych trzech n3.jgroźniejsza: 
Zaszyj się w mysią dziurę - i w dziurze cię ona wyszpera.] 
Ja się nie żywię rzodkiewką, kapustą czy też dyniami, 
Nie jem czosnku młodego ani nie gryzę pietruszki; 
Wszystko to wasze specjały, którzy mieszkacie w kałużach". 
Na te słowa z uśmiechem odrzecze król Odmigęba: 
"Zbytnio cię wzbija w pychę twój brzuch, przybyszu. Wszak u nas 
Również niemało jest dziwów zarówno na ziemi, jak w stawie; 
Bowiem dwoistą naturą obdarzył żaby Kronida : 
Mogą skakać po ziemi i w wodzie skrywać swe ciało; 
Oba żywioły są nasze i w obu mamy domostwa. 
jeśli je pragniesz zobaczyć i. poznać, to nic łatwiejszego: 
Wleź mi na plecy a trzymaj się mocno i nie zleć mi czasem, 
Byś szczęśliwie, ochotnie zawitał do domu mojego". 
Tak powiedział i grzbietu nadstawił, a tamten wraz wsiadł nań, 
Łapek łagodnym oplotem za jędrną objąwszy go szyję. 
Nie tak skoro niósł słodkie miłości brzemię na grzbiecie
) 
Byk, gdy płynął z Europą przez morskie odmęty na Kretę, 
Jak ta żaba, co mysz wiodła w dom swój, na plecy ją wziąwszy, 
Płynąc zaś, rozczapierzała swe żółte członki w wód jaśni. 
Cieszył się zrazu Kąskołap, gdy widział w pobliżu przystanie, 
Na Odmigębie żeglując wesoło. Skoro aliści 
Nurt otoczył go groźny, zapłakał rzewnie nieborak, 
Darmo szaleństwo jął sobie wyrzucać a włosy wyrywać; 
Nogi skurczył, do brzucha je cisnąc, a serce mu w piersiach 
Biło okrutnie: do ziemi, do brzegu przybić już pragnął: 
Teraz zaś jęczał żałośnie, zmrożony lękiem i trwogą. 
Ogon spuścił do wody, prowadząc go nakształ wiosła, 
I do bogów jął modły zanosić, by wnet wylądował. 


I) Ujęte w nawias wiersze winny być niewątpliwie z tego miejsca usunięte, albo- 
wiem 1) brak ich w lepszych rękopisach; 2) poruszają zupełnie odmienną kwestję; 3) nie 
łączą się zadowalająco z wierszami poprzednie mi i następnemi; 4) odpowiedź żaby nie 
uwględnia poruszonego w nich tematu. Niewiadomo, czy wiersze te są zwykłym wtrętem 
późniejszego interpolatora, czy też znajdowały się pierwotnie w innej części ..Batracho- 
myomachii" a przypadek przeniósł je na to miejsce, przyczem tekst ich ucierpiał, czy 
wreszcie pochodzą z innego poematu. 

) Wiersz ten rozpoczyna szereg kilkunastu wierszy, które są przekazane w ręko- 
pisach w widocznie mylnym porządku. Przyjąłem częściowo porządek, ustalony przez A. 
Ludwi..ha w jego wydaniu ..Batrachomyomachii".
		

/Magazyn_130_01_0320_0001.djvu

			304 


Nagle ujrzeli obydwaj ze zgrozą okropne zjawisko: 
Wąż! - wynurzył szyję, co prosto nad stawem sterczała! 
Nura dał Odmigęba, gdy zoczył go; wcale nie zważał, 
Le towarzysza swojego na pastwę zguby zostawia; 
W stawu zagłębił się tonie i czarnej śmierci uniknął. 
Opuszczona zaś mysz równocześnie nawznak wpadła w wodę, 
Łapki kurcząc ze strachu i piszcząc w śmiertelnej godzinie: 
Pójdzie pod wodę, to znów, przebierając łapkami, wypłynie; 
Lecz przeznaczenia zgubnego nie sposób było uniknąć: 
Sierść, przepojona wilgocią, ciągnęła na dno mysz biedną. 
Ginąc tedy wśród fal, w te słowa przemówił Kąskołap: 
"Nie ukryjesz podstępnie swej zbrodni, zły Odmigębo, 
Któryś mię strącił z grzbietu, niby rozbitka ze skały. 
Podły zdrajco, nie byłbyś na suchej pokonał mię ziemi 
Ani w zapasach ni w walce na pięści ni w biegu; tyś wolał 
Zwieść mię, by wrzucić do wody; lecz czuwa bóg - sędzia surowy: 
Karę poniesiesz od mysich zastępów i zguby nie ujdziesz". 
Tak powiedział i w stawu odmętach wraz ducha wyzionął. 
Zoczył go jednak Miskoliż, siedzący na miękkiem wybrzeżu. 
Smierć przyjaciela ujrzawszy, wśród jęków boleści okrutnej 
Puścił się pędem, by myszom obwieścić żałobną wiadomość. 
Gdy usłyszały, co zaszło, straszliwy gniew je ogarnął; 
Każą tedy heroldom wiec zwołać o świcie do domu 
Gryzichleba, którego syn, nieszczęsny Kąskołap, 
Płynął umarły po stawie nawznak, i to nie przy wybrzeżu, 
Ale na pełnych wodach trup nieboraka się błąkał. 
Kiedy więc śpiesznie przybyli o wschodzie słońca, Gryzichleb 
Pierwszy wstał, rozżalony o syna, i te wyrzekł słowa: 
"O przyjaciele, choć na mnie jednego spadł cios ten straszliwy, 
Dzieło żab, to przecie na wszystkich was przyszedł czas próby. 
Teraz jam godzien litości, bo trzech już synów straciłem: 
Pierwszy zginął w drapieżnych pazurach przeklętej łasicy, 
Która u mysiej go dziury samego wylotu chwyciła. 
Drugi, nieszczęsny, zawdzięcza swą zgubę złym ludziom bez serca, 
Co go zgładzili fortelem, nieznanym dotychczas: przynętą 
Z drzewa, co łapką się zowie a myszom niesie zagładę. 
Trzecie zaś dziecko, moje i matki troskliwej kochanie, 
Oto mi król Odmigęba na głębię zawiódłszy, utopił... 
Nuże, zbroje' wkładajcie ozdobne i dalej - na wroga!" 
Tak przemówił i myszy zachęcił: poczęły się zbroić; 
Ares, wojny zażegacz, obudził w nich srogą ochotę. 
Najpierw nagolennice włożyły: napół rozłupawszy 
Bobu ziarnka zielone, okryły niemi golenie 
(Bób taki nocą gromadzą, ażeby nie brakło im jadła). 
Wszystkie miały pancerze ze skórek, zdartych z łasiczek: 
Na źdźbłach słomy rozpiąwszy te skóry, naszyły je zmyślnie. 
Lampki wypukłość środkowa służyła za tarcz. jako włócznia 
Długa szpilka sterczała, spiżowa 'broń Aresowa. 
Hełm z łupiny orzecha okrywał skronie rycerzy.
		

/Magazyn_130_01_0321_0001.djvu

			o 


305 


. Tak tedy myszy stanęły pod bronią. Gdy je zoczyły 
Zaby, z odmętu się wód wynurzyły i w jedno się miejsce 
Wraz udały na wiec, by o wojnie radzić złowrogiej. 
Skoro głowiły się, co to za wrzawa i skąd ta ruchawka, 
Zjawił się herold z berłem, Drążyser, syn Garkoskrobka 
Wielkopusznego ; okrutny zew wojny przynosząc, tak rzecze: 
"Zaby, myszy mnie tu wyprawiły w groźnem poselstwie, 
I;łym was wezwał pod broń; - do boju szykować się macie! 
Smierć Kąskołapa widziały, którego wasz król, Odmigęba, 
Przywiódł do zguby w głębinach. Więc nuże, stawajcie do walki, 
Jeśli jeszcze wśród żab rycerze przedni się znajdą!" 
Tak oświadczył Drążyser ; zaś żaby waleczne struchlały, 
Słysząc mysie orędzie, i jęły szemrać na króla. 
Wówczas król Odmigęba, powstawszy, tak począł mówić: 
. "O przyjaciele, nie ja uśmierciłem tę mysz; ni jej zgonu 
Swiadkiem nawet nie byłem. Zapewne igrając nad stawem, 
Chciała nas naśladować i pływać, jak my: utonęła. 
I oto teraz ci podli oszczerce to na mnie zwalają. 
Dalej więc, radźmy, co czynić, by myszy zdradliwe w pień wyciąć. 
Oto jest moja rada, która mi zda się najlepszą: 
Zbroję bitewną przywdziejmy i stańmy wszyscy pospołu 
Na wyniosłości nad stawem, gdzie brzeg jest stromem urwiskiem. 
Skoro ich wojsko wypadnie i ruszy na nas do szturmu, 
Wówczas każdego, kto tylko się zbliży, za szyszak ułapi m 
I do stawu prościutko strącimy ich wraz z Drążyserem. 
Tak wytopimy ich wojsko, co pływać nie umie, i wzniesiem 
Pomnik zwycięstwa radośnie, by świadczył o mysiej zagładzie". 
. Tak przemówił i żaby zachęcił: poczęły się zbroić. 
Slazu listkami okryły golenie, na piersiach zaś każdej 
Pancerz z boćwiny zielenił się; z liści kapusty puklerze 
Wykroiły misternie; w prawicach - długie oszczepy 
Z trzciny kończastej; na głowach - szyszaki z ślimaczych skorupek. 
Tak uzbrojone stanęły na stawu wybrzeżu wysokiem, 
Potrząsając włóczniami i płonąc wojenną ochotą. 
Zeus zaś, bogów zwoławszy w niebiosach, usianych gwiazdami, 
Wojska pokazał im tłum, szeregi chrobrych rycerzy 
Mnogich i rosłych; a każdy z nich długą dźwigał kopiję: 
Tak Centaurów zastępy albo Gigantów kroczyły. 
Zeus tedy spytał z uśmiechem, kto z bogów żaby chce wesprzeć, 
Kto zaś myszy, gdy będą w opałach. I rzekł do Ateny: 
"Córko moja, ty myszom niechybnie pośpieszysz na pomoc, 
Im, co tak lubią harcować po twojej świątyni gromadnie, 
Dokąd je zwabia woń palonego tłuszczu i jadło". 
Tak powiedział Kronida a Pallas odrzecze w te słowa: 
" Wcale ja, ojcze, nie myślę ratować, gdy będzie w opałach, 
Rodu mysiego, gdyż moc wyrządził mi złego: wszak on to 
Zawsze niszczy mi wieńce i z lamp oliwę wypija. 
Lecz oto czem mi najbardziej dojadły te myszy bezecne: 
Szatę pogryzły mi, com ją z cieniuchnej osnowy utkała: 



o
		

/Magazyn_130_01_0322_0001.djvu

			306 


Wpadłam w-szpony lichwiarzy, bo krawiec-łatacz nalegał, 
Chcąc pieniądze swe ściągnąć; więc gniewem zawrzało me serce; 
Bowiem już na przędziwo dług zaciągnęłam a teraz 
Nie mam na spłatę i procent mię gnębi: to cios dla bogini! - 
Z drugiej strony i żabom nie zechcę użyczyć pomocy. 
Bo wartogłowy to straszne: niedawno - pamiętam - wracałam 
Z wojny strudzona, więc chciałam pokrzepić się snem; ale one 
Tak hałaśliwie skrzeczały, że oka zmrużyć nie mogłam: 
Z bólem głowy leżałam bezsennie, aż kury zapiały. 
Niech was zatem, bogowie, nie zbiera ochota ich wesprzeć, 
Byście snać ran nie odnieśli od ostrzy włóczni kończastych: 
Toć w szale bitwy, zuchwalce, przed bogiem się nawet nie cofną. 
Przeto patrzmy się z nieba i miejmy z ich boju zabawę". 
Tak powiedziała Atena a wszyscy za radą jej poszli: 
W jednem miejscu pospołu zebrali się tłumnie bogowie. 
Właśnie komary na surmach olbrzymich pobudkę wojenną, 
Dmąc w nie potężnie, zagrały; zaś z nieba pioruny zagrzmiały, 
Hasło do wojny złowrogiej, przez Zeusa dane Kronidę. 
Starł się najpierw Skrzeczysław z Lizentym, co w pierwszym stał 
W brzuch go włócznią ugodził i pchnął ją aż w samą wątrobę. [rzędzie, 
Runął Lizenty z łoskotem i pyłem zbrukał włos miękki, 
Zbroja zaś na nim w upadku głuchym ozwała się chrzęstem. 
Potem jamolub wymierzył oszczepu grot potężnego 
W Błotomiła i wbił mu go w pierś i zwalił na ziemię; 
Tego zaś czarna śmierć ogarnęła i ducha wyzionął. 
Poległ także Buracjusz, gdyż w serce go żgnął Garkoskrobek. 
W brzuch Rechocjana ugodził Łuszczybochenek a tamten 
Piersią uderzył o ziem i duch uleciał mu z członków. 
jęknął boleśnie Rzepacy i ostrze dzidy trzcinowej 
'\fi miękki pchnął kark jamoluba ; a ten padł martwy natychmiast. 
Qw zaś dzidę wyszarpnął mu z ciała. Skoro znów zoczył, 
Ze Qryzikorzeń ucieka, na brzeg wpadł za nim wyniosły - 
I nawet w stawie, wśród wód, nie poniechał go: włócznią nań cisnął. 
Padł Gryzikorzeń bez życia nawznak, w jelita ugodzon 
Tłuste, i krwią purpurową zabarwił wodne odmęty; 
Wnet go fala na brzeg wyrzuciła. Tymczasem opodal 
Zgnął Drążysera oszczepem Radostaw i ściągnął zeń zbroję. 
Szperkopasa ujrzawszy, okrutnie się strwożył Szuwary, 
Skoczył skwapliwie do stawu i tarczę porzucił w ucieczce. 
już Ryjedziurę zabija Bagnoid, rycerz bez skazy; < 
Król Liżysadło zaś pada, przez Wodomiła rażony 
W czoło kamieniem - i oto mózg nieszczęśnika wycieka 
Nosem a ziemia dokoła posoką jego zbroczona. 
Cnego Bagnolda znów życia pozbawił bohater Miskoliż : 
Dzidą weń cisnął a temu wraz mrok otulił powieki. 
Lecz zabójcę zoczywszy, za nogę go powlókł Szczypioryn 
Aż do stawu, ułapił za szyję, udusił, utopił. 
Stanął Liżylamp w obronie zwłok druha i pchnął Szczypioryna 
W brzuch oszczepem aż w samą wątrobę; a ten mu przed stopy 


\ 
,
		

/Magazyn_130_01_0323_0001.djvu

			307 


Runął na ziemię, zaś duch w krainę Hadesu uleciał. 
Na ten widok Kapuściej na Liżylampa się porwał, 
Grudą błota uderzył go w czoło i prawie oślepił. 
Gniewem tamten zapałał straszliwym; więc w tęgą prawicę 
Głaz chwyciwszy potężny a ciężki, co ziemię przygniatał, 
W nogę wroga ugodził i prawą goleń mu strzaskał: 
Padł Kapuściej nawznak i w pyle legł, pokonany. 
Zemsty zapragnął Skrzeczecha i ruszył przeciw zwycięscy; 
Dzidą się nań zamierzywszy trzcinową, w sam brzuch go utrafił 
I pogrążył ją wgłąb; a kiedy krzepkiem ramieniem 
Włócznię z ciała wydzierał, wraz z nią i jelita wyszarpnął. 
Druha zgon jamokryjek z nad brzegu rzeki zobaczył 
I znękany na duchu jął z boju się cofać, kulejąc, - 
Wreszcie do rowu skoczył, by lutej śmierci uniknąć. 
już i król Odmigęba otrzymał cios w koniec stopy 1) 
I na ziemię padł nawpół żywy: poraził go oto 
Cny Gryzichleb i rzucił się nań, by dobić rannego; 
Szczypiór wszelako, gdy ujrzał, że jego król ledwie dyszy, 
Przez szeregi się przedarł i cisnął oszczep na wroga; 
Lecz Gryzichleba tarczy nie przebił: utkwiło w niej ostrze. 
Także szyszaka zacnego, o czterech kitach, nie zdołał 
Strzaskać boski Majeran, idący w ślady Aresa, 
On, najmężniejszy wśród żab, jedyny prawdziwy bohater. 
Runął nań tłum nieprzyjaciół; więc nie mógł pola dotrzymać 
Tylu potężnym herosom i skrył się w stawu głębinach. 
Był pośród myszy młodzianek, waleczny jak nikt, Łapikruszek; 
Zrodził go Skrobert, przemyślny węszychleb, wojownik bez skazy. 
Ten, porzucając plac bitwy, polecił walczyć synowi. 
Młody więc groźby jął miotać, że w pień wytraci ród żabi; 
Zaczem orzech rozłupał na pół i w puste łupiny 
Włożył oba kułaki, do boju na pięści się zbrojąc. 
t;.. gdy się zbliżał do wrogów, wojenną gorzejąc ochotą, 
Zaby w strachu okrutnym do stawu zemknęły pospołu. 
Byłby też groźbę swą spełnił, bo srogą w ramieniu miał siłę, 
Gdyby wszystkiego nie widział śmiertelnych rodzic i bogów. 
I ulitował się Zeus i zbawił żaby od zguby. 
Głową boską potrząsnął i w te odezwał się słowa: 
"Nieba, straszną to rzecz oglądają me oczy! Niemałą 
Ten Łapikruszek mnie grozą przejmuje, bo oto u stawu 
Odwet bierze zbójecki i mści się na żabach nieszczęsnych. 
Dalej więc, niechaj tam mknie wojownicza Pallas lub Ares, 
Niech go odciągną od walki, choć tęgi i chrobry to rycerz". 
Tak powiedzial Kronida a Ares mu na to odrzecze: 
"Ani Ateny moc ani moja, Kronido, nie starczy, 
By oddalić od żab okrutną zagładę; lecz ra7.em 
Wszyscy im śpieszmy na pomoc. Albo też raczej twój pocisk, 


J) Ten i 'parę następnych wierszy należą do najbardziei zepsutych partyj tekstu 
i o jakiejkolwiek rekonstrukcji oryginału nie może być mowy. 


20.
		

/Magazyn_130_01_0324_0001.djvu

			308 


Którym już raz wygubiłeś najsroższych z twych wrogów, Tytanów, 
Ciśnij, Zeusie, na myszy: dosiężesz, co najdzielniejsze. 
Tak-eś to ongi poraził na śmierć Kapaneusa strasznego, 
Tak Enkelada olbrzyma i dzikie rzesze Gigantów". 
Skończył Ares a Zeus pochwycił piorun ognisty. 
Najpierw gromem zahuczał, aż wielki zatrząsł się Olimp, 
Potem zaś rzucił piorun z zamachem; - i wypadł straszliwy 
Pocisk z prawicy mocarza. Zadrżały wojska obydwa. 
Ale i tak nie spoczęły zawziętych myszy zastępy: 
jeszcze mocniej tuszyły, że zniszczą rycerskie żab plemię. 
jednak z wyżyn Olimpu zmiłował się Zeus nad żabami: 
Oto w godzinie zagłady corychlej odsiecz im posłał. 
Więc zjawili się nagle ci zbawcy: na grzbietach szerokich 
Pancerz błyskał a skóra ich była, jak twarda skorupa; 
Zbrojni w krzywe nożyce, w sterczące macki, szczerzyli 
Pyski w kształcie obcęgów; na ośmiu koślawych odnóżach 

kośnym szły krokiem te stwory kościste, a z głów zezowate 
Slepia sterczały złowrogo. Słowem - były to raki. 
One więc myszom zaczęły ciąć nogi, ogony i ręce, 
Nie przepuszczały też włóczniom, lecz gięły je. Biedne zaś myszy 
Trwoga zdjęła i pola dotrzymać nie mogły: uciekły. 
Właśnie szedł wieczór i wraz jednodniowa skończyła się wojna.
		

/Magazyn_130_01_0325_0001.djvu

			DR. 
 NTON I IAKU !3
KI. 


Z JAKICH ELEMENTÓW REKRUTOWAŁA SIĘ CYWILNA CZĘŚĆ ZAŁOGI 
OBRONY LWOWA? 1) 
(Urywek z monografji: "Walki listopadowe we Lwowie w świetle krytyki"). 


Przez rozważenie pytania, w tytule umieszczonego, dojdziemy do ści- 
ślejszego określenia, jaki był czynny współudział społeczeństwa lwowskiego 
w akcji oswobodzenia. Oczywiście w tej części nie będę poruszać spraw 
związanych z organizacją władz cywilnych dawnych i nowo utworzonych 
w polskim i ruskim Lwowie, ani też ich stosunku do akcji bojowej na terenie 
Lwowa, ani w szczególności ich stosunku do naczelnej komendy. Tutaj 
chcę jedynie ograniczyć się do stwierdzenia, jakim grupom społecznym 
przypada świetlana rola obrońcy. Rzecz to opiewana w bogatej literatu- 
rze, pełnej podziwu i uwielbienia dla cywilnych bohaterów, dla młodo- 
cianych Orląt i Orlic, a przecież bodajże najmniej krytycznie opracowana 
ze wszystkich opinij, jakie w tym czasie tak masowo wybujały na temat 
tego wielkiego porywu. 
Podzieliłbym całą tę grupę ludności lwowskiej, która czynny wzięła 
udział w akcie obrony, na świat urzędniczy, ogólniej inteligencję; mło- 
dzież uniwersytecką, uczniów szkół średnich, wydziałowych i zawodo- 
wych, kolejarzy, robotników, wreszcie to coś specyficznie lwowskiego, 
ów pogardzany motłoch uliczny, owych słynnych "baciarzy". Należałoby 
tu wreszcie zaliczyć i ludność niektórych gmin podmiejskich. 
Ewidencji obrońców Lwowa, jak wiadomo, niema. To, co dowództwo 
brygady lwowskiej kazało zarządzić w formie szczegółowych spisów, 
gdzie w szeregu rubryk ujęto sprawy ewidencyjne, to wszystko - rzecz 
nie do wiary - dzięki złośliwości czy też tępocie ludzkiej, jak to słusznie 
podkreśla Mączyński (str. 113, cz. II.) zostało niemal doszczętnie znisz- 
czone. Pozostają tedy jedynie zapiski poszczególnych dowództw, które 
tylko wyjątkowo dochowały się do naszych czasów, względnie z racji 
odznaki Krzyża Obrony Lwowa i działalności Związku Obrońców Lwowa 
będzie można oczekiwać, że na podstawie z
znań świadków dałoby się 
w przyszłości zebrać daty potrzebne. Tak, jak dziś rzecz się przedstawia, 
pozostają żywe dowody, widoczne w czasie uroczystości corocznych, 
jakie Lwów odświętnie obchodzi na cześć wielkiego Czynu. Przegląd 
ten wprawdzie jest naocznym, ale mało przekonywującym dowodem, 


l) Poniewaź rozprawa nadeszła w spóźnionym terminie, nie mogła być wydrukowana 
w porządku alfabetycznym autorów.
		

/Magazyn_130_01_0326_0001.djvu

			310 


gdyż biorą w nim udział liczne, bardzo liczne jednostki, które w czasie 
obrony żadnej, albo nawet i ujemną rolę odgrywały, a na drugi plan 
spycha się najzasłużeńszych z zasłużonych - ów pogardzany, nie zorga- 
nizowany, szary tłum podrostków i dzieci niemal, o którym chętnie dużo 
pięknych mów się głosi, ale którego realnie ni osobowo nikt uczcić nie potrafił. 
jeżeli chodzi o świat urzędniczy, to muszę tu z prawdziwą przy- 
krością stwierdzić, że ta elita narodu, ten duchowy przewodnik społe- 
czeństwa, ta inteligencja miejska na ogół zawiodła. Taki radca Orob- 
kiewicz, bankowiec Kie
busiewicz i kilkunastu innych, to są zaiste praw- 
dziwe wyjątki. Ogół inteligencji nie szedł stanowczo w pierwszym rzędzie 
Obrońców. Łapiński oględnie mówi, że inteligencja, "nieswojsko się czuła 
w tym rozgardjaszu" (str. 72). Zaprawdę grypa nigdy tak ostro na te- 
renie Lwowa nie grasowała i to właśnie między mężczyznami, jak wtedy. 
Zaledwo tu i ówdzie spotykało się jako żołnierzy przedstawicieli z tej 
warstwy. Natomiast stosunkowo jeszcze naj liczniej i najofiarniej wystąpiło 
nauczycielstwo szkół średnich i wyższych. Nazwiska tych wychowawców, 
świecących przykładnym wzorem, winny przejść do historji szkolnictwa 
polskiego. Taki A. Łomnicki 1), uczestnik zapasów o dyrekcję kolejową, 
Adam Cehak (A. Stodor) w szkole kadetów, M. Prószyński, czy prof. 
Uniw. A. Skałkowski 1) - to owe żywe wzory idealnego pedagoga, co 
"świadczył nie słowem, lecz czynem, 
że nieodrodnym jest Ojczyzny synem". 
Dodajmy, że w samym sztabie dowództwa, nie wyłączając osoby 
komendanta naczelnego, było kilku nauczycieli gimnazjalnych. Fakt ten 
wyjaśni nam poniekąd powód, dlaczego z pewnych ośrodków szkolnych, 
jak z VIII realnego gimnazjum lub Ił szkoły realnej młodzież tłumnie 
napływała do nas. Również trzeba podkreślić liczny, niemal zespołowy 
charakter wystąpienia profesorów i docentów politechniki. Ludzie ci, co 
prawda nie bojowo, ale organizacyjnie, głównie w referacie technicznym 
oddali nam niespożyte usługi, a na pierwszem miejscu należy wymienić 
profesorów: Bartla, Anczyca, Lutze-Birka i Rechowicza. 
Sfery inteligencji ratował wybitnie współudział kobiet. Kobieta wy- 
warła w Obronie Lwowa rzeczywiście bardzo wydatną rolę i to nie 
tylko w charakterze sanitarjuszki i kucharki, co byłoby z góry do prze- 
widzenia, ale, co stanowi nader charakterystyczną stronę walk lwowskich, 
także i w charakterze czysto żołnierskim, w służbie frontowej z karabi- 
nem w ręce. Fakt ten podnosił bitność naszych oddziałów niepomiernie. 
Sama obecność kobiet na placówkach działała w podniecający sposób 
na młodocianego żołnierza, a jeśli się uwzględni jeszcze nić gorętszej 
sympatji, jaka się nawiązywała w obliczu śmierci między obu stronami, 
to fakt ten działał nieraz niewiarygodnie, zamieniając młodych ludzi 
w prawdziwych bohaterów. Oczywiście takie wzajemne pożycie miało 
i swe złe strony, to też w późniejszych czasach przystąpiono do wyodrę- 
bnienia oddziałów kobiecych, ale zarządzenie to spotkało się z niezmiernie 
ostrą opozycją i parę tygodni trwała walka między komendą a oddziałami, 
które nie chciały pozbawiać się swych dotychczasowych towarzyszek broni. 


l) Uczeń gimlłazjum im. J. Długosza,
		

/Magazyn_130_01_0327_0001.djvu

			311 


Niemniej na ogół współudział inteligencji nie był takim, jakiegoby 
można było oczekiwać. Wielu "gorących" patrjotów kładło się na cały 
okres walk listopadowych jako obłożnie chorzy do łoża boleści, a spe- 
cjalnie wtedy, gdy wysłannicy komisji poborowej pukali do drzwi miesz- 
kań. Największą jednak szkodę mojem zdaniem przyniosło na terenie 
polskiego miasta formowanie milicji obywatelskiej, do której skwapliwie 
zaciągali się ci, co winni byli stawać do służby frontowej, a i tu nie- 
chętnie tylko spełniali obowiązki. O samej jednak organizacji milicji będę 
oddzielnie mówić, tu tylko zaznaczę, że jej olbrzymia ilość oraz zgrupo- 
wanie w obozy kontrolujące się nawzajem, pilnie funkcjonujące w za- 
kresie korzystania z przywilejów przy zdobywaniu aprowizacji, szerzeniu 
plotek popłochowych, wszczynające ararmy niepotrzebne, wszystko to 
składało się, że milicja mniej była potrzebna, niż to sama przypuszczała. 
Ot straszydło chochoła odżyło w tern środowisku najsilniej, by mącić 
myśl ofiarną. Stworzono organizację rzekomo militarną, a w rzeczywis- 
tości służącą za asylum ludziom, którzy bali się linji bojowej. Prawda - 
na zewnątrz te nieporozumienia mało dawały się odczuwać (oficjalnie 
milicja jako taka funkcjonowała), osobiście jednak pozostając u steru 
władzy 1), do której troska o spokój, bezpieczeństwo i ład ostatecznie nale- 
żała, mogłem nabrać nieprzychylnej opinji dla tej grupy społecznej, która 
milicję tworzyła. Przy tem wszystkiem pragnę tutaj zaznaczyć, że te 
tarcia i zgrzyty dochodziły do oddziałów bojowych, i te z pewnym 
odczuciem wyższości i niezależności spoglądały na zapobiegliwych o swój 
żywot milicjantów. 
Inny zgoła element - to młodzież szkół wyższych. Bezsprzecznie, 
o ile chodzi o ofiarę krwi, to zasadniczo i bezwzględnie zawsze i wszędzie 
najgorętszy, najdoskonalszy element w każdem społeczeństwie. Przypusz- 
czam, że na ogół i w wypadkach lwowskich zachował się on z należytą 
godnością. Tu szukano (w Domu akademickim) oparcia wieczorem 
31 października. Tu liczono na doraźną pomoc akademickich organizacyj, 
jakkolwiek z obawy o zdemaskowanie Domu nie chciano go użyć na 
siedzibę dowództwa nawet w pierwszym momencie po owładnięciu 
Lwowa pn:ez Rusinów. Wszak wszelkie tajne organizacje, jak POW, czy 
PKW opierały się w znacznej części na elemencie akademickim. 
A przecież młodzież uniwersytecka ani nigdzie zbiorowo nie zazna- 
czyła swego wystąpienia, ani też w sposób masowy nie skoncentrowała 
się nigdzie. jednym z powodów oczywiście był fakt, iż ośrodki pierw- 
szych naszych akcyj rozgrywały się na terenie odległym od Domu aka- 
demickiego, który później w ruskim Lwowie jedynie mógł odgrywać 
rolę pewnej, co prawda, ostrożnej centrali rezerw jako bądź co bądź na- 
rażony ze swego urzędu na rewizje ukraińskie. 
Natomiast niepoślednią rolę odegrała młodzież lwowskiej politech- 
niki. W owym czasie odbywał się w Domu Techników przy ul. Issako- 
wicza zjazd młodzieży niepodległościowej ze wszystkich ziem polskich. 
Zjazd ten ujął pełną inicjatywę w swe ręce i stworzył cudowne, nieza- 
pomniane swą działalnością ognisko ruchu bojowego. Nazwiska tych 
ofiarnych pionierów uczcił już Mączyński (str. 86 i 87, oraz odezwa 


l) Autor był szefem sztabu Obrony Lwowa.
		

/Magazyn_130_01_0328_0001.djvu

			312 


Zjazdu z dnia 2 listop. str. 196. T. II.); dokoła nich skupiła się ochoczo 
młodzież politechniczna, zapalczywa i odważna, przedewszystkiem Wa- 
silewski, człowiek cichy i zdawałoby się spokojnego serca, w rzeczy- 
wistości o lwiej determinacii i niezwykłej sile woli, jak i Denhoff-Czar- 
nocki - główni działacze na tym terenie. Ośrodek ten po akademicku 
zorganizowany ruszył wnet z całym impetem na nieprzyjaciela i gdyby 
zarządzenia późniejsze Naczelnej Komendy były trafne, to wnet na tym 
odcinku, - mam to naj głębsze przekonanie - zapanowałaby inna sy- 
tuacja. Specjalnie odebranie komendy chor. Wasilewskiemu i oddanie 
jej w inne ręce uważam za grzech Komendy Naczelnej. 
Nie wiem, czy wogóle i w jakiej sile uzyskał Dom Techników pomoc 
z "rozkazu" Mączyńskiego (rzekomo "sekcje XYZ" z PKW. str. 67 i 68). 
O tym fakcie, by organizacja PWK w liczbie trzech sekcyj pomnożyła 
stan obrońców, liczący owocześnie chyba nie więcej jak 40 ludzi, nic 
mi nie wiadomo, ani też później od członków obsady Domu Techników 
nic o tern nie słyszałem. Na odwrót muszę kategorycznie stwierdzić, że 
nawet w późniejszym czasie (w ciągu 1 i 2 listopada a nawet i później) 
kupili się tu członkowie POW, mając tu swoich reprezentantów idei 
niepodległościowej jak też zdeterminowanych dowódców. 
Trzecim takim ośrodkiem, o którym tylko pośrednio i to później 
mogłem się dowiedzieć, to młodzież dublańska, która pozostawała zrazu 
na miejscu w Dublanach pod komendą por. leg. Ajdukiewicza, później 
zaś zasiliła specjalnie Dom Techników. Bliższych jednak szczegółów 
w tym względzie podać nie mogę. Sprawę szczegółowo zdać może je- 
dynie por. Ajdukiewicz. 
Bezwątpienia stworzenie tak silnej reduty, jakim był Dom Tech- 
ników, działać musiało i działało rzeczywiście jak iskra elektryzująca, 
napawając serca wątpiących dumą i nadzieją, zachęcaiąc wahaiących się 
do wstępowania do szeregów, napominaiąc specialnie byłych wojsko- 
wych o ich obowiązku. I tu muszę podkreślić, że w początkowym okresie 
obsada Domu Techników bodaj, że nie poznała munduru żołnierskiego, 
a przecież z całą ofiarnością krwi wystąpiła. 
Inaczej miała się rzecz z młodzieżą szkół średnich i powszechnych. 
Wprawdzie tu działała organizacja POW jako ośrodek koncentrujący, 
niemniej masa ta mnoga i naj różnorodniejszego typu, składająca się 
z podrostków i dzieci, żądna silnych wzruszeń, nieopatrzna a przemyślna, 
żyjąca duchem harcerskim, w lot umiała znaleźć się w sytuacji i przy- 
nosić korzyści nieraz pierwszorzędne. Znakomici wywiadowcy i łącznicy, 
noszący meldunki, raporty i rozkazy w sposób nieporównanie szybki, 
ochoczy i p
łen werwy młodzieńczej, znający ze swych robinzonad 
wszystkie zaułki i skrytki macierzystej dzielnicy, stanowili matcrjał wprost 
niedoceniony. Był to element co prawda mało uchwytny, początkowo 
nie dający się w karby potrzeb wojskowych uchwycić, ale zato pełno 
go było wszędzie, zawsze był "pod ręką" czy to w komendach, czy 
w oddziałach bojowych, rezerwie, magazynach, czy gdziekolwiek bądź. 
Tu przynosił amunicję, tam żywność, tu gdzieś znalazł porzucony ka- 
rabin, tam donosił o ukrytych zapasach broni czy nawet pozycjach nie- 
przyjacielskich. Wszędzie go było pełno, wszędzie starał się dotrzeć, 
to też nic dziwnego, że Rusini z taką zawziętością ścigali tych malców,
		

/Magazyn_130_01_0329_0001.djvu

			313 


mszcząc się nieraz doraźnie na mieJscu przewlmenia. Starsi brali udział 
z całem zrozumieniem ważności zadania w akcjach bojowych, jak długo 
im siły i zdrowie dopisywało. Wiele rozczulających do łez obrazków, 
wiele hartu i poświęcenia ponad ich wątłe siły już dotychczas literatura 
nam utrwaliła, a wiele, wiele cichego bohaterstwa pozostało i pozostanie 
na wieki pokryte głęboką taiemnicą, której żywi świadkowie już czczą 
ciekawością nie potrafią naruszyć. 
Podobnie, jak ich starsi koledzy z ławy uniwersyteckiej, tak i mło- 
dzież szkół średnich miała swe organizacje z ramienia POW. Znam bliżej 
jedną z nich, którą prowa<;lził późniejszy chorąży Majewski, owocześnie 
uczeń VIII gimnazjum realnego we Lwowie. Nie. było to chyba przy- 
padkiem, że młodzież tego gimnazjum, jakkolwiek od ośrodków walk 
listopadowych w odległei dzielnicy zamieszkała, przecież na równi ze 
swymi nauczycielami, bogato zapełniła nasze szeregi. Lista <:>fiar walk 
lwowskich z pietyzmem zebrana przez dyrekcję tegoż gimnazjum do- 
wodzi, że zastęp jej wychowanków, któr
y bez namysłu poszli spełnić 
narodowy obowiązek, był bardzo mnogi. Sp. Haluza, Hayder, Osmólski, 
to nazwiska, które naprędce zdołałem sobie przypomnieć, a z nimi 
długi szereg rannych, lżej i ciężej... Wszystko dobrzy znajomi, serde- 
czne chłopaki, gotowe za swym profesorem-Iegjonistą pójść choćby 
do piekła. 
Znaczną część młodzieży, głównie POW-iaków, skupił w kompanji 
sztabowej chorąży Selzer-Sieleski, który, trzymając ją w wojskowej dys- 
cyplinie, co pewien czas wypuszczał grupkami ochotników na front i po 
przejściu szkoły rekruta i na odcinkach okazały się one znakomitym 
materjałem moralnie działającym. Nieraz zresztą i w obrębie samej ko- 
mendy miały nasze chłopaki sporo okazji do popisu bojowego. Tak np. 
rankiem 2-go listopada, gdy ukraińskie kompanje zwartemi kolumnami 
forsowały przejście z miasta na Dom Techników, nasi harcerze dzielnie 
prażyli je bezpośrednio z pod gmachu Komendy na ul. Nabielaka 22, 
przyprawiając ich o znaczne straty i popłochową ucieczkę. Kiedy indziej 
(w nocy z 7 na 8 listopada) w walkach grupy kpt. Boruty, któremu 
pluton "starszych" z kompanji sztabowej został na pomoc wysłany, zdobył 
on na nieprzyjacielu 4 armaty i dowiózł je w triumfie przed naszą komendę. 
O roli młodzieży ze szkół Kordeckiego, M. Magdaleny, kolejowej, 
Sienkiewicza i Konarskiego nie mam żadnej wiadomości. Przypuszczam, 
że dowództwa odcinkowe na odnośnych stanowiskach mogłyby coś 
interesującego o współpracy z ciałami nauczycielskie mi i z młodzieżą 
tych zakładów w zapiskach swych posiadać. 
Z rzeszeń zawodowych na pierwszem miejscu wymienić musimy 
personal miejskiej kolei elektrycznei, który za przykładnym wzorem 
swych inżynierów, a przedewszystkiem nieodżałowanego ideowca dyr. 
śp. Tomickiego gremjalnie pośpieszył z jednej strony z pomocą czynną 
w pole, z drugiej garnął się masowo do służby technicznej.
		

/Magazyn_130_01_0331_0001.djvu

			CZĘŚĆ III
		

/Magazyn_130_01_0333_0001.djvu

			. 


s P R A W O Z D A N I E S E K C J I F I N A N S O W E J. 


Komitet jubileuszowy gimnazjum im. jana Długosza we Lwowie 
miał przed sobą cztery zadania: urządzić jak najuroczyściej sam obchód, 
wydać Księgę Pamiątkową, stworzyć fundusz stypendyjny dla ubogiej 
młodzieży gimnazjum i rzucić podwaliny pod Związek b. wychowanków 
i profesorów Zakładu. Strona finansowa wszystkich, wymienionych po- 
wyżej, przedsięwzięć przedstawia się następująco: 


I. Fundusz obchodowy. 
1. D O c h ó d w tym funduszu zapewniły wkładki uczestników uro- 
czystości, ustalone dla starszych wychowanków w wysokości zł. 15 
z tern, że za dalszych członków rodziny należy dopłacać po zł. 10. 
Wkładkę tę zniżono dla niektórych uczestników na zł. 10, a dla wycho- 
wanków młodszych, odbywających studja w wyższych uczelniach, na 
zł. 5. Ponadto wpłynęły do tego funduszu pewne kwoty, ofiarowane 
dobrowolnie na cele obchodu jubileuszowego jużto przez wychowan- 
ków, jużto przez osoby prywatne, życzliwe dla Zakładu, oraz kwota 
nie znaczna, uzyskana z rozsprzedaży jubileuszowych odznak. 
a) Po zł. 15 złożyło uczestników 326 . . . zł. 4.890'- 
JJ JJ 10 JJ JJ 17. . . JJ 170'- 
JJ JJ 5 JJ JJ 58... JJ 290'- 
Nadto złożyli w zł.: Dr. Bałłaban Teodor 50, 
Dr. Bieńkowski Stanisław 25, Biesiadecki 
Franciszek 100, Brandys józef 25, Dr. Bru- 
mer Mojżesz 25, ks. Cywiński Fryderyk 25, 
Flasiński Antoni 30, Hawranek Rudolf 25, 
Hoffman józef 25, Horowitz Herman 50, 
jankowski Bronisław 20, Kania Stanisław 25, 
Kozłowski Rudolf 25, Krupański Marjan 29, 
Dr. Longchamps Roman 25, Dr. Matakie- 
wicz Maksymiljan 50, Paczosiński Adam 25, 
Pelz Roman 20, Dr. Petzold Emil 25, Rapp 
juljusz 25, Rappaportowie Henryk i Zo- 
f ja 25, Semkowicz Aleksander 25, Telmany 
Tomasz 20, Tilscher Alfred 20, Dr. Urich 
joachim 25, Weissman Władysław 25, Wę- 
gierska Stefanja 25, Dr. Wiesenberg Wi- 
tołd 25, Woleński Bolesław 30. . . 
b) Wpłynęło z rozsprzedaży odznak. . 
Razem 


JJ 


869'- 
43'50 


. JJ 


zł. 6.262'50
		

/Magazyn_130_01_0334_0001.djvu

			318 


Z przemeslenia : D o c h ó d razem . . . . . . . zł. 6.262.50 
2. R o z c h ó d. (Wydatki na koresponden- 
. cje, ozdobienie budynku, urządzenie Akademji, 
przedstawienia w teatrze, rautu) . . . .. ..... JJ 5.238'59 
Pozostałość kasowa . . . . . . . zł. 1.023'91 
Pozostałość przelano do funduszu Księgi Pamiątkowej. 
II. Fundusz stypendyjny. 
Akcja stypendyjna jest w toku. Sekcja finansowa zwróciła się 
w ostatnim czasie do b. wychowanków z prośbą o życzliwe jej poparcie. 
Na apel ten wpływają obecnie stale datki. Można tedy mieć nadzieję, 
że w niedługim czasie Komitet jubileuszowy będzie rozporządzał kwotą, 
potrzebną do utworzenia kilku stypendjów po 50 zł. miesięcznie. 
Po zamknięciu wpływów przystąpi Komitet do sporządzenia aktu sty- 
pendyjnego. O wyniku pracy zawiadomi łaskawych Ofiarodawców 
osobnym komunikatem w dziennikach krajowych. 
Dotychczas złożyli na cel stypendyjny: 
a) w zł.: Dr. Allerhand Henryk 50, Dr. Bie- 
gański janusz 35, ks. Biegus Wiktor 20, 
Dr. Bieńkowski Stanisław 100, Biesiadecki 
Franciszek 250, Biliński jan 5, Brandys jó- 
zef 50, Brattel Henryk 25, Cigalle Dionizy 40, 
Cyganik Roman 100, ks. Czupka Gabriel 20, 
ks. Dobija Michał 20, Drexler Aleksander 25, 
Drzewicki Michał 30, Fedorowicz Tadeusz 
20, Fuchs Emil 7, Grunberg józef 100, Gru- 
żewskajadwiga 25, Grużewski Władysław 10, 
Dr. Hausmann Michał 50, Hiolski Staoisław 5, 
Dr. Hołobut Teofil 30, Dr. jakubski Antoni 
25, jurkowski jan 100, Kania Stanisław 
200, Dr. Karczmarski Franciszek 50, Dr. 
Kleiner juljusz 50, Kołychanowski Włady- 
sław 20, Dr. Kowalewski Marian 100, Ko- 
złowski Rudolf 200, Krokowski józef 20 (dla 
uczczenia ś. p. ojca swego Dr. Krokowskiego 
Stanisława, adwokata w Czortkowie, byłego 
ucznia gimnazjum IV, zmarłego dnia 26 lu- 
tego 1928), Krug Emil 100, Krupański Ma- 
rjan 50, Krzanowski Kazimierz 5, Krzyszto- 
wicz Bohdan 10, Kulikowicz Ferdynand 25, 
Kunach Władysław 55, Laskowski Mieczy- 
sław 30, Lercel Franciszek 15, Liana józef 
15, Dr. Longchamps Roman 100, Łomnicki 
Roman 20, Dr. Łuczyński Witołd 35, Mad- 
fes Stanisław 200, Marion Edmund 50, 
Medwin Leontyna 100, Dr. Morawiecki jó- 
zef 20, Nechay Adolf 5, Nizielski Adam 25, 
Dr. Paiączkowski Włodzimierz 10, Pastel
		

/Magazyn_130_01_0335_0001.djvu

			319 


Józef 50, Peczenik Regina 10, Pelczarski 
Tadeusz 5, Dr. Petelenz Karol 25, Pilatow- 
ska Anna 100, Rapaport józef 20, Riess 
. Władysław 20, Dr. Salkowski Stanisław 
100, Schon Norbert 5, Semkowicz Aleksan- 
der 250, Dr. Skałkowski Mieczysław 25, 
Skibniewski Ludwik 50, Dr. Spalke Zyg- 
munt 50, ks. Sroka Mateusz 50, Dr. Stan- 
kiewicz Zdzisław 25, Steckei józef 6, Strze- 
lecki józef 50, Szenderowicz Leopold 50, 
hr. Szeptycki Leon 100, Ks. Arcybiskup 
Twardowski Bolesław 500, Dr. Till Artur 100, 
Dr. Urich joachim 20, Urzędowski Rafał 10, 
Węgiel Tadeusz 5, Wierciński Kazimierz 50, 
Wiktor Stefan 50, Winterfeld Efroim 10, 
Wierzbiański Eugenjusz 20, Dr. Wiesenberg 
Witołd 250, Woleński Bolesław 40, W onsch 
Karol 5, Dr. Zach jakób 20, Zych Kazi- 
mierz 20, Zygmuntowicz Kazimierz 10, Akc. 
Bank Hipoteczny we Lwowie 1.000, Pol- 
ski Bank Przemysłowy we Lwowie 1.000, 
Uczniowie ki. VI gimnazjum IV z 1927/28 r. 
26 (pozostałość z wieńca na grób pro f. 
W. Kościńskiego). . . . . . . . . . zł. 6.779.- 
b) Dochód z przedstawienia w teatrze, prze- 
znaczony przez Komitet jubileuszowy na 
fundusz stypendyjny . . . . . . . . JJ 422'25 
e) Nadto złożyli w papierach wartościowych: 
Herman Horowitz 8% list zast. Akc. Banku 
Hipotecznego ił 50 dol. am., Dr. Salomon 
Reiss również 8% list zast. Akc. Banku 
Hipot. ił 50 dol. am., Kirschner Gustaw 
4 1 /2% list hipotecz. ił 100 zł. (dla uczczenia 
pamięci brata ś. p. Wincentego Kirschnera, 
b. ucznia gimnazjum IV w latach 1880 do 
1888, który umarł w r. 1916), wreszcie Dr. 
Słuszkiewicz Zdzisław obligację pożyczki 
inwesL szkol. m. Warszawy ił 250 zł. w złocie. 
Razem wynosi obecnie fundusz stypendyjny kwotę zł. 7.201'25 
oraz 100 dol. am., 100 zł. i 250 zł. w złocie w papierach wartościowych. 


III. Fundusz Księgi Pamiątkowej. 
Sekcja redakcyjna, na czele której stanął zaszczytnie znany bibljofil, 
Franciszek Biesiadecki, dołożyła wszelkich starań, aby jubileuszowa Księga 
Pamiątkowa posiadała jak największą wartość. Druk jej rozpoczęto, cho- 
ciaż nie było odpowiednich na ten cel środków. Sekcja korzystała w tej 
sprawie z chętnych usług swego prezesa. Celem przysporzenia fundu- 
szów na wydanie Księgi Komitet jubileuszowy wniósł prośbę o subwencję 


--
		

/Magazyn_130_01_0336_0001.djvu

			320 


do Ministerstwa W. R. i O. P. i do Magistratu miasta Lwowa. Magistrat 
lwowski ofiarował łaskawie kwotę 1.000 zł., podanie zaś wniesione do 
Ministerstwa nie zostało dotychczas załatwione. Mimo ten stan Sekcja 
finansowa nie ma żadnych obaw co do podjętego wydawnictwa. Księga, 
drukowana w ograniczonej liczbie egzemplarzy, rozejdzie się bezwątpienia 
ze względu na swe walory szybko i pokryje sama koszta druku. Ewen- 
tualną nadwyżkę, jakaby z tego wydawnictwa pozostała, Komitet przeleje 
do funduszu stypendyjnego. 
Należytość za 1 egzemplarz Księgi Pamiątkowej, wyznaczoną tym- 
czasowo w kwocie 10 zł., nadesłało do dnia dzisiejszego 55 wychowan- 
ków, z których trzech zamówiło nawet po dwa egzemplarze, a jeden 
egzemplarzy 10. Poza tern wpłynęło bardzo wiele zgłoszeń. 
Stan funduszu Księgi Pamiątkowej jest następujący: 
1. Dochód: 
a) Pozostałość kasowa funduszu obchodowego zł. 
b) Subwencja Magistratu miasta Lwowa . JJ 
e) Wniesione opłaty na Księgę. . JJ 
2. R o z c h ód: 
a) Koszta druku i papieru . zł. 6.600'- 
b) Klisze . JJ 508'59 
e) Broszurowanie i oprawa ... . JJ 493'50 
d) Korespondencje z autorami, posyłka korekt JJ 30'- 
e) Prospekty i korespondentki JJ 50'- JJ 7.682'09 
Tymczasowy deficyt. zł. 4.986'18 


1.023'91 
1.000'- 
672'- zł. 2.695'91 


IV. Związek b. wychowanków i profesorów. 
Prace nad stworzeniem Zwrązku b. wychowanków i profesorów są 
w toku. Jest wszelka nadzieja, że w ciągu b. roku szkolnego Związek 
powołany zostanie do życia wraz z fundacją stypendyjną. W tym celu 
tworzą się prowincjonalne grupy Związku, z których naj ruchliwsza jest 
grupa warszawska z 32 członkami. Na cele Związku nadesłał dotąd jeden 
z b. wychowanków, Dr. Salkowski Stanisław, kwotę 6 zł. 


Wszystkie pozycje tak w dochodach jak i rozchodach udowod- 
nione są szczegółowemi rachunkami i księgami kasowe mi. 
We Lwowie, 30 listopada 1928. 


Za Sekcję finansową Komitetu jubileuszowego gimnazjum im. Jana Długosza: 


Zast. przewodniczącego: 
Bolesław Woleński m. p. 
Naczelnik Wydziału Magistratu 
we Lwowie. 


Przewodniczący: 
Herman Horowitz m. p. 
Dyrektor Akc. Banku Hipotecznego 
we Lwowie. 


Biblioteka Główna UMK 
1111111111111111111111111111111111111111111111111111111 
300045330553 


,1 0 \ " 
un,.,nU
T A 


'\' 


6.