/Czasopisma_186_01_0381.djvu

			KO�I ETA W\Pól(ZE�NA
I LU\TROWANY TYGODNIK
·S POlECZ N O-LITE RACKI
NR. 20.
WARSZAWA, DNIA 14 SIERPNIA 1927 ROKU.
ROK I.
TRlDŚO NUMERlU: Ku obwale szkoln ic twa zawodowego - l. W. ,W trosce o przvselość - H. C. Kalrlsbad - J'achl­
mów - l. K. Itlakouricz, Świeca Madouny - Regina Reicherouma. Rod'ujma Państwa Bille - P. Villetard. Branso­
leta:/' Gran ató w - A. Kupl'in (Tłumaczyła L. M.). Zy'cie i praca - C-r. Z 'I'e a-trów - Z. P. 'Z książek - C.W. Życ.ie
sporeceno -W. A. l'V,K:e,ngres mledzv na rodowy .naucean iajgospodarsbwa do mowegc - N. K. Czy wiecie że ... - N. K,
DODAJ.rKI: l� "Mój Dom" '(Nr .. 2Q) wraz z tablicą rrobót, 2) .Btai-t" (Nr. 9).
PiJłZY PiJłA.CY
W zakładach o!l'f'lodniozych Hosera licene ziU�' tępy' kobiet proouja, pod kieroumictnoem wyku'alij'ilk'o'WatH1Ch
ogrodJniczek.
r
."
		

/Czasopisma_186_01_0382.djvu

			NI" 20.
2
KU CHWALE
SZKOLNICTWA ZAWODOWEGO
zamienione zostały na gimnazja, prawie wszystkie
dziewczęta wkuwają łacinę, prawie wszystkie idą na
uniwersytet. Ozy majązamilowanie do nauki czy nie
wszystko jedno. U częszczanie na uniwersytet �ależy d�
dobrego tonu - czasem znajdzie się męża - w każdym
razie dużo p rzyjemmości i zabawy. Zresztą manja
uczęszcźania na uniwersytet nietylko jest udziałem
dziewcząt - uniwersytety są przepełnione nadmiarem
mało zdolnych słuchaesy płci oboje].
Całe nasze życie jest gonitwą za szczęściem w ogro­
dzie udręczeń. Szukamy szczęścia dla siebie, szukamy
go dla swoich dzie?i i dla najbliższych.
Spotykamy, niestety, dość często ludzi, dla których
nietylko szczęście, ale nawet nikłe zadowelenie z życia
jest naj zupełniej niedostępne-są to t. zw. wykolejeńcy,
ludzie, którzy poszli nieodpowiednią dla siebie drogą,
Warunki powojenne 'są takie, że wszyscy musimy
pracować, a praca tylko wórwczas nie jest przekleń­
stwem, gdy jest pracą twórczą, gdy uczuciowo jest z na­
mi związana. Dlatego też tak nieslvohanie ważną rze­
czą w życiu jest wybór zawodu,
Mam wrażenie, że ten okres na szczęście mija, że
rzemiosła zostały 'przywrócone do przynależne] im god­
nosci, Przedewszystkiem zmęczyli się ludzie potruchu
monotonją i banalnością wyrobów fabrycznych, a tem
sarnem tęsknie patrzą na rokodzie'», czego bezpośred­
niem następstwęm jest ich zaootrzebowanie. Tego znów -
następstwem jest, niesłychanie zresztą powolna, zmia­
na frontu w stosunku do szkół zawodowych.
Stojąc na gruncie tym, że praca ojca rodziny wy­
starczyć nie może, że i matka musi pracować, nie mó­
wiąc oezvwiście o dużej liczbie kobiet niezamężnych,
trzeba zastanowić siC) nad pracą zawodową kobiet.
Nie tu miejsce na dvslcuaie, C'zy jest to zjawisko po­
żądane, czy nie - stwierdzam fakt.
Przed paru laty maa liczba szkół zawodowych
świeciła pustkami, teraz rozwijają się znakomicie i licz­
ba ich rośnie gwałtownie, czego najlepszym dowodem
Pą cyfry z 1925 i ]927 r.
Był ezas, kiedy uczę'szczrunie kobiet na uniwersytet
było "źle widziane". Czas ten minął i przyszła druga
ostateczność: prawie wszystkie średnie S'zko1y żeńskie
		

/Czasopisma_186_01_0383.djvu

			Nr. 20.
3
średnie, przyjmujące po 7 oddzialach szkoly powszech­
nej' względnie 4 klas szkoły średniej,
Dla pracujących już w danym zawodzie istnieją
paromiesięczne kursy dokształcające waglednie 3-letnie
szkolvdo'kształcające wieczorne.
Kurs w szkole, czy to niższej czy średniej, trwa trzy
lata - ukończenie jej równa się wyzwolinom na czelad­
nika. Odbycie trzyletniej praktyki odpowiada stopnio­
wi majstra i pozwala na otwarcie samodzielnego war­
sztatu pracy.
Jeżeli chodzi o to, czego dziewczęta się uczą, trzeba
w Y'lmielllić:
konfekcję damską i dziecinną, bieliźniarstwo, trv­
kotarstwo, haft, modniarstwo i czapnictwo, tkactwo i ko­
ronkarsfwo, 'kamasznictwo i szewctwo, ogrodnictwo, ho­
dowla drobiu, mlecsaestwo, przetwory owocowe.
Są wreszcie s�koły handlowe i tworzący się dopie­
ro typ szkół gospodarstwa domowego i wiejskiego.
Ku chwale szkolnictwa 'zawodowego nadmienić na­
leży, że utrzymuje żywy kontakt ze swemi wychowan­
kami. Dzięki temu można twierdzić, że około 80 % ab­
solwentek znajduje zarobek dzięki rzemiosłu, którego
się nauczyły.
Drugim wielkim plusem szkół jestto,że nietylko
pielęgnują regjonalne tradycyjne wzory, lecz odgrzebu­
ją nawet wzory, dawno pogrzebane w prochu zapomnie­
nia, a tern samem dają gwarancję, że nasze rodzime ar­
tystyczne wyroby będą nosiły piętno odrębności i nie
zbanalizują się tak prędko.
Koronki wyko'YllOJneprrzez 'uozenice szkól zanoodouruch,
s z koł y z a w o d o w e żeń s k ie :
Jeżeli chodzi o wartości dydaktyczne, to na mię­
dzynarodowej wystawie sskolazawodowa łódzka otrzy­
ma,' a złoty medal.
r. 1925
24
r.
1927
,43
44
14
61
180
7
48
Szkół zawodowych niższych
" średnich
16
12
18
76
Jak piękne są wyroby szkolne, najlepiej mówią
doroczne wystawy, z których wcale nisnajpiękuiejsze
fotograf je załączamy.
"
gospodarczych
dokszta łcających
"
Kursów
Otóż nawiązując do kwestji tak aktualne] w tej
chwili, a mianowicie do kwestii wyboru zawodu - za­
stanówcie się, matki, głęboko, czy warto "przepychać"
córki", nie mające 'zainteresowań naukowych, przez girn­
nazjum, czy nie lepiej dać im jakieś rzemiosło w rękę�
Czy nie mniej im ono przyniesie zawodów niż żmudne
studja uniwersyteckie, wymagające dużych zdolności,
zdrowia i wielkiej' wytrwałości.
Seminarjów nauczvoielskich �
Warsztatów przy szkołach powszechnych
4
O
W sumie 150
. . . . 8,000
397
30,000
Liczba uczenie
Jeżeli chodzi o rodzaj wymienionych SZJkóJ, są szko­
ly niższe, które wymagają ukończenia 5 klas s�ko:y po­
wszechnej względnie 2 klas szkolv średniej, i szkoiy :
l. W.
W TROSCE O PRZYSZŁOSC
Sz:cza,wińska, nawolywala już była poprzednio spole­
ezeństwo polskie w odczytach i artykulach do zajęcia
się gorliwego wychowaniem fizycznem młodych poko­
leń, aliści dopiero wojna stworzyła w podświadomości
szerszych sfer podłoże, na' ktorem idea mogła się krze­
wić i rozrastać.
W chwili, gdy miljony istniel1 ludzkieh ginęły od
kul armatnich, pocisków lotniczych, łodzi podwodnych,
gazów trujących,obudziła się w ludzkości, w tysiącu
punktach naraz, troska wzmożona Q dzieci niby o ten,
zagrożony niesłychanym kataklizmern, ciąg dalszy rasy
ozlowieka na z iemi.
,U nas, już w pierwszym miesiącu wojny, wyrazem
tego napol y instynktownego, napoly świadomego swo­
ich przyczyn i celów prądu stała się instytucja, znana
pod populac-ną nazwą "Kropla Mleka". Wprawdzie jej
inicjatorka, założycielka i dotychczas bez przerwy pel­
niąca obowiązki prezesa Zarządu 'I'owarzvstwa oraz kie­
rowniczki wylionionych przez nie placówek, dr. Wanda
Towarzystwo "Kropla Mleka" powstało w sierpniu
1914 r. i, działając ma razie pod protektoratem Kurato­
torjura Opieki nad rodzinaani rezerwistów, zalożvlo w li­
stopadzie tegoż roku ,J Ognisko wychowania fizycznego
niemowląt" przy ul. Nowy - Świat 57 (obecnie Nowy
Swiat 22). .Zalegal.izowame w majtu1915 r. daia'a odtąd
jako organizacja samodzielna,
		

/Czasopisma_186_01_0384.djvu

			4
Nr. 20.
Zadaniem 'I'owarzystwa jest szerzenie w społeczeń­
stwie idei opieki nad matką i dzieckiem w imię dobrze
zrosumianego interesu sarnego społeczeństwa, ułatwia­
nie matce wychowania niemowlęcia przez dostarczanie
jej odpowiedniego pożywienia 'Oraz wszelkieh innych
czynników niezbędnych, udzielamie porad lekarskich
i kierowanie wychowaniem n iemowlęcia przez rozcią­
ganie nad nim stałej kontroll lekarskiej, wreszcie­
kształcenie matek w umiejętności wychowania i pielę­
gnowania dziecka. Takie są najogólniejsze tesv progra­
mowe tego stowarzvszenia. W pierwszych latach waj­
ny i w czasie okupacji dsiałalnośó Ogniska palegala
przedewssvstklem na dostarczaniu dzieciom mleka, le­
karstw, 'Odzieży i t. d. Przy pornocy instytucyj amery­
kańskich sprawę tę udawało się załatwiać pomyślnie.
"OgniskO''' slużvło wtedy wyłącznie ludności niezamoż­
nej, która wszystko otrzymywa-a bezpłatnie. Wraz
z unormowaniem 'się stosunków pa wojnie i stopniowem
wycofywaniem się pornocy amerykańskiej, trzeba było
dzialalnośó 'Iowarzystwa rozszerzyć a zarazem odjąć
jej charakter filantropijny, przechodząc racze] do sa­
mowvstarczalności,
wvpróbowamia rad lekarza, niektóre zabiegi, wykony­
wane przez matkę na miejscu pad okiem i kontrolą p ie­
lęgniarki - wszystko to razem, wrae z teoretycznemi
pogadankami, wvgłaszanemi ra:z na tydzień, czyni
z "Ognis1m" rodzad uczelni, gdzie matki zdabywają pra­
ktyczną i teoretvczną wiedzę a dziecku.
Dodać trzeba, że każde dziecko traktowane jest in­
dywidualnie, że otrzymuje . 'Pożywienie odpowiednie
i w 'Odpowiedniej ilaści do swego stanu zdrowia, wagi,
do zasobów ikarmicielskich matki i t. d. Wprowadzono
też tutaj bodaj naj'wcześniej system dożywiania niema­
wląt jarzynami i awacami
Wszystko ta daje wyniki wprost świetne. Śmier­
telność wśród dzieci "Ogniska" z powodu zaburzeń 'Or­
ganów trawienia n i e i s t n i e j e narwet w miesiącach
letnich, pad czas gdy na mieście, w tej porze roku decho­
dzi da 50 - 60 procent. Ma też "Ognvsko" w swaich kro­
nikach zanotowane szczęśliwe uleczenia niemowląt
z bardzo ciężkich wypadków gruźlicy i syfilisu. Niema­
wleta "Ogniska", jeżeli umierają, to umierają zazwy­
czaj z cliorób zakaźnych, których zarazki chwyciły na
mieście.
Dziś "Kr'Opla Mleka" służy wszystkim sferom,
z tem rQzrÓlżnieniem, 'że pubHcznaść zamożna plQttlosi
pełny kaszt 'Otrzymywanych świadczeń, mniej 'zamożna
inteligencja kQrzysta 'z nich na warunkach ulgQwych;
najbiedniejsi, pa dawnemu, 'Otrzymują pamac wszelkie­
go rodzaju bezpłatnie lub pa cena�h minimalnych. Pa­
moc ta palega, paza poradrumi lekarskiemi, na razdaw­
nictwie mleka i przetwarów mlecznych, mą!ki, ,słQniny,
tranu, mą!cz:ki N estla, sali kąpielowych, wyprawek dzie­
cięcych i ubranek dla starszych niemowląt. Te a'stat­
nie daje się dla zachęty niektórym ·najubaższym mat­
kmn.
'Przez "Ogniska" przeszło da tej 'Chwili około 5 t y­
się·cy dzie·ci.
"KrQpla Mleka" 'Otrzymuje stale subsydjum ad
Magistratu m. Warszawy (1000 zł. miesięcznie) a także
Min. Pracy i Opieki Spa�ecznej przyznaje jej caracznie
pewną zapamagę.
Przyznama nieSJp'odziewanie w r. ubiegłym znac7.­
nie�,sza suma z funduszów miejski'ch umożliwi-ta Zarzą­
dawi zarganizowanie 'nawej placówki: "Pawilanu zdrO'­
wia dla niemawląt" w Ogrodzie Saskim.
Śliczny ten daLlek składa siG z 6 pokojów: hDll,
w którym niemawlę,ta ,zjadają swaje mlecz11e zupki, ga­
binet lekarza t. zw. l)awijalnia, gdzie matki magą dzie­
ci przewinąć, nakarmi G piersią, CD zwlaszcza w zimie,
zabezpiecza matki i dzieci 'Od przeziębienia, a' także
umyć je, wykąpać, zważyć, zmierzyć i t. p., dalej idzie
pakój wypaczynkowy, gdzie po nakarmieniu lub wyką­
Najważniejszą z8.sa:dą "Ogni,ska" jest abawiązek
przynoszenia niemawlęcia w pewny,ch a'Znaczanych ter­
minach do zbadania. Lekarz ma· tym sposabem maż­
ność skantrolawrunia, czy i o ile zalecenia jegO' są speł­
niQne. Waga jest rzeczy tych najlepszym prabierzem.
OdpQwiednie wskazówId, rady i upamnienia, za,chęta da
paniu spędzają dzieci czas na
leżaczkach, wreszcie kuchnia,
pakój da zmywania i weran­
da, na której mieści się stała
wystawa wZQrQwych urządzełl,
'związanych z wychawaniem
dziecka. Tu firmy wystawiać
mogą sWQje ekspanaty i rekla­
my. Zdumiewająca wprost czy­
staść i wdzięk estetyczny cha­
rakteryzują ten damek, PQ­
święcany dziecięctwu i kabie­
CQści w jej specjalnej fazie ma­
cierzyństwa. Jest ta caś jedy-'
nega w swoim rodzaju. A pa­
da�na pawstać ma. więcej ta­
kich damków. Pażądane jest,
by każde mIeJsce spacerowe,
gdzie gramadzą się matki i
niańki z niema w lętami, pasia­
dla taki wzorowy przybytek.
DO'dać trzeba, że i Pawilon
W Saskim O�r.()dzie jest 1JG7ie!-
..
,
..
,
W "Ogwisku",
		

/Czasopisma_186_01_0385.djvu

			Nr. 20.
nią dla matek, i tam odbywają się pogadanki, i tam
dzieci poddawane są stałej kontroli lekarskiej.
Praca ta z dziedziny bakterjologji kiszek u niemo­
wląt toruje jej drogę do stanowiska dyrektorki wzoro­
wego zakładu dla niemowląt w okolicach Paryża, fun­
da,cjli EmilaZoli,zrwauej "La pouponniers de Medim".
To decyduje do pewnego stopnia Q Iinji jej życia. In­
stynkt społeczny i może- macierzyński kobiety - lekarza
znajduje w pracy tej najwyższe. zadowolenie.
O twórczyni "Kropli Mleka" i Pawilonu zdrowia
dla niemowląt, dr. Wandzie Szczawińskiej, należy się
tu wspomnieć kilkoma choćby słowy.
Dr. Sz·czawiń:ska studia przyrodnicze i medyczne
przechodziła w Paryżu. Jej rozprawa doktorska nosi
tytuł "Serum cvtotoxique", drukowana w "Archives de
parasitologie" w r. 1912. Z początku zainteresowania jej
idą w kierunku czysto naukowym teoretycznym. . Re­
zultatem są prace takie jak: "Influence du regime sur
le microbismo intestinal au cours des gastroenterites
infantiles" druk w "Compte Rendu de la Societć do
BioIQgie", 1906.
W r. 1909 dr. Szczawińska wraca do Polski i szerzy
z zapałem ideę. prawidłowego wychowania niemowląt. '
Wojna otwiera przed nią kolosalne pole pracy,
a zrnioniona po wojnie warunki polityczne pozwalają
na rozwiniecie jej i udoskonalenia,
H. C.
KARLSBAD-JACHIMUW
Lipiec_
Deszcz pada w Karlsbadzie ze cztery razy dziennie.
W szystko jest wymyte, kurzu ani na lekarstwo, upał
nie istnieje. W kolumnadach dokoła źródeł przewala
się ciżba wszelkich narodowości i ras. Od 7-ej rano
grzmi muzyka. Leniuchy wstają Q 7-ej, ludzie normal­
ni _. o 6-ej, gorliwcy - Q 5-ej. Piją, chodzą, znowu piją,
kupują bułki, rogaliki, OWQce, szynkę i obładowani za­
pasami, wygłodzeni biegną na kawę do małych mle­
czarni. V,Tszyscy dźwigają naraeole, prawie wszvscy S4
weseli i raźni i ciężko chorych ludzi nie widuje się wca­
le na ulicy.
Wody przeważnie pije się rano, przed obiadem.
i przed kolacją. Silniejsi opuszczają przedobiednie picie
i idą na wycieczki lub jadą do pobliskiogo Franzensba­
du (F'sanciskowy Lazne), Mal'ienbrudu (Marianske Laz­
ue), do prześliezuego miasteczka Eger Iub do Joachim- .
stalu (Jaehimowa), aby się p·rzewietrzyć. Co Ilól godzi­
ny idzie jakiś pociąg dokądś, wysta1'0�Y vó;iść na stację
i spytać portjera, dokąd by się tu przejecłiaó. Można
jechać pociągiem, a wracać szeregiem autobusów, gdzie
jednak jest się narażonym i na koszt i na kurz, a trzęsą
te maszyny i pachną w obrzydliwy sposób,
Wielu kuracjuszy, pijących wody w Karlowyeh
Warach,bie'l'ze jednocześnie kąpiele radowe (radiu.m)
w J achunowie. O g. 9.55 rano, po wodach, spacerze
i śniadaniu wsiada się do osobowego, łagodnego, puste­
go pociągu, wzgardziwszy autobusem. Krajobraz po­
między Karlsbadem a J aehimowem jest ładny, ale po­
wietrze zatruwają [akieś fabryki. Uprzejm� konduk-
J( ościół w J achimowie
•
		

/Czasopisma_186_01_0386.djvu

			6
Nr. 20.
Hotel jest własnością rządowa, a personel jego jest
w zupełności czeski. Ciekawa jest różnica obejścia po­
między hotelowym personelem karlsbadzkim a jachi­
mowskim. W Karlsbadzie wszystko jest zaokrąglone,
uśmiechnięte, wesołe, dobroduszne i gooatliwe.W Ja­
chimowie służba jest poważna, skupiona i malomówna.
Sekretarze hotelu wyglądają jak - referenci jakiegoś
ministerstwa, kelnerzy przypominają trochę ministran­
tów. Pelen debroduszności jest tylko p. Urban, dyrek­
tor hotelu.
Łazienki jachimowskie są mniej więcej cztery ra­
zy za małe wobec ilości 'kąpiących się. Przy kasie ko­
tłuje się kłąb czekających, świdrujących łokciami są­
siadów, kolejki niema, panowie odpyehają nlabsze pa­
nie i dostają bilety pierwsi; 'Panie silniejsze wymyślają
kasjerce, która nie może nic nikomu poradzić i poci się
wśród różnych gatunków biletów. Obojętny i pogodny
por-tjer rozmyśla o wiemmości na progu po�ze:kalni. Jest
bardzo duszno.; Ale dopiero na dole w łazienkach trze­
ciej klasy dla pań 'zaczyna się istne 'Piekło. Korytarz,
wanny, schody, rodzaj poczekalni w przejściu - wszyst­
ko to stanowi jedną całość, rozdzieloną kolumnami, fi­
ramkarni i innomi przepierzeniami, sięgającemi trochę
ponad głowy kąpiących się. Miejsc siedzących jest oko­
ło 10, reszta osób stoi - półgodziny, godzimę, dwie, cze­
kająe na [{ąJpiel. Wybuchają spory, zawiązują się przy­
jaźnie i nawet odnajdują pokrewieństwa, przeważmie
pomiędzy córami Izraela ze Lwowa, Pragi i Budapesztu.
M �oda, hoża łaziebna, pani Miillerowa, biega jak koło
rozpędowe godzi, pociesza, szoruje wanny, ociera pot,
woła: "Abel' scłrreien Sie doch nicht so, meine Damen l"
wysy.a najniesforniedsze na spacer, żartuje ze zrozp�­
czon ych, aby je ukoić, tłumaczy długo po czesku, że 11l�
trzeba się mvdlić w wannie z radową, wodą, przynosi
pantofle i tak bez końca. W szesnastu kabinach 3-ej
klasy bierze dziennie Icąpiel około stu osób, z których
każda zajmuje kabinę trochę ponad pół godziny! Ozy­
stość podłóg, wanien i ścian jest wzorowa, powietrze -
straszliwie szwankuje.
J achimów - Palast-H otel
1,01' bawi nielieznych podróżnych drugiej klasy i nawet
udziela porad lekarskich. W Ostrowiu już się gimna­
stykują dwie małe lokomotywy i cztery wagony malej
kolejki, nie mogąc widocznie dojść do właściwego
spięcia. Mały pociąg jest nerwowy i popedliwvvoddy­
chanierówno, miewa bicie serca i wapory. Wynika to
stąd, że biegnąc obok szosy przez kilka ludnych miej­
scowości, obawia się przejechać kogoś, a poza tem stąd,
że począwszy od stacji Horni Brand musi iść ostro pod
górę (z 300 metrów na 700 ponad poziomem morza) tuż
u brzegu wąziutkiej krawędzi skalnej, o jakie pięć pię­
ter nad norą, która staje się dlań przepaścią., Mała lo­
komotywka nigdy nie wie, czy �uciągnie pod te góry,
czy utknie pod ciężarem kilku osób ponad spodziewa­
ną liczbę, Utyka, sapie, kaszle, kicha, pluje, gwiżdże na
konduktorów, wołając o ratunek, i wreszcie ciężko wle­
cze sie aż do J aehimowa, witana radośnie przez n iespo­
kojny personel stacyjny.
J achimów będzie kiedyś wielki i wspaniały. Dziś
jest to małe górnicze miasteceko, do 'którego doczepie­
no jedną łaźnię i kilka hoteli. Leży w wąziutkiej szczeli­
nie gór, która wszelako nie ma dna równego, jak dolina
rzeki Teplej w Karlsbadzie, lecz jest tak spadzista, że
pomiędzy jednym końcem J achimowa a drugim j�t ze
150 metrów r6żni·cy poziomu. Ozdobą nowoczesnej czę­
ści Jaehimowa jest wspaniały Radium Palace Hotel,
rzadkiej piękności gmach, zajmujący około jednej pią­
tej szerQ[wści ·calej doliny. Są tam wszelkie nowoc:esn�
wygody, własna o�kiestra, doktór i w�asne łazIenln,
gdzie moe.na, nie wychodząc'z hotelu, używać dobro­
dziejstw radjum.
Mimo te usterki, które wvnikająz; rosnącej popu­
l aI'llOŚ ci Jachimowa, skutki' kąpieli są cudo�wórcze.
Wzma0niają one i o'dżywczo działają na wszystkIe orga­
ny, zwłaszcza na serce. Lec:oone są tutaj ,ciężkie fol'�y
artretyzmu (podagra, 'sercowe cierpienia, z'a przemIa­
na materji, źle gojące się rany, zaburzenia limfatyczne-
•
Z widoków zimowych.
Widok z okolicy Keilbergu
•
		

/Czasopisma_186_01_0387.djvu

			Nr. 20.
W id0k z okolicy te arlsbadu.
Kościół na zboczu Keilberau.
go systemu a wreszcie - przy pomocy naświetlań­
z.ośliwe nowotwory. Widać dużo ludzi cięeko chorych,
nie władających czlonkaani, wycieńczonych. Dla zaba­
wy nikt tutaj nie przyjeżdża, prócz przechodnich tury­
stów. Ci mają obfity mater.ial spacerowy. Sam Jachi­
mów-miasto ma ciekawe muzeum, kilka starych kościo­
łów i kaplic, dużo domków z Ifi-go i 17-go wieku, ko­
palnie uranu i srebra, wreszcie - starą basztę nad mia-
Po kąpieli, wycieczce, obiedzie i powrocie do Ja­
chimowa, podróżny bez zaufania, lecz z rezygnacją wsia­
da znów do kolejki. Migają boki ślicznej, szczeliny ja­
chimowskisj, szumią' sosny, f.jjll'kocą osiki i brzozy; wi­
szą tuż u okien na skałach ogromne poziomki i spóźnio­
ne grona akacyj: schną eianokosy, przewracają się co­
raz to na inny bok po coraz to nowej ulewie. Po szosie
biegną lśniące pudelka samochodów, suną ospale krowy
zaprzężone do fur z sianem, kiwają chustkami dzieci
z podwórek.· Na każdem podwórku stoją cudowne
sztrumowe róże, róże miesięczne opierają się � strzechę
omal nie każdego domu; w sadach widać kojce pełne
białych tuczonych gesi, Baczność, lokomotywa gwiż­
dże, kasz le, kicha, staje; tupocą biegnący konduktorzy,
słychać ikrótki -piisk - najechaliśmy prawie na wóz za­
przężony w gniadego konia. Z wozu zeskoczyli - ko­
bieta i młody chłopak, których otaczają mieszkańcy Wsi
Dolni Bramd. Mijamy ich - widzimy jeszcze, jak mlo­
dv furman trzyma konia oburącz za szyję i klepie go
czule.
o stem na wysokości 850 metrów po nad poziomem morza.
W baszcie mieszka dzwonnik z rodziną, która mu poma­
ga wydzwaniać godziny i niektóre ważne dla górników
chwile dnia. Pokoi na wieży jest cztery, największy
o czterech oknach na górze, skąd jest daleki widok na
miasto i okoliczne góry Kruszcowe (Erzgebirge).
W baszcie mieszka czarny jak smola kot a u dol u wie­
ży koza z dwojgiem koźląt. Stras71na jest na dole studnia
bez okien, dawny skarbiec lub więzienie o głębokości
trzech pięter, strome i spadziste są drewniane schody
prowadzące na górę. W razie pożaru może dzwonnik
z rodziną zejść po pajęczej, żelaznej drabinie, zawieszo­
uej na zewnętrzmej ścianie' ,baszty. O tern wsevstkiem
opowiada szesnastoletnia wesoła córka dzwonnika, sa­
ma bardzo podobna do koźlęcia.
Owiani zapachem siana, zbóż, różanych krzaków
i - niestety, 'zawsze - cygar wracamy na wieczorne pi­
cie wód do Karlowych Waró.w.
Najulubieńsza wycieczka z -Iachimowa prowadzi
na góre Klinowiec (Keilberg), tuż u saskiej granicv, na
wysokości 1280 metrów n. p. m, Widok stamtąd jest bar­
dzo rozległy, tem piękniejszy, im bardziej zasnuty
chmurami, które coraz to 'Się rozsuwają i odslamiają 'co­
raz nowe cuda. MDżna widzieć stamtąd naraz siedem
burz, każdą w innem miejscu, i siedem r óżnych tęcz,
można widzieć saską stronę, Prage., Można widzieć,"
l. K. Iłłokounc«.
ak z okoliccnych lasów wyl8itują male białe chmurki
Jak anioły albo baloniki, aby się połączyć z główną
chmurą, Można także - ja;k 0zyni wielu - widzieć tyl­
]"-0 restaurację bardzo dobrą i grać w niej w karty.
Pl'zed J'estauraCJją stoi starUls,zek górnik, który demon­
f'h'uje wlrusuej roboty kopalnie sr8'bra w pTZekroju.
ICl'()Ici korbą i zaczynają jeździć windy, biegać ludzie
7. ta,czkami, kuć - ludzie z m'ot,]mmi; rur1koczą chorą­
I�wie na święcie gÓl,niczem, pano·wie.v biurze piszą
w grubych księgach. "Czterdzieści trzy lata pracown·
•
I lem w tej kopalni" - mówi z dumą staruszek.
Na Keibbergu
		

/Czasopisma_186_01_0388.djvu

			Nr. 20.
8
REGINA REIOHER6WNA.
SWIECA
MADONNY
neeki ku Kapitolowi. ,W dole leżały ciche opustoszale
uliceki Forum Romanum - słońce grzało odłamy kolo­
salnyoh portyków, wałęsało się po murawie upstrzoned
białemi kwiatkami stokrotek. Za zakrętem ulicy, tam
gdzie kończyły się domy i droga biegła między dwiema
ścianami muru ocienionego przez smukłe czarne stożki
cyprysów, było coraz ciszej i COTaz odludniej. W rpew­
nem miejscu mur ,ginął, a droga rozwidlała się w kilku
kierunkach. W małym zupełnie teraz pustym ogródku
stal pod cyprysami rząd drewnianych stołów, na nie­
których leżały jeszcze czerwone kratkowane obrusy.
W głębi widać było kamienny budynek z obdrapanvrn
szyldem "osteria". Zmęczony wędrowiec rzucił na ja­
kiś stół teczke z papierami, obok położył ostrożnie ter­
rakotowa Madonnę. Ozarna, kretowi osa dziewczyna
postawiła przed nim seklany dzban Frascati, a potem,
krążąc koło sąsiednich stolików, patrzała z podełba, jak.
forestiere kreślt coś ołówkiem na malym skrawku pa­
pieru. Mógł pisać wiersze, albo list miłosny. Wyglą­
dał na Iczłowieka,z którym trudno będzie nawiązać roz­
mowę. N�ld nie potrrufiłby 'Powiedzieć, W jnki sposób
znalazła się przy jego stoliku. Tam, skąd signorę przy­
[echał, rnuai być bardzo zimno. Oz,y tam są także koś­
cioły� Profesor był a:ntYklle,ry1kalny i to pytanie wziął
za wycieczkę osobistą. Czy takie piękne j,ruk we 'Wło­
szech � - pomyślał, że okolice Rzymu nie nadają się do
pracy naukowej.
Młody profesor filołogji obejrzał się za własną po­
stacią, odbitą kilkakrotnie w podłużnem oknie jaikiegoś
sklepu. Kobiety posyłały wesoło spojrzenia cudzoziem­
cowi, który pędził ulicą, potr-ącając niegrzecznie prze­
chodniów. Przez Corso wiał teraz wesoły powiew wio­
sny, czarnv lakier samochodów i dorożek zdawał się to­
pnieć w słońcu. Spiętrzone na rogach ulic stosy tuli-
, panów, konwalij, żółtawych obwisłych róż, ogromne ko­
sze kwiatu pomarańczowego pachniały w ciasnych zauł­
kach, przeglądały się w wodach fontanny 'I'revi, biegly
w górę ku Monte Pincio po monumentalnych schodach
Piazza d'Espagna. "Wygląda tak, jrukgdyby ci ludzie
handlowali tylko kwiatami" - pomyślał uczony, zły,
że nie udaje mu się skupić uwagi na jakiemś bardzo po­
ważnem zagadnieniu.
W ręku miał małe tekę, wypchaną materjałaani
do pracy "Ol religijności ludów łacińskich". Był to mło­
dy, sumienny profesor, który nie zdążył jeszcze utracić
wiary w rezultaty wlasnvch badań. Nawet zwykłą ga­
zetę, kupioną u mrukliwego sprzedawcy koło poczty,
czyta] przez pryzmat 'zakurzonych orzeczeń flamlnów.
Twierdził, że starożytni Rzymianie nie marzyli nawet
o osobowem pojmowaniu bóstwa, chrześcijaństwo zaś
wiernie przechowało abstrakcyjną i d e j ę r e l i g j i
rzymskiej. Kiedy mu cytowano średniowieczue zbiory
legend, pełne wzruszających opowiadań o świętych,
Matce Boskiej i Chrystusie, odpowiadał, że jest to nad­
budowa, nie mająca nic wspólnego z odwieczuemi tra­
dycjami rasy łacińskiej. Legendy o świętych pisali za­
konnicy w klasztorruch niemieckich i angielskich, przy­
chodnie ze 'Vschoctu i z dalekiej póhwcy. SztulCl� wło­
ską trzeba bylo włączyć do zupełnie innej gl'UPY zagad-
- Wszystko jedno, panie, gdzie się miesz!ka - pOf­
wiedaiala w końcu, omiatając n�yto stolik niewyraźne­
go koloru ścierką - mężczyźni są wszędzie jednakowo
źli.
- A ty co wiesz o mGżczyznach� - zaniepokoił się
nrugle profesor. W tej chwili ogarnął go nierpokonany
wstręt do brudnej blu2'.ki, brudnej ścierki i szerokich
zwierzęcych oczu d:ziewczyny.
• nień. Wiedział dobrze" że jes,t to naj trudniejszy punkt.
jego teorji.
Przypomniał sobie terrakotową MaclonllQ, którą
zrana po drodze do bibljdteki odkrył w bruduej· anty­
kwarni na via Babuino. Kupił j[t, bo mu przypominała
cudowny obraz z nawpół zrujnowanego �{QśGi(}la jakiejś
romańskiej mieściny. Był tam przed kilku laty. Na'
placyku przed kościołem rosly kasztany, a pod braml\
kulawy żebrak obliczał wczorajszą jałmuim(}. Madollna
trzymała w jednej ręce Dzieciątko, w drugiej zaś pęk
trawy i kwiatów, ·oczyma pokazywala kwiaty małmnu
J ezuskowi. Antykwarjusz lIie chciał ani groHza' 0l111Ś­
Clić ze śłonej ceny pięciuset lirów. Sam l:"ucc1;l della
- Per charita - westchnęła - moją 'siostrę tak
jeden Niemiec otumanił, że jej już pOltem nic nie pomOI­
g'o. Nruprzód był dobry, kupował jej -qibrrunie, buciki,
perfumował ją jaJk jruką;ś sig11'0rę. Potem, kiedy wy je­
ehał, p o v e r i n 3J z tęsknoty umarła. Duszę dla niego
sil'ruciła.
/
l
- A ty się w kimś kochałaś� - mruknął profe­
sor, kreśll:\ic C0'Ś w swoieh notatkruch. Czekał sp·ok0'jnie
na odpowiedź. Wirudomo było,· że się wszys.1Jkie,go dbwie.
I
- Ja - mówiła, majstrujl:\iC ,ciągle koło zupełnie
H0'bbia - mów.ił - nie ma piękniejszej emalji.
- już urprzątniętego stoli:ka - miałam niedawno bardzo
Profelsor nie potrafił tego dnia wytrz.ymać pr7.y
st0'liku, zarzuconym ciemno-oprawnemi tomami. Zro­
zumiał teraz, co się dzieje w duszy ucznia, który pod
podręcznikiem s'zllmlnym ch0'wa zakazruną 'książkę. My­
ślał Q clohy·cn ulicach romański ego mi.rusteczka i o pi­
njach na falist"YIch równinach Kamp.anji. Terrakoto'wa
Madonna zepsuła mu cały dzień pracy.
wielkie zmartwienie. Mój nal1zeczorny, gałgam, porzucił
mnie. P o,j echał do Francjli, A niech mu ta 'Zagramica
bokiem w:ylezie. Poszłam do !kościoła i chcial,am pplsta­
wić świecę Mrudon:nie. Ale haba za świe1cę chci,ala przy­
najmniej lira, a ja nie miałaJm anice'lltesima w Ikieszeni.
W chodzę do kościoła, patrzę, może się znajdzie ktoś zna­
jomy, to mi pożyooy. Aż tu idzie pr;zez kaplicę jakaś
Angielka, w ręku ma świecę, rozgląda się na	
			

/Czasopisma_186_01_0389.djvu

			!)
Nr. 20.
wie co z nią zrobić. W'lmńcu, kiedy jej się zdawało, że
nikt nie patrey, położyła świecę na ławce i sama gdzieś
poszła. Ja wtedy hyc do ławki, wzięłam świecę i dałam
księdzu. Jak pan myśli, czy to pomoże'i
- 'Napewno chce coś ściągnąć - pomyślał. Po­
stanowił wyj.Ść na cały dzień z domu. Ale ubi er a:nie za­
jęło mu dziś mase czasu. Około południa zastukał ktoś
do drzwi. Proszę! - zawolał profesor, którv właśnie po
raz trzeci odczytywał poranną gazetę. Był przekonany,
że to służąca przyszła sprzątać pokój. Mylił się jednak.
W korytarzu stała mała kelnerka z wcsorajszei osterji.
Z pod zgrabnego kapelusika patrzało ze strachu dwoje
eearnvch wilgotnych oczu, zaduża suknia opadała
z dziecinnych jeszeze ramion.
W tej chwili siedziała już na stole. Nie wiem -;­
burknął profesor, nie przerywając swojej pisaniny -
uważaj tylko, żebyś mi nic nie stłukła.
- Bo ja talk myślałam: nie wiadomo, komu teraz
pomoże 'Matka Boska, mnie czy Angielce, Ale może jej
się pomiesza i wkońcu da mi tego pana Angielk i. Kto
wie ...
- Proszę cie wejdź. - Niewiadomo czemu ogarnął
go dobry humor. Pomyślał, że jej oczy tak wyglądają
jatkgdyby chciały połknąć wszystko, nawet trójkątną
smugę kurzu, która wpadała teraz do pokoju przez pół­
otwarte okno.
- 00 ty pleciesz! - ta szczególna teolo'gjazaczę­
la go wyprowadzać z równowagi. - A wogóle z iedżaj
stąd,
Stoluk niezbyt pewnie postawiony zachybotał przez
chwilę w powietrzu i z trzaskiem runął na ziemię. Złote
strugi Frruscati zalały garść rozrzuconych po ziemi pa­
pierów. Z małej Madonny zostało tylko kUka koloro­
wych skorup.
Położyła na stole biało-niebieski majolikowy obra­
zek, jedną z tyoh tanich reprodukcyj, jakie masami za­
legają sklepy Florencji i Rzymu. Profesor nawet nie
spojrzał w tę stronę. J aikże się masz � - zapytał.
- . Niech się pam nie gnierwa - prosiła dziewczy -
na - na książce nie będzie śladu, a to ... to ... - mówiła,
zbierając okruchy po terl'akotowej Madonnie - napew­
no da się skleić ... Jutro panu przyniosę do domu ...
Pokój był pełen słońca, Od Pincio, od ruchliwego
placu Barberini szedł zapach mimozy i tulipanów. N a­
przeciwko zaczęto rozkładać na oknach pomidory do su-
szenia. •
Nazajutrz profesor obudzlł się jruk zwykle w wą­
skim, dłU!gim pokoju, którego okna wychodziły na cia­
sną i hałaśliwą uliczkę. Nruprzeciwko tl,zepano już dy­
wany i rpodlewaJllo kwiaty. Przypomrri'alo mu się naraz
wS1zystko: Madomna, ł'zy małejl kelnerki, ,smutny powrót
do ,domu corazohłodniejszą via S-ta Sabina. Nie mógł
sobie teraz darować,że podał dziewczynie flIdres pen­
sjonatu.
Szorstka, niciana rękawiczka otarła się o twarz fi­
lologa. Poeałunki małej Ikelnerld były jaJk ró<że, które
dziewez(}ta w słoneczny por3im�k kładą dOi stóp Madon­
ny. Zdawało mu się, że ma twarz schow3lną W wie,1kim
bukieoie kwiatów. Poczuł w ustach .słony smak łez.
-To wszys:1Jko świeca Madonny - mówiła głosem
przerywanym od płaczu. Biedna Angielka.
PIOTR VILLETARD.
PAŃSTWA
BILLE
RODZINA
(20
wiąc tu o temacie, poruszonYm przez Severin'a) pozo­
staje mi jedynie określić, czy moje indywiduum odczu­
wa poezję otoczenia. A jest ono, trzeba to przyznać,
nader harmonijne. Mówię tu o was, szanowne palLle.
- Ph! - mówi wreszcie pan Bille - ph, mój dro­
gi Severin, kwest ja jest dość skomplikowana. Panie
pozwolą - otwieram dyskusję.
Suknie szeleszczą. Niebo z minuty na minutę
- 00 za npl'7.ejmość - wzdycha pani Revel'in.
Pan Bille uśmiechnął się. Uśmiech ten utonął
'w cieniu.
wzbogaca się barwami. Kilka drzew utonęło w cieniu ...
Pan Bille opiera się łokciami o stół.
Milczenie. A potem:
- Pozostajemy zawsze pod wpływem swego oto­
czenia. Pochodzi to stąd, że właściwie bTakuje nam
prawdziwej osobowości. Jesteśmy zwierciadłem, odbi­
ciem, konglomeratem - czem państwo chcą wreszcie.
- Niestety, szczerość moja nie pozwala mi na
odegranie przyjemniejszej roli. Niedarmo musiałem
narzucić swojej duszy kierunek przeciwny jej zamiło­
waniom. Uwielbiam poetów. Ale ich nie przeceniam.
Poezja jest jedynie gestem. StaTam się wyrażać
zwięźle.
- Dziękuję stokrotnie - odrzekła pani Oonseil.
- Nie rozumiesz o co chodzi -- mruknął kapitan.
Kilka "ach, ach!"; pan Dubosc pokiwał głową�
Nie był pewien, czy zrozumiał należycie, jednak powie­
dział:
Pan Bille ciągnął dalej:
- Reagujemy w rozmaity sposób... Są rozmaite
rodzaje... Moja zdolność odczuwania różni się od wra­
�liwości głupca.
- Bille, mój przyjacielu, jesteś nadzwyczajny!
Pan Bille ciągnął dalej:
- Oczywiście - rzuca pan Dubosc.
- A więc - ciągnie pan BillB - w danym wy-
- Jest to podstawą mojej filozofji. Nie' myślcie
jednak, że filozof ja moja opiera się na Spinozie.
padku zechcą panie śledzić bieg mego rozumowania -
w danym wypadku pozostaje nam jedynie określić (mó-
- Ach, ci Włosi! - szepce kapitan Oonseil.
		

/Czasopisma_186_01_0390.djvu

			io
Nr. 20.
. I
Pan Bille uśmiechnął się, pomijając tę uwagę:
Cytowal "Lac", "Pelican", "Confitul'es"... Dzięki
zapadającej nocy wiersze te nabierały specjalnego zna­
czenia. A potem mówił o moralności utylitarnej.
l natychmiast w dyskusji wyłonił kilku chłodnych,
opanowanych, szanownych panów, których nazwisk
v" Pont - sur - Loir nie słyszano dotychczas: Spencer,
Stuart - MilI, H ume, Adam Smi th... N azwiska te, wy­
mawiane prawidłowo, zyskaly panu Bille niemała sla­
We). Zresztą ludzie ci musieli być bardzo nudni. Pro­
wadzili jakieś zawikłane spory, zwalczali się nawza­
jem ...
- Tak, moi naj drożsi, upewniam was. Nie stoję
n. ( nej platformie. Jestem sobą, jestem sam!
Wyprostował się. WszYSCy utkwili w nim wzrok.
Pan Bille wyolbrzymiał nagle w ich oczach. Nagle
głos jego złagodniał.
- Widzicie - mówił - jak to wszystko plecie się
ze sobą! Opanowuję swoją wrażliwość. Oddaję ją na
usługi ludzkości. Będąc dobroczynnym, staram się za­
chować instynkt samozachowawczy. Dobry Boże! Prze­
cież to właśnie jest tajemnicą moralności! Materjalnie
i intelektualnie dążmy do udoskonalenia swego je­
'stestwa. Bądźmy ludźmi czynu! Precz z marzeni-rn->
przedewszystkiem precz z marzeniem.
Katarzyna raz jeszcze pochyliła nad szklankami
stary, kryształowy dzban flamandzkiego piwa. Z roz­
koszą wchłaniano. w siebie wiedzę i lodowaty napój.
Kilka osób utkwiło oczy w Wóz Dawidowy. Wreszcie
pan Bille umilkł. Powstał z miejsca. Obecni gotowi
byli uwierzyć, że uniesie się w powietrze i poszybuje
ku nieskończoności. Pan Dubosc oparł się o poręcz
krzesła. Wziął synka na kolana. Delikatnie łechtał je­
go uszki. Wreszcie odezwał się:
Potakujące pochylenie głów.
- A przedewszystkiem nie zapominajmy ,,- tu
głos jego się załamuje - że jesteśmy cząstką bóstwa.
Nasze gesty, nasza mowa jest mową i gestem Boga.
Pan Dubosc woła:
•
- Ogromnie mnie to zainteresowało!
Pani Conseil:
- Moje dziecko, przypat;rz się dobrze temu czlo­
wiekowi i staraj się być kiedyś do niego podobny.
- Coś podobnego!
- Ale - tu pan Bille podniósł palec - gdy po
/
Wrażenie było piorunujące. W szyscy zamilkli.
śmierci połączymy się z ową doskonałą istotą - pamię­
tajmy, że zależnie od naszej inteligencji i cnót zajmie­
my w niej ważniejsze lub podrzędniejsze miejsce (in-
Slowik błogosławił ciszy ...
Rozdział XIII.
,
telektualnie, oczywiście)."
Uśmiechy.
POLITYKA.
- Mam wrażenie, że moja substancja zleje sic
Pan Bille rozerwał opaskę i zawołał radośnie:
z mózgiem Boga.
- Trzy głosy:
- Ach, ach! Liebert podał się do dymisji! Prze-
nosi się do nas. Pomyślna wiadomość.
- Dlaczego I .
- Oczywiście!
- Inne substancje ... naprzykład substancja pani
- Wybory.
Fifre, praczki. ..
-PhI
Tuzin śmieszków zatrzeszczało:
- Niema żadnego "ph"! To przemily chłopak.
- Ach, ten Bille, cóż to za dowcip!
Znałem go przed dwudziestu laty. Walczyliśmy za te
same ideały. Co za entuzjazm!
- Inne substancje zleją się z podrzędniejszemi or-
ganami. Co się tyczy piekła ...
Pani Bille wzrusza ramionami. Nożyczki jej kra­
ją sztuczkę płótna. Pan Bille rozłożył "Postęp". Wy··
jął ołówek, podkreślił kilka zdań. Następnie spojrzał
w ogród. Słońce stało nieruchomo .. Zlota jego tarcza
podnosiła się w górę ruchem prawie niedostrzegalnym.
Pan Bille miał wrażenie, że słyszy kroki Czasu. Rzucił
okiem na prawo, na piec, na olbrzymią stertę dzienni­
ków. W spomnienie dwu ostatnich miesięcy drażniło
mu gardło, jak smak kwaśnego wina. Stronnictwa
zwalczały się nawzajem. Walka ta była zażarta. Spoj­
rzał W słońce. I wyobraził je sobie - poruszające się
z największą szybkością, w gorączkowym pośpiechu
ostatnich dni. Liebert przyjeżdża! Wspaniała pomoc!
Słońce cofnęło się ... Przypomniał sobie dzieciństwo -
ponure, dżdżyste; zadania szkolne i rekryminacje ...
Kraj jęczał pod tyranją Cesarstwa. Miał lat szesna­
ście. Walczono nad granicą, Wołał: - "Pozwólcie mi
wziąć karabin! Chcę się bić! Jak -żolnierz Marie-
Szmer, suchy trzask wachlarzy, pokorne "błagam
pana!" unosi się pod gęstwiną liści, jak stado spłoszo­
nych ptaków. Te panie obawiają się, by nie obrażono
dogmatów wiary. Panowie uderzają pięścią w stół:
- Mów pan dalej, panie Bille, mów pan dalej.
Pan Bille ominął nieporozumienie.
. - Drogie panie, szanuję wasze przekonania.
Zresztą, zgadzamy się w kwestjuch najwyższej wagi:
istnienie Boga, nieśmiertelność duszy ...
Ktoś westchnął z ulgą, ktoś inny pochylił się
z wdzięcznością. Z Bille'm zawsze dochodzi się do po­
rozumienia.
Skończywszy z ogólnerui zagadnieniami, pan Bille
przystąpił wreszcie do jądra sprawy. Opowiedział hi­
storję swojej młodości, studiów, walki, które staczał
z własnem sumieniem.
•
- Tak, moje panie, jakaś nieprzeparta siła pocią­
gała mię ku poezji. Umiałem się jej oprzeć. Obietni­
ce sławy poświęciłem dla dobra rodziny. A jednak
w poezji...
Louisa!"
(D. c. n.).
		

/Czasopisma_186_01_0391.djvu

			li
Nr. 20.
A. KUPRIN.
I
BRANSOLETA
z
GRANATOW
(T'Iumacz yla L. M.)
(L. van Beethoven 2 son. (op. 2, Nr. 2) Largo "Appassionato).
(1
vV polowe sierpnia, jakoś na nowiu, rozpoczęła
się okropna: pogoda, jak to bywa na północnym brzegu
Czarnego morza.
II.
Poza tem był to dzień jej imienia - 17 września.
Z miłych, dalekich wspomnień dzieciństwa zawsze lu­
biła ten dzień i oczekiwała odeń czegoś cudownie szczę­
śliwego. Mąż jej, odjeżdżając rano z powodu pilnych
interesów do miasta, położył na stoliku przy jej łóżku
pudełko z prześlicznemi kolczykami o podłużnych pe­
rłach i ten podarunek budził w niej jeszcze większą
radość.
Całemi dniami nad ziemią i morzem wisiała gęsta
mgła, zaś ogromna syrena na latarni morskiej ryczała
wtedy jak wściekły byk. To znów padał przez cały-dzień
bez przerwy drobny, podobny do wodnego pyłu, desz­
czyk i zamieniał gliniaste drogi i ścieżki na gęste bło­
to, w ktorem grzęzły wozy i karety. To 'znów huczał
od północozachodu od strony stepów okrutny huragan;
szczyty drzew chwiały się, uginając i prostując konary,
jakby podczas burzy, żelazne dachy will grzmiały po
nocach i zdawało się, że ktoś biega po nich w podku­
tych butach; ramy okien drżały, drzwi tJ;zaskały i coś
dzi ko 'wyło w kominach.
Była sama w całym domu. Jej brat Mikołaj, ka­
waler, zastępca prokuratora, który zwykle mieszkał
z nimi, wyjechał także do miasta, do sądu. Na obiad
mąż miał przywieźć kilku najbliższych znajomych. Sta­
ło się dobrze, że imieniny wypadły podczas pobytu na
letnisku. "W mieście trzeba byłoby wydać wielki wy­
stawny obiad, może nawet bal, tu zaś, na letnisku, moż­
na było urządzić wszystko jak najtaniej.
Kilka łodzi rybackich zabłądziło w morzu, dwie
z nich nie wróciły wcale: po tygodniu morze wyrzuciło
trupy rybaków w różnych miejscach brzegu.
Księże - Szein, niezależnie od swego stanowiska
społecznego, a może z powodu niego, ledwie mógł zwią­
zać koniec z końcem. Jego ogromny rodzinny majątek
był prawie zrujnowany przez przodków, a żyć trzeba
było ponad poziom - przyjmować, dawać ofiary na
dobroczynność, dobrze się ubierać, trzymać konie i t. d.
Księżna Wiem, której dawna namiętna miłość do mę­
ża przeszła już w uczucie mocnej, wiernej i prawdziwej
przyjaźni, starała się wszelkierui siłami dopomóc księ­
c-iu w uniknięciu zupełnej ruiny. W ·wielu rzeczach od­
mawiała sobie, kiedy tego nie spostrzegał, i, o ile to by­
lo możliwe, robiła oszczędności w gospodarstwie.
Mieszkańcy podmiejskiego uzdrowiska morskie­
go, przeważnie Grecy i Żydzi, lękliwi i przywiązani do
życia jak wszyscy mieszkańcy Południa - pośpiesznie
wracali do miasta. Po rozmiękłej szosie ciągnęły bez
końca ciężarowe wozy, naładowane domowemi sprzęta­
mi: materacami, kanapami, kuframi, krzesłami, umy­
walniami, samowarami. Nędzny, smutny, i wstrętny
widok przedstawiał po przez mętny muślin deszczu ten
mizerny dobytek, który się wydawał zużyty, brudny
i ubogi. Te pokojówki i kucharki, siedzące wysoko na
wozie na mokrym brezencie z jakiemiś żelazkami, bla-
I
szankami i koszykami w ręku; te spotniałe i bezsilne
Teraz chodziła po ogrodzie i (Jstrożnie ścinała no­
życzkami kwiaty do ubrania stołu. Klomby już nieco
opustoszały i wyglądały nieporządnie. Kwitły jeszcze
różnobarwne pełne goździki i lewkouje okryte nu­
wpół kwiatami, nawpół cienkiemi zielonemi strączka­
mi z zapachem kapusty, krzaki różane dawały jeszcze,
po raz trzeci tego lata pąki i kwiaty, ale drobniejsze,
mniej obfite, jakby zwyrodniałe. Za to kwitły dumnie,
pełne chłodnej pychy i piękności georginje i astr y, roz­
lewając naokół w łagodnem powietrzu zapach jesienny,
zielny, smętny. Inne kwiaty, po okresie cudowne] mi­
łości i nadmiernie hojnego letniego macierzyństwa, ci­
cho sypały na ziemię \niezliczone ziarna przyszłego
życia.
konie, które co chwila stawały, drżąc, i robiąc bokami
w obłokach pary; ci woźnice, którzy kłócili się ochryp­
łym głosem, OWllllęci od deszczu IV rogoże. Jeszcze
smutniej wyglądały opuszczone wille z ich nagle po­
wstała rozległą pustką i nagością, Zniekształcone
klomby, rozbite szyby, opuszczone psy i wreszcie śmie­
ci, składające się z niedopałków, papierków, skorupek,
pudełek i flaszeczek po leka,1"stwach.
-1
Na początku września pogoda zmieniła· się nagle
i nieoczekiwanie. Odrazu nadeszły ciche dni bez
chmurki, jasne, słoneczne i ciepłe, jakich nie było na­
wet w lipcu. Na wyschniętych, zżętych polach, na ich
kłującej szczecinie zabłyszczały jesienne pajęczyny.
U spokójone drzewa traciły pokornie i bez hałasu swe
żółte liście.
Niedaleko na szosie rozległy się znajome dźwięki
samochodowej trąbki. To zajeżdżała siostra księżny
Wiery - pani Anne Friesse, która obiecała rano przez
telefon, że przyjedzie pomóc siostrze w przyjmowaniu
gości.
Księżna Wiera Szein, żona marszałka szlachty, nie
mogła opuścić letniska, bo ich domu w rmesere nie
skończono jeszcze odnawiać. I teraz cieszyła się prze- .
cuduemi dniami, ciszą, samotnością, czystem powie­
trzem, szczebiotem jaskółek, gromadzących siEl przed
'odlotem na drutach telegraficznych, i łagodnym slo-
Dobry słuch nie zawiódł Wiery. Poszła na spo- I
tkanie. Po kilku minutach u bram willi stanęła ele­
gancka samochodowa kareta i szofer, zeskoczywszy
zgrabnie, otworzył drzwiczki.
nym wietrzykiem, który ciągnął od morza.
		

/Czasopisma_186_01_0392.djvu

			12
Nr. 20.
,
Siostry ucałowały się radośnie. Od naj wcześniej- .
szego dzieciństwa kochały się ciepłem i tkliwe m uczu­
ciem. Z wyglądu były dziwnie niepodobne do siebie.
Starsza, Wiera, była podobna do matki, pięknej An­
gielki, miała wysoką, smukłą postawę, delikatną, ale :
chłodną i dumną twarzyczkę, piękne choć dosyć duże
ręce i tę czarującą linję ramion, którą się widzi na sta­
rożytnych miniaturach. Młodsza, Anna,_ odwrotnie
odziedziczvia krew mongolską ojca, księcia tatarskie­
go, którego dziad ochrzcił się zaledwie na początku XIX
wieku i którego starożytny ród pochodził od samego
Tamerlana czy Lang - Temira, jak nazywał z dumą po
tatarsku jej ojciec tego wielkiego przelewce krwi. By­
ła o pół głowy niższa od siostry, trochę za szeroka
w ramionach, żywa, lekkomyślna i złośliwa. J ej twarz
C' wybitnie mongolskim typie z wystającemi kośćmi
policzkowemi, z wąziutkiemi oczami, które wciąż mru­
żyła z powodu krótkiego wzroku, z dumnym wyrazem
maleńkich zmysłowych ust, szczególnie nieco wysunię­
tej naprzód dolnej wargi - ta twarz jednak czarowała
jakimś nieuchwytnym i niezrozumiałym wdziękiem,
który tkwił może w uśmiechu, może w głębokiej kobie­
cości rysów, może w mimice, pełnej zalotności i finerji.
J ej urocza brzydota budziła i pociągała mężczyzn
o wiele częściej i mocniej, niż arystokratyczna pięk­
ność jej siostry.
rakterze filantropijnym i mając tytuł kamer-junkr-a,
Męża nieeierpiała, ale miała z nim dwoje dzieci-c-chłop.
ca i dziewczynkę; więcej dzieci postanowiła nie mieć
i nie miała. 00 się tyczy Wiery, ta namiętnie pragnę­
ła dzieci i zdawało jej się, że im więcej, tern lepiej, ale
nie miała ich i tylko w gorący i chorobliwy sposób
ubóstwiała ładne anemiczne dzieci młodszej siostry,
zawsze grzeczne i posłuszne, o bladych, trochę nala­
nych twarzyczkach i lnianych włosach, ułożonych
w pukle jak u lalek.
Anna składała się cała z wesołego bezładu i mi­
łych, nieraz dziwnych sprzeczności. Chętnie oddawała
się najbardziej ryzykownemu flirtowi We wszystkich
st.olicach i miejscowościach kuracyjnych Europy, ale
nigdy nie zdradziła męża, którego jednak wyśmiewała
z pogardą w oczy i za oczy; była rozrzutna, pasjami lu­
biła hazard, tańce, mocne wrażenia, jaskrawe widowi­
ska, chodziła zagranicą do podejrzanych kawiarni, ale
jednocześnie była pełna hojnej dobroci i głębokiej
szczerej pobożności, która ją zmusiła do tajemnego
przyjęcia wiary katolickiej. Miała niezwykłej piękno­
ści plecy, piersi i ramiona. Idąc na wielkie bale, de­
koltowała się ponad granice, które zakreśla przyzwo­
itość i moda, ale mawiano, że poniżej głębokiego wy­
cięcia nosi włosiennicę.
Wiera była surowo prosta, ze wszystkimi uprzej­
ma, ale chłodna, wyniosła, niezależna i po królewsku
Była żoną bardzo bogatego i głupiego człowieka,
który nic nie robił, należąc do jakiejś instytucji o cha,
spokojna. (D. c. n.).
ŻYCIE I PRACA
rakterze słuchaczek nadzwyczajnych, o ile przy egza­
minie wstępnym wykażą potrzebny stopień rozwoju
umysłowego. Słuchaczki nadzwyczajne mają prawo
do składania przepisanych egzaminów i otrzymywania
dyplomów ..
SZKOŁA PRACOWNIC SPOŁECZNYOH.
Z pośród licznie powstających szkół zawodowych
różnego typu, wymieniona w nagłówku budzić musi
Program przewiduje jeszcze jedną kategonie słu­
chaczek: osoby pragnące korzystać z poszczególnych
wykładów; mogą one być przyjęte w charakterze hospi­
tantek.
największe zainteresowanie. Oddawna już bowiem wy­
czuwało się, że w pracach społecznych t. zw. "dobrą wo­
lą" czyli dyletantyzmem i improwizacją dalej jechać
nie można. Potrzeba sił wyszkolonych, fachowych,
przygotowanych wszechstronnie do swego zadania wy­
stępowała coraz wyraźniej.
Opłaty dla słuchaczek zwyczajnych i nadzwyczaj­
nych wynoszą: wpisowe jednorazowe 20 zł., opłata mie­
sięczna 60 zł. Hospitantki płacą 20 zł. wpisowego oraz
20 zł. za jedną godzinę tygodniowo.
W roku bieżącym Polska Macierz Szkolna orga­
nizuje w Warszawie szkołę, której zadaniem będzie
vrzygotowanie: sekretarek instytucyj społecznych, in­
struktorek pracy oświatowo-społecznej, hibljotekarek,
pracownic bibljotek i urzędniczek służby społecznej.
Wpisy rozpoczęto i trwać będą do 10 września.
Szkoła jest koncesjonowana i subwencjonowana
przez Państwo i posiada prawa publiczności.
Kurs nauk jest dwuletni, rok szkolny podzielony
na 2 semestry: zimowy i letni, i trwa od 15 września
do 30 czerwca. Do szkoły, w charakterze słuchaczek
zwyczajnych, przyjmowane są osoby, mogące wykazać
się co najmniej świadectwem z ukończenia 6 klas śred­
nich zakładów naukowych. Po ukończeniu szkoły i zło­
żeniu przepisanego egzaminu, słuchaczki otrzymują dy­
plomy, uprawniające do objęcia odpowiedniego stano­
wiska.
Wykłady ogólne obejmują: 1) wychowanie oby­
watelskie, 2) podstawy obowiązującego prawa (cywil­
nego, handlowego i karnego), 3) opieka społeczna,
4) współdzielczość, 5) ekonomia polityczna, 6) orga­
nizacja pracy, 7) rodzina z punktu widzenia społęcz­
nego i prawnego, 8) higiena kobiety i dziecka, 9) hi­
gjena społeczna, 10) histor-ia nowoczesnej kultury,
11) zasady biurowości i księgowości, 12) nauka pisa­
nia na maszynie i stenografii, 13) Lektorat języka an­
gielskiego i francuskiego,
Osoby, nie posiadające świadectwa z ukończenia
6 kl. szkoły średniej, mogą być przyjęte na kurs w cha-
		

/Czasopisma_186_01_0393.djvu

			'13
Nr. 20.
budzącej się miłości; tymczasem jest to tylko zwyczajny,
farbowany tanim eterem Owocowym, cukierek. ł'omylił
się pan Nicodemi i tym razem także, sądząc, że ma pra­
wo sięgać do tych dziedzin ludzkiej istności w której za­
czyna się myślenie, i to jeszcze myślenie chorobliwe.
Jeden ze znakomitych pisarzy teatralnych polskich, je­
den z najlepszych znawców teatru, stwierdził w swojej re­
cenzji, że sztuka Nicodemiego są to Ibsenowskie "Upiory"
na wesoło. Autorka słów niniejszych miała to samo wra­
żenie na premjerze, Ta zbieżność pojęć jej ze słowami
wielkiego pisarza dodaje wiary w prawda tych słów.
Oprócz wykładów ogólnych wykładane będą
przedmioty specjalne dla poszczególnych zawodów.
Konferencje dyskusyjne, zajęcia praktyczne, wywiady,
statystyki, zwiedzanie i praca w zakładach dopełniają
programu.
N adto obowiązkową jest praca w instytucjach spo-
łecznych.
Radę opiekuńczą stanowi specjalne Koło P. M, S.
wraz z przedstawicielami władz państwowych l insty­
tucyj społecznych.
Nasuwa się uwaga, że opłaty, jak na instytucję
. mającą subsydjum państwowe, są za wysokie. Uderza
to zwłaszcza w zestawieniu z państwowemi szkołami
zawodowemi, gdzie opłata za naukę wraz z internatem
wynosi 60 zł. miesięcznie. Jest więc rzeczą pilną, b �T
Państwo zakładać zaczęło szkoły podobnego rodzaju dla
osób, nie mogących płacić po 600 zł. rocznie za samą
naukę, a wśród których znaleźć się mogą jednak sily
bardzo w pracy społecznej cenne.
WYSTA W A JEDWABNICZA W WILNIE.
Tow. Popierania Jedwabnictwa w Polsce, na któ­
rego czele stoi p. doktorowa Makowska, urządsito dzia
jPdwabnictwa przy wystawie ruchomej prób i wzorów
przemysłu krajowego.
Wystawa ta, podróżująca nieustannie po kraju,
zatrzymała się w Wilnie na okres uroczystości korona­
cyjnych Obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej. Pokaz
jedwabniczy trwał od 25 czerwca do 10 lipca, budząc
powszechne zainteresowanie. Wystawiono gabloty
z rozwojem jedwabnika, dziurkowane popisy, próbki
tkanin jedwabnych, pończochy i t. d. Tnformacyj wy­
czerpujących udzielała osobom zainteresowanym orga­
nizatorka działu jedwabniczego, p. 'F. Sierzputowska.
C-r.
Z TEATRÓW
Teatr Narodowy! "Madonna", komedia w 3 aktach
Dario Nicodemiego, przekład M. Boni.
Jeżeli klinika psychjatryczno neurologiczna może
bvć tematem komedjowym, to nawet i wtedy pan Nicode­
mi nie osiagnąl swego założenia. Ponury pałac jakichś
półdożów czy pólpodestów włoskich, przedzlel ony kratą na
pól, z jednej strony której chodzi osoba chora na melan­
chol ie, a z drugiej histeryk, który conajprędzeJ powinien
by być zbadany przez Freuda - nie jest terenem szczęśli­
wie wybranym z bogatej dziedziny chorób neurologiczno­
psychicznych. Lepiej może byłoby pokazać chorego idjo­
tę z wielkiem wolem, albo KOgOŚ w stanie man iakalnvm
kiedy "ciągły uśmiech na twarzy i liczne żartobliwe ruchy
wskazują na wesoły nastrój pacjenta. Zły wybór tematu
decyduje u autorów, którzy tylko tematem żyją, ocalej
wartości psychicznej ich utworu.
1
T eair; Narodowy "M adJolruma" .
Zohorska w roli p. Acciardi.
! .
Proszę sobie wyobrazić lady Macbeth grającą na
fortepianie, a króla Lira pudrującego sie przed występem
bokserskim. Oto jest sposób, który wydaje się Nicode­
ruiemu nowoczesnem ujęciem starych problemów. Ze ktoś
obłąkany i ktoś chory nie jest dzisiaj tak straszny dla lu­
dzi jak to było dawniej, to nie polega to bynajmniej na
zmniejszeniu wagi jego cierpień. Polega to tylko na tern,
że naog ól sprostaczeliśmy i uczucia rodzinne, oraz wogó­
le osobisty stosunek do ludzi uległ pewnemu zamąceniu.
Nicodemiemu wydaje się, że porusza problematy stare
i wielkie w sposób taki, w jaki je widzieć należy. 'rym­
czasem porusza je właśnie tak, jak ich nie należy widzieć,
jak je należy zwalczać, w sposób niemoralny. szkoltwy.
Bo napewno szkodliwą rzeczą jest nie podać komuś mie­
cza, kiedy go napada wróg, jeśli ten ktoś jest naszym
przyjacielem, ale również szkodliwą rzeczą jest przeoho-
Szekspir, autor "Hamleta", nie wziął tego duńskie­
go schizofrenika tylko dlatego za przedmiot swoich roz­
ważań, że tenże Hamlet był człowiekiem chorym. Szekspir
miał przez usta tego człowieka coś więcej do powiedzenia
niż pan Nicodemi przez usta chorego Mar-iusza, Pan Ni­
codemi pomylił się. Pan Nicodemi. wog óle się myli. 8ą­
QzH on, że je�o komedja ,/Dzięń/ Świt i N oc" jest presją
		

/Czasopisma_186_01_0394.djvu

			14
Nr. 20.
dzić do porządku dziennego, a nawet śmiać się (akt 111!)
z tego, kiedy ktoś inny, zmożony cierpieniem, miecza tego
ująć nie jest zdolny. A już najmniej śmieszne jest wpro­
wadzanie w grę prawdziwych uczuć ludzkich, które mają
się budzić na tle ciągle za kratą granego Danse Mucabrc.
zapiekłych tradycyj zwyczajowych "szalona" czy tylko
bezg ranf czu ic "zuchwala" Szwedka. Ale kiedy Norwegja
i Szwecja już wyszły zwycięsko z przełomów, które ze­
rwały ich .iedność państwową,
Czy autorka, wydając książkę powtórnie, powinna
hylu przemienić Chl'ystjanję na Oslo i odprawić requiem
nad Ellen Kev, która już nie wywraca do góry dnem zało­
Ż<'11 ruchu kobiecego i hasłom, że "miłość bez małżeństwa
jest mornlniejsza, niż malżeństwo bez miłości" nie oburza
pruderji rodzin bogobojnych. Czy J. Tomicka powinna
była dostosować książkę swoją do zmian powo iennych f=­
Sądzę, że przypomnienie w kilku miejscach "pisan�
w 1912 r." wystarcza nujzupelrriej. Niby po wojnie prze­
wartościowało się wszvstko. Ale muzea, gliptoteki, wsi
lichie szkól najdoskonnlsz.yeh, domów i uniwersytetów lu­
dowych, stacyj doświadczalnych, zbiorów przemysłu lu­
dowego są, jak były. I są te same zachody słońca nad
fiordami. Jest cud-jeziorko w lasku brzozowym z ławecz­
ką pod jodłami, gdzie, "cicho, cichutko wygładzają i koją
bóle życiowe tchnienia balsaruiczue". Jest, jak było, mi­
styczne sklepienie buków skodborakich. Nie runął zamek
Hamleta w Helsinger. I nie przestali Niemcy z wozów
turystycznych zwracać glów na komendę za palcem prze­
wodnika. I nie przestał rozbrzmiewać chór a capella "co­
lossalt famos!", żeby w przerwach między jednym zachwy­
tem a drugim ustępować miejsca rozprawom na temat
najlepszego piwa.
Brak smaku byl zawsze właściwy niektórym synom
z ieiu i Południa. Bo Włochy przecież oprócz Dantego wy­
dały także Aretina. Nam zresztą, synom Pólnocv, nic nie
szkodzi, że Nicodemi pisze sobie podobne sztuki, ale po­
róż dyrekcja Teatru Narodowego takie sztuki puxzczn na
scenę' Podobno kwalifikował tę sztukę dyrektor 'I'rzciń­
ski, którego otrzymał szczęśliwy Lwów. Może była to je­
g'o drobna złośliwość przed opuszczeniem uiewdzteczuo.i
stolicy' Ale dyrekcja pozostała i my zmuszeni do prow.i­
dzen ia jej c o n t o c o r r e 11 t e musimy, niestety sztuko
Nicodemtego zapisać na debet. Obawiam się bardzo, że
bilans tej dyrekcji, nietylko w moich skromnych oczach,
ale i w oczach daleko dalej widzących nie wykaże zbyt
nomvślnveh pozycji.
Wielką. zaiste złośliwością było obsadzenie i tak już
ui eszcześl iwie obsadzanej w tym sezonie, pani Gromnic­
kiej w roli Pirri. Pani Gromuteka. aktorka niepozbawio­
na pewnych walorów w sztukach poetyckich, ale tylko
takich, gdzie do jej postaci domieszać można pewną rolę
tragizmu, nie ma absolutnie tego, co się popularnie u wi­
dzów teatralnych nazywa wdziękiem. Nie ma ona także
ani krzty komizmu. Każda rola musi być zgóry w pe­
wien sposób koncypowana. Muszą być jakieś zamiary
psychologiczne, które należałoby zrealizować. Pani Grom­
nicka widzi każdą rolę, jak podobno mucha widzi świat:
podzieloną na 10.000 obrazów. Pokazuje nam te obrazki,
ale nigdy nie widzimy całości. I nawet winić tu nie mo­
żna reżysera, tak znakomitego, jak pan Zelwerowicz, bo
widocznie i on nie mógł z tej artystki epizodycznej wy­
dobyć epopei, która się składa właśnie z epizodów, ale sa­
nla jest całością..
Kocha p. T'omicka przyrodę i opisuje ją z uniesie­
u ie m. Nie lubi Niomców j subtelnie ironizuje na ich ra­
chunek. Zatapia się w muzeach, składając hołd starym
zabytkom. Ale ua iciekawsze, a tak obce nam jest to
wszystko, co pisze o kobietach skandynawskich.
Walczyły niegdyś orężnie, jak nasza O. L. K. w do­
bie wielkiej wojny. Zaryły się ich nazwiska w historji.
Niesmierteluość zdobyły wieśniaczki ze Smalandu, gdzie
w tyle wieków IW nich przyszła na świat ElIen Key, wiel­
ka bojownica. W czasie poteżn ych wojen XVI, XVII.
XVIII stulecia podtrzymywały kobiety skandynawskie
handel, przemvsł, rolnictwo i administrację wielkich ma­
jątków - za lIl�ŻÓW, którzy nie zdejmowali zbroi. Jak
IlHSZC ks .• Jnblonowskie, 'reofile Sobieskie, Agnieszki Mło­
dz icjewsk ie. Jak u 1H1H, szerzyły oświatę i, jak u nas,
tylko daleko dłużej, bo aż do 1858 r., nie miały prawa
pełuoletnoścl. A pierwszą kobietą, której po śmierci oj­
ca (miała wtedy lat 36) nie ośmielono HiQ narzucić opie­
kuna, bvla "Mamsell Fryderyka", słynna powieściopisar­
ka. Ugiął się przed nią sam król Oskar, do którego wnio-
Pan Zelwerowicz mistrzostwem wlaściwem sobie
przełamal nudności Nicodemiego i stworzył typ uczciwe­
go człowieka, takiego rodzaju, jakich najwięcej spotyka­
my, a najrzadziej spotykać chcielibyśmy.
Pau Brvdsińaki, z tym przedziwnym realizmem nie­
prawdy, który cechuje najświetniejszych przedstawicieli
kreacyj Ibsenowskich, odtworzył swoją rolę.
Była także panna M:ałyniczówna, która, gdy nauczy
się mówić ze sceny, przy swoim miłym wdzięku może by'>
hardzo pożyteczna.
Pani Zahorska była piękną matką.
Za kratami przechadzała si� piękna zamożna wa- sla skargę na poniżenie kohirty i trzymanie jej poza pra-
!'jatka, panna Jaro!:lzewska. ",cm. '�{irlcy pisarze - Strindbrrg i Brandes (ten os ta t-
ni lJOd wpływem Nietzschego) byli wrogami wyzwolenia
kobiety. A jednak w 1912 r. już zdobyły Norweżki i Fin­
ki prawie równe prawa, a Dunki i Szwedki stanęły na
progu icll.
z. P.
Z KSIĄŻEK
Ciekawą byłaby paralela między Fryderyką Hrp-
J a d w i g a P e t r a ż y c k a - T o 111 i c k a.
mer, autorką slynnej "Herty", która wywolała przewrót
" świecie kobiecym, a Orzeszkową i jej "Martą". Cieka­
we również porównanie legend Selmy LagerlOf, laureat­
ki Nobla, z legendami Żmichowskiej. Obie wychowane na
Laśniach ludowych i mytach. I także ciekawe byłoby ze­
stawienie opisu życia ludu Dalekarlji w pracy, zabawie,
szczęściu i trosce z życiem "Chłopów" Reymonta.
A wreszcie wędrówki szalem ogarniętych wieśniaków do
Jerozolimy z w�drówką rzesz emigranckich KonopniG-
S z k i c e s k a n d y n a w s k i e. Gebethner
i W olff. Kraków, 1927.
W drugiem wydaniu pojawiła się praca bardzo ży­
wotnej autorki, która ma za sobą. już cały szrreg studjów,
monografij, obrazów z podróży.
"Szkice skandynawskie" napisane są przed laty 15,
kiedy Chrystjanja była jeszcze Chrystjanją i ze śliczne­
go domku nad jeziorem Viittern waliła z całych sil w mur
•
		

/Czasopisma_186_01_0395.djvu

			15
Nr. 20.
IV KONGRES l\IHiDZYNARODOWY
NAUCZANIA GOSPODARST\V A DOMOWEGO.
kiej, meki tamtych z męką i zgryzotą Pana Balcera. Mo­
że p. 'I'om icka, która zna nawskroś literaturę polską
• i przestud iowalu eon amore twórczość Fryderyki Bremor
oraz Selmv LagerlOf, podejmie ten temat ku ząey.
R z Y m, li s t o p a d 1927.
Harwuc kartkt "Szkiców skandynawskich", pełne
] olutu i rluźe] erudycji, powinny znaleźć się w rękach
wszystkich.
W r. 1908 odbył się we Fryburg u I-szy Kongres Mię­
dzynarodowy nauczania gospodarstwa domowego. W zjeź­
dzie wzięło udział przesblo 600 osób. Prócz licznych prze u­
stawleielf Szwajcarji, zebrali się tam delegaci Wielkiej
Brvtanjt, Stanów Zjednoczonych Ameryki Półn., Francji,
nelgji, Prus, Włoch i Rosji.
c.w.
ŻYCIE SPOŁECZNE
Inicjatorzy przyrzekli sobie trtrzyuiauie stałego kon­
taktu, a by pracować wspólnie nad u Iepszeu iem metod go­
spodarstwa. Kwest je, poddane badaniu, potraktowane zo­
siały gruntownie i kompetentnie.
.K URS INS'PRl K'['ORSKI GOSPODARS'rW A
DOMOWEGO DLA WŁOśCIA EK.
Kongres postanowił stworzyć Miedzy narodowe Biu­
ro Stud iów nad Gospodarstwem Domowem, którebv:
Doskonalą myśl miały Ziemianki, postarawszy się
() zdobycie, jako stalej swojej instruktorki, p. J u l .i i
R o b CI k ó W 11 y, osoby wysoce uspołeoaniouej, która
w pracę swoją zawodową, prócz doskonałego fachowego
przygotowania, wkłada nietylko wielkie za m lł.ow au lc, a le
rzadką umiejętność zdobywania serc uczeu ic. Ktlk odn lo­
we kursy zostawiają po sobie smugę dlugioh, radosnych
wspomuień.
1) było łącznikiem między uczestnikami kongresu,
2) służyło jako biuro informacji i centrala wszel
kich dokumentów, dotyczących nauczania gospodarstwa
w poszczeg óluvch krajach,
3) znpoczątkowalo Międzynarodową. Bibljotekę go­
spodarczą,
4) zwoływało Kongresy Międzynarodowe i wspiera­
ło komitety organizacyjne kongresu.
Odbyły się one niedawno, za starnuicm Ziemianek
Koła Sicradzkiego, w Tubądzinie, dokąd przy jechała
l). Robakówna i g'dzie zgromadziły się uczenice z dwóch
sąsiednich wsi paruf'julnyeh.
W r -, 1912 Belg ia zwróciła się do Miedzynarodowe­
p;o Biura z propozycją zwołania następnego zjazdu
w Gand. Zjazd len odbył się w r. 1913, przvczem liczył
około tysiąca uczestników i delegatów 15-tu państw.
Ogółem korzystały z kursów 22 osoby, żony i córki
g'()spodarzy. Nauka gotowaniu odbywała się !lic w dwor­
skiej kuchni, bo warunki środowiska iuusialv być zacho­
wane. Na kuchni jednej z włościanek gotowano codzicń
dwa obiady z różuvch dań na iprostszvch. Poza tem nau­
czyła p. Robakówna wychowanki swoje robienia galaret
z pomidorów, gu lauty n z drobiu, o który najlaiwiej na
wsi, tortów praktycznych z grochu, marchwi, kaszy, pącz­
ków, ciastek kruchych oszezędnvch, nic podnoszących
zbv t.n io skali wydatków. NiC' zapomniano też o winach
owocowvch i k wns ie na drożdżach i. zw. "szampallie", ta-
Kongres w Gand uznał owocność pracy Międzyna­
rodowego Biura i wyraził życzenie, aby poszczególne rzą­
dy i związki gospodarcze udzielały mu swego poparcia.
Trzeci Kongres miał miejsce w Paryżu w r. 1922.
Sil państwa przysłały swych oficjalnych przedstawicieli,
a liczba uczestników obrad przekroczyła 3 tys. Oczywi­
ście, tym razem w zjeździe brala również udział wolna
Polska.
Podczas, g'eJy Kong-res F'rvburski zajmował !'ię kwe­
stją nauczania gospodarstwa, jako działem koniecznYIll
dla całości wykształcenia kobiecego, - Kongres w Gana
rozpatrywał ją raczej z punktu widzenia przemysłowego.
\Vreszcie Kongres Paryski uznał konieczność studjów rol­
niczo - gospodarczych, opierając się na tej zasadzie, że za­
jęcie domowe jest "zawodem" wymaga regularnej
i gruntownej nauki szkolnej.
• nilll, SJ1Iar,r,llYIlI i... hrz alkoholu. O zmierzchu odbywały
się pogadanki kulinarue i z dziedziny higjeny. Jak na­
leży myć garnki, nie używn'"' jetJ.:JJ'('h i b'C'h SHJJlyr'h do
prania i gotowania, myl- ręce przed i .po i ')h{J(�i." lItrz� llly­
wać czystość ciaja. Przed rozejściem się śpiewy zbiorowe.
• Na zakOllczC'llie kursów, co wypadło w niedziele::.
nrządzOlIO IJodwiC'C'zorek. Każda .kursistka zaprosiła po
cztery osohy z rodziny. Rau1(' poznosiły stoły, nakryły j(',
ubrab� kwiatami. Podzielone lIa brygady, gotowały ka­
we:: i herbnte::, roznosiły, czc:stowaly. Po podwieczorku
śpiewy i przemówienia. Dzierlzic tubądziński dziękował
instruktoree. Jedna z kurRistek z własnej inicjatywy po­
dziękowała p. Robakównie, dziedzicom i gościom.!'. Ho­
bllkówn:1 w słowach serdecznych prosiła, żeby praca jej
LJyla tylko podwaliną .dalszych poczynall. Zeby uczelli­
ce jej zbierały się nadal, pomagały sobie wzajemnie, uczy­
ły jedna drugą.
\v tym roku, w Rzymie, Kongres lV-ty zajmie się
głównie metodami lIaukowemi gospodarstwa domowego
i powoła do pomocy i współpracy uniwersytet i labora­
torja. Będą też badane sprawozdania i dokumenty w ce­
lu ustalenia statystyk i wykreślenia tablic, ilustrują.cych
stan sludjów gospodarczych w poszczególnych paJlstwaeh.
Ja tychmiast po oznaczeniu terminu i miejsca IV-go
Kongresu zaczęły napływać tłumnie zapytania o program
odrad. Nie jest on jeszcze szczegółowo opracowany, poua­
jemy go poniżej w kilku głównych punktach.
Program prac Kongresu.
J ak bardzo umiała przywiązać do siebie kursistki,
dowodem, iż dowiedziawszy się, że ma wracać w nocy
3 klasą, uru1uzily naprędce składkę i uprosiły, aby przy­
j<:ła od nich dopłatę do 2 kl., jako dowód troski o jej wy­
gody.
Nauka gospodarstwa z punktu widzenia ogólnego.
1) Nauczanie gospodarstwa domowego i higjen:.'
domowej, jako podstawa wykształcenia kobiecego.
2) Kwest ja egzaminów i dyplomów, uprawniCJl
i stopni naukowych.
Tak drogą wskazall praktycznych przy serdecznem
OhCOWHllill wci1lga się żywioJ surowy na wyżyny kultury.
lV. A,
a) Rozwój nauki gospodarstwa domowego w po­
szczególnych krajach po Kongresie Paryskim (1922).
		

/Czasopisma_186_01_0396.djvu

			16
Nr. 20.
Nauka gospodarstwa z punktu w i d z e n i a
z a w o d o w e g o.
w chwili obecnej obawę, aby amerykanki nie oddały się
całkowicie pracy zawodowej, lekceważąc obowiązki go­
spodyni i matki.
4) Zawodowe studja gospodarcze. Środki ułatwie­
nia nauczania gospodarstwa dziewczętom z klasy robotni­
czej i włościańskiej.
W Anglji przeszło 200 kobiet zajmuje stanowiska
kierownicze, t. j .. szefów banków, domów handlowych, to­
warzystw asekuracyjnych, dzienników, wielkich magazy­
nów, hoteli, restauracyj.
5) N auka gospodarstwa miejskiego j wiejskiego.
Studja średnie i wyższe.
6) Metody nauczania.
Wiele z pośród kobiet "nie lubi" handlu i ma w tej
dztedzinie nierozumne przesądy. A przecież tyle zdol­
nych kobiet, obdarzonych zmysłem organizacyjnym, mo­
globy zdobyć tą drogą majątek, zapewnić byt sobie
i swym rodzinom. Czyż Henry Ford nie jest przykładem,
do czego można dojść, mając twórczy umysł, odwagę i wy­
trwałość'l
7) Współpraca vz uniwersytetem i laborator iami.
8) Fayolizm i Tayloryzm w organizacji gospodar­
stwa i zarządzaniu domem.
9) Wpływ estetyczny i moralny pracy domowej.
Na czas trwania Kongresu zorganizowana będzie
Międzynarodowa Wystawa przyrządów gospodarczych
i wszelkich przedmiotów, służących do upiększenia domu
i ulepszenia metod gospodarstwa.
Zagą dnienf a handlowe nie powinny być obce współ­
czesnej kobiecie. W o ina i pOKÓj są często powodowane
brakiem lub nadmiarem węgla, nafty czy zboża - pro­
dukcja i konsumpcja, wszelkie kwestje finansowe, mają
obecnie Wpływ decydujący na harmonją życia narodów.
Uczciwe i rozumne prowadzenie przedsiębiorstwa handle­
wego czy przemysłowego może być piękną służbą spoleez­
fmi i państwową .
N. K.
PROSIMY O ODNOWIENIE PRENUMERATY
•
N A SIERPIE�.
. Trzeba nam nietylko gen iuszy handlu i finansów
[I hy wyprowadzić nas z chaosu ekonomicznego, ale rów­
nież pewnych, rzetelnych kierowników, wzbudzających
pełne zaufanie na terenie ekonomicznym.
CZY WIECIE, ŻE ....
Urzędniczka biurowa, stukająca uiezmiennie na ma­
szynie, nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, że obecnie
wszystkie karjery otwarte są dla kobiet, że osiągnąć mo­
gą wysokie i wpływowe stanowiska, np. jako kierownicz­
ki czy też członkinie rady wielkich przedsiębiorstw han­
dlowych lub przemysłowych.
Ameryka jest krajem, gdzie kobietom dozwolono
oddawna "to make things go". Rezultaty są doskonale.
Cywilizacja i kultura rozwijają się pełniej, równowaga
jest stalsza, gdy mężczyzna i kobieta pracują i działają
lrazem.
'f y lko kobieta wyzwolona z przesądów i płytkiego
dyletantyzmu, osiągnie cel i sens życia, odpowiadające
jej indywidualności. Ufajmy naszym siłom i przygoto­
wujmy Rię do nowych zadań.
We wszystkich epokach i krajach kobiety zawsze
wykazywały zmysł praktyczny i zdolności handlowe.
Jedne z naj wspanialszych magazynów mód w Paryżu,
Paquin i Bon Marchś, powstały i rozwijały się dzięki ini­
cjatywie i dzielnemu kierownictwu kobiet.
1
I
--0--
Amerykanki już od stu lat zaczęły obejmować od­
powiedzialne stanowiska w handlu i przemyśle. Napływ
kobiet do fabryk i biur jest tak wielki, że wzbudza to
PROSIMY O OPŁACENIE ZALEGŁEJ PftENU.
MERATY.
Do wiadomości naszych czytelniczek podajemy, że redakcja i adminlstracja '
"K obieły Współczesnej" zosłała przeniesiona na ulicę G�rnośląską 20, łel. 401-24.
Konło P. K. O. 14560.
Redakcja i Administracja - Górnoślaska �o, tel. 401·24. Konto P. K. O. 14560.
PRENUMERATA:
PRENUMERATA ZAGRANICZNA:
w Warszawie i na prowincji
w Ozeehcsłowaefl I Wegrzech - jak w obrocie we­
wnętrznym; w innych krajach:
Mie8i�cznie 5 zł.
Kwartalnie 14 zł.
Pólrocznie 26 zł.
mlealeeznle
kwartalnie
półrocznie
6.58 gr.
18.- gr.
35.- gr.
Dla prenumeratorów w Warszawie, którzy będą odbierać
numer w naszej administracji . • " zł. 50 gr.
Dla nauczycieli szkół powszechnych wprowadzamy wy·
j�tkowo 1l1�ową )łrenumeratę • . 3 zł. 90 gr.
Zmiana adresu 50 groszy.
Ceny ogłoszeń: Na wewnętrznych stronach okładki 1/ Ogłoszenia na ostatniej stronie okładki ł za tekstem
1 stronica-400 zł., � str.-200 zł., X str.-100 zł. II o 50% drożej.
\
Wydawca: E. Grocholska.
Druk. "Kobiety W spółczesnej", Marszałkowska 148.
Redaktorka: W. Pełcsyńska,