/Czasopisma_175_05_001_0001.djvu

			e Aquarius
URANIA
MIESIĘCZNIK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA MIŁOŚNIKÓW ASTRONOMII
ROK XLV
STYCZEŃ 1974
Nr 1
V
		

/Czasopisma_175_05_015_0001.djvu

			URANIA
MIESIĘCZNIK P0LSKIEei> TmBzmwA
MIŁOŚNIKÓW ASTRONOMII
BOK XLV
STYCZEŃ 1974
Nr 1
CZASOPISMO WYDAWANE Z ZASIŁKU
POLSKIEJ AKADEMII NAUK. ZATWIER¬
DZONE PRZEZ MINISTERSTWO OŚWIA¬
TY DO UŻYTKU SZKOL OGÓLNO¬
KSZTAŁCĄCYCH, ZAKŁADÓW KSZTAŁ¬
CENIA NAUCZYCIELI I TECHNIKÓW
(DZ. URZ. MIN. OSW. NR 14 Z 1966 RO¬
KU, W-WA 5.11.66).
SPIS TREŚCI
Krzysztof Ziolkowski — Co nam
dała rocznica kopernikowska.
Maciej Mazur — Krakowska wy¬
prawa astronomiczna na Saharę.
Henryk Brancewicz — Zaćmienie
Słońca 30 czerwca 1973 roku.
Janusz Zieleniewski — Czy Koper¬
nik był rewolucjonistą?
Kronika: .Jeszcze o komecie Ko-
houtka — Trzynaście nowych pulsa-
rów — Wiek meteorytu Sichołe-
-Alińskiego.
Kronika PTMA: Spotkanie po la¬
tach... — Walny Zjazd Delegatów
PTMA w Chorzowie 1973 r. — Dr
Maria Ps tr zoch - Ka rpowicz 1913—
1973.
Kometa Kohoutka — to te¬
mat, który (głównie zresztą
dzięki prasie codziennej) stał
się najbardziej atrakcyjnym
i chyba najwięcej interesuje
miłośników astronomii. W
chwili oddawania numeru do
druku już wiadomo, że jasność
komety będzie znacznie niższa
niż przewidywano w pierw¬
szych doniesieniach. Niektórzy
fachowcy przypuszczają na¬
wet, że podczas przejścia ko¬
mety przez peryhelium mogą
zajść dalsze niespodzianki
i komety w ogóle nie będzie
można dojrzeć okiem nie¬
uzbrojonym...
W dniu 3 lutego nastąpi za¬
krycie Saturna przez Księżyc.
Jedynie mieszkańcy Wybrzeża
będą je mogli obserwować, dla
pozostałych — zjawisko prze¬
biegać 'będzie mniej efektow¬
nie. Następne zakrycie z tej
serii nastąpi za miesiąc —
w dniu 3 marca, informacje
szczegółowe podamy w następ¬
nym numerze.
Obserwacje: Zakrycie Saturna
przez Księżyc w dniu 3 lutego
1974 roku.
Poradnik obserwatora: Czułość
oka.
Kalendarzyk astronomiczny.
Pierwsza strona okładki: Korona słoneczna w czasie zaćmienia w dniu 30 czerwca
1973 r., sfotografowana w In Guezzam przez uczestnika wyprawy Andrzeja Wosz-
czynę.
Druga strona okładki: U góry —członkowie założyciele Towarzystwa w 1919 roku:
prof, dr Stanisław Mrozowski (po prawej) i prof, dr Jan Mergentaler, stoi prezes
Zarządu Głównego PTMA Maciej Mazur. U dołu — przewodniczący Komisji Odzna¬
czeniowej prof, dr Eugeniusz Rybka dekoruje prof, dr Stanisława Mrozowskiego —
członka założyciela Towarzystwa — Złotą Honorową Odznaką PTMA. (do artykułu
„Po latach...”). Fot.: Jan Salamon — Kraków.
Miłośnikom astronomii i Czytelnikom URANII
serdeczne życzenia noworoczne składa
Zarząd Główny PTMA i Redakcja URANII
		

/Czasopisma_175_05_016_0001.djvu

			2	URANIA	1/1974
KRZYSZTOF ZlOŁKOWSKl — Warszawa
CO NAM DAŁA ROCZNICA KOPERNIKOWSKA
Rok Kopernikowski dobiegł końca. Zalew infomacji związa¬
nej z Kopernikiem może już powodować uczucia przesytu i znu¬
żenia. Czytaliśmy artykuły, felietony, książki; słuchaliśmy
audycji i odczytów; oglądaliśmy wystawy, filmy, sztuki tea¬
tralne; uczestniczyliśmy w sympozjach, akademiach, uroczysto¬
ściach „ku czci”, odsłonięciach pomników i tablic pamiątko¬
wych; jeździliśmy „szlakiem Kopernika”; kupowaliśmy najprze¬
różniejsze pamiątki; cieszyliśmy się z nowych inwestycji w To¬
runiu, Fromborku czy Olsztynie, z nadzieją śledziliśmy wysiłki
prowadzące do utworzenia Astronomicznego Centrum Koper¬
nikowskiego uwieńczone położeniem kamienia węgielnego pod
jego budowę w Warszawie. Co nam jednak to wszystko dało? Co
pozostanie na trwałe, czym staniemy się dzięki temu bogatsi?
Odpowiedź wydaje się prosta. Jeśli ma nią być zrozumienie
dzieła Kopernika i jego konsekwencji, to niech będzie wyba¬
czone autorowi, że ze względu na wagę zagadnienia jeszcze raz
ośmiela się uwypuklić jego istotę, starając się wydobyć z tego
ogromu informacji przede wszystkim to, z czego głównie win¬
niśmy zdawać sobie sprawę i o czym nie może zapomnieć żaden
miłośnik astronomii.
Dzisiejszy obraz Wszechświata, oglądany z perspektywy nie
wyróżniającej pozycji obserwatora, a więc z punktu widzenia,
z którego spojrzał nań po raz pierwszy właśnie Kopernik, daleki
jest od obrazu sprzed 500 laty. Nie dlatego, by Wszechświat
uległ w tym czasie jakimś wyraźnym zmianom — pięć stuleci
w skali ewolucji Wszechświata nie ma prawie żadnego zna¬
czenia — ale dzięki oszałamiającemu wprost rozwojowi, szcze¬
gólnie w ostatnich dziesięcioleciach, astronomii i nauk jej po¬
krewnych. Mówią o nim już choćby aktualne i modne pojęcia
współczesnej astronomii takie jak kwazary, pulsary, czarne doły
czy kolaps grawitacyjny. Nia* zdając sobie może nawet dosta¬
tecznie jasno sprawy ze znaczeń tych terminów dostrzegamy
w nich znamiona rewolucji, która się dokonuje w widzeniu
i rozumieniu struktury i praw rządzących ewolucją Wszech¬
świata. A rewolucję tę zapoczątkowało De Revolutionibus. Jak
podkreśla T. Kuhn (The Copernican Revolution, Harvard Uni¬
versity Press, Cambridge 1957) znaczenie tego dzieła polega
w mniejszym stopniu na tym co mówi onb samo, niż na tym co
mówią inni przez nie sprowokowani. .
		

/Czasopisma_175_05_017_0001.djvu

			1/1974	URANIA	3
Odbierając Ziemi uprzywilejowane miejsce we Wszechświecie
oraz tłumacząc w jaki sposób pozorny ruch Słońca jest wynikiem
obrotu Ziemi, Kopernik po raz pierwszy sformułował kinema¬
tyczną zasadę względności ruchu. Uogólnił ją później Galileusz,
a rozwinął Einstein. Przeniesienie układu odniesienia z Ziemi
do Słońca było po prostu zmianą układu współrzędnych. Koper¬
nik pierwszy dokonał tej jakże dziś oczywistej i powszechnie
w naukach ścisłych stosowanej operacji. Umożliwiła ona następ¬
nie Newtonowi wprowadzenie układów inercjalnych stanowią¬
cych wprawdzie w nauce fikcję matematyczną, jednak o ka¬
pitalnym znaczeniu metodologicznym.
Konsekwencją zmiany układu współrzędnych, którą wykonał
Kopernik przenosząc układ odniesienia z Ziemi do Słońca,
a także analogicznej zmiany, jakiej później dokonano w sto¬
sunku do Słońca i Galaktyki, było przekonanie, że w przyrodzie
nie ma układów wyróżnionych. Stwierdzenie to należy dziś do
podstawowych zasad fizyki i kosmologii. Ponieważ Kopernik
był pierwszym, który udowodnił bezzasadność uprzywilejowa¬
nia pewnego układu odniesienia, więc zasadę tę przyjęto dziś
nazywać zasadą kopemikańską. Jest ona punktem wyjścia hi¬
potezy kosmologicznej, według której Wszechświat jest prze¬
strzennie jednorodny, czyli że niezależnie od położenia obser¬
watora obraz Wszechświata będzie wszędzie taki sam. Oczywi¬
ście stwierdzenie to ma charakter statystyczny i nie należy go
rozumieć w sensie identyczności. Współczesna kosmologia wpro¬
wadza jeszcze ogólniejszą od kopernikańskiej zasadę kosmolo¬
giczną, która głosi, że Wszechświat jest jednorodny nie tylko
przestrzennie, lecz także i czasowo.
'Mówiąc w rozdziale IX pierwszej księgi De Revolutionibus
0	„ciężkości”, która jest „pewnym popędem przyrodzonym na¬
danym cząstkom ciał... aby się jednoczyły i całość stwarzały
łącząc się z sobą w postaci kulistej”, Kopernik pierwszy wy¬
powiedział myśl o istnieniu grawitacji, która wspólnie z uprzy¬
wilejowaniem Słońca wskazującym na to co może być źródłem
siły określającej ruch planet, dała podwaliny do odkrycia przez
Newtona niemal półtora wieku później prawa powszechnego
ciążenia.
Te trzy aspekty dzieła Kopernika determinują jego wartość
1	uzasadniają rewolucyjność. Chcąc to stwierdzenie poprzeć
przykładem prześledźmy konsekwencje przynajmniej jednego
z nich, a mianowicie znaczenie przeczuwanej przez Kopernika
grawitacji w procesie ewolucji gwiazd. Współczesne osiągnięcia
astronomii pokazują, że grawitacja nie tylko rządzi ruchami
		

/Czasopisma_175_05_018_0001.djvu

			4	,	URANIA	1/1974
planet w układzie słonecznym czy gwiazd w galaktykach, lecz
jest również istotnym motorem przemian fizycznych zachodzą¬
cych w gwiazdach.
Początek gwieżdzie daje kontrakcja chmury rozproszonej ma¬
terii pod wpływem działania sił grawitacyjnych. Kurczenie się
protogwiazdy powoduje jej rozgrzewanie się. Gdy temperatura
wzrośnie do około 10 milionów stopni we wnętrzu gwiazdy
rozpoczyna się termojądrowa przemiana wodoru w hel. Ener¬
gia wydzielana w wyniku spalania wodoru powstrzymuje kur¬
czenie się gwiazdy po czym ustala się równowaga pomiędzy
energią powstającą w reakcjach termojądrowych i wypromie-
niowywaną na zewnątrz. Gwiazda nie zmienia swych rozmia¬
rów ani temperatury i okres takiej stabilizacji trwa, w zależno^
ści od masy gwiazdy, miliony a nawet miliardy lat.
■ Po jądrowym spaleniu się wodoru znów dochodzą do głosu
siły grawitacyjne co powoduje kurczenie się jądra gwiazdy. Je¬
go temperatura wzrasta jeszcze bardziej, a gdy osiągnie około
100 milionów stopni rozpoczyna się termojądrowa przemiana
helu w pierwiastki cięższe. Po wyczerpaniu się paliwa helowego
następuje znowu grawitacyjna kontrakcja połączona ze wzro¬
stem temperatury, to z kolei prowadzi do' dalszych reakcji
termojądrowych i proces się powtarza. Im większa jest masa
gwiazdy tym ów proces dłużej będzie trwał i tym cięższe pier¬
wiastki stanowić będą kolejne paliwa jądrowe. Jądrowemu
zapaleniu się pierwiastków cięższych towarzyszą nieraz wybu¬
chy powodujące odrzucanie części zewnętrznych gwiazdy
i gwałtowne zapadanie się jądra (kolaps grawitacyjny).
Zakończenie procesu ewolucyjnego drastycznie zależy od po¬
czątkowej masy gwiazdy. Przy masach mniejszych od masy
Słońca nie dochodzi już nawet do zapalenia helu i końcowym
produktem ewolucji takiej gwiazdy jest tzw. stygnący biały
karzeł, obiekt, w którym gęstość materii jest rzędu 108 g/cm3
(kostka do gry wykonana z materii białego karła ważyłaby
tonę!). Ewolucję gwiazd o masach rzędu masy Słońca kończy
gwałtowne zapalenie się węgla i przejście przez stadium super¬
nowej. Końcowym produktem jest tzw. gwiazda neutronowa,
w której gęstość materii jest rzędu gęstości jąder atomowych
czyli 1015 g/cm3. Odkryte w 1967 roku pulsary zostały zidenty¬
fikowane właśnie jako gwiazdy neutronowe. W przypadku mas
większych od około 8 mas Słońca po wyczerpaniu się w reak¬
cjach termojądrowych węgla spalają się kolejno tlen, neon,
magnez, krzem i nikiel. Końcowym produktem jest jądro że¬
lazne, które wobec braku dalszych źródeł energii jądrowej
		

/Czasopisma_175_05_019_0001.djvu

			1/1974	URANIA	5
gwałtownie się zapada. W wyniku tego kolapsu grawitacyjnego
powstaje prawdopodobnie tzw. czarny dół.
Jedną z największych rewelacji naukowych w Roku Koper¬
nikowskim było obserwacyjne potwierdzenie istnienia we
Wszechświecie czarnych dołów *). Sięganie źródeł tego odkrycia
wiedzie poprzez Einsteina i Newtona do Kopernika. Uświa¬
domienie sobie komu zawdzięczamy po pierwsze stworzenie
przesłanek umożliwiających poznanie istoty grawitacji, po dru¬
gie położenie podwalin nowoczesnej kosmologii i po trzecie
sformułowanie zasady względności ruchu, niech będzie odpo¬
wiedzią na postawione w tytule pytanie.
MACIEJ MAZUR — KRAKOW
KRAKOWSKA WYPRAWA ASTRONOMICZNA NA SAHARĘ
W dniach 10.VI—3.VIII 1973 r. przebywała w Afryce Kra¬
kowska Wyprawa Astronomiczna, której głównym celem było
przeprowadzenie obserwacji całkowitego zaćmienia Słońca na
Saharze w dniu 30.VI.
Kolebką i bazą Wyprawy była Pracownia Astronomii Pałacu
Młodzieży w Krakowie, gdzie w grudniu 1972 r. zainicjowałem
jej zorganizowanie wespół z uczestnikami Pracowni — studen¬
tami I roku matematyki i fizyki UJ. Po starannych i wnikliwych
studiach nad warunkami obserwacyjnymi w różnych punktach
pasa całkowitości, nad trasą dojazdu i warunkami klimatycznymi
(w tym okresie jest to obszar najwyższych temperatur na ziemi!)
zdecydowano wyprawę samochodem ciężarowym trasą transsa-
haryjską z Algieru przez góry Hoggar do oazy In Guezzam.
Po uzyskaniu samochodu w pierwszych dniach marca przystą¬
piono do intensywnych przygotowań. Jako drugi główny współ¬
organizator włączyła się Rada Uczelniana SZSP Uniw. Jagiel¬
lońskiego, gdzie studenci zorganizowali Koło Naukowe Astrofi¬
zyków. Nie odmówiło pomocy Obserwatorium Astronomiczne
UJ, wyposażając Wyprawę w około 50 proc. całego sprzętu nau¬
kowego i służąc konsultacją naukową. Dzięki poparciu i po¬
mocy Władz miejscowych i centralnych, instytucji nauko¬
wych i zakładów pracy Krakowa — udało się wyprawę dobrze
*) W jednym z najbliższych numerów Uranii opublikujemy obszerną
informację o czarnych dolach.
		

/Czasopisma_175_05_020_0001.djvu

			6	URANIA	1/1974
przygotować w niezwykle krótkim, bo zaledwie 3-miesięcznym
okresie.
W dniu 10.VI wyruszyła z Krakowa. 14-osobowa ekspedycja,
w skład której weszło 2 astronomów z Obserwatorium Astr. UJ,
7	studentów, kierowca, intendent, tłumacz, lekarz i autor tej
notatki jako kierownik wyprawy. Zabrano pełne wyposażenie
biwakowte, całkowitą żywność oraz aparaturę naukową, filmową,
fotograficzną — łącznie ok. 4 ton.
W ciągu 8 tygodni wyprawa przebyła 15 tysięcy km, z tego
21 dni i ponad 5 tys. km na Saharze, często w niezwykle trud¬
nych warunkach klimatycznych i terenowych, niekiedy niebez¬
piecznych. Np. w czasie forsowania wydm piaskowych uszko¬
dził się poważnie samochód; wypadek wyeliminował nam z Ob¬
serwacji jednego z astronomów i lekarza, którzy musieli wrócić
do bazy w Tamanrasset; innemu astronomowi zdekompletowała
się aparatura obserwacyjna; chronometrażyście uszkodził się
chronograf itp.
Pokonanie wielu przeszkód, dotarcie do celu w wyznaczonym
zaćmieniem terminie i przeprowadzenie szeregu obserwacji stało
się możliwe tylko dzięki znakomitej postawie uczestników ze¬
społu, która przesądziła o pełnym sukcesie wyprawy. Poza wy¬
konaniem bowiem większości zaplanowanych obserwacji astro¬
nomicznych, uzyskano cenny materiał oświatowy — astrono¬
miczny, geograficzny, etnograficzny — wykorzystywany w wie¬
lu artykułach oraz odczytach i spotkaniach, szczególnie licznych
w uczelniach i szkołach krakowskich.
Wyprawa spełniła nadto nie bagatelną rolę propagandową,
biorąc w Roku Kopernikowskim — jako jedyna z Polski —
udział w wielkiej ogólnoświatowej imprezie naukowej: w pas
całkowitości tego zaćmienia udało się bowiem kilka tysięcy ob¬
serwatorów z kilkudziesięciu państw. Nasz samochód — opisany
i ozdobiony wielką mapą trasy — budził żywe zainteresowanie
w Europie i Afryce, gdzie wszędzie zresztą zaćmieniem tym
powszechnie się interesowano. W I programie algierskiego ra¬
dia mieliśmy półgodzinną audycję. Wreszcie przeżycie i zdobyte
doświadczenia członków wyprawy mają — nie tylko dla nich
osobiście — duże znaczenie kształcące, czemu wyraz dają
impresje jednego z uczestników w artykule drukowanym
poniżej.
Z nieukrywaną satysfakcją można stwierdzić, że przebieg wy¬
prawy i jej wyniki nie zawiodły tych wszystkich, których zaan¬
gażowanie i pomoc umożliwiły nam jej organizację; uczestnicy
wyprawy składają Im serdeczne podziękowanie.
		

/Czasopisma_175_05_021_0001.djvu

			1/1974	URANIA	7
HENRYK BRANCEWICZ — Kraków
ZAĆMIENIE SŁOŃCA 30 CZERWCA 1973 ROKU
Zaćmienie Słońca, które miało miejsce 30 czerwca 1973 roku,
to jedno z najwspanialszych zaćmień ery nowożytnej. Warto
nadmienić, że w okresie od 14 czerwca 717 roku wg kalendarza
juliańskiego do 24 czerwca 2150 roku wg kalendarza grego¬
riańskiego było to jedno z trzech najdłuższych zaćmień. Pas
całkowitości tego zaćmienia przebiegał od Brazylii przez Gujanę
Brytyjską, Surinam, Ocean Atlantycki i wpadał na kontynent
afrykański w Mauretanii, a dalej prowadził przez Mali, Algerię,
Niger, Czad, Republikę Centralnej Afryki, Sudan, Ugandę,
Kenię, Somali i kończył się na Oceanie Indyjskim.
Na kontynencie afrykańskim zaćmienie wypadało w godzi¬
nach południowych co było powodem, że wiele instytucji astro¬
nomicznych kierowało swoje ekspedycje w ten rejon. Grupa
wychowanków pracowni astronomicznej w Pałacu Młodzieży
w Krakowie, obecnie już studentów Uniwersytetu Jagielloń¬
skiego, dla uczczenia pięćsetnej rocznicy urodzin Mikołaja Ko¬
pernika postanowiła zorganizować ekspedycję astronomiczną
dla obserwacji tego wspaniałego zjawiska. Wspólnie z Obser¬
watorium Astronomicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego przy-'
gotowano' program naukowy ekspedycji. Planowaliśmy wykona¬
nie zdjęć korony słonecznej przez różnobarwne filtry i bez
filtrów. Specjalnie skonstruowanym spektrografem chcieliśmy
uzyskać widmo korony słonecznej. Ponadto planowaliśmy wy¬
znaczanie zasięgu widoczności gwiazd, poszukiwanie komet
bliskosłonecznych, obserwacje ruchomych cieni, pomiary meteo¬
rologiczne i ewentualne obserwacje zwierząt. Jako miejsce ob¬
serwacji wybraliśmy wioskę In Guezzam na granicy Algerii
i Nigru na Saharze. Oprócz prac w czasie zaćmienia chcieliśmy
obserwować gwiazdy zmienne zaćmieniowe nieba południowego
oraz okolice punktów libracyjnych w układzie Ziemia—Księżyc,
w których doc. dr K. Kordylewski obserwował pyłowe satelity
Ziemi.
Wyruszyliśmy z Krakowa 10 czerwca ciężarówką Skoda MT4,
którą wypożyczyło nam Przedsiębiorstwo Robót Przygotowaw¬
czych i Budowlano-Montażowych Kamieniołomów Drogowych
w Krakowie. Po przejechaniu 7263 kilometrów dojechaliśmy
do masywu górskiego In Guezzam gdzie w odległości 2 kilo¬
metrów od wioski rozwinęliśmy obóz na granicy Algerii i Ni¬
gru. Z tego miejsca o współrzędnych 5°43' długości geograficz¬
nej wschodniej i + 19°33' szerokości geograficznej planowali-
		

/Czasopisma_175_05_022_0001.djvu

			8	URANIA	1/1974
śmy obserwować zaćmienie. W centrum pasa całkowitości prze¬
widywano 7.1 minuty dla zaćmienia całkowitego, a u nas tylko
5.5 minuty, jednak z powodu braku wizy nigryjskiej nie mo¬
gliśmy jechać dalej. 30 czerwca rozstawiliśmy przyrządy,
uruchomiliśmy chronometry by o godzinie 10 czasu uniwersal¬
nego być gotowymi do obserwacji zjawiska. O godzinie 10 mi¬
nut 7 rozpoczęło się zaćmienie częściowe. Przez półtorej go¬
dziny mieliśmy jednak trochę czasu na dyskusje z komendan¬
tem Algierskiej straży granicznej, czy też z bardziej światłymi
tubylcami, którzy razem z nami „obserwowali” zaćmienie.
Rys. 2. Pas całkowitego zaćmienia na Saharze. Momenty rozpoczęcia za¬
ćmienia całkowitego podane są w czasie uniwersalnym
0	godzinie 11 minut 34 nastąpiły najbardziej gorączkowe chwile
naszej wyprawy, kiedy ukazała się wspaniała korona słoneczna.
Każdy pracował by wykonać swoją część planu. Gorączkowo
kręcili się spektroskopiści, był to przecież ich pierwszy kontakt
z tym przyrządem i pierwsze zaćmienie. Przy innych lunetach
też praca wrzała, mieliśmy tylko jeden komplet filtrów, a lunet
kilka. Na uboczu „meteorolog” dokonywał pomiarów w za¬
łożonej przez nas stacji, w innym miejscu przez binara po¬
szukiwano komet, a dalej usiłowano bezskutecznie dostrzec
ruchome cienie. Mniej zajęci obserwatorzy oglądali ogromną
chmurę utworzoną przez ptaki zaniepokojone ciemnością
w ciągu dnia, również wielbłądy były bardzo zniecierpliwione
1	przestały się paść. Niestety widoczność była silnie zmniejszona
przez zawiesinę pyłu pozostałą w powietrzu po burzy piasko¬
wej, która szalała tu kilka dni wcześniej. Z tego powodu nie
obserwowaliśmy gwiazd i tylko Wenus towarzyszyła koronie
słonecznej. Po 5 minutach i 13 sekundach ukazała się wspaniała
perła słoneczna zwiastując koniec gorączkowych prac. Mogliśmy
już wtedy powiedzieć, że wyprawa udała się. Nocą spektrosko¬
piści dokonali kalibracji, aby potem w Krakowie opracować
wspaniały materiał.
Po powrocie do Tamanrasset (około 400 km na północ od.
miejsca obserwacji) rozmawialiśmy z astronomami z innych eks-
		

/Czasopisma_175_05_023_0001.djvu

			1/1974	URANIA	9
pedycji. Wszyscy są jednego zdania, że ich programy były tak
bogate, że nije mieli czasu na przyglądanie się zjawisku, że
więcej patrzyli w dół niż w górę. To samo dotyczy większości
naszej wyprawy. Wszyscy współczuliśmy miłośnikom astronomii
z Alaski, którym zepsuł się samochód i w odległości około 100
kilometrów od pasa całkowitości musieli zrezygnować z obser¬
wacji. Na dodatek było to już ich drugie zaćmienie, na które
nie dojechali ze względów technicznych. Miłośnicy niemieccy
ugrzęźli w piaskach pustynnych i zbyt długo wykopywali wóz
tak, że pas całkowitości osiągnęli kilka godzin po zjawisku.
W drodze powrotnej po nocach obserwowaliśmy gwiazdy
zmienne, a w ciągu dnia oglądaliśmy cuda Sahary. Niestety nie
mogliśmy wykonać trudnych obserwacji punktów libracyjnych
gdyż w odpowiednie noce brak było pogody. Jak jednak wspa¬
niałe potrafi być niebo na pustyni, niech świadczą słowa nie-
astronoma uczestnika naszej wyprawy „skąd takie chmury na
niebie”, a była to Droga Mleczna taka jakiej niestety w Europie
dostrzec nie można.
Wiele atrakcji turystycznych uświetniło naszą wyprawę. Warto
tu nadmienić, że w czasie wycieczki z Tamanrasset w góry
Hoggar oglądaliśmy naskalne rysunki z czasów przedhistorycz¬
nych, na niektórych oglądaliśmy dziwne postacie przypomina¬
jące przybyszów z kosmosu. W Hoggarze widzieliśmy pustelnię
na szczycie Assekrem (2800 m.). Szczyt ten to rozległy płasko¬
wyż, na którym pustelnik posiada trzy dobrze wyposażone stacje
meteorologiczne, ale najbardziej dziwił nas fakt, że w tej wspa¬
niałej scenerii i bardzo dobrych warunkach pogodowych pu¬
stelnik nie zajmuje się astronomią. Po zwiedzeniu Sahary, jej
wspaniałych oaz oraz innych choć też pięknych miast Europy
wróciliśmy do kraju, w którym oczekiwało nas opracowywanie
materiału obserwacyjnego.
Nasz dorobek to 33 zdjęcia korony słonecznej w różnych
barwach i z różnymi czasami ekspozycji, zdjęcia fazy czę¬
ściowej zaćmienia, wyznaczenie czasu trwana zaćmienia oraz
obserwacje meteorologiczne. Niestety obserwacje spektralne nie
powiodły się, a przyczyną był chyba brak doświadczenia. Po¬
nadto wykonaliśmy 59 oszacowań blasku dla 4 gwiazd zaćmie¬
niowych.
Teraz wszyscy uczestnicy, mając już doświadczenie astrono¬
miczne i podróżnicze, pragną w przyszłości obserwować zaćmie¬
nia słoneczne, może już nie tak długie, ale też zwiększające
wiedzę o koronie słonecznej, która tylko wtedy ujawnia się ba¬
daczom.
		

/Czasopisma_175_05_024_0001.djvu

			10	URANIA	1/1974
JANUSZ ZIELENIEWSKI — SOUTH SHIELDS (Anglia)
CZY KOPERNIK BYŁ REWOLUCJONISTĄ?
Słowa „zatrzymał Słońce, poruszył Ziemię” streszczają to, co
Mikołaj Kopernik zawarł w swoich znanych dziełach Commen-
tariolus i De revolutionibus orbium coelestium. Wbrew dość
rozpowszechnionemu przekonaniu Kopernik nie był pierwszym
myślicielem, który wysunął tezę, że Słońce jest środkiem ukła¬
du planetarnego, a inne planety — w tym Ziemia — krążą
dokoła niego. Już greccy filozofowie: Filolaos, Timaios, Seleu-
kos, Ekfantos, Arystarch z Samos i Archimedes głosili podobny
pogląd ponad 1400 lat przed Kopernikiem. Niestety, bardzo
mało wiadomo o podstawach ich poglądów, które i tak nie
spotkały się z uznaniem współczesnych i następnych pokoleń.
Dopiero Kopernik wysunął czysto matematyczne argumenty na
poparcie układu heliocentrycznego jako jedynej możliwości
wyjaśnienia obserwowanego ruchu planet.
Nawrót do myśli greckiej na przełomie XV i XVI wieku
stworzył dla Kopernika odpowiednią atmosferę do ponownego
rozpatrzenia kwestii heliocentryzmu. We wczesnym okresie
renesansu stwierdzono, że w arabskich przekładach greckich
dzieł były liczne zniekształcenia i niedokładności. Wobec tego
starano się dotrzeć do oryginalnych manuskryptów lub ich tłu¬
maczeń na łacinę. Jedną z pierwszych książek przetłumaczonych
z oryginału na łacinę był „Almagest” Ptolemeusza, czołowego
wynalazcy teorii geocentrycznej. Przekład tej książki, zawiera¬
jącej najgłębsze idee greckiej logiki i myśli kosmologicznej, był
już osiągalny wtedy, gdy Kopernik studiował na uniwersytecie.
Podatny grunt dla przyszłych badań Kopernika przygotowało
wykrycie poważnych niedokładności w tablicach astronomicz¬
nych zwanych alfonsyńskimi, które opierały się na poglądzie
geocentrycznym. Innym ważnym wydarzeniem było wynale¬
zienie druku, co znacznie ułatwiło dostęp do greckich dzieł
i rozpowszechnianie się nowych idei.
Nie wiemy dokładnie, co skłoniło Kopernika do uznania
słuszności systemu heliocentrycznego. Mając do dyspozycji nie
wiele przekazów o życiu Kopernika i jego pracy, możemy się
tylko domyślać, co działo się w jego umyśle, gdy powstawały
zręby nowego układu Wszechświata. Kopernik bardzo dokładnie
studiował dzieło Ptolemeusza. „Almagest” rozczarował go po¬
dawanymi wyjaśnieniami ruchu planet. Wyjaśnienia te sprowa¬
dzały się do bardzo złożonych kombinacji ruchów kołowych
		

/Czasopisma_175_05_025_0001.djvu

			1/1974	URANIA	11
(rzekomo jedynie dopuszczalnych ruchów ciał niebieskich),
które w wyniku miały dawać obserwowane ruchy Słońca, Księ¬
życa i planet. Jednym z czynników, które przekonały Koper¬
nika o błędności układu geocentrycznego, był fakt, że prze¬
widywanie zdarzeń astronomicznych oparte na tym układzie
stawało się coraz bardziej niedokładne.
Szukając drogi do usunięcia tych niedokładności Kopernik
przestudiował pisma filozofów klasycznych, ażeby poznać inne
możliwe wyjaśnienia świata. Około roku 1504 zasadnicze idee
systemu heliocentrycznego były już gotowe, a w roku 1509
Kopernik opublikował podstawy nowego układu w pracy zaty¬
tułowanej „Commentariolus” (Komentarzyk, Zwięzły Szkic).
Potem wciąż ulepszał niektóre pojęcia i obliczenia. Można
o tym wnosić z pewnych zmian i poprawek późniejszych wersji
„Commentariolusa” oraz z długiego okresu czasu, jaki poświę¬
cił na pisanie „De revolutionibus orbium coelestium” (O obro¬
tach sfer niebieskich), książki, która się stała dziełem jego życia.
W dziele tym Kopernik podał wyjaśnienie układu heliocen¬
trycznego oraz jego matematyczne uzasadnienie. W środku
świata umieścił Słońce i kazał planetom — wśród nich i Zie¬
mi — okrążać je. Mimo iż wiadomo już było, że ruchy planet
nie są jednostajne i takie krzywe jak elipsa znane już były
matematykom, Kopernik idąc za poglądem tradycyjnym orbi¬
tom planet przypisał kształty koliste.
A
Rys. 1. Planeta P porusza się po kołowej orbi¬
cie A PA' wokół środka C, który znajduje się
w pewnej odległości od Słońca S (ekscentryk)
Kopernik określił rodzaj orbity każdej z planet na podstawie
albo odchylenia od ruchu centralnego, czyli tzw. ekscentryka,
albo epicyklu, albo też kombinacji obu. Ekscentryk jest kołem,
którego środek nie pokrywa się z pozycją Słońca, podczas gdy
epicykl tworzy okrąg, którego środek porusza się po innym
okręgu, zwanym deferentem (rys. 1 i 2). Dopiero 66 lat po
		

/Czasopisma_175_05_026_0001.djvu

			12	URANIA	1/1974
śmierci Kopernika Jan Kepler stwierdził, że planety poruszają
się po orbitach eliptycznych.
Kopernik posługując się kilkoma własnymi obserwacjami
oraz obserwacjami poprzedników, stworzył system, w którym
pozycje planet dość dobrze pokrywały się z tymi obserwacjami.
Niepotrzebnie jednak skomplikował swój układ planetarny.
Rys. 2. Planeta P porusza się po małym
okręgu (epicykl) wokół punktu C, z kolei
punkt C porusza się po dużym okręgu (de¬
ferent) wokół Słońca S
Gdyby wiedział, że niektóre obserwacje jego poprzedników by¬
ły mylne, nie pracowałby z pewnością tak długo nad „De Revo-
lutionibus”. Powodem tych przeoczeń był chyba fakt, że Koper¬
nik nie był tak dobrym obserwatorem jak np. Tycho Brahe. Co
więcej, Kopernik nawet powiększył liczbę epicykli w swoim
układzie z 40 (ustalonych przez Ptolemeusza) do 48.
System Kopernika przewyższał jednak system Ptolemeusza.
W przeciwieństwie do tego ostatniego Kopernik dokładnie wy¬
jaśnił dlaczego Merkury i Wenus widoczne są tuż przed wscho¬
dem lub tuż po zachodzie Słońca. W systemie heliocentrycz-
nym znalazł też proste wytłumaczenie widoczny z Ziemi wstecz¬
ny ruch Marsa i Jowisza. Kopernik zauważył również, że zja¬
wisko nieistnienia paralaks gwiazd (zmiana pozycji gwiazd
związana z rocznym ruchem Ziemi dookoła Słońca) świadczy
o tym, iż gwiazdy muszą być bardzo odległe od Słońca. Nieob-
serwowanie paralaks przyczyniło się do początkowego po¬
wszechnego sprzeciwu wobec systemu heliocentrycznego. Pierw¬
sze paralaksy zostały zmierzone dopiero w latach 1837—39.
Były to paralaksy najbliższych gwiazd: Vega, 61 Cygni, Alfa
Centauri.
„De Revolutnionibus” bardzo przypomina „Almagest” Ptole¬
meusza. Można nawet powiedzieć, że Kopernik przepisał „Al¬
magest” nadając mu tylko nową treść, Nasuwa się pytanie, dla¬
czego Kopernik napisał swoje dzieło takim szczególnym sty-
		

/Czasopisma_175_05_027_0001.djvu

			1/1974	URANIA	13
lem? Sam Kopernik wysoko cenił Ptolemeusza. Ponadto zda¬
wał sobie sprawę z tego, że prace starożytnych Greków obda¬
rzano w jego czasach dużym uznaniem i szacunkiem, a że jego
własne idee mogą się wydać dziwne i nowatorskie. Istnieje za¬
tem opinia, że Kopernik napisał swoje dzieło pod styl Ptole¬
meusza, aby łatwiej zaakceptowano zaproponowany w nim
nowy porządek świata.
System kopernikowski spowodował duże zainteresowanie
w świecie naukowym, lecz. nie został natychmiast uznany.
W przedmowie do dzieła Kopernika, która nota bene nie była
napisana przez niego, czytamy, że dzieło to winno być trakto¬
wane jedynie jako pomoc w obliczeniach a nie jako opis praw¬
dy. Z tego' powodu „De Revolutnionibus”, zadedykowane przez
samego Kopernika papieżowi Pawłowi III, uważane było przez
wielu jedynie za nową metodę tworzenia dokładniejszych tablic
astronomicznych. Dopiero* w czasach Galileusza i Keplera zro¬
zumiano właściwe znaczenie odkrycia Kopernika.
System Kopernika pojmowany jako „Nowy układ świata”,
odmienny od dotychczas uznawanych koncepcji Ptolemeusza
i Arystotelesa, spowodował burzliwe dyskusje. Naukowi rady¬
kałowie byli coraz bardziej niezadowoleni z arystotelesowskiej
nauki i chętnie używali dzieła naszego Astronoma do podko-'
pania autorytetu Arystotelesa. Jeżeli ktoś chciał zaatakować
Arystotelesa, to czyż nie najlepszym sposobem było obalenie
kosmologicznych podstaw jego filozofii?
Największy wkład Kopernika do astronomii polega na rozwi¬
nięciu uprzednio tylko podejrzewanych idei w teorię, która
umożliwiła opracowanie tablic planetarnych z większą dokład¬
nością niż kiedykolwiek przedtem. Odkrycie rzeczywistych ru¬
chów planet przypadło w udziale Keplerowi a ich wyjaśnie¬
nie — Newtonowi. Jednak bez kopernikowskiego dzieła Kepler
nie byłby w stanie opisać praw ruchu planet, a z kolei bez
tych prac Newton nie mógłby stworzyć teorii grawitacji. Kep¬
ler i Newton podsycili pochodnię, którą Kopernik rzucił
w ciemność fizyki niebieskiej.
Autor, angielski astronom polskiego pochodzenia, jest wykładowcą
w Szkole Morskiej w South Shields (Anglia). Powyższy artykuł pt. „Was
Copernicus a Revolutionary?” ukazał się w ubiegłym roku jako czołowy
w miesięczniku popularnonaukowym „Hermes” (t. 20, nr 1). Tłumaczenia
z języka angielskiego na polski dokonała dla nas p. Barbara Thun, rów¬
nież zamieszkała w Anglii. Na okładce numeru „Hermes” zamieszczona
została reprodukcja „toruńskiego” portretu Kopernika (przypis redakcji).
		

/Czasopisma_175_05_028_0001.djvu

			14
URANIA
1/1974
KRONIKA
Jeszcze o komecie Kchoutka
Zainteresowanie kometą Kohoutka wzrasta w miarę zbliżania się kome¬
ty do Słońca i Ziemi, aby osiągnąć maksimum w początkach stycznia, gdy
kometa będzie królowała na wieczornym niebie w towarzystwie Wenus
i Jowisza. Będziemy mogli wówczas ocenić, na ile trafne były przewidy¬
wania dotyczące jasności i wielkości komety. Z porównania komety Ko¬
houtka z kometą Bennetta- 1970 XI, która była obserwowana aż do od¬
ległości 5 j.a. od Słońca, otrzymano ocenę jasności podaną w poprzednim
numerze Uranii. Ponieważ przewidywana jasność słabo zgadzała się z ob¬
serwowaną, więc dr M. Schmidt z Obserwatorium Hale zapropono¬
wał porównanie z inną jasną kometą: 1957 III Arenda-Rolanda. Otrzy¬
mana stąd przewidywana jasność komety jest podana w Tabeli I, a obok
niej jasności obserwowane. Proponuję Czytelnikom porównanie własnych
obserwacji wykonanych w styczniu i w początkach lutego z jasnością
przewidywaną, podaną w ostatniej kolumnie.
Inne przewidywania, których sprawdzenie również proponuję, dotyczą
długości warkoctza komety. Harwardzki astronom dr W.' L i 11 e r wy¬
wnioskował z porównań z innymi jasnymi kometami, że maksymalna
długość warkocza komety Kohoutka wyniesie ok. 50 milionów kilome¬
trów. Taką samą długość warkocza miała kometa Arenda-Rolanda. Prze¬
widywane długości warkocza podane są w zestawieniu (Tab. 2), gdzie
L — długość warkocza w milionach kilometrów, X — łuk na niebie
w stopniach.
Z 53 obserwacji obejmujących okres od 28 stycznia do 22 października
1973 roku obliczone zostały nowe elementy orbity:
Epoka = 1973 Dec 24,0 ET
T = 1973 Dec 28,4334 ET w = 37°,8180 )
e = 1,000006	Si = 257°,7719 > 1950,0
q = 0,142427 j.a. i = 14°,3062 )
Różnice między tymi elementami a podanymi poprzednio, nie są duże
i poprawki do efemerydy nie przekraczają 0,nl3 w rektascensji i 2' w de¬
klinacji.
Cyrkularze IAU Dodają pierwsze wyniki fizycznych obserwacji kome¬
ty: G. R i e k e z Lunar and Planetary Laboratory obserwował kometę
7 października w podczerwieni. Jasność w długości fali 10 u wynosiła
3,m8 w skali w której jasność Wegi mierzona w tej samej długości fali
jest 0,'"0. W Obserwatorium McDonald zaobserwowano 15 października
w widmie komety linię emisyjną CN 1 — 3883 o natężeniu dwukrotnie
wyższym niż natężenie widma ciągłego komety. Na spektrogramach otrzy¬
manych w Obserwatorium Steward widać występowanie dość silnych linii
CN; daje się też zauważyć linia X = 4050 A C3 oraz słabe linie C?. Obser¬
wacje trwają i w momencie ukazania się tego numeru astronomowie
będą zapewne dysponować ogromną ilością wyników.
Wspomniałem poprzednio o przygotowaniach do obserwacji komety
Kohoutka z Ziemi, a teraz parę słów o planach obserwacji z Kosmosu.
Aparatura stacji orbitalnej Skylab pozwoli na obserwacje w przedziale
widmowym od podczerwieni, prtzez część widzialną do nadfioletu. Specjal¬
na kamera będzie fotografować ogromny obłok wodorowy, który powinien
		

/Czasopisma_175_05_029_0001.djvu

			1/1974	URANIA	15 *
Tab. 1 — Przewidywane i obserwowane jasności komety Kohoutka
1973
Jasność komety
1974
Jasność
przewid.
przewid.
obserw.
IX.27
9,6
10,5
I. 1
-2,7
29
9,5
11-11,5
5
-0,9
30
9,5
10,6 - 10,2
9
0,3
X. 1
9,4
10,0
13
1,2
6
9,1
10,5-9,9
17
1,9
9
8,9
10
21
2,6
11
8,8
8,7
25
3,2
19
8,3
10,5-9,2
29
3,8
23
8,1
8,7
II. 2
4,3
24
8,0
8,9
6
4,8
XI. 1
7,4
8,6
10
5,3
3
7,2
8,0
14
5,8
powstać gdy kometa zbliży się do Słońca. Obłok taki wysyła promienio¬
wanie tylko w dalekim nadfiolecie i wskutek pochłaniania w atmosferze
Ziemi może być obserwowany tylko z Kosmosu. Dalej planuje się wyko¬
nanie jednoczesnych zdjęć z Marinera 10 i z Ziemi, aby otrzymać stereo¬
skopowy obraz komety. Satelita Copernicus (OAO-3) będzie badał za¬
wartość deuteru oraz średnią temperaturę atomów wodoru. Satelita OSO-7
będzie fotografował kometę po przejściu przez peryhelium i poszukiwał
zjonizowanego helu. Planuje się też wystrzelenie pięciu rakiet z apara¬
turą do' badania obecności cząsteczek wodoru, do obserwacji komety
w nadfiolecie; ze spektrografem do wyodrębnienia części komety zawie¬
rających tlen atomowy, tlenek węgla, wodór cząsteczkowy i węgiel ato¬
mowy.
Tab. 2. Przewidywana długość,
warkocza komety Kohoutka
Data
L
X
1973 grudzień 1
7
1°
11
9
2
21
12
3
1974 styczeń 1
40
13
11
50
21
21
40
15
luty 1
30
8
marzec 1
20
2
kwiecień 1
10
0,5
Jednym z celów międzynarodowej akcji badania konjety Kohoutka jest
zbadanie, ctzy istnieje jądro stałe komety. Większość astronomów akcep¬
tuje koncepcję „brudnej śnieżnej kuli”, według której kometa ma stałe
jądro żłożone z, lodu, metanu, amoniaku i cząstek pyłu. Podczas zbli¬
żania się do Słońca powierzchnia jądra rozgrzewa się. Gazy parują i ich
		

/Czasopisma_175_05_030_0001.djvu

			16
URANIA
1/1974
cząstki są rozbijane przez promieniowanie Słońca na cząsteczki mniej
złożone. Powstałe cząsteczki oraz pył tworzą warkocz komety.
Niezależnie od obserwacji fizycznych wiele obserwatoriów prowadzi
obserwacje pozycyjne, które pozwolą na dokładne wyznaczenie orbity
komety. W tych obserwacjach specjalizują się obserwatoria w Japonii,
zwłaszcza nowo utworzone Obserwatorium Geisei, obserwatoria Lowella
i Licka w USA, oraz Klet i Skalnate Pleso w Czechosłowacji.
Do obserwacji pozycyjnych został zaadoptowany nowy 60 cm teleskop
w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego
w Ostrowiku. Pierwsze obserwacje komety Kohoutka, które były jedno¬
cześnie pierwszymi obserwacjami wykonanymi nowym teleskopem, wy¬
konano 24 i 25 października 1973 r. Podczas bardzo dobrej pogody 3 listo¬
pada widoczne było wyraźnie jądro komety oraz warkocz o długości
około 2'. Kometa była wtedy ósmej wielkości gwiazdowej. Obserwacje
w Ostrowiku są jednak bardzo trudne z powodu małej wysokości komety
nad horyzontem (5—10°).
(Wg IUA Circulars', Sky and Telescope, 1973, 46, 5; Orbit, 1973, 6, 8).
ANDRZEJ PILSKI
Trzynaście nowych pulsarów
Podczas przeglądu nieba w maju i czerwcu br. przy użyciu radio¬
teleskopu, grupa radioastronomów z Jodrell Bank odkryła 13 dalszych
pulsarów, o okresach sięgających od 0,2336518 s do 2,2312964 s. Dane na
temat tych pulsarów opublikowano w pierwszym sierpniowym numerze
tygodnika „Nature Physical Science”. W tym oraz w poprzednim 'prze¬
glądzie nieba obserwowano łącznie 51 pulsarów, z czego 31 nie było
wcześniej znanych.
Nature Physical Science 1073, 244, 84.
BR. KUCHOWICZ
Wiek meteorytu Sichote-Alińskiego
Dotychczasowe wyniki badań wieku meteorytu Siobote-Alińskiego były
niepewne, wahały się w granicach od 60 do 1400 milionów lait. Ostatnio
zespół radzieckich uczonych zbadał zawartość kosmicznych gazów szla¬
chetnych w sześciu odłamkach wspomnianego meteorytu. Uzyskane dane
pozwoliły ustalić, że ciało rodzicielskie meteorytu utworzyło się 450 milio¬
nów lat temu, po czym — stosunkowo niedawno — 68 milionów lat temu,
po zderzeniu w kosmosie, cizęść meteorytu spadła na Ziemię. Przed wlo¬
tem do atmosfery Ziemi promień meteorytu wynosił 120 cm, a jego masa
57 toin, z których na Ziemię spadło ode mniej niż 35 ton.
(Wg Priroda, 1973, nr 6).
JERZY POKRZYWNICKI
KRONIKA PTMA
Spotkanie po latach...
Prof. Stanisław Mrozowski — członek założyciel naszego Towarzy¬
stwa — wyjechał z Polski do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej
w 1939 r. gdzie zastał Go wybuch II wojny światowej, uniemożliwiając
		

/Czasopisma_175_05_031_0001.djvu

			1/1974
URANIA
17
powrót do kraju, do macierzystego Uniwersytetu Warszawskiego. Aktual¬
nie prof. Mropzowski, będąc już na emeryturze, mieszka w Buffalo Stan
Nowy Jork, gdzie korzystając ze statusu nadawanego dożywotnio tytułu
„profesor emeritus” kontynuuje nadal pracę naukową na tamtejszym
uniwersytecie. Nadmienić należy, że tytuł ten w USA nadawany jest
nielicznym tylko naukowcom, jako zaszczytne wyróżnienie dla szczegól¬
nie zasłużonych profesorów dla uniwersytetu i nauki. Wspomnieć tu
również należy, że prof. Mrozowski jest jednym z założycieli Polskiego
Instytutu Naukowego w USA i członkiem Rady Nadzorczej Fundacji
Kościuszkowskiej, jak też członkiem Komitetu Kopernikańskiego Akade¬
mii Nauk USA.
We wrześniu i październiku 1973 r. przebywał w ojczystym kraju,
oficjalnie jako członek Komitetu Kopernikańskiego, m. in. na zaproszenie
Polskiego Towarzystwa Fizycznego, jak też gość Kongresu Międzynaro¬
dowej Unii Astronomicznej, uczestnicząc w jubileuszowych obchodach
kopernikowskich w Warszawie, Toruniu, Krakowie i innych ośrodkach
uniwersyteckich w Polsce, gdzie odbywały się stosowne zjazdy i sym¬
pozja naukowe związane z 500 rocznicą urodzin Mikołaja Kopernika.
Z okazji pobytu prof. Mrozowskiego w Polsce i Zarząd Główny naszego
Towarzystwa miał zaszczyt gościć Go w swojej siedzibie w Krakowie.
9 października 1973 r. w skromnym pomieszczeniu Klubu PTMA „Kos¬
mos” zebrali się członkowie Prezydium Zarządu Głównego: Maciej Ma¬
zur — wiceprezes, inż. Stanisław Lubertowicz — sekretarz, inż. Janusz
Dziadosz — skarbnik, członek Prezydium doc. dr Konrad Rudnicki,
przew. Gł. Rady Naukowej PTMA prof, dr Eugeniusz Rybka, przew.
Gł. Kom. Rewizyjnej PTMA mgr. inż. Leszek Marszałek, prezes kra¬
kowskiego Oddziału PTMA inż. Marek Kibiński oraz grono aktywistów
lokalnego Oddziału, aby powitać dostojnego Gościa. Na spotkanie po la¬
tach... przybył także z Wrocławia prof, dr Jan Mergentaler — członek
założyciel naszego Towarzystwa. Z inicjatywy tych dwojga — ówcześnie
uczniów gimnazjalnych — z pomocą kolegów i zainteresowanych doro¬
słych osób założone zostało w 1919 roku Koło Miłośników Astronomii
w Warszawie, dając zaczątek zorganizowanemu amatorskiemu ruchowi
astronomicznemu w Polsce.
W trakcie kameralnego spotkania, które przeplatały wspomnienia
z lat młodości i wspólnego społecznego działania, przewodniczący Komisji
Odznaczeniowej ZG. PTMA prof. dr Eugen'usz Rybka udekorował Go¬
ścia „Złotą Honorową Odznaką PTMA” a przedstawicielka młodego po¬
kolenia p. Maria Trzyniec wręczyła Mu wiązankę kwiatów biało-czer-
wonych z zapewnieniem kontynuowania przez młodzież miłośniczego ru¬
chu astronomicznego w Polsce dla dobra ogółu społeczeństwa. Następnie
Gość zwiedził Obserwatorium Astronomiczne UJ zbudowane na terenie
tzw. fortu Skała w Bielanach k/Krakowa, a które zostało oddane do użytku
krakowskich astronomów z okazji jubileuszu 600-lecia Uniwersytetu
w 1964 roku.
Kronikarską notatkę pozwalam sobie zakończyć cytatem wypowiedzi
prof. Mrozowskiego opublikowanej w „Dzienniku Polskim” z 2.XI.1973 r.
Nr 260 (9233). Na zapytanie red. Danuty Bieleckiej — „Panie Profesorze,
czym jest dla Pana odznaka, którą wręczono Panu w Polskim Towarzy¬
stwie Miłośników Astronomii?” Zagadnięty odpowiedział: „Bardzo miłą
pamiątką. Nauki nie tworzy się dla honorów, lecz to wielka przyjemność
móc widzieć za życia, że coś się zasiało — wyrosło i pozostało”.
15.XI.73 r.	TADEUSZ. GRZESŁO
		

/Czasopisma_175_05_032_0001.djvu

			18
URANIA
1/1974
Walny Zjazd Delegatów PTMA w Chorzowie 1973 r.
W dniach 20 i 21 października 1973 r. w Planetarium i Obserwatorium
Astronomicznym im. M. Kopernika w Chorzowie obradował zwyczajny
krajowy Walny Zjazd Delegatów Towarzystwa. Na statutową ilość 114
delegatów — mandatariuszy Oddziałów — na obrady przybyło 87 delega¬
tów, co stanowiło ponad 75°/'o uprawnionych do udziału w zjeździe z gło¬
sem stanowczym. Łącznie z przedstawicielami władz centralnych Towa¬
rzystwa i zaproszonymi gośćmi w obradach zjazdu uczestniczyło 120
osób. Imieniem ustępujących władz centralnych powitał gości i delegatów
wiceprezes ZG PTMA p. Maciej Mazur, podkreślając szczególny jego
charakter w jubileuszowym roku 500-nej rocznicy urodzin M. Kopernika.
W pierwszym dniu obradom przewodniczył z wyboru prof, dr Eugeniusz
Rybka a protokół prowadzili: p. Jan Kasza z O/Gliwice i mgr Antoni Wi¬
niarski z O/Katowice. Przemówienie z życzeniami pomyślnych obrad i dal¬
szych sukcesów na drodze rozwoju T-wa wygłosił w imieniu Władz woje¬
wództwa katowickiego Kurator OS mgr Tadeusz Pałys. Uroczystą chwilą
milczenia zebrani uczcili pamięć 31 członków T-wa zmarłych w okresie
ostatniej kadencji, w tym wielu wybitnych i zasłużonych dla nauki i spo¬
łeczeństwa działaczy, jak: ś.p. prezes ZG doc. dr Józef Sałabun, ś. p. b.
prezes ZG i nestor polskich astronomów prof, dr Michał Kamieński,
ś. p. dr Lucjan Orkisz, ś. p. prof. Feliks Rapf, ś. p. inż. arch. Eugeniusz
Maciejewski, którzy wraz z pozostałymi, całym swym życiem świadczyli
do końca, o wiernej służbie dla nauki i Narodu.
Następnie dokonano wyboru Komisji Skrutacyjno-Mandatowej, która
ukonstytuowała się w składzie: przewodniczący — inż. Janusz Kazimie-
rowski O/Poznań, członkowie — mgr Zofia Maślakiewicz O/Warszawa,
mgr Helena Kocman O/Katowice, mgr Alfred Neuman O/Jelenia Góra
i Władysław Gonet O/Krosno. Wybrana Komisja Wnioskowa ukonstytuo¬
wała się w składzie: przewodniczący -— dr Zygmunt Banaszewski O/Wro¬
cław, członkowie — mgr Adam Kluzik O/Kraków, mgr Honorata Korpi-
kiewicz O/Poznań i inż. Jan Rolewicz O/Kra'kow.
Zjazd podjął jednomyślnie uchwałę o nadaniu Honorowych Odznak
oraz Dyplomów PTMA za szczególne zasługi w krzewieniu wiedzy astro¬
nomicznej według' wniosków zgłoszonych do Komisji Odznaczeniowej
ZG. przez poszczególne Oddziały T-wa. Za szczególne i wybitne zasługi
poniesione dla rozwoju T-wa Walny Zjazd Delegatów przyznał przez akla¬
mację godność Honorowego Prezesa Zarządu Głównego PTMA prof,
dr Eugeniuszowi Rybce.
Po przerwie, zgodnie z porządkiem obrad, w programie sesji naukowej
wygłosili swoje referaty prelegenci w następującej kolejności:
—	dr Przemysław Rybka — „Źródła nauki Mikołaja Kopernika”,
—	doc. dr Konrad Rudnicki — „Nowe wyniki badania struktury
Wszechświata”,
—	inż. Stanisław Lubertowicz — „Idee i realizacja budowy Ludowych
Obserwatoriów Astronomicznych i Planetariów w Polsce”,
—	inż. Janusz Dziadosz — „Społeczny ruch. naukowy w Polsce Ludo¬
wej — osiągnięcia i perspektywy jego rozwoju”.
W drugim dniu obrad delegacja zjazdu złożyła kwiaty na mogile
ś.p. prezesa ZG doc. dr Józefa Sałabuna, na cmentarzu w Bytomiu, od¬
dając w imieniu wszystkich uczestników hołd pamięci zmarłego.
Następnie otwarcia obrad dokonał przewodniczący w tym dniu z wy¬
boru prof, dr Bohdan Kiełczewski, poczem Honorowy Prezes ZG PTMA
		

/Czasopisma_175_05_033_0001.djvu

			1/1974
URANIA
19
prof. dr Eugeniusz Rybka wręczył uroczyście przyznane przez Zjazd Ho¬
norowe Odznaczenia i Dyplomy PTMA. Zgodnie z podjętą w dniu 20 paź¬
dziernika 1973 r. uchwalą wyróżnieni zostali:
„Złotą Honorową Odznaką Polskiego T-wa Miłośników Astronomii”:
—	prof, dr Stanisław Mrozowski — członek założyciel Towarzystwa,
—	Jerzy Szwarc — inicjator i współtwórca LOAiP w Grudziądzu,
—	Związek Harcerstwa Polskiego — za całokształt działalności spo¬
łeczno-wychowawczej w obchodach kopernikowskich, w tym w uznaniu
szczególnych zasług w ramach wieloletniej akcji „Operacja 1001 — From¬
bork”,
—	Redakcja Miesięcznika „Młody Technik” — za całokształt działal¬
ności publicystycznej na rzecz popularyzacji wiedzy astronomicznej wśród
młodzieży.
„Srebrną Honorową Odznakę Polskiego T-wa Miłośników Astronomii”:
—	mgr inż. Stefan Płusa
—	mgr Andrzej Kułak
—	inż. Janusz Dziadosz
—	Włodzimierz Karaś
—	Teresa Slendz-ińska
—	Władysław Gonet
—	mgr Stanisław Markowski
—	Bronisław Jankowski
—	Eugenia Kiełczewska
—	mgr Honorata Korpikiewicz
—	Wacław Zawidzki
—	inż. Jan Siejkowski
—	Henryk Witkowski
—	mgr Leszek Zaleski
—	mgr Jerzy Skowroński
—	Jan Szymański
—	mgr Bogdan Zakrzewski
—	Bronisława Miial
—	dr Bronisław Kuchowicz
—	Jerzy Erdman
—	mgr Tadeusz Klocek
„Dyplomami Uznania PTMA” za
w Towarzystwie i krzewienie wiedzy
—	Stefania Pańków
—	mgr inż. Jan Wieczorek
—	Zbigniew Gałęcki
—	mgr Adam Kluzik
—	Tomasz Krzykalski
—	Antoni Dziedzic
—	Włodzimierz Włodarczyk
—	mgr Mieczysław Czernik
—	dr inż. Eugeniusz Rolnik
—	Władysława Goniowa
—	Zbigniew Kandziora
—	O/Częstochowa,
—	O/Kraków,
—	O/Kraków,
—	O/Kraków,
—	O/Kraków,
—	O/Krosno n/Wisłokiem,
—	O/Łódź,
—	O/Poznań,
—	O/Poznań,
—	O/Poznań,
—	O/Poznań,
—	O/Poznań,
—	O/Toruń,
—	O/Toruń,
—	O/Toruń,
—	O/Toruń,
—	O/Toruń,
—	O/Wrocław,
—	O'Warszawa,
—	O/Warszawa,
—	O/Katowice
całokształt działalności społecznej
astronomicznej w Polsce:
—	O/Chorzów,
—	O/Częstochowa,
—	O/Kraków,
—	O/Kraków,
—	O/Kraków,
—	O/Kraków,
—	O/Kraków,
—	O/Łódź,
—	O/Łódź,
—	Q/Poznań,
—	O/Poznań
		

/Czasopisma_175_05_034_0001.djvu

			20
URANIA
1/1974
—	mgr Włodzimierz Lisiak	— O/Poznań,
—	mgr Henryk Gurgul	— O/Szczecin,
—	mgr inż. Jan Gromadzki	— O/Szczecin,
—	mgr Andrzej Sołtan	— O/Warszawa.
Z kolei Jerzy Szwarp jako przedstawiciel lokalnego Komitetu Obcho¬
dów Kopernikowskich w Grudziądzu przekazał specjalne pamiątkowe
medale kopernikowskie redaktorowi naczelnemu „Uranii” dr Ludwikowi
Zajdlerowi i dr Marii Pańków z-cy dyr. Planetarium i Obserwatorium
Astronomicznego w Chorzowie.
Po sprawozdaniu z działalności ustępującego Zarządu Głównego za
okres kadencji złożonym przez wiceprezesa p. Macieja Mazura oraz po
sprawozdaniu Głównej Komisji Rewizyjnej PTMA przedstawionym przez
sekretarza p. Stefanię Pańków podjęta została szeroka i dogłębna dyskusja,
w której delegaci dokonali analizy i oceny pracy Towarzystwa przekazu¬
jąc szereg postulatów, dezyderatów i wniosków na ręce przewodniczącego
Komisji Wnioskowej dr Z. Banaszewskiego. W podsumowaniu dyskusji,
przewodniczący prof, dr Bohdan Kiełczewski na jej zakończenie zarządził
głosowanie w sprawie absolutorium dla ustępującego ZG PTMA, które
zostało udzielone zdecydowaną większością głosów — tylko 6 delegatów
wstrzymało się od głosowania w tej sprawie. Następnie dokonano zgło¬
szeń kandydatów do nowych władz centralnych Towarzystwa i przepro¬
wadzono tajne głosowanie zgodnie z procedurą prawną. W przerwie ucze¬
stnicy zjazdu uczestniczyli w specjalnym pokazie zorganizowanym w pla¬
netarium, poczem przewodniczący Komisji inż. Janusz Kazimierowski
ogłosił wyniki głosowania.
Na prezesa Zarządu Głównego PTMA zdecydowaną większością głosów
zastał wybrany Maaiej Mazur.
Nowo wybrany Zarząd Główny Towarzystwa na pierwszym posiedze¬
niu ukonstytuował się w następującym składzie:
—	prof, dr Bohdan Kiełczewski	— wiceprezes	— O/Poznań,
—	dr Krzysztof Ziołkowski	— wiceprezes	— O/Warszawa,
—	inż. Stanisław Lubertowicz	— sekretarz	— O/Kielce,
—	inż. Janusz Dziadosz	—• skarbnik	— O/Kraków,
—	inż. Marek Kibiński	— członek	— O/Kraków,
—	dr Ludwik Zajdler	— członek	— O/Warszawa
—	dr Maria Pańków	— członek	— O/Chorzów,
—	doc. dr Andrzej Woszczyk	— członek	— O/Toruń,
—	dr Przemysław Rybka	— członek	— O/Wrocław.
Na zastępców członków Zarządu Głównego Towarzystwa zostali wy¬
brani w kolejności uzyskanych głosów: mgr Stanisław Krawczyk —
O/Toruń, Jerzy Szwarc — O/Toruń i Wacław Szymański — O/Dąbrowa
Górnicza.
Do Głównej Komisji Rewizyjnej PTMA zostali wybrani w kolejności
głosów: mgr inż. Leszek Marszałek — O/Kraków, Jan Kasza — O/Gli¬
wice, Stefania Pańków — O/Chorzów, Cezary Janiszewski — O/Kato¬
wice, dr Zygmunt Banaszewski — O/Wrocław, a na zastępców człon¬
ków: Włodzimierz Karaś — O/Kraków, inż. Janusz Kazimierowski —
O/Poznań, Aleksandra Grabowska — O/Toruń.
Do Głównej Rady Naukowej PTMA zostali wybrani w kolejności gło¬
sów: doc. dr Konrad Rudnicki — O/Kraków, doc. dr Grzegorz Sitarski —
O/Warszawa, prof, dr Andrzej Zięba — O/Wrocław, doc. dr Robert Głę-
		

/Czasopisma_175_05_035_0001.djvu

			1/1974
URANIA
21
boćki — O/Gdańsk, mgr Piotr Flin — O/Kraków, a na zastępców człon¬
ków : dr Bronisław Kuchowicz — O/Warszawa, prof, dr inż. Roman
Janiczek — O/Częstochowa, mgr Honorata Korpikiewicz — O/Poznań,
dr Antoni Stawikowski — O/Toruń *).
Walny Zjazd Delegatów przyjął następnie przedłożony projekt planu
pracy i budżetu Towarzystwa na lata 1974—1975 oraz podjął uchwałę
o przyjęciu „en blocks” wniosków i dezyderatów zgłoszonych w toku
obrad, opracowanych i przedstawionych w imieniu Komisji Wnioskowej
przez jej przewodnicząego dr Zygmunta Banaszewskiego, do realizacji
w nowej kadencji władz Towarzystwa**).
Na zakończenie zjazdu prezes ZG p. Maciej Mazur złożył podzięko¬
wanie delegatom za aktywny udział w obradach, życząc jednocześnie
wszystkim dalszej pomyślnej i efektywnej pracy społecznej w szeregach
Towarzystwa oraz wzajemnej owocnej współpracy w realizacji statuto¬
wych zadań.
Przedstawiciele nowo wybranych władz z prezesem ZG p. Maciejem
Mazurem Złożyli na ręce z-cy dyr. dr! Marii Pańków gorące i serdeczne
podziękowanie za udzielenie gościny w Planetarium i Obserwatorium
Astronomicznym w Chorzowie dla odbycia krajowego Walnego Zjazdu
PTMA, jak też za społeczne zaangażowanie i bezinteresownie świadczoną
pomoc całego personelu tej instytucji na rzecz sprawnej organizacji
w przebiegu obrad delegatów PTMA.
15.XI.73 r.
TADEUSZ GRZESŁO
Dr Maria Pstrzoch-Karpowicz 19J 3—1973
Powiedzenie, że ukochała astronomię ponad wszystko, że całe swe ży¬
cie poświęciła astronomii, w przypadku zmarłej w dniu 23 sierpnia 1973
roku Marii Karpowiczowej nie jest komunałem. Jest to chyba jedyne
określenie trafnie przedstawiające Jej stosunek do wybranej i uprawia¬
nej gałęzi wiedzy. Postać Zmarłej ma dla członków naszego Towarzystwa
szczególne znaczenie, ponieważ wybór dziedziny Jej zainteresowań
ugruntował się niewątpliwie pod wpływem miłośniczego ruchu astrono¬
micznego.
Urodziła się w Warszawie w dniu 5 września 1913 roku w rodzinie
rzemieślniczej Stanisława i Zofii z Kafarowskich Pstrzochów. Słaba bu¬
dowa, fizyczna i szczególnie trudne warunki życiowe w okresie pierwszej
wojny światowej wstrzymują Jej rozwój fizyczny. Ma trudności z cho¬
dzeniem, spędza czas w domu, w łóżku lub w fotelu. Dopiero w dwuna¬
stym roku życia zdrowie poprawiło się na tyle, że zaczęła uczęszczać do
szkoły. W roku 1928 wstąpiła do prywatnego gimnaizjum p. Statkowskiej,
uzyskując w 1933 roku świadectwo dojrzałości. Wśród młodszych od sie¬
bie koleżanek wyróżniała się znakomitymi ocenami i zainteresowaniami
naukowymi, w szczególności w zakresie astronomii.
Zainteresowania te pobudzili w Niej niewątpliwie Rodzice, interesu¬
jący się postępami nauki. Wątła dziewczynka chłonie wszystko, wyczu-
*) Główna Komisja Rewizyjna i GJówna Rada Naukowa PTMA ukonstytuują się
zgodnie ze statutem w najbliższym terminie o czym poinformujemy czytelników.
**) Uchwały Walnego Zjazdu Delegatów zostaną opublikowane po ich zatwier¬
dzeniu przez władze nadzorcze Towarzystwa.
		

/Czasopisma_175_05_036_0001.djvu

			22
URANIA
1/1974
wając swą przyszłość w dążeniu do wiedzy. Jako uczennica gimnazjum
Maria Pstrzochówna bierze żywy udział w działalności Polskiego Towa¬
rzystwa Przyjaciół Astronomii, pozostając pod wpływem pracujących
wśród młodzieży wytrawnych popularyzatorów i entuzjastów astrono¬
mii — Maksymiliana Białęckiego i inżyniera Zygmunta Chełmońskiego.
Uczęszcza systematycznie na pokazy nieba w Dostrzegalni Towarzystwa
przy ul. Chmielnej 88. Wyróżnieniem było dopuszczenie Jej do1 obser¬
wacji w miłośniczym obserwatorium po dr J. W. Jędrzejewiczu (przy
ul. Mokotowskiej) i w obserwatorium uniwersyteckim.
W 1933 roku rozpoczyna studia na Uniwersytecie Warszawskim i od
tej chwili — aż do śmierci — losy Jej związane są z Obserwatorium
Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego.
Studia w zakresie astronomi odbywała pod kierunkiem świetnego wy¬
kładowcy astronomii klasycznej, profesora Michała Kamieńskiego. Nabyte
w tym okresie wiadomości z astrometrii i mechaniki nieba, a szczególnie
w zakresie metod prowadzenia obliczeń, umożliwią Jej w przyszłości
łatwe opanowanie nowych dziedzin astronomii, w których pod koniec
życia osiągnęła sukcesy.
Trudne warunki materialne zmuszają Ją w czasie studiów do doryw¬
czego zarobkowania, mimo to studia postępują pomyślnie, otrzymuje do¬
skonałe oceny na egzaminach, choć termin ukończenia studiów przedłuża
się. Było to zresztą w zwyczaju w owych czasach, a przyczyniło się do
tego również wciągnięcie w wir codziennych zajęć Obserwatorium. Zostaje
dopuszczona do prac naukowych, także do honorowanych na zasadzie
prac zleconych. Już w drugim roku studiów dokonuje żmudnych i praco¬
chłonnych pomiarów chronogramów z serii obserwacji w czasie kampanii
międzynarodowej wyznaczania długości geograficznych w roku 1933. Po
raz pierwszy naizwisko Marii Pstrzoch wymienione było w literaturze
naukowej (L. Zajdler: „Die Teilnahme der Warschauer Universitatsstern-
warte an der internationalen Bestimmung der geographischen Lange im
Jahre 1933” — Publ. Obs. Astr. U.W. nr 29, 1935).
W roku 1936 wychodzi za mąż za asystenta Obserwatorium Tryfona
Karpowicza i zamieszkuje w budynku Obserwatorium. Przeżywa trzy¬
letni okres pomyślności życiowej, przerwany brutalnie wybuchem wojny.
Nadchodzi sierpień 1944 roku, Obserwatorium zostaje spalone, w płomie¬
niach ginie cały dobytek, a z nim również praca magisterska. Małżonko¬
wie Karpowiczowie zostają wywiezieni na przymusowe roboty do Niemiec.
Koniec działań wojennych zastaje ich w strefie okupowanej przez wojska
amerykańskie.
Rozpoczyna się nowy okres kłopotów. Maria marzy o ukończeniu stu¬
diów w Polsce; Tryfon również pragnie powrotu do przybranej ojczyzny
(był Białorusinem), przeszkadza mu jednak w tym trudność formalna —
brak obywatelstwa polskiego (posiadał tzw. paszport nansencwski). Spra¬
wa wymaga oczywiście tylko czasu. Maria wraca pierwsza do kraju
w 1947 roku, zdaje egzaminy (wszystkie z oceną bardzo dobrą), pisze
druga prace magisterska z nowej dla siebie dziedziny — astronomii gwiaz¬
dowej pod kierunkiem dr Włod.zimieriza Zonna, wówczas jeszcze adiunkta
Obserwatorium Uniwersytetu Warszawskiego, i w roku 1949 uzyskuje
tytuł magistra astronomii. Ma 36 lat, wiele przeżyć za sobą, przed sobą
perspektywę uzyskania asystentury w znajdującym się jeszcze w gruzach
Obserwatorium.
Dalsze losy Marii Karpowicz — to na przemian występujące okresy
pomyślności i serie nieszczęść. W roku 1950 uzyskuje od lat wymarzony
		

/Czasopisma_175_05_037_0001.djvu

			1/1974
URANIA
23
etat asystenta, wkrótce jednak traci go na skutek niesłusznych oskarżeń.
Sprawa powrotu męża przewleka się. Udawadnia wprawdzie niesłuszność
oskarżeń i odzyskuje etat i mieszkanie w Obserwatorium, ale następuje
szereg nieodwracalnych wypadków rodzinnych: śmierć męża Tryfona na
obdzyźnie, śmierć brata — który pozostawił na Jej opiece syna Michała,
staje się również jedyną opiekunką zniedołężniałej matki, zamieszkałej
w Sulejówku pod Warszawą. Nadmiar nieszczęść przyczynia się niewąt¬
pliwie do osłabienia systemu nerwowego. Maria zapada na ciężką cho¬
robę, lekarze nie rokują poprawy.
Maria walczy ze wszystkimi przeciwnościami losu z niesłychanym mę¬
stwem i siłą. Ku zdziwieniu lekarzy szybko dochodzi do -zdrowia. Wy¬
jeżdża do Walii odwiedzić grób męża. A przede wszystkim dużo czyta,
pisze, wygłasza referaty naukowe i odczyty publiczne. Organizuje biblio¬
tekę centrali uniwersyteckiego Obserwatorium w Alejach Ujazdowskich,
współorganizuje pierwsze naukowe obserwacje stacji obserwacyjnej
w Ostrowiku, pracuje teoretycznie nad problemem ruchów gwiazd w naj¬
bliższym otoczeniu Słońca — temat Jej pracy doktorskiej. Pisuje do
„Uranii”, „Problemów”, „Wiedzy i Życia”, w okres'e nasilenia niepomyśl-
ności — w roku 1950 — ukazuje się Jej praca popularnonaukowa „Ko¬
mety i gwiazdy spadające” (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza) licząca
116 stron druku.
Uzyskany w roku 1962 doktorat jest ukoronowaniem Jej trzydziesto¬
letnich blisko studiów i stanowi punkt zwrotny w Jej życiu. Wyjeżdża na
roczny staż naukowy do Stanów Zjednoczonych, do największego na świe-
cie Obserwatorium Palomarskiego, gdzie zaczyna zbierać owoce wielo¬
letniej, wytężonej pracy astronomicznej. Pod kierunkiem profesora Fritza
Zwicky’ego wciąga się w tematykę pozagalalctyczną. Jej zdolności i pra¬
cowitość zostają należycie ocenione przy pracy nad ogólnym katalogiem
galaktyk i gromad galaktyk. Profesor Zwicky wprowadza Ją w najbar¬
dziej ważkie zagadnienia tematyki. Maria Karpowiczowa wprowadza
własne pomysły racjonalizatorskie, staje się współautorką katalogu. Za¬
gadnieniom tym poświęca reśztę życia, nie zmieniając tematyki po po¬
wrocie do kraju.
Jej prace na temat obszarów zajmowanych przez gromady galaktyk,
o nieistnieniu gromad wyższych rzędów, o możliwości ekstynkcji poza-
•galaktycznej, ukazują się teraz w czołowych wydawnictwach astronomicz¬
nych w kraju i za granicą. Są one szeroko cytowane przez zagranicznych
autorów, a ich autorka uważana jest za autorytet w tej dziedzinie. Wiosną
roku 1973 zostaje zaproszona przez Uniwersytet Leningradzki dla wygło¬
szenia odczytów.
Prócz prac teoretycznych prowadzi obserwacje. Pogodne noce spędza
w Ostrowiku, na stacji wyposażonej w jakże skromne instrumenty w po¬
równaniu z Obserwatorium Palomarskim! Potrafi jednak znaleźć dla
nich zastosowanie naukowe. Prowadzi także prace dydaktyczne: wykłada
astronomię dla geografów. Jedną z ostatnich Jej prac ogłoszonych dru¬
kiem jest podręcznik „Elementy astronomii dla geografów” (Recenzja
w „Uranii” 1973, 4).
Jej małe mieszkanko w Obserwatorium jest Jej pracownią. Pełne
książek, klisz, rozpoczętych pomiarów i rachunków. Często odwiedzane
pnzez przyjaciół-astronomów także spoza Warszawy. Rozmowy toczą się
zwykle wokół tematów związanych z astronomią. Do Jej cech osobistych
należy włączyć niezwykłą serdeczność, z jaką odnosiła się do wszystkich.
Była skłonna do poświęceń. Znalazło to wyraz w czasie ostatniej cho¬
roby 94-letniegO' profesora Michała Kamieńskiego (zmarł 18 kwietnia
		

/Czasopisma_175_05_038_0001.djvu

			24
URANIA
1/1974
1973 r.). Maria Karpowi.cz należała do nielicznego grona osób, które co¬
dziennie odwiedzały Chorego. Mimo licznych zajęć i obowiązków z po¬
dziwu godną systematycznością pełniła rolę pielęgniarki. Kto mógł wów¬
czas przypuszczać, że w miesiąc później i Ją dotknie nieuleczalna tym
ria(zem choroba.
Wyraźne objawy choroby wystąpiły w czasie Jej pobytu w Leningra¬
dzie w maju. Zdołała wygłosić serię doskonale przygotowanych odczy¬
tów, ale wygłaszała je siedząc, przepraszając słuchaczy za — jak się
wydawało — chwilową niedyspozycję. Gdy po jej powrocie do kraju ro¬
zeszła się wieść o operacji przewodu pokarmowego i ciężkim stanie Pa¬
cjentki — nikt nie chciał w to uwierzyć. A gdy w lipcu wbrew oczeki¬
waniom lekarzy nastąpiła wyraźna poprawa zdrowia, przyjaciele —•
wbrew opiniom lekarzy — spodziewają się powtórzenia sytuacji sprzed
kilkunastu lat, wierzą, że witalne siły chorej przezwyciężają jeszcze
jedną „nieuleczalną” chorobę. Tym razem jednak nadzieje się nie speł¬
niają. Ujawniony dopiero w ostatniej fazie rozwoju nowotwór powoduje
śmierć cichą i spokojną — co rzadkie w tego rodzaju chorobie — dnia
23 sierpnia 1973 roku, na dwa tygodnie przed ukończeniem 60-go roku
życia. Czyżby spełniły się słowa wróżki, która przed laty przepowiedziała
Jej śmierć w sześćdziesiątym roku życia?
Trudno już dziś ocenić wkład Marii Karpowiczowej w rozwój wiedzy
0	Wszechświecie. Około części Jej prac toczą się jeszcze w literaturlze
dyskusje. Inne są. dopiero naszkicowane, przyjdzie je dopiero wykończyć
1	podać do druku. Ich tematykę zawierają dwa artykuły Marii Karpowi¬
czowej w „Uranii”: „Czy istnieją super-gromady galaktyk?” (nr 9
z 1970 r.) i „Zagadnienie stabilności gromad galaktyk” (nr 7/8 z 1972 r.).
Jedno jest pewne. Mało jest astronomów, którzy takim wysiłkiem mu¬
sieli dobijać się wyników i osiągnęli tak wybitne rezultaty naukowe.
KONRAD RUDNICKI
LUDWIK ZAJDLER
OBSERWACJE
Zakrycie Saturna przez Księżyc w dn. 3 lutego 1974 r.
Po południu 3 lutego 1974 r. nastąpi kolejne widoczne w Polsce za¬
krycie Saturna przez Księżyc. Tym razem zjawisko to będzie widoczne
jedynie na niewielkim obszarze kraju, a mianowicie na Pomorzu. Bę¬
dzie to więc zakrycie zwane stykowym. Księżyc zakryje Saturna dolną
częścią tarczy tak, że ukryje się za nią część tarczy i pierścienia lub
cała planeta, lecz najwyżej na przeciąg kilkunastu minut. Zaobserwo¬
wanie takiego właśnie zakrycia planety przez Księżyc jest rzadkością,
a samo zjawisko jest bardzo efektowne. Niestety, omawiane zakrycie
Saturna nastąpi w Polsce o wczesnej porze (około zachodu Słońca),
przez co straci wiele na atrakcyjności. Niemniej posiadacze lunet będą
mogli obejrzeć zjawisko bez kłopotów (Saturna będzie widać przez
lunety nawet przed zachodem Słońca). Na pozostałym obszarze Polski
(tj. oprócz Pomorza) widoczne będzie bardzo duże zbliżenie Księżyca
do Saturna. W momencie maksymalnego zbliżenia obu ciał na niebie,
Saturn znajdzie się tuż poniżej dolnego brzegu Księżyca (w lunecie
nieodwracającej). Dokładniejsze dane o przebiegu zjawiska w Polsce po¬
dano na rys. 1 oraz w tabelach 1, 2, 3.
		

/Czasopisma_175_05_039_0001.djvu

			1/1974
URANIA
25
Rys. 1. Południowa granica zakrycia Saturna przez Księżyc w dn. 3.02.1974 r.
Na rysunku 1 pokazano przebieg granic zakrycia Saturna w dniu
3 lutego 1974 r. Należy je interpretować następująco:
—' na północ od południowej granicy zakrycia całkowitego cały Sa¬
turn (wraz z 'pierścieniem) skryje się za tarczą Księżyca,
—	pomiędzy południową granicą zakrycia całkowitego a południową
granicą zakrycia stykowego skryje się za tarczą Księżyca część planety
i pierścienia,
—	na południe od południowej granicy zakrycia stykowego nastąpi
jedynie zbliżenie Księżyca do Saturna, tym większe, im bliżej w/w gra¬
nicy znajdzie się obserwator.
Wg Mieczysława Paradowskiego.
Kąty pozycyjne dla zakrycia lub maksymalnego zbliżenia dla całej Pol¬
ski można przyjąć, jak następuje:
Ap = 179°
Az = 220°
An = 181°
Wiek Księżyca — 3,5 dnia po I kwadrze.
Jasność Saturna — 0n>,0.
		

/Czasopisma_175_05_040_0001.djvu

			26
URANIA
1/1974
Tab. 1 — Przebieg zakrycia Saturna przez Księżyc na Pomorzu w dniu
3 lutego 1974 r.
L p.
Miejscowość
Kontakt
Faza
zakrycia
Zachód
Słońca
I
IV
1.
Świnoujście
16h2lm
16li35>*>
1,3
17hoim
2.
Szczecin
16 26
16 29
0,1
16 58
3.
Gryfice
16 24
16 33
0,7
16 49
4.
Kołobrzeg
16 23
16 35
1,0
16 41
5.
Świdwin
16 29
16 29
0,0
16 42
6.
Koszalin
16 24
16 34
0,7
16 38
7.
Jarosławiec
16 24
16 36
1,1
16 36
8.
Słupsk
16 25
16 34
0,7
16 34'
9.
Wejherowo
16 30
16 32
0,1
16 29
10.
Rozewie
16 27
16 36
0,5
16 28
Jaik więc widać z mapki, „najgłębsze” zakrycie będzie miało miejsce
w Świnoujściu. W Szczecinie nastąpi bardzo płytkie zakrycie częściowe,
a w Gdyni jedynie bardzo duże zbliżenie Księżyca do Saturna. W ta¬
beli 1 podano dane o zjawisku dla miejscowości leżących w nasię za¬
krycia. Prócz momentów kontaktów podano także momenty■ zachodu
Słońca dla tych miejscowości. Przez wielkość fazy zakrycia rozumie
się ułamek zakrytej małej osi pierścieni Saturna. Tabela 2 zawiera dane
o czasie trwania zakrycia częściowego i całkowitego w zależności od
Tab. 2 — Zależność czasu trwania zakrycia
częściowego i całkowitego od fazy zakrycia *)
Faza
zakrycia
Czas trwania ,
zakrycia w min.
Czas trwania
zakrycia całko¬
witego w min.
0.1
3
0.2
5

0.3
7

0.4
8
'
0.5
9

0.6
10

0.7
10

0.8
11

0.9
12

1.0
12
0
1.1
13
4
1.2
13
6
1.3
14
7
*) Niedokładność z danymi tab. 1 pochodzi z zaokrąglenia wyników.
		

/Czasopisma_175_05_041_0001.djvu

			1/1974
URANIA
27
wielkości fazy zakrycia. Przy jej pomocy można znaleźć przybliżony
czas trwania zjawiska dla miejscowości leżącej w strefie zakrycia.
W tabeli 3 podano dane dla kilku miast Polski położonych poza pasem
zakrycia. Z danych zawartych w tabelach oraz przy pomocy rysunku
Tab. 3 — Dane o zbliżeniu Księżyca do Saturna dla obszaru Polski poza
pasem zakrycia
L.p.
Miejscowość
Moment max.
zbliżenia
C.S.E.
Minimalna
odległość *)
Zachód
Słońca
C.S.E.
1.
Gdynia
16li3lm
0/1
16h28>«
2.
Poznań
16 28
0,9
16 40
3.
Wrocław
16 29
1,2
16 34
4.
Toruń
16 26
2,1
16 46
5.
Łódź
16 27
2,3
16 34
6.
Warszawa
16 29
2,3
16 26
7.
Lublin
16 28
3,4
16 25
8.
Kraków
16 25
3,7 •
16 37
można z pewnym przybliżeniem określić przebieg zjawiska dla dowolnej
miejscowości w Polsce. Dla porównania danych z tabelą 3 podajemy, że
pierścienie Saturna mają rozmiary kątowe 43",3—19",6 czyli około 0',7—
0',3. Warto dodać, że omawiane zakrycie nie jest umieszczone w spisie
„Rocznika Astronomicznego Obserwatorium Krakowskiego”, jako że nie
jest widoczne w żadnym z miast, dla których „Rocznik” podaje efeme¬
rydy zakryć (najbardziej wysunięte na północ: Toruń, Poznań, War¬
szawa).
ANDRZEJ UDALSKl i MAREK ZAWILSK1-
XVII Ogólnopolska Olimpiada Astronomiczna
Komisja XVII Ogólnopolskiej Olimpiady Astronomicznej uprzejmie za¬
wiadamia, że tematy zadań zostały rozesłane do wszystkich szkół ogólno¬
kształcących. Zadania można również otrzymać w Oddziałach PTMA oraz
w Planetarium Śląskim (adres: Chorzów 1, skrytka pocztowa 10, nr kodu
41-501).
Uczestnicy Olimpiady proszeni są o nadsyłanie rozwiązań zadań na
wyżej podany adres w terminie do 17 grudnia (I seria rozwiązań) i do
15 stycznia 1974 •— II seria.
PORADNIK OBSERWATORA
Od p. Mieczysława Szulca (Mały Mędromierz, pow. Tuchola, woj. byd¬
goskie) otrzymaliśmy poniższe uwagi praktyczne na temat możliwości
pełniejszego wykorzystania oka jako odbiornika promieniowania świetl-
*) Odległość liczona od brzegu Księżyca do brzegu zewnętrznego pierścienia Sa¬
turna.
		

/Czasopisma_175_05_042_0001.djvu

			28
URANIA
1/1974
nego. Autor jest członkiem naszego Towarzystwa, prowadzi systematyczne
obserwacje Słońca, a także gwiazd zmiennych, sztucznych satelitów i za¬
kryć gwiazd przez Księżyc, posiada, lunetę o średnicy obiektywu 65 mm
oraz szukacz komet o średnicy 58 mm (przyp. Red.).
Czułość oka — możliwość jej pełnego wykorzystania przy obserwacjach
gwiazd zmiennych
Oko jest w wielu przypadkach bardzo dokładnym przyrządem pomia¬
rowym, w szczególności zadziwiająco czułym odbiornikiem promienio¬
wania słabych źródeł gwiazd.
Okazuje się, że nawet wielu doświadczonych badaczy nie zdaje sobie
w pełni sprawy z tego, jak szczególnie doskonałym pod tym względem
jest ludzkie oko. Reakcja oka na słabe św'atło jest na tyle ważna, że
warto tej sprawie poświęcić nieco uwagi.
Oko swą budową przypomina kamerę fotograficzną, obraz powstaje
w tylnej części gałki ocznej na powierzchni światłoczułej, na siatkówce.
Światło padając na siatkówkę pobudza elektrycznie jednostki światto-
czułe połączenie z nerwem wzrokowym, za pośrednictwem którego sygnał
dociera do mózgu. Istnieją dwa rodzaje jednostek światłoczułych: czopki
i pręciki. Spełniają one dwie funkcje. Czopki działają wtedy, gdy światło
jest silne (są one również wrażliwe na barwy), pręciki działają gdy
światło jest słabe. W pobliżu końców pręcików znajdują się komórki wy¬
dzielające związek czynny fotochemicznie, zwany purpurą wzrokową.
W chwili gdy pada światło substancja ta rozkłada się chemicznie, gro¬
madzi się natomiast jedynie w ciemności. Zatem przebywanie przez dłuż¬
szy czas w ciemności sprzyja nagromadzaniu się purpury wzrokowej,
która zalewa końce pręcików i nadaje im niezwykłą zdolność reagowania
na słabe światła. Jeżeli wyjdziemy na jasne światło — purpura wzrokowa
ulega zniszczeniu i tracimy zdolność widzenia w ciemności. Można ją
odzyskać przez, ponowne, dłuższe przebywanie w ciemności.
Czułość oka jest O' wiele. większa niż to sobie wyobraża wielu znaw¬
ców. Przekonałem się o tym w czasie obserwacji gwiazd okiem nieuzbro¬
jonym i jednocześnie fotografując niebo aparatem fotograficznym „Pen-
tacon” na kliszy 27 DIN .przy całkowicie otwartej przesłonie. Dostrze¬
gałem całkiem dobrze gwiazdy o jasności 5,m5, rozpoznawalne po go¬
dzinnym przebywaniu w ciemności. Te same gwiazdy uzyskałem na kli¬
szy dopiero przy 45-cio minutowej ekspozycji, przy czym jednak można
było zauważyć „dyskryminację” gwiazd jaśniejszych, ale o różnych bar¬
wach. Gwiazdy niebieskie mające jasność np. 3»> wychodziły jaśniej¬
sze niż gwiazdy czerwone o jasności 2m.
Aby powstał wystarczająco rozpoznawalny obraz fotograficzny, świa¬
tło musi działać na kliszę w ciągu 45 minut. Oko dostrlzega go momen¬
talnie — oczywiście po> dostatecznie długim przystosowaniu do ciemności,
o czym nie należy zapominać. Oku nie potrzeba czasu, aby gromadzić
światło, wystarczy krótkie spojrzenie i uczulony układ optyczny wyka¬
zuje obecność światła. Stwierdzono, że dobrze przystosowane do ciemno¬
ści oko jest równie c^ułe jak najbardziej nowoczesne urządzenie elek¬
troniczne rejestrujące. Równie dobrze oko daje sobie radę z rozróżnia¬
niem barw, choć w tym przypadku nie jest już tak dobrym detektorem.
Jak z powyższego widać, oko jest użytecznym odbiornikiem w ocenia¬
niu jasności, a także barwy. Wizualne obserwacje gwiazd zmiennych
nie powinny więc różnić się od obserwacji metodami fotoelektrycznymi,
		

/Czasopisma_175_05_043_0001.djvu

			1/1974
URANIA
29
chociaż występują tu pewne ujemne ich strony: wyniki w pewnym
stopniu zależą od samopoczucia obserwatora. Jeżeli obserwator jest
senny lub znużony — na nic tu precyzja i czułość oka, gdy ośrodek
koncentracji działa z opóźnieniem, niezsynchronizowany z tym co do¬
strzega oko.
Wszystkich mniej lub więcej zaawanasowanych obserwatorów nakła¬
niam do przeprowadzenia wielokrotnych prób (przy dobrym samopo¬
czuciu), mających na celu sprawdzenie właściwości swego narzędzia
wzroku.
Na zakończenie pragnę zaznaczyć, że przed rozpoczęciem obserwacji
danej gwiazdy zmiennej należy dojść do wprawy w odnajdywaniu na
niebie zarówno tej gwiazdy jak i przewidzanych programem gwiazd
porównania — bez użycia mapek. W przeciwnym razie, tzn. przy uży¬
waniu mapek w czasie obserwacji, konieczne jest ich oświetlanie na
tyle jasnym światłem, by móc je odczytać, a to prowadzi do wyników
zgoła sprzecznych. Oko ustawicznie przystosowuje się do zmiennych wa¬
runków i nie może być mowy o maksymalnym wykorzystaniu oka jako
dokładnego cdbiorn'ka promieniowania świetlnego'. A zatem należy
przede wszystkim dojść do perfekcji w odszukiwaniu gwiazd, najpierw
bezpośrednio na niebie, następnie przez lunetę. Następnie dopiero, po
dłuższym przebywaniu w zupełnej cierpności, można będ-ie przystąpić
do właściwej obserwacji.
Lipiec 1973 r.
MIECZYSŁAW SZULC
KALENDARZYK ASTRONOMICZNY
Opracował G. Sitarski	Styczeń 1974 r.
Słońce
Wznosi się już po ekliptyce w kierunku równika niebieskiego,
w związku z tym w ciągu miesiąca dnia przybywa prawie o godzinę
i kwadrans: w Warszawie 1 stycznia Słońce wschodzi o 7h45m, zachodzi
o 15'>34"'( a 31 stycznia wschodzi o 7h19m, zachodzi o 16l|21i». W tym
miesiącu Słońce wstępuje w znak Wodnika. Warto też odnotować, że 4
styfcznia Ziemia w swym ruchu rocznym znajdzie się najbliżej Słońca,
w odległości 147 min km, ale jak widzimy, nie ma to większego wpływu
na warunki klimatyczne, bo właśnie w tym czasie panuje u nas zima.
Księżyc
W pierwszej połowie miesiąca noce będą jasne, a Księżyc widoczny
wysoko nad horyzontem. Kolejność faz Księżyca będzie bowiem w stycz¬
niu następująca: pierwsza kwadra l', ostatnia kwadra
15'18'>, nów 23> i jeszcze raz pierwsza kwadra 31. Najbliżej Ziemi
znajdzie się Księżyc 8, a najdalej 23 stycznia.
Planety i planetoidy
Merkury przez cały miesiąc jest praktycznie niewidoczny, bo do¬
piero w ostatnich dniach stycznia pojawi się na wieczornym niebie jako
gwiazda około —1 wielkości nisko nad zachodnim horyzontem. Wenus
		

/Czasopisma_175_05_044_0001.djvu

			30
URANIA
1/1974
zdąża do złączenia ze Słońcem i tylko do połowy stycznia widoczna
będzie jako Gwiazda Wieczorna około —4 wielkości coraz niżej nad ho¬
ryzontem. Mars zachodzi po północy i widoczny jest jako czerwona
gwiazda w gwiazdozbiorze Barana; Mars ciągle oddala się od Ziemi
i w ciągu miesiąca jasność jego spada od —0.2 do +0.5 wielkości gwiaz¬
dowej.
J o‘w i s z widoczny jest wieczorem przez cały miesiąc, ale zachodzi co¬
raz wcześniej i świeci nisko nad horyzontem jako gwiazda —1.5 wielko¬
ści w gwiazdozbiorze Koziorożca. Z trudem można będzie obserwować
przez lunety zjawiska, zachodzące w układzie ćzterech najjaśniejszych
księżyców Jowisza, dokładne momenty podajemy w tekście Kalendarzyka
tylko dla ciekawszych z nich.
Saturn widoczny jest prawie całą noc jako gwiazda około zerowej
wielkości na granicy gwiazdozbiorów Byka, Bliźniąt i Oriona. Przez
lunety możemy obserwować pierścienie Saturna widoczne od strony po¬
łudniowego bieguna planety.
Uran wschodzi około północy i świeci w gwiazdozbiorze Panny wśród
gwiazd na granicy widoczności gołym okiem. Neptun widoczny jest
dopiero nad ranem w gwiazdozbiorze Wężownika jako gwiazdka 8 wiel¬
kości, a Plutona odnajdziemy również nad ranem na granicy gwiaz¬
dozbiorów Panny i Warkocza Bereniki, ale tylko przez duże instrumenty
(14 wielkości gwiazdowej).
Przez lunety możemy też próbować odnaleźć dwie planetoidy: W e s t ę
około 8 wielkości widoczną nad ranem w gwiazdozbiorze Panny oraz
Hebe około 10 wielkości, którą odnajdziemy po północy na granicy
gwiazdozbiorów Lwa i Raka. Planetoidy obserwujemy oczywiście przez
lunety, a rozpoznamy je po ruchu wśród gwiazd. Dla łatwiejszego zlo¬
kalizowania planetek na niebie podajemy ich współrzędne równikowe.
W e
sta
H
e b e
rekt.
deki.
rekt.
deki.
d
h m
O
h m
O !
I 3
12 48.2
+ 2 28
9 39.6
+ 9 56
13
12 58.5
+ 2 04
9 34.2
+ 11 10
23
13 07.2
+ 1 55
9 26.5
+ 12 42
11 2
13 13.7
+ 2 03
9 17 3
+ 1422
12
13 17.8
+ 2 30
9 07.7
+ 16 04
Na wieczornym niebie obserwujemy też kometę Kohoutka. Bliższe dane
na ten temat znajdziemy w oddzielnym artykule (s. 14).
Meteory
W dniach od 1 do 5 stycznia promieniują meteory z roju Kwadranty-
dów, którego radiant leży w gwiazdozbiorze Smoka i ma współrzędne:
rekt. 1511281! 1, deki. +50°. Maksimum obfitości przypada wprawdzie
3 stycznia około południa, ale warunki obserwacji są w tym roku dość
dobre; powinniśmy zaobserwować wiele słabych meteorów. Nazwa roju
		

/Czasopisma_175_05_045_0001.djvu

			1/1974
URANIA
31
pochodzi od nieistniejącego już na dzisiejszych mapach nieba gwiazdo¬
zbioru Quadrans .Muralis, umieszczanego kiedyś na granicy gwiazdozbio¬
rów Smoka, Herkulesa i WolaEfza.
*
* *
Styczeń
ldi7h Wenus nieruchoma w rektascencji. Do brzegu tarczy Jowisza
zbliża się jego księżyc 3; początek przejścia tego księżyca na tle tarczy
planety obserwujemy o 17hl5m.
3dl4h złączenie Marsa z Księżycem w odległości 3°. Wieczorem obser¬
wujemy meteory z roju Kwadrantydów (promieniują z gwiazdozbioru
Smoka).
5d21|l10m Heliograficzna długość środka tarczy Słońca wynosi 0°; jest
to początek 1610 rotacji Słońca wg numeracji Carringtona.
6 księżyc 1 Jowisza przechodzi na tle tarczy planety.
O 17na tarczy Jowisza pojawia się też cień 1 księżyca.
7||10|1 Bliskie złączenie Saturna z Księżycem. Zakrycie Saturna przez
tarczę Księżyca nie będzie u nas widoczne.
9il0iń, 7dlh5m)
9d2il1551.11, 12dl8h40m, 24d6h0m, 27d2ti50m, 29d23li35»i y luty Id20b30m,
420m, 13d7li50m, 16d4li35m.
Momenty wszystkich zjawisk podane są w czasie śrOdkowo-europej-
skim.
		

/Czasopisma_175_05_046_0001.djvu

			32
URANIA
1/1974
CONTENTS
K. Ziolkowski — What did the Coper¬
nicus annivversary bring us?
. M. Mazur — Cracow—Sahara Astro¬
nomical Expedition.
H. Brancewicz — Solar eclipse on
June 30th, 1973.
J. Zieleniewski — Was Copernicus
a revolutionary?
Chronicle: More about the comet
Kohoutek — Thirteen new pulsars —
Age of the Sichote-Alin meteorite.
PTMA Chronicle.
Observations Eclipse of Saturn by the
Moon on February 3rd, 1974 — Obser¬
vation of a fire ball on July 2rd, 1973.
Observer’s guide.
Astronomical calendar.
COflEP2KAHME
K. 3iiejiKOBCKii — Hto HaM flajia ko-
nepHHKOBCKan roflOBiijMHa.
M. Ma3yp — KpaKOBCKan Actpoho-
MMHecKaa oKcneflmjHH b Caxapy.
X. Epaiii^eBHH — 3aTMeHHe Cojmija
30.06.1973.
H. 3ejieHeBCKM — Ebiji jim Konep-
HMK peBOJIIOUMOHepOM?
XponMKa: Eme pa3 o KOMeTe Ko-
xoyTeKa — TppmaflBijaTB hobbix nyjiB-
capoB — Bo3pacT CnxoT3-AjiMHCKoro
MeTeopwTa.
XpomiKa OSmecTBa (PTMA).
HaGjiiofleiiMH: noKptiTwe CaTypua
JlyHOM 3.02.1974 — Ha6jnoAeHMe 6ojnma
2.07.1973.
CnpaBO'iHMK HaSjiiOAaTejia.
ACTpOHOMM»ieCKMM KHJieHAapb.
OGŁOSZENIE
Prowadzimy sprzedaż i wysyłkę na zamówienie:
„Obrotowa Mapa Nieba” — wyd. V 1971 r. Podstawowa pomoc dla obserwato¬
rów nieba. Cena za 1 egz. zł 25,— plus koszty wysyłki zł 8,—. Dla członków cena
zniżona za 1 egz. zł 20.— plus koszty wysyłki zł 8,—.
„Vademecum Astronomiczne” — wyd. I 1971 r. Podstawowy podręcznik dla każ¬
dego obserwatora ilustrowany 37 fotografiami i rysunkami. Cena za 1 egz. zł 25,—
plus koszty wysyłki zł 6,—.
„50 lat społecznego — miłośniczego ruchu astronomicznego w Polsce’* — rys. hi¬
storyczny — wyd. I 1971 r. Cena za 1 egz. zł 6.— plus koszty wysyłki zł 3,— listem
poleconym zł 6,—.
„Amatorski teleskop zwierciadlany” — wyd. I 1972 r. Podstawowy podręcznik
dla każdego obserwatora pragnącego zbudować własnoręcznie amatorski teleskop.
Cena za 1 egz. z. 12,— plus koszty wysyłki zł 6,— listem poleconym.
Odznaki członkowskie — emaliowane dla członków zwyczajnych PTMA a zł 30,—
plus koszty wysyłki zł 6,—.
Odznaki członkowskie — srebrzone na brązie dla członków S.K.A. i M.K.A.
a zł 20,— plus koszty wysyłki zł 6,—.
Polecamy również archiwalne egz. czasopisma „Urania” do nabycia w cenie
zł 2,— za egz. do 1964 r. włącznie a w cenie zł 6,— za egz. począwszy od rocznika
1965.
Zamówienia prosimy kierować na adres Zarządu Gł. PTMA w Krakowie,
ul. Solskiego 30/8, tel. 538-92, r-k bank. PKO I OM Kraków nr 4-9-5227 z zaznacze¬
niem na przekazie celu wpłaty.
Trzecia strona okładki: Walny Zjazd Delegatów PTMA w Chorzowie. U góry — prof,
dr Eugeniusz Rybka dekoruje zasłużonych członków Towarzystwa Honorowymi
odznakami PTMA. U dołu — wręczenie pamiątkowego medalu (wybitego w 450-tą
rocznicę pobytu Kopernika w Grudziądzu), przyznanego przez Komitet Obchodów
Kopernikowskich w Grudziądzu. Fot. Roman Fangor — Warszawa.
Czwarta strona okładki: Prezydium Walnego Zjazdu Delegatów PTMA w drugim
dniu obrad w Chorzowie: prof, dr Eugeniusz Rybka, honorowy prezes Zarządu
Głównego, przewodniczący prof, dr Bohdan Kiełczewski oraz wybrany na prezesa
p. Maciej Mazur. Fot.: Roman Fangor.
Redaktor naczelny: L. Zajdler 02-590 (Warszawa, Drużynowa 3, tel. 44-49-35). Sekr.
Red.: K. Ziołkowski. Red. techn.: B. Korczyński. Przewodn. Rady Redakcyjnej:
S. Piotrowski. Wydawca: Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii, Zarząd
Główny, 31-027 Kraków, ul. Solskiego 30/8, tel. 538-92. Nr konta PKO I OM 4-9-5227.
Warunki prenumeraty: roczna — 72 zł, dla członków PTMA w ramach składki —
66 zł, cena 1 egz. — 6 zł.
Indeks 38151
PZG RSW ,,Prasa—Książka—Ruch”, Kraków. Zam. 2554/*73. 3000. B-9