Fałszywe monety polskie

HENRYK MAŃKOWSKI
FAŁSZYWE
MONETY POLSKIE
19	POZNAŃ	5 0
ODBITO W ROLNICZEJ DRUKARNI I KSIĘGARNI NAKŁADO¬
WEJ SP. Z OGR. ODP. ULICA SEW. M1ELŻYŃSKIEGO 24
>>>
FAŁSZYWE
MONETY POLSKIE
>>>
61TS$
i
,
HENRY K, MAŃKOWSKI
FAŁSZYWE
f MONETY POLSKIE
POZNAŃ
M C M X X X
>>>
[ •n*iiiriECk«
ODBITO W ROLNICZEJ DRUKARNI I KSIĘGARNI NAKŁADOWEJ
SP. Z OGR. ODP. W POZNANIU, UL. SEW. M1ELŻYŃSKIEGO 24
>>>
Jest to praca pośmiertna autora, wybitnego znawcy
numizmatyki polskiej i właściciela bardzo poważnego zbioru.
Ze szczególną gorliwością badał autor, zmarły 17 paźdz.
1924 w Winnogórze, falsyfikaty monet polskich, a rezul¬
tatem jego badań to praca niniejsza, którą niestety nie
mógł przed śmiercią zupełnie wykończyć. Chciał uzupełnić
ją jeszcze artykułami Kostrzębskiego i Beyera, które nie¬
stety w tem wydaniu musiały być pominięte. Są one zresztą
zbędne, jako drukowane już w Wiadomościach Numizma-
tyczno-Archeologicznych w Krakowie.
Mimo tego wartość naukowa tej pracy pośmiertnej jest
tak duża, a pamięć Zmarłego tak droga, że rodzina nie
wahała się oddać rękopisu do druku, prosząc mnie jedynie
o najważniejsze uzupełnienia i korektę.
Poznań, 1929.
Dr. M. Gumowski.
>>>
TREŚĆ
Rozdział I. Słowo wstępne 		i
„ II. Fałszerstwo współczesne	 ...	7
„ III. Fałszerstwo nowożytne	10
1.	Nowe bicia staremi stemplami	10
2.	Kopje galwaniczne	13
3.	Odlewy stare i nowe	 .	15
4.	Zmiany na oryginałach	21
5.	Bicie stemplami fałszywemi	25
„ IV. To i owo o fałszerzach	 ....	34
„ V. Opis monet fałszywych	45
Złoto 			45
Srebro		58
A.	Monety naśladowane	92
B.	Monety całkiem wymyślone	'	93
>>>
ROZDZIAŁ I.
SŁOWO WSTĘPNE.
Już za bardzo dawnych czasów był w Polsce zwyczaj
przechowywania starych monet i medali w skarbcach ro¬
dzinnych. Tak n. p. spotykamy w regestrach skarbca ksią¬
żąt Ostrogskich w Dubnie z r. 1616, publikowanych przez
księcia Tadeusza Lubomirskiego w sprawozdaniach komi¬
sji do badania historji sztuki przy Akademji Umiejętności
w Krakowie, tytuły: numizmatów srebrnych w worku 150,
albo: pieniądze złe i formy do bicia pieniędzy i t. d. Posia¬
dał zbiór numizmatów król Stanisław Leszczyński, zbierał
zamiłowany w sztuce i starożytnościach Stanisław August.
Do dziś niejedna rodzina polska posiada po kilka, kilka¬
dziesiąt sztuk lub nawet całe zbiorki i zbiory najrozmait¬
szych numizmatów.	*
Numizmatyka jednak fachowa, naukowa i • połączone
z nią zakładanie zbiorów, mających na celu nietylko zado¬
wolenie zamiłowania do rzeczy starożytnych, ale i przepro¬
wadzenie badań naukowych i historycznych, rozpoczęły się
w Polsce dopiero z początkiem przeszłego stulecia. Powstał
wtedy zbiór Franciszka hr. Potockiego w Wilanowie, który
przeszedł później w posiadanie Andrzeja Potockiego i stał
się podstawą tego dziś tak wielkiego zbioru, że trudno osą¬
dzić, czy nie jest on największym dziś i najcenniejszym
zbiorem numizmatów polskich. Równocześnie lub wkrót¬
ce potem powstały zbiory ks. Wilhelma Radziwiłła w Nie¬
świeżu, Ordynata Zamojskiego w Warszawie, Emeryka
Czapskiego w Stańkowie, Leona Skórzewskiego w Lubo-
stroniu i wiele innych, dziś już rozproszonych. Wtedy też
1
>>>
zaczęły się pojawiać pierwsze dzieła, badające naukowo
numizmatykę polską, jak pisma Lelewela, hr. Czackiego
1813, Bandkiego „Numizmatyka krajowa" 1839, Zagór¬
skiego ,,Monety dawnej Polski" 1845, również czterotomo¬
we Edwarda hr. Raczyńskiego o medalach [838, Stron-
czyńskiego o monetach dynastji Piastów 1847 i d.
Lecz badacze ówcześni, jakkolwiek liczni i pilni, musieli
walczyć z ogromnemi trudnościami. Były to pierwsze kroki
na trudnej bardzo drodze odkryć i badań. Najrozmaitsze
akta grodzkie i bibljoteki, które później ogromną ilość ma-
terjałów o mennicach różnych dostarczyły, nie były wtedy
dostępnemi, albo z innych powodów nie zostały należycie
zbadanemi. Burzliwe wypadki polityczne, wstrząsające kil¬
kakrotnie całą Polską, niejedno badanie utrudniły, niejeden
owoc długoletniej żmudnej pracy zniszczyły. — Dalsze
trudności wynikały ze względów technicznych. Nie znano
jeszcze wielu sposobów, dziś tak łatwych i tanich, ilustro¬
wania wydawnictw, sposobów absolutnie pewnych co do
najdrobniejszych szczegółów. Nie każdy badacz miał taką
pomoc, jak hr. Emeryk Czapski, którego żona niezliczone
rysunki monet jego czterotomowego katalogu wszystkie
własnoręcznie piórkiem wykonała. To też wiele rysunków
w dziełach Bandkiego, Zagórskiego i t. d. jest tak niedo¬
kładnych, że niejednego amatora w błąd wprowadziły.
Z tych rozmaitych trudności, z braku doświadczenia
wielu ówczesnych zbieraczy, z małego jeszcze postępu ba¬
dań naukowych skorzystała pewna ilość ludzi niesumien¬
nych, a chciwych taniego zysku: rozpoczęło się fałszerstwo.
Zaczęły powstawać naśladownictwa rzadkich okazów, nie¬
znane typy, odmiany i roczniki — ba nawet zupełnie nie¬
znane monety. Powstały całe fabryki fałszowanych numiz¬
matów — cały handel nimi. Znaleźli się nawet zbieracze,
którzy chociaż bez złych niewątpliwie zamiarów, dopoma¬
gali owym fałszerzom zawodowym. Nie mogąc zdobyć
oryginału, zamawiali wprost naśladownictwa, które później
jako oryginały ukazywały się i dotąd ukazują w handlu
2
>>>
i służyły do wyzysku niedoświadczonych. Na dowód, ja¬
kie wtedy panowały zapatrywania, jakie powstały stosunki
w handlu numizmatycznym, przytoczyć można polemikę
na temat fałszowania monet, drukowaną w czasopiśmie
niemieckiem Dr. Koehnego (pism polskich numizmatycz¬
nych wtedy jeszcze nie było) z roku 1844. Polemika ta to¬
czyła się pomiędzy notorycznym fałszerzem, zbieraczem,
dopomagającym fałszerzom przez lekkomyślność i handla¬
rzem, trudniącym się rozpowszechnianiem fałszowanych
monet — i taka polemika w fachowem poważnem piśmie!
Takie stosunki doprowadziły do wielkiego zamętu nie-
tylko w zbiorach, ale i w pracach naukowych. To też w nie-
jednem dziele numizmatycznem znajdujemy opisy monet
i medali, które później fałszywemi się okazały. Stąd niedo¬
kładność w rysunkach, stąd rysunki i opisy monet, które
w oryginale nigdy nie istniały. Jako najjaskrawszy dowód,
jak bardzo nawet doświadczeni uczeni mylić się mogli,
niech nam służy dzieło Bandtkego „Numizmatyka krajo¬
wa", gdzie nie istniejący nigdy talar koronny Zygmunta I
z r. 1535 podano. Bandtke o fałszowaniu monet już wiedział,
a umieścił talara tego nietylko w tekście, ale i na tablicy,
nadto poświęcił obronie jego autentyczności cały ustęp, po¬
dany w dodatku. Ten sam talar w kilku zbiorach dziś jako
fałszywy się znajduje, a stemple, które do fałszowania słu¬
żyły, znajdują się w zbiorach hr. Emeryka Czapskiego.
W podobny sposób dali się oszukać wytrawni znawcy, jak
Zagórski i Stronczyński. Niejeden rysunek w ich dziełach
jest nieścisły, bo z fałszowanych sztuk zrobiony. Nawet i hr.
Czapski padł ofiarą oszustów. Badając dokładnie jego dzie¬
ło, widzimy, że niejedną monetę podaje w tomie I, wyda¬
nym w roku 1868, jako autentyczną, a błąd ten naprawia
dopiero w indeksie ogólnym, zawartym w tomie IV, wyda¬
nym 23 lata później.
Bezsprzecznie ogromną zasługą Karola Beyera pozosta¬
nie na zawsze, że on pierwszy wypowiedział wojnę nieubła¬
ganą fałszerzom. Pomagali mu Zagórski, hr. Czapski, Ko-
>>>
strzębski i wielu innych. Karolowi Beyerowi' zawdzięcza¬
my nietylko odkrycie najważniejszych fałszerzy monet, ale
i sposobów przez nich do fałszowania używanych. Dziś ze¬
stawić można cały szereg monet, jako fałszywe uznanych,
można podać sposoby, jakich użyto, by je stworzyć, można
podać całą ilość nazwisk fałszerzy albo handlarzy, którzy
rozpowszechnianiem fałszerstw się trudnili.
Dwa największe zbiory polskie hr. Czapskiego i hr. Po¬
tockiego, zajęły się skrzętnem zbieraniem monet fałszowa¬
nych i w tem wielka ich zasługa. Porównanie niepewnej
sztuki z autentyczną i sfałszowaną jest najlepszą kontrolą,
najlepszym sposobem umożliwiającym wydanie zupełnie
pewnego wyroku. Nadto im więcej monet fałszywych znaj¬
dzie się w zbiorach takich, z których już nigdy nie wyjdą,
tem mniej dla dobra ogółu pozostanie ich w handlu. Lecz
i to zbieraczom tym nie wystarczyło w walce z oszustwem.
Wprowadzili oni zwyczaj piętnowania — kontramarkowa-
nii — monet niewątpliwie fałszywych. Każda sztuka do¬
stająca się w ich ręce, oznaczona została mikroskopijnym
stempelkiem herbowym C (Czapski), P. (Potocki) i drugim
ze słowem FALSVS. Sztuka taka stawała się raz na zaw¬
sze nieszkodliwa. Niestety nie wszystkie monety fałszywe
przeszły przez ręce tych dwóch panów. Jest ich aż nadto
wiele u rozmaitych zbieraczy, którzy w autentyczność ich
święcie wierzą, jest ich aż nadto w handlu. Nawet w naj¬
nowszych katalogach handlarzy spotykaliśmy nieraz i na
tablicach monety z najzupełniejszą pewnością fałszywe.
W tekście spotykamy wzmianki, jak „stara kopia", „za¬
pewne nowe odbicia starym stemplem", „prawdpodobnie
nowszego wyrobu" — czasem na próbę nic się nie powie!
Hr. Emeryk Czapski w swojem czterotomowem dziele,
które, chociaż tylko skromne miano katalogu nosi, jest jed¬
nak pierwszorzędnem źródłem nauki i doświadczenia, po¬
daje i opisuje bardzo wiele numizmatów fałszywych; po¬
daje także nieraz sposób wyrobu i nazwę fałszerza. W to¬
mie II znajdujemy dłuższy, bardzo starannie opracowany,
>>>
artykuł o fałszerstwach w ogólności i spis stempli sławnego
fałszerza Majnerta, które dostały się w posiadanie Czap¬
skiego. Dr. M. Kirmis w książce swej, wydanej w r. 1892
pod tytułem „Handbuch der Polnischen Munzkunde“, po¬
święca kilka stron fałszywym monetom i ich fabrykom. —
W Wiadomościach Numizmatycznych wydane zostały dwa
pierwszorzędne artykuły o fałszowaniu monet. Pierwszy
W. Kostrzębskiego, pierwszorzędnego znawcy, bo był nie-
tylko uczonym i zbieraczem, ale będąc sam urzędnikiem
mennicy warszawskiej, znał jak mało kto technikę fałszo¬
wania; drugi Karola Beyera, zawierający nietylko opis
sposobów fałszowania, ale i spis tych wszystkich monet,
które przez wyżej już wzmiankowanego Majnerta fałszo¬
wane zostały.
Wszystkie te rozproszone wiadomości, jakkolwiek z wiel¬
ką znajomością rzeczy pisane, nie wystarczą do uchronienia
nawet wcale już nieźle doświadczonych zbieraczy od naby¬
wania za drogie pieniądze sztuk niepewnych, nieraz znako¬
micie oryginały naśladujących. Materjały naukowe o fał¬
szowaniu monet, w kilku wydawnictwach rozproszone, w kil¬
ku językach wydane, nie każdemu są dostępne, nadto żadna
dotąd wydana rozprawa nie podaje wszystkich — o ile to
wogóle możliwe — dotąd znanych monet fałszywych; osta¬
tecznie braknie nam rysunków tych monet fałszowanych.
Brakom tym chciałbym zapobiec chociaż w części wyda¬
niem niniejszego dziełka. Czerpałem bez wyrzutów w daw¬
niej wydanych rozprawach; korzystałem z niewydanych do¬
tąd notatek i zapisków rozmaitych dziś już nieżyjących
znawców; korzystałem z nauk tak doświadczonych przy¬
jaciół, jak zmarły co dopiero ś. p. Wł. Bartynowski, wierny
przyjaciel, najlepszy nauczyciel, studnia dawnych wspom¬
nień nigdy niewyczerpana. Pomagał mi w niejednem Dr. M.
Gumowski — coś zebrałem i z własnych doświadczeń. Prze¬
szukałem wszystkie największe zbiory, na licytacjach wy¬
kupywałem o ile możności każdą fałszywą sztukę — nieraz
bardzo drogo! Zebrało się sporo materjału, lecz do kompletu
>>>
daleko pewnie bardzo. Proszę więc czytelników o pobłażli¬
wość, proszę o uwzględnienie trudności, powstających przy
publikacji tego rodzaju dotąd niepraktykowanego wydaw¬
nictwa; uzupełnienie i wydoskonalenie pozostawiam kolegom
numizmatykom i wdzięczny będę za podanie mi braków
i szczerb, które niewątpliwie się znajdą.
>>>
ROZDZIAŁ II.
FAŁSZERSTWO WSPÓŁCZESNE MONET
W OBIEGU BĘDĄCYCH.
Zanim przystąpimy do właściwego naszego tematu, mu¬
simy wspomnieć chociaż w krótkości o fałszowaniu współ-
czesnem monet w obiegu będących. Plaga ta jest bardzo
starą i do dnia dzisiejszego nie wykorzenioną. Pomimo
groźby i wykonania najsroższych kar za udowodnione fał¬
szerstwo i nieprawne bicie monet, spotykamy w każdej
epoce liczne dowody tych oszustw. To też każdy większy
zbiór posiada i dla porównania posiadać powinien obok
monet prawnie bitych i okazy współczesne fałszowane.
Już za czasów piastowskich niewątpliwie fałszerze mo¬
net istnieć musieli. Doba piastowska przedstawia dla ba¬
dacza i tak już wiele bardzo trudności, gdy o legalne bite
monety chodzi, cóż dopiero gdybyśmy fałszerstwa udowad¬
niać i określać chcieli? Niemożliwem jest dociec, czy cienkie
nieraz niesłychanie blaszki, o znakach ledwie czytelnych,
o wadze i jakości kruszcu nadzwyczajnie zmiennej i prze¬
ważnie bardzo niskiej, były rzeczywiście monetą prawnie
bitą, czy też pochodziły z mennic pokątnych. W początkach
XV wieku zaczynamy napotykać monety, w których nie¬
wątpliwie już fałszerskie pochodzenie można poznać. Wie¬
my z historji, że Jan Olbracht skonfiskował na rzecz skar¬
bu dobra podskarbiego Piotra z Kurozwęk herbu Poraj za
nadużycia mennicze i puszczanie w obieg półgroszków niż¬
szej znacznie zawartości srebra, jak przepisana stopa. Były
to t. zw. ,,piorunki“. Od czasów panowania Zygmunta I
pojawiają się fałszerstwa owe już nieprzerwanem pasmem
7
>>>
aż do ostatniego rozbioru Polski. W zbiorze moim troja¬
ków koronnych Zygmunta III jest kilkadziesiąt odmian
niewątpliwie fałszowanych.
Fałszerstwa współczesne nietrudno zwykle rozpoznać od
monet prawnie bitych. Jasnem jest, że ponieważ fałszowano
w celach zysku, zatem kruszec używano o wiele gorszy niż
prawnie przepisany; często nawet znajdujemy naśladownic¬
twa monet srebrnych z miedzi lub innego metalu bite, a dla
ułatwienia im rozpowszechnienia mniej, lub więcej posre¬
brzone. Powłokę tę zniszczyła śniedź, wywołana przez wil¬
goć, w której monety przez wieki nieraz w ziemi ukryte,
spoczywały. Nadto poznamy fabrykaty te po źle wykona¬
nych popiersiach króli, fałszywych godłach podskarbiow-
skich, po napisach bez żadnego znaczenia, składających się
z szeregu koślawych liter. Jeżeli uwzględnimy, że i na legal¬
nie bitych monetach robotnicy mennicy błędy w napisach
robili pomimo nadzoru przełożonych, tem łatwiej zrozu¬
miałem nam będzie, że na fałszywych monetach w więk¬
szym daleko stopniu dziać się to musiało.
Lecz i innego rodzaju, a historycznie ciekawsze fałszer¬
stwa znajdujemy w wykopaliskach starych monet. W cza¬
sach wojennych najezdnik, korzystając z ogólnego nieładu,
nie mając wystarczającej ilości własnych pieniędzy, a nie
chcąc psuć dobrej sławy mennic własnego kraju, wybijać
kazał monety pod godłem państwa, z którem wojnę prowa¬
dził. Monety te, chociaż przeważnie nieźle bite, z lichego
jednak przeważnie kruszcu były robione. Spotykamy się
z okazami tego rodzaju monet w czasach wojen szwedz¬
kich, mianowicie za panowania Jana Kazimierza. Niewąt¬
pliwie i później pojawiać się musiały, a najznaczniejsza ich
liczba ukazała się za panowania Augusta III. Mistrzem
oszustwa był król pruski Fryderyk II, zwany Wielkim.
Chcąc pokryć w czasie wojny siedmioletniej wielkie zapo¬
trzebowanie pieniędzy, fałszować kazał w swych menni¬
cach pieniądze nieomal wszystkich swoich sąsiadów, głów¬
nie jednak polskie. Spotykamy monety z napisem i godłami
8
>>>
pruskieini, ale popiersiem Augusta III, o bardzo małej za¬
wartości srebra. W czasach tych mennice w ‘Polsce były
nieczynne, a monetę polską wybijano w Dreźnie i Lipsku.
Gdy Fryderyk zajął całą Saksonję, bić kazał monetę już
zupełnie polską, ale z gorszego jeszcze kruszcu. I orty
i szóstaki gdańskie uległy temu samemu losowi. Ile takiej
monety w obieg puszczono, trudno wiedzieć; w każdym ra¬
zie widocznie nie starczyło. Ze złota więc nadsyłanego z An-
glji jako pomoc wojenną, wybito w roku 1758 pięciota-
larowe sztuki złote, t. zw. Augustę d‘ory, jedenasto zamiast
piętnastokaratowe. Dla łatwiejszego wprowadzenia w błąd
zaopatrzono je w lata 1755 i 1756, gdy mennice saskie
jeszcze dla Polski legalnie biły. W roku 1761 i 1762 wybito
takie same monety z rokiem 1758, ale już tylko siedmio-
karatowe, tak, że sztuka taka zamiast pięć, dwa zaledwie
talary warta była. Wybito tych ostatnich 3 miljony sztuk,
wartości nominalnej 15 miljonów, a rzeczywistej około 61/2
miljona. Jakiż to zysk dla Fryderyka II, a co za strata dla
Polski, której pszenicę, drzewo, płótno i t. d. temi pie¬
niędzmi płacono. Ponieważ głównym doradcą i pomocni¬
kiem Fryderyka był żyd Ephraim, nazwano te monety
,,Ephraimitami“. Augustę d‘ory legalnie bite zhane są nam
z lat 1753 do 1756. Fałszowane przez Fryderyka II są
znacznie większe i grubsze, brzęk mają bardzo słaby, stem¬
ple brzydko ryte, przy trochę wytartych sztukach prześwie¬
ca czerwona miedź. Znane są, jak już wspomniałem, z lat
1755, bardzo rzadkie, i z lat 1756 i 1758, bardzo pospolite.
Najdokładniejsze szczegóły, oddające z wszelkiemi szcze¬
gółami cynizm, z jakim Fryderyk II te oszustwa prakty¬
kował, znajdujemy w dziele: Akta Borussica: Das Preussi-
sche Miinzwesen im 18. Jahrhundert von Friedrich Frei-
herr von Schrótter, wydane 1902.
>>>
ROZDZIAŁ III.
NAŚLADOWANIE I FAŁSZOWANIE MONET
DAWNYCH WIEKÓW.
O ile monety w rozdziale poprzednim opisane zaliczyć
trzeba do numizmatyki naukowej i ze względu na to każdy
zbiór posiadać je powinien, o tyle w niniejszym rozdziale
umieszczamy te fałszywe czy naśladowane monety, przed
któremi każdy bacznie strzec się powinien. Zbierać je moż¬
na, a nawet trzeba, z tem jednakże przeświadczeniem, że
żadnej one ani historycznej, ani numizmatycznej wartości
nie majg..
Rozróżniać tu musimy dwa zupełnie odrębne rodzaje.
Naśladowanie czy kopjowanie znanych rzadkich monet,
mające ten sam cel, co n. p. odlewy gipsowe sławnych rzeźb.
Niema w tem nic złego, nawet nauka pewne korzyści z ta¬
kich naśladownictw mieć może, o ile okazy takie znajdują
się w zbiorach, albo puszczone są w handel z pełną świado¬
mością ich celu i wartości. Do tej kategorji zapisać możemy
z powyższem zastrzeżeniem nowe bicia staremi stemplami,
nowe odlewy, kopie galwaniczne. Wszelkie inne sposoby
naśladowania monet są już nie naśladowaniem, lecz fałszo¬
waniem i oszustwem.
I. Nowe bicia staremi stemplami.
Nowe bicia staremi stemplami powstają przez użycie od¬
nalezionych przypadkiem lub przechowanych w mennicach
starych stempli. Znane są ogólnie nowe odbitki talara gdań¬
skiego z 1567, denarów gdańskich bezkrólewia 1573, duka¬
tów gdańskich 1577, szelągów 1657 i kilku innych. Z póź-
10
>>>
niejszych czasów przechowało się wiele bardzo stempli;
i tak spotykamy próbne talary Stanisława Augusta, mo¬
delowane przez Holzhaeusera lub Morikofera w roku 1766,
a nigdy w obieg nie puszczone; wszystkie monety próbne
mennicy krakowskiej z roku 1771, talar targowicki 1793
i przedewszystkiem niezliczoną liczbę medali z czasów
ostatnich trzech królów polskich. Stemple były przechowane
w Paryżu, Niemczech, Holandji i przedewszystkiem w Pe¬
tersburgu, wszystkie służyły do fabrykacji nowych odbitek.
We Francji jest zwyczaj, że nowe odbicia oznacza się na
brzegu (randzie) stempelkiem, oznaczającym metal — or,
argent, cuivre. Chwalebny ten zwyczaj chroni od pomyłek.
W Petersburgu zwyczaju tego niestety niema.
Z powyższego widzimy, że fabrykacja nowych odbić
wprost fałszowaniem nazwaną być nie może; może ona być
także dopomożeniem zbieraczom i uczonym, nie mogącym
dostać z jakichkolwiek powodów oryginału starego, w uzy¬
skaniu wiarogodnej zupełnie kopji. Niestety niewinne na
pozór nowe bicia mogą być także w celach oszukańczych
nadużytemi. O ile bowiem sumienny handlarz nowe bicia
za odpowiednio niską cenę sprzedaje, to mniej sumienni po-
kątni handlarze niedoświadczonym zbieraczom .proponują
nowe bicia za cenę starych oryginałów i aż nadto często
ceny te osiągają. Zbieracz natomiast powinien bacznie
strzec się przed podobnemi nabytkami, gdyż najlepsze no¬
we bicie nie może nigdy przedstawiać tej samej wartości,
co stare. Tak samo bowiem, jak płyta miedziorytu przez od¬
bijanie wielu rycin niszczy się i najwyżej cenione jako naj¬
przedniejsze są pierwsze odbitki — avant la lettre, epreuve
d‘artiste — tak samo stempel używany do bicia monet zu¬
żyć się musi i późniejsze odbicia nie mogą mieć już tej sa¬
mej ostrości i czystości w rysunku, jak dawniejsze. Zda¬
rzają się jednak nowe bicia tak doskonałe, że tak samo
doświadczeni właściciele zbiorów, jak i handlarze uważają
niejedną sztukę za starą, która przez innych za niewątpli¬
wie nową osądzoną została. Spory tego rodzaju nieraz już
11
>>>
bywały i zdarzają się pewnie nieraz jeszcze, a trudno podać
sposób, któryby okazał się uniwersalnem kryterjum w wy¬
dawaniu absolutnie pewnego sądu. Podamy więc te główne
cechy, które posłużyć mogą młodszym i mniej doświadczo¬
nym w poznawaniu przynajmniej tych sztuk, które są nie¬
wątpliwe nowego bicia.
Stemple stare, robione ze stali, przechowywane dłuż¬
szy czas w miejscach mniej lub więcej wilgotnych, rdzewia¬
ły. Rdza tworząca większą ilość masy jak metal, z którego
powstała, tworzyła drobne wywyższenia, a przy biciu po¬
wstawały na monecie czy medalu mikroskopijne często
tylko dołki i dziurki. Jeżeli natomiast stempel przed uży¬
ciem podlegał czyszczeniu i polerowaniu celem usunięcia
rdzy, powstawały w nim małe zagłębienia i dziurki, gdyż
wraz ze rdzą usuwano przy czyszczeniu te części stali, które
przez rdzę zjedzone zostały. Odwrotnie jak poprzednio, taki
czyszczony stempel wydaje odbitki nie z małemi dziurkami,
lecz z wypukłemi kropkami i wywyższeniami. W celu uzy¬
skania piękniejszej odbitki (przeważnie już w zamiarach
oszukańczych), starano się usunąć dołki i górki zapomocą
polerowania monety. Doświadczonego jednak numizmaty¬
ka, zaopatrzonego w dobre szkło powiększające, polerowa¬
nie w błąd nie wprowadzi. Niech każdy numizmatyk spa¬
mięta sobie zasadę, że każda polerowana sztuka jest podej¬
rzanym farbowanym lisem. Na takiej sztuce znajdzie się
zawsze jakiś kącik, miejsce pomiędzy literami, gdzie poli¬
tura nie doszła i tam znajdzie się wyżej opisane nierów¬
ności.
Wiele monet i medali dawnego bicia posiada na randzie
jakiś specjalny wzór, albo napis. Robiąc nowe odbicia,
oszczędzano sobie nieraz tego trudu i tak odbicia nowe
mają prawie bez wyjątku rand gładki.
Na bardzo wielu monetach i medalach starego bicia znaj¬
dujemy w jednem miejscu randu małe wywyższenie, wyni¬
kające z technicznych względów ówczesnego sposobu wy¬
bijania monet. Z tych samych względów na nowych bidach,
12
>>>
przy których występuje już nowsza technika bicia, tego
podwyższenia niema. Bardzo pod tym względem cennemi
są wskazówki tak fachowego znawcy, jakim był Kostrzęb-
ski, umieszczone w Wiadom. Num. Arch. III p. 66 etc.
Wyraźną oznaką nowego bicia jest ślad pęknięcia stem¬
pla, który do wybicia monety służył. Pęknięcie przedstawia
się na wybitej sztuce jako mniejsza lub większa nierówna
kreska rozmaitej grubości, naturalnie zawsze wypukła.
Jako ostatni ze sposobów poznawania nowego bicia po¬
dać możemy porównanie sztuki, o której nabycie chodzi, ze
sztuką, której autentyczność nie podlega żadnej wątpliwo¬
ści. Sztuki takie znajdziemy najłatwiej w dużych zbiorach,
przez pierwszorzędnych znawców zebranych, gdzie zwykle
nietylko stare, ale obok nich dla porównania i ostrzeżenia
także i nowe znajdujemy odbitki. Mniej polecałbym pod
tym względem zbiory zagraniczne, gdzie często spotykałem
sztuki nowego bicia, bez żadnej o tem wzmianki. W razie
interpelowania odbierałem najcześciej odpowiedź, że to
kwestja trudna do rozstrzygnięcia. I rzeczywiście nieraz
trudna. Z tego też powodu, dla pewności, wątpliwe sztuki
bezpieczniej zawsze za nowe uważać, tem więcej, że no¬
wych odbić jest zwykle bardzo wiele, a starych przeważnie
bardzo mało.
2. Kopje galwaniczne.
Znaną jest rzeczą, że kruszce, jak złoto, srebro, miedź
i inne można w kwasach odpowiednich rozpuścić. Prąd gal-
waniczno-elektryczny ma natomiast tę właściwość, że u bie¬
guna cynowego osadza się metal w rozczynie odnośnym
rozpuszczony i tworzy się powłoka z czystego zupełnie
kruszcu, tak delikatna, że oddaje aż do najdrobniejszych
szczegółów kształt przedmiotu u bieguna tego przyczepio¬
nego. Skorzystano z właściwości tej prądu galwanicznego,
aby robić kopję monet i medali najzupełniej dokładne. Spo¬
sób ten naśladownictwa, tak samo, jak poprzedni, może mieć
swoje dobre, a także i złe następstwa. Nieraz dla studji, do
13
>>>
zrobienia wiarogodnej zupełnie ryciny potrzebna nam ta,
lub owa sztuka, która w jednym tylko egzemplarzu jest nam
znana. Jakże poradzić sobie, jeżeli biały ten kruk leży w Pa¬
ryżu, Londynie, gdzieś we Włoszech? Oryginałów, jak wia¬
domo, rządowym instytucjom w świat wysyłać nie wolno.
Tu kop ja galwaniczna wybawia nas z kłopotu. Kto widział
doskonałe galwany, które autor zawdzięcza wielkiej uprzej¬
mości Prof. Pick‘a, dyrektora książęcego muzeum w Gocie,
tak bogatego w pierwszorzędne okazy polskiego pochodze¬
nia, ten łatwo zrozumie, że ten sposób naśladowania zachę¬
cić mógł niesumiennych ludzi do wyzyskania go w oszukań¬
czych zamiarach.
Sztuka naśladownictwa za pomocą prądu elektrycznego,
którego użycie wydoskonalają z roku na rok, może z cza¬
sem dojdzie do tej wysokości, że niemożliwem stanie się
odróżnianie kopji od oryginału. Dziś na szczęście tak je¬
szcze nie jest. Kopję galwaniczną łatwiej rozpoznać niż opi¬
sane w poprzednim rozdziale nowe bicie, gdzie nieraz przed
poważnym znakiem zapytania stoimy.
Galwan, zrobiony przez niewprawnego elektrotechnika,
do których zalicza się niewątpliwie pewna część zawodo¬
wych fałszerzy, rozpoznamy łatwo po skutkach nieodpo¬
wiedniego puszczania prądu elektrycznego. Powierzchnia
galwanu takiego składa się jakby z pojedynczych mikro¬
skopijnych kryształków, które pod dobrą lupą poznać moż¬
na. Tak samo szkło uwydatni nam powierzchnię jakby dro-
bniutkiem piaskiem pokrytą n. p. pomiędzy literami otoku;
wszystko to ślady nieregularnego działania prądu elek¬
trycznego. Przez pierwszorzędnego technika wykonany
galwan nie ma tych błędów, nie ma ich przynajmniej
w stopniu tak widocznym. Rozpoznamy go natomiast w je¬
den z następujących sposobów: Ponieważ prąd galwanicz¬
ny umożliwia nam tylko zdjęcie jednej strony monety, tak,
że każdą stronę osobno robić trzeba, zatem sztuka skopjo-
wana składa się pierwotnie z dwóch połówek, będących
mniej lub więcej cienkiemi blaszkami. Blaszki te wypełnia
14
>>>
się odpowiednim kruszcem i zapomocą lutowania łączy się
w całość. Tak powstała kopja, chociaż zresztą idealnie do¬
kładna, zdradzi swe pochodzenie przez następujące braki:
na randzie znać bardzo często ślady miejsca, gdzie blasz¬
ki zlutowane zostały; sztuka tak lutowana nie może mieć
dźwięku zupełnie prawidłowego, rzucenie na płytę kamien¬
ną oświeci nas łatwo; ostatecznie i wagę trudno unormo¬
wać tak dokładnie, aby wadze oryginału zupełnie odpo¬
wiadała.
Gdy te dane nie doprowadzą nas jeszcze do wydania
pewnego zupełnie sądu, pozostaje nam jeszcze badanie ja¬
kości kruszcu. Galwany często — dla taniości — robione
są z miedzi i potem dopiero cienko posrebrzane lub złocone.
Nie trudno to zbadać. W innych wypadkach kamień pro¬
bierczy będzie nam cenną pomocą do zbadania jakości krusz¬
cu. Prąd galwaniczny wydziela tylko kruszec zupełnie czy¬
sty bez aliażu, t. j. dodatku innych metali. Ponieważ nato¬
miast monet z czystego zupełnie kruszcu nigdy nie bito, za¬
tem zaopatrzywszy się w kamień probierczy, łatwo rozpo¬
znamy galwan od oryginału.
Kończąc ten rozdział dodać mogę, że w mej dość długiej
praktyce numizmatycznej prawie nie spotkałem się z pró¬
bami oszukania za pomocą galwanu. Raz tylko, zapłaciłem
za naukę kupując dość drogo trojaka 1767 z napisem NO-
BIS DIU INTERSIS. Jest to świetny galwan miedziany,
zatem łudząco podobny do oryginału — lecz wypełniony
ołowiem!
3. Odlewy starsze i nowe.
Lanie monet i medali mogło być w użyciu, tak samo jak
poprzednio opisane sposoby naśladowania, z pobudek zupeł¬
nie beznagannych i uczciwych. Powiedzieć to można prze
dewszystkiem, gdy chodzi o odlewanie medali, które swoją
wielkością i nieraz znaczną wypukłością rysunku daleko
więcej do tego sposobu naśladowania się nadają, niż mniej¬
sze i zupełnie drobne monety. Był nawet czas, gdy medali
15
>>>
prawie wcale nie bito, lecz jedynie lano. Wspomnijmy tylko,
że wszystkie prawie medale z czasu rozkwitu odrodzenia za
panowania Zygmunta I i Zygmunta Augusta, wspaniałe
okazy najlepszych mistrzów włoskich i holenderskich prze¬
chowały nam się przeważnie tylko w odlewach. Stemple tych
arcydzieł, przeważnie bardzo pięknej i mozolnej, nadzwy¬
czajnie wypukłej roboty, łatwo bardzo przy biciu zniszczo-
nemi być mogły. Dla tego też starano się oszczędzać je jak-
najwięcej. Zadawalniano się wybiciem jednej lub kilku
sztuk — może w miękkiem złocie, dla panującego lub jego
rodziny, większą zaś ilość osiągano za pomocą odlewów
w srebrze lub bronzie. Ten sam sposób musiał być jeszcze za
czasów Stefana Batorego bardzo rozpowszechnionym, gdyż
z licznych medali tego króla, mało który w większej ilości
bitych sztuk dochował się aż do naszych czasów. Dopiero
za panowania Zygmunta III. stają się medale lane rzad¬
kością, a zastępują je powszechnie medale bite stemplami. —
Stare te odlewy dziś do rzadkości należą i zwykle do
bardzo wysokich cen dochodzą. Lecz z odlewów tych starych
robiono ponownie odlewy i tak sztuka oddalała się coraz
więcej od oryginału. W czasach naszych robione odlewy
wielkiej już wartości mieć nie mogą. Jakiemi są cechy odle¬
wów rozmaitych czasów, jak rozróżniać starsze od now¬
szych, a jak odlew od sztuki bitej, o tem wypadnie nam dłu¬
żej pomówić. Temat to bardzo trudny do objaśnienia teore¬
tycznego; w odczycie, gdzie by można słuchaczom przedło¬
żyć dla porównania rozmaite odlewy, wiele łatwiej objaśnić-
by można te nieraz subtelne bardzo różnice.
Lanie odbywa się, streszczając opis jak najwięcej, w spo¬
sób następujący: za pomocą sztuki, którą się odlać pragnie,
uzyskuje się formę z zwilżonej, bardzo delikatnej glinki,
z gipsu lub cementu. Powstają dwie połowy, t. j. strona
główna i odwrotna; jeżeli medal jednostronny, zastępuje
stronę odwrotną płyta. Połówki i te, wysuszone najstaran¬
niej, posypuje się bardzo cienko zmielonym węglem i zlepia
się jaknajdokładniej w jedną, wewnątrz pustą całość. Formę,
16
>>>
w ten sposób powstałą, zaopatruje się w dwie dziurki, z któ¬
rych jedna służy do wlania rozpuszczonego kruszcu, druga,
do wypuszczenia zapełniającego próżnię powietrza. Po wla¬
niu kruszcu i wystygnięciu rozłącza się dwie połowy formy
i wydobywa uzyskany w ten sposób odlew. —
Lecz jakież są następstwa takiego postępowania, jakim,
uzyskany w ten sposób odlew? Forma, utworzona z mokrej
masy, zsycha się i przez to samo maleje, i kruszec rozgrzany
aż do płynności większą objętość zajmuje, niż po dokonaniu
odlewu, gdy w formie zastygnięcia do stanu twardego po¬
wróci. Z tych dwóch objawów wyciągnąć możemy naukę, że
odlew mniejszym być musi. zawsze niż oryginał, z którego
formę utworzono. Odlew z odlewu tego zrobiony będzie je¬
szcze mniejszy i w sposób ten do wniosku zupełnie słusznego
dojść musimy, że im dalszy jest odlew od pierwotnego wzoru,
tem mniejszy on być musi. Posiadając pomiary sztuk ory¬
ginalnych, lub też starych odlewów w podręcznikach numiz¬
matycznych, lub informując się o nich u właścicieli zbiorów
oryginały te posiadających, możemy wyciągnąć pewne dane
o wieku odlewu. Nowoczesny fałszerz nig'dy prawie nie ma
do dyspozycji oryginałów — w tem jego słaba strona, tem
się zdradza.
Ta sama właściwość zmniejszenia się płynnego kruszcu
w czasie stygnięcia, daje nam dość pewny sposób rozpozna¬
nia sztuki lanej, od bitej. Kurczenie to bowiem, musiało sto¬
sunkowo najwięcej w tych miejscach powstawać, gdzie
kruszcu płynnego była najgrubsza warstwa n. p. z powodu
znacznej wypukłości niektórych miejsc medalu. Z powodu
tego widzimy na stronie odwrotnej miejsce wklęsłe, niejako
wsiąknięte w wewnątrz, na które w języku niemieckim jest
tak trafne przez hr. Czapskiego użyte wyrażenie „Saug-
fleck“. Objaw ten widzimy doskonale na ślicznych, jedno¬
stronnych medalach, nawet dawniejszego lania, królowej
Bony i Zygmunta Augusta w młodszym wieku. Oba te me¬
dale, o nadzwyczajnie wypukłych popiersiach, są roboty
słynnego Padowańczyka. Przy medalach tych, dla poucze-
17
>>>
nia o wielkości zmniejszania się odlewów, podać możemy,
z cennej i bardzo pod tym względem pouczającej książki Dr.
Gumowskiego o medalach Jagiellonów, że medal królowej
Bony znany jest wielkości 70 mm, a schodzi aż do 62 mm;
medal Zygmunta Augusta największy ma również 70 mm,
najmniejszy 65 mm. Ani jeden ani drugi w egzemplarzach
bitych nie są znane. — To samo kurczenie się i zmniejsza¬
nie powoduje coraz to znaczniejsze zlewanie się rysów po¬
piersia i drobnych ozdób rysunku, tak, że stare oryginały
nierównie piękniejszemi być muszą i czystemi w drobnych
szczegółach niż nowe odlewy. —
Dalszą konsekwencją lania było to, że i najzgrabniejszy
robotnik rzadko jest w stanie obie połowy formy, mającej
służyć do odlania, złączyć z sobą absolutnie hermetycznie.
Najczęściej zostanie się jakaś chociaż minimalna szparecz-
ka, do której płynny zupełnie kruszec się wciśnie. Tak samo
pozostać muszą na randzie czubki, jako ślady dziurek, słu¬
żące, jedna do nalania w formę kruszcu, druga do wy¬
puszczenia z niej powietrza. I nierówności powstałe przez
szparki pomiędzy połówkami formy i owe czubki trzeba było
usunąć za pomocą dłutka czy pilnika, a ślady tej roboty nie¬
raz dopomogą nam do rozpoznania sztuki lanej od bitej.
Zresztą nadmienić nam wypada, że objaw ten widocznym
jest częściej na okazach dawnego lania, gdzie odlewacz
miał czyste zupełnie sumienie i mniej o staranne usunięcie
wszelkich śladów lania się starał, niż na odlewach robionych
w czasach obecnych w celach oszukańczych, gdzie odwrot¬
ne zupełnie motywy właśnie największą staranność zale¬
cały. —
Kruszec rozpuszczony przy laniu w formę, mógł nieraz
zawierać, jak każdy płyn, małe kuleczki powietrza. Nadto
forma niezupełnie dosuszona, przy nagłem dosychaniu
w dotknięciu z rozpalonym płynnym kruszcem mogła wyda¬
wać kulki wypełnione parą. Z jednego i drugiego powodu
powstawały na odlewie ślady w kształcie zupełnie okrągłych,
czasem niesłychanie tylko drobnych zagłębień. Spostrzeże-
18
>>>
nie chociażby jednego tylko takiego dołeczka, niech nam
będzie pewnym zupełnie dowodem, że sztuka jest laną, a nie
bitą. —
Na końcu nadmieniam jeszcze o pewnym proszku węglo¬
wym, którym posypywano formy, aby metal nie złączył się
z masą, z której forma zrobioną została. Węgiel ten przy
dotknięciu z rozpalonym do czerwoności płynnym kruszcem
spalał się w mgnieniu oka, a ślad tego spalenia pozostawał
na odlewie. Dla tego odlew w stanie swoim pierwotnym nie
mógł mieć nigdy tej jednolicie absolutnie gładkiej po¬
wierzchni, jaka powstaje przy biciu numizmatu czystym, po¬
lerowanym stalowym stemplem. Powiedziałem ,,odlew w sta¬
nie swoim pierwotnym", gdyż, czy to celem oddania zupełnie
czystej, pięknej, wszelkim wymaganiom odpowiadającej
sztuki, czy to, by ułatwić oszukaństwo, używano dawniej
i dziś się używa najrozmaitszych sposobów, aby usunąć, lub
przynajmniej pokryć wszelkie błędy i ślady jakie lanie po
sobie zostawić musiało. Czynności te zostały tak wydosko¬
nalone, że nieraz trudno rozpoznać na pierwszy rzut oka
sztukę laną od bitej, a rozpoznanie dawnego odlewu od no¬
wego staje się nieraz wprost niemoiliwem. Próbować bę¬
dziemy, chociaż tylko teoretycznie jest nam to,możliwe, po¬
dać niektóre sposoby badania, mogące być przy tego rodzaju
studjach pożytecznemi.
Wszystkie prawie, tak stare jak i nowe odlewy, popra¬
wiano za pomocą cyzelowania delikatnemi bardzo dłutkami
albo rylcami. Tak poprawiano i zaostrzano kształty liter,
uzupełniano zatarte ozdoby i rysy, usuwano, o ile się to dało,
dołki powstałe przez wyżej wymienione kulki powietrza itd.
Lecz trudno przypuszczać, by ręka ludzka mogła być tak
pewną, a dłutka do cyzelowania tak delikatne, aby ślady
tej pracy zupełnie były niewidocznemi. Widzimy je też
mniej, lub więcej wyraźnie, na wielkiej ilości tak starych, jak
i nowych odlewów. Znikły ślady błędów powstałych przy
odlewaniu, ale pozostały ślady ich usuwania. Aby i te usu¬
nąć, a także zatrzeć chropowatość powierzchni, powstałą
19
>>>
przez spalenie się węglanego proszku, na końcu, aby nadać
mu odpowiedniej gładkości i blasku, odlew polerowano.
Używano do tego proszków rozmaitych, kredy, bimsteinu
i t. d. Pomimo tych wszystkich starań, ślady lania i cyzelo¬
wania jednak zatartemi w zupełności być nie mogły. Prze¬
ciwnie, starania te i wysiłki nieraz dopomogły do rozpozna¬
nia odlewu, gdyż powodowały widoczną różnicę w wyglą¬
dzie powierzchni większych, dobrze spolerowanych, jak n. p.
około popiersia i powierzchni drobniejszych pomiędzy, n. p.
literami, gdzie polerowanie nie tak intensywnie, albo wcale
działać nie mogło. —
Wszystkie dotąd podane właściwości odlewów i sposoby
odróżniania ich od sztuk bitych, stosują się tak samo do od¬
lewów nowych jak i starych. Jedyny, a nie zawsze zupełnie
pewny sposób odróżniania starego odlewu od nowego, poda¬
liśmy, mówiąc o zmniejszaniu się w formie lanych numiz¬
matów. Jeżeli doszliśmy do przekonania, że odlew stary fał¬
szerstwem nazwać nie możemy, natomiast odlew nowy
rzadko do innych służy celów, to łatwo nam będzie pojąć, że
sztuka rozpoznawania starych odlewów od nowych jest nad¬
zwyczaj ważną. Ale sztuki najważniejsze bywają zwykle
i najtrudniejszemi. Tak jest i w tym wypadku, a mało się
niewątpliwie znajdzie nawet najświatlejszych znawców,
którzy w tej dziedzinie nigdy błędów nie popełnili. Tylko
długoletnie pilne badania, tylko możność porównywania jak
największej ilości okazów rozmaitego pochodzenia, studjum
miarodajnych wydawnictw, może dać odpowiednie do¬
świadczenie.
Mówiąc tak długo o laniu medali, odeszliśmy od naszego
właściwego tematu, gdyż tytuł naszej rozprawki brzmi
„Fałszywe Monety Polskie". Ale to; cośmy o laniu medali
powiedzieli, stosuje się pod względem technicznym w zupeł¬
ności i do monet, a pod względem celów lania to powiedzieć
możemy, że o ile lanie medali starych było zwykle uczciwem,
a nowych przeważnie nieuczciwem, to lanie monet zawsze
w celach oszukańczych praktykowanem było. Czyż można
20
>>>
wyobrazić sobie mennicę legalna, lub pokątną, wydającą ty¬
siące monet za pomocą lania zamiast bicia? To też lane mo¬
nety są bez wyjątku nowożytnego wyrobu. Spotykamy nie-
tylko talary, ale i drobne zupełnie monety lane, jak n. p. tro¬
jaki i to lane pierwszorzędnie. Sposoby rozróżniania są te
same, cośmy już przy medalach omówili, z dodaniem dwóch
jeszcze bardzo ważnych, które przy medalach zastosować
się nie dają. Są to: skonstatowanie zgodności wagi i jakości
kruszcu z sztukami oryginalnemi. —
4. Zmiany na oryginałach.
Fałszerstwem, w całem tego słowa znaczeniu, jest każda
mechaniczna zmiana dokonana na monecie oryginalnej, czy
to tym czy owym sposobem. Jedno tylko małe zastrzeżenie
zrobić możemy. Nie fałszerstwem i do pewnego tylko stop¬
nia nieuczciwością jest nieszczęsny zwyczaj niektórych zbie¬
raczy i handlarzy poprawiania sztuk, które, czy to przez
dłuższe leżenie w ziemi, czy niedobicie stemplem, czy to
przez pęknięcie na wyglądzie zewnętrznym straciły. Zwy¬
czaj ten zwalczać musimy w sposób najostrzejszy i ostrze¬
gać przed nim stanowczo. Próby takie, w niewinnym może
zamiarze przedsięwzięte, mogą łatwo zarzut fałszerstwa
wywołać, mogą sztukę cenną zniszczyć, mogą wartość jej
znacznie obniżyć. Zacytuję tu przykład następujący: Ofia¬
rowano mi kilkanaście lat temu, talara poznańskiego POS-
NAN . FAC . 1652. Talar ten nadzwyczajnie rzadki, do¬
skonale zachowany, na pierwszy rzut oka wydał mi się pew¬
nym zupełnie. I jest nim niewątpliwie. Ale tak ,,5“ jak i „2“
w roku stanowczo przerobionemi były. Fakt ten nasuwał mi
najrozmaitsze wątpliwości nim się na kupno tak drogiej
sztuki zdecydowałem. W jakim celu poprawiano, czy prze¬
rabiano te liczby? Nie można było przypuszczać, aby ktoś-
kolwiek chciał zrobić z talara 1651 roku, tak rzadkiego, że
nawet o egzystencji jego wątpią, talara z roku 1652, wpraw¬
dzie niezmiernie rzadkiego, ale jednak w trzech zbiorach
znanego. Czy może z dwójki chciano zrobić jedynkę, i to
21
>>>
się nie udało? Dłuższe badanie wyjaśniło moje wątpliwości.
Sztuka była troszeczkę pęknięta, właśnie w miejscu roku,
rok przez to ucierpiał i został poprawiony. Zainterpelowany
poprzedni właściciel przyznał, że sam tej niefortunnej próby
dokonał.
Metal miękki i elastyczny jak dobre srebro, a także
i złoto, mają tę właściwość, że warstwy ich drobne dają się
dość łatwo cienkim narzędziem, dłutkiem czy rylcem z miej¬
sca na miejsce bez ukraszenia przesunąć, jak również nie
trudno jest dolutować jakieś drobne części. W ten sposób,
robiąc z szóstki, lub dziewiątki zero, z trójki piątkę, z piątki
szóstkę bez zbytnich trudności stwarzano z lat pospolit¬
szych lata bardzo rzadkie, nawet czasem dotąd nie istniejące
wcale. Już większej' zgrabności wymagało przerobienie
ósemki tak dobrze na siódemkę, że nawet tak wytrawny
znawca, jak Zagórski, nie spostrzegł tej oszukańczej roboty
i umieścił półtalarka 1787 (Nr. 795) i talara tegoż roku
(Nr. 770) nietylko w tekście, ale i na tablicach swego dzieła,
chociaż akta mennicze wyraźnie dowodzą, że sztuk tych
wcale nie bito i nikt też nigdy ich nie widział w autentycz¬
nych egzemplarzach. — Tak samo na licytacji słynnego
zbioru Chełmińskiego (Monachjum 1903) podbijano umiesz¬
czonego na tablicy wspaniałego katalogu półtalarka z roku
1785 aż do 100 mk. i byłby poszedł niewątpliwie jeszcze
znacznie wyżej, gdyby nie obecność polskich znawców, któ¬
rzy wiedzieli, że rok taki nigdy nie istniał. Dziś kupiony po
licytacji za kilka marek, spoczywa w moim zbiorze w od¬
dziale sztuk „chorych" jako przeróbka z roku 1783. Tak
samo ukazał się w roku 1908 dukat gdański 1585 bardzo
rzadki, chociaż w katalogu hr. Czapskiego niesłusznie tylko
oceną R. 2 ozdobiony. Znalazło się na niego sporo pot꿬
nych finansowo amatorów. Tymczasem i on poszedł osta¬
tecznie do mego szpitala jako przeróbka z pospolitego 1586
roku. — Dalej jeszcze: na licytacji zbioru Ottona Kubic¬
kiego pojawił się szeląg elblągski z roku 1713. Na szczęście
rok ten okazał się doskonałą przeróbką z roku 1763, w prze-
22
>>>
ciwnym razie, szeląg ten, byłby przewrócił całą historję
mennictwa tego miasta i niejednego uczonego w nie¬
mały wprowadził kłopot. — Posiadam też talara gdańskiego
Jana Kazimierza z roku 1647. Jak wiadomo, król ten wstą¬
pił na tron w roku 1648, a pierwsze monety z jego popier¬
siem ukazały się dopiero w roku następnym. Co za rzad¬
kość taka pomyłka i to w mennicy gdańskiej z porządku sły¬
nącej. Przeróbka wykonana po mistrzowsku, tylko właśnie
ta siódemka nie zupełnie w stylu epoki.
Do niezliczonego szeregu tego rodzaju fałszerstw zali¬
czyć wypada usuwanie znaków menniczych, inicjałów min-
carzy, lub podskarbich, przerabianie tych liter i t. d. Tu nad¬
mienić nam wypadnie, że nie każda tego rodzaju zmiana
jest fałszerstwem. Przy biciu monet mennice mając do jed¬
nego rocznika dobry stempel, chciały nieraz, jeżeli większe
zmiany w rysunku monety potrzebnemi nie były, używać go
i na rok następny. W tym celu zmieniano rok w stemplu.-
Znane są nam n. p. talary toruńskie z roku 1659, gdzie
dziewiątka powstała przez dorabianie ogonka do zera na
stemplu z roku 1650, tak samo dukaty gdańskie 1652 i 1653
przerobione z roku 1651, ort koronny 1677, gdzie litery
M—H po bokach tarczy herbowej nakryte są dorobionemi
w stemplu ozdobami 1 wiele jeszcze innych. Przeróbki takie
w stemplu nieraz są bardzo ciekawemi i wysoko cenionemi,
a odróżnianie przeróbek stemplowych od przeróbek fałsze¬
rzy, po za pewną czujnością, nie wymaga tak bardzo wiel¬
kiego doświadczenia, jak inne sposoby fałszowania. Dla tego
już samego, że fałszerz stara się wszelkie ślady swego czy¬
nu zatrzeć, właśnie nieraz się zdradza. Odwrotnie mincarz,
który przerabiał stempel na wyższy rozkaz, nie miał nic do
ukrywania i nieraz też tak mało pracy sobie zadawał, że
przeważnie łatwo poznać można z czego owe dziewiątki,
trójki, czy dwójki zrobił. Nadto wszelkie nowożytne fałszer¬
stwa mogą być zrobione tylko na pojedyńczych sztukach —
nie w stemplu. Silnie powiększające szkło zdradzi zawsze
ślady dłutka, którem fałszerstwo dokonano.
>>>
Przy sztukach z rokiem przerobionym widać często na
stronie przeciwnej tej, na której jest rok, miejsce sklepane;
najwięcej widzi się to na dukatach. Jest to ślad kowadełka,
na którem umocowano monetę, by się przy przerabianiu roku
dłutkiem nie poruszała. —
Inny sposób fałszowania był następujący: monetę prze¬
piłowano na pół tak, że uzyskiwano osobne blaszki z stro¬
ną główną i odwrotną .Przepiłowawszy w ten sam sposób
kilka sztuk rozmaitych, zlutowano dwie blaszki zupełnie
do siebie nienależące i uzyskiwano w ten sposób sztuki bar¬
dzo rzadkie, zupełnie nieznane, fenomena nadzwyczajne!
Poznać można tego rodzaju fałszerstwa po śladach lutowa¬
nia na randzie i po nienormalnym dźwięku, jeżeli rzucimy
monetę na stół, lub płytę kamienną. Czasami jednak zda¬
rzają się tak bardzo dobrze lutowane sztuki, że wcale niezły
i łudzący dźwięk mają. Pozostanie nam jeszcze zbadanie,
czy obie strony z kruszcu tej samej stopy się składają i osta¬
tecznie przy monetach — mniej gdy o medal chodzi — waż-
nem jest i przekonanie się, czy waga sztuki zgadza się
z wagą normalną autentycznej monety. —
W trochę podobny sposób fabrykowano i tak zwane kli-
pingi, t. j. monety czterokątne, zwykle do wielkich należące
rzadkości. W kwadratowym kawałku kruszcu wycinano od¬
powiedni okrągły otwór, w który wpuszczano i wlutowy-
wano monetę. Aby zatrzeć ślady połączenia i lutowania, po¬
krywano je zgrabnie pociągniętemi otokami. W podobny
sposób tworzono też sztuki próbne, grubsze jak zwykle,
t. zw. pied-fort, także do największych należące rzadkości.
Na dowód jak się amatorzy nieraz złapać dali, podaję ustęp
z manuskryptu Kostrzębskiego, jednego z najwytrawniej¬
szych znawców numizmatyki polskiej: ,,PIr. Czapski w to¬
mie IV. swego katalogu podaje pod Nr. 9353, 56 i 57 trzy
klipy trojaków gdańskich z lat r 536, 38 i 39. Trojaki te
pochodzą ze zbioru hr. Morsztyna w Krakowie i znane mi
są dobrze. Wracając z licytacji zbioru hr. Steckiego, która
odbyła się w listopadzie 1873 wstąpiłem rozmyślnie do Kra-
24
>>>
kowa, by móc przejrzeć zbiór hr. Morsztyna i wynotować
monety mi nieznane	 Klipy te gdańskie były badane wte¬
dy przezemnie i nabrałem przekonania, że są to zwykłe tro¬
jaki wlutowane nadzwyczaj zręcznie w blaszki kwadratowe
i t. d.“ Tyle Kostrzębski. Hr. Czapski widocznie klipy te
uważać musiał za oryginały, gdyż w katalogu opatrzone są
stopniem rzadkości R\ Dopiero późniejsze badania oka¬
zały, o ile Kostrzębski miał słuszność, gdyż udowodniono,
że trojaki składają się z innego kruszcu niż kwadratowe
blaszki. — Podobną klipingę jednostronną, zrobioną ze stro¬
ny głównej szóstaka malborskiego Zygmunta III., kupiłem
na licytacji zbioru Ottona Kubickiego w roku 1908.
Dość rzadko praktykowany sposób fałszowania był na
końcu następujący: by n. p. uzyskać rzadkie niektóre lata
denarów litewskich Zygmunta Augusta, obcinano cały na¬
pis otokowy pospolitego półgroszka z tego roku, z którego
fałszerz posiadać zapragnął denarka — i denarek był go¬
tów! Fałszerstwa poznać można przez to, że tak orzeł jak
i pogoń rozmiarami swojemi do półgroszka zastosowane,
podpadająco są większe, niż na prawdziwych denarach. Ta¬
kie sztuki widziałem w zbiorze Potockiego i Czapskiego, ale
i z innemi monetami może tak postępowano. —
5. Fałszowanie monet za pomocą bicia
nowemi stemplami.
Fałszowanie monet za pomocą bicia stemplem do tego celu
stworzonym, zasługuje już zupełnie na miano fachowego
fałszerstwa. Do zrobienia bowiem nowego stempla, do bicia
nim monet, istnieć musiał już cały, urządzony, w maszyny
i narzędzia zaopatrzony warsztat, cała fabryka. Robienie
stempli wymagało już zupełnie fachowego wyuczenia i nie¬
małej wprawy. Sposoby fabrykacji stempli mogłyby być
dość rozmaite. Chcąc je opisać, często bardzo będziemy mu¬
sieli porównywać czynności fałszerzy z techniką praktyko¬
waną przy biciu monety legalnej. Ponieważ mało numizma-
25
>>>
tyków obeznanych jest z szczegółami zawodu mincarskiego
epok rozmaitych, musielibyśmy opisać je najdokładniej i od¬
biec zbyt daleko od właściwego naszego tematu. By tego
uniknąć i w przekonaniu, że opis taki tylko przez fachowego
człowieka dokładnie podanym być może, wskazujemy na
artykuł dawnego urzędnika mennicy warszawskiej i świa¬
tłego numizmatyka Walerego Kostrzębskiego, opubliko¬
wany po raz pierwszy w roku 1896 w Wiadomościach Nu-
mizmatyczno-Archeologicznych pod tytułem „Mennictwo
w lJolsce“. Sami powracamy do fabrykacji stempli fałszy¬
wych:
Jeżeli monety, o której sfałszowanie chodziło, nie posia¬
dano, lecz tylko jej rysunek, lub jeżeli cennego oryginału
na niebezpieczne próby narażać nie chciano, lub ostatecznie
chodziło o stworzenie monety zupełnie nieistniejącej, wtedy
ryto stempel wprost w odpowiedni kawałek miękkiej stali,
którą po skończeniu rycia hartowano. Było to tak zwane
rznięcie stempla „od ręki“. Z opisu Kostrzębskiego dowia¬
dujemy się, że w mennictwie legalnem, zawodowem, nie
używano nigdy stempli rzniętych od ręki. W każdej men¬
nicy fabrykowano natomiast znaczną ilość małych wypuk¬
łych stempelków czy dłutek, przedstawiających pojedyncze
litery, znaki, popiersia i t. d. Temi stempelkami wybijano
w miękkiej stali całkowity rysunek monety, niejako jej ne¬
gatyw. Ponieważ przy wybijaniu tego stempla negatywu
używano, gdy zachodziła potrzeba tej samej litery czy znaku,
tegoż samego zawsze dłutka n. p. litery 5, zatem na monecie
oryginalnej wszystkie 5 równe zupełnie sobie powstawały.
Wyjątki powstać mogły tylko mechaniczne n. p. przez nie-
dobicie, poruszenie się płytki kruszcu przy uderzeniu tłoka
maszyny menniczej i t. d. Lecz nietylko jedna moneta, ale
całe ich szeregi, kilka nawet roczników z rzędu wykazują tę
równość pojedyńczych znaków, tłomaczącą się faktem, że
gdy używany do bicia stempel stał się niezdatnym do dalszej
pracy, brano do fabrykacji nowego też same zawsze dłutka,
które długie lata używać można było. Jedynie nierówne od-
26
>>>
stępy pomiędzy literami, brak jednej z nich, brak jakiego¬
kolwiek znaku czy kropki, dają nam dowody użycia dwóch
lub kilku stempli. — Przy ryciu natomiast stempla wprost
od ręki, fałszerz jednostajności tej w żaden sposób osiągnąć
nie był w stanie. Najzgrabniejsza i najpewniejsza ręka wła¬
dająca najlepszym rylcem, nie jest w stanie wyryć w stali
dwóch zupełnie równych liter, a nadto, gdy stempel pękł
przy biciu i fałszerz do zrobienia nowego przystąpić musiał,
już przed zupełnie niewykonalnem zadaniem stawał: dwóch
równych stempli osiągnąć nie mógł ani co do kształtu liter,
a tem mniej herbów i popiersi. Ta nierówność znaków jest
jedną z najważniejszych oznak fałszowanego numizmatu.
W fabrykację pojedyńczych dłutek, jak w mennicy, fałszerz
wdawać się nie mógł i nie chciał. Zanadto to żmudna praca
by była, a ze względu na stosunkowo małą ilość sztuk, które
miał zamiar wybić, znacznie za kosztowna. Chodziło mu
przecież przedewszystkiem o łatwy i duży zarobek.
Różnice pomiędzy monetami obu sposobami powstałemi
były jeszcze inne. Dłutkami, które głęboko w miękką stal
wbijano, osiągano stempel wydający monety z znaczną wy¬
pukłością znaków; sposób ten wywoływał też pewną mięk¬
kość w konturach każdego rysunku i litery, gdyż stempelek,
chociażby najostrzejszy, nigdy zupełnie ostrego wgłębienia
w stali nie pozstawiał, tem mniej stempel całkowity na od¬
wrót w płytce kruszcu, z której moneta powstawała. Ryjąc
natomiast wprost w stali, trudno było osięgnąć równie głę¬
bokie rysunki wklęsłe, a robota rylca pozostawiała pewną
ostrość, której żadne gładzenie i polerowanie usunąć nie
zdołało. Dlatego to, tego rodzaju fałszywe monety wyka¬
zują oprócz powyżej opisanej nierówności liter i znaków,
także zawsze pewną płytkość rysunku o ostrych jednak kon¬
turach.
Moneta wybita stemplem rzniętym od ręki, ma, że tak po¬
wiem, wszelkie cechy i znamiona dzieła indywidualnego;
znać na niej poruszania i uderzenia rylca, kierowanego
ręką — nie maszyną, znać na niej ślady woli i myśli wy-
27
>>>
konywującego rzeźbiarza, jest ona oryginałem. Moneta
bita legalnie i fabrycznie, stemplem nabijanym dłutkami,
dostarczonemi rzemieślnikowi przed zarząd mennicy, ma
zawsze cechy równe, jednolite, cechy produktu fabrycz¬
nego. Jest to w pewnej mierze ta sama różnica, jaką wi¬
dzimy pomiędzy rzeźbą oryginalną, a jej odlewami, od¬
wrotnie jednak te właściwości oceniając. To, co bowiem
w rzeźbie oryginalnej cenimy, to właśnie przy monecie bi¬
tej stemplem rzniętym od ręki, za najlepszy dowód fałszer¬
stwa nam służy. Znajomość cech legalnie bitej monety, pe¬
wne ,,czucie" w osądzeniu tych nieraz subtelnych różnic
i w tym kierunku wyrobione oko, będą nam najlepszym
drogowskazem w poznawaniu tego rodzaju falsyfikatów.
Gdy fałszerz miał pod ręką oryginał rzadkiej monety
i chodziło mu o rozmnożenie jej, wtedy użyć mógł innych
sposobów stworzenia stempla. Z oryginału robił odlew że¬
lazny, a gdy ten się udał i shartowany został, wbijał go
w rozpaloną do czerwoności stal. Po shartowaniu stali
stempel był gotów, jeżeli cała czynność zgrabnie i umie¬
jętnie wykonaną została; uzyskane takim stemplem falsy¬
fikaty niewątpliwie dobrem naśladownictwem oryginału
być mogły. Całe szczęście, że takie zupełne udanie się
w praktyce bardzo rzadko się zdarzało. Po pierwsze nie
łatwo zrobić dobry odlew z żelaza; po drugie odlew, jakeś¬
my to już w rozdziale o laniu monet i medali tłomaczyli,
zawsze mniejszym od oryginału będzie; po trzecie nieraz
albo odlew, albo i stal do stworzenia stempla przeznaczona,
nie wytrzymywały uderzenia czy naciski; maszyny menni¬
czej i pękały; po czwarte jak na każdem rozpalonem żelazie,
czy stali tworzy się łuska przy stygnięciu i hartowaniu, któ¬
ra przy najlżejszem uderzeniu odpryskuje, tak działo się
też na uzyskanym stemplu, a skutkiem była płytkość rysun¬
ku, za mało ostre kontury, nieraz rozmaite nierówności.
Fałszerz chcąc zatrzeć ślady tych rozmaitych niedokładno¬
ści brał się do polerowania stempla, do poprawiania ostrem
narzędziem; usuwał te i owe błędy, lecz zostało ich jednak
28
>>>
zawsze dosyć dla czujnego oka doświadczonego badacza —
i fałszerstwo prędzej czy później wykryte zostało.
Pewnem ułatwieniem i uproszczeniem tego rodzaju fa¬
brykacji stempli było odlanie wprost z monety oryginalnej
jej negatywu i użycia go jako stempla. Dobrze wyczy¬
szczony, polerowany, gdzie koniecznie, trochę poprawiony,
stempel taki wydawał monety niewątpliwie do oryginału
nadzwyczajnie zbliżone. Lecz ze stali lać niezmiernie jest
trudno i trzeba było uciec się do żelaza, a stemple z żelaza
za miękkie, bardzo niewytrwałemi w użyciu były. Musiał
więc ten odlew, by choć kilka uderzeń wytrzymał, być dość
grubym, a mówiliśmy o tern, jak przy laniu wypukłych bar¬
dzo i grubych medali powstawały przy stygnięciu kruszcu
i połączonem z niem kurczeniu wklęśnięcia powierzchni
(tak zwany Saugfleck). To i tu się dziać musiało, a kon¬
sekwencją był stempel wklęsły, który wydawał monety
wypukłe.
Są na końcu i znawcy, którzy twierdzą, że fałszerz mógł
uzyskać stempel i w ten sposób, że oryginalną monetę samą
wbijał w stal rozpaloną i miękką. Oszczędzałby sobie w ten
sposób trudu robienia odlewu i unikałby ujemnych stron,
wynikających z odlewania. W pojedyńczych wypadkach
może i tak postępowano, nie śmiem jednak wierzyć, by się
to często zdarzało. Czy fałszerz narażałby cenny przecież,
bo rzadki oryginał na dość prawdopodobne uszkodzenie
albo zniszczenie? Czy możliwem jest technicznie wbić
srebrną, lub złotą monetę w rozpaloną stal tak silnie, by
uzyskać jako tako dobry i wyraźny stempel? Sposób ten,
gdyby beznagannie wykonanym został, byłby niewątpliwie
najniebezpieczniejszym. Fałszywa sztuka miałaby dokład¬
nie wielkość oryginału, byłaby bezsprzecznie najwierniej¬
szą jego kopją. W skuteczność tego sposobu nie bardzo
jednak wierzę. Miałem setki fałszywych monet w ręku
i wiele bardzo stempli, do tych fałszerstw użytych; nie mo¬
głem jednak nigdy znaleźć śladów pewnych tego rodzaju
fabrykacji.
29
>>>
Ostatnim sposobem fabrykowania stempli jest „wytra¬
wianie" rysunku na stali za pomocą kwasu. Kawałek stali
przeznaczony do fabrykacji stempla, pociągano warstwą ży¬
wicy, wosku, lub podobnej masy. Rysując na tej masie znaki
i kształty, które na monecie znaleźć się miały, usuwano po¬
krycia, a odkrywano stal. Kwas, którym rysunek zalano,
wytrawiał, wygryzał w niej wgłębienia. Byłaby to technika
dość podobna do fabrykacji rycin, zwanych akwafortami.
Ponieważ stemple w ten sposób uzyskane, mogły być tylko
bardzo płytkie, bo kwas wytrawiał wgłębienia za miałkie
i zupełnie nie ostre, zatem sposób ten tylko do naśladowania
monet o tych samych właściwościach mógł być używanym.
Praktykowano go też tylko w fałszowaniu monet niektó¬
rych epok, n. p. brakteatów średniowiecznych i t. p.
Myślę, że nie wyczerpałem wszystkich sposobów fałszo¬
wania, gdyż znaleźć się mogą jeszcze rozmaite odmiany,
n. p. połączenia dwóch sposobów w jeden. Chociaż takich
fałszerstw dowodnie skonstatować nie mogłem, mniemam,
że fałszerz mógł n. p. na oryginale zmienić znanemi nam
sposobami rok, lub jaki znak mennicy, potem dopiero robić
odlew, a z niego stempel i bić monety z nieznanemi latami
i znakami. Nadto z postępem techniki może nowe sposoby
fałszowania powstały, albo jeszcze powstaną. Starałem się
zebrać te sposoby fałszowania, które w numizmatyce pol¬
skiej najczęściej spotykałem, starałem się w jedną całość
zebrać rozmaite rozproszone dotąd artykuły, rozprawki
i zapiski, zebrać doświadczenia poprzednich pokoleń numiz¬
matyków, pomnożone swojemi własnemi spostrzeżeniami.
Materjał ten posłuży może niejednemu mniej doświadczo¬
nemu do zgłębienia swych wiadomości, a doświadczonym
nie do krytyki samej, lecz do dalszych badań i uzupełnień
dla dobra ogółu, dla zupełnego wykorzenienia nieuczciwości
i wyzysku.
W ostatnim czasie odebrałem od życzliwego mi numiz¬
matyka warszawskiego wiadomość o jeszcze jednym sposo¬
bie fałszowania monet. Jest to t. zw. sposób Petersburski,
30
>>>
wymyślony podobno i praktykowany przez Iversena, byłego
dyrektora zbiorów numizmatycznych Ermitażu. Opis po¬
stępowania brzmi dosłownie:
,,Z monety zrobić zwykły galwanotyp, oberżnąć go na
tyle, ile wymaga średnica monety; następnie smaruje się
powierzchnię galwanu jakimś płynem, czy proszkiem, robi
się kąpiel w roztworze żelaza i galwanicznie osadza się że¬
lazo na galwanie do potrzebnej grubości. Powstała tym spo¬
sobem matryca jest nadzwyczaj krucha i nie wytrzymałaby
uderzenia młota menniczego; dla tej przyczyny bierze się
płytkę srebrnej blachy średnicy takiej, jak stemple, rozgrze¬
wa się i wtłacza stemple za pomocą silnego ciśnienia prasy;
j,cżeli za pierwszem ciśnieniem stempel niedobrze się odbije,
należy monetkę ponownie rozgrzać i ułożywszy odpowied¬
nio stemple, poddać ponownie ciśnieniu prasy i to powta¬
rzać, aż moneta będzie taką, jak na oryginale. Lepiej czę¬
ściej podgrzewać blaszkę i powtarzać ciśnienie, niżli praso¬
wać samo ciśnienie, ponieważ sztance są tak kruche, że na¬
wet przy silniejszem ciśnieniu kruszą się“.
Odebrałem razem z powyższym opisem pudełko, zawie¬
rające:
1.	Kilkanaście blaszek galwanicznych z monet Ermitażu.
2.	Kilka, widocznie powyższym sposobem * zrobionych,
stempli żelaznych, 2—3 milimetry grubych, jak opis
podaje, niewątpliwie bardzo kruchych.
3.	Kilka odbitek temi stemplami robionych w bardzo
miękkim ołowiu; niektóre z nich jako tako głębokie,
przeważnie jednak bardzo płytkie.
4.	Dwie monety (talara i drobną), które miały być tym
sposobem zrobione, lecz przy bliższem zbadaniu oka¬
zały się jako doskonałe galwany.
Z całego tego materjału widać, że jakieś próby robiono,
nie mogłem jednak nabrać przekonania, by próby te zamie¬
rzonym rezultatem uwieńczonemi były. Stemple żelazne,
kruche i cienkie, do bicia w srebrze oczywiście służyć nie
mogły, gdyż nawet odbitki w miękkim ołowiu nie osobliwie
31
>>>
wypadły. Czy wytłaczanie za pomocą prasy w rozgrzanem
srebrze przez kilkorazowe powtarzanie ciśnienia jest rnoż-
liwem? Mojem zdaniem nie; mam wrażenie, że niemożli-
wem jest wyjmowanie płytki srebrnej z pomiędzy stempli,
rozgrzewanie jej powtórnie i ułożenie tak dokładnie napo-
wrót pomiędzy stemple, by leżała zupełnie tak samo, jak
przy poprzedniem ciśnieniu; niemożliwem jest, by nie po¬
wstały chociażby najdrobniejsze zdwojenia, lub niedokład¬
ności rysunku.
Zatrzymałem się przy tym nowym sposobie fałszowania
trochę dłużej, bo chociaż na razie nie uważam go za prak¬
tycznie wykonalny, to jednak przyznać muszę, że technika
takie postępy robi, że i ten sposób fałszowania wydoskona¬
lonym być może. Byłby on niewątpliwie najniebezpieczniej¬
szym ze wszystkich dotąd nam znanych. Jeżeliby fałszerz
zadał sobie pracę dobierania odpowiedniej monetom orygi¬
nalnym próby srebra czy złota, wtedy nie byłoby zdaje się
sposobu odróżnienia monety fałszywej od autentycznej.
Cenione przez każdego zbieracza są sztuki z t. zw. poły¬
skiem stemplowym (Stempelglanz). Ma tę właściwość każ¬
da, świeżo z mennicy wyszła sztuka. Dopiero przez dłuższy
obieg traci połysk. Tracą go również monety wydobyte
z wykopalisk, mianowicie te, które w wilgoci leżały, są za¬
śniedziałe, lub też mają pewien rodzaj koloru zwanego pa¬
tyną. Majnert chciał fabrykatom swym nadać te oznaki
starości i robił to w ten sposób, że do bicia swych monet
używał płytek srebrnych, nie czyszczonych, lub też poprzed¬
nio czernił je, rozpalając w ogniu. Postępowanie to było
wprost przeciwnem zwyczajom mennic legalnych, które
zawsze płytek czyszczonych używały. W ten sposób monety
Majnerta mają przeważnie osobliwą, czarną, równą patynę,
odmienną od tej, którą na rzeczywiście starych monetach
widujemy. Nadto na oryginałach patyna widoczną jest na
resztkach połysku stemplowego, w czasie gdy na majner-
32
>>>
towskich widzi się często objaw wręcz odwrotny, to jest
połysk stemplowy — czarny — na tej sztucznej patynie.
Ale dodać muszę jeszcze jedno: żadna teorja, żadna
nauka na nic się nie przyda bez praktyki. Żadna książka nie
pouczy amatora tak, by bez praktyki i wprawy, bez zwie¬
dzania wielu muzeów i prywatnych zbiorów, bez studjów
porównawczych, mógł rozpoznać od razu w serji obrazów
oryginały od kopji i fałszerstw. To samo jest i z każdą
sztuką, z każdem znawstwem, to samo z numizmatyką.
Wytrawny znawca na pierwszy rzut oka pozna prawie każ¬
de fałszerstwo, bardzo wyrafinowane i zgrabne po mniej,
lub więcej dokładnem zbadaniu, sztuk natomiast takich,
0	których wyroku zupełnie pewnego nie będzie w stanie
wydać, mało bardzo się znajdzie. Jest to pewien rodzaj czu¬
cia, pewien zmysł spotrzegawczy, jakaś właściwość oka,
które tylko długoletnia praktyka, kierowana studjami
1	wskazówkami doświadczonych kolegów po fachu, dać mo¬
że. Niechby te moje notatki jako drogowskaz i zachęta do
takich studji teoretycznych i praktycznych posłużyć mogły.
Taki owoc mej skromnej pracy byłby dla mnie wielkiem za¬
dowoleniem, a wielkim niewątpliwie pożytkiem dla niejed¬
nego zbioru.
>>>
ROZDZIAŁ IV.
TO 1 OWO O ZNANYCH FAŁSZERZACH.
Fałszerzy na dwa rodzaje podzielić musimy. Pierwszym
byli oszuści w całem tego słowa znaczeniu, pracujący dla
celów niskich, dla łatwego zysku. Drugi rodzaj dużo złego
narobił i pierwszemu robotę ułatwił; pobudkami była cza¬
sem próżność, a zawsze lekkomyślność. Do tego drugiego,
jak się przekonamy, należeli nawet niektórzy z najświatlej¬
szych naszych uczonych — numizmatyków. Nieraz nie mo¬
gąc wejść w posiadanie zbyt na ich kieszeń drogiego orygi¬
nału, lub tak rzadkiej sztuki, że jej w handlu zupełnie nie
było, obstało wy wali kop je i bez żadnej wzmianki składali
w swym zbiorze. W spisach podawali, że ją posiadają. I tak
czasem jeszcze za ich życia, zwykle jednak dopiero po
śmierci takie sztuki rozchodziły się po świecie, pokazywały
się na licytacjach i niesumiennym handlarzom dawały spo¬
sobność do wyzysku i oszukiwania mniej doświadczonych,
a czasem zupełnie wytrawnych amatorów. Innego zbiera¬
cza korciło, że w całej ślicznej serji pewnego gatunku mo¬
net brakło mu tylko jednego rocznika; jakaż pokusa uzy¬
skać go i wypełnić nieznośną szczerbę za pomocą dłutka
i rylca! W ten sposób powstawały monety zupełnie nieznar
ne, przeciw istnieniu których przemawiały wszelkie akta
mennicze i metryki koronne. Ile nieraz z powodów takich
było badań daremnych, ileż dyskusyj i polemik — aż wy¬
kryto napozór niewinne fałszerstwo. Iluż zbieraczy straci¬
ło w ten sposób wiele pieniędzy, ilu zniechęciło się do dal¬
szego zbierania i studjów!
34
>>>
Pierwszy alarm powstał pomiędzy zbieraczami po wyda¬
niu pierwszej książki, zajmującej się fachowo numizmaty¬
ką polską. Była to wydana w 1839-tym roku „Numizmaty¬
ka krajowa" Władysława Stężyńskiego-Bandtkiego. Po¬
dał on kilka monet jako niewątpliwie podrobionych, o kilku
innych wyraził mniej, lub więcej poważne wątpliwości. Na¬
robił jednak i zamętu i dał fałszerzom bodźca do dalszej
pracy. Kilka sztuk bowiem fałszywych podał jako auten¬
tyczne, .a prawdziwość jednej z nich bronił nawet dłuższe-
mi wywodami (Talar koronny Zygmunta I. 1535. Tom I.
str. 40). W r. 1845 ukazało się dzieło Ignacego Zagórskie¬
go pod tytułem „Monety dawnej Polski". I Zagórski ostrze¬
gał przed fałszerzami, wymieniał fałszywe sztuki, sprosto¬
wał niektóre błędy Bandtkiego, ale sam ich nie uniknął
w zupełności. Podał kilka monet podrobionych w tekście,
a kilka rysunków zrobionych na tablicach jest nie z orygi¬
nałów, lecz ze sztuk fałszywych. Jednak z roku na rok roz¬
poznawanie sztuk fałszywych robiło postępy. Wielkie bardzo
zasługi na tem polu położył numizmatyk warszawski Karol
Beyer, po nim Walery Kostrzębski. Władysław Bartynow-
ski zebrał bardzo dużo materjałów o fałszerzach i fałszo¬
wanych monetach, niestety nigdy ich nie wydał w całości.
Starałem się zebrać te wszystkie luźne zapiski i notatki
i zacznę od najdawniejszego i najwięcej znanego fałszerza.
Był nim Józef Majnert. Urodził się w Warszawie
w roku 1813. Rodzicami jego byli Gotfryd Majnert, meda-
lier i urzędnik mennicy warszawskiej, i Karolina z domu
Hincz. Ojciec był wyznania ewangelickiego, syn katolikiem.
Józef Majnert przeszedł sześć klas szkoły Pijarów i dwuletni
kurs Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale sztuk pięk¬
nych. W r. 1830, idąc śladami ojca, został urzędnikiem
mennicy. Niewątpliwie pod kierunkiem ojca wykończył swe
wykształcenie i został rytownikiem i medalierem. Po paru
latach odebrał kilka nagród konkursowych i kilka odzna¬
czeń rządowych. W roku 1856 opuścił urząd w mennicy.
Z krótkiego tego życiorysu wynika, że Majnert nie był, że
35
>>>
tak powiem „byle kim“. Był człowiekiem wykształconym,
kulturalnym, był wytrawnym artystą w swoim fachu. Miał
też urządzenie mennicy i jej narzędzia na usługi, miał wiel¬
kie praktyczne doświadczenie. Wyobrazi sobie czytelnik,
ile człowiek w położeniu Majnerta szkody mógł narobić,
gdy fałszowaniem monet trudnić się zaczął. To też pomię¬
dzy fałszerzami monet polskich zajmuje on pierwsze miej¬
sce, jest osobą niejako historyczną. Doszło dziś do tego, że
handlarze niemieccy, mniej z fałszerstwami monet polskich
obeznani, każdego fałszywego talara „Majnertem“ nazy¬
wają.
Majnert rozpoczął działalność swoją fałszerską zapew¬
ne bardzo rychło, już w r. 1835. W każdym razie w stycz¬
niu r. 1836 ukazał się talar koronny Zygmunta I 1535
i równocześnie z nim talar Zygmunta Augusta 1547. W r.
1856 musiała fabrykacja ustać, bo opuściwszy mennicę,
stracił Majnert cały potrzebny mu warsztat. Zdaje się jed¬
nak, że dopiero w roku 1871 sprzedał wszystkie, będące
jeszcze w jego posiadaniu stemple używane do fałszowania
monet Karolowi Beyerowi. Bayer bardzo krótko potem
oddał je hr. Emerykowi Czapskiemu, z którego zbiorem
weszły w posiadanie Muzeum Narodowego w Krakowie.
Zbiór ten zawiera 99 stempli, służących do fabrykacji 55
rozmaitych monet. Z tych stempli rytych jest od ręki 63,
reszta zaś powstała z odlewów sztuk oryginalnych. Dzieło
pięciotomowe hr. Czapskiego nie każdemu jest dostępne;
nadto zawiera ono tylko spis tych stempli, bez opisu i bez
rysunków monet. W następnym rozdziale będziemy się sta¬
rali wszystkie te sztuki podać i opisać, przeważnie podług
zapisków Karola Beyera.
Co spowodowało Majnerta do tej tak szkodliwej oszu¬
kańczej fabrykacji, trudno wiedzieć. Z zapisków współ¬
czesnych numizmatyków wnoszę, że wina spada na Ignace¬
go Przeszkodzińskiego, byłego pułkownika wojsk polskich,
bardzo zacnego człowieka, gorliwego zbieracza, mającego
słabość do monet przez nikogo innego nie posiadanych. —
36
>>>
Tenże u Majnerta miał obstalować, a ten kopjował zna¬
ne białe kruki, a bielsze jeszcze wyrabiał n. p. w ten sposób,
że wzorując się na rysunku dukata, powiększał stempel do
wielkości talara itd. Chęć jednak łatwego zysku niewątpli¬
wie główną odegrała rolę, bo handel stał się z czasem zbyt
rozpowszechnionym. Specjalnością Majnerta były sztuki
srebrne i to przeważnie duże, jak talary i półtalarki, kilka
szóstaków. Monet złotych wybił tylko dwie.
Żadnego fałszerza życia i działalności nie znamy tak do¬
kładnie, jak Józefa Majnerta. O żadnych też falsyfikatach
nie mamy tak zupełnie dokładnych danych, jak o tej serji
wyszłej z warszawskiej mennicy. Dzięki staraniom Beyera
mamy wszystkie prawie stemple Majnerta; wiemy kiedy
i jak powstały; stemple używane przez innych fałszerzy,
z wyjątkiem zdaje się tylko dwóch, które się w moim znaj¬
dują zbiorze, przepadły. To też co do powstania wielu sztuk
fałszywych i fabrykatów tylko na domysłach opierać się
możemy.
W dziele Stronczyńskiego, w luźnych zapiskach Beyera
i Kostrzębskiego, w Katalogu Czapskiego spotykamy czę¬
sto, gdy mowa o fałszywych monetach, związane z sobą
w rozmaity sposób nazwiska Kątski—Hausmann—Sąd—
Fajn. Wszyscy wyżej wymienieni numizmatycy, żyli wła¬
śnie wtedy, gdy ukazała się ta' druga serja fałszywych mo¬
net polskich, lecz nie zaraz odkryć mogli fałszerzy, ich po¬
mocników i miejsce pochodzenia. W r. 1865 ukazały się
pierwsze sztuki i zaraz przez Beyera jako fałszywe uznane
zostały. W tymże roku Beyer dyktował Władysławowi Bar-
tynowskiemu następującą notatkę: ,,W roku 1865 ukazały
się fałszywe polskie monety, prawdopodobnie podrobione
w Londynie, nakładem i przemysłem Igla, antykwarza
ze Lwowa", poczem następuje wyliczenie czternastu monet
fałszywych. Kostrzębski kilka lat potem wspomina o tych
samych monetach i podaje jako fabrykanta Fajna, a jako
inicjatora Hausmanna. Czapski w katalogu swoim przy
nich rozmaite robi przypiski. Władysław Bartynowski, któ-
37
>>>
ry tych wszystkich zbieraczy znał, z nimi pracował, ich za¬
piski zbierał, doszedł do następujących wniosków, które mi
w roku 1910 dyktował: „Około roku 1860—70 żył w Pary¬
żu Antoni Kątski, muzyk pianista, który miał namiętność
zbierania rzeczy nieznanych i przez nikogo nie posiada¬
nych. Skorzystał z tego adwokat Hausmannw Mińsku,
który znany był z fabrykacji dyplomów, dowodów szla¬
chectwa i t. d. Hausmann kazał robić grawerowi złotniko¬
wi F a j n o w i (pewnie Fein) w Mińsku rozmaite dukaty
i falsyfikaty i te Kątskiemu wprost, lub przez pośredników
dostarczał. Czy Kątski może te dukaty zamawiał i stał się
współwinnym, trudno wiedzieć, pewnem jest jedynie, że nie
jemu samemu ich dostarczono. We Lwowie był wtedy ruch¬
liwy bardzo antykwarz, który znał się doskonale na starych
drukach i książkach, Selman I g e 1. Dużo on bardzo po¬
dróżował i wszędzie, gdzie mógł, sprzedawał dukaty z fa¬
bryki mińskiej. Pomiędzy wielu innemi oszukaną została
znana bardzo i bogata amatorka starożytności, hrabina
z Mostowskich Izabella Starzyńska. Wytłomaczono jej, że
znaleziony został wielki skarb złota w Tulczynie i sprzeda¬
no niby ze skarbu tego pochodzące dukaty za — około 2 000
talarów, na owe czasy bardzo poważną sumę. Była to cała
ser ja z fabryki mińskiej. Zbiór hr. Starzyńskiej rozsprze-
dany został na kilku licytacjach u Weil‘a w Berlinie, a po¬
nieważ ostrzeżeni polscy amatorowie tych sztuk fałszywych
nie kupowali, rozeszły się po świecie i długo po rozmaitych
handlach niemieckich się błąkały. Głównie we Lwowie, Kra¬
kowie i Dreźnie kwitł handel temi dukatami.
Widzimy zatem, że inicjatorem był Hausmann, Fajn
wykonawcą, Igel kolportował. Kto najwięcej zawinił, niech
osądzi czytelnik sam; jakim był podział zysków, pewnie
znacznych, to trudno wiedzieć. W każdym razie zaszczyty
i chwała okryły prawie jedynie imię Selmana Igla. Tak jak
dzisiejsi handlarze monet w Niemczech każdego fałszywe¬
go polskiego talara nazywają Majnertem, tak samo każde¬
go dukata Iglem, i to do pewnego stopnia zupełnie słusznie.
38
>>>
0	ile bowiem specjalnością Majnerta były duże sztuki srebr¬
ne, o tyle Fajn fałszował prawie zawsze sztuki złote. Monet
srebrnych wyszło z warsztatu jego zdaje się tylko dwie, albo
trzy, natomiast ze znanych mi około trzydziestu fałszywych
dukatów najmniej dwadzieścia jest niewątpliwie roboty
Fajna. Fajn nowych i nieznanych typów nawet nie wymy¬
ślał; wszystkie jego fabrykaty bite były stemplami rznięte-
mi od ręki, a wzory brał czasami może z oryginałów, prze¬
ważnie jednak z rysunków dzieła Zagórskiego. Typ epoki
dobrze jest naśladowany, wykonanie przeważnie bardzo
staranne, czasami zupełnie mistrzowskie. Niektóre okazy
są tak doskonale wykonane, że do dziś dnia znam wcale nie¬
złych znawców, którzy mają w zbiorach swoich takie sztuki
1	nie dadzą się przekonać, że mają z fałszywą sztuką do czy¬
nienia. Rzeczywiście przyznać trzeba, że przykrem jest od¬
łożyć do oddziału monet fałszywych dukata, za którego się
parę set, albo i ponad tysiąc marek dało i którym, jako chlu¬
bą zbioru, cieszymy się całe lata!
Mniej więcej o tym samym czasie, co monety z fabryki
mińskiej, ukazały się inne jeszcze fałszowane dukaty. Ko-
strzębskiego wzmianka o tem brzmi: ,,Od czasu fabryka¬
tów Majnerta, których spis obok w osobnym kajecie jest opi¬
sany i po zakupieniu przez Beyera wszystkich stempli, ja-
kiemi bił Majnert, fabrykacja na długi czas uśtała. Dopie¬
ro około roku 1870 zjawiły się w Warszawie dukaty
Zygmuntów i Batorego, fabrykowane przez Sznejdra,
syna stolarza w mieście Płocku. Wprawdzie panowie Les-
ser i Zelt (dwaj wtedy bardzo znani zbieracze) dali się zła¬
pać na kilka sztuk, lecz Beyer zaraz się poznał i fabrykacja
ustała, tem bardziej, że młody Sznejder wyjechał z kraju
kształcić się — czy tylko nie w tym zawodzie — za granicę
i umarł. Fabrykaty jego były tylko złote: dukat koronny
1535, stempel cięty od ręki, wzór brany z Zagórskiego; du¬
kat gdański 1545; dukat Defende 1577; dukat Nagibański
1586. Więcej sztuk na razie nie pamiętam, to tylko wypada
nadmienić, że dukaty gdańskie wcale nieźle były wyrobio-
39
>>>
ne“. Tyle Kostrzębski. Dziwne, że doskonały ten znawca
nie wspomina w tej notatce nic o dukatach Igla. Wiedzieć
on o nich musiał, lecz przypuszczam, że w rozróżnianiu,
które sztuki z Płocka, a które z Mińska pochodzą, tylko do¬
mysłami i przypuszczeniami się kierował. Pewnem jest jed¬
nak, że poza grawerem Fajnem w Mińsku jeszcze i ktoś
drugi dukaty podrabiać musiał. Mamy kilka dukatów tego
samego roku i typu niewątpliwie z dwóch fabryk pochodzą¬
cych. Nadto poza bardzo jednolitą serją roboty Fajna w spo¬
sobie wykonania i technice spotykamy falsyfikaty nie¬
wątpliwe odmiennej zupełnie roboty. Te najprawdopodob¬
niej pochodzą z Płocka i są roboty owego przez Kostrzęb-
skiego i Beyera wykrytego Sznejdra. Jest ich znacznie
mniej niż mińskich co do ilości odmian, a i każdej odmiany
mało tylko bardzo sztuk wybić musiano, bo dziś do rzeczy¬
wiście wielkich należą rzadkości. Wbrew zdaniu Kostrzęb-
skiego, jakoby wcale nieźle były zrobione, uważam fabry¬
katy Sznejdra za gorsze w rysunku, gorszej roboty niż t. z w.
Igla. Mają one coś ostrego i twardego, tak że łatwiej wy¬
dać o nich wyrok potępiający, niż o niejednej sztuce deli¬
katniejszej znacznie roboty Fajna.
O innych fałszerzach niewiele więcej wiemy, jak o owym
Sznajdrze. Wł. Bartynowski znał antykwarza w Krakowie
Elkana Aronsohna, który między innemi monetami
staremi handlował. Bardzo często miał też u siebie podra¬
biane sztuki i niejednego zbieracza oszukał. Nie była to
fabryka jednolitego systemu fałszowania, jaką prowadził
n. p. Majnert, lub Fajn. Aronsohn rozmaitemi posługiwał
się sposobami. Jego zdaje się wymysłu były owe brakteaty,
wybite stemplami zrobionemi za pomocą ,,wykwaszania“.
Nadto po mistrzowsku przerabiał lata. Widziałem u Wł.
Bartynowskiego pochodzące od Aronsohna: trojak elbląg-
ski 1535, nadzwyczajnie rzadki, bo dotąd w jednym znany
egzemplarzu, zrobiony z pospolitego 1536 roku; nadto
grosz gdański, zupełnie nieznany z roku 1546, zrobiony
z pospolitego 1540. Z pracowni Aronsohna pochodziły tak-
40
>>>
że znakomicie wykonane zlutowania, jak znane nam już
klipigi trojaków gdańskich, któremi Aronsohn oszukał hr.
Morsztyna, a które nawet hr. Czapski dłuższy czas za ory¬
ginały uważał. Znana jest także niesłychanie rzadka prób¬
na trzydziestogroszówka 1663, powstała w ten sposób, że
strona popiersiowa pospolitego orta zlutowana została
z stroną odwrotną, również pospolitego tynfa. Dokład¬
niejszych danych o fałszerstwach Aronsohna trudno zebrać,
gdyż były zbyt różnorodne, na szczęście jednak nie zbyt
liczne.
Podobnego, jak Kraków w osobie Aronsohna, miała
i Warszawa fałszerza. W roku 1878 pojawiły się u żydów
warszawskich talary Zygmunta III i trojaki miedziane Mi¬
kołaja I z przerobionemi latami. Kostrzębski odkrył fał¬
szerza w osobie mieszkającego na ulicy Bagno żyda jubile¬
ra, nazwiskiem Broda. Kostrzębski pisze, co następuje:
„Chcąc lepiej zbadać autentyczność faktu, udałem się do
owego Brody. Broda wtedy był już starcem i nietylko, że
się przyznał do podróbek, jakie spostrzegliśmy na talarach
i trojakach, ale nawet z pewną chlubą wspominał, że jest to
głupstwo ta dzisiejsza jego przeróbka w porównaniu do
tych monet, jakie robił dla nieżyjącego już numizmatyka,
a były to monety srebrne, bardzo dawne królów polskich:
Otona, Henryka i innych, których już nie pamięta. Na za¬
pytanie, jakim to sposobem mógł takie monety tworzyć, ob¬
jaśnił, że mu ich ten numizmatyk dostarczał, a on na wzór
tych wyrzynał na miękkiej stali każdą i odbijał po kilka
sztuk, dorabiając litery legend, których pierwotnie nie do¬
robił i dawał znaczek. Robota ta szła mu bardzo łatwo,
a przytem amator ten płacił mu dobrze, mówił, że był to
bardzo dobry pan, który często u niego antyki kupował.
W końcu wymienił jego nazwisko, a ponieważ było prawie
równobrzmiące ze znanym numizmatykiem w Petersburgu,
wziąłem więc go za tegoż".
Wziął więc Kostrzębski widocznie owego amatora za
mieszkającego w Petersburgu radcę stanu Reichla, posia-
41
>>>
dającego jeden z największych zbiorów monet polskich.
Tymczasem był to nieznany zresztą urzędnik Reiszel z Łę¬
czycy. Reiszel posiadał dwa, czy trzy wykopaliska i pewnie,
by je zrobić okazalszemi i łatwiej sprzedajnęmi, domieszał
do nich wyraźniej wybitych monet z dokładniej szemi legen¬
dami, które u Brody obstalował. Stronczyński, który całość
do rąk dostał, wywiódł na mocy tych solidów zupełnie bez¬
podstawną teorję (Tom I. str. 27—29). Musiały być zatem
znakomicie podrobione, kiedy tak wytrawny znawca, jak
Stronczyński się nie poznał. Więcej danych o fałszerstwach
Brody zebrać nigdzie nie mogłem.
Podawszy to, co wiemy o Majnercie, trójprzymierzu
Hausmann, Fajn, Igel, o Sznejdrze, Aronsohnie i Bro¬
dzie, wyczerpaliśmy szereg tych fałszerzy, których oszu¬
stami i zawodowemi fałszerzami o niskich pobudkach na¬
zwać musimy. Byli i inni, lecz ci fałszowali, zdaje się, tylko
z amatorstwa, robili kopje, by uzupełnić swoje zbiory, a tyl¬
ko lekkomyślność niejednego z nich innych zbieraczy na
szkodę naraziła.
Najdawniejszą polską sztuką fałszowaną jest talar me¬
dalowy z roku 1533. Major wojsk rosyjskich Józef Bier¬
nacki, gorliwy zbieracz monet polskich, kazał go zrobić
w roku 1812 Gotfrydowi Majnertowi, ojcu później tak
wsławionego Józefa. Talar ten, zrobiony zdaje się podług
rysunku z dzieła Czackiego, jest lichej roboty, znacznie
łatwiejszy do rozpoznania jako podrobiony, niż późniejsze
jego naśladownictwa przez Józefa Majnerta robione. W ja¬
kim celu Biernacki robić go kazał, trudno wiedzieć, w każ¬
dym razie bardzo mało takich talarów wybić musiano, bo
dziś bite sztuki do wielkich rzadkości należą; częściej spo¬
tyka się wcale niezłe odlewy. Powstanie tej sztuki już bar¬
dzo dawno znanem było, gdyż już Biernacki w Numizma¬
tyce krajowej z roku 1830 ją podaje. Zwano tego talara
ogólnie talarem Biernackiego. Mówią, że Biernacki i inne
sztuki robić kazał, dowodów na to znaleźć jednak nie
mogłem.
42
>>>
Równie znanym jak poprzedni, jest talar gdański Tysa.
Wicekonsul rosyjski w Gdańsku Edward Ty s, odnalazł
w mieście tern oryginalny stempel strony odwrotnej talara
gdańskiego z r. 1567. Talar ten, niezmiernie rzadki, znany
w dwóch tylko, albo trzech egzemplarzach. Tys grawerowi
warszawskiemu Hecknerowi kazał podług oryginału doro¬
bić stronę popiersiową i odbić 16 sztuk, które pomiędzy
przyjaciół rozdał. Postępował sobie więc zupełnie uczciwie,
lecz jednak ściągnął na siebie nieprzyjemną polemikę.
Zbieraczom talar ten szczęścia też nie przyniósł, bo handla¬
rze, dostawszy takiego talara do rąk, jako oryginał sprze¬
dawać próbowali i może niejednego złapali. Dziś w handlu
już bardzo rzadko się pojawia; sztuka to przecież niepospo¬
lita, kiedy tylko szesnaście sztuk w obieg puszczono.
Ignacy Przeszkodzi ński, były pułkownik wojsk
polskich, gorliwy zbieracz, miał słabość do posiadania kom¬
pletnych seryj monet, mianowicie z panowania Stanisława
Augusta. Lata, których dostać nie mógł, dorabiał zapomo-
cą dłutka i rylca. Pouczył go, zdaje się w sztuce tej pierw¬
szorzędny mistrz, bo Józef Majnert. Tak przerobił talara
1788 na rok 1787, półtalarka 1783 na 1785 w czasie, gdy,
jak wiadomo, w latach 1785 do 1787 ani talarów, ani półta-
larów nie bito. Nawet Zagórski tego nie spostrzegł i talara
w swem dziele umieścił, a dopiero przez Beyera ostrzeżony,
w uwagach błąd ten sprostował. I inne sztuki Przeszko-
dziński w ten sposób przerobił. Gdy po jego śmierci zbiór
przeszedł w posiadanie Stronczyńskiego, wszystkie te sztu¬
ki z przerobionemi latami miały być w gronie numizmaty¬
ków solennie zniszczone. Czy tak się rzeczywiście stało, nie
wiem, lecz sztuki takie spotykałem w handlu jeszcze w roku
1909. Widzimy więc, żei Stronczyński gorliwie
podrabiaczy ścigał. Tem więc jest dziwniejszem, że sam
znakomicie monety naśladował. Były to świetne odlewy
drobnych nawet monet, doskonale szlifowane i polerowane,
nawet pomiędzy literami. Wreszcie nadawał im jakiejś mar¬
nej patyny, której w żaden sposób zmyć nie można było
43
>>>
i w ten sposób wszelkie wady odlewu pokrywał. Beyer znał
tę słabość Stronczyńskiego, a fabrykaty jego nazywał
,,Stronczycami“. Wiele ich pewnie nie było, lecz gdyby się
w ręce handlarzy dostały, mogłyby się stać bardzo niebez-
piecznemi. Czapski pod Nr. 4914 podaje szóstaka pruskie¬
go 1530, o którym pisze: „sztuka wyjątkowo dobrze lana
przez K. S.“ — jest to jedna z tych stronczycjan.
>>>
SPIS MONET FAŁSZYWYCH.
ZŁOTO.
I.	Dukat Wacława, króla Czeskiego z czasów, gdy się księciem
polskim tytułował. Stemple rznięte od ręki przez Majnerta, znajdują
się w zbiorze Czapskiego. Oryginały istnieją i nie są nawet nadmier¬
nie rzadkie. Fabrykat Majnerta robiony widocznie podług niedo¬
kładnego rysunku Bandtkiego, różni się od oryginału tem, że głoski
na obu stronach większe; także lii ja florencka większa i końce jej
dotykają liter. Na oryginale liija zgrabniejsza i wysmukła, nigdzie
liter nie dotyka.
2.	Dukat Alexandra, króla Polskiego. Stempel cięty ręcznie,
w zbiorze Czapskiego. Koehler w „Dukaten Gabinet" q5isuje tego
45
/
>>>
dukata, co zapewne dało Majnertowi myśl do podrobienia tej nad¬
zwyczajności, której w oryginale nigdy nikt nie widział. Cały typ
tego dukata nie zgadza się z typem epoki. Wtedy nie umieszczano
jeszcze orla i pogoni na wspólnej tarczy. Św. Stanisław ma za ładnie
i zbyt systematycznie ułożone fałdy ornatu. Tarcze herbowe strony
odwrotnej, kształtu zupełnie fantastycznego, nie zgadzającego się zu¬
pełnie z ówcześnie używanemi typami. Już Bandtkie § 44. Tab. 4.
Nr. 64 opisuje tego dukata jako podrobionego. Naiwne to fałszer¬
stwo musiało się też nie opłacać i mało sztuk wybito, bo znam tylko
jedną ze zbioru hr. Andrzeja Potockiego.
3.	Dukat koronny 1528. Stempel rznięty od ręki; Kostrzębski
przypisuje go Fajnowi, który wziął sobie prawdopodobnie za wzór
niezupełnie dokładny rysunek Zagórskiego. Różnica pomiędzy fał¬
szywym a oryginałem polega na odmiennej interpunktacji:
na oryginale SIG1S : I. — . REX : POL.
na fałszywym SIGIS . I — REX . POL
nadto na fałszywym popiersie mniejsze i brak lewego naramiennika.
Na stronie odwrotnej zamiast gwiazdek pomiędzy słowami, jakieś
bezkształtne znaczki, widocznie drobne gwiazdki nie dały się od
ręki wyciąć!
4.	Dukat koronny 1528 z królem w całej postaci. Takiego dukata
podaje Kostrzębski jako fabryki Fajna; nigdy takiego nie widzia¬
łem, tak samo, jak nikł z żyjących numizmatyków. Oryginały dotąd
także nieznane.
46
>>>
5.	Dukat koronny 1529. Bez żadnych szczegółów, jak wygląda,
podaje również Kostrzębski, jako wyrób Fajna. Nigdzie takiego fa¬
brykatu nie widziałem. Oryginały chociaż bardzo rzadkie, lecz w kil¬
ku sztukach znane.
6.	Dukat koronny 1534. Odbitkę tego dukata znalazłem w zbio¬
rze odbitek monet fałszywych, danym mi przez Władysława Barty-
nowskiego. Gdzieby się ten fałszywy dukat znajdował i z jakie i
pochodził fabryki, o tem nigdzie żadnej wzmianki znaleźć nie mo¬
głem. Sądząc z odbitki, będzie to dzieło Fajna. Litery wykazują
nawet na odbitce wszelkie cechy cięcia stempla od ręki i tem odróżni
go się niewątpliwie od znanego mi w trzech zbiorach oryginału.
7. Dukat koronny 1535. Bayer przypisuje Fajnowi, Kostrzębski
Sznejdrowi. Istnieją też dwie odmiany, bo posiadam takiego dukata
i oprócz niego stempel strony popiersiowej odmiennej roboty. Obie
sztuki są wcale udane. Oprócz ogólnych znamion monet bitych stem¬
plem rzniętym od ręki, widzimy następujące:
47
>>>
Na dukacie: oryginał ma pomiędzy słowami trudne dla fałszerza
do wykonania pięciokulkowe kwiatki, które fałszerz niekształtnemi
znakami zastąpił. Na tarczy herbowej, tam, gdzie powinien być orzeł
pruski (z mieczem i koroną na szyi) jest drugi orzeł polski.
Na stemplu nie ma korona wewnątrz trzech lilij, jak na oryginale,
nadto czepiec na głowie pod koroną powinien być zupełnie gładki,
a jest przedzielony i część górna cieniowana. Oryginał tego dukata
chociaż rządki, jest pewnie najmniej rzadkim dukatem panowania
Zygmunta I. Fałszywe sztuki widziałem w kilku zbiorach.
•
7.	Dukat koronny 1538 podaje Kostrzębski jako fabrykat Fajna;
nigdy go nie widziałem. Oryginał nieznany.
8.	Dukat koronny 1540 — jak poprzedni.
9.	Dukat koronny 1548, cała postać króla w zbroi i płaszczu.
Ogólnie Fajnowi przypisany. Czapski posiadał dwie odmiany Nr
444 i 9369, z których jedna trochę lepszej roboty. Oprócz ogólnych
znamion fałszywych monet jest i ta, że na stronie herbowej po REX
powinien być dwukropek, którego na sztukach fałszywych niema.
Nadto na oryginale niema pośrodku czterech herbów krajowych ma¬
łej tarczy z herbem rakuskim, która znajduje się na sztukach fał¬
szywych i na rysunku Zagórskiego. Rysunek ten więc nie ścisły, bo
nie mógł być robiony podług fałszywej sztuki, gdyż dzieło Zagór¬
skiego wydane 1845, a fabrykacja Fajna rozpoczęła się 20 lat póź¬
niej. Oryginały u hr. Potockiego, w Wiedniu i w Ermitażu.
48
>>>
io.	Dukat koronny, podwójny 1533. Beyer i Kostrzębski przypi¬
sują Fajnowi. Cz. 10094. Istnieją dwie odmiany, nie wiele się róż¬
niące, obie bite bardzo starannie od ręki ciętemi stemplami. Odmiana,
znajdująca się w zbiorach Potockiego i Czapskiego, ma dno korony
cieniowane, moja sztuka natomiast puste. Są i małe różnice w kształ¬
cie tarczy herbowej. Sztuki oryginalne, znajdujące się w zbiorach
Potockiego i w Ermitażu, są zupełnie identyczne, korona ma dno
puste. Odmiana pierwsza powstała zapewne z rysunku-Zagórskiego,
gdzie rysownik nie zupełnie dokładnie kopjował, a fałszerz aż nazbyt
ściśle rysunku nie trzymał. Czy będąca u mnie sztuka mogłaby być
poprawką poprzedniej odmiany, trudno osądzić.
11.	Dukat gdański 1540. Czapski Nr. 5661 nie podaje fabrykanta,
tylko wspomina „Kopja wyjątkowo dobrze zrobiona". Sztuka ta
49
>>>
ma jednak wszelkie cechy monety fałszywej, mianowicie gdy się
bada kształty głosek. Trudno wiedzieć, czy to fabrykat Fajna, czy
może Sznejdra. Oryginał znany jedynie w zbiorze Potockiego.
12.	Dukat gdański 1546. Kostrzębski zapisał jako fabrykat Fajna;
w innej notatce przypisuje Sznejdrowi. Cz. 445 podaje Fajna
jako wykonawcę. Oryginał nie należy dziś do wielkich rzadkości
popiersiowych i literowych, co utrudnia porównanie z sztuką fał¬
szywą. Falsyfikaty dziś nieomal rzadsze od oryginałów — odkryje¬
my je najłatwiej przez porównanie z oryginałami.
13.	Dukat gdański 1548. Tak samo Kostrzębski, jak i Czapski
(Nr. 444) przypisują go Fajnowi. Mam jednak wrażenie, że jest 0.1
inną ręką robiony — może więc Sznejder, ale trudno coś pewnego
orzec. Zresztą o dukacie tym tylko to samo, co o poprzednim powie¬
dzieć można.
14.	Dukat litewski 1548. Beyer i Kostrzębski przypisują Fajnowi.
Czapski (Nr. 10118) nie podaje fabrykanta. Jest to wierna kopja
50
>>>
rysunku Zagórskiego Nr. 89 i różni się od oryginału tylko drobny¬
mi bardzo szczegółami. Na tylnej części korony strony popiersio-
wej brak czwartej perełki pod głoską V; orzeł polski w herbie i strony
odwrotnej języka nie ma. Oba te drobne szczegóły widzi się wyraź¬
nie na dobrze zachowanej sztuce oryginalnej. Oryginały widziałem
w czterech zbiorach.
15.	Dukat litewski 1561 podaje Kostrzębski jako fabrykat Faina.
Nigdy się z dukatem fałszywym tego roku nie spotkałem. Orygi¬
nały znam ze zbiorów Potockiego i Sobańskiego.
16.	Dukat litewski 1563, albo 1565 podaje Czapski jak© fabrykat
Fajna Nr. 587. Ostatnia liczba roku niewyraźna, może być uważana
za 3 albo 5. Sztuka naogół dobrze wykonana, i tu braknie jednak ję¬
zyka u orła polskiego, a język smoka (herbu Sforzów) ma kształt
krzyżyka + zamiast kształtu strzałki odwrotnej (?). Oba te lata są
z rzadkich dukatów Zygmunta Augusta najpospolitsze i w każdym
większym zbiorze się znajdują, co nam rozpoznan.ie fałszywycn
ułatwia.
17.	Portugal litewski (10 dukatów) 1568. Ogólnie jako fabrykat
Fajna uznany. Poza ogólnemi cechami monet podrobionych, poza
51
>>>
drobnemi szczegółami, jak nie odpowiadający oryginałowi kształt
korony, nie identyczna interpunktacja pomiędzy słowami i t. d.,
zdradza się ten fabrykat przedewszystkiem rokiem 1568. Jest to
wierna kopja z dzieła Zagórskiego. Znamy tego portugala z pięciu
oryginałów (Potocki, Czapski, Wiedeń, Gotha, Ermitaż); wszyst¬
kie są z roku 1562. Wadliwość rysunku Zagórskiego i pogłoski o r.
1568 powstały z powodu fałszywych rysunków dawniejszych dzieł,
a te znów z powodu złego zachowania dwóch najdawniej znanych
oryginałów.
18.	Dukat gdański 1550. Jedyny znany mi egzemplarz tej sztuki
jest w moim zbiorze. Bity stemplem ciętym od ręki, ale bardzo nie¬
ładnie i nieumiejętnie. Litery bardzo nierówne. Nie wiem komuby
go przypisać; w każdym razie nie Fajnowi, którego fabrykaty były
zawsze znacznie delikatniejszej roboty. Jest o i1/2 milimetra większy,
a pomimo tego lżejszy od oryginalnych dukatów gdańskich tego
czasu. Oryginał należy do rzadszych roczników. Znam 4.
19.	Dukat gdański 1550. Odbitkę tego dukata znalazłem w zbio¬
rze odbitek monet fałszywych, zebranych przez Władysława Bara¬
nowskiego. Sądząc po odbitce, jest pewne podobieństwo z poprzed¬
52*
>>>
nim dukatem. Popiersie jednak zupełnie inne, a całe wykonanie zdaje
się być staranniejsze. Wł. Bartynowski nie pamiętał, gdzie tę od¬
bitkę zrobił. Nie wiadomo też, komuby ten falsyfikat przyznać.
20.	Dukat koronny 1586. Ogólnie Fajnowi przyznany. Czapski
Nr. 7234. Jest to bardzo wierna kopja z dzieła Czackiego, znanego
z niedokładnych rysunków. Znamy wiele bardzo nieładnych po¬
piersi Stefana Batorego np. na trojakach koronnych 1585—86.
Niema jednak żadnego tak strasznego, jak na tym dukacie bez żad¬
nego do Batorego podobieństwa, z brodą, koroną nieproporcjonalnej
wielkości. Całość bardzo niefortunne robi wrażenie. Podobno, tak
twierdzi Kostrzębski, była to pierwsza fałszowana sztuka, robiona
przez Fajna, brakło mu więc pewnie wprawy w tym nowym zawo¬
dzie. Oryginały znamy tylko dwa w zbiorach Potockiego i we
Wiedniu.
21.	Dukat litewski 1586. Tak samo, jak poprzedni, Fajnowi przy¬
znany. Czapski 10149. Popiersie mniejsze, niż na oryginale, zbroja
gładka z źle narysowaną głową lwa na ramieniu, w czasie gdy na ory¬
ginale na całej zbroi wiele delikatnych ozdób. Na stronie odwrotnej
tarcza herbowa, na oryginale ozdobiona, na fałszywym gładka zu¬
pełnie i szablonowa. Oryginał znany z pięciu zbiorów.
53
>>>
22.	Dukat siedmiogrodzki 1586. Przypisywany Fajnowi; Ko¬
strzębski podaje także Sznejdra jako fabrykanta. Czapski Nr. 787.
Co mogło spowodować fałszerza do fabrykacji tego niezbyt rzad¬
kiego dukata, trudno wiedzieć. Oryginałów istnieje kilka odmian
i wszystkie brzydko bite, zatem trudno podać różnice pomiędzy
niemi, a wcale dobrze naśladującym je podrobionym. Jedynie ogólne
cechy sztuki bitej stemplem ciętym od ręki mogą nam w wydaniu
sądu pomóc, a jeszcze lepiej porównanie ze znajdującym się w każ¬
dym większym zbiorze oryginałem.
23.	Dukat gdański 1577 z napisem: Defende nos.... Ogólnie Fajn
jako fałszerz podawany; Kostrzębski jednak i Sznejdra o fałszer¬
stwo posądza. Trudne to bardzo zadanie dać co do tej sztuki pewne
zupełnie wskazówki, bo istnieją bardzo rzadkie oryginały starego
bicia i nowe bicia w kilku odmianach. To ułatwiło zadanie fałsze¬
54
>>>
rzom w zrobieniu dwóch odmian podrobionych. O ile to wybadać
mogłem, to stare oryginały i nowsze odbitki odróżnić można od fał¬
szywych tem, że Chrystus stoi na kępie trawy, której na fałszywych
sztukach niema. Na stronie odwrotnej oryginałów jest na końcu le¬
gendy gałązka liściasta, na nowych odbiciach jej niema-; na fałszy¬
wych jest coś podobnego, ale bardzo niewyraźne. Nadto na sztukach
fałszywych nad herbem miasta, pomiędzy głowami lwów, jest palma
o	czterech parach liści, której ani na oryginałach, ani na nowych bi-
oiach niema. Nowych bić jest kilka odmian, zdaje się z tego powo¬
du, żę zachował się tylko stempel z Chrystusem, a do strony odwrot¬
nej musiano używać stempli z czasów Zygmunta I, lub Zygmunta
Augusta. Z wyjątkiem jedynego Vossberga wszystkie znane mi dzieła
podają rysunki i opisy niedokładne i przeważnie z nowych odbitek
robione.
24.	Dukat koronny 1592 z królem w całej postaci. Jednogłośnie
jako dzieło Fajna uznany. Czapski 1733. Oryginał niezmiernie rzad¬
ki z trzech tylko zbiorów znany. Sztuka fałszywa ma bardzo źle i nie¬
równo ryte litery, które jak na rzadko której sztuce uwydatniają cię¬
cie stempla od ręki; u stóp króla znak haków (mennicy Poznań¬
skiej), pomiędzy hakami powinny być krzyżyki, które na oryginałach
są zupełnie wyraźne, podczas gdy na fałszywych brakują. Haki bar¬
dzo niezgrabnie ryte.
25.	Dukat koronny 1595. Znany jedynie ze zbioru Czapskiego
Nr. 1725, różni się od oryginału tem, że na stronie herbowej koniec
legendy jest POLON, zamiast POLO; nadto niema żadnych kro¬
pek pomiędzy słowami, w czasie gdy na oryginale wszędzie są kropki,
lub dwukropki.
55
>>>
26.	Portugal koronny 1592 z królem w całej postaci, opisuje Ko¬
strzębski jako falsyfikat Fajna. Przypuszczać można, że Fajn robiąc
ten stempel, miał zamiar bić nim io-dukatowe sztuki; zdaje się, że
tego zamiaru nie wykonał, bo nigdzie złotej sztuki nie spotkałem.
W zbiorze Czapskiego Nr. 1724 jest taka sztuka srebrna. Oryginały
bite w złocie, wagi 10 dukatów w tymże zbiorze, wagi ośmiu dukatów
we Wiedniu. Fałszywa sztuka jest wierną bardzo kopją, a różnica
w całym charakterze rysunku i kształcie liter.
27.	Dukat koronny 1671, ogólnie Fajnowi przyznany. Czapski
Nr. 5940. Oryginał mamy tylko jako dukat podwójny. Monety
tego panowania są jedynie próbami menniczemi, niewątpliwie tego
samego artysty. Sztuka fałszywa nie odpowiada zupełnie typo¬
wi oryginału, chociaż do dukatów pojedynczych mógł być pro¬
jektowany inny wzór, niż do podwójnych. Na dwudukatówce ze zbio¬
ru Czapskiego napis obu stron jest jakby na wstędze, zgrabnie a wy¬
raźnie zwiniętej w górnych końcach; na sztuce fałszywej, chcącej to
widocznie naśladować, zamiast wstęgi, otoki niezgrabnie nad głową
5	fi
>>>
króla i koło korony zakręcone. Tarcze herbowe dwudukatówki ład¬
nego wielokątnego rysunku o harmonijnych zaokrągleniach kątów;
sztuka fałszywa ma szablonowe ostre linje i zagięcia w rysunku tar¬
czy. Jedno spojrzenie na doskonale i artystyoznie wykonany rysunek
w dziele Czapskiego, Tom IV, str. 90 i na sztukę fałszywą wystar¬
czy do rozpoznania sztuki fałszywej, chociaż jest ona dukatem po-
jedyńczym, a rysunek przedstawia dukata podwójnego.
28.	Dukat koronny 1681. Przez Beyera i Kostrzębskiego Fajnowi
przypisany. Czapski Nr. 10398. Oryginały znajdują się jedynie we
Wiedniu i Ermitażu. Na rysunki Zagórskiego trudno się spuścić,
niema więc z czem porównać sztuki fałszywej i orzec, czem się od
oryginału różni. W każdym razie sztuka ta, do lepiej udanych fał¬
szerstw zaliczoną być może, jednak na rysunku naszym widzimy
wyraźnie, przedewszystkiem w literach, wszelkie oznaki stempla
rzniętego od ręki.
>>>
MONETY SREBRNE.
Przystępując do opisu fałszywych monet srebrnych, nadmienić
muszę, że bardzo pomocnym mi był artykuł, publikowany w roku
1909 w Wiadomościach Numizmatycznych, będący przedrukiem no¬
tatek Beyera o stemplach fabrykacji Majnerta. Beyer jednak opisuje
jedynie fabrykaty tego największego fałszerza, w czasie gdy i inni
rzemiosłem tem się trudnili. Nadto Beyer nie wszystkie używane
przez Majnerta stemple nabył. Ostatecznie opisuje on nie monety
same, lecz jedynie stemple, i to w stanie takim, w jakim nabył je od
Majnerta; opisuje więc szczerby rozmaite i pęknięcia najdokład¬
niej. Opis ten nadzwyczajnie jest cenny, gdyż stempel daje nam
nieraz o wiele pewniejsze dane co do sposobu fałszowania, niż mo¬
neta nim wybita. — Uważałem jednak za stosowniejsze opisać mo¬
nety i to najlepsze sztuki, jakie mi się odnaleźć udało. Opisywanie
bowiem stempli i to zużytych, do niejasności doprowadzić może.
Jasnem jest bowiem, że nim stempel się wyszczerbił, lub pękł,
można nim było uzyskać cały szereg sztuk zupełnie beznagannych,
i tak też rzeczywiście było. Posiadam w moim zbiorze cały szereg
monet bez żadnych pęknięć, inne z mniej szemi, lub mniej licznemi,
niż to Beyer opisuje. Z takich powodów mniej doświadczony zbie¬
racz mógłby dojść do zupełnie fałszywego wniosku, że posiadana
przez niego moneta jest oryginałem, lub odmiennym rodzajem fa¬
brykatu, gdyż nie widać na niej przez Beyera opisanych błędów.
Takich nieporozumień chciałbym uniknąć, opisując nie stemple, lecz
wybite niemi monety, wspominając o wyglądzie stempla tylko tam,
gdzie tego konieczność wymaga.
58
>>>
i.	Trojak koronny 1528. Chociaż stempli tej sztuki w zbiorze
Czapskiego niema, jest to niewątpliwie fabrykat Majnerta. Bicie
bardzo płytkie robi wrażenie, że stemple zrobione zostały przez wbi¬
janie żelaznego odlewu. Oryginały znajdują się w każdym większym
?biorze.
2.	Szostak koronny 1529. Stemple Majnerta znajdują się w zbio¬
rze Czapskiego; są rznięte od ręki. Sztuki fałszywe, trochę większe
od oryginałów i na stronie odwrotnej w środku wklęsłe. Oryginały
znane w kilku zbiorach.
3.	Szostak ziem pruskich 1530. Tylko stempel strony głównej
jest w zbiorze Czapskiego. Wykonanie poprawne, lecz bardzo płytkie.
59
>>>
Stemple zdają się być odlane wprost z oryginału. Sztuki tej istnieje
kilka odmian, lecz wszystkie bardzo rzadkie,
4.	Szostak ziem pruskich 1532. Stemple w zbiorze Czapskiego,
niewątpliwie zrobione wbiciem odlewu żelaznego. Sztuki płytko
i niedbale bite. Oryginał należy do najmniej rzadkich szóstaków tego
panowania.
5.	Półtalarek koronny 1532. Stempel cięty cd ręki znajduje się
w zbiorze Czapskiego. Widoczne na nim i na bitych nim sztukach
wszelkie cechy sposobu powstania. Oryginały nigdy nie istniały, a ja
60
>>>
ko wzór służył Majnertowi niewątpliwie dukat tego samego roku.
Bandtkie Nr. 82 i Zagórski Nr. 37 podają tę sztukę, lecz autentycz¬
ność mają w podejrzeniu.
6.	Talar koronny 1529. Stemple cięte od ręki się dochowały. Jest
to wymysł Majnerta, powstały przez powiększenie szóstaka, którego
jest też wierną kopją. Całość starannie wykonana. Beyer podaje, że
strona popiersiowa pęknięta, co się z moją sztuką nie zgadza, bo
jest zupełnie nieuszkodzona. Natomiast strona odwrotna jest u Beye-
ra pęknięta na całej średnicy. Jest to dowód słuszności mej zasady,
że lepiej opisywać monetę, niż stempel.
»
7.	Talar koronny medalowy 1533. Przy tym talarze dłużej za¬
trzymać się musimy i największą ostrożność przy kupnie tej zawsze
bardzo wysoko cenionej sztuki zalecać. Istnieją oryginały bite w zło¬
cie i srebrze, stare sztuki lane, nowożytne odlewy, bardzo udany fa¬
brykat Majnerta, drugi robiony według Kostrzębskiego przez Fajna,
trzeoi przez Majnerta ojca, na obstalunek Biernackiego i zdaje się
jeszcze jakiś czwarty niewiadomego pochodzenia.
Odmiana A. fabrykacji Majnerta, powstała przez wbicie odlewu.
Następnie jednak stempel był bardzo starannie od ręki poprawiony;
jest to też jedno z najlepiej udanych dzieł tego fałszerza. Od orygi-
61
>>>
na}u różni się przedewszystkiem trzema niedokładnościami: Pod po¬
piersiem Zygmunta Augusta czytamy zamiast F1L1VS EILIVS;
nadto nad słowem tem powinien być w liściach girlandy otokowej
sierp Decyuszów. Oba te błędy są zapewne błędami odlewu, które
przy ręcznem poprawianiu stempla zapomniano usunąć. Ostatecznie
przy tarczy Rusi (z lwem) widzimy błąd, powstały zapewne przy-
padkowem uderzeniem dłutka.
Odmiana B. Nie mamy pewnych danych, kto stemple do tego fa¬
brykatu robił. Kostrzębski wspomina, że oprócz Majnerta i Fajn
w Mińsku talara tego fałszował. Pewne tej sztuce z sztukami z Miń¬
ska pochodzącemi wspólne cechy przemawiają za tem, że to rzeczy¬
wiście robota Fajna. Sztuka bita stemplem ciętym od ręki dość sta¬
rannie, lecz litery bardzo nierówne; mianowicie litera M w słowie
62
>>>
S1GISM jest podpadająco duża i niekształtna. 1 tu jak na poprzed
niej odmianie, braknie sierpa Decyuszów.
Odmiana C. Obstalowana przez Biernackiego i bita stemplem cię¬
tym od ręki przez Majnerta starszego. Bardzo to nieudolnie wyko
nany falsyfikat, nie trudny do rozpoznania nawet niezbyt doświad¬
czonemu zbieraczowi. Jak do tej sztuki, tak i do poprzedniej odmia¬
ny służył zapewne jako wzór bardzo ile wykonany rysunek z dzieła
Czackiego. Odmiany tej mało sztuk wybić musiano, gdyż do naj¬
rzadszych należy.
Odmiana D. Podajemy ją jedynie dla dokładności, lecz nic o niej
powiedzieć nie możemy, gdyż znana nam jedynie z odbitki znalezio¬
nej wr zbiorze ś. p. Bartynowskiego. Przypomina bardzo odmianę A,
z pewnemi różnicami w wyglądzie wieńców otokowych.
63
>>>
8.	Talar medalowy 1533—40. Do strony z popiersiem Zygmunta 1
użył Majnert stempla poprzedniego talara; do strony z Zygmuntem
Augustem zrobił stempel cięty od ręki. Stempel ten jest obecnie
w zbiorze Czapskiego. Są rozmaite starsze i nowsze odlewy tego ta¬
lara, niektóre bardzo starannie poprawione cyzelowaniem.
8 a. Talar ten długo za fałszywy uważano i dopiero odnalezienie
złotego, bitego egzemplarza w starym zbiorze książęcym w Gocie,
doprowadziło do uznania, że i oryginały istnieją.
9.	Talar koronny 1535. Stempel cięty od ręki przez Majnerta
znajduje się w zbiorze Czapskiego. Talar to zupełnie zmyślony. Jako
wzór do popiersia służyć mógł dukat 1528, a na stronę odwrotną
64
>>>
niewątpliwie dwuzłotówka z roku 1533. Jest to właśnie ten talar,
którego autentyczności broni w swem dziele Bandtkie. Podaje on, że
talar jest piękny na całej szerokości strony odwrotnej. Beyer
w swoim opisie stempla podaje kilka pęknięć. Posiadam więc wyjąt¬
kowo dobrą sztukę, gdyż ani sama nie jest pęknięta, ani też śladów
pęknięcia stempla nie widać. Poza sztukami bitemi istnieją i robione
z nich bardzo dobre odlewy.
10.	Szostak litewski 1547. Stemple lane zapewne wprost z orygi¬
nału, nie wiadomo przez kogo robione. Beyer zalicza je do fabryka¬
tów Majnerta. Wszystkie sztuki, które widziałem, bardzo płytko bite
i widać na nich ślady bardzo wielu pęknięć stempla. Oryginały znane
jedynie ze zbiorów Czapskiego i Sobańskiego.
65
>>>
ii.	Szostak litewski 1562 (duży z półgroszków świdnickich).
Stempel Majnerta znajduje się w zbiorze Czapskiego, zrobiony wi¬
docznie wbiciem odlewu. Ponieważ oryginały same są płytko bite
i zwykle z powodu złej jakości srebra wytarte, zatem i odlew i stem¬
pel udać się dobrze nie mogły. Falsyfikaty na stronie odwrotnej wy--
pukłe, zwykle większe niż u oryginałów, które w każdym większym
zbiorze się znajdują.
12.	Półtalarek koronny 1546. Tylko stempel strony głównej, cięty
od ręki, jest w zbiorze Czapskiego. Wymysł to Majnerta, w tym sa¬
mym rodzaju, co talar 1547. Jak wiadomo, za panowania Zygmunta
Augusta monet koronnych nie bito. Bandtkie Nr. 125 i Zagórski
Nr. 83 podają tego półtalarka, lecz wątpią o jego autentyczności.
6	(i
>>>
13.	Półtalarek litewski 1564. Stemple Majnerta, cięte odręcznie,
są w zbiorze Czapskiego. Strona popiersiowa jest wymyślona przez
fałszerza, strona odwrotna służyła także do bicia następnej sztuki
i pewnie także Nr. 15. Bandtkie podaje jako autentyczny, Zagór¬
ski jako fałszowany i nie myli się, bo oryginały nie istnieją.
14.	Półtalarek litewski 1564. Tego samego jest pochodzenia, co
poprzedni; stempel strony z monogramem zachowany, a strona od
wrotna ta sama, co na poprzednim. Jest to naśladowanie talara (t, z
półkopka) tego samego roku. Jedyna sztuka, którą niektórzy za ory
ginął uważają jest we Wiedniu — nie mogłem nabrać przkonania
o	jej autentyczności.
67
>>>
15.	Półtalarek litewski 1565. Chociaż stempli tej sztuki nie po¬
siadamy, jest ona niewątpliwie tego samego pochodzenia, co po¬
przednie. Oryginały nieznane i zapewne wcale nie istnieją.
16.	Talar koronny 1547. Stemple w zbiorze Czapskiego są cięte
starannie odręcznie przez Majnerta, ale wybite niemi sztuki wszelkie
cechy tej fabrykacji noszą. Pomimo tego Bandtkie uważa je za au¬
tentyczne tak samo jak i hr. Raczyński, który talara tego pomiędzy
medalami w dziele swoim pomieścił. Majnert tworząc go, dwa hi¬
storyczne błędy popełnił. Za panowania Zygmunta Augusta nie bito
monet koronnych, o czem wspominaliśmy już przy półtalarku Nr. 12.
Nadto stronę odwrotną zanadto bezmyślnie skopjował z wymyślone¬
go także talara Nr. 6. Jeżeli na tym talarze Zygmunt I umieścił na
68
>>>
jednej z pięciu tarczy herbowych, herb austrjaoki swej matki, to
byłby Zygmunt August niewątpliwie zrobił tak samo i umieścił herb
królowej Bony — smoka, a nie herb austrjacki swej babki. Najlep¬
szy dowód, że tak być powinno, dają nam talary medalowe 1533,
gdzie z jednej strony jest herb austrjacki, z drugiej smok. Sztuka
zresztą dobrze wykonana i okazała.
17.	Talar koronny 1564. Stemple są zachowane. Jest to o tyle
interesująca sztuka, że każda strona odmiennie uzyskanym stemplem
bita. Strona popiersiowa, skomponowana przez Majnerta, ciętym od
ręki stemplem, bita. Do strony odwrotnej użyto stempla następnego
talara — półkopka, zrobionego za pomocą wbicia żelaznego odlewu.
18.	Talar — półkopek 1564. Stemple Majnerta w zbiorze Czap¬
skiego. Obie strony są uzyskane przez wbijanie odlewu, lecz nie bardzo
69
>>>
udane. Na stronie monogramu powinny być pomiędzy liczbami roku
wyraźne czterolistne znaki, które na fałszywych sztukach zamieniły
się przez złe wbicie w niekształtne kropki. Strona odwrotna ta sa¬
ma, co przy poprzednim. Spotykałem dość często dobrze odlane sztu¬
ki. Oryginał znajduje się w każdym większym zbiorze.
19.	Talar półkopek 1546, podobny do poprzedniego, ale bez wień¬
ców otokowych po obu stronach, miał się znajdować w jakimś zbio¬
rze, ale nic pewnego o nim dowiedzieć się nie mogłem. Stempel stro¬
ny herbowej jest w zbiorze Czapskiego zachowany i zrobiony wbi¬
ciem odlewu, coby było dowodem, że oryginał istnieć musiał. Oprócz
braku wieńca różni się od porzedniego i tein, że pomiędzy liczbami
roku niema żadnych punktów ani kwiatów.
20.	Fałszywa kontramarka 1564. Drobne to, ale bardzo ważne
fałszerstwo Majnerta. Zygmunt August, jak wiadomo, mając z Nea¬
polem i Hiszpanją rozrachunki o spadek po matce, odbierał go czę¬
ściami tylko i to w talarach i półtalarkach Filipa II i Karola V.
Chcąc oszczędzić sobie kosztu przebijania, a nadać monetom tym
kurs legalny w Polsce, kazał je kontrasygnować monogramem swoim
z rokiem 1564. Półtalarki te nie są pospolite, a talary zupinie rzad¬
kie. Dlatego też fałszerz pomagał sobie w ten sposób, że kontrasy-
70
>>>
gnował odlewy lub też monety innych państw (np. saskie), w czasie,
gdy oryginalną kontramarkę spotykamy jedynie na powyżej wymie¬
nionych monetach. Różnicę pomiędzy kontramarką fałszywą a ory¬
ginalną dojrzy się szkłem powiększającem bez trudności. Polega ona
na odmiennem związaniu liter S i A w monogram i odmiemnem dol-
nem zakończeniu litery A. Są dwie odmiany fałszywej kontramarki.
Stempel do jednej z nich zachowany jest w zbiorze Czapskiego.
21.	Talar gdański 1567. Wspomnieliśmy już o powstaniu tego
talara, mówiąc o fałszerzach na stronie 43. Dla pouczenia studjują-
cvch fałszerstwo monet, zajmująca to sztuka. Strona główna bita
stemplem ciętym od ręki przez medaliera Hecknera na obstalunek
Tysa. Bardzo starannie wykonana, nosi jednak wszelkie cechy ręcz¬
nej roboty, mianowicie w niejednostajnym kształcię liter. Strona
odwrotna bita znalezionym starym stemplem. Talary te do rzadkości
należą, gdyż Tys tylko 16 sztuk wybić kazał. Zwykle są stemplowe
—	co u sztuk Majnerta nigdy nie spotkałem. Oryginały posiada
jedynie Ermitaż i zbiór gimnazjum w Gdańsku.
22.	Ten sam fałszowany przez Majnerta. Stemple są w zbiorze
Czapskiego. Beyer opisuje, jak gdyby stempel zrobiony był z lichego
odlewu z oryginału. N ie śmiem stanowczo przeczyć, ale mam wra¬
żenie, że tak samo mógł to być odlew z talara Tysa. Moja sztuka
bita jest stemplem bez pęknięć. Całość bardzo płytka i nieudana.
71
>>>
23.	Ten sam, zupełnie odmienny w rysunku od poprzedniego,
bardzo licho i płytko bity, niewiadomego pochodzenia. Jedyny znanv
mi egzemplarz jest w moim zbiorze.
24.	Donatywa gdańska bez roku. Chociaż to nie moneta, umie¬
szczam tu tę sztukę, bo nieraz już półtalarkiem zwaną była. Stemple,
cięte odręcznie przez Majnerta, są zachowane. Wzorem do strony
głównej była nowa odbitka zrobiona starym oryginalnym stemplem,
do dziś dnia zachowanym. Ale jakaż różnica pomiędzy robotą Maj¬
nerta, a śliczną, niezmiernie delikatnej i artystycznej roboty odbitką
starym stemplem! Opuszczone wszelkie drobne ozdoby tak pancerza,
jak i korony. Miecz oryginału ma na całej prawie długości trzy lin je
—	na fałszywej sztuce jedną. Oryginał większy o dwa milimetry.
72
>>>
Stronę odwrotną robił Majnert z rysunku, bo trudno przypu¬
szczać, by mu jedna dotąd znana autentyczna sztuka, znajdująca się
w Gdańsku, dostępną była. Rysunki we wszystkich polskich dziełach
są niedokładne.
25.	Denar litewski 1583. Sztuka ta jest w zbiorze Czapskiego,
bita jakoby stemplem uzyskanym za pomocą „wykwaszania“. Jedyna
to sztuka tego rodzaju, którą zdarzyło mi się widzieć. Oryginały
niesłychanie rzadkie znane są z lat 1581 i 1582.
26.	Szostak litewski 1585. Tylko stempel strony odwrotnej, cięty
odręcznie dochował się. Całej wykonanej sztuki nigdy nie zdarzyło
mi się spotkać. Sądząc po stemplu, wykonanie dość niedbałe; litery
bardzo nierówne, liczba VI pod koroną zupełnie nieudana. Całość
nietrudna musi być do odróżnienia od bardzo ładnie bitych szósta-
ków litewskich z roku 1581 i 1585. Co mogło spowodować Majnerta
73
>>>
do podrabiania tej wcale nierzadkiej sztuki, trudno wiedzieć. Może
strona popiersiowa, nam nieznana, miała jakie przez niego skombi-
nowane osobliwości.
27.	Półtalarek koronny bez roku. Stemple, cięte odręcznie przez
Majnerta, zachowane. Jako wzór służył zapewne jakiś niebardzo do¬
kładny rysunek półtalarka 1583 z literami I—D pod tarczą herbową.
Litery te na sztuce Majnerta zastąpione zostały trójkątem, nie ma¬
jącym żadnego sensu; rok opuszczony. Oryginały bez roku znane
są jedynie ze zbiorów ks. Radziwiłłów w Nieświeżu i ks. Czartory¬
skich w Krakowie. Beyer i Kostrzębski notują, że i Fajn półtalarka
tego fałszował, może więc dwie odmiany istnieją. Ja tylko sztuki
Majnerta spotykałem.
74
>>>
28.	Talar koronny 1578. Stempli, do bicia talara tego użytych, nie
posiadamy, nie ma więc pewności, komu dzieło to przypisać. Z po¬
wodu dużego podobieństwa popiersi i techniki wykonania z taiarem
następnym musimy Majnerta o autorstwo posądzić. Ponieważ orygi¬
nał zupełnie nieznany, zatem stemple cięte są od ręki, a za wzór
służyła zapewne rycina z wydanego w roku 1604 dzieła Adama
Berga. Popiersie, kształtu nigdy nie widzianego, bardzo niezgrabnie
wykonany herb Wieniawa, nierówność liter, to wszystko zdradza
fałszerza. Być może, że dwie odmiany istnieją, gdyż posiadam
sztukę, wprawdzie laną i mocno cyzelowaną, ale tak odmienną od
poprzedniej, że trudno przypuścić, by te zmiany przez cyzelowanie
powstać mogły, n. p. kształt tarczy z herbem Batorych, ogcn orła itd.
29.	Talar koronny 1579. Stemple Majnerta, cięte od ręki, są za¬
chowane. Bandtkie i Zagórski talara tego za autentycznego uważali,
75
>>>
a błąd ich dopiero przez nabycie stempli Majnertowskich przez Beye-
ra odkrytym został. Sztuka w wykonaniu podobna do poprzedniej;
zupełnie nie wiadomo, skąd Majnert wzór mógł wziąć, bo ani ry¬
sunki, ani oryginały talara takiego znane nie są nikomu. Zapewne
więc cały talar jest wymysłem fałszerza. Umieszczenie na stronie
odwrotnej liter P—Z Piotra Zborowskiego, jest pomyłką histo¬
ryczną, gdyż Zborowski dopiero w roku 1580 urzędowanie rozpoczął.
30.	Talar koronny 1580 z rokiem nad głową króla i orłem iia
stronie odwrotnej. Stemple Majnerta uzyskane wbiciem odlewu są
zachwiane. Nadzwyczajnie starannie dłutkiem poprawiane, tak, że
zdarzają się sztuki wprost świetnie oryginał naśladujące, ślady tego
poprawiania jednak w kształcie liter widoczne, a cały rysunek znacz¬
nie płytszy od oryginałów. Talar ten jest jednym z najczęściej napo¬
tykanych fałszerstw Majnerta; bywają i podwójnej wagi, także od
lewy, nawet lekko złocone. Kostrzębski podaje, że i Fajn talary te
fałszował; rzeczywiście posiadam sztuki bite, nie identyczne z Maj-
nertami, są jednak gorszej roboty i w niczem nie przypominają do¬
brze zwykle wykonanych fałszerstw Fajna. Może więc Majnert dwa
zrobił stemple, z których jeden mniej się udał. Oryginał tego talara
w zbiorze Czapskiego.
76
>>>
31.	Talar koronny 1580 z I — R i herbem Glaubicz, rok po obu
stronach korony nad herbami. Sztukę tę przypisuje Kostrzębski Faj¬
nowi i przyznać mu rację możemy, gdyż nie mamy żadnych danych,
by i Majnert talara tego fałszował. Jest to kopja jednej z licznych,
lecz zawsze niezmiernie rzadkich odmian talarów z roku 1580. Ni¬
gdy się z tą sztuką nie spotkałem i znam ją jedynie z odbitki, danej
mi przez Wł. Bartynowskiego. Sądząc po tej odbitce, stempel jest
cięty odręcznie, a sztuka całym wyglądem falsyfikaty Fajna przy¬
pomina.
\
32.	Talar koronny 1581. Stemple, cięte od ręki przez Majnerta,
istnieją. Talar ten jest, jak poprzedni, kopją jednej z odmian z roku
1580 i tylko rok zmieniony. Oryginały nie istnieją, a niesłychanie
rzadkie talary tego roku są z herbem Przegonią Jana Dłuskiego,
w czasie, gdy sztuki Majnerta z herbem Glaubicz, jego poprzednika.
77
>>>
33- Talar litewski 1585. Czapski (Nr. 7233) podaje jako praw¬
dopodobnie fabrykat Fajna; Kostrzębski stanowczo to samo twier¬
dzi. Wierna to kopja niezupełnie dokładnego rysunku Zagórskiego
bita stemplem bardzo starannej, odręcznej roboty. Nie zgadza się
ze znanym nam w czterech zbiorach oryginałem w rozmaitych drob¬
nych szczegółach. Na stronie głównej berło na oryginale jest w końcu
skrzywione, na fałszywym jest proste. Na stronie odwrotnej na ory¬
ginale w słowach VOL i LIVO litera L ma bardzo krótką część
dolną, tak, że prawie jak 1 wygląda, na fałszywym L jest normalne;
korona nad herbami ma dna cieniowane zamiast, jak na oryginale,
puste. Uwzględniając, że sztuka jest bita stemplem ciętym od ręki,
przyznać musimy, że Fajn w sztuce medalierskiej i staranności Maj¬
nerta przewyższył.
34.	Półtalarek koronny 1626. Stempel opisuje tak Beyer, jak i hr.
Czapski, jako zrobiony przez Majnerta za ]xmocą wbicia odlewu, nie
78
>>>
wykończony i z niedobitym rokiem. Wykonanej sztuki, którą posia¬
dam, widocznie nie widzieli. Jest ona niewątpliwie tym właśnie
stemplem wybita, na co wskazuje zgrubienie całego lewego brzegu
strony popiersiowej, a nadto na stronie odwrotnej są w tem miejscu,
gdzie złote runo być powinno, dwa ozdobne krzyżyki. Stempel ten
zrobiony być musiał odlewem półtalarka 1628, a 8 zmieniona na 6.
Może Majnert, wybiwszy 1626, chciał jeszcze inny rok w stemplu
zrobić i zamiaru tego nie wykonał; dlatego stempel dostał się Beye-
rowi bez roku, tj. bez dwóch jego ostatnich liczb. Oryginały z roku
1626 nieznane.
35.	Półtalarek koronny 1628. Żaden z dawniejszych numizmaty¬
ków o nim nie wspomina. Sztuka z mego zbioru jest typowym oka
zem mennicy Majnerta, bardzo starannie od ręki ciętym stemplem
bita. Oryginały nie należą do rzadkości i w każdym większym zbio
rze po kilka odmian literowych znajdziemy. Nietrudno więc sztukę
wątpliwą z oryginałem porównać.
36.	Talar koronny 1587 podaje Kostrzębski jako fabrykat F;ipu,
lecz bez objaśnienia, która odmiana. Nigdy z sztuką taką się nie
spotkałem.
79
>>>
37- Talar koronny 1590. Stemple, cięte od ręki przez Majnerta,
są zachowane, a sztuki niemi bite mają wszelkie cechy swego po¬
chodzenia. Na dole, w napisie otokowym strony odwrotnej, zamiast
znaku haków, czworobok przecięty dwiema kreskami — nie wiado¬
mo, co ma oznaczać. Oryginały znamy trzy, u Potockiego, Radzi¬
wiłła i w Gocie.
38.	Talar koronny 1592, z królem w całej postaci. Czapski Nr.
1724 podaje jako fabrykat miński, tak samo i Kostrzębski. Orygi¬
nały znane jako sztuki bite w złocie w zbiorach Czapskiego, Potoc¬
kiego i we Wiedniu.
39.	Talar koronny 1600. Stempel Majnerta zachowany, zrobiony
został przez wbicie odlewu, nie dość jednak dokładnie wykończony.
80
>>>
Na stronie głównej oryginału są w legendzie pomiędzy słowami
same gwiazdki, na fałszywym kropki D : G : POLO i po SVECIAE
ani kropki, ani gwiazdki. Monogram L na stronie głównej, pod po¬
piersiem i stronie odwrotnej, pod koroną zupełnie niewyraźny. Ory¬
ginały w złocie u Czapskiego, w srebrze w Ermitażu i u Sobańskiego.
40.	Talar medalowy 1627 podaje Bayer jako falsyfikat odstąpiony
hr. Michałowi Tyszkiewiczowi. Stemple się nie dochowały; nigdy
z tym talarem fałszowanym się nie spotkałem.
41.	Talar medalowy 1629. Stemple Majnerta zachowane. Bardzo
są starannie, chociaż trochę za płytko cięte od ręki. Na stronie
głównej liczba 6 w roku powinna mieć ogonek w górę podniesiony,
a nie na dół wycięty. Górna część liczby 2 powinna być mniejsza
niż dolna, zamiast odwrotnie. Na stronie odwrotnej sztuk oryginal¬
nych pola puste w tarczach herbowych są matowe (groszkowane),
na sztuce fałszywej zupełnie gładkie. Oryginały znane z kilku
zbiorów.
81
>>>
42.	Talar medalowy 1630. Stemple Majnerta zachowane. Do
strony z monogramem służył stempel, cięty od ręki, nadzwyczajnie
wiernie, lecz płytko; różnice z oryginałem są tak drobiazgowe, że
opisać się nie dadzą. Strona odwrotna, bita stemplem uzyskanym
przez wbicie odlewu, wieniec otokowy jednak robi wrażenie jakby
odręcznie był zrobiony. I tu różnice z oryginałem bardzo drobiazgo¬
we, tak, że najpewniejszym sposobem rozpoznania pozostanie jedy¬
nie porównanie z oryginałem, znajdującym się w każdym pokaźniej¬
szym zbiorze.
43.	Talar medalowy, bez roku. Stemple uzyskane przez wbicie
odlewu nie udały się i są bardzo płytkie. Ponieważ oryginalne sztuki.
82
>>>
bite w srebrze, są nieznane, przypuszczać można, że odlew z sztuki
złotej i pogiętej został zrobiony. To też i sztuki fałszywe mają po
wierzchnię nierówną. Bite w złocie oryginały znane są ze zbiorów
Czartoryskiego, Sobańskiego i Potockiego.
44.	Talar miasta Rewia 1598. Stemple Majnerta zachowane, uzy¬
skane wbijaniem odlewu. Oryginału Potockiego.
45.	Kopiejka rosyjska Władysława IV. Zachowany jest stempel
Majnerta strony ze św. Jerzym.
46.	Półtalarek koronny 1642. Stemple Majnerta zachowane. Zro¬
bione zostały przez wbicie odlewu. Litery, miejscami trochę od ręki
83
>>>
poprawiane, całość płytka, lecz na ogół tak udana, że tylko porów¬
nanie z nie nadto rzadkim oryginałem może zupełnie pewne dać
wskazówki.
47.	Półtalarek koronny 1647. Najzupełniej identyczny z po¬
przednim i bity niewątpliwie tym samym stemplem. Ponieważ przy
roku 1642 dwójka jest kształtu Z, przypuszczać można, że Majnert
wybił wpierw rok 1647 z siódemką kształtu 7, a potem zmienił
w stemplu na Z dorabiając dolną część. Półtalarki z roku 1647
znane są, ale mają litery mennicze G — P (Gerhard Pirami — Kra¬
ków) a nie jak półtalarki 1642 G—-G i znak haków (Krzysztof
Guttmann — Bydgoszcz). Przez zbyt łatwe fałszerstwo popełnił więc
Majnert błąd historyczny. —	♦
48.	Półtalarek koronny bez roku. Stempel Majnerta strony od¬
wrotnej zachowany, powstał przez wbicie odlewu; następnie
w stemplu zatarto rok, a zamiast G — G zrobiono I — I, inicjały
Jakób Jacobsohna, kierownika mennicy. Do strony głównej użył
Majnert stempla poprzednich dwóch sztuk. Tego rodzaju półtalarki,
bez roku, w oryginałach dotąd nieznane, zapewne nie istniały.
84
i
>>>
49- XXX Groszy koronnych 1665. Stemple Majnerta zachowa¬
ne, uzyskane przez wbicie odlewu, wypadły tak bardzo płytko, że
nie potrzeba wielkiego doświadczenia, by rozpoznać, że ma się ze
sztuką fałszywą do czynienia. Nader rzadki oryginał znany nam
z trzech tylko zbiorów.
50.	Talar koronny 1649. Chociaż stempli Beyer nie nabył, jest
to sztuka niewątpliwie fabrykacji Majnerta. Stemple przez wbicie
odlewu stworzone, mianowicie strona popiersiowa tak bardzo płyt¬
ka, że postać króla miejscami zaledwie widoczna. Strona odwrotna
lepiej udana. Porównanie sztuk wątpliwych z oryginałem nie trud-
ne, gdyż ten w wielu odmianach w każdym większym zbiorze się
znajduje.
85
>>>
51.	Talar Elblągski 1651. Stemple cięte od ręki przez Majnerta .-ą
w zbiorze Czapskiego. Bardzo są płytkie, i rysunek, mianowicie anioła
na stronie herbowej, bardzo nieartystyczny. Litery napisu bardzo
nierówne, a inicjały zarządcy mennicy Wilhelma van Eck W — VE
dwa razy większe niż na oryginałach. Na stronie odwrotnej, ocl
kropki po roku do gwiazdki nad głową anioła, kreska widocznie ja-
kiemś przypadkowem uderzeniem rylca w stempel powstała. Orygi¬
nały znane w wielu zbiorach.
i
•
52.	Grosz koronny 1673. Cz. 7720.
53.	Dwugrosz koronny 1672. Cz. 7719.
86
>>>
54- Trojak koronny 1670. Cz. 5279.
55.	Trojak koronny 1671. Cz. 7718.
Stemple strony głównej grosza i stemple obu stron trojaka 167J
są w zbiorze Czapskiego. Wszystkie cztery sztuki wykonane stem¬
plami, ciętemi od ręki, Majnerta. Są one też jego wymysłem, lub
też jak twierdzi Kostrzębski, na obstalunek jednego z numizmaty¬
ków zrobione. Oryginały nie istnieją; mennice koronne za pano¬
wania króla Michała były zamknięte i jedynie dukaty i sztuki */., ta¬
lara bite były na próbę w bardzo niewielkiej ilości.
56.	Talar koronny 1673. I ta sztuka przez Majnerta zmyślona,
bita stemplem rzniętym odręcznie. Majnert wziął wzór z próbnej
złotówki Cj, talara). Talary takie nigdy nie istniały.
87
>>>
57- Półtalarek Elbląga 1671. Stemple, cięte od ręki przez Maj¬
nerta, zachowane. Są one znacznie większe niż normalne półtalarki,
tak, że i talary niemi bić można było. Oryginały znane u Czapskie¬
go, Sobańskiego i w Dreźnie.
58. Półtalarek Elbląga 1671. I tej sztuki stemple zachowane
cięte odręcznie. Wielkęść normalna półtalarka. Według Beyera rysu¬
nek Zagórskiego 588 jest zrobiony z fałszywej sztuki, a zapewne
także rysunek Vossberga (Kóhnes Zeitschrift 1844, tom IV., tabl.
X., rys. 251). Oryginały tego typu nie istnieją-
88
>>>
59- Talar Elbląga 1671. Stemple w zbiorze Czapskiego również
cięte od ręki. I tu rysunki Zagórskiego 589 i Vossberga 250 za¬
pewne podług fałszywych sztuk robione. —
60.	Talar Elbląga 1671. Tak Beyer jak i Kostrzębski podają, że
i Fajn talara tego sfałszował. Niewątpliwie z prawdą się to zgadza,
gdyż posiadam sztukę, stemplem ciętym od ręki bitą, nieidentyczną
z żadną z poprzednich trzech sztuk. Być więc może, że jest to ten
fabrykat miński. Mamy więc cztery stemple, któremi talary te i pół-
talarki bito. Wielka więc ostrożność jest wskazaną w razie kupna
tych zresztą niezmiernie rzadkich sztuk.
61.	Półtalarek koronny Jana III., bez roku, naśladuje talara ko¬
ronnego, z tą różnicą, że na stronie odwrotnej zamiast wieńca około
tarczy herbowej otok i po bakach litery S — P. Stempel, przez Maj¬
nerta cięty od ręki, zachowany. Autentyczne sztuki nie istnieją.
89
>>>
62.	Talar koronny Jana III., bez roku. Stemple Majnerta istnieją.
Zrobione są za pomocą wbijania odlewu i dość płytkie. Oryginalne
sztuki mają napis na randzie, co i Majnert chciał naśladować i zro¬
bił w tym celu z trzech części złożony krąg. Litery jednak tego kręgu
są za wielkie i nie mieszcząc się na randzie, wychodzą aż na brzegi
fałszywej monety. Autentyczne sztuki są wysoko cenione i dość
rzadkie.
63.	Próbny złoty. XXX groszy 1762. Stemple, zachowane w zbio¬
rze Czapskiego, są bardzo starannie cięte od ręki i całość dobrze się
przedstawia. Jednak, w porównaniu z oryginałem, rysunek za płytki
i	nie dość ostry. Oryginał)', znane nam z dwóch tylko sztuk (Po¬
tocki i Drezno), przypominają w rodzaju wykonania, bardzo wypukło
i	ostro bite talary z tego samego roku.
64.	Talar próbny 1765 Morikofera. Sztuka ta, wybita na stronie
głównej bardzo spękanym stemplem, na stronie odwrotnej wytarta,
znajduje się w moim zbiorze. Z drugim egzemplarzem tego rodzaju
90
>>>
nigdy się nie spotkałem i dociec nie mogłem, czyj by to mógł być
fabrykat. Stempel uzyskany wbiciem odlewu z wyjątkiem liter,
które są starannie od ręki cięte. Dobrze udana sztuka naśladowałaby
wiernie bardzo rzadki oryginał.
65.	Talar próbny 1766. Stemple są zachowane; są one zdaniem
Beyera cięte odręcznie, lecz litery pojedyńczemi stempelkami wbi¬
jane. Całość rysunku płytsza jak na autentycznych, a sztuki fałszo¬
wane o spory milimetr większe. Pomimo wielkiej staranności, fa¬
brykatowi temu daleko do tej doskonałości, jakim jest oryginał,
znany jako pierwszorzędne arcydzieło medalierskie.
»
66.	Ten sam, zupełnie równający się poprzedniemu,, z tą jednakże
różnicą, że na poprzednim i na oryginałach tło tarczy herbowej jest
gładkie, w czasie gdy na tym fabrykacie jest cieniowane. Sztuka ta,
nie wiadomo przez kogo fałszowana, znajduje się w moim zbiorze.
Dodatek.
Talar z oblężenia Gdańska 1577 z kawką — jest u mnie.
>>>
Dodajemy tu „Spis“ znaleziony.po znanym numizmatyku Kaz.
Stronczyńskim:
SPIS MONET CAŁKIEM WYMYŚLONYCH
albo naśladowanych stemplem, rżniętym nie podług oryginałów,
a stąd mniej więcej od oryginałów odstępującym, ze zbioru po nie¬
gdyś Pułkowniku Przeszkodzińskim.
A. Monety naśladowane.
1.	Grosz Kazimierza Wielkiego, Krakowski, wykonany podług nie¬
dobranego rysunku w dziele Czackiego.
2.	Talar Zygmunta I. z r. 1529 z napisem: Deus in virtuie tua laeta-
bitur Rex, wykonany podług rysunku w Miinzbuchu Ham-
burskim w r. 1631.
3.	Talar Zygmunta Augusta z r. 1574, z podobnym napisem, wyko¬
nany podług dzieła powyższego.
Uwaga: Zdaje się, że podane talary nigdy nie istniały i w Miinz-
buchu powyższym zamieszczone zostały szóstaki, bite
z wywołanych półgroszków Świdnickich, w znacznie
powiększonych figurach, jak się to i z innemi moneta¬
mi często w podobnych książkach trafiało. Takiż dukat
z r. 1529: Deus in uirtute tua laetabitur rex, dobrze
jest znanym. Szostak z r. 1547, z podobnym napisem
nie daje się widzieć po zbiorach, ale wybicie onego, bar¬
dzo łatwo przypuścić uważając, że król Zygmunt August
podobne szóstaki, z lichego srebra, a tem samem więk¬
sze i cięższe od innych, jeszcze w r. J562 wybijał.
4.	Talar Zygmunta Augusta, w r. 1564 wykonany podług rysunku
w Numizmatyce krajowej Bandtkiego, który to ostatni podług
oryginału niegdyś Gwalberta Pawlikowskiego sporządzonym
został.
>>>
5.	Talar Stefana Batorego z r. 1578, wykonany podług rysunku
w Miinzbuchu Mnichowskiem w r. 1597, fol. 70 — verso —
większe części rysunków, w tem dziele zamieszczonych, od¬
znaczają się szczególną niezgrabnością i niepodobieństwem
do oryginału.
6.	Półtalar Stefana, bez liczby roku, wykonany podług rysunku
w dziele Czackiego.
7.	Talar Zygmunta III., z r. 1590, z orłem, wykonany podług Miinz-
buchu Hamburskiego w r. 1831.
8.	Półtalar Michała Korybuta, Elbląski, podług rysunku w Czac¬
kim, lecz znacznie zmniejszony.
9.	Złotówka Augusta III., w r. 1762 podług rysunku w Czackim.
B. Monety całkiem wymyślone.
1.	Dukat króla Aleksandra, wykonany na pamięć podług wzmianki
bardzo ogólnej w Kronice Kromera i wzorów wziętych z pół-
groszków tego króla.
2.	Talar Zygmunta I. 1535. Zupełnie wymyślony. — Strona główna
tego talara ryta podług groszy króla Zygmunta, bitych dla
ziem pruskich w latach 1530 i 1531, strona zaś odwrotna po¬
dług podwójnego dukata z r. 1535.
3.	Półtalar Zygmunta I., z r. 1532. Zupełnie wymyślony. — Po¬
piersie na tym półtalarze rżnięte podług szóstaków ziem
pruskich z r. 1534 i 1535, których rysunek bardzo niezgrab¬
nie naśladuje, — herby na stronie odwrotnej podług duka¬
tów pojedynczych króla Zygmunta, napis podwójnego dukata.
4.	Talar Zygmunta Augusta, Litewski, z popiersiem. Zupełnie wy¬
myślony. — Popiersie na tym talarze naśladowane jest z licz¬
nych monet króla Zygmunta Augusta. Strona zaś odwrotna
wzięta jest bez odmiany ze znanego półkopka z r. 1564,
zwanego zwykle talarem.
5.	Półtalar, powyższemu talarowi zupełnie odpowiedni.
6.	Półtalar Zygmunta Augusta, z r. 1546, z napisem: Deus in vir-
tute tua laetabitur rex. — Podobny talar, a jak się raczej do-
93
>>>
myśląc należy szóstak, zamieszczony jest, jak się wyżej rze¬
kło, w Miinzbuchu Hamburskim z r. 1631, ale tamten ma na
sobie rok 1547.
7. 1'iętnastogroszówka, czyli ćwierćkopek Zygmunta Augusta, z ro¬
ku 1565. Zdaje się, że stempel do tej monety rznięty został
na pamięć podług znanych półkopków czyli talarów w przy¬
puszczeniu, że i ćwierćkopki istnieć były powinny lub z wia¬
domością, że jeden taki w zbiorze Cesarskim we Wiedniu
istnieje, bo w rzeczy samej znajduje się w powyższym zbio¬
rze ćwierćkopek króla Zygmunta Augusta, ale ten nie mógł
służyć za wzór do wybicia niniejszego -egzemplarza; cyfra
bowiem XV w Wiedeńskim gabinecie wieniec laurowy prze¬
dziela, tu zaś znajduje się nad wieńcem.
8. Talar Stefana Batorego, z r. 1579, z herbem i cyfrą Piotra Zbo¬
rowskiego. Talar ten zrobiony został podług rysunku
w Miinzbuchu Mnichowskim z r. 1597, fol. 70. b. m	na tam¬
tym jest herb Leliwa i rok 1580, a nie ma cyfry. P. Z. Kom¬
pozycja tego talara sprzeczną jest z datami historycznemi,
podług których Piotr Zborowski dopiero w r. 1580 rządy
mennicy objął.
9. Talar Stefana Batorego z r. 1581, z herbem Glaubicz, także z da¬
tami historycznemi sprzeczny, gdyż Rokossowski, podskarbi,
który powyższego herbu używał, umarł w r. 1580. Rysunek
do tego talara wzięty z talarów króla Stefana z r. 1580, ale
niezgrabnie naśladowany.
to. Talar podług stopy Rzeszy (Reichsthaler) króla Michała, zrobio¬
ny podług tak zwanych dwuzłotówek, a wybity w Bydgoszczy
przez podskarbiego Morsztyna i przez stany Rzeczypospolitej
nieprzyjęty.
11. 12. 13. 14. Szóstak, trojak, dwugroszówka, grosz z powyższe-
mi talarami odpowiednio komponowany podług monet Jana
Kazimierza. Na wszystkich powyższych monetach, równie jak
na talarze, zamiast herbu Podskarbiego Morsztyna, Leliwa,
rytownik przez niedopatrzenie się samą tylko gwiazdkę
umieścił.
94
>>>
Półtalar króla Jana III. Strona główna tej monety narysowana
lest podług Talara Gdańskiego, odwrotna podług Tynfów
t r. 1577. Rytownik nie zamieścił na nim roku, aby go więcej
przybliżyć do całkowitych talarów, które takiej daty na sobie
nie noszą.
K. Stronczyński
>>>
U bV55X
[ ail*EIITTEC(ł
>>>