/Czasopisma_174_06_191_0001.djvu

			ROK VI.
LIPIEC-PAŹDZIERNIK 1930 r. ZESZYT 4-5.
Zeszyt J'® 3 oznaczono: Czerwiec — Lipiec,
powinno być: Maj — Czerwiec.
PAMIĘTNIK
WILEŃSKIEGO TOWARZYSTWA LEKARSKIEGO
I
WYDZIAŁU LEKARSKIEGO UNIW. STEFANA BATOREGO
ORGAN T-WA LEKARSKIEGO WOJ. NOWOGRÓDZKIEGO
I
WILEŃSKO-NOWOGRÓDZKIEJ IZBY LEKARSKIEJ.
/
WILNO,
NAKŁAD WILEŃSKIEGO TOWARZYSTWA LEKARSKIEGO.
Z ZASIŁKIEM WYDZIAŁU NAUK MINISTERSTWA WYZNAŃ RELIGIJNYCH
I OŚWIECENIA PUBLICZNEGO.
tow. wyD. „poao$‘\ drukarnia ,,pax", UL. ŚW. IGNACEGO s.
		

/Czasopisma_174_06_192_0001.djvu

			T R E S Ć.
Uroczyste posiedzenie Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego poświęcone
pamięci ś. p. Prof. Dr. Stanisława Trzebińskiego
Helena Kulikowska. Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych z zasto¬
sowaniem sposobu Bossan i Baudy i podłoża Bezredki
J. Talko-Hryncewicz. Ostatni z dawnych lekarzy kresowych D-r Józef Rolle
(D-r Antoni J..,) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930)
Józefat Bohuszewicz. W sprawie leczenia ran przypadkowych i chirur¬
gicznych ostrych spraw zakaźnych.
Władysław Jakowicki. Sprawozdanie z działalności Wydziału Lekarskiego
Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie w roku akademickim 1929/1930
Plan gospodarczy Wydziału Lek. U.S. B. na najbliższe okresy budżetowe .
Protokóły posiedzeń naukowych Wileńskiego Tow. Lekarskiego .
S O M M A I R E.
Seance solennelle de la Societe Medicale de Vilno en honeur du decede
Pr. Dr. St. Trzebiński
Helena Kulikowska. Sur 1’isolement du bacille tuberculeux a l'aide du
procede de Bossan et Baudy et du milieu de Besredka_ .
J. Talko-Hryncewicz (Cracovie). Le dernier des anciens medecins de la
province.. Dr. Joseph Rolle (Dr. Antoni J...) pour le centieme an-
niversaire de sa naissance (1830—1930) . . • .
W. Jakowicki. Comptes rendus du Doyen de la Faculte de Medecine de
l'Universite de Vilno (1929—1930)
Societe de Medecine; de Vilno (bulletins)
Communiques
str.
I
282
312
339
373
392
399
page
I
3I1
338
373
392
399
ADRES REDAKCJI PAMIĘTNIKA WIL. TOW. LEK.:
Wilno—Zamkowa 24 — Wileńskie Towarzystwo Lekarskie.
KOMITET REDAKCYJNY s
W ydzial:
Redaktorowie: Prof. Dr. W. Jasiński i Doc. Dr. A. Safare-wicz.
Redaktor administracyjnym Dr. M. MinUie-wioz.
CZŁONKOWIE KOMITETU :
Dr. W. Bądzyński,	Prof. Dr. Schilling- + Prof. Dr. S. Trzebiński,
Doc. Dr. E. Czarnecki,	Siengalewicz,	Dr. A. Wirszubski.
Dr. S. Lewande,	Prof. Dr. J. Szmurło,
Rękopisy należy nadsyłać pod adresem redaKcji listem poleconym.
Cena prenumer. wraz z przesyłką:
Rocznie — 15 zł. Półrocznie — 8 zł. Zeszyt pojedynczy 2 zł. 50 gr.
CENA OGŁOSZEŃ:
Okładka
W tekście
Kolorowa w tekście
3	strona . .
4	„ • ■
40 zł.
50 „
Cała strona
„
V* -
40 zł.
20 .
10 „
Cała strona
60 zł.
35 „
20 „
Wszelkie wkładki według umowy.
Redakcja zastrzega sobie prawo nieprzyjęcia ogłoszenia.
Oolosenią i prenumeratę należy przysyłać pod adresem:
Wilno, ul. Św. Ignacego Nr. 5. Tow. Wyd. „Pogoń”, DruHarnia „Pa*“.
		

/Czasopisma_174_06_193_0001.djvu

			ROK VI.
LIPIEC-PAŹDZIERNIK 1930 r. ZESZYT 4—5.
Zeszyt 3 oznaczono: Czerwiec — Lipiec,
powinno być: Maj — Czerwiec.
PAMIĘTNIK
WILEŃSKIEGO TOWARZYSTWA LEKARSKIEGO
I
WYDZIAŁU LEKARSKIEGO UNIW. STEFANA BATOREGO
ORGAN T-WA LEKARSKIEGO WOJ. NOWOGRÓDZKIEGO
I
WILEŃSKO-NOWOGRÓDZKIEJ IZBY LEKARSKIEJ.
WMito Mm B
WILNO,
NAKŁAD WILEŃSKIEGO TOWARZYSTWA LEKARSKIEGO.
Z ZASIŁKIEM WYDZIAŁU NAUK MINISTERSTWA WYZNAŃ RELIGIJNYCH
I OŚWIECENIA PUBLICZNEGO.
TOW. WyD. „POGOŃ". DRUKARNIA „PAX“, ul. św. IGNACEGO a.
		

/Czasopisma_174_06_194_0001.djvu

			j ,ś: ::-■
ą.	T
		

/Czasopisma_174_06_197_0001.djvu

			‘Uroczyste posiedzenie ‘Wileńskiego %owarz. Xekarskiego
poświęcone pamięci
i. p. źProf. 3)r. Stanisława trzebińskiego.
W sali Wileńskiego Tozu. Lekarskiego odbyło się w dniu 29.X
1930 r. uroczyste posiedzenie dla uczczenia zasług ś. p. Prof. Dr.
Stanisława Trzebińskiego, pierwszego Sekretarza Stałego Towarzystwa
i	Redaktora Pamiętnika Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego.
Przed stołem prezydjalnym umieszczono w otoczeniu kwiatów
i	światła portret ś. p. Prof. Dr. Stanisława Trzebińskiego w todze
Dziekana Wydziału Lekarskiego. Portret ten będzie zawieszony w sali
posiedzeń Tozu. pod popiersiem Józefa Franka.
Na sali, prócz członków Towarzystwa, zebrali się licznie przed¬
stawiciele Uniwersytetu w osobach: J. M. Rektora Prof. Dr. A. Ja¬
nuszkiewicza, Prorektora ks. Prof. Dr. C. Falkowskiego, Prof. M.
Zdziechowskiego, Prof. K. Sławińskiego, Dziekana ks. Prof. I. Swir-
skiego, Dziekana Prof. F. Ruszczyca, Dziekana Prof. K. Opoczyń¬
skiego, oraz członków wszystkich Wydziałów U. S. B., Prezesa
Tow. Przyjaciół Nauk Prof. A. Parczewskiego i wielu innych osób
ze świata naukowego, lekarskiego i sfer towarzyskich Wilna.
Posiedzenie zagaił Prezes zarządu Wil. Tow. Lekarskiego prof.
Dr. J. Szmurło, oddając głos J M. Rektorowi A. Januszkiewiczowi,
który podał obszerny życiorys zmarłego i scharakteryzował Jego
postać, jako uczonego i myśliciela, — następnie prof. Dr. J. Szmurło
przedstawił działalność zmarłego jako Sekretarza stałego, prof. Dr.
W. Jasiński — jako Redaktora Pamiętnika Wil. Tow. Lekarskiego,
doc. Dr. A. Safarewicz mówił o pracy ś. p. Prof. Trzebińskiego jako
badacza przeszłości Wil. Tow. Lek. i założyciela Koła Miłośników
Historji Medycyny, a Rektor Prof. A. Parczewski oddał hołd za¬
sługom Zmarłego za Jego prace na terenie Tow. Przyjaciół Nauk.
Zebrani w podniosłym nastroju wysłuchali wszystkich przemówień,
oddając hołd pamięci Zmarłego.
		

/Czasopisma_174_06_198_0001.djvu

			' - •
-
■
■ ■	-V	' ! : ■ - \v U
.0 *r»bW>i.V.. Aafc •	i v.
■
O'.	>'1 ’ V *. I O	• — ' >VM	i\	iii -
,'swv; ’V>.5w; : ■ A .• 1	M V «>V% ap\nVłbo -/>■■	•
.
ł^ro ’	s \ 	
			

/Czasopisma_174_06_199_0001.djvu

			Ś p. Prof. Dr. Stanisław Trzebiński.
na podstawie danych biograficznych i własnych wspomnień
skreślił
Prof. Dr. A. JANUSZKIEWICZ.
Dr. Stanisław Trzebiński, profesor zwyczajny Historji i Filo-
zofji Medycyny na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, zmarł
po długiej i ciężkiej chorobie w dniu 25 czerwca 1930 r. i został
pochowany na cmentarzu Rossa w Wilnie w dniu 21 czerwca.
Ś. p. prof. Trzebiński przyszedł na świat d. 14/26 września
1861 r. w majątku rodzinnym Popowcach na Podolu ros. z ojca
Adolfa i matki Anieli z Podoskich. Nauki pobierał w gimn. Marji
Magdaleny w Poznaniu i tam uzyskał świadectwo maturalne w jesie¬
ni 1881 r. Następnie poświęcił się naukom lekarskim, odbywając
studja w Krakowie, Lipsku, Gietyndze i Heidelbergu, gdzie uzyskał
doktorat w 1886 r. Dla otrzymania doktoratu rosyjskiego udał się
do Dorpatu i latem 1888 r. stopień ten uzyskał; potem przeniósł się
do Warszawy i od początku 1889 r. pracował na oddziale D-ra Te¬
odora Dunina w szpitalu Dzieciątka Jezus, potem na oddziale prof:
Obalińskiego w szpitalu św. Łazarza w Krakowie, wreszcie w różnych
zakładach w Berlinie. Wiosną 1890 r. przyjął posadę fabrycznego
i dominalnego lekarza w Obodówce na Podolu a następnie
zajął takąż posadę w majątku i cukrowni Wołoczyska na Wołyniu.
W 1906 r. przeniósł się do Kijowa, gdzie pracował w uniwersyteckiej
Klinice neurologicznej prof. Łapińskiego i w laboratorjum chemiczno-
bakterjologicznem d-ra Modrzewskiego przy Związkowej Lecznicy
Polskiej. Obok tego był lekarzem rozmaitych polskich instytucyj spo¬
łecznych i kulturalno-oświatowych, a więc Tow. Dobroczynności,
Kasy Emerytalnej pracowników rolnych i przemysłowych, zaś w okre¬
sie rewolucyjnym wykładał psychologję w polskich szkołach średnich.
Był członkiem Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w Kijowie, jego
Wiceprezesem i Prezesem, a następnie Sekretarzem Stałym. Zaaresz¬
towany przez bolszewików jako zakładnik w chwili zbliżania się wojsk
		

/Czasopisma_174_06_200_0001.djvu

			IV
polskich do Kijowa, był trzymany w więzieniu w Charkowie w ciągu
3l/2 mies. Powrócił do kraju w sierpniu 1921 r. i zamieszkał w War¬
szawie, uzyskawszy posadę w Urzędzie Zdrowia. Dnia 17 maja 1922
r. otrzymał nominację na profesora historji i filozofji medycyny na
Uniwersytecie Stefana Batorego. Był członkiem Wileńskiego Towa¬
rzystwa Lekarskiego, a od 1924 r. jego Sekretarzem Stałym. Był
członkiem zwycz. Tow. Przyjaciół Nauk. i członkiem honorowym
Tow. Lekarskich Częstochowskiego i Lwowskiego. Od roku 1926
redagował „Pamiętnik Wileńskiego Tow. Lekarskiego".
Oto główne momenty z życia ś. p. Stanisława Trzebińskiego,
szereg dat i faktów, które jednak nie wystarczają dla odtworzenia
tej nieprzeciętnej postaci.
Ś. P. Trzebiński wyniósł z domu rodziców staranne wychowa¬
nie i podstawy doskonałego przygotowania do szkół. W studjach
naukowych wielce pomocną Mu była dobra znajomość języków sta¬
rożytnych i nowożytnych, wrodzone zdolności, znakomita pamięć
i wielka pracowitość. Te wartości sprawiły, że łatwo mógł zadość
uczynić zainteresowaniom swoim, które wybiegały daleko poza ramy
potrzeb praktyczno-zawodowych nauki lekarskiej. Więc obok medy¬
cyny poświęcał się również historji, literaturze i filozofji. Pomimo
wybitnej erudycji Zmarły odznaczał się niezwykłą skromnością, która
w praktyce lekarskiej, przy wysoce rozwiniętem poczuciu wartości
zdrowia i życia ludzkiego, robiła Go chwiejnym, nieufnym we wła¬
sne siły, zawsze pełnym wątpliwości, co zaznaczał mówiąc, że inny
lekarz z pewnością potrafiłby dać choremu bardziej skuteczną radę.
To też wyraźnem było, że praktyka dla praktyki, dającej sposobność
rozwiązywania wielorakich praktyczno - naukowych zagadnień z dzie¬
dziny djagnostyki i terapji, jej wątpliwości, zawody i tryumfy, jeżeli
nawet pociągały Go swą stroną teoretyczną, to jednak nie zagłuszały
poczucia, że tutaj przecie przedewszystkiem w grę wchodzi cenne ży¬
cie ludzkie i nie zagłuszały świadomości, że nauka i sztuka rozpoz¬
nawania i leczenia nie osiągnęły jeszcze stopnia doskonałości. Tem-
bardziej nie pociągały Go widoki zysków materjalnych z pracy za¬
wodowej lekarskiej; był lekarzem filantropem w prawdziwem tego
słowa znaczeniu, a mając na Podolu i Wołyniu w swej praktyce
ludność przeważinie wiejską i robotników fabrycznych, zbliżał się do
nich, okazując szczere zainteresowanie co do całokształtu ich życia
i potrzeb kulturalnych.
Ten stosunek do praktyki lekarskiej, a zarazem tęsknota do
warunków, któreby pozwoliły na szeroką pracę naukową, spowodo-
		

/Czasopisma_174_06_201_0001.djvu

			V
wały, że gdy dwaj synowie doszli do wieku szkolnego ś. p. Trzebiń¬
ski przeniósł się z rodziną do Kijowa w 1906 r.
Tutaj zabrał się odrazu do pracy naukowej w klinice neurolo¬
gicznej prof. M. Łapińskiego, oddając się jej nietylko praktycznie,
ale poświęcając się też badaniom histopatologicznym układu nerwo¬
wego. Jednocześnie jako udziałowiec Polskiej Lecznicy Związkowej,
podjął się badań dla celów djagnostyki lekarskiej w laboratorjum
d-ra Modrzewskiego w tejże lecznicy, co stało się głównem źródłem
Jego zarobków, bo praktyki lekarskiej w dalszym ciągu unikał. Zda¬
wało się, że praktyka konsultacyjna, ze względu na odpowiedzialność
zbiorową będzie dlań mniej uciążliwą, więc próbowaliśmy korzystać
z Jego specjalizacji w neurologji. Jednak w ciągu kilku lat miałem
możność wielokrotnie się przekonać, że niechętnie szedł na wezwa¬
nie i że często raziło Go honorarjum, zbyt wysokie, jak mówił, w
stosunku do jego małowartościowej porady. Toteż ostatecznie wy¬
cofał się z płatnej praktyki prawie zupełnie, śpiesząc iednak na
pierwsze wezwanie do domów krewnych i dobrych przyjaciół, aby
podając bezpłatną pomoc, wskazać zarazem odpowiedniego lekarza.
Pomimo to jednak ś. p. Trzebiński pracuje jako lekarz naukowo,
bierze żywy udział w posiedzeniach polskiego i rosyjskich Tow.
Naukowych lekarskich, dysputuje, miewa często referaty, pisze i wy¬
daje. Obok zainteresowań w zakresie medycyny pociągają Go zagad¬
nienia natury społecznej i narodowej, więc już w 1901 r. po pracy
„O chirurgicznem leczeniu obrzęków" pisze na temat: „Największa
nasza wada narodowa", potem „O naszych zaletach", dalej w 1903
r. „Co to znaczy kochać pracę dla pracy?" „Zawód i powołanie"
i t. p. Następnie w okresie kijowskim, wślad za pracą na temat:
„Ueber endoneurale Wucherungen" (1910) pisze „O problemie psy¬
chofizycznym" (1911), „O problemie życiowym", „O teorji Freuda
i psychoanalizie" (1912), dalej następuje „Beitrag zur Morphologie
der Nervenzellen bei der Autolyse des Riickenmarks" (1912) i t. d.
Ostatnio drukowana praca z tego okresu, a 21 z rzędu podtytułem:
„Nieco o marzeniach sennych" wyszła w 1917 r. w wydawanym
w tym czasie w Kijowie Przeglądzie Naukowym. Następuje sześcio¬
letnia przerwa w ogłaszaniu prac, spowodowana wojną, rewolucją
rosyjską, a po części tragicznemi wypadkami, jakie dotknęły naj¬
bliższą rodzinę ś. p. Trzebińskiego. Starszy syn Zygmunt na począt¬
ku wojny, bo jeszcze w 1914 r. dostał się do niewoli niemieckiej,
co się wyjaśniło dopiero po dłuższym okresie niepewności, czy żyje.
Młodszy syn, Władysław, 19 lat, w kilkanaście dni po przyjeździe do
		

/Czasopisma_174_06_202_0001.djvu

			VI
rodziców na święta B. N. z junkierskiej szkoły w Moskwie, został
podczas pierwszego najścia bolszewików na Kijów w styczniu 1918
r. wyprowadzony z mieszkania i tuż koło domu zamordowany za
to, że był w mundurze wojskowym. W czerwcu 1919 została zamor¬
dowana przez bolszewików rodzona ciotka Trzebińskiego, Skibniew-
ska, w swoim majątku na Podolu, zaś matkę Trzebińskiego, która
u niej wówczas bawiła, tak pobito, że w kilka tygodni potem zmarła
w swym majątku Łąki, dokąd nieprzytomną włościanie odwieźli.
Gdy wojska polskie zbliżały się do Kijowa w 1920 r. bolszewi¬
cy między innymi zakładnikami zaaresztowali ś. p. Trzebińskiego.
Było to do przewidzenia, gdyż był zbyt znany jako czynny członek
polskich towarzystw naukowych, nauczyciel szkół polskich, profesor
Wolnej Wszechnicy Polskiej, która z początkiem przewrotu w Rosji
została w Kijowie założona, wreszcie jako członek wielu polskich
instytucyj samopomocowych i dobroczynnych i t. d. Przewieziono
Go do więzienia w Charkowie, skąd po 3Va mies., powrócił do Kijo¬
wa, a w sierpniu 1921 r. wyjechał do Polski i osiadł w Warszawie.
Tam się spotkał z żoną i synem, który, po wyjściu z niewoli nie¬
mieckiej, służył w wojsku polskiem.
Szukając pracy zarobkowej w Warszawie ś. p. Trzebiński do¬
stał posadę w Urzędzie Zdrowia i w prywatnem laboratorjum lekar-
skiem, co Mu wystarczało na skromne życie.
Dowiedziawszy się o przybyciu do Warszawy Trzebińskiego,
blisko mi znanego z Kijowa, zacząłem czynić starania, aby Go po¬
zyskać dla Wydziału Lekarskiego Uniw. S. B. na katedrę Historji
i Filozofji Medycyny. Moje głębokie przeświadczenie, że kandydatura
Jego zasługuje na najgorętsze poparcie, rozbijało się o formalną po¬
stawę Ministerstwa W. R. i O. P., które w przedłożonych sobie 21
pracach kandydata znalazło tylko jedną z zakresu historji mianowi¬
cie: ,,0 chorobie i wyzdrowieniu Tadeusza Kościuszki" (1913). Osta¬
tecznie Ministerstwo zgodziło się na zamianowanie ś. p. Trzebińskie¬
go w charakterze profesora zwyczajnego Historji i Filozofji Medy¬
cyny pod warunkiem, że będzie jednocześnie wykładał Patologję
Ogólną, na co Trzebiński przystał.
Nominacja nosi datę 17 maja 1922 r. Przed początkiem roku
akademickiego Trzebiński już się przeniósł do Wilna i zamieszkał
tu z żoną, w paru pokoikach, w gmachu, gdzie miał organizować
zakład Patologji Ogólnej. Wysoce rozwinięte poczucie odpowiedzial¬
ności i wrodzone zamiłowanie do pracy sprawiają, że ś. p. Trzebiń¬
ski zabiera się gorąco, wprost z młodzieńczym zapałem do godnego
		

/Czasopisma_174_06_203_0001.djvu

			VII
wypełnienia wielorakich obowiązków profesora, wykładającego Hi-
storję i Filjozofję Medycyny, Propedeutykę i Etykę lekarską, a także
Patologję Ogólną. Obok tego nie zaniedbuje obowiązków członka
Wydziału Lekarskiego, chętnie bierze udział w rozmaitych komisjach,
opracowuje plan reformy studjów lekarskich, tworzy projekty egza¬
minacyjne dla nowowstępujących i t. d. Wszystko to robi zawsze
chętnie, bez cienia przymusu, gotów jest dać jaknajwięcej z siebie,
nie żądając nic wzamian. Jego wysoka kultura, ujawniająca się za¬
równo w stosunkach z kolegami, jak też ze studentami i z persone¬
lem służbowym, zjednuje Mu odrazu szacunek i miłość ludzką i ten
stosunek do Jego osoby trwa niezmiennie do końca. Zadrażnień,
konfliktów, ani na różnorodnych terenach swej działalności, ani w
stosunkach towarzyskich ś. p. Trzebiński nie miał. W pogodnej
atmosferze spokoju zaczęły płynąć pracowite dni Jego, usuwając
coraz dalej w przeszłość wspomnienia o ciężkich przeżyciach rodzin¬
nych i własnych.
Ale los gotował Mu nowe doświadczenia. W lutym 1925 roku
stracił żonę (z Komarów) po kilkumiesięcznej, ciężkiej chorobie.
Z najbliższej rodziny pozostał Mu starszy syn, Zygmunt, kapitan
w służbie czynnej, żonaty, ojciec dwojga dzieci. W niespełna półtora
roku po śmierci żony przypadek zabrał Mu i tego syna, utonął
w czasie polowania w lipcu 1926 r.
Trzebiński pozostaje samotny. Nie wyrzeka na los, nie poddaje
się rozpacy, nie wpada w zniechęcenie. Bóle i żale zamyka głęboko
i nie otwiera swej duszy przed nikim. Z całem opanowaniem, z iście
filozoficznym spokojem szuka zapomnienia i ukojenia w pracy, któ¬
ra się staje coraz wydajniejszą.
Mając odpowiednie warunki po temu w bogatych zbiorach Wi¬
leńskiego Tow. Lek., Bibljoteki U. S. B., Towarzystwa Przyjaciół
Nauk i inn., ś. p. Trzebiński zbiera z rękopisów i niewyzyskanych
dotąd pamiętników materjały do swych prac, wydając jedną po dru¬
giej z małemi przerwami. Toteż gdy w ciągu pierwszych trzydziestu
lat działalności naukowo-zawodowej ś. p. Trzebińskiego wyszło z pod
Jego pióra 21 prac, to w okresie ostatnim, znacznie krótszym, bo
ośmiu lat zaledwie, wydał w druku również 21 prac, 13 przyczynków
do Historji Medycyny i kilkadziesiąt ocen I sprawozdań, nie licząc
nekrologów i artykułów wstępnych w rozmaitych czasopismach.
Prace te, należące po części do historji, po części do filozofji medy¬
cyny, świadczące o starannem i umiejętnem posługiwaniu się źródłami
piśmienniczemi, obejmują szeroki zakres badań historycznych i do¬
		

/Czasopisma_174_06_204_0001.djvu

			r
VIII
ciekań filozoficznych. Wykaz łych prac załączam w końcu niniejszego
artykułu; czekają one na ocenę specjalistów, ale ze swej strony po¬
winienem jeszcze w ogólnikowej ocenie podnieść ich doskonałą formę,
co do układu, jasność w przeprowadzeniu myśli zasadniczej i piękny,
jędrny styl i język.
Wzmożona praca naukowa ś. p. Trzebińskiego w zakresie hi-
storji i filozofji medycyny, połączona z badaniem Wileńskich mater-
jałów archiwalnych, posłużyła za podstawę do uzyskania w Mini¬
sterstwie W. R. i O. P. zgody na zwolnienie Go od 1926 r. z obo¬
wiązków profesora Patologji Ogólnej, która Mu ciężyła głównie jako
przeszkoda do całkowitego oddania się przedmiotom umiłowanym.
Było to również konieczną, choć może niedocenioną przez samego
zainteresowanego zmianą na lepsze ze względu na stan Jego zdrowia,
który się coraz pogarszał. Już wkrótce po przyjeździe do Wilna,
bo w tymże 1922 r. ś. p. Trzebiński dostał napadu dusznicy bolesnej.
Po kilku latach napady stały się tak częstemi, że dla zapobiegania
im posługiwał się nitrogliceryną niemal bez ograniczeń i doprowa¬
dził w ostatnim roku dzienne dawki tego środka do olbrzymich
ilości. Objawy czy to bolu stenokardycznego, czy dychawicy sercowej
usuwał czemprędzej, jako natrętną przeszkodę w każdej czynności,
bo bezczynnego życia nie znosił. Znaczny wysiłek, z jakim było
połączone zorganizowanie sekcji Historji i Filozofji Med. na XIII
Zjazd Lekarzy i Przyrodników Polskich w Wilnie we wrześniu 1929
r., czterodniowe prace Zjazdu, obowiązki gospodarza w stosunku do
członków Sekcji i do najbliższych znajomych, których miał u siebie
w gościnie, wszystko to ostatecznie wyczerpało Jego serce. Poddając
się niechętnie przymusowi lekarskiemu, ś. p. Trzebiński zaczyna
spędzać po cztery dni z tygodnia w łóżku, aby przez trzy następne
móc wykładać i prowadzić seminarjum, potem i to się przerywa,
ale w dalszym ciągu odrabia prace seminaryjne ze studentami, czyta,
pisze, zasila Redakcję Polsk. Arch. Historji i Filozofji Med. swemi
referatami, koresponduje z profesorami tegoż przedmiotu na innych
uniwersytetach, słowem pomimo to, że już nie opuszcza łóżka, nie
obniża natężenia swej pracy umysłowej.
Niemal do ostatniej chwili był czynnym i dopiero utrata świa¬
domości, na kilkanaście dni przed zgonem, wytrąciła Mu z ręki
książkę i pióro.
Nie wspomniałem jeszcze o tem, że ś. p. Trzebiński piastował
godność Dziekana Wydziału Lekarskiego w r. akademickim 1923/24.
Po wielu zabiegach ledwie udało się Go skłonić do przyjęcia tego
		

/Czasopisma_174_06_205_0001.djvu

			IX
stanowiska, bo chociaż wszelkie dostojeństwa cenił i poważ eł u in¬
nych, dla siebie ich nie pragnął, zaś pracy dziekańskiej bał się w po¬
czuciu odpowiedzialności. Weszły tu w grę też same czynniki, które
spowodowały wycofanie się Jego z praktyki lekarskiej, które po¬
wstrzymywały Go również do wystawienia kandydatury na Prezesa
Wil. Tow. Lekarskiego i t. p. stanowisk. Po kilku miesiącach kiero¬
wania Dziekanatem ś. p. Trzebiński, dręczony wątpliwościami, że
rządzi sprawami Wydziału nie tak dobrze, jakby w Jego mniemaniu
wielu innych potrafiło, zrzekł się tego stanowiska, pomimo próśb
i nalegań kolegów.
Ś. p. Trzebiński, będąc wierzącym katolikiem i dobrym Pola¬
kiem, odznaczał się jednocześnie szlachetną tolerencją zarówno
w dziedzinie przekonań religijnych, jak też i narodowościowych.
Wychowany w ciężkich warunkach rosyjskiego samowładztwa i szko¬
ły niemieckiej, poznał czem jest gwałt, zadawany najświętszym
uczuciom ludzkim, toteż szedł zawsze w zgodzie z zasadami bez¬
względnej sprawiedliwości. Wyrozumiały na wszelkie ułomności
i wady ludzkie, wrażliwy na cudzą biedę, z samozaparciem przyj¬
mujący wszelkie bolesne doświadczenia losu bez skargi, dopiero, gdy
mówił o szlachetnych czynach ludzkich, unosił się i miał łzy w oczach.
Oby jego postać jasna trwała jaknajdłużej w naszej pamięci,
świecąc swym wzniosłym przykładem!
WyKaz prac ogłoszonych drukiem.
A.	Prace oryginalne.
1.	Ueber den Einfluss verschiedener Hartungsmethoden auf
die Ganglienzellen des Riickenmarks von Hunden und Kaninchen.
Virch, Arch. 1886.
2.	Ueber circumscripte Bindegewebshyperplasien in den pe-
ripheren Nerven (Inauguraldissertation-Dorpat 1888).
3.	O zapaleniu skóry i mięśni Gaz. Lek. 1889.
4.	Zapalenie nerek krwotoczne — Przegl. Lek. 1898.
5.	O ostrem wstępującem porażeniu (Paralysis Landry) Kron.
Lek. 1898.
6.	O chirurg, leczeniu obrzęków (Księga jubileuszowa T. Du¬
nina 1901). To samo po niemiecku.
1.	Największa nasza wada narodowa (Miesięczn. Kurj. Polsk.)
(praca odznaczona I. nagrodą na konkursie Kurj. Polsk.).
8.	Jeszcze o największej naszej wadzie (ibid) 1902.
9.	O naszych zaletach (ibid) 1902.
		

/Czasopisma_174_06_206_0001.djvu

			X
10.	Co to znaczy kochać pracę dla pracy? (Ognisko 1903).
11.	Zawód i powołanie (ibid 1903).
12.	Jeszcze o zawodzie i powołaniu (ibid 1903).
13.	Kilka uwag o pracy w znaczeniu społecznem (ibid 1904).
14.	Ueber endoneurale Wucherungen (Virch. Arch. 1910).
15.	O problemie psychofizycznym (Now. Lek. 1911).
16.	O problemie życiowym (ibid 1911).
17.	O teorji Freuda i psychoanalizie (ibid 1912).
18.	Beitrag zur Morphologie der Nervenzellen bei der Auto-
lyse des Riickenmarks (Fol Neurobiolog. 1912).
19.	O chorobie i wyzdrowieniu Tadeusza Kościuszki (Nowiny
Lekar. 1913).
20.	Ueber die Veranderungen der Nervenzellen bei Vergiftung
mit Phosphor und Ol. Pulegii (Fol Neurobiolog 1915).
21.	Nieco o marzeniach sennych (Przegląd Naukowy — Ki¬
jów 1917).
22.	O zadaniach propedeutyki lekarskiej (Now. Lek. 1923).
23.	O nieznanej Biegańskiemu logice medycyny (Pol. Gaz.
Lek. 1923).
24.	O problemacie wolnej woli (Pamięt. Zjazd. Filozof, polsk.
1923).
25.	Medycyna w świetle niektórych pamiętników XVII w. (Arch.
Hist. i Filoz. medycyny 1924).
26.	Brownizm w świetle Pamiętników Franka (ibid 1924).
27.	Racjonalność i racjonalizm w medycynie (ibid 1925).
28.	Psychoza i nerwica w beletrystyce (ibid 1925).
29.	Przesąd i medycyna (ibid 1926).
30.	Myśl lekarska w archiwum Wil. Tow. Lek. (Pam. Wił.
Tow. Lek. r. II zesz. I. 1926).
31.	Blane, Oesterlen i Biegański — 3 Logiki medycyny (Now.
Lek. 1926).
32.	Władysław Biegański a zasada celowości w biologji i me¬
dycynie (P. G. L ).
33.	Myśli o reformie studjów lekarskich — Now. Lek. 1926.
34.	Zarys historji Wil. Instytutu Medycznego (Ateneum Wil.
1927).
35.	Feliks Rymkiewicz jako profesor propedeutyki lekarskiej
(A. H. i F. M. 1927).
36.	Obserwacja, eksperyment i statystyka w Logice medyc.
Biegańskiego (A. H. i F. M. 1927).
		

/Czasopisma_174_06_207_0001.djvu

			XI
37.	Absurdalność w medycynie (A. H. i F. M. 1927).
38.	Metoda wynajdywania wskazań lek. Chałubińskiego przed
półwiekiem i dzisiaj (A. H. i F. M. 1928).
39.	Jędrzej Śniadecki i Lotze (A. H. i F. M. 1928).
40.	Zapatrywania Chałubińskiego na procesy życiowe i choro¬
bę (A. H. i F. M. 1929).
41.	Tomasza Sydenhama koncepcje epidemiologiczne a Chału¬
bińskiego „Zimnica" (A. H. i F. M. 1930.)
42.	O apologji katolicyzmu w historji medycyny i przyrodo¬
znawstwa oraz o dążeniach do wyeliminowania teologicznego świato¬
poglądu z pracy cywilizacyjnej (A. H. i F. M. 1930).
B.	Materjały do historji medycyny.
43.	Le sejour a Paris du docteur J. Frank (Buli. Soc. Franc.
Hist. Med. 1924).
44.	Deliberations de la Section medicale du Congres des sa-
vants a Pise 1839 avec preface (A. H. i F. M. 1924).
45.	Dwa listy D-ra de Carre w sprawie pamiętników Franka
(P. W. T. L. 1925-1-2).
46.	Une lettre de Bonaparte au docteur Lausanne (B. S. F.
H. M. 1927).
47.	Materjały do życiorysu Wincentego Herberskiego (A. H.
i F. M. 1927).
48.	Nieznany list i artykuł naukowy E. Jennera z notatek
prof. W. Herberskiego (P. W. T. L. 1929).
49.	Projekt różnych instytucji lekarsko-administracyjnych i na¬
ukowych w Warszawie z drugiej połowy XVIII w. (P.W.T.L. 1928).
50.	Wiadomości o piśmie p. Heymana Benedykta przez Józefa
Korzeniowskiego z archiwum W. T. L. z uwagami (P.W.T.L. 1928).
51.	Sejour de Jean-Pierre Frank a Goettingen - z Pam. Franka
(P. W. T. L. 1928).
52.	Chapitre XXIX — XXX des Memoires de J. Frank (ibid
1928).
53.	Jan Piotr Frank a walka ze scherlieve w Dalmacji i lstrji
w świetle pamiętników Józefa Franka (Ljećnicki Vjestnik br. II. 1928).
54.	Mon sejour en Angleterre et Ecosse-extrait des Memoires
de J. Frank (P. W. T. L. 1929).
55.	Jan Emanuel Gilibert List do Viteta z 1776 r. (A. H. i F. M.
1930).
		

/Czasopisma_174_06_208_0001.djvu

			XII
Prof. Dr. J. SZMURŁO.
Prof. Stanisław Trzebiński
jako sekretarz stały Wileńskiego T-wa Lekarskiego.
Istnienie i rozwój każdej instytucji społecznej i naukowej za¬
leżny jest od tego, czy zdoła ona przyciągnąć do siebie wybitne
jednostki, zdolne—pracowite, które zechcą przelać na nią cały zapas
będących w ich rozporządzeniu sił fizycznych i duchowych, poświę¬
cenia, energji i rozumu. Praca w takich instytucjach nie daje bo¬
gactw, ani zaszczytów, ale wymaga wielkiego oddania i poświęcenia,
i	te instytucje, które umiały do siebie przyciągnąć takie jednostki,
zaprządz je do pracy nad własnym rozwojem, ożywić się ich siłami
duchowemi, takie instytucje kwitną i prosperują.
W takich pomyślnych warunkach rozwoju znalazło się Wileń¬
skie T-wo Lekarskie z chwilą wybrania na Sekretarza Stałego ś. p.
Prof. Trzebińskiego.
Urząd Sekretarza Stałego w instytucjach naukowych jest naj¬
wyższy, lecz zarazem najuciążliwszy. Sekretarz Stały jest żywą tradycją
danej instytucji, zna jej potrzeby i braki, jej cele i zadania i w te
wszystkie tajniki wtajemnicza przelotnych dygnitarzy danej instytucji
jakimi są prezesi towarzystw. Sekretarz Stały strzeże godności T-wa,
pamięta o zdobywaniu środków i znaczenia dla niego przez werbo¬
wanie nowych członków, przez rozwijanie na terenie T-wa coraz to
nowych zagadnień i dziedzin działalności. Tak rozumiał obowiązki
Sekretarza Stałego Prof. Trzebiński, kiedy wziął przed 6-ciu laty na
swe barki tę godność w naszem T-wie. Do pracy zabrał się z za¬
pałem młodzieńczym i cały czas wolny poświęcał Towarzystwu.
Obrał sobie przedewszystkiem te działy, które go najwięcej pocią¬
gały. A więc, trzeba było przedewszystkiem wnieść możliwy porzą¬
dek do pięknej, bogatej w rękopisy, ale zupełnie nieuporządkowanej
bibljoteki T-wa. Rozpoczął pracę sam, bez niczyjej pomocy, porząd¬
kował, układał, katalogował, wyszukiwał w nich nieraz perły pierwszo¬
rzędnej wartości i wynikami swych zdobyczy dzielił się z nami
i	z całym światem naukowym polskim. Kiedy stwierdził, że pracy
tej sam dokonać nie zdoła, począł kołatać do Władz i dzięki stara¬
niom Jego oraz obecnego Rektora Uniwersytetu Prof. Januszkiewicza,
wieloletniego prezesa T-wa, został przyznany Towarzystwu poważny
roczny zasiłek, który pozwolił na szybsze posuwanie się pracy po¬
rządkowania bibljoteki. Zasiłek ten od kilku lat T-wo otrzymuje
		

/Czasopisma_174_06_209_0001.djvu

			XIII
stale od Ministerstwa W. R. i O. P. i jeszcze niedawno bo zaledwie
przed 3-a miesiącami wpłynęło do kasy T-wa 1500 zł.
Podczas prac swych w Bibljotece T-wa ś. p. Prof. Trzebiński
odnalazł pamiętniki Franka, profesora Wileńskiego Uniwersytetu
w początkach ubiegłego stulecia. Pamiętniki te, odtwarzające całą
ówczesną epokę, głęboko zainteresowały Zmarłego. Przeczytał je
starannie, uporządkował i postanowił za wszelką cenę wydać. Ażeby
uskutecznić wydanie pamiętników, należało pomyśleć o własnym
organie T-wa. I tu się zaczyna propaganda idei o konieczności
posiadania przez T-wo własnego organu. Myśl ta znalazła oddźwięk
w prezesie ówczesnym T-wa Prof. Opoczyńskim, wśród członków
Towarzystwa, profesorów uniwersytetu. Obliczono koszty wyda¬
wnictwa, rozpoczęto wówczas starania u Władz o zasiłek, aż wreszcie
w końcu 1925 roku sprawa posunęła się tak daleko naprzód, że
wkrótce można było rozpocząć druk pierwszego numeru Pamiętnika
Wileńskiego T-wa Lekarskiego. Piękną przedmowę do niego, uzasad¬
niającą konieczność takiego organu lekarskiego na terenie Wilna,
napisał zmarły, a po roku objął jego naczelną redakcję i niezwłocz¬
nie rozpoczął w nim druk pamiętników Franka. Na tem jednak
prof. Trzebiński nie poprzestał. Sądząc słusznie, że kilkotomowe
pamiętniki wypadnie szereg lat drukować w Pamiętniku, zanim się
je do końca doprowadzi, wszedł w celu przyśpieszenia druku w po¬
rozumienie z Towarzystwem Historji Medycyny i uzyskał zapewnie¬
nie, że pozostałe tomy zostaną wydane przez to T-wo.
Dalszą troskę zmarłego stanowiła sprawa pomieszczenia bibljo¬
teki T-wa. Obecne jej pomieszczenie przedstawiało wiele niewygód,
przedewszystkiem zaś niebezpieczeństwo pożaru wskutek sąsiedztwa
z prywatnemi mieszkaniami i istnienia jednego tylko do niej wejścia.
Myśl, że wielkiej wartości zbiory bibljoteczne mogą ulec w ten sposób
zagładzie, nie dawała mu spokoju. To też rozpoczął pertraktacje
z dyrektorem bibljoteki Wróblewskiego w sprawie pomieszczenia
bibljoteki T-wa w nowym lokalu przy ul. Arsenalskiej po uprzed-
niem uzyskaniu zgody Walnego Zgromadzenia członków T-wa
Lekarskiego. Sprawa posunęła się tak daleko, że spisana już zo¬
stała umowa, określająca warunki przeniesienia bibljoteki T-wa, przy-
czem została zagwarantowana T-wu zupełna autonomja i możność
wycofania się w każdej chwili, jeżeli to będzie lepiej odpowiadało celom
T-wa. Przeniesienie miało nastąpić na wiosnę roku bieżącego.
Niestety, powstrzymanie robót nad wykończeniem gmachu bibljoteki
opóźniło tę chwilę na dłuższy, zdaje się, okres czasu.
		

/Czasopisma_174_06_210_0001.djvu

			XIV
W ten sposób w ciągu sześcioletniego okresu zmarły nasz
Sekretarz Stały potrafił urzeczywistnić następujące zadania: położył
poważną podwalinę i posunął daleko naprzód sprawę uporządkowa¬
nia bibljoteki T-wa, zyskał dla niej bezpieczne i wygodne pomiesz¬
czenie, nic nie straciwszy z praw do niej, uporządkował pamiętniki
Franka — dzieło pierwszorzędnej wartości dla okresu historji Wileń-
szczyzny, wydał ich pierwszy tom i zabezpieczył wydanie następnych
tomów, wreszcie przyczynił się w głównej mierze do wydawania
organu T-wa, Wileńskiego Pamiętnika Lekarskiego, którego prawie
do ostatnich chwil życia był naczelnym redaktorem. To były Jego
główne prace. Lecz obok nich życie T-wa nastręczało ciągle nowe
zagadnienia i nówe tematy. Codzienna praca na terenie T-wa wy¬
magała odbywania licznych narad, dotyczących wydawania Pamięt¬
nika, obchodu jubileuszowego, stypendjów T-wa, układania regula¬
minów zarządu, komitetu redakcyjnego. A oprócz tego trzeba było
stale bywać na posiedzeniach naukowych i administracyjnych, trzeba
było robić liczne korekty numerów Pamiętnika, pisać wspomnienia
pośmiertne zmarłych członków T-wa, wygłaszać liczne odczyty, nie¬
raz pełne polotu, a jednocześnie bogate w erudycję, pełne uwag
filozoficznych i często subtelnego dowcipu, przypominającego de la
Rochefoucauld, lub Montaigne’a. Nic, co się tyczyło T-wa, nie było
mu obce. Nie opuścił żadnego zebrania zarządu, ani posiedzenia
naukowego i dopiero, kiedy nurtująca jego organizm choroba zwaliła
go na łoże, z którego nie miał już powstać, przestał pojawiać się
na posiedzeniach naukowych. Jednakże losy T-wa nie przestawały
go obchodzić nawet i wówczas i nieraz na wyraźne jego żądanie
posiedzenia zarządu odbywały się w jego mieszkaniu, nieraz przy
jego łożu.
Wielką jest strata jaką poniosło nasze Towarzystwo, wielką
jest strata jaką poniósł uniwersytet i kraj cały. Ubył nam człowiek
wielkiej wiedzy, nieskazitelnego charakteru, mrówczej pracy, skiero¬
wanej ku jednemu celowi: rozwojowi nauki polskiej i kultury naro¬
dowej. Towarzystwu specjalnie ubył światły przewodnik, który umie¬
jętnie prowadził je ku coraz piękniejszemu coraz wspanialszemu
rozkwitowi. Karta historji T-wa na której świeci imię Trzebińskiego
pozostanie zawsze wzorem dla naśladowania dla przyszłych jego na¬
stępców, wzorem cichej mrówczej pracy, która doprowadziła nasze
T-wo do wysokiego stopnia rozwoju i postawiła je w pierwszym
szeregu Polskich T-w naukowych lekarskich.
Cześć pamięci pierwszego Sekretarza Stałego naszego T-wa!
		

/Czasopisma_174_06_211_0001.djvu

			XV
Prof. Dr. WACŁAW JASIŃSKI.
Prof. D-r Stanisław Trzebiński
jaKo redaKtor Pamiętnika Wil. Tow. Lek.
W październiku 1925 r. ukazał się pierwszy numer wznowio¬
nego Pamiętnika Wił. Tow. Lekarskiego.—Redakcji wydawnictwa pod¬
jął się Prof. Jan Szmurło. Jednak już od pierwszego numeru naszego
Pamiętnika zaznacza się wyraźnie gorące przywiązanie i troska
o	poziom i znaczenie tego wydawnictwa ze strony Sekretarza Stałego
Wil. Tow. Lekarskiego — ś. p. Prof. Dr. Stanisława Trzebińskiego.
Zamiast artykułu wstępnego i enucjacji Komitetu Redakcyjnego
o	wznowieniu Pamiętnika Prof. St. Trzebiński pod skromnym tytu¬
łem „Pro domo nostra“ daje nam w tym pierwszym numerze krótką
historję dawnego Pamiętnika oraz wypowiada swój pogląd na zna¬
czenie tego organu w obecnej dobie.
Z notatki historycznej prof. Trzebińskiego dowiadujemy się, że
powstanie Pamiętnika nie było wolne od poważnych trudności i prze¬
szkód. Uchwała w sprawie powołania do życia tego wydawnictwa
zapadła na wniosek Józefa Franka w październiku 1815 r., a pierwszy
tom Pamiętnika wyszedł dopiero w r. 1818, drugi w r. 1821. W dal¬
szym ciągu swego istnienia wydawnictwo kilkakrotnie zmieniało naz¬
wę i redaktorów, wychodząc bądź jako Pamiętnik Farmaceutyczny,
to znowu jako Dziennik Medycyny Chirurgji i Farmacji — ostatni
tom wyszedł równo sto lat temu w r. 1830. W skład redakcji Pa¬
miętnika wchodzili profesorowie Wszechnicy Wileńskiej: Frank, Mia¬
nowski, Porcyanko, Pelikan i Wolfgang.
Jak widać z powyższego, dawny Pamiętnik Wil. Tow. Lekar¬
skiego jedynie częściowo i w ciągu krótkiego czasu był odźwier-
ciedleniem życia Towarzystwa. Od roku 1830 do 1862 wydawano
już tylko pod redakcją Adamowicza w odstępach nieregularnych
„Praktyczne najnowsze spostrzeżenia", oparte na materjale, przed¬
stawianym w Wil. Tow. Lekarskiem.
Jeżeli mimo to wydawnictwo nasze przyjęło dawną nazwę Pa¬
miętnika Wileńsk. Tow. Lekarskiego i — rozszerzając znacznie swe
ramy—nazwę powyższą utrzymało na naczelnem miejscu, to chodzi
tu nietylko o pietyzm i uznanie dla wysiłków naszych poprzedników
z ubiegłego stulecia, lecz w pierwszej mierze o wypełnienie tych
zadań i tych zamierzeń, jakich oni wskutek ciężkich warunków pra¬
cy całkowicie spełnić nie mogli.
Tak właśnie rozumiał zadania obecnego Pamiętnika Wileńskiego
Tow. Lekarskiego ś. p. Prof. Stanisław Trzebiński. W chwili, gdy
		

/Czasopisma_174_06_212_0001.djvu

			XVI
wydawnictwo nasze zostało wznowione (1925) istniały w Polsce 3
polskie pisma periodyczne ogólno - lekarskie; zwiększanie liczby wy¬
dawnictw tego samego typu Trzebiński uważał za zbyteczne, a na¬
wet niepożądane; chodziło Mu natomiast, aby Pamiętnik Wil. Tow.
Lekarskiego nietylko z nazwy, lecz w rzeczywistości dawał wierny
obraz życia lekarskiego dzisiejszego Wilna. W zamierzeniach swoich
miał On na względzie odzwierciadlenie całokształtu pracy lekarskiej,
a więc zarówno prac naukowych Wydziału Lekarskiego Uniwersy¬
tetu Stefana Batorego i rozpraw na stopień doktora medycyny,
przedstawianych temu Wydziałowi, jak — w najszerszej mierze —
materjału posiedzeń naukowych Wileńskiego Tow. Lekarskiego oraz
spostrzeżeń tych lekarzy prowincjonalnych, którzy „pomimo trud¬
nych warunków pracy na wschodnich rubieżach naszego kraju"
pragnęliby dzielić się swemi spostrzeżeniami z szerszym ogółem czy¬
telników pism lekarskich. Na miejscu ostatniem — zgodnie z wła¬
ściwością swego charakteru — umieszcza Trzebiński to, co było
treścią Jego osobistych umiłowań i największego zainteresowania —
przeszłość lekarską Wilna; przeszłość ta, bogata i ciekawa, da się
odtwarzać zarówno na podstawie źródeł archiwalnych i pamiętników
jak nawet jeszcze z tradycji żyjących — każde wspomnienie z po¬
przedniej epoki obiecuje Trzebiński witać z radością i pietyzmem.
Powtórzyłem tu — niekiedy wprost dosłownie — tę zapowiedź
niezapomnianego naszego Sekretarza Stałego i zasłużonego Redak¬
tora Naczelnego Pamiętnika, gdyż charakteryzuje ono najlepiej za¬
równo stosunek Zmarłego do zadań naszego wydawnictwa, jak i Jego
stosunek do przyjętych obowiązków.
To krótkie, lecz pełne treści credo redaktorskie nie pozostało
martwą literą. Dość przejrzeć wydane dotychczas roczniki Pamięt¬
nika. Na treść zeszytów jego składają się wszystkie rodzaje prac,
planowane wyżej przez ś. p. Prof. Trzebińskiego, a więc szereg
prac kierowników i asystentów zakładów teoretycznych i klinik
Uniw. Stefana Batorego, kilka rozpraw doktorskich, większość od¬
czytów i referatów, wygłoszonych w Wił. Tow. Lekarskiem łącznie
z protokółami posiedzeń tego Towarzystwa, sprawozdania z działal¬
ności innych stowarzyszeń bądź społeczno-lekarskich (Stowarzyszenie
lekarzy Polaków m. Wilna), bądź naukowych (Tow. Ginekologiczne,
Pedjatryczne, Psychiatryczne) wreszcie krótkie sprawozdania Tow.
Lekarzy Woj.Nowogródzkiego. Książki i podręczniki, wydawane przez
profesorów Wszechnicy Batorowej, szybko znajdują w Pamiętniku ocenę
naukową, najczęściej pisaną przez samego Redaktora (podręczniki
		

/Czasopisma_174_06_213_0001.djvu

			XVII
Opoczyńskiego, Szmurly, Wilczyńskiego, wydawnictwo Rosiaka „Bo¬
nifratrzy w Wilnie"). Jego pióra są także liczne wspomnienia po¬
śmiertne (B. Hłaski, L. Czarkowskiego, W. Szwengrubena, R. Radzi¬
wiłowicza i innych), On również podaje większość „wiadomości bie¬
żących", wybierając te przedewszystkiem, które dotyczą życie lekar¬
skie m. Wilna.
Najbardziej wartościowe są oczywiście Jego prace z zakresu
historji medycyny. Nie będę wymieniał ich wszystkich, gdyż w na-
stępnem przemówieniu (kol. A. Safarewicza) ten dział pracy ś. p.
Prof. D-ra St. Trzebińskiego będzie osobno uwzględniony. Charakte¬
ryzując jednak działalność redaktorską zmarłego, muszę wspomnieć
o	umieszczonych przez niego w szeregu zeszytów naszego wydaw¬
nictwa przedrukach pamiętników Franka (w języku francuskim),
0	przygotowaniu do druku rękopisu ś. p. D-ra L. Czarkowskiego,
dotyczącego wspomnień osobistych a dającego obraz życia Wilna
w latach popowstaniowych (1867—1875), wreszcie o szeregu cennych
notatek ze źródeł archiwalnych Wil. Tow. Lekarskiego. W doborze
tematów historycznych ś. p. Prof. Trzebiński posiadał rzadką umie¬
jętność —dostosowywania tych tematów do spraw, związanych bądź
z różnemi okolicznościami życia lekarskiego w obecnej dobie (od¬
czyty na uroczystościach jubileuszowych Wil. Tow. Lekarskiego lub
w dniu otwarcia kliniki ocznej Uniw. Stef. Batorego), bądź też do
poruszania spraw, w których mogliby się wypowiedzieć i nie histo¬
rycy, że wspomnę tylko o ankiecie w sprawie wartości i użyteczności
„Metody wynajdywania wskazań lekarskich prof. Tytusa Chałubińskiego.
Prócz pracy naukowej, ś. p. Prof. Trzebiński poświęcał dużo
czasu na ścisłą pracę redaktorską: sam czytał dokładnie większość
artykułów, dbając gorliwie o zachowanie czystości języka prac
1	odpowiednie mianownictwo naukowe; sam najczęściej pisał stresz¬
czenia w językach obcych, dbając o to, aby umieszczane w Pamięt¬
niku prace znane były choć z krótkiego resume autorom obcym, —
sam wreszcie spełniał „czarną robotę" redaktora, jak korekty, skoro¬
widze treści i nazwisk i t. p., nie mówiąc już o korespondencji
z autorami, z redakcjami pism lekarskich naszych i obcych w spra¬
wie wymiany Pamiętnika i rozpowszechnienia wydawnictwa daleko
poza granicami naszego kraju.
Dla całokształtu charakterystyki pracy Zmarłego muszę jeszcze
wspomnieć o sposobie prowadzenia przez Niego zebrań Komitetu
Redakcyjnego od czasu, gdy jako Naczelny Redaktor Pamiętnika
objął przewodnictwo w Komitecie: spełniając sam ogromną część
		

/Czasopisma_174_06_214_0001.djvu

			XVIII
pracy redakcyjnej, ś. p. Prof. Trzebiński zdania Swego nigdy nie na¬
rzucał, zasięgał opinji Komitetu, chętnie brał pod uwagę zdanie
innych członków, wciągając ich do współpracy — słodycz Jego
charakteru, uprzejmość i gościnność gospodarza stwarzały niezwykle
miłą atmosferę tych posiedzeń, jakie odbywaliśmy najczęściej w Jego
gabinecie lub przyległem Seminarjum Zakładu Historji Medycyny.
Sz. Pp.l Praca ś. p. Prof. Stanisława Trzebińskiego jako re¬
daktora Pamiętnika Wil. Tow. Lekarskiego stanowi drobną cząstkę
Jego niespożytych zasług — imię Jego, jako Filozofa i Historyka
medycyny znane była szeroko i zostanie umieszczone w szeregu
wybitnych przedstawicieli polskiego. świata lekarskiego. Dla nas
jednak — tu w Wilnie — mają wagę te właśnie poczynania, które
świadczą o umiłowaniu przez Zmarłego terenu Jego pracy, o umiło¬
waniu przeszłości Wilna i trudach, jakie ponosił, aby tradycje
naszej Wszechnicy i naszego Towarzystwa Lekarskiego utrzymać na
odpowiednim poziomie!
Cześć Mu za to i chwała!
Doc. D-r ALEKSANDER SAFAREWICZ.
0 pracy ś. p. Prof. St. Trzebińskiego
jaKo badacza przeszłości Tow. Lek. i jako założy¬
ciela Koła Miłośników Historji Medycyny.
Jako jeden z tych, co w pracy ś. p. Prof. Stanisława Trzebiń¬
skiego w Wil. Tow. Lek. brali udział i często z Nim obcowali, zacho¬
wuję o nieodżałowanym naszym Sekretarzu Stałym wiele najlepszych
wspomnień. Z tej Jego pracy w Tow. Lek. przytoczyć pragnę parę
fragmentów, które może nie są znane tu wszystkim, a które świad¬
czą o podziwu godnej ofiarności i poświęceniu, z jakiem oddawał
się niemal do ostatnich dni życia; świadczą też one i o wielkiem
Jego ukochaniu przeszłości tego Towarzystwa, z którem związały
Go losy na resztę życia.
Jedną z najbliższych Jego sercu trosk była sprawa uporządko¬
wania zbiorów W. T. L., zawierających istną skarbnicę pamiątek
dawnych dziejów Tow., dziejów tak ściśle zespolonych ze świetną
przeszłością Uniw. Wil. Zbiory te, gromadzone od stu przeszło lat,
ulegały w dawnym wilgotnym i ciasnym lokalu powolnemu niszczeniu.
		

/Czasopisma_174_06_215_0001.djvu

			XIX
Dopiero gdy przed laty 6, zawdzięczając głównie staraniom ś. p.
Prof. Trzebińskiego i ówczesnego Prezesa Tow. Prof. A. Januszkie¬
wicza oraz ich ofiarności, Wil. Tow. Lek. z wielkim wysiłkiem od¬
budowało omal że nie w gruzy walący się lokal obecny, zbiory zo¬
stały tu przeniesione, lecz sprawa ich uporządkowania przedstawiała
się wówczas wprost beznadziejnie. Fundusze Tow., w okresie przed
wojną światową przechowywane z przymusu władz zaborczych w ban¬
ku państwa, zostały w r. 1915 wywiezione do Rosji. Kasa była pusta;
niepodobieństwem wydawało się liczyć na to, aby członkowie Tow.
którzy zdobyli się na tak wielki wysiłek odbudowy i urządzenia lo¬
kalu obecnego, mogli przy powszechnem po wojnie zubożeniu doko¬
nać nowego wysiłku, wymagającego dużych środków pieniężnych.
W nieustannych zabiegach Zarządu Tow. o zdobycie tych środków
ś. p. Prof. Trzebiński brał udział niezmordowany. Nie zrażał się piętrzą-
cemi się trudnościami i niepowodzeniami. Przy każdej nadarzającej się
okoliczności zagrzewał nas do nowych wysiłków, budząc przeświad¬
czenie, że uporządkowanie zbiorów nie jest już tylko zwykłem umo¬
żliwieniem korzystania z nich, ale jest sprawą honoru Tow., jest
koniecznością, podyktowaną względami natury ogólnej, jest ujawnie¬
niem dowodów wysokiej kultury polskiej w Wilnie, o które przecież
wtedy nie ustały jeszcze spory. Ten głos przemawiający do serc
naszych pobudzał nas do nowych ofiar, a śród tych ofiar, jak to
również było i podczas odbudowy lokalu, ofiary ś. p. Prof. T. były
częste i hojne niewspółmiernie do szczupłej Jego pensji profesorskiej.
Czynił je omal, że nie pokryjomu, wiedzieli o nich przygodni świad¬
kowie i nasz Skarbnik. Dziś, gdy tu o Nim wspominamy, nie mogę
tego nie ujawnić.
Dzięki głównie Jego niestrudzonym zabiegom Zarządowi Tow.
udawało się uzyskiwać subwencje z Min. Ośw. Publ. na uporządko¬
wanie bibljoteki. Posunęło to sprawę o tyle, że dziś katalogowanie
tych zborów już jest na ukończeniu, a najwięcej do tego przyczynił
się ś. p. Prof. Trzebiński. Nie na tem jednak tylko ograniczał się
tu Jego trud. W porządkowaniu zbiorów brał On stale udział żywy,
a niezmiernie cenny. Ileż to razy, mimo doskonałej organizacji pra¬
cy sił fachowych, prowadzących katalogowanie, zasięgano opinji i rady
ś.p. Prof. Trzebińskiego, ile razy potrzebna była Jego głęboka erudycja
w szeregu spraw, gdzie;trzeba było np. odtwarzać pewne daty, zbie¬
rać w całość roztrzęsione karty i fragmenty dzieł drukowanych i rę¬
kopisów, ratując przeto ich wartość. Nie dalibyśmy z tem rady,
gdyby nie było śród nas ś. p. Prof. Trzebińskiego. Nie jedną przy-
		

/Czasopisma_174_06_216_0001.djvu

			XX
tem sprawę potrafił On odgrzebać z zapomnienia, nie jeden szczegół
ustalić śród chaosu sprzecznych świadectw o dziejach Tow. i Uniwer¬
sytetu. Ta Jego cicha, a żmudna praca uwydatnia się w szeregu Jego
badań, częściowo opublikowanych drukiem, częściowo zaś tylko wy¬
głoszonych. Bije z nich przedewszystkiem wielkie umiłowanie tej prze¬
szłości, które jednak nie przesłania Mu prawdy; nie cofa się On przed
jej doszukiwaniem się, chociażby karty tej przeszłości nie były zbyt
chlubne. Wyraża się wtedy o nich ze smutkiem, niekiedy z pobłaż¬
liwością dla drobnych ułomności i słabostek ludzkich, niekiedy z hu¬
morem dobrotliwym, a zawsze się cieszy, gdy wyszuka, wykryje
i	odtworzy jakiekolwiek jaśniejsze lub ducha podnoszące echa prze¬
szłości Towarzystwa, przeszłości Uniwersytetu. Pragnął, aby to uko¬
chanie przeszłości udzieliło się innym, chciał w Wilnie, w którem
echa świetnych czasów Towarzystwa i Uniwersytetu dotąd jeszcze nie
zamarły, stworzyć organizację, któraby zajęła się badaniem tej prze¬
szłości i nieciła zainteresowanie w szerszym ogóle do jej pamiątek,
pamiątek Wileńskich. Zwierzał się z tą myślą przed czlonkEmi Tow.,
z któremi częściej się stykał, zapytując o ich zdanie, czy mogłoby
się to udać. Rozumiał bardzo dobrze, że w obecnych czasach, prze¬
siąkniętych dążeniami, nie oglądającemi się na przeszłość, a niekiedy
nawet z nią zrywającemi, nie można liczyć na większe grono zwo¬
lenników tej myśli. Ograniczył się tedy narazie do stworzenia Koła
Miłośników Historji i Filozofji Medycyny i Nauk Przyrodniczych na
terenie Tow. Lek. 5-go maja 1926 roku odbyło się pierwsze orga¬
nizacyjne posiedzenie Koła. Niewiele liczyło ono członków, nieczę¬
ste były zebrania, ale nie brakło nigdy ciekawych tematów, które
wywoływały ożywione rozprawy. Spiritus movens Koła ś. p. Prof.
Trzebiński oczywiście przyczyniał się do tego najwięcej. Obecni tu
członkowie Koła pamiętają te posiedzenia, na których garstka osób
z najwyższem zainteresowaniem słuchała komunikatów ś. p. Prof.
Trzebińskiego, który kreślił w żywem ujęciu szereg charakterów
i	postaci z dawnego społeczeństwa lekarskiego, przedstawiał panu¬
jące w ówczesnej medycynie teorje, hipotezy, a nawiązując do no¬
woczesnych poglądów w sposób tylko Sobie właściwy a niezmiernie
oryginalny, wynajdywał wspólne jądro idei, nawiązując nici prze¬
szłości i teraźniejszości. Śród tematów i postaci, przedstawianych
przez ś. p. Prof. T. wymienię następujące: Jak wykładano sto lat
temu fizjologję na Uniw. Wil.? Charakterystyka pracy naukowej
i	krótkie życiorysy Adamowicza, Homolickiego, Wikszemskiego,
Maleszewskiego. Życie i praca Bielińskiego ze szczególnem uwzględ-
		

/Czasopisma_174_06_217_0001.djvu

			XXI
nieniem prac, dotyczących Wilna — mianowicie Uniwersytetu, Aka-
demji Medyko-Chir., Tow. Lek., Tow. Szubrawców. Poza tem wystę¬
pował z pokazami starych dzieł ze zbiorów Tow., podając swe
uwagi i objaśnienia.
Kończę krótkie wspomnienie o naszym nieodżałowanym Sekre¬
tarzu Stałym, o Jego zasługach i ofiarnej pracy, owianej ukochaniem
dziejów Tow., pracy, której nie zaprzestawał nawet złożony chorobą
śmiertelną.
Umarł, lecz żyją Jego czyny, i nie zaginie pamięć o Jego
świetlanej postaci, dopóki istnieje w Polsce Wil. Tow. Lekarskie.
0	ś. p. prof. Dr. St. Trzebińskim
jaKo członKu Towarzystwa Przyjaciół Nauk
powiedział
Prof. A. PARCZEWSKI.
Do tych pięknych i bogatych treścią swoją przemówień, które
przed chwilą zostały tutaj na cześć profesora Trzebińskiego wypo¬
wiedziane, niechaj wolno będzie kilka słów dodać i mnie także, jako
Prezesowi Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie. Profesor Stani¬
sław Trzebiński od czasu, gdy osiadł tutaj i zaczął pracę swoją w Uni¬
wersytecie Stefana Batorego, został członkiem naszego Towarzystw?.
Byl nim nietylko nominalnie, ale istotnie i rzeczywiście członkiem
czynnym. Interesowały go rękopiśmienne zbiory Towarzystwa, po¬
szukiwał w nich wiadomości i materjałów dla swego ulubionego
przedmiotu nauki, historji medycyny, specjalnie zaś w zbiorach
Towarzystwa zajmowała go historja wiedzy i działalności lekarskiej
na gruncie wileńskim. Przyjmował udział w naukowych posiedzeniach.
W dniu 13 kwietnia 1929 r., na połączonem zebraniu Wileńskiego
Oddziału Towarzystwa Historycznego i III wydziału Towarzystwa
Przyjaciół Nauk odczytał bardzo gruntowny referat o pamiętnikach
Franka. W referacie tym omówił genezę pamiętnika, dzieje rękopisu,
którego część, niestety, zaginęła, dotychczasowe częściowe wydanie
i	zakończył uzasadnieniem potrzeby wydania, któreby objęło całość
i	to w tekście oryginalnym. Referat ten wywołał bardzo żywe za¬
interesowanie wśród uczestników zebrania.
		

/Czasopisma_174_06_218_0001.djvu

			XXII
Już w ostatnim roku swego życia, w marcu 1930 roku Prof.
Trzebiński zaczął badać i opracowywać rękopis niedawno zbiorom
Towarzystwa Przyjaciół Nauk przez p. inżyniera Narębskiego ofia¬
rowany, a zawierający tak zwaną tekę profesora Adama Ferdynanda
Adamowicza. W tece tej zawarte są zapiski o dawnym wydziale
lekarskim, o klinikach, a zwłaszcza o profesorach i studentach Wy¬
działu lekarskiego a następnie Akademji Medycznej, o udziale ich
w walce narodowej 1831 roku. Zapiski te opracowywał już będąc
złożonym ciężką chorobą i opracowanie swoje, nakrótko przed
śmiercią wręczył profesorowi Modelskiemu dla czasopisma Ateneum,
gdzie też zostanie opublikowane. Sam ten fakt pracy podczas ciężkiej
choroby charakteryzuje najlepiej oddanie się nauce będące właści¬
wością duszy Tego, któremu dzisiejsze zebranie jest poświęcone.
To też imię profesora Stanisława Trzebińskiego, męża nauki, a jed¬
nocześnie powszechną czcią i sympatją otoczonego żyć będzie
w kronikach Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie i w sercu tych
wszystkich którzy Go znali.
Cześć i hołd Jego pamięci na zawsze!
		

/Czasopisma_174_06_219_0001.djvu

			Dr. H. Kulikowska. Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych Ź83
(Z Zakładu Bakterjologji Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.
Kierownik Prof. D-r T. Gryglewicz).
HELENA KULIKOWSKA
starsza asystentka zakładu.
Otrzymywanie hodowli laseczek gruźli¬
czych z zastosowaniem sposobu Bossan
i Baudy i podłoża BezredKi.
Przed 50-ciu laty R. Koch, jak wiadomo, wyhodował laseczki
gruźlicze na ściętej surowicy wołowej. Otrzymywanie jednak hodowli
było dość trudne, żmudne i wymagało dużo czasu. Od tego czasu
technika bakterjologiczna zrobiła duże postępy, a zastosowanie pod¬
łoży glicerynowanych przez Nocarda i Roux, kartofla przez Pawłow¬
skiego, podłoży z jaja kurzego przez Dorseta i Lubenaua nieco
zmniejszyło początkowe trudności. Główna trudność polega na tem,
że laseczki gruźlicze rosną bardzo wolno; nieKiedy trzeba czekać
tygodniami, aż ukaże się wzrost; tymczasem przygodne bakterje,
towarzyszące często laseczkom gruźliczym rozwijają się szybko i za¬
głuszają je. Próby usuwania bakteryj zanieczyszczających przez płó-
kanie kłaczków plwociny w roztworze fizjologicznym soli (Kitasato),
ostrożne opalanie w płomieniu (Spengler), działanie formaliny (Spen-
gler) lub erikoliny (Twort) nie znalazły większego zastosowania,
gdyż nie dawały pewnych wyników. To też w przypadkach, gdy
materjał gruźliczy był zanieczyszczony innemi bakterjami, musieli
bakterjolodzy uciekać się do szczepień morskim świnkom, ażeby
potem na sekcjach z ich narządów otrzymywać laseczki gruźlicze
w czystym stanie.
Uhlenhuth i jego uczniowie Aylander i Kersten podali w r. 1909
metodę, polegającą na poddawaniu zanieczyszczonego materjału
działaniu antyforminy, która niszczy wszystkie elementy komórkowe
i bakterje, z wyjątkiem laseczek kwasoodpornych i zarodników.
Materjał zhomogenizowany wiruje się, a osad się przemywa parę
razy fizjologicznym roztworem, poczem osad zasiewa się na te lub
inne podłoża. W r. 1915 Petroff zastąpił antyforminę 4%-ym ługiem
sodowym. Płyn zhomogenizowany wiruje się, a osad po zobojętnie¬
niu 4% HC1 sieje się na podłoże Petroffa (woda mięsna z cielęciny,
jaja, gliceryna, roztwór fioletu goryczkowego). Sposób ten nie wszedł
do ogólnego użytku, jak i jego modyfikacje.
		

/Czasopisma_174_06_220_0001.djvu

			284
Dr. Helena Kulikowska
Wszystkie te podłoża były zbyt złożone, a otrzymywane na
nich wyniki zbyt były niepewne, ażeby podane sposoby mogły wejść
do codziennego użytku laboratorjów djagnostycznych; otrzymywanie
hodowli gruźliczych pozostawało nadal w ręku badaczy naukowych.
Calmette J) w r. 1922 pisał: „Malgre les perfectionnements de la
technique il est toujours difficile d’obtenir une premiere culture de
bacilles meme en prenant comme semence initiale un organe tuber-
culeux dans leąuel ils existent a 1’etat pur“.
W tymże 1922 r. autorzy francuscy Bossan i Baudy 2) podali
bardzo prosty sposób otrzymywania czystych hodowli laseczek gruź¬
liczych z plwociny. Autorzy wrzucali trochę plwociny do naczynia,
zawierającego 10^-wy kwas siarkowy, kilka razy mocno skłócali
i po 10 minutach łopatką platynową przenosili nieco materjału na
kartofel i mocno weń wcierali, poczem dla usunięcia nadmiaru kwasu
trzykrotnie zapomocą pipety powierzchnię zasianą ostrożnie spłóki-
wali płynem z dna próbówki z kartoflem. Postępując w taki sposób
otrzymali oni hodowle czyste 13 razy z 15 badanych plwocin. Wzrost
dawał się stwierdzić najwcześniej po 13 dniach, najpóźniej po 35.
Praca Bossan i Baudy nie znalazła oddźwięku ani we francus-
kiem, ani w obcem piśmiennictwie fachowem. W r. 1924 Sumyoshi8)
pod kierownictwem Lówensteina wypróbował niektóre kwasy i alkalja
w rozmaitej koncentracji do niszczenia postronnych bakteryj w ma-
terjale podejrzanym o gruźlicę przed jego posiewem i zatrzymał się
na 15^-ym roztworze kwasu siarkowego; posiewów dokonywał na
kartoflu glicerynowanym. Takie same spostrzeżenia ogłosił Lówen-
stein 4) taksamo w r. 1924. Widocznie autorzy ci nie znali pracy
Bossan i Baudy, gdyż spostrzeżeń swych nie nawiązują do wspom¬
nianej pracy. Pomijając małą różnicę koncentracji kwasu, sposób ich
różni się od sposobu Bossan i Baudy tem, że Lówenstein i Sumyoshi
działali kwasem na plwocinę przez 30 minut, poczem wirowali zho¬
mogenizowany materjał a powstały osad przed posiewem parokrot¬
nie przemywali fizjologicznym roztworem NaCl.
*) Calmette. L’Infection bacillaire et la tuberculose chez 1’homme et chez
les animaux. 1922.
2) Bossan et Baudy. Nouveau procede d’isolement du bacille tuberculeux
dans les crachats. C. R. Soc. Biol. 1922. T. 87, p. 954,
8) Sumyoshi. Beitrag zur Reinziichtung der Tuberkelbazillen aus dem
Sputum. Zeitschr. fur Tuberk. Bd. 39. 1924.
4)	Lówenstein. Beitrag zur Leistungsfahigkeit der direkten Ztichtung der
Tuberkelbazillen aus dem infektiosen Materiał, mit einem Beitrag zur Geflugel-
tuberkulose im Menschen (W. kl. W. 1924 S. 23). W/g streszcz, w Centr. fur
Bakt. I. Ref. Bd. 77. 1924.
		

/Czasopisma_174_06_221_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
285
Następnie Hohn obniżył stężenie kwasu siarkowego do \0%
i odrzucił przemywanie osadu jako niepotrzebnie komplikujące
i prowadzące do częstych zanieczyszczeń. Taką drogą wrócono znów
do sposobu podanego przez Bossan i Baudy; pomimo to metoda ta
weszła do bakterjologji jako metoda Lówensteina wzgl. metoda Hohha.
Od roku 1924—5 datuje się istna powódź prac, omawiających
hodowanie laseczek gruźliczych. Prace te mają na celu: a) porówna^
nie znanych sposobów homogenizacji Uhlenhutha (antyformina),
i Petroffa (4% ług sodowy) z metodą „kwasową"; b) wykrycie naj¬
bardziej odpowiedniego podłoża do otrzymywania pierwszych ho¬
dowli z zakażonego ustroju; c) zestawienie wyników badania bakte^
rjoskopowego z rezultatem posiewu; d) wyjaśnienie, czy posiewy
w celach djagnostycznych mogą zastąpić zakażenie zwierząt. Przytoczę
tu pokrótce wyniki niektórych prac.
Ad a). Badania Max B. Luriex) ustaliły, że antyformina bardziej
niż ług sodowy uszkadza laseczki gruźlicze. Orzechowski 2), Lutz 3),
Kraus 4), Walther B), Lówenstein (1. c.), porównywając metodę anty-
forminową z metodą kwasową, dają pierwszeństwo tej ostatniej.
Wręcz przeciwnego zdania jest Erika Herrmann e), lecz technikę jej
kwestjonuje Hohn T). Kurt Meyer 8) utrzymuje, że antyformina i kwas
siarkowy dają jednakowe rezultaty.
Schattner u) homogenizował plwocinę ługiem sodowym i kwa¬
sem siarkowym. Lepsze wyniki miał z kwasem. Przyczynę tej róż¬
nicy na niekorzyść antyforminy i ługu sodowego niektórzy autorzy
widzą w tem, że zasady uszkadzają tłuszczowatą osłonkę laseczek
gruźliczych (Lutz 1. c.); prócz tego zasady rozpuszczają białko plwo¬
*) Max B. Lurie. A comparaison of the sodium and antiformin methods
for cultivating tubercle bacilli, Americ. Rev. of Tuberc. t. 7, 1923. Streszcz.
w Buli. Inst. Past. 1924, t. 22.
2)	Orzechowski. Vergleichende Untersuchung Ober die Ziichtung des Tuber-
kelbazillus nach den Methoden von Uhlenhuth und Hohn. Centr. f. Bakt. I. Orig,
Bd. 111, 1929.
8) Lutz. Zur Frage: Tierversuch oder Kultur zum Nachweis von Tuberku-
lose. Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 114, 1929.
Kraus. Wiener Gesellschaft f. Mikrob. Sitz. vom 23 Februar. 1926.
Streszcz. w Centr. f. Bakt. I Ref. Bd. 82. 1926.
5)	Walther. Ziichtungsergebnisse und Abtofungsversuche mit dem Hohnschen
Schwefelsaureverfahren. Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 115, 1930.
°) Herrmann. Zur Frage der Kultur des Tuberkelbazillus und ihrer Verwen-
dung zur Diagnose der Tuberkulose, Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 102, 1927.
5)	Hohn. Zur Frage der Kultur des Tuberkelbazillus und ihrer Verwendung
zur Diagnose der Tuberkulose. Centr. f. Bakt. I.- Orig. Bd. 103, 1927.	• ;
8) Kurt Meyer. Der kulturelle Tuberkelbazillennachweis in der diagnosti-
schen Praxis. Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 103, 1927.
8)	Schattner. Ein Beitrag zur Reinziichtung von Tuberkelbazillen. W. HI. W.,
1925,	Nr. 38.	■ '
		

/Czasopisma_174_06_222_0001.djvu

			Dr. Helena Kulikowska
ciny, kwasy zaś dają z tem białkiem strąt, pociągający podczas
wirowania laseczki gruźlicze ze sobą (Sumyoshi 1. c., Hohn k c.)i
Najwięksi zwolennicy metody „kwasowej" nie zaprzeczają jednak, że
kwas siarkowy, jakkolwiek w mniejszym stopniu niż antyformina
i ług sodowy, działa szkodliwie na laseczki gruźlicze.
Suranyi i- Putnoky ł), a następnie Seelemann i Klingmiiller 2)
wykazali, że w słabszej mierze czyni to kwas solny, ale ten znowuż
nie tak dokładnie oczyszcza plwocinę od postronnych bakteryj.
Ażeby osłabić szkodliwe działanie kwasu siarkowego, Hohn w swej
pracy z r. 1929 3) zaleca obniżyć koncentrację kwasu siarkowego
dla materjałów czystych do 6%, poza tem zaś używać 8%, 10& i 12&
zależnie od ilości i rodzaju zanieczyszczeń.
Ad b). Jak wiadomo nie wszystkie podłoża, na których dobrze
rosną laboratoryjne szczepy gruźlicze nadają się do otrzymywania
pierwszych hodowli z zakażonego ustroju. Początkowo Sumyoshi
(1. c.) zalecał siać na kartoflu glicerynowanym, podkreślając, że musi
on mieć odczyn naturalnie kwaśny. Meller 4) zaś w pracy, wykona¬
nej również w pracowni Lówensteina, ostrzega przed używaniem
kartofla o odczynie naturalnie kwaśnym, a poleca kartofel słabo
zasadowy. Polecano także przepoić kartofel rozczynem fioletu go¬
ryczkowego lub fioletu krystalicznego, albo zieleni malachitowej
w celu zahamowania wzrostu postronnych bakteryj.
Schrader 5) otrzymywał lepsze wyniki bądź na podłożu Hohna,
bądź na kartoflu zależnie od szczepu i własności kartofla.
Zdaje się, że w tych próbach zostało ustalonem tylko następu¬
jące spostrzeżenie: o ile materjał był potraktowany kwasem, należało
go przemyć przed posianiem na kartoflu i należało go siać nieprze-
mytem na podłoże z jaj (Hohn-1. c., Lange ,5)> Schmidt 7).
1)	Suranyi und Putnoky. Uber die Leistungsfahigkeit des direkien Ziieh—
tungsverfahrens der Tuberkelbazillen nach Lówenstein — Sumyoshi. Centr. f.
Bakt. I. Orig. Bd. 94, 1925.
2)	iSeelemann und Klingmiiller: Die Ziichtung von Tuberkelbakterien aus
verschiedenen Ausgangsmaterialien mit Hilfe des sog. SaUrebehandlungsverfahrens.
Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 104, 1927.
3)	Hohn. Vier Jahre Kultur des Tuberkelbazillus zur Diagnose der Tuber¬
kulose. Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 113, 1929.
d) Meller. Zur Nahrbodenfrage der Tuberkelbazillen. Zeitschr. f. Tuberk.
Bd. 48, 1927.
5)	Schrader. Die Ziichtung des Tuberkelbazillus nach der Methode von
Hohn. Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 102, 1927.
G) Lange. Handbuch der pathogenen Mikroorganismen von Kolie, Kraus
und Uhlenhuth. Bd. X, S. 352.
7)	Schmidt. Tierversuch und Kulturverfahren zum Nachweis von Tuberkel¬
bazillen im Sputum. Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 101, 1927.
		

/Czasopisma_174_06_223_0001.djvu

			Otrzymywania hodowli laseczek gruźliczych
287
Plwociny zhomogenizowane w ten lub inny sposób próbowano
siać również na podłoża Lubenaua, Dorseta i Petroffa.
Rozmaici autorzy podali szereg nowych podłoży, będących
przeważnie modyfikacjami podłoży Petroffa i Lubenaua, niekiedy
daleko od nich odbiegającemu Takie podłoża opisali Despeignes1),
Petragnani2), Roguski8), Cechnowicer, Isabolinsky i Gitowitsch 4),
Wilson5), Cancik i Mazepova°), Alessandrini7), Sweany i Evanoffs),
Varcellana °). Przeważnie nie wyszły one za progi tych zakładów,
które je opracowały, a w każdym razie żadne z nich nie znalazło
tylu zwolenników, co podłoże Lubenaua w modyfikacji tiohna. Było
ono sprawdzane przez bardzo wielu badaczy. Wyjątkowo niektórzy
z nich mieli lepsze wyniki na podłożu Petragnaniego (Lichtenstein10),
Castelli) n) lub na podłożu Dorset i Cechnowicera (Wasilewska) la).
Większość autorów chwali dobre wyniki otrzymywane na podłożu
Hohna (Brechmann ia), Hauptmann i Burtscher u), Van Deinse15),
*) Despeignes. Diagnostic rapide de la tuberculose des voies urinaires
sans inoculation au cobaye. C. R. Soc. Biol. T. 86 p. 931, 1922.
а)	Petragnani. Aleune utili moditicazioni al mio terrano ed alla tecnica
per 1’isolamento in coltura pura dei bacilli di Koch dagli escreti e da altri
materiali tubercolnri. Boli. Ist. sieroterap. milan. 1926, 5, p. 173. Streszcz.
w Centr. f. Bakt. I. Ref. Bd. 85, 1927.
8) Roguski. a) Hodowanie prątków gruźlicy z plwociny. Polska Oaz. Lek.
1928, str. 4. b) Modification apporfee a la preparation du milieu nutritif de
Petroff. C. R. Soc. Biol. 1927, T. 27, p,.S61.
4)	Isabolinsky und Gitowitsch. Uber die Gewinnurig der Tuberkelbazillen-
reinkulturen. Centr. f. Bakt. 1. Orig. Bd. 94, 1925.
б)	Wilson. On the direct cultivation of tubercle bacilli from tissues. Brit.
med. J. 1920, p. 146. Streszcz. w Centr. f. Bakt. I. Ref. Bd. 72, 1921.
6)	Cancik and Mazepova. Direct cultivation of the mycobact. tuberc.
Amer. J. of public Health. 1925, p. 675. Streszcz. w Centr. f. Bakt. I. Ref. Bd.
82, 1926.
7)	Alessandrini. Cultura del bacillo tubercolare tipo humano su patata
modificata. Polic. Sez. Prat. 1926, p. 806. Streszcz. w Centr. f. Bakt. I. Ref.
Bd. 84, 1926.
8)	Sweany and Evanoff. Further studies of the cultivation of the tubercle
bacillus. Amer. Rev. Tuberc. 18, 1928. Streszcz. w Centr. f. Bakt. I. Ref. Bd. 95,1929.
9)	VarceUana. Według, streszcz. w Centr. f. Ges. Hygiene. Bd. 18, 1929.
10)	Lichtenstein. Zur Frage der Reinzuchtung der Tuberkelbazillen. Centr.
f. Bakt. I. Orig. Bd. 108, 1928.
11)	Castelli. Metodi e terreni par la coltura del bacillo tubercolare. Boli.
Jst. sieroterap. milan. 1928, 7. Streszcz. w Centr. f. Bakt. I. Ref. Bd. 94, 1929.
32) Wasilewska. O hodowlach laseczek gruźliczych z plwocin. Gruźlica
Nr. 4, 1928.
ls) Brechmann. Tuberkelbazillennachweis mit besonderer Beriicksichtigung
der Kulturmethode. Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 111, 1929.
14) Hauptmann und Burtscher. Ober die diagnostische Verwendbarkeit
der Tuberkelbazillenziichtung nach Hohn. W. kl. Woch. 1928, 3. Streszcz. w
Centr. f. Bakt. I, Ref. Bd. 90, 1928.
1B) Van Deinse. Das Ziichten von Tuberkelbazillen aus sekundar infiziertem
Materiał nach der Methode von Hohn. Nederl. Maanschr. v. Geneesk. 1928, Deel 5,
p. 17. Streszcz. w Centr. f. Ges. Hygiene. Bd. 18, 1929.
		

/Czasopisma_174_06_224_0001.djvu

			288
Dr. Helena Kulikowska
Dimtza 1), Jacobi 2), Neuhaus 8), Orzechowski 1. c., Piasecka-
Zeylandowa) *). Sporzyński 5), Roloff c), Sonnenschein "*), Sutterlin H),
Seelemann i Klingmiiller 1. c., Herrmann 1. c.
Podłoże Hohna ma skład następujący: 1 część naturalnie kwaś¬
nego buljonu (\% ekstraktu Liebiga, \% peptonu, 0,5% soli kuchen¬
nej. pH takiego buljonu równa się zwykle 6,3) z dodatkiem 5%
gliceryny i 3 części świeżych jaj. Mieszaninę tę, której pH wynosi
najczęściej 7,1, rozlewa się do jałowych probówek i ścina w t° 87
stopni w aparacie do ścinania surowicy. Podłoże to wydaje z siebie
zbyt mało wody kondensacyjnej, i dlatego po ścięciu dodaje się
pipetą do każdej próbówki po 0,5 cm8 tego samego buljonu lecz
bez gliceryny, potem wstawia się na dwa dni do cieplarki dla spraw¬
dzenia jałowości. Korki zasianych probówek uszczelnia się parafiną
lub cerezyną, gdyż jak wiadomo (Hohny), Lange10), Sumyoshi 1. c ),
posiewy laseczek gruźliczych ogromnie są wrażliwe na brak wilgoci.
Warunki dobrego podłoża: absolutnie świeże jaja, lustrzano gładka
powierzchnia, dostateczny stopień wilgoci i naturalnie kwaśna reakcja
J) Dimtza. Zur kulturellen Diagnostik der Tuberkulose. A. f. kl. Chir.
1928, Bd. 150. Streszcz. w Centr. f. Bakt. 1. Ref. Bd. 92, 1928.
2)	Jacobi. Beitrag zur Ziichtung von Tuberkelbazillen. Klin. Woch. 1927.
S. 2472. Streszcz. w Centr. f. Bakt. 1. Ref. Bd. 90, 1928.
8) Neuhaus. Tuberkelbazillenziichtung aus der Leiche. Centr. f. Path
1928, Bd. 42.
4)	Piasecka-Zeylandowa. Zastosowanie hodowli prątków Kocha do celów
diagnostycznych ze szczególnem uwzględnieniem metody Hohna. Nowiny Lekar¬
skie, 1928, str. 460.
5)	Sporzyński. Hodowla prątków gruźliczych metodą Hohna. Med. Doświad.
i Społeczna T. 9, 1928.
6)	Roloff. Das Kulturverfahren nach Hohn-ein Fortschritt in Bacillennach-
weis bei der Lungentuberkulose. Zeitschr. f. Tuberk. Bd. 52, 1928. Streszcz.
y> Centr, f. ges. Hygiene, Bd. 19, 1929.
5 ) Sonnenschein. a) Ergebnisse mit der Tuberkelbazillenziichtung nach
Hohn. M. m. W. 1927, S. 1540. Streszcz. w Centr. f. Bakt. I. Ref. Bd. 89, 1928.
b)	Die Tuberkelbazillenziichtung nach Hohn in ihrer praktischen Verwendung
fur die bakteriologische und klinische Diagnose. Beitr. zur Klin. d. Tuberk. Bd.
67, 1927. Streszcz. w Centr. f. Ges. Hygiene. Bd. 17. 1928. c) Ergebnisse mit
der Tuberkelbazillenziichtung nach Hohn. Zeitschr. f. Tuberk. Bd. 50. Streszcz.
w Centr. f. Ges. Hyg. 18. 29.
8)	Sutterlin. Ziichtung der Tuberkelbazillen nach. Hohn. M. ni. Woch-
1927, S. 1180. Streszcz. w Centr. f. Ges. Hygiene. Bd. 16, 1928.
s) Hohn. Die Kultur des Tuberkelbacillus zur Diagnose des Tuberkulose
Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 98. 1926.
10)	Lange. Beri. Gesellschaft fur Mikrobiologie. Sitzung vom 10 Dezember
1923. Streszcz. w Centr. f. Bakt. I. Ref. Bd. 76. 1924.
		

/Czasopisma_174_06_225_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
289
buljonu. Temu ostatniemu warunkowi Hohn nadaje pierwszorzędne
znaczenie, powołując się na prace Sandera, Fickera i Sieberta *).
Podłoże zdatne jest do użytku w ciągu 2 tygodni. W ostatniej
swej pracy z r. 1929, Hohn1) zaleca dodawać do podłoża roztworu
hemoglobiny. Ma to przyśpieszać wzrost laseczek gruźliczych.
Jak wyżej wspomniałam, Hohn nie przemywa osadu, lecz
w ilości jednego uszka przenosi i wciera go w podłoże. Radzi przytem
unikać części śluzowych, gdyż ważnem jest, ażeby laseczki gruźlicze
bezpośrednio się stykały z podłożem. Kwas siarkowy, który z ma-
terjałem przenosi się na podłoże, zdaniem jego, nietylko nie hamuje
wzrostu, ale zdaje się mu sprzyjać (miał gorsze rezultaty, gdy na
to samo podłoże siał materjał przemyty fizjologicznym roztwo¬
rem soli).
Pierwsze dostrzegalne pod lupą kolonje notował Hohn prze¬
ciętnie po 10,5 dniach — najwczęśniej po 8, najpóźniej po 27.
Adc). Niemal wszyscy autorzy, którzy zestawiali wyniki bakter-
joskopowego i bakteriologicznego badania materjału potraktowanego
kwasem siarkowym i sianego następnie na to lub inne podłoże
(przeważnie podłoże Hohna), podkreślają dobre wyniki, otrzymywane
drogą posiewów (Ramos-Passos, Pesch i Simchowitz, Sumyoshi,
Lówenstein, Spożyński, Roguski, Piasecka-Zeylandowa, Sonnenschein,
Sutterlin, Dimtza, Jacobi, Neuhaus, Roloff, Brechmann, Orzechowski,
Wasilewska i t. d.). Hohn, badając posiewem bakterjoskopowo
ujemne ropy i płyny punkcyjne, w 79,45% miał wynik dodatni;
mocze bakterjoskopowo ujemne w 65 % dały hodowlę prątków.
Roloff (1. c.) na 100 plwocin mikroskopowo ujemnych dostał 20
dodatnich posiewów. Sutterlin (1. c.), zbadawszy 157 prób materjału
*) Coprawda nie wszyscy autorzy zgadzają się w tem z Hohnem. Tak np.
Ishimori2) znajdował optimum rozwoju laseczek typu ludzkiego przy pH podłoża
7, 4—8,0, dla laseczek typu bydlęcego — przy pH 5, 8—6, 9. Gieszczykiewicz
i Wróblewski31, porównywając 7 szczepów gruźlicy ludzkiej, 3 bydlęcej i 1 pta¬
siej, znaleźli dla wszystkich jednakowe optymalne pH=7,3—7,7. Herrmann (1. c.),
uznając naogót zalety podłoża Hohna, utrzymuje, że oddziaływanie jego gra rolę
drugorzędną. Werner4) twierdzi, że miał lepsze wyniki na podłożu Hohna, gdy
zapomocą normalnego roztworu kwasu siarkowego obniżał jego pH do 6, 2.
1)	Hohn. Vier Jahre Kultur des Tuberkelbazillus fur die Diagnose der
Tuberkulose. Centr. f. Bakt. 1. Orig. Bd. 113. 1929.
a) Ishimori. Uber den Einfluss der Wasserstoffionenkoncentration auf das
Wachstum der saurefesten Bakterien. Zeitschr. f. Hygiene. Bd. 102, 1924,
8)	Gieszczykiewicz i Wróblewski. Wzrost prątków gruźliczych a odczyn
podłoża. Med. Dośw. i Społeczn. T. 7, 1927.
4) Werner. Zum Kulturelen Nachweis von Tuberkelbazillen. D. m. W. 1927,
S. 1001. Streszcz. w Centr. f. Bakt. 1. Ref. Bd. 87, 1927.
		

/Czasopisma_174_06_226_0001.djvu

			290
Dr. Helena Kulikowska
gruźliczego, stwierdził obecność prątków mikroskopowo 23 razy,
posiewem zaś 39 razy. Sonnenschein (1. c.) przeprowadził sposobem
Hohna 1634 badania. Z tej liczby miał 146 dodatnich posiewów
przy ujemnym wyniku bekterjoskopowego badania (56,1 % ogólnej
ilości ujemnych).
Zmiany histologiczne w gruźlicy są, jak wiadomo, często tak
mało charakterystyczne, że badanie histologiczne nie zawsze może
rzucić światło na charakter sprawy; bakterjoskopowe badanie takich
tkanek też bardzo często zawodzi. Bardzo cenne usługi w tych
przypadkach okazuje posiew tkanek potraktowanych kwasem siarko¬
wym (Schrader, Jacobi, Neuhaus, Seeleman i Klingmiiller).
Niektórzy badacze obserwowali przypadki, kiedy materjał mikro¬
skopowo dodatni po zasianiu nie wykazywał rozmnażania się prąt¬
ków. Może część tych niepowodzeń spowodowana była przez jakieś
usterki techniczne, ale niewątpliwie mogły one też pochodzić stąd,
że prątki w chwili posiewu były już martwe (np. w rozmiękłych gru¬
czołach chłonnych), albo osłabione w swej żywotności o tyle, że
kwas siarkowy łatwiej mógł je zabić (Sonnenschein, Dimtza, Hohn,
Neuhaus). Przypadki takie jednak naogół są bardzo nieliczne w ręku
badaczy doświadczonych. Zdaniem Hohna, nie obniżają one wartości
djagnostycznej posiewu, gdyż najlepsze metody bakterjologcizne nie
są w stanie w 100% wykryć odpowiedniego zarazka. W swej ocenie
posiewu Hohn posuwa się do twierdzenia, że ujemny wynik z wielkiem
prawdopodobieństwem wyklucza sprawę gruźliczą.
Ad d). Doniedawna szczepienie morskich świnek było uważane
za najczulszą próbę wykrywania laseczek gruźliczych. Ujemny wynik
szczepienia nietylko przez szerszą publiczność, lecz nawet przez
większość lekarzy praktyków prawie z całą pewnością wykluczał
gruźlicę. Odkąd zaczęto materjał podejrzany o gruźlicę równolegle
siać i szczepić zwierzętom, zdania autorów w tym względzie podzie¬
liły się. Ci autorzy, którzy otrzymywali dobre wyniki posiewu uwa¬
żają metodę bakteriologiczną za równie pewną, jak szczepienie
(Hohn 1. c., Roloff 1. c., Matties1). Niektórzy badacze otrzymywali
więcej wyników dodatnich na drodze posiewów, niż zapomocą
Matties. Praktische Ergebnisse mit der Tuberkelbazillenziichtung
nach Hohn. Klin. Woch. 1928, S. 351. Streszcz. w Centr. f. Ges. Hyg.
Bd. XVIII, 1929.
		

/Czasopisma_174_06_227_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
291
szczepień morskich świnek. Np. Lówenstein1), Sumyoshi2) i Mellers)
opisują szereg przypadków, kiedy posiew dał wynik dodatni, szcze¬
pienie zaś było ujemne. Dimtza (1. c.) przeprowadził 300 badań
mikroskopowo, posiewem i na zwierzętach; z tego dodatnich wyni¬
ków otrzymał 81: raz (rozmiękczony gruczoł chłonny) tylko bakterjo¬
skopowo, 4 razy (płyn punkcyjny, gruźlica przyjądrza i 2 gruźlica
nerki) tylko w posiewie. Sonnenschein (1. c.) również notował
jeden dodatni posiew przy ujemnem szczepieniu. Jednak Van Deinse,
Herrmann, Kemkes, Lutz, Schmidt, Seelemann i Klingmiiller i Sutterlin
uważają, że szczepienie morskich świnek jest nadal najczulszą próbę
dla wykrycia laseczek. Zatrzymam się nieco na ich wynikach.
Van Deinse (1. c.) w 80 przypadkach siał i szczepił materjał
i przytem miał 5 razy rozbieżne wyniki: 4 razy na niekorzyść po¬
siewu i raz na niekorzyść szczepienia. Herrmann (1. c.) wypowiada
się za metodą szczepienia, gdyż otrzymane przez nią wyniki posiewu
były bardzo niezadawalniające. Hohn słusznie kwestjonuje jej tech¬
nikę. Kemkes, 4) badając 165 materjałów podejrzanych o gruźlicę,
13 razy miał zgodny wynik posiewu i szczepienia; 8 razy tylko szcze¬
pienie było dodatnie, raz tylko posiew. Jednak w próbach tego auto¬
ra materjał pozostawał w styczności z kwasem przez 40 minut, co
niewątpliwie musiało się odbić na wynikach. Lutz (1. c.) często mie¬
wał wyniki gorsze niż w posiewie, dopóki szczepił świnki podskórnie
lub do otrzewnej; odkąd zaś zaczął stosować zmodyfikowany przez
siebie sposób Knorra dogruczołowego szczepienia stale miał lepsze
wyniki przy szczepieniu. Autor nie podaje jednak, jakich używał
podłoży oświadczając, że w toku swych badań zmieniał kilka razy
technikę. (Robi to wrażenie, że nie był on zbyt pewny swej techniki
bakteriologicznej, a jego sposób przygotowania materjału do szcze¬
pień i posiewu nastręcza pewne wątpliwości). Schmidt (1. c.), badając
40 ujemnych plwocin, miał 11 dodatnich szczepień, tylko 6 dodat¬
nich posiewów i raz świnka została zdrowa a hodowla się rozwinęła.
Autor zaznacza sam, że technika jego posiewów nie była bez za¬
*) Lówenstein. al 1. c.j b) Wiener Gesellschaft fiir Mikrobiologie. Stresz¬
czenie w Centr. f. Bakt. I Ref. Bd. 82, 1926; c)* Beitrag zur Aefiologie der
Nierentuberkulose W. KI. Woch. 1925, 29.
2)	Sumyoshi. Beitrag zur Reinziichtung der Tuberkelbazillen aus dem
Sputum. Zeitsch. fur Tuberkulose Bd. 40, 1924.
3)	Meller. Zur Brauchbarkeit des Lówenstein — Sumyoshi Reinzuchtungs-
verfahrens der Tuberkelbazillen fiir die Diagnose. Zeitsch. f. Tuberk. Bd.
44, 1924.
4)	Kemkes. Ziichtung oder Tierversuch beim Nachweis der Tuberkelba¬
zillen im Urin, Punktat oder Eiter? D. m. W. 1928.
		

/Czasopisma_174_06_228_0001.djvu

			292
Dr. Helena Kulikowska
rzutu. Seeleman i Klingmiiller (1. c.) w badaniach mleka mieli lep¬
sze wyniki przy szczepieniu. Niewątpliwie mleko, wobec częstego
zanieczyszczenia zarodnikującemi bakterjami, mało się nadaje do ba¬
dania zapomocą posiewu. Nakoniec, Sutterlin (1. c.) wykonał 157
prób: 23 razy laseczki gruźlicze były wykryte mikroskopowo, 39 ra¬
zy posiewem i 50 szczepieniem. Gorsze wyniki posiewu autor tłu¬
maczy brakiem wprawy.
Jak widzimy nawet Van Deinse, Schmidt i Kemkes, którzy
utrzymują, że posiew nie dorównywa szczepieniu, gdy chodzi o wy¬
krycie laseczek gruźliczych, notowali po jednym wypadku ujemnego
szczepienia materjału gruźliczego.
Rozważając podane wyżej spostrzeżenia, uznać należy, że fakt
niezachorowania świnki, szczepionej materjałem, w którym obecność
żywych laseczek została wykazana posiewem, jest jednak zastana¬
wiający. Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych wymaga pew¬
nego opanowania techniki bakterjologicznej i część ujemnych po¬
siewów możnaby tłumaczyć brakiem tej techniki, ale zwykłe szcze¬
pienie zwierząt jest technicznie bardzo proste, i wobec tego ujemny
wynik szczepienia nasuwa pytanie, czy wszystkie szczepy gruźlicy
chorobotwórcze dla ludzi są również zjadliwe dla świnki.
*
*	*
Przechodzę obecnie do swoich własnych doświadczeń nad otrzy¬
mywaniem hodowli gruźliczych. Potrzebując w toku innej swej pracy
większej ilości szczepów gruźliczych, posługiwałam się podłożem
Petroffa, Dorseta, surowicą wołową z dodatkiem gliceryny i kartof¬
lem glicerynowanym, na które siałam narządy gruźliczych świnek
morskich. Przekonałam się wówczas o prawdziwości wyżej przyto¬
czonych słów Calmetta o trudności otrzymywania pierwszych ho¬
dowli. Przytem próbowałam też metody Bossan i Baudy z tą róż¬
nicą, że po zasianiu dla usunięcia kwasu zwilżałam kartofel podło¬
żem Bezredki. Wyniki jednak mnie nie zadowoliły, bo jakkolwiek
w większości przypadków otrzymywałam czysty, mniej lub więcej
obfity wzrost, to często z niezrozumiałych przyczyn niektóre pró-
bówki, zasiane tym samym materjałem, pozostawały jałowe lub
wykazywały wzrost bardzo skąpy. Nasuwała się myśl, że przyczyna
tego tkwi we własnościach kartofla. *)
*) Jakoż w pracy Mellera (1. c.) znalazłam potwierdzenie mego przy¬
puszczenia. Autor ten wykazał, że zdatność kartofla do hodowania szczepów
gruźliczych zależy od gatunku kartofla i pory roku. Zdaniem Mellera bardziej
się nadają kartofle żółte.
		

/Czasopisma_174_06_229_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
293
Rozglądając się za innem podłożem, zatrzymałam się na płyn-
nem podłożu z żółtka kurzego, opisanem przez Bezredkę *) w roku
1921. Powszechnie przyjęte w laboratorjach podłoże hohna ma,
mojem zdaniem, następujące strony ujemne: 1° wymaga absolutnie
świeżych jaj, o które tak trudno jest w zimie; 2° może być przecho¬
wywane tylko przez 2 tygodnie; 3° nie może być sterylizowane
w wyższej temperaturze, wskutek czego, nawet pomimo zachowania
najściślejszej aseptyki, część probówek wykazuje zanieczyszczenia
(Lutz 1. c.); 4° przygotowanie jego wymaga 3 dni; 5° dla zabezpie¬
czenia podłoża przed wysychaniem należy korki uszczelniać parafiną,
co jest rzeczą ambarasowną, zwłaszcza jeżeli się chce parokrotnie
sprawdzić rozwój hodowli. Wszystkich tych stron ujemnych pozba¬
wione jest wspomniane podłoże Bezredki. Ponadto, jeżeli, jak przy¬
puszcza Hohn, pewien procent ujemnych posiewów materjału gruźli¬
czego można tłumaczyć obniżoną żywotnością laseczek Kocha, to
można również przypuszczać, że te prątki osłabione prędzej się roz¬
winą w podłożu płynnem, niż na podłożu stałem, co zostało stwier¬
dzone dla wielu innych bakteryj.
W dostępnem mi piśmiennictwie znalazłam kilka prac, doty¬
czących otrzymywania hodowli z materjału gruźliczego zapomocą
żółtkowej wody Bezredki. Wyniki autorów nie są zgodne. Boecker, 2)
Isabolinsky i Gitowitsh (1. c.) i Meller (1. c.) wysnuli wniosek, że pod¬
łoże to zupełnie się nie nadaje do otrzymania pierwszych hodowli;
natomiast Prunell 3), Weise 4), Weise i Fernbach G), którzy siali
płyn ascytyczny i płyn mózgowo-rdzeniowy, wzgl. jałową ropę, mieli
bardzo dobre rezultaty. Hohn, omawiając wyniki Weise i Fernbacha,
zaznacza, że podłoże Bezredki może mieć tylko bardzo ograniczone
zastosowanie, gdyż, jego zdaniem, siejąc do tego podłoża, nie mamy
Besredka. Culture des bacilles tuberculeux dans du jaune d’oeuf.
Annales de 1’Institut Past. 1921, T. 35, p. 29.
2)	Boecker. Uber das Wachstum von Tuberkelbazillen in eidotterhaltigen
fliissigen Nahrboden. Zeitscr. f. Hyg. Bd. 95, 1922.
3)	Prunell. Rachiculture dans le milieu de Besredka. C. R. Soc. Biol. 95.
1926,	p. 65.
4)	Weise. Eigelbwasser zur Ziichtung von Tuberkelbazillen aus Liquor
und Ascites, seine Verwendung zur Antigenherstellung fur die Serodiagnostuk
der Tuberkulose. Centr. f. Bakt. I. Orig. Bd. 94, 1925.
5)	Weise und Fernbaeh. Uber die Ziichtung von Tuberkelbazillen aus
Liquor und Abszesseiter in Eigelbwasser. KI. W. 1925, S. 2250. Streszcz. w Centr.
f. Bakt. I. Ref. Bd. 81, 1926.
		

/Czasopisma_174_06_230_0001.djvu

			294
Dr. Helena Kulikowska
sposobu, ażeby zahamować wzrost postronnych bakteryj. Poire
i Carranza ł) materjał poddany działaniu 10£-go ługu sodowego lub
\0%-go kwasu solnego siali równolegle do następujących podłoży:
Bezredka z dodatkiem 5% gliceryny, podłoże Petroffa, Despeignes,
Dorseta, Lubenaua i kartofel glicerynowy. Najlepsze wyniki notowali
oni na podłożu Bezredki. Ostatnio Wolters 2) pisze, że prócz pod¬
łoża Lubenaua doskonale się nadaje do otrzymywania pierwszych
hodowli: „Eierbouillon nach Besredka'1. Pracy Woltersa w oryginale
poznać nie mogłam. Jak wynika ze słów Langego (Handbuch der
path.Mikr.von Kolle-Kraus-Uhlenhuth. Tom X, str. 352) Wolters siał
nie do wody żółtkowej Bezredki lecz do podłoża Besredka-Jupille.
Korthof 3) porównywał podłoże Hohna z podłożem Bezredki, przy-
czem porównanie to wypadło na niekorzyść podłoża Hohna. Podany
przez Korthofa przepis przygotowania podłoża wskazuje jednak, że
ma ono bardzo mało wspólnego z podłożem Bezredki.
Zanim przejdę do opisu swoich prób, muszę się nieco zatrzy¬
mać na technice przeze mnie stosowanej. Przedewszystkiem zmieni¬
łam sposób homogenizacji przyjęty przez Hohna. Autor ten umiesz¬
cza 2 cm3 plwociny w próbówce długości 22 cm3 z korkiem doszli¬
fowanym; po dodaniu 10 cm8 roztworu kwasu siarkowego, przez
20 — 30 minut, zależnie od stopnia zanieczyszczenia, homogenizuje,
często skłócając probówkę. Po upływie tego czasu zawartość pró-
bówki przelewa do innej probówki i po 5 minutowem wirowaniu na
wirówce elektrycznej, sieje osad. Zdawało mi się, że, mieszając plwo¬
cinę z kwasem siarkowym zapomocą uszka platynowego w płytce
Petriego, prędzej i dokładniej da się osiągnąć należytą homogeni¬
zację, co pozwoli skrócić czas działania kwasu siarkowego i pozwoli
uniknąć specjalnego naczynia do skłócania. Poza tem, nie chcąc zbyt¬
nio rozcieńczać swego materjału, dodawałam do plwociny nie pię¬
ciokrotną, lecz równą ilość 10%-ego kwasu siarkowego (stężony
kwas siarkowy rozcieńczony dziesięciokrotnie). Jeżeli plwocina miała
dużo śluzu, dodawałam trochę więcej kwasu siarkowego. Po paru
1)	Poire et Arzeno - Carranza. Comparaison des methodes de cuHure et
d’isolement du baccille de Koch dans les crachats. C. R. Soc. Biol. T. 95,
p. 1174, 1926.
2)	Wolters. Der kulturelle Nachweis von Tuberkelbazillen und seine
praktische Bedeutung. Deutsche tierarztliche Wochenschritt. 1928, S. 666. Streszcz.
w Centr. f. Bakt. I. Ref. Bd. 93, 1929.
3)	Korthof. Cultureel onderzoek op tuberkelbacillen. Versl. en Meded,
tetr. de Volksgez. 1928. Streszcz, w Centr. f, B. I. Ref. Bd. 94 1929.
		

/Czasopisma_174_06_231_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
295
minutach energicznego mieszania uszkiem, plwocina zwykle była już
zhomogenizowana i po 5—8 minutach siałam ją bez wirowania.
Ażeby podczas mieszania plwociny z kwasem siarkowym unik¬
nąć rozpraszania materjału zakaźnego, pokrywałam stół szmatą prze¬
pojoną: roztworem karbolu.
Stosowane przeze mnie do posiewów podłoże Bezredki, które
właściwie jest odpowiednio zalkalizowanym 5&-ym roztworem żółtka
kurzego w wodzie destylowanej, przygotowywałam w sposób nastę¬
pujący. Do szerokiej menzurki wlewałam 175 cm8 żółtek kurzych
jaj (około 10 jaj) i następnie małemi porcjami dodawałam 500 cm3
wody destylowanej obojętnej *) rozrabiając wciąż żółtko bagietką.
Otrzymany żółty płyn jest zupełnie mętny. Przez dodanie odpowied¬
niej ilości 1%-go ługu sodowego należy go sklarować. Ilość potrzebne¬
go ługu nie jest stała i zależy od użytych jaj. Trzeba również unikać
nadmiaru ługu, gdyż prątki gruźlicze nie rosną na podłożu zbyt al-
kalicznem. Zwykle wystarczała mi 1la część ilości użytych żółtek lub
trochę więcej. Dodawałam ług ostrożnie po 1 lub V2 cm3, dokładnie
mieszając po każdem dodaniu i kontrolując przezroczystość pożywki
przez nabieranie jej do jednocentymetrowej pipety. Gdy pożywka
w tak cienkiej warstwie była zaledwie słabo opalizująca, przerywa¬
łam dalszą alkalizację, poczem dodawałam wody destylowanej do
3,5 litrów, sączyłam przez gazę i po rozlaniu do próbówek szero¬
kości 2 — 3 cm8 do wysokości połowy próbówki, wyjaławiałam
przez 20 minut w temperaturze 110°. W taki sposób z 10 żółtek
można zrobić w ciągu jednej godziny około 3Va litrów podłoża,
które można niezwłocznie używać do posiewu i przechowywać przez
czas dłuższy.
pH tego podłoża po sterylizacji równa się 7,6 częściej 7,8. Po
zasianiu kwaśnego materjału pH, rzecz prosta, się obniża.
Do posiewu brałam materjał uszkiem platynowem i przenosi¬
łam do próbówki; w miejscu, gdzie kwaśny materjał zetknie się
z podłożem, występuje natychmiast biały jak mleko obłoczek; po
skłóceniu męt ten znika; wówczas dodajemy drugie uszko i znów
*) Reakcję wody destylowanej, używanej do robienia podłoża, określałam
nie papierkiem lakmusowym, lecz zapomocą bardziej czułej próby hematoksyli-
nowej: do czystej próbówki wlewa się parę centymetrów badanej wody, poczem
wrzuca się pincetą (nie palcami!) parę kryształków hematoksyliny. Woda obo¬
jętna zabarwia się na fioletowo między 1-szą a 5-tą minutą, woda alkaliczna za¬
barwia się przed upływem 1-ej minuty, woda kwaśna dopiero po 5-ciu minutach.
Kwaśną wodę łatwo poprawić 1%-ym roztworem sody krystalicznej*
		

/Czasopisma_174_06_232_0001.djvu

			296
Dr. Helena Kulikowska
skłócamy; tak postępujemy aż po skłóceniu pozostanie pewna opa-
lescencja. W ten sposób udaje się zwykle posiać do probówki 3—5
uszek—do dużych próbówek odpowiednio więcej.
Wzrost drobnoustrojów zanieczyszczających, o ile ma miejsce,
występuje w ciągu dni najbliższych i zdradza się przez mniej lub
więcej mocne zmętnienie podłoża lub powstawanie bakteryjnego osadu
na dnie próbówki. W takich przypadkach często po dłuższym czasie
można było mikroskopowo obok zanieczyszczeń (najczęściej były to
rozmaite oidja) stwierdzić skupienia laseczek gruźliczych, jakkolwiek
wzrost ich w tym razie nie był tak bujny jak wtedy, gdy były one
w czystej hodowli. Jeżeli zanieczyszczające drobnoustroje mocno
zakwaszały podłoże i podłoże się ścinało, to nigdy mi się nie udało
stwierdzić rozwoju prątków. W próbówkach wolnych od zanieczysz¬
czeń między 8 a 15 dniem można dostrzec gołem okiem obecność
ziarenek wielkości ziaren piasku, gromadzących się na dnie próbówki;
płyn nad niemi pozostaje lekko opalizującym, jakim był w chwili
posiewu. Gdy siałam plwociny bakterjoskopowo dodatnie, ziaren
tych po 15 dniach było tak dużo, że pokrywały one całe dno pró¬
bówki.
Do badania mikroskopowego brałam zawsze osad z dna zapo-
mocą pipety w ilości kilku kropel, przenosiłam go na szkiełko
przedmiotowe, w celu przyśpieszenia wysychania umieszczałam pre¬
parat w płytce Petriego, którą wstawiałam do cieplarki; nazajutrz
barwiłam sposobem Ziehl-Neelsena, jak zwykle. Podczas barwienia
należy unikać spłókiwania mocnym strumieniem wody, gdyż czasem
taki preparat przytem się odrywa, zwłaszcza, jeżeli nie był dokładnie
wysuszony.
Laseczki gruźlicze w takiej hodowli tworzą najczęściej duże
grudki, zalegające niekiedy całe pole widzenia (p. rys. 1), rzadziej
układają się one w długie pokręcone warkocze (p. rys. 2)*).
*) Weise (1 c.) opisując hodowle otrzymane z płynu mózgowo-rdzeniowego,
zasianego bezpośrednio do podłoża Bezredki, wspomina, że laseczki rosły czasem
w postaci grudek, czasem w postaci warkoczy.
Siejąc równolegle kilka plwocin—każdą do 3—5 próbówek podłoża Bezderki,
przygotowanego jednego dnia, uważałam, że laseczki z jednej plwociny rosły we
wszystkich zasianych próbówkach w postaci grudek, z innej — we wszystkich
próbówkach tworzyły pokręcone sploty. Nie badałam bliżej własności biologicz¬
nych szczepów rosnących tak odmiennie, ani stopnia ich zjadliwości dla mor¬
skich świnek.
		

/Czasopisma_174_06_233_0001.djvu

			Rys. 1. Wzrost laseczek gruźliczych w postaci grudek. Hodowla 9-ciodniowa
Pow. ok. 1:500.
Rys. 2. Wzrost laseczek gruźliczych w kształcie warkoczy. Hodowla 14-stodnio-
wa. Pow. ok. 1:500. Z lewej strony mała część odrysowana w powiększeniu 1:1000.
		

/Czasopisma_174_06_234_0001.djvu

			
		

/Czasopisma_174_06_235_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
297
W rzadkich przypadkach (widziałam to tylko w plwocinę bak¬
terjoskopowo ujemnej, pochodzącej od dzieci z „wyleczoną" gruźlicą)
rozmnażanie się prątków gruźliczych było tak słabe, że udawało się
je stwierdzić zaledwie pod mikroskopem po 2 —3 tygodniach. Dal¬
sze przetrzymywanie próbówek w termostacie mało wpływało na
powiększenie się uprzednio znajdowanych skupień, jak również po
tym czasie nie wykrywałam wzrostu w tych próbówkach, które do¬
tąd go nie ujawniały.
*
*	*
Przystępując do swych badań szukałam odpowiedzi na 3
pytania:
1.	Czy dokonane przeze mnie zmiany w sposobie homogeni¬
zacji (skrócony czas działania kwasu na plwocinę, zmniejszenie ilości
roztworu kwasu i odrzucenie wirowania) i zastosowanie podłoża
o	względnie wysokiem pH nie wpłyną ujemnie na rezultat posiewu,
zmniejszając z jednej strony ilość wyników dodatnich i zwiększając
z drugiej strony ilość zanieczyszczeń.
2.	Czy da się tym sposobem wykazać laseczki gruźlicze w ma-
terjale mikroskopowo ujemnym.
3.	Czy szczepienie świnek morskich, czy też posiew jest me¬
todą bardziej czułą i pewną, gdy chodzi o wykazanie gruźlicy w ma-
terjale mikroskopowo ujemnym.
Ad 1. Wszyscy autorzy zgodnie zaznaczają, że kwasy w sto¬
sowanych zwykle koncentracjach nawet przy dłuższem działaniu
(20—30 minut) nie są w stanie zniszczyć zarodników, pleśni i droż¬
dży. Zwróciłam też większą uwagę na to, ażeby materjał był zbie¬
rany do jałowego naczynia i żeby posiew był uskuteczniany możliwie
szybko po zebraniu materjału. Zresztą to samo zaznaczają również
Wasilewska, Roguski i inni. Plwociny od tuberkulików użyte do 1 -ej
serji moich doświadczeń, zbierałam do jałowych słoików. Coprawda,
z przyczyn odemnie niezależnych, siałam plwociny dopiero po 16—18
godzinach od chwili wydania choremu słoika; w ciągu tego czasu,
plwocina znajdowała się w ciepłocie pokojowej, co obniżało szanse
czystych posiewów. Zbadałam w ten sposób 107 plwocin.
Wyniki zebrałam w podanej tu tabelce.
		

/Czasopisma_174_06_236_0001.djvu

			298
Dr. Helena Kulikowska
Liczba porządkował
Ilość laseczek
gruźliczych w
polu widzenia
llośc próbówek
zasianych
Wynik dodatni !
Hodowla czysta
Wynik dodatni
Hodowla zaniecz. |
Wynik ujemny
Hodowla zaniecz.
Liczba porządkowaj
Ilość laseczek
gruźliczych w
polu widzenia
Ilość próbówek
zasianych
Wynik dodatni
Hodowla czysta |
Wynik dodatni
Hodowla zaniecz.
Wynik ujemny
Hodowla zaniecz.
1
10—15
4
3
1
_
25
2— 5
4
4

:
2
10—15
4
—
2
2
26
kilkadziesiąt
4
4
—
—
3
3- 5
4
4
—
—
27
10—20
4
4
—
4
5-10
4
4
—
—
28
1— 5
4
3
1
—
.
5
20-30
4
4
—
—
29
20-30
3
3
—
—
6
10—15
1 w 200 polach
4
4
—
—
30
kilkadziesiąt
4
4
—
—
7
widzenia
4
4
—
—
31
2— 5
4
4
—
—
8
1— 5
4
4
-
—
32
kilkadziesiąt
4
3
1
—
9
1— 3
1 w kilkunastu
4
4
—
—
33
2— 3
4
4
—
—
10
polach widzenia
4
4
—
—
34
1 w kilku p. widz.
4
4
—
—
11
5-15
4
4
—
—
35
kilkadziesiąt
1 w kilkunastu
3
3
—
—
12
10-20
4
4
—
—
36
polach widzenia
3
3
—
—
13
5—10
4
4
—
1
37
2— 5
4
3
1
—
,14
kilkadziesiąt
4
4
—
—
38
5—10
4
4
—
—
15
1— 3
•
4
4
—
—
39
10—20
4
4
—
—
16
kilkadziesiąt
4
4
—
—
40
5 10
3
3
—
—
17
10-20
4
4
—
—
41
10—20
5
5
—
—
18
10—20
4
4
—
—
42
kilkadziesiąt
3
3
—
—
19
(
1 w kilku p. widz.
4
4
—
—
43
3-5
4
4
—
—
20
1 w kilku p. widz.
1 w kilkudziesię¬
4
4
—
—
44
1 w kilku p. widz.
3
3
—
—
21
ciu polach widz.
4
2
2
—
45
kilkadziesiąt
3
3


22
5—10
4
4L
—
46
kilkadziesiąt
4
3
—
1
23
3— 5
1 w kilkunastu
4
4
—
—
47
1 w kilku p. widz.
4
4
—
—
24
polach widzenia
4
4
48
20—30
4
4
		

/Czasopisma_174_06_237_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
299
Liczba porządkowa|
Ilość laseczek
gruźliczych w
polu widzenia
Ilość próbówek
zasianych
Wynik dodatni
Hodowla czysta
Wynik dodatni
Hodowla zaniecz.
Wynik ujemny
Hodowla zaniecz.
Liczba porządkowa]
Ilość laseczek
gruźliczych w
polu widzenia
Ilość próbówek
zasianych
Wynik dodatni
Hodowla czysta
Wynik dodatni
Hodowla zaniecz.
Wynik ujemny
Hodowla zaniecz.
49
5—10
4
4

,
73
10-20
4
4


50
10—20
4
4
—
—
74
1 w kilku p. widz.
3
3
—
51
10—20
4
4
—
75
kilkadziesiąt
4
4
—
—
52
2— 5
4
4
—
—
76
kilkadziesiąt
3
3
—
—
•
53
kilkadziesiąt
4
4
—
77
10-15
4
4
—
—
54
5—10
3
3
—
—
78
1 w kilku p. widz.
3
2
1
—
55
2— 5
3
3
—
79
3- 5
4
4
—
—
56
1— 2
4
4
—
—
80
2— 5
3
3
—
57
5—10
4
4
—
—
81
5—10
4
4
—
—
58
10—20
4
4
—
—
82
3— 5
3
3
—
—
59
100 i więcej
4
4
—
—
83
5—10
3
3
—
—
60
2— 5
4
4


84
10-20
3
3
—

61
1 w kilkunastu
polach widzenia
4
4
—
—
85
2— 5
4
3
1
—
62
10—20
4
4
—
—
86
kilkadziesiąt
3
3
—
—
63
5—10
3
3
—
—
87
1— 3
4
4
—
—
64
1— 5
4
4

'
88
2— 5
4
4
.
__
65
1 w kilkudziesię¬
ciu polach widz.
3
3
—
—
89
20—30
4
4
—
—
66
5—10
4
4
—
—
90
5—10
4
4
—
—
67
10—20
4
4
—
—
91
3— 5
4
4
—
—
68
1- 3
3
3
—
—
92
2— 5
4
4
—
—
69
10-15
4
4
—
—
93
10-20
4
4
—
—
70
10-20
4
4
—
—
94
5—10
4
4
—
—
71
5—10
4
4
—
—
95
10—20
4
3
—
1
72
3— 5
4
4
—
—
96
2— 5
4
4
—
—
		

/Czasopisma_174_06_238_0001.djvu

			3oo
br. Helena Kulikowska
Liczba porządkowaj
Ilość laseczek
gruźliczych w
polu widzenia
Ilość próbówek
zasianych
Wynik dodatni
Hodowla czysta
Wynik dodatni
Hodowla zaniecz.
Wynik ujemny
Hodowla zaniecz.
Liczba porządkowa!
Ilość laseczek
gruźliczych w
polu widzenia
Ilość próbówek
zasianych
Wynik dodatni
Hodowla czysta
Wynik dodatni
Hodowla zaniecz.
Wynik ujemny
Hodowla zaniecz.
97
5—10
3
3


103
10-20
4
4

.
98
kilkadziesiąt
4
4
—
—
104
2— 5
4
4
—
—
99
10—20
4
4
—
—
105
5—10
4
4
—
—
100
kilkadziesiąt
4
3
1
—
106
kilkanaście
4
4
—
—
101
2— 5
kilkadziesiąt
4
4
—
—
107
kilkadziesiąt
4
3
1
•
1U ‘2
2
2
406
390
12
4
Jak widać z powyższej tabelki, ze wszystkich zasianych plwocin
otrzymano hodowlę laseczek gruźliczych (100%).
Z 406 zasianych próbówek czystą hodowlę otrzymano w 390
(96%). Jeżeli zaliczymy do dodatnich te próbówki, w których pomimo
zanieczyszczeń można było stwierdzić wzrost laseczek gruźliczych, to
liczba próbówek z dodatnim wynikiem posiewu podniesie się do 402,
czyli 99%.
Zwracam szczególną uwagę, że wśród sianych plwocin niektóre
zawierały niedużą (L. 10, 19, 20, 24, 34, 36, 44, 47, 61, 74, 78) lub
nawet bardzo nieznaczną (L. 7, 21, 65) ilość laseczek gruźliczych.
Powyższe wyniki były notowane po 14-15 dniach; we wszyst¬
kich czystych próbówkach w tym czasie był już zupełnie wyraźny
wzrost w postaci drobnoziarnistego osadu. Wszystkie bez wyjątku
próbówki były badane mikroskopowo.
W podobny sposób zbadałam narządy (śledziona, wątroba lub
płuco) 10 świnek gruźliczych. Do posiewu brałam podczas sekcji
czystemi instrumentami kawałeczki odpowiednich narządów, które
drobno krajałam i ucierałam w jałowym moździerzu z odrobiną ja¬
łowego piasku; po kilku minutach dodawałam równą ilość 10%-go
kwasu siarkowego i znów ucierałam przez parę minut, poczem sia¬
łam jedno lub dwa uszka do podłoża Bezredki. We wszystkich przy¬
padkach po 2 tygodniach otrzymywałam czystą hodowlę. Dwukrotne
szczepienie świnki otrzymaną hodowlą przekonało mnie, że ani po¬
		

/Czasopisma_174_06_239_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
301
traktowanie prątków kwasem siarkowym, ani hodowla na podłożu
Bezredki nie wpłynęły ujemnie na chorobotwórczość szczepu dla
świnki morskiej.
Stosując taką samą technikę posiewu zbadałam też mocz, który
w badaniu mikroskopowem wykazał obecność laseczek Kocha. Mocz,
który zawierał dużo ropy, został odwirowany na wirówce elektrycz¬
nej, poczem osad potraktowałam 10&-ym kwasem siarkowym i za¬
siałam do sześciu próbówek. Po dwóch tygodniach stwierdziłam
wszędzie obfity i czysty wzrost.
Pierwsza serja moich doświadczeń dawała mi pewną rękojmię
prawidłowości przyjętej przeze mnie techniki.
Ad 2. Chcąc sobie wyjaśnić, o ile metoda posiewów daje lep¬
sze wyniki, niż badanie mikroskopowe, zrobiłam 62 posiewy plwo¬
cin chorych, podejrzanych o gruźlicę, lub takich, którzy uprzednio
prątkowali, lecz już od paru miesięcy przestali wydzielać prątki. Kil¬
kakrotne badanie mikroskopowe plwociny tej ostatniej kategorji
przypadków (dokonane w innem laboratorjum) nie ujawniło prątków.
Ja, ze swej strony, również starannie badałam mikroskopowo plwo¬
cinę przed jej posiewem. Posiewy wykonywałam w taki sam sposób,
jak w pierwszej serji, z tą różnicą, że siałam do większej ilości pró¬
bówek: 6—8. Dodatni wynik dostałam w 16 przypadkach (24%).
Często po 2, a nawet 3 tygodniach nie można było makroskopowo
dostrzec wzrostu prątków. Dopiero badając mikroskopowo płyn
wzięty pipetką z dna próbówki, udało się wykryć nieliczne skupienia
laseczek. Dalsze trzymanie próbówek w termostacie mało wpływało
na powiększenie się tych skupień, jak również te próbówki, w któ¬
rych mikroskopowo nie wykryto laseczek gruźliczych po trzech ty¬
godniach, nie ujawniały ich rozwoju i po dłuższem staniu.
Należy zauważyć, że posiewy o słabym rozwoju laseczek gruź¬
liczych (takich było 12) pochodziły wszystkie od wspomnianych
tuberkulików, którzy odpowiednio do polepszenia sprawy miejscowej,
przestali prątkować.
Ad 3. Chodziło mi jeszcze o porównanie wyników, otrzymy¬
wanych zapomocą posiewu materjału bakterjoskopowo ujemnego
z temi, jakie daje szczepienie na zwierzętach. W tym celu posiałam
i zaszczepiłam świnkom 17 plwocin i 11 płynów punkcyjnych (ropa>
wysięki surowicze). Płyny punkcyjne siałam albo bezpośrednio u łoża
chorego, albo zbierałam do jałowego naczynia z małym dodatkiem
cytrynianu sodu. Płyny przezroczyste siałam jako takie; płyny zaś
mętne wirowałam i do posiewu brałam osad po uprzedniem zadzia¬
		

/Czasopisma_174_06_240_0001.djvu

			302
Dr. Helena Kulikowska
łaniu roztworem kwasu siarkowego. W każdym przypadku część
płynu wstrzykiwałam świnkom do otrzewnej, część zaś poddawałam
badaniu mikroskopowemu. Plwociny zaś wstrzykiwałam świnkom
pod skórę uda w kierunku gruczołów pachwinowych. Wszystkie
świnki były po 3—4 miesiącach zabite i narządy ich zostały zbadane
mikroskopowo na obecność laseczek gruźliczych.
Rezultat był następujący:
Zbadano rop i płynów surowiczych	11
W tem było dodatnich w posiewie i na zwierzętach . 3
„ „ „ „ tylko w posiewie 	3 *)
„ „	„ tylko na zwierzętach	1
„ „ „ ujemnych w posiewie i na zwierzętach . 4
Plwocin zbadano 	17
W tem było dodatnich w posiewie i na zwierzętach . 0
„ „ „ „ tylko w posiewie	7 **)
„ „	„ tylko na zwierzętach	0
„ „ „ ujemnych w posiewie i na zwierzętach . 10
Z tego zestawienia widać, że w 10 przypadkach (7 plwocin
i 3 płyny punkcyjne) otrzymałam wyniki dodatnie tylko w posiewie.
Omawiając dalej wyniki będę mówiła tylko o 6 plwocinach i 2 pły¬
nach punkcyjnych, gdyż, jak to wspomniałam, 2 razy świnki z od¬
nośnych przypadków padły przedwcześnie, pozbawiając mnie w ten
sposób kontroli biologicznej.
Sześć plwocin, które nie wywołały gruźlicy u świnek morskich,
pochodziły od „wyleczonych" tuberkulików. Badanie odnośnych świ¬
nek, zabitych po 3—4 miesiącach, nie wykazały gruźlicy. W posiewie
zaś po 2—3 tygodniach znaleziono pod mikroskopem małe skupie¬
nia laseczek. Zastanawia ta okoliczność, że laseczki gruźlicze wyho¬
dowane w posiewie tych plwocin, rozmnażały się bardzo słabo na
podłożach. Nasuwa się więc myśl, że z utratą zjadliwości tych szcze¬
pów dla człowieka i świnki morskiej ucierpiała również ich żywot¬
ność. Podobne spostrzeżenia podaje również Hohn.
Dwa płyny punkcyjne (surowiczy płyn z opłucnej i takiż płyn
w peritonitis tuberculosa), które były dodatnie w posiewie, a nie za¬
kaziły szczepionych świnek, pochodziły od chorych, u których od¬
nośne cierpienia przebiegały bardzo łagodnie i szybko zakończyły się
*) Jedna świnka, zaszczepiona do otrzewnej ropą z abscessus frigidus,
padła w parę godzin po zastrzyknięciu z niewyjaśnionej przyczyny.
**) W jednym z tych przypadków świnka padła w kilka dni po zaszczepie¬
niu wskutek mieszanej infekcji.
		

/Czasopisma_174_06_241_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
303
wyzdrowieniem. Część próbówek, zasianych temi płynami, wykazała
po 3 tygodniach makroskopowo widoczny wzrost; świnki zaś pozo¬
stały zdrowe, i sekcja ich, dokonana po 3 miesiącach, nie wykazała
zmian gruźliczych. Dwie inne świnki, zaszczepione otrzymanemi ho¬
dowlami, również nie uległy zakażeniu.
Jak wyżej wspomniałam, wielu autorów, szczepiąc świnkom
materjał, w którym obecność żywych laseczek była wykazana posie¬
wem, nie otrzymało zakażenia tych zwierząt (Lówenstein, Sumyoshi,
Schmidt, Kemkes, Van Deinse, Sonnenschein, Dimtza i t. d.). Trzeba
uznać, że przypadki takie nie są łatwe do wytłumaczenia. Z jednej
strony Wamoscher i Stoecklin *), posługując się bardzo dokładnie
opracowaną techniką, wykazali, że wprowadzenie jednej laseczki gru¬
źliczej zjadliwego szczepu do ustroju świnki morskiej w 40% szcze¬
pień sprowadziło jej zakażenie. Takież wyniki miał Levinthal 2).
Z drugiej zaś strony widzimy liczne fakty, które pozornie przeczą
tej wrażliwości świnki na gruźlicę. Tak np. Sumyoshi (l.c.) badając
w pracowni Lówensteina trzydzieści szczepów, wyhodowanych z plwo¬
ciny ludzkiej, znalazł dwa, które były zupełnie niechorobotwórcze
(całe uszko hodowli na kartoflu!) dla świnki, i zakażone niemi
zwierzęta nie reagowały na tuberkulinę; pozostałe zaś 28 szczepów
posiadały rozmaity stopień zjadliwości. Sumyoshi wyraża przypusz¬
czenie, że szczepy te były szczepami gruźlicy ptasiej, która, jak
wykazały badania Romera, Webera, Bofingera i Lidji Rabinowitsch,
może być zupełnie niezjadliwa dla świnek morskich. Lówenstein
(1. c.), omawiając dwa szczepy, otrzymane z plwociny przez Sumyo-
shiego, podaje jeszcze rezultat badania 14 moczów, w których 3 razy
otrzymano hodowle przy ujemnym wyniku szczepienia. Lówenstein
zalicza te szczepy do szczepów gruźlicy ptasiej, która, jego zdaniem,
spotyka się u ludzi znacznie częściej, niż dotąd przypuszczano,
zwłaszcza w cierpieniach nerek i kości. W pracy swej z r. 1925 (1. c.)
Lówenstein mówi, że posiada cały szereg szczepów, które były bardzo
zjadliwe dla ludzi i zupełnie niechorobotwórcze dla świnek. Autor
przytacza przytem 3 nowe przypadki gruźlicy nerki, w których
otrzymano rozbieżny wynik posiewu i szczepienia na niekorzyść
tego ostatniego. Operacja potwierdziła bakterjologiczną djagnozę
gruźlicy, a szczepienie zwierząt otrzymaną hodowlą pozostało ujemne.
Wamoscher i Stoecklin. Infektionsversuche mit einzelnen Tuberkelbazillen
durchgefiihrt mit der mikrurgischen Methode. Centr. f. Bakt. 1 Orig. Bd. 104,1927.
2)	Levinthal. Tuberkuloseinfektion von Meerschveinchen mit kleinsten Ba-
zillenmengen. Zeitschrift f. Hygiene. Bd. 107, 1927. Streszcz. w Bulletin Inst.
Past. 1928.
		

/Czasopisma_174_06_242_0001.djvu

			304
Dr. Helena Kulikowska
Hohn, Schmidt i wielu innych wyrażają przypuszczenie, że
w przypadkach gruźlicy u ludzi mogą występować szczepy gruźlicy
ptasiej lub też szczepy gruźlicy ludzkiej niechorobotwórcze dla świnek.
Ja na swym małym materjale miałam 8 przypadków (6 plwo¬
cin i 2 płyny punkcyjne) dodatniego posiewu przy ujemnym wyniku
szczepienia, przyczem, dwa razy otrzymane hodowle były zastrzyk-
nięte nowym świnkom i również świnki zostały zdrowe. Zastanawia
fakt, że wszystkie te plwociny pochodziły od „wyleczonych" tuber-
kulików, a płyny punkcyjne od chorych o bardzo łagodnym prze¬
biegu odnośnego cierpienia. Wiadomo, że możemy sztucznie w roz¬
maity sposób obniżyć lub nawet zupełnie znieść zjadliwość laseczek
gruźliczych, np. hodując je przez czas dłuższy na odpowiednich pod¬
łożach (szczep B. C. G.), poddając je działaniu wysokiej t° (Lange
1.	c.), lub kwasu siarkowego (Seelemann i Klingmuller 1. c.). Wobec
tego nie byłoby nic dziwnego, gdyby w pewnych warunkach w zwy¬
cięskiej walce zakażonego ustroju zwyciężona laseczka gruźlicy utra¬
ciła w znacznym stopniu swą zjadliwość dla świnek.
Pozostaje jeszcze do omówienia przypadek (ob. tab. na str. 302),
gdy płyn punkcyjny (wysięk surowiczy z opłucnej) zakaził świnkę
morską, która padła niespełna po 5 miesiącach, posiew zaś prątków
nie wykazał. Czy można to tłumaczyć wraz z Lutzem istnieniem
szczepów, które mogą się rozwijać tylko w organiźmie ludzkim lub
zwierzęcym, lecz wcale się nie dają hodować na podłożach labora¬
toryjnych, czy też miał tu miejsce jakiś błąd techniczny z mej strony—
trudno orzec.
W końcu pragnęłabym jeszcze zwrócić uwagę na niektóre szcze¬
góły techniczne. Siejąc pobraną jałowo ropę z abscessus frigidus
w świeżym stanie i po zadziałaniu na nią kwasem siarkowym, lepsze
wyniki miałam w tym ostatnim razie. Mogło to pochodzić stąd, że
podczas homogenizacji kwasem siarkowym uwalniały się laseczki
gruźlicze, uwięzione w gęstej ciągniącej się ropie, a może grało tu
pewną rolę obniżenie pH podłoża przez kwaśny materjał.
Muszę także zaznaczyć, że siejąc płyny punkcyjne przy łóżku
chorego, otrzymywałam często zanieczyszczenia postronne. Zdaje mi
się, że zbieranie tych płynów do jałowego naczynia z dodatkiem
cytrynianu sodu, odwirowywanie płynów mętnych i sianie osadów
otrzymanych po zadziałaniu na nie kwasem siarkowym daje lepsze
wyniki. W płynach zaś przezroczystych według Hauptmanna, Burts-
chera i Hohna lepiej najpierw strącić białko roztworem kwasu sulfo-
		

/Czasopisma_174_06_243_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
305
salicylowego, strąt odwirować i po zadziałaniu kwasem siarkowym
siać jak zwykle.
W niektórych przypadkach najwięksi zwolennicy bakteriologicz¬
nego wykrywania laseczek gruźliczych są bezradni, gdy materjał
zawiera zarodniki lub oidja, odporne, jak wiadomo, na działanie
kwasów i zasad w stosowanych przez nas koncentracjach. Do takich
objektów należy przedewszystkiem kał osób dorosłych *), ropa
z otwartych ran, plwocina zebrana w nieodpowiedni sposób, śluz
z dróg oddechowych bydła i liczne objekty z praktyki sanitarno¬
higienicznej, jak to: mleko, kurz i t. d. Jakkolwiek zawarte w nich
oidja i laseczniki zarodnikujące prawie bez wyjątku są niechorobo¬
twórcze dla świnki morskiej, to jednak z drugiej strony materjały te
najczęściej zawierają dużo innych bakteryj, które mogą spowodować
śmierć świnki na skutek ogólnego zakażenia. Takie niepowodzenia
i ja miałem, jeżeli chciałem porównywać wyniki posiewów z wyni¬
kami szczepień morskich świnek. Morskie świnki, którym zastrzyki-
wałam plwociny pod skórę, często padały po 4 — 8 dniach wskutek
zakażenia postronnemi bakterjami. Próbowałem zapobiec temu ogrze¬
waniem plwociny w t° 60° C w ciągu 20 minut. Próbę wstępną
wykonałam z 11 plwocinami, w których pod mikroskopem nie
wykryto laseczek gruźliczych. Szczepienia nie wywołały żadnej reakcji
miejscowej, świnki nie chorowały i zabite po 2 lub 3 miesiącach na
sekcji nie wykazały żadnych zmian patologicznych. Należy podnieść,
że dwie z tych plwocin dały w posiewach wynik dodatni, pomimo
że wynik szczepienia odnośnych świnek również był ujemny.
O	działaniu temperatury zbliżonej do tej, którą ja stosowałam,
wspominają niektórzy autorzy. Calmette (1. c.) podaje, że laseczki
gruźlicze ogrzewane w płynach bezbiałkowych zostają zabite dopiero
po 1 godzinie w t° 60° C. W materjałach, zawierających białko,
laseczki są jeszcze bardziej wytrzymałe na działanie wysokiej tempe¬
ratury. Higjeniści — bakterjolodzy, jak się zdaje, nie zupełnie się
zgadzają, czy 30-to minutowe ogrzewanie mleka w t° 60—63° C
*) W przewodzie pokarmowym osesków i niemowląt znajdujemy znacznie
mniej postaci odpornych na działanie kwasów i zasad; wobec tego kal ich bar¬
dziej się nadaje do badania bakterjologicznego na gruźlicę.
Przypadki Petroffa, Uhlenhutha, Langego i Hohna otrzymywania hodowli
laseczek gruźliczych z kału dorosłych są dotąd unikatami. Hohn 5 razy otrzymał
hodowlę laseczek gruźliczych od osób, dotkniętych ciężką gruźlicą jelit. Hohn
wyraża przypuszczenie, że w związku z gruźliczą sprawą jelit zachodzi zmiana
całej flory bakteryjnej przewodu pokarmowego, przyczem wybitnie zmniejsza się
ilość drobnoustrojów, odpornych na działanie kwasu.
		

/Czasopisma_174_06_244_0001.djvu

			306
Dr. Helena Kulikowska
zabija laseczki Kocha. Niektórzy badacze (Rossi)1) utrzymują, że
laseczki przytem tracą swą zjadliwość dla świnki, zachowując jednak
zdolność rozmnażania się na podłożach. Do wręcz przeciwnych
rezultatów przyszedł Lange2). Lange poddawał laseczki gruźlicze
w roztworze NaCl lub w mleku po zatopieniu w rurkach Uhlenhutha
działaniu t° 55—63° C w ciągu V2 godziny, poczem jednakowe ilości
siał na podłoże Petroffa, Hohna i surowicę glicerynowaną, oraz
zastrzykiwał podskórnie morskim świnkom. Stwierdził on przytem,
że w miarę zwiększenia t° zdolność wzrostu na podłożach znikła
wcześniej, niż zjadliwość dla zwierząt, i że dopiero ogrzewanie
w ciągu 72 godziny w t° powyżej 60° C z całą pewnością w warun¬
kach jego doświadczeń zabijało laseczki.
Wobec rozbieżności poglądów postanowiłam zbadać tę sprawę
nieco dokładniej i w tym celu wykonałam próby z 9 plwocinami,
w których pod mikroskopem znalazłam laseczki gruźlicze, przytem
prócz ogrzewania stosowałam jednocześnie sposób niszczenia po¬
stronnych bakteryj kwasem siarkowym z następnem zobojętnieniem
ługiem. Każdą z tych plwocim podzieliłem na 3 części, a morskie
świński — na 3 grupy po 9 sztuk w grupie.
Świnki 1 grupy otrzymały po 1 cm8 plwociny zmieszanej z równą
ilością 0,85 %-go roztworu NaCl.
Świnki 11 grupy otrzymały po 1 cm3 plwociny rozrobionej
w równej części 0,85 ^-go roztworu NaCl i ogrzewanej w łaźni wod¬
nej w ciągu 20 minut w t° 60° C.
Świnki III grupy otrzymały po 1 cm3 plwociny rozrobionej
równą ilością 10%-go kwasu siarkowego i następnie zobojętnionej
ługiem; ług z początku 10%-wy, następnie 1%-wy dodawałem kroplami
z biurety, wciąż mieszając uszkiem platynowem i sprawdzając odczyn
papierkiem lakmusowym aż do zupełnego zobojętnienia; zobojętniać
należy bardzo dokładnie, gdyż w przeciwnym razie powstają rozlegle
nekrozy skóry w miejscach zastrzykiwań; dla zobojętnienia dodawało
się roztworu ługu prawie tyle, ile stanowiła mieszanina plwociny
z kwasem — wstrzykiwałam więc odnośnym świnkom już nie po
1	cm3, jak świnkom dwóch poprzednich grup, lecz po 2 cm3.
We wszystkich przypadkach igłę wprowadzałam pod skórę na
wewnętrznej powierzchni uda i przesuwałam aż do pachwiny; skóra
w tem miejscu jest mniej napięta, niż na udzie, wskutek czego
a) Rossi. Lait 1928, 8, 665. Streszcz. w Centr. f. Bakt. I, Ref. Bd. 93, 1929.
2)	Lange. Zur Frage der Hitzebeeinflussung von Tuberkelbakterien. Centr.
f. Bakt. I. Orig. Bd. 114. 1929.
		

/Czasopisma_174_06_245_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
307
wprowadzenie tak dużych ilości (do 2 cm3) materjału jest łatwiejsze;
poza tem chodziło mi o zdeponowanie materjału możliwie blisko
gruczołów limfatycznych.
Z 9 świnek I grupy szczepionych plwociną świeżą padły 3 na
4-ty i 5-ty dzień wskutek ogólnego zakażenia postronnemi bakterja-
mi; czwarta przebyła rozległą ropowicę ściany brzusznej, która
doprowadziła do martwicy skóry na sporej przestrzeni; u pozosta¬
łych 5 świnek tej grupy powstały mniejsze lub większe ropnie, które
się utrzymywały przez czas dłuższy.
Świnki grupy II szczepione plwociną ogrzaną nie dały żadnej
reakcji.
Świnki grupy III, które otrzymały plwocinę zadaną kwasem
siarkowym i zobojętnioną ługiem, wykazały dość znaczne obrzęki
w miejscach wstrzykiwania; nigdy jednak nie zauważyłam powstania
ropni; w paru przypadkach powstała nawet mała nekroza skóry,
która jednak zadziwiająco szybko się zagoiła i po 8—10 dniach
pozostawały tylko twarde nacieki; przytem można już było wyczu¬
wać gruczoły pachwinowe.
Z III grupy jedna świnka padła po 24 dniach. Sekcja wykazała
twardy naciek w miejscu wstrzyknięcia, gruczoł pachwinowy wielko¬
ści grochu, daleko posuniętą gruźlicą śledziony i wątroby. Pod mi¬
kroskopem stwierdziłam obecność laseczek gruźliczych w tych na¬
rządach.
Po 5 tygodniach zostały zabite wszystkie świnki, które utrzy¬
mały się przy życiu. Sześć świnek grupy 1 i 8 świnek grupy III
miały jednakowo daleko posuniętą gruźlicę narządów wewnętrznych
i gruczołów. Inaczej rzecz się miała w II grupie świnek szczepio¬
nych plwociną ogrzaną. Jedna z tych świnek nie zachorowała wcale.
Obraz sekcyjny był ujemny i mikroskopowe badanie narządów la¬
seczek nie wykazało. U pozostałych ośmiu świnek, które naogół
miały mniej posunięte zmiany, niż świnki 2 innych grup, wykryłam
pod mikroskopem laseczki gruźlicze; u jednej z nich, jakkolwiek
miała ona zmiany gruźlicze narządów jamy brzusznej i gruczołów
lędźwiowych, nie znalazłam najmniejszego powiększenia gruczołów
pachwinowych ani nacieku w miejscu wstrzyknięcia. Analogiczne
spostrzeżenia zrobił Lange (I. c.), szczepiąc świnki ogrzaną zawie¬
siną laseczek gruźliczych pod skórę podbrzusza. Zakażeniu uległy
w jego doświadczeniu 51 świnka; z tej liczby 19 świnek nie miały
powiększonych gruczołów pachwinowych (wśród nich 15 wykazywały
naogół nieduże zmiany gruźlicze narządów wewnętrznych). Narazie
		

/Czasopisma_174_06_246_0001.djvu

			308
Dr. Helena Kulikowska
trudno dać jakieś tłumaczenie takiemu pomijaniu gruczołów najbliż¬
szych. Prawdopodobnie, stoi to w jakimś związku z obniżeniem
zjadliwości laseczek gruźliczych.
Wyniki powyższych mych doświadczeń wskazują na to, że
szczepienie materjałem ogrzewanym daje bardzo niepewne wyniki;
natomiast szczepienie materjałem potraktowanym kwasem siarko¬
wym i następnie dokładnie zobojętnionym ma pierwszeństwo przed
szczepieniem materjałem świeżym, gdyż nie daje ropienia i nieswo¬
istego zapalenia gruczołów chłonnych, które maskuje przebieg zaka¬
żenia swoistego, a tembardziej nie powoduje przedwczesnej śmierci
świnki; zjadliwość zaś laseczek po tak krótkiem działaniu kwasu,
jak ja go stosowałam, nie wydaje się zmniejszona. *)
Lutz (1. c.) stosował sposób zbliżony do przyjętego przeze
mnie, lecz posługiwał się inną techniką. Autor ten poddawał ma¬
terjał rzadki działaniu kwasu siarkowego według wskazówek Hohna,
materjały zaś gęstsze — działaniu antyforminy. Otrzymany płyn wi¬
rował i resztki kwasu wzgl. zasady usuwał przepłókiwaniem osadu
fizjologicznym roztworem NaCl, poczem wstrzykiwał go śwince mor¬
skiej w okolicy pachwiny, starając się wprowadzić materjał do gru¬
czołu lub do tkanki w jego pobliżu. Wyniki szczepienia bardzo
zadowoliły autora, jakkolwiek, mnie się zdaje, że niektóre braki
dałyby się usunąć. Zdaniem Lutza, kwas siarkowy, a w jeszcze
większym stopniu antyformina, uszkadza tak dalece laseczki gruźli¬
cze, że niekiedy materjał bakterjoskopowo dodatni może dać na
morskiej śwince wynik ujemny. Autor wykonał następujące doświad¬
czenie: pięć plwocin z dużą ilością laseczek gruźliczych były jego
sposobem przygotowane do szczepienia równolegle antyforminą
i kwasem siarkowym, poczem przemyty osad zastrzyknięto świnkom
morskim. Wynik był następujący: z pięciu świnek „antyformino-
wych“ wynik ujemny dały cztery, z „kwasowych" — jedna. Niepo¬
wodzenia te również jak i ujemne wyniki szczepień na zwierzętach
materjału pochodzącego od chorych z kliniczną djagnozą gruźlicy
(gruźlica nerek i pęcherza, jądra, pęcherzyków nasiennych, phtysis
emphysematosa i t. d.). Lutz tłumaczy działaniem uszkadzającem
*) Seelemann i Klingmiiller (1. c.), szczepiąc świnkom morskim osad
mleka, zawierającego laseczki gruźlicze, potraktowany kwasem siarkowym a na¬
stępnie przemyty fizjologicznym roztworem soli — otrzymali znaczne opóźnienie
rozwoju sprawy gruźliczej w porównaniu ze świnką kontrolującą. Autorzy widzą
w tem dowód osłabienia zjadliwości laseczek przez kwas siarkowy. Moje próby
nie wykazały żadnego zmniejszenia zjadliwości; może to się tłumaczy znacznie
krótszem działaniem kwasu w moich doświadczeniach.
		

/Czasopisma_174_06_247_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
309
antyforminy i kwasu siarkowego na laseczki gruźlicze. Niewątpliwie
dłuższe działanie kwasu, a tembardziej antyforminy, nie jest bez
wpływu, ale może jeszcze więcej szanse powodzenia zostają obni¬
żone przez wirowanie.
Przygotowując antygen do reakcji wiązania dopełniacza według
wskazówek Bezredki ze szczepu zhomogenizowanego gruźlicy, wiro¬
wałam przez 30 minut na wirówce elektrycznej, dającej 3000 obro¬
tów na minutę hodowle laseczek w podłożu Bezredki. Badając na¬
stępnie pod mikroskopem płyn nad osadem, znajdowałam tam dużo
laseczek gruźliczych. Taksamo Roguski (1 c.) dwukrotnie wirował
plwocinę zhomogenizowaną 4%-ym ługiem, poczem używał do po¬
siewu osadu i płynu nad osadem. Nie widział on przytem żadnej
różnicy w posiewach. Również Hohn zaznacza bardzo słabą sedy¬
mentację laseczek gruźliczych podczas wirowania płynów mózgowo-
rdzeniowych. Czy właśnie to trudne osadzanie laseczek gruźliczych
przez wirowanie nie tłumaczy do pewnego stopnia niepowodzeń
Lutza? Kwas siarkowy nie rozpuszcza elementów komórkowych,
jak to czyni antyformina i daje strąty białkowe, pociągające ze sobą
na dno probówki laseczki gruźlicze i może w znacznym stopniu,
dlatego metoda kwasowa dawała lepsze wyniki, niż metoda antyfor-
minowa.
Wobec powyższego, zdaje mi się, że przyjęty przeze mnie spo¬
sób inokulacji materjałów zanieczyszczonych nietylko jest łatwiejszy
do stosowania, ale ponadto daje gwarancję, że wszystkie laseczki
gruźlicze, zawarte w danej porcji materjału, zostaną wprowadzone
do organizmu zwierzęcia. Ujemne strony tego sposobu — obrzęk,
wzgl. małe nekrozy skóry — mogą nie być brane pod uwagę, gdyż
objawy te dość szybko ustępują.
#
*	*
Wnioski: l-o. Przyjęta przeze mnie technika homogenizacji
Bossan i Baudy z zastosowaniem podłoża Bezredki do posiewu
daje bardzo dobre wyniki a jednocześnie tak jest prosta, że łatwo
może być stosowana w najskromniejszych Iaboratorjach.
2-o. Moje spostrzeżenia pozwalają mi w zupełności podzielić
pogląd tych autorów, którzy w metodzie posiewów materjału gruźli¬
czego widzą bardzo cenną metodę laboratoryjną, dającą wyniki niemal
tak dobre, jak posiew materjału błoniczego na podłożu Lófflera.
		

/Czasopisma_174_06_248_0001.djvu

			310
Dr. Helena Kulikowska
3-o.	Spostrzeżenia moje nie są dość liczne, ażebym na ich
podstawie mogła twierdzić, że posiew może zastąpić szczepienie;
niewątpliwie powinien on być stosowany obok szczepienia, gdyż
posiew daje wynik najpóźniej po 3 tygodniach, częściej zaś po 8—15
dniach; następnie posiew stanowi rezerwę na wypadek przedwczesnej
śmierci świnki czy to wskutek mieszanej infekcji przy szczepieniu,
czy też wskutek epizootyj, którym tak często ulegają zwierzęta labo¬
ratoryjne; nakoniec posiew wykrywa niekiedy gruźlicę tam, gdzie
nas zawodzi szczepienie.
4-o.	Nie wszystkie materjały nadają się do badania zapomocą
posiewu: stolce, mleko i inne materjały, zawierające dużo takich
zanieczyszczeń, jak pleśnie, laseczniki zarodnikujące i t. d., nie mogą
być siane; w tych wypadkach niezastąpioną jest świnka morska.
5-o.	Jeżeli materjał przeznaczony do badania zawiera dużo
postronnych bakteryj, to lepiej szczepić świnki materjałem nie świe¬
żym, lecz potraktowanym kwasem siarkowym i następnie dokładnie
zobojętnionym.
Praca powyższa była już ukończona, gdy w 117 tomie czaso¬
pisma „Centralblatt fiir Bakteriologie" ukazała się praca Woltersa
i Dehlema „Zur Ziichtung und Diffenzierung der Tuberkelbazillen".
Autorzy również podkreślają dobre wyniki, jakie mieli posługu¬
jąc się w swoich badaniach wodą żółtkową Bezredki (którą oni na¬
zywają „Eeirbouillon" wzgl. „Besredkabouillon") i zwracają także
uwagę na szybki wzrost w niej laseczek gruźliczych. Dodatek zieleni
malachitowej, zalecany przez autorów, jakkolwiek wstrzymuje nieco
wzrost laseczek gruźliczych — hamuje skutecznie, według ich słów,
rozwój postronnych drobnoustrojów i dzięki temu pozwala siać do
wody żółtkowej Bezredki nawet takie materjały, które wobec czę¬
stych zanieczyszczeń drobnoustrojami odpornemi na działanie kwasu
dotąd nie mogły być badane posiewem (mleko, śluz z dróg odde¬
chowych bydła i t. d.).
		

/Czasopisma_174_06_249_0001.djvu

			Otrzymywanie hodowli laseczek gruźliczych
311
Dr. H. KULIKOWSKA
Sur 1’isolement du bacille tuberculeux a l’aide du pro-
cede de Bossan et Baudy et du milieu de Besredka.
L’auteur fait part de ses experiences sur 1’isolement du bacille
tuberculeux a partir des crachats bacilliferes au moyen du procede
a 1’acide sulfurique de Bossan et Baudy, et du milieu au jaune
d’oeuf de Besredka. 107 crachats traites de cette maniere, ont tous
fourni une culture du bacille tuberculeux (soit 100 pour 100). Sur
406 tubes ensemences en somme 390 donnerent une culture pure
du bacille; dans 12 tubes on obtint une culture du bacille de Koch
& cóte des impuretes; dans 4 tubes le developpement des germes
associes acidoresistants etouffa celui du bacille de Koch.
Encourage par ses premieres epreuves 1’auteur a passe a l’exa-
men des crachats negatifs a l’examen microscopique. 16fois sur 62
crachats (soit 24 pour 100) on a pu constater le developpement du
bacille tuberculeux la, ou les recherches microscopiques avaient ete
infructueuses.
Enfin les recherches de 1’auteur ont porte sur 28 produits (pus
d’abces froids, epanchements sereux, crachats), egalement negatifs
a l’examen microscopique, ou il a cherche a constater la presence
du bacille de Koch simultanement par la voie des cultures et par
1’inoculation au cobaye. Une fois on vit 1’infection du cobaye tan-
disque la culture etait negative; dans 8 autres cas, au contraire, la
methode de culture se montra superieure a 1’inoculation. L’auteur
cherche a expliquer cette discordance des resultats.
En passant 1’auteur parle de ses epreuves d’inoculation au co¬
baye des crachats, traites d’abord par 1’acide sulfurique dans le but
de tuer les germes associes qui amenent souvent, comme ou le sait,
la mort de 1’ammal, et neutralises ensuite par la soude. Les resul¬
tats de ces epreuves sont encourageants.
		

/Czasopisma_174_06_250_0001.djvu

			Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz.
Prof. D-r J. TALKO-HRYNCEWICZ. — Kraków.
Ostatni z dawnych lekarzy kresowych
D-r Józef Rolle (D-r Antoni J...) w setną
rocznicę Jego urodzin (1830—1930).
(Ciąg dalszy).
(Pafrz Pam. Wil. Tow. Lek. z. 3 str. 207—231).
Po rozpatrzeniu działalności d-ra J. Rollego, jako lekarza, hi¬
storyka i pracownika społecznego, omówimy nieco dłużej wyniki
długoletnich jego studjów lekarskich, połączonych z historycznemi,
a dotyczących historji rodzin szlacheckich. Badania te R. przeprowa¬
dzał w ciągu swej 35-letniej praktyki zarówno na obserwacjach z życia,
jak na materjałach archiwalnych. Rezultatem tych studjów była praca
„O dziedziczności obłąkania", mało znana młodszemu pokoleniu,
a niedoceniona przez współczesnych; wyszła ona w kilku numerach
„Przeglądu lekarskiego" w latach 1888—1889, w Krakowie.
Opuszczam jej część pierwszą, w której autor omawia warunki
powstania podobnej pracy na dalekim partykularzu. Znał on od
dziecka i przez długie lata studjował całe pokolenia rodzin szlachec¬
kich, wymierających skutkiem chorób odziedziczonych po przodkach.
Byli to ludzie, należący jeżeli nie do inteligencji, to w każdym razie
do przeciętnej, półcywilizowanej klasy naszego społeczeństwa; 90%
z nich miało byt zapewniony i nie musiało borykać się w walce
o	kawałek chleba.
Podaję tutaj jedynie wnioski, wysnute przez Rollego, oraz ge-
nealogje niektórych naszych historycznych rodów. Studjum omawiane
obejmuje 100 rodów szlacheckich, a według autora prawie niema
u nas gniazda, w którem nie odnalazłoby się osobnika umysłowo
chorego, czy to na ściśle określoną formę obłąkania, czy też nazy¬
wanego przez otoczenie: narwany, niespełna rozumu, głupkowaty,
dziwak, oryginał, manjak i t. p. Pod temi wyrazami, zaczerpniętemi
z nomenklatury potocznej, ukrywają się najrozmaitsze choroby i zwy¬
rodnienia psychiczne. Tablice genealogiczne, w pracy tej podane, nie
obejmują jednakowej liczby pokoleń dla wszystkich rodów; w jednych
liczba ta wynosi zaledwie 3, w innych dochodzi do 20, przyczem
ilość spostrzeżeń zmniejsza się w miarę zwiększania się ilości poko¬
leń. Całość materjału obejmuje 1564 osób płci obojej (c? 843, p 721).
		

/Czasopisma_174_06_251_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 313
Jedynie 4 rody posiadają dokładniejsze tablice genealogiczne; ogółem
100 rodów wypełnia 65 tablic. Więcej niż połowę chorób obserwo¬
wał autor przez dwa pokolenia, a były to choroby, które bądź to¬
warzyszyły obłąkaniu, bądź dały mu początek, jak padaczka, pląsa-
wica, głuchoniemota, jąkanie się, dziedziczna ślepota, najczęściej
jednak opilstwo (alkoholizm), udar mózgowy, wreszcie manja samo¬
bójcza. Głównej przyczyny chorób umysłowych i towarzyszących im
cierpień nerwowych dopatruje się Rolle w dziedziczności, która szcze¬
gólnie spostrzegać się daje u uprzywilejowanych z końca XVIII w.
Autor przypisuje to opilstwu, które występuje w owych czasach Rze¬
czypospolitej, poczynając od Sasów, kiedy to podniesiono je na
wyżyny kultu; odurzone niem żyły 4 pokolenia. Cała Polska, jak
długa i szeroka,—powiada Rolle—była wtedy pijana od początku do
końca roku, a o ddz i a ł y w a ł o to nawet na zahartowane
i twarde mózgi, nie wycieńczone zbytnio pracą umy¬
słową, nie zużyte w pogoni za rozwiązaniem zagad¬
nień społecznych. Do dziedziczenia przez potomstwo cech
dodatnich, a jeszcze w większej mierze chorobowych, przyczyniały
się jednocześnie małżeństwa, zawierane między krewnemi w celu
nierozdrabniania majątków, co Kościół coraz bardziej tolerował. Na
rozwój zgubnie oddziaływających chorób miała wpływ również roz¬
pusta. Nieszczęścia krajowe mało wpływały na wywoływanie chorób
psychicznych. Występują one na tem tle w rzadkich przypadkach i to
przy nieprawidłowym stanie umysłu, jak u Suchorzewskiego, posła
na Sejm Czteroletni, znanego przeciwnika Konstytucji 3 maja, lub
u poety Trembeckiego, przy starczem zniedołężnieniu umyslowem.
Ogół nie odczuwał nieszczęść kraju: nigdy nie bawiono się tak we¬
soło, jak podówczas, — zepsucie dosięgało szczytów, przegrywano
w karty do obcokrajowców spuściznę po ojcach, a smucono się
tylko z powodu niewypłacalności firm, spadku cen ziemi i produktów.
Wojny napoleońskie i czasy Królestwa Kongresowego (spiski Krzy¬
żanowskiego i Łukasińskiego) spowodowały znaczny wzrost liczby
samobójstw. Zapanowała obojętność w rzeczach religji, lekceważenie
życia i chorobliwa drażliwość na punkcie honoru, mnożyły się poje¬
dynki (podobnie jak i dzisiaj). Nie pozostały też bez wpływu na stan
nerwowy społeczeństwa przymusowe i dobrowolne wygnania i nie¬
właściwe wychowanie. Wszystko to przyczyniło się do rozwoju cho¬
rób nerwowych i zboczeń umysłowych, przekazywanych następnie
drogą dziedziczenia prawie w 75%.
Autor, uznając niedokładność tego rodzaju obliczeń, nie podaje
		

/Czasopisma_174_06_252_0001.djvu

			514
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicż
statystyki postaci chorobowych, a tylko zaznacza, że u mężczyzn
występował paraliż postępowy, u kobiet obłąkanie okresowe; obok
tego dawały się stwierdzać powikłania, jak: suchoty, rak i inne, co
powodowało wymieranie rodów. Często też notuje R. zwłaszcza
w rodzinach dziedzicznie obciążonych cierpienie nerwowe, jak hipo-
chondrja i neurastenia u mężczyzn, a histerja i histero epilepsia u ko¬
biet. U ludzi „z towarzystwa", prowadzących interesy, napozór zu¬
pełnie normalnych, uważanych jednak za oryginałów, przy najmniej¬
szej przykrości, jak np. strata psa, niestrawność i t. p. ujawniają się
gwałtownie nerwice, często przedzierzgające się w zboczenia psy¬
chiczne. Wśród ludzi dziedzicznie obciążonych zdarzają się jednak
jednostki zdolne i umysłowo bardzo rozwinięte, co zdaje się po¬
twierdzać teorje Lombroso o związku między genjuszem a obłąka¬
niem. Wśród 1564 osób obu płci, pochodzących z rodów dziedzicz¬
nie obciążonych, obok szeregu umysłowo chorych było 35 ludzi
głośnych w nauce, literaturze, malarstwie. Wymienić tu można sław¬
nego rzeźbiarza, neuropatę, pochodzącego z takiego rodu utalento¬
wanego poetę, którego ojciec i dziad umarli na rozmiękczenie móz¬
gu, siostra dotknięta była epilepsją, a brat stryjeczny wrodzonem
wodogłowiem; muzyka, o światowej sławie, wybitnego artystę, rów¬
nież obarczonego ciężkiem dziedzictwem, gdyż brat ojca był szaleń¬
cem, matka histeryczką, siostry jej umysłowo nienormalne, a wuj
psychicznie upośledzony. W historji chorób psychicznych w Polsce
rzadziej niż na Zachodzie spotyka się przykłady zapoznanych genju-
szów, proroków, rewolucjonistów, złoczyńców, chorych z aspiracja¬
mi do literatury, sztuki, wynalazków i t. p. Rozwój w XVI i XVII w.
sekciarstwa odbija się na manjach i zboczeniach umysłowych, wy¬
wołując bardzo częste występowanie odpowiednich postaci. Misty¬
cyzm, poczęty w Polsce na gruncie politycznego jej upadku w dru¬
giej połowie XVIII w., nie znalazłszy w masach odpowiednich pro-
zelitów, powędrował na zachód, gdzie widzimy propagatorów tych
idei, jak Towiańskiego Andrzeja, usiłującego swe doktryny szerzyć
we Francji, zwłaszcza wśród zamieszkałych tam emigrantów z Pol¬
ski, Tadeusza Grabiankę, twórcę nowego Izraela w Awinjonie i in¬
nych. Do niedawna powiada Rolle „spotykaliśmy pośród społe¬
czeństwa miejscowego matoidów dyplomatów, polityko-ekonomistów,
wynalazców, jak dziś archeologów, heraldyków i t. d.‘‘. Opowiada,
naprzykład, autor o pewnym właścicielu ziemskim z Podola, synu
alkoholika, który przez ożenek stał się z nauczyciela domowego
bogatym obywatelem, a przypisując sobie wybitne zdolności dyplo¬
		

/Czasopisma_174_06_253_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—193Ó) 315
matyczne postanowił zużytkować je dla uszczęśliwienia ludzkości,
korespondując w tym celu z Cavourem, Ludwikiem Napoleonem
i królem Sardynji. Wkrótce jednak poznano, że jest to manjak po¬
lityczny, to też listy jego pozostawały bez odpowiedzi. Metternich,
do którego także manjak ów pisywał, radził mu zwrócić się do wie¬
deńskich lekarzy, lecz ten, nie zrażając się niepowodzeniem, dalej
uprawiał politykę, a nawet na czas jakiś zdołał w r. 1860 zdobyć
zaufanie tak trzeźwie na świat patrzącego człowieka, jak osiadły w Pa¬
ryżu dr. Seweryn Gałęzowski. Pozostała po tym psychopacie kore¬
spondencja dyplomatyczna jest cennym materjałem naukowym, dla
charakterystyki podobnych zboczeń intellektu. Z dwóch synów tego
manjaka jeden, alkoholik, umiera w młodym wieku; jeden z jego
krewnych, powiernik tajemnic gabinetowych, wierzył we wszystkie
projekty swego kuzyna równie głęboko, jak on sam. Cierpiał on
więc na rodzaj udzielającej się psychozy, zwanej folie a deux.
Inny znowu ziemianin podolski, uważający siebie za niepospolitego
polityka-finansistę i ekonomistę, wciągał sąsiadów w spółki, narażał
się na znaczne straty dla zapobieżenia przemycaniu spirytusu z są¬
siedniego państwa, pisał i rozsyłał projekty finansowe, jak naprz.
w sprawie uwłaszczenia włościan; projekty te były jednak dziwaczne-,
oparte na błędnych zasadach. Później, zapaliwszy się do idei odbu¬
dowy Polski, manjak ten szuka kandydata na tron, drukując bro¬
szury o mistycznym podkładzie. Ulegając okresowej hypochondrji,
ów psychopata miał w poprzednich pokoleniach wielu samobójców,
neurasteników i obłąkanych. Wspomina tu autor jeszcze o Niemcu,
młynarzu z profesji, człowieku wykształconym, urodzonym i wycho¬
wanym w Moskwie, który był również dziedzicznie obciążonym. Zaj¬
mował się on udowodnieniem przy pomocy pewnej kombinacji dat
możliwości przepowiedzenia zamachów na panujących, pragnąc w ten
sposób ustrzec ich przed losem, któremu uległ szereg ich poprzed¬
ników. Rękopis tej rozprawy nosił ów Niemiec długi czas przy so¬
bie, obawiając się, by nie odebrali mu go Żydzi, których uważał za
sprawców wszystkich zamachów. Po latach paru ulega on gwałtow¬
nemu szałowi, który też rychło spowodował jego śmierć.
Rolle, przemieszkawszy tyle lat w tej samej miejscowości, w któ¬
rej się urodził, mógł stwierdzić na całych pokoleniach bardzo znacz¬
ny wpływ dziedziczności na rozwój chorób umysłowych. Dzieci
otrzymują w spadku po rodzicach pewne cechy fizyczne i duchowe,
przyczem podobnie jak usposobienie do chorób dziedziczy się i zdol¬
ności umysłowe, nieraz nawet w tej samej gałęzi wiedzy, w której
		

/Czasopisma_174_06_254_0001.djvu

			316
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
zasłynął protoplasta. Uczony przyrodnik, choć będzie synem histo¬
ryka, tem nie mniej jest spadkobiercą intellektu rodzica, po którym
odziedziczył uzdolnienia do pewnego rodzaju pracy. To samo ob¬
serwować można i w dziedziczeniu zboczeń umysłowych np. dzieci
alkoholika nie muszą koniecznie przynosić na świat skłonności do
pijaństwa, natomiast faktem jest udowodnionym, że potomstwo takie
ulega najrozmaitszym cierpieniom nerwowym. Tablice genealogiczne
autora, wykazujące przechodzenie zboczeń umysłowych i chorób ner¬
wowych z pokolenia na pokolenie, równocześnie umożliwiają śle¬
dzenie zmiany formy chorobowej u rozmaitych pokoleń i osobni¬
ków. Tak naprz. gdy pradziad był alkoholikiem i furjatem, dziad
rozpustnikiem o ograniczonych zdolnościach umysłowych, ojciec, do¬
tknięty manją polityczną, kończy życie samobójstwem, a synowie
jego wykazują zboczenia umysłowe i choroby nerwowe. *)
Kreśląc swe spostrzeżenia o dziedziczności chorób psychicznych
przed wielu laty, nie mógł autor, w oznaczaniu częstości ich wystę¬
powania u potomstwa, uwzględnić praw Mendla, będących dziś pod¬
stawą nauki o dziedziczności. Wykrycie praw dziedziczności u ludzi
nie jest też łatwe, gdyż niemożna tu oprzeć badań na takich danych
genetycznych, jakich dostarcza hodowla roślin, a nawet zwierząt.
Może w przyszłości uda się antropologji przeprowadzić badania ro¬
dzin i rodów na całym szeregu pokoleń, co prawdopodobnie przy¬
czyniłoby się znacznie do wyjaśnienia zagadnień dziedziczności u czło¬
wieka. Praca Rollego jest pierwszą w tym kierunku i dlatego jest
tak bardzo cenna.
*) Do rzędu takich psychopatów zaliczyć należy generała intendentury
rosyjskiej w czasach przedwojennych, W. A. Moszkowa. Od roku 1900 — 1907
ogłosił on w różnych wydawnictwach, po rosyjsku, szereg prac etnograficz¬
nych i lingwistycznych, jak np. „Scytowie i ich współplemieńcy“, „Trakowie",
„Trąba w podaniach ludowych”, „Besarabscy Gagauzy", „Wzory literatury ludo¬
wej turańskiej", „Plemiona tureckie na półwyspie Bałkańskim1*; w r. 1907 wydaje
„Nową teorję o pochodzeniu człowieka", w r. 1910 „Zwyrodnienie Polski*, Me¬
chanizm zwyrodnienia", w r. 1912 „Początek wieku żelaza w Rosji". W pracach
tych na podstawie aforyzmów, ogłoszonych przez Kolbego i Drapera, dowodzi,
że zjawiska w życiu społecznem są w związku ze zjawiskami przyrody, że spra¬
wy ludzkie nie są martwe, lecz żyją i poruszają się, a ruch ten nie jest dowolny,
lecz z góry uplanowany, podlegający tym samym nieubłaganym prawom, które
rządzą światem. Stąd też sprawy ludzkie, pozostając w ścisłym związku z pra¬
wami natury, rządzącemi ludzkością z matematyczną ścisłością, nigdy nie zba¬
czają ze swego toru. Miał on to stwierdzić na historji starożytnego Rzymu
i średniowiecznej Germanji, znajdując jeden po drugim następujące cykle, które
dzieli na okresy wznoszenia się, pełnego rozkwitu, marnienia i całkowitego upad¬
ku. Dla okresów tych przyjmuje nazwy: złoty, srebrny, miedziany i żelazny.
Według niego w Rosji od roku 1912 rozpoczął się wiek żelaza, t. j. upadku.
(Przypisek autora).
		

/Czasopisma_174_06_255_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 317
Jak wiadomo z dziejów—powiada Rolle—w Polsce nauka była
przywilejem pewnych klas, stojących najwyżej pod względem dosto¬
jeństw i bytu materjalnego. Możnowładcy byli zarazem dynastami
cywilizacyjnymi. Z ich szeregów wychodzą wybitni mężowie stanu,
bojownicy, uczeni, teolodzy. Obok zasłużonych rodów stoi drobniej¬
sze duchowieństwo. Zajmuje się ono naukami, kształci dzieci pańskie,
sekretarzuje przy królach i ministrach, pełni funkcje poselskie do
różnych dworów i t. d. Kler nie zostawiał jednak potomstwa, któreby
było dziedzicem jego rozumu i talentów, a przeciwnie wchłaniał
w siebie jednostki o wybitniejszych zdolnościach, pracujące na ko¬
rzyść i użytek kraju. Ponieważ stan szlachecki, zajmując się bardziej
wojaczką niż nauką, niezbyt pozwalał na kształcenie się i zagłębianie
w problemach naukowych, być bardzo może, że jednostki, nie mające
upodobania do szabli, a zamiłowane raczej w dociekaniach, szukały
po klasztorach niezamąconego spokoju i zabezpieczenia skromnego
bytu. Dr. Rolle w zestawieniach ze swych drzew genealogicznych
podaje obserwacje nad dziedziczeniem zdolności i dodatnich cech,
jak również przykłady przekazywania potomkom cech ujemnych
i chorób nerwowych w szeregu znanych rodów, a więc, np. gniazdo
Leszczyńskich w ciągu 600 lat wydało 12 biskupów, z domu Szem-
beków wyszło 5 książąt Kościoła, 8 kapłanów i 6 zakonnic, a dom
Tarłów, jeden z najnabożniejszych w całej Rzeczypospolitej, wydał
5 biskupów, 9 kapłanów i aż 13 zakonnic. Załuscy znowu liczyli 6
dygnitarzy duchownych, głośnych z nauki jako historycy, dyplomaci,
bibljografowie. U Lipskich zarówno miecz, jak i krzyż znajdują gor¬
liwych reprezentantów. Rolle naliczył w ich rodzie w przeciągu 400
lat 4 biskupów, 16 kapłanów, 7 zakonnic, oraz przeszło 40 pole¬
głych w bojach. Wspaniały to dorobek, złożony na ołtarzu obrony
Ojczyzny!
Lubieńscy znowu (85 osób płci obojej, w tem 55 c? i 30 iP)
w ciągu lat 300 (1550 — 1850) odznaczali się niezwykłą płodnością:
jeden z nich, Maciej, starosta Wągczewski, miał 20 dzieci. Natura
wynagradzała — jak mówi autor — ubytek, spowodowany przymuso¬
wym celibatem, z gniazda bowiem tego wyszło 5 biskupów, 7 kapła¬
nów i 2 zakonnice, a więc 18£ duchownych. W innych rodach prze¬
ważają zdolności dyplomatyczne i wojskowe. Radziwiłłowie w ciągu
lat 440 (1400—1840) na 144 osób (c? 79, iP 55) liczyli tylko 4 bis¬
kupów i 3 zakonnice, lecz za to 10 hetmanów i kanclerzy. Może tu
nie tyle osobiste zasługi ważyły na szali, ile stosunki i wyjątkowe
stanowisko tej rodziny na Litwie. Zamojscy również na 1 biskupa,
		

/Czasopisma_174_06_256_0001.djvu

			318
Prof. Dr. j. Talko-Hryncewicz
5 kapłanów i 1 zakonnicę mieli 2-ch hetmanów i 3ch znakomitych
kanclerzy.
Bujnie rozrodzeni Potoccy w ciągu trzech wieków liczyli 385
osób (cf 206, iPil79); z pośród nich było 2 książąt Kościoła, 2-ch
zakonników i 11 pobożnych mniszek, prócz tego 2 hetmanów i cały
legjon wojowników, odpędzających dzicz tatarską od granic Rzeczy¬
pospolitej. Autor, rozpatrując pilnie dzieje Pilawitów w ciągu lat
300, nie znalazł utarczki, w którejby ktoś z ich rodu nie brał udziału.
Genealogowie i heraldycy, dzieląc ten ród na 2 główne szczepy, wy¬
odrębnili w podziale cechy każdego z nich. W gałęzi t. zw. pryma¬
sowskiej skupiły się aspiracje religijne, kiedy w hetmańskiej przewagę
wzięły upodobania rycerskie. Wśród Potockich najmniej spotyka się
zboczeń umysłowych: nasz badacz odnalazł zaledwie dwu obłąkanych.
Było natomiast kilku alkoholików, między którymi prym trzymał
Mikołaj, hetman W. K., znany z klęski pod Korsuniem (t 1651 r.).
kilku oryginałów i takich, których dziś nazwanoby psychopatami; do
tych ostatnich należałby bezsprzecznie Bazyli, starosta Kaniowski.
Anegdotami o jego przygodach wypełnione są raptularze humory¬
styczne, a był to przytem tchórz (wada to u naszych przodków nie¬
zwykła), okrutnik, egoista, zasklepiony w ciasnych ramach fanatycz¬
nej pobożności.
Rodzina Lubomirskich posiadała jeszcze wybitniejsze cechy.
W ciągu 400 lat wydała 136 latorośli (ę? 84, £> 52), wśród których
stan duchowny słabo był reprezentowany, gdyż poświęciło mu się
zaledwie 3 osoby, natomiast górują u nich zdolności wojskowe: 3-ch
hetmanów, 1 regimentarz, 1 feldmarszałek austrjacki. Wchodzili oni
częściej niż inne rody w związki małżeńskie z obcokrajowcami: 10
mężczyzn wzięło za żony cudzoziemki, 9 razy kobiety z ich rodu
stawały na ślubnym kobiercu z cudzoziemcami. Zboczenia umysłowe
wśród nich należą do wyjątkowych wypadków: wspomnieć tu można
o	Jerzym, który rozbijał dla przyjemności po drogach i podlegał
napadom drgawek, a po każdym z nich tracił przytomność. Inny
z przedstawicieli tego rodu, współzawodnik Poniatowskiego do tronu,
uznany był przez współczesnych za demensa, a Stanisław, wojewoda
kijowski, w końcu życia miał ustanowioną nad sobą opiekę; umarł
coprawda mając 90 lat (1793).
Rodzina Łaskich od drugiej połowy XV do pierwszej ćwierci
XVII w. miała w swym rodzie przedstawicieli dyplomacji i języko¬
znawstwa. Z pomiędzy nich w pierwszem pokoleniu wybija się Jan,
arcybiskup Gnieźnieński, kanclerz, znakomity mówca, poseł kilka¬
		

/Czasopisma_174_06_257_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 319
krotny do państw ościennych, autor statutu i wielu prac dotyczących
urządzenia Kościoła polskiego, a także rzeczy etnograficznych.
W drugiem pokoleniu występują synowcowie arcybiskupa, Jan, ka¬
nonik krakowski, biskup Wesprymski, gorący przeciwnik luteranizmu
i autor dzieł religijnych, Hieronim Jarosław, zręczny dyplomata, Sta¬
nisław, podróżnik-orjentalista, poseł. W pokoleniu następnem: Ol¬
bracht, rycerz-awanturnik, poseł do Francji i innych państw, był
znawcą języków wschodnich, inny znowu, ks. Marcin Jezuita, pisał
djalogi dla scen amatorskich, popularnych w kolegjach jezuickich.
W rodzinie Morsztynów bardzo rozrodzonej, bo z jednej pary—
jak mówi Rolle — w 7 pokoleniach liczyła 174 osób (cf 106, ip68),
przechodzą dziedzicznie zdolności poetyckie, powtarzające się w 3
z rzędu pokoleniach ubocznych. Hieronim pisze na sposób francuski
rzeczy ulotne, przekraczające nieraz granice przyzwoitości; jego sy¬
nowiec Jędrzej, podskarbi koronny, oraz synowiec Jędrzeja, Stani¬
sław bawią się również rymowaniem, odznaczając się dowcipem po¬
dobnie jak inni Morsztyni, wykształceniem i dążeniem do reform.
Izabella z Morsztynów, jako żona podkanclerzego W. Ks. Litewskie¬
go wnosi te zdolności w dom Czartoryskich. Córka jej, Konstancja
Poniatowska, matka Stanisława Augusta, trzymała energiczną ręką
nici dyplomacji i polityki rodziny, a syn, ks. August, wojewoda ruski
zajmował wybitne stanowisko w pracach nad reformą. W następnem
pokoleniu ks. Adam, Generał Ziem Podolskich, syn wojewody, nie po¬
szedł drogą swych najbliższych; mimo światłego umysłu i gruntow¬
nej wiedzy nie kwalifikował się na męża stanu. Siostra jego natoj
miast, Elżbieta Lubomirska, marszałkowa nadw. koron., wzięła po
ojcu i stryju upodobanie do polityki. Jedna z córek Generała Ziem
Polskich, ks. Wirtemberska, autorka Malwiny, dziedziczy zdolności
ojca, a jeden z synów ks. Adama, Jerzy, zdolności dziada tak ze
strony ojca, jak i matki (Fleminga). Jego noty z epoki, gdy był
towarzyszem ministra spraw zagranicznych w Rosji, do dziś dnia są
klasycznym wzorem stylu i języka dyplomatycznego. Czartoryscy
odznaczali się jeszcze długowiecznością. W trzech pokoleniach, skła¬
dających się z 13 osób po mieczu i po kądzieli, Rolle znalazł trzech,
którzy przeżyli 65 lat, dwóch od 70—80, siedmiu od 80 —90-letnich,
a jeden nawet tę ostatnią liczbę przekroczył.
Znakomity nasz badacz, przytaczając spis zasłużonych rodów,
powiada na podstawie zebranych danych, że zdolności umysłowe tem
dłużej zachowują się w rodzie, przechodząc z pokolenia w pokolenie,
im wyższy jest rozwój umysłowy osobnika, od którego poczyna się
		

/Czasopisma_174_06_258_0001.djvu

			320
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
dziedziczenie, t. j. im więcej zasobów wiedzy i zdolności posiada
protoplasta, tem dłużej jego potomkowie z nich korzystają i tem
trudniej się one wyczerpują, naturalnie przy sprzyjających okolicz¬
nościach. Przykładem tego jest ród Kochanowskich: Piotr, sędzia
Sandomierski z żoną, Anną z Białoczewskich, wydały całą plejadę
poetów i uczonych, przekazując potomstwu swe wyższe zdolności
i rozum. W pierwszem pokoleniu wybija się Jan z Czarnolasu, król
polskich poetów (f 1584) i bracia jego, Mikołaj, autor Rorat i tłu¬
macz Plutarcha, oraz Andrzej, tłumacz Liwjusza i Eneidy. Z pokole¬
nia drugiego Piotr, syn Mikołaja, tłumaczy Tassa „Jerozolimę Wy-
zwoloną“ i Ariosta „Rolanda Szalonego", Krzysztof, syn Andrzeja,
pisze wiersze. Pięciu członków jednej rodziny w dwóch pokoleniach
okrywa swój ród nieśmiertelną sławą.
Rodzina Lubienieckich, socynianów, dała się poznać na innem
polu pracy. Obok prowadzenia walk religijnych i wydawania pism
treści filozoficzno-teologicznej, zajmuje się filozofją, historją, filo¬
logią, astronomją i sztuką. W pierwszem pokoleniu występują trzej
bracia: Andrzej (+1622), Stanisław (+ 1633) i Krzysztof (+ 1624), wy¬
łącznie poświęcając się teologji. Ostatni z nich bierze za żonę Otwi-
nowską, z rodziny, stojącej wysoko pod względem umysłowym, a syn
z tego małżeństwa, Krzysztof (+1648) oddaje się sprawom religij¬
nym. W trzeciem pokoleniu: Stanisław (+1675) uprawia; astronomję,
historję i teologję; w czwartem: Bohdan i Krzysztof (+1729) zasły¬
nęli, jako malarze.
Autor przytacza również przykłady wzmożonego dziedziczenia
inteligencji w rodzinach, w których tak miecz, jak i kądziel odzna¬
cza się wybitnemi zdolnościami. Do rodów takich należą Czaccy
i rodziny z nimi spokrewnione. Pierwsze pokolenie reprezentuje
Szczęsny, podczaszy koronny, cieszący się wielką popularnością
i jego żona, Katarzyna z Małachowskich, córka Jana, kanclerza
wielkiego koronnego i siostra Stanisława, marszałka Sejmu 4-Ietnie-
go. Wielki zasób wiadomości, poczucie obowiązków obywatelskich
wnosi ona w dom, którego nazwisko przybrała, a szczęśliwym wy¬
nikiem tego połączenia jest syn, Michał, podczaszy koronny (+ 1828),
autor pism treści moralnej i pamiętnika, obejmującego czasy Sejmu
Czteroletniego. Drugi syn, Tadeusz (+1813), wielki reformator szkol¬
nictwa, znany jest również jako historyk, numizmatyk, bibljograf
i t. d. W trzeciem pokoleniu Feliks (+ 1862), syn Michała, jest au¬
torem studjów historycznych. Pokolenie piąte reprezentuje ks. Wło¬
dzimierz (+1888) kardynał, luminarz Kościoła, niepospolity pisarz
		

/Czasopisma_174_06_259_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 321
dyplomatyczny. Po kądzieli cechy te przechodzą na córkę Szczę¬
snego, podczaszego koronnego i kanclerzanki, Antoninę, która zo¬
staje żoną Krasińskiego, starosty Opinogórskiego: Syn jej (trzecie
pokolenie) hr. Wincenty jest znanym literatem i wojownikiem, wnuk
(pokolenie czwarte) Zygmunt, jednym z największych poetów pol¬
skich. Również i prawnuczka (pokolenie piąte), Marja hr. Raczyńska,
zmarła w zaraniu życia, zdradzała po wieszczu niepospolite zdol¬
ności literackie. Tutaj występuje również fatalna dziedziczność skłon¬
ności do gruźlicy po staroście Opinogórskim, a po generałowej
Wincentowej Krasińskiej, z domu Radziwiłłównej, usposobienie do
chorób nerwowych, które obarczają patologicznie następne po¬
kolenie.
Wyżej wspomniałem, że autor wskazuje na dziedziczenie inteli¬
gencji i wykształcenia, które było przywilejem duchowieństwa i war¬
stwy społecznej przewodniczącej narodowi. Pomijam tu omówienie
częstości przechodzenia cech rodziców na dzieci i na boczne linje,
gdyż statystyka odnośna nie jest przekonywująca, szczególnie przy
niezbyt obfitym materjale. Na ogólną liczbę niespełna 27,150 osób,
dziedziczenie inteligencji występowało w około 25%, lecz i ta liczba
nie jest dokładną, gdyż nie u wszystkich, a zwłaszcza u młodszej
generacji można to prześledzić i obliczyć.
Co do przekazywania potomstwom zboczeń umysłowych, na¬
zwanego przez autora dziedzicznością psychjatryczną, to ulega ono
tymże prawom, co i wyżej przytoczone dziedziczenie inteligencji, z tą
tylko różnicą, że wniesiony do danego gniazda kapitał patologiczny
jest bardziej stały. Autor przyjmuje według Krafft-Ebinga, że przeka¬
zywanie choroby nie odbywa się według pewnej normy, lecz wyka¬
zuje wielką różnorodność objawów chorobowych. Tylko przy rów-
noczesnem dziedziczeniu po ojcu i po matce powtarza się częściej
ta sama postać chorobowa, z takimże przebiegiem i ubocznemi
zjawiskami, jak popęd do samobójstwa, skłonność do alkoholizmu
i t. p.
Autor słusznie podniósł już przed przeszło 40 laty to, co stało
się obecnie podstawą wiedzy lekarskiej, że większość chorób przy¬
pisać należy dziedziczeniu, nie pomijając innych ważnych czynników.
Przekazywanie potomstwu chorób umysłowych według genealogji
patologicznej Rollego wynosi 75%; w 25% nie znalazł na to dowo¬
dów, w przeciwnym razie przypisywałby wszystkie choroby umy¬
słowe obciążeniu dziedzicznemu. Wyróżnia on cztery rodzaje dzie¬
dziczenia:
		

/Czasopisma_174_06_260_0001.djvu

			322
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
1)	dziedziczenie pojedyncze, t. zn. najczęściej spotykane prze¬
chodzenie odmiany pierwotnej z ojca na syna, z matki na córkę.
2)	przekazywanie uboczne chorób umysłowych, t. j. ze stryja
lub ciotek; jest to objaw głębszego, poważniejszego zwyrodnienia.
3)	dziedziczenie zwrotne, atawizm, które badał (studjując) na
podstawie tradycji i podań, bliższe i dalsze pokrewieństwa. Siła ata¬
wizmu słabnie według Rollego w dalszych pokoleniach, zwłaszcza,
gdy ród znajduje się w szczęśliwych, dogodnych warunkach.
Według autora, opierającego się na zapatrywaniach Ribot, ata¬
wizm może występować i po stu pokoleniach; np. hodowcy zwierząt
domowych dla usunięcia powrotu pewnych cech potrzebują conaj-
mniej 8-10 pokoleń. Na podstawie obserwacji przechodzenia dzie¬
dzicznego pewnych form, kształtów i zboczeń umysłowych, autor
przez analogję stara się dowieść prawa zwrotnego dziedziczenia cho¬
rób. Oparł on swe wywody na powtarzających się wśród szlachty
podolskiej typów ormiańskich, choć krew przybyszów zmieszała sie
z nią najczęściej po kądzieli i to przed 150 laty. Wiadomo, że Or¬
mianie na Podolu rosyjskiem najdłużej ostali się w Kamieńcu; z in¬
nych miasteczek, z wyjątkiem Mohylowa, wynieśli się wcześniej.
Krzyżowanie tej wschodniej rasy ze słowiańską zaczęło się około
1730 roku, a w lat 50 urosło do znacznych rozmiarów tak, że na
schyłku XVIII stulecia koloniści ci wsiąkli w ludność miejscową.
Przyczyniło się do tego i to, że na świat przychodziło więcej dziew¬
cząt, niż mężczyzn. Ponieważ panny były posażne, a u poważniej¬
szych kupców rozwinęło się zamiłowanie do gospodarki rolnej, często
więc dochodziło do małżeństw między szlachtą okoliczną a bogatemi
Ormiankami. Pierwsze i drugie pokolenie nosiło jeszcze cechy rasy
wschodniej, potem brała przewagę rasa słowiańska. Mieszańców tych
Rolle tak charakteryzuje: „o pokaźnym wzroście, silnej budowie ciała,
twarzy okrągłej, nosie kartoflowatym, oczach jasnych, błękitnych,
włosach prawie płowych". I naraz—powiada autor—w 7 lub 8 po¬
koleniu pojawia się typ zupełnie odmienny: przysadkowaty, krępy,
ale płaski tułów, osadzony na niezgrabnych nogach, głowa pokryta
kruczym, kędzierzawym włosem, czoło niskie, oczy wypukłe, ciemne,
nos ogromny, na bok pochylony, zarost twarzy gęsty, zajmujący
całe policzki i t. d, jednem słowem klasyczny wizerunek pierwot¬
nego wychodźcy ormiańskiego, jakim go nam odmalowały współ¬
czesne pamiętniki. Po sprawdzeniu łatwo się przekonać, że prababka
była córką przybysza z za Araratu; i to powtarza się dość często.
Podobne podobieństwo typów antropologicznych stwierdził piszący
		

/Czasopisma_174_06_261_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 323
te słowa wśród innych narodowości, np. między Rosjanami i Buria-
tami w Kraju Zabajkalskim, lub Rosjanami wschodnich połaci i Fin-
nami (Wotiakami), mającymi wspólne pochodzenie. Podaję jeszcze
inny przypadek, nie wyjątkowy, ale bardzo uderzający, w którym
nie rasa wpływała, jak dowodzi Rolle, lecz życia koleje. Po zniesieniu
Unji w gub. podolskiej wiele rodów rozpadało się na dwa odłamy.
Jeden zostawał wierny obrządkowi łacińskiemu, drugi greckiemu.
Różnice religijne przyczyniały się więc do wytworzenia jakby dwóch
narodowości o podobnych typach morfologicznych. Nieraz też już
w czwartem pokoleniu spostrzegawczy autor nie mógł nie zwrócić
uwagi, że ma przed sobą dwie odmiany tego samego typu o uderza-
jącem ze sobą podobieństwie: Polaka, syna bogatego ziemianina
i syna wiejskiego parocha. U obu czoła wyniosłe, nosy kształtne,
oczy rozumne,—wczesne, słabe łysienie. Trzy pokolenia zamożnego
szlachcica i wiejskiego parocha nie wykazywały podobieństwa, lecz
kiedy byt duchowieństwa zmienił się na lepsze, występują w potom¬
stwie cechy ukryte (recesywne) przodka. W swoich cennych spo¬
strzeżeniach nasz lekarz prowincjonalny zwraca uwagę, że obok cech
morfologicznych przekazują się dziedzicznie i sprawy patologiczne
w mózgu.
Wkraczając znowu w heraldykę, autor wskazuje, że w rodzie,
noszącym wspólne nazwisko i będącym jednego herbu, podzielonym
od czasów niepamiętnych, tak że tradycja nawet o tem zaginęła, na
kilka konarów, spostrzegał te same choroby dziedziczne. Pierwszy
ród wygasł po mieczu, drugi ostał się, podlegając podobnym choro¬
bom (szaleństwo ostre, przechodzące w dementia paralytica).
Obłąkani żyli po lat kilkadziesiąt, lecz kiedy w jednej rodzinie, za¬
możniejszej, podlegały chorobie umysłowej przeważnie kobiety, w dru¬
giej, uboższej, chorowali mężczyźni.
Oddzielnie autor omawia dziedziczność podwójną, po ojcu i po
matce, która występowała w całym szeregu pokoleń dotkniętych
różnorodnemi chorobami umysłowemi. Doprowadzało to do zupeł¬
nego wygaśnięcia rodu, co następowało tem prędzej, im dziedzicz¬
ność była więcej złożona i im częściej do drzewa genealogicznego
przybywały nowe konary, obarczone chorobą. Wygasanie odbywa
się według pewnej modły: najprzód wymiera połowa męska, scho¬
dząc ze świata nieraz we wczesnem dzieciństwie. Niekiedy choroba
oszczędza jedno pokolenie, by w następnem wybuchnąć ze zwięk¬
szoną siłą; połowa żeńska opiera się dłużej, niekiedy skutecznie.
Wygasaniu rodu towarzyszą rozmaite sprawy patologiczne, t. zw. so¬
		

/Czasopisma_174_06_262_0001.djvu

			324
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
matyczne. Z zestawionych drzew genealogicznych badacz nasz po¬
daje kilka ilustrujących te wywody faktów.
Tak np. do rodu Kalinowskich dziedzictwo przeszło po Stru¬
siach. *) Jerzy Struś, dzielny kasztelan halicki, z żony, Łuszczewskiej
z domu, zostawił dwie córki, bogate dziedziczki kresowe. Helena,
starsza, była zakonnicą, młodsza, Elżbieta, niespełna rozumu, „po¬
bożna pani", według kroniki współczesnej, wyszła za Walentego
Aleksandra Kalinowskiego, starostę kamienieckiego, który na zie¬
miach ukraińskich dorobił się majątku. Z małżeństwa tego urodziło
się 4 córki i 3 synów. Najstarsza, Zofja, żona Rewery Potockiego,
może wskutek szczęśliwego doboru płciowego — Potoccy bowiem
najmniej liczyli obłąkanych w swojem bujnie rozrosłem gdnieździe—
została protoplastką dwóch linji: łańcuckiej i tulczyńskiej; pozosta¬
wiła więc męskich potomków. Druga, Marjanna Helena, primo voto
Mikołajowa Potocka (bezdzietna), secundo voto żona Janusza Pru¬
sinowskiego, podkomorzego bełzkiego, z którym jedną córkę po¬
wiła, tertio voto Stanisławowa Bogucka, kasztelanowa sądecka,
w tem ostatniem małżeństwie była znowu bezdzietną. Trzecią, Do¬
rota, żona Mikołaja Herburta, kasztelana kamienieckiego, miała dwie
córki. Czwarta, Izabella, wyszła za Jana Kazimierza Stadnickiego.
Tutaj występuje dziedziczenie podwójne: sama była obciążona po
matce, Strusiównie, gdy mąż otrzymał usposobienie neuropatyczne
po ojcu, ulegającym omamom i złudzeniom wzrokowym i słucho¬
wym. 2) Małżeństwo to miało 2 córki i 3 synów. Najstarszy, Adam,
łączył rozwiązłość z pobożnością; zmarł kawalerem, mając lat 36.
Najmłodszy zeszedł również bezpotomnie w 26 roku życia; średni,
Marcin, wojewoda czernichowski, hetman polny koronny, podobnie
jak bracia, spadkobierca ogromnej fortuny, ożeniony z Heleną, ks.
Korecką (rodem wygasającym), był jak dziecko niecierpliwy,
w zdaniu zaciekły, całe życie lubieżnik. Kubala tak go
maluje: „rządził się tylko swemi namiętnościami. Oczy małe, świe¬
cące poza bujnemi rzęsami, policzki wypieszczone, twarz porysowa¬
*) Autor obala tu błędy herbarza Niesieckiego o tym, jak i o innych ro¬
dach, wygasłych za jego czasów.
2)	Miał on zatarg z Herburtem, który pewnej nocy 1605 roku oblegał go
w zamku. Tu modląc się gorąco ma wizję: widzi św. Ignacego Lojolę (f1556r.),
założyciela Soc. Jesu i rozmawia z nim długo. Później pojawia się mu we śnie
Matka Boska, płaszczem osłaniająca jego zamek, nad którym unosił się „biret
kwadratowy”. Przy pomocy niebieskiej pokonał też nieprzyjaciela i pojmał Her¬
burta. Było to w czasie, gdy robiono starania o zaliczenie Lojoli w poczet Świę¬
tych. Chorobliwie nastrojona wyobraźnia Stadnickiego szukała opieki w przy¬
szłym Świętym.
		

/Czasopisma_174_06_263_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 325
na wyrazem najsprzeczniejszych uczuć, które, jakby demony, jego
nerwami targały. Wszystko to były ślady tego dzikiego ognia, który
w jego starych piersiach płonął”. W 60 roku życia zakochał się
w pięknej Rozandzie Lupulównej i dla niej naraził Rzeczpospolitą na
olbrzymie straty, jakie poniosła pod Batogiem, oraz opłacił tę mi¬
łość ofiarą życia jedynaka. Ostatnią zimę spędził w Bracławiu, wal¬
cząc więcej o względy Lupulównej z Tymoszką Chmielnickim, niż
z groźnym nieprzyjacielem. Równocześnie siał zgorszenie ucztami
z licznemi dziewkami „z których można było pułk cały wysztyfto-
wać“. Osobnik ten starał się nawet za swą lubieżność odpokutować,
budując kościoły i klasztory. Za swą niestałość w zdaniach, dumę
i lekceważenie — powiada autor — nie był łubiany i mówiono o nim,
że „ani myśleć, ani słuchać nie umie".
Samuel, oboźny koronny, wnuk Strusiówny, zginął pod Bato¬
giem, zostawiając trzech synów. Dwóch umarło w dzieciństwie; naj¬
młodszy, Marcin, Adam, starosta gniewkowski, prawnuk Strusiówny,
doczekał się lat średnich. Zostawił on z Krystyny z Zebrzydowskich
jedną córkę, a więc po mieczu wygasa na nim ród po latach 75.
Jedynaczka, Helena, wyszła za mąż za Stanisława Morsztyna, woje¬
wodę sandomierskiego (+ 1728), z którym miała córkę, zmarłą w sta¬
nie panieńskim. Ród więc po mieczu i po kądzieli wygasł ze śmier¬
cią trzech młodszych córek Strusiówny, a ogromna fortuna Kalinow¬
skich przeszła na Potockich, pochodzących od najstarszej z sióstr,
Zofji, żony hetmana Rewery. W opisanym tu rodzie obłąkanie ze
strony kobiecej daje zboczenia, ujawniające się następnie w potom¬
stwie; drugie pokolenie reprezentuje 3 męskich osobników, z któ¬
rych jeden z konstytucją neuropatyczną zostawia spadkobiercę, bę¬
dącego jednym przedstawicielem pokolenia trzeciego; w czwartem
znajdujemy trzech osobników męskich, na których ród po mieczu
wymiera.
Innym typem wymierania rodu z powodów patologicznych są
ks. Ostrogscy. 1 tu również dłużej utrzymują się kobiety, przyczem
najpierw usycha pień główny, a potem boczne konary, choć są prze¬
szczepione na grunt żyźniejszy, zdrowszy. Wielce pouczające jest
rozpatrzenie dziejów ostatnich pokoleń tego historycznego rodu,
mimo, że autor, z powodu skąpych źródeł, jakie pozostały z prze¬
szłości rodu, nie może wykazać przyczyny zboczeń w nim występu¬
jących. Pojawiające się początkowo w rodzie Ostrogskich formy
t. zw. „nerwic umysłowych", o cechach podniecenia lub przygnębie¬
nia, przeobrażają się następnie w zwyrodnienia, występujące prze¬
		

/Czasopisma_174_06_264_0001.djvu

			326
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
ważnie pod postacią obłąkania religijnego, któremu towarzyszą ma¬
rzenia senne, przywidzenia, złudzenia, omamy, z przytłumieniem,
a nawet zzupełnem zniesieniem czucia (anasthesia). Pobożność, po¬
ciągająca za sobą umartwienia, przy nadużyciach wszelkiego rodzaju,
podkopały organizm, zmniejszając jego odporność na „wstrząśnie-
nia" i wytwarzając stan patologiczny, którego następstwem było wy¬
gaśnięcie rodu. Spory poczet Ostrogskich poświęcił się życiu kla¬
sztornemu. Jeden z protoplastów, Fedor, rzuca uciechy światowe
i	w sukni zakonnej, pod imieniem Feodosja, spoczywa w Ławrze
kijowskiej. Żona jego, Agafja, wstępuje również do zakonu, w któ¬
rym przyjmuje imię Agrypiny; Fedor Aleksander umiera w mona-
sterze św. Bazylego. Wasyl, inny przedstawiciel tego rodu (1430),
miał dwóch synów: Iwana Krasnego ks. Ostrogskiego (1505) i Jurja
(Jerzego) ks. Zaslawskiego (1496). Jeden z następców ostatniego,
Andrzej, uznany był przez rodzinę i stany za „niespełna rozumu".
Bratem jego stryjecznym jest jedynak wspomnianego Iwana Krasne¬
go, Konstanty, wojewoda trocki i hetman wielki litewski (1530);
dzieci tego ostatniego obciążone są ubocznie. Według dawnych kro¬
nik, na podstawie których opisuje go autor, był on „konstytucji
słabej, drobnej statury, wątły“, zdobywa jednak w kraju najwyższe
zaszczyty. Z pierwszej żony, Tatjany ks. Holszańskiej, urodził mu
się syn, Ilja, z drugiej, Aleksandry Słuckiej, Wasyl Konstanty. Druga
żona dotknięta była melancholją o podłożu religijnem, oddawała się
całkowicie życiu klasztornemu według obrządku wschodniego. W dru-
giem pokoleniu występują zboczenia umysłowe. Ilja, najstarszy w ro¬
dzie, żyje krótko; kroniki wspominają o nim niewyraźnie. Był on
starostą bracławskim i Winnickim (od r. 1530), bił się z dziczą or-
dyńską i miał przygody sercowe. Siostra jego była zaręczona z sy¬
nem ks. Jerzego Radziwiłła, lecz ojciec nie życzył sobie tego zwią¬
zku. Niedoszły teść zaskarżył go u króla w r. 1537. Ilja mieszkał
wówczas w Krakowie, prowadził życie wielkoświatowe, żył na dwo¬
rze z królewiczem Zygmuntem Augustem, a Zygmunt Stary prze¬
znaczył go wtedy na męża Beacie Kościeleckiej, urodzonej z Kata¬
rzyny Telniczanki, Ślązaczki, a właściwie swej córce. Ślub ich odbył
się w r. 1539; Ilja, umiera w kilka miesięcy po ślubie, niedocze-
kawszy się rozwiązania żony. Pozostała po nim wdowa powiła cór¬
kę, Elżbietę, znaną w dziejach pod imieniem Halszki. Miała ona
wnieść według naszego historyka w dom starszej linji Ostrogskich
usposobienie do chorób umysłowych. Brat Beaty, Zygmunt August,
hipochondryk, ulegał napadom zadumy, połączonej ze złudzeniami
		

/Czasopisma_174_06_265_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J„.) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 327
zmysłów. Sama Beata była dotknięta obłędem pieniackim; pod ko¬
niec życia zniedołężniałą zupełnie pod względem umysłowym osa¬
dzono w zamku Kesmarskim: córka więc jej przyszła na świat obu¬
stronnie obarczona. Dopełniały miary jeszcze inne okoliczności,
przyczyniające się do tego, że uległa szaleństwu, które przeszło
w psychosis maniacalis depressiva. Umiera obłąkana w Ostrogu,
nie pozostawiając potomstwa.
Wasyl Konstanty, młodszy brat llji, wojewoda kijowski, najbo¬
gatszy pan Rzeczypospolitej, żeni się z Zofją Tarnowską, córką
hetmana, Jana Magnusa, i z nią, obok zachodniego poloru, obarcza
rodzinę gruźlicą; rodzeństwo jej umiera na suchoty: Jan Krzysztof,
kasztelan wojnicki, w 30 roku życia, drugi, Jan, kanonik krakowski,
w jeszcze młodszym wieku. Sama schodzi ze świata na tę samą cho¬
robę. Małżonek jej, dotknięty manją wielkości, utrzymuje wśród
służby wojewodę, płacąc mu pensię poł miljona złotych, po cerkwiach
wznosi bronzowe konfesjonały, w których przesiaduje w czasie na¬
bożeństwa, a nie ma środków na restaurację zamku kijowskiego
i	musi zaciągnąć dla jej przeprowadzenia pożyczkę, nie płaci przez
26 lat do skarbu podatków podymnych, wskutek czego urastają one
do olbrzymiej na owe czasy sumy 2,600,000 zł., za co otrzymuje
w r. 1587 pozew od króla Zygmunta 111. Pod względem religijnym
niestały, to przechyla się na stronę unji, to znowu łoży ogromne
sumy na druk biblji, która uwieczniła jego imię. Uczony, a jedno¬
cześnie utrzymuje na dworze błazna, wprawiającego go w zachwyt
swem obżarstwem. Chociaż wykształcony, walczy ze swym średnim
synem: za to, że przeszedł on na katolicyzm, zrywa z nim i nasyła
mu mnichów, by go nawrócili. Terroryzując syna, wpada w przemi¬
jający szał. Ogólna fama niosła, że książę miewał w nocy „czarną
chorobę". Usposobienia był nierównego, chwiejny w postanowieniach,
a przytem uparty. Duchowy stan jego tak przedstawia nasz historyk:
„niekiedy dziki, jak barbarzyńca, chwilami skąpy, to znowu rozrzutny,
w zapalczywości nieubłagany, to znowu pokorny i łagodny, posiadał
charakter o cechach neuropatycznych“. Dzieci jego wykazują objawy
zwyrodnienia umysłowego, a wnukowie zwątlenie organizmu. Synów
zostawił trzech (trzecie pokolenie): Janusz, kasztelan krakowski, fa¬
natyk, samotnik, mimo czynności w życiu publicznem, rad wymykał
się do klasztoru w Międzyrzeczu, zbudowanego własnym kosztem,
w którym potem zamknięty w celi większą część życia przepędził.
Umarł, mając lat 66, a kronikarz w opisie jego choroby podaje sze¬
reg objawów, świadczących o istnieniu umysłowego zboczenia; umie¬
		

/Czasopisma_174_06_266_0001.djvu

			328
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
rając więcej się troszczył o swe skarby, niż myślał o Bogu i zba¬
wieniu duszy. Jedyny syn Janusza, Jan Włodzimierz, ledwie lat kilka
przeżył ojca; pozostały tylko 3 córki.
Starszy brat Janusza, Konstanty, podczaszy litewski, dziwak,
rozpustnik, był zarazem obłąkanym: napastują go widziadła senne,
w których ukazuje mu się sędziwy starzec, zachęcając go do życia
wstrzemięźliwego i porządnego, lecz to nie pomaga. Z żoną, Ale¬
ksandrą z Tyszkiewiczów: nie ma dzieci; pożycie z nią nie było
dobre, bo wciąż ucieka od niej do Berezowa na Polesiu. Pojawiający
się starzec pozostawia mu wreszcie tylko trzy lata życia. Ten sam
duch przychodzi do niego jeszcze raz przed śmiercią, dla zadoku¬
mentowania, że dotrzymał słowa. Konstanty umiera w 33 roku życia;
przed zgonem ludność widziała nad pałacem osobę z rękami wznie-
sionemi w niebo, która znikła z chwilą, gdy książę zakońcył życie.
Zjawę tę przypisuje autor obłędowi, udzielającemu się otoczeniu
(folie a deux), powstałem pod wpływem nieustannych wizyj księ¬
cia. Najmłodszy z synów Konstantego, Aleksander, wojewoda wołyń¬
ski, człowiek dumny i burzliwy, nieprzystępny i surowy dla podda¬
nych, życie zakończył w czasie objazdu swych dóbr wołyńskich,
podobno skutkiem wypicia napoju, zaprawionego trucizną miłosną.
Żona Aleksandra, Anna Kostczanka, nadzwyczaj pobożna, w ciągu
11	-letniego pożycia z mężem, miała 8 dzieci: 5 chłopców i 3 dziew¬
czyny. Chłopcy zmarli w wieku dziecięcym lub pacholęcym. Jeden
z nich strzelał do Pisma św., co w epoce głębokiej wiary przypisać
trzeba zboczeniu umysłowemu; inni synowie Aleksandry pomarli
oddając się wyuzdanej rozpuście. Wogóle w całem wymierającem
po mieczu pokoleniu Ostrogskich występuje podniecenie sfery sek¬
sualnej. Ród Ostrogskich wygasa ze śmiercią synów Aleksandra,
w roku 1620.
Z córek wojewody wołyńskiego Anna Aloiza, żona znakomitego
wodza Jana Chodkiewicza, owdowiała po dziewięciu miesiącach po¬
życia małżeńskiego, w 22 roku życia. Oddana praktykom religijnym,
ulegała omamom zmysłowym, przeważnie słuchu: Chrystus z obrazu
miał do niej przemawiać, nawołując ją do pogardzenia światem.
Ciało swoje dręczyła rozmaitemi umartwieniami, modliła się, cho¬
dziła boso, krzyżem leżała, zalewając się łzami, nosiła kajdanki,
a na gołem ciele drucianą koszulkę. W pałacu założyła szkołę wy¬
chowawczą dla adeptów obrządku łacińskiego, zbierając w niej dzieci
żydowskie, tatarskie i tureckie. Portret jej przedstawia typ o ogni¬
stym temperamencie, zamknięty w sobie i fanatyczny. Za życia jej
		

/Czasopisma_174_06_267_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 32!ł
opowiadano o niej różne rzeczy, tak np., że raz, będąc w ogrodzie,
wprowadziła wszystkich w podziw, rozcinając owoce, w których
znajdywała we środku misternie wyrobiony krzyż. Apologiści utrzy¬
mywali, że przepowiedziała sobie dzień zgonu. Rozgłośny ród,
gorliwość jego religijna, hojne ofiary, składane na Kościół, były
to sprzyjające warunki, by uznać Annę Aloizę za świętą. Do tego
jednak nie doszło, gdyż Kościół miał wiarygodne przypuszczenia o
umysłowem zboczeniu księżny.
Po omówieniu przykładów historycznych dziedziczności zboczeń
umysłowych, przy obciążeniu tak ze strony ojca, jak i matki, prze¬
chodzi autor do opisu przypadków, które sam obserwował u kilku
pokoleń. Tak np., jedno z małżeństw, w którem mąż był dziedzicznie
obarczony (brat jego stryjeczny, głośny swego czasu autor, był furja-
tem), a żona uległa w sędziwym wieku zboczeniu umysłowemu, miało
czterech synów, reprezentujących pokolenie drugie. Synowie ci,
umysłowo zdrowi, pokończyli wyższe zakłady naukowe i zajęli
wśród ziemian wybitne stanowiska. Pierwszy z nich nie zostawia
wcale potomstwa; inne mają dzieci, będące przedstawicielami trzeciego
pokolenia. Drugi ma dwóch synów i dwie córki: starszy z synów
umiera na płonicę, której towarzyszą przypadłości mózgowe, drugi
jest bezdzietnym alkoholikiem; z córek starsza kończy życie w stanie
panieńskim, młodsza wychodzi zamąż i ma zupełnie zdrowe dzieci
(pokolenie czwarte—po kądzieli).
Trzeci z synów tego małżeństwa, dotkniętego zboczeniem umy¬
słowem, żeni się z kobietą obarczoną gruźlicą. Z małżeństwa tego
przyszło na świat czworo dzieci; z tych przedstawicieli pokolenia
trzeciego najstarszy jest psychopatą, umiera mając lat 42, pozosta¬
wiając dwie córki (pokolenie czwarte—po mieczu). Drugi, neuraste¬
nik cierpiał w dzieciństwie na chroniczne wodogłowie; umiera w sta¬
nie bezżennym, przeżywszy 36 lat. Trzeci kończy śmiercią samobójczą
w 22 roku życia. Córka, znana powszechnie z dziwactw histeryczka,
zostaje starą panną.
Ostatni z przedstawicieli drugiego pokolenia żeni się z córką
głuchoniemego. Z małżeństwa tego rodzi się dwóch synów i córka.
Synowie, obaj obłąkani, kończą życie we wczesnej młodości. Córka,
o	ograniczonych zdolnościach umysłowych, wyszła za człowieka,
mającego w rodzinie kilku obłąkanych. Z dzieci ich, przedstawicieli
pokolenia czwartego — lecz tylko po kądzieli — najstarszy syn jest
idjotą, inni wykazują wielką nerwowość.
W drugiem spostrzeżeniu choroby umysłowe pochłaniają mę¬
		

/Czasopisma_174_06_268_0001.djvu

			330
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
skich przedstawicieli dwóch głośnych rodów, pozostawiając w poko¬
leniu trzeciem jedynie potomstwo po kądzieli, otrzymujące w spadku
wraz z dostatkiem i usposobienie psychopatyczne. Pierwszy ród
w XV w. występuje na kresach, wiernie służąc Rzeczypospolitej, lecz
już w połowie XVII w. wydaje tylko umysłowo chorych; potęguje
się to od czasu, gdy jeden z protoplastów pojął za żonę kobietę
psychicznie obciążoną. Z tego stadła pochodził syn, idjota, zmarły
w stanie bezżennym i dwie córki, dotknięte „obłąkaniem ogólnem"
(mania generalis). Mimo to obie wyszły zamąż; syn starszej, jednak,
dotknięty zniedołężnieniem umysłowem, umiera kawalerem. Młodsza
miała trzech synów i córkę. Z synów dwaj kończą życie w zakładzie
dla obłąkanych, trzeci w późnym wieku opuścił dobrowolnie kraj
i	mimo posiadania ogromnego majątku, umiera w ostatniej nędzy
na obczyźnie. Siostra owych trzech braci, również umysłowo upo¬
śledzona, wstępuje w związek małżeński, z którego pozostawia dwie
córki; doczekała się także dwóch wnuczek. Pięć więc pokoleń, na
które składa się 20 osób, wydało około 55% obłąkanych, co jest
rządkiem zjawiskiem.
Spostrzeżenie następne stanowi jakby wyjątek; nie daje się ono
podporządkować pod prawa dziedziczności, nazwanej przez Rollego
podwójną, choć w wynikach zbliża się do niej. Obejmuje ono tylko
dwa pokolenia. Rodzice zdrowi i nie pamiętają, by w poprzednich
pokoleniach mieli jakichkolwiek powinowatych obłąkanych. Matka
pochodziła z rodziny suchotniczej: całe jej rodzeństwo wymarło na
gruźlicę. Ojciec, ubogi oficjalista, pod względem religijnym trochę
fanatyk, przypisywał nieszczęścia, zwalające się na dzieci, niedotrzy¬
maniu przez siebie ślubu, złożonego przez rodziców. Poświęcili go
oni do stanu duchownego, a on tego nie spełnił. Był to człowiek
pracowity, sumienny, lecz gwałtowny i w obcowaniu szorstki. Ro¬
dzina składała się z 5-ciu synów i córki. Ta ostatnia zmarła skut¬
kiem przypadkowego zatrucia. Z synów najstarszy ukończył gimna¬
zjum i wstąpił do seminarjum duchownego, z którego po roku
występuje i odbiera sobie życie przez powieszenie. Najmłodszy stu-
djował prawo. Posiadał on zdumiewające zdolności, uzyskał veniam
docendi w jednym z uniwersytetów rosyjskich; w wigilję wyjazdu za¬
granicę dla dalszego kształcenia się również się powiesił. Trzeci,
wykwalifikowany prawnik, był alkoholikiem. Czwarty, profesor ma¬
tematyki, jest bezdzietnym, a piąty, który także uczył matematyki,
kawaler, wpada w obłąkanie i kończy życie w zakładzie dla umysłowo
chorych. Tak więc ród ten wygasł zupełnie podobnie, jak rody dzie-
		

/Czasopisma_174_06_269_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicą Jego urodzin (1830—1930) 331
dzicznie obciążone skłonnością do chorób umysłowych, choć dzie¬
dziczności tej nie udało się autorowi wykryć.
Wygasanie rodu poprzedza zwykle pojawienie się w większej
ilości zboczeń umysłowych, cierpień nerwowych, zmian patologicz¬
nych, przyczem nieraz występuje u osobników, ulegających potem
obłąkaniu, czy też nieprawidłowościom pokrewnej natury, spotęgo¬
wanie zdolności umysłowych. Spostrzeżenia odnośne obejmują ogó¬
łem 76 osób (c? 48, iP 29), należących do 2—5 pokoleń. Obłąkanie
wśród nich znajdujemy 18 razy (c? 13, P 5), stany psychopatycz¬
ne 7 (cf 5, tP 2), najrozmaitsze cierpienia nerwowe 11 (c? 2,
p 9), samobójstwo spotyka się tylko u mężczyzn. Autor obok
choroby uwzględnia w tych spostrzeżeniach wykształcenie i zawód
obserwowanych.
Związki małżeńskie między krewnemi utrwalają zdaniem autora
dziedziczność w rodzie. Były one oddawna praktykowane, choć już
w XVI w. powiada kronikarz, że podobnym związkom „Pan nie
błogosławi, jako przeciwnym ustawom, i dom taki skazany jest na
zagładę"; mniemanie to dotychczas jeszcze panuje.
Historyk nasz w swych tablicach genealogicznych odszukał na
437 małżeństw 49, t. j. 10,2%, zawartych między krewnemi. U Ży¬
dów takie łączenie się jest pospolite i nawet istnieje przysłowie:
„łączą się, jak Żydzi”. Podobne związki obserwował też Rolle
wielokrotnie wśród Żydów, zamieszkałych u dawnej ściany wołos¬
kiej. Wchodziły tu w grę pieniądz i pochodzenie, t. j. ród i fortuna.
Autor sądzi, że jeżeli wśród potomstwa z takich związków niemożna
było zauważyć obłąkania, to tylko dlatego, że osobniki skłonne do
chorób umysłowych wymierały wcześniej na inne choroby. Rozwodzi
się on długo nad tem zagadnieniem, przytaczając przykłady niemocy
płciowej i bezdzietności małżeństw, jednakże te nie są dość przeko¬
nywujące, gdyż już od czasów niepamiętnych, Żydzi zawierają podobne
związki, a mimo praktykowania ich przez tysiące lat, nie wywołały
one wymierania tego narodu, a nawet przeciwnie, należy on do naj¬
płodniejszych na kuli ziemskiej.
Pomimo tak groźnych dla potomstwa skutków dziedziczności
chorób umysłowych, jak również i alkoholizmu, doprowadzających
w końcu do wygaśnięcia rodu, jak to można obserwować na przy¬
kładach, podawanych przez autora, istnieje jednak z tego ciężkiego
i	zdawałoby się beznadziejnego położenia wyjście, przedstawiające
lepsze i szczęśliwsze horoskopy dla przyszłych pokoleń. Wyjściem
tem są małżeństwa, wiodące do poprawy rodów i podtrzymania ich
dalszej egzystencji. Jednem słowem, jeżeli dziedziczenie jest prawem,
		

/Czasopisma_174_06_270_0001.djvu

			332
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
nie ulega wątpliwości, że prawo to może ulegać pewnym zmianom,
prowadzącym w sprzyjających warunkach do pomyślnych rezultatów.
Tak np. wspomina Rolle o pewnym rodzie książęcym, który liczy,
według zasługujących na wiarę dokumentów, 450 lat istnienia. W ro¬
dzie tym często zdarzały się wypadki zboczeń umysłowych; nie mógł
on sobie wywalczyć wybitniejszego stanowiska w szeregu innych ro¬
dów z nim rywalizujących, gdyż obok skłonności do chorób psy¬
chicznych, występował w rodzie tym brak zdolności i częste otępienie
umysłowe. W ostatnich jednak pokoleniach odstąpił on od przyjętego
zwyczaju szukania żon w sferach arystokratycznych swej warstwy,
a zaczął je brać ze stanu średniego. Córki również wstępują w związki
małżeńskie z drobiazgiem szlacheckim, co miało przy umiejętnym
doborze i krzyżowaniu rasy wprowadzić świeże pierwiastki w ten
ród i uratować go od najrozmaitszych chorób nerwowych i zboczeń
umysłowych, grożących wygaśnięciem; odgrywa tu znaczną rolę od¬
powiednie i stosowne wychowanie. Poprawa nie następuje odrazu,
lecz bardzo powoli, przez szereg pokoleń. Przychodzący na świat
podlegają łagodniejszym formom chorób umysłowych, miejsce usta¬
lonych form obłąkania zajmują słabe objawy zwyrodnień psychicz¬
nych, a w końcu pojawiają się już tylko dziwactwa, roztargnienia,
oryginalność w stroju, zapatrywaniach lub postępowaniu; są to jakby
ostatnie objawy dziedziczności chorób umysłowych. Nowe pokolenie
zwykle bywa już wolne i od nich, co autor spostrzegał przy rozpa¬
trywaniu genealogij patologicznych.
Oto są rezultaty, jakie nam pozostawił dr. Rolle po przeszło
30-letnich studjach, przeprowadzonych na podstawie obserwacyj wielu
pokoleń żywych i na materjałach, zaczerpniętych z archiwów rodo¬
wych. Są to cenne dane historyczne i psychjatryczne, mające wielkie
znaczenie nietylko dla lekarza i historyka, lecz i dla genetyka-antro-
pologa, rozszerzające nasze wiadomości o społeczeństwie ludzkiem.
Listy D-ra A. J. Rollego do D-ra J. TalKo-Hryncewicza.
Ust pierwszy.	24^IX. 1889 r.
Kamieniec.
Czcigodny Panie Kolego,
Przed rokiem otrzymałem od Was pracę Waszą (odbitkę z Rocznika Ak.
Krak.) treści etnograficznej, ociągałem się i z podziękowaniem i odpowiedzią,
bom miał nadzieję, ie się wywzajemnię właśnie miałem na myśli odbitkę
z „Przegl. Lekar.“ „O dziedziczności obłąkania' — ale mi cenzura warszawska,
najniespodzianiej wypłatała figla, nie zgodziła się na rozpowszechnienie mojej
książeczki. A taki sobie projekt świetny ułożyłem — myślałem tak: elukubracją
		

/Czasopisma_174_06_271_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 333
moją poszlę Dr. Jlgowskiemu i będę go prosił, by mnie obdarował nową swoją
pracą p. t. Starościna Zwinogródzka (wszak nie mylnie wypisałem ty tuli)—teraz
więc pozostaje mi tylko podziękować za dawną przesyłkę i zanieść suplikę
o nową, albo wskazanie mi księgarni, w której mógłbym się w nią zaopatrzyć.
Wydawnictwa Krakowskie bardzo nieregularnie dostają się do mojego zakątka,
lata niekiedy całe czekać na nie muszę, a Gebethner i Wolff, tacy dawniej
usłużni, dziś po kilku niefortunnych z cenzurą zatargach, ostrożność doprowa¬
dzili do ostatecznych krańców — i nie dziwię się temu — miejscowa administracja
najdotkliwiej ich kara pieniężną kontrybucją, a i ile słyszałem już ją kilka razy
wypłacić musieli.
Raczy Czcigodny Kolega przyjąć wyrazy szczerego pozdrowienia i wysokiego
uznania dla Jego prac na polu tak różnorodnem, a tak zarazem niewdzięcznem;
List drugi.
Czcigodny Kolego,
Sługa powolny
A. J. Rolle.
22/1. 1890 r.
z Kamieńca.
Bardzo dziękuję za monografję o Ostatniej Starościnie Zwinogrodzkiej,
nie zawiodła mego oczekiwania, dowiedziałem się z niej bardzo wiele rzeczy
nieznanych. Kolega za nadto lekceważy tę pracę, godziło by się dalej sił na tem
polu próbować; przysługa to wielka dla miejscowych czytelników, bo co dla Kra¬
kowa — to dla Krakowa, choć o tych pracach, dowiedzą się kiedyś chyba nasi
następcy, nakłady krakowskie bowiem, rozchodzą się bardzo leniwo, medyczne
zaś spostrzeżenia giną niepowrotnie ... 1 ja kiedyś bawiłem się antropologją,
bawiłem się medycyną ludową, drukowałem to w „Tygod. Lekar." warszawskim
przed 30 przeszło laty, nawet otrzymałem grubą nagrodę, rodzaj premium —
50 rubli... i na tem się skończyło, dałem pokój, po rusku pisać nie umiem, po
polsku koledzy miejscowi mnie nie czytają — a prace takie mają doraźne, a nie
źródłowe znaczenie. Projekt pański opisania parafji, miasteczek, kościołów bardzo
jest szczęśliwy — tem bardziej teraz kiedy w prowincjach kresowych zaczynamy
przybysze wymierać, w ten sposób ślad po nas pozostanie jedyny, jak w pracach
Okolskiego zostały ślady daleko na wschodzie wysuniętych placówek zakonnych,
owych białych mnichów, tak pięknie idących na męczeństwo. To też Kamieniec
tak już zlustrowałem że nawet cmentarz miejscowy nie uszedł mojej uwagi,
w 10 foliantach spornych wynotowałem wszystkie nagrobki. Powiat Kamieniecki
od dawna już opisałem, w prawdzie na kartkach, czeka to ułożenia, usystematy¬
zowania. Dla kroniki układam — zabytki malarstwa i rzeźby w świątyniach podol¬
skich. Niech kolega to samo dla świątyń Kijowskich uczyni, po prostu skafalo-
gowuje, nie wdając się w opisy zbyt obszerne, bardzo to ważne — bardzo, dużo
może będzie niedokładności, ale wówczas łatwo je poprawić; budynków dotykać
nie myślę, tylko skarby nagromadzone we wnętrzu, — płótna olejne, rzeźby, po¬
mniki, czyje by nie były, byle przez artystów uskutecznione i t. d. Próbujmy
więc — może się znajdzie i dla Wołynia amator, nawet skarbca dotykać nie będę,
żeby tem nie obudzić łakomstwa i apetytu wygórowanego w żarłokach.
Nareszcie doczekałem się książeczki „O dziedziczności obłąkania", i tę
Czcigodnemu Koledze posyłam pod opaską, będzie to zbyt skromne wywzajem-
nienie się za przysłane mi prace.
Ze czćią najgłębszą uściskam dłoń Waszą Zacny Kolego — jako
powolny sługa
A. Rolle.
		

/Czasopisma_174_06_272_0001.djvu

			334
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
Ust trzeci.	28/XI- 1891 r-
z Kamieńca.
Czcigodny Kolego,
Bardzo mnie rozrzewniła pamięć Wasza o zapomnianym, bardzo ... to
smutne, że umierający i opuszczający placówkę, jak by na pożegnanie, składają
u mnie swoje materjały do dziejów krajowych: tak uczynił Edmund Liwski, prze¬
kazując mi notaty o wojewodzinie nowogrodzkiej Ks. Jabłonowskiej, tak uczynił
Juljan Kędrzycki, serdeczny śpiewak uniwersytecki, moich jeszcze czasów, Leo¬
nard Sowiński, wytrzeźwiawszy na chwilę przed zgonem, przysłał mi notatkę
o kijowskiej alma mater; tak uczyniło wielu opuszczających kresowe prowincje,
a oto z kolei i Wy Drogi Kolego ten mi smutny zaszczyt czynicie. A jeżeli mówię
smutny, to nie mam na uwadze siebie i mojego osomotnienia, ale ubytek sił
wyjątkowych, zużytkowanych na korzyść prowincji, które tak umiłowałem serdecz¬
nie... I doprawdy, rozglądnąwszy się dokoła, nie mam nikogo z współtowarzy-
szów pracy: Rulikowski, przywalony biedą — gdzieś się zawieruszył na dobre,
Iwanowski z Chałaimgrodka (Heleniusz) stary nad miarę, Antonowicz — od tego
chyba surowego materjału człowiek pożądać może, Jabłonowski w Warszawie,
albo gdzieś na wędrówce... Smutno mi więc, że ustępujecie, boście w koło sie¬
bie życia dużo wytwarzali, ruchu, zachęty; spotykałem Was w „Kraju" w „Prze¬
glądzie lekarskim", w Wydawnictwach Akademji Krakowskiej, nawet gdzieś, kie¬
dyś w rosyjskiej pracy o ślepcach z rodziny Szewczenki, obciążonych spadko-
bierstwem. (Jeżeli to macie — przyszlijcie mi łaskawie wszelkiego rodzaju
dziedziczności, są ulubionym przedmiotem moich obserwacji); a potem nagle
ucichło, jesteście w Mińszczyźnie, potem w Petersburgu odczyt, potem oczeki¬
wana za Bajkał wędrówka, dla nauki a trochę dla chleba. Albo Wy niespokojnym
duchem jesteście, choć takie właśnie niespokojne duchy wytwarzają cuda, albo
istotnie nęcą jakieś wyjątkowe warunki. Naturalnie nie moją rzeczą jest badać
tajemnice Waszych zamiarów, moją rzeczą jest serdeczne Wam przesłać życzenia,
wraz z prośbą byście nie zapomnieli o życzliwym Wam koledze, i niekiedy sło¬
wem serdecznem go zaszczycili, a tem samem dali wieść o sobie.
Serdecznie dłoń Szanownego Pana ściska
Oddany i obowiązany sługa
A. J. Rolle.
P. S. Trzy razy wyraz „serdeczny" powtórzyłem w obrębie sześciu wier-
szów, to dowód, że blisko serca mam kwestję powodzenia Waszego.
Spis prac D-ra J. Rollego (1856 — 1892).
Notatki praktyczne. Zapalenie błony mózgowej (Meningitis).
Zapalenie płuc(Pneumonia). Dławiec (Croup). Suchoty (Tuberculosis).
(Tygod. Lekar. 1856. Nr. 19).
Zapalenie płuc bez kaszlu. Zimnice. (tam-że 1856. Nr. 36).
Krwawnice (Dysenteriae). Cholera. Choleryna(tam-że 1856. Nr.37).
Patologia i terapia spazmów z Vallei’a (tam-że 1865. Nr. 38, 39).
		

/Czasopisma_174_06_273_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J..) w setną rocznicę Jego urodzin (1830—1930) 335
Uwagi D-ra Pitta o gruźlicy (tam-że 1856 Nr. 39).
Choroby weneryczne, pierwszo-drugo i trzecio-rzędne (tam-że
1856.	Nr. 45, 46).
Parch (Tinea farosa (tam-że 1857. Nr. 22).
Jod i tegoczesne jego zastosowanie w medycynie (tam-że
1857.	Nr. 23).
Kilka uwag o lekowaniu rzerzączki (tam-że 1857. Nr. 3, 4).
Patologja ogólna chorób niemowlęcych (podług P. Bouchut)
(tam-że 1857. Nr. 14—20).
Notatki praktyczne. Zimnica. Tasiemiec. Wysięk nieprawidłowy
z jamy nosowej (tamże 1857. Nr. 47, 48).
Czerwonka (Dysenteria). Anthrax (wąglik) (tam-że 1857. Nr. 48).
Kilka uwag o przymiocie (tam-że 1858. Nr. 15, 16).
Sadza, jej rozbiór chemiczny i terapeutyczne zastosowanie
(tam-że 1858. Nr. 38, 39).
Porażenie ogólne (paralysis generalis) (1859. Nr. 38—40).
Jod i tegoczesne jego zastosowanie w medycynie (tam-że 1860.
Nr. 8 i 9).
Listy z Paryża (tam-że 1860. Nr. 23, 25, 27, 29—31, 35—37,
40-41, 43, 44. 1861 Nr. 11 — 13, 21, 22).
Powiat Mohylewski (nad Dniestrem) pod względem lekarskim
1862.	Nr. 3—8).
Notatki do historji chorób wenerycznych w Polsce z krótkim
poglądem na stan medycyny u nas za panowania Stanisława Augusta
i	w pierwszej połowie XIX wieku (tam-że 1862 i 37—39; 41—48).
Bezwład pęcherza moczowego (L’inertie de la vessic). (Kremera
rozmait. lekarskie 1862. str. 22—34).
Materjały do historji prostytucji i sądowej medycyny w Polsce
w XVII i XVIII w. (tam-że 1862. str. 116 — 139).
Uwagi nad artykułem „Rzecz o wściekliźnie przez Józefa Glu-
zińskiego (tam-że 1862. str. 44—70).
Nieład ruchowo-postępowy (Ataxie locomotrice progressive)
(Tygod. Lekar. 1863. Nr. 13, 15, 16).
Bezwład postępowy mięśni języka podniebienia i ust (tam-że
1863.	Nr. 37, 38).
Sprawozdanie z dziełka p. t. Praktyczne spostrzeżenia niektó¬
rych lekarzy zebrane przez A. F. Adamowicza (tam-że 1864. Nr. 3).
Wspólnie z A. Rothem opisał: Nieład ruchów postępowych,
powikłanych wolem, (tam-że 1864. Nr. 7).
Materjały do topografji i statystyki lekarskiej Podola. O gruź¬
		

/Czasopisma_174_06_274_0001.djvu

			336
Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz
licy spostrzeganej w Kamieńcu od 1 sierpnia 1863 r. do 1 sierpnia
1864 r. Terapja klimatologiczna w ogóle i podolska klimatologja
w szczególności (tam-że 1863. Nr. 33—35. 1864. Nr. 43—47).
Materjały do topografji i statystyki lekarskiej Podola. O cho¬
robach włościan z okolic Tulczyna gub. Podolskiej. Sprawozdania
z czynności lekarskiej przy szpitalu miejskim w Kamieńcu Podolskim
za r. 1863. Sprawozd. ze szpitala starozakonnych za r. 1863—1864.
Warszawa i 1865. Wspólnie z Al. Kremerem. O mięsie. Warszawa. 1864.
Choroby umysłowe. Notatki z podróży odbytej w r. 1858.
Część 1 i II. 1863. Petersburg.
Kilka uwag o przypadłościach wtórnego przymiotu. (Pam. Tow.
lekar. Warszawa. T. XXXIX. 1858).
Szkic higjeny Podola oparty na jego statystyce (tam-że. T. XLIX
1863.	T. I. 1863).
Sprawozdanie z czynności Tow. Lekarsk. Podolsk. za 1863 r.
Warszawa 1864.
Też za rok 1864 (tam-że T. LIII. 1865).
Wspólnie z Al. Kremerem opracował Kamieniec. Plan i ulice,
ścieki i kanały. (Pam. Tow. Lek. Warsz. T. LI. 1864).
Oświetlenie m. Kamieńca i jego mieszkań prywatnych. T. LII 1864.
O prostytucji miejskiej na Podolu (tam że T. LII 1854).
Choroby weneryczne (1854—1864) (tam-że LIV 1865).
Spostrzeżenia z dziedziny chorób syfilitycznych (Przegl. Lek.
T. Ul 1864.
Zgorzelina płuc ograniczona (gangraena pulmonum circumscripta
(tam-że 1864).
Materjały do topografji i statystyki lekarskiej Podola. O go¬
rączce powrotnej (febris recurrens) panującej nagminnie w Kamieńcu
w końcu 1864 i na początku 1865 (tam-że 1865).
Korespondencja z Podola (Przegl. Lek. 1866).
Doświadczenie lekarskie i obskurantyzm. Szarlatanizm lekarski
(tam-że 1866).
Meningitis cerebrospinalis epidemica podług Hirscha. Berlin
1866 (tam-że 1866).
Korespondencja z Kamieńca Podolskiego. 1. Odpowiedź czter¬
nastu redaktorom Gazety Lekark. Choroby panujące. Nekrologja.
2.	Choroby panujące. Lekarz truciciel. 3. Choroby panujące. Obawy
cholery. Choleryna w Kamieńcu. Towarzystwa Lekarskie w Rosji
w ogóle, o Kaukaskiem zaś w szczególności słów kilka (tam-że 1867).
		

/Czasopisma_174_06_275_0001.djvu

			Dr. Józef Rolle (Dr. Antoni J...) w setną rocznicą Jego urodzin (1830—1930) 337
Zakłady dobroczynne i szpitale w dawnem województwie po-
dolskiem (tam-że 1867).
Korespondencja z Kamieńca Podolskiego (o cholerze). (Klinika
1867).
Toż (tam-że).
Materjały do topografji lekarskiej i higjeny Podola (Prostytucja).
(Przegl. Lek. 1869).
Szpitale, służba zdrowia, choroby panujące nagminnie w daw¬
nem województwie podolskiem od początku XV wieku (Dwutygodn.
Higieny Publicz. 1872).
Szkice psychjatryczne (Przegl. Lekar. 1872).
Listy z Kamieńca Podolskiego (Przegl. Lekar. 1878).
Korespondencja z Kamieńca Podolskiego (O błonicy panującej
nagminnie). List I i 11 (tam-że).
Drukarnie na kresach multańskich. Kraków 1882.
Drukarnia i sztycharnia w Berdyczowie Kraków 1872.
Do redakcji Bibljot. Warszaw. (List w przedmiocie stacji krze¬
miennych. Warszawa 1872.
Zameczki podolskie na kresach. Kraków 1872.
Zameczki podolskie na kresach multańskich. Wydanie drugie
przerobione i powiększone przez autora. T. 1, 11 i 111. Kraków 1880.
T. 1 i 11 zawiera Kamieniec nad Smotryczem. T. III. Żwaniec. Okopy
św. Trójcy, Braha, Poniowce, Uście nad Dniestrem, Czarnokozińce,
Bar, Mohylów, Szarogród.
Tadeusz Leszczyc Grabianka starosta liwski i Teresa ze Stod-
nickich jego małżonka. Lwów 1875.
Opowiadanie historyczne; Pod półksiężycem; Książę Sarmacji;
Odwiedziny monarsze; Na kresach; Dwór Tulczyński; Losy pięknej
kobiety; Tynna w końcu XIII w. Lwów 1876 (Bibl. najceln. powieści).
Pod krzyżem. Losy kresowego miasteczka. Wartobiet. Zemsta
kozacza. Porwanie króla. Niedoszłe legiony. Lwów 1878.
Józef Ignacy Kraszewski i ks. Stanisław Chołoniewski. Lwów 1878.
Polonica, materjały do dziejów Polski w pismach rosyjskich
zebrane przez ... Praca uwieńczona nagrodą przez Towarz. histor.
liter, w Paryżu. Rozpr. wydz. histor.-filozof. Akad. Umiejętn. T. X.
Kraków 1879.
Gawędy z przeszłości T. I. Przed wiekiem. Oficjalista dawnego
autoramentu. Opryszek. Złota Teklunia. Lwów 1879. T. II. Ostatni
zajazd Krescytywa. Z dziejów serca. Figiel konfederacki (tamże 1879)
(Bibljot. powieści, podróży, pamiętników, opowiadań historycznych).
		

/Czasopisma_174_06_276_0001.djvu

			338 Prof. Dr. J. Talko-Hryncewicz. Dr. J. Rolle (Dr. A. J...) w setną rocz. Jego ur.
Kniaź Konstantin Ostrożskij i jego wremia (tłum. z polsk.
Pliskiego) P-burg 1882 (Wiek. Petersburg).
Z przeszłości Polesia Kijowskiego. Opowiadanie historyczne.
Dzieje szlachty okolicznej wOwruckim powiecie. Kozacy na Polesiu
Kijowskiem w drugiej połowie XVII wieku. Warszawa 1882.
Opowiadanie historyczne. Ser. III. T. I i II. Karol Prozor,
ostatni oboźny litewski. Antoni Nowina Złotnicki. Benedykt z Droz¬
dowa Nowina Hulewicz, Dyzma Bończa Tomaszewski, Straszny Jó¬
zef, Czartoryjscy i Repnin II. Tron książęcy za kobietę, Jak się żyło
na kresach Ukrainnych przed inkursją kozacką. Jeden z wielu. Gos¬
podarstwo naszych prababek, Niemierzyce. Warszawa Kraków 1882.
Niewiasty kresowe, opowiadania historyczne. Kraków 1883.
Obrazek bez tytułu, Kalend. J. Ungra. 1883.
Opowiadania. Ser. IV. T. I. Senatorska dola. Chamska dola.
Palestrant z XVII w. Pan Balcer z Godzimierza Wilga. Na szpako¬
watym szlaku. Gospodarstwo skarbnika Czerwonogrodzkiego w Ka¬
mienieckiej warowni. Emir Rzewuski. Początek handlu polskiego na
Czarnem morzu i żegluga po Dniestrze. Jeden ze szczepów zasłużo¬
nego rodu. Kraków 1884.
Moja służba felczerska. Gaz. Lwow. Lwów 1885.
O	-dziedziczności obłąkania. Osobne odbicie z Przeglądu Lekar¬
skiego z r. 1888 i 1889. Kraków 1889.
Sylwetki historyczne. Ser. VIII. Pamiętnik delegatów Kamie¬
nieckich. Po inkursji kozackiej. Bakota, jako stolica Ponizja. Pań¬
stwo Wołodyjowscy. Powstawanie nazwisk rodowych u ludu mało-
ruskiego. Kraków 1892.
Prof. Dr. J. TALKO-HRYNCEWICZ (Cracovie).
Le dernier des anciens medecins de la province.
D-r Joseph Rolle (D-r Antoni J...) pour le centieme
anniversaire de sa naissance (1830—1930).
L’auteur decrit la vie du d-r Rolle, descendant d’un emigrant
franęais. II etait un eleve de l’universite de Kiew et s’est etabli
a Kamieniec-Podolski. Bientót il se Iaisse connaitre comme un medecin
celebre dans toute la contree, un grand patriotę, un homme tres estime
pour ses ąualites exceptionnelles. Outre les travaux medicaux, il
a ecrit plusieurs etudes historiąues; il śtait un excellent raconteur.
Dans une formę litteraire, il nous presente la vie et les moeurs de
nobles polonais de XVI—XVIII siecles.
		

/Czasopisma_174_06_277_0001.djvu

			Dr. J. Bohuszewicz. W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgicznych 339
Dr. JÓZEFAT BOHUSZEWICZ.
Z oddziału chirurgicznego szpitala wojskowego Wilno. 	1
W sprawie leczenia ran przypadkowych
i	chirurgicznych ostrych spraw
zaKaźnych.
Okres wielkiej wojny światowej i następne lata były okresem
szerokiej dyskusji chirurgicznej, gruntownych i licznych badań z dzie¬
dziny leczenia ran przypadkowych. Olbrzymia epidemja traumatyczna,
jaką była wojna światowa, poddała ogniowej próbie dotychczas ist¬
niejące poglądy i metody i wykazała w dużym stopniu ich niedosta¬
teczność w stosunku do ciężkich zakażeń zjadliwemi drobnoustrojami,
tlenowcami i beztlenowcami. Obóz chirurgiczny się zachwiał, pier¬
wotnie wystąpiło nawet poczucie bezradności i niepewności, co dalej
robić, jakich dróg szukać.	........
Okres ten jednak był bardzo krótkotrwały. Szereg chirurgów,
bakterjologów i biologów, przedewszystkiem francuskich i amery¬
kańskich, a potem niemieckich i innych, zabrał się do gruntownej
pracy, zmierzającej do dokładnego poznania wszystkich procesów
biologicznych, jakie zachodzą w ranie zakażonej, i następnie do
wyszukania dróg i sposobów wpłynięcia na to, ażeby procesy te od¬
bywały się z korzyścią dla organizmu, ażeby wspomóc w razie po¬
trzeby siły tego organizmu w jego walce z zakażeniem.
Dane, osiągnięte w laboratorjach i pracowniach, w probów¬
ce i na zwierzętach, przeniesiono potem na ludzi, sprawdzono
i	przekontrolowano nie na setkach, nawet nie na tysiącach, a na
miljonach rannych. Powstał szereg metód leczenia ran przypadko¬
wych, szereg szkół chirurgicznych, które zbudowały szereg systemów
tego leczenia, odbiegających nieraz bardzo daleko od wszystkiego, co
uznawaliśmy za aksjomaty i w co, jako nieomylne, wierzyliśmy
w czasach przedwojennych.
W miarę jednak jak zaczęliśmy się oddalać od czasów wojen¬
nych, w miarę jak znikali ostatni doleczani ranni i inwalidzi, sprawa
szybko znikała z łam pism i referatów chirurgicznych, ustępując, jak
zwykle to ma miejsce w czasach pokojowych, sprawom zdobyczy
z wielkiej chirurgji, chirurgji aseptycznej, z techniki operacyjnej.
W tych warunkach poruszenie tej sprawy dzisiaj może wydawać
się pewnym anachronizmem.
		

/Czasopisma_174_06_278_0001.djvu

			340
Dr. Józefat Bohuszewicz
Z tem jednak zdaniem nie można się zgodzić. Sprawa ta jest
nie mniej ważna dziś w czasach pokojowych, niż w czasach wojny.
Przecież i w czasach pokojowych mamy szereg ran przypadkowych,
mamy chirurgiczne ostre sprawy zakaźne, które przecież, wiemy,
„mutatis mutandis" leczą się według tych samych zasad, jak i rany
przypadkowe; wreszcie nie wiemy, kiedy może wybuchnąć nowa
epidemja traumatyczna, a musimy przecież do niej być przygotowani.
Winniśmy więc w te nowe horyzonty, które nam się otworzyły, wnieść
więcej światła, wyjaśnić te kwestje, które jeszcze nie zostały wyjaś¬
nione, i w ten sposób stworzyć skończony i ostatecznie opracowany
system, jak to w swoim czasie uczynili Lister i Bergman, podając
swoje systemy antyseptyki i aseptyki.
Tembardzjej koniecznem jest poruszenie tych spraw u nas w piś¬
miennictwie polskiem, bowiem kraj nasz w okresie wojny światowej
był odcięty kordonami walczących armij od narodów zachodu, wśród
których pierwsze początki nowej myśli chirurgicznej zaczęły kiełko¬
wać; wojna zaś nasza z Rosją bolszewicką, prowadzona systemem
długich marszów i ogromnych linij ewakuacyjnych, przy olbrzymich
brakach zaopatrzenia sanitarnego, oraz braku, jak już zaznaczyłem,
znajomości ze zdobyczami zachodu, nie stworzyła warunków do
rozwinięcia i wypraktykowania na większym materjale nowoczesnych
zasad leczenia ran przypadkowych. Sprawy więc te wśród samych
nawet chirurgów polskich więcej są znane teoretycznie, niż prze¬
myślane samodzielnie i potwierdzone własnem obfitem doświad¬
czeniem chirurgicznem, nie weszły w krew i mózg dzisiejszego
pokolenia chirurgicznego.
A przecież rany przypadkowe i ostre sprawy zakaźne chirur¬
giczne leczą nie tylko chirurdzy, ale też i inni lekarze. Tu już nawet
teoretyczna znajomość tych rzeczy prawie nie istnieje. Z reguły ma tu
miejsce leczenie według systemu przedwojennego, a bardzo często
możemy się spotkać ze sposobami, które panowały na schyłku epoki
antyseptycznej.
Te wszystkie względy zmusiły mię do podzielenia się memi
spostrzeżeniami z ogółem kolegów. Wpierw jednak nim rozpocznę
o	tem mówić, zmuszony jestem przedstawić obecny stan nauki w po¬
wyższej sprawie. Jeśli będę poruszał rzeczy zbyt znane, nawet po¬
wiedziałbym elementarne, to chodzi mi tylko o to, ażeby dać zupełny
obraz tego stanu rzeczy, jaki mamy obecnie w tej dziedzinie. Nie
mogę też pominąć milczeniem i wspomnień historycznych, ażeby
wyraźniej uwypuklić doniosłość i znaczenie tych zmian, jakie w po¬
		

/Czasopisma_174_06_279_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 341
glądach naszych na tę sprawę zaszły, i wykazać ich należyte znacze¬
nie dla przyszłości chirurgicznej.
Chirurgja nowoczesna w swem rozwoju zna epokową datę, od
której rozpoczął się jej nowy rozwój i rozkwit. Taką datą niewątpliwie
był rok 1872 (według Legera 1867 rok), ogłoszenia zasad antysep-
tyki przez Listera. Historycy nauki naszej dzielą ją na epoki: przed-
listerowską i polisterowską, nazywając pierwszą okresem myślenia
anatomicznego, drugą zaś okresem myślenia bakterjologicznego.
Siódmy dziesiątek lat ubiegłego stulecia mimo, iż w szeregach swych
liczył takich chirurgów, jak Cooper, Nelaton, Pirogow, Dupyutren,
Astley, Dieffenbach i inni, był okresem, w dziejach chirurgji bardzo
ciężkim. Zabiegi operacyjne, wykonane z nadzwyczaj wydoskonaloną
techniką przez pierwszorzędnych chirurgów, prowadziły do ropnicy,
zakażenia ogólnego, róży, zgorzeli szpitalnej, błonicy przyrannej.
tężca i t. d. Umysły chirurgów poszukiwały wciąż przyczyn tego
stanu rzeczy, wciąż opracowywały nowe metody operacyjne (Chas-
saignac, Moisanneuve), lecz całkiem bezskutecznie. Stan ten najlepiej
charakteryzują słowa Pirogowa, które pozwolę sobie przytoczyć za
prof. Dr. Tomaszewskim:
„Spoglądając na cmentarz, na którym pogrzebano zwłoki ludzi
zakażonych w szpitalach, nie wiem, co bardziej mam podziwiać: stoi-
cyzm chirurgów, z jakim stosują oni wciąż nowe sposoby operowa¬
nia, czy też zaufanie, jakiem ich darzy rząd i społeczeństwo".
Słowa te, wypowiedziane przez chirurga światowej sławy, do¬
statecznie charakteryzują stan nauki naszej w owych czasach, gdy
po zwykłej amputacji, wykonanej z nadzwyczajnem mistrzostwem,
zaledwie 2 — 3% chorych zostawało przy życiu, i w dostatecz¬
nej mierze nam, którzyśmy odeszli od tych czasów o całą erę
chirurgiczną, czynią zrozumiałem wielkość i znaczenie tej epokowej
chwili, gdy nowe zdobycze w dziedzinie bakterjologji ukazały przed
nami nieznany dotąd świat drobnoustrojów, pozwoliły poznać jego
cechy i właściwości i wyciągnąć stąd wnioski dla nas potrzebne.
W szeregu prac całego pokolenia bakterjologów, jak Davain, Tyn-
dall, Selkwann, a przedewszystkiem Pasteur, została wykryta istota
każdej fermentacji i rozkładu materji organicznej; zostało ustalone,
że niema fermentacji lub gnicia bez udziału drobnoustrojów, że
właśnie przedostawanie się tych niewidzialnych dla oka ludzkiego
żyjątek stanowi podstawę tego procesu.
Genjalny umysł chirurga angielskiego Listera przeniósł tę za¬
sadę i na sprawy zakaźne w ranach chirurgicznych i przypadkowych,
		

/Czasopisma_174_06_280_0001.djvu

			342
Dr. Józefat Bohuszewicz
i tu też wszelkie sprawy chorobowe przypisał on drobnoustrojom.
Stąd wniosek, że dla prawidłowego gojenia się ran należy niedo-
puścić drobnoustrojów do rany, w razie zaś dostania się, należy je
zabić. W tym celu używał on zgodnie z nauką Pasteur’a kwasu kar¬
bolowego. Wedle więc ścisłej metody Listera, w salach operacyjnych
i opatrunkowych należało przez cały czas pracy zapomocą specjal¬
nego rozpylacza (sprey) rozpylać 2—3% rozczyn kwasu karbolo¬
wego; narzędzia zaś, ręce chirurga, oraz skórę chorego odkażać za¬
pomocą mycia i moczenia w tym kwasie, wreszcie nakładać na ranę
specjalny opatrunek, złożony z 8-miu warstw gazy, przepojonej kar¬
bolem i przykryty ceratką, która miała za zadanie niedopuścić drob¬
noustrojów do przenikania z powrotem do opatrunku i rany.
Pierwotne zasady Listera uległy wkrótce szeregowi modyfika-
cyj dzięki z jednej strony nowym zdobyczom w dziedzinie bakterjo-
logji, zdobyczom, poczynionym przedewszystkiem przez Pasteur’a
i Kocha, zdobyczom, które wyjaśniły naturę drobnoustrojów i wa¬
runki ich wegetacji, z drugiej zaś strony dzięki doświadczeniom i pra¬
com szeregu chirurgów, które wyjaśniły wpływ środków odkażają¬
cych na komórki i tkanki uszkodzonego organizmu ludzkiego.
Tak więc dzięki wyjaśnieniom drażniącego i trującego działania
kwasu karbolowego na tkanki, wkrótce jego miejsce zajął kwas
borny (Crede), salicylowy (Thiersch), tymolowy (Rankę), jodoform
(Bruns), sublimat (Bergman, Kiimell, Schede). Dzięki doświadcze¬
niom Flugge nad zawartością zarazków w powietrzu i nad znaczeniem
kurzu, Bruns wystąpił przeciwko rozpylaczom i wkrótce wyszły one
z użycia. Prace zaś Neubera i Brunsa, jak również Kocha o wpły¬
wie wysychania na bakterje doprowadziły do usunięcia ceratki, jako
przykrycia opatrunku, i wreszcie do zmniejszenia ilości warstw
tego ostatniego.
Nie zmniejsza jednak to w niczem zasług i wielkości umysłu
Listera. Wielkość ta bowiem nie polega na tej czy innej formie
opatrunku lub użyciu tego czy innego środka, na długo bowiem przed
Listerem, zaczynając od wieków starożytnych, różni chirurdzy poda¬
wali różne płyny do obmywania ran (Celsus Ambroise Pare, Kern),
a nawet Spina i Lenraire podali ten sam kwas karbolowy. Wielkość
Listera polega na tem, że wykazał on pierwszy istotę zakażenia
przyrannego oraz wytknął drogi do walki z niem. Dalsze opracowy¬
wanie sposobów i metod pozostało tylko kwestją czasu, badań i po¬
mysłów; droga jednak stała otworem.
		

/Czasopisma_174_06_281_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 343
Prace Kocha, Gaffky, Rosenbacha oraz chirurga Biichnera wy¬
kazały dalej, że rozczyny chemiczne nawet w stężeniu daleko więk-
szem, aniżeli to jest możliwe ze względu na organizm człowieka, nie
zabijają każdego gatunku bakteryj, a tembardziej ich zarodników, że
niektóre drobnoustroje ulegają pod ich wpływem tylko bardzo nie¬
znacznemu zahamowaniu w swem rozwoju, że natomiast tkanki or¬
ganizmu ludzkiego ulegają bardzo silnym uszkodzeniom, co oczywiście
musi zgubnie oddziaływać na sprawę gojenia się ran. Badania tych
autorów stwierdziły natomiast, że czynnikiem, który niszczy drob¬
noustroje i wszystkie ich zarodki, jest wysoka ciepłota.
Na tem tle powstaje nowy kierunek w chirurgji: kierunek asep-
tyki. Twórcą jego jest Bergman. Wspólnie z Schimmelbuschem, Fiir-
bringer’em i Schlange opracowali oni wszystkie zasady nowej metody
i wypróbowali ją na chorych.
Na międzynarodowym kongresie chirurgicznym w roku 1890,
który się odbywał pod przewodnictwem Listera, Bergman po raz
pierwszy zreferował swe nowe zasady postępowania chirurgicznego,
zademonstrował chorych, preparaty mikroskopowe, oraz sterylizatory
i inne narzędzia, potrzebne do przeprowadzenia wymagań nowej me¬
tody. Na zjeździe tym zyskał on ogólne uznanie, a przedewszystkiem
samego Listera, który, winszując mu, wyraził zdanie, że zasady ope¬
rowania chirurgicznego doczekały się wreszcie swego ostatecznego
rozstrzygnięcia. Nie będę tu przytaczał zasad aseptyki. Są one znane
każdemu lekarzowi. Wprawdzie zasada wyjaławiania rąk i pola ope¬
racyjnego uległa i być może jeszcze ulegnie licznym modyfikacjom,
to jednak niewątpliwie sama zasada operowania i opatrunku asep-
tycznego jest i pozostanie niezłomną.
Metoda Bergmana nie napotkała większych trudności przy
wprowadzeniu jej w stosunku do ran, zadanych nożem chirurga.
W stosunku do ran przypadkowych sprawa przedstawiała się nieco
odmiennie. Tu bowiem niezależnie od naszej woli drobnoustroje do
ran się dostają, stąd powstawało pytanie, co robić z nimi j w jakj
sposób je unieszkodliwić.
Obóz chirurgiczny podzielił się na 2 kierunki. Wówczas gdy
jedni pozostali na stanowisku stosowania w tych wypadkach środków
odkażających, chociażby w ograniczonym zakresie (Messner, Henie,
Szaniawski, Luter, Zimmermann, Blumberg, Kowalewski, Treger,
Lebsche, Brunner, Gronzenbach, Frenkel, Hochburger, Riggenbach),
inni twierdzili, że rozczyny chemiczne w tych stężeniach, w jakich
mogą być stosowane w organizmie ludzkim, działają bardzo słabo,
		

/Czasopisma_174_06_282_0001.djvu

			344
Dr. Józefat Bohuszewicz
albo też wcale nie działają na drobnoustroje, natomiast silnie uszka¬
dzają żywotność tkanek zakażonego organizmu (Schimmelbusch, Rej-
chel, Helferich, Bratz, Zeidler, Honl, Goldberg), że żywotność tka¬
nek najzupełniej wystarcza do tego, ażeby zwalczyć zakażenie, że
zadaniem chirurga jest tylko zabezpieczyć ranę od dostania się do
niej nowej partji drobnoustrojów, z drugiej zaś strony zapewnić
należyty odpływ ropie, owej „materja peccans" jaką miała ona być
wedle ówczesnych poglądów we wszystkich chirurgicznych sprawach
zakaźnych.
„Ubi pus, ibi incisio" oraz dostateczne sączkowanie i drenowa¬
nie rany stało się przykazaniem wyznawców czystej aseptyki w le¬
czeniu ran, wszelkie zaś środki chemiczne powinny być najzupełniej
odrzucone.
Walka pomiędzy temi dwoma kierunkami trwała aż do wojny
światowej. W każdym bądź razie ogromne zdobycze w dziedzinie
tak zwanej chirurgji wielkiej oraz ówczesny, przytoczony dopiero
przeze mnie pogląd na istotę ropy i wogóle zakażenia przyrannego
wpłynął w znacznym stopniu na zwycięstwo kierunku drugiego.
W leczeniu ran przypadkowych zapanowała metoda leczenia kon¬
serwatywnego w myśl zasad czystej aseptyki z nieznacznemi odstęp¬
stwami na rzecz tych lab innych środków antyseptycznych. Równo¬
cześnie z tem, dzięki pracom całego, że tak powiem, pokolenia bak¬
teriologów, że wymienię tylko Pasteur’a, Ehrlich’a, Loffler’a, Beh-
ring’a, Miecznikow’a i masy innych, powstała obszerna nauka o od¬
porności i o wszystkich czynnikach, jakie ustrój posiada dla obro¬
ny 1 walki z zakażeniem, nauka, która otworzyła nam bramy w nie¬
znany dotąd świat sił biologicznych organizmu; równocześnie nowe
zdobycze chemji fizycznej w sprawie chemizmu koloidów i budowy
koloidalnej naszego ustroju, dzięki pracom Ostwald’a, Berchtold’a,
Hamburgier’a, Liesegang’a, Schede, Herxmeier’a, Aschoffa, Gar’y,
Ribert’a, Dietricha i innych, dały możność dokładnego zapoznania
się z chemizmem zmian, odbywających się w ranie.
Świat jednak chirurgiczny jakgdyby przeszedł ponad temi zdo¬
byczami. Przejęty zdobyczami wielkiej chirurgji, mając do czynienia
z zakażeniami stosunkowo słabemi, dla których zwykłe metody
leczenia konserwatywnego były dostateczne, traktował te rzeczy, jako
teoretyczne uzupełnienie tych świetnych wyników praktycznych, jakie
otrzymał dzięki aseptyce, i nie zdał sobie zupełnie sprawy, że
już najbliższa przyszłość zmusi nas głębiej wejrzeć w te sprawy, że
lada dzień chirurgja przejdzie w trzeci okres swego rozwoju, okres
		

/Czasopisma_174_06_283_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 345
myślenia anatomo-bakterjologo-biologicznego, mówiąc krócej myśle¬
nia biologicznego.
Wpierw jednak nim przejdziemy do omówienia tego okresu,
musimy zastanowić się nad tem, co nam, poza ogólnemi zdobyczami
chirurgicznemi, specjalnie w dziedzinie leczenia ran przypadkowych,
okres bakterjologiczny przyniósł i czego nas nauczył.
Ropa, jak już powiedziałem, była ową „materia peccans“, na którą
składano odpowiedzialność za wszystkie nieszczęścia, jakie na orga¬
nizm ludzki spadały. Należało więc się nauczyć usuwać ją, należało
wynaleźć taki opatrunek, któryby zapewnił stały odpływ ropy z rany
do opatrunku i stałe usuwanie z rany domniemanego źródła zarazy.
Wprawdzie już w okresie przedlisterowskim podał wspomniany
przeze mnie Chassaignac zasadę drenowania ran. Używał jednak do
tego materjałów, nie posiadających zdolności wchłaniania, jak korpię
i t. d., wyniki więc musiały być wskutek tego ujemne.
Dopiero Lister na zasadzie znajomości praw fizycznych Gey
Liisac’a i Goren’a wprowadził jeszcze w roku 1871 gazę, jako ten
materjał, który dzięki swej włoskowatości posiada największą zdolność
wchłaniania. Wprawdzie opatrunek jego, jak później zobaczymy,
posiadał pod tym względem bardzo dużo wad i dlatego się nie utrzy¬
mał, sam zaś jednak materjał opatrunkowy był wybrany trafnie
i zawładnął całą metodą pracy i postępowania chirurgicznego.
Dalszym rozwojem naszej znajomości wymagań należytego
zachowania siły chłonnej dały nam liczne doświadczenia Preobrażeń-
skiego (rok 1894), niestety zamało rozpowszechnione wśród ogółu
chirurgów. Pozwolę sobie przytoczyć: Preobrażeńskij wypełniał
watą szklany cylinder i jeden koniec jego łączył z manometrem lub
też wprost zamykał zupełnie, drugi ząś zanurzał w wodzie. Wata
pozostawała prawie w całości suchą i nasiąkanie wodą było bardzo
nieznaczne. Jeśli zaś usuwał manometr i pozostawiał drugi koniec
otwartym, woda podnosiła się w rurce na znaczną wysokość. Na¬
siąkanie waty wodą w przypadku pierwszym wynosiło 1,0 na dobę,
w wypadku zaś drugim 18,0 na godzinę. Doświadczenia swe prze¬
niósł Preobrażeńskij na zwierzęta. Tak naprzykład nasypy wał on
strychniny na świeżą ranę ogona szczura białego i nakładał mu wil¬
gotny opatrunek z gazy—szczur pozostawał zdrowym. Wystarczało
jednak ten opatrunek szczelnie przykryć ceratką, — szczur ginął wsku¬
tek zatrucia. Te same wyniki otrzymał Preobrażeńskij przy pole¬
waniu ran zwierząt gnijącą krwią lub przykładaniu opatrunku w tej
krwi umaczanego, dalej przy przyszczepianiu na powierzchnię ran
		

/Czasopisma_174_06_284_0001.djvu

			346
Dr. Józefat Bohuszewicz
drobnoustrojów wąglika. O ile tylko nakładał tam dobrze chłonący
wilgotny, a nawet suchy opatrunek gazowy, zwierzęta pozostawały
zdrowe, lecz wystarczyło pokryć go dokładnie ceratką, ażeby zwierzę
zginęło od zakażenia wspomnianemi drobnoustrojami. Później przy
omawianiu sprawy biologji rany postaram się wyjaśnić dokładnie
przyczynę tego stanu rzeczy. Wynik jednak doświadczeń tych był
ten, iż opatrunek gazowy, pokryty dobrze chłonącym materjałem
i mający zabezpieczony dostęp powietrza, chłonie części płynne,
znajdujące się na powierzchni rany i nie dopuszcza ich do przedostania
się wgłąb organizmu. W ten sposób zostały ustalone zasady fizyko-
mechaniczne opatrunku, dobrze chłonącego i skierowującego prąd cieczy
ustrojowej od wewnątrz, t. j. z głębi rany ku zewnątrz t. j. w stronę
opatrunku. Jeśli do tego dodamy, że, jak już poprzednio wspomnia¬
łem, pracami Kocha został ustalony fakt, iż wysuszanie silnie osłabia
żywotność drobnoustrojów, a nawet przeważnie je zabija, że znanem
jest, iż samo wysychanie nasiąkniętego opatrunku częściowo zwraca
mu utraconą zdolność chłonną, naskutek nasycenia płynem po¬
wierzchni, stanie się jasnem dla nas, że włoskowatość, higroskopij-
ność i powierzchnia materjału opatrunkowego, nie przykryta żadną
nieprzepuszczalną tkanką, a zatem zdolna do parowania płynów
w powietrze, stanowią cechy dobrze chłonącego wydzielinę przyranną
opatrunku, niszczącego względnie osłabiającego w niej żywotność
drobnoustrojów.
Do sprawy tej powrócił w r. 1903 Nótzel, który zakażając ranę
mięśniową królika również wąglikiem, otrzymał te same rezultaty;
poza tem ustalił on, że przy używaniu opatrunku z gazy wilgotnej,
wyssane drobnoustroje dochodzą do najbardziej zewnętrznej warstwy
gazy, w gazie zaś suchej znajdują się tylko w dolnej jej warstwie.
Doświadczenia Nótzl’a co do suchych i wilgotnych, wysychającycych
opatrunków wywołały duży spór pomiędzy chirurgami, spór i do dziś
dnia jeszcze częściowo trwający, w każdym jednak razie coraz bardziej
skłaniający się ku opatrunkowi wilgotnemu. Do podanej bowiem
cechy przez Notzla przybyły jeszcze dwie: zostało najpierw wyjaśnione,
że przy opatrunku wilgotnym wchłanianie wydzieliny przyrannej
następuje natychmiast, płyn bowiem nie potrzebuje odrazu toroweć
sobie drogi prez suche włoskowate przestrzenie, ma ją bowiem już
utorowaną przez płyn, który zwilża opatrunek. Poza tem zostało usta¬
lone, iż opatrunek wilgotny, jak zobaczymy poniżej, mniej drażni
powierzchnię rany, aniżeli opatrunek suchy, a tem samem sprzyja
prawidłowemu gojeniu się. Po tem co było powiedziane, nie po-
		

/Czasopisma_174_06_285_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 347
trzebuję wyjaśniać wad opatrunku Listera i przyczyn, dla których
uległ on wkrótce różnym zmianom i modyfikacjom. Dzięki tym
wszystkim pracom technika należytego wchłaniania przez opatrunek
wydzieliny przyrannej została opracowana, równocześnie z tem szła
praca, dotycząca samego sposobu opatrywania ran. Po pierwotnych,
dość nedelikatnych próbach mechanicznego oczyszczania rany prace
Schimmelbuscha i Friedricha, polegające na zanurzeniu zranionych
ogonów mysich w jadowitym materjale przy równoczesnem ich nacis¬
kaniu i rozcieraniu, lub też bez tego, dowiodły nam, że w sprawie
powstawania oraz szerzenia się wgłąb zakażeń przyrannych, odgry¬
wają pierwszorzędną rolę czynniki mechaniczne, a mianowicie wszel¬
kie wcierania, wgniatania drobnoustrojów w rany. Zakażenia przy-
ranne, nieraz przebiegające bardzo łagodnie, albo nawet nie wywo¬
łujące żadnych objawów, pod wpływem tych urazów często przechodzą
w ciężkie postaci zakażeń, ropowice, a nawet ropnice, prowadząc
do ciężkich zmian. Równocześnie badania Billrotha, Klein’a, NótzPa,
Jurgielinos’a i innych dowiodły, iż ziarnina nieuszkodzona stanowi
doskonalą tamę do przedostawania się wgłąb drobnoustrojów.
Najmniejsze zaś uszkodzenie tej ostatniej otwiera szeroko bramę,
przez którą mogą one swobodnie przeniknąć do przestworów chłon¬
nych oraz naczyń włoskowątych organizmu i tam wywrzeć swój
wpływ zgubny. Dalsze zdobycze bakterjologji i nauki o zapaleniu
wyjaśniły nam, że jeszcze w okresie, poprzedzającym ziarninę, leu¬
kocyty gromadzą się w ogromnej ilości na granicy zdrowych i mart¬
wych tkanek, że tworzą one niejako wał ochronny, który ma za
zadanie niedopuszczenie do organizmu drobnoustrojów lub ich
jadów i w ten sposób chroni organizm od ich zgubnego wpływu.
Wszelkie niedelikatne obchodzenie się z tkankami, wszelkie energiczne
mechaniczne oczyszczanie rany, wszelkie przecieranie powierzchni,
oraz wygniatanie ropy zostały poniechane. Zasada jaknajdelikatniej-
szego, jaknajostrożniejszego opatrywania ran i jaknajmniejszego ich
urazu stała się naczelną zasadą postępowania chirurgicznego, bo¬
wiem postępowanie inne groziło zniszczeniem wału ochronnego,
względnie ziarniny, a tem samem otwarcie wrót do wkroczenia za¬
każenia wgłąb organizmu.
Równocześnie z temi doświadczeniami szereg autorów rozpo¬
czął badania nad zachowaniem się drobnoustrojów, które dostały się
do rany. Pod tym względem największe znaczenie mają prace Frie¬
dricha i Naggerath’a. Prace te dotyczyły przedewszystkiem zarazków
obrzęku złośliwego i tylko częściowo innych drobnoustrojów, mogły
4 *
		

/Czasopisma_174_06_286_0001.djvu

			348
Dr. Józefat Bohuszewicz
być jednak przez analogję przeniesione i na wszystkie gatunki tych
ostatnich. Nie będę tu ich szczegółowo podawał—zostały one przy¬
toczone w podręczniku chirurgji Prof. D-ra Leśniowskiego (Tom I,
str. 54 i 107), zaznaczę tylko, że prace te wykazały, iż drobnoustroje
w suchym stanie, dostając się do rany z powietrza, kurzu, ziemi,
narzędzi, skóry, pocisków i t. p., dla swego rozwoju i wykazania
swego działania, jak w sztucznych pożywkach, tak i w ustroju po¬
trzebują pewnego okresu 6—8 godzin. Stąd Friedrich wyprowadził
wniosek, że można zapobiec zakażeniu rany, jeśli aseptycznie ściąć
jej powierzchnię na głębokość 1—2 mm. Nie było jednak zasługą
Friedricha pierwszeństwo podania tego sposobu, bowiem i przed nim
sposób ten był stosowany i podawany przez innych chirurgów (Lar-
rey, Angier, Trojanow, Reclus, Poncet), zrobić zaś z niego metody
postępowania chirurgicznego przy ranach przypadkowych Friedrich nie
potrafił. Zasługą Friedricha jest niewątpliwie to, że wykazał on, iż
drobnoustroje, które się dostały do rany, mają swój okres wylęga¬
nia, w którem można jeszcze zapobiec ich rozszerzeniu. Dotychczas
bowiem panował pogląd, oparty głównie na zasadzie badań Schim-
melbuscha i Reichela, że już w kilka minut po zakażeniu następuje
wkraczanie tych ostatnich do najbardziej odległych części ciała i, że
wogóle wszelka profilaktyka rany zakażonej jest wobec tego niemoż¬
liwa. W ten sposób w przebiegu ran przypadkowych, poza znanemi
dotychsczas dwoma okresami: okresem oczyszczania się i okresem
ziarninowania i połączonego z nim gojenia się, poznaliśmy okres
trzeci, okres wylęgania.
Wspomniałem już poprzednio o doświadczeniach (Koch, Gaffky,
Rozenbach, Buchner), które wykazały, iż większość drobnoustrojów,
a wogóle wszystkie zarodniki, w rozczynach środków chemicznych
o	wiele silniejszych, aniżeli mogą być używane w organizmie ludzkim,
nie ulegają zabiciu, że natomiast komórki organizmu pod wpływem
tych środków ulegają uszkodzeniu. Badania autorów poszły w 2 kie¬
runkach, z jednej strony poza badaniami siły drobnoustrojobójczej
środków antyseptycznych in vitro, rozpoczęły się badania nad ich siłą
drobnoustrojobójczą, in vivo, z drugiej zaś strony rozpoczęto badać
stopień uszkodzenia i zmiany, jakie zachodzą w komórkach i tkankach
ustroju pod wpływem działania na nie środków antyseptycznych. Jak
jedne, tak i drugie dały szereg ciekawych wyników. Tak więc, co do
pierwszego przekonano się, iż mają one największą siłę działania w śro¬
dowisku bezbiałkowem, o wiele mniejszą w środowisku zawierającem
białko, a najmniejszą, niewiele przekraczającą zero, w środowisku
		

/Czasopisma_174_06_287_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 349-
zawierającem białko i komórki (Brunner, Hansel). Poniżej przytaczam
za Prof. Tomaszewiczem tablicę Carrela, wykazującą działanie środ¬
ków odkażających w środowisku bezbiałkowem i w środowisku, za¬
wierającem surowicę:
Środki odkażające
W środowisku
bezbiałkowem
W środowisku za¬
wierającem suro¬
wicę
Uwagi
Kwas karbolowy
1 :200 (—)
1
50 (-)
(—) oznacza
Kwas salicylowy
1 :600 (+)
1 : 2500 (—)
1
1
100 (+)
100 (-)
ujemny wy¬
nik wysiewu.
Dwutlenek wodoru
1 :5000 (+)
1 :3500 (—)
1 :8000 (+)
1
1
1
250 (+)
1700 (—)
2000 (+)
(+) oznacza
dodatni wy¬
nik wysiewu.
Jod
1 :100000 (—)
1
1000 (—)
1 :1000000 (+)
1
2500 (+)
Sublimat ....
1 :5000000 (—)
1
2500 (—)
1 :10000000 (+)
1
5000 (+)
Azotan srebrowy
1 : 100000 (—)
1
10000 (—)
1 :1000000 (+)
1
25000 (+)
Chloran potasowy
1 :500000 (—)
1
1500 (—)
[Kalium chloricum]
1 :1000000 (+)
1
2000 (+)
Jeśli zestawimy te dane z danemi otrzymanemi z badań nad
działaniem tych środków in vitro, wnioski nasze, zdawało się, będą
brzmieć bardzo pesymistycznie. Pomimo to wszystko jednak Kowa¬
lewski, Fritsche, Lebsche, Luter, Hamburger, Fraenkel, Weil, Buchner
i inni dowiedli doświadczeniami na zwierzętach niewątpliwie korzyst¬
nego działania różnych środków antyseptycznych samych przez się,
a w jeszcze większym stopniu w połączeniu z delikatnem mechanicz-
nem usunięciem materjału zakaźnego w drodze przemywania rany
rozmaitemi płynami. Doświadczenia te doprowadziły autorów do
wniosku, iż w przypadku tym niema zabijania drobnoustrojów, a tylko
zahamowanie ich rozwoju, z jednej strony w drodze działania bezpo¬
średniego, z drugiej zaś w drodze wzmożenia fagocytozy przez dzia-
		

/Czasopisma_174_06_288_0001.djvu

			350
Dr. Józefat Bohuszewicz
łanie chemo-taktyczne, jakie te środki w stosunku do leukocytów
posiadają, wreszcie z trzeciej strony w drodze wzmożenia przekrwie¬
nia czynnego i biernego (patrz niżej). Jeśli teraz przejdziemy do
omówienia uszkodzeń, które te środki w komórkach i tkankach
ustroju wywołują, to tu mamy do zanotowania przedewszystkiem
prace Eicken’a, który wykazał, iż uszkodzenie komórek mięśniowych
skutkiem działania środków antyseptycznych polega na obrzęku, za¬
niku, względnie zmętnieniu prążkowania poprzecznego, wreszcie nacie-
czeniu leukocytowem przestrzeni pomiędzy pęczkami mięśniowemi.
Uszkodzenia te występowały w różnym stopniu po różnych środkach
antyseptycznych, nawet po rozczynie fizjologicznym soli kuchennej,
były również zależne od czasu, przez jaki te środki działały, i od ich
stężenia. Prace zatem Eickena wyjaśniły nam na czem polegają zmiany
anatomopatologiczne w komórkach, i wykazały, iż uszkodzenia te
są nieznaczne. Do znacznych i bardzo głęboko sięgających uszko¬
dzeń doszło tylko wtedy, gdy autor pokrył ceratką wilgotny opatru¬
nek, nałożożony na ranę. Stąd szereg poprzednio wymienionych
chirurgów, którzy ustalili działanie korzystne środków odkaża¬
jących, wyciąga wniosek, że zmiany te nietylko nie są szkodliwe,
ale, powodując nagromadzenie leukocytów na granicy tkanki uszko¬
dzonej, sprzyjają nawet powstaniu wału ochronnego; później zaś,
gdy części obumarłe zostaną usunięte i zakażenie opanowane, zmiany
te, wobec ich bardzo małej rozległości i nieznacznego charakteru,
szybko ustępują i gojenie się odbywa prawidłowo. Ma to tem więk¬
sze znaczenie, że mogąc ograniczyć działanie środków antyseptycz¬
nych na tkanki zakażonego ustroju, z jednej strony przez wybór
tego lub innego środka, z drugiej zaś przez zastosowanie go w ciągu
dłuższego lub krótszego czasu w tem lub innem stężeniu, otrzyma¬
liśmy możność regulowania tych uszkodzeń i wpływu na ich większą
lub mniejszą głębokość.
Wspomniałem już poprzednio o dobroczynnym wpływie prze¬
krwienia czynnego i biernego na przebieg zakażenia przyrannego.
W okresie przedwojennym Bier podał swą metodę leczenia najpierw
zapomocą przekrwienia biernego, a następnie i czynnego. Przy
podawaniu metody przekrwienia biernego wychodził on z założenia,
że zapalenie, jakie się wkoło rany rozwija, jest jednym ze środków
ochronnych ustroju, przeznaczonym do walki z zakażeniem, że naj¬
większa ilość składników bakteriobójczych oraz największa ilość leu¬
kocytów przychodzi ze krwi do uszkodzonych tkanek w okresie prze¬
krwienia biernego w przebiegu zapalenia. Jako wniosek z tego, za-
		

/Czasopisma_174_06_289_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 351
lecił on sztuczne przedłużenie tego okresu, zapomocą użycia opaski
elastycznej, lub podanych przez Klapp‘a baniek. Późniejsze jednak
doświadczenie chirurgiczne wykazało, że leczenie to winno mieć duże
zastosowanie w przebiegu przewlekłych spraw zakaźnych, a szczegól¬
nie przy leczeniu nacieków pozapalnych, w ostrych zaś sprawach
zakaźnych daje dobre wyniki tylko w sprawach o nieznacznej jado-
witości i to przy bardzo ostrożnem stosowaniu. Przy sprawach zaś
o	dużem nasileniu zakażenia jest przeciwskazane, prowadzi bowiem
do zbyt silnego ucisku na otaczające tkanki i do uszkodzenia ich
odżywiania aż do zupełnej nekrozy, z drugiej zaś strony, podnosząc
zbytnio ciśnienie śródtkankowe, może spowodować wessanie toksy-
nów do wnętrza ustroju.
Równocześnie z tem Bier i Ireslin podali swą metodę leczenia
spraw zapalnych w drodze przekrwienia czynnego zapomocą działa¬
nia suchego ciepła na ogniska zapalne, licząc na to, iż wywoła to
przyśpieszenie krążenia, a zatem i większy dopływ leukocytów i ciał
bakterjobójczych ustrojowych, krążących w surowicy krwi. Metoda
jednak i ta, działania w tym przypadku suchem powietrzem przy
ostrych i silnie jadowitych zakażeniach, zastosowania większego nie
znalazła, natomiast znalazła zastowanie też w sprawach przewlekłych,
szczególniej takich, które w drodze zastoju powstają, jak owrzodze¬
nia na tle żylaków, owrzodzenia na tle zgorzeli starczej (gangraena
senilis et praesenilis) ograniczenia ruchów stawowych na tle przeby¬
tych spraw zapalnych i t. p. W leczeniu ran przypadkowych, oraz
ostrych chirurgicznych spraw zakaźnych suche ciepło znajduje tylko
wyjątkowo zastosowanie. Jest to zupełnie zrozumiałe dla nas, gdyż
suche ciepło, obok wywołania przekrwienia czynnego, ma jeszcze
uboczne działanie w postaci wysuszania rany, co oczywiście ujemnie
wpływa na proces oczyszczania się i gojenia tej ostatniej.
Natomiast przekrwienie czynne znalazło szersze zastosowanie
w chirurgji ostrych spraw zakaźnych w innej formie, a mianowicie
w formie ciepłych kąpieli miejscowych z wody z dodatkiem płynu
antyseptycznego. Wprawdzie kąpiele takie były zalecane jeszcze
w okresie przedlisterowskim, lecz, jako metodę naukową mającą swe
podstawy w bakterjologji zakażenia i odczynie tkanek, wprowadził
ją dopiero Mikulicz i jego szkoła. Oczywiście nie może tu być mo¬
wy o zabijaniu zarazków przez drobną domieszkę płynów antysep¬
tycznych: głównym czynnikiem działającym jest tu niewątpliwie wil¬
gotne ciepło i wywołane przez nie przekrwienie czynne, z drugiej
zaś strony wymywanie i mechaniczne usuwanie z rany produktów
		

/Czasopisma_174_06_290_0001.djvu

			352
Dr. Józefat Bohuszewicz
rozpada zmartwiałych komórek i tkanek, jadów drobnoustrojowych,
a nieraz i samych drobnoustrojów, znajdujących się na powierzchni.
Ciepłe wanny na zakażoną ranę nie tylko przeżyły okres bakterio¬
logiczny chirurgji, ale przeszły przez ogniową próbę wojny świato¬
wej i do dziś dnia mają szerokie zastosowanie.
Oto są, poza ogólnemi zdobyczami chirurgicznemi, jakie nam
okres bakteriologiczny w chirurgji przyniósł, główne zdobycze spe¬
cjalnie w chirurgji ran przypadkowych, które on nam dał. Mniejsze
pomijam.
Ubocznie tylko wspomnę, że istniejące uprzednio poglądy, co do
jałowości ran postrzałowych, pocisk bowiem miał się niby wyjałowiać
w drodze rozgrzewania w momencie lotu, zostały obalone na zasa¬
dzie doświadczenia wojny rosyjsko-japońskiej i bałkańskiej. Jeśli do
tego dodamy, że przy pociskach artyleryjskich wogóle o tem niema
mowy, że pocisk zagrzewa się najwyżej do 65 — 90°, że zabiera
z sobą drobnoustroje z ubrania i skóry rannego oraz ze wszyst¬
kich miejsc, z których mógł się odbić, stanie się nam jasnem
i zrozumiałem, dlaczego wszystkie rany wojenne z przeważającym
procentem zranień artyleryjskich od początku wojny traktowano jako
zakażone i wysunięto zasadę odwrotną, iż każda rana postrzałowa
jest raną zakażoną (Vincent, Conradi Lowen, Hesse, Boedelius, Bie-
ling, Marwedel, Colebront, Donglas, Edmond and Weit, Golbroith,
Reiher, Carrel, Le Grand). W rozkwicie okresu aseptyki czystej i kon¬
serwatywnego leczenia ran wyszliśmy na wojnę światową do pracy
chirurgicznej w nowych nieznanych warunkach. Jak ta praca na po¬
czątkach wojny wyglądała, wspomniałem poprzednio. Tu wypada mi
w kilku słowach omówić, w jaki sposób chirurdzy francuscy, później
angielscy, amerykańscy i t. d., a z drugiej strony niemieccy, wyszli
z tych kłopotów, w jakie ich myślenie tylko anatomo-bakterjologicz-
ne ściślej bakteriologiczne w chirurgji postawiło.
Po jesiennych bojach roku 1914 nastąpiło ustalenie tego frontu.
Zakłady lecznicze i szpitale mogły być podsunięte bardzo blisko do
linji bojowej. Bogate tabory transportowe oraz dobrze rozwinięta
sieć dróg bitych i kolejowych umożliwiła bardzo szybkie dostawanie
się rannych do odpowiednich zakładów. Ogromna ilość uczonych:
chirurgów, bakterjologów, biologów, pracujących we wzajemnym sta¬
łym, celowym i uregulowanym kontakcie w tych wzorowo urządzo¬
nych i bogato zaopatrzonych zakładach sanitarnych przy olbrzymim
materjale chirurgicznym, sięgającym miljonów rannych, tworzyła nie¬
		

/Czasopisma_174_06_291_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 353
jako jedną wielką klinikę chirurgiczną, jedną wielką pracownię nau¬
kową, która musiała doprowadzić do dużych wyników.
Na pierwszem miejscu wypadnie mi tu wymienić nazwisko Po-
licard‘a. Pracował on w pobliżu frontu w pracowni „Groupe de bran-
cardiers" nad histologją, biochemją, bakterjologją, oraz patologją rany,
dzieląc się ciągle wynikami swych doświadczeń z ogółem chirurgów
i sprawdzając je w praktyce. W końcu zaś wojny ogłosił je w swojej
pracy, wydanej roku 1918 w Paryżu, pod tytułem: „Le plaie de guerre".
Równocześnie wypada wymienić nazwiska Vincent‘a Le Grand‘a,
Delbet’a, Roux Gross’a, Carrela, Blanc’a, Strucińskiego, Weber’a,
Pozerskiego, Bory, Flesinger’a, Iochmann’a, Cloque, Marie, Opie,
Borker‘a, Wright’a, Roger’a, Patai, Mesterot’a, Aschoffa, Gare, Ribbert’a,
Acholman’a, Dakin’a, Tuffier’a, Lyn Dimond’a, i innych.
Prace tych uczonych znamionują nowy okres w chirurgji—okres
myślenia biologicznego.
Wykazały one, że w ranie przypadkowej, w ranie zakażonej
odbywa się szereg procesów biologicznych, biochemicznych, bardzo
jasnych i zrozumiałych dla nas z punktu widzenia teorji odpor¬
ności oraz chemji koloidalnej, jak również teorji hormonów, że
procesy te mają dominujące znaczenie w sprawie gojenia się rany,
że ten lub inny ich przebieg i ten lub inny kierunek mają pierwszo¬
rzędne znaczenie dla przebiegu zakażenia, dla zejścia całej sprawy
chorobowej. Nie drobnoustroje i ich przemiany mają tu decydujący
wpływ na organizm ludzki, ale przedewszystkiem produkty i wytwory
wszystkich sił biologicznych w tym wypadku działających, ich charak¬
ter, skład chemiczny i działanie fizjologiczne. Nie będę tu wymieniał
prac poszczególnych autorów: prace te bowiem były prowadzone
we wzajemnym kontakcie i poparciu, mają przeto pewien charakter
jednolitości, postaram się tylko na ich zasadzie przedstawić, co się
w ranie dzieje od momentu jej zadania aż do wygojenia.
Przedtem jednak muszę choć w kilku słowach wspomnieć
0	wszystkich zdobyczach w teorji odporności, oraz o podstawach
chemji koloidalnej, ażeby te rzeczy, o których będę mówił, nabrały
większej zrozumiałości i wyrazistości. Podstawę teorji odporności
dała nam nauka Miecznikowa, Conheim’a i Arnolda o fagocytozie,
nauka powszechnie znana, opisywać więc jej nie będę. Wspomnę
tylko, że poza leukocytami, temi fagocytami ruchomemi, mamy
jeszcze szereg fagocytów nieruchomych, komórek organów miąższo¬
wych, szpiku kostnego, tkanki łącznej, nabłonka naczyń krwionośnych
1	błon surowiczych. Co do fagocytów ruchomych, podstawą ich
		

/Czasopisma_174_06_292_0001.djvu

			354
Dr. Józefat Bohuszewicz
zjawienia się w ranie—jest chemotaksis dodatnia jadów bakteryjnych
i innych płynów w ranie, w odróżnieniu od chemotaksis ujemnej,
odpychającej leukocyty. Nie mogę nie zwrócić też uwagi na to, że
leukocyty pożerają nietylko martwe drobnoustroje, ale nieraz i żywe,
że te ostatnie dzięki swej otoczce mogą zachować zdolność przeciw¬
stawienia się strawieniu przez pierwsze, nieraz nawet odzyskać swą
żywotność po śmierci leukocytów i po ich rozpadzie.
Drobnoustroje, jak wiemy, po dostaniu się do rany działają na
ustrój zapomocą wydzielanych przez siebie jadów - toksyn, jadów
wewnętrznych-endotoksyn, swych zaczynów trawiennych, oraz walczą
z siłami ochronnemi organizmu zapomocą, tak zwanych, agresyn,
czyli ciał, działających porażająco na siły odpornościowe ustroju,
w pierwszym rzędzie na fagocyty, i w ten sposób bronią się przed
pożarciem.
Nawiedzony ustrój nie zachowuje się biernie. Poza wspomnianą
fagocytozą mamy olbrzymi aparat ochronny we krwi i sokach
ustroju. Mamy tu więc ciała nieswoiste, znajdujące się w osoczu
krwi i przy krzepnięciu przechodzące do surowicy (ciała humoralne),
mamy ciała właściwe tylko dla osocza (ciała leukocytarne). Do ka-
tegorji czynników nieswoistych winniśmy zaliczyć i krzepliwość oraz
zasadowość krwi, które w walce z zakażeniem odgrywają niepo¬
ślednią rolę; mamy dalej ciała swoiste, powstające już w przebiegu
zakażenia, tak zwane niweczniki, lub przeciwciała, złożone z nieswo¬
istej aleksyny, która w połączeniu ze swoistemi niwecznikami od¬
grywa olbrzymią rolę w akcie obrony organizmu przed atakiem
drobnoustrojów. Ciała swoiste wytwarzają się w miarę dostawania
się do organizmu nieznacznych ilości drobnoustrojów i ich jadów.
Teorja łańcuchów bocznych Erlicha, dokładnie wyświetla nam
sposób działania każdego z tych ciał ochronnych. Jak aleksyna, tak
i ciała swoiste wedle nowoczesnych poglądów powstają z leukocy¬
tów, oraz z komórek tych tkanek, które posiadają niweczące zdol¬
ności wybiorcze dla danego drobnoustroju, czy są one jednak pochod-
nemi ich przemiany materji, czy też tylko produktami ich nekrobiozy
i rozpadu, sprawa ta w nauce nie została wyjaśnioną.
W ten sposób powstają antytoksyny, zobojętniające jady drobno¬
ustrojowe, bakterjolizyny, rozpuszczające same drobnoustroje, anly-
endotoksyny, zobojętniające endotoksyny, przenikające do ustroju
z rozpadłych drobnoustrojów, opsoniny, które przyspasabiają drobno¬
ustroje do pożarcia przez leukocyty. (Ważne ich znaczenie dopro¬
wadziły do wynalezienia wskaźnika opsonicznego W O), przeciwko-
		

/Czasopisma_174_06_293_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 355
enzymy, czyli antyfermenty — ciała, porażające działalność zaczynów
drobnoustrojowych, antyagresyny, zobojętniające agresyny drobno¬
ustrojowe i t. p.
Nie omawiam tu bliżej tych wszystkich kwestyj, ciekawi znajdą
to we właściwych podręcznikach. Chcę tylko przytem zaznaczyć, że
znajomość tych rzeczy jest dla chirurga dzisiaj konieczna i przy
każdem leczeniu ran lub ostrych zakaźnych spraw chirurgicznych
rzeczy te powinny być brane pod uwagę.
Pomimo znaczenia tych praw biologicznych, pomimo bardzo
głębokiego wtargnięcia z naszej strony w tajniki życia organizmu
ludzkiego, wiedza nasza nie mogłaby być nigdy pełną, gdybyśmy
pominęli te sprawy fizyczno-chemiczne, które w organizmie ludzkim
zachodzą, a które podlegają swym niezmiennym prawom i które
w niemniejszym stopniu mają znaczenie we wszystkich sprawach
fizjologicznych i patologicznych w organizmie się odbywających.
Organizm nasz ma wyraźną budowę koloidalną i to koloidów,
posiadających swe otoczki. Dla zrozumienia więc spraw odbywa¬
jących się w ranie powinniśmy chociażby w najogólniejszych
zarysach poznać te prawa, które stanem koloidalnym ciał kierują.
Podstawą nowoczesnej nauki o koloidach (Schede) jest zrozumienie
istoty i wyraźna klasyfikacja rozczynów: tak więc mamy 1) rozczyny,
w których wielkość cząsteczek (drobin) zawartych w płynie odpo¬
wiada wielkości molekuł — rozczyny molekularnie rozproszone,
2)	rozczyny w których drobiny są mniejsze od molekuł — rozczyny
jonowo rozproszone, 3) rozczyny, w których drobiny są tak duże,
że mogą być wydzielone zapomocą fizycznych n. p. optycznych
metod — rozczyny koloidalne, czyli rozczyny fałszywe, wówczas gdy
wymienione po 1 i 2 będą rozczynami prawdziwemi. Do rozczynów
wymienionych pod 2 zaliczamy wszystkie kwasy, zasady i sole. Mają
one tę właściwość, iż w rozczynie wodnym wytwarzają jony t. j., że
przy przepuszczeniu przez nie prądu elektrycznego ten ostatni prze¬
chodzi przez zawieszone w płynie drobiny (cząsteczki molekuł),
przytem drobiny metalowe są przewodnikami dodatniej elektrycz¬
ności, a kwasy ujemnej. Znamiennem jest to, że proces rozpusz¬
czania sam przez się wywołuje powstanie prądu elektrycznego.
W ten sposób nie woda sama jest przewodnikiem prądu a zawarte
w niej drobiny. Drobiny, przepuszczające i wytwarzające prąd, zo-
wiemy elektrolitami lub jonami, samo zaś rozpadanie molekuł
jonizacją.
Stan, w jakim się znajdują koloidy, możemy podzielić na trzy
		

/Czasopisma_174_06_294_0001.djvu

			356
Dr. Józefat Bohuszewicz
rodzaje: 1) jako zelikoloidy, 2) helikoloidy, 3) aneresis. Do kategorji
pierwszej będziemy zaliczali koloidy o największej zawartości wody
ciała płynne lub też półpłynne, do kategorji drugiej ciała o średniej
zawartości wody — ciała stałe, wreszcie do kategorji trzeciej, ciała
o	minimalnej zawartości wody, ciała zbite (kości i t. p.). Widzimy
więc, że różnica pomiędzy temi ciałami nie jest zasadnicza, a tylko
zależy od zawartości w nich wody, nie jest więc w koloidach żyją¬
cych, tak zwanych biokoloidach, stałą i niezmienną, bowiem z chwilą,
gdy w danej tkance i miejscu zajdzie potrzeba większej ilości wody,
organizm reaguje na to i tkanka taka przechodzi ze stanu helokoloidu
w stan zelikoloidu i odwrotnie. Tłumaczy to nam bardzo wiełe spraw
odbywających się w naszym organizmie.
Jak już poprzednio powiedziałem, koloidy organizmu ludzkiego
mają cechy koloidów otoczkowych. Cechą zasadniczą tych ostatnich
są sprawy przesączania przez otoczki. Gdy więc mamy ruch mole-
kularno-kinetyczny ciała stałego, rozpuszczonego w płynie, mówimy
o	dyfuzji, gdy zaś ta ostatnia odbywa się przez otoczkę, która nie¬
jednakowo przepuszcza wszystkie ciała zawarte w rozczynie, będziemy
mówili o dializie, jeśli zaś proces ten będzie odbywał się przez
otoczkę, przepuszczającą tylko wodę, a nie przepuszczającą cząste¬
czek w niej zawartych, mówimy o osmozie. Stąd powstaje po każdej
stronie otoczki ciśnienie osmotyczne, zależne od koncentracji tych
cząsteczek. Płyny jednakowego ciśnienia osmotycznego zowiemy izo-
tonicznemi, niejednakowego — anizotonicznemi: hypertonicznemi lub
hypotonicznemi. Nie należy zapominać także i o adsorbcji, polegającej
na własności koloidów zwiększania na swej powierzchni koncentracji
drobin, przy równoczesnem zmniejszeniu w głębi.
Organizm nasz przedstawia jedną dużą masę koloidalną, roz¬
dzieloną między sobą rozmaitemi przegródkami, zróżnicowaną w swej
istocie, w której stale, wskutek wzajemnego ustosunkowania i zróż¬
nicowania, odbywają się reakcje charakterystyczne dla świata koloi¬
dalnego. Reakcje te mogą odbywać się z większą lub mniejszą szyb¬
kością. Na szybkość tych reakcyj w świecie koloidów wpływają ciała,
które nie są obecne, ani w całości, ani w swych składnikach w koń¬
cowych wytworach reakcji, są tylko produktem przejściowym, który
żadnego wpływu na charakter podstawowej reakcji nie ma, może tylko
ją przyśpieszyć lub zwolnić. Są to, tak zwane, katalizatory. Powodują
one procesy utleniania i redukcji, syntezy i rozszczepienia. Jednakową
budowę i charakter z katalizotorami mają w organizmie zaczyny
(fermenty). Powodują one rozszczepienie bardziej złożonych ciał
		

/Czasopisma_174_06_295_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 357
w ciała mniej złożone, aż do składników podstawowych. Działanie
ich ustaje dopiero wtedy, gdy zagłuszają je nagromadzone produkty
rozszczepienia. Ponieważ w koloidalnej budowie organizmu ludzkiego,
dzięki dyffuzji, dializie, osmozie i adsorbcji, mamy wszystkie czynniki
do usunięcia produktów rozszczepienia, przeto proces chemiczny,
rozpoczęty i podtrzymywany przez zaczyny, może trwać bezustannie,
aż do ostatecznego bilansu, t. j. do przeprowadzenia wszystkich pro¬
duktów, podlegających temu procesowi, do ostatecznego rozszcze¬
pienia z ewentualnem ich usunięciem całkowitem lub częściowem
z organizmu. Nas przedewszystkiem interesować będą zaczyny, ode-
grywające w przebiegu gojenia się rany podstawowe znaczenie. Są
to katalaza, proteaza i lipaza. Zaczyny te powstają z obumarłych
ciał leukocytów, a częściowo i fagocytów stałych, a wedle niektórych
autorów mogą być wydzielone i przez fagocyty żywe. Katalaza ma
za zadanie redukować wszystkie ciała o typie dwutlenków, wydziela¬
jąc tlen z wytworzonego w zbytniej ilości dwutlenku wodoru. Ma
ona stosunkowo małe znaczenie w obchodzącej nas sprawie. Pro¬
teaza — zaczyn hydrolityczny — trawiący i zmieniający białko na
albumozy, peptony i polipeptydy, aż do aminokwasów. Lipaza—za¬
czyn, rozpuszczający ciała, mające charakter lipoidów. Rozpuszcza
ona otoczki drobnoustrojów albo zupełnie, albo też czyni ją bardziej
lepką, i tem samem ułatwia przylepianie się drobnoustrojów do fago¬
cytów i następczo fagocytozę.
Do rzędu katalizatorów winny być zaliczone i hormony—pro¬
dukty swoiste gruczołów wydzielania wewnętrznego, katalizatory bliżej
jeszcze niezbadane, jednak odgrywające olbrzymią rolę w procesach
przemiany materji w organizmie ludzkim, a tem samem i w proce¬
sach, odbywających się w ranie przypadkowej.
Łącznie z nauką o koloidach zmienił się i pogląd nasz na
tkankę łączną w organizmie ludzkim. Wówczas gdy dawniej patrzono
na nią, jako wyłącznie na tkankę oporową, i łącznik poszczególnych
tkanek między sobą, obecnie poza tą rolą, odgrywającą już pod¬
rzędne znaczenie, zostało dzięki pracom szeregu uczonych (Fischer,
Eppinger, Quinke, Engels, Wahlgrin, Ellinger, Schede, Sterling)
dowiedzione, że głównem jej zadaniem jest przechowywanie i regu¬
lacja w organizmie wody i soli, zgodnie z zapotrzebowaniem w róż¬
nych częściach tego ostatniego (obrzęk części rodnych przy porodzie).
Co do teorji obrzęku istnieją dziś różne zdania, w każdym ra¬
zie jest on wynikiem czynnego wchłaniania wody przez komórki.
Jako przyczynę tego jedni uważają nagromadzenie się kwasów (Fi-
		

/Czasopisma_174_06_296_0001.djvu

			358
Dr. Józefat Bohuszewicz
scher), inni samo białko (Ellinger), jeszcze inni zaburzenia równo¬
wagi solnej na rzecz CINa (Hiilse) lub nienormalną przepuszczal¬
ność ścianek naczyń włosowatych (Magnus) i t. d. W każdym razie
czynnik pierwszy: zakwaszenie, odgrywa tu bardzo ważną rolę, jak
w Obrzękach zwykłych czyli przesiękach, tak i w obrzękach zapal¬
nych czyli wysiękach. Energiczne procesy, wywołane przez zaczyny,
oraz inne procesy rozpadowe, jakie mamy w ognisku zapalnem,
powodują rozpadanie się drobin koloidalnych do coraz mniejszych
wymiarów, a tem samem podnoszą ciśnienie osmotyczne w centrum
ogniska zapalnego. Ciśnienie to powoli ubywa od centrum ku obwo¬
dowi. Mikroskopowo znaczy się ono zmętnieniem, nabrzmieniem,
a nieraz zwyrodnieniem tłuszczowem komórek. Ten wzrost ciśnienia
osmotycznego w centrum ogniska zapalnego może dochodzić do bar¬
dzo dużych granic, aż do 19 atmosfer (Schede). Rezultatem jego
będzie stałe coraz obfitsze przesiąkanie płynu do ogniska zapalnego,
wytworzenie się wysięku.
Wspomniałem poprzednio, iż wszystkie koloidy świata zwierzę¬
cego należą do grupy koloidów, wytwarzających otoczki. Otoczki te
pierwotnie traktowano jako środek ochronny od wpływów zewnętrz¬
nych lub też od bezpośredniego wpływu otaczających koloidów
0	innym charakterze i cechach. Późniejsze jednak badania wykazały,
że podstawową funkcją tych otoczek jest funkcja odżywczo-wydziel-
nicza komórki. Potrzeby i wymogi tej ostatniej regulują skład i bu¬
dowę otoczki. U organizmów wyższych całe grupy tkanek zawarte
są w tkanki otoczkowe (skóra na powierzchni zewnętrznej, błona
śluzowa na wewnętrznej, naczynia dla krwi i chłonki i t. p.).
Jeśli teraz z jednej strony weźmiemy pod uwagę, że otoczka
stanowi ów organ odżywczo wydzielniczy, z drugiej zaś strony przy¬
puścimy, że w pewnym odcinku całość tkanki została naruszona
z równoczesnem przerwaniem naczyń krwionośnych i chłonnych,
wtargnięciem drobnoustrojów i t. d., będzie dla nas jasnem i zrozu¬
miałem, że funkcje koloidalne ulegną dużemu zaburzeniu. Z drugiej
strony przy stanie zapalnym i związanej z nim zastoinie w naczy¬
niach włosowatych, wkrótce występują objawy niedostatecznego za¬
opatrzenia tkanek w tlen, z następczem nagromadzeniem się kwa¬
sów węglowego i mięsno-mlekowego. Obecność zaś tych kwasów
powoduje zmianę charakteru otoczek, czyniąc ich bardziej przepusz-
czalnemi dla wody i rozpuszczonych w niej ciał z następczem prze¬
pełnieniem tkanek tą ostatnią i powstaniem w ten sposób obrzęku
1	odwrotnie otoczka uszkodzona w swej całości przepuszcza i umo¬
		

/Czasopisma_174_06_297_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych J 1359
żliwia wyjście z Komórki takim ciałom białkowym, jakich poprze¬
dnio nie przepuszczała.
Po zapoznaniu się z ogólnemi zdobyczami w tej dziedzinie na¬
uki naszej, przejdźmy do omówienia właściwego tematu naszego, do
zapoznania się ze wszystkiemi sprawami, jakie przebiegają w ranie
zakażonej, od czasu jej zadania, aż do wygojenia. Jak już poprze¬
dnio wspomniałem, przebieg ten dzielimy na 3 okresy: 1) okres wy¬
lęgania, 2) okres oczyszczania się rany, 3) okres ziarninowania, czyli
okres gojenia się. Muszę na tem miejscu zaznaczyć, że granice te
nie są matematycznie ścisłe, nieraz w jednym miejscu rany mamy
w pełni rozwoju okres trzeci, w drugim zaś trwa drugi i końca jego
nawet przewidzieć nie możemy. Rozpatrzmy pokolei te wszystkie
okresy:
I.	Okres wylęgania.
W chwili zadania rany w organizmie następuje masowe znisz¬
czenie tkanek, komórek i ich otoczek; otoczek ogólnych i t. p.
tworów biokoloidalnych. Zniszczenie to połączone jest z utratą
szeregu czynników wysoce cennych odżywczych, jak krew, chłonka
i wogóle ciecze ustrojowe. Organizm broni się zapomocą wytwo¬
rzenia nowej otoczki koloidalnej, narazie prowizorycznej w postaci
włóknika, który pokrywa powierzchnię rany. Pierwotnie składa się
ona z półgalaretowatej masy, fibrynogenu krwi, w której przebiega
rzadka i delikatna sieć włókienek. Sieć ta jednak wkrótce staje się
coraz bardziej zbita, coraz gęstsza, a położona pomiędzy nią masa
galeretowata coraz bardziej twarda, dzięki z jednej strony zaczynowi
„trombokinazie", wytworzonej przez komórki powierzchni rany
(przedewszystkiem mięśniowe), z drugiej zaś dzięki ogólnej właści¬
wości koloidów, tak zwanej „sineresie“ czyli zdolności powiększa¬
nia swej zbitości przez usilne wydzielanie z siebie wody. Jeśli do
tego dodamy ogólną już uprzednio omówioną cechę koloidów tak
zwaną „adsorbcję”, która powoduje zwiększenie zbitości na zewnę¬
trznej powierzchni otoczki, widzimy, że w ten sposób na powierzchni
rany powstaje prawidłowa otoczka natury koloidalnej z cechami właści-
wemi dla całego świata koloidalnego: dyfuzji, osmozy i t. d., czyli,
inaczej mówiąc, prawidłowa budowa koloidalna ponownie zostaje
wzniesioną i procesy biochemiczne mogą ponownie przebiegać zgo¬
dnie ze swemi zasadami. W ten sposób organizm chroni swe cenne
soki i materjały odżywcze przed ich utratą w następstwie zadanej
rany. Chroniąc jednak te ostatnie, zamyka tą otoczką równocześnie
		

/Czasopisma_174_06_298_0001.djvu

			360
Dr. Józefat Bohuszewicz
częściowo obumarłe i uszkadzane tkanki i komórki, które muszą
ulec właściwym dla nich procesom biochemicznym, co ważniejsze
zaś zamyka i drobnoustroje, które dostały się na powierzchnię rany.
Te ostatnie po przedostaniu się na powierzchnię rany przez prze¬
ciąg 6—8 godzin nie rozwijają się zupełnie. Tłumaczy się to tem, że
dla swego rozwoju wymagają one z jednej strony przystosowania się
do nowych warunków otoczenia i spotęgowania swej zjadliwości,
z drugiej zaś odpowiedniej pożywki, tej zaś ostatniej w ranie nie
mają. Zdolność antytryptyczna tkanek ustrojowych (Wrigth), aczkol¬
wiek uszkodzonych, zostaje jeszcze utrzymaną przez 6—8 godzin.
W ten sposób obumarłe tkanki nie mogą być trawione i nie mogą
przedstawiać dobrej pożywki dla drobnoustrojów. Dopiero gdy zdol¬
ność ta zanika, uwolnione z komórek powierzchni rannej, częściowo
z obumarłych leukocytów, zaczyny proteolityczne „proteazy" zaczy¬
nają swą pracę trawienną i tem samem stwarzają podłoże, na którem
drobnoustroje mogą się już rozmnażać i potęgować swą działalność.
I w rzeczy samej już ku końcowi dwunastej godziny widzimy obfity
i pyszny rozróst flory drobnoustrojowej. Po upływie zaś 24—36
godzin cała powierzchnia rany zostaje usiana drobnostrojami, które
w pełni swego rozwoju i jadowitości z całym aparatem toksynów,
endotoksynów, agresynów, własnych zaczynów proteolitycznych i t. p.
atakują nawiedzony ustrój. Nie przechodzą jednak w tym okresie
do warstw głębszych (Carrel, Le Grand, Gross). Okres wylęgania
zostaje skończony, rana przechodzi w drugi okres swego rozwoju
biologicznego.
Przedtem jednak nim do tego przejdziemy, musimy omówić za¬
chowanie się środków ochronnych organizmu, jakie w tym czasie
spotykamy. Rana w momencie swego zadania zostaje pokryta nie¬
równą zmiażdżoną powierzchnią ze strzępów obumarłych tkanek, czę¬
ściowo skrzepów krwi, które mechanicznie zatykają szczeliny i drogi
chłonne i tem samem uniemożliwiają masowe dostawanie się drob¬
noustrojów do organizmu. Część jednak tych ostatnich zostaje unie¬
siona przez prąd cieczy ustrojowych i tu, trafiając do odpowiednich
organów (szpik kostny, płuca, wątroba i t. p.) zostaje przez nie za¬
bita i unieszkodliwiona. Poza mechanicznem zabiciem drobnoustro¬
jów, i zmniejszeniem przez to siły atakującego przeciwnika, ma
to o wiele większe znaczenie, jako bodziec, który wywołuje wytwa¬
rzanie się w organizmie swoistych niweczników owych bakterjolizyn,
opsonin i t. p., które odgrywają tak zasadniczą rolę w dalszym
ciągu w walce organizmu z zakażeniem. Z drugiej strony, wypły¬
		

/Czasopisma_174_06_299_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 36l
wająca na zewnątrz krew i chłonka z przeciętych naczyń krwio¬
nośnych i limfatycznych usuwa mechanicznie część drobnoustrojów
z pola rany, a tem samem zmniejsza ich siłę. Wiemy bowiem, że
stopień ciężkości zakażenia zależy od wielu czynników, w pierwszym
jednak rzędzie od ilości i jadowitości drobnoustrojów, które do orga¬
nizmu wtargnęły.
Najważniejszym jednak czynnikiem samoobrony jest rozwijają¬
cy się tu odczyn zapalny, który dochodzi do pełnego rozwoju ku
końcowi tego pierwszego okresu, ażeby w drugim okresie wystąpić
w pełni swej siły i rozwoju i wywrzeć swój wpływ dobroczynny.
Jako pierwszą oznakę rozpoczynającego się procesu zapalnego wi¬
dzimy powstające naskutek odruchu z rany rozszerzenie naczyń
krwionośnych z następczem zwolnieniem krążenia, zastojem krwi
i przekrwieniem biernem. Następstwem tego, jak już widzieliśmy,
będzie brak w tkankach tlenu, natomiast wzrost kwasu węglowego
i innych kwasów. Powoduje to, z jednej strony usilny dopływ leu¬
kocytów do rany, gdyż kwas węglowy działa na nie jako środek
chemotaktyczny, z drugiej zaś strony powoli następujące przepełnie¬
nie wodą tkanek otaczających, powolny obrzęk tkanek. 1 rzeczy¬
wiście już w drugiej godzinie widzimy usilny przypływ leukocytów
do rany,— rozpoczyna się proces fagocytozy. Uważam za swój
obowiązek tutaj cokolwiek obszerniej omówić to zjawisko, a w szcze¬
gólności jego znaczenie w przebiegu zakażenia przyrannego. Wedle
dawnych poglądów, podanych przez Miecznikowa i jego uczni, leu¬
kocyty miały pochłaniać drobnoustroje, ich przetrawiać i niszczyć.
Dziś wiemy, że sprawa ta nieco inaczej wygląda, że szereg, pochło¬
niętych przez leukocyty drobnoustrojów nie zostaje przez nie prze¬
trawiony, że zachowują one swą żywotność wewnątrz komórki
leukocyta, że mogą przez niego być przeniesione do innej części
organizmu ludzkiego, a nawet, po obumarciu leukocyta i uwolnieniu
się z jego ciała, stać się źródłem nowego ogniska zakażenia. Na
fagocytozę, czy to zapomocą fagocytów stałych, a przedewszystkiem
zapomocą fagocytów ruchomych, musimy dziś zapatrywać się z in¬
nego nieco punktu widzenia. Najpierw więc część drobnoustrojów
będzie pochłonięta przez fagocyty i przez nie przetrawiona, a tem
samem unieszkodliwiona. Z drugiej strony część drobnousrojów
będzie pochłonięta przez fagocyty i przez nie z prądem krwi i chłoń-
ki dostanie się do organizmu. Tu na równi z drobnoustrojami za-
branemi przez bezpośredni prąd tych cieczy wędruje do właś¬
ciwych organów, gdzie zostaje zniszczona. Proces zaś ten ponownie
		

/Czasopisma_174_06_300_0001.djvu

			362
Dr. Józefa! Bohuszewicz
staje się wywoływaczem dla wytworzenia nowych niweczników i spo¬
tęgowania sił odpornościowych we krwi. Dalej, część drobnoustro¬
jów zostaje pochłonięta przez fagocyty i nieprzetrawiona przez te
ostatnie, zachowuje się w ranie w ciele fagocyta przez czas jego
życia, a tem samem czasowo zostaje z szyku sił atakującego prze¬
ciwnika wyprowadzona, odzyskując wprawdzie potem swą swobodę,
gdy fagocyt obumrze. Działanie to jednak jest już o wiele słabsze,
najpierw dla tego, że nie jest równoczesne, a tylko spóźnione, po
drugie dlatego, że spotyka się z ustrojem o wiele więcej uzbrojonem
w czynniki odpornościowe przez wytworzenie niweczników i odczy¬
nów swoistych. Nie na tem jednak polega główne znaczenie fagocytozy.
Leukocyty na powierzchni rany pod wpływem jadów drobnoustrojo¬
wych, a nieraz i działania czynników fizycznych zewnętrznych, maso¬
wo obumierają. Przy obumieraniu zwalniają ze siebie opisane przez
nas zaczyny (istnieją teorje, że i żywe leukocyty zaczyny te wydzie¬
lają) katalazę, proteazę, i lipazę. Zaczyny te, a przedewszystkiem
proteza (leukoproteaza), powodują rozpuszczenie białka komórek
i tkanek, zniszczonych i znajdujących się w stanie nekrozy i nekro-
biozy, i jego strawienie (Leber, Achalm, P. L. Marie). Proteaza ta
wedle zdania niektórych autorów bywa dwojakiego rodzaju: jedna
działa jak trypsyna, a więc rozszczepia białko na albumozy, peptony,
polipeptydy i kwasy aminowe, druga zaś może doprowadzić pro-
teolizę tylko do peptonów. Poza proteazą, działającą przeważnie na
białko, znajdujemy w obumarłych leukocytach jeszcze inny zaczyn
peptazę, działający bardzo mało na białko, więcej na albumozy, a prze¬
ważnie na peptony, rozpuszczający te ostatnie na leucynę, tyrozynę,
tryptofan i inne aminokwasy. Z drugiej strony obumarłe fagocyty stale
wydzielają zaczyn przetrawiający i rozpuszczający ich własne ciała
(autoliza) i inne obumarłe komórki, a takoż martwe leukocyty.
W ten sposób w rezultacie fagocytozy zostaje w ranie wytworzona
ogromna ilość zaczynów trawiennych, co powoduje rozpoczęcie się
energicznego procesu trawienia obumarłych komórek i tkanek. Pro¬
ces ten, jak już zaznaczyłem, staje się przyczyną wytworzenia dobrej
pożywki dla drobnoustrojów, a tem samem i ich rozwoju. Wyglą¬
dałoby stąd, że fagocytoza nie jest środkiem obronnym, że natomiast
odwrotnie, ona właśnie, a nie co innego, dając pożywkę dla drobno-
ustroi, stwarza warunki do rozwoju tych ostatnich, a tem samem do
zakażenia rany. Rozumowanie takie jest jednak błędne: bowiem
i bez tego drobnoustroje mogą same swemi własnemi zaczynami
spowodować proteolizę obumarłych tkanek. Jakie zaś znaczenie
		

/Czasopisma_174_06_301_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 363
mają produkty jak jednej, tak drugiej proteolizy, jaka różnica między
nimi zachodzi, o tem będę mówił w rozdziale następnym. Cechy
i charakter procesu proteolitycznego zostały częściowo zbadane przez
wymienionych poprzednio autorów, a mianowicie wykryli oni, że;
1)	optimum ciepłoty dla działania proteazy wynosi około 40°.
2)	jedne zaczyny proteolityczne (proteazy, peptazy, autolizy
i t. d.) działają w środowisku kwaśnem, inne w zasadowem.
3)	tkanki mniej zbite (krew, chłonka, tkanka łączna, mięśnie
i t. d.) ulegają łatwo proteolizie, bardziej zbite (ścięgna) — ogromnie
wolno.
4)	metaliczne środki odkażające (sublimat, lapis i t. d.) uszka¬
dzają zaczyny proteolityczne.
Jak widzimy, pomimo dużej ilości uczonych, pracujących w tej
dziedzinie, sprawa ta została bardzo mało zbadana. W okresie po¬
wojennym podjął ponowne badanie tej kwesji, badacz polski Doc.
Dr. Bronisław Szerszyński z kliniki prof. Leśniowskiego. Wprawdzie
zapowiedział on, że to jest tylko początek jego badań, niestety, jed¬
nak dalszego ciągu od roku 1924 nie mamy.
Z wyników jego prac chcę zwrócić uwagę na 2 wnioski, które
mogą dotyczyć omawianej przeze mnie sprawy.
1)	„W ropie, trzymanej w cieplarce, ilość azotu niebiałkowego
ogromnie wzrasta z 27,5$ do 72,5%, a nawet do 97,5%. Albumoz
i peptonów przybywa mało, albo wcale nic; wzrost zaś azotu nie¬
białkowego odbija się głównie na ilości kwasów aminowych. Zmiany
te były wybitniejsze w ciepłocie 56° C. niż 37° C.“
2)	„Ropa zbierana w ciągu 24 godzin, w kilka dni po otworze¬
niu ropnia, różniła się od ropy przed operacją dużem nagromadze¬
niem się azotu tych właśnie przejściowych wytworów rozszczepienia
białka: zwykły stosunek azotu wytworów przejściowych do azotu
wytworów końcowych był od 1:7 do 1:1 tutaj zaś 4:1“. Czyli mó¬
wiąc krócej: 1) im wyższa ciepłota (do 56), tem energiczniej odbywa
się proteoliza i dochodzi do swych wytworów końcowych, t. j. do
aminokwasów, wytwory przejściowe nie wytwarzają się wcale, lub też
wytwarzają się w minimalnej ilości. 2) Operacja wpływa na kilku
lub kilkunastokrotny wzrost wytwarzania się wytworów przejściowych
kosztem końcowych.
Do spraw proteolizy powrócę jeszcze przy omawianiu drugiego
okresu; podkreślić jedynie muszę, że sprawy te w pierwszym okresie
noszą tylko charakter początkowy, że do rozwoju dochodzą one do¬
piero w okresie drugim, tu zaś makroskopowo są nawet niewidoczne,
		

/Czasopisma_174_06_302_0001.djvu

			364
Dr. Józefat Bohuszewicz
rana jest sucha, pokryta wytworzoną otoczką włóknikową. Narasta¬
jący obrzęk tkanek i masowa emigracja leukocytów do otoczenia
rany powodują zupełne wypełnienie i zatkanie szczelin tkankowych,
zastępują w ten sposób częściowe zatkanie ich przez strzępy tkanek
i skrzepy krwi i stwarzają wał ochronny leukocytowy, który z jed¬
nej strony nie dopuszcza do głębszego masowego wtargnięcia drob¬
noustrojów do wnętrza organizmu, z drugiej zaś może zastąpić pod
względem ochrony ustroju od utraty cieczy tkankowych otoczkę
włóknikową, wytworzoną na powierzchni rany. Tylko czasowe
czynniki szkodliwe ogólne ustroju (niepotrzebny ruch, wzruszenie,
zmęczenie fizyczne i t. d.) mogą spowodować w tym wale, nieliczne
i nieznaczne luki, przez które część drobnoustrojów może przedostać
się do organizmu. Zostają one jednak unieszkodliwione w odpo¬
wiednich organach, a ich dostosowanie się powoduje wzrost odpo¬
wiednich swoistych niweczników i zwiększa drobnoustrojobójcze
własności surowicy krwi.
Dalej, powstałe w ranie ciśnienie ujemne, wobec istnienia jamy,
powstałej wskutek zniszczenia tkanki i wzrostu ciśnienia w jej
otoczeniu skutkiem obrzęku, powoduje skierowanie cieczy ustro¬
jowych do wnętrza tej ostatniej z wymywaniem i wyrzucaniem
drobnoustrojów ze szczelin tkankowych na powierzchnię rany. Te¬
mu wysoce korzystnemu czynnikowi, staje się pomocną okolicz¬
ność, że, w miarę rozwoju proteolizy, następuje coraz większe
rozszczepienie i zmniejszenie drobin białkowych, a przeto silne
zwiększenie ich liczby, skutkiem tego zawartość rany staje się pły¬
nem hipertonicznym. Ciśnienie osmotyczne wewnątrz rany, jak
już poprzednio powiedziałem, ogromnie wzrasta, będąc najwyższem
w centrum, a spadając ku obwodowi. Powoduje to usilny przy¬
pływ wody do ogniska zapalnego, jakiem jest rana, mówiąc ściślej
ze swej też strony skierowuje prąd cieczy ustrojowych od we¬
wnątrz ku zewnątrz rany i prowadzi do wypłukania i usunięcia
z rany siłami cieczy tkankowych drobnoustrojów, produktów ich
życia biologicznego oraz wytworów proteolizy obumarłych tkanek.
Widzieliśmy, że ujemne ciśnienie w ranie i wzrost ciśnienia
osmotycznego są to dwa czynniki, które zawsze w ranie są,
a tem samem i spowodowany niemi prąd cieczy ustrojowych od
wewnątrz ku zewnątrz zawsze i stale będziemy mieli w każdej ranie.
Jest to proces pierwszorzędnego znaczenia. Może on być spotęgowa¬
ny przez odpowiednio chłonący i skierowujący ciecze przyranne
opatrunek, którego cechy poznaliśmy dzięki pracom Preobrażeńskie-
go i Noetzla, może być też uszkodzony przez opatrunek zły
		

/Czasopisma_174_06_303_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 365
i nieodpowiedni, który zniesie ciśnienie ujemne w ranie, spowoduje
natomiast jego silny wzrost, przewyższający silę prądu, wytworzo¬
nego przez samo tylko ciśnienie osmotyczne. W ten sposób będzie¬
my mieli prąd cieczy ustrojowych już nie od wewnątrz ku zewnątrz
rany, lecz odwrotnie od zewnątrz ku wewnątrz, a przeto drobno¬
ustroje i przedewszystkiem ich produkty biologiczne oraz produkty
proteolizy przedostawać się będą do wnętrza zakażonego organizmu.
(W świetle tego stanu rzeczy wyniki doświadczeń na zwierzętach,
dokonanych przez Preobrażeńskiego i Natzla, są dla nas jasne
i zrozumiałe). Oczywiście, nie potrzebuję dowodzić, jak zgubne
mogą być skutki nieodpowiedniego opatrunku. Proces ten, tak
samo jak i proteoliza rozwija się powoli, ażeby wyraźnie wystąpić
już w drugim okresie.
W końcu muszę nadmienić, że wskutek przepełnienia krwią
naczyń krwionośnych, ściany ich ulegają ścieńczeniu, a otoczki
ich komórek, dzięki zmienionym warunkom odżywiania, nabierają
właściwości przepuszczania ciał, które przez nie normalnie nie
przechodzą (fibrinogena, albumina, globulina i t. d.). Stąd wysięki
zapalne zawierają białko i różnią się co do swego składu od prze¬
sięków i obrzęków zastoinowych i innych.
Jeśli zechcemy scharakteryzować cały proces proteolizy i spra¬
wy towarzyszące mu z punktu widzenia chemji koloidalnej, musimy
go określić w tym okresie jako początek, jako wstęp do zamiany
helikoloidalnej budowy uszkodzonych tkanek na zolikoloidalną celem
następnego zużytkowania ich w tej formie substancyj, powstałych na
budowę nowych związków koloidalnych, przytem niepotrzebne zo¬
stają usunięte z organizmu.
Gdy te wszystkie procesy dojdą do pełnego rozwoju i energji,
rana przechodzi w 2 okres swego rozwoju—okres oczyszczania.
II.	Okres oczyszczania się rany.
Tak więc widzieliśmy, iż w 24—36 godzin po zadaniu cała rana
jest usiana drobnoustrojami, rozmnażającemi się z ogromną szyb¬
kością, drobnoustrojami już o znacznie zwiększonej jadowitości,
uzbrojonemi w cały swój aparat walki, jak toksyny, endotoksyny,
agresyny, zaczyny trawienne i t. d. Siły biochemiczne ustroju dały
już częściowo radę z naruszeniem swej budowy koloidalnej i rozpo¬
częły proces odtwórczy, a właściwie jego pierwszą część, miano¬
wicie zamianę nekrotycznych komórek i tkanek ze stanu helikoloidów
		

/Czasopisma_174_06_304_0001.djvu

			366
Dr. Józefat Bohuszewicz
w stan zolikoloidalny. Powstał prąd cieczy ustrojowej z głębi na-
zewnątrz rany. Napadnięty ustrój wytworzył wał ochronny, niedo-
puszczający do masowego wtargnięcia drobnoustrojów do wnętrza
organizmu, rozwinęła się energiczna fagocytoza. Wreszcie poza
uruchomieniem wszystkich nieswoistych ciał bakterjobójczych suro¬
wica krwi i ciecze ustrojowe zaczęły otrzymywać i swoiste niwecz-
niki, wywołane częściowem dostawaniem się drobnoustrojów do
wnętrza organizmu. Rana przechodzi w okres drugi—okres oczysz¬
czania się.
Nazwa ta odpowiada tylko zewnętrznie temu, co się w ranie
odbywa. Wewnętrznie jest to okres wytężonej walki wzajemnej
drobnoustrojów z siłami ochronnemi organizmu, okres intensywnych
procesów biochemicznych, zdążających do rozpuszczenia i usunięcia
z organizmu produktów nekrobiozy, powstałych wskutek urazu
wewnątrz i na powierzchni rany. Tak więc fagocytoza trwa w całej
pełni; ciecze drobnoustrojowe, zasilone już przez swoiste niweczniki,
rozpuszczają same drobnoustroje, zobojętniają ich toksyny i endo-
toksyny, powodują ich zlepianie się i przygotowują do fagocytozy
(opsoniny) i t. p. Nieznaczne ilości drobnoustrojów lub ich jadów,
które w tym czasie do organizmu się dostają, są wciąż nowemi
bodźcami, powodując wytwarzanie się nowych niweczników i t. p.
Prąd cieczy ustrojowych wypłukuje ze szczelin tkankowych i z głębi
tkanek drobnoustroje, które się tam dostały, oraz ich toksyny i inne
produkty.
W organizmie odbywa się energiczny proces proteolizy. Proces
ten, jak już zaznaczyliśmy poprzednio, jest wysoce dla organizmu
potrzebny: powoduje on bowiem przetrawienie, rozpuszczenie,
usunięcie z organizmu, ewentualnie zużytkowanie na cele odbudowy
produktów nekrobiozy komórkowej i tkankowej. Proteoliza, jak
wiemy, może dochodzić do produktów końcowych t. j. do amino¬
kwasów, lub też zatrzymywać się na wytworach przejściowych:
peptonach i polipeptydach. O ile produkty końcowe nie są dla
organizmu same przez się szkodliwe, służąc tylko za pożywkę dla
drobnoustrojów, o tyle peptony i polipeptydy mają cechy wysoko
trujące i mogą przyprawić ustrój o ciężkie, nieraz niebezpieczne
dla życia objawy. Wessanie ich jest nieraz groźniejsze dla ustroju,
aniżeli cały atak drobnoustrojów, które do niego wtargnęły. Wspo¬
mnieliśmy już poprzednio, że i drobnoustroje wydzielają swe
własne zaczyny, które przetrawiają białko nekrobiotyczne, a nieraz
i tkanki zdrowe (beztlenowce, oraz z tlenowców odmieńce i prątek
		

/Czasopisma_174_06_305_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 367
ropy błękitnej). Wytwory tej proteolizy są to peptony, wysoce trujące
dla organizmu. Z proteolizą tą, idącą od zewnątrz organizmu ku
wewnątrz, ustrój walczy zapomocą antyfermentów, zawartych w oso¬
czu krwi i cieczach ustrojowych. W rezultacie proteolizy rana
wkrótce staje się wilgotną, śliską, lepką i powoli pokazuje się
w niej ropa.
Rozpatrzmy czem jest w istocie swej ropa.
„Materia peccans" dawnych chirurgów zawiera niewątpliwie
w swym składzie wypłukane z powierzchni i wnętrza tkanek drob¬
noustroje i ich jady. Nie stanowią one jednak całej jej zawartości,
odwrotnie stanowią ledwie drobny ułamek. Podstawowym składni¬
kiem ropy są żywe i obumarłe leukocyty, produkty ich rozpadu —
liczne zaczyny, dalej, produkty proteolizy nekrobiotycznych tkanek,
wreszcie ciecze ustrojowe z ich czynnikami bakterjobójczemi.
Widzimy więc, że nie są to wcale składniki, które uważać byśmy
mogli jako „materia peccans"; w przeważnej części są to produkty
sił biologicznych organizmu, przeznaczonych do walki z zakażeniem
i do odbudowy naruszonej struktury koloidalnej.
W miarę rozwoju tych spraw w organizmie odbywa się samo-
wyjałowianie rany. Drobnoustroje nie mogą wtargnąć do głębi
organizmu. Niszczone częściowo przez fagocyty, a głównie przez
drobnoustrojobójcze ciecze ustrojowe, wymywane na powierzchnię
i usuwane z rany przez prąd cieczy broniącego się organizmu,
wkrótce tracą najważniejszy swój warunek rozwoju: produkty roz¬
padu białka nekrotycznego, w miarę jak wszystkie nekrobiotyczne
koloidy przejdą w stan zolikoloidów i zostaną usunięte z organizmu.
Z postępem tych spraw liczba ich zmniejsza się coraz bardziej,
ażeby ku końcowi drugiego okresu spaść do nielicznych tylko ko-
lonij. Następuje samowyjałowienie się rany (autosterilisatio).
Okres drugi trwający zwykle 1 — 12 dni prowadzi do usunięcia
uszkodzonych i zmartwiałych tkanek, do opanowania zakażenia, do
wyjałowienia rany, ustępując ze swej strony miejsca okresowi trze¬
ciemu, okresowi odtwórczemu, okresowi ziarninowania.
III.	OKres ziarninowania.
Widzieliśmy już z poprzedniego, że ku końcowi drugiego okre¬
su mamy ukończone 2 zasadnicze zjawiska: 1) zmianę nekrobiotycz¬
nych helikoloidów w zolikoloidy i w ten sposób usunięcie z rany
wszystkich martwych komórek i tkanek z pozostawieniem wolnej
przestrzeni dla procesu odtwórczego, zdążającego do wypełnienia
		

/Czasopisma_174_06_306_0001.djvu

			368
Dr. Józefat Bohuszewicz
zadanego ubytku; 2) samowyjałowienie rany czyli usunięcie z niej,
względnie zmniejszenie do minimalnej ilości drobnoustrojów i ich
produktów biologicznych. W końcu tego okresu ropa traci swe
cechy brunatno krwiste, staje się czystą, przezroczystą, nieraz śmie-
tankowatą, złożoną prawie wyłącznie z leukocytów lub produktów
ich rozpadu, na dnie rany pojawia się żywo—czerwona obfita ziarnina.
Wszystkie procesy rozkładu białka i fermentacji i działania zaczynów
ustają na granicy tkanek zdrowych. Te ostatnie przetrawieniu nie
ulegają. Przeszkadzają temu zdolności antytreptyczne zdrowych
tkanek. Powierzchnia tych ostatnich, a właściwie tkanka łączna,
stajesię źródłem wytworzenia się wspomnianej przeze mnie ziarniny.
Ma ona narazie cechy tkanki jeszcze bardzo miękkiej, wodnistej, nie¬
jako zolikoloidu, zdradzającego już jednak cechy dążenia do przejścia
w stan helikoloidu. Pod względem koloidalnym zastępuje ona cza¬
sowo otoczkę rany, wytworzoną w pierwszym jej okresie przez
włóknik, a strawioną w drugim w czasie energicznych procesów, wy¬
wołanych przez zaczyny przyranne. Powierzchnia ziarninowa staje
się otoczką już mniej dostępną dla procesów dyfuzji i osmozy. Prąd
cieczy ustrojowej od wnętrza rany wskutek tego słabnie. Rozrost
ziarniny związany jest z rozrostem szeregu naczyń włosowatych,
a tem samem z uregulowaniem krążenia, ze zmniejszeniem się
i zanikiem zastoju. Prowadzi to do większego dopływu tlenu,
zmniejszenia się i zaniku kwasu węglowego i innych kwasów, a tem
samem do zmniejszenia się leukocytozy, do mniejszego nacie-
czenia otaczających tkanek, do zaniku obrzęku i powrotu komó¬
rek do normalnej zawartości wody w protoplazmie, a tkanek
we włóknach.
Pod względem bakterjologicznym nieuszkodzona ziarnina stanowi
doskonałą przegrodę, przez którą nie mogą się dostać do ustroju
zarazki, ma ona też właściwości drobnoustrojobójcze, powoduje ich
zabijanie albo też znaczne osłabienie. Produkty ich jednak, a więc
jady, mogą ulegać wessaniu i to nawet łatwiej, aniżeli w pierwszym
lub drugim okresie przebiegu rany. Sprawa wessania przez tkankę
ziarninową nie została dostatecznie zbadana i rozstrzygnięta w nauce.
Jasne jest tylko, że z reguły to ostatnie nie występuje, o ile tylko
wadliwym opatrunkiem nie wytworzymy odwrotnego prądu cieczy
ustrojowych z rany do organizmu. Taką rolę odgrywa ziarnina
nieuszkodzona. Wszelkie uszkodzenia mogą te wszystkie jej włas¬
ności, a przedewszystkiem przeciwbakteryjne, zniszczyć lub osłabić.
To samo mogą uczynić i choroby ziarniny. O tych ostatnich, jak
		

/Czasopisma_174_06_307_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 369
również i o budowie ziarniny, nie mówię. Zainteresowani znajdą to
w odpowiednich podręcznikach.
W miarę rozwoju ziarniny wypełnia ona coraz bardziej ubytek
tkankowy, spowodowany przez ranę, łącznie z tem sama coraz
bardziej traci swe cechy zarodkowe. Ilość wody w niej szybko się
zmniejsza. Proces sinerczy postępuje bardzo szybko z brzegów na¬
rasta naskórek i rana szybko zbliża się ku zagojeniu. W tym
okresie spotykamy jeszcze na jej powierzchni nieliczne drobnoustroje.
Za pożywkę służą im jeszcze wydostające się przez ziarninę i obu¬
mierające na jej powierzchni leukocyty, podtrzymując w ten sposób
resztki dogasającego procesu. Jak widzimy, tak korzystna w okresie
drugim fagocytoza, szczególniej dokonywana przez leukocyty, w okre¬
sie tym staje się szkodliwą, bowiem całkiem niepotrzebnie podtrzy¬
muje proces zakaźny i przeszkadza zagojeniu się rany. Sprawa
jednak sinerczy ziarniny postępuje dalej, leukocytów przedostaje się
na powierzchnię coraz mniej, naskórek się rozrasta i rana wkrótce
zamienia się w stałą i twardą tkankę bliznowatą.
Przedstawiłem tu w zarysie przebieg spraw biologicznych jakie
w ranie przypadkowej, w ranie zakażonej się odbywają.
Nie potrzebuję nadmieniać, że sprawy te nie zawsze mają jed¬
nakowy przebieg, zależy to od wzajemnego stosunku sił: z jednej
strony ilości i jadowitości drobnoustrojów, które do rany wtargnęły,
z drugiej zaś — od sprawności i wydolności czynników odpornościo¬
wych ustroju. W jednych przypadkach drobnoustroje są tak jado¬
wite, że odrazu porażają siły odpornościowe ustroju. Fagocytoza
nie następuje, leukocyty do rany nie napływają, zaczyny proteoli¬
tyczne nie rozwijają się. W innych znowu, o przeciętnej ilości i zjad¬
liwości drobnoustrojów, organizm dzięki przemęczeniu, wyczerpaniu
i t. d. ma tak zmniejszoną odporność, że czynników obronnych mu
nie wystarcza nawet dla zwalczenia zakażenia o przeciętnej jadowi¬
tości. W obu przypadkach opisany przeze mnie proces w którem-
bądź miejscu swego rozwoju zostaje przerwany, co powoduje śmierć
organizmu.
Celem uzupełnienia podanego tu obrazu chcę jeszcze przyto¬
czyć badania i wnioski Bier’a, co do znaczenia tkanki ziarninowej
i wogóle charakteru i istoty spraw odtwórczych (regeneratio) odby¬
wających się w organizmie. Tkanka ziarninowa zdaniem Bier’a to
nie jest tkanka przeznaczona tylko do wypełnienia powstałych
ubytków, zapomocą specjalnej, stojącej na bardzo niskim poziomie
filogenetycznym tkanki bliznowatej; ale jest to tkanka „zarodkowa"
		

/Czasopisma_174_06_308_0001.djvu

			370
Dr. Józefat Bohuszewicz
w całem tego słowa znaczeniu, tkanka, która zdolna jest w bardzo
wielu przypadkach prowadzić do zupełnej regeneracji utraconych
części i tkanek. Pod tym względem bierze on za przykład niższe
zwierzęta, gdzie regeneracja tkanek, a nawet całych organów odbywa
się w zupełności. Wprawdzie u kręgowców, bardziej u ssaków, a już
najbardziej u człowieka, straciła ona większą część swej energji
potencjalnej. W bardzo wielu jednak przypadkach do bardzo daleko
idącej regeneracji właściwych tkanek dochodzi, jeśli zachowamy
szereg warunków, które dla takiej regeneracji są konieczne. Warun¬
ków tych jest dużo, lecz najważniejsze z nich są:
1)	Pozostawienie wolnej przestrzeni (,.Liicke“ wedle Biera).
2)	Odpowiednia pożywka (Nahrboden), składająca się albo z na¬
turalnych soków organizmu: krwi, chłonki, produktów rozszczepienia
zniszczonych tkanek, lub też sztucznych pożywek: rozczyn fizjolo¬
giczny, żelatyna 20%-owa i t. p.
3)	Zupełny spokój, polegający na usunięciu wszelkich czynni¬
ków drażniących, traumatycznych jak termicznych, tak chemicznych
i bakteriologicznych.
4)	Dostateczny dopływ krwi.
5)	Odpowiednia ciepłota.
6)	Dostateczna wilgotność, szczególniej dla tkanki łącznej ścię¬
gien (regeneracja naskórka wymaga suchego powietrza i światła).
7)	Odpowiedni niezbyt późny wiek.
Zdaniem Bier’a, gdyby się udało zapewnić w całości ranie te
czynniki, regeneracja mogłaby być prawie zupełną.
Do szeregu czynników drażniących zalicza Bier w pierwszym
rzędzie infekcję, dalej wszelkie szwy, dreny, sączki, podwiązki i t. p.
które zdaniem jego znoszą wolną przestrzeń, niszczą w ten sposób
pierwszy warunek regeneracji, usuwają od ziarniny wszelkie płyny
odżywcze, czem niszczą drugi i szósty warunek, i wreszcie, będąc
ciałami obcemi, zużywają na walkę ze sobą siły tkanki ziarninowej,
które mogłyby pójść na czynności odtwórcze i prowadzić do pełniej¬
szej regeneracji. Nie potrzebuję chyba specjalnie zaznaczać, że za¬
każenie, zużywając większość sił tkanki łącznej na walkę z niem,
musi najsilniej upośledzać regenerację. W sprawie regeneracji zda¬
niem Bier’a i Sudernatscha dużą rolę odgrywają hormony gruczołów
wkrewnych jak grasica, tarczyca, nadnercze, jądro i t. p. Tak np.
karmienie zarodków żaby (ranae esculentae) tarczycą i jajnikiem
wywołuje przedwczesne zróżnicowanie ciała tych ostatnich przy
jednoczesnem zahamowaniu wzrostu, odwrotnie karmienie grasicą
wywołuje gigantyczny wzrost, znosi natomiast zróżnicowanie tkanek.
		

/Czasopisma_174_06_309_0001.djvu

			W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgiczn. ostrych spraw zakaźnych 371
Stan odżywiania organizmu w tym czasie nie odgrywa większej
roli, bowiem zwierzęta same w tym czasie, jak w czasie choroby, nie
jedzą, a i obserwacje u ludzi głodujących większych zaburzeń w rege¬
neracji nie wykazały (Trinkler, Schimmelbusch). Wszelkie trans¬
plantacje grają rolę tylko bodźca, pobudzającego tkankę ziarninową
do większej zdolności regeneracyjnej, bowiem same transplantaty
obumierają, a tylko w ich miejsce wchodzi tkanka ziarninowa, która
w ten sposób doprowadza do pełnej regeneracji (Roux, Jores, Bier).
Ropa zdaniem Bier’a jest niewątpliwie tą dobrą pożywką, na
której tkahka ziarninowa może wyjawić maximum swej siły poten¬
cjalnej.
Aczkolwiek w teorji tej jest dużo presady: bowiem, jak już
zaznaczyliśmy, energja potencjalna tkanki ziarninowej jako produktu
tkanki łącznej jest u człowieka niewielką, to jednak w ogólnych za¬
rysach podane wnioski Bier’a mają niewątpliwie swe uzasadnienie
i na nie musimy przy leczeniu ran zwracać baczną uwagę.
Już z tego krótkiego opisu przebiegu gojenia się ran przypad¬
kowych możemy wysnuć kilka wniosków, które w sprawie leczenia
odgrywają pierwszorzędną rolę.
1)	Przedewszystkiem widzimy, że nie samo dostawanie się drob¬
noustrojów do rany, nie sama ich ilość i jadowitość, ale, i to
przedewszystkiem, o powstaniu zakażenia decyduje obecność w ranie
martwych lub uszkodzonych komórek i tkanek, a im większą jest
ona, tem bardziej podnosi szanse zakażenia.
2)	W sprawie oczyszczania się i samowyjałowienia rany ogromną
rolę odgrywają, jak fagocyty stałe, tak przedewszystkiem fagocyty
ruchome, ich jaknajobfitszy dopływ w drugim okresie jest zjawiskiem
wysoce korzystnem. Nie tyle jednak odgrywają tu rolę fagocyty, ile
wydzielone przez nie zaczyny, które rozwijają 'silnie procesy pro¬
teolityczne i tem powodują jaknajprędsze rozszczepienie i zamianę
na zolikoloidy nekrobiotycznego białka oraz usunięcie go z organizmu,
są one przeto najpotężniejszym czynnikiem w sprawie samowyjało¬
wienia rany.
3)	W okresie natomiast trzecim przenikanie na powierzchnię
ziarniny leukocytów jest czynnikiem szkodliwym: podtrzymuje bowiem
zakażenie rany i przeszkadza gojeniu się tej ostatniej.
4)	Zgubny wpływ na organizm mogą mieć nietylko same
drobnoustroje i ich produkty biologiczne, ale i produkty proteolizy
tkanek nekrobiotycznych. Z tych ostatnich najbardziej jadowitemi
		

/Czasopisma_174_06_310_0001.djvu

			372 Dr. J. Bohuszewicz. W sprawie leczenia ran przypadków, i chirurgicznych
są produkty proteolizy drobnoustrojowej, następnie produkty przej¬
ściowe wytworzone przez proteolizę, nie dochodzącą do produktów
końcowych.
5)	Ropa jest czynnikiem szkodliwym tylko wtedy, gdy zawiera
w sobie dużo drobnoustrojów i ich jadów oraz wymienione przed
chwilą produkty proteolizy, w innych zaś razach jest cieczą wielce
korzystną i ułatwiającą regenerację.
Widzimy, jak potężnie ustrój jest zaopatrzony w czynniki
ochronne i jak złożony jest w nim system walki z zakażeniem
i proces odtwórczy. Nie zdziwi nas przeto, że dla lekkich i średnio
ciężkich zakażeń czasu pokojowego metoda konserwatywna była
dostateczną i dawała dobre rezultaty. Jednak w zakażeniach
ciężkich, jakie widzieliśmy na wojnie, metoda ta zbankrutowała. Po¬
znawszy te wszystkie sprawy, jakie się odbywają w ranie, nie możemy
patrzeć na nią tylko z bakteriologicznego, a właściwie bakteriobój¬
czego punktu widzenia. Oglądając dzisiejszą ranę, chirurg winien
dokładnie zdać sobie sprawę, co się w niej dzieje, w jakim okresie
i w jakim stadjum swego rozwoju rana się znajduje, przez jakie
procesy świata koloidalnego ona obecnie przechodzi, wreszcie, jaki
jest wzajemny stosunek sił atakujących drobnoustrojów i czynników
odpornościowych, chroniących organizm, jakie są szanse zwycięstwa
tej lub innej strony. Wreszcie winien odpowiedzieć sobie na pytanie,
gdzie i w czem leżą słabe strony organizmu i na czem one polegają.
Dziś już nic nie możemy przytoczyć na obronę postępowania
konserwatywnego. Samo poznanie wskazanych spraw zmusza nas
do postępowania czynnego, do aktywizmu w leczeniu ran, miano¬
wicie do usuwania tych przeszkód, które organizm w swej walce
z drobnoustrojami napotyka, oraz do wspomożenia sił organizmu,
gdy te ostatnie okazują się za słabe do zwalczania przeciwnika.
Nie możemy powiedzieć, że wojna światowa wynalazła i usyste¬
matyzowała jakąś nową metodę leczenia ran. Chirurdzy tej doby
tego nie uczynili, rozpoczęli oni tylko i daleko posunęli pracę
w kierunku poznania spraw biologicznych, zachodzących w ranie,
oraz wskazania dróg, podstawowych sposobów i metod, któremi
w przyszłości leczenie ran przypadkowych i chirurgicznych chorób
zakaźnych kroczyć winno. Dalsze pogłębienie tych rzeczy oczekuje
badaczy.
(D. c. n.)
		

/Czasopisma_174_06_311_0001.djvu

			Sprawozdanie z działalności Wydziału Lekarskiego U. S. B. w Wilnie 373
Sprawozdanie z działalności
WYDZIAŁU LEKARSKIEGO
Uniwersytetu Stefana Batorego w "Wilnie
w roKu aKademicKim 1929/1930
(Od 15/IX. 1929 r. do 15/IX. 1930 r.)
przedstawił
Prof. Dr. Władysław JaKowicKi
DzieKan Wydziału LeKarsKiego.
Rok sprawozdawczy rozpoczęły uroczystości, związane z obcho¬
dem 350-letniego jubileuszu Wszechnicy Batorowej, a jednocześnie
10-lecia Jej wskrzeszenia.
Z okazji tej nie tylko Uniwersytet, jako całość, ale i Wydział
Lekarski otrzymał z wielu stron i od szeregu organizacyj dużo
dowodów uznania i przyjaźni. Na tem miejscu niech wolno będzie
złożyć wyrazy serdecznej podzięki tym wszystkim, którzy się przy¬
czynili do uświetnienia naszej uroczystości i pośpieszyli z życzeniami,
w szczególności zaś bratniemu Wydziałowi Warszawskiemu za wspa¬
niały dar w postaci łańcucha dziekańskiego. Drugi łańcuch, jak
wiadomo, ofiarowali członkowie naszego Wydziału.
Nie mniej doniosłem wydarzeniem dla Wydziału był XIII Zjazd
Lekarzy i Przyrodników Polskich, który po raz pierwszy obradował
w murach Wilna.
Wszystkie te uroczystości zakończyły niejako i uwieńczyły pierw¬
szy okres istnienia wskrzeszonej Uczelni, okres organizacyjny.
Historja pierwszego dziesięciolecia Wydziału w opracowaniu
niezapomnianej pamięci ś. p. Prof. D-ra Stanisława Trzebińskiego
wkrótce ukaże się w druku. Znajdzie się w niej niewątpliwie miejsce
na wykazanie tego, jak skromnemi środkami organizację Wydziału
przeprowadzono. Pozwoli to uzasadnić potrzebę wprowadzenia w ży¬
cie planu gospodarczego, który Rada Wydziału w roku bieżącym
opracowała, a Senat zatwierdził, jako minimum jego potrzeb.
I.	Budowy i remonty.
Na mocy umowy pomiędzy Uniwersytetem a Dowódcą O. K.
Grodno z roku ubiegłego, kosztem 240000 zł, przyznanych przez
Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, rozsze¬
rzono Kliniki Chirurgiczną i Il-gą Wewnętrzną.
		

/Czasopisma_174_06_312_0001.djvu

			374	Sprawozdanie z działalności Wydziału Lekarskiego
Kliniki te, pomieszczone na parterze i II piętrze, otrzymały do
równego podziału I piętro i przez to zwiększyły swą powierzchnię
każda o 50%. Po przeprowadzeniu odpowiedniego remontu Il-ga
Klinika Wewnętrzna uzyskała obszerną przychodnię z poczekalnią,
pokoje do badań chorych, pokój lekarza dyżurnego, wreszcie po¬
mieszczenia dla Roentgen’a, zwierząt doświadczalnych i kuchni dje-
tetycznej. Klinika Chirurgiczna zaś uzyskała salę operacyjną asep-
tyczną wraz z pomieszczeniem dla sterylizacji parowej, sale dla
chorych po operacjach aseptycznych, wreszcie własną salę wykła¬
dową z pokojem przygotowawczym.
Na wniosek Prof. Dr. Michejdy składam tutaj gorące podzięko¬
wanie Jego Magnificencji Rektorowi A. Januszkiewiczowi za udzielaną
w ciągu długich 8 lat gościnę na swej sali wykładowej klinice chi¬
rurgicznej; stan ten był bardzo uciążliwy dla obu kierowników tych
klinik, dla chorych i personelu.
Przeprowadzone w ten sposób adaptacje usuwają szereg bra¬
ków w obu klinikach i na dłuższy czas stwarzają dla nich warunki
możliwej pracy.
W związku z dużemi robotami budowlanemi, obecnie przepro-
wadzanemi, Kierownik kliniki chirurgicznej zapoczątkował urządzenia
sterylizacyjne, używając na ten cel przyznaną przez M. W. R. i O. P.
dotację nadzwyczajną w sumie 50C0 zł. Suma ta jest jednak niewy¬
starczająca i plan gospodarczy Wydziału przewiduje odpowiednią
pozycję na dokończenie sterylizacji i na urządzenie wewnętrzne no¬
wego piętra.
Klinika chorób dziecięcych uzyskała w tym roku kredyty
na budowę werandy dla chorych i przebudowę przychodni. Roboty
w najbliższym czasie będą ukończone i w ten sposób również i w tej
klinice usunięte zostaną najbardziej dotkliwe braki.
Klinika chorób skórnych przeprowadziła tylko drobny re¬
mont, nadto przegrodzono w niej korytarz, przez co uzyskano
oddzielenie oddziału kobiecego od męskiego.
Dużym brakiem tej kliniki jest nieodpowiednie pomieszczenie
dla przychodni.
W klinice chorób usznych i gardlanych odnowiono sale
chorych i salę wykładową.
Klinika psychjatryczna na żądanie Min. Rob. Publ. opraco¬
wała w tym roku plan budowy pawilonu klinicznego, który ma być
częścią Państwowego Szpitala Psychjatrycznego przy ulicy Letniej.
Koszt budowy obliczono w przybliżeniu na 360000 złotych.
		

/Czasopisma_174_06_313_0001.djvu

			Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
Przez wybudowanie tego pawilonu zostaną zaspoko¬
jone najpilniejsze potrzeby klinik antokolskich.
W ciężkich warunkach znajdują się kliniki w szpitalu Ś-go
Jakóba, a więc I-sza klinika wewnętrzna i neurologiczna.
Pomieszczenia, zajmowane przez te kliniki, są nader ciasne i nie
odpowiadają wymogom, stawianym zakładom uniwersyteckim. W roku
sprawozdawczym musiano poprzestać na odświeżeniu kliniki chorób
nerwowych i przerobieniu gabinetu lekarskiego.
Klinika położniczo-ginekologiczna przeprowadziła grun¬
towny remont kotła do ogrzewania wody, pieców na sali operacyjnej,
urządzeń kanalizacyjnych na oddziale położniczym; zmieniono czꜬ
ciowo sufit w pralni, zrobiono żelazne okiennice w piwnicy, nadto
przeprowadzono szereg drobnych poprawek. Elewacja gmachu wy¬
maga gruntownego remontu. Remont ten wciąż jest odkładany
w oczekiwaniu przyznania kredytu na rozbudowę gmachu.
Sprawa rozbudowy jest nad wyraz pilna. Klinika istnieje
już 7 lat bez położniczego oddziału septycznego. jest to stan nie¬
dopuszczalny nawet w małych zakładach prywatnych i grozi wciąż
niebezpieczeństwem wybuchu gorączki połogowej w zakładzie.
Stan ten uniemożliwia również klinice racjonalną pracę dydak¬
tyczną przez pozbawienie jej najcenniejszego materjału klinicznego,
z którym lekarze prowincjonalni najczęściej się spotykają.
Przechodząc do Zakładów teoretycznych, stwierdzić trzeba,
że z powodu całkowitego braku kredytów sprawa wykończenia no¬
wego gmachu dla Zakładu anatomji opisowej nie posunęła się
zupełnie naprzód. W nowym gmachu, oprócz wewnętrznego urządze¬
nia brak jest tylko podłóg i robót malarskich. W obawie przed
zniszczeniem centralnego ogrzewania w zimie trzeba gmach opalać.
Nie tylko wykończenie wzniesionej już części gmachu, ale
i budowa przewidzianego w pierwotnym projekcie skrzydła jest
rzeczą pierwszorzędnej wagi. Wykonanie całego planu pierwotnego
da dopiero należyte pomieszczenie dwu zakładom: anatomji opi¬
sowej i histologji.
Rozpaczliwa jest sytuacja Zakładu patologji ogólnej, który
własnego lokalu nie posiada. Z chwilą, gdy obsadzono katedrę
patologji ogólnej przez powołanie na profesora Doc. Pelczara
z Krakowa, budowa nowego zakładu staje się wprost konieczna.
Nie mniej daje się odczuwać brak własnej sali wykładowej
Zakładowi chemji fizjologicznej. Prowadzenie wykładów chemji
w sali innego zakładu uniemożliwia demonstracje i dokonywanie
		

/Czasopisma_174_06_314_0001.djvu

			376
Sprawozdania z działalności Wydziału Lekarskiego
prób chemicznych, przez co obniża się wartość dydaktyczną wykładów.
W planie swym Rada Wydziału proponuje nadbudować pół
piętra nad budynkiem cerkiewnym w gmachu Collegium Czartorys¬
kich i umieszcza w nim zakład patologji ogólnej i salę wykładową
dla zakładu chemji fizjologicznej.
Zakład Medycyny sądowej dla swojej części naukowej
uzyska w najbliższym czasie odpowiednio odrestaurowany lokal na
parterze gmachu Collegium Czartoryskich.
Nadbudowa więc i przeróbka budynku cerkiewnego
i wykończenie gmachu anatomji opisowej załatwiłyby spra¬
wę lokali zakładów teoretycznych, mieszczących się w gma¬
chu Collegium Czartoryskich.
W związku z przeniesieniem zakładu anatomji opisowej do
nowego gmachu, opróżnione przezeń pomieszczenia w Collegium
Śniadeckich oddane być mają Wydziałowi matematyczno-przyrodni¬
czemu. Jednocześnie, w myśl dawnych uchwał Senatu, Wydział
matematyczno-przyrodniczy ma zwolnić i oddać do dyspozycji Wy¬
działowi lekarskiemu kilka pokoi w Collegium Piłsudskiego przy
ul. Objazdowej. Po przeprowadzeniu odpowiednich remontów znaj¬
dzie tam pomieszczenie nowo tworzący się Zakład farmacji sto¬
sowanej. Katedra tego przedmiotu już w roku sprawozdawczym
została Wydziałowi przyznana.
Zorganizowanie tego zakładu jest konieczne ze względu na
potrzebę ukończenia organizacji Oddziału farmaceutycznego.
Rozszerzenie pomieszczeń dotychczasowych zakładów tego od¬
działu, a zwłaszcza Zakładu farmakognozji jest sprawą równie pilną.
W Zakładzie Histologji przeprowadzono remont w 3 pracow¬
niach i naprawiono 9 pieców.
Zakład Chemji farmaceutycznej przeprowadził drobny
remont.
Zakład Fizjologji w roku sprawozdawczym nie uzyskał
środków na urządzenie amfiteatru w swej sali wykładowej, z której
korzysta kilku wykładowców.
Również i Zakład anatomji patologicznej nie dokonał żad¬
nych instalacyj, a przedewszystkiem nie uzyskał jeszcze kostnicy.
Rozszerzenia okien w sali ćwiczeń i prosektorjum z braku kredytów
nie można było przeprowadzić.
Lokal i urządzenie wewnętrzne Polikliniki stomatologicznej
jest w dalszym ciągu bolączką Wydziału. Jedynem racjonalnem
wyjściem z tej sytuacji jest wynajęcie mieszkania w środ-
		

/Czasopisma_174_06_315_0001.djvu

			Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
377
mieściu i dostosowanie go do potrzeb zakładu. Zakład tak zorga¬
nizowany będzie mógł się utrzymać swojemi siłami drogą samowy¬
starczalności.
W planie gospodarczym Wydziału potrzeby Polikliniki stomato¬
logicznej wysuwają się na jedno z pierwszych miejsc.
II.	Inwentarze. Dotacje.
W związku z opracowaniem planu gospodarczego Wydziału na
najbliższe lata ustalono w przybliżeniu wartość inwentarza poszcze¬
gólnych zakładów i klinik.
Wartość inwentarza oszacowano, jak następuje:
Zakładu Anatomji opisowej
59850 zł.
»
patologicznej
43000 „
Bakterjologji
30680 „
»
Biologji ogólnej
114080 „
»
Chemji fizjologicznej
45220 „
Farmakologji
23560 „
n
Fizjologji
95150 „
»
Higjeny
33640 „
M
Histologji i embrjologji
32733 „
n
Historji i filozofji medycyny . . .
6590 „
n
Medycyny sądowej
40000 „
}>
Patologji ogólnej
8500 „
Kliniki chorób wewnętrznych 1
84500 „
»
11
156744 „
w
,, dziecięcych
65840 „
nerwowych
71600 „
»
„ psychicznych
48350 „
yt
„ skórnych i wenerycznych . .
• n
66010 „
w
chirurgicznej
189770 „
M
położn.-ginekologicznej
88420 „
»
uszno-gardlanej
85080 „
fi
ocznej
80050 „
Zakładów Oddziału Farmaceutycznego:
a) Zakładu Chemji farmaceutycznej . . .
. . na
15000 zł.
b) Zakładu farmakognozji
38850 „
W sumie tej mieści się wartość bibljotek zakładów i Klinik
Wydziału, oszacowana ogólnie na 463400 złotych.
		

/Czasopisma_174_06_316_0001.djvu

			378
Sprawozdania z działalności Wydziału Lekarskiegó
Jeżeli się uwzględni, że składają się na tę sumę 24 bibljoteki
zakładowe, że w Wilnie niema większych nowoczesnych księgozbio¬
rów lekarskich, że nawet w bibljotece uniwersyteckiej dział ten
prawie nie istnieje, zrozumiały stanie się fakt, że szereg zakładów
nie posiada podstawowych dzieł i czasopism, bez których prowa¬
dzenie pracy naukowej jest wprost niemożliwe. Trzeba też stwierdzić,
że w Wilnie utrzymanie kontaktu z bieżącem piśmienictwem lekar-
skiem jest wysoce utrudnione.
W swym planie gospodarczym Rada Wydziałowa ustaliła,
że 143000 zł. jest minimalną sumą, która jest niezbędna dla
uzupełnienia najdotkliwszych braków w księgozbiorach
zakładów teoretycznych, i wysunęła te potrzeby na plan pierwszy.
W okresie sprawozdawczym Wydział Lekarski otrzymał nastę¬
pujące dotacje:
z § 9 —18896 zł. — co stanowi około 24% dotacji z tego para¬
grafu na cały Uniwersytet.
Suma ta rozdzielona na poszczególne zakłady
zużyta została na drobne instalacje i remonty;
z § 10 — 83209 zł. — (34% dotacji na cały Uniwersytet).
Nadto z sum pozabudżetowych M. W. R. i O. P. otrzymały:
Zakład anatomji patologicznej — 3000 zł., Zakład histologji —
8000 zł., Klinika chirurgiczna—5000 zł., Klinika skórno-weneryczna—
10000 zł., Zakład farmakognozji — 2400 zł.
Z dotacji tych, jako naukowych, zakupiono:
1)	Przedewszystkiem książki i czasopisma a więc: Zakład ana¬
tomji opisowej — 36 tomów, zakład anatomji patologicznej — 40 t.,
zakład bakterjologji — 17 t., zakład biologji — 48 t., zakład chemji
fizjologicznej—51 t., zakład farmakologji—281., zakład fizjologji — 441.,
zakład higjeny — 201 t., zakład histologji i embrjologji— 521., zakład
historji i filozofji medycyny—114 t., zakład medycyny sądowej—2 t.,
zakład patologji ogólnej—2 t., zakład chemji farmaceutycznej—19 t.,
zakład farmakognozji — 60 t., klinika wewnętrzna 1 — 81 t., klinika
wewnętrzna II — U8t., klinika dziecięca — 43 t., klinika neurolo¬
giczna— 75 t., klinika psychjatryczna — 274 t., klinika skórno-wene-
ryczna—13 t., klinika chirurgiczna —80 t., klinika położniczo-gineko-
logiczna — 67 t., klinika uszno-gardlana — 39 t., klinika oczna — 50 t.,
poliklinika stomatologiczna — 9 tomów.
Razem wszystkie zakłady i kliniki zwiększyły swoje
księgozbiory o 1534 tomy.
		

/Czasopisma_174_06_317_0001.djvu

			Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
379
2)	Przyrządy i urządzenia naukowe, że wymienię najważniejsze:
Zakład anatomji patologicznej zakupił duży mikroskop Zeiss’a, w za¬
kładzie chemji fizjologicznej przeprowadzono całkowite urządzenie
do analizy elementarnej, zakład farmakologii nabył wskaźnik biegu¬
nów i fotometr, zakład histologji zakupił 5 mikroskopów do ćwiczeń
i mikromanipulator Chambers’a, zakład higjeny zwiększył swoje
pomoce naukowe o 76 pozycyj, a zakład chemji farmaceutycznej
0	133 pozycje, zakład farmakognozji nabył szereg kollekcyj surow¬
ców roślinnych i alkaloidów nadto 6 mikroskopów Leitz’a, prasę
hydrauliczną i aparat destylacyjny do olejów eterycznych. Z § 20
otrzymały kliniki na pokrycie swych niedoborów 188538 zł., a więc
prawie całkowitą sumę preliminowaną na ten cel w budżecie 1929—
1930 roku (192538 zł.), nadto z sum pozabudżetowych M.W.R. i O.P.
wyasygnowało klinice skórno-wenerycznej 11976 zł. na zapłacenie
wojsku należności za lata ubiegłe.
Z dotacji tego paragrafu, z wpływów od chorych i dobrowol¬
nych opłat, składanych przez chorych, kliniki zakupiły szereg przed¬
miotów. — Wymienię najważniejsze: klinika wewnętrzna 1 nabyła
lampę kwarcową i trochoskop, Klinika wewnętrzna 11—zmieniła do¬
tychczasowy aparat Roentgenowski na nowy duży aparat „PolyphosM,
nabyła sphygmokardiograf Jaquet’a i kasetę do elektrokardiografu.
Klinika chorób dziecięcych — refraktometr i nowe aparaty do mie¬
rzenia ciśnienia krwi, klinika psychjatryczna — mikrotom, cieplarkę
elektryczną i aparat rejestrujący Lutenbacha, klinika chorób skórno-
wenerycznych — aparat fotograficzny, autoklaw, mikrotom, wagę
analityczną, termostat, kilka miligramów radu i przetwornicę.
W klinice chirurgicznej inwentarz operacyjny wzrósł o 177 numerów,
klinika położniczo-ginekologiczna nabyła fantom do ćwiczeń, szereg
modeli miednic, mikroskop Leitz’a, szereg narzędzi operacyjnych
1	do ćwiczeń, klinika uszno-gardlana — polylaryngoskop Briinings’a,
pneumonystagmograf, spirometr, aparat do zapisywania mowy,
poliklinika stomatologiczna nabyła fotel dentystyczny, lampę Sollux
i sterylizator.
Rachunek Funduszu kancelaryjnego (opłaty egzamina¬
cyjne, koszty biurowe):
Saldo na 1 /IX. 1929 r	Zł. 9194, gr. 75.
Wpłynęło w ciągu roku	Zł. 7606, gr. 76.
Razem: . . Zł. 16801, gr. 51.
		

/Czasopisma_174_06_318_0001.djvu

			380
Sprawozdanie z działalności Wydziału Lekarskiego
Wydatki:
koszta urządzenia dziekanatu
(zakup mebli i portjer) . . Zł. 7280.
przelano na Fundusz wydaw¬
niczy Wydziału	Zł. 3000.
wydatki biurowe, remont i in. . Zł. 4094,87.
pożyczki zwrotne	Zł. 700.
Zł. 15074, gr. 87.
Saldo: nal5/IX30r. . .Zł. 1726, gr. 64.
Kosztem blisko 7500 zł. przeprowadzono remont lokalu dzie¬
kanatu, zmieniono armaturę elektryczną i zakupiono biurko, duży
stół do obrad, szafę na togi, 2 fotele i 22 krzesła obite skórą, nadlo
portjery do okien i drzwi.
Na tem miejscu niech mi wolno będzie złożyć słowa gorącej
podzięki Panu Dziekanowi Prof. Ruszczycowi za cenne wskazówki
i pomoc w urządzeniu dziekanatu i opracowanie modelu krzesła, jak
również Prof. Muszyńskiemu za dwie palmy, ofiarowane dziekanatowi.
Dawne meble (stół, 2 fotele i 12 krzeseł) oddano jako depozyt
Kołu medyków.
Z Funduszu wydawniczego Rada Wydziałowa udzieliła pożyczek
administracji Pamiętnika Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego i Wy¬
działu Lekarskiego U. S. B			Zł. 1000.
i Kołu medyków na wydanie podręcznika prof. Szmurły . . Zł. 1000.
Rachunek Funduszu Rady Wydziałowej nadz. 15/IX.1930r.
Saldo na 1/IX. 1929		 . Zł. 3542. —
Wpłynęło			Zł. 2350. —
Razem: . . Zł. 5892. —
Wypłacono jako zasiłek admi¬
nistracji Pamiętnika Wileńskie¬
go Towarzystwa Lekarskiego
i Wydziału Lekarskiego U.S.B. . Zł. 3000. —
Wypłacono nagrody za prace
asystentów			Zł. 1250. —
Wypłacono nagrody za prace
studentów	Zł. 500. —
Wypłacono zapomogi na druk
prac asystentów	Zł. 442. —
Wypłacono na restaurację gro¬
bów profesorów i wydatki inne . Zł. 329, 50*
Zł. 5521, gr. 50.
S a 1 d o: na dz. 15/IX. 1930 r. . Zł. 370, gr. 50.
		

/Czasopisma_174_06_319_0001.djvu

			^Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
381
III. SKład osobowy.
A.	Grono nauczycielskie.
Z początkiem roku sprawozdawczego grono nauczycielskie
składało się:
z profesorów honorowych		3
zwyczajnych 	11
„ nadzwyczajnych		9
z docentów habilitowanych		5
Zaraz na początku roku akademickiego Wydział poniósł ciężką
stratę; w dniu 27 października 1929 r. zmarł nagle profesor hono¬
rowy i kierownik kliniki psychjatrycznej Rafał Radziwiłłowicz, w końcu
zaś roku w dniu 26 czerwca 1930 r. utraciliśmy jednego z najstar¬
szych i najzasłużeńszych członków Wydziału profesora zwyczajnego
historji i filozofji medycyny Stanisława Trzebińskiego.
W osobach Zmarłych odeszli nie tylko wybitni uczeni i zasłu¬
żeni lekarze, ale i ludzie wyjątkowych walorów ducha i charakteru.
Cześć Ich Pamięci!.
Dziekanem Wydziału Lekarskiego był profesor nadzwyczajny
położnictwa i ginekologji Dr. Władysław Jakowicki, prodziekanem
profesor nadzwyczajny chirurgji Dr. Kornel Michejda. Delegatami
docentów do Rady Wydziałowej — doc. fizjologji Dr. Edward Czar¬
necki i doc. neurologji Dr. Adolf Falkowski.
22 października 1929 roku docent Uniwersytetu Jagiellońskiego
Dr. Stanisław Hiller otrzymał nominację na profesora nadzwyczaj¬
nego histologji i embrjologji i w dniu 5 listopada objął katedrę.
Również 22 października 1929 r. docent Uniwersytetu Warszaw¬
skiego Dr. Feliks Malinowski otrzymał nominację na profesora
nadzwyczajnego kliniki dermatologicznej i w dniu 30 listopada
objął katedrę.
Rada Wydziału powołała na katedrę psychjatrji docenta neuró-
logji Uniwersytetu Warszawskiego Dr. Maksymiljana Rosego i na
katedrę patologji ogólnej docenta Uniwersytetu Jagiellońskiego
Dr. Kazimierza Pelczara. Uchwały powyższe zostały zatwierdzone
przez Senat i odnośne wnioski przesłano do Ministerstwa.
15 maja 1930 r. profesor nadzwyczajny anatomji patologicznej
Dr. Kazimierz Opoczyński został mianowany profesorem zwyczajnym.
Rada Wydziałowa i Senat wystąpiły o mianowanie profesorami
zwyczajnymi: profesora nadzwyczajnego chirurgji Dr. Kornela Mi¬
		

/Czasopisma_174_06_320_0001.djvu

			382
Sprawozdanie z działalności Wydziału Lekarskiego
chejdy i profesora nadzwyczajnego pedjatrji Dr. Wacława Jasińskiego.
Odnośnie do nominacji Prof. Jasińskiego otrzymano odpowiedź
z Ministerstwa, że w roku bieżącym sprawa nominacji nie może być
załatwiona z tego powodu, iż katedra pedjatrji jest katedrą nadzwy¬
czajną. W roku bieżącym Ministerstwo przekształciło nadzwyczajne
katedry chirurgji i położnictwa na katedry zwyczajne. Wydział wy¬
stąpił z wnioskiem o zmianę katedry pedjatrji i medycyny sądowej
na katedry zwyczajne.
W końcu roku akademickiego Ministerstwo przyznało Wydzia¬
łowi katedrę farmacji stosowanej—w ten sposób oddział farmaceuty¬
czny w roku przyszłym będzie posiadał 3 podstawowe katedry.
Jednocześnie Ministerstwo poleciło nie obsadzać katedry historji
i filozofji medycyny, opróżnioną po śmierci ś. p. Prof. Dr. Stanisława
Trzebińskiego, pozostawiając etat katedry do dyspozycji Wydziału.
Sprawą tą Wydział będzie musiał się zająć w roku przyszłym.
W ciągu roku sprawozdawczego Rada Wydziałowa przeprowa¬
dziła habilitacje Dr. med. Janiny Hurynowiczówny z zakresu neuro-
logji i Dr. med. Tadeusza Wąsowskiego z zakresu otolaryngologii.
Akty habilitacyjne zostały już przez Ministerstwo zatwierdzone.
Z końcem roku sprawozdawczego Rada Wydziałowa składała
się zatem: z 11 profesorów zwyczajnych, 10 nadzwyczajnych i 2 de-
legatów-docentów. Poza członkami Rady wydziałowej do grona na¬
uczycielskiego należą: dwaj profesorowie honorowi i pięciu docentów.
B.	Rada Wydziału.
Odbyło się 19 posiedzeń zwyczajnych i 3 nadzwyczajne: 2 po¬
święcone pamięci zmarłych profesorów i 1 dla wyboru dziekana.
Obecnych było przeciętnie 74% członków, usprawiedliwiło nie¬
obecność 16%.
Jako najważniejsze prace, dokonane przez Radę Wydziału,
wymienić trzeba następujące: przeprowadzenie obsady dwóch katedr,
opracowanie 2 wniosków o uzwyczajnieniu profesorów nadzwyczaj¬
nych i 2 aktów habilitacyjnych; opracowanie planu gospodarczego
Wydziału na najbliższe lata, opracowanie planu budowy pawilonu
kliniki psychiatrycznej, opracowanie regulaminu funduszu wydawni¬
czego i regulaminu dla wolontarjuszy, hospitantów i asystentów
tytularnych, regulaminu przyjęć na 1 rok studjów, opracowanie sta¬
tutu i budżetu Uniwersyteckiej Szkoły Pielęgniarek, opracowanie
wniosku o zwolnienie od opłat studentów odbywających służbę
wojskową. Nadto uchwalono wyasygnować z funduszu Wydziału 300
		

/Czasopisma_174_06_321_0001.djvu

			Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
383
franków na pomnik Widal'a, poprzeć wniosek Uniwersytetu Jagiel¬
lońskiego w sprawie egzaminów nostryfikantów, poprzeć memorjał
asystentów wyższych uczelni w sprawie poprawy ich bytu.
Rada Wydziału wzięła udział w konferencji międzywydziałowej
w miesiącu czerwcu przez swego przedstawiciela prof. Jasińskiego.
C.	Doktoraty honorowe.
W związku z obchodem jubileuszu Uniwersytetu Rada Wydziału
nadała doktoraty medycyny honoris causa następującym uczonym:
Prof. Antoniemu Gluzińskiemu z Warszawy,
Prof. Kazimierzowi Kostaneckiemu z Krakowa,
Prof. Karolowi Richet’owi (senj.)i
Prof. Henrykowi Roger’owi z Paryża,
Prof. Ludwikowi Bruntz’owi z Nancy,
Prof. Ludwikowi Puusepp’owi z Tartu,
Dr. Pawłowi Baillard’owi z Paryża.
D.	NauKowe siły pomocnicze.
Na początku roku Wydział miał:
adjunktów 9,
inspektora ogrodu roślin lekarskich 1,
st. asystentów 37,
ryczałt na asystentów młodszych wynosił 22776 punktów,
asystentów tytularnych 3.
W ciągu roku przyznano 2 adjunktury: zakładowi higjeny
i farmakognozji i 1 st. asystenturę.
E.	Urzędnicy — 8 etatów:
w dziekanacie: sekretarz w IX st. służb., rachmistrz w XI st. sł.
w administracji klinik: asystentów rachunkowych w X st. sł. — 3,
rachmistrzów w XI st. sł. — 3.
F.	FunKcjonarjusze niżsi — 160 etatów:
X st, służb. — 35 etatów (w tem 1 gospodyni, 5 akuszerek
i 29 sióstr).
XII	st. służb. — 3 etaty (1 mechanik i 2 felczerów).
XIII	st, służb. — 21 etat (6 preparatorów, 2 laborantów, 2 aku¬
szerki, 2 dozorców, 8 sióstr, 1 woźny).
XIV	st. służb. — 3 etaty (1 palacz, 1 siostra, 1 woźny).
XV	st. służb. — 41 etat (4 pielęgniarki, 27 woźnych, 2 kucharki,
1 służąca, 3 praczki, 4 sanitarjuszy).
		

/Czasopisma_174_06_322_0001.djvu

			384
Sprawozdanie z działalności Wydziału Lekarskiego
XVI	st. służb. — 57 etatów (1 stróż, 1 robotnik stały, 55 po-
sługaczek).
W roku sprawozdawczym przesunięto 35 sióstr i akuszerek do
stopni służb, wyższych ze względu na przyznane przez M. W. R.
i O. P. 35 etatów X st. sł. zamiast etatów niższych stopni.
IV.	Uczniowie.
Do egzaminu konkursowego na I-szy kurs medycyny zgłosiło
się 224 kandydatów. Po złożeniu egzaminu z fizyki i chemji w za¬
kresie programu szkół średnich, na podstawie regulaminu, opraco¬
wanego w roku ubiegłym przez Radę Wydziału, przyjęto 124 osoby,
na wyższe kursy — 14 osób.
W I trymestrze Wydział Lekarski liczył 653 studentów. Na od¬
dział farmaceutyczny — zgłosiło się 97 kandydatów, przyjęto na
I	kurs 45; w I trymestrze oddział liczył 166 studentów.
I. Na Wydziale Lekarskim :
W
y
z n
a n i
a:
Razem
Rz. Kat.
Praw.1
Ewang.
Gr. Kat.
Mahom.
Mojż.
Mężczyzn
251
35
3
5
2
193
489
Kobiet
106
18
1
—
2
37
164
Ogółem.
357
53
4
5
4
230
653
II. Na Oddziale Farmaceutycznym :
W
y
z n
a n
i
i:
Razem
Rz. Kat.
Praw.
Ewang.
Gr. Kat.
Mahom.
Mojż.
Mężczyzn
34
3
—
9
18
64
Kobiet
73
11
1
1
1
15
102
Ogółem
107
14
1
10
1
33
166
Absolutorjum udzielono — 94 osobom.
Dyplom doktora medycyny przyznano:
P. Helenie Kulikowskiej na podstawie pracy p. t. „Otrzymy¬
wanie hodowli prątków gruźliczych z zastosowaniem sposobu Bossan
i Body i podłoża Besredki".
Dyplom doktora wszech nauk lekarskich uzyskało 97 absol¬
		

/Czasopisma_174_06_323_0001.djvu

			Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
385
wentów (72 mężczyzn, 25 kobiet; 70 polaków, 24 żydów, 2 białoru-
sów i 1 rosjanin).
Dyplomów magistrów farmacji wydano 42 (mężczyzn 27, ko¬
biet 15; polaków 27, żydów 14, ukrain. 1).
Złożyło podań o nostryfikację dyplomów: 24 osób, dopusz¬
czono do nostryfikacji bez zastrzeżeń 21 osób, warunkowo — 3,
nieprzystąpiło do egzaminu 3. Nostryfikowano dyplomów zagranicz¬
nych—33 (mężczyzn 28, kobiet 5; żydów 22, Ukraińców 10, polaki).
Podań o zwolnienie od opłat akademickich złożono — 99.
Na podstawie świadectw niezamożności zwolniono całkowicie,
częściowo, lub odroczono opłaty 92 studentom, odmówiono — 7
petentom. Na oddziale farmaceutycznym opłaty odroczono lub od
opłat zwolniono 24 studentów.
W roku sprawozdawczym rozporządzał Wydział Lekarski 20
stypendjami, w tem było:
państwowych (po 150 zł. miesięcznie w ciągu 10 mies.)—17;
senackich (z opłat akademickich)	— 1;
wydziałowych (ze składek profesorów) 		— 2;
Przyznano:
całkowitych: medykom 11+2 (wydziałowe) farmac. — 1;
połowiczn. „ 10	„ — 2;
czyli razem korzystało ze stypendjów 26 studentów.
Nadto 1 student od 1 stycznia 1930 roku pobierał zapomogę
w kwocie 20 zł. miesięcznie ze składek pewnej grupy profesorów.
Liczba stypendystów jest stanowczo zbyt mała, jak na
ciężkie warunki materjalne naszej młodzieży i na trudności
zarobkowania podczas studjów lekarskich.
Zadanie komisji stypendjalnej jest ogromnie ciężkie: musi odrzu¬
cać nieraz podania takich studentów, co do których ma przekonanie,
że bez stypendjum podołać pracy zarobkowej i studjom nie mogą.
Sytuacja tej młodzieży jest o tyle cięższa, że organizacje samo¬
pomocowe studenckie na terenie Wilna (Bratnia Pomoc, Koło Me¬
dyków, Stowarzyszenie Medyków Żydów) jako instytucje bardzo
młode i bez większych środków nie mogą udzielać swym członkom
wydatniejszych pożyczek ani zapomóg.
V.	Działalność dydaktyczna.
Wykłady przedmiotów, należących do katedr wakujących lub
zleconych, na podstawie uchwały Rady Wydziału w roku sprawo,
zdawczym prowadzili;
		

/Czasopisma_174_06_324_0001.djvu

			386
Sprawozdanie z działalności Wydziału Lekarskiego
Prof. Schilling-Siengalewicz—z patologji ogólnej, Prof. Michejda —
z ortopedji, Prof. Reicher — z antropologji, Doc. Adolf Falkowski —
z psychjatrji, Doc. Stefan Bagiński—z histologji, Doc. Edward Czar¬
necki— z fizjologji (w 111 tr. w czasie urlopu Prof. Eigera). Adjunkt
Dr. Eugenjusz Mancewicz — ze stomatologji, Adjunkt Dr. Marjan
Mienicki — z dermatologji.
Próby zorganizowania w ciągu letniego trymestru wykładów
z radjologji zawiodły. Wykłady te postanowiła Rada Wydziału zlecić
Docentowi Adamowi Elektorowiczowi z Warszawy. Niestety, Wydział
nie miał środków na pokrycie kosztów z tem związanych, Mini¬
sterstwo również nie mogło udzielić na to kredytów. Może w roku
przyszłym sprawę tę da się pomyślnie załatwić.
Ćwiczenia z zakresu chirurgji operacyjnej dla studentów III roku
prowadził profesor Michejda, natomiast ćwiczeń z anatomji topogra¬
ficznej w roku bieżącym nie było. Specjalna komisja ma się zająć
opracowaniem sposobu ich prowadzenia na przyszłość.
Poważnem utrudnieniem w nauczaniu tych przedmiotów i ana¬
tomji opisowej jest wciąż niedostateczna ilość zwłok. Podług zesta¬
wienia Prof. Reichera w ciągu 11 lat napłynęło do prosektorjum
zaledwo 627 zwłok. Tylko 61,5% studentów I roku i 52% studentów
II	roku wykonało liczbę prac uważaną za dostateczną. Natomiast
stwierdza kierownik zakładu anatomji opisowej znaczną poprawę
intensywności pracy studentów w prosektorjum. Opinję tą zresztą
podziela z małym wyjątkiem większość profesorów. Frekwencja na
niektóre wykłady i ćwiczenia dosięgła ICO%.
Zresztą już sam fakt ukończenia studjów i uzyskania dy¬
plomów przez 97 absolwentów, co stanowi w stosunku do
ogólnej liczby studentów Wydziału 14,8% (możliwe opti¬
mum 16,7%) świadczy wymownie o pilności młodzieży na¬
szego Wydziału.
Gorzej się przedstawia sprawa ogólnego rozwoju; cechą śred¬
niego studenta jest zbyt ścisła specjalizacja, brak szerszych zainte¬
resowań, nie wykraczanie poza ramy obowiązkowej pracy — jest to
niewątpliwie objaw przejściowy, na który przemożny wpływ wywie¬
rają ciężkie warunki materjalne, w jakich młodzież swe lata akademickie
spędza, i konieczność oddawania się intensywnej pracy zarobkowej.
Wzorem lat ubiegłych Rada Wydziału przyznała nagrody z fun¬
duszu wydziałowego za najlepsze prace asystentów i studentów.
Nagrody przyznane zostały następującym autorom: Dr. Bene¬
		

/Czasopisma_174_06_325_0001.djvu

			Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
387
dyktowi Dylewskiemu—500 zł. Dr. Janinie Ryll-Nardzewskiej—300 zł.
Dr. Tadeuszowi Wąsowskiemu—250 zł. Dr. Zofji Olechnowiczównie —
200 zł. Studentowi Niechajowi — 250 zł. Studentowi Golczyń-
skiemu — 250 zł.
Nadmienić należy, że I-szą nagrodę z funduszu Marszałka Józefa
Piłsudskiego przyznał Senat U. S. B. p. docentowi Dr. Safarewiczowi
za pracę p.t. „Oczyszczanie ścieków zapomocą mułu czynnego".
Nadto udzieliła Rada Wydziału zapomogi na druk prac Doc. Dr.
Wąsowskiego i Dr. Kulikowskiej po 150 zł., oraz Dr. Zaleskiemu 142 zł.
Organizacją wycieczki do zdrojowisk krajowych na prośbę Rady
Wydziałowej zajął się, podobnie jak w roku ubiegłym Prof. Z. Orłowski.
Pod jego kierownictwem we wrześniu asystenci i studenci Wydziału
lekarskiego zwiedzili Krynicę, Szczawnicę, Zakopane, Busko i Solec.
Niestety, skromna suma 1670 zł., przyznana przez Ministerstwo, nie
pozwoliła wziąć w niej udziału większej liczbie uczestników.
Odnośnie do Oddziału Farmaceutycznego trzeba podkreślić
dużą wydajność jego pracy dydaktycznej. Przygotowanie fachowe
wychowanków tego Oddziału jest bardzo dobre, a Oddział ten rocz¬
nie kończy około 40 magistrów, co wobec przyjmowanych
45 na rok I-szy, daje pojęcie o intensywności pracy uczniów.
Opóźnienia w studjach wynikają najczęściej nie z winy młodzieży,
lecz z powodu braku miejsc i niemożności dostania się do pracowni
chemji analitycznej i organicznej.
W końcu zaznaczyć należy, że w roku sprawozdawczym roz¬
począł się dwuletni kurs dla prowizorów. Na jednorazowe zorgani¬
zowanie tego kursu zgodziła się Rada Wydziału jedynie z uwagi na
sytuację życiową szeregu starszych pomocników aptekarskich, prze¬
ważnie właścicieli aptek, i ze względu na to, że podobny kurs już
został zorganizowany w Warszawie. Kierownikiem z ramienia Rady
Wydziałowej został prof. Muszyński.
VI.	Działalność naukowa,
Prawie wszyscy członkowie grona nauczycielskiego brali czynny
udział w organizacji i pracach naukowych XIII Zjazdu Lekarzy
i Przyrodników Polskich.
Poza blisko 70 referatami, zgłoszonemi przez członków grona
nauczycielskiego Wydziału na ten Zjazd, wygłoszono'szereg wykła¬
dów, referatów i dokonano pokazów na innych zjazdach krajowych
i zagranicznych i w towarzystwach naukowych.
		

/Czasopisma_174_06_326_0001.djvu

			388
Sprawozdanie z działalności Wydziału Lekarskiego
Poszczególne zakłady i kliniki ogłosiły drukiem następującą
liczbę prac :
I.	Zakład Anatomji Patologicznej ........	7.
II.	Zakład bakterjologji	2.
III.	Zakład biologji ogólnej	2.
IV.	Zakład fizjologji	4.
V.	Zakład histologji i embrjologji	2.
VI.	Zakład higjeny	„	6.
VII.	Zakład historji i filozofji medycyny	4.
VIII. Zakład medycyny sądowej 			 .	2.
IX. Zakład patologji ogólnej		 .	1.
X.	I Klinika chorób wewnętrznych ......	5.
XI.	II Klinika chorób wewnętrznych	. .	9.
XII.	Klinika chorób dzieci	7.
XIII.	Klinika chorób nerwowych	5.
XIV.	Klinika chorób skórnych i wenerycznych . . .	6.
XV. Klinika chirurgiczna			2.
XVI.	Klinika położn. i chorób kobiecych	7.
XVII.	Klinika oczna 		4.
XVIII.	Klinika chorób ucha, nosa i gardła	24.
XIX.	Zakład chemji farmaceutycznej-. . 		2.
XX.	Zakład farmakognozji . . 			 .	6.
XXI. Ogród roślin lekarskich	3.
Razem :	110 prac.
W tej liczbie 2 podręczniki uniwersyteckie profesorów: Wł.
Karaffy-Korbutta i J. Szmurły, kurs pedjatrji prof. W. Jasińskiego
i jeden atlas prof. Szymańskiego.
W zjazdach naukowych brali udział następujący członkowie
grona nauczycielskiego:
Prof. Januszkiewicz — w Zjeździe przeciwreumatycznym w Ino¬
wrocławiu. Prof. Szymański — w Zjeździe międzynarodowym w Am¬
sterdamie; w Zjeździe okulistów francuskich w Paryżu i Zjeździe
przeciwjagliczym w Genewie.
Docent Dr. Falkowski brał udział w X Zjeździe psychjatrów
polskich, nadto Docent Dr. Abramowicz — w Międzynarodowym
Zjeździe Okulistów w Amsterdamie. Asystent Dr. Dylewski w zjeździe
fonologów w Pradze. As. Dr. Kaulbersz-Marynowska w Międzynarodo-
wem Zjeździe Pedjatrów w Stockholmie. Prof. Eiger trymestr II
i III spędził w Wiedniu na urlopie naukowym.
		

/Czasopisma_174_06_327_0001.djvu

			Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
389
Prof. Wilczyński pracował przez trzymestr 111 na stacji zoolo¬
gicznej w Neapolu i dni kilka w Berlinie w zakładzie biologji ryb.
Adjunkt Dr. med. Zaleski — uzyskał 10 miesięczne stypendjum za¬
graniczne i spędził ten czas w pracowniach i klinikach w Strassbur-
gu i Paryżu. Adjunkt kliniki psychjatrycznej Dr. Jankowska uzy¬
skała roczny urlop zagraniczny.
VII. Działalność lekarska klinik i zakładów.
o
iść
,
«
NAZWA KLINIKI
p-c
u
RJ
.2 ^
3 •£.
■« UJ o
* g-c
m v ■-
si X. jc
NU
e
£
ra 10
n j:
_Q 3 O o
N >. >*
Uwagi
•- >»
•-J t
•- N
—3 (A
O —
•- N
J Ul U
c
13
to o t
,	, CL
I Chorób Wewnętrznych
480
10029

1204
(Roent)

H
694
19793
—
1819
Chorób Dzieci ....
525
10258
—
—
1408
Chorób Nerwowych . .
258
12969
—
—
—,
Chorób Psychicznych .
*)152
*)20659
—
—
—
*) Obliczono na
50 łóżek z ogól¬
Chorób Skórno-Wenerycz.
302
7884
—
—
9239
nej sumy 120 łó¬
żek Państwow.
Szpitala Psych.
801
17852
684
—
2637
Polożniczo-Ginekologicz.
743
12415
390
325
(porod)
1978
(W tem porad
dla cięż. 699).
Uszno-Gardlana . . .
476
8142
348
193
4284
407
7488
635
—
15307
Poliklinika Stomatolog.
—
—
—
1568
—
■
Razem .
5138
127489
2057
3290
36672
1
Zakład anatomji patologicznej wykonał 133 sekcyj naukowo-
lekarskich.
Zakład medycyny sądowej 99 sekcyj naukowo-lekarskich i 68—
sądowo-lekarskich, nadto 97 badań chemiczno-toksykologicznych
i mikroskopowych.
Klinika chorób dzieci prowadziła Stacje Opieki nad Matką
i Dzieckiem Nr. 3 i Nr. 5 i Stację Opieki Nr. 8 nad dzieckiem ki-
łowem, a w lecie Kolonję leczniczą dla dzieci im. J. Śniadeckiego
w Druskienikach (w roku 1929 w dwóch sezonach było 126 dzieci)
		

/Czasopisma_174_06_328_0001.djvu

			390	Sprawozdanie z działalności Wydziału Lekarskiego
Klinika położnicza i chorób kobiecych prowadziła Poradnię dla
ciężarnych (Stacja Opieki Nr. 9).
VIII.	Działalność organizacyjna i społeczna.
Reprezentacje. Odznaczenia.
Prof. A. Januszkiewicz był przewodniczącym Komitetu Organi¬
zacyjnego XIII Zjazdu Lekarzy i Przyrodników Polskich w Wilnie.
Prezesem Wileńskiego Oddziału Związku Lekarzy Słowiańskich w Pol¬
sce. Prezesem Wileńskiego Oddziału Towarzystwa Internistów Pol¬
skich. Przewodniczył też na Zjeździe Przeciwreumatycznym w Ino¬
wrocławiu.
Prof. W. Jakowicki jest wice-prezesem Polskiego Towarzystwa
Ginekologicznego i Towarzystwa Ginekologicznego Wileńskiego, oraz
wice-prezesem Wileńskiego Komitetu Pomocy Polskiej Młodzieży
Akademickiej. Członkiem Rady i Sądu Izby Lekarskiej Wileńsko-
Nowogródzkiej. Odznaczony w r. b. krzyżem komandorskim orderu
„Polonia Restituta".
Prof. W. Jasiński jest prezesem oddziału Pol. Tow. Pedjatrycz-
nego, był prezesem Tow. Lekarskiego w Druskienikach, jest redak¬
torem Pamiętn. Wil. Tow. Lek. i Wydz. Lek. U. S. B.
Prof. K. Karaffa-Korbutt — był prezesem Wileńskiego Oddziału
Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego i wraz z docentem A. Sa-
farewiczem redaguje Archiwum Higjeny.
Prof. K. Michejda był sekretarzem generalnym XIII Zjazdu
Lekarzy i Przyrodników Polskich w Wilnie.
Prof. J. Muszyński od 1928 r. jest wice-prezesem Wileńskiego Ko¬
mitetu Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej Państwa i preze¬
sem sekcji przeciwgazowej tego Komitetu; przewodniczącym Wileń¬
skiego Towarzystwa Ogrodniczego i przewodniczącym sekcji roślin
leczniczych. Związku Zakładów Doświadczalnych Rzeczypospolitej
Polskiej. W roku 1929/30 prowadził kurs chemji gazów bojowych
na kursie kierowników drużyn przeciwgazowych w Wilnie i ten sam
kurs przy 3. P. A. C. i 3 baonie saperów.
Prof. Z. Orłowski zorganizował po raz drugi wycieczkę studen¬
tów do zdrojowisk polskich.
Prof. J. Szmurło jest prezesem Wileńskiego Towarzystwa Lekar¬
skiego i redaktorem Polskiego Przeglądu Otolaryngologicznego.
Prof. J. Szymański był Marszalkiem Senatu Rz. P., jest facho¬
wym kierownikiem lotnych kolumn przeciwjagliczych Polskiego Czer¬
		

/Czasopisma_174_06_329_0001.djvu

			Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
391
wonego Krzyża. Prof. J. Wilczyński zajmował stanowisko kierowni¬
ka badań biologiczno-taksacyjn. Wil. Okr. Wód Państwowych. Jest
redaktorem „Bibljoteki biologicznej" i „Życia zwierząt".
Prof. S. Władyczko zorganizował Ośrodek Neurologiczny
w Wilnie, zapoczątkował psychiczną opiekę pozaszkolną w Wilnie,
jest prezesem Wileńskiego Towarzystwa Przeciwgruźliczego i Towa¬
rzystwa „Mens". W r. b. został odznaczony krzyżem komandor¬
skim orderu „Polonia Restituta".
Doc. A. Safarewicz jest redaktorem Archiwum Higjeny i Pamięt¬
nika Wil. Tow. Lek.
Adjunkt Dr. E. Mancewicz, kierownik Polikliniki stomatologicz¬
nej, był honorowym prezesem 111 Sekcji Federation Dentair Inter¬
national.
IX.	Działalność Zakładu Farmakognozji
i	ogrodu roślin lekarskich.
Zakład wydał katalog nasion, zebranych w ogrodzie, i zorga¬
nizował wymianę ich z 38 zakładami krajowymi i zagranicznymi.
W dziale doświadczalnym założono:
1)	próby aklimatyzacji cytwaru przy rozmnażaniu wegetacyjnem,
2)	doświadczenia odmianowe z miętą pieprzową,
3)	rozpoczęto selekcję i próby aklimatyzacji soli białej,
4)	zapoczątkowano selekcję kozłka leczniczego i inne.
Powierzchnia uprawna ogrodu doprowadzona została do 3 ha.
Zbudowano małą podręczną szklarnię, skrzynię belgijską i suszarnię
murowaną. Dotacje ogrodu wynosiły 2100 złotych.
W skład niniejszego sprawozdania wchodzą, jako jego część
składowa następujące 3 załączniki:
1)	plan gospodarczy Wydziału Lekarskiego;
2)	regulamin funduszu wydawniczego i
3)	regulamin dla wolontarjuszy hospitantów i asystentów
tytularnych.
Rada Wydziału lekarskiego U. S. B. na posiedzeniu w dniu 25
września 1930 r. sprawozdanie to przyjęła do zatwierdzającej wia¬
domości.
		

/Czasopisma_174_06_330_0001.djvu

			392
Plan Gospodarczy
Załącznik 1.
Plan gospodarczy Wydz. LeK. U. S. B.
na najbliższe okresy budżetowe.
(Zatw. przez Radę Wydziału w dn. 11/111 1930 roku
na wniosek Komisji Budżetowej).
Część I.
Budowle i remonty.
1.	Przystosowanie parterowych ubikacyj w Gmachu Czar¬
toryskich dla umieszczenia części naukowej zakładu
Medycyny Sądowej*) i w związku z tem adaptacje na
1	i 11 piętrze Zakł. Histologji i Anatomji opisowej zł. 30.000
2.	Dostosowanie budynku cerkiewnego w Gmachu Czar¬
toryskich dla umieszczenia Zakładu Patologji ogólnej
i	sali wykładowej Z. Chemji fizjologicznej (nadbudowa
1k piętra) .		zł. 53.400
i	76.800
3.	Nadbudowa piętra w klinice położniczo-ginekologicznej
(Oddział septyczny)	zł. 176.000
4.	Remont w Gmachu Col. Piłsudskiego (lokal, który ma
być opróżniony przez Wydział Matematyczno-Przy¬
rodniczy) i dostosowanie do potrzeb katedry farma¬
cji stosowanej	zł. 10.080
5.	Skrzydło nowobudującego się Zakładu Anatomji opi¬
sowej i stajnia dla zwierząt doświadczalnych dla
wszystkich zakładów teoretycznych	zł. 253.000
6.	Klinika psychjatryczna	zł. 361.000
7.	Kostnica zakładu anatomji patologicznej ....... zł. 25.000
8.	Suszarnia dla zakładu roślin lekarskich	zł. 26.100
9.	Klinika wewnętrzna i neurologiczna	zł. 980.000
Część II.
Etaty personalne.
Dla prawidłowej czynności zakładów i klinik potrzebna jest
jeszcze znaczna liczba etatów, zwłaszcza służby niższej w klinikach.
*) Zrealizowane.
		

/Czasopisma_174_06_331_0001.djvu

			Wydz. Lekarsk. U. S. B.
393
Procentowy stosunek personelu pielęgniarskiego do liczby łóżek cho¬
rych w klinikach wileńskich jest znacznie niższy od przeciętnych
liczb, przyjętych przez nowoczesne szpitalnictwo, a wobec spodzie¬
wanego wprowadzenia — wzorem Warszawy — 8-mio godzinnego dnia
pracy służby pielęgniarskiej, prowadzenie klinik stanie się bez zwięk¬
szenia etatów tej służby niemożliwe. To też, o ile w dziale potrzeb
naukowych na pierwszym planie postawione zostały zakłady teore¬
tyczne, o tyle w dziale etatów personalnych uwzględniono w więk¬
szym stopniu kliniki.
Komisja uznała za konieczne przyznanie etatów następującym
zakładom i klinikom z zachowaniem podanej kolejności.
Uznając za konieczne, by ustała istniejąca wymiana etatów po¬
między poszczególnemi zakładami, Komisja nie uwzględniła tej wy¬
miany ani też t. zw. wypożyczanych etatów i przyjęła za podstawę
do swych wniosków oficjalny budżet.
A.	Adjunkci, starsi i młodsi asystenci.
1.	Dla Zakładu chemji fizjolog. 1 et. st. asyst, zamiast 1 mł. asyst.
2.	„	Zakładu farmakognozji	1	etat adjunkta. *)
3.	„	Kliniki okulistycznej	1	et. adjunkta zamiast	1 st. aśyst.
4.	„	Zakładu histologji	1	et. adjunkta „	1 st. asyst.
5.	„	Zakładu fizjologji	1	etat adjunkta.
6.	„	Kliniki otolaryngologicz.	1	et. adjunkta zamiast	1 st. asyst.
7.	„	Zakładu medyc. sądowej	1	et. st. asyst. „	1 mł. asyst.
8.	„	Kliniki chirurgicznej	1	et. st. asyst. „	1 mł. aśyst.
9.	„	Kliniki pedjatrycznej	1	et. st. asyst. „	1 mł. asyst.
10.	„	Kliniki otolaryngologicz.	1	et. st. asyst. „	1 mł. asyst.
W miarę zwalniania ryczałtu przyznać:
1.	Zakładowi patologji ogólnej *) V* etatu mł. asystenta.
2.	Klinice 1 wewnętrznej	1 etat mł. asystenta.
3.	Zakładowi historji medycyny dodać ł/2 etatu mł. asystenta.
4.	Zakładowi biologji	„ 1 etat mł. asystenta.
5.	Zakładowi farmakologji	„ 1 etat mł. asystenta.
Zestawienie.
Nowych etatów VII st		 , . . .5.
Nowych etatów VIII st	8.
*) W roku 1929/30 już otrzymano.
		

/Czasopisma_174_06_332_0001.djvu

			394
Plan gospodarczy
B. Personel niższy.
1.	Portjer dla Kliniki chirurgicznej i II wewnętrznej . . XV	st.
2.	Palacz dla Zakładu anatomji opisowej	XII	„
3.	Mechanik dla Kliniki chirurgicznej . . .'	XII	„
4.	Siostra dla Kliniki wewnętrznej II	X	„
5.	Siostra dla Kliniki chirurgicznej	X	,,
6.	Pielęgniarz dla Kliniki okulistycznej	XVI „
7.	Pielęgniarz dla Kliniki wewnętrznej II	XVI	„
8.	Pielęgniarz dla Kliniki chirurgicznej	XVI „
9.	Siostra dla Kliniki wewnętrznej II	X	„
10.	Siostra dla Kliniki chirurgicznej	X „
11.	Siostra dla Kliniki pedjatrycznej	X
12.	Pielęgn. dla Kliniki okulistycznej	XVI „
13.	„ dla Kliniki psychjatrycznej	XVI	„
14.	„ dla Kliniki chirurgicznej	XVI	„
15.	. dla Kliniki wewnętrznej II	XVI	„
16.	„ dla Kliniki pedjatrycznej	XVI	.
17.	„ dla Kliniki chirurgicznej	XVI	„
18.	„ dla Kliniki wewnętrznej II	XVI	„
19.	Siostra dla Kliniki pedjatrycznej	X	„
20.	Woźny dla Zakładu fizjologii	XV	„
21.	Woźny dla Zakładu biologji	XV	„
22.	Ogrodnik dla Zakładu roślin lekarskich	XIII „
23.	Siostra dla Kliniki otolaryngologicznej	X	,,
24.	Pielęgn. dla Kliniki psychjatrycznej	XVI	,
25.	„ dla Kliniki wewnętrznej I	XVI „
26.	„ dla Kliniki otolaryngologicznej	XVI	„
27.	, dla Kliniki neurologicznej	 XVI	„
28	Siostra dla Kliniki chirurgicznej	X	„
29.	Siostra dla Kliniki wewnętrznej II	X
30.	Pielęgn. dla Kliniki chirurgicznej	XVI „
31.	„ dla Kliniki wewnętrznej II	XVI .
32.	„ dla Kliniki pedjatrycznej	XVI „
33.	Zakład historji medycyny (woźny) V2	XVI „
34.	Woźny dla Zakładu hygjeny	XVI	„
35.	Woźny dla Zakładu farmakologji	XVI ,
36.	Siostra dla Kliniki pedjatrycznej	X	„
37.	Woźny dla Zakładu fizjologji 		XV	„
		

/Czasopisma_174_06_333_0001.djvu

			Wydz. Lekarsk. U. S. B.
395
Co do Zakładu anatomji patologicznej, to propozycja kierow¬
nika Zakładu, by zamiast 1 mł. asystenta przyjąć 2 laborantów, może
być załatwiona na drodze wewnętrznego porozumienia.
Część III.
Nadzwyczajne kredyty z § 10.
Za najpilniejszą potrzebę Rada Wydziału uznaje uzupełnienie
bibljotek zakładów. Konieczne kredyty na ten cel wynoszą:
1.	Dla	zakładu anatomji opisowej	 12.700 zł.
2.	„	„ histologji	 8.000 zł.
3.	„	„	histologji i anatomji patolog.*) 12.000 zł.
4.	„	„ patologji ogólnej	 10.000 zł.
5.	„	„ bakterjologji	 2.000 zł.
6.	„	„ fizjologji	 10.000 zł.
7.	„	„ chemji fizjologicznej	 10.900 zł.
8.	„	„ higjeny	 3.000 zł.
9.	„	„ historji medycyny	 1.000 zł.
10.	„	„ farmakologji 	 21.300 zł.
11.	„	„ biologji		 3.100 zł.
12.	„	kliniki pedjatrycznej	 9.000 zł.
13.	„	„ uszno-gardlanej	 9.000 zł.
14.	„	„ dermatologicznej	 3.000 zł.
15.	*	zakładu farmacji stosowanej	 11.000 zł.
16.	„	. farmakognozji		 . 6.000 zł.
17.	„	»	chemji farmaceutycznej . . . 11.000 zł.
143.000	zł.
W miarę otrzymywania kredytów na uzupełnienie bibljotek Rada
Wydziału przeprowadzać będzie proporcjonalny podział lub ustali
kolejność zakładów.
Notatka. Wartość inwentarza bibljotek zakładu teoretyczn. 235.000
klinik	217.000
oddziału farmaceut. 11.400
463.600
*) Archiw. f. mikr. Anatomie.
		

/Czasopisma_174_06_334_0001.djvu

			396
Plan gospodarczy
Kolejność, w jakiej zakłady powinny uzyskać kredyty nad¬
zwyczajne z § 10 (poza bibljoteką).
A.	1) Patologja ogólna . 30.000 zł.
2)	Stomatologia . . . 80.000 zł.
3)	Farmacja stosowana 12.000 zł.
122.000	zł.
B.	4) Długi zakładu fizjol. 8.000 zł.
5)	Zakład histologji . 6 500 zł.
6)	„ anat. patol. 5.000 zł.
7)	„ anat. opis. 10.000 zł.
8)	,, chemji fizj. 3.000 zł.
9)	„ bakterjologji 3.000 zł.
10)	„ chemji farm. 1.500 zł.
11)	Klinika wewnętrz. I 22 500 zł.
12)	„ chirurgiczna 20.000 zl.
13)	„ pedjatrycz. 5.600 zl.
14)	„ dermatolog. 2.900 zł.
15)	„ uszno-gardl. 2.600 zł.
16)	„ oczna . . . 400 zł.
90.400 zł.
C.	17) Zakł. med. sądów. 23.000 zł.
18)	yt higjeny . . . 2.000 zł.
19)	Klin. chirurgiczna . 13.000 zł.
38.000	zł.
D.	20) Zakł. farmakol. . . 8.000 zł.
21)	„ chemji farmac. 600 zł.
22)	Klin. neurolog. . . 2.400 zł.
23)	„ psychjatryczna 6.000 zł.
24)	Zakł. chemji fizjol. 3.000 zł.
25)	„ bakterjologji 2.000 zł.
26)	„ fizjologji . . 5.000 zł.
27.000	zł.
(Jako zakłady jeszcze nie
zorganizowane).
(na pokrycie długów zagra¬
nicznych, które ciążą na nim
od szeregu lat).
(na zakup mikroskopów).
(na wewnętrzne urządzenie w
związku z przeniesieniem do
nowego gmachu).
(na niezbędne przyrządy)
(uzupełnienie komplet, studen.)
(elektrokardiograf i aparat do
określania metabolizmu pod¬
staw).
(urządzenie sterylizatora),
(mikrotom i aparat do badań
metab. podstaw).
(mikroskop i tablice),
(mikrotom i bronchoskop).
(narzędzia).
(pracownia chemiczna).
(gaz).
(ortopedja).
(pracownia chemiczna).
(tygiel platynowy).
(aparatura).
(aparaty).
(aparaty).
(sala aseptyczna).
		

/Czasopisma_174_06_335_0001.djvu

			Wydz. Lekarsk. U. S. B.
397
A—122.000 zł., B—90.400 zł., C.—38.000 zl, D.—27,000 zl
razem zl 277.4000.
Organizacja zakładu roentgenologicznego dla katedry radjologji
i	aparatów Roentgena dla klinik będzie oddzielnie opracowana.
Kredyty na meble mogą być udzielane po zaspokojeniu wymie¬
nionych potrzeb.
Załącznik 2.
Regulamin
Komisji Funduszu Wydawniczego Wydziału Lekarskiego
Uniwersytetu Stefana Batorego
Art. 1.
W celu ułatwienia wydawnictwa prac naukowych, wykonanych
w pracowniach i klinikach Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Stefana
Batorego, Rada Wydziału Lekarskiego tworzy fundusz wydawniczy
z oszczędności, powstałych z sum kancelaryjnych, w wysokości 5.000 zł.
Fundusz ten uchwałą Rady Wydziałowej może być zwiększony lub
zmniejszony.
Art. 2.
Z Funduszu Wydawniczego są udzielane poszczególnym osobom
i	instytucjom zwrotne pożyczki bezprocentowe na okres najwyżej
12	miesięcy. Termin ten w wypadkach, zasługujących na uwzględnie¬
nie, może być uchwałą Rady Wydziałowej przedłużony.
Art. 3.
Podania petentów, złożone na ręce Dziekana w miesiącach paź¬
dzierniku, styczniu i maju, rozpatruje, kwalifikuje i wyznacza wyso¬
kość zasiłków i pożyczek Komisja Funduszu Wydawniczego.
Art. 4.
Komisja Funduszu Wydawniczego stanowi część połączonych
komisyj Budżetowej i Konkursowej, mianowicie komisje te wybierają
pośród swych członków Komisję Funduszu Wydawniczego w składzie
4 członków, nie licząc Dziekana, który jest przewodniczącym Ko¬
misji Funduszu Wydawniczego.
Art. 5.
Pożyczki w wysokości do 250 zł. w terminie do 6-ciu miesięcy
Dziekan ma prawo, lecz nie obowiązek, wyasygnować na podstawie
		

/Czasopisma_174_06_336_0001.djvu

			398
Plan gospodarczy Wydz. Lekarsk. U. S. B.
jednogłośnej uchwały Komisji Funduszu Wydawniczego bez zatwier¬
dzenia przez Radę Wydziałową. Pożyczki, przewyższające każda
z osobna 250 zł., mogą być wyasygnowane tylko na podstawie
uchwały Rady Wydziałowej.
Art. 6.
Komisja Funduszu Wydawniczego ma uwzględniać przedewszyst¬
kiem prace naukowe niedrukowane, przedstawione w rękopisie,
pierwszeństwo mają autorowie prac oryginalnych teoretycznych. Poza
tem komisja ma pełną swobodę w ocenie i ułożeniu kolejności.
Art. 7.
Instytucje i osoby, otrzymujące pożyczkę, składają jako gwa¬
rancję spłacenia długu skrypt dłużny.
Art. 8.
Instytucje i osoby, które otrzymały pożyczkę, powinny złożyć
w Dziekanacie Wydziału Lekarskiego 3 egzemplarze odpowiedniego
wydawnictwa po wydaniu go drukiem.
Załącznik 3.
Regulamin
dla wolontarjuszy, hospitantów i asystentów tytularnych
w zakładach i klinikach Wydziału Lekarskiego.
1.	W zakładach i klinikach Wydziału Lekarskiego mogą praco¬
wać, poza asystentami etatowymi także lekarze wolontarjusze.
2.	Kierownik zakładu przyjmuje kandydata na podstawie pi¬
semnego podania i życiorysu po uzyskaniu zgody Dziekanatu.
3.	Lekarza wolontarjusza obowiązują w stosunku do kierownika
zakładu, pracowników jego i samego zakładu też same przepisy,
które obowiązują asystentów etatowych.
4.	Po roku wolontarjusz, za zgodą kierownika zakładu, uzyskuje
tytuł hospitanta. Po 3 latach pracy w jednym zakładzie hospitant
może być przedstawiony Wydziałowi do nominacji na asystenta tytu¬
larnego na podstawie postępów, poczynionych w pracy naukowej
i	wyszkolenia praktycznego.
Uwaga: w wyjątkowych razach terminy te mogą być skrócone.
5.	Hospitanci i asystenci tytularni mają prawo posługiwać się
i	poza kliniką tytułem „hospitanta" i „asystenta".
		

/Czasopisma_174_06_337_0001.djvu

			Protokóły posiedzeń naukowych Wil. Tow. Lekarskiego
3
6.	W ubieganiu się o nagrody konkursowe za prace naukowe
hospitanci i asystenci tytularni biorą udział narówni z asystenta¬
mi etatowymi.
7.	W wypadkach, zasługujących na wyjątkowe wyróżnienie,
asystenci tytularni mogą być przedstawieni do zapomogi stypendjal-
nej na wyjazd zagranicę w celu naukowym.
8.	Na początku każdego roku akademickiego kierownik przed¬
stawia Dziekanatowi wykaz pracujących w jego zakładzie wolontar¬
iuszy, hospitantów i asystentów tytularnych, a także donosi nie¬
zwłocznie o opuszczających zakład.
Powyższy regulamin został zatwierdzony przez Radę Wydziału
Lekarskiego w dniu 25 marca 1930 r., przez Senat 23. V. 1930 r.
(—) W. Jakowicki.
Dziekan Wydziału Lekarskiego
Uniwersytetu Stefana Batorego.
Protokóły posiedzeń
naukowych Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego
Posiedzenie dnia 14.V 1930 r.
Przewodniczący — prof. J. Szmurło. Obecnych — 24 członków
i gości 21.
Po odczytaniu i przyjęciu protokółu poprzedniego posiedzenia,
prof. Szmurło odczytuje 2 zgłoszenia do Wojewódzkiej Sekcji Towa¬
rzystwa — D-rów Branickiego z Oszmiany i Deutschmeistera z Doł-
hinowa.
Dr. Czarnowski pokazał obce ciało, usunięte z lewego oskrzela
u dziewczynki lat 7, która, jedząc kompot, aspirowała część pestki od
śliwki. Przypadek nie został rozpoznany na prowincji. Dopiero badanie
Roentgen’em w Wilnie wzbudziło podejrzenie na przeszkodę w lewem
oskrzelu. W trakcie bronchoskopji rurą instrumentu został otworzony
ropień w miejscu, gdzie było obce ciało, przyczem ropa zalała tcha¬
wicę i prawe oskrzele, skutkiem czego dziecko straciło oddech i tętno.
Zastosowano sposób wypróżnienia dróg oddechowych przez utrzymanie
dziecka w pozycji wiszącej do góry nogami, a głową w dół. Ropa
wylała się przez usta i nos i dziecko wróciło do życia. W kwadrans
		

/Czasopisma_174_06_338_0001.djvu

			400
Protokóły posiedzeń naukowych
potem — powtórna bronchoskopja, tym razem ze skutkiem pomyślnym.
Obce ciało siedziało w pierwszem odgałęzieniu lewego oskrzela.
W dyskusji Dr. Łukowski stwierdza, że brak było danych wy¬
wiadu. Prof. Szmurło zapytuje, w jakiej pozycji chorego była robiona
bronchoskopja, gdyż najdogodniejsza jest pozycja na brzuchu. Przy
badaniu oskrzeli należy zawsze przechylać tułów chorego w stronę
przeciwną badanemu oskrzelu. Dr. Trzeciak podnosi sprawę znieczu¬
lenia, gdyż stosowanie ogólnej narkozy w pozycji chorego na brzuchu
jest lepsze, niż przy położeniu na plecach.
Dr. Czarnowski: co do położenia chorego, to przy operowaniu
w przełyku dogodniejszą jest pozycja na brzuchu, przy operacji
w oskrzelach — na plecach lub w pozycji siedzącej. W danym przy¬
padku stosowano znieczulenie mieszane.
Prof. Rydzewski wygłosił odczyt p. t. „Geologja źródeł Druskie-
nickich".
W dyskusji Doc. Safarewicz zaznacza, że analiza wody Druskie-
nickiej, dokonana przed wojną, wykazywała około 10 gramów części
stałych w 1 litrze, obecnie zaś około 7 gramów; dowodziłoby to właś¬
nie rozcieńczenia solanki wodą z warstw powierzchownych, jak przy¬
puszcza prof. Rydzewski. Prof. Szmurło: im warstwa jest bardziej po¬
wierzchowna, tem rozcieńczenie źródlanej wody jest większe. W Cie¬
chocinku źródła o 7—8°/o zawartości soli są powierzchowne, 2%-owe
pochodzą z głębokości 200 m, 6%'owe (termy)—z głębokości 1400 m.
W Inowrocławiu, gdzie są jeziora podziemne, °/o soli w solance do¬
chodzi do 20. Gdyby przeprowadzono wiercenia w Druskienikach, to
możliwie, że poszukiwania te dałyby solankę mocniejszą.
Prof. Rydzewski w odpowiedzi zaznacza, że w Ciechocinku po¬
kłady soli występują w postaci olbrzymich słupów, wobec tego można
w pewnych miejscach solanki nie znaleźć. Z punktu widzenia geologji
należałoby w Druskienikach dokonać próbnych wierceń. Prócz tego,
ważną jest kwestja radjoaktywności źródeł.
Prof. Jasiński wygłosił odczyt p. t. „Walory lecznicze Druskienik
i plan dalszego ich rozwoju".
W dyskusji Dr. Obiezierski podaje, że niemiecki gener. Falken-
heim, który wydał pamiętniki o Druskienikach, uważał je za kurort,
mogący konkurować z innemi w Niemczech. W sprawie znaczenia bo¬
rowiny Dr. Obiezierski zaznacza, że znaczenie to opiera się na włas¬
nościach termicznych.
Dr. Trzeciak zapytuje, co zrobiono w sprawie zmiany wygórowa¬
nych żądań właścicieli pensjonatów?
		

/Czasopisma_174_06_339_0001.djvu

			Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego
401
Dr. Obiezierski dodaje, że Zarząd już uregulował tę sprawę.
Prof. Szmurło: o Druskienikach spotykamy wzmianki w pracach
Adamowicza z 1830 r., oraz w Warsz. Przegl. Lekarskim. Co do ra-
djoaktywności wody, to naogół źródła słabsze posiadają większą radjo-
aktywność. W leczeniu dotąd posługiwano się wyłącznie kąpielami,
a zapominano o piciu wody. Obecnie jednak ta ostatnia metoda po¬
winna zająć należne jej miejsce.
Dr. Łukowski zapatruje się pesymistycznie na możliwość podnie¬
sienia się Druskienik z obecnego upadku po wojnie. Co do sezonu
zimowego, to jego urządzenie wymagałoby wielkich zmian w domach
mieszkalnych, nieprzystosowanych do tego, oraz zbudowania kolei do
samego uzdrowiska.
Prof. Jasiński: w obecnym sezonie w Druskienikach rozpocznie
się leczenie wziewaniami: solanka nadaje się do tego, gdyż jest izoto-
niczna. Poza tem Zakład posiadać będzie diatermję. Ceny w Druskie¬
nikach są o Va niższe, niż w dużych zdrojowiskach polskich. Komisja
Zdrojowa reguluje ceny.
Dr. Rymkiewicz, naczelny lekarz Zakładu, dodaje, że obecnie
w Druskienikach jest rzeźnia, założono ogrody warzywne oraz fermę
mleczną na Pogance.
Sekretarz T. Wąsowski.
Posiedzenie naukowe z dn. 28.V 1930 r.
Przewodniczący — prof. J. Szmurło. Obecnych 18 członków
i 24 gości.
Otwierając posiedzenie, przewodniczący wygłasza krótkie wspo¬
mnienie z powodu zgonu w dniu 27.V członka honorowego ś. p.
D-ra Witolda Węsławskiego. Obecni uczcili pamięć Zmarłego przez
powstanie.
Odczytano i przyjęto protokół poprzedniego posiedzenia.
Prof. Orłowski wygłosił — „Wrażenia z wycieczki do uzdrowisk
polskich".
Dyskusja: Prof. Szmurło — Mówiąc o uzdrowiskach polskich na¬
leży zwrócić uwagę na następujące okoliczności: 1. Czynniki admini¬
stracyjne zdrojowisk polskich dotychczas w sposób niedość sprężysty
przeprowadzają akcję, mającą na celu eksportowanie bogactw natural¬
nych naszych zdrojowisk w postaci wywozu soli i wód do picia;
2. objaw bardziej pocieszający—to wzrastająca z każdym rokiem dążność
do coraz ściślejszej specjalizacji zdrojowisk polskich w lecznictwie,
		

/Czasopisma_174_06_340_0001.djvu

			402
Protokóły posiedzeń naukowych
a znajdujący swój wyraz w doborze chorych, skierowywanych przez
lekarzy do miejsc leczniczych. Rabka np. jest obecnie miejscem pra¬
wie wyłącznie przeznaczonem dla dzieci, podobnie jak Krynica — dla
osób cierpiących na różnego rodzaju niedokrwistości i błędnicę, jak
Szczawnica — dla leczenia chorób górnego ode. dróg oddechowych,
lub Ciechocinek dla chorych goścowych, z gruźlicą stawów i skóry.
Dr. Rudziński wskazuje też na jeden z momentów niekorzystnie
wpływających na rozwój naszych uzdrowisk — nieumiejętne traktowa¬
nie kuracjuszów przez czynniki miejscowe, oraz zbyt wygórowane ceny.
Lekarze, pracujący w uzdrowiskach, powinni zwrócić uwagę na te
okoliczności i w sposób należyty reagować na to.
Prof. Szmurło nadmienia, że Komisje Zdrojowe są w pierwszym
rzędzie powołane do przeciwdziałania w pomienionych przypadkach,
do nich też należy skierowywać wszelkie zażalenia. Na wygórowanie
cen w naszych miejscowościach kuracyjnych wpływa w dużym stopniu
zbyt krótki termin trwania sezonu leczniczego, który zwykle ogranicza
się do paru miesięcy letnich.
Dr. Lewande: Frekwencję kuracjuszów do polskich uzdrowisk
podnieść zda się można przez należyte zapoznanie świata lekarskiego
z własnościami leczniczemi naszych źródeł. Wycieczki lekarzy do
zdrojowisk polskich powinny się odbywać możliwie często.
Sekretarz E. Czarnecki.
Posiedzenie naukowe z dnia 11.VI 1939 r.
Przewodniczący — prof. J. Szmurło. Obecnych 17 członków
i 13 gości.
Odczytano i przyjęto protokół poprzedniego posiedzenia.
Prof. 5. Władyczko — pokaz 13-letniego chłopca z powodu
dystrofia adiposo-genitalis; u chorego oprócz tego jest
zaznaczona gynaikomastia. Chory odznacza się nieupośledzoną
inteligencją — jest pierwszym uczniem w klasie.
Dyskusja: Dr. K. Pawłowski miał w swej obserwacji 30 - letnią
chorą, która cierpiała na dystrofia adiposo-genitalis; u tej
chorej, oprócz zaburzeń ogólnej przemiany materji notowano znaczne
opóźnienie w t. zw. przemianie poborowej — objaw występujący dość
często u tej kategorji chorych. Co do skuteczności organoterapji, nie
daje ona niekiedy pożądanego wyniku, jak to właśnie było w cytowa¬
nym przypadku.
		

/Czasopisma_174_06_341_0001.djvu

			Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego
403
Prof. Szmurło — czy chory był badany pod względem wydol¬
ności gruczołów dokrewnych ?
Prof. Władyczko — badania gruczołów wydzielania wewnętrznego
są w toku i po ich ukończeniu będą podane do wiadomości.
Prof. Siengalewicz— pokaz preparatów: a) anthrax przewodu
pokarmowego, b) bąblowiec wieleogniskowy wątroby i tarczycy,
c) melanosis jelit.
Dyskusja: Dr. Trzeciak — odnośnie do przypadku 2-go badał
chorą na kilka tygodni przed śmiercią, stwierdzając ogólne wyniszcze¬
nie oraz zmiany w tarczycy i wątrobie o charakterze, przemawiającym
raczej za nowotworem tarczycy z przerzutami w wątrobie; na nara¬
dzie przypadek uznano za inoperabilis; przed kilku dniami do¬
wiedział się: jakoby już przed 3 laty w jednym ze szpitali u tej chorej
podejrzewano nowotwór wątroby. Badanie krwi nie nasunęło przy¬
puszczenia o bąblowcu; przypadek ze względu na stwierdzenie bąblowca
w tarczycy należy zaliczyć do rzadkich wyjątków.
Prof. Szmurło — czy u chorej nie stwierdzono eozynofilji?
Prof. Siengalewicz — zgodnie z orzeczeniem Kliniki Wewnętrz¬
nej — nie było.
Dr. Dylewski wygłosił: „Wady mowy i głosu, walka z niemi na
zachodzie i u nas“.
Dyskusja: Dr. F. świeżyński — celem racjonalnego leczenia wad
mowy u dzieci, tak często się spotykających, należałoby poczynić
starania, aby dzieci takie kierowano do szkół, w którychby na równi
z nauką stosowano specjalne zabiegi lekarskie.
Prof. Szmurło — w Polsce dużym brakiem w leczeniu dzieci
z wadami mowy, a dzieci takich w Wilnie jest dość znaczna odsetka,
dochodząca nieomal 10% ogółu dzieci, jest brak wyszkolonych odpo¬
wiednio specjalistów. Jako za czynnik, który ujemnie wpłynął na
rozwój fonologji, wskazać należy na to, że doniedawna istniał pomiędzy
lekarzami, pracującymi w tej dziedzinie szczególny zwyczaj nieujaw-
niania ogółowi lekarzy metod, stosowanych w leczeniu dzieci z tą wadą;
stawiało to fonologję w rzędzie nauk, otoczonych nimbem tajemni¬
czości; należy z tem walczyć najenergiczniej; ponadto należy myśleć
i dążyć do stworzenia w jaknajszerszym zakresie instytutów, które,
mając odpowiednio przygotowanych kierowników, zajęłyby się zwal¬
czaniem wad mowy i głosu, dających się w większości przypadków
dość łatwo usuwać.
		

/Czasopisma_174_06_342_0001.djvu

			404
Protokóły posiedzeń naukowych
Na wniosek przewodniczącego jednogłośnie przyjęto do Sekcji
Wojewódzkiej T-wa D-ra J. Orlickiego.
Skreślono z listy członków T-wa D-ra G. Fejgusa na własne
jego żądanie.
Sekretarz E. Czarnecki.
Posiedzenie naukowe z dnia 2.VII. 1930 r.
Przewodniczący prof. Szmurło. Obecnych członków 18, gości 12.
Wobec śmierci ś. p. prof. Trzebińskiego przewodniczący propo¬
nuje, by poświęcić jedno z pierwszych posiedzeń powakacyjnych pa¬
mięci Zmarłego.
Po odczytaniu protokółu poprzedniego posiedzenia D-r Trzeciak
pokazuje 2 przypadki, ze szpitala św. Jakóba, przebicia wrzodu okrą¬
głego żołądka z zejściem pomyślnem po dokonanym zabiegu opera¬
cyjnym, poza tem pokazuje 2 preparaty operowanych wyrostków ro¬
baczkowych:
Chory L. S., lat 32, był operowany w 30 godzin od nastąpie¬
nia pęknięcia z objawami zapalenia otrzewnej; chory ten zaledwie
od kilku tygodni miał bóle w górnej połowie jamy brzusznej, na co
nie zwracał większej uwągi, aż nagle poczuł ostre bóle, wystąpiły wy¬
mioty, stracił siły i t. d.; operacja — ze względu na ciężki stan cho¬
rego zaszyto tylko miejsce pęknięcia, przyszyto sieć małą i założono
sączek; przypadek ten wskazuje, że pomimo młodego wieku chorego,
pobytu na wsi, krótkiego czasu choroby, jednak powyższe cierpienie
może nie tylko istnieć, ale nawet dawać pęknięcie; drugi chory F. G.,
lat 39, niedomagał od 3-ch lat, i podejrzewano katar żołądka, aż nagle
wystąpiły objawy pęknięcia wrzodu okrągłego żołądka; był operowany
w 8 godzin—w stanie jednak ciężkim - zaszycie, zespolenie (gastroen-
terostomia retrocol. post. vertical) i sączek; na 4-ty dzień po operacji
chory dostał ostrej psychozy i wyskoczył z łóżka, powybijał zęby i t. d.
jednak to przeszło bez widocznych ujemnych następstw, zaś po czte¬
rech tygodniach odbył podróż samochodem z Wilna do Białegostoku.
Poza tem Dr. T. omawia trzy przypadki operowania z powodu apendi-
citis acuta (A. L. lat 18, A. Cz. lat 36 i T. S. lat 31) przy normalnej
ciepłocie i tętnie, bez wymiotów i zatrzymania gazów przy objawach
bolesności i mniej lub więcej wyrażonego oporu mięśniowego, jednak
z b. daleko posuniętemi zmianami, jak to widać na demonstrowanych
preparatach (zgorzele, ropniak) i podkreśla, że wyjątkowo dużo spo¬
tyka w tym roku podobnych przebiegów appendicit. ac., co wprowadza
		

/Czasopisma_174_06_343_0001.djvu

			Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego
405
w błąd lekarzy, jak to miało miejsce i w dwu przypadkach wyżej po¬
danych, zaś „wyczekiwanie" może pociągnąć b. złe skutki.
W odpowiedzi Dr. Zarcynowi przedmówca zaznacza, iż 30 godzin
od chwili pęknięcia wrzodu okrągłego przy wypełnionym żołądku jest
„dostateczną" ilością czasu dla wystąpienia objawów rozlanego zapa¬
lenia otrzewny.
(Streszczenie własne)
W dyskusji Dr. Zarcyn zaznacza, że co do przypadku pierwsze¬
go, w którym były objawy rozlanego zapalenia otrzewny, to obecność
ropy na niektórych miejscach otrzewny nie świadczy, że było tam
peritonitis diffusa. Co do ropnia, który prelegent uważa za powikłanie,
to Dr. Zarcyn jest odmiennego zdania; jeśli bowiem wysięk jest po
stronie prawej, to może powstać w Douglasie — drogą nad pęcherzem
wlewo. Przypadki z małemi objawami klinicznemi a dużemi zmianami
w wyrostku są teraz częste.
Dr. Frydman: do internisty często zwracają się chorzy, których
my zaraz musimy kierować do chirurga. U operowanego przez Dr.
Trzeciaka chorego były częste stolce, bóle w okolicy prawej brzucha,
innych objawów appendicitis nie było.
Prof. Szmurło: często sprawy ostre zapalenia przechodzą z t°
normalną; spotykamy np. zakrzep zatoki esowatej w mastoiditis bez
gorączki. Ten objaw przeto nie posiada decydującego znaczenia.
W dyskusji Dr. Trzeciak zgadza się z D-rem Zarcynem co do
pomyślnego rokowania w ropniu spostrzeganym w jednym ze swych
przypadków. Co do rozpoznania peritonitis diff. w 17-m przypadku, to
podkreśla, że były objawy tego cierpienia, zresztą sam czas trwania
cierpienia o tem mówi.
Dr. Krotow wygłosił referat p t. Urografja jako dalszy postęp
roentgenodiagnostyki (do druku).
Dr. de Rosset: referat p. t. Do wpływu uroselectanu na ustrój
ludzki (do druku).
Prof. Orłowski i Doc. Czarnecki: o wpływie uroselectanu na
krążenie.
Dyskusja. Prof, Orłowski: chociaż materjał kliniczny jest niedu¬
ży, jednak wyniki są zgodne, a badania doświadczalne na zwierzętach
je potwierdzają. Uroselectan można już obecnie dostać w Warszawie,
jest jednak b. drogi, gdyż jedno zastrzyknięcie kosztuje 35 zł. Prepa¬
rat zawiera dużo jodu, jednak zatrucia nie daje. Przeciwwskazania są
raczej natury teoretycznej. Jod w moczu występuje dopiero w kilka
godzin po zastrzyknięciu. Wobec tego problematyczną się wydaje oba¬
		

/Czasopisma_174_06_344_0001.djvu

			Protokóły posiedzeń naukowych Wil. Tow. Lekarskiego.
406
wa przed tym środkiem w atyreotoksykozach. Dzięki tej metodzie
można rozpoznać takie zmiany w nerkach, jakie innemi sposobami nie
dałyby się wykryć. Prof. Orłowski wyraża życzenie i nadzieję, że dzi¬
siejsze odczyty pobudzą do dalszych prób tego środka.
Prof. Szmurło podkreśla z uznaniem nietylko ciekawy wybór
tematu, lecz sumienne i dokładne jego opracowanie, tak w ujęciu te-
oretycznem, jak i praktycznem. Metoda badania podana przez prele¬
gentów ze wszech miar zasługuje na uwagę. Dobre wyniki prób tłu¬
maczy mocny związek preparatu, wobec czego wydziela się on nie¬
zmieniony. Wykryte w doświadczeniach na psach zmiany wywołane
tym środkiem są tak małe, że nie można mówić o jadowitości prepa¬
ratu. Nauka wykazała w uroselectanie potężny środek rozpoznawczy
dla roentgenodjagnostyki.
Dr. Trzeciak: z punktu widzenia praktyki ważnem byłoby, aby te
badania były tańsze. Znam 1 przypadek w którym wyniki badania
cystoskopowego zupełnie potwierdzały rozpoznanie roentgenologiczne
po użyciu uroselectanu.
Prof. Orłowski: na razie mamy tylko 6 zdjęć, wobec czego nie
możemy się uważać za dostatecznie wprawnych w odczytywaniu obrazu
otrzymanego. Przyszłość prawdopodobnie nam pokaże, że różne cier¬
pienia nerek będą miały rozmaite obrazy roentgenologiczne, jakie
otrzymamy po uroselectanie.
Sekretarz T. Wąsowski.
Wiadomości bieżące.
Komitet Redakcyjny Pamiętnika Wil. Tow. Lek. z głębokim żalem
powiadamia, że w dniu 10-go lipca r. b. zmarł po ciężkiej chorobie
były Prezes i Członek Honorowy Wileńskiego Tow. Lekarskiego Dr.
Med. Tadeusz Dembowski. Wspomnienie pośmiertne o wielce
zasłużonym i powszechnie szanowanym b. Prezesie Wil. Tow. Lek.
zostanie umieszczone w następnym zeszycie Pamiętnika.
		

/Czasopisma_174_06_345_0001.djvu

			COAGULEN
„CI B A“
Czynny pierwiastek hemośtatyczny, wydzie¬
lony z płytek krwi.
Fizjologicznie skrzepy krwi bez objawów
anafilaksji.
Zabiegi operacyjne, niedostępne krwawienia.
Do użytku wewnętrznego i parenteralnego.
•• •
PROSZEK. - AMPUŁKI
po 1,5 i 20 ccm.
KOŁACZYKI do przyrządzania roz¬
tworów, wyjaławianych przez gotowanie.
		

/Czasopisma_174_06_346_0001.djvu

			BIOCALCOL KLAWE
zatw. za Nr. Reg. 1241 M. S. Wewn.
przetwór odżywczo-Ieczniczy oparty na wynikach
najnowszych badań w zakresie mineralnej prze¬
miany materji.
Zawiera najbardziej racjonalne sole wapnia z kwa¬
sami pochodzenia roślinnego oraz witaminy w po¬
staci skoncentrowanej.
WsKazania: krzywica, wszelkie postaci gruźlicy,
zaburzenia gruczołów dokrewnych i
układu wegetatywnego, astenja i wszel¬
kie stany wyczerpania ustroju.
D a w K i: 2—4 miarki 3 razy dziennie w wodzie
lub mleku. Biocalcolu gotować nie
należy.
Flakony cca 100,0 przetworu.
		

/Czasopisma_174_06_349_0001.djvu

			Mag. farm. JAN GESSN£R
APTEKA I LABORATORJUM CHEM.-FARMAC.
Warszawa, Al. JerozolimsKa 11
tel. 195-48; 25-70 s 227-U
biuro	apteHa fabryKa
POLECA:
Injectiones et Dragees
TRIPLEX
inj. „BISMOPHAG”
biały przetwór bismutu.
Kiła we wszystkich okresach.
Pud. 6 arap. po 2CC i słoiki po 20cc.
inj. CHININI COMPOSITI
zawierające
I: Chinin 0,03; Camphora 0,025 \	4cc
Menthol 0,02; Eucalyptol 0,015 \	*
II: Chinin 0,06; Camphora 0,05 \	Ci cc
Menthol 0,04; Eucaliptol 0,03 I	**
Grypa, zapalenie płuc, astma i krztusiec	u dzieci.
miipus mnm i imitio smcito
Rosiczka.
Środek łagodzący ataki kaszlu w astmie, bronchicie i krztuścu.
Uspokaja bóle w dusznicy bolesnej i sklerozie.
Literaturę i próbKi dla p. p. lekarzy gratis i franco.
		

/Czasopisma_174_06_350_0001.djvu

			Łagodzenie bóii, uspakajanie bez leków ma-
kowcowych i obawy o narkomanię
CIBALGINA
Znak
Przyjemny w użyciu i ulubiony lek przeciw¬
bólowy i kojący, nadający się do wewnętrz¬
nego i pozaustnego stosowania:
CIBALGINA
okazała się znakomitą w przeziębieniach,
:h kataralnych, grypie, nerwobólach,
migrenie, bólach głowy ect. ect.
Wielka rozległość terapeutyczna.
Bez wpływu na przewód pokarmowy i trawienie.
Zastosowanie:
PER OS	PER INJECTIONEM
Oddział Farmaceutyczny.